Blog

  • 4000 BTC w 60 minut. Tak klienci Bitget zareagowali na atak za 388 mln USD

    4000 BTC w 60 minut. Tak klienci Bitget zareagowali na atak za 388 mln USD

    W pierwszej godzinie po wznowieniu wypłat Bitcoinów z Bitget klienci wypłacili z giełdy ponad 4 tys. BTC. Ich wartość przekraczała 334 mln dolarów. To była pierwsza, gwałtowna reakcja na atak, w którym hakerzy wyprowadzili z gorących portfeli kryptowaluty warte około 388 mln dolarów.

    Atak miał miejsce 24 września. Bitget wstrzymał wtedy wypłaty i przywracał je etapami. Zgodnie z opublikowanym harmonogramem wypłaty BTC wznowiono 28 września.

    Fala wypłat

    W poniedziałkowym wpisie w serwisie X dyrektor generalna Bitget Gracy Chen podała, że giełda przetworzyła 9585 zleceń wypłat obejmujących łącznie 4098 BTC. W rozmowie z Bloomberg Television mówiła, że wypłaty „mocno się dziś ustabilizowały”, a większość z setek milionów dolarów wypłaconych w Bitcoinie przypadła na pierwszą godzinę po ponownym uruchomieniu funkcji.

    Giełda początkowo szacowała straty na około 351,6 mln dolarów. Po dokładniejszym przeanalizowaniu transferów, w tym aktywów przeniesionych w sieciach Zcash i Tron, podniosła szacunek do około 387,5–388 mln dolarów. Zastrzegła przy tym, że korekta nie oznacza nowych nieautoryzowanych transferów.

    Jak doszło do włamania?

    Bitget twierdzi, że hakerzy nie przejęli kluczy prywatnych, a środki w zimnych portfelach pozostały nienaruszone. Według giełdy napastnicy wykorzystali podatność w produkcie bezpieczeństwa dostarczanym przez zewnętrzną firmę, zdobyli dane uwierzytelniające do wewnętrznych systemów, a następnie wysyłali sfałszowane polecenia wypłat, które ominęły mechanizmy kontroli ryzyka.

    Firma zapewniła, że luka została usunięta i po opanowaniu incydentu nie odnotowano kolejnych nieautoryzowanych transferów. W dochodzeniu uczestniczyły firmy Mandiant i SlowMist; ich niezależne analizy wskazały na kompromitację zewnętrznych produktów bezpieczeństwa jako źródło nieautoryzowanego dostępu.

    Bitget przekazał też, że sposób przeprowadzenia ataku był „wysoce spójny ze znanymi schematami działania północnokoreańskich organizacji hakerskich”. Chen zwracała uwagę na podobieństwa w zachowaniu adresów IP i operacjach w sieciach blockchain. Korea Północna odrzuca takie oskarżenia, a zachodnie władze i firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem od lat przypisują północnokoreańskim grupom ataki na platformy kryptowalutowe. W 2025 roku północnokoreańskim hakerom przypisywano między innymi kradzież około 1,5 mld dolarów z giełdy Bybit.

    Fundusz Ochrony i rezerwy

    Bitget zapowiedział, że uzupełni Fundusz Ochrony własnymi środkami. Bloomberg informował, że po ataku jego wartość spadła poniżej 200 mln dolarów, podczas gdy przed incydentem wynosiła 464 mln dolarów. Giełda określiła zdarzenie jako pierwszy tego typu incydent bezpieczeństwa od ośmiu lat.

    Po ataku Bitget opublikował kolejną aktualizację dowodu rezerw. To 47. publikacja od uruchomienia inicjatywy w grudniu 2022 roku. W migawce z 29 września ogólny wskaźnik rezerw wyniósł 131%, a dla samego BTC – 142%. Raport objął 19 aktywów i dla każdego z nich wskaźnik przekraczał 100%. Najwyższy był dla NEAR (181%), przed XAUT (172%), USDGO (169%), SOL (157%) i ADA (155%). Dla ETH wyniósł 110%, dla USDT i XRP po 107%, a dla BNB 104%. We wrześniu giełda rozszerzyła raport z czterech kryptowalut do 19.

    Giełda podkreśla, że dowód rezerw pokazuje relację rezerw do sald użytkowników objętych raportem, a Fundusz Ochrony to dodatkowe zabezpieczenie finansowe na wypadek określonych strat.

    „Dowód Rezerw ma największe znaczenie wtedy, gdy użytkownicy chcą sami zobaczyć liczby” – mówiła Chen.

    Kwartalne straty sektora

    Atak na Bitget był największym pojedynczym incydentem III kwartału 2026 roku w danych firmy CertiK zajmującej się bezpieczeństwem blockchain. CertiK oszacowała łączne straty sektora na 1,27 mld dolarów, wobec 819,4 mln dolarów w II kwartale, co oznacza wzrost o 54,4%. Liczba odnotowanych incydentów wzrosła z 219 do 249, a atak na Bitget odpowiadał za ponad 30% strat kwartału.

    We wrześniu CertiK naliczyła około 772,4 mln dolarów strat. Około 273 mln dolarów udało się zamrozić lub odzyskać, więc skorygowana wartość strat wyniosła około 495,3 mln dolarów. Dominowały exploity: w 60 przypadkach odpowiadały za około 737,6 mln dolarów, czyli blisko 96% strat miesiąca. Do innych dużych incydentów kwartału CertiK zaliczyła exploit Liquid Network o wartości około 319 mln dolarów, atak na Tectonic za około 120 mln dolarów oraz kradzież związaną z Coldcard za około 112,7 mln dolarów.

  • Kopalnie pukają do elektrowni po wyższe ceny węgla. Energetyka: listy już mamy

    Kopalnie pukają do elektrowni po wyższe ceny węgla. Energetyka: listy już mamy

    Polska energetyka dostała zaproszenia do rozmów o wyższych cenach węgla. Polskie kopalnie, w tym Polska Grupa Górnicza (PGG) i LW Bogdanka, zaczęły wysyłać do kontrahentów sygnały o chęci renegocjacji cen i warunków dostaw na bieżący sezon grzewczy. Dołączył do nich Południowy Koncern Węglowy (PKW), dawniej Tauron Wydobycie. Enea i PGE potwierdzają, że takie pisma do nich trafiły.

    Sprawa ujrzała światło dzienne w połowie września, gdy na XXX Forum Ciepłowników Polskich mówił o niej były prezes Orlen Termiki Andrzej Gajewski. Wskazywał wtedy na ryzyko niedoborów węgla tej zimy i porównywał zachowanie kopalń do zimy 2022/2023, gdy grożono wypowiadaniem umów lub niepełną realizacją kontraktów. Obawiał się powtórki podobnych scenariuszy.

    Co mówią elektrownie?

    Potwierdzenie przychodzi też od Enea Power&Gas Trading.

    Potwierdzamy pojawienie się takich pism, zaproszeń do rozmów. Aktualnie jesteśmy w fazie przygotowań do negocjacji i zobaczymy, jaki będzie ich efekt – mówił Rafał Soja, prezes Enea Power&Gas Trading, podczas konferencji wynikowej.

    Soja dodał, że Enea zakłada realizację zakontraktowanych cen węgla i przychodów ze sprzedaży energii w tym roku, a rozmowy o kontraktacji na przyszły rok mają być finalizowane pod koniec października lub w listopadzie.

    Potwierdzenie płynie też z PGE, największej spółki energetycznej w kraju. Dariusz Lubera, prezes PGE, przyznaje, że spółka dostała pismo od PGG i nie odmawia rozmów, ale na obecnym etapie nie oznacza to zmian w kontraktach. PGE pozostaje największym odbiorcą węgla kamiennego od PGG.

    Kopalnie tłumaczą się rynkiem

    Branża tłumaczy to zmianami otoczenia rynkowego i rosnącymi cenami węgla na świecie. Żadna z górniczych firm nie potwierdziła wprost wysłania listów. PGG podaje jedynie, że pozostaje w stałym kontakcie z klientami i prowadzi rozmowy o cenach dla dostaw bieżących i przyszłych. Dodaje, że na dzień zawarcia umowy ceny odzwierciedlają warunki rynkowe, a kwestie zmian kontraktów rozpatruje indywidualnie.

    LW Bogdanka nie ujawnia szczegółów korespondencji, ale zapewnia, że analizuje rynek i dostosowuje warunki handlowe do sytuacji. PKW przyznaje, że negocjacje prowadzi cały czas, a obecne odchylenia cen kontraktowych od rynku wiąże z konfliktem na Bliskim Wschodzie.

    Analitycy: podwyżki tak, ale umiarkowane

    Michał Sztabler z Noble Securities ocenia, że zrywanie długoterminowych umów przez kopalnie jest mało prawdopodobne. Powód? Wspólny państwowy właściciel i długoterminowy charakter relacji. W przeszłości wieloletnie umowy łagodziły wahania rynku: gdy światowe ceny były niskie, polski surowiec bywał relatywnie droższy, a gdy wysokie – relatywnie tańszy. Uważa, że presja cenowa to element negocjacji, które prawdopodobnie zakończą się umiarkowanym wzrostem cen – mniejszym, niż chciałyby kopalnie.

    Analityk zwraca też uwagę, że relacja ma drugą stronę: jeśli światowe ceny węgla spadną, energetyka może być skłonna kupować mniejsze wolumeny.

    Czy droższy węgiel przełoży się na wyższe ceny prądu w przyszłym roku? Według Sztablera to mało prawdopodobne, bo spółki sprzedażowe w znacznym stopniu zakontraktowały już wolumen energii na przyszły rok. Efekt podwyżek mógłby być widoczny dopiero w kontraktach z dostawą za 2-3 lata.

    Dla gospodarstw domowych: opał już droższy

    Równolegle na rynku detalicznym widać sezonowe podwyżki. W kraju ponad 3,5 mln gospodarstw domowych ogrzewa się kotłami na paliwa stałe, w tym na węgiel. Według rządowej porównywarki ciepło.gov.pl na początku października 2026 r. najtańszy węgiel luzem kosztuje od około 1300 zł za tonę, wobec 1150-1200 zł w sierpniu. Węgiel workowany i big bag to wydatek 1550-1700 zł za tonę, a ekogroszki i produkty premium w składach opałowych potrafią kosztować 2000-2260 zł za tonę. W marketach budowlanych za workowany opał trzeba zapłacić od około 1750 do ponad 2100 zł za tonę.

    Na cenę wpływają rodzaj i jakość paliwa, kaloryczność, zawartość popiołu i siarki, sposób sprzedaży oraz odległość od kopalni – transport potrafi podnieść koszt nawet o kilkaset złotych na tonie. Popyt jest największy od września do listopada, a jeśli utrzyma się na wysokim poziomie, dalsze podwyżki są możliwe, zwłaszcza w przypadku opału workowanego i węgla premium. Import z Kazachstanu i Kolumbii pomaga uzupełniać polskie zasoby, choć najtańsze produkty są coraz trudniej dostępne.

    Zapasy samych kopalń są przy tym skromne: we wrześniu PGG miało w magazynach ok. 0,8 mln ton, Bogdanka 0,4 mln ton, a PKW mniej niż 0,1 mln ton.

  • Obajtek ma plan: fuzje państwowych gigantów i tańsza energia o 35 proc.

    Obajtek ma plan: fuzje państwowych gigantów i tańsza energia o 35 proc.

    Daniel Obajtek, były prezes Orlenu, przedstawił na kongresie gospodarczym PiS plan przebudowy polskiej gospodarki. Jego zdaniem potrzeba już nie diagnoz, lecz szybkich decyzji inwestycyjnych. Chce fuzji spółek Skarbu Państwa, obniżenia cen energii o około 35 proc.i utworzenia państwowej agencji węglowej.

    Państwo jako koncern

    Obecne spółki Skarbu Państwa są – według Obajtka – zbyt małe, rozdrobnione i za słabe finansowo. Dlatego proponuje dalszą konsolidację w energetyce, logistyce, transporcie kolejowym, produkcji oraz sektorze bankowo-ubezpieczeniowym. Docelowo w Polsce zostałoby tylko dwie duże państwowe grupy energetyczne. „Trzeba dalej prowadzić proces łączenia spółek Skarbu Państwa” – mówił. Konsolidacja ma sprawić, że polski sektor finansowy obsłuży strategiczne projekty. Przy finansowaniu bałtyckiej farmy wiatrowej żaden polski bank nie mógł postawić kapitału nawet na 4–5 mld zł, a chodzi o inwestycje warte około 300 mld zł. „Pokażcie mi instytucję finansową w Polsce, która może zapewnić taki kapitał i takie gwarancje. Nie ma takiej instytucji” – argumentował. Chce też połączenia branży nawozowej z Orlenem, bo dzięki własnemu gazowi koncern mógłby stabilizować koszty produkcji nawozów i wzmacniać bezpieczeństwo żywnościowe. „Orlen ma klucze do stabilizacji cen nawozów” – wskazał.

    Prywatny kapitał bez prywatyzacji

    Obajtek zastrzegł, że nie chodzi o prywatyzację. Proponuje spółki celowe z udziałem największych polskich przedsiębiorców, niemal po połowie. „Kapitał prywatny nie może uczestniczyć tylko w małych i średnich spółkach. Powinien wejść do dużych inwestycji” – argumentował. W rękach prywatnych jest ponad 500 mld zł, które mogłyby wesprzeć wielkie projekty infrastrukturalne i energetyczne. Proponuje też łączenie około 300 małych państwowych spółek z prywatnymi firmami o podobnym profilu. Efektem miałyby być średnie firmy zdolne konkurować w Europie, szybsze decyzje i większa stabilność projektów mimo zmian politycznych.

    Obniżka cen energii o 35 proc.

    Najbardziej nośną obietnicą jest spadek cen energii o około 35 proc. Obajtek chce m.in. przebudowy systemu handlu energią, zmian w finansowaniu rynku mocy i ograniczenia udziału instytucji finansowych w unijnym ETS. Proponuje też rozdzielenie rynku OZE od paliw kopalnych, by zielona energia nie była wyceniana według najdroższego gazu czy węgla. „Nie może być tak, że ceny energii z OZE są wyrównywane do cen gazu albo węgla. To są obniżki cen energii rzędu 35 proc., które musimy błyskawicznie zastosować” – deklarował. „Nie będziemy mieli silnej gospodarki, jeżeli nie będziemy mieli taniej energii” – dodał. Jednocześnie zaznaczył, że z ETS nie da się wyjść z dnia na dzień, bo uprawnienia do emisji są papierami wartościowymi. Na przejście proponuje korytarz cenowy i wykluczenie instytucji finansowych z tego rynku.

    Agencja dla węgla i szybsze urzędy

    Kopalnie i elektrownie węglowe miałyby trafić do państwowej agencji, która nie musi maksymalizować zysku, lecz ma zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Finansowanie pochodziłoby m.in. z 20 proc. dywidend spółek Skarbu Państwa. Pieniądze poszłyby na remonty bloków, modernizację kopalń i ewentualnie budowę nowych jednostek. Obajtek ostrzegł, że około 2030 r. Polsce może zabraknąć stabilnych mocy. Postuluje też jeden resort odpowiedzialny za energetykę i specjalną ustawę dla kluczowych projektów. Obajtek chce także radykalnie przyspieszyć procedury. Teren pod strategiczną fabrykę miałby być uzbrojony w przyłącze energetyczne w sześć miesięcy, a urzędy – 30 dni na decyzje. Za przekroczenie terminów odpowiadałby finansowo kierownik jednostki. Zamówienia publiczne należy jego zdaniem przebudować tak, by wspierały polskich producentów – podobnie jak w Niemczech i Francji. Zmiany objęłyby też mniejszościowe spółki Skarbu Państwa, które dziś rządzą się własnymi regulaminami zakupowymi.

    Biogaz, CIT i CPK

    W wystąpieniu padł też pomysł natychmiastowego utworzenia Funduszu Rozwoju Biogazu i Biometanu. W Niemczech działa około 9 tys. biogazowni, w Polsce – około 200. Koncerny energetyczne mogłyby bezpośrednio podpisywać z rolnikami umowy na rzepak i inne surowce do produkcji biokomponentów, nawet pięcioletnie. Obajtek zaproponował również rozważenie zastąpienia CIT podatkiem od obrotu, ale zastrzegł, że to nie gotowe rozwiązanie, lecz temat do analiz. Do inwestycji wartych kontynuacji zaliczył Centralny Port Komunikacyjny, elektrownie jądrowe, małe reaktory SMR, rozbudowę portów i budowę centrów danych. „Wielkie państwo planuje inwestycje na dekady. Małe państwo planuje je pod kalendarz wyborczy” – mówił. „Możemy zbudować silną gospodarkę Trójmorza” – podsumował.

  • GPW żegna UTP i wita WATS. Inwestorzy muszą złożyć zlecenia od nowa

    GPW żegna UTP i wita WATS. Inwestorzy muszą złożyć zlecenia od nowa

    Koniec ery UTP

    Już w poniedziałek 5 października warszawska giełda przełączy się na WATS – pierwszy system transakcyjny zbudowany w całości przez polskich inżynierów. To czwarty system transakcyjny w historii GPW. Dotychczasowy UTP, używany od kwietnia 2013 r. na licencji NYSE Euronext, po ponad 13 latach przechodzi do historii.

    GPW podkreśla, że stawia na pełną transparentność. Przygotowano scenariusze awaryjne na wypadek błędów i zakłóceń: start notowań może zostać opóźniony, jeśli po stronie członków giełdy pojawią się trudności techniczne, a przy poważnym incydencie obrót może zostać zawieszony. W skrajnym przypadku przewidziano czasowy powrót do UTP.

    Mamy już pomysły, jak go rozwijać. Daje bardzo duże możliwości zwiększenia wydajności i przepustowości.
    — Maciej Krzysztoszek, rzecznik GPW

    Zlecenia do ponownego złożenia

    Najważniejsza praktyczna zmiana dla inwestorów: po zakończeniu sesji 2 października automatycznie anulowane zostaną wszystkie dyspozycje, które nadal będą aktywne. To także oferty z odległym terminem ważności, o których wielu graczy mogło już zapomnieć. Kto chce, by jego zlecenia kupna lub sprzedaży czekały w arkuszu 5 października, musi złożyć je od nowa – na przykład przez eMaklera, mInvestora albo PKO supermaklera.

    Kluczowe będą pierwsze cztery sesje. Do 8 października możliwy jest powrót do starego systemu, ale potem droga odwrotu się zamyka.

    W piątek 9 października, po udanych sesjach 5-8 października, powrót do UTP nie będzie możliwy, będziemy wtedy mieli WATS na stałe.
    — Krzysztof Niemiec, szef zespołu sesji giełdowych wydziału notowań GPW

    Co nowego w handlu?

    Nowa platforma ma wyraźnie więcej mocy. WATS przetworzy 100 tys. zleceń na sekundę wobec 20 tys. w UTP, a opóźnienie realizacji ma spaść z 650 do 50 mikrosekund. Dzienna przepustowość sięgnie 300 mln operacji, z możliwością skalowania do 1 mld.

    Zmieni się też rytm sesji. Handel podzielono na fazę aukcji, notowania ciągłe, aukcję zamknięcia i dogrywkę. Otwarcie i zamknięcie nie będą następować punktualnie o 9:00 i 17:00, lecz w losowanym momencie – odpowiednio między 9.00.00 a 9.00.30 oraz 16.59.30 a 17.00.00. Moment ustalenia kursu będzie losowany osobno dla każdego instrumentu, co ma ograniczać znaczenie zleceń składanych lub wycofywanych w ostatnich sekundach aukcji i wspierać równe zasady dostępu do rynku. Dogrywka po aukcji zamknięcia potrwa 300 sekund i pozwoli składać zlecenia z dowolnym limitem, realizowane według kolejności przyjęcia.

    W fazach aukcji pełny arkusz zleceń pozostanie ukryty. Inwestorzy zobaczą jedynie teoretyczny kurs otwarcia (TKO) i teoretyczny wolumen otwarcia (TWO). Pojawią się też automatyczne widełki cenowe: 40 proc. dla spółek z WIG20 i 50 proc. dla pozostałych papierów.

    Nowe zasady dla zleceń

    Z oferty znikną zlecenia typu PEG. Do dyspozycji pozostaną LIMIT, PKC, PCR, STOP i WUJ. Największe zmiany dotyczą popularnych zleceń PKC i PCR, które służą do szybkiego zawierania transakcji bez limitu ceny. W nowym systemie będą realizowane natychmiast w możliwym zakresie albo anulowane – ich niezrealizowana część nie zostanie w arkuszu jako oczekująca.

    Podczas aukcji PKC i PCR będzie można składać wyłącznie z oznaczeniami WNF (ważne na fixing) i WNZ (ważne na zamknięcie). W notowaniach ciągłych zlecenia te będzie można składać wyłącznie z oznaczeniami WIA (wykonaj i anuluj) oraz WLA (wykonaj lub anuluj).

    WATS wprowadza też wyższe limity wartości pojedynczego zlecenia. Na rynku kasowym to 50 mln zł dla akcji z WIG20, 30 mln zł dla mWIG40 i 10 mln zł dla pozostałych walorów, a dla instrumentów pochodnych 75 mln zł. Przekroczenie limitu będzie skutkować automatycznym odrzuceniem zlecenia.

    Co o zmianie sądzą zarządzający?

    Dawid Czopek z WhiteBerg TFI ocenia, że z punktu widzenia strony kupującej to nie jest gigantyczna zmiana. Jego zdaniem system poprawia płynność, a losowe zamknięcie jest znane z rynków zachodnich; dochodzą też techniczne szczegóły, jak brak możliwości składania zleceń PKC w trakcie sesji.

    Artur Włoch z Alior TFI zwraca uwagę, że WATS będzie wykorzystywany także do publikacji wycen instrumentów finansowych notowanych na GPW. Gdyby wdrożenie tej funkcji napotkało komplikacje, w grę mogą wchodzić m.in. konieczność zapewnienia płynności funduszy, problemy z wiarygodną wyceną, a w konsekwencji zawieszenie zbywania jednostek uczestnictwa lub korekta wycen.

    Cała zmiana ma też wymiar prestiżowy. Od września 2027 r. agencja S&P Dow Jones Indices ma klasyfikować Polskę jako rynek rozwinięty. GPW chce do tego grona dołączyć z systemem, który technologicznie nie odstaje od największych parkietów świata.

  • Trzebinia nie znika z mapy energetycznej. Tauron rusza z transformacją Sierszy za 3,5 mld zł

    Trzebinia nie znika z mapy energetycznej. Tauron rusza z transformacją Sierszy za 3,5 mld zł

    Tauron rusza z transformacją Elektrowni Siersza w Trzebini. Węglowa lokalizacja ma zostać stopniowo przekształcona w nowoczesny ośrodek energetyczny, a kluczowe decyzje korporacyjne już zapadły. Spółka analizuje portfel obejmujący do siedmiu projektów, który może oznaczać do 800 MW nowych mocy i łączne nakłady rzędu 3,5 mld zł. Realizacja poszczególnych przedsięwzięć zależy jednak od warunków regulacyjnych, administracyjnych i ekonomicznych.

    Najpierw decyzje, potem inwestycje

    Grupa Tauron już wiosną informowała, że w sprawie nowych źródeł energii w działających obecnie węglowych lokalizacjach zapadły wiążące decyzje korporacyjne. Chodzi o zgodę na przejście do etapu planowania, a następnie do etapu realizacji. Jak tłumaczyła spółka, zatwierdzony plan dotyczy lokalizacji Jaworzno, Trzebinia (Siersza), Łaziska i Łagisza. Te decyzje to jednocześnie zobowiązanie, że po wygaszeniu starszych bloków węglowych w tych miejscach powstaną nowe inwestycje. Pierwszym miejscem, które weszło w proces transformacji, było Jaworzno. Teraz przyszedł czas na Trzebinię.

    Węgiel w Sierszy jeszcze nie odchodzi

    Choć transformacja rusza, węglowe bloki w Sierszy nie znikną z dnia na dzień. Prezes Grupy Tauron Grzegorz Lot przekazał, że będą pracować na obecnych zasadach co najmniej do końca 2027 r. Spółka chce wystartować w kolejnej aukcji rynku mocy, co pozwoliłoby utrzymać je także w 2028 r. Lot widzi też realne przesłanki do wydłużenia pracy jednostek nawet do 2030 r., choć to zależy od regulacji krajowych i unijnych.

    „Dziś możemy powiedzieć jasno: bloki węglowe w Elektrowni Siersza będą pracować na obecnych zasadach co najmniej do końca 2027 roku. Naszym celem jest uzyskanie kontraktu w kolejnej aukcji rynku mocy, co pozwoliłoby na ich funkcjonowanie również w 2028 roku” – mówił prezes Grzegorz Lot.

    Jak dodał, potrzeba utrzymania takich mocy w systemie jest dostrzegana przez operatora systemu przesyłowego, a rola Sierszy dla bezpieczeństwa energetycznego kraju pozostaje istotna.

    Co powstanie w Trzebini?

    Najbardziej przesądzonym elementem nowego rozdziału jest magazyn energii. Tauron ma już warunki przyłączenia i deklaruje, że magazyn o mocy 80 MW powstanie do 2030 r. Obok ma stanąć duża farma fotowoltaiczna. Prezes zapewnił, że pracownicy elektrowni zachowają zatrudnienie i będą obsługiwać nowe instalacje.

    Strategicznym projektem jest natomiast nowa elektrownia gazowa. Tauron chce postawić w Sierszy jednostkę o mocy ok. 630 MW, która po 2030 r. mogłaby stać się głównym źródłem wytwórczym w tej lokalizacji. Wartość tego projektu to ok. 2 mld zł, a jego realizacja będzie możliwa na początku kolejnej dekady, jeśli utrzymają się mechanizmy wsparcia dla takich inwestycji.

    W planach jest też analiza budowy instalacji termicznego przekształcania odpadów, która mogłaby produkować energię z odpadów komunalnych. Tauron szuka partnerów i rozmawia o modelach finansowania. Mowa także o rekultywacji terenów po składowiskach, przygotowaniu terenów inwestycyjnych i przyciągnięciu inwestorów przemysłowych i technologicznych, w tym potencjalnie centrów danych. Spółka bada również możliwość wykorzystania istniejących jednostek po 2030 r., na przykład z biomasą lub amoniakiem.

    Siedem projektów, ale nie wszystko na pewno

    Łącznie Tauron mówi o siedmiu projektach na różnych etapach i łącznej wartości ok. 3,5 mld zł. Prezes zastrzega, że nie wszystkie muszą zostać zrealizowane. Jeśli pozwolą na to regulacje i samorząd będzie współpracował, spółka chce wdrożyć jak najwięcej z tego pakietu.

    Szerszy plan transformacji

    Kontekstem dla Trzebini są deklaracje z konferencji Energy Days w Katowicach. Prezes Taurona wyjaśniał tam, że koncern wybrał cztery lokalizacje dotychczasowej energetyki konwencjonalnej z myślą o sprawiedliwej transformacji. Nowe gazowe źródła – silniki i turbiny OCGT – nie mają zastępować węgla, lecz uzupełniać odnawialne źródła i magazyny energii.

    Tauron podkreślał też, że jego dotychczasowe jednostki konwencjonalne klasy 200 MW wygrały aukcje mocy dla wszystkich jednostek wystawionych na 2027 r. W ocenie prezesa istnieją mechanizmy na poziomie UE, które mogą pozwolić na komercyjne wydłużenie ich pracy na lata 2029–2030. Każda z tych jednostek ma być gotowa startować w aukcjach na 2028 r.

    Na razie Tauron deklaruje, że Trzebinia pozostanie ważnym ośrodkiem energetycznym i przemysłowym, a pracownicy elektrowni znajdą zatrudnienie przy nowych instalacjach. W Sierszy najbliższym celem jest uzyskanie kontraktu w kolejnej aukcji rynku mocy, który pozwoliłby węglowym blokom działać także w 2028 r.

  • Orange Polska przyspiesza przed wynikami. Kurs w górę, Nexera przejęta

    Orange Polska przyspiesza przed wynikami. Kurs w górę, Nexera przejęta

    Notowania Orange Polska zyskały w środę 30 września wyraźny impuls. Kurs telekomu skoczył o ponad 9 proc., a na czwartkowej sesji drożał dalej. Na rynku zbiegły się dwa tematy: nowa rekomendacja Biura Maklerskiego PKO BP oraz finalizacja przejęcia światłowodowego operatora Nexera Holding.

    Rekomendacja: „kupuj”, cena docelowa 17 zł

    Tuż przed sezonem wyników za III kwartał analityk Biura Maklerskiego PKO BP podniósł rekomendację dla Orange Polska z „trzymaj” do „kupuj”. W górę poszła też cena docelowa – z 15,5 zł do 17 zł za akcję. Zestawienie rekomendacji opublikowała agencja Bloomberg. Tego, co dokładnie znalazło się w rekomendacji, nie ujawniono. Analityk mógł jednak uwzględnić w niej przewidywania dotyczące wyników telekomu w III kwartale.

    Po tej zmianie konsensus prognoz dla Orange Polska poszedł w górę, bo PKO BP należy obecnie do biur nastawionych do spółki bardziej optymistycznie niż pozostali specjaliści. Nowa cena docelowa wciąż nie jest jednak najwyższą na rynku. Na przełomie lipca i sierpnia Paweł Puchalski (Erste Biuro Maklerskie) i Marcin Nowak (Ipopema Securities) wyceniali akcje na 17,5 zł.

    Orange Polska należy do spółek, które raporty kwartalne publikują najwcześniej. Rynek zaczyna typować faworytów sezonu publikacji wyników kwartalnych, a Orange Polska jest w tym gronie wymieniana. Część analityków już teraz spodziewa się mocnych wyników grupy kierowanej przez Liudmilę Climoc.

    Maciej Bobrowski, analityk BDM, jest przekonany, że Orange znajdzie się w gronie faworytów sezonu.

    Moim zdaniem ten okres będzie mocny dla Orange Polska.

    Przecena, która zdaniem analityków poszła za daleko

    Na zwyżkę notowań wpływają też wcześniejsze spadki. W lipcu akcje Orange Polska kosztowały na GPW blisko 16,5 zł, a dokładnie 16,46 zł. Od tamtej pory do końca września kurs stracił około 20 proc. We wtorek na zamknięciu walor kosztował 13,025 zł. Część komentatorów uważa, że to było za dużo.

    Takiego zdania jest Dominik Niszcz, analityk Domu Maklerskiego Trigon.

    Orange Polska według nas zbyt mocno przeceniło się w ostatnich tygodniach wraz z europejskim sektorem telekomów.

    Jego zdaniem spółka nie powinna być notowana z dyskontem do zachodnich podmiotów, bo tempo wzrostu jej wyniku jest wyraźnie szybsze. W prognozach Trigon na 2026 r. pojawia się wzrost EBITDAaL o 8 proc., co miałoby przełożyć się na kilkukrotnie wyższą dynamikę wyniku netto.

    Na razie konsensus analityków pozostaje jednak bardziej konserwatywny. Mediana prognoz EBITDAaL Orange Polska na 2026 r. wynosi 3,677 mld zł, czyli o 5,9 proc. więcej niż w 2025 r. To nieco mniej, niż zakłada zarząd spółki, który po aktualizacji przy okazji raportu półrocznego mówi o wzroście powyżej 6 proc.

    Nexera przejęta. Co wiadomo o transakcji?

    W trakcie środowej zwyżki Orange Polska poinformowała o finalizacji przejęcia Nexera Holding. To hurtowy operator światłowodowy wyceniony na 1,5 mld zł. Podstawowe warunki transakcji były znane od grudnia 2025 r.

    Przejęcie zostało przeprowadzone wspólnie z holenderską grupą APG. Każdy z inwestorów zapłacił po 250 mln zł za udziały kupowane od brytyjskiego funduszu Infracapital, należącego do grupy Prudential. Następnie udziały trafiły do spółki Światłowód Inwestycje, w której każda strona ma po 50 proc. Szczegóły tej części transakcji, w tym cena aportu, nie zostały podane.

    Nowi właściciele zobowiązali się do dokapitalizowania Nexery kwotą 130 mln zł w ciągu 12 miesięcy. To nie są duże pieniądze w porównaniu z rocznymi nakładami inwestycyjnymi Orange Polska, które sięgają blisko 2 mld zł.

    Telekom podał, że wyniki Nexery będą od października konsolidowane wraz z Orange Światłowód metodą praw własności. Nie sprecyzowano, co to oznacza dla tegorocznego zysku giełdowej grupy. Nexera nie była do tej pory rentownym podmiotem.

    Dominik Niszcz z Trigon szacuje, że wpływ Nexery na wyniki Orange w tym roku i w 2027 r. raczej nie będzie istotny. Najprawdopodobniej będzie lekko negatywny ze względu na koszty obsługi zadłużenia. Z czasem transakcja może przynieść dodatni efekt dzięki synergiom i zwiększeniu skali działalności.

    Raport za III kwartał Orange Polska ma opublikować w poniedziałek 26 października.

  • Rzadki sygnał dla Ethereum: analitycy mówią „kupuj”, a Arthur Hayes celuje w 10 000 USD

    Rzadki sygnał dla Ethereum: analitycy mówią „kupuj”, a Arthur Hayes celuje w 10 000 USD

    Wrześniowe dane CryptoQuant pokazują, że nastroje analityków wobec Ethereum wyraźnie się poprawiły. Indeks Konsensusu Analityków wyniósł 23 września +59, co odpowiada kategorii „Silne Kupuj”. Wskaźnik powstał na podstawie 180 opinii i pokazuje bilans głosów byczych i niedźwiedzich w grupie analityków obserwujących ETH.

    Cena wciąż nie wróciła do poziomów z początku roku. Ethereum w 2026 r. traciło ponad 10%, a kurs ETH/USD oscylował w okolicach 2700 USD. W horyzoncie sześciu miesięcy sytuacja wygląda jednak inaczej: wzrost o ponad 33%. Konsensus „Kupuj” utrzymuje się mniej więcej od 29 lipca 2026 r., gdy ETH kosztowało 1908 USD. Miesięczny wskaźnik, liczony z opinii 107 analityków, również wskazywał „Kupuj” z wynikiem +36.

    Wśród byczo nastawionych analityków są znane nazwiska. Raoul Pal, założyciel i prezes Real Vision, przyznaje, że nie handluje często, ale dokupuje kryptowaluty na głębszych spadkach.

    Nie handluję często kryptowalutami ani niczym innym. Jestem gościem od makro z długoterminowym horyzontem… Dokupuję po prostu wtedy, gdy rynek jest głęboko wyprzedany. Dokupiłem więcej ETH przy poziomie 1650.

    W gronie optymistów wymieniany jest też trader znany jako Rekt Capital.

    Co stoi za poprawą sentymentu?

    Wśród ważnych argumentów jest popyt na amerykańskie spotowe ETF-y Ethereum. W ciągu ostatnich trzech miesięcy napływy do tych funduszy przekroczyły 2,835 mld USD. Ethereum pozostaje także liderem tokenizacji aktywów świata rzeczywistego (RWA): według danych RWA.xyz wartość takich aktywów w sieci przekracza 16,6 mld USD.

    Analitycy wskazują też na większą przejrzystość regulacyjną w Stanach Zjednoczonych. Połączenie tych czynników z napływem kapitału do ETF-ów sprawiło, że analitycy z Wall Street zaczęli oceniać perspektywy ceny ETH na najbliższe miesiące znacznie bardziej pozytywnie. Nawet te argumenty nie stanowią jednak gwarancji przyszłego wzrostu ceny.

    Hayes: 10 000 USD do końca 2026 roku

    Jeszcze dalej idzie Arthur Hayes, były dyrektor generalny giełdy BitMEX. Podczas Korea Blockchain Week 2026 w Seulu, pytany przez dziennikarzy CoinDesk o cel cenowy, odpowiedział krótko: „10 000 USD do końca roku”.

    Przy kursie około 2700 USD oznaczałoby to wzrost o około 270%, czyli mniej więcej do 3,7-krotności obecnej wartości. Taki scenariusz wymagałby ustanowienia nowego historycznego maksimum.

    Hayes uzasadnia prognozę skalą i bezpieczeństwem sieci Ethereum. Jego zdaniem może ulokować tam znaczący kapitał bez obawy, że pojedyncza luka w zabezpieczeniach gwałtownie załamie wartość natywnego tokena. Hayes uważa Ethereum za najbezpieczniejszą sieć warstwy pierwszej, wskazując na kapitalizację rynkową wynoszącą około 331 mld USD.

    Były szef BitMEX przyznaje jednak, że Ethereum straciło część rynkowej narracji na rzecz konkurencji. Solana przejęła znaczną część zainteresowania związanego z memecoinami. Ethereum, jak mówi, stało się „ofiarą własnego sukcesu”: było pionierem koncepcji zdecentralizowanego komputera, ale jego problemy ze skalowalnością zostawiły miejsce dla innych sieci.

    Ethereum było pionierem całej tej koncepcji zdecentralizowanego komputera, a potem stało się ofiarą własnego sukcesu, było wolne i tak dalej. Pojawili się też inni konkurenci, którzy przejęli część obciążenia.

    Co mówią wyniki ETH?

    Prognoza Hayesa pojawia się po mocnym kwartale. Dane CoinGlass pokazują, że III kwartał 2026 r. przyniósł Ethereum zwyżkę o około 70%. Wcześniej notowania straciły 29,26% w I kwartale i 25,28% w II kwartale. Kurs odbił też o 80% od tegorocznych minimów w okolicach 1500 USD.

    Wsparciem pozostają amerykańskie ETF-y spot: w poprzednim tygodniu napływy sięgnęły łącznie blisko 690 mln USD. Seria dodatnich dziennych przepływów rozpoczęta 18 września została jednak przerwana 29 września, gdy fundusze zanotowały odpływ netto w wysokości 2,8 mln USD.

    Co istotne, sam Hayes w ostatnich miesiącach nie zawsze trafnie wybierał momenty wejścia i wyjścia; zdarzały mu się też bolesne straty.

    Aby cel 10 000 USD stał się faktem, Ethereum musiałoby ustanowić nowy rekord wszech czasów – i to ponad dwukrotnie wyższy niż dotychczasowe maksimum. Poprzedni rekord, według uśrednionych danych CoinMarketCap, wynosi około 4953 USD i został ustanowiony w sierpniu 2025 roku.

  • Energia znów rozpędza inflację w strefie euro. Najwyższy odczyt od trzech lat

    Energia znów rozpędza inflację w strefie euro. Najwyższy odczyt od trzech lat

    Energia znów napędza europejską drożyznę. Według szybkiego szacunku Eurostatu inflacja HICP w strefie euro wyniosła we wrześniu 3,8 proc. rok do roku, wobec 3,2 proc. w sierpniu. To odczyt wyższy od prognoz (3,6 proc.) i najwyższy od września 2023 r. Wspólna waluta ma za sobą siódmy z rzędu miesiąc ze wzrostem cen powyżej celu Europejskiego Banku Centralnego.

    Co podbija ceny

    Za przyspieszeniem stoją przede wszystkim ceny energii. W ujęciu rocznym wzrosły one o 18,8 proc., po 14,3 proc. w sierpniu. W skali miesiąca energia zdrożała o 3,9 proc. Impulsem była m.in. eskalacja na Bliskim Wschodzie, która podbiła notowania ropy i gazu. Drożeje również żywność nieprzetworzona, której ceny poszły w górę o 4 proc. rok do roku.

    Usługi zdrożały o 3,2 proc. rok do roku, a żywność, alkohol i wyroby tytoniowe — o 1,4 proc. Nieenergetyczne towary przemysłowe podrożały o 1,1 proc., choć w porównaniu z poprzednim miesiącem poszły w górę o 2,1 proc. Inflacja bazowa, czyli wskaźnik bez energii, paliw i żywności, przyspieszyła do 2,5 proc. z 2,4 proc., ale jej wzrost w ujęciu miesięcznym pozostał stabilny na poziomie 0,2 proc. Główny wskaźnik HICP w skali miesiąca wzrósł o 0,6 proc., wobec 0,4 proc. w sierpniu. Simona Delle Chiaie z Bloomberg Economics oceniała przed publikacją danych, że niewiele wskazuje na rozlewanie się drożyzny na inflację bazową.

    Różna drożyzna w różnych krajach

    Najwyższą inflację roczną we wrześniu odnotowano na Litwie — 6,1 proc. Kolejne były Bułgaria (5,6 proc.), Luksemburg i Cypr (po 5,2 proc.) oraz Grecja (5,1 proc.). Na przeciwległym biegunie znalazła się Malta z 2,4 proc.; w Finlandii inflacja wyniosła 2,6 proc., a na Łotwie 2,9 proc. Niemcy odnotowały 3,3 proc. Natomiast Francja — 3,4 proc., Włochy — 4,1 proc., a Hiszpania — około 5 proc. We wszystkich czterech największych gospodarkach strefy euro odczyty były wyższe od oczekiwań.

    EBC między reakcją a ostrożnością

    Wrzesień był siódmym miesiącem z rzędu z inflacją powyżej 2-procentowego celu EBC. Wcześniej inflacja utrzymywała się w tym celu od połowy 2025 r. do marca 2026 r., ale drożejące paliwa pchnęły ją w górę, najpierw do 2,6 proc. Bank odpowiedział podwyżkami o 0,25 pkt proc. w czerwcu i taką samą we wrześniu. Ekonomiści PKO BP oceniają, że podwyższona inflacja w dużych gospodarkach strefy euro zwiększa prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki w październiku. Rynek wycenia ją na około jedną trzecią szans, a w scenariuszu bazowym ostatni ruch miałby nastąpić w grudniu.

    Szefowa EBC Christine Lagarde przyznała, że szok energetyczny jest zbyt duży, by go zignorować. Zastrzegła jednak, że bank nie widzi oznak utrwalania się inflacji, np. w postaci efektów drugiej rundy. Reakcja polityki monetarnej powinna być jej zdaniem wyważona, a stopy procentowe nie będą mechanicznie podążać za cenami energii. Ekonomiści ING Banku Śląskiego sugerują, że te słowa miały tonować rynkowe oczekiwania co do październikowej podwyżki.

    Co to oznacza dla Polski

    GUS w szybkim szacunku podał, że inflacja CPI w Polsce wzrosła we wrześniu do 4 proc. rok do roku, z 3,4 proc. w sierpniu. Powód jest podobny jak w strefie euro — rosnące ceny ropy i paliw. Pełnych danych HICP dla Polski i innych krajów UE spoza strefy euro należy spodziewać się za dwa tygodnie.

    Perspektywa wyższych stóp w strefie euro i USA ogranicza Radzie Polityki Pieniężnej pole do obniżek. Słabnący złoty może dodatkowo importować inflację — w czwartek polska waluta była najtańsza wobec dolara od kwietnia 2025 r. Firmy rozliczające się w euro muszą natomiast liczyć się z droższym kredytem i wyższymi kosztami finansowania handlu z największym partnerem gospodarczym Polski.

  • Oligarchowie mają zasilić rosyjski budżet. Putin zwiększa presję na biznes

    Oligarchowie mają zasilić rosyjski budżet. Putin zwiększa presję na biznes

    Rosyjski budżet na lata 2027–2029 zakłada, że od biznesu uda się pozyskać dodatkowe 471,7 mld rubli. To równowartość ok. 5,7 mld dolarów, czyli ok. 20,8 mld zł. Dokumenty Ministerstwa Finansów nie zawierają jednak informacji o tym, które firmy lub osoby miałyby wpłacić pieniądze ani w jakiej wysokości.

    „Dobrowolne” wpłaty po apelu Putina

    Niezależny rosyjski portal The Bell, powołując się na dokumenty towarzyszące ustawie budżetowej, podaje, że wpływy od podmiotów pozarządowych gwałtownie wzrosły po marcowym spotkaniu Władimira Putina z przedstawicielami biznesu. Przed spotkaniem wynosiły 15,6 mld rubli; miesiąc później było to 159,7 mld rubli, a do połowy sierpnia 383,7 mld rubli, czyli ok. 4,6 mld dolarów.

    W marcu Putin miał zwrócić się o wsparcie do miliarderów z listy „Forbesa”. Według źródła cytowanego przez magazyn „Ekspert” Sulejman Kerimow, Władimir Potanin i Oleg Deripaska zadeklarowali gotowość przekazania środków do budżetu. W zamian mieli zaoferować łącznie 460 mld rubli (ok. 5,5 mld dolarów), jeśli Kreml zrezygnuje z planów wprowadzenia dodatkowego podatku od nadzwyczajnych zysków firm.

    Rekordowe wydatki na wojnę

    Budżet pozostaje pod presją. Po marcowym spotkaniu Putin–biznes deficyt federalny sięgał niemal 6 bln rubli (ok. 72 mld dolarów), przekraczając pierwotny cel na cały rok wynoszący 3,7 bln rubli (ok. 44,4 mld dolarów). Obecnie Ministerstwo Finansów prognozuje, że na koniec roku deficyt wzrośnie do 7,3 bln rubli, czyli ok. 87,6 mld dolarów (ok. 320 mld zł).

    Projekt budżetu na 2027 r. zakłada z kolei utrzymanie rekordowych wydatków wojskowych na poziomie 17,1 bln rubli, czyli ok. 205 mld dolarów. To ponad 40 proc. więcej niż w tegorocznym planie i niemal 380 proc. więcej niż w 2021 r. W 2028 r. nakłady mają wynieść 16,6 bln rubli, a w 2029 r. 16,3 bln rubli. Oznacza to odejście od wcześniejszych założeń, które przewidywały stopniowe ograniczanie wydatków wojskowych i odbudowę rezerw finansowych.

    Według Ministerstwa Finansów środki mają sfinansować m.in. zakup broni i sprzętu, wynagrodzenia żołnierzy, wsparcie ich rodzin oraz modernizację przedsiębiorstw sektora obronnego. Janis Kluge z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa ocenia, że część dodatkowych pieniędzy może trafić na produkcję uzbrojenia. Rosja zwiększa produkcję rakiet i dronów, a wieloletnie działania wojenne wymagają odbudowy zapasów amunicji i sprzętu.

    Nacjonalizacje i nowe podatki

    Rząd nie zamierza rezygnować z nowych obciążeń. Od 2027 r. planowany jest dodatkowy podatek obejmujący m.in. Nornickel należący do Potanina, producenta aluminium Rusal kontrolowany przez Deripaskę oraz spółkę wydobywczą Polyus kojarzoną z Kerimowem. Ministerstwo Finansów liczy, że samo to źródło przyniesie ok. 200 mld rubli rocznie (ok. 2,4 mld dolarów) przez trzy lata.

    W tle pozostaje presja na prywatny kapitał. Według doniesień fala nacjonalizacji objęła setki przedsiębiorstw o łącznej wartości przekraczającej 7 bln rubli. W części przypadków właściciele przejętych aktywów stawali też przed zarzutami karnymi. Szef Rosyjskiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców Aleksandr Szochin zapewniał w sierpniu, że wpłaty są całkowicie dobrowolne i często pochodzą z prywatnych majątków oraz funduszy rodzinnych. Przyznał jednak, że biznes oczekuje, iż dodatkowe wpłaty nie zostaną połączone z dalszym wzrostem obciążeń podatkowych.

    Projekt budżetu na lata 2027–2029 zakłada uzyskanie łącznie 3,7 bln rubli dodatkowych dochodów podatkowych. Oprócz obciążeń dla dużych przedsiębiorstw rząd planuje też podniesienie najwyższej stawki podatku od dochodów pasywnych, takich jak odsetki od lokat bankowych, do 22 proc.

    „Putin podnosi stawkę”

    Analitycy zwracają uwagę, że nowe plany pokazują utrzymanie wysokiego zaangażowania finansowego w konflikt. „Putin podnosi stawkę” – powiedział Kiriłł Rogow z grupy badawczej Re:Russia. Kluge zastrzega z kolei, że sam wzrost wydatków wojskowych nie jest dowodem przygotowań do bezpośredniej wojny z NATO; wskazuje na zmianę charakteru konfliktu, w tym ukraińskie ataki na cele położone w głębi Rosji. „Mimo to istnieje możliwość rosyjskiego ataku na NATO, której nie można ignorować” – dodał.

    Tymczasem szacunek deficytu na 2026 r. podniesiono do 3,2 proc. PKB z wcześniejszych 1,6 proc. Rząd zwiększa zadłużenie i sięga po część płynnych środków zgromadzonych w Narodowym Funduszu Dobrobytu.

  • Sam czynsz nie wystarczy. Tyle trzeba mieć na start, zanim wynajmiesz pokój w Polsce

    Sam czynsz nie wystarczy. Tyle trzeba mieć na start, zanim wynajmiesz pokój w Polsce

    Koniec wakacji w miastach akademickich od lat oznacza wzmożony ruch na rynku najmu. Pierwsze wydatki potrafią jednak zaskoczyć: z danych Mzuri wynika, że student, który szuka pokoju w dużym mieście akademickim, musi średnio przygotować około 2,6 tys. zł na start. W Warszawie to już ponad 3 tys. zł, w Łodzi około 2 tys. zł.

    Na tę kwotę składa się nie tylko pierwszy czynsz. Liczą się kaucja, opłaty administracyjne i media. W przypadku pokoju w dużym mieście same opłaty administracyjne i media to według Mzuri średnio od niespełna 400 do ponad 500 zł miesięcznie. Kaucja najczęściej odpowiada miesięcznemu czynszowi albo jego części – nawet jeśli po zakończeniu umowy wraca do najemcy, trzeba ją wyłożyć z góry.

    Stąd realne progi wejścia są znacznie wyższe niż kwoty widoczne w ogłoszeniach. Całkowity koszt rozpoczęcia najmu pokoju wynosi od około 2038 zł w Łodzi do nawet 3180 zł w Warszawie. Różnica między tymi miastami to ponad 1100 zł. Dobrze pokazuje to przykład z warszawskiej oferty Mzuri: czynsz wynosi tam 2600 zł, ale po doliczeniu opłat administracyjnych i mediów miesięczny koszt dla jednej osoby sięga 3570 zł, a dodatkowo wymagana jest pełna kaucja.

    Jeszcze większe kwoty trzeba mieć przy wynajmie całego mieszkania. Samodzielne zajęcie jednopokojowego lokalu oznacza konieczność przygotowania około 5 tys. zł w Łodzi, około 6,6 tys. zł w Krakowie i we Wrocławiu oraz nawet 7,5 tys. zł w Warszawie. W przypadku dwupokojowego mieszkania w stolicy próg może przekroczyć 10 tys. zł.

    Czynsze stabilne, ale nie wszędzie

    Na rynku jest jednak coś, co daje najemcom trochę oddechu. Według danych GetHome.pl w sierpniu mediana czynszów w większości największych polskich miast nie wzrosła ani względem poprzedniego miesiąca, ani względem sierpnia 2025 r. Wyjątkiem był Kraków, gdzie mediana zwiększyła się o 3% miesiąc do miesiąca i wróciła do poziomu sprzed roku. Portal GetHome.pl wskazuje, że stabilizację stawek wspiera duża liczba dostępnych mieszkań, która zwiększa konkurencję między właścicielami.

    Studencki wyścig i pytania o zakup

    Tegoroczny sezon ma jednak ostrzejszy przebieg niż zwykle. Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse mówi wprost:

    Ten rok jest wyjątkowy, bo na studia aplikuje wyjątkowo dużo kandydatów. Zainteresowanie najmem studenckim jest większe niż w poprzednich latach.

    Ekspert dodaje, że przybywa też pytań o mieszkania na własność. Jeśli klienci szukają lokali dobrze skomunikowanych z uczelniami, zwykle można domniemywać, że kupują je dla dzieci. Preferencje studentów są wyraźne: chętnie wybierają nowsze budownictwo, w pełni wyposażone mieszkania i zwracają uwagę na klimatyzację, garaż czy bezpośredni dojazd do kampusu. Wciąż popularne są mieszkania dwupokojowe, bo wielu studentów rozgląda się za lokum w dwie osoby.

    Zainteresowanie widać też u deweloperów. J.W. Construction Holding odnotował wzrost liczby zapytań o mieszkania „studenckie”. Ronson Development słyszy najczęściej o lokalach gotowych lub z bliskim terminem oddania, a Dom Development – o kawalerkach i dwupokojowych mieszkaniach z aneksem kuchennym.

    Kupno zamiast wynajmu?

    Część rodziców rozważa zakup zamiast najmu. Według Tabelaofert pod koniec lipca co czwarte mieszkanie oferowane przez deweloperów było gotowe do zamieszkania. W Łodzi udział gotowych lokali sięgał niemal 40 proc. oferty, w Trójmieście około 15 proc. Gotowych, kompaktowych lokali do 36 mkw. jest jednak w siedmiu największych rynkach tylko 2,5 tys., czyli 14 proc. wszystkich ukończonych mieszkań.

    Średnie ceny takich mieszkań według Tabelaofert: w Warszawie ok. 726 tys. zł, w Krakowie 637 tys. zł, we Wrocławiu i Trójmieście ok. 614 tys. zł, a w Łodzi ok. 371 tys. zł.

    Eksperci studzą jednak entuzjazm wobec inwestycji „pod studentów”. Marcin Jańczuk zwraca uwagę na demografię: studentów będzie ubywać, część osób rezygnuje z tradycyjnych studiów, więc opieranie inwestycji wyłącznie na tej grupie jest ryzykowne. Mimo wszystko samo wejście na rynek najmu pozostaje drogie – a najemcy muszą mieć gotówkę nie tylko na czynsz, ale też na kaucję i opłaty, zanim dostaną klucze.