Blog

  • Meta znów rozpala inwestorów. JPMorgan podnosi cenę docelową po starcie Muse

    Meta znów rozpala inwestorów. JPMorgan podnosi cenę docelową po starcie Muse

    Meta wraca na celownik inwestorów. Po wrześniowym debiucie agenta AI Muse notowania odbiły, a JPMorgan zareagował podwyżką rekomendacji. Doniesienia różnią się jednak co do wysokości nowego celu.

    Muse to nie chatbot

    W USA Muse działa od 8 września, a w Kanadzie od 18 września – na razie tylko tam. To nie jest wyłącznie chatbot – to agent, który ma działać w imieniu użytkownika: rezerwować podróże, wysyłać e-maile i robić zakupy. Korzystać mogą tylko pełnoletni. Wersja podstawowa nic nie kosztuje, ale obowiązują w niej limity; wykupienie subskrypcji za 20 lub 100 dolarów miesięcznie zwiększa możliwości.

    Pierwsze dane o popularności robią wrażenie. W niecałe dwa tygodnie na iPhone’ach w Ameryce Północnej odnotowano 1,8 mln pobrań. Dla porównania aplikacja ChatGPT od OpenAI miała przy starcie w maju 2023 roku 1,3 mln pobrań.

    Giełda znów patrzy na AI

    Rynek zareagował szybko. W czwartek akcje Meta zdrożały o 4,5 proc., a od poniedziałku zyskały ponad 16 proc., osiągając ok. 778 dolarów. AFP zwraca uwagę, że to największy jednodniowy wzrost od kwietnia 2025 roku i powrót do poziomów z lata 2025.

    Wcześniej kurs miał słabsze momenty: w marcu spadł do ok. 525 dolarów po dwóch orzeczeniach sądowych dotyczących wpływu serwisów Meta na zdrowie psychiczne młodych ludzi, a w lipcu znalazł się pod presją kosztów AI. Spółka podniosła na 2026 rok prognozę nakładów inwestycyjnych do 125–145 mld dolarów; AFP podaje, że tegoroczne nakłady na AI mogą sięgnąć 145 mld dolarów. Dla spółki, która niemal wszystkie przychody czerpie z reklamy, to istotne pytanie.

    JPMorgan: 820 czy 920 dolarów?

    JPMorgan podniósł rekomendację dla Meta do Overweight. W materiale Comparic.pl analityk Doug Anmuth wyznaczył cenę docelową na 820 dolarów; przy kursie ok. 648 dolarów oznaczałoby to ponad 25 proc. potencjału wzrostu. Z kolei Interia, powołując się na AFP, przekazała, że w czwartek JPMorgan podniósł cel do 920 dolarów. Obie relacje wiążą decyzję banku z postępami Meta w komercjalizacji AI.

    W materiale Comparic.pl mowa zarówno o asystencie Muse, jak i o rozwoju Meta Model API. Bank ocenił, że AI może stopniowo stać się źródłem wysokomarżowych przychodów, a nie tylko kolejnym kosztem. W relacji Interii padła natomiast opinia JPMorgan, że Muse może stać się „najczęściej używaną konsumencką aplikacją AI od czasu ChatGPT”.

    Wycena Meta sięga mniej więcej 22-krotności prognozowanych zysków, czyli poziomu niższego niż pięcioletnia mediana. JPMorgan uważa, że podstawowy biznes reklamowy Meta daje jej wystarczające środki na agresywną rozbudowę infrastruktury.

    Wall Street trzyma kurs

    Nie tylko JPMorgan patrzy na Meta z optymizmem. Średnia rekomendacja analityków to wciąż Strong Buy (4,67 punktu w pięciostopniowej skali), a średnia cena docelowa to ok. 751 dolarów – około 15 proc. powyżej kursu w chwili publikacji tych danych. Prognozy są jednak rozrzucone: od 580 do 1000 dolarów. Barchart ocenia krótkoterminowy obraz techniczny jako „8% SELL”.

    Prowizje, okulary i zasięg

    Meta nie zamierza polegać wyłącznie na subskrypcjach. Podczas konferencji Connect zapowiedziano, że Muse trafi wkrótce do inteligentnych okularów spółki. Wśród partnerów handlowych Meta wymieniła m.in. Walmart; dzięki takim współpracom może liczyć na prowizje od zakupów.

    Jak twierdzi Meta, z jej usług korzysta dziennie ponad 3,6 mld osób. Meta ma za sobą podobnie szybki start Threads w 2023 roku – 100 mln rejestracji w pięć dni. Później dynamika osłabła; TechCrunch podawał w styczniu ok. 140 mln dziennych aktywnych użytkowników.

    Zaufanie i blokady

    Już na starcie pojawił się konflikt z Amazonem. Firma zablokowała Muse dostęp do swojej strony, twierdząc, że agent nie przedstawiał się jako bot podczas przeglądania i zapamiętywał dane logowania klientów. Meta zapewnia, że hasła i metody płatności nie są dla Muse widoczne.

    Do tego dochodzi zaufanie. W badaniu Oppenheimer Amerykanie wskazywali, komu powierzyliby hasła do innych aplikacji. Meta dostała 8 proc. wskazań, a Google 30 proc.

    AI musi zacząć zarabiać

    Muse ma być jednym ze sposobów na to, by miliardowe wydatki na AI zaczęły pracować także poza modelem reklamowym.

  • Polimex-Mostostal zbuduje gigantyczne hale dla polskiego atomu. Kontrakt na 292 mln zł

    Polimex-Mostostal zbuduje gigantyczne hale dla polskiego atomu. Kontrakt na 292 mln zł

    Bechtel, generalny wykonawca pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, wybrał Polimex-Mostostal do budowy zaplecza montażowego dla reaktorów AP1000. Jedna z największych polskich firm budowlanych zaprojektuje i postawi dwie wielkowymiarowe hale w gminie Choczewo na Pomorzu. Kontrakt opiewa na 292 mln 171 tys. 570 zł netto, a termin realizacji to 1158 dni w systemie „zaprojektuj i wybuduj”. Umowa obejmuje dostawę, montaż i oddanie do użytkowania obu hal. Hale mają służyć do scalania wielkogabarytowych modułów konstrukcyjnych i mechanicznych reaktorów AP1000.

    Oficjalny komunikat pojawił się w czwartek przed godz. 15 i od razu podbił notowania. Przed zamknięciem sesji na warszawskiej giełdzie akcje Polimexu kosztowały blisko 7,50 zł, czyli prawie 8 proc. więcej niż dzień wcześniej. To wciąż mniej niż tegoroczny szczyt w okolicach 10 zł, ale kilkukrotnie więcej niż dołek z końcówki 2024 r. Cały biznes spółki wyceniany jest na mniej niż 2 mld zł.

    W ramach kontraktu Polimex-Mostostal wykona pełen zakres usług inżynieryjnych: przygotuje dokumentację projektową potrzebną do uzyskania pozwoleń, dostarczy materiały, przeprowadzi montaż konstrukcyjny, testy, odbiór i końcowe przekazanie obu hal. Hale będą częścią zaplecza produkcyjno-montażowego dla trzech bloków jądrowych realizowanych na zlecenie Polskich Elektrowni Jądrowych. To pierwsza polska elektrownia jądrowa Lubiatowo-Kopalino, której wykonawcą jest konsorcjum Westinghouse – Bechtel.

    Po co gigantyczne hale?

    Projekt opiera się na reaktorach generacji III+ firmy Westinghouse, których wyróżnikiem jest zaawansowana modułowość. Budynek reaktora i jego systemy składają się z dziesiątek gotowych, stalowo-betonowych modułów strukturalnych i mechanicznych. Największych elementów – jak moduł CA01 ważący ok. 1000 ton – nie można przewieźć w całości z fabryk ze względu na ich rozmiary i wagę. Dlatego będą montowane w halach bezpośrednio przy placu budowy. Wewnątrz powstaną m.in. moduły strukturalne i mechaniczne, pierścienie i dach obudowy bezpieczeństwa oraz panele budynku osłonowego.

    Prezes Bechtel Polska Leszek Hołda zwraca uwagę, że to w Polsce przedsięwzięcie niemal bezprecedensowe. Hale będą wysokie jak 12-piętrowy biurowiec, a ich podstawa będzie większa niż boisko piłkarskie. Podobnych obiektów jest w kraju tylko kilka, a ten ma być pierwszym, w którym montowane będą ważące ponad 1000 ton elementy wyspy jądrowej. Jak mówił Hołda, „jest to szczególny kontrakt, bo pierwszy bezpośrednio wspierający budowę obszaru jądrowego elektrowni”.

    Polskie firmy w grze

    Prezes Polskich Elektrowni Jądrowych Marek Woszczyk podkreśla, że krajowy komponent jest dla inwestora ważny. Budżet realizacyjny pierwszej elektrowni jądrowej, liczony tylko dla polskich firm, przekracza już 2,2 mld zł, z czego 400 mln zł trafia do pomorskich przedsiębiorstw.

    „Mamy przed sobą kolejną polską firmę, która zgodnie z zasadami konkurencyjności i wymaganiami wykonawcy pozyskała niebagatelne zamówienie w ramach projektu budowy elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino” – mówił Woszczyk.

    W jego ocenie wiele rodzimych spółek ma odpowiednie doświadczenie i know-how, a PEJ zamierza nadal korzystać z ich potencjału. Kontrakt z Polimex-Mostostal to realny przykład, że polskie firmy mają potencjał inżynieryjny i mogą być filarem tej inwestycji. Udział krajowych wykonawców ma też znaczenie dla transferu nowoczesnych technologii i budowy kompetencji w energetyce jądrowej.

    Co dalej z inwestycją?

    Inwestycja w Choczewie jest w fazie przygotowawczej. 23 września PEJ ogłosiły porozumienie z konsorcjum Westinghouse i Bechtel w sprawie głównych warunków handlowych umowy na budowę elektrowni. Strony zadeklarowały determinację, by zakończyć negocjacje do końca roku. W sierpniu Bechtel przejął teren budowy, a obecnie trwa drugi etap prac przygotowawczych oraz pogłębione badania geologiczne. W marcu PEJ złożyły do Państwowej Agencji Atomistyki wniosek o zezwolenie na budowę.

    Pierwszy reaktor AP1000 ma rozpocząć pracę w 2036 r., kolejne – w 2037 i 2038 r. Szacunkowy koszt całej elektrowni to ok. 190 mld zł.

  • Unia kończy z anonimowym złotem i kryptowalutami. Nowe progi od lipca 2027 r.

    Unia kończy z anonimowym złotem i kryptowalutami. Nowe progi od lipca 2027 r.

    Już za niecały rok – od 10 lipca 2027 r. – w całej Unii Europejskiej zaczną obowiązywać przepisy rozporządzenia AMLR (UE) 2024/1624. To koniec anonimowych zakupów złota, kryptowalut, biżuterii i innych dóbr wysokiej wartości: klient będzie musiał się legitymować, a sprzedawca – rejestrować transakcję.

    Pieniądze nie będą już anonimowe

    Przy gotówkowym zakupie złota od 3 tys. euro (około 13 tys. zł) dealer metali szlachetnych będzie musiał ustalić tożsamość kupującego. Te same zasady obejmą biżuterię, zegarki, samochody i inne dobra luksusowe. Dla kryptowalut próg identyfikacji będzie jeszcze niższy – 1 tys. euro.

    Powyżej 10 tys. euro weryfikacja będzie pełna: dowód osobisty, numer PESEL i dokumentacja trafiająca do wewnętrznej bazy sprzedawcy. Przy tak dużej transakcji płatność gotówką w ogóle zniknie – zostaną karta lub przelew.

    To duża zmiana w porównaniu z polskim rynkiem: do tej pory złoto inwestycyjne można było kupić za gotówkę niemal anonimowo. Jak zauważa Tavex, obecny próg obowiązkowej weryfikacji wynosi 15 tys. euro.

    Egzekutor: AMLA we Frankfurcie

    Nowe zasady ma egzekwować AMLA – Urząd ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy i Finansowaniu Terroryzmu. Agencja ma siedzibę we Frankfurcie nad Menem i działa operacyjnie od połowy 2025 r. Będzie nadzorować wdrażanie przepisów w całej UE, łącząc bezpośredni nadzór nad największymi instytucjami finansowymi z koordynacją krajowych organów.

    Twórcy regulacji deklarują, że chodzi o domknięcie luk wykorzystywanych do prania pieniędzy i finansowania nielegalnej działalności. Złoto i kryptowaluty od lat znajdują się pod lupą regulatorów, bo łatwo przechowują i przenoszą wartość.

    Sprzedawcy: efekt może być odwrotny

    Branża zwraca uwagę na ryzyko ucieczki w szarą strefę. Adam Stroniawski, członek zarządu Mennicy Skarbowej, zwraca uwagę, że formalnie nowe obowiązki ciążą na sprzedawcy, ale w praktyce dokument przy kasie będzie musiał okazać klient. Już zakup jednej uncjowej monety – której wartość przy dzisiejszych cenach złota przekracza 3 tys. euro – będzie wymagał pokazania dowodu lub paszportu. Ostrzega też, że część rynku, która dotąd ceniła dyskrecję transakcji gotówkowych, może przenieść się do prywatnych ogłoszeń albo poza Unię – a wtedy regulacja osiągnie efekt odwrotny do zamierzonego.

    Jak przygotowują się dealerzy

    Ilona Łasica z Tavex zwraca uwagę, że przy obecnych cenach za 10 tys. euro można kupić 2 uncje złota albo sztabkę 50 g. Zakup 3 uncji lub sztabki 100 g już przekracza limit, więc dealer będzie musiał odmówić przyjęcia gotówki.

    Jej zdaniem zmiana dotknie szczególnie klientów z branż, w których dominuje gotówka – gastronomii, rolnictwa czy lokalnych usług. Jeśli wartość transakcji przekroczy limit, najpierw będą musieli wpłacić pieniądze do banku, a dopiero później zlecić przelew do sprzedawcy.

    Tavex przygotowuje się do nowych regulacji od początku 2026 r. – dostosowuje systemy informatyczne, dokumentację i oceny ryzyka prania pieniędzy. Szkolenia pracowników zaplanowano na styczeń 2027 r.

    Marta Bassani-Prusik z Mennicy Polskiej ocenia z kolei, że dla jej firmy AMLR nie będzie rewolucją. Mennica od dawna identyfikuje klientów nawet przy niewielkich transakcjach, powołując się na ustawę o VAT; wystarczy przestawienie limitów w systemach AML na 3 tys. euro.

    Złoto w dobrej passie

    Przepisy wejdą w życie w momencie, gdy ceny złota wyraźnie rosną. W 2016 r. uncja kosztowała w Polsce około 4,2 tys. zł, dziś to ponad 17 tys. zł – wzrost o blisko 300 proc. w ciągu dekady, czyli średniorocznie około 14 proc. Kto w 2016 r. wydał na złoto 10 tys. zł, dziś miałby około 40 tys. zł.

    Zdaniem Ilony Łasicy wpływ nowych regulacji na światowe notowania kruszcu będzie jednak raczej niewielki. Europa odpowiada za około 9 proc. globalnego popytu na fizyczne złoto inwestycyjne, a przepisy nie zakazują zakupów – ograniczają anonimowe transakcje gotówkowe.

    Możliwy jest lokalny efekt: większy popyt przed wejściem w życie przepisów, a później częściowe przesunięcie sprzedaży do kanałów bezgotówkowych lub poza UE. Jak podkreśla przedstawicielka Tavex, notowania złota będą nadal zależeć przede wszystkim od realnych stóp procentowych, dolara, ETF-ów, banków centralnych i geopolityki.

  • Liderzy AI mówią: zwolnijmy. Tylko czy ktokolwiek posłucha?

    Liderzy AI mówią: zwolnijmy. Tylko czy ktokolwiek posłucha?

    Wyścig, którego nikt nie chce przerwać

    Dario Amodei, prezes Anthropic, wezwał branżę do wyhamowania prac nad najbardziej zaawansowanymi modelami AI. Jego apel poparł Sam Altman, szef OpenAI. Oficjalnym uzasadnieniem jest rosnąca luka między możliwościami modeli a zabezpieczeniami przed ich niewłaściwym użyciem.

    Amodei wskazywał na ryzyka związane z cyberbronią, bronią biologiczną i utratą kontroli nad systemami. Ostrzegł też, że roje agentów AI mogą wkrótce zdominować internet. Jego trzypunktowy plan zakłada m.in., by laboratoria rozwijające tzw. frontier AI zatrudniały niezależnych ekspertów ds. bezpieczeństwa. Za szczególnie niepokojący uznał scenariusz rekurencyjnego samodoskonalenia AI, czyli sytuacji, w której systemy wspierają naukowców w tworzeniu kolejnych, jeszcze lepszych modeli.

    Apel Amodeiego poparł też Elon Musk. Sam Altman, który już wcześniej przystał na propozycję, dodatkowo zapowiedział odroczenie planowanego IPO OpenAI. Anthropic na razie podtrzymuje plany debiutu – nieoficjalne doniesienia mówiły o wycenie około 2 bln dolarów dla Anthropic i 1,5 bln dolarów dla OpenAI. Prezydent USA Donald Trump zbagatelizował obawy, nazywając je „mistyfikacją” podczas rozmowy z szefem Nvidii Jensenem Huangiem na konferencji All-In Summit w Los Angeles.

    Dylemat wspólnego hamowania

    W branży panuje układ, w którym każdy chciałby, żeby konkurencja zwolniła, ale nikt nie chce zrobić tego sam. Dla czołówki, czyli Anthropic i OpenAI, wspólne spowolnienie byłoby wygodne: pomogłoby utrzymać pozycję liderów. Do tego dochodzi kosztowna strona wyścigu – nowe modele wymagają wielkich inwestycji w infrastrukturę, a wysoka rentowność obligacji sprawia, że finansowanie długiem jest droższe.

    Tomasz Smolarek z mTFI zwraca uwagę, że największe laboratoria nie podejmują ruchów w oderwaniu od innych. Ich ostateczny wynik zależy od działań rywali, a konkurencja i geopolityka zostawiają niewiele miejsca na zwolnienie. Jego zdaniem USA i Chiny, podobnie jak same firmy, stoją przed wyborem, w którym jednostkowo racjonalne może być przyspieszanie, mimo że współpraca i ostrożność byłyby lepsze dla wszystkich. Czołówce może zależeć na tym, by rynek zwolnił, co pozwoliłoby dłużej zarabiać na obecnych produktach; pozostali gracze, dopóki nie dogonią liderów, raczej nie mają takiego powodu.

    Infrastruktura nie musi czekać

    Wolniejszy rozwój modeli nie musi oznaczać mniejszych wydatków na infrastrukturę. Jeśli obecne systemy są już na tyle dobre, inwestycje mogą przesuwać się z budowania coraz większych modeli na masowe wdrożenia. Szersze wykorzystanie AI w gospodarce może z kolei zwiększyć zapotrzebowanie na moc obliczeniową, pamięć, sieci i energię.

    Ryszard Miodoński z Insignis TFI nie spodziewa się, by apele o ostrożność skłoniły największe firmy do cięcia planów inwestycyjnych. Jak mówi, popyt na dostęp do technologii AI wciąż przewyższa przyrost podaży nowych mocy. Ograniczeniami są raczej dostępność energii elektrycznej, pozwolenia na budowę czy dostawy chipów i komponentów. Przywołuje szacunki, według których koszt uruchomienia 1 GW mocy obliczeniowej to około 50 mld dolarów, a dostęp do takiej mocy kontraktowany jest w dwu-trzyletnich umowach na 25–30 mld dolarów rocznie; przy kontraktach rocznych stawki mogą sięgać nawet 50 mld dolarów rocznie.

    Smolarek dodaje, że dbanie o bezpieczeństwo może stać się osobnym motorem nakładów. Budżet inwestycyjny nie musi rosnąć, ale może zmienić się jego rozkład: mniej mocy obliczeniowej na trening, więcej na kontrolę i inferencję. Gdyby konieczne było uruchamianie tysięcy agentów w izolowanych środowiskach, testowanie milionów scenariuszy i nadzorowanie jednych modeli przez drugie, samo zapewnienie bezpieczeństwa mogłoby wymagać ogromnych zasobów.

    Czy wyścig faktycznie zwolni?

    Mimo jednomyślnych deklaracji Miodoński wątpi w realne spowolnienie. Altman po apelu Amodeiego tłumaczył, że „spowolnienie” należy rozumieć raczej jako brak przyspieszenia. Skoordynowanie takich działań na poziomie globalnym jest w praktyce niemożliwe – zarówno USA, jak i Chiny traktują przegraną w wyścigu AI jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, a administracja Trumpa odrzuca propozycje, które mogłyby osłabić amerykańską dominację.

    Konkurencja wciąż przyspiesza. Elon Musk pracuje nad serią nowych odsłon Groka, od wersji 4.7 aż po Groka 5, a Meta rozwija modele Muse Spark. Według doniesień medialnych Anthropic szacuje swoje wydatki na infrastrukturę AI na około 180 mld dolarów do 2029 r., a jego pipeline inwestycyjny może sięgać ponad 500 mld dolarów.

  • Nowe prognozy OECD i NBP: globalny wzrost w górę, polskie stopy mogą pójść w dół

    Nowe prognozy OECD i NBP: globalny wzrost w górę, polskie stopy mogą pójść w dół

    Światowa gospodarka ma w 2026 r. urosnąć szybciej, niż zakładała czerwcowa projekcja OECD. Równocześnie jednak OECD ostrzega przed wyższą inflacją i skutkami konfliktu na Bliskim Wschodzie. W piątek do tych prognoz doszła publikacja Rady Polityki Pieniężnej: „Założenia polityki pieniężnej na rok 2027”. RPP zakłada spowolnienie polskiego PKB w przyszłym roku, a Business Insider ocenia, że bardziej prawdopodobny jest scenariusz obniżek stóp procentowych niż ich podwyżek.

    Wzrost w górę, inflacja też

    Z najnowszego raportu OECD wynika, że globalny PKB urośnie w 2026 r. o 2,9 proc., czyli nieco szybciej, niż zakładała czerwcowa projekcja (2,8 proc.). W 2027 r. organizacja spodziewa się wzrostu o 3,0 proc. wobec wcześniejszych 3,1 proc. OECD zastrzega, że roczne wartości nie oddają pełnego obrazu, bo kwartalna ścieżka wzrostu różni się od scenariusza przedstawionego w czerwcu. Prywatny sektor póki co zaskakuje odpornością, ale szok cenowy na rynku surowców okazuje się bardziej trwały, niż wcześniej sądzono.

    Jak czytamy w raporcie:

    Prognozuje się, że globalny wzrost PKB wyniesie 2,9 proc. w 2026 r. oraz 3,0 proc. w 2027 r.

    OECD wskazuje też, że w części gospodarek zaczną wyczerpywać się zapasy i oszczędności gospodarstw domowych. Do końca 2026 r. i na początku 2027 r. globalny wzrost ma przez to napotykać trudności, zanim – zgodnie z założeniem raportu – zakończenie wojny z Iranem pozwoli na stopniowe ożywienie. Organizacja dodaje, że w wielu gospodarkach G20 wzrost nadal będą wspierać wydatki i produkcja związane ze sztuczną inteligencją; mają one często przeważać nad słabszymi inwestycjami w pozostałych obszarach.

    Wyższe koszty energii to główny powód, dla którego inflacja w grupie G20 ma wzrosnąć z 3,4 proc. w 2025 r. do 4,1 proc. w 2026 r. W 2027 r. ma spaść do 3,6 proc. W samych Stanach Zjednoczonych inflacja zasadnicza ma się obniżyć z 3,6 proc. w 2026 r. do 2,6 proc. w 2027 r. W strefie euro spadek będzie minimalny – z 3,0 proc. do 2,9 proc. – częściowo przez ostatni skok cen gazu. Japonia, przez napięty rynek pracy i silny wzrost płac nominalnych, może odnotować wzrost inflacji z 1,8 proc. do 2,6 proc.

    Bliski Wschód i cieśnina Ormuz

    Za kluczowe ryzyko OECD uznaje wojnę USA i Izraela z Iranem. Utrzymująca się niepewność co do rozwoju konfliktu może zdestabilizować prognozy, zwłaszcza jeśli chodzi o ceny surowców. Organizacja wymienia tu utrzymujące się ograniczenia eksportu przez cieśninę Ormuz, zakłócenia na alternatywnych szlakach, np. przez Bab al-Mandab, oraz kolejne uszkodzenia infrastruktury wydobywczej. Szybsze od przewidywań ożywienie popytu importowego ze strony Chin i innych importerów mogłoby z kolei podnieść ceny powyżej poziomów z rynków terminowych.

    OECD zwraca też uwagę na relatywnie niski poziom europejskich zapasów gazu i na spadek zapasów paliw, w tym oleju napędowego w Europie. Przyszłe niedobory energii mogą być szczególnie dotkliwe dla branż o wysokim zapotrzebowaniu na prąd, takich jak sektor AI.

    NBP: 2027 r. z niższym PKB

    Rada Polityki Pieniężnej, działająca w ramach NBP, opublikowała dokument „Założenia polityki pieniężnej na rok 2027”. Bank centralny podtrzymuje w nim cel inflacyjny na poziomie ok. 2,5 proc., z dopuszczalnym pasmem odchyleń 1,5–3,5 proc. Stopy procentowe pozostaną głównym narzędziem polityki pieniężnej.

    Według RPP dynamika PKB w 2026 r. ma być podobna do ubiegłorocznej. Wzrost będzie wspierać absorpcja funduszy unijnych, która zwiększa dynamikę inwestycji. W drugą stronę będą działać negatywne skutki bliskowschodniego szoku podażowego oraz niższa dynamika wynagrodzeń. W 2027 r. tempo wzrostu ma się obniżyć, a inwestycje będą rosły wolniej niż rok wcześniej. Na rynku pracy ma być przy tym korzystnie, ze wciąż niską stopą bezrobocia, choć płace będą rosnąć wolniej.

    Jeśli chodzi o ceny, RPP spodziewa się, że w drugiej połowie 2026 r. inflacja będzie nieco podwyższona ze względu na wycofanie działań podatkowo-regulacyjnych na rynku paliw. W 2027 r. średnioroczna inflacja ma być niższa, bo presja kosztowa ma wygasać, a popyt – słabnąć.

    Co z kredytami i lokatami?

    Business Insider, omawiając założenia NBP, wskazuje, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to stopniowe obniżki stóp procentowych lub utrzymanie ich na umiarkowanie niższym poziomie. Podwyżki są mniej prawdopodobne. Dla kredytobiorców oznaczałoby to zwykle korzystniejsze warunki, a dla posiadaczy lokat – niższe oprocentowanie. Business Insider zwraca też uwagę, że taki scenariusz wspierałby wyceny akcji i obligacji, a największym beneficjentem byłyby obligacje skarbowe o dłuższym terminie zapadalności.

  • Seniorzy przejadą całą Polskę za 10 zł. PKP Intercity ogłasza promocję na Dzień Seniora

    Seniorzy przejadą całą Polskę za 10 zł. PKP Intercity ogłasza promocję na Dzień Seniora

    Jeden bilet, dowolna trasa, 10 zł. PKP Intercity szykuje ofertę, która 20 października – w dniu Europejskiego Dnia Seniora – pozwoli osobom po sześćdziesiątce przejechać krajową trasę bez patrzenia w cennik. Wystarczy spełnić jeden podstawowy warunek: mieć ukończone 60 lat. Promocja nazywa się „Podróż za Dychę dla Seniora” i obejmuje wszystkie kategorie pociągów przewoźnika.

    Na co można liczyć?

    Bilet w promocyjnej cenie 10 zł działa na dowolnej trasie krajowej. Długość trasy nie ma znaczenia – w każdej relacji zapłacimy tyle samo. Oferta obejmuje wyłącznie jednorazowe przejazdy bez przesiadek w ramach krajowej sieci PKP Intercity. Seniorzy mogą wybierać zarówno pociągi TLK i IC, jak i ekspresy EIC oraz składy EIP, czyli Pendolino. Wszystkie pociągi w tej promocji kosztują tyle samo, a przejazdy realizowane są w drugiej klasie.

    Co ważne, promocyjna pula obejmuje także miejsca w wagonach sypialnych oraz w wagonach z miejscami do leżenia. W takim przypadku do ceny biletu trzeba doliczyć opłatę za wybrane miejsce. Rezerwacji można dokonać w kasach, biletomatach, systemie e-IC oraz w aplikacji mobilnej PKP Intercity.

    Kto może skorzystać?

    Oferta została przygotowana z okazji Europejskiego Dnia Seniora, ale nie każdy z niej skorzysta. Promocja obowiązuje wyłącznie na przejazdy realizowane 20 października – w dniu Europejskiego Dnia Seniora. Warunek wieku trzeba spełnić w dniu przejazdu, czyli 20 października 2026 r. – tego dnia podróżny musi mieć co najmniej 60 lat. Ze zniżki mogą korzystać zarówno emeryci, jak i osoby starsze, które wciąż pracują zawodowo. Status zawodowy nie ma tu znaczenia.

    Podczas kontroli w pociągu trzeba będzie okazać dokument potwierdzający wiek. Kontroler ma prawo poprosić o taki dokument. Może to być dowód osobisty, paszport albo cyfrowa tożsamość w aplikacji mObywatel. Dokument ze zdjęciem i datą urodzenia to podstawa, jeśli kontroler zdecyduje się sprawdzić uprawnienia pasażera.

    Gdzie kupić bilet?

    Przedsprzedaż promocyjnych biletów potrwa do 15 października 2026 r. Bilety można kupić w kasach, biletomatach, w aplikacji mobilnej PKP Intercity oraz w internetowym serwisie e-IC. Sprzedaż prowadzona jest stacjonarnie i online. Przewoźnik zachęca do wcześniejszego zakupu – pula miejsc objętych promocją jest ograniczona. Warto też pamiętać, że promocja dotyczy konkretnego dnia podróży. Bilet w tej cenie uprawnia do przejazdu 20 października, a zakupów można dokonywać do 15 października.

    Najważniejsze zasady w skrócie

    • Dzień przejazdu: 20 października 2026 r.
    • Cena: 10 zł za dowolną trasę krajową.
    • Dla kogo: osoby, które w dniu przejazdu mają ukończone co najmniej 60 lat.
    • Pociągi: TLK, IC, EIC oraz EIP (Pendolino).
    • Klasa: druga klasa; wagony sypialne i z miejscami do leżenia wymagają dopłaty za miejsce.
    • Sprzedaż: kasy, biletomaty, serwis e-IC, aplikacja mobilna.
    • Przedsprzedaż: do 15 października 2026 r.
    • Dokument: dowód osobisty, paszport albo mObywatel.

    Co wiemy z poprzedniej edycji?

    To nie pierwszy taki pomysł PKP Intercity. Rok temu przewoźnik zorganizował podobną akcję, w której bilety kosztowały symboliczną złotówkę. Skorzystało z niej niemal 135 tys. seniorów. W tym roku cena wzrosła do 10 zł, ale podniesienie ceny niewiele zmienia w atrakcyjności promocji. Regularne bilety na najdłuższych trasach Pendolino potrafią kosztować kilkaset złotych.

    Doświadczenia poprzedniej edycji pokazują, że najpopularniejsze połączenia mogą zapełniać się szybko. W poprzedniej edycji pula miejsc w najpopularniejszych składach potrafiła znikać szybko. Seniorzy, którzy planują podróż 20 października o konkretnych godzinach, powinni rozważyć zakup biletu na początku przedsprzedaży, zanim z puli znikną miejsca w najchętniej wybieranych składach. Osoby zainteresowane ofertą nie powinny odkładać zakupu na ostatnią chwilę.

    Tegoroczny Europejski Dzień Seniora na polskich torach będzie okazją do tanich podróży – ale tylko dla tych, którzy zdążą przed 15 października.

  • Niemiecki PMI najwyżej od 11 miesięcy. Dobre wieści dla polskich eksporterów

    Niemiecki PMI najwyżej od 11 miesięcy. Dobre wieści dla polskich eksporterów

    Wrześniowe odczyty PMI dla Niemiec i strefy euro pozytywnie zaskoczyły analityków. To dobra wiadomość dla polskich firm: najwięksi odbiorcy krajowego eksportu znajdują się w strefie wzrostu, co daje nadzieję na więcej zamówień.

    Niemcy: najlepszy wynik od 11 miesięcy

    Kompozytowy wskaźnik PMI, łączący dane z przemysłu i usług, wzrósł w Niemczech do 53,8 pkt. To najwyższy poziom od 11 miesięcy. Ekonomiści ankietowani przez Bloomberga i Reutersa nie spodziewali się zmian, a prognoza zakładała utrzymanie odczytu na poziomie 51,8 pkt. W strefie euro kompozytowy PMI wyniósł 53,1 pkt wobec prognozy 51,7 pkt i poprzedniego odczytu 52 pkt. Usługi w strefie euro osiągnęły 53 pkt, a przemysł 52,7 pkt. Wszystkie wyniki pozostają powyżej granicy 50 pkt, która oddziela ekspansję od spowolnienia.

    Za niemieckim zaskoczeniem stoi przede wszystkim odbicie w usługach. Indeks dla tego sektora wzrósł do 52,9 pkt z 49,7 pkt, kończąc pięciomiesięczną serię spadków. To najwyższy wynik od siedmiu miesięcy. Przemysł również pozostaje w fazie wzrostu: wskaźnik PMI wyniósł 53,8 pkt wobec 54,3 pkt miesiąc wcześniej, a osobny wskaźnik poziomu produkcji przemysłowej ukształtował się na poziomie 55,9 pkt.

    Napływ nowych zamówień rósł trzeci miesiąc z rzędu i to w najszybszym tempie od lutego 2022 r. Firmy z obu sektorów wskazywały na większe nakłady inwestycyjne, a globalny wzrost zamówień eksportowych dodatkowo wspierał popyt. Portfele zaległych zamówień zwiększają się drugi miesiąc z rzędu, najszybciej od maja 2022 r., co sygnalizuje rosnącą presję na moce przerobowe.

    Francja i Wielka Brytania w dwóch różnych rytmach

    Poprawa nie dotyczy tylko Niemiec. Francuski kompozytowy PMI wzrósł do 51,2 pkt z 48,5 pkt, głównie dzięki odbiciu usług, które skoczyły do 51,4 pkt z 48 pkt. Francuski przemysł utrzymał się nad kreską na poziomie 50,3 pkt.

    Wyraźnie słabiej wypada Wielka Brytania – czwarty co do wielkości odbiorca polskiego eksportu, za Niemcami, Czechami i Francją, z udziałem 5,1 proc. Jej kompozytowy PMI spadł do 51,7 pkt z 52,5 pkt, nieco poniżej prognozy 52 pkt. Także ten wynik pozostaje jednak w strefie wzrostu.

    Znaczenie dla polskiego eksportu

    To nie są tylko abstrakcyjne wskaźniki. Niemcy odpowiadają za 26,3 proc. polskiego eksportu w tym roku do lipca, choć ich udział spadł z 27,2 proc. rok wcześniej. Strefa euro jako całość odbiera 59,3 proc. polskiego eksportu. Gdy tamtejsza gospodarka przyspiesza, polskie firmy produkcyjne i usługowe mogą liczyć na więcej zamówień eksportowych, a najnowsze dane wprost dają nadzieję na taki scenariusz.

    Co mówią ekonomiści S&P Global

    Phil Smith, dyrektor ds. ekonomicznych w S&P Global Market Intelligence, mówi: „Wstępne dane wskazują na najsilniejszy wzrost aktywności biznesowej od prawie roku, a sektor usług w końcu dołączył do sektora produkcji w strefie wzrostu”. Chris Williamson, główny ekonomista biznesowy w tej samej instytucji, dodaje, że „sektor przemysłowy – z Niemcami na czele – przeżywa najlepszy okres wzrostu od ponad czterech lat”, napędzany wydatkami na sztuczną inteligencję i obronność. Jego zdaniem ożywienie w usługach pokazuje, że poprawa koniunktury ma szeroki zakres.

    Williamson szacuje, że PKB strefy euro rośnie w tempie 0,4 proc. kwartał do kwartału. Zaznacza jednak, że we wrześniu presja inflacyjna znów wzrosła z powodu wyższych cen energii, związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie. W Niemczech koszty nakładów rosły najszybciej od czterech miesięcy, a firmy powszechnie wskazywały na ceny paliw i energii. Mimo to gospodarka pozostaje odporna, a zatrudnienie w strefie euro ponownie nieznacznie wzrosło – drugi miesiąc z rzędu.

    Ekonomista uważa, że odporność gospodarki w połączeniu z rosnącymi cenami może skłonić Europejski Bank Centralny do kolejnej podwyżki stóp procentowych przed końcem roku. Tymczasem niemiecki rynek pracy pokazuje, że ożywienie ma realne przełożenie na firmy. Zatrudnienie w sektorze prywatnym rosło drugi miesiąc z rzędu, w najszybszym tempie od ponad trzech lat, głównie dzięki rekrutacji w usługach. W przemyśle spadek liczby pracowników był najwolniejszy od września 2023 r., a producenci raportują wyższą produkcję i większy optymizm co do przyszłości.

  • Xi w Waszyngtonie: rozejm handlowy przedłużony, wielkiego przełomu nie będzie

    Xi w Waszyngtonie: rozejm handlowy przedłużony, wielkiego przełomu nie będzie

    Xi Jinping wylądował w USA, a Donald Trump przywitał go na lotnisku osobiście. Chiński przywódca przyleciał do bazy Joint Base Andrews pod Waszyngtonem, gdzie w nietypowym geście protokolarnym gospodarz Białego Domu powitał Xi Jinpinga i Pierwszą Damę Peng Liyuan. W tle nie jest jednak tylko ceremonia — wizyta odbywa się na kilka tygodni przed wygaśnięciem kluczowych elementów rocznego rozejmu handlowego.

    Powitanie i plan wizyty

    Xi przyleciał do USA w środę około godziny 18 czasu lokalnego. W czwartek odbędzie się główny punkt programu: formalna ceremonia w Białym Domu, rozmowy z Donaldem Trumpem i oficjalna kolacja. W piątek zaplanowano herbatę w Białym Domu i wspólną wizytę w Archiwach Narodowych. Xi w pisemnym oświadczeniu po przylocie podkreślił, że „oba kraje powinny być partnerami, a nie rywalami”, a chińskie odrodzenie i hasło „Make America Great Again” mogą się wzajemnie dopełniać.

    Rozejm z Pusan przedłużony

    Jeszcze przed rozpoczęciem wizyty sekretarz skarbu Scott Bessent rozmawiał z wiceprzewodniczącym ChRL He Lifengiem. Jak przekazał Fox News, strony uzgodniły przedłużenie porozumienia z Pusan do 10 stycznia. Rozejm ogłoszony podczas ubiegłorocznego szczytu w koreańskim Pusanie miał wygasnąć w listopadzie; kluczowe elementy kończyły się 10 listopada. Na mocy tej umowy wstrzymano część zaporowych ceł, a Chiny odmroziły dostawy metali ziem rzadkich.

    Andreas Rees, główny ekonomista monachijskiego UniCredit, mówi wprost: „Za całą ceremonią jednak zegar tyka”. Jego zdaniem bez przedłużenia wyższe cła, zaostrzone ograniczenia technologiczne i wznowione ograniczenia eksportu chińskich surowców mineralnych mogą znów stać się narzędziami eskalacji.

    Minerały ziem rzadkich i AI

    Na stole negocjacji mają znaleźć się cła, minerały krytyczne i sztuczna inteligencja. Według danych przytaczanych przez Reesa od stycznia do lipca 2026 r. Chiny wyeksportowały do USA około 3,5 tys. ton magnesów trwałych z pierwiastków ziem rzadkich, czyli o 16 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2024 r. Dostawy do UE wyniosły około 15 tys. ton, o 17 proc. więcej niż rok wcześniej i ponad czterokrotnie więcej niż do USA.

    Magnesy trwałe to kluczowy surowiec m.in. dla silników pojazdów elektrycznych, robotów przemysłowych, elektroniki użytkowej i systemów obronnych. USA wznowiły krajowe wydobycie pierwiastków ziem rzadkich i produkcję magnesów, ale wciąż pozostają mocno zależne od chińskich łańcuchów dostaw. Pekin pokazał to w 2025 r., wprowadzając w kwietniu kontrolę eksportu pierwiastków ziem rzadkich i produktów pokrewnych, a w październiku rozszerzając te ograniczenia. Później zawiesił październikowe środki w ramach rozejmu handlowego, ale dostawy magnesów do USA nadal są poniżej poziomu z 2024 r.

    Rywalizacja wykracza poza cła. Pekin kontroluje kluczowe łańcuchy dostaw minerałów, a Waszyngton ma przewagę w dostępie do zaawansowanych technologii półprzewodnikowych i AI. Podczas rozmów przygotowawczych strony zgodziły się na formalny dialog o ryzyku związanym ze sztuczną inteligencją oraz o łączności w sytuacjach awaryjnych, ale amerykańskie ograniczenia dotyczące zaawansowanych chipów nie były częścią przygotowań.

    Cel „30 na 30”

    Przed szczytem Waszyngton i Pekin rozmawiały też o obniżeniu lub zerowaniu ceł na towary niestrategiczne o wartości około 30 mld USD z każdej strony. To wciąż daleko do kompleksowego porozumienia, które obejmowałoby ponad 400 mld USD rocznego dwustronnego handlu towarami. Chiny kupiły przed spotkaniem amerykańską soję.

    Melanie Hart z Atlantic Council uważa, że obniżenie ceł jest niemal pewne. Jak mówi: „Obie strony nazywają to 'celem 30 na 30′ – każda ze stron zniesie istniejące cła na towary importowane o wartości 30 mld dolarów. Ogłoszenie to jest tak powszechnie oczekiwane, że gdyby do niego nie doszło, oznaczałoby to, że coś poszło strasznie nie tak”.

    Oczekiwania co do wielkich ogłoszeń korporacyjnych są jednak mniejsze. Plany przyjazdu licznej delegacji chińskich prezesów miały utknąć z powodu rozbieżności w sprawie chińskich inwestycji w USA. Na kolacji stanowej spodziewani są najważniejsi amerykańscy dyrektorzy technologiczni i finansowi, natomiast Xi może przybyć bez porównywalnej grupy chińskich biznesmenów. To ogranicza pole do efektownych umów i inwestycji, które byłyby przydatne Trumpowi przed wyborami do Kongresu 3 listopada.

    Eksperci: to kupowanie czasu

    Analitycy nie spodziewają się przełomu ani „wielkiego resetu”. Scott Kennedy z think tanku CSIS mówi, że obie strony chcą kupić czas: USA przed wyborami, a Chiny przed kluczowym zjazdem Komunistycznej Partii Chin w 2027 r. Orville Schell z Asia Society przestrzega przed iluzją „dyplomacji wielkich ludzi”. Zdaniem Melanie Hart zapalnym punktem będzie AI, a ważne są też Tajwan i kwestia osób, które – według Waszyngtonu – są nielegalnie przetrzymywane przez Chiny. Hart ostrzega, że jeśli Trump ustąpi, może osłabnąć efekt odstraszania i bezpieczeństwo w Cieśninie Tajwańskiej; jeśli Xi uzna, że może działać wobec Tajwanu, ryzyko konfliktu może wzrosnąć.

    W czwartek 24 września w Białym Domu odbędą się dwustronne rozmowy Trump–Xi. To ich pierwsze bezpośrednie spotkanie od maja 2026 r., gdy Trump odwiedził Pekin. Tematy to przede wszystkim handel, sztuczna inteligencja i Tajwan.

  • Fundusze obligacji długoterminowych mogą dać 8–9 proc. w rok. TFI PZU tłumaczy, dlaczego

    Fundusze obligacji długoterminowych mogą dać 8–9 proc. w rok. TFI PZU tłumaczy, dlaczego

    Po kapryśnym roku na rynku polskich obligacji skarbowych TFI PZU stawia na odbicie. W podstawowym scenariuszu, który zarządzający określają mianem „konserwatywnego”, na najbliższe dwanaście miesięcy – do końca września 2027 r. – długoterminowe fundusze obligacji skarbowych mają wypracować 8–9 proc. zysku, krótkoterminowe około 7 proc., a fundusze polskich obligacji korporacyjnych 5–6 proc. (WIBOR plus 200 pkt bazowych). Wszystkie kategorie mają znaleźć się powyżej inflacji i powyżej średniego oprocentowania nowych i renegocjowanych złotowych umów depozytowych, które według danych NBP na koniec lipca wynosiło około 3 proc.

    To wyraźna zmiana po trudnych miesiącach. Przecena obligacji, czyli wzrost rentowności, zdążyła wymazać zyski i wpędzić część funduszy skarbowych pod kreskę. Mimo to zarządzający przekonują, że najbliższe 12 miesięcy powinno być dużo lepsze – nawet jeśli w grę wchodzą kolejne podwyżki stóp procentowych.

    Skąd ta prognoza?

    Pierwszy argument to wycena. Niedawno różnica między dochodowością polskich dziesięciolatek a stopą referencyjną NBP wyniosła około 2,7 pkt proc. Takiej przewagi nie było od początku 2016 r.; jest też blisko trzykrotnie wyższa niż niespełna 1 pkt proc. średniej z ostatniej dekady. Oznacza to, że inwestorzy trzymający długoterminowe papiery skarbowe dostają wyraźnie lepsze wynagrodzenie niż wynikałoby z samego kosztu pieniądza.

    Drugi argument to możliwy spadek rentowności. TFI PZU zakłada, że dochodowość obligacji skarbowych delikatnie się obniży – o kilka dziesiątych pkt proc. z obecnych poziomów. Nawet taki ruch, w połączeniu z atrakcyjną dochodowością, ma stanowić bufor na wypadek rynkowych wahań i wspierać fundusze dłużne.

    Zarządzający biorą pod uwagę też szerszy obraz. W strefie euro spodziewają się szybkiego i zdecydowanego cyklu podwyżek; rynek do połowy 2027 r. wycenia trzy podwyżki, w tym stopy depozytowej do 3,25 proc. We wrześniu stopy podniósł Fed, a amerykańscy inwestorzy wyceniają kolejne trzy podwyżki – więcej niż sam bank centralny. Wyższe realne stopy procentowe mają przyhamować gospodarkę i ograniczyć presję inflacyjną, co zwykle sprzyja obligacjom. TFI PZU zauważa przy tym, że w Polsce, w przeciwieństwie do USA, gospodarka nie generuje obecnie istotnej presji inflacyjnej.

    Ryzyka: dług i budżet

    Prognoza ma jednak swoje ryzyka. TFI PZU wskazuje na rosnące zadłużenie publiczne i wysokie wydatki. Według projektu budżetu na 2027 r., przedstawionego pod koniec sierpnia, deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wynieść około 7,1 proc. PKB. To oznacza wysokie potrzeby pożyczkowe, konieczność emisji kolejnych obligacji i rosnące koszty obsługi długu.

    Na podobne zagrożenia zwraca uwagę Ministerstwo Finansów. Resort Andrzeja Domańskiego wylicza, że osiem zmian legislacyjnych ma w 2027 r. przynieść sektorowi finansów publicznych łącznie 16,9 mld zł dodatkowych dochodów. Największa pozycja to zmiana Prawa energetycznego – 3,6 mld zł. Dalej są: wsparcie dla energochłonnych firm (2,8 mld zł), zmiany podatkowe dotyczące zachowań konsumentów (2,7 mld zł) oraz zmiany w PIT, CIT i ryczałcie (2,6 mld zł).

    Resort przyznaje, że prezydenckie weta mogą zachwiać tym scenariuszem.

    „Istotnym czynnikiem ryzyka dla przyjętego scenariusza makroekonomicznego są ewentualne weta prezydenta RP wobec rządowych projektów ustaw zwiększających dochody budżetowe. Brak wejścia w życie procedowanych projektów mógłby obniżyć dochody sektora instytucji rządowych i samorządowych, pogarszając ścieżkę długu publicznego” – czytamy w komunikacie MF.

    Jednocześnie resort nie mówi, w jaki sposób pokryłby ubytek w dochodach, gdyby prezydent zawetował kolejne ustawy.

    Drugim potencjalnym problemem jest koszt finansowania długu. 18 września, w dniu decyzji Moody’s o obniżeniu ratingu Polski, rentowność dziesięcioletnich obligacji wzrosła z 6,158 do 6,310 proc., by w poniedziałek spaść. MF utrzymuje, że wzrost dochodowości jest przejściowy, bo rynek wcześniej uwzględnił obniżkę ratingu, i nie zwiększa w projekcie budżetu kosztów obsługi długu.

    Z drugiej strony jest czynnik, który może działać na korzyść obligacji. TFI PZU zwraca uwagę, że potrzeby pożyczkowe brutto na bieżący rok zostały istotnie zrewidowane w dół, a planowana sprzedaż netto skarbowych papierów wartościowych w 2027 r. to 325,4 mld zł – o 31 mld zł mniej niż przewidywano na ten rok. Niższa podaż papierów ma wspierać rynek.

  • Rentowności obligacji USA wracają do 2007 roku. Mocny PMI uderza w Wall Street

    Rentowności obligacji USA wracają do 2007 roku. Mocny PMI uderza w Wall Street

    To był dzień, w którym dobra wiadomość o amerykańskiej gospodarce mocno skomplikowała sytuację na rynkach finansowych. Wstępny wrześniowy PMI dla USA okazał się znacznie lepszy od prognoz, a inwestorzy szybko przeliczyli go na ryzyko kolejnej podwyżki stóp procentowych.

    PMI najwyżej od ponad pięciu lat

    Wstępny odczyt S&P Global Composite PMI Output wzrósł do 58,4 pkt z 56,0 pkt w sierpniu, podczas gdy konsensus rynkowy zakładał 55,2 pkt. To najlepszy wynik od lipca 2021 roku i czwarty z rzędu miesiąc przyspieszenia koniunktury w amerykańskim sektorze prywatnym. Ponieważ odczyt powyżej 50 pkt oznacza ekspansję, bieżący poziom sygnalizuje najszybszy wzrost produkcji od ponad pięciu lat.

    Poprawa objęła oba główne sektory. Usługi awansowały do 58,7 pkt z 56,5 pkt, a przemysł do 57,0 pkt z 53,9 pkt, co jest jego najlepszym wynikiem od maja 2022 roku. Firmy zgłaszają silny napływ nowych zamówień, a zatrudnienie w fabrykach rośnie w najszybszym tempie od lutego 2021 roku. W usługach nowe zamówienia napływały najsilniej od kilku lat, a popyt generowali przede wszystkim odbiorcy krajowi.

    Nie brakuje jednak sygnałów napięcia. Zaległości w realizacji zamówień zwiększają się najszybciej od maja 2022 roku, a opóźnienia dostaw są najpowszechniejsze od lipca 2022 roku. Koszty produkcji, napędzane głównie przez ceny energii, transportu i wynagrodzeń, poszły w górę najmocniej od października 2022 roku.

    Rynek znów patrzy na Fed

    Tak dobre dane wzmocniły rynkowe zakłady na kolejny ruch Rezerwy Federalnej. Narzędzie CME FedWatch wyceniało w środę prawdopodobieństwo podwyżki na październikowym posiedzeniu na około 70 proc., wobec około 55 proc. dzień wcześniej. Posiedzenie kończy się 28 października.

    Fed we wrześniu podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od 2023 roku; decyzja była jednogłośna i została uzasadniona uporczywie wysoką inflacją. Michael Barr z Rady Gubernatorów powiedział, że bank centralny zrobił w ubiegłym tygodniu istotny krok w stronę rekalibracji krótkoterminowych kosztów finansowania i że dalsze podwyżki najprawdopodobniej będą konieczne. Dane sugerują przy tym, że gospodarka znosi wyższe koszty finansowania lepiej, niż zakładała część rynku.

    Chris Williamson, główny ekonomista S&P Global Market Intelligence, wskazał, że historyczne porównania sugerują roczne tempo wzrostu PKB w okolicach 5 proc., a dla trzeciego kwartału wzrost rzędu 4 proc. Adrian Jarysz, dyrektor ds. klientów strategicznych w Michael / Ström Dom Maklerski, ocenił:

    Tak mocny odczyt może jednocześnie wspierać ostatnie decyzje Fed w zakresie stóp procentowych, wskazując na utrzymującą się odporność gospodarki i relatywnie ograniczoną potrzebę szybszego luzowania polityki monetarnej.

    Rentowności w okolicach poziomów z 2007 roku

    Konsekwencje od razu widać było na rynku długu. Rentowność 10-letnich obligacji USA dotarła do 5,054 proc., a część serwisów podawała poziomy zbliżone do 5,08 proc. To najwyższy poziom od 2007 roku; po czterech sesjach dziesięciolatka wróciła też powyżej 5 proc. Ta część krzywej jest punktem odniesienia dla kredytów konsumenckich i finansowania firm, więc ruch w górę oznacza wyższy realny koszt pieniądza w całej gospodarce.

    Pięcioletnie papiery zareagowały jeszcze mocniej. Ich rentowność rosła w pewnym momencie nawet o 19 pkt bazowych, do 5,039 proc., by później spaść do 5,014 proc. To pierwszy raz od 2007 roku, gdy rentowność pięciolatek przekroczyła 5 proc. Wcześniej w obecnym cyklu podwyżek szczyt wynosił 4,99 proc. w 2023 roku. W trakcie sesji presję na krótkim końcu krzywej widać było też w dwuletnich obligacjach, których rentowność rosła nawet o prawie 18 pkt bazowych.

    Do wzrostu rentowności przyczyniła się także słabo przyjęta aukcja pięcioletnich obligacji o wartości 70 mld USD, która zakończyła się najwyższą rentownością od 2006 roku. Christophe Boucher, dyrektor ds. inwestycji w ABN AMRO Investment Solutions, powiedział:

    Na „krótkim” końcu krzywej rentowności zaczyna narastać presja.

    Wall Street pod presją

    Rosnące rentowności uderzyły w akcje. Dow Jones Industrial Average stracił 0,69 proc., S&P 500 zniżkował o 0,66 proc., a Nasdaq Composite poszedł w dół o 0,84 proc.

    Złoto potaniało o 1,55 proc., do 4 287,05 USD za uncję, a dolar umocnił się wobec euro i złotego.