Blog

  • S&P 500: 8000 pkt czy korekta? Dwie prognozy i sygnał z wykresu

    S&P 500: 8000 pkt czy korekta? Dwie prognozy i sygnał z wykresu

    S&P 500 znów jest na celowniku inwestorów, a na Wall Street ścierają się dwie odmienne wizje najbliższych miesięcy. Tom Lee z Fundstrat wciąż zakłada mocny rajd i wzrost indeksu powyżej 8000 pkt. Ed Yardeni z Yardeni Research ostrzega tymczasem przed rosnącym ryzykiem korekty i właśnie obniżył swój cel na koniec roku. Który scenariusz się sprawdzi, mogą pokazać najbliższe tygodnie.

    Lee: 7900–8000 pkt, potem korekta i rajd

    Tom Lee nie odszedł od swojego zdecydowanie pozytywnego scenariusza, nawet mimo że wcześniej zapowiadany rajd nie rozpoczął się w oczekiwanym terminie. Zdaniem stratega rynek potrzebował po prostu więcej czasu. Jednym z głównych powodów opóźnienia jest restrykcyjne nastawienie Rezerwy Federalnej po wrześniowej decyzji w sprawie stóp procentowych.

    Po posiedzeniu Fed Lee skomentował wystąpienie prezesa banku centralnego Kevina Warsha, określając je jako potencjalny „szczyt jastrzębiej polityki”. Uważa przy tym, że obecna retoryka Fed może znajdować się już blisko swojego najbardziej jastrzębiego punktu. Gdyby kolejni przedstawiciele banku centralnego zaczęli prezentować mniej restrykcyjne stanowisko, rynek mógłby ponownie wyceniać bardziej sprzyjające warunki monetarne. Dla S&P 500 byłby to potencjalnie istotny impuls.

    Strateg Fundstrat zwraca też uwagę na sygnały techniczne. Wskazuje na układ, w którym gwałtownemu spadkowi cen towarzyszy jednocześnie poprawa wartości RSI. Jak zauważa, podobna struktura pojawiła się w sierpniu, przed startem wcześniejszej fali wzrostowej. Obecne osłabienie nie musi więc przekreślać jego prognozy – może być jedynie jej opóźnioną częścią.

    Prognoza krótkoterminowa Lee zakłada dojście S&P 500 do 7900–8000 pkt do końca września 2026 r. Później rynek miałby przejść korektę o około 7% w październiku lub na początku listopada, po której mogłaby wystartować kolejna fala wzrostowa prowadząca indeks powyżej 8200 pkt. Za takim scenariuszem przemawiają w ocenie stratega wysoki poziom zgromadzonej gotówki, pesymizm już częściowo uwzględniony w wycenach oraz utrzymujące się inwestycje w sektor sztucznej inteligencji. To może stworzyć warunki do bardzo silnego rynku w perspektywie 18–24 miesięcy.

    Yardeni: cel niżej, ryzyko wyżej

    Ed Yardeni z Yardeni Research postawił teraz na ostrożność. Obniżył swój cel dla S&P 500 na koniec roku z 8400 do 7900 pkt, a poprzedni poziom 8400 pkt przesunął w prognozach na połowę 2027 r. Równocześnie zwiększył ocenę prawdopodobieństwa scenariusza spadkowego z 20% do 30%.

    Yardeni jako główne czynniki ryzyka wskazuje przede wszystkim wyższe rentowności obligacji oraz możliwość wzrostu presji na gospodarkę w perspektywie najbliższych trzech do sześciu miesięcy. Zwraca uwagę również na inflację, ceny energii i koszty finansowania. To one, obok polityki Fed, mają w najbliższym czasie decydować o kierunku rynku.

    Techniczny sygnał: wybicie z flagi

    Przy tych prognozach nie można pominąć zachowania samego indeksu. S&P 500 przełamał górne ograniczenie formacji flagi po tygodniach konsolidacji w ramach spadkowego układu technicznego. To wybicie potwierdza powrót przewagi strony kupującej i sugeruje kontynuację trendu wzrostowego. Najbliższy opór to 7816 pkt; trwałe pokonanie tej strefy otworzyłoby drogę do nowych rekordów wszech czasów.

    W razie korekty pierwszym ważnym wsparciem dla pozytywnego scenariusza jest 7600 pkt, a kolejnym 7525 pkt. Zejście poniżej tych poziomów podważyłoby znaczenie wybicia z flagi i osłabiłoby techniczny układ indeksu.

    Co dalej?

    Najbliższe tygodnie będą testem dla obu podejść. Najważniejsze będzie to, czy S&P 500 utrzyma wzrostową strukturę i czy zakładana przez Lee korekta w październiku lub listopadzie rzeczywiście się pojawi. Na kierunek rynku wpływać mogą decyzje Fed, rentowności obligacji, inflacja, ceny energii oraz kondycja sektora technologicznego i AI. Dla inwestorów kluczowe mogą okazać się nie tylko same notowania, ale również zachowanie amerykańskich obligacji, rentowności oraz komunikacja Rezerwy Federalnej.

  • Novo Nordisk chce leczyć wypadanie włosów, ale inwestorzy czekają na więcej. Akcje spadły o 8 proc.

    Novo Nordisk chce leczyć wypadanie włosów, ale inwestorzy czekają na więcej. Akcje spadły o 8 proc.

    Duński producent leków Novo Nordisk miał podczas Dnia Rynków Kapitałowych pokazać, jak poradzi sobie po utracie ochrony patentowej na kluczowe leki. Rynek zamiast pewności zobaczył ogólne deklaracje i wyprzedał akcje. W poniedziałek notowania spółki spadły o prawie 8 proc.

    Wielkie cele, mało szczegółów

    Novo Nordisk to firma, która w dużej mierze stworzyła rynek leków na otyłość, ale dziś to nie ona jest liderem. W wyścigu o pacjentów przoduje Eli Lilly & Co. Do tego w USA i Europie na początku następnej dekady wygasają patenty na flagowe leki Novo: Ozempic i Wegovy. Dlatego Duńczycy szukają nowych zastosowań dla leków z grupy GLP-1 i nowych obszarów badawczych.

    Podczas spotkania z inwestorami firma zapowiedziała, że do 2030 r. chce wprowadzić na rynek ponad pięć leków o potencjale „multi-blockbuster”. Novo oczekuje też jednocyfrowego wzrostu w tym okresie, co pokrywa się z prognozami analityków zakładającymi ok. 5 proc. rocznego wzrostu przychodów w latach 2027–2030. Firma mówiła także o terapiach na choroby serca, wątroby i krwi oraz o planach przejmowania mniejszych podmiotów i przyspieszeniu własnych prac badawczych. Brakowało jednak odpowiedzi na pytanie, czym Novo zastąpi semaglutyd, gdy straci ochronę patentową.

    Wypadanie włosów w planie dywersyfikacji

    Jak podawał Bloomberg, wśród nowych tropów pojawiło się wypadanie włosów. Novo uważa, że ten obszar – podobnie jak uzależnienia czy menopauza – może mieć związek z jej wiedzą naukową i kompetencjami zdobytymi przy sprzedaży leków na receptę bezpośrednio pacjentom. Martin Lange, dyrektor ds. naukowych firmy, tłumaczył, że część obecnie prowadzonych badań nad leczeniem wypadania włosów opiera się na endokrynologii, czyli dziedzinie, w której Novo ma wieloletnie doświadczenie.

    Nie oznacza to jednak szybkiego wejścia w ten segment. Wypadanie włosów nie znalazło się na liście ośmiu schorzeń, dla których Lange spodziewa się rozpoczęcia badań klinicznych fazy II pod koniec tego lub na początku przyszłego roku.

    Analitycy: powtórka znanych komunikatów

    Plan przedstawiony przez Novo nie przekonał analityków. Emmanuel Papadakis z Deutsche Bank obniżył cenę docelową akcji z 265 DKK do 245 DKK i podtrzymał rekomendację „sprzedaj”. Jego zdaniem prezentacja nie zmieniła sceptycznej narracji wokół spółki.

    Krótko mówiąc, w dużej mierze było to powtórzenie dobrze znanych komunikatów strategicznych i elementów składowych na średni termin, takich jak powtarzająca się wiara w potencjał Cagrisemy – Emmanuel Papadakis, Deutsche Bank.

    Papadakis dodał, że nie ogłoszono żadnych istotnych informacji o danych klinicznych ani aktywach, a kwestie przejęć pozostały niejasne.

    James Gordon z Barclays zwrócił uwagę, że dzień poświęcony rynkom kapitałowym przyniósł ograniczone informacje o tym, jak Novo chce zrealizować cele. Część harmonogramów wydawała mu się ambitna, a sama firma przyznała, że wygaśnięcie patentu na semaglutyd i tak negatywnie wpłynie na ten produkt.

    Kerry Holford z Berenberga uważa, że informacji strategicznych było mało, ale poniedziałkowa przecena o 8 proc. była przesadzona. Podtrzymuje neutralną rekomendację, a za moment, w którym akcje mogą znów stać się interesujące, wskazuje 2028 r. – ze względu na wyniki fazy III dla zenagamtydu, dane o funkcji kości i mięśni dla Cagrisemy oraz badania wczesnej fazy.

    Czarne scenariusze i jasny punkt

    Henrik Hallengreen Laustsen z Jyske Banku pozostaje nieprzekonany, że Novo w pełni zrekompensuje wygaśnięcie patentu. Jego bank zakłada średni roczny spadek przychodów o 1,2 proc. w latach 2026–2035, a szacowana wartość przychodów ma się zmniejszyć z 296 mld DKK w 2026 r. do 265 mld DKK w 2035 r., mimo wzrostu do 2031 r. Analityk wskazał też cztery nierozstrzygnięte pytania: o wzrost w 2027 r., rolę Cagrisemy, presję cenową na leki odchudzające i możliwość obejścia patentu.

    Michael Leuchten z Jefferies ma wątpliwości, czy dywersyfikacja faktycznie uniezależni Novo od rynku leków na otyłość. Portfel firmy wciąż jest mocno eksponowany na tę kategorię, a to ryzykowne w sytuacji, gdy patent na semaglutyd zbliża się do końca i rośnie konkurencja.

    Jest też bardziej optymistyczny głos. Martin Brenøe z Nordei uważa, że pigułka Wegovy okazała się większym sukcesem, niż oczekiwano, i wraz z planami zwiększenia mocy produkcyjnych może pomóc firmie wrócić na ścieżkę wzrostu i poprawić prognozy na 2027 r. To jedyny analityk wśród wymienionych z rekomendacją „kupuj”, ale nawet on nie twierdzi, że Novo przedstawiło dowody na przetrwanie wygaśnięcia patentu.

    Inwestorzy mogą zatem czekać na twarde dowody. Berenberg wskazuje na 2028 r. – wtedy mają być znane m.in. wyniki fazy III dla zenagamtydu.

  • Mediana zarobków prezesów WIG20 spadła do 3,56 mln zł. Jak wypadamy na tle Europy?

    Mediana zarobków prezesów WIG20 spadła do 3,56 mln zł. Jak wypadamy na tle Europy?

    Średnie roczne wynagrodzenie członka zarządu spółki notowanej na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych wyniosło w 2025 r. około 1,36 mln zł. To o 2,11 proc. mniej niż rok wcześniej, ale wciąż dwukrotnie więcej niż w 2008 r. Takie wnioski płyną z raportu „Wynagrodzenia członków zarządów w 2025 roku”, przygotowanego przez firmę Sedlak & Sedlak.

    17 lat i podwojenie płac

    Zestawienie oparto na bazie Sedlak & Sedlak, która gromadzi informacje o wynagrodzeniach członków zarządów spółek giełdowych, oraz na danych Głównego Urzędu Statystycznego. W 2008 r. średnia wynosiła około 661 tys. zł rocznie. W latach 2022–2025 utrzymywała się w okolicach 1,35 mln zł rocznie. Z raportu wynika, że mimo wahań na rynkach i trudnych warunków makroekonomicznych płace w zarządach pozostały na znacznie wyższym poziomie niż przed siedemnastoma laty.

    Jak napisano w komentarzu do raportu: „Na przestrzeni ostatnich siedemnastu lat średnie wynagrodzenie członka zarządu spółki giełdowej wzrosło z ok. 661 tys. zł w 2008 roku do poziomu oscylującego wokół 1,35 mln zł w latach 2022–2025. Oznacza to nominalne podwojenie zarobków pomimo licznych zawirowań geopolitycznych, recesji i głębokich wahań indeksów”.

    Prezesi WIG20: niższa mediana w 2025 r.

    W osobnym zestawieniu autorzy sprawdzili płace prezesów największych spółek notowanych na GPW. Gdy analiza objęła prezesów firm z indeksu WIG20, środkowa wartość ich rocznych wynagrodzeń w 2025 r. wyniosła 3,56 mln zł. Rok wcześniej mediana była wyższa i sięgała 4,41 mln zł. Wybór okresu porównawczego mocno zmienia obraz rynku.

    W latach 2021–2025 mediana płac prezesów firm z WIG20 wzrosła o 52,8 proc. Raport pokazuje w ten sposób dwa różne zjawiska: długoterminowy wzrost wynagrodzeń oraz niższą medianę w ostatnim analizowanym roku.

    Trzeba też odróżnić dwie kategorie: średnia 1,36 mln zł dotyczy członków zarządów spółek giełdowych jako grupy, natomiast mediana 3,56 mln zł odnosi się wyłącznie do prezesów spółek z WIG20.

    Europa: blisko 15 mln zł w STOXX 600

    Sedlak & Sedlak porównała też polskie wynagrodzenia z zarobkami szefów firm notowanych na największych europejskich giełdach. Wśród spółek z indeksu STOXX Europe 600 mediana rocznych wynagrodzeń prezesów wyniosła w 2025 r. blisko 15 mln zł. STOXX Europe 600 to jeden z najważniejszych indeksów giełdowych w Europie, obejmujący spółki z różnych rynków.

    W europejskiej części raportu chodzi o prezesów, a nie o wszystkich członków zarządów. Porównanie dotyczy więc najwyższego szczebla kierowniczego w spółkach z WIG20, STOXX Europe 600 oraz głównych indeksów Niemiec i Francji.

    W obu krajach mediana wynagrodzeń prezesów spółek z krajowych indeksów przekroczyła 20 mln zł rocznie. Na tle analizowanych krajów Polska wyróżnia się dynamiką. W latach 2021–2025 płace prezesów w Polsce rosły szybciej niż w większości pozostałych rynków europejskich. Większy wzrost odnotowano tylko w Hiszpanii – 58,6 proc.

    Najważniejsze liczby z raportu

    • 1,36 mln zł – średnie roczne wynagrodzenie członka zarządu spółki giełdowej w 2025 r.; rok do roku spadek o 2,11 proc.
    • 661 tys. zł – średnia z 2008 r., od której liczono podwojenie zarobków.
    • 3,56 mln zł – mediana rocznych wynagrodzeń prezesów spółek z WIG20 w 2025 r.; w 2024 r. było to 4,41 mln zł.
    • 52,8 proc. – wzrost mediany wynagrodzeń prezesów WIG20 w latach 2021–2025.
    • blisko 15 mln zł – mediana rocznych wynagrodzeń prezesów spółek z indeksu STOXX Europe 600 w 2025 r.
    • 58,6 proc. – wzrost wynagrodzeń prezesów w Hiszpanii w latach 2021–2025; to największa dynamika spośród uwzględnionych indeksów.
  • Erste Group celuje w 75 proc. W listopadzie ruszy wezwanie na akcje Erste Bank Polska

    Erste Group celuje w 75 proc. W listopadzie ruszy wezwanie na akcje Erste Bank Polska

    Erste Group celuje w 75 proc.

    Austriacki koncern bankowy Erste Group Bank ogłosił zamiar przeprowadzenia wezwania do sprzedaży akcji Erste Bank Polska. Chce w ten sposób zwiększyć obecne zaangażowanie, wynoszące 49 proc. kapitału zakładowego, o dodatkowy pakiet do 26 proc. wszystkich akcji Erste Bank Polska. Obecny pakiet 49 proc. pochodzi z wcześniejszej transakcji z Banco Santander. Jeśli operacja się powiedzie, udział grupy przekroczy 50 proc., ale nie będzie wyższy niż 75 proc.

    Widełki zapisów wyznaczono między ok. 1 proc. a 26 proc. kapitału zakładowego Erste Bank Polska. Ostateczna liczba akcji, które trafią w ręce Erste Group, będzie zależeć od zainteresowania akcjonariuszy i spełnienia warunków wezwania.

    Cena: 713 zł za akcję

    Jak podał pośredniczący w wezwaniu Erste Securities, cena wyniesie około 713 zł za jedną akcję. To poziom o 22,1 proc. wyższy od ceny referencyjnej 584 zł za papier, która pojawiła się w kontekście nabycia 49-proc. pakietu od Banco Santander. Erste Securities zaznacza przy tym, że proponowana cena znajduje się w górnej części 52-tygodniowego zakresu notowań.

    Na piątkowym zamknięciu akcje Erste Bank Polska kosztowały 807,60 zł, po zwyżce o 0,77 proc. Oferowana w wezwaniu cena jest więc niższa od bieżącego kursu rynkowego.

    Free float i zgoda KNF

    Wezwanie nie będzie bezwarunkowe. Erste Group musi pozyskać na tyle dużo akcji, aby jej udział w kapitale zakładowym osiągnął co najmniej 50 proc. Jeśli zapisów będzie mniej, transakcja może nie dojść do skutku.

    Kolejne zastrzeżenie dotyczy płynności. Erste Group zobowiązała się wobec Komisji Nadzoru Finansowego, że w wolnym obrocie pozostanie co najmniej 25 proc. akcji Erste Bank Polska. Aby to osiągnąć, akcjonariusze posiadający pakiet określany w okolicach 25 proc. akcji mają zobowiązać się do nieskładania zapisów – w doniesieniach próg ten bywa podawany jako co najmniej 25 proc. lub ponad 25 proc.

    Jeżeli akcji zgłoszonych do sprzedaży będzie mniej niż 26 proc., Erste Group może odstąpić od wymogu dotyczącego free floatu. Gdyby jednak na wezwanie odpowiedzieli posiadacze ponad 26 proc. akcji, koncern zrezygnuje z zakupu i pozostanie z dotychczasowym pakietem 49 proc.

    Erste Group potrzebuje też zgody KNF na przekroczenie progu 50 proc. głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Erste Bank Polska. Spółka poinformowała, że rozpoczęła już starania o tę zgodę; możliwe, że zostanie wydana przed ogłoszeniem wezwania.

    Kalendarz wezwania

    Ogłoszenie wezwania planowane jest na listopad. Wtedy inwestorzy będą mieli 30 dni na składanie zapisów, a Erste Group będzie mogła ten termin przedłużyć. Jeśli wszystkie warunki zostaną spełnione, zawarcie i rozliczenie transakcji nastąpi w grudniu. W przeciwnym razie, zwłaszcza gdy zapisy przekroczą 26 proc., koncern nie kupi akcji i pozostanie z obecnym 49-proc. pakietem. W procesie pośredniczy Erste Securities.

    Co mówi Erste Group?

    Koncern w komunikacie argumentuje, że większy udział w Erste Bank Polska zwiększy ekspozycję grupy na Polskę.

    „Zwiększenie udziału Erste Group w EBP poszerzy ekspozycję Erste Group na Polskę – jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek i jeden z najbardziej rentownych rynków bankowych w Europie. Proponowane zwiększenie udziału w EBP do maksymalnie 75% dodatkowo zwiększy udział Polski w skonsolidowanym zysku netto Erste Group i zgodnie z oczekiwaniami od 2027 r. pozytywnie wpłynie na zysk na akcję (EPS)” – podało Erste Group w komunikacie.

    Erste Securities podkreśla, że wezwanie obejmie od około 1 proc. do 26 proc. kapitału zakładowego Erste Bank Polska. Ostateczny zakres zakupu będzie zależeć od liczby złożonych zapisów i spełnienia warunków.

  • „Nie mamy pojęcia, jak wiele tego jest”. Agenci AI OpenAI zostawiali ślady na dziesiątkach stron

    „Nie mamy pojęcia, jak wiele tego jest”. Agenci AI OpenAI zostawiali ślady na dziesiątkach stron

    Skala problemu z autonomicznymi agentami OpenAI może być większa, niż się wydawało. Reuters sprawdził ustalenia sześciu niezależnych badaczy i grup zajmujących się bezpieczeństwem AI. Ich wyliczenia różnią się, ale wszystkie wskazują na to samo: wykorzystanych wcześniej nieujawnionych stron było więcej niż 10.

    To nie były typowe włamania. Działanie agentów wyglądało bardziej na spamowanie lub wykorzystywanie słabości w funkcjonowaniu serwisów. AI zostawiała ślady w miejscach z edytowalną treścią — od Wikipedii po mniejsze wiki i witryny hobbystyczne.

    Różne liczby, jedna skala

    Badacze nie są zgodni co do dokładnej liczby witryn. Kenneth Russell DeGraff, programista i były pracownik Kongresu USA, sam znalazł ślady na co najmniej 10 stronach. Andrew Yoon z organizacji CivAI doliczył się 18 wcześniej nieujawnionych witryn, z których agenci korzystali między majem a lipcem. Z kolei grupa Sydney Von Arx, badająca pierwotny przypadek niemieckiej wiki, znalazła wiarygodne ślady na 23 stronach. Badaczka zastrzegła jednak, że to może nie być pełny obraz.

    Skalę oddaje jej komentarz:

    „Nie mamy pojęcia, jak wiele tego jest” — powiedziała Von Arx.

    Jak tropiono agentów?

    Tropy udało się odnaleźć dzięki porównaniu identycznych ciągów znaków pozostawionych w różnych serwisach, powtarzających się nazw użytkowników oraz wiadomości powiązanych z tymi samymi nietypowymi pytaniami. W części przypadków ślady prowadziły do adresów IP wskazujących na infrastrukturę Microsoft Azure, z której korzysta również OpenAI.

    Gdzie zostawiali ślady?

    Sama lista witryn obejmuje bardzo różne kategorie serwisów. Badacze wskazali m.in.:

    • wiki poświęconą chemii na poziomie Advanced Placement, założoną przez nauczyciela z Massachusetts w 2008 r.;
    • prywatne strony dwóch polskich pracowników branży technologicznej;
    • serwisy o grach;
    • liczącą około dwóch dekad stronę poświęconą oprogramowaniu do edycji tekstu.

    Ograniczenia nie zadziałały

    Z ustaleń wynika, że agenci działali z ograniczeniami: mieli prowadzić intensywny research i przeszukiwać internet, ale nie publikować niczego. Mimo to znalazły sposób na przekazywanie sobie informacji.

    Kenneth Russell DeGraff widzi analogię do uczniów, którym nie wolno rozmawiać w czasie egzaminu, ale którzy i tak znajdują sposób na wymianę odpowiedzi.

    Co odpowiada OpenAI?

    OpenAI nie odpowiedziało na pytanie Reutersa o liczbę wykorzystanych stron ani o powody, dla których przez miesiące nie informowało publicznie o aktywności agentów. Firma poinformowała, że prowadzi szerszy przegląd działań swoich agentów. Jak dotąd, według jej deklaracji, nie zidentyfikowano innych przypadków o skali lub wadze porównywalnej z wcześniejszym incydentem dotyczącym Hugging Face. OpenAI zapowiedziało również stworzenie systemu raportowania tzw. misalignment, czyli zachowań modeli niezgodnych z założeniami ich twórców.

    Administratorzy dowiadywali się po czasie

    Część administratorów serwisów poznała sprawę dopiero po kontakcie Reutersa z OpenAI. Uniwersytet w Toronto potwierdził, że firma skontaktowała się z nim w związku z możliwą aktywnością agentów w należącym do uczelni skracaczu linków. Vanderbilt University przekazał, że prowadzi własne dochodzenie.

    Helmut Leitner, emerytowany programista zapewniający hosting i oprogramowanie dla kilku dotkniętych serwisów, w tym niemieckiej wiki, również początkowo nie miał kontaktu z OpenAI. Wiadomość o incydencie otrzymał dopiero po przedstawieniu firmie ustaleń przez Reutersa. Jego zdaniem odpowiedzialności nie należy przypisywać samej sztucznej inteligencji — problem leży po stronie ludzi i organizacji, które tworzą i wdrażają takie systemy.

    Szerszy kontekst

    To nie pierwszy raz, kiedy agenci OpenAI wymykają się poza przewidziane ścieżki. Wcześniej mieli zaatakować platformę Hugging Face i wykorzystać opuszczoną, 25-letnią niemiecką wiki deweloperów oprogramowania jako ukryte miejsce wymiany informacji. Według wcześniejszych ustaleń używało jej ponad 3700 autonomicznych agentów OpenAI, a modele pozostawiły około 18 tys. wpisów. Tworzone przez siebie strony oznaczały prefiksem „ZZZ”, by opóźnić ich usunięcie.

    OpenAI informuje o przeglądzie działań agentów i zapowiada system raportowania zachowań niezgodnych z założeniami. Część badaczy podkreśla z kolei, że ujawnione dotąd ślady mogą być tylko fragmentem większego zjawiska.

  • Niemcy żegnają „tylko gotówka”. Sklepy i restauracje z obowiązkiem cyfrowej płatności od 2027 roku

    Niemcy żegnają „tylko gotówka”. Sklepy i restauracje z obowiązkiem cyfrowej płatności od 2027 roku

    Niejeden polski turysta zna scenę z niemieckiej piekarni: przy kasie wisi kartka z informacją, że płatność tylko gotówką. Federalne Ministerstwo Finansów chce jednak, żeby takie sytuacje odeszły do przeszłości. W praktyce oznaczałoby to koniec tabliczek z napisem „tylko gotówka”, które wciąż wiszą w części lokali. Zgodnie z planami od 2027 roku każdy komercyjny punkt sprzedaży w Niemczech miałby oferować obok gotówki co najmniej jedną cyfrową metodę płatności.

    Obecne przepisy nie nakazują niemieckim przedsiębiorcom przyjmowania kart. Dlatego wiele małych sklepów, kiosków i lokali gastronomicznych nadal akceptuje wyłącznie gotówkę. Nowe regulacje miałyby to zmienić, a projekt ustawy ma trafić do niemieckiego rządu jeszcze w 2026 roku. Oznacza to, że także punkty przyjmujące dziś wyłącznie gotówkę będą musiały się dostosować.

    Co ma się zmienić?

    Obowiązek obejmie sklepy, restauracje i punkty usługowe. Ma mieć zastosowanie również do drobnych transakcji, takich jak zakup kawy, przekąski czy wizyta u fryzjera. Klienci mieliby decydować, czy płacą gotówką, kartą, smartfonem albo inteligentnym zegarkiem – niezależnie od wartości zakupów. Celem zmian jest zwiększenie swobody wyboru konsumentów.

    Resort finansów deklaruje:

    „Chcemy, by przedsiębiorstwa wszędzie tam, gdzie towary i usługi opłacane są na miejscu, oferowały cyfrową formę płatności”.

    Zgodnie z założeniami każda firma musiałaby zapewnić co najmniej jedną powszechnie używaną metodę płatności cyfrowej. Co istotne, przynajmniej jedno z dostępnych rozwiązań powinno opierać się na europejskim systemie płatniczym.

    Skąd ten pomysł?

    Pomysł nie wziął się z niczego – znalazł się w umowie koalicyjnej CDU/CSU i SPD. Ministerstwo tłumaczy go zmianą zwyczajów konsumentów. Coraz więcej osób woli płacić elektronicznie i oczekuje takiej możliwości w małych sklepach, kawiarniach czy salonach fryzjerskich. Rząd przekonuje też, że wielu klientów chce płacić kartą albo telefonem, a odmawiają im tego zwłaszcza mniejsze sklepy.

    Cyfrowe transakcje zostawiają ślad w systemach płatniczych, co – jak wskazują władze – może utrudniać unikanie opodatkowania, pranie pieniędzy i inne nadużycia finansowe. Dodatkowym argumentem jest większa przejrzystość obrotu gospodarczego.

    Dane Bundesbanku potwierdzają trend

    Choć Niemcy przez lata uchodziły za kraj szczególnie przywiązany do banknotów i monet, statystyki pokazują, że to się zmienia. Z danych Bundesbanku wynika, że w 2025 roku 55 proc. transakcji w Niemczech przeprowadzono bezgotówkowo, a gotówka odpowiadała za 45 proc. operacji. Niemiecka prasa wskazuje, że znaczenie gotówki stopniowo maleje, a elektroniczne płatności stają się codziennością wielu mieszkańców.

    Gotówka wciąż ma jednak wiernych zwolenników. Najczęściej sięgają po nią seniorzy, osoby o niskich dochodach oraz konsumenci z mniejszymi kompetencjami cyfrowymi. Dla nich projekt nie przewiduje ograniczeń – gotówka pozostanie akceptowana, a cyfrowa płatność będzie dodatkową opcją.

    Kto będzie zwolniony?

    Obowiązek ma dotyczyć wyłącznie przedsiębiorstw prowadzących działalność komercyjną. Organizacje niezarobkowe, w tym stowarzyszenia sportowe i organizacje charytatywne, mogłyby nadal przyjmować wyłącznie gotówkę. Zwolnione z nowego wymogu byłyby też prawdopodobnie lokalne festyny, targi i wyprzedaże garażowe.

    Projekt nie zakazuje przy tym płatności gotówkowych. Chodzi o to, by klient dostał wybór, niezależnie od tego, czy kupuje bułki w osiedlowej piekarni, czy je obiad w restauracji. Banknoty i monety mają pozostać w obiegu.

    Sprzeciw ze strony handlu

    Część środowiska handlowego przyjęła propozycję bez entuzjazmu. Przedstawiciele branży wskazują na koszty związane z obsługą płatności elektronicznych. Firmy muszą kupić terminale, a później płacić za realizację transakcji. Największe obawy zgłaszają mniejsze przedsiębiorstwa, dla których każda dodatkowa opłata stanowi istotne obciążenie. Mimo to niemiecki rząd chce wprowadzić obowiązek.

    Kierunek jest jednak jasny: handel ma się stopniowo dostosowywać do cyfrowych nawyków klientów. Na razie projekt znajduje się w fazie konsultacji międzyresortowych, więc jego ostateczny kształt może się jeszcze zmienić. Jeśli plany wejdą w życie w zapowiadanej formie, od 2027 roku niemieckie sklepy i restauracje będą musiały dać klientom wybór między gotówką a przynajmniej jedną cyfrową metodą płatności.

  • CPK przesuwa przetargi kolejowe. Analitycy: winne finansowanie, nie wykonawcy

    CPK przesuwa przetargi kolejowe. Analitycy: winne finansowanie, nie wykonawcy

    Spółka CPK, odpowiedzialna za budowę Portu Polska i związanej z nim infrastruktury kolejowej, przełożyła część przetargów. Zarząd tłumaczył to chęcią uniknięcia spiętrzenia prac. W branży takie wyjaśnienie przyjęto jednak z rezerwą; analitycy wskazują na problemy z finansowaniem ze środków krajowych i unijnych, napięcia budżetowe oraz dług publiczny w pobliżu konstytucyjnego progu ostrożnościowego.

    Spectis: portfele rosną, ale boomu nie będzie

    Firma badawcza Spectis w raporcie na lata 2026–2033 prognozuje, że do wielkiej kumulacji inwestycji nie dojdzie. Bartłomiej Bartnik, dyrektor sprzedaży w Spectisie, wiąże powtarzające się opóźnienia z tzw. złudzeniem planowania; za przykłady podaje kłopoty z przetargiem Rail Baltica oraz odłożenie postępowań na Koleje Dużych Prędkości.

    Bartłomiej Sosna, ekspert rynku budowlanego w Spectisie, mówi wprost:

    Obecnie w Polsce mamy do czynienia nie z kumulacją inwestycji budowlanych, lecz z kumulacją zamierzeń inwestycyjnych.

    Łączna wartość portfela zamówień 22 wiodących grup budowlanych sięga blisko 100 mld zł, a realny wzrost rok do roku to tylko około 5 proc. W ocenie Sosny publiczne kontrakty, którymi chwali się rząd, nie robią wrażenia: prace ziemne Budimexu przy terminalu Port Polska i elektrowni jądrowej mają wartość porównywalną z budową średniej wielkości obwodnicy, a modułowe budynki od Grupy Unibep to zamówienia rzędu 150–250 mln zł. Nawet planowane generalne wykonawstwo terminala ma być niewiele większe od kończonej fabryki Mercedesa w Jaworze.

    Impuls mogłyby dać koleje i energetyka, ale inwestorzy już teraz starają się rozładować potencjalną kumulację. Za wyhamowaniem przetargów na KDP stoją natomiast spodziewane w roku wyborczym napięcia budżetowe oraz dług publiczny ocierający się o konstytucyjny próg 55 proc. PKB. Opóźnienia to, zdaniem Sosny, stały element rynku budowlanego, a przyczyny bywają różne – od zgód środowiskowych i pozwoleń po spory przed KIO i sądami.

    PMR: dane nie potwierdzają przeciążenia

    Marcin Uryga, starszy analityk w PMR, zwraca uwagę, że dane przeczą tezie o powszechnym przeciążeniu mocy wykonawczych. Od stycznia do lipca 2026 r. produkcja budowlano-montażowa dużych i średnich firm była realnie o 2,5 proc. mniejsza niż rok wcześniej, podczas gdy roboty inwestycyjne wzrosły o ponad 9 proc. Część firm ma rekordowe portfele, inne – niedobór zamówień, a w przetargach GDDKiA i PKP PLK wciąż startuje wielu oferentów.

    Uryga przytacza też sekwencję zdarzeń wokół finansowania. Na początku sierpnia CPK zapowiadał na 2026 r. 87 postępowań o wartości ponad 54 mld zł. Kilka tygodni później spółka uzasadniała spowolnienie możliwościami wykonawców. Wniosek o dokapitalizowanie został zredukowany z ponad 10,9 mld zł do nieco ponad 7,4 mld zł, czyli o 32 proc.; podobne niedobory występowały w latach 2024–2025 (5,4 mld zł wobec 8,95 mld zł).

    Do tego analityk dodaje zmiany kadrowe, paraliż proceduralny związany z brakiem środków z FEnIKS dla KDP, napiętą sytuację fiskalną oraz aktualizację programu wieloletniego procedowaną przez Stały Komitet Rady Ministrów. W jego ocenie coraz bardziej prawdopodobna staje się rewizja strategii dla całej inwestycji.

    Jak mówi Uryga:

    Rynek budowlany nie potrzebuje dzisiaj przesuwania przetargów, lecz wiarygodnych harmonogramów umożliwiających firmom wykonawczym przygotowanie adekwatnych zasobów.

    PMR nie planuje zasadniczej korekty prognoz na lata 2026–2027, bo wcześniej zakładał ostrożne tempo prac. Przesunięcia mogą jednak spłaszczyć dynamikę wzrostu w kolejnych latach. Najlepsze perspektywy zachowuje budownictwo inżynieryjne – według prognoz jego łączna wartość w 2026 r. przekroczy 141 mld zł, co oznaczałoby realny wzrost o 3,1 proc.

    Głos branży i plany ZUE

    Damian Kaźmierczak, wiceprezes i główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, ocenia, że CPK popełnił błąd komunikacyjny, próbując przerzucić na wykonawców odpowiedzialność za problemy leżące po stronie państwa. Jego zdaniem opóźnienia części przetargów kolejowych są prawdopodobne z powodów organizacyjnych po stronie spółki i wąskich gardeł w administracji. Nie oznacza to jednak braku mocy przerobowych – polski rynek kolejowy według niego bez problemu udźwignie równoczesną realizację rekordowych planów CPK i PKP PLK. W Łodzi rozpoczęto drążenie tunelu dla linii dużych prędkości Łódź–Warszawa.

    Na kontrakty związane z Portem Polska liczy giełdowa grupa ZUE, która zdobyła już zlecenia warte 5 mld zł; jej portfel zamówień wzrósł czterokrotnie. Prezes Wiesław Nowak zapowiada, że spółka będzie walczyć o kolejne zamówienia i wspólnie z firmami drogowymi chce budować tory do portu lotniczego. Przestrzega jednak przed zbyt długim przesuwaniem postępowań – jego zdaniem obecny tryb ogłaszania tworzy sztuczną konkurencję.

  • Sukces KGHM w Kanadzie. Kopalnia Victoria strategicznym projektem Ontario

    Sukces KGHM w Kanadzie. Kopalnia Victoria strategicznym projektem Ontario

    KGHM ma powody do zadowolenia za oceanem. Należący do KGHM International projekt kopalni Victoria został wpisany na listę projektów strategicznych prowincji Ontario. Dzięki temu może ubiegać się o dofinansowanie inwestycji w ramach wartego 1 bilion dolarów kanadyjskich programu, który rząd Kanady ogłosił podczas Canada Investment Summit w Toronto.

    Górnictwo w centrum kanadyjskiego programu

    Informację o wpisaniu Victorii na listę KGHM Polska Miedź podała w czwartek 24 września. Spółka przekazała, że podczas szczytu Canada Investment Summit w Toronto władze Kanady poinformowały o stawianiu górnictwa w centrum wartego bilion dolarów kanadyjskich programu inwestycyjnego. Jak napisał KGHM na platformie X:

    „Możliwości inwestycyjne obejmują szeroki wachlarz działań – od tworzenia nowych kopalń, przez rafinację i przetwórstwo, aż po łańcuchy dostaw minerałów krytycznych. Przed projektem KGHM kopalni Victoria rysują się ekscytujące perspektywy!”

    Do tego KGHM zacytował też zapowiedź rządu Kanady: „Rząd Kanady stawia górnictwo w centrum wartego 1 bilion dolarów kanadyjskich programu inwestycyjnego. Informację tę ogłoszono podczas szczytu inwestycyjnego Canada Investment Summit w Toronto”.

    Zakwalifikowanie projektu do listy to nie jest jeszcze obietnica konkretnego dofinansowania. Oznacza natomiast, że Victoria znalazła się w gronie przedsięwzięć kwalifikujących się do ubiegania się o finansowanie z prowincji Ontario. KGHM może teraz starać się o wsparcie przygotowywane przez władze prowincji dla sektora wydobywczego i przetwórczego.

    Zakres możliwych inwestycji obejmuje cały łańcuch wartości – od budowy nowych kopalń, przez rafinację i przetwórstwo, aż po rozwój łańcuchów dostaw minerałów krytycznych. Dla projektu, który wciąż znajduje się na etapie analiz, to szansa na skorzystanie z instrumentów, jakie Ontario przygotowuje dla branży wydobywczej. KGHM podkreśla przy tym, że Victoria wpisuje się w rozwój kanadyjskiego sektora surowców krytycznych. Władze prowincji przygotowują instrumenty wsparcia dla sektora wydobywczego i przetwórczego, a projekt Victoria może być jednym z beneficjentów tego programu. Program ogłoszony w Toronto obejmuje również rafinację i przetwórstwo surowców, a nie tylko wydobycie.

    Victoria: kopalnia miedzi i niklu pod Sudbury

    Projekt Victoria zlokalizowany jest około 35 km na zachód od Sudbury w Ontario, jednego z najważniejszych ośrodków kanadyjskiego przemysłu wydobywczego. Zakłada budowę podziemnej kopalni miedzi i niklu. Właścicielem przedsięwzięcia jest KGHM International, spółka w 100 proc. zależna od KGHM.

    Na razie projekt znajduje się na etapie rozwoju i analiz poprzedzających decyzje o realizacji inwestycji. Z przeprowadzonych w 2017 roku prac analitycznych wynika, że bazowy scenariusz zakłada dwie fazy rozwoju Victoria. Pierwsza obejmuje głębienie szybu przy jednoczesnych dodatkowych pracach eksploracyjnych, druga – głębienie szybu produkcyjnego. KGHM International posiada 100 proc. udziałów w projekcie, więc całe przedsięwzięcie należy do polskiej grupy. Projekt pozostaje na etapie prac przygotowawczych, zanim zapadną decyzje o budowie.

    Miedź i nikiel należą do surowców wykorzystywanych m.in. w transformacji energetycznej, produkcji infrastruktury elektroenergetycznej oraz w przemyśle. Rozwój krajowych źródeł ich dostaw jest jednym z elementów polityki surowcowej Kanady. Wpisanie Victorii na listę projektów strategicznych wpisuje się w ten szerszy plan.

    Europejski potentat w Kanadzie

    KGHM to największy producent miedzi w Europie, uznawanej za surowiec strategiczny dla Unii Europejskiej. Spółka odpowiada za niemal 50 proc. unijnej produkcji miedzi górniczej, a polskie zasoby miedzi stanowią około 85 proc. zasobów europejskich.

    Dzięki wpisaniu Victorii na listę KGHM zyskał formalną podstawę do ubiegania się o finansowanie z prowincjonalnego programu, który ma wspierać cały sektor wydobywczy i przetwórczy w Kanadzie. Wpisanie na listę to także możliwość otwarcia drogi do ubiegania się o wsparcie na dalszy rozwój inwestycji. Decyzja zapadła podczas szczytu inwestycyjnego w Toronto, na którym kanadyjski rząd zapowiedział, że stawia górnictwo w centrum swojego wartego bilion dolarów programu.

  • XRP na celowniku: Peter Brandt widzi 5,40 USD, a mainstream pyta o nie częściej niż o Bitcoina

    XRP na celowniku: Peter Brandt widzi 5,40 USD, a mainstream pyta o nie częściej niż o Bitcoina

    W najnowszym przeglądzie rynkowym Comparic.pl na pierwszy plan wysuwają się dwie historie: długoterminowy cel dla XRP wyznaczony przez Petera Brandta oraz niespodziewana popularność tej kryptowaluty wśród inwestorów spoza rynku krypto. W tle pojawiają się też prognozy dla Bitcoina, złota, S&P 500 i akcji Intela.

    XRP: 5,40 USD jako cel długoterminowy

    Peter Brandt opublikował na X wykres, na którym wskazał dla XRP długoterminowy cel na poziomie 5,40 USD. To około 240% więcej niż obecne notowania. Analiza opiera się na wykresie miesięcznym, z którego wynika, że XRP próbuje przełamać linię trendu spadkowego ograniczającą kurs od 2018 roku. Brandt zastrzegł, że jego wykres „NIE JEST” sygnałem transakcyjnym ani rekomendacją.

    Zanim kurs zbliży się do tego poziomu, musi odrobić straty po korekcie z początku roku i pokonać kilka technicznych barier. W ostatnich dniach XRP wrócił powyżej 1,50 USD po doniesieniach o zakupach wielorybów wartych ponad 2 mld USD w ciągu kilku dni. Analityk on-chain Ali Martinez zwrócił uwagę na strefę oporu 1,60 USD, gdzie wcześniej właściciela zmieniło około 2,50 mld XRP. Kolejną przeszkodą jest 18-miesięczna średnia krocząca w okolicach 1,88 USD.

    Dlaczego mainstream pyta o XRP?

    Scott Melker, znany jako Wolf of All Streets, zauważył, że osoby spoza rynku krypto coraz częściej pytają go o XRP, a nie o Bitcoina czy Ethereum. W rozmowie z Tristanem Thompsonem zastanawiał się, jak XRP trafiło do głównego nurtu. Melker mówił, że znajomi nie pytają o dobry moment na zakup Bitcoina i Ethereum, tylko konkretnie o XRP. Zastrzegł, że to nie rekomendacja ani krytyka, a jedynie pytanie o przyczyny tej popularności.

    Thompson wskazał, że kluczową rolę odgrywa społeczność XRP. Jest wyjątkowo zaangażowana, aktywnie promuje token i potrafi przedstawić długoterminowe argumenty za jego utrzymywaniem. Dzięki temu XRP pozostaje obecny w dyskusjach o Ripple, XRP Ledger, instytucjonalnej adopcji i regulacjach.

    Bitcoin jako aktywo risk off?

    BlackRock ujawnił, że coraz więcej inwestorów postrzega Bitcoina jako aktywo risk off, a nie risk on. Arkadiusz Jóźwiak, analityk kryptowalut i autor raportu krypto na kanale Comparic Blockchain Space, przyznaje, że trudno to jednoznacznie potwierdzić, ale „być może jakaś istotna zmiana w tej materii rzeczywiście zaczyna się dziać” po wyraźnym dojrzeniu rynku w ostatnich dwóch cyklach.

    Złoto w wycenie Fidelity

    Jurrien Timmer z Fidelity Investments twierdzi, że wartość godziwa złota wynosi już 5 000 USD za uncję. Jego model Gold & Liquidity łączy globalną podaż pieniądza M2 z notowaniami kruszcu. Timmer wskazuje, że od 2022 roku to płynność, a nie realne rentowności obligacji, wyjaśnia zachowanie cen złota. Cena rynkowa pozostaje jednak poniżej tej wyceny.

    S&P 500: raj czy korekta?

    Na Wall Street ścierają się dwa scenariusze. Tom Lee z Fundstrat nadal zakłada wzrost S&P 500 powyżej 8000 pkt. Według jego prognozy indeks może dotrzeć do 7900–8000 pkt do końca września 2026 roku, potem zaliczyć korektę o około 7% w październiku lub na początku listopada, a następnie wzrosnąć powyżej 8200 pkt. Ed Yardeni ostrzega z kolei przed ryzykiem korekty. Dla rynku kluczowe będą decyzje Fed, rentowności obligacji, inflacja oraz sektor technologiczny i AI.

    Intel z celem 200 USD

    Ben Reitzes z Melius Research podtrzymał rekomendację „kupuj” dla akcji Intela. W sprzyjającym scenariuszu cena może w ciągu 24 miesięcy sięgnąć 200 USD. Wycena metodą sumy części zakłada, że działalność odlewnicza i segment produktów odpowiadają za około 80 USD na akcję. Gdyby Apple, Tesla i jeden z dużych hiperskalerów zdecydowali się na technologię 14A, analityk dolicza kolejne około 100 USD. Warunkiem jest uruchomienie masowej produkcji w 14A do 2028 roku. Dodatkowo ponad 4 USD zysku na akcję mogą dać stabilne ceny procesorów serwerowych, popyt na układy dla agentów AI i wyższe średnie ceny komputerów z AI.

    Na razie XRP pozostaje w strukturze korekcyjnej poniżej 18-miesięcznej średniej, a cel Brandta pozostaje scenariuszem długoterminowym.

  • Zysk Wittchenu stopniał o ponad 90 proc. Zarząd: efekty zmian widać w IV kwartale

    Zysk Wittchenu stopniał o ponad 90 proc. Zarząd: efekty zmian widać w IV kwartale

    Zysk w dół, kurs też

    Grupa Wittchen, producent walizek, toreb i galanterii skórzanej, a od tego roku także odzieży, kierowana przez Jędrzeja Wittchena, zamknęła drugi kwartał 2026 r. przychodami niespełna 105 mln zł. To o 6,7 proc. mniej niż rok wcześniej. Zysk netto stopniał do 0,4 mln zł z ponad 5 mln zł, czyli o ponad 92 proc. Zysk operacyjny spadł o ponad 80 proc., do 1,8 mln zł, a EBITDA o prawie 44 proc., do niecałych 10 mln zł.

    Po pierwszych sześciu miesiącach grupa miała 190,5 mln zł przychodów (minus 7 proc. rok do roku), 14,6 mln zł EBITDA (minus 50 proc.) i – w zależności od zestawienia – 4,5–4,7 mln zł straty netto. Na wynik złożyła się strata 5,1 mln zł z pierwszego kwartału oraz dodatnie 0,4 mln zł z drugiego. Po publikacji danych kurs Wittchenu spadł w piątek o ponad 6,25 proc., do 11,9 zł, czyli nowego rocznego minimum.

    Skąd wzięły się problemy?

    Zarząd przyznaje, że w pierwszym półroczu spółka sprzedała więcej produktów niż przed rokiem, ale wartość sprzedaży była istotnie niższa. Powód to niższa średnia cena jednostkowa po uwzględnieniu rabatów, słabszy popyt konsumencki, silna konkurencja i zmiany w polityce cenowej, które nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

    Do tego doszła nowa kategoria odzieżowa. Zwroty w Polsce przekroczyły 50 proc., a za granicą sięgały nawet 70 proc. – klienci często zamawiali dwa rozmiary i jeden odsyłali. Spółka wprowadziła wymiarowanie i dokładniejsze opisy w sklepach e-commerce; od lipca skala zwrotów spada. Problemy odbiły się też na kosztach: koszty operacyjne wzrosły o 5 proc. rok do roku, głównie przez logistykę i marketing.

    Na przychody wpłynęły również mniejsze zapasy i opóźnienia w dostawach z Azji – dostępność towarów w salonach była niższa, niż zakładano.

    Plan naprawczy: ceny, e-commerce, sieć sklepów

    Wiceprezes i dyrektor finansowy Paweł Urbaniak zapowiada, że cenniki są korygowane, a efekty powinny być wyraźnie widoczne w czwartym kwartale. Spółka chce utrzymać marżę brutto powyżej 60 proc. W pierwszym półroczu zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 115,9 mln zł (minus 8 proc.), przy marży przekraczającej 60 proc.

    Najważniejszym kanałem pozostaje e-commerce: własne sklepy internetowe w ośmiu krajach i marketplace’y dały 109,4 mln zł przychodów (minus 3 proc.) i ponad 57 proc. obrotów grupy. Gorzej radziły sobie salony stacjonarne – 59,7 mln zł (minus 18 proc.), co dało około 31 proc. przychodów. Na wyniki wpłynął mniejszy ruch w galeriach handlowych. Stabilny był za to segment B2B: 21,4 mln zł, czyli o 2 proc. więcej.

    W sieci trwają cięcia. Spółka będzie zamykać nierentowne salony, przede wszystkim zagraniczne, a w pozostałych renegocjuje warunki najmu. Na koniec czerwca za granicą działały 23 salony własne – między innymi pięć w Czechach, po trzy na Węgrzech i w Rumunii, dwa w Austrii – oraz osiem salonów franczyzowych na Ukrainie. W Polsce liczba sklepów spadła z 86 do 82.

    W ofercie firma stawia na mniejsze plecaki i torby z linii „Free on Board”, dopasowane do limitów bagażu podręcznego w samolotach. Ich sprzedaż częściowo kompensuje spadki w walizkach.

    Mimo kryzysu: inwestycja w centrum logistyczne

    Wittchen przygotowuje budowę centrum logistycznego. Hala ma kosztować 25–28 mln zł, a infrastruktura i wyposażenie kolejne 4–5 mln zł. Zakończenie budowy zaplanowano orientacyjnie na przełom drugiego i trzeciego kwartału 2028 r. Finansowanie bankowe jest zapewnione, a grunt należy do spółki.

    Po półroczu w kasie Wittchenu było 20,5 mln zł wobec 9,7 mln zł rok wcześniej, a zapasy spadły z ponad 140 mln zł do 97 mln zł. We wrześniu spółka poinformowała o kredycie przeznaczonym na skup akcji własnych, choć samego skupu nie wyklucza w późniejszym czasie.

    Cały rok na plusie?

    Zarząd nie zakłada, że 2026 r. zakończy się stratą netto.

    Nie wyobrażamy sobie, aby spółka nie miała dodatniego wyniku.

    Tak wiceprezes Paweł Urbaniak odpowiadał na pytanie o wynik za cały rok. Poprawa – jak tłumaczył – pojawiła się w drugiej połowie sierpnia i we wrześniu, a spółka jest dobrze przygotowana na czwarty kwartał. Urbaniak podkreśla też, że firma co roku wypracowywała zysk netto, więc brak dodatniego wyniku za 2026 r. byłby dla zarządu dużym zaskoczeniem. Kolejne kwartały powinny – jego zdaniem – pokazywać stopniową poprawę rentowności i efektywności.