Blog

  • Hipoteka bez wychodzenia z domu. Czy polskie banki naprawdę odpalają rewolucję?

    Hipoteka bez wychodzenia z domu. Czy polskie banki naprawdę odpalają rewolucję?

    Wygodniejsze i szybsze załatwianie spraw? To, co w innych sferach jest standardem, w końcu dociera do rynku kredytów hipotecznych. W ostatnich tygodniach ING Bank Śląski i UniCredit dołączyły do grona banków ogłaszających wdrożenie pełnej, cyfrowej ścieżki kredytowej. Ale czy to oznacza koniec wizyt w oddziałach? Sprawa jest nieco bardziej złożona.

    Czym w ogóle jest cyfrowa hipoteka?

    W teorii to rozwiązanie największych bolączek tradycyjnego kredytu: czasochłonności i konieczności wielokrotnych wizyt w placówce. Dzięki procesowi online klient może złożyć wniosek, dostarczyć dokumenty i nawet podpisać umowę elektronicznie, wszystko bez wychodzenia z domu. Proces zapamiętuje postępy, więc można go w dowolnym momencie przerwać i wrócić w dogodnej chwili.

    „Proces zdalny to na pewno duże ułatwienie dla klientów” – podkreśla Mariola Willmann z Credit Agricole BP według serwisu Parkiet.com.

    W UniCredit poszli krok dalej, wykorzystując automatyzację i AI, by odciążyć wnioskodawcę. Bank automatycznie pobiera dane o dochodach za zgodą klienta, tam gdzie pozwalają na to przepisy, rezygnując z tradycyjnego zaświadczenia od pracodawcy. To proces stworzony „na miarę XXI wieku”.

    Rewolucja? Na razie to raczej ostrożne testy

    Mimo medialnego szumu, cyfrowa hipoteka wciąż stanowi marginalną część rynku. Lider, PKO BP, od końca 2024 roku wydał 6 tysięcy pozytywnych decyzji w formule cyfrowej, co przełożyło się na niemal 5 tysięcy umów. Dla porównania – największe banki udzielają po kilka, a nawet kilkanaście tysięcy kredytów kwartalnie.

    Statystyki innych banków też nie powalają na kolana:

    • mBank: od września 2025 roku z cyfrowej ścieżki skorzystało blisko 700 klientów.
    • Credit Agricole BP: poniżej 10% klientów przechodzi cały proces zdalnie.
    • Bank Pekao: przyznaje, że procesy cyfrowe to „niewielka część całkowitej sprzedaży hipotecznej”.

    Klienci są ostrożni. Zaciągnięcie kilkusettysięcznego długu na 30 lat to jedna z najważniejszych życiowych decyzji. Wielu woli ją podjąć przy wsparciu doradcy, dlatego banki nawet w cyfrowym procesie oferują kontakt telefoniczny lub mailowy. Często zdarza się też, że klienci rozpoczynają proces online, ale później go porzucają.

    Dla kogo właściwie jest ta nowość? Ograniczenia są spore

    Tu dochodzimy do kluczowego punktu. Cyfrowa hipoteka nie jest dostępna dla wszystkich. Banki testują rozwiązanie, zaczynając od najprostszych, najmniej ryzykownych przypadków. Oferta różni się w zależności od instytucji:

    • ING Bank Śląski: Tylko dla pojedynczych wnioskodawców, pracowników na umowie o pracę, kupujących nieruchomość z rynku wtórnego.
    • mBank: Ogranicza usługę do klientów wewnętrznych i pojedynczych wnioskodawców.
    • UniCredit: Na start oferuje kredyt na zakup z rynku wtórnego, refinansowanie lub pożyczkę hipoteczną.
    • Alior Bank: Pierwsze wdrożenie planuje na październik, ale tylko dla jednego wnioskodawcy z dochodem z umowy o pracę, renty lub emerytury, na zakup z rynku wtórnego z remontem.
    • BNP Paribas BP: Na razie w ogóle nie planuje takiej usługi.

    Wyjątkiem jest PKO BP, który ma najszerszą ofertę. Obejmuje ona rynek pierwotny i wtórny, zakup mieszkania, domu, działki, budowę domu systemem gospodarczym, dopuszcza dwóch wnioskodawców i różne źródła dochodu.

    Przyszłość jest cyfrowa, ale ścieżka wiedzie powoli

    Mimo obecnych ograniczeń, bankowcy nie mają wątpliwości co do kierunku. Cyfryzacja oznacza dla nich wyższą efektywność, niższe koszty i skalowalność. Dla klientów – skrócony i prostszy proces.

    „Średni czas wydania decyzji kredytowej dla cyfrowej hipoteki wynosi ok. 7 dni kalendarzowych” – wylicza Mariusz Bernacki z PKO BP. W kwietniu 2026 roku już co trzeci wniosek w kanałach własnych tego banku był składany cyfrowo.

    mBank idzie o krok dalej, zachęcając klientów niższą marżą. Od 23 kwietnia dla tych, którzy samodzielnie przejdą proces online, marża jest niższa o 0,2 pkt. proc. w porównaniu do ścieżki tradycyjnej.

    Czy zatem czeka nas rewolucja? Na razie obserwujemy jej bardzo ostrożny początek. Banki testują wody, uczą się na błędach i stopniowo poszerzają zakres cyfrowych usług. Jedno jest pewne: wygodna hipoteka z kanapy powoli przestaje być futurystyczną wizją, a staje się rzeczywistością – na początek dla wybranych.

  • Nie tylko 13. i 14. emerytura. Seniorzy mają prawa, o których często zapominają

    Nie tylko 13. i 14. emerytura. Seniorzy mają prawa, o których często zapominają

    Wysokie koszty życia potrafią mocno obciążyć domowy budżet, zwłaszcza dla osób na emeryturze. Co zrobić, gdy emerytura nie wystarcza? Okazuje się, że oprócz dobrze znanych dodatków, seniorzy mają do dyspozycji cały arsenał ulg i praw, które mogą znacząco odciążyć ich portfele.

    Bon Wyspiarza Seniora – 400 zł dla mieszkańców Świnoujścia

    Tu zaczyna się dobra wiadomość dla konkretnej grupy. Miasto Świnoujście przygotowało specjalny program wsparcia. Bon Wyspiarza Seniora to jednorazowa wypłata 400 zł. Aby ją otrzymać, trzeba spełnić trzy podstawowe warunki: ukończyć 65 lat, mieszkać na terenie Świnoujścia i udokumentować co najmniej 5 lat ciągłego zamieszkania w mieście.

    I teraz uwaga! Termin na złożenie wniosku nieubłaganie mija. Formalnie można to robić od marca, ale ostateczny deadline to 29 maja 2026 r. Po tej dacie obecna edycja programu zostanie zamknięta. Warto się pospieszyć, bo miasto zapowiada, że wypłaty będą realizowane maksymalnie w ciągu trzech miesięcy od zaakceptowania wniosku.

    Ten jeden dokument to klucz do oszczędności

    Ale to nie koniec dobrych wiadomości. Seniorzy w całym kraju często zapominają o potędze, jaką trzymają w portfelu – a właściwie powinni trzymać. Legitymacja emeryta-rencisty to prawdziwy klucz do wielu ulg i przywilejów.

    Legitymacja emeryta-rencisty uprawnia do szeregu zniżek lub całkowitych anulacji opłat, co przekłada się na oszczędności.

    Co dokładnie oferuje? Lista jest długa i obejmuje m.in.:

    • Zwolnienie z abonamentu RTV (dla spełniających kryterium dochodowe lub po 75. roku życia).
    • Zniżki na przejazdy komunikacją miejską – często 50% lub więcej, a po 70. roku życia często darmowe przejazdy.
    • Ulgi na przejazdy koleją – w PKP przysługują dwa przejazdy w roku z 37% zniżką (2. klasa).
    • Zniżki w placówkach kultury (kina, teatry, muzea).
    • Tańszy lub bezpłatny paszport – seniorzy płacą połowę (70 zł), a osoby po 70-tce nic.
    • Zniżki w basenach, pływalniach oraz na zajęcia sportowe.
    • Zwolnienie z części opłat za rehabilitację i zniżki w ośrodkach uzdrowiskowych.

    Dobra wiadomość jest taka, że od 2026 roku każdy uprawniony ma automatycznie wydany dokument elektroniczny. Fizyczną kartę można wyrobić na wniosek w ZUS lub KRUS, ale nie jest ona obowiązkowa do korzystania z przywilejów.

    Dodatki pieniężne: 13., 14. i nie tylko

    Oprócz ulg, seniorzy mogą liczyć na konkretne dodatki pieniężne. Najbardziej znane to oczywiście trzynasta i czternasta emerytura, które w 2026 roku wynoszą maksymalnie 1978,49 zł brutto. Trzynastka przysługuje automatycznie większości emerytów, a czternastka w pełnej wysokości trafia do osób z emeryturą do 2900 zł brutto.

    Na tym jednak lista się nie kończy. Seniorzy mogą otrzymywać również:

    • Dodatek pielęgnacyjny – od marca 2026 roku 366,68 zł miesięcznie, przyznawany osobom niezdolnym do samodzielnej egzystencji oraz automatycznie po ukończeniu 75 lat.
    • Świadczenie honorowe dla 100-latków – od marca 2026 to aż 6938,92 zł miesięcznie.
    • Świadczenie uzupełniające – do 500 zł miesięcznie dla osób niezdolnych do samodzielnego funkcjonowania (obowiązują limity dochodowe).
    • Ryczałt energetyczny oraz dodatek kombatancki dla konkretnych grup, jak kombatanci czy osoby represjonowane.

    Podsumowując, system wsparcia dla seniorów w Polsce jest rozbudowany. Kluczem do jego pełnego wykorzystania jest świadomość swoich praw. Warto sprawdzić lokalne programy (jak ten w Świnoujściu), pamiętać o legitymacji emeryta-rencisty i regularnie dopytwać w urzędach oraz instytucjach o przysługujące ulgi. Każda zaoszczędzona złotówka w domowym budżecie ma dziś ogromne znaczenie.

  • Polska firma pod ostrzałem (nie)postępu. Dlaczego sztuczna inteligencja nas omija?

    Polska firma pod ostrzałem (nie)postępu. Dlaczego sztuczna inteligencja nas omija?

    Sztuczna inteligencja ma dać Polsce 105 miliardów dolarów wartości dodanej do 2030 roku, a aż 61 proc. godzin pracy jest technicznie możliwych do zautomatyzowania. Te liczby brzmią jak przepis na gospodarczy skok. Dlaczego więc polskie firmy, zamiast płynąć na tej fali, stoją na hamulcu?

    Potencjał gigantyczny, realizacja… niekoniecznie

    Szacunki McKinsey Global Institute są imponujące. Według nich automatyzacja w 10 największych gospodarkach Europy może wygenerować do 2030 r. nawet 1,9 bln dol. dodatkowej wartości. Polska, z dużym udziałem przemysłu i logistyki, jest w tym scenariuszu liderem. Mamy przed sobą szansę na znaczące 105 mld dol. dla naszej gospodarki. Ale tu pojawia się kluczowy, niewypowiedziany warunek.

    Potencjał ten dotyczy zarówno agentów AI w zadaniach wymagających analizy, jak i robotów w pracy fizycznej.

    Niestety, z tego technicznego potencjału polskie przedsiębiorstwa korzystają w bardzo ograniczonym stopniu. Jak donosi Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, wykorzystanie AI w polskich firmach wciąż jest zjawiskiem niszowym. Nawet w branżach o największym potencjale automatyzacji, tylko około 23 proc. przedsiębiorstw stosuje narzędzia AI.

    Hamulce na pełnej mocy: brak specjalistów i rozproszone dane

    Gdzie leży problem? Przede wszystkim w zasobach ludzkich. Biznesy – zwłaszcza małe i mikroprzedsiębiorstwa, które stanowią większość podmiotów gospodarczych w Polsce – nie mają jak załapać się na falę AI. Brak specjalistów to czołowa bariera.

    Według danych przytoczonych przez Business Insider Polska, tylko około 25 proc. firm deklaruje dostęp do wykwalifikowanej kadry IT, która mogłaby wdrożyć i utrzymywać sztuczną inteligencję. Co gorsza, nawet wśród firm już korzystających z AI, niemal połowa (47 proc.) wskazuje na niedobór specjalistów. Główne przyczyny? Brak doświadczenia kandydatów (79 proc.), brak odpowiedniego wykształcenia (75 proc.) i niedopasowanie kompetencji (61 proc.).

    Co robią firmy, by to zmienić? Alarmujące jest to, że niemal połowa (48 proc.) nie podejmuje żadnych działań. Pozostałe inwestują w rozwój pracowników (23 proc.), korzystają z outsourcingu (15 proc.) lub rekrutują nowych (10 proc.).

    Polski krajobraz AI: Tradycjonaliści vs. Pionierzy

    Polskie firmy dzielą się na cztery wyraźne grupy. Najliczniejsi są „Tradycjonaliści” (46 proc.), czyli organizacje o niskiej dojrzałości technologicznej. Kolejni są „Technologiczni nowicjusze” (36 proc.), którzy eksperymentują z AI, ale jeszcze jej nie wdrożyli. Dopiero na końcu mamy „Cyfrowych praktyków” (12 proc.) i prawdziwych wizjonerów – „Pionierów innowacji” (6 proc.), dla których AI to realna przewaga konkurencyjna.

    Jest jednak iskierka nadziei. AI rozwija się w Polsce oddolnie. Kompetencje związane ze sztuczną inteligencją często zdobywane są poza formalnymi strukturami – w prywatnych eksperymentach, po godzinach pracy i bez oficjalnego wsparcia firm. To rodzi zarówno szansę na wzrost naturalnych innowatorów, jak i ryzyko związane z nierównym dostępem czy bezpieczeństwem danych.

    Przyszłość to praca z AI, a nie dla AI

    Co ciekawe, eksperci wskazują, że przyszłość to nie masowe zwolnienia, a zmiana sposobu pracy. W Polsce największą grupę mają stanowić tzw. role agent-centric (29 proc.), gdzie ludzie będą ściśle współpracować z AI, nadzorując jej działanie i interpretując wyniki.

    Kluczowe stają się kompetencje miękkie: zdolność uczenia się, zarządzanie zmianą, a także umiejętne promptowanie i komunikacja z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Autorzy raportu McKinsey podkreślają, że samo „doklejenie” AI do istniejących procesów rzadko przynosi efekty. Prawdziwy skok następuje, gdy firmy przeprojektowują całe przepływy pracy.

    Ostatecznie, jak wynika z badania Bilansu Kapitału Ludzkiego, o sukcesie decyduje nie tylko technologia i budżet, ale kultura organizacyjna wspierająca innowacje i eksperymentowanie. Bez tego nawet największy potencjał pozostanie tylko niezrealizowanymi liczbami w raporcie.

    Problem nie jest wyłącznie polski. Jak zauważa Parkiet, inwestor Mark Cuban wskazuje na przykład USA, gdzie 33 mln firm również nie ma specjalistów ani budżetów na wdrożenie AI. Wygląda na to, że wyścig o sztuczną inteligencję w biznesie dopiero się zaczyna, a bariera kompetencyjna jest uniwersalna. Polska ma szansę stać się jej bohaterem lub… smutnym przykładem niewykorzystanej szansy.

  • Benefit Systems: Rekordowy zysk i hossa na GPW, ale czy wiesz, o ile wzrosły akcje?

    Benefit Systems: Rekordowy zysk i hossa na GPW, ale czy wiesz, o ile wzrosły akcje?

    Czy jedna polska spółka może jednocześnie zrewolucjonizować rynek benefitów pracowniczych i być jednym z najlepszych inwestycji na GPW? Wystarczy spojrzeć na Benefit Systems, którego akcje w piątek wystrzeliły do nowego szczytu.

    A to wszystko za sprawą wyników za pierwszy kwartał 2026 roku, które przeszły najśmielsze oczekiwania inwestorów. Mowa o skoku, który naprawdę robi wrażenie.

    Rekordowa liczba na wykresie

    W piątek, 15 maja, akcje Benefit Systems wzrosły o 7,43%, sięgając poziomu 4308 zł. To nie byle co – to nowy historyczny szczyt notowań spółki.

    Ale prawdziwy rozmach widać w szerszej perspektywie. Od dołka z 2022 roku kurs akcji (BFT) zyskał aż 779%. To jeden z absolutnie najlepszych wyników na całej polskiej giełdzie. Inwestorzy po prostu oszaleli na punkcie tych liczb.

    A te liczby, opublikowane w raporcie za I kw. 2026, są naprawdę monumentalne.

    Wyniki, które zapierają dech

    Zacznijmy od zysku netto, bo tu jest prawdziwy „wow” efekt. Skonsolidowany zysk netto przypisany akcjonariuszom wyniósł 229,57 mln zł. Rok wcześniej było to 56,7 mln zł. To oznacza ponad czterokrotny wzrost rentowności grupy w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy!

    Przychody też nie pozostają w tyle. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły do 1 383,91 mln zł z 951,99 mln zł w analogicznym okresie 2025 roku.

    Marcin Fojudzki, członek zarządu Benefit Systems, pozytywnie ocenił wejście grupy w 2026 rok, podkreślając, że pierwsze miesiące potwierdzają utrzymanie korzystnych trendów operacyjnych i sprzedażowych.

    Ale skąd ten gigantyczny skok? Kluczem jest strategia, która łączy wzrost organiczny z akwizycjami – i ta mieszanka działa wyśmienicie.

    Polska dalej na pierwszym miejscu

    Dla Benefit Systems Polska wciąż jest rynkiem numer jeden. I tu dynamika jest imponująca: przychody w segmencie polskim wzrosły o 18,6% rok do roku.

    Głównym motorem jest rosnąca baza klientów. Liczba kart sportowych (takich jak popularny MultiSport) zwiększyła się do 1 871,8 tys. sztuk. Grupa nie zapomina też o infrastrukturze – na koniec marca posiadała w Polsce 295 własnych klubów fitness.

    Ekspansja zagraniczna przyspiesza

    Prawdziwą siłą napędową wyników okazuje się jednak ekspansja poza Polskę. Benefit Systems z sukcesem rozwija swoją obecność w Czechach, na Słowacji, w Chorwacji, Bułgarii i Turcji.

    W segmencie Unii Europejskiej przychody poszły w górę o 33% w porównaniu do I kw. 2025 roku. Liczba kart sportowych sięgnęła 714,7 tys., co daje wzrost o niemal 21% r/r.

    Wszystkie rynki UE notują dwucyfrową dynamikę: Słowacja +38,6%, Czechy +20,2%, Bułgaria +15,6%, Chorwacja +13,4%. Największy nominalny przyrost kart miał miejsce w Czechach.

    Turcja – czarny koń w portfolio

    A potem jest Turcja. Rynek, który może niedługo stać się filarem międzynarodowego rozwoju. Liczba aktywnych kart sportowych wyniosła tam na koniec marca 61,6 tys. Co to oznacza? Niemal trzykrotny wzrost w stosunku do stanu sprzed roku!

    Równolegle rozwija się infrastruktura – sieć klubów fitness w Turcji liczyła już 146 obiektów. Takie tempo nie zdarza się często.

    Co dalej? Zarząd nie zwalnia tempa

    Pomimo już tak spektakularnych wyników, zarząd Benefit Systems podtrzymał swoje ambitne cele strategiczne i finansowe na cały 2026 rok. Koncentracja jest na rentownym wzroście, zwiększaniu efektywności operacyjnej i dalszym rozwoju na perspektywicznych rynkach.

    Polska pozostaje najważniejszym rynkiem, ale rosnąca skala działalności zagranicznej coraz wyraźniej napędza całą maszynę. Spółka deklaruje, że jest dobrze przygotowana do dalszego rozwoju, zarówno organizacyjnie, jak i finansowo.

    Jedno jest pewne: piątkowa hossa na akcjach Benefit Systems to nie był przypadek. To była reakcja rynku na twarde, rekordowe dane i klarowną, skutecznie realizowaną strategię. Kto wie, czy nowy szczyt z 4308 zł okaże się tylko przystankiem w dalszej drodze w górę.

  • Polski rynek pracy się stabilizuje, ale zasady gry zmieniły się na dobre

    Polski rynek pracy się stabilizuje, ale zasady gry zmieniły się na dobre

    Czy polski rynek pracy odradza się po okresie chłodzenia? Najnowsze dane pokazują wyraźny trend stabilizacji, ale firmy stawiają dziś zupełnie nowe warunki.

    Kwietniowa stabilizacja w trudnym otoczeniu

    Według raportu Grant Thornton, w kwietniu 2026 r. na największych portalach rekrutacyjnych opublikowano około 265 tysięcy nowych ofert pracy. To spadek zaledwie o 1% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Co ciekawe, ten wynik pojawił się pomimo napiętej sytuacji geopolitycznej i ryzyka wzrostu cen energii.

    Jak podkreślają autorzy raportu, poprawa pojawia się w trudnym otoczeniu. Wojna w Iranie i zamknięcie cieśniny Ormuz podbiły ryzyko wzrostu cen energii, a mimo to firmy nie wstrzymały rekrutacji.

    To już drugi miesiąc wzrostu z rzędu! Barometr Ofert Pracy Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) w kwietniu poszedł w górę o 9 punktów, korygując wcześniejszą tendencję spadkową.

    Gdzie przybywa ofert? Miasta i regiony w natarciu

    Ożywienie najmocniej widać w największych miastach. W sześciu z dziesięciu analizowanych aglomeracji liczba ofert była wyższa niż rok wcześniej.

    Warszawa wciąż króluje z 45,7 tys. ofert w kwietniu, a w przeliczeniu na mieszkańców przegrywa tylko z Katowicami. Z drugiej strony mamy Łódź z zaledwie 7,7 ofertami na 1000 mieszkańców oraz Bydgoszcz i Lublin, gdzie liczba ogłoszeń jest najniższa.

    Jeśli chodzi o regiony, po wyłączeniu pracy sezonowej, wzrost odnotowano we wszystkich województwach. Najwięcej nowych ogłoszeń przybyło w województwach: podlaskim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim.

    Kto dziś ma największe szanse? Ranking branż

    Tutaj obraz jest wyjątkowo selektywny. Jedna branża zdecydowanie wyprzedza konkurencję.

    Ochrona zdrowia notuje wzrost liczby ofert o 12% rok do roku! Szczególny popyt widać na pielęgniarki (+14%) i lekarzy (+13%). W innych sektorach sytuacja jest bardziej zróżnicowana.

    W usługach profesjonalnych przybywa ofert dla radców prawnych i aplikantów, ale ubywa dla doradców podatkowych. Marketing i branże kreatywne wykazują oznaki stabilizacji z rosnącym popytem na grafików, ale spadkiem zapotrzebowania na specjalistów od marketingu i e-commerce.

    IT pozostaje „płaskie” (-1%) ze stabilnym popytem na programistów i wzrostem w cyberbezpieczeństwie. W finansach wzrost dotyczy głównie szeregowych specjalistów.

    Najgorzej wygląda sytuacja w segmencie prac fizycznych (-5%), a w handlu detalicznym i magazynach spadki sięgają nawet 8-9%.

    Koniec z hojnymi benefitami. Firmy wracają do podstaw

    Tu właśnie kryje się największa zmiana. Nie w liczbie ofert, ale w ich treści. Średnia liczba benefitów w ogłoszeniu spadła do pięciu – to najniższy poziom od 2020 roku! Rok temu pracodawcy oferowali nawet siedem dodatków.

    Dziś wracają do absolutnego minimum: prywatna opieka medyczna (67% ofert), pakiety sportowe (51%) i szkolenia (49%). I to właśnie te dwa ostatnie benefity są najbardziej ograniczane. Udział ofert ze szkoleniami spadł z ~75% do 49%, a z elastycznym czasem pracy z 35% do zaledwie 25%.

    Nowy klucz rekrutacji: doświadczenie ponad wszystko

    Lista wymagań w ogłoszeniach się skraca, ale to nie oznacza łatwiejszego startu. Wręcz przeciwnie – rośnie kluczowe znaczenie doświadczenia zawodowego.

    To jest dziś warunek 68% ofert, podczas gdy jeszcze kilka lat temu dotyczyło to 62% ogłoszeń. Wykształcenie, dyspozycyjność i języki są nadaj ważne, ale to konkretne doświadczenie stało się przepustką do pracy.

    Firmy coraz częściej szukają „gotowych” pracowników, ograniczając inwestycje w długie szkolenia i wdrożenia. To wyraźna zmiana reguł gry.

    Co z bezrobociem? Pierwszy spadek od miesięcy

    Dobra wiadomość płynie też z oficjalnych statystyk. Po okresie wzrostów, stopa bezrobocia w kwietniu 2026 r. spadła do 6,0% z 6,1% w marcu – podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

    Eksperci z BIEC wskazują, że na aktywność rekrutacyjną firm wciąż wpływają: osłabiona koniunktura gospodarcza, wysokie ceny surowców energetycznych oraz ogólna niepewność.

    Nowa rzeczywistość rynku pracy

    Rynek pracy w Polsce dojrzewa i stabilizuje się na nowych zasadach. Popyt wraca do poziomów sprzed roku, ale firmy tną koszty, ograniczają benefity i podnoszą poprzeczkę kandydatom, stawiając na gotowe doświadczenie.

    To już nie jest „rynek pracownika”. Równowaga przesuwa się na korzyść pracodawców, którzy podejmują bardziej pragmatyczne decyzje. Dla osób wkraczających na rynek, zwłaszcza młodych, oznacza to konieczność szybszego zdobywania cennego doświadczenia. Gra toczy się o zupełnie nowe stawki.

  • Inwestycja w nieruchomości w 2026? Zapomnij o intuicji, czas na kalkulator

    Inwestycja w nieruchomości w 2026? Zapomnij o intuicji, czas na kalkulator

    Czy kupno mieszkania w Polsce to nadal dobry sposób na pomnożenie kapitału? Dane mówią, że zainteresowanie jest ogromne — w kwietniu 2026 wartość zapytań o kredyty hipoteczne skoczyła o blisko 30 proc. rok do roku. Ale eksperci biją na alarm: rynek stał się wyjątkowo bezwzględny. Sukces już nie zależy od wyboru lokalizacji, ale od precyzyjnych, często nudnych, obliczeń.

    Mocne dane, ale jeszcze mocniejsze wymagania

    BIK podaje, że w kwietniu liczba osób składających wnioski kredytowe była wyższa o blisko 19 proc. Jednocześnie średnia wartość wnioskowanego kredytu przekroczyła już 500 tys. zł. To oznacza jedną rzecz: decyzje inwestycyjne są dziś większe, droższe i znacznie bardziej ryzykowne. Kluczowe pytanie brzmi nie „czy kupić”, ale „czy ta inwestycja przetrwa okresy pustostanu i wyższe koszty utrzymania?”

    Duże miasta: stabilność za wysoką cenę

    Warszawa, Kraków, Wrocław czy Trójmiasto nadal przyciągają początkujących inwestorów największym i najbardziej płynnym rynkiem najmu. Ale eksperci z Marshall Real Estate są zgodni: 100 tys. zł przestało być kwotą pozwalającą swobodnie wejść w inwestycję. To dziś przede wszystkim wkład własny pod kredyt.

    Jeszcze kilka lat temu wielu inwestorów wychodziło z założenia, że praktycznie każda nieruchomość będzie rosła na wartości i bez problemu znajdzie najemcę. Dziś rynek jest znacznie bardziej wymagający — mówi Tomasz Kozioł z Marshall Real Estate.

    Inwestorzy muszą dziś analizować koszty utrzymania, lokalizację, sezonowość i realny potencjał najmu. Zdaniem ekspertów, często wygrywają mieszkania z rynku wtórnego w dobrych lokalizacjach po remoncie, które oferują bardziej przewidywalny zwrot niż nowe projekty deweloperskie.

    Mniejsze miasta: uwaga na pułapkę

    Niższe ceny w miastach powiatowych kuszą osoby z kapitałem około 100 tys. zł. Ale to właśnie tutaj czyha pułapka na początkujących. Tańszy zakup nie zawsze oznacza dobrą inwestycję.

    W mniejszych miejscowościach kluczowe jest sprawdzenie rzeczywistego popytu na najem. Sam fakt, że mieszkanie jest tańsze, nie oznacza jeszcze, że będzie dobrze pracowało — podkreśla Tomasz Kozioł.

    Eksperci radzą, by przed zakupem dokładnie przeanalizować lokalny rynek pracy, obecność uczelni, nowych inwestycji i liczbę potencjalnych najemców. W wielu małych miastach problemem jest też ograniczona płynność rynku – sprzedaż może potrwać znacznie dłużej. Kluczowe jest nie tylko wejście w inwestycję, ale też przygotowanie scenariusza wyjścia.

    Apartamenty turystyczne: koniec łatwych zysków

    Przez lata apartamenty w kurortach były synonimem szybkiego zarobku. Dziś rynek najmu krótkoterminowego wygląda zupełnie inaczej. Rosnąca liczba inwestycji, wysokie koszty utrzymania i profesjonalna konkurencja sprawiają, że samo atrakcyjne położenie nie wystarcza.

    Karol Szumański z Marshall Real Estate zwraca uwagę, że początkujący często patrzą tylko na stawki wynajmu w sezonie, ignorując całoroczne koszty administracyjne, media czy prowizje operatorów najmu. To one radykalnie obniżają rentowność.

    Rynek nad morzem coraz mocniej premiuje projekty całoroczne, z dostępem do infrastruktury i atrakcji poza sezonem. W 2026 roku ogromnego znaczenia nabiera też standard wykończenia apartamentu – budżetowe lokale przegrywają z lepiej zaprojektowanymi.

    Excel jest ważniejszy niż emocje

    Zdaniem ekspertów największe błędy początkujących rzadko wynikają z lokalizacji. Znacznie częściej problemem są zbyt optymistyczne założenia finansowe.

    Wielu kupujących zakłada pełne obłożenie najmu przez cały rok, nie uwzględnia kosztów remontów, pustostanów czy wzrostu rat kredytu — przestrzegają eksperci.

    To ostrożniejsze podejście widać w danych GUS: choć liczba pozwoleń na budowę rośnie, to liczba rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych spadła w I kwartale 2026 r. o 11,4 proc. rok do roku.

    Przed wpłatą pierwszej raty trzeba sobie odpowiedzieć na kluczowe pytania:

    • Jakie są realne koszty administracyjne i eksploatacyjne?
    • Czy prognozy najmu są poparte rzeczywistymi danymi?
    • Jak wygląda konkurencja w okolicy?
    • Kto będzie zarządzał najmem?
    • Czy lokalizacja ma potencjał całoroczny?
    • Ile podobnych inwestycji powstaje w regionie?
    • Jak łatwo będzie sprzedać nieruchomość za kilka lat?

    Nowe trendy: od lokalizacji do strategii

    Rynek ewoluuje. Jak zauważa Karol Szumański, mieszkanie w Warszawie, apartament nad morzem i nieruchomość w górach to dziś trzy różne produkty inwestycyjne odpowiadające na odmienne potrzeby.

    Wybór lokalizacji coraz rzadziej sprowadza się do odpowiedzi na pytanie 'gdzie kupić’. Znacznie ważniejsze staje się to, jaką funkcję nieruchomość ma pełnić w portfelu inwestora — mówi Szumański.

    W dużych miastach kluczowa jest stabilność i płynność rynku, napędzana przez studentów i pracowników korporacji. W lokalizacjach turystycznych, jak Zakopane czy Kościelisko, potencjalne zyski są wyższe, ale rośnie też zmienność i ryzyko sezonowości. Tam liczy się realny całoroczny potencjał.

    W górach na stawki najmu realnie wpływają walory widokowe i kameralność inwestycji. Rośnie też znaczenie segmentu premium, który jest odporny na konkurencję cenową, ponieważ klienci szukają całego doświadczenia pobytowego.

    Inwestorzy coraz częściej patrzą w perspektywie 5-10 lat, analizując nie tylko bieżące zyski, ale też przyszłą wartość odsprzedaży. Rośnie znaczenie dywersyfikacji portfela i trendów takich jak workation czy marka miejsca w social mediach.

    Podsumowanie: policz, zanim kupisz

    Jak podsumowuje Karol Szumański, 100 tys. zł może dziś oznaczać zupełnie coś innego dla różnych inwestorów – dla jednych to wkład własny na pierwsze mieszkanie, dla innych kolejny etap budowania portfela. W obu przypadkach zasada jest jedna: w 2026 roku wygrywają nie najbardziej emocjonujące inwestycje, lecz te najlepiej policzone. Rynek nagradza precyzję, a nie przeczucie.

  • Fala zwolnień uderza w producentów. Po meblach i sałatkach, kto następny?

    Fala zwolnień uderza w producentów. Po meblach i sałatkach, kto następny?

    Dramatyczne zwolnienia w polskich zakładach produkcyjnych to już nie tylko pojedyncze przypadki. W ciągu ostatnich tygodni dwie branże: meblarska i spożywcza, ogłosiły duże redukcje zatrudnienia, a ich przyczyny są uderzająco podobne. Czy to początek szerszego, niepokojącego trendu?

    Najpierw Legnica: 200 miejsc pracy do likwidacji

    Zaledwie kilka miesięcy po głośnym przejęciu firma Green Factory podjęła brutalną decyzję. Producent popularnych sałatek zapowiedział zwolnienia grupowe obejmujące aż 200 osób w swoim zakładzie w Legnicy, który przejął od szwajcarskiego koncernu Eisberg w 2025 roku. Powód? Firma wskazuje na rosnące koszty i brak długoterminowej rentowności.

    Dla zatrudnionych to ogromny cios. Spora część załogi to osoby z 20–30-letnim stażem, często zbliżające się do wieku emerytalnego. Pracownicy apelują: „To dla nas życiowa tragedia”.

    Ponad połowa pracowników zapisała się do nowo powstałego związku zawodowego NSZZ „Solidarność”, który negocuje warunki zwolnień.

    A tu dochodzi kolejny aspekt, który może dotknąć każdego konsumenta. Produkty z Legnicy trafiały do największych sieci handlowych w Polsce, takich jak Biedronka i Lidl. Zamknięcie zakładu może oznaczać problemy z dostępnością części popularnych sałatek.

    Ale to nie koniec. IKEA i cała branża meblarska w ogniu

    Tymczasem w Wielbarku koło Szczytna fabryka IKEA zapowiedziała zwolnienie 240 osób. Powody? Znów spadek zamówień i dostosowanie produkcji do potrzeb. Zwolnienia dotkną pracowników produkcji i administracji. Redukcje zatrudnienia przeprowadza też fabryka IKEA w Goleniowie i – co ważne – również polskie firmy meblarskie.

    Według prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli Jana Szynaki, trudna sytuacja branży trwa od 2-3 lat. Wszystkie zakłady produkujące meble w Polsce wprowadziły ograniczenia.

    „Obecna sytuacja geopolityczna (…) to wszystko ma wpływ na eksport polskich mebli” – podkreśla Szynaka w rozmowie z PAP.

    Wspólny mianownik: rosnące koszty i spadek popytu

    Oto, co łączy obie te pozornie różne historie. W branży meblarskiej wysokie koszty energii elektrycznej, paliwa i drewna znacząco podnoszą koszty produkcji. Do tego dochodzą wyższe koszty pracownicze. Efekt? Eksport do Anglii, Niemiec czy Francji staje się coraz mniej rentowny, a sprzedaż w Europie spadła o 10-15%.

    W przypadku producenta sałatek argumentacja jest niemal identyczna: rosnące koszty i brak rentowności.

    Kluczowe jest też przesunięcie priorytetów konsumentów. Szynaka zauważa, że w niespokojnych czasach zakup mebli nie jest już priorytetem, bo nie jest to produkt pierwszej potrzeby.

    Skala jest ogromna

    Liczby mówią same za siebie. W samych dwóch ogłoszonych przypadkach 440 osób straci pracę. A to tylko wierzchołek góry lodowej. W branży meblarskiej w Polsce pracuje 230 tysięcy osób, a w sektorach okołomeblarskich kolejne 100 tysięcy. Każda kolejna fala zwolnień będzie miała ogromny wpływ na lokalne społeczności i gospodarkę.

    Czy te dwa przypadki to zapowiedź szerszej fali restrukturyzacji w polskim przemyśle? Wszystko wskazuje na to, że rosnące koszty i zmieniający się popyt zmuszają firmy do trudnych decyzji. A ich skutki odczują nie tylko pracownicy, ale także klienci w całym kraju.

  • Koszyk zakupowy w Polsce najtańszy od miesięcy! Co wieszczy najnowsze zestawienie?

    Koszyk zakupowy w Polsce najtańszy od miesięcy! Co wieszczy najnowsze zestawienie?

    Czy w czasie globalnych napięć możliwy jest wyraźny spadek cen żywności w naszych sklepach? Okazuje się, że tak – i to nie tylko w skali tygodnia, ale i całego roku.

    Dobra wiadomość: średnia cena w dół

    Obecnie za przeciętny koszyk podstawowych produktów spożywczych płacimy średnio 106 zł i 29 gr. Tak wynika z najnowszego zestawienia ekspertów aplikacji PanParagon. To oznacza, że w sklepach jest relatywnie tanio.

    Cena koszyka skurczyła się w ujęciu tygodniowym o 2 zł 51 gr i są to najniższe stawki od początku roku – podają specjaliści z Business Insider Polska.

    Dla porównania, na początku roku ceny potrafiły przebijać 113 zł. Obniżki mają też charakter sezonowy – zwykle o tej porze roku obserwujemy spadki cen.

    Hitem zniżek są pomidory malinowe

    Najbardziej powody do zadowolenia mają amatorzy pomidorów malinowych. Można je teraz kupić za 17 zł i 19 gr. To spadek aż o 13,9 proc. w porównaniu do poprzedniego tygodnia.

    Spadków cen jest jednak więcej. Jabłka tanieją na przykład o ponad 4 proc., a cukier biały – o 3,5 proc.

    To jednak nie wszystkie pozytywne informacje z poprzedniego zestawienia. Według wcześniejszych danych, w ujęciu tygodniowym najbardziej taniał także olej rzepakowy (o 6,1 proc.) czy ziemniaki (o 5,2 proc.).

    A gdzie jest drożej?

    Niestety, nie wszystkie trendy są korzystne. Są artykuły, które drożeją. Za olej rzepakowy trzeba płacić aż o 7,5 proc. więcej niż w poprzednim tygodniu. W górę idą również ceny marchwi (o 6,3 proc.).

    Według wcześniejszych analiz, drożały też jabłka (o 4 proc.) oraz marchew (o 3,8 proc.).

    Najdroższym produktem koszyka jest niezmiennie pierś kurczaka – tu 1 kg kosztuje obecnie 23 zł 44 gr.

    Branża ostrzega przed wzrostami

    Mimo aktualnych spadków, branża obawia się, że ceny mogą gwałtownie wzrosnąć. Wiadomościhandlowe.pl podają, że właściciel sieci Biedronka spodziewa się powrotu inflacji cen żywności w drugiej połowie roku.

    Jak poinformowała Ana Luisa Virginia, dyrektorka finansowa grupy Jeronimo Martins, za zmianą trendu mają stać rosnące koszty paliw, nawozów oraz produkcji rolnej.

    Skąd mamy tak dokładne dane?

    Wszystkie informacje pochodzą z analizy paragonów dokonywanej przez aplikację PanParagon. Dlaczego to wiarygodne źródło?

    Dane z paragonów mówią nam prawdę o tym, ile Polacy średnio płacą za poszczególne artykuły. Analizujemy 14 podstawowych produktów, które znajdują się na zakupowych listach większości Polaków.

    PanParagon to popularna aplikacja, dzięki której można wyszukiwać promocje oraz przechowywać paragony. Każdego miesiąca do systemu trafia miliony dowodów zakupu. Tak obszerne, anonimowe dane dają możliwość tworzenia rzetelnych analiz dotyczących rzeczywistych cen produktów czy realnej inflacji.

    Z narzędzia korzystają mieszkańcy zarówno wielkich miast, jak i mniejszych ośrodków. I ci, którzy kupują w dyskontach, i ci, którzy preferują osiedlowe warzywniaki. Daje to zatem pełny przekrój cenowy.

    Podsumowując: dziś płacimy mniej, ale warto korzystać z tej sytuacji, bo eksperci ostrzegają przed możliwymi podwyżkami już za kilka miesięcy.

  • Abonament RTV nie zniknął. Czeka nas podwyżka i wysokie kary

    Abonament RTV nie zniknął. Czeka nas podwyżka i wysokie kary

    Myślałeś, że temat abonamentu RTV już zniknął z agendy? Wiele osób miało nadzieję na zniesienie tej opłaty, ale rzeczywistość okazuje się znacznie mniej przyjemna. Zamiast likwidacji, przygotuj się na kolejne podwyżki i naprawdę dotkliwe kary za uchylanie się od płacenia. To będzie uderzenie w domowy budżet.

    Nowe stawki już zatwierdzone. Będzie drożej

    Wszystko jest już przesądzone. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) zatwierdziła nowe, wyższe stawki, które zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku. Co to oznacza dla twojego portfela?

    • Miesięczna opłata za radio wzrośnie do 10,80 zł.
    • Miesięczna opłata za telewizor (lub telewizor z radiem) skoczy do 34,50 zł.

    Dla porównania, w 2026 roku stawki wynoszą odpowiednio 9,50 zł za radio i 30,50 zł za telewizor. KRRiT tłumaczy podwyżki coroczną waloryzacją powiązaną z inflacją.

    Ale tu nie chodzi tylko o wyższe opłaty. Prawdziwym szokiem mogą być kary.

    Uważaj na gigantyczne mandaty

    Jeśli myślałeś, że możesz po prostu przestać płacić lub nie rejestrować odbiornika, to przygotuj się na poważne konsekwencje. Wysokość kar za brak rejestracji jest zatrważająca.

    • Kara za brak rejestracji telewizora to aż 1035 zł.
    • Kara za brak rejestracji radia wynosi 324 zł.

    To nie są puste groźby. Jak przypomina „Gazeta Prawna”, Poczta Polska, która monitoruje płatności, nalicza od zaległości odsetki jak od długów podatkowych, a do upomnienia dolicza dodatkowe koszty administracyjne. W przypadku dalszego ignorowania obowiązku, sprawa może wylądować w egzekucji administracyjnej, co oznacza przymusowe ściągnięcie długu z twojego konta lub wynagrodzenia.

    Kto może odetchnąć z ulgą? Sprawdź zwolnienia

    Na szczęście nie wszyscy muszą się martwić o te podwyżki. Prawo przewiduje całą gamę zwolnień z opłaty abonamentowej. To realna ulga dla wielu gospodarstw domowych.

    Najważniejsze grupy zwolnione to:

    • Osoby, które ukończyły 75. rok życia. W ich przypadku zwolnienie działa automatycznie – nie muszą składać żadnych wniosków.
    • Seniorzy, których emerytura nie przekracza kwoty 4451,78 zł brutto miesięcznie. Dotyczy to osób, które ukończyły 60. rok życia.
    • Osoby bezrobotne.
    • Osoby niewidome, niesłyszące oraz z niepełnosprawnościami, w tym inwalidzi wojenni i wojskowi zaliczeni do I grupy inwalidzkiej.

    Aby skorzystać z ulgi (poza automatycznym zwolnieniem dla 75-latków), należy udać się do placówki Poczty Polskiej z dowodem osobistym oraz decyzją ZUS lub innego organu emerytalnego potwierdzającą wysokość świadczenia. Zwolnienie zaczyna obowiązywać od miesiąca następującego po złożeniu dokumentów.

    Czy abonament RTV kiedykolwiek zniknie?

    Choć Ministerstwo Kultury pracuje nad zmianami i planuje przeniesienie finansowania mediów publicznych do budżetu państwa, dopóki nowa ustawa nie zostanie uchwalona, obowiązuje stary system. To kluczowa informacja dla wszystkich, którzy po wcześniejszych zapowiedziach przestali płacić.

    Zapowiedzi reformy nie zwalniają z obowiązku płacenia aktualnych opłat i nie kasują powstałych zaległości. Dlatego lepiej nie ryzykować i uregulować sprawy już teraz, zanim na koncie pojawią się wysokie odsetki i koszty egzekucyjne.

    To nie jest temat, który możesz zignorować. Wysokie stawki i jeszcze wyższe kary sprawiają, że abonament RTV w 2027 roku może być naprawdę bolesny dla domowego budżetu. Sprawdź, czy kwalifikujesz się do zwolnienia i zadbaj o formalności zawczasu.

  • Awaria Profilu Zaufanego! Co zrobić, gdy miliony Polaków nie mogą zalogować się do e-usług?

    Awaria Profilu Zaufanego! Co zrobić, gdy miliony Polaków nie mogą zalogować się do e-usług?

    W poniedziałek rano dosłownie wszyscy w Polsce, którzy korzystają z internetowych usług publicznych, mogli spotkać się z nieoczekowaną przeszkodą. Profil Zaufany – kluczowe narzędzie do potwierdzania tożsamości w sieci i podpisywania dokumentów – doświadczyło poważnej awarii technicznej. Ministerstwo Cyfryzacji oficjalnie poinformowało, że logowanie, uwierzytelnianie i korzystanie z Podpisu Zaufanego są aktualnie niemożliwe. Ale co w takiej sytuacji?

    Panika? Nie, czas na alternatywy

    Awaria dotyka milionów użytkowników, którzy codziennie załatwiają sprawy przez internet. To nie tylko frustracja, ale realne wydłużenie realizacji wielu planów. Ministerstwo Cyfryzacji jednak działa i doradza. Do czasu naprawy resort zaleca korzystanie z alternatywnych metod, jak np. aplikacja mObywatel.

    „Obecnie występują przejściowe utrudnienia z dostępem do Profilu Zaufanego. W związku z tym zarówno logowanie, jak i uwierzytelnianie się za pomocą Profilu Zaufanego i korzystanie z Podpisu Zaufanego nie są aktualnie możliwe” – napisało ministerstwo na platformie X. „Pracujemy nad rozwiązaniem problemu, a o wszelkich zmianach będziemy informować na bieżąco” – dodał resort.

    Profil Zaufany jest niezwykle ważnym narzędziem. Dzięki nim możemy zalogować się do e-Urzędu Skarbowego, Internetowego Konta Pacjenta (IKP), Platformy Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS) czy platformy ePUAP. To elektroniczny klucz do świata administracji.

    Profil Zaufany – niezbędny, szybki i… łatwy do założenia

    Warto przypomnieć, jak ważne jest to narzędzie w codziennym życiu. A jeśli jeszcze go nie ma – jak łatwo można go aktywować.

    Profil Zaufany umożliwia załatwianie wielu spraw bez wizyty w urzędzie. To podstawa przy sprawach podatkowych (np. rozliczenie PIT), zdrowotnych (e-recepty, e-skierowania), związanych z dokumentami (zgłoszenie utraty dowodu) czy kontaktem z ZUS (składki, świadczenia).

    Zakładanie go jest dziś banalnie proste. Najszybszy sposób? Aktywacja przez bank!

    Cała procedura odbywa się online i zajmuje kilka minut. Bank wykorzystuje dane już potwierdzone przy zakładaniu rachunku, więc nie trzeba odwiedzać urzędu. To proces złożony z pięciu kroków:

    1. Wejście na stronę profilu lub do bankowości i wybór opcji założenia przez bank.
    2. Logowanie do banku (internet/mobile) i potwierdzenie operacji (np. SMS).
    3. Sprawdzenie aktualności danych (telefon, e-mail, dane osobowe).
    4. Aktywacja – bank przekazuje dane, profil jest gotowy automatycznie.
    5. Korzystanie – logowanie i podpisywanie online. Profil jest bezpłatny.

    Metoda bankowa jest znacznie szybsza niż wizyta w punkcie potwierdzającym (urząd, ZUS) i pozwala uniknąć drukowania i ręcznego podpisania wniosków.

    Co robić podczas awarii?

    Ministerstwo pracuje nad naprawą. Na razie trzeba sięgnąć po inne, oficjalne metody potwierdzania tożsamości, jak wspomniany mObywatel. Jeśli Profil Zaufany jest już aktywowany – czekamy na informacje o jego ponownym działaniu. Jeśli nie – awaria może być motywacją do jego szybkiego założenia, gdy system wróci do normy.

    Warto też pamiętać o bezpieczeństwie: korzystajmy tylko z oficjalnych stron banku i administracji oraz dokładnie sprawdzajmy każdą autoryzowaną operację.

    Wkrótce miliony Polaków znowu będą mogły łatwo zalogować się do ZUS, sprawdzić receptę czy wysłać PIT bez wychodzenia z domu. Na razie – trzymamy rękę na pulsie.