Blog

  • Niemieckie obligacje na 15-letnim szczycie. Rynek szykuje się na ruch EBC

    Niemieckie obligacje na 15-letnim szczycie. Rynek szykuje się na ruch EBC

    Niemiecki dług z najwyższą rentownością od 2011 roku

    Na rynkach długu w Europie zrobiło się gorąco. Rentowność 10-letnich niemieckich obligacji skarbowych (tzw. bundów) wzrosła do poziomu 3,21%, co jest najwyższym wynikiem od 15 lat i jednocześnie od 2011 roku. W porównaniu z poprzednim dniem oznacza to wzrost o 3 punkty bazowe – wynika z danych Bloomberga i doniesień agencji.

    To nie tylko niemiecki problem. Podobna tendencja widoczna jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie rentowności długoterminowych obligacji utrzymują się powyżej 5%, co stanowi najdłuższy taki okres od 2007 roku. Inwestorzy na nowo zaczęli wyceniać ryzyko utrzymującej się inflacji, którą napędzają gwałtownie drożejące surowce.

    Ceny energii i geopolityka napędzają oczekiwania

    Wzrost dochodowości niemieckiego długu to pokłosie rosnących oczekiwań inflacyjnych, które nasiliły się wraz z dynamicznymi wzrostami cen ropy i gazu. Cena ropy Brent zbliża się do poziomu 100 dolarów za baryłkę, a europejskie ceny gazu zakończyły niedawny tydzień na najwyższym poziomie od 2023 roku. Za wzrostem notowań stoi eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, a konkretnie ponowne zaostrzenie napięć między USA a Iranem.

    Dodatkowym czynnikiem podbijającym nerwowość są doniesienia o atakach bojowników Huti na saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym. W odpowiedzi Arabia Saudyjska skierowała swój eksport ropy przez port Janbu nad Morzem Czerwonym – podają analitycy Deutsche Banku. Jak dodali w swoim komunikacie, nowe doniesienia o działaniach Huti rodzą obawy o podaż. W lipcu cena Brent wzrosła o ponad 30% w związku z załamaniem się 60-dniowego rozejmu między USA a Iranem. Waszyngton przeprowadził w międzyczasie dwunastą z rzędu serię uderzeń wymierzonych w Teheran.

    EBC przed trudną decyzją

    Wszystkie oczy zwrócone są na Europejski Bank Centralny, którego posiedzenie zaplanowano na czwartek. Mimo presji rynkowej większość ekonomistów spodziewa się, że EBC utrzyma stopę depozytową na niezmienionym poziomie 2,25%, dając sobie czas na ocenę skutków geopolitycznego szoku.

    Rynek terminowy jest jednak znacznie bardziej jastrzębi. Kontrakty w pełni wyceniają dwie podwyżki stóp procentowych EBC o 25 punktów bazowych każda jeszcze przed końcem roku. Z kolei w USA rynek swapów sugeruje około 75% prawdopodobieństwa, że Rezerwa Federalna podniesie stopy dwa razy w tym samym okresie.

    „Niespodziewanej podwyżki nie można wykluczyć”

    Choć podstawowy scenariusz zakłada stabilizację stóp, nie brakuje głosów ostrzegających przed niespodzianką. Francesco Pesole, strateg w ING Groep NV cytowany przez agencję Bloomberg, stwierdził:

    „Niespodziewanej podwyżki nie można w pełni wykluczyć”.

    Dodał również w swoim komentarzu:

    „Ponowna eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie oraz fakt, że ceny gazu w Europie rosną szybciej niż ceny ropy, powinny sprawić, iż w Radzie Prezesów nadal przeważać będą głosy zwolenników zaostrzania polityki pieniężnej”.

    Bankierzy centralni ostrzegają

    Presja cenowa nie umknęła uwadze samych decydentów. Joachim Nagel z EBC ostrzegał w ubiegłym tygodniu:

    „Kształtowanie się cen energii jest kluczowym czynnikiem determinującym przyszłe perspektywy inflacji. Polityka pieniężna utrzyma czujną postawę”.

    Analitycy podkreślają, że zależność między cenami surowców a rynkiem długu znów stała się wyraźna. Strateg Skylar Montgomery Koning z Bloomberga wskazał, że dalszy wzrost cen ropy będzie negatywnym czynnikiem zarówno dla obligacji, jak i rynku akcji.

    Na razie rynek czeka na czwartkową decyzję EBC, a wysokie rentowności niemieckiego długu wysyłają jasny sygnał: inwestorzy nie wierzą, że fala inflacyjna szybko opadnie.

  • Złoty w dwóch prędkościach: dolar tanieje, euro drożeje, a Bliski Wschód miesza w notowaniach

    Złoty w dwóch prędkościach: dolar tanieje, euro drożeje, a Bliski Wschód miesza w notowaniach

    Czwartek, 23 lipca, przynosi mieszane sygnały na polskim rynku walutowym. Z jednej strony dolar amerykański spada poniżej 3,79 zł, z drugiej euro wraca w rejon 4,33 zł, a złoty odrabia straty po ostatnich turbulencjach. W tle – eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, nowy premier Wielkiej Brytanii i nerwowe wyczekiwanie inwestorów na dalszy rozwój wydarzeń.

    Co mówią oficjalne kursy NBP?

    Narodowy Bank Polski opublikował w południe średnie kursy dla głównych par walutowych. Według tabeli A na 23 lipca 2026 roku, aktualnej na godzinę 12:00:

    • USD/PLN – 3,7946 zł
    • EUR/PLN – 4,3298 zł
    • CHF/PLN – 4,6572 zł
    • GBP/PLN – 5,0744 zł

    Różnice w porannych notowaniach rynkowych (USD poniżej 3,79; EUR w okolicach 4,33) i kursie NBP wynikają z pory aktualizacji – NBP podaje jeden średni kurs, podczas gdy rynek Forex żyje własnym rytmem.

    Dolar pod presją: Bliski Wschód w centrum uwagi

    Kurs dolara amerykańskiego traci dziś na wartości, schodząc poniżej psychologicznej granicy 3,80 zł. Inwestorzy wyceniają przedłużający się kryzys energetyczny związany z działaniami wojennymi w regionie Zatoki Perskiej. USA od 12 dni bombardują cele w Iranie, a ataki rozszerzono na infrastrukturę transportową i logistyczną – mosty, linie kolejowe i obiekty krytyczne.

    Ze strony USA padła groźba, że każdy irański atak na tankowiec w Cieśninie Ormuz będzie skutkował zniszczeniem irackiej infrastruktury, w tym mostów i elektrowni. Irańskie władze odpowiedziały, że w przypadku uderzeń na ich obiekty dokonają odwetu na obiektach energetycznych i mostach w regionie, które są powiązane z amerykańskimi interesami. Gwardia Rewolucyjna ogłosiła Cieśninę Ormuz „całkowicie zamkniętą” i ostrzegła, że żaden tankowiec nie przepłynie bez jej zgody. Houthi z kolei twierdzą, że zaatakowali saudyjskie tankowce Layla i Encelia na Morzu Czerwonym, rozszerzając blokadę. Obawy przed dalszą eskalacją wywindowały ceny ropy na kilkumiesięczne szczyty, osłabiając przy tym dolara.

    Euro stabilne, ale w zawieszeniu

    Notowania EUR/PLN odbiły powyżej 4,32 zł i obecnie poruszają się w przedziale od 4,32 do 4,35 zł. Rynek czeka na impuls do silniejszego ruchu. Jeśli wyprzedaż będzie kontynuowana w kolejnych dniach, euro może spaść do 4,30 zł. Na razie wspólna waluta broni poziomu w okolicach 4,32–4,33 zł.

    Frank i funt: bezpieczna przystań czy polityczne przetasowanie?

    Frank szwajcarski tradycyjnie uchodzi za bezpieczną przystań, ale dziś traci na wartości. Para CHF/PLN spada w okolice 4,65 zł. W rejonie 4,72 zł doszło do wyraźnej realizacji zysków, która może kierować notowania w stronę 50-dniowej średniej kroczącej przy 4,64 zł. Powodzenie tego ruchu zależy od nastrojów rynkowych i dalszej eskalacji konfliktu.

    Funt brytyjski przerywa kilkudniowe wzrosty i dziś wyraźnie tanieje, zbliżając się do 5,06–5,07 zł. Rezygnacja premiera Keira Starmera wywołała początkowy wzrost notowań, ale to paliwo szybko się wyczerpało. W poniedziałek funkcję szefa rządu objął Andy Burnham, wobec którego rynki mają duże oczekiwania związane z zapowiedzią 10-letniego planu dla Wielkiej Brytanii. Na razie jednak funt traci wraz ze wzrostem globalnej niepewności.

    Perspektywy techniczne

    Z technicznego punktu widzenia kurs USD/PLN porusza się w szerokim kanale wzrostowym. Jeśli w najbliższych dniach uda się odzyskać poziom 3,80 zł, celem kupujących mogą być okolice 3,90 zł, gdzie przebiega górne ograniczenie formacji. Z kolei EUR/PLN pozostaje w zawieszeniu między wsparciem 4,32 zł a oporem 4,35 zł.

    Czwartkowe notowania pokazują, że złoty odrabia część strat, ale presja geopolityczna i energetyczna wciąż ciąży na wycenie. Inwestorzy pozostają w trybie wyczekiwania na rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz pierwsze ruchy nowego premiera Wielkiej Brytanii, Andy’ego Burnhama.

  • Polacy w ogonie Europy. Oto ile lat będziemy pracować

    Polacy w ogonie Europy. Oto ile lat będziemy pracować

    Nowe dane Eurostatu za 2025 rok nie pozostawiają złudzeń – mieszkańcy Unii Europejskiej spędzają w pracy coraz więcej lat, ale Polska wciąż pozostaje poniżej średniej. Przewidywany czas aktywności zawodowej nad Wisłą to 35,9 roku, podczas gdy unijna średnia wynosi 37,5 roku. To oznacza, że Polacy będą pracować o półtora roku krócej niż przeciętny Europejczyk.

    Północ kontra południe – gdzie pracuje się najdłużej?

    Dane Eurostatu wskazują na wyraźne różnice między krajami – najdłuższy przewidywany czas pracy odnotowano głównie w północnej części Europy. W siedmiu krajach średnia oczekiwana długość życia zawodowego przekracza 40 lat. Liderem jest Holandia z wynikiem 44 lata, zaraz za nią plasują się Szwecja (43,4 lata) oraz Dania (42,6 roku). Do grona państw z ponad 40-letnim okresem aktywności zawodowej należą także Estonia (41,5), Irlandia (40,7), Niemcy (40,2) i Finlandia (40,1).

    Najkrócej pracują z kolei mieszkańcy Rumunii – zaledwie 32,7 roku. Niewiele dłużej wypada Bułgaria (34,6 roku) oraz Włochy (33 lata). Włochy, jeden z bogatszych krajów UE, notują wynik wyraźnie poniżej średniej.

    Polska na tle regionu

    Polska z wynikiem 35,9 roku znajduje się poniżej unijnej średniej, ale wyprzedza Rumunię, Bułgarię i Włochy. Gorzej na tym tle wypadamy jednak w porównaniu z sąsiadami – Czechy, Słowacja i Węgry mają wyższy przewidywany czas pracy. W ciągu ostatniej dekady w Polsce nastąpił jednak wyraźny wzrost: w 2016 roku wskaźnik wynosił 33 lata, a w 2025 roku sięgnął już 35,9 roku. To wzrost o 2,9 roku, czyli więcej niż unijna zmiana (2,3 roku). Eurostat podaje także dane dla poszczególnych lat: 2017 – 33,3; 2018 – 33,5; 2019 – 33,6; 2020 – 33,5; 2021 – 34,2; 2022 – 34,8; 2023 – 35,3; 2024 – 35,6.

    Mężczyźni pracują dłużej, ale różnica się zmniejsza

    Tradycyjnie dłuższy przewidywany czas aktywności zawodowej mają mężczyźni. W Polsce mężczyźni będą pracować średnio 37,9 lat, a kobiety33,9 roku. Obie wartości są poniżej unijnych średnich, które wynoszą odpowiednio 39,5 roku dla mężczyzn i 35,4 roku dla kobiet.

    Najdłużej w UE pracują mężczyźni w Holandii (45,9 roku), Szwecji i Danii (po 44,5 roku). Z kolei najkrótszy przewidywany czas aktywności dla mężczyzn odnotowano w Bułgarii (35,9 roku) i Rumunii (36,0 roku). Wśród kobiet unijnymi liderkami są Szwecja (42,3 roku), Holandia (41,9 roku) i Estonia (41,8 roku), a najkrócej pracują kobiety we Włoszech (28,4 roku) i Rumunii (29,1 roku).

    Eurostat zwraca uwagę, że różnica między płciami w całej UE stopniowo się kurczy. W 2016 roku wynosiła 5 lat (37,6 roku dla mężczyzn vs 32,6 roku dla kobiet), a w 2025 roku spadła do 4,1 roku. To efekt rosnącej aktywności zawodowej kobiet w wielu krajach.

    Co oznacza ten wskaźnik?

    Warto pamiętać, że Eurostat nie mierzy tu ustawowego wieku emerytalnego. Oczekiwana długość życia zawodowego to szacunkowa liczba lat, jaką osoba w wieku 15 lat pozostanie w zasobach siły roboczej – jako zatrudniona lub bezrobotna. Wskaźnik opiera się na obecnych wzorcach uczestnictwa w rynku pracy oraz prognozowanej długości życia. W całej Unii średnia wzrosła z 37,2 roku w 2024 roku do 37,5 roku w 2025 roku, a od 2016 roku – o 2,3 roku. Eurostat oblicza go na podstawie oczekiwanej długości życia oraz wskaźników aktywności zawodowej w poszczególnych grupach wiekowych.

    Z danych wyłania się obraz Europy, w której czas pracy się wydłuża, ale dystans między poszczególnymi krajami pozostaje znaczący. Polska, choć nadrabia zaległości, wciąż ma sporo do zrobienia, by dogonić unijną czołówkę.

  • Polska uruchamia Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności. 23 mld zł z KPO na dwa filary

    Polska uruchamia Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności. 23 mld zł z KPO na dwa filary

    Polski rząd ogłosił właśnie nowy mechanizm finansowania bezpieczeństwa – Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności, na który przeznaczono 23 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). To pierwsze tego typu rozwiązanie w Europie, jak podkreślił wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Środki podzielono na dwa komponenty: pożyczkowy i kapitałowy.

    16 mld zł na pożyczki dla samorządów

    Za obsługę części pożyczkowej odpowiada Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Jej wartość to około 16 mld zł. Samorządy będą mogły otrzymać preferencyjne pożyczki z zerowym oprocentowaniem, okresem spłaty nawet do 20 lat i możliwością częściowego umorzenia. Pieniądze trafią na inwestycje zwiększające ochronę ludności – m.in. budowę i modernizację obiektów zbiorowej ochrony, systemów wykrywania i ostrzegania, infrastruktury mobilnościowej oraz projekty z zakresu cyberbezpieczeństwa. Minister finansów Andrzej Domański podkreślił:

    Bezpieczeństwo nie zaczyna się na granicy, ale w naszych miastach.

    7 mld zł na kapitał i technologie strategiczne

    Drugim filarem funduszu jest instrument kapitałowy o wartości około 7 mld zł, realizowany przez specjalnie powołaną spółkę Chrobry S.A. Stanowi on około 30 proc. środków całego Funduszu. Chrobry będzie inwestować w szerokie spektrum podmiotów – od innowacyjnych startupów technologicznych, przez firmy w fazie skalowania, po dojrzałe przedsiębiorstwa i projekty infrastrukturalne. Minister Domański wyjaśnił mechanizm:

    Spółka Chrobry inwestuje, obejmuje udziały w firmie, wspiera rozwój jej mocy produkcyjnych, a po osiągnięciu założonych celów inwestycyjnych wychodzi z inwestycji.

    Obaj ministrowie podkreślali, że zwiększenie bezpieczeństwa przy jednoczesnym wzroście gospodarki jest absolutnym priorytetem rządu.

    Dodatkowe wsparcie dla technologii dual‑use i obronnych

    Dzięki najnowszym zmianom w harmonogramie naborów z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) przedsiębiorcy mogą ubiegać się o środki z puli 1,4 mld zł przeznaczonej na technologie obronne i podwójnego zastosowania.

    Kredyt na wytwarzanie produktów podwójnego zastosowania – nowy instrument łączący dotację z finansowaniem dłużnym – uruchomił BGK. W puli jest 400 mln zł. Wsparcie ma formę premii wypłacanej po prawidłowej realizacji projektu, która pokrywa część kapitału kredytu inwestycyjnego. Warunkiem jest, aby produkty były gotowe do wdrożenia, miały udokumentowane zastosowanie cywilne i wojskowe, a zdolność projektu potwierdzona promesą kredytową. Kredyt może sfinansować 100 proc. kosztów kwalifikowanych. Minimalna wartość wydatków kwalifikowalnych wynosi 2 mln zł, a maksymalna wysokość premii – 70 proc., w zależności od lokalizacji i wielkości firmy. Prof. Marta Postuła, pierwsza wiceprezes BGK, skomentowała:

    W obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych inwestycje w produkty podwójnego zastosowania stają się nie tylko szansą biznesową, ale także istotnym elementem budowania odporności gospodarki i bezpieczeństwa państwa.

    Wnioski będzie można składać od 29 października do 28 stycznia przyszłego roku.

    Trzy konkursy STEP na technologie obronne

    Aktualizacja FENG przewiduje również trzy nowe konkursy dotacyjne w ramach programu STEP (Platforma Technologii Strategicznych dla Europy). Łączny budżet dwóch naborów prowadzonych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) wynosi 500 mln zł, a jeden konkurs ogłoszony przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) dysponuje budżetem w wysokości 500 mln zł. NCBR sfinansuje projekty badawczo-rozwojowe w sektorze defence oraz projekty ograniczające strategiczną zależność UE od technologii zewnętrznych. PARP wesprze z kolei przedsięwzięcia inwestycyjne w branży defence. Terminy składania wniosków zaplanowano od listopada do stycznia przyszłego roku.

    Jak zaznacza Alicja Szumiec-Jurasińska, starszy menedżer w PwC:

    Rośnie rola technologii obronnych i dual use, które z obszaru dotychczas marginalnie obecnego w systemie wsparcia innowacji stają się jednym z priorytetów polityki przemysłowej Polski i Unii Europejskiej.

    Wnioski o kredyt dual‑use ruszą jeszcze jesienią, a o dotacje STEP – w listopadzie.

  • Polacy boją się bezrobocia, a gospodarka dzieli się na dwa światy. Lipcowe dane GUS

    Polacy boją się bezrobocia, a gospodarka dzieli się na dwa światy. Lipcowe dane GUS

    Lipiec przyniósł nam pogodowy miks – deszcz i słońce. Podobnie wyglądają najnowsze odczyty GUS dotyczące nastrojów Polaków i kondycji firm. Z jednej strony rośnie obawa o bezrobocie i przyszłość gospodarki, a z drugiej – branża turystyczna bije rekordy, a handel detaliczny pierwszy raz od lat widzi dodatnie wskaźniki. Oto, co mówią dane.

    Pogorszenie nastrojów konsumenckich

    Comiesięczne badanie GUS pokazuje, że w lipcu Polacy ocenili zarówno swoją sytuację finansową, jak i stan gospodarki gorzej niż w czerwcu. Co prawda nieco więcej osób (16,9%) twierdzi, że ich finanse się poprawiły (wobec 16,05% w czerwcu), ale aż 25,3% deklaruje pogorszenie – to wzrost o prawie punkt procentowy. Jeszcze wyraźniejszy zwrot widać w ocenie perspektyw na kolejne 12 miesięcy: odsetek optymistów spadł z 18,3% do 17%, a tych, którzy liczą na znaczącą poprawę – z 1,8% do zaledwie 0,8%. Pesymistów przybyło z 19,2% do 19,6%.

    Krytyka dotyczy przede wszystkim całej gospodarki. Aż 47,5% Polaków uważa, że w ostatnim roku sytuacja gospodarcza się pogorszyła (w czerwcu 46,5%), a 14,4% widzi w tym znaczące pogorszenie. Tylko 13,9% dostrzega poprawę – to spadek o prawie 3 pkt proc. w porównaniu z czerwcem. Patrząc w przyszłość, 40,5% spodziewa się dalszego pogorszenia, a optymistów jest zaledwie 14,5%.

    Strach przed bezrobociem, ale nie przed zakupami

    Największym zmartwieniem okazuje się rynek pracy. 43,2% respondentów przewiduje, że bezrobocie w ciągu najbliższego roku wzrośnie, w tym prawie 15% – że znacząco. Tylko 6,9% liczy na spadek.

    Paradoksalnie te obawy nie paraliżują portfeli. 21,9% Polaków uważa, że to odpowiedni czas na duże zakupy, takie jak meble czy AGD – to o 3,5 pkt proc. więcej niż w czerwcu i o 6 pkt proc. więcej niż rok temu. Co więcej, 16,5% spodziewa się, że w ciągu 12 miesięcy wyda na takie cele więcej niż dotychczas (w czerwcu było to 13,3%). Udział osób planujących mniejsze wydatki spadł z 43% do 37,9%.

    Rośnie też deklarowana zdolność do oszczędzania: 65,2% (64,4% w czerwcu). Jednocześnie nieco więcej osób popada w długi – 1,7% wobec 1,1% w poprzednim miesiącu.

    GUS, jak co kwartał, zapytał też o konkretne plany. Kupno nowego samochodu w najbliższym roku rozważa 9,4% (wzrost z 9,1% w kwietniu i 8% w lipcu 2025). Mieszkanie lub dom planuje kupić lub budować 4% (3,8% w kwietniu, 3,7% rok wcześniej). Remont mieszkania zamierza przeprowadzić 21% – to więcej niż 20,3% przed rokiem.

    Turystyka i finanse na fali, przemysł wciąż pod kreską

    Lipcowe badanie koniunktury w firmach maluje odmienny obraz w zależności od sektora. Zakwaterowanie i gastronomia osiągnęły najwyższy od co najmniej 2021 roku wskaźnik ogólnego klimatu – 13,2 pkt. To zasługa wyjątkowo optymistycznych prognoz (wskaźnik prognostyczny aż 33 pkt). Rok do roku poprawa wynosi 9,6 pkt.

    Przełom nastąpił w handlu detalicznym. Wyrównany sezonowo wskaźnik po raz pierwszy od co najmniej 2021 r. znalazł się na plusie – +0,8 pkt. To o 5 pkt więcej niż rok temu i o 3,1 pkt więcej niż w czerwcu. Poprawę widać głównie w ocenie bieżącej działalności (+3,7 pkt), prognozy pozostają jeszcze ujemne (-1 pkt).

    Trzy filary zatrudnienia – przemysł, budownictwo i transport – wciąż są pod kreską, ale dają sygnały poprawy. Przemysł notuje -6,1 pkt (wzrost o 1,1 pkt mdm i 2,5 rdr). Budownictwo: -3,1 pkt (lekki spadek o 0,1 pkt mdm, ale poprawa o 3 pkt rdr). Transport: -1,5 pkt (wzrost o 0,8 pkt mdm i 1,3 rdr).

    Niezmiennie entuzjastyczne pozostaje sektor finansowy. Wskaźnik ogólnego klimatu (niewyrównany sezonowo) wyniósł 27,4 pkt wobec 24,4 pkt w czerwcu i 24,6 pkt przed rokiem. Składowa diagnostyczna, czyli ocena bieżącej sytuacji, osiągnęła aż 48,7 pkt, co oznacza, że tylko 25,6% odpowiedzi było negatywnych. Horyzont jednak nieco się chmurzy – składowa prognostyczna jest słabsza.

    Na koniec informacja i komunikacja: wskaźnik ogólny wyrównany sezonowo wyniósł 9,9 pkt, z przewagą optymizmu w ocenie teraźniejszości (17,2 pkt) i minimalną w prognozach (2,5 pkt).

    Lipcowe dane GUS pokazują wyraźny podział: konsumenci obawiają się o rynek pracy i stan gospodarki, ale jednocześnie chętniej sięgają po kredyty i planują większe wydatki. Firmy z kolei – w zależności od branży – albo świętują rekordy, albo ostrożnie wychodzą na prostą.

  • 100 mld zł na tory. Polska ma mieć najnowocześniejszą sieć kolejową w Europie

    100 mld zł na tory. Polska ma mieć najnowocześniejszą sieć kolejową w Europie

    Premier Donald Tusk wraz z ministrem infrastruktury Dariuszem Klimczakiem i podsekretarzem stanu Piotrem Malepszakiem ogłosił 22 lipca na zmodernizowanym dworcu Warszawa Zachodnia przełomowy program inwestycyjny dla polskiej kolei. Zintegrowana Sieć Kolejowa (ZSK) to plan, który ma wynieść krajową infrastrukturę na europejski szczyt. „I nie ma w tym słowa przesady” – zapewnił szef rządu.

    Rekordowe pieniądze i gigantyczne plany budowlane

    Program opiewa na około 100 mld zł, co – jak podkreślił minister Klimczak – jest rekordową kwotą w historii polskiej kolei. Środki zostaną przeznaczone nie tylko na budowę nowych linii, ale też na modernizację istniejących, elektryfikację, cyfryzację, budowę nowych przystanków oraz parkingów przy dworcach. „Konieczna jest synchronizacja wielu działań” – zaznaczył szef resortu infrastruktury.

    W ramach ZSK powstanie 4,7 tys. km nowych linii kolejowych, z czego 2,7 tys. km to trasy Kolei Dużych Prędkości (KDP). Pociągi na tych odcinkach będą mogły rozpędzić się do 350 km/h. „Będziemy przemieszczać się tak szybko jak robią to Japończycy czy Chińczycy” – porównywał Tusk. Oprócz nowych odcinków zmodernizowanych zostanie 5,6 tys. km istniejących szlaków.

    Każdy powiat połączony, 800 mln pasażerów rocznie

    Kluczowym założeniem programu jest włączenie każdego powiatu w Polsce w sieć połączeń dalekobieżnych. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na 1 stycznia 2025 roku w kraju były 314 powiaty i 66 miast na prawach powiatu. Zdaniem premiera po zakończeniu inwestycji podróż koleją ma stać się najchętniej wybieranym środkiem transportu przez Polaków.

    Efektem ma być gwałtowny wzrost liczby pasażerów. W 2025 roku z usług kolei skorzystało 438 mln osób – o 7,7 proc. więcej niż rok wcześniej i najwięcej od ponad trzech dekad. Docelowy pułap ZSK to 800 mln pasażerów rocznie. „Kiedy zakończymy ten wielki projekt ZSK, to w ciągu roku powinniśmy przewieźć blisko 800 milionów pasażerów tu w Polsce” – podkreślił premier. Dodał, że przejazd przez całą Polskę ma zająć maksymalnie 3 godziny.

    Nowoczesny tabor i 100 minut między miastami

    Minister Klimczak przypomniał o zakupie najnowocześniejszych pociągów hybrydowych, które obecnie przechodzą testy. W przyszłym roku pojadą m.in. do Łomży, Jeleniej Góry i Hrubieszowa – miejscowości, które latami czekały na nowy tabor. W planach jest też synchronizacja rozkładów tak, by ważne miasta były połączone w około 100 minut.

    Pełnomocnik rządu ds. CPK Piotr Malepszak uczestniczył w konferencji, co wskazuje na koordynację działań z projektem Centralnego Portu Komunikacyjnego. Dotychczasowa koncepcja „szprych” prowadzących do jednego węzła ma zostać zastąpiona siecią 19 przecinających się magistrali – wynika z wpisu Kancelarii Premiera.

    „Wygodniej, szybciej i więcej”

    Premier podsumował program hasłem: „Polska kolej to wygodniej, szybciej i więcej”. Wygodniej – dzięki nowoczesnemu taborowi, szybciej – bo pociągi KDP osiągną europejskie prędkości, a więcej – bo połączeń będzie „zdecydowanie więcej w całym kraju”.

    Program ZSK to odpowiedź na wieloletnie zaniedbania i likwidację tras. Teraz rząd stawia na odbudowę i rozwój. Minister infrastruktury podkreślił, że celem jest „kolej, która dotrze do każdego powiatu, połączy ważne miasta w ok. 100 minut”. Ostateczny harmonogram i szczegóły finansowania mają być doprecyzowane w nadchodzących miesiącach, ale już dziś wiadomo, że budowa najnowocześniejszej sieci kolejowej w Europie właśnie ruszyła.

  • Polacy ruszyli do sklepów. Sprzedaż detaliczna w czerwcu przebiła prognozy

    Polacy ruszyli do sklepów. Sprzedaż detaliczna w czerwcu przebiła prognozy

    Rekordowy czerwiec w polskim handlu

    Sprzedaż detaliczna w czerwcu 2026 r. zaskoczyła na plus. Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w cenach stałych wyniosła o 6,2 proc. więcej niż przed rokiem – to najlepszy wynik od września 2025 r. Ekonomiści spodziewali się wzrostu w przedziale 4,8–5,2 proc., więc rzeczywistość okazała się wyraźnie lepsza od prognoz.

    Co kupowaliśmy najchętniej?

    Wzrost sprzedaży był szeroki, ale kilka kategorii wyraźnie się wyróżniało. Największy skok, bo aż o 14,8 proc. rok do roku, odnotowały sklepy z meblami i sprzętem RTV/AGD. Duże wzrosty zanotowały też stacje benzynowe (+9 proc.), apteki i drogerie (+10,2 proc.) oraz salony samochodowe (+9,6 proc.). Nawet sprzedaż żywności, która w poprzednich miesiącach spadała, odbiła w górę o 1,7 proc. rdr.

    Analitycy ING Banku Śląskiego wskazują, że wzrost popytu na dobra trwałe i półtrwałe to efekt odbudowy nastrojów konsumenckich oraz wyraźnego spadku cen paliw w czerwcu. Z kolei ekonomiści Pekao zwracają uwagę na czynniki techniczne, takie jak liczba dni handlowych, wysoka temperatura czy zakończenie programu CPN, które mogło skłonić kierowców do uzupełniania zapasów.

    Więcej wydaliśmy, ale nie wszystko drożeje

    W ujęciu wartościowym (w cenach bieżących) sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,8 proc. rdr. Różnica między tempem wzrostu w cenach stałych a bieżących wynika z lekkiego odbicia inflacji w handlu – deflator sięgnął 0,6 proc. Głównym winowajcą są paliwa, które zdrożały w detalu o ponad 6,3 proc. W innych kategoriach ceny rosły znacznie wolniej (żywność +0,8 proc.) lub wręcz spadały – odzież i obuwie były tańsze o 3,1 proc., a samochody o 6,4 proc. w porównaniu z czerwcem 2025 r.

    E-commerce wciąż przyspiesza

    Sprzedaż przez internet rosła w czerwcu jeszcze szybciej niż ogółem – dynamika sięgnęła 12,3 proc. rdr, co jest najlepszym wynikiem od marca. Najbardziej imponująco wyglądały zakupy online w drogeriach i aptekach (+50,9 proc. rdr) oraz w sklepach z AGD i meblami (+27,2 proc.). Zakupy spożywcze w sieci wzrosły o 18,7 proc., a książek i prasy o 12,7 proc. Wyraźnie słabiej wypadły e-sklepy z odzieżą i obuwiem (-1,2 proc.) oraz internetowe salony samochodowe (-26,8 proc. rdr).

    Sebastian Błaszkiewicz, doradca strategiczny w Univio, komentuje, że czerwiec tradycyjnie hamuje po wiosennym przyspieszeniu, a udział e-commerce w handlu detalicznym ustabilizował się w okolicach 10 proc. – wciąż jednak rośnie szybciej niż sprzedaż ogółem, bo coraz więcej codziennych zakupów przenosi się do kanału cyfrowego.

    Konsumpcja trzyma się mocno

    Mimo spowalniającego wzrostu płac Polacy nie zamierzają zaciskać pasa. Adrian Domitrz, ekonomista Erste Bank Polska, zwraca uwagę, że gospodarstwa domowe utrzymują oszczędności na poziomie 9 proc. dochodów – o połowę wyższym niż w latach przed pandemią. Część tych oszczędności może być w najbliższych kwartałach wykorzystana do podtrzymania konsumpcji.

    Nastroje konsumenckie w lipcu nieznacznie się pogorszyły (Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej spadł o 0,3 pkt do -10,2 pkt), ale oczekiwania na przyszłość lekko wzrosły (Wyprzedzający Wskaźnik Ufności Konsumenckiej +0,4 pkt do -7,3 pkt). Ekonomiści Pekao podsumowują: „Pogłoski o śmierci polskiego konsumenta okazały się (jak na razie) przesadzone”.

    Wzrost PKB przyspiesza

    Dane o sprzedaży detalicznej dopełniają obrazu polskiej gospodarki w drugim kwartale. Wcześniej GUS poinformował, że produkcja przemysłowa w czerwcu urosła o 7,6 proc. rdr, a budowlano-montażowa – o 5,2 proc. Łącznie statystyki układają się w scenariusz, w którym PKB w pierwszym półroczu wzrósł o około 3,5 proc. rdr, a w drugim kwartale tempo mogło przyspieszyć do około 3,8 proc. – ocenia Rafał Benecki, główny ekonomista ING BSK.

    Benecki podkreśla, że mimo wyzwań związanych z kryzysem paliwowym na Bliskim Wschodzie, koniunktura w Polsce okazała się zaskakująco odporna. W całym roku ING prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,4 proc., ale bilans ryzyk jest obecnie przechylony w kierunku wyższego tempa. Jednocześnie sytuacja w Zatoce Perskiej wciąż generuje poważne ryzyka dla stabilności cen i globalnej gospodarki.

  • JPMorgan w rozkroku: strategowie krzyczą „kupuj”, a prezes Dimon ostrzega przed ryzykiem

    JPMorgan w rozkroku: strategowie krzyczą „kupuj”, a prezes Dimon ostrzega przed ryzykiem

    Ta sama instytucja, dwa zupełnie różne sygnały dla inwestorów. Podczas gdy analitycy JPMorgan wietrzą okazję do zakupu akcji po ostatnich spadkach, sam prezes banku Jamie Dimon studzi entuzjazm i ostrzega, że rynki mogą bagatelizować poważne zagrożenia. Kto ma rację?

    Konflikt z Iranem a giełdowe okazje

    Napięcia na Bliskim Wschodzie – a konkretnie konflikt z Iranem – ponownie wywołały nerwowość na światowych giełdach i przeceny wielu spółek. Większość inwestorów reaguje paniką, ale strategowie JPMorgan patrzą na to inaczej.

    Zespół analityków kierowany przez Mislava Matejkę przekonuje, że obecne spadki mogą być jedną z najlepszych okazji do zakupu akcji dla długoterminowych inwestorów. Bank wskazuje na silne prognozy zysków spółek oraz stabilne fundamenty gospodarki, które – jego zdaniem – nadal przemawiają za dalszym wzrostem rynku.

    Analitycy prognozują, że w USA i strefie euro zysk na akcję może wzrosnąć średnio o około 8%. Wśród argumentów za dalszymi wzrostami wymieniają m.in. lepsze wskaźniki wyprzedzające OECD, stabilny rynek pracy w USA, wzrost akcji kredytowej oraz poprawę koniunktury w Europie.

    Które sektory mogą zyskać najwięcej?

    Zdaniem strategów JPMorgan, sektor bankowy i półprzewodnikowy mają największy potencjał wzrostu w nadchodzących miesiącach. Bank spodziewa się mocnych wyników kwartalnych banków oraz dalszej poprawy ich rentowności. W przypadku półprzewodników po okresie słabszych notowań pojawiają się pozytywne rewizje prognoz zysków, co może przełożyć się na odbudowę kursów.

    Znacznie ostrożniej JPMorgan podchodzi do sektora energetycznego – obecne wyceny pozostawiają niewielką przestrzeń do dalszych wzrostów, zwłaszcza przy możliwych wahaniach cen ropy.

    Dimon studzi optymizm

    Tymczasem Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, prezentuje diametralnie odmienne stanowisko. W wywiadzie dla CNBC stwierdził, że rynki nie w pełni uwzględniają rosnącą listę zagrożeń geopolitycznych i fiskalnych.

    „Myślę, że te zagrożenia są prawdopodobnie większe, niż jest to zakładane” – powiedział Dimon.

    Wskazał na wojny na Ukrainie i Bliskim Wschodzie, napięte relacje między USA a Chinami, a także rosnące wydatki na obronność w okresie narastającego deficytu budżetowego w USA. Zdaniem szefa największego amerykańskiego banku, deficyty USA ostatecznie doprowadzą do podwyżek stóp procentowych.

    Obligacje? Nie, dziękuję

    Dimon dał jasno do zrozumienia, że nie kupowałby długoterminowych obligacji skarbowych USA. Uważa, że rentowność obligacji 10-letnich utrzyma się w przedziale 4,0–4,5% – obecnie wynosi ona 4,60%. Nie widzi większego potencjału wzrostu ich ceny, nawet jeśli inflacja spadnie do celu Fed.

    A akcje? Tylko wybrane

    Prezes JPMorgan jest również ostrożny w przypadku akcji. Przy obecnych wycenach nie kupowałby ich na szerszym rynku, a jedynie w przypadku konkretnych spółek, które uznałby za „świetną inwestycję”.

    Odnosząc się do boomu sztucznej inteligencji oraz ogromnych kwot wydawanych przez największe firmy technologiczne na jej rozwój, Dimon porównał obecną sytuację do okresu bańki internetowej. Przypomniał, że początkowi liderzy tamtego okresu, jak Yahoo czy Netscape, stracili później na znaczeniu, a zwycięzcami okazały się ostatecznie Google czy Facebook.

    „Czy to się opłaci tak jak jest to obecnie oczekiwane i w takiej perspektywie jaka jest zakładana? Zdecydowanie nie” – stwierdził Dimon.

    Ryzyko długotrwałej wyprzedaży – niskie

    Mimo rozbieżnych stanowisk, strategowie JPMorgan oceniają ryzyko długotrwałej wyprzedaży jako niewielkie. Tymczasem S&P500 rośnie w tym roku o prawie 9% pomimo trwającego od końca lutego konfliktu, który doprowadził do największego w historii szoku naftowego. Rentowność obligacji 2-letnich USA wzrosła już o ponad 73 pkt bazowe, a 10-letnich o prawie 43 pkt bazowe. Obligacje 30-letnie od dwóch tygodni utrzymują się powyżej poziomu 5%.

    Dla inwestorów długoterminowych oznacza to podwyższoną zmienność. Strategowie banku radzą traktować okresowe spadki jako okazję do zwiększenia zaangażowania, przy zachowaniu odpowiedniej dywersyfikacji portfela. Prezes Dimon radzi natomiast wyjątkową ostrożność i wybieranie jedynie perełek. Która strategia się obroni – czas pokaże.

  • USA otwierają drzwi do produkcji Patriotów poza granicami. Polska na celowniku

    USA otwierają drzwi do produkcji Patriotów poza granicami. Polska na celowniku

    Stany Zjednoczone po raz pierwszy oficjalnie dopuszczają myśl o produkcji najnowocześniejszych pocisków przeciwlotniczych PAC-3 Patriot poza swoim terytorium, a Polska wyrasta na jednego z kluczowych kandydatów do tej roli.

    Sygnał padł z najwyższego szczebla. Sekretarz obrony USA, Michael Duffy, podczas spotkania przemysłu zbrojeniowego na marginesie szczytu NATO w Ankarze wprost stwierdził, że Waszyngton jest otwarty na taki scenariusz.

    — Zdecydowanie pozostawiamy otwartą możliwość produkcji poza granicami USA — oświadczył Duffy, odpowiadając na pytania o przyszłość pocisków PAC-3, produkowanych przez koncern Lockheed Martin.

    Ta deklaracja ma ogromne znaczenie dla sojuszników, którzy dotychczas musieli polegać głównie na dostawach zza oceanu.

    Europejskie centrum serwisowe dla Patriotów

    Choć pełna produkcja to wciąż kwestia przyszłości, pierwszy krok został już zrobiony. Z koncernem Lockheed Martin list intencyjny podpisały Polska, USA, Niemcy, Holandia oraz Szwecja. Dokument zakłada powołanie europejskiego centrum serwisowania pocisków PAC-3 do systemów obrony powietrznej Patriot.

    Ceremonia podpisania odbyła się podczas NATO Defence Industry Forum w Ankarze – wydarzenia poświęconego transatlantyckiej produkcji obronnej i innowacjom. To właśnie tam padły kluczowe słowa o możliwym przeniesieniu produkcji.

    Nie tylko serwis. Polski rząd celuje w produkcję

    Choć obecne rozmowy koncentrują się na serwisowaniu, polski rząd ma znacznie większe ambicje. Już w maju wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wizyty w Kanadzie zapowiadał, że Polska może stać się hubem produkcyjnym dla amerykańskiej technologii.

    — Otwierają się drzwi dla możliwości przenoszenia produkcji na przykład rakiet PAC-3 do Patriotów czy pocisków rakietowych do HIMARS-ów — mówił wicepremier.

    Kosiniak-Kamysz podkreślał wtedy, że nasz kraj jest „jednym z najbardziej poważnie rozpatrywanych kierunków” pod kątem nowej produkcji. To nie przypadek – Polska od lat inwestuje w systemy Patriot, a jej geopolityczne położenie czyni z niej naturalnego partnera dla USA.

    Kontekst: Polska poza antybalistyczną koalicją

    Równocześnie z pozytywnymi wieściami w sprawie Patriotów, pojawił się mniej korzystny dla Polski wątek. Z niedawnego paryskiego szczytu państw wspierających Ukrainę rozeszła się informacja, że Polska nie przystąpiła do tzw. koalicji antybalistycznej.

    Rząd tłumaczy, że to porozumienie ma charakter przede wszystkim przemysłowy, a jego udziałowcami jest dziewięć wysoko rozwiniętych państw NATO z odpowiednimi mocami produkcyjnymi. Rzeczywiście, z najbliższej walczącej Ukrainie wschodniej flanki sojuszu w antyrakietowej koalicji nie ma nikogo – ani Polski, ani choćby Rumunii.

    Jak wynika z doniesień, potencjał Polskiej Grupy Zbrojeniowej okazuje się na razie zbyt słaby, choć w dalszej perspektywie ewentualne dołączenie naszych zakładów pozostaje otwarte. Proces europeizacji zdolności militarnych NATO jest już nieodwracalny, logiczny i finansowo uczciwy, a także oderwany od poglądów decydenta zasiadającego aktualnie w Białym Domu. Donald Trump wyostrzył problem kosztów osłony dla Europy wręcz doktrynalnie, ale temat po raz pierwszy wywołał ponad dekadę temu jeszcze Barack Obama.

    Szczyt NATO w Ankarze zakończył się 8 lipca 2026 r. jednomyślną deklaracją napisaną pod wymagania Donalda Trumpa, zawierającą kilka charakterystycznych zapisów.

    Co dalej?

    Otwartość USA na zagraniczną produkcję PAC-3 to historyczna zmiana w polityce eksportowej amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Dla Polski, która stara się odgrywać coraz większą rolę w europejskim bezpieczeństwie, to jednocześnie szansa i wyzwanie. Z jednej strony pojawia się realna perspektywa zostania hubem produkcyjnym dla kluczowych systemów obronnych, z drugiej – widać, że bez pilnego zwiększenia własnych mocy produkcyjnych, nasze ambicje mogą napotkać ograniczenia.

    Na razie najbliższym, konkretnym krokiem jest utworzenie europejskiego centrum serwisowego pocisków PAC-3. Kolejne decyzje – dotyczące już samej produkcji – mogą zapaść w najbliższych miesiącach, w zależności od postępu rozmów między amerykańskim rządem a Lockheed Martin.

  • Trump znów uderza w Kanadę. 50-procentowe cła na wino, kije hokejowe i cement

    Trump znów uderza w Kanadę. 50-procentowe cła na wino, kije hokejowe i cement

    Donald Trump podpisał w poniedziałek, 20 lipca, trzy nowe proklamacje nakładające dodatkowe, 50-procentowe cła na szeroki wachlarz kanadyjskich towarów. Decyzja ta – jak ostrzega CNN – grozi wybuchem rozległej wojny handlowej z drugim największym partnerem handlowym Stanów Zjednoczonych.

    Cła na podstawie prawa z 1930 roku

    Trump podpisał proklamacje, opierając się na sekcji 338 ustawy taryfowej z 1930 r. Ten rzadko używany przepis pozwala na nałożenie ceł w wysokości do 50 proc. na import z wybranych krajów bez zgody Kongresu – wystarczy, że administracja uzna, iż dany kraj dyskryminuje amerykańskie towary.

    Biały Dom tłumaczy nowe taryfy właśnie jako „odpowiedź na dyskryminacyjne traktowanie amerykańskich produktów przez Kanadę”. Waszyngton podkreśla, że chodzi o zapewnienie równych warunków konkurencji dla kluczowych amerykańskich produktów eksportowych, takich jak samochody, alkohol i produkty mleczne.

    Co trafi na listę?

    Lista objętych nowymi cłami towarów jest długa i zróżnicowana. Wśród wymienionych przez Biały Dom znalazły się między innymi: wino, kije hokejowe i cement. Cła mają wejść w życie 30 dni po podpisaniu proklamacji, co w praktyce oznacza około połowy sierpnia 2026 roku. To daje obu stronom krótki czas na ewentualne negocjacje.

    Pożary lasów a cła – oficjalne stanowisko

    Wcześniej Trump sugerował powiązanie nowych opłat z wpływem kanadyjskich pożarów lasów na jakość powietrza w USA. Mówił o doliczeniu kosztów zanieczyszczenia do taryf. W niedzielę Trump i premier Kanady Mark Carney spotkali się podczas finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Jednak wysoki rangą przedstawiciel amerykańskiej administracji powiedział Axiosowi, że nowe cła nie są związane z pożarami lasów, a kwestia ta jest nadal analizowana.

    Kanada: to my jesteśmy stroną, która odpowiada

    Premier Kanady Mark Carney odpowiedział w poniedziałek, deklarując gotowość do rozmów, ale przede wszystkim zapowiadając ochronę kanadyjskiej gospodarki. Carney stanowczo odrzucił amerykańską narrację o dyskryminacji. Podkreślił, że to, co USA nazywają dyskryminacją, jest w rzeczywistości odpowiedzią na wcześniejsze amerykańskie cła, które – jego zdaniem – bezpośrednio naruszają umowę CUSMA (CAN-US-Mexico Agreement), w tym cła na sektor motoryzacyjny.

    „Kanada, co jest jej prawem, zaledwie zastosowała wyrównanie tych działań” – podkreślił Carney.

    Premier przypomniał, że Ottawa przedstawiła już „szereg szczegółowych i kompleksowych propozycji, by rozwiązać spór i zmodernizować CUSMA”. Zadeklarował gotowość do intensyfikacji tych dyskusji w nadchodzących tygodniach. Carney podkreślił też, że Kanada popiera wolny i uczciwy handel, o czym świadczy podpisanie ponad 20 nowych porozumień gospodarczych. Wskazał, że spór celny z USA uderza w kieszenie obywateli, powodując wzrost kosztów życia – „szczególnie w USA”.

    Kanada stawia na ochronę własnej gospodarki

    Carney zapowiedział zdecydowane działania: Kanada podejmie wszystkie niezbędne środki, by budować swoją siłę w kraju i wspierać swoich obywateli. Na razie oba kraje czekają na upływ 30 dni, które dzielą je od wejścia w życie nowych taryf i – potencjalnie – od eskalacji konfliktu handlowego na niespotykaną skalę. Nowe cła, które Trump podpisał w poniedziałek, mają wejść w życie dokładnie 30 dni po dacie proklamacji, co oznacza, że efekt odczują zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy po obu stronach granicy. W ocenie CNN 50-procentowe taryfy grożą wybuchem rozległej wojny handlowej, która może dotknąć nie tylko bezpośrednio zaangażowane kraje, ale także globalne łańcuchy dostaw. Tymczasem Carney podkreślił, że Kanada jest gotowa do rozmów, ale nie ustąpi w kwestii ochrony swojego rynku i suwerenności handlowej.