Czy wzrost płac w Polsce może teraz napędzać inflację? Najnowsze dane z Głównego Urzędu Statystycznego niosą jednoznaczną odpowiedź – i są świetną wiadomością dla Rady Polityki Pieniężnej. Okazuje się, że rynek pracy nie stanowi już źródła presji inflacyjnej.
Dynamika płac hamuje, zatrudnienie spada
W kwietniu 2026 roku wzrost wynagrodzeń w firmach spowolnił do 5,4% r/r, co było wynikiem dużo słabszym niż prognozy rynkowe (6,1%) i znacznie niższym niż w marcu (6,6%). To najniższy poziom od ponad pięciu lat!
Jednocześnie przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 2,6 tys. etatów, czyli o 0,9% w porównaniu z kwietniem 2025 roku. Ekonomiści podkreślają, że stopa bezrobocia i szersze miary zatrudnienia w gospodarce pozostają stabilne.
„Ostatnie odczyty płac są adekwatnym odzwierciedleniem tego, co dzieje się z krajowym rynkiem pracy. A mianowicie popyt na pracę jest słaby, w konsekwencji również słabnie siła przetargowa pracowników” – wskazują ekonomiści Banku Pekao.
Zimny prysznic w górnictwie i energetyce
Za spowolnienie w dużym stopniu odpowiada górnictwo, gdzie w kwietniu przeciętne wynagrodzenie było niższe o 11% r/r, wobec wzrostu o 6,7% r/r miesiąc wcześniej. Ekonomiści PKO BP tłumaczą, że poziom płacy nie zmienił się istotnie, a spadek dynamiki odzwierciedla brak realizowanych rok wcześniej płatności specjalnych.
W porównaniu do marca wyraźnie wyhamowała także dynamika płac w energetyce – do 3,8% r/r z 11,6% r/r w marcu, kiedy podbiły ją płatności premii. W przypadku zdecydowanej większości sektorów kwiecień przyniósł schłodzenie tempa wzrostu.
Czy inwestycje w końcu rosną?
Dane o produkcji przemysłowej i budowlanej dają mieszany obraz. Z jednej strony mamy wiosenne przebudzenie w budowlance – produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 4,5% r/r, czyli więcej niż oczekiwano (prognoza: 3,7%). GUS zauważa, że wyraźnie zwiększył się zakres prac inwestycyjnych.
Ale jest też druga strona medalu. Produkcja przemysłowa wzrosła jedynie o 3,1% r/r, podczas gdy rynek spodziewał się 4,2%.
„Drugi kwartał przynosi powrót do bardziej ograniczonej dynamiki produkcji” – komentują ekonomiści Banku ING, zwracając uwagę na ryzyka związane z wojną na Bliskim Wschodzie i rosnącą konkurencją z Chin.
Co to oznacza dla stóp procentowych?
Tu dochodzimy do najważniejszego punktu. Wszystkie te dane stanowią uspokajający sygnał dla RPP. Rynek pracy nie generuje obecnie znaczącej presji płacowej, co powinno ograniczać presję inflacyjną.
„Dla RPP, która skupiona jest aktualnie przede wszystkim na procesach inflacyjnych, opublikowane dziś dane są niewątpliwie uspokajające. Obniżające się tempo wzrostu płac oraz spadki zatrudnienia to zjawiska, które będą raczej obniżać popyt konsumpcyjny” – napisali ekonomiści Banku Pocztowego.
Analitycy Banku Millennium są jeszcze bardziej konkretni: „Podtrzymujemy nasz bazowy scenariusz, zgodnie z którym stopy procentowe NBP pozostaną na obecnym poziomie co najmniej do końca roku”.
Ale uwaga na zewnętrzne ryzyka
Mimo optymistycznych danych z rynku pracy ekonomiści wskazują na istotne zagrożenia zewnętrzne. Szok cenowy surowców energetycznych oraz przedłużające się zamknięcie cieśniny Ormuz zwiększają ryzyko zacieśnienia polityki pieniężnej.
Ekonomiści ING Banku Śląskiego wskazują, że jeśli lipcowa projekcja RPP wskaże na ryzyko wystąpienia efektów wtórnych i odkotwiczenia się oczekiwań inflacyjnych, to Rada „może przejść w tryb gotowości do zaostrzenia polityki pieniężnej w drugiej połowie 2026 r.”.
Podsumowując: polski rynek pracy daje RPP komfort utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie. Ale uwaga na światową geopolitykę – to ona może w końcu zmusić bank centralny do działania.









