Blog

  • Grupa Azoty oddaje kluczowe aktywa w ręce wierzycieli. Co oznacza nowa uchwała?

    Grupa Azoty oddaje kluczowe aktywa w ręce wierzycieli. Co oznacza nowa uchwała?

    Czy polski gigant chemiczny oddaje kontrolę nad kluczowymi zakładami w zamian za dalszą pomoc? Zarząd Grupy Azoty S.A. podjął właśnie decyzję, która wysyła bardzo silny sygnał do wierzycieli i rynku.

    Na mocy uchwały z 26 maja 2026 r., spółka chce ustanowić rozbudowane zabezpieczenia na rzecz konsorcjum banków i Orlenu S.A. To część negocjacji nad długoterminowym planem restrukturyzacji, który ma na celu kompleksowe uregulowanie warunków obsługi zadłużenia w wieloletniej perspektywie.

    Co dokładnie ma trafić pod zastaw?

    Zarząd chce dysponowania prawie wszystkim, co ma jakąkolwiek wartość. Lista planowanych zabezpieczeń jest długa i szczegółowa:

    • Zastawy rejestrowe na całym majątku ruchomym firmy, wierzytelnościach pieniężnych oraz – co kluczowe – na akcjach i udziałach w strategicznych spółkach-córkach.
    • Hipoteki umowne na wybranych nieruchomościach Grupy Azoty.
    • Poręczenia i gwarancje za te zobowiązania.

    To nie koniec. Zarząd chce też mieć możliwość głosowania na walnych zgromadzeniach kluczowych spółek zależnych, by te również ustanowiły podobne zabezpieczenia na swoich aktywach. Jesteśmy więc świadkami próby objęcia gwarancjami praktycznie całej wartości Grupy Kapitałowej.

    Kto jest beneficjentem tej operacji?

    Lista wierzycieli, na rzecz których mają powstać zabezpieczenia, jest imponująca i pokazuje skalę zaangażowania. Znajdziemy na niej zarówno krajowe giganty, jak i międzynarodowe instytucje.

    W gronie „Stron Finansujących” są m.in.: PKO Bank Polski, Bank Gospodarstwa Krajowego, ING Bank Śląski, Erste Bank Polska, Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR).

    A tu pojawia się najciekawszy gracz – Orlen S.A. Koncern paliwowy, działający jako wierzyciel handlowy lub dostawca gazu, ma być stroną umowy i również beneficjentem tych zabezpieczeń. To bezpośrednie połączenie restrukturyzacji zadłużenia finansowego z negocjacjami kontraktów gazowych. Jak czytamy w komunikacie, celem jest „powiązanie z nimi planowanych zmian do kontraktów na dostawy gazu zawartych z Orlen S.A.”

    Decyzje stanowią realizację harmonogramu działań prowadzonych przez Spółkę w ramach wypracowywania długoterminowego planu restrukturyzacji Grupy Azoty – negocjacji warunków umów restrukturyzacyjnych pomiędzy spółkami Grupy Azoty a Stronami Finansującymi – przekazał zarząd w komunikacie dla parkiet.com.

    Restrukturyzacja w toku, ale decyzja nie jest ostateczna

    Ważne jest, że na drodze do realizacji tej uchwały stoją jeszcze dwa kluczowe progi. Decyzja zarządu została podjęta z zastrzeżeniem konieczności uzyskania zgody Rady Nadzorczej oraz zgody akcjonariuszy na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu.

    To oznacza, że ostatecznego kształtu operacji i zakresu zabezpieczeń jeszcze nie znamy. Zarząd ma też określić, które aktywa (np. nieruchomości przeznaczone do odsprzedaży) zostaną wyłączone z tej procedury.

    Dlaczego Azoty idą na tak daleko idący krok? Sytuacja finansowa koncernu jest wyjątkowo trudna. Jak przypomina portal pb.pl, spółka zakończyła 2025 rok stratą netto przekraczającą 5,1 mld zł, a jej zadłużenie w latach 2014–2025 wzrosło z 3,5 mld zł do 18,2 mld zł.

    Kluczowym elementem naprawy ma być sprzedaż spółki Grupa Azoty Polyolefins (GAP) na rzecz Orlenu, co ma obniżyć zadłużenie o 4,7 mld zł. Transakcja jest w toku – na początku kwietnia Orlen podpisał przedwstępną umowę jej nabycia.

    Nowa uchwała zarządu to kolejny, bardzo konkretny krok w kierunku wielkiej restrukturyzacji. Pokazuje determinację zarządu, ale też skalę wyzwań, przed którymi stoi drugi co do wielkości producent nawozów w UE. Teraz wszystko w rękach rady nadzorczej i akcjonariuszy.

  • Wielcy gracze odzieżowi na cenzurowanym. UOKiK ma poważne zarzuty co do ich promocji

    Wielcy gracze odzieżowi na cenzurowanym. UOKiK ma poważne zarzuty co do ich promocji

    Czy ten super rabat na nową bluzkę naprawdę jest taki świetny? Jeśli robiłeś ostatnio zakupy u popularnych gigantów odzieżowych online, odpowiedź może nie być taka oczywista. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) postawił właśnie oficjalne zarzuty dwóm platformom – H&M Hennes & Mauritz oraz Peek & Cloppenburg – w związku z ich polityką cenową w e-sklepach. Zarzuty dotyczą wprowadzania klientów w błąd.

    Klubowicz za darmo? Kontrowersyjny system H&M

    Szwedzka marka H&M wpadła w oko urzędnikom ze względu na swój system lojalnościowy. Sklep prezentował podwójne stawki: standardowe oraz niższe, rzekomo zarezerwowane wyłącznie dla tzw. klubowiczów. W praktyce ten „elitarny” status mógł zyskać każdy internauta w kilka sekund – wystarczyło podać adres e-mail.

    Ale to nie koniec zastrzeżeń. Przepisy jasno mówią: najniższa cena z ostatnich 30 dni przed obniżką musi być widoczna na każdym etapie prezentacji produktu. Analiza UOKiK wykazała, że w e-sklepie H&M zasada ta nie zawsze była prawidłowo realizowana. W efekcie kupujący tracili punkt odniesienia i nie mogli ocenić realnej atrakcyjności promocji.

    Peek & Cloppenburg i gra w kreatywną matematykę

    W przypadku sieci Peek & Cloppenburg zarzuty są jeszcze poważniejsze. Urząd zakwestionował niejasne komunikaty na kartach produktów, gdzie zamiast jasnej informacji o najniższej cenie pojawiał się mglisty termin „30-dniowa najlepsza cena”. To mogło wprowadzać konsumentów w błąd.

    A to dopiero początek. Co gorsza, marka podejrzewana jest o kreowanie fałszywych promocji. Jako punkt wyjścia do obliczenia rabatu rzekomo nie przyjmowano najniższej ceny z ostatniego miesiąca. UOKiK podaje konkretny przykład: sklep oferował spódnicę z grafiką zapowiadającą aż 43 proc. zniżki. Cena „promocyjna” wynosiła 199,99 zł, a pierwotna – 349,99 zł. Sęk w tym, że w rubryce „30-dniowa najlepsza cena” widniała kwota… 199,99 zł. Realny rabat wynosił więc zero procent.

    — Nieustannie monitorujemy sposób, w jaki sklepy prezentują promocje. Przypominam, że również kupujący online muszą być poinformowani o najniższej cenie, jaka obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem danej obniżki. Taka informacja powinna znajdować się w każdym miejscu, w którym jest to komunikowane – wyjaśnia prezes UOKiK Tomasz Chróstny, cytowany przez serwis Business Insider.

    Urząd uważnie przygląda się też tzw. fałszywym obniżkom. Dochodzi do nich, gdy rzekomo promocyjna cena jest równa lub nawet wyższa od najniższej ceny z okresu 30 dni przed obniżką.

    Groźba wysokich kar

    To nie jest zwykłe ostrzeżenie. Przedsiębiorcom, którzy łamią te zasady, mogą grozić kary sięgające nawet 10 proc. rocznego obrotu. Stanowisko polskiego urzędu znajduje też silne oparcie w prawie unijnym. We wrześniu 2024 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie ALDI SÜD wskazał, że każda obniżka musi być liczona względem najniższej ceny z co najmniej 30 dni przed promocją.

    Służby kontrolne bez przerwy monitorują wirtualne witryny. Ich przesłanie jest jasne: bezwzględny obowiązek przestrzegania unijnych standardów przejrzystości dotyczy każdego sprzedawcy. Masz więc prawo wiedzieć, na jakiej podstawie liczony jest ten atrakcyjny rabat, który widzisz na ekranie. Jeśli ta informacja jest ukryta, niejasna lub – co gorsza – nieprawdziwa, to najwyższy czas na interwencję.

  • Polska w cyfrowym ogniu. Wicepremier ostrzega: „Jesteśmy na wojnie z Rosją”

    Polska w cyfrowym ogniu. Wicepremier ostrzega: „Jesteśmy na wojnie z Rosją”

    Polskie instytucje i firmy każdego dnia odbijają tysiące cyberataków. Czy jesteśmy gotowi na eskalację, o której ostrzegają eksperci?

    Jesteśmy najbardziej atakowanym państwem w UE

    Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski nie pozostawia złudzeń. Polska jest obecnie najbardziej atakowanym państwem w Unii Europejskiej w cyberprzestrzeni.

    „Jesteśmy na cyfrowej wojnie z Rosją. Ta wojna jest prowadzona przez rosyjską służbę specjalną. Wygrywamy tę wojnę, bo 99 proc. ataków odpieramy” – powiedział Gawkowski w Radiu ZET.

    Skala jest ogromna. Dzienna liczba incydentów, którymi zajmują się służby, sięga 2-3 tysięcy. Celami są kluczowe sektory: systemy wodno-kanalizacyjne, energetyka, administracja i banki.

    „Strzelba Czechowa” w gotowości. Ostrzeżenie analityka Google

    Tymczasem z jeszcze bardziej niepokojącym ostrzeżeniem występuje John Hultquist, kluczowy analityk ds. cyberbezpieczeństwa w Google. Ekspert z wieloletnim doświadczeniem w armii i rządzie USA wskazuje, że zagrożenie dla Polski już dawno wykroczyło poza działania rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.

    Jego uwagę przykuwa rosyjska grupa „Berserk Bear”. Hultquist porównuje ją do „Strzelby Czechowa” – narzędzia, które, gdy pojawi się na scenie, musi w końcu wystrzelić. To mocna sugestia, że grupa ma znaczne, jeszcze nieużyte możliwości.

    „Idziemy w bardzo niebezpieczną stronę” – podsumowuje analityk Google w rozmowie z Business Insider Polska.

    mObywatel rekordzistą, a AI czeka na przepisy

    W obliczu zagrożeń rząd podkreśla także krajowe sukcesy cyfryzacji. Aplikacja mObywatel bije rekordy popularności – liczba jej użytkowników przekroczyła 12 milionów.

    „Jestem dumny z tego, że w Polsce mamy aplikację, której zazdroszczą nam w Europie, całej Europie” – mówi wicepremier Gawkowski.

    W aplikacji można m.in. błyskawicznie zastrzec PESEL w 90 sekund założyć firmę. To elementy tarczy przeciw wyłudzeniom.

    Kolejnym frontem jest sztuczna inteligencja. Ministerstwo Cyfryzacji wspiera rozwój polskich modeli, jak PLLuM czy Bielik. W Sejmie czeka już rządowy projekt ustawy o systemach AI, który ma wprowadzić system certyfikacji i zapewnić bezpieczeństwo.

    Wicepremier uważa, że największym ryzykiem jest utrata kontroli człowieka nad algorytmami, choć – jak zaznacza – na razie z taką sytuacją nie mamy do czynienia.

    Czy odporność wytrzyma?

    Mimo deklarowanego odparcia 99% ataków, ton wypowiedzi zarówno polityka, jak i eksperta jest alarmujący. Hultquist wskazuje na rosnące i zróżnicowane zagrożenie, a porównanie do „Strzelby Czechowa” sugeruje, że najgorsze może być jeszcze przed nami.

    Polska infrastruktura cyfrowa jest dziś polem bitwy. Walka toczy się nie tylko o zabezpieczenie sieci, ale i o rozwój własnych technologii, które mają nam dać strategiczną niezależność. Czy nasza cyberodporność jest wystarczająca? Na to pytanie odpowiedzą najbliższe miesiące.

  • Czerwcówka sypie rekordami! Polacy nie żałują na wakacje – oto dane, które nie kłamią

    Czerwcówka sypie rekordami! Polacy nie żałują na wakacje – oto dane, które nie kłamią

    Czy Polacy przestali oszczędzać na wakacjach? Wszystko na to wskazuje, a dane na temat tegorocznej czerwcówki mówią same za siebie – to będzie prawdziwy boom dla turystyki.

    Zamiast zastanawiać się nad wydatkami, coraz więcej z nas sięga po portfele, by zaplanować długi weekend przy wykorzystaniu zaledwie jednego dnia urlopu. A branża? Świętuje, bo wskaźniki są dużo lepsze niż podczas majówki.

    Rekordowa wartość rezerwacji

    Wartość sprzedanych pobytów wzrosła o ponad połowę (55%) w porównaniu z ubiegłym rokiem. To jest absolutny hit sezonu! I nie chodzi tylko o większą liczbę wyjazdów, bo ta rośnie „tylko” o 42,5%. Prawdziwa rewolucja dzieje się w portfelach.

    „Jeszcze mocniej rośnie wartość sprzedanych pobytów, bo aż o 55 proc. w porównaniu do ubiegłego roku” – mówi Krzysztof Dębski, Chief Marketing Officer w Triverna.pl.

    Co stoi za tym wzrostem? Po pierwsze, wyższe ceny. Średnia cena za dobę wynosi już 604 zł, czyli o około 9% więcej niż w 2025 roku. Po drugie, zmieniają się preferencje. Polacy chętniej wybierają obiekty o wyższym standardzie i są gotowi na nie wydać. Średnia wartość jednej rezerwacji sięga już 1929 zł.

    Ale spokojnie, nikt nie rezygnuje z krótkiego wypadu. Długość pobytów pozostaje stabilna i wynosi średnio trzy noclegi. Klasyczna formuła czwartek–niedziela lub środa–sobota wciąż króluje.

    Gdzie jedziemy? Pomorze Zachodnie nieoddalonym liderem

    Stare nawyki są silne. Podobnie jak przed rokiem, największym zainteresowaniem turystów cieszy się Pomorze Zachodnie, które odpowiada już za 48% wszystkich rezerwacji. To prawie połowa rynku!

    Kolejne miejsca w rankingu regionów zajmują: Małopolska (15%), Dolny Śląsk (11,3%), Pomorze (9,9%) oraz Śląsk (6,2%).

    Tutaj jednak czeka nas mała niespodzianka. O ile nadmorskie Zachodnie Pomorze ma największy udział, o tyle najbardziej dynamiczny wzrost notuje Małopolska. Udział tego regionu w rezerwacjach zwiększył się aż o 66% rok do roku. To wyraźny sygnał rosnącej siły kierunków górskich i południowej Polski.

    Ile wydajemy? Mazury biją na głowę

    Jeśli myślisz, że nad morzem jest drogo, sprawdź ceny na Mazurach. To absolutny champion pod względem wydatków. Najwięcej turyści wydają na pobyty na Mazurach – średnio blisko 2,5 tys. zł za rezerwację.

    To także najdroższy kierunek, jeśli chodzi o cenę za dobę, która sięga około 800 zł. Dla porównania, średni koszt pobytu nad morzem wynosi około 2000 zł, a cena za dobę oscyluje w granicach 550-650 zł.

    Miejscowości hity i ukryte perełki

    Gdzie generuje się największa wartość sprzedaży? Wciąż w nadmorskich kurortach. Wśród miejscowości przodują Międzyzdroje, Kołobrzeg, Świnoujście oraz Jarosławiec.

    Ale prawdziwą czarną owcą tej czerwcówki są mniejsze, dotąd mniej popularne miejscowości. Dźwirzyno zwiększyło liczbę rezerwacji szesnastokrotnie w porównaniu z ubiegłym rokiem! Łazy koło Mielna odnotowały wzrost ponad pięciokrotny. To pokazuje, że turyści szukają też nowych, spokojniejszych zakątków.

    Nie słabnie też moda na góry. Zakopane notuje ponad 200-procentowy wzrost wartości rezerwacji.

    Obłożenie hoteli – czas się spieszyć!

    Dane z innych portali tylko potwierdzają ten optymistyczny trend. Jak wskazuje Eugeniusz Triasun z Travelist.pl, Bałtyk odpowiada za około 45% rezerwacji, a góry za około 35%. Jeziora, miasta i uzdrowiska to łącznie około jedna piąta rezerwacji.

    To przekłada się na konkretne obłożenie. Hotele w regionach górskich są zajęte średnio w 77%, a nad jeziorami w 73%. Nad morzem i w dużych miastach dostępność jest nieco większa, ale też szybko się kurczy.

    „Dla niektórych terminów dostępnych pozostaje już zaledwie kilkanaście procent obiektów noclegowych” – zauważa Olga Konieczyńska z Nocowanie.pl.

    Eksperci są zgodni: na ostatnią chwilę wciąż coś się znajdzie, ale wybór będzie już mocno ograniczony, szczególnie w popularnych kurortach i obiektach o podwyższonym standardzie. Jeśli planujesz czerwcówkę, lepiej nie zwlekać. Boom trwa w najlepsze!

  • Polska lista weselnych wydatków: koperta dla pary, pizza dla gości

    Polska lista weselnych wydatków: koperta dla pary, pizza dla gości

    W tym roku pomyślałeś, że wygospodarujesz trochę pieniędzy na wesele znajomych? Nowe badanie rzuca światło na rzeczywiste, obecne zachowania Polaków. A raport wedding plannerów uzupełnia obraz – koszty dla gości rosną, ale także dla organizatorów.

    Wesele? Nie w tym roku

    Z badania przeprowadzonego przez Danae wynika, że ponad 71 proc. Polaków nie planuje w tym roku uczestnictwa w żadnym weselu. Udział w takiej uroczystości deklaruje nieco ponad 12 proc. respondentów, a kolejne 16,5 proc. wciąż się zastanawia.

    Najbardziej weselną grupą są osoby w wieku 25-34 lata, gdzie odsetek planujących udział sięga aż 26,7 proc.. W przedziale 35–44 lata na wesele wybiera się 14,2 proc. badanych.

    Co ciekawe, płeć ma niewielki wpływ na deklaracje. Udział planuje 12,4 proc. mężczyzn i 12,0 proc. kobiet. Ale tu jest kluczowy fakt: aż jedna trzecia Polaków przyznała, że w przeszłości musiała odmówić uczestnictwa w weselu ze względu na koszty – prezent, dojazd lub nocleg.

    Co w kopercie? Padły konkretne kwoty

    Okazuje się, że gdy Polacy już zdecydują się na udział, największą część budżetu przeznaczają na prezent dla pary młodej.

    Najczęściej wskazywaną kwotą jest suma od 501 do 1000 zł – taki przedział wybrało 32,5 proc. badanych. Nieco ponad jedna czwarta gości (26,3 proc.) zamierza wręczyć od 1001 do 3 tys. zł. Powyżej 3 tys. zł planuje przeznaczyć 7,5 proc. uczestników.

    Tu pojawia się wyraźna różnica między kobietami i mężczyznami. Panowie częściej ograniczają wydatki – przedział 501-1001 zł wskazało 37,9 proc. mężczyzn wobec 27,3 proc. kobiet. Z kolei wyższe kwoty, mieszczące się między 1001 a 3000 zł, częściej deklarowały panie – 33,3 proc. kobiet i jedynie 18,9 proc. mężczyzn.

    Na osobiste przygotowania, czyli ubiór, fryzjer, makijaż, transport czy nocleg, większość gości planuje wydać stosunkowo niewiele. Kwoty nieprzekraczającej 300 zł zamierza trzymać się 36,4 proc. ankietowanych. W przedziale od 301 do 500 zł mieści się 27,7 proc. odpowiedzi, a od 501 do 1000 zł17,2 proc. Powyżej tysiąca złotych na własne przygotowania chce wydać około 6 proc. uczestników wesel.

    Koszt talerzyka weselnego 2026: od 320 zł do… dużo więcej

    Ale co z kosztami dla organizatorów? Według danych przekazanych redakcji WP Finanse przez Roberta Pieczyńskiego, członka zarządu Polskiego Stowarzyszenia Wedding Plannerów, średni koszt talerzyka weselnego w Polsce w 2026 roku wynosi od 320 do 500 zł za osobę. W dużych miastach i lokalach premium ceny często sięgają 500-700 zł, a w luksusowych obiektach bywają jeszcze wyższe.

    W niektórych lokalach w cenę talerzyka wlicza się także dekoracje („słodkie stoły”), w innych para płaci tylko za posiłki – takie oferty są zazwyczaj tańsze.

    Trendy i podwyżki

    Koszty wyprawienia wesela wzrosły względem 2025 roku o około 5-15 proc., choć podwyżki nie są już tak dynamiczne jak po pandemii. Wynikają one m.in. z wyższych kosztów pracy, energii czy żywności.

    Według Pieczyńskiego, najważniejszym trendem weselnym jest personalizacja. Pary młode chcą, aby ślub odzwierciedlał ich styl życia i „opowiadał ich historię”. W tę modę wpisują się „interaktywne stacje kulinarne”, czyli pokazy z gotowaniem na żywo, sushi bary, bary z koktajlami czy mobilne punkty z pizzą.

    „To jest swobodne, efektowne, fotogeniczne i dobrze odbierane przez gości” – powiedział Pieczyński.

    Atrakcje te są chętnie wybierane jako forma późnowieczornej rozrywki zamiast tradycyjnego ciepłego posiłku.

    Pizza na żywo: kalendarz pełny

    Przykład? Pizze na weselach wypieka istniejąca od 2025 roku Mobilna Piccka. Są przyrządzane na żywo, bez wcześniejszych zamówień gości. Para decyduje, ile pizz zostanie wypieczonych i wybiera smaki. Koszt atrakcji wynosi od 2,5 do 6 tys. zł.

    „Mamy cały sezon zapełniony, musimy odmawiać. Pary są już zapisane na przyszły rok” – powiedział przedstawiciel firmy Klaudiusz Pupiec.

    Podsumowując: dla wielu Polaków wesele jest wydarzeniem, na które muszą się przygotować finansowo, a dla części – zbyt kosztownym, aby w nim uczestniczyć. Organizatorzy muszą mierzyć się z rosnącymi kosztami i presją na personalizację. I jak pokazuje przykład mobilnej pizzery – na pewne trendy jest ogromny popyt.

  • Rewolucyjna zmiana dla rodziców: L4 na chore dziecko może być znacznie wydłużone

    Rewolucyjna zmiana dla rodziców: L4 na chore dziecko może być znacznie wydłużone

    Gdy choroba dziecka stawia rodziców przed dramatycznym wyborem między opieką i pracą, nie można liczyć na czas. Czy polski system wsparcia rodzin w takiej sytuacji jest gotowy na odpowiedź? Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej właśnie przygotowało odpowiedź, która może znaczyć gigantyczną zmianę.

    Kolosalne zmiany w zasiłku opiekuńczym

    Jak dowiaduje się Business Insider, resort pod przewodnictwem ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk przygotował projekt ustawy zwiększający limit zasiłku opiekuńczego, tzw. L4 na dziecko. Obecne limity to, zależnie od sytuacji, od 14 do 60 dni w roku kalendarzowym.

    Zmiany zakładają dodatkowe 60 dni zasiłku opiekuńczego w celu opieki nad ciężko chorym dzieckiem. Oznacza to, że po zmianach rodzice będą mieć prawo do: od 74 do 120 dni. To ogromna różnica.

    Sytuację będzie oceniał lekarz wystawiający zwolnienie, kierując się m.in. stanem samodzielności chorego dziecka. Procedura przyznania dodatkowego zasiłku opiekuńczego będzie podobna co przy uzyskaniu L4. Jak nieoficjalnie dowiaduje się Business Insider, 60 dni wolnego przysługiwać będzie niezależnie od wieku dziecka — granicą będzie ukończenie 18. roku życia.

    Dokument ma zostać w najbliższym czasie wpisany do wykazu prac legislacyjnych, a następnie przejść przez konsultacje społeczne. Biorąc pod uwagę fakt, jak długo rodzice chorych dzieci czekali na zmianę, te wydają się formalnością.

    Jak działa obecnie L4 na dziecko?

    Zasiłek opiekuńczy przysługuje osobie objętej ubezpieczeniem chorobowym, która musi osobiście sprawować opiekę nad dzieckiem i z tego powodu nie może wykonywać pracy. Wysokość zasiłku wynosi 80 proc. pensji osoby z niego korzystającej.

    Możliwość skorzystania przez rodziców z zasiłku opiekuńczego i jego limit dzienny zależy od wieku dziecka:

    • Chore dziecko do 14. roku życia — do 60 dni opieki w roku kalendarzowym;
    • Chore dziecko powyżej 14. roku życia — do 14 dni;
    • Chore dziecko z niepełnosprawnością powyżej 14. roku życia — 30 dni;
    • Dziecko zdrowe do 8. roku życia — 60 dni w przypadku, gdy wymaga opieki z powodu wyjątkowych okoliczności, np. nagłego zamknięcia żłobka/przedszkola/szkoły bądź choroby niani/opiekuna.

    Co ważne, 60/14/30 dni zasiłku opiekuńczego przysługuje oddzielnie każdemu rodzicowi — limit ten nie jest dzielony. Opiekunowie dziecka nie mogą jednak skorzystać z zasiłku w tym samym czasie.

    Potężny impuls dla rodziców

    Oznacza to, że rodzice ciężko chorego dziecka mogą zyskać nie tylko większą finansową stabilność, ale przede wszystkim czas. Czas, który jest kluczowy w opiece nad dzieckiem w trakcie długotrwałych procesów leczenia.

    Projekt ministerstwa nie tylko zwiększa liczby, ale przede wszystkim zmienia logikę dostępu do wsparcia, skupiając się na faktycznej potrzebie wynikającej ze stanu dziecka, niezależnie od jego wieku. To prawdziwy przełom, który może znacząco poprawić sytuację tysięcy polskich rodzin.

  • Rok do roku prawie 132 tys. osób więcej bez pracy. Bezrobocie w Polsce rośnie w niepokojącym tempie

    Rok do roku prawie 132 tys. osób więcej bez pracy. Bezrobocie w Polsce rośnie w niepokojącym tempie

    Czy Polacy mogą spać spokojnie, jeśli chodzi o ich miejsca pracy? Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego przynoszą mocno niepokojące sygnały dla całej gospodarki. Na koniec kwietnia w urzędach pracy zarejestrowanych było 934,3 tys. bezrobotnych. To oznacza wzrost aż o 131,6 tys. osób w porównaniu z rokiem wcześniej.

    Takiego rocznego skoku w liczbie osób bez zatrudnienia nie widzieliśmy od marca 2021 roku.

    Spadek w kwietniu? To tylko sezonowa poprawa

    W skali miesiąca stopa bezrobocia rzeczywiście nieznacznie spadła z 6,1% do 6,0%. Ale nie ma tu miejsca na przedwczesny optymizm. Jak zauważa Business Insider, to typowa dla kwietnia sezonowa poprawa, napędzana głównie przez wzrost zatrudnienia w budownictwie i rolnictwie.

    Prawdziwy obraz pokazuje porównanie roczne. Wskaźnik 6% oznacza wzrost o 0,4 punktu procentowego w stosunku do kwietnia 2025 roku, kiedy bezrobocie wynosiło 5,2%. Jak podaje Comparic, to aż o 0,8 punktu procentowego więcej niż przed rokiem. Liczba zarejestrowanych bezrobotnych jest wyższa rok do roku o 16,4%.

    Dramatyczne liczby: coraz więcej osób bez zasiłku i pracy

    Szczegóły są jeszcze bardziej wymowne. Choć bezrobocie wzrosło przez rok o 131,6 tys., to osób bez prawa do zasiłku jest aż o 135,6 tys. więcej niż przed rokiem (812,3 tys.). Rośnie również grupa osób, które pozostają bez pracy dłużej niż rok – jest ich teraz 363,4 tys., czyli o 60,8 tys. więcej niż rok temu.

    Czy firmy wstrzymały rekrutacje? Liczby mówią same za siebie

    Tu dane są jednoznaczne i nie pozostawiają złudzeń. Na koniec kwietnia w urzędach pracy było dostępnych tylko 40,9 tys. ofert zatrudnienia. To o 9,9 tys. mniej niż przed rokiem.

    Ale prawdziwy szok kryje się w liczbie nowych ofert, które trafiły do urzędów w ciągu miesiąca. W kwietniu było ich 38,3 tys., czyli aż o 35,1 tys. mniej niż w kwietniu 2025 roku. Co gorsza, z sektora prywatnego pochodziło jedynie 28,3 tys. propozycji pracy – to spadek o 34,8 tys. w ujęciu rocznym.

    Co na to eksperci? „Relatywna słabość naszego rynku”

    „To kolejny z odczytów pokazujący relatywną słabość naszego rynku. Bezrobocie utrzymujące się na poziomie najwyższym od 2021, wyraźnie niższa od prognoz sprzedaż detaliczna, słabszy niż oczekiwany wzrost PKB – wszystkie te czynniki z pewnością będą miały gołębi wpływ na RPP” – komentuje dla Business Insidera Piotr Bawolski, dyrektor ds. klientów strategicznych w Michael / Ström Dom Maklerski.

    Ekspert wskazuje, że dopóki inflacja będzie utrzymywała się w zakładanym przez bank centralny zakresie (do 3,5%), można spodziewać się utrzymywania stóp procentowych na obecnym poziomie. Scenariusz ich dalszego zacieśniania wydaje się mało prawdopodobny.

    A co z badaniami BAEL? One też nie napawają optymizmem

    Według odrębnego Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) sytuacja również nie wyglada różowo. W pierwszym kwartale 2026 roku stopa bezrobocia według tej metodologii wyniosła 3,3%, wobec 3,2% w poprzednim kwartale.

    Spada też aktywność zawodowa Polaków (z 59,0% do 58,7%) oraz wskaźnik zatrudnienia (z 57,1% do 56,8%).

    Podsumowując: Miesięczny spadek bezrobocia to tylko chwilowe, sezonowe odbicie. Trend roczny jest jasny i niepokojący – rynek pracy w Polsce wyraźnie zwalnia, a firmy znacząco ograniczają rekrutacje. To mocny sygnał ostrzegawczy dla całej gospodarki i ważna wskazówka dla Rady Polityki Pieniężnej przy planowaniu kolejnych ruchów w sprawie stóp procentowych.

  • USA zamraża Bitcoina na dwie dekady! Oto projekt ustawy, który może wstrząsnąć kryptorynkiem

    USA zamraża Bitcoina na dwie dekady! Oto projekt ustawy, który może wstrząsnąć kryptorynkiem

    Wyobraź sobie, że największa gospodarka świata postanawia zgromadzić strategiczną rezerwę Bitcoina i zablokować ją na 20 lat. Brzmi jak science-fiction? To właśnie proponują amerykańscy ustawodawcy.

    Amerykański Kongres ma na stole rewolucyjny projekt: American Reserve Modernization Act of 2026 (ARMA). Jego celem jest nie tylko stworzenie federalnej rezerwy BTC, ale też radykalna zmiana w podejściu państwa do aktywów cyfrowych. I tu zaczyna się prawdziwa gra.

    Miliona Bitcoinów w 5 lat? To plan ARMA

    Projekt, przedstawiony 22 maja 2026 roku przez kongresmena Nicka Begicha i poparty przez 16 członków Kongresu, zakłada ambitny cel: zgromadzenie do 1 miliona Bitcoinów w ciągu pięciu lat. Co najważniejsze, proces ten ma zostać sfinansowany mechanizmami neutralnymi budżetowo, bez obciążania podatników.

    „Amerykański bilans rezerw jest kluczowym elementem krajowej polisy ubezpieczeniowej, wspierając naszą walutę i zapewniając pewność w czasach niepewności” – stwierdził kongresmen Nick Begich.

    Departament Skarbu USA miałby zarządzać dwiema rezerwami: Strategicznej Rezerwy Bitcoina oraz Rezerwy Aktywów Cyfrowych, obejmującej inne kryptowaluty już znajdujące się w posiadaniu rządu. To scentralizowanie i ujednolicenie podejścia, na które branża czekała od lat.

    20-letni „lock-up” i wyjątek od reguły

    To największa bomba projektu. Zgromadzone Bitcoiny nie mogłyby zostać sprzedane przez minimum 20 lat. To długoterminowe zobowiązanie ma zabezpieczyć aktywa przed politycznymi kaprysami kolejnych administracji.

    Ale jest jeden, kluczowy wyjątek. Sprzedaż byłaby dopuszczalna tylko w jednym celu: na spłatę długu publicznego USA, który według danych z projektu przekroczył już astronomiczny poziom 39 bilionów dolarów. ARMA traktuje więc Bitcoina nie jako spekulacyjny asset, ale jako strategiczny instrument zabezpieczenia przyszłości kraju.

    USA już są kryptogigantem. I to bez oficjalnych zasad

    Co ciekawe, dyskusja toczy się w momencie, gdy Stany Zjednoczone są już największym państwowym posiadaczem Bitcoina na świecie. Rząd USA kontroluje obecnie 328 372 BTC o wartości ponad 25,5 miliarda dolarów.

    W przeszłości część przejętych Bitcoinów była sprzedawana, bo… nie istniały żadne formalne zasady zarządzania tym majątkiem. Jak podkreślił kongresmen Jared Golden, Kongres nigdy nie ustanowił federalnych procedur postępowania z tym aktywem. ARMA ma to zmienić.

    Pełna przejrzystość i ochrona obywatela

    Projekt nie dotyczy tylko rządu. Zawiera także zapisy mające chronić zwykłych ludzi. Ustawa potwierdza, że rząd federalny nie może ograniczać prawa obywateli do samodzielnego przechowywania kryptowalut (self-custody). To ważna gwarancja wolności finansowej.

    Dla zwiększenia przejrzystości ARMA nakazuje także kwartalne raporty proof of reserves oraz niezależne audyty zewnętrzne rezerwy. Każdy będzie mógł sprawdzić, co państwo faktycznie posiada.

    Stanowy wyścig po BTC już trwa

    Podczas gdy Waszyngton debatuje, poszczególne stany już działają. Teksas stał się pierwszym stanem USA, który bezpośrednio kupił Bitcoina. Z kolei New Hampshire przyjął ustawę pozwalającą ulokować do 5% środków publicznych w kryptowalutowych ETP i metalach szlachetnych.

    Podobne regulacje analizują już Arizona, Massachusetts, Ohio i Dakota Południowa. ARMA może więc ujednolicić ten dziki zachód i nadać mu ramy federalnej strategii.

    Co dalej z projektem?

    Inicjatywa spotkała się z pozytywnym odbiorem części branży. Matt Cole, prezes Strive, określił ARMA jako „najważniejszą inicjatywę legislacyjną dotyczącą kryptowalut, jaka może zostać przyjęta w Waszyngtonie”.

    Czy projekt ma szanse przejść? Na to pytanie odpowie polityczna wola. Jedno jest pewne – sama propozycja pokazuje, że Bitcoin przestał być niszową ciekawostką, a stał się poważnym tematem debaty o bezpieczeństwie finansowym najpotężniejszego państwa świata. Śledźcie tę historię – może właśnie obserwujecie narodziny nowego, cyfrowego standardu rezerw.

  • Kwietniowa rewolucja inwestorów. Pieniądze uciekają z bezpiecznych przystani wprost na rynki akcji

    Kwietniowa rewolucja inwestorów. Pieniądze uciekają z bezpiecznych przystani wprost na rynki akcji

    Co robią inwestorzy, gdy rynki zaczynają szaleć? Zwykle szukają bezpiecznej przystani. Ale nie w kwietniu! Ostatnie dane z sektora funduszy pokazują radykalną zmianę nastrojów. Polscy inwestorzy wręcz rzucili się na fundusze akcji, wpłacając do nich setki milionów złotych netto. To zupełnie odwrócenie wcześniejszych trendów.

    Apetyt na ryzyko powraca z impetem

    Zwykle w okresie wyższego stresu na rynkach klienci TFI wycofywali kapitał z ryzykownych rozwiązań. W kwietniu było zupełnie inaczej. Najwyraźniej wielu inwestorów chciało szybko załapać się na odreagowanie indeksów akcji, bo do funduszy akcji wpłacono aż 664 mln zł netto. To wynik lepszy o ponad 100 mln zł od marcowych umorzeń z tej kategorii. Krótko mówiąc, fundusze akcji wciąż zdobywają serca klientów TFI, a łącznie w ciągu czterech miesięcy tego roku wpłacono do nich przeszło 1,5 mld zł.

    O ile po dwóch pierwszych miesiącach tego roku niemal dwukrotnie więcej od rozwiązań zagranicznych pozyskały krajowe, o tyle w kwietniu te proporcje się odwróciły. Do funduszy akcji zagranicznych trafiło 464 mln zł netto, zaś do polskich 201 mln zł. To wyraźny sygnał, gdzie inwestorzy upatrują teraz największych szans.

    Które fundusze były najgorętsze?

    Warto jednak pamiętać, że w grupie tej mieszczą się również fundusze akcji spółek sektora surowców i to one podciągnęły wynik. Najwięcej z funduszy akcji pozyskał PKO Akcji Rynku Złota. Do tego ponad połowa kwietniowych napływów do funduszy akcji (348 mln zł) powędrowała do funduszy indeksowych oraz ETF-ów. Najwięcej (43 mln zł) wpłacono do PZU ETF MSCI World Portfelowego FIZ, który dopiero co został wprowadzony do obrotu na GPW. Powyżej 30 mln zł pozyskały jeszcze: Beta ETF WIG20TR Portfelowy FIZ, Beta ETF mWIG40TR Portfelowy FIZ, PKO Akcji Rynku Polskiego, PKO Akcji Rynków Wschodzących oraz PKO Akcji Rynku Japońskiego.

    Czy klienci rzucali się na najsilniejsze sektory? Raczej nie – kwietniowe wyniki sprzedaży zaniżyły m.in. Skarbiec Spółek Wzrostowych (35 mln zł umorzeń netto przy 32-proc. stopie zwrotu w kwietniu), PZU Akcji Krakowiak (-45 mln zł) oraz dedykowany grupie Allianz fundusz Allianz Akcyjny.

    A co z innymi kategoriami? Też na fali!

    W kwietniu widać było także popyt na inne kategorie funduszy powiązane z rynkami akcji, gdzie także wyniki sprzedaży były zdecydowanie wyższe niż w marcu. Fundusze absolutnej stopy zwrotu przyciągnęły 132 mln zł wobec umorzeń 49 mln zł netto w marcu. Najwięcej świeżego kapitału zebrały fundusze niepubliczne dostępne dla węższej grupy klientów: Opoka Alfa oraz Total FIZ – w obu przypadkach sprzedaż przekroczyła 46 mln zł. Z kolei do funduszy mieszanych trafiło 417 mln zł, przez co grupa ta z grubą nawiązką wymazała marcowe umorzenia.

    Bezpieczne przystanie tracą na popularności

    Czy część tych kwot została wycofana z funduszy dłużnych, które w ostatnich miesiącach zawodzą? Pewnie to zbyt daleko idący wniosek, szczególnie że to fundusze papierów krótkoterminowych, czyli najbezpieczniejsze rozwiązania, w kwietniu zanotowały przewagę umorzeń, sięgającą 320 mln zł po tym, jak w marcu wycofano z nich aż 5,3 mld zł netto. Przy dodatnim wyniku sprzedaży funduszy dłużnych o dłuższym okresie zapadalności, największa na rynku grupa produktów zamknęła kwiecień z 51 mln zł umorzeń netto. Za sprawą rekordowo dobrych dwóch początkowych miesięcy tego roku tegoroczny wynik napływów sięga wciąż około 5,8 mld zł.

    Z pierwszej dziesiątki najpopularniejszych funduszy w kwietniu tylko PKO Akcji Rynku Złota przełamał hegemonię produktów dłużnych. Najwięcej kapitału (251 mln zł) wpłacono do PKO Obligacji Skarbowych Średnioterminowego. Za nim był PZU Sejf+, a dalej Erste Prestiż Spokojna Inwestycja.

    Część funduszy dłużnych z końcem kwietnia notowała ujemne stopy zwrotu po czterech miesiącach tego roku. Jak na razie maj nie przynosi większej ulgi, a rentowności polskich papierów dziesięcioletnich utrzymują się w strefie 5,6-5,8 proc. Z perspektywy głównego benchmarku polskich obligacji przeciętne straty z inwestycji w obligacje w tym roku można szacować dotychczas na 0,8 proc.

    Kto na tym zarabia? Cały sektor TFI

    Z ponad 30 TFI przewagę wpłat odnotowało 21 z nich. Podobnie jak w marcu najlepiej poradziło sobie TFI PZU, które pozyskało w miesiąc 540 mln zł, z czego około jednej trzeciej do pracowniczych planów kapitałowych. W pierwszej trójce znalazły się też dwa duże bankowe TFI, które w marcu notowały głównie odpływy, czyli PKO TFI oraz Pekao TFI. Na przeciwległym biegunie znalazły się Skarbiec TFI, Eques Investment TFI oraz Alior TFI. Cały rynek zakończył kwiecień z sumą blisko 1,8 mld zł wpłat netto po marcowych umorzeniach w wysokości 6,2 mld zł netto.

    Cała ta aktywność klientów przekłada się bezpośrednio na wyniki finansowe towarzystw funduszy. Wysokie tempo przyrostu aktywów, na które składają się zarówno wpłaty klientów, jak i wyniki inwestycyjne funduszy, sprawia, że zyski wypracowywane przez TFI rosną szybko. Jak podaje KNF, łączny wynik netto sektora TFI sięgnął w I kwartale niemal 364 mln zł, a to wzrost o około 42 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2025 r. Dla porównania, w całym ubiegłym roku zysk sektora TFI sięgnął 1,37 mld zł.

    Łączna wartość aktywów zarządzanych funduszy inwestycyjnych sięgnęła na koniec I kwartału 2026 r. 607,6 mld zł wobec 572,9 mld zł na koniec IV kwartału 2025 r. Przychody z zarządzania funduszami inwestycyjnymi w I kwartale wyniosły 1,26 mld zł, podczas gdy przed rokiem było to 1,11 mld zł.

    O ile styczeń i luty dla branży TFI były bardzo udane pod względem napływów do funduszy, to jednak ostatni miesiąc I kwartału (marzec) przyniósł spore umorzenia. W kwietniu, jak widzimy, sytuacja się stabilizowała i trend się odwrócił. Po czterech miesiącach tego roku saldo napływów do funduszy sięga około 13,3 mld zł. Wyniki zarządzania zdecydowanej większości funduszy są dodatnie, a niekiedy dwucyfrowe. Pod kreską z końcem kwietnia była jednak część funduszy dłużnych, zwłaszcza inwestujących w papiery długoterminowe. Słabiej radzą sobie też produkty rynku metali szlachetnych.

    Wygląda na to, że polscy inwestorzy, zmęczeni niskimi stopami zwrotu z bezpiecznych aktywów, postanowili w kwietniu odważyć się i zwiększyć ekspozycję na rynki akcji. Czy ten trend utrzyma się w nadchodzących miesiącach? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – towarzystwa funduszy mają powody do zadowolenia.

  • Tygodniowe szaleństwo na GPW: rekordowe wzrosty i techniczne załamania

    Tygodniowe szaleństwo na GPW: rekordowe wzrosty i techniczne załamania

    Parkiet pulsuje w tym tygodniu energią zarówno byków, jak i niedźwiedzi.

    Które spółki łamią kolejne historyczne bariery, a które załamują kluczowe wsparcia? Sprawdźmy, jak techniczne sygnały na wykresach mieszają się z fundamentalnymi raportami i politycznymi niespodziankami.

    Byki na parkiecie: rekordy i fundamenty

    Zacznijmy od tego, co napędza hossę. Inter Cars jest tutaj zdecydowanym liderem. Akcje dystrybutora części samochodowych drożeją już od pięciu miesięcy, a w minionym tygodniu cena ustanowiła nowy szczyt historyczny 829 zł.

    Zwyżka zaczęła się z poziomu 535 zł. Ale cena kontynuuje trend, a wspierają ją konkretne fundamenty. W pierwszym kwartale spółka miała 211 mln zł czystego zysku, czyli 34 proc. więcej w ujęciu rok do roku. Przychody wzrosły o 13,6 proc., spadło zadłużenie, wzrosła gotówka, a wyraźnej poprawie uległy przepływy operacyjne.

    Z uwagi na krótkoterminowe wykupienie sygnalizowane przez MACD i RSI, należy liczyć się z ryzykiem korekty. Najbliższe wsparcia to 800 i 750 zł, a niżej linia średniej z 50 sesji.

    Digital Network, przedstawiciel branży reklamy cyfrowej, broni się w swojej korekcie. W kwietniu notowania sprowadziły kurs z 215 do 187 zł. Oscylatory MACD i RSI zdążyły się już wychłodzić, a cena zatrzymała się tuż nad wsparciem w postaci linii średniej 50-sesyjnej.

    W minionym tygodniu spółka poinformowała, że przedłużyła o trzy lata współpracę handlową z Polsat Media. Według analityków parkiet.com, to wspiera techniczny scenariusz wyjścia z korekty i kontynuacji długoterminowego trendu.

    Cognor też próbuje wybić się z marazmu. Producent wyrobów hutniczych miał udany tydzień – spółka znalazła się na oficjalnej liście beneficjentów programu SAFE.

    A raport za I kwartał okazał się pozytywną niespodzianką: przychody wyniosły 591 mln zł wobec 543 mln zł rok wcześniej. Strata netto zmniejszyła się natomiast z blisko 14 mln zł do 1 mln zł, a rezultat był znacznie lepszy od konsensusu PAP Biznes.

    Kurs akcji przebił w minionym tygodniu średnią 200-sesyjną, powyżej której nie był od siedmiu miesięcy. Cena próbuje wybić się z szerokiego trendu bocznego, który trwa od trzech lat.

    Niedźwiedzie w akcji: podatkowe zmory i załamania

    Ale nie wszyscy mają tak pięknie. Tutaj dominują negatywne sygnały analizy technicznej i mrożące fundamenty.

    Patentus pogłębił dołek trendu. Od roku notowania dostawcy maszyn i urządzeń górniczych są w trendzie spadkowym. Cena porusza się poniżej linii średnich z 50 i 200 sesji.

    W minionym tygodniu kurs przełamał średnioterminowe wsparcie 2,9 zł i pogłębił dołek trendu do poziomu 2,50 zł. W ruch spadkowy wpisał się raport za I kwartał. Przychody spadły rok do roku o 72 proc. do 9,5 mln zł i spółka była netto pod kreską, notując stratę 5,7 mln zł, wobec 7 mln zł zysku rok wcześniej.

    DataWalk znajduje się przy technicznej granicy hossy. Kurs akcji analitycznej spółki od dwóch lat porusza się w szerokim kanale wzrostowym, ale obecnie mamy do czynienia z schłodzeniem.

    W minionym tygodniu cena naruszyła granicę – średnią z 200 sesji. Podaży sprzyjał komunikat, że na walnym zgromadzeniu 23 czerwca będzie głosowanie nad emisją do 750 tys. akcji. Ponadto w piątek spółka pokazała raport za I kwartał, w tym 41 mln zł straty netto i –14 mln zł przepływów operacyjnych.

    Przebicie granicy zwiększy ryzyko wyjścia dołem z kanału.

    A Unimot? Kurs akcji paliwowej spółki porusza się w długoterminowym trendzie wzrostowym, ale w minionym tygodniu doszło do korekty. Cena schłodziła się o blisko 7 proc., kurs naruszył linię średniej z 50 sesji, a na MACD pojawił się sygnał zwrotu.

    Pretekstem do wyprzedaży mógł być projekt podatku od nadmiarowych zysków. Jak wynika z szacunków Michała Kozaka, analityka Trigonu DM, przedstawiony projekt może oznaczać dla spółki 60–200 mln zł dodatkowego podatku. Zysk brutto w 2025 r. wyniósł 18,56 mln zł.

    Jeśli cena przełamie wspomnianą średnią, kolejnym wsparciem jest granica hossy, przebiegająca obecnie na poziomie 140 zł.

    To był intensywny tydzień, pełen technicznych przełamania i fundamentalnych danych. Obserwujmy uważnie kolejne sesje!