Blog

  • Tygodniowe szaleństwo na GPW: rekordowe wzrosty i techniczne załamania

    Tygodniowe szaleństwo na GPW: rekordowe wzrosty i techniczne załamania

    Parkiet pulsuje w tym tygodniu energią zarówno byków, jak i niedźwiedzi.

    Które spółki łamią kolejne historyczne bariery, a które załamują kluczowe wsparcia? Sprawdźmy, jak techniczne sygnały na wykresach mieszają się z fundamentalnymi raportami i politycznymi niespodziankami.

    Byki na parkiecie: rekordy i fundamenty

    Zacznijmy od tego, co napędza hossę. Inter Cars jest tutaj zdecydowanym liderem. Akcje dystrybutora części samochodowych drożeją już od pięciu miesięcy, a w minionym tygodniu cena ustanowiła nowy szczyt historyczny 829 zł.

    Zwyżka zaczęła się z poziomu 535 zł. Ale cena kontynuuje trend, a wspierają ją konkretne fundamenty. W pierwszym kwartale spółka miała 211 mln zł czystego zysku, czyli 34 proc. więcej w ujęciu rok do roku. Przychody wzrosły o 13,6 proc., spadło zadłużenie, wzrosła gotówka, a wyraźnej poprawie uległy przepływy operacyjne.

    Z uwagi na krótkoterminowe wykupienie sygnalizowane przez MACD i RSI, należy liczyć się z ryzykiem korekty. Najbliższe wsparcia to 800 i 750 zł, a niżej linia średniej z 50 sesji.

    Digital Network, przedstawiciel branży reklamy cyfrowej, broni się w swojej korekcie. W kwietniu notowania sprowadziły kurs z 215 do 187 zł. Oscylatory MACD i RSI zdążyły się już wychłodzić, a cena zatrzymała się tuż nad wsparciem w postaci linii średniej 50-sesyjnej.

    W minionym tygodniu spółka poinformowała, że przedłużyła o trzy lata współpracę handlową z Polsat Media. Według analityków parkiet.com, to wspiera techniczny scenariusz wyjścia z korekty i kontynuacji długoterminowego trendu.

    Cognor też próbuje wybić się z marazmu. Producent wyrobów hutniczych miał udany tydzień – spółka znalazła się na oficjalnej liście beneficjentów programu SAFE.

    A raport za I kwartał okazał się pozytywną niespodzianką: przychody wyniosły 591 mln zł wobec 543 mln zł rok wcześniej. Strata netto zmniejszyła się natomiast z blisko 14 mln zł do 1 mln zł, a rezultat był znacznie lepszy od konsensusu PAP Biznes.

    Kurs akcji przebił w minionym tygodniu średnią 200-sesyjną, powyżej której nie był od siedmiu miesięcy. Cena próbuje wybić się z szerokiego trendu bocznego, który trwa od trzech lat.

    Niedźwiedzie w akcji: podatkowe zmory i załamania

    Ale nie wszyscy mają tak pięknie. Tutaj dominują negatywne sygnały analizy technicznej i mrożące fundamenty.

    Patentus pogłębił dołek trendu. Od roku notowania dostawcy maszyn i urządzeń górniczych są w trendzie spadkowym. Cena porusza się poniżej linii średnich z 50 i 200 sesji.

    W minionym tygodniu kurs przełamał średnioterminowe wsparcie 2,9 zł i pogłębił dołek trendu do poziomu 2,50 zł. W ruch spadkowy wpisał się raport za I kwartał. Przychody spadły rok do roku o 72 proc. do 9,5 mln zł i spółka była netto pod kreską, notując stratę 5,7 mln zł, wobec 7 mln zł zysku rok wcześniej.

    DataWalk znajduje się przy technicznej granicy hossy. Kurs akcji analitycznej spółki od dwóch lat porusza się w szerokim kanale wzrostowym, ale obecnie mamy do czynienia z schłodzeniem.

    W minionym tygodniu cena naruszyła granicę – średnią z 200 sesji. Podaży sprzyjał komunikat, że na walnym zgromadzeniu 23 czerwca będzie głosowanie nad emisją do 750 tys. akcji. Ponadto w piątek spółka pokazała raport za I kwartał, w tym 41 mln zł straty netto i –14 mln zł przepływów operacyjnych.

    Przebicie granicy zwiększy ryzyko wyjścia dołem z kanału.

    A Unimot? Kurs akcji paliwowej spółki porusza się w długoterminowym trendzie wzrostowym, ale w minionym tygodniu doszło do korekty. Cena schłodziła się o blisko 7 proc., kurs naruszył linię średniej z 50 sesji, a na MACD pojawił się sygnał zwrotu.

    Pretekstem do wyprzedaży mógł być projekt podatku od nadmiarowych zysków. Jak wynika z szacunków Michała Kozaka, analityka Trigonu DM, przedstawiony projekt może oznaczać dla spółki 60–200 mln zł dodatkowego podatku. Zysk brutto w 2025 r. wyniósł 18,56 mln zł.

    Jeśli cena przełamie wspomnianą średnią, kolejnym wsparciem jest granica hossy, przebiegająca obecnie na poziomie 140 zł.

    To był intensywny tydzień, pełen technicznych przełamania i fundamentalnych danych. Obserwujmy uważnie kolejne sesje!

  • Rekord zysków XTB na 535 mln zł, a akcje i tak spadły. Klasyka giełdowej rozkładówki?

    Rekord zysków XTB na 535 mln zł, a akcje i tak spadły. Klasyka giełdowej rozkładówki?

    Czy to możliwe, żeby spółka ogłosiła potrójny wzrost zysku netto, a jej akcje natychmiast straciły na wartości? Na GPW nie ma rzeczy niemożliwych. W piątek XTB opublikowało rekordowe wyniki za pierwszy kwartał 2026 roku, a inwestorzy… sprzedali papiery. O co tu chodzi?

    Giełdowy klasyk: kupuj plotki, sprzedawaj fakty

    Kurs akcji XTB spadł po publikacji raportu o 4,42% do poziomu 105,42 zł. Zdaniem obserwatorów rynku, to klasyczny przykład realizacji zysków po spełnieniu zbyt optymistycznych oczekiwań. Wszystko dlatego, że wyniki były nie dość, że dobre, to znacznie przewyższyły konsensus analityków – według portalu Parkiet.com oczekiwano zysku netto na poziomie 498 mln zł. Tymczasem XTB pochwaliło się aż 535 mln zł zysku netto.

    Rok wcześniej był to wynik na poziomie 194 mln zł, co oznacza wzrost o niemal 176%. Podobnie imponująco prezentują się przychody, które wzrosły o 88,5% r/r do 1 094,02 mln zł.

    Spółka bardzo dobrze odnajduje się w warunkach podwyższonej zmienności rynkowej, generując coraz wyższe dochody ze swojego biznesu – oceniają analitycy.

    Skąd taki skok? Trzy filary sukcesu

    W raporcie spółka wskazała trzy kluczowe czynniki, które złożyły się na ten rekord. Po pierwsze, konsekwentnie powiększana baza aktywnych klientów, która wzrosła o 72,4% r/r. Po drugie, wysoka aktywność transakcyjna użytkowników.

    Ale tu jest prawdziwy as w rękawie. Trzecim czynnikiem jest gwałtowny wzrost rentowności pojedynczego lota – z 277 zł w I kw. 2025 r. do 439 zł w ostatnim kwartale. Oznacza to, że XTB nie tylko pozyskuje więcej klientów, ale też coraz więcej zarabia na każdym z nich.

    Maszyna do pozyskiwania klientów wciąż pracuje

    To nie koniec dobrych wiadomości. Akwizycja nowych klientów w I kwartale przebiła wszelkie oczekiwania. Grupa pozyskała 370 041 nowych klientów, co oznacza wzrost o 90,4% w porównaniu z rokiem wcześniej. Łączna liczba aktywnych klientów przekroczyła już 1,26 mln osób.

    Co ważne, tempo pozyskiwania nowych użytkowników utrzymało się również w kwietniu, kiedy to spółka zanotowała 113,2 tys. nowych kont. To sugeruje, że impet wzrostu nie słabnie.

    Ambitne plany na najbliższe lata

    Zarząd XTB nie spoczywa na laurach i stawia przed sobą konkretne cele. Na rok 2026 założeniem jest pozyskiwanie średnio co najmniej 250–290 tys. nowych klientów kwartalnie. Dotychczasowe wyniki sugerują, że spółka ma realne szanse na realizację tego wyzwania.

    Ale to dopiero początek.

    W perspektywie średnioterminowej, obejmującej lata 2027–2029, ambicją zarządu jest wzrost liczby nowych klientów o około 30% rok do roku. Co kluczowe, plan ten zakłada utrzymanie średniego kosztu pozyskania klienta (CAC) na zbliżonym do obecnego poziomie. To oznacza skalowanie biznesu bez pogarszania efektywności marketingowej.

    Podsumowanie: Złoty kwartał w cieniu profit-takingu

    Mimo krótkoterminowej reakcji rynku w postaci spadku notowań, I kwartał 2026 roku był bezsprzecznie historycznie najlepszym okresem w dziejach XTB. Spółka nie tylko znacząco zwiększyła skalę działania, ale też diametralnie poprawiła rentowność. Połączenie rekordowej akwizycji klientów, wysokiej aktywności transakcyjnej i wzrostu marż stworzyło mieszankę wybuchową dla zysków.

    Czy jednodniowa przecena akcji to powód do zmartwień dla długoterminowych inwestorów? Raczej okazja do przypomnienia sobie starej giełdowej mantry. Czasami najlepsze wyniki są już… wycenione.

  • Pierwszy przełom? Katarski tankowiec LNG opuszcza Zatokę Perską mimo blokady Ormuz

    Pierwszy przełom? Katarski tankowiec LNG opuszcza Zatokę Perską mimo blokady Ormuz

    Cieśnina Ormuz otwiera się na minutę?

    Po miesiącach paraliżu dostaw pojawił się pierwszy sygnał możliwego odblokowania jednego z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Katarski tankowiec LNG Al Kharaitiyat opuścił region przez cieśninę Ormuz. To pierwszy taki statek od rozpoczęcia konfliktu.

    Droga północna – szlak dopuszczony przez Iran?

    Z danych śledzenia statków wynika, że tankowiec skorzystał z północnej trasy przebiegającej wzdłuż wybrzeża Iranu. To pokazuje, że nawet w warunkach napięć możliwe są ograniczone operacje transportowe, choć pod ścisłą kontrolą.

    Tankowiec załadował gaz w terminalu Ras Laffan w Katarze i znajduje się obecnie w Zatoce Omańskiej, kierując się do Pakistanu. „Wcześniej pojawiały się informacje o „niewidzialnych” tankowcach, które wyłączają systemy lokalizacyjne” – pisze Business Insider Polska.

    Rynek LNG pod presją. Jednak są ostrożne sygnały odbicia

    Konflikt i faktyczna blokada cieśniny poważnie zakłóciły globalne dostawy skroplonego gazu. Efektem były rosnące ceny oraz niedobory szczególnie odczuwalne w Azji.

    Przed wybuchem wojny przez region przepływało średnio około trzech transportów LNG dziennie – obecne wolumeny są dalekie od tych poziomów.

    Rejs Al Kharaitiyat może sugerować stopniowe odblokowywanie eksportu, choć sytuacja wciąż pozostaje niestabilna. Wcześniejsze próby wysyłki LNG z Kataru kończyły się zawracaniem statków, co pokazuje skalę ryzyka. Od początku konfliktu kraj nie był w stanie skutecznie realizować eksportu z regionu.

    Kluczowy gracz na rynku

    Firma QatarEnergy, powiązana z eksportem LNG z Kataru, odpowiada za niemal jedną piątą globalnej podaży tego surowca. Właścicielem tankowca jest spółka Nakilat, jednak ani ona, ani katarskie władze energetyczne nie skomentowały sytuacji.

    Wciąż daleko do normalności

    Choć pojedyncze transporty mogą poprawić nastroje na rynku, pełne przywrócenie przepływów przez cieśninę Ormuz wciąż wydaje się odległe. Bez trwałego rozwiązania konfliktu globalny rynek energii pozostanie podatny na wstrząsy i gwałtowne wahania cen.

    Nie tylko Katar próbuje

    Według danych dotyczących ruchu statków, armatorzy z Kataru oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich próbują utrzymać dostawy LNG do kluczowych odbiorców w Azji mimo bardzo wysokiego ryzyka bezpieczeństwa.

    W ostatnich dniach trzy tankowce LNG zdołały przepłynąć przez cieśninę. Jednym z nich jest Al Rayyan, który kieruje się do Chin – największego importera katarskiego LNG w ubiegłym roku. Podobną trasę pokonał tankowiec Fuwairit, który zmierza do Pakistanu.

    Ormuz praktycznie sparaliżowany przez konflikt

    Cieśnina Ormuz pozostaje praktycznie zamknięta, ponieważ negocjacje pokojowe między USA a Iranem nadal trwają, a obie strony utrzymują de facto blokadę tego kluczowego szlaku transportowego. Przez Ormuz normalnie przepływa około jednej piątej światowych dostaw LNG, dlatego każde ograniczenie ruchu natychmiast odbija się na globalnym rynku energii.

    Obecnie większość statków decydujących się na tranzyt przez ten rejon wyłącza systemy identyfikacji, aby ograniczyć ryzyko wykrycia i potencjalnego ataku.

    Handel LNG wciąż daleki od normy

    Mimo pojedynczych udanych transportów, przepływ LNG przez Ormuz pozostaje zdecydowanie niższy niż przed eskalacją konfliktu. Od momentu rozpoczęcia ataków USA i Izraela na Iran odnotowano zaledwie 7 transportów LNG, które przepłynęły przez cieśninę.

  • Widmo zwolnień wisi nad przemysłem. Kolejne setki osób stracą pracę w Polsce

    Widmo zwolnień wisi nad przemysłem. Kolejne setki osób stracą pracę w Polsce

    Azja wygrywa wyścig, a polskie fabryki tracą grunt pod nogami

    Czy polski przemysł AGD i motoryzacyjny jest skazany na porażkę w starciu z globalną konkurencją? Okazuje się, że problemy w sektorze produkcyjnym przybierają na sile, a ich ofiarami padają tysiące miejsc pracy. Jeden z rodzimych potentatów właśnie ogłasza drastyczne cięcia.

    Jak podaje „Nowa Trybuna Opolska”, zatrudnienie w zakładzie Diehl Controls w Namysłowie ma się zmniejszyć nawet o 20 proc. To oznacza, że bez pracy pozostanie blisko 200 osób. Firma, która w zeszłym roku świętowała ćwierćwiecze działalności, stoi w obliczu poważnego kryzysu.

    „Na razie zwolnień grupowych nie ma, ale firma zaproponowała pracownikom program dobrowolnych odejść. Negocjowaliśmy go i uważam, że warunki są bardzo korzystne” — mówi Grzegorz Adamczyk z „Solidarności”, cytowany przez „NTO”.

    Cięcia w Namysłowie to tylko wierzchołek góry lodowej

    Ale to nie jedyne złe wieści dla polskiego rynku pracy. Nowy raport pokazuje, że problem ma znacznie szerszą skalę. Według danych EuroMotoBarometr firmy Exact x Forestall, aż 37 proc. firm sektora automotive w Polsce przewiduje spadek zatrudnienia w najbliższych 12 miesiącach. To więcej niż w poprzednim badaniu!

    To sytuacja, która dotyka sektor odpowiedzialny za blisko 7 proc. polskiego PKB i dający pracę blisko 200 tys. osób. W efekcie Polska, obok Słowacji, należy dziś do najbardziej pesymistycznych rynków w Europie pod względem prognoz zatrudnienia.

    Program dobrowolnych odejść i miesiące niepewności

    W Namysłowie, aby uniknąć gwałtownych zwolnień grupowych, zarząd w porozumieniu ze związkami zawodowymi uruchomił alternatywne rozwiązanie. Program dobrowolnych odejść ma funkcjonować do końca roku i objąć docelowo do 25 proc. z blisko 900-osobowej załogi.

    Redukcja etatów odbywa się stopniowo, w miesięcznych transzach. Do tej pory z zakładu odeszło około 60 pracowników — głównie osób nabywających prawa emerytalne. Ostateczna skala redukcji ma się wyklarować we wrześniu, ale nad fabryką wciąż wisi widmo głębszych cięć, jeśli sytuacja rynkowa się nie poprawi.

    Tani import z Chin i upadek kluczowego partnera

    Co jest przyczyną tak dramatycznej sytuacji? Przedstawiciele strony społecznej nie mają wątpliwości. Według nich europejski przemysł AGD jest systematycznie niszczony przez nierówną walkę z producentami z Azji.

    „Produkcja tam jest tańsza nie tylko z powodu tańszej siły roboczej, ale przede wszystkim z powodu braku opłat środowiskowych. My, jako Europa, przegrywamy ten wyścig” — twierdzi Grzegorz Adamczyk.

    Zalew tańszych towarów z Chin doprowadził do prawdziwego trzęsienia ziemi u kluczowych partnerów handlowych namysłowskiej spółki. Zamknięte zostały dwie duże fabryki koncernu Bosch, do których Diehl Controls dostarczał aż jedną piątą swojej całkowitej produkcji. Utrata tak potężnego rynku zbytu postawiła polski zakład pod ścianą.

    Pesymistyczne perspektywy w całej Europie

    Choć polskie wskaźniki są alarmujące, to nie jesteśmy sami w tych problemach. Raport parkiet.com pokazuje, że inne kraje regionu również zmagają się z wyzwaniami. Na Słowacji spadku zatrudnienia spodziewa się aż 48 proc. respondentów.

    Dla porównania, w Hiszpanii spadek przewiduje 24 proc. przedsiębiorstw, na Węgrzech 21 proc., a w Niemczech 17 proc. Najbardziej optymistycznie wygląda sytuacja w Portugalii, gdzie redukcji zatrudnienia spodziewa się jedynie 6 proc. firm.

    Spadek zamówień z fabryk samochodów systematycznie pogarsza kondycję nastawionej na eksport polskiej branży motoryzacyjnej. A skala problemu w Namysłowie pokazuje, że kryzys dotyka także dostawców dla przemysłu AGD. Ostatnie miesiące pokażą, czy to tylko chwilowe załamanie, czy początek głębszych zmian w krajobrazie polskiego przemysłu.

  • Personalny spór, który może sparaliżować gospodarkę. Co dalej z zarządem NBP?

    Personalny spór, który może sparaliżować gospodarkę. Co dalej z zarządem NBP?

    Kiedy Donald Tusk i Adam Glapiński grają w polityczną sztafetę, główną nagrodą może okazać się stabilność polskiego pieniądza. Decyzja premiera, by nie podpisać czterech kluczowych nominacji do zarządu Narodowego Banku Polskiego, postawiła całą instytucję w niebezpiecznej sytuacji. Czy to tylko kłótnia o stanowiska, czy początek kryzysu na miarę Trybunału Konstytucyjnego?

    Co dokładnie się stało?

    Premier Donald Tusk zwrócił bez kontrasygnaty postanowienia prezydenta dotyczące powołania czterech osób do zarządu NBP. Chodzi o profesor Martę Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego. Wszystkie nominacje wróciły do Kancelarii Prezydenta.

    „Prezes Rady Ministrów zwrócił bez kontrasygnaty postanowienia Prezydenta RP dotyczące powołania członków Zarządu Narodowego Banku Polskiego” – poinformował w komunikacie NBP, co potwierdza portal Parkiet.

    Tym samym potwierdziły się doniesienia, że Kightley – do marca pierwsza wiceprezes NBP – nie wróci do banku centralnego. Co ciekawe, Kotecki i Litwiniuk zasiadają obecnie w Radzie Polityki Pieniężnej, a Zarzecki również jest jej członkiem z „nadania” prezydenta.

    Zarząd na skraju minimum

    To nie jest abstrakcyjny problem kadrowy. W zarządzie NBP zasiada obecnie sześcioro członków, obok prezesa. Zgodnie z ustawą o NBP, to absolutne minimum. Ustawa mówi o 6-8 członkach, nie licząc prezesa.

    A tu czeka nas kolejna rotacja. Na początku listopada wygasa kadencja obecnego wiceprezesa Adama Lipińskiego, a z końcem roku – Marty Gajęckiej. Kotecki miał wejść do zarządu w miejsce Piotra Pogonowskiego (którego kadencja skończyła się w lutym), Litwiniuk – zamiast Lipińskiego, a Zarzecki po upływie kadencji Gajęckiej.

    „Polski SAFE 0 proc.” – punkt zwrotny

    Według analityków z podcastu Business Insidera Biznes i Pieniądze, kluczowym momentem, który przekreślił szanse na kompromis, była wspólna gra prezydenta i prezesa NBP.

    Chodzi o koncepcję „polskiego SAFE 0 proc.” – alternatywę dla unijnego programu finansowania zbrojeń, w której miałyby zostać wykorzystane rezerwy złota NBP lub zyski z ich wzrostu wartości. Na początku marca mówiono o niezrealizowanym zysku na poziomie prawie 200 mld zł (pod koniec kwietnia było to około 160 mld zł).

    „Moim zdaniem Adam Glapiński wiedział, idząc na konferencję z prezydentem, że w tym momencie przegrywa wszystko” – mówi Bartek Godusławski z Business Insidera. „Po czymś takim jakikolwiek deal z rządem, który wcześniej był na wyciągnięcie ręki, ta cała układanka czterech nazwisk do zarządu NBP, przestała być dla premiera do podpisania” – dodaje.

    Groźba paraliżu najważniejszej instytucji

    Dziennikarze ostrzegają, że sytuacja zaczyna przypominać scenariusz z Trybunałem Konstytucyjnym – instytucją wciągniętą w długotrwały spór o legalność i uznawalność decyzji.

    „Nie wiemy, czy niepełny zarząd będzie mógł podejmować decyzje, czy te decyzje będą uznawane, czy w ogóle będzie to nadal zarząd” – mówi Grzegorz Kowalczyk. A stawka jest ogromna, bo zarząd to najważniejszy organ wykonawczy banku centralnego, a nie tylko ozdoba. Prezes w wielu sprawach musi mieć jego zgodę.

    Na konflikt nakłada się też otwarta sprawa w Sejmie – postępowanie dotyczące możliwości postawienia Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu.

    Ostatni dzwonek od Europy?

    W całym tym sporze pojawia się jednak potencjalny arbiter, dla którego kluczowa jest nie osoba, ale zasada: Europejski Bank Centralny. Dla EBC fundamentalna jest niezależność banków centralnych.

    „Wystarczyłoby jedno krótkie pismo prezes Europejskiego Banku Centralnego. Christine Lagarde nie będzie broniła Adama Glapińskiego jako osoby. Dla niej znaczenie mają reguły obowiązujące w Unii Europejskiej, dotyczące banków centralnych jako instytucji stojących na straży stabilności cen” – wskazuje Godusławski.

    Historia pokazuje, że w sytuacjach kryzysowych reputacja instytucji bywa ważniejsza niż personalne ambicje. W Niemczech, gdy politycy naciskali na bank centralny, jego prezesi nie szli na wojnę, tylko rezygnowali, uznając, że dla dobra instytucji trzeba ustąpić.

    Czy podobny scenariusz czeka Warszawę? Na razie zarząd NBP funkcjonuje na granicy prawnego minimum, a polityczny spółdzielczy wóz ugrzązł w głębokim politycznym błocie. Czasu na kompromis jest coraz mniej.

  • Rekord za 2,4 mld zł: Czy gigantyczna transakcja odmieni polski rynek mieszkań na wynajem?

    Rekord za 2,4 mld zł: Czy gigantyczna transakcja odmieni polski rynek mieszkań na wynajem?

    Jeszcze kilka lat temu instytucjonalny najem mieszkań w Polsce praktycznie nie istniał. Dziś sektor bije rekordy, a najlepszym symbolem tej zmiany jest właśnie zatwierdzona przez UOKiK historyczna transakcja.

    Czy to moment, w którym PRS przestaje być niszą, a staje się pełnoprawnym graczem na rynku mieszkaniowym? Sprawdzamy, co oznaczają te miliardy dla najemców, inwestorów i całej polskiej gospodarki.

    Benchmark za pół miliarda euro

    Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wydał zgodę na zakup przez platformę Vantage Rent spółek platformy Resi 4 Rent, posiadających 5,32 tys. lokali na długoterminowy wynajem w kilku największych miastach Polski.

    Zamknięcie transakcji spodziewane jest w ciągu dwóch tygodni.

    To nie byle jaka umowa. Jej wartość to 565 mln euro, czyli około 2,4 mld zł. To bezprecedensowa skala na bardzo młodym rynku PRS w Polsce. Transakcja będzie benchmarkiem, czyli punktem odniesienia, dla całego sektora w naszym regionie Europy.

    Szacowany wskaźnik NOI yield (roczny dochód operacyjny netto do ceny zakupu) dla tego portfela wynosi 6,3%. Obłożenie nabywanych lokali sięga około 98%, co potwierdza ogromne wzięcie tej usługi.

    Kto stoi za rekordowym dealem?

    Po jednej stronie stołu negocjacyjnego jest Resi 4 Rent – platforma utworzona przez amerykański fundusz Pimco i giełdowego dewelopera Echo Investment (ma 30% udziałów).

    Co ciekawe, po transakcji Resi 4 Rent nie zniknie z rynku. Zostanie z portfelem 1,44 tys. gotowych lokali i będzie kontynuować działalność. Już w II kwartale na rynek ma trafić kolejne 1,35 tys. lokali.

    Po drugiej stronie jest Vantage Rent, należący do notowanej na niemieckiej giełdzie spółki TAG Immobilien. TAG w Niemczech zarządza 84,1 tys. lokali i od kilku lat dynamicznie ekspanduje w Polsce, przejmując m.in. deweloperów Vantage Development i Robyg.

    Strategia Vantage Rent jest nieco inna – firma buduje lokale na wynajem wyłącznie na gruntach przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową. Tymczasem nabywany właśnie portfel Resi 4 Rent obejmuje nieruchomości zbudowane na gruntach usługowych, które mogą służyć wyłącznie najmowi instytucjonalnemu.

    PRS w liczbach: gigantyczny wzrost, ale wciąż maleńki sektor

    Według raportów, rok 2025 był dla polskiego PRS rekordowy. Na koniec grudnia zasób instytucjonalnego najmu osiągnął 28,5 tys. lokali, a przez cały rok przybyło 5,8 tys. nowych mieszkań w 25 inwestycjach.

    Od 2018 r. zasoby PRS w Polsce wzrosły dziesięciokrotnie.

    Perspektywy są jeszcze bardziej imponujące. Do 2028 r. liczba mieszkań instytucjonalnych ma przekroczyć 36 tys., a według prognoz JLL pod koniec dekady może zbliżyć się nawet do 50 tys. lokali.

    Ale tu pojawia się kluczowy kontekst. Mimo głośnych transakcji, cały sektor PRS odpowiada dziś za około 2% rynku najmu i zaledwie 0,2% wszystkich mieszkań w Polsce. To segment widoczny medialnie, ale wciąż bardzo mały w skali całego rynku mieszkaniowego, zdominowanego przez własność (około 86-87% Polaków mieszka we własnych lokalach).

    Kto wynajmuje i czego oczekuje? Rewolucja w modelu usług

    Zmienia się nie tylko skala, ale także profil najemcy i standardy usług. PRS przestaje być domeną wyłącznie singli i korporacyjnych nomadów.

    Grupa odbiorców mieszkań w standardzie PRS wyraźnie się poszerza, bo trafiają tutaj dzisiaj także studenci, pary i całe rodziny – mówi Radosław Politowski z LifeSpot.

    Najemcy oczekują dziś przewidywalnych kosztów, sprawnej obsługi i elastyczności. Odpowiedzią na to jest innowacja od Resi 4 Rent. Firma jako pierwszy operator na polskim rynku PRS wprowadza model flat-fee – stałą miesięczną opłatę obejmującą zarówno czynsz, jak i media.

    Stała miesięczna opłata pozwala łatwiej planować domowy budżet i eliminuje problem nagłych wzrostów kosztów, szczególnie w sezonie grzewczym. Ryzyko związane ze zmiennością cen energii bierzemy na siebie – mówi Sławomir Imianowski, prezes Resi 4 Rent.

    Dlaczego to ważne? PRS uzupełnia ogromną lukę mieszkaniową

    Rozwój najmu instytucjonalnego jest odpowiedzią na palące potrzeby. Według raportu Habitat for Humanity Poland z 2025 r. w kraju brakuje około 2 mln mieszkań odpowiadających potrzebom społecznym i finansowym mieszkańców.

    PRS odpowiada na potrzeby osób mobilnych zawodowo, studentów i cudzoziemców – pod koniec 2025 r. w Polsce legalnie pracowało 1,29 mln obcokrajowców, a studiowało ponad 108 tys. studentów zagranicznych.

    Jego rozwój nie odbiera Polakom mieszkań. Przeciwnie — zwiększa liczbę dostępnych lokali na wynajem w miastach, w których popyt mieszkaniowy jest największy – podkreśla Bartosz Guss z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

    Wyzwania przyszłości: kapitał wraca, ale bariery pozostają

    Historyczna transakcja to wyraźny sygnał: kapitał wraca na rynek mieszkań na wynajem. To może oznaczać etap pełnej instytucjonalizacji sektora.

    Ostatnie transakcje portfelowe mogą sygnalizować powrót płynności i zwiększoną gotowość kapitału do lokowania środków w najem instytucjonalny – ocenia Weronika Guerquin-Koryzma z Baker McKenzie.

    Eksperci wskazują jednak na wciąż istniejące bariery: wysokie koszty finansowania, różnice walutowe (finansowanie w euro vs. przychody w złotówkach) oraz brak precyzyjnych regulacji prawnych i podatkowych dedykowanych sektorowi PRS.

    Mimo to, sektor PRS wydaje się jednym z najbardziej perspektywicznych segmentów rynku nieruchomości. Największa transakcja w historii pokazuje, że najem instytucjonalny przestał być eksperymentem. Staje się trwałym elementem polskiego krajobrazu mieszkaniowego.

  • Robotyzacyjny zastrzyk 1,3 mld zł? Polski biznes stara się gonić Zachód, ale brakuje skali

    Robotyzacyjny zastrzyk 1,3 mld zł? Polski biznes stara się gonić Zachód, ale brakuje skali

    Czy automaty i sztuczna inteligencja stały się polską specjalnością? Dane pokazują jedno: nareszcie dostajemy finansowy impuls, który może pomóc nam gonić Europę.

    Ministerstwo Finansów potwierdza, że polskie firmy w latach 2022-2024 odliczyły od podatku aż 673 mln zł z tytułu zakupu robotów. To gigantyczna suma, a wcale nie pokazuje całej inwestycji.

    Ulga na robotyzację pozwala odliczyć od podstawy opodatkowania 50 proc. kosztów kwalifikowanych. Wydatki firm w robotyzację i infrastrukturę towarzyszącą wyniosły więc 1 mld 346 mln zł – mówi Łukasz Radosz, dyrektor zarządzający Euro-Funding Polska.

    To najświeższe dane, które pokazują, że biznes przestaje wahać się w obliczu rosnących kosztów.

    Dynamika wzrostu i twarde lądowanie w 2024 roku

    Analizując rok po roku, widać prawdziwą historię. W 2022 r. ulga na robotyzację została wykorzystana na kwotę 73 mln zł. Rok później, w 2023, liczba ta skoczyła ponad pięciokrotnie, osiągając rekord ponad 387 mln zł. Niestety, 2024 rok pokazuje spadek dynamiki do 213 mln zł.

    Ale jest też dobra wiadomość: jednocześnie rosła liczba firm-odkładających. Z 192 w 2022 r. do 304 w 2024 r. Powoli, ale rośnie.

    Powoli wchodzimy w trend, w którym od lat znajdują się państwa o wysokiej gęstości robotyzacji – mówi Michał Furmański z ABB Robotics Polska.

    Polski wyścig z czasem. I z sąsiadami

    Mamy problem. W Polsce nadal przypada tylko około 78 robotów na 10 tys. pracowników. To mniej niż 1/3 średniej unijnej, która wynosi 231. I tu uwaga – różnica nie maleje, a wręcz rośnie.

    Dane Międzynarodowej Federacji Robotyki pokazują, że Polska coraz bardziej odstaje od regionu – pisze Business Insider.

    Na Węgrzech ubiegłoroczny przyrost liczby zainstalowanych robotów wyniósł ponad 150 proc. w porównaniu do roku wcześniej. W Czechach średnia gęstość robotów to 216 na 10 tys. pracowników, czyli blisko trzykrotnie więcej niż u nas. To alarmujące dane.

    Największa blokada: nie pieniądze, a ludzie

    A może to już koniec polskiej przewagi? Model oparty na niskich kosztach pracy odchodzi do historii. Rosnące wynagrodzenia i niedobory pracowników sprawiają, że jedyną trwałą drogą rozwoju staje się wzrost produktywności.

    Według analiz McKinsey, szybkie wdrożenie AI może podnieść produktywność nawet o 3,1 proc. rocznie. Tylko jak to zrobić?

    Fakty są jednoznaczne: tylko 8,4 proc. polskich przedsiębiorstw korzysta dziś z rozwiązań opartych na AI, podczas gdy średnia unijna to 20 proc.. Dania, Szwecja czy Belgia to poziom 24–28 proc.

    Bez automatyzacji firmy nie będą w stanie utrzymać tempa rozwoju. To już nie jest wybór, ale warunek dalszego wzrostu – ocenia Przemysław Lewicki, CEO SAIO.

    Co blokuje małe i średnie firmy? Dane Eurostatu są jasne: główną barierą w Polsce jest brak odpowiednich kompetencji (70,9 proc. firm), a następnie niejasne konsekwencje prawne (52,5 proc.) i obawy o ochronę danych (48,8 proc.).

    AI to nie kolejny projekt IT, ale test dojrzałości organizacji – podsumowuje Lewicki.

    Inwestycje rosną, ale wciąż za mało i za wolno. Ulga podatkowa pomaga, lecz potrzebujemy edukacji, jasnych reguł i przeskoku na wyższy poziom wdrożeń. To już nie jest rywalizacja o to, kto ma tańszą siłę roboczą. Teraz liczy się tylko efektywność. Czy polskie firmy ją osiągną? Czas pokaże.

  • Putin wraca z Chin z pustymi rękami. Kolejna porażka w sprawie kluczowego gazociągu

    Putin wraca z Chin z pustymi rękami. Kolejna porażka w sprawie kluczowego gazociągu

    Czy Chiny zechcą uratować rosyjską gospodarkę, opierającą się na sprzedaży surowców? Podczas środowego spotkania w Pekinie Władimir Putin ponownie nie zdołał przekonać Xi Jinpinga do kluczowej dla Rosji inwestycji. Chodzi o gazociąg Siła Syberii 2, który miałby być nowym, wielkim oknem na świat dla rosyjskiego gazu.

    Czego Putin nie uzyskał w Pekinie?

    Putin miał nadzieję, że wizyta pozwoli mu wreszcie uzyskać chińską zgodę na budowę rurociągu zdolnego przesyłać do 50 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu rocznie. To ilość większa niż obecny eksport do Chin! Jednak w środę te starania znów okazały się bezskuteczne, donosi „The Washington Post”.

    Rosja i Chiny „doszły do porozumienia w sprawie głównych parametrów projektu” – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

    Ale zaraz dodał, że „pewne niuanse pozostają do dopracowania”, a sam projekt nie ma jasnego harmonogramu. Co więcej, w oficjalnych dokumentach podpisanych podczas wizyty nie znalazła się ani jedna wzmianka o umowach na ropę czy gaz. To wyraźny sygnał, że Chiny wcale się nie spieszą.

    Dlaczego ta rura jest tak ważna dla Rosji?

    Odpowiedź jest prosta: sankcje. Projekt Siła Syberii 2 nabrał dla Rosji nowego, strategicznego znaczenia po inwazji na Ukrainę. Zachodnie restrykcje odcięły Kreml od większości europejskich odbiorców, więc desperacko szuka nowych rynków zbytu. Chiny stają się jedyną realną alternatywą.

    Planowany rurociąg miałby mieć 2600 kilometrów długości i transportować gaz z rosyjskich złóż jamalskich przez Mongolię do Chin. To miałoby uzupełnić istniejący system Siła Syberii 1, który od 2019 roku dostarcza do Chin około 38 mld m³ gazu rocznie.

    Jedność w słowach, ostrożność w interesach

    Spotkanie pokazało, że przywódcy są zgodni w kwestiach politycznych. Wspólnie sprzeciwiają się „hegemonii USA” i krytykują wojnę Ameryki z Iranem. Pekin wspiera też Moskwę w konflikcie z Ukrainą.

    Jednak w sprawach biznesowych Chiny są dużo bardziej powściągliwe. Rosja jest zaniepokojona, że Państwo Środka staje się coraz ważniejszym dostawcą podzespołów do ukraińskich dronów. A na stole negocjacyjnym Pekin ma teraz ogromną przewagę.

    Podczas konferencji prasowej Putin zapewniał, że Rosja jest gotowa „niezawodnie zapewniać nieprzerwane dostawy” wszystkich paliw do Chin. Xi Jinping najwyraźniej woli jednak poczekać i negocjować warunki, które będą najbardziej korzystne dla jego kraju. Rosyjska zależność od chińskiego rynku rośnie, a siła przetargowa Kremla maleje z każdym miesiącem.

    Putin wraca z Pekinu bez konkretów. Sprawa Siły Syberii 2 znów trafia do zamrażarki, co boleśnie przypomina Rosji o nowej, surowcowej rzeczywistości.

  • Mostostal Warszawa Walczy o 30.45 Mln zł: Czy GDDKiA Nieprawnie Żąda Zwrotu Zaliczki?

    Mostostal Warszawa Walczy o 30.45 Mln zł: Czy GDDKiA Nieprawnie Żąda Zwrotu Zaliczki?

    Czy potężna firma budowlana stanie do walki z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad? Mostostal Warszawa otrzymał żądanie zapłaty gigantycznej kwoty 30,45 mln zł na zwrot zaliczki za budowany odcinek S19. Spółka jednak twierdzi, że roszczenie jest całkowicie nieuprawnione. Oto co się dzieje.

    Żądanie i Kontrakt

    Mostostal Warszawa S.A. poinformował, że otrzymał żądanie zapłaty 30,45 mln zł jako zwrotu części zaliczki wypłaconej w związku z realizacją odcinka drogi ekspresowej S19. Żądanie przekazał bank Intesa Sanpaolo S.p.A., a złożył Skarb Państwa – Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Termin realizacji płatności wskazano na 3 czerwca 2026 roku.

    Sprawa dotyczy kontraktu na zadanie „Zaprojektowanie i budowa drogi ekspresowej S19 na odcinku od węzła Domaradz do węzła Iskrzynia” o długości około 12,5 km. Inwestycja była realizowana na podstawie umowy zawartej 7 listopada 2022 roku między Mostostalem Warszawa a Skarbem Państwa reprezentowanym przez GDDKiA.

    Emitent wskazuje, że dokonał potrącenia wierzytelności GDDKiA z tytułu zwrotu nierozliczonej części zaliczki z jego własną wierzytelnością, wynikającą z naliczonej kary umownej z tytułu odstąpienia od umowy z przyczyn leżących po stronie Zamawiającego. W wyniku tego potrącenia, wierzytelność dotycząca zwrotu zaliczki została całkowicie umorzona. W związku z tym, żądanie wypłaty z gwarancji jest nieuprawnione.

    Kontekst i Stanowisko Spółki

    Na początku kwietnia Mostostal Warszawa poinformował, że podjął decyzję o odstąpieniu od kontraktu. Jako przyczynę wskazał zwłokę oraz brak współdziałania ze strony GDDKiA. Spółka przekazała, że 30 marca 2026 r. bezskutecznie upłynął termin wezwania do usunięcia naruszeń kontraktowych.

    14 maja pojawiła się informacja, że GDDKiA odstąpiła od umowy z Mostostalem Warszawa na projekt i budowę odcinka drogi S19 Domaradz–Iskrzynia. Jako powód wskazano narastające opóźnienia oraz zmiany projektowe niezgodne z decyzją środowiskową.

    Mostostal Warszawa argumentuje, że dokonał potrącenia roszczenia GDDKiA dotyczącego zwrotu nierozliczonej części zaliczki ze swoją własną wierzytelnością wynikającą z naliczonej kary umownej. Kara miała zostać naliczona w związku z odstąpieniem od kontraktu z przyczyn leżących, według spółki, po stronie zamawiającego. Mostostal Warszawa twierdzi, że w efekcie tego potrącenia zobowiązanie dotyczące zwrotu zaliczki zostało całkowicie umorzone, co oznacza, że żądanie wypłaty z gwarancji nie ma podstaw prawnych.

    Potencjalny Wpływ na Wyniki Finansowe

    Zarząd spółki zaznaczył, że ze względu na znaczną wartość sporu zdarzenie może mieć potencjalnie istotny wpływ na przyszłe wyniki finansowe spółki. Na tym etapie nie wskazano jednak, jakie mogą być konkretne skutki finansowe ani czy spór może znaleźć finał na drodze sądowej.

    Koniec sprawy? Niezupełnie. Cała sytuacja jest na bardzo wczesnym etapie, a finał może być niepewny. Będziemy śledzić rozwój tej znaczącej dla branży budowlanej sprawy.

  • Nie tylko 13. emerytura. ZUS ostrzega: część seniorów może musieć ją zwrócić

    Nie tylko 13. emerytura. ZUS ostrzega: część seniorów może musieć ją zwrócić

    Otrzymałeś właśnie decyzję ZUS dotyczącą waloryzacji i trzynastki? Nie odkładaj jej na później! W tym roku w dokumentach kryje się ważne ostrzeżenie, które może sprawić, że część seniorów będzie musiała zwrócić pobraną 13. emeryturę. O kogo konkretnie chodzi?

    Ważne pismo w sprawie trzynastki

    Miliony emerytów i rencistów otrzymały właśnie korespondencję od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W jednym liście znajdą się dwie decyzje: o przyznaniu i wysokości 13. emerytury oraz o nowej wysokości świadczenia po marcowej waloryzacji.

    W tym roku 13. emerytura wynosi 1978,49 zł brutto. Po potrąceniu składki zdrowotnej i podatku kwota netto to najczęściej 1563,43 zł, niezależnie od wysokości podstawowej emerytury. Ale uwaga: nie wszyscy mają prawo do jej zatrzymania.

    W decyzji ZUS napisano, że jeśli na „31 marca 2026 r. nie miała Pani/Pan prawa do świadczenia, z tytułu którego wypłacono dodatkowe roczne świadczenie pieniężne lub nie przysługiwała wypłata tego świadczenia, dodatkowe roczne świadczenie pieniężne — jako nienależnie pobrane — będzie podlegało zwrotowi”.

    Kto może stracić trzynastkę?

    Ostrzeżenie dotyczy przede wszystkim osób, które pobierają więcej niż jedno świadczenie lub dorabiają do emerytury lub renty. To szczególnie ważne dla seniorów na wcześniejszych emeryturach, rentach czy świadczeniach przedemerytalnych, które przekroczą limity dorabiania.

    ZUS jasno przypomina, że nawet jeśli ktoś ma prawo do kilku świadczeń (np. emerytury i renty rodzinnej), przysługuje mu tylko jedna 13. emerytura. W przypadku świadczeń z różnych instytucji, decyzję i wypłatę realizuje ZUS.

    Co robić, jeśli nie zgadzasz się z decyzją? Seniorzy mają 30 dni na odwołanie się do sądu pracy za pośrednictwem ZUS. Szczegółowa instrukcja znajduje się w otrzymanym piśmie. Decyzje są dostępne także online na platformie e-ZUS.

    Dla wdów i wdowców: dodatkowa szansa

    Ale jest też dobra wiadomość dla pewnej grupy seniorów. W 2026 roku wdowy i wdowcy mogą ubiegać się o tzw. rentę wdowią, która pozwala połączyć własną emeryturę lub rentę z częścią renty rodzinnej po zmarłym małżonku. To oznacza, że nie trzeba już wybierać tylko jednego świadczenia.

    Aby otrzymać rentę wdowią, trzeba spełnić kilka warunków:

    • Osiągnięcie wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet, 65 lat dla mężczyzn)
    • Pozostawanie w małżeństwie do dnia śmierci małżonka
    • Nabycie prawa do renty rodzinnej po zmarłym małżonku nie wcześniej niż po ukończeniu 55 lat (kobiety) lub 60 lat (mężczyźni)
    • Brak nowego związku małżeńskiego – prawo do renty wdowiej ustaje po ponownym ślubie

    Ile można dostać?

    Renta wdowia nie jest stałą kwotą, ale pozwala połączyć świadczenia. W 2026 roku osoba uprawniona może pobierać jedno świadczenie w całości oraz 15% drugiego świadczenia. Można wybrać korzystniejszy wariant: 100% własnej emerytury plus 15% renty rodzinnej lub odwrotnie.

    Ważny jest limit: suma świadczeń wypłacanych w ramach renty wdowiej nie może przekroczyć trzykrotności najniższej emerytury. Od 1 marca 2026 roku najniższa emerytura to 1978,49 zł brutto, więc maksymalna łączna kwota to 5935,47 zł brutto miesięcznie. Jeśli po połączeniu kwota byłaby wyższa, ZUS obniży wypłatę do obowiązującego limitu.

    Aktualne 15% drugiego świadczenia obowiązuje do końca 2026 roku. Od 1 stycznia 2027 roku udział ma wzrosnąć do 25%, co oznacza wyższe wypłaty.

    Jak złożyć wniosek?

    Wniosek o rentę wdowią (formularz ERWD) składa się w instytucji, która wypłaca świadczenie emerytalne lub rentowe – najczęściej ZUS. Można go złożyć osobiście, wysłać pocztą lub elektronicznie przez PUE/eZUS. Do wniosku potrzebne są dokumenty potwierdzające prawo do świadczeń. Ważne: renta wdowia nie zostanie przyznana automatycznie – nawet przy spełnieniu warunków konieczne jest złożenie wniosku.

    Podsumowując: jeśli otrzymałeś decyzję ZUS, dokładnie ją przeanalizuj. Sprawdź, czy nie należysz do grupy osób, którym grozi konieczność zwrotu trzynastki. A jeśli jesteś wdową lub wdowcem, rozważ złożenie wniosku o rentę wdowią – to dodatkowe pieniądze w domowym budżecie.