Blog

  • Rata kontra czynsz – remis w Gdańsku i Warszawie. Ale ceny mieszkań w górę

    Rata kontra czynsz – remis w Gdańsku i Warszawie. Ale ceny mieszkań w górę

    Odwieczny dylemat – kupić czy wynająć – znów stanął na ostrzu noża. Z jednej strony mieszkania w największych polskich miastach są droższe niż rok temu, z drugiej – tańsze kredyty sprawiły, że miesięczna rata w wielu miejscach zrównała się z kosztem wynajmu. Najnowsza analiza Bankier.pl, oparta na danych Cenatorium i Otodom Analytics, pokazuje, jak bardzo zmieniły się proporcje w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

    Mieszkania drożeją, najem w miejscu

    Po krótkim okresie spadków ceny transakcyjne znów rosną. Według danych Cenatorium średnia cena metra kwadratowego 50-metrowego mieszkania w I kwartale 2026 r. wynosiła od niespełna 9,5 tys. zł w Łodzi, przez 14 tys. zł w Krakowie, po 15,4 tys. zł w Warszawie. Najbardziej poszukiwane lokale o powierzchni 35–60 m² zdrożały w ujęciu rocznym od 7,4% w Łodzi do 9,4% w Warszawie.

    Rynek najmu zachowuje się zupełnie inaczej. W pierwszej połowie roku stawki ofertowe w większości metropolii były niższe niż przed rokiem. Jedynym wyjątkiem jest Łódź, gdzie odnotowano wzrost o 3,2% – choć eksperci traktują to raczej jako stabilizację niż realną podwyżkę.

    Rata dogania czynsz

    Największa zmiana zaszła po stronie kredytów. Niższe oprocentowanie sprawiło, że miesięczna rata po rocznej przerwie znów zbliżyła się do poziomu czynszu. Najlepiej widać to w Gdańsku – różnica między ratą a czynszem wyniosła symboliczny 1 zł na korzyść kredytu. W Warszawie rata była wyższa zaledwie o 29 zł, a w Poznaniu i Łodzi o 54–73 zł miesięcznie.

    Nie wszędzie jest jednak tak różowo. We Wrocławiu rata przewyższała czynsz o 218 zł, a w Krakowie aż o 440 zł. Co więcej, Wrocław jako jedyny z analizowanych rynków odnotował pogłębienie tej różnicy w porównaniu z poprzednim rokiem.

    Gotówka – dłuższy zwrot inwestycji

    Zupełnie inaczej wygląda rachunek dla kupujących bez kredytu. Rosnące ceny transakcyjne wydłużyły czas, po którym zakup „zwraca się” w porównaniu do wynajmu. W Gdańsku cena 50-metrowego lokalu odpowiadała 197 czynszom (ok. 16,5 roku), o półtora roku dłużej niż rok wcześniej. W Warszawie wskaźnik wyniósł 198 czynszów. Najgorzej jest w Krakowie – tam zakup to aż 225 miesięcznych czynszów, czyli niemal 19 lat wynajmu. To wartość wyższa nawet niż w 2022 roku, przed uruchomieniem Bezpiecznego kredytu 2%.

    Całkowity koszt kredytu – spadek o ponad 50 tys. zł

    Mimo wyższych cen mieszkań łączny koszt kredytu na 50-metrowe mieszkanie spadł we wszystkich analizowanych miastach. Przy założeniu 20% wkładu własnego, raty równej i stałego oprocentowania przez 25 lat, całkowity koszt w I kwartale 2026 r. wahał się od 723,3 tys. zł w Łodzi do 1,175 mln zł w Warszawie. W porównaniu z rokiem poprzednim obniżka wyniosła 4–6%, czyli nominalnie od 46 tys. do 52,7 tys. zł. Po doliczeniu wkładu własnego w Warszawie wydatek sięgał 1,3 mln zł – wciąż o prawie 40 tys. zł mniej niż rok wcześniej.

    Brak korekty – rynek kredytowy na rekordzie

    Osobną historię opowiada najnowszy raport Barometr Metrohouse i Credipass za II kwartał 2026 r. Wyczekiwana przecena mieszkań nie nadeszła – zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym stawki utrzymują stabilny, a miejscami rosnący trend. Statystyczną średnią podbija rosnący udział segmentu premium – w Warszawie udział projektów luksusowych (powyżej 25 tys. zł/m²) podwoił się w ciągu roku.

    Rynek kredytowy pracuje na najwyższych obrotach. Średnia zdolność kredytowa przykładowej rodziny 2+2 przy dochodzie 12 tys. zł netto sięgnęła rekordowych 803 tys. zł, a średnia wartość wniosku kredytowego po raz pierwszy w historii przekroczyła 500 tys. zł. Co ciekawe, klienci coraz chętniej wracają do kredytów ze zmienną stopą, której średnie oprocentowanie wynosi 5,58% wobec 6,38% przy stopie okresowo stałej.

    Analiza Bankier.pl wyraźnie wskazuje, że w symulacji pominięto koszty początkowe zakupu (taksa notarialna, opłaty sądowe, prowizja pośrednika, PCC) oraz wartości niemierzalne, takie jak swoboda przeprowadzki czy dojście do własności. Ostateczny wybór między zakupem a wynajmem pozostaje więc kwestią indywidualnych priorytetów – ale liczby po raz pierwszy od dawna nie są jednoznacznie przeciwne kredytowi.

  • Żabka znów zaskakuje: sprzedaż rośnie dwucyfrowo, dywidenda już 31 lipca

    Żabka znów zaskakuje: sprzedaż rośnie dwucyfrowo, dywidenda już 31 lipca

    Żabka właśnie opublikowała wyniki za pierwsze półrocze 2026 roku. Sieć handlowa nie tylko zwiększyła sprzedaż do klienta końcowego o 12,6% rok do roku, ale też rozbudowała swój park sklepów o niemal 800 placówek. Co więcej, już jutro akcjonariusze dostaną dywidendę w wysokości 0,53 zł na akcję.

    Skok sprzedaży i zysków

    Sprzedaż do klienta końcowego w całym pierwszym półroczu sięgnęła 16,616 mld zł, a w samym II kwartale wyniosła 9,205 mld zł, co oznacza wzrost o 13,2% rok do roku. Skonsolidowane przychody grupy wzrosły o 14,7% do 14,7 mld zł w całym okresie. W drugim kwartale przychody wyniosły 8,1 mld zł i były o 2% wyższe, niż średnio przewidywali analitycy.

    Jeszcze bardziej imponująco wygląda rentowność. Skorygowana EBITDA w pierwszym półroczu wzrosła o 15,1% do 1,9 mld zł, a w II kwartale o 16,2% do ponad 1,2 mld zł – to o prawie 3% powyżej konsensusu rynkowego. Marża skorygowanego EBITDA poprawiła się z 11,2% do 11,5% rok do roku. Zysk netto w samym II kwartale wyniósł 322 mln zł, co oznacza wzrost aż o 67,6% w porównaniu z rokiem poprzednim, choć rynek oczekiwał nieco więcej (328,5 mln zł).

    Prezes Żabki Tomasz Suchański skomentował:

    W pierwszym półroczu po raz kolejny potwierdziliśmy siłę i odporność modelu biznesowego grupy. Osiągnęliśmy dwucyfrowy wzrost sprzedaży do klienta końcowego, w samym II kwartale przyspieszyliśmy tempo wzrostu sprzedaży porównywalnej, powiększyliśmy sieć zgodnie z założeniami oraz kontynuowaliśmy poprawę rentowności.

    Ekspansja sieci nie zwalnia

    W pierwszym półroczu Żabka otworzyła 778 nowych sklepów w Polsce i Rumunii, jednocześnie zamykając 54 placówki. Na koniec czerwca sieć liczyła 13 063 lokalizacji, czyli o 10,8% więcej niż przed rokiem. Dynamika sprzedaży porównywalnej (like-for-like) w II kwartale przyspieszyła do 4% wobec 3,2% w I kwartale. Celem na cały 2026 rok jest otwarcie ponad 1300 nowych sklepów, a długoterminowy plan zakłada osiągnięcie około 16 tysięcy placówek do końca 2028 roku – o 1,5 tys. więcej niż pierwotnie zakładano przy debiucie na GPW.

    Dywidenda i stabilność finansowa

    Zgodnie z polityką alokacji kapitału przyjętą we wrześniu 2025 roku, akcjonariusze postanowili przeznaczyć na dywidendę 530,8 mln zł, czyli 50% zysku za 2025 rok. Wypłata w wysokości 0,53 zł na akcję nastąpi już 31 lipca.

    Równocześnie grupa konsekwentnie obniża zadłużenie. Wskaźnik długu netto do skorygowanego EBITDA spadł z 1,2 na koniec II kwartału 2025 roku do 0,7 na koniec II kwartału 2026. Dług finansowy netto zmniejszył się o 989 mln zł (o 30% rok do roku) do 2,306 mld zł. Wolne przepływy pieniężne wyniosły 1,24 mld zł, co oznacza wzrost o 6,6%.

    „Jednocześnie konsekwentne ograniczanie zadłużenia pokazuje siłę naszego biznesu i stabilną sytuację finansową” – podkreśla prezes Suchański.

    Co dalej?

    Zarząd podtrzymał prognozy na cały 2026 rok. Spółka spodziewa się utrzymania wzrostu sprzedaży porównywalnej w przedziale średnio- do wysokojednocyfrowego oraz skorygowanej marży EBITDA w górnej części docelowego przedziału 12–13%. Marża skorygowanego zysku netto ma stopniowo zbliżać się do poziomu około 4,5% w średnim terminie.

    Wydatki inwestycyjne w pierwszym półroczu wyniosły 679 mln zł – o 8,2% mniej niż przed rokiem – i koncentrowały się głównie na rozwoju sieci oraz modernizacji istniejących sklepów. Akcje Żabki zadebiutowały na GPW jesienią 2024 roku po 21,5 zł, a po ostatnich spekulacjach o możliwym wejściu japońskiego właściciela 7-Eleven (do transakcji ostatecznie nie doszło) kurs na finiszu sesji 30 lipca wynosił 29,3 zł, czyli 36% powyżej ceny z IPO.

  • Kanadyjski gigant przejmuje Żabkę. Circle K płaci 32 mld zł

    Kanadyjski gigant przejmuje Żabkę. Circle K płaci 32 mld zł

    Na warszawskiej giełdzie szykuje się jedna z największych transakcji w historii. Kanadyjski koncern Alimentation Couche-Tard, właściciel sieci stacji paliw Circle K, ogłosił wezwanie na 100% akcji Grupy Żabka. Cena: 32 zł za sztukę, co wycenia całą spółkę na około 32 mld zł.

    Wezwanie z poparciem głównych akcjonariuszy

    Wezwanie zostanie przeprowadzone przez polską spółkę zależną Circle K Polska i obejmie 1 002 974 605 akcji, czyli cały kapitał zakładowy. Główni akcjonariusze już zobowiązali się do sprzedaży wszystkich pakietów. Fundusz CVC Capital Partners, posiadający 37,6% akcji za pośrednictwem Heket, oraz Partners Group (PG Investment Company, 10,0%) podpisali nieodwołalne umowy. Dołączyli do nich kluczowi menedżerowie: Tomasz Suchański, Tomasz Blicharski, Adam Manikowski, Jolanta Bańczerowska, Anna Grabowska, Marta Wrochna-Łastowska oraz Wojciech Krok. Łącznie te podmioty kontrolują 57,2% akcji i głosów.

    Pięcioro z wymienionych menedżerów – Blicharski, Manikowski, Grabowska, Wrochna-Łastowska i Krok – postanowiło dodatkowo przeznaczyć część otrzymanych ze sprzedaży środków na zakup akcji samego Alimentation Couche-Tard.

    Harmonogram i zgody regulacyjne

    Przyjmowanie zapisów w wezwaniu ma rozpocząć się około 26 sierpnia, a finalizacja transakcji planowana jest najpóźniej na grudzień 2026 roku. Terminy zależą od weryfikacji dokumentu wezwania przez Komisję Nadzoru Finansowego oraz uzyskania zgód na koncentrację ze strony Komisji Europejskiej lub Prezesa UOKiK.

    Krótka historia z japońskim akcentem

    To zaskakujący obrót wydarzeń, bo jeszcze na początku lipca nad Żabką unosiła się atmosfera innego przejęcia. Japoński koncern Seven & i Holdings, właściciel globalnej sieci 7-Eleven, potwierdził zaawansowane rozmowy. Informacja wystrzeliła kurs Żabki do ponad 33 zł 21 lipca. Jednak 25 lipca Seven & i wycofało się, wydając oświadczenie:

    „Firma nie była w stanie osiągnąć porozumienia ze sprzedającym na warunkach, które jej zdaniem leżałyby w najlepszym interesie akcjonariuszy Seven & i Holdings oraz innych partnerów.”

    Po tej informacji w poniedziałek akcje Żabki runęły o 14% na otwarciu, by zamknąć sesję spadkiem o 10% przy najwyższych obrotach na rynku – 170 mln zł w samej pierwszej połowie dnia. Kurs utrzymał się jednak wyraźnie powyżej ceny z IPO (21,50 zł).

    Dobra oferta dla akcjonariuszy

    Propozycja Circle K to 32 zł – o 9% więcej niż kurs zamknięcia z 30 lipca (29,26 zł) i niemal o połowę więcej niż cena debiutu Żabki w październiku 2024 roku. Dla porównania, przed fiaskiem rozmów z Japończykami eksperci zwracali uwagę, że wejście akcjonariusza branżowego mogłoby rozwiązać problem nawisu podaży akcji funduszy private equity – jak podkreślał Konrad Księżopolski z Haitong Banku, całkowite wyjście przez ABB zajęłoby trzy–cztery lata.

    Żabka rośnie w siłę

    Sieć rozwija się dynamicznie. W pierwszym półroczu 2026 roku otworzyła 778 nowych sklepów w Polsce i Rumunii. Na koniec czerwca liczyła 13 063 placówek, co oznacza wzrost o 10,8% rok do roku. Celem na cały 2026 rok jest uruchomienie ponad 1300 nowych lokalizacji.

    Sam Alimentation Couche-Tard to potężny gracz – wyceniany na 82 mld CAD (220 mld USD), działa w 27 krajach, prowadzi 17,3 tys. punktów sprzedaży (w tym 13,2 tys. stacji paliw) i zatrudnia około 145 tys. osób. Pod markami Couche-Tard i Circle K jest obecny m.in. w USA, Kanadzie, Polsce, Skandynawii i państwach bałtyckich.

    Co dalej?

    Transakcja, jeśli dojdzie do skutku, będzie jedną z największych w historii polskiego rynku kapitałowego. Jej powodzenie zależy od zgód regulacyjnych. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Żabka zmieni właściciela jeszcze w grudniu tego roku.

  • Szefowa CLIP Group ostrzega: Europejskie auta przegrywają z Chinami

    Szefowa CLIP Group ostrzega: Europejskie auta przegrywają z Chinami

    Agnieszka Hipś, prezes CLIP Group – największej prywatnej grupy logistycznej w Polsce – nie ma wątpliwości: europejski przemysł motoryzacyjny musi pilnie zmienić strategię, bo chińscy producenci stali się groźną konkurencją. W rozmowie z „Biznes Klasą” szefowa firmy, przez której spółkę przejeżdża co drugie nowe auto sprzedane w kraju, tłumaczy, że wojna cenowa i protekcjonizm to droga donikąd.

    Chińskie auta już nie są „niedorobione”

    Hipś zwraca uwagę, że jeszcze dekadę temu chiński samochód był, jej zdaniem, technicznie niedopracowany. Dziś – jak mówi – spełnia oczekiwania klientów: jest nowoczesny, dobrze wykończony i po prostu tańszy. Apeluje, by nie obrażać się na konsumenta, który wybiera taki produkt. Jej zdaniem europejscy inwestorzy stoją przed koniecznością rewizji podejścia – utrzymywanie wysokiej marży kosztem jakości i dostępności może oznaczać przegraną z chińską konkurencją, która na badania i rozwój wydaje dziś znacznie więcej niż Europa.

    Ostrzega również, że wojna celna to miecz obosieczny. Europejscy i chińscy producenci są często powiązani przez wspólne przedsięwzięcia (joint venture), więc – jak podkreśla – obrażanie się na partnera oznacza, że nikt nie odtworzy zdolności produkcyjnej.

    Chińskie koncerny produkują samochody coraz lepsze. One są coraz doskonalsze. Europejczycy produkują takie, jak produkują i mówią, że są obrażeni na to, że w ogóle konkurencja im się na rynku pojawiła. Nie tędy droga – dodaje.

    Transport w kryzysie? Rynek się zmienia

    Hipś nie zaprzecza, że branża transportowa ma z czym się mierzyć. Towaru jest mniej, dochodzą kolejne kryzysy, a przede wszystkim brakuje kierowców – młodzi ludzie nie chcą wykonywać tego zawodu. Rozmówczyni rozróżnia jednak dwa typy kierowców. Ten, który codziennie chce spać w domu, zarabia i pracuje w niezbyt dobrych warunkach. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja wyspecjalizowanego kierowcy przewożącego nowe auta – to reprezentant firmy, który bierze auto prosto z fabryki, wiezie je przez Europę i musi oddać idealne, na czas. Tacy ludzie zarabiają, według niej, od dwudziestu kilku do trzydziestu tysięcy złotych brutto miesięcznie.

    Problemem są też stawki. Hipś mówi wprost, że polski rynek jest trochę zdumpingowany – we Francji czy Niemczech za kilometr płaci się lepiej niż w Polsce. W czasach kryzysu przewozy do Hiszpanii potrafiły kosztować kilka euro za kilometr, wielokrotnie więcej niż krajowe. Odpowiedzią, którą wypracował CLIP, jest transport intermodalny – „tiry na tory”.

    W tym modelu rodzinna firma nie musi utrzymywać kierowców na długodystansowe trasy. Naczepy pokonują pociągiem odległości rzędu tysiąca czy dwóch tysięcy kilometrów, a kierowca realizuje tylko krótki dojazd do terminala. Dzięki temu przedsiębiorca ogranicza koszty stałe i – jak podkreśla Hipś – przygotowuje się do obowiązkowej dekarbonizacji transportu, która czeka branżę w kolejnych latach.

    Skala imperium i wyzwania rynku

    CLIP Group to potęga: 700 tysięcy metrów kwadratowych budynków, 70 hektarów dachu, 1300 własnych pracowników i około 15 tysięcy miejsc pracy. Grupa posiada własne lokomotywy, licencje przewozowe oraz pociągi kursujące m.in. do Barcelony i Duisburga. Jedna z jej spółek, wyspecjalizowana w przewozie nowych samochodów, obsługuje 3000 dealerów i przywozi przynajmniej co drugie auto sprzedane w Polsce.

    Hipś zaznacza, że Polska pozostaje krajem wzrostowym, a rynek nowych aut rośnie rok do roku. Widzi jednak groźne tendencje – jak choćby to, że nową firmę chce założyć zaledwie trzy procent Polaków, podczas gdy jej zdaniem pożądany odsetek to kilkanaście lub dwadzieścia kilka procent. Najmocniej krytykuje nadmiar regulacji, który jeden z jej kolegów miał określić mianem „biegunki regulacyjnej”. Opisuje absurd, w którym przepisy traktują urodzajną warstwę gleby jako odpad, a działy compliance zatrudniają po kilkanaście etatów tylko po to, by pilnować bieżącej poprawności prawnej.

    Kobieta w męskiej branży

    Agnieszka Hipś sceptycznie odnosi się do feminatywów oraz do ustawowych kwot udziału kobiet w zarządach. Jej zdaniem takiego parametru nie da się osiągnąć z dnia na dzień przez dostawienie biurek – trzeba wcześniej przygotować „ławkę rezerwowych”. Zwraca też uwagę, że część kompetentnych kobiet świadomie nie chce awansu na stanowiska kierownicze, bo są matkami i opiekunkami, dla których najważniejszym „produktem w życiu” jest dziecko.

    Sama zarządza firmami razem z mężem, spędzając z nim całe dnie, a jej córka bywa w biurze. – To są ogromne kompromisy – wyjaśnia.

  • Prezydent podpisał ustawę o AI. Powstaje nowy nadzór i pierwsza w UE piaskownica

    Prezydent podpisał ustawę o AI. Powstaje nowy nadzór i pierwsza w UE piaskownica

    Prezydent Karol Nawrocki postawił pieczęć na ustawie o systemach sztucznej inteligencji. Nowe przepisy, podpisane 24 lipca 2026 roku, wprowadzają w Polsce jasne ramy nadzoru nad AI i zapowiadają powstanie organu kontrolnego, który będzie mógł nawet wycofać z rynku niebezpieczne algorytmy.

    Nowa komisja z szerokimi uprawnieniami

    Sercem nowego prawa będzie Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI). Ten niezależny organ, obsługiwany organizacyjnie przez Ministerstwo Cyfryzacji, dostaje w ręce potężne narzędzia. Komisja będzie sprawdzać, czy systemy AI na polskim rynku są zgodne z prawem i bezpieczne. Jeśli nie – będzie mogła je wycofać, ograniczyć ich używanie lub zablokować wprowadzenie na rynek.

    Sztuczna inteligencja może stać się ważnym narzędziem dla polskiej gospodarki, nauki i administracji. Nie możemy jednak ignorować zagrożeń: kradzieży tożsamości, fałszowania wizerunku, deepfake’ów czy wykorzystywania technologii do krzywdzenia dzieci i młodzieży – powiedział prezydent w komentarzu do swojej decyzji.

    Nawrocki podkreślił, że nie chodzi o wybór między innowacją a bezpieczeństwem. – Musimy wspierać innowacje, ale technologia zawsze musi służyć człowiekowi, a nie człowiek technologii – zaznaczył.

    Obywatele będą mogli składać skargi

    Ustawa nie pozostawia przeciętnego użytkownika bez ochrony. Do nowej komisji będzie można składać skargi, jeśli ktoś podejrzewa naruszenie przepisów o AI. Wprowadzona zostanie też lista zakazów oraz system kar za naruszenia. To odpowiedź na rosnącą falę deepfake’ów i kradzieży tożsamości.

    Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zwracał uwagę, że AI weszła już do każdego domu – od podpowiadania zakupów po decyzje o wakacjach. – Algorytmy w Polsce będą kontrolowane i będziemy je kontrolowali odpowiedzialnie – mówił.

    Koniec z inwigilacją reklamową i scoringiem społecznym

    Nowe przepisy mają też jasno odciąć się od najbardziej kontrowersyjnych praktyk. Minister Gawkowski wyjaśnił, że zmiany obejmują zakaz tzw. scoringu społecznego. Chodzi o sytuacje, w których kamery monitorujące mogłyby w czasie rzeczywistym analizować emocje przechodniów i wysyłać im spersonalizowane reklamy, np. suplementy diety.

    Nikt nie będzie mógł skanować twojego poruszania się po mieście po to, żeby w czasie rzeczywistym można było ci podsyłać informacje, reklamy albo w jakikolwiek sposób targetować twoje życie – powiedział Gawkowski.

    Obowiązkowe oznakowanie treści od AI

    W tym roku wejdzie w życie także nowy obowiązek: treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję będą musiały być wyraźnie oznakowane. Jak podkreślają przedstawiciele resortu cyfryzacji, to sukces polskiej delegacji w negocjacjach unijnych – termin wejścia w życie nie został przesunięty na przyszły rok.

    To jest pierwszy krok do przeciwdziałania dezinformacji wspieranej przez sztuczną inteligencję, kiedy użytkownik zobaczy jasny komunikat: „Drogi użytkowniku, to co widzisz zostało wygenerowane przez AI” – tłumaczył wicepremier.

    Piaskownica regulacyjna dla firm

    Nowe prawo ma też wspomóc rodzimy biznes. W ramach ustawy powstanie pierwsza w Unii Europejskiej piaskownica regulacyjna dla AI – specjalne środowisko testowe, w którym firmy, zwłaszcza małe i średnie, będą mogły bezpiecznie sprawdzać swoje innowacyjne rozwiązania.

    Według zapowiedzi resortu, piaskownica ma być gotowa w ciągu najbliższych trzech, czterech miesięcy. Po przejściu takiego testu przedsiębiorca będzie miał oficjalne potwierdzenie, że jego system jest bezpieczny i zgodny z przepisami. To ma ułatwić także klientom – zarówno firmom, jak i instytucjom – wybór sprawdzonych rozwiązań.

    Ustawa, którą wprowadzamy, nadzór i rozwój sztucznej inteligencji będzie szansą na to, żeby algorytmy rozwijały się bezpiecznie – podsumował Gawkowski.

    Prezydent, podpisując w piątek pięć ustaw, zaznaczył, że ta o AI zyskała „szerokie poparcie w parlamencie”. Ustawa ma uporządkować nadzór i pozwolić polskiej gospodarce korzystać z potencjału sztucznej inteligencji bez narażania obywateli na zagrożenia.

  • Już od czwartku: nowe unijne prawo do naprawy – dłuższa gwarancja i koniec blokad

    Już od czwartku: nowe unijne prawo do naprawy – dłuższa gwarancja i koniec blokad

    Już 31 lipca 2026 roku zaczyna obowiązywać unijna dyrektywa „Right to Repair” – czyli prawo do naprawy. To zmiana, która dotknie każdego, kto kiedykolwiek zastanawiał się, czy bardziej opłaca się naprawić zepsuty sprzęt, czy od razu kupić nowy.

    Co nowego dla konsumentów?

    Dyrektywa wprowadza dwa kluczowe udogodnienia. Po pierwsze, jeśli klient wybierze naprawę zamiast wymiany produktu, dostanie dodatkowe 12 miesięcy ustawowej ochrony. Po drugie, producentom nie wolno już będzie stosować blokad programowych ani zapisów umownych, które uniemożliwiają naprawę przez niezależne serwisy.

    Kilian Kaminski, współzałożyciel refurbed – internetowej platformy z odnowioną elektroniką – tłumaczy, że to koniec z celowym utrudnianiem życia warsztatom.

    Konsumenci, którzy wybiorą naprawę zamiast wymiany produktu, otrzymają dodatkowe 12 miesięcy ustawowego okresu ochrony, a producenci nie będą już mogli wykorzystywać blokad programowych ani zapisów umownych do uniemożliwiania napraw przez niezależne serwisy.

    Co obejmą przepisy w Polsce?

    Nad wdrożeniem unijnego prawa w naszym kraju pracuje UOKiK. Jak podawała „Rzeczpospolita”, regulacje mają objąć m.in.: pralki, zmywarki, odkurzacze, suszarki, telefony komórkowe, urządzenia chłodnicze, wyświetlacze, serwery, a także rowery i skutery elektryczne. Projekt ustawy – według tego samego źródła – ma trafić pod obrady rządu w trzecim kwartale 2026 roku.

    Rynek odnowionej elektroniki pnie się w górę

    Według Kiliana Kaminskiego wartość europejskiego rynku odnowionych smartfonów w 2026 roku wynosi już 8,5–10,5 mld euro. Powód? Nowe flagowe telefony kosztują regularnie ponad 1 tys. euro, a przepaść między ich ceną a budżetem konsumentów rośnie szybciej niż pensje. Jak dodaje Kaminski, różnica między „ceną nowego telefonu” a „kwotą, którą konsumenci mogą komfortowo wydać” zwiększa się w tempie szybszym niż wynagrodzenia.

    Polska jest tu rynkiem szczególnym. Jak podkreśla przedsiębiorca, popyt nad Wisłą jest około pięciokrotnie wyższy od prognoz firmy. W rozmowie z Business Insider Polska Kaminski stwierdził, że Polska jest jednym z najbardziej udanych debiutów rynkowych refurbed.

    To nie jest drobne odchylenie, lecz wyraźny sygnał: polscy konsumenci są gotowi na odnowioną elektronikę i nie traktują jej wyłącznie jako dodatkowej, „miłej” opcji – mówi Kilian Kaminski. – Mimo napiętych budżetów i obaw o rosnące koszty życia, chęć posiadania wysokiej jakości elektroniki wciąż jest ogromna.

    Co więcej, Europa Środkowo-Wschodnia, w tym Polska, to region, w którym koncentruje się duża część procesów odnawiania urządzeń. Polscy konsumenci są więc blisko miejsc, gdzie sprzęt jest faktycznie regenerowany, a nie tylko sprzedawany.

    Postulaty na lepsze prawo

    Kaminski ma też trzy konkretne pomysły na udoskonalenie implementacji dyrektywy w Polsce:

    • wprowadzenie przejrzystego limitu cen części zamiennych – np. najdroższa część nie może kosztować więcej niż 20% wartości produktu;
    • stworzenie wąskiej, precyzyjnej listy sytuacji, w których producent może zablokować naprawę (zamiast ogólnego wyjątku dotyczącego własności intelektualnej), przy czym ciężar dowodu spoczywa na producencie;
    • zapisanie w krajowych przepisach jednoznacznego zakazu parowania części i blokowania napraw.

    Nie tylko elektronika – zmiany także w motoryzacji

    Nowe unijne przepisy to nie tylko sprzęt domowy i telefony. Unia Europejska zmienia również zasady projektowania, naprawy i demontażu samochodów w ramach regulacji ELVR. Części nadające się do ponownego użycia lub regeneracji nie będą już automatycznie klasyfikowane jako odpady. To szansa dla polskich producentów i zakładów regeneracyjnych, ale też nowe obowiązki dokumentacyjne – producenci pojazdów, warsztaty i zakłady regeneracyjne będą musieli spełniać dodatkowe wymogi dotyczące dokumentacji. Nowe zasady mogą wzmocnić pozycję polskiej branży części motoryzacyjnych, która już teraz jest ważnym graczem w Europie.

    Co dalej?

    Unijna dyrektywa „Right to Repair” wchodzi w życie z końcem lipca. W Polsce czeka nas jeszcze finalizacja krajowych przepisów – rządowy projekt ma być gotowy do końca trzeciego kwartału 2026 roku. Tymczasem wartość rynku odnowionych smartfonów w Europie sięga już niemal 10,5 mld euro, a popyt w Polsce pięciokrotnie przewyższa prognozy – to wyraźny znak, że konsumenci są gotowi na naprawy i odnowiony sprzęt.

  • XTB rozbija bank. Ponad miliard złotych zysku w pół roku i rekordowa liczba klientów

    XTB rozbija bank. Ponad miliard złotych zysku w pół roku i rekordowa liczba klientów

    Polski broker XTB właśnie opublikował wyniki, które rozwiały wszelkie wątpliwości co do kondycji spółki. Drugi kwartał 2026 roku okazał się strzałem w dziesiątkę, a pierwsze półrocze przyniosło historyczny kamień milowy – zysk netto przekraczający miliard złotych.

    Wyniki, które przebiły oczekiwania

    Analitycy spodziewali się dobrego kwartału, ale skala zaskoczenia jest imponująca. Według danych zebranych przez agencję Bloomberg, rynek prognozował zysk netto w okolicach 345,3 mln zł, a górna granica przewidywań sięgała 401 mln zł. Tymczasem rzeczywisty wynik za okres od kwietnia do czerwca to aż 492,2 mln zł – czyli o ponad 42% więcej niż mediana prognoz i o ponad 90 mln zł powyżej najbardziej optymistycznych szacunków.

    Przychody operacyjne w drugim kwartale sięgnęły 992,6 mln zł, co jest wartością o niemal 20% wyższą od konsensusu. Zysk operacyjny wyniósł 572,6 mln zł, bijąc prognozy o ponad 36%. Co istotne, w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej zysk netto wzrósł aż o 207%.

    Historyczne półrocze – miliard na koncie

    Po sześciu miesiącach 2026 roku skonsolidowane przychody operacyjne XTB osiągnęły poziom blisko 2,09 mld zł, co oznacza wzrost o 79,7% rok do roku. Zysk operacyjny (EBIT) sięgnął 1,2 mld zł (wzrost o prawie 118%), a zysk netto – wspomniane 1,02 mld zł, co jest absolutnym rekordem w historii spółki (wzrost o 150,5% r/r).

    – Przekroczenie poziomu 1 mld zł zysku netto to dla całego XTB historyczny moment, ale nie traktujemy go jako zwieńczenia naszych ambicji – skomentował Omar Arnaout, prezes zarządu XTB. – To rezultat konsekwentnej realizacji strategii, której fundamentami są dotarcie do masowego klienta, rozwój oferty produktowej oraz budowa globalnej marki inwestycyjnej.

    Klienci napływają lawinowo

    W drugim kwartale broker pozyskał 333,3 tys. nowych klientów. Choć to nieco mniej niż w pierwszym kwartale (370 tys.), w całym pierwszym półroczu liczba nowych rachunków wyniosła 703 tys., co oznacza wzrost o 94,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Na dzień 28 lipca 2026 roku łączna baza klientów przekroczyła 2,9 miliona.

    Rekordowa była także liczba aktywnych klientów – w pierwszym półroczu zbliżyła się do 1,49 miliona, rosnąc o 74,5% rok do roku. Wartość aktywów klientów zgromadzonych na rachunkach na koniec czerwca przekroczyła 50,3 mld zł, z czego największą część stanowiły akcje (ponad 23,3 mld zł) oraz fundusze ETF (ponad 20 mld zł).

    Co napędza wyniki?

    Kluczowym motorem wzrostu pozostają kontrakty CFD, a w szczególności te oparte na towarach. W pierwszym półroczu odpowiadały one za 75,3% wyniku brutto z operacji na instrumentach finansowych, wobec zaledwie 33% rok wcześniej. Najbardziej dochodowe okazały się kontrakty CFD na złoto (prawie 40% wyniku) oraz na srebro (prawie 22%). Zarząd tłumaczy to wysoką zmiennością na rynkach surowcowych – w pierwszym kwartale dominowały metale szlachetne i ropa w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie, a w drugim kwartale kapitał inwestorów przesunął się w stronę rynku akcyjnego, zwłaszcza indeksu Nasdaq.

    Co ważne, rośnie też znaczenie innych segmentów. Wynik na pozostałych instrumentach finansowych (m.in. akcjach i ETF-ach) sięgnął blisko 83 mln zł, co oznacza wzrost o 129,6% rok do roku.

    Nowości i plany na przyszłość

    W pierwszym półroczu XTB wprowadziło szereg nowych funkcjonalności. Opcje kupna i sprzedaży są już dostępne dla klientów w Niemczech, Hiszpanii, Portugalii, Czechach i na Słowacji, a w Niemczech, Hiszpanii i na Słowacji uruchomiono nową wersję Planów Inwestycyjnych. W aplikacji pojawiły się też zaawansowane wykresy we współpracy z TradingView, wydłużone godziny handlu europejskimi akcjami i ETF-ami (od 7:30 do 22:00 dla blisko 1000 instrumentów) oraz Awaryjna Blokada Konta umożliwiająca natychmiastowe zablokowanie dostępu jednym przyciskiem.

    Spółka kontynuuje także prace nad obrotem kryptowalutami na rynku spot. Produkt jest już dostępny na Cyprze, a w trzecim kwartale 2026 roku planowane jest wprowadzenie go w Ameryce Łacińskiej, a następnie na wybranych rynkach europejskich.

    Perspektywy

    Mateusz Chrzanowski, analityk Noble Securities, który jeszcze przed publikacją wyników szacował zysk netto za drugi kwartał na około 403 mln zł, zwraca uwagę, że cały rok może zakończyć się zyskiem netto w okolicach 1,5 mld zł. Analityk podkreśla też, że baza klientów stale rośnie, co będzie wspierać wyniki nawet w okresach spokojniejszych rynków. XTB odpowiada dziś za około 80% nowych rachunków otwieranych w Polsce.

    Pierwsze dane za lipiec wskazują, że dobre tempo akwizycji jest utrzymywane – w ciągu pierwszych 28 dni broker pozyskał 92,8 tys. nowych klientów, co jest zgodne z celem zarządu na poziomie 250–290 tys. kwartalnie.

  • 100 tys. dolarów za szybszy dostęp do wpisów Trumpa. Eksperci: „To etycznie odrażające”

    100 tys. dolarów za szybszy dostęp do wpisów Trumpa. Eksperci: „To etycznie odrażające”

    Firma Donalda Trumpa, Trump Media & Technology Group (TMTG), ogłosiła, że od sierpnia uruchamia płatną subskrypcję o nazwie Truth API, która ma zapewnić wybranym klientom szybszy dostęp do postów z konta prezydenta USA. Cena? 100 tysięcy dolarów miesięcznie. Pomysł już wywołał ostrą krytykę ze strony polityków, regulatorów i ekspertów rynkowych.

    Czyja przewaga czasowa?

    Nowa usługa ma przede wszystkim trafić do firm zajmujących się handlem algorytmicznym, funduszy hedgingowych i banków inwestycyjnych – podmiotów, dla których każda milisekunda dostępu do informacji może być warta miliony. Jak wyjaśnił tymczasowy prezes TMTG Kevin McGurn, dotychczas takie firmy musiały ręcznie śledzić wpisy najbardziej wpływowych kont. Truth API ma tę lukę eliminować. – Rynki już ruszają się po postach na Truth Social – dodał, wyrażając nadzieję, że API stanie się „znaczącym, stałym źródłem dochodu” dla spółki.

    Konflikt interesów czy nowy biznes?

    Program od razu spotkał się z ostrą reakcją. Senator Partii Demokratycznej Ron Wyden zarzucił firmie, że handel dostępem do słów urzędującego prezydenta w praktyce wzbogaca inwestorów z Wall Street. Kathleen Clark z Washington University School of Law, cytowana przez Associated Press, nie pozostawiła suchej nitki na tym pomyśle: – To kolejny przypadek bezczelnej korupcji, niewłaściwego wykorzystania władzy rządowej w celu wzbogacenia się – oceniła.

    Głos w sprawie zabrali też polscy eksperci. Radoslav Kasík, współzałożyciel Finax, wskazał, że niezależnie od oceny amerykańskich regulatorów, rodzi się fundamentalne pytanie: czy komunikacja prezydenta demokratycznego państwa powinna być przedmiotem komercyjnej sprzedaży? – Z punktu widzenia zaufania do rynków kapitałowych oraz podstawowych zasad funkcjonowania demokracji odpowiedź powinna brzmieć jednoznacznie: nie – stwierdził Kasík.

    Co na to polski nadzór?

    Komisja Nadzoru Finansowego nie chce komentować sprawy. – KNF nadzoruje rynek w Polsce, nie będziemy komentować specyfiki rynku USA – powiedział rzecznik KNF Jacek Barszczewski.

    Asymetria informacyjna

    Eksperci zgodnie ostrzegają, że plany Truth Social stwarzają niebezpieczny precedens. Jakub Kubacki, członek zarządu XTB, podkreślił, że opłaty stanowią „niebezpieczny i nieetyczny precedens monetyzacji informacji państwowych”, tworząc sztuczną asymetrię informacyjną. Inicjatywa oferuje uprzywilejowany dostęp do źródła danych, co uderza w równe szanse inwestorów.

    Piotr Cieślak, dyrektor zarządzający ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, dodał, że wcześniejszy dostęp do potencjalnie cenotwórczych komunikatów może podważać zasadę równego dostępu do informacji. – Takie pomysły nigdy nie powinny być rozważane, tym bardziej, że wiele razy widzieliśmy, jak silnie wpisy prezydenta USA wpływały na rynki – skomentował.

    Prawo kontra etyka

    Choć abonament w wysokości 100 tys. dolarów miesięcznie może wydawać się absurdalnie drogi, w świecie handlu wysokich częstotliwości to stosunkowo niewielki wydatek. Największe banki inwestycyjne i fundusze hedgingowe inwestują rocznie setki milionów dolarów, by skrócić czas przesyłu danych o mikrosekundy.

    Grzegorz Zalewski, ekspert z DM BOŚ, zwrócił uwagę na skalę aktywności prezydenta. W ubiegłym roku Trump opublikował ponad sześć tysięcy postów, a wiele z nich w ciągu minut wpływało na notowania akcji, indeksów i surowców. Równocześnie zarządzający jego majątkiem przeprowadzili ponad dwadzieścia tysięcy transakcji na rynku. Redakcja CNN odnotowała przy tym kilkadziesiąt sytuacji, w których zakupy akcji wyprzedzały o kilka dni publikację pozytywnych wpisów prezydenta dotyczących tych samych spółek.

    Michael Hiltzik, publicysta „Los Angeles Times”, podsumował sprawę gorzko: – Trump nigdy nie był zwolennikiem równych szans. Sprzedawanie przez Trumpa Wall Street wczesnego dostępu do jego wpisów jest etycznie odrażające, ale może być zgodne z prawem.

    Reakcja Kongresu

    Przedstawiciele Kongresu USA zwrócili się do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) z wnioskiem o zbadanie, czy plany Truth Social nie naruszają federalnych przepisów dotyczących papierów wartościowych. Ostateczna ocena regulacyjna wciąż pozostaje w gestii amerykańskich organów.

    Usługa Truth API ma ruszyć 1 sierpnia, oferując szybszy dostęp do postów dziesięciu najpopularniejszych kont na platformie, z kontem prezydenta na czele.

  • Iran wystrzelił rakiety na siły USA. Trump obiecuje „solidne baty”

    Iran wystrzelił rakiety na siły USA. Trump obiecuje „solidne baty”

    We wtorek wieczorem doszło do gwałtownej eskalacji na Bliskim Wschodzie. Iran przeprowadził atak rakietowy na pozycje amerykańskich sił zbrojnych, ale wszystkie pociski balistyczne zostały przechwycone przez amerykańską obronę. Do zdarzenia doszło w trakcie trwających negocjacji między Waszyngtonem a Teheranem, a prezydent USA Donald Trump natychmiast zapowiedział ostrą odpowiedź.

    Atak z zaskoczenia – szczegóły operacji

    Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało, że irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wystrzelił wiele pocisków balistycznych z terytorium Iranu we wtorek o godz. 23.45 czasu polskiego (17:45 czasu wschodnioamerykańskiego). Celem miały być amerykańskie jednostki stacjonujące w regionie, a atak zaplanowano jako zaskoczenie.

    Wojsko USA potwierdziło, że wszystkie wystrzelone pociski zostały przechwycone. Nie ma doniesień o ofiarach ani stratach wśród sił amerykańskich. Portal Axios, powołując się na źródła w administracji USA, wskazał, że celem irańskiego uderzenia miała być baza w Jordanii. Była to pierwsza tego typu operacja rakietowa wymierzona w amerykańskie pozycje od piątku, kiedy prezydent Trump zawiesił regularne naloty na cele w Iranie.

    Axios, cytując źródła w Pentagonie, dodał, że między 1:30 a 2:30 nad ranem czasu lokalnego doszło do co najmniej dwóch oddzielnych ataków rakietowych na cele amerykańskie. Również w tym przypadku nikt nie ucierpiał. Trump, komentując wydarzenia w Fox News, podkreślił, że Irańczycy przeprowadzili atak z zaskoczenia – amerykańscy żołnierze mieli zaledwie kilka minut na zestrzelenie nadlatujących pocisków balistycznych. Prezydent obejrzał nagranie z tych działań i potwierdził, że to właśnie siły USA przeprowadziły operację obronną. Jak wyjaśnił, wszystko odbywało się w czasie rzeczywistym: podawano współrzędne celów i dbano, by żaden z nadlatujących irańskich pocisków nie przedostał się przez obronę.

    Trump zapowiada odwet

    Donald Trump nie pozostawił wątpliwości co do dalszych kroków Stanów Zjednoczonych. W rozmowie z Fox News prezydent ostro zareagował na nocny atak:

    „Skopiemy im tyłki. Uderzymy w nich z pełną siłą. Dostaną solidne baty.”

    Trump zaznaczył, że Irańczycy przeprowadzili atak z zaskoczenia i że amerykańskie wojsko musiało błyskawicznie reagować na nadlatujące zagrożenie. Jak dodał, siły USA utrzymują obecnie wysoki poziom gotowości bojowej i pozostają w stanie czujności.

    Kontekst: zawieszenie nalotów i rozmowy dyplomatyczne

    Atak rakietowy ze strony Iranu nastąpił zaledwie kilka dni po tym, jak Trump wstrzymał amerykańskie naloty na cele w Iranie. W poniedziałek prezydent oświadczył, że Waszyngton powróci do intensywnych działań wojskowych, jeśli negocjacje z Teheranem nie przyniosą oczekiwanych efektów. Trump wyjaśnił, że w piątek, po apelu państw pośredniczących w negocjacjach, zgodził się wstrzymać uderzenia na irańskie instalacje. Kraje te poprosiły go o danie szansy dyplomacji.

    Decyzja o wstrzymaniu nalotów okazała się jednak krótkotrwała w obliczu nowej agresji. Trump zapowiedział, że odpowiedź USA będzie „pełną siłą”, choć na razie nie podał konkretnych terminów ani planowanych działań. Tymczasem CENTCOM potwierdza, że amerykańskie siły w regionie pozostają w stanie najwyższej gotowości bojowej i są gotowe natychmiast zareagować na kolejne zagrożenia.

    Obecnie nie wiadomo, kiedy i w jaki sposób Waszyngton odpowiedziałby na wtorkowy atak. Prezydent Trump zapowiedział jednak, że odpowiedź nadejdzie i będzie zdecydowana.

  • Fiskus, ZUS i PIP łączą siły. Eksperci ostrzegają przed chaosem dla firm

    Fiskus, ZUS i PIP łączą siły. Eksperci ostrzegają przed chaosem dla firm

    Od 8 lipca 2026 r. w życie weszły nowe, rewolucyjne zasady wymiany danych pomiędzy trzema kluczowymi instytucjami – Państwową Inspekcją Pracy (PIP), Zakładem Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) oraz Krajową Administracją Skarbową (KAS). Porozumienie podpisane 7 lipca przez szefów tych urzędów oznacza, że negatywna decyzja PIP dotycząca umowy zlecenia czy kontraktu B2B może być dopiero początkiem prawdziwych problemów.

    Głównym celem nowego systemu jest lepsze egzekwowanie składek i podatków. Instytucje będą wymieniać się danymi, co ma pozwolić na skuteczniejszą weryfikację, czy od wynagrodzeń odprowadzane są należne daniny publiczne. Jak poinformował sam prezes ZUS Liwiusz Laska, na starcie z PIP przekazano już ponad 16 tys. rekordów dotyczących nakazów zapłaty zaległych pensji czy nadgodzin.

    „Pozwala nam to zweryfikować, czy od tych należności zostały odprowadzone składki” – tłumaczy Laska w rozmowie z DGP. Dodał, że inspekcja pracy będzie także informować ZUS o wyrokach sądowych i decyzjach, co pozwoli lepiej identyfikować tak zwane firmy-widma oraz podmioty zatrudniające wyłącznie na umowach cywilnoprawnych.

    Jak to działa w praktyce?

    Eksperci zwracają uwagę, że sama decyzja PIP może być jedynie początkiem problemów zarówno dla pracowników, jak i firm. Decyzja o przekwalifikowaniu umowy działa tylko na przyszłość, ale informacje o ustaleniach z kontroli trafią również do ZUS i urzędu skarbowego. Każda z tych instytucji może wszcząć swoje odrębne postępowania.

    „Dlatego kluczowe jest to, jak te instytucje będą wymieniać się danymi. Reguluje to porozumienie podpisane 7 lipca 2026 r. między PIP, ZUS i KAS oraz ustawy” – mówi Izabela Leśniewska, doradca podatkowy z ALO-2.

    Oznacza to, że w praktyce po niepomyślnej dla przedsiębiorcy kontroli PIP, sprawą mogą zająć się równolegle ZUS i fiskus, żądając dopłat do podatków i składek na ubezpieczenia społeczne.

    Prezes ZUS: Pełne oskładkowanie to zachęta do etatu

    Prezes ZUS w swoich wypowiedziach nie ukrywa, że takie działania to element większej strategii. Jego zdaniem „prostą zachętą” do przechodzenia na etat jest pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych i likwidacja odrębności.

    „Pracodawcy optymalizują koszty, a potem pracownicy dziwią się, że dostają świadczenia o 1000 zł niższe. To szczególnie dotyka kobiety z powodu luki emerytalnej” – zwraca uwagę Laska.

    ZUS uspokaja: Wypłaty świadczeń bez zagrożenia

    Prezes ZUS zapewnia, że mimo nowych zadań, nie ma zagrożenia dla wypłat emerytur i innych świadczeń. „Wszystko działa. Mamy zagwarantowane środki i nie ma zagrożeń, jeśli chodzi o wypłaty” – podkreśla.

    W tle nowych przepisów toczy się natomiast spór zbiorowy wewnątrz samego ZUS. Prezes Laska ujawnił, że pierwsze rokowania z pracownikami odbyły się 15 i 16 lipca, a kolejne są zaplanowane na sierpień. Pracownikom zaproponowano 220 zł miesięcznej podwyżki na osobę, co wraz z pochodnymi daje realnie ponad 300 zł. Propozycja obejmuje także natychmiastową wypłatę 4 tys. zł oraz wyrównanie za siedem miesięcy, co może dać jednorazowy zastrzyk rzędu 5540 zł jeszcze w lipcu. Laska zwraca uwagę, że sam Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy kosztuje Zakład 1,34 mld zł rocznie, ale generuje ogromne korzyści dla załogi.

    Dla polskich przedsiębiorców i pracowników nowe przepisy oznaczają jedno – era dzielenia pracy na etaty, zlecenia i B2B staje się coraz bardziej ryzykowna, a wymiana informacji między instytucjami będzie nieubłagana.