Blog

  • Inflacja zrobiła oszałamiającą niespodziankę! Ekonomiści mają się czego obawiać.

    Inflacja zrobiła oszałamiającą niespodziankę! Ekonomiści mają się czego obawiać.

    Wszyscy oczekiwali mocnego wzrostu cen, a GUS sprezentował nam zupełnie inną scenę. Czy po majowym odczytu inflacji można już mówić o spokojniejszych portfelach Polaków?

    Zaskoczenie bez precedensu

    W piątek Główny Urząd Statystyczny opublikował szybki szacunek inflacji za maj 2026 roku. Rynek był gotowy na wzrost do 3,7 proc. rok do roku, a nawet na niewielkie przyspieszenie w ujęciu miesięcznym. Ale rzeczywistość okazała się… piękniejsza.

    Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w maju tylko o 3,1 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca 2025 roku. To oznacza spadek względem kwietnia, gdzie inflacja wynosiła 3,2 proc.. Skala zaskoczenia jest ogromna – odchylenie od prognoz wyniosło aż 0,6 punktu procentowego. Jak komentują ekonomiści Pekao, to druga największa pozytywna niespodzianka inflacyjna w historii.

    „Polska gospodarka kolejny raz pokazuje odporność na zewnętrzne szoki” – napisał na platformie X minister finansów Andrzej Domański.

    Ale to nie wszystko. W ujęciu miesięcznym sytuacja jest jeszcze bardziej niesamowita.

    Deflacja miesięczna! To się rzadko zdarza

    W porównaniu z kwietniem 2026 r. ceny w maju spadły średnio o 0,3 proc.. To pierwszy spadek cen w ujęciu miesięcznym od roku i zjawisko, które w ostatnich latach należało do rzadkości. Sam fakt, że indeks CPI w skali miesiąca zszedł poniżej zera, jest dla rynku ważnym sygnałem.

    Co napędzało ten korzystny trend? Odpowiedź jest jasna i znajduje się w naszych koszykach.

    Żywność potaniała, paliwa wciąż na fali

    Najbardziej wymowny wkład do zaskakująco niskiego odczytu dał segment żywności. Ceny żywności i napojów bezalkoholowych w maju wzrosły rok do roku zaledwie o 0,5 proc.. W ujęciu miesięcznym produkty spożywcze potaniały aż o 1 proc..

    „Sprawcą tej giga niespodzianki są ceny żywności, które sezonowo w maju zazwyczaj rosną, a w tym roku GUS zaraportował ich spadek o 1 proc. mdm. Nowalijki lubią mieszać w wiosennych odczytach cen żywności, ale tegoroczny spadek w maju jest najgłębszy od co najmniej 15 lat” – komentują ekonomiści Banku Pekao.

    Inaczej wygląda sytuacja na stacjach. Paliwa i smary do prywatnych środków transportu zdrożały w ciągu roku o 12,3 proc., co stanowi najwyższy wzrost wśród głównych kategorii. W ujęciu miesięcznym odnotowano w tej grupie minimalny spadek o 0,1 proc.. Nośniki energii (prąd, gaz, inne paliwa) są o 5 proc. droższe niż rok temu.

    Co zrobi RPP? Argument za spokojem

    Cały odczyt stawia w nowym świetle dyskusję o dalszej polityce monetarnej w Polsce. Już we wtorek 2 czerwca decyzję ws. stóp procentowych podejmie Rada Polityki Pieniężnej.

    Szybki szacunek inflacji, dużo niższy od prognoz, raczej nie pozostawia wątpliwości: stopy procentowe pozostają bez zmian, na poziomie 3,75 proc.. I tak bardzo nikłe ryzyko podwyżki stóp procentowych teraz jest po prostu zerowe.

    „Majowe dane potwierdzają, że nasilone w ostatnim czasie oczekiwania na podwyżki stóp procentowych są przesadzone” – komentuje dział analiz PKO BP.

    Ekonomiści z ING dodają: „Dobra wiadomość dla RPP. Naszym zdaniem w 2026 stopy bez zmian”.

    Kluczowy będzie wydźwięk lipcowej projekcji inflacyjnej Narodowego Banku Polskiego, która pierwszy raz uwzględni skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie.

    Perspektywy: krótkotrwała ulga czy trwały trend?

    Analitycy mBanku ostrzegają, że majowy wynik może być krótkotrwały. „Taki wynik jest jednak krótkotrwały – III kwartał przyniesie solidne przyśpieszenie” – napisali na platformie X. Uważają, że w czerwcu inflacja będzie rosnąc w zbliżonym tempie, ale w lipcu są szanse zobaczyć wynik „z dwójką z przodu”.

    Pełne dane GUS dotyczące struktury inflacji w maju zostaną opublikowane w połowie czerwca. Wtedy rynek otrzyma kompletniejszy obraz tego, co naprawdę dzieje się z cenami w polskiej gospodarce.

    Dla kredytobiorców złotowych i wszystkich obserwujących portfel, maj 2026 na razie przyniósł oddech. Czas pokaże, czy to tylko chwilowa ulga.

  • Sejm postawił kropkę nad 'i’ w sprawach frankowych. To przełom, na który setki tysięcy czekało lata!

    Sejm postawił kropkę nad 'i’ w sprawach frankowych. To przełom, na który setki tysięcy czekało lata!

    Nie milkną echa głosowania w Sejmie, które może na zawsze zmienić oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości. W piątek 230 posłów zagłosowało za przyjęciem ustawy mającej usprawnić i przyspieszyć rozpatrywanie tzw. spraw frankowych. Przeciw było 175, a 23 wstrzymało się od głosu. Ta decyzja to nie tylko suchy fakt polityczny, ale realna nadzieja dla setek tysięcy Polaków i oddech dla duszących się pod lawiną pozwów sądów.

    Z automatu, bez wniosków, bez oczekiwania

    Zapomnijcie o miesiącach czekania na decyzję sądu w sprawie zabezpieczenia. Nowe przepisy wprowadzają prawdziwą rewolucję. Obowiązek spłacania rat przez kredytobiorcę będzie wstrzymywany z mocy prawa w chwili, gdy bank otrzyma odpis pozwu. I to aż do czasu prawomocnego zakończenia postępowania!

    Kluczowe słowo? Automatycznie. To rozwiązanie nie wymaga wydawania żadnych dodatkowych orzeczeń ani zarządzeń przez sędziów. Po prostu działa, od momentu doręczenia pisma. Koniec z procedurami, które przeciągały procesy w czasie.

    „Ustawa jest potrzebna, aby ten gigantyczny ciężar jak najszybciej zdjąć z wokand” – wskazywała pełnomocniczka MS ds. ochrony praw konsumenta Aneta Wiewiórowska-Domagalska, cytowana przez serwis PB.pl.

    Koniec z dwoma procesami w jednej sprawie

    Kolejny kluczowy element to położenie kresu paraliżującej praktyce dublowania postępowań. Do tej pory wyglądało to tak: konsument pozywał bank, a bank odpowiadał osobnym pozwem o zwrot kapitału. Dwa procesy, dwie wokandy, dwukrotne marnowanie czasu sądu i stron.

    Od teraz ma być inaczej. Ustawa umożliwia dokonywanie rozliczenia roszczeń banku i konsumenta w jednym postępowaniu sądowym i jednym orzeczeniu. Bank będzie mógł dochodzić roszczenia wzajemnego w tym samym procesie, a termin na takie powództwo wydłużono do zakończenia postępowania w I instancji. To gigantyczne uproszczenie.

    Sądy dostają nowe narzędzia

    Ustawa idzie z duchem czasu i daje sądom więcej swobody w prowadzeniu postępowań. Chodzi o to, by sprawy szły szybciej, ale bez uszczerbku dla ich merytorycznego rozpatrzenia. Co się zmienia?

    • Więcej posiedzeń niejawnych – sądy będą mogły częściej rozstrzygać sprawy frankowe bez fizycznej obecności stron.
    • Technologia na pomoc – otwiera się furtka dla przesłuchiwania świadków w ramach zdalnych posiedzeń online.
    • Zeznania na piśmie – strony będą mogły składać swoje zeznania w formie pisemnej, co przyspieszy procedurę.
    • Odciążenie sędziów – w przypadku cofnięcia pozwu lub apelacji, postępowanie będą mogli umarzać referendarze sądowi.

    Dlaczego ta ustawa jest potrzebna jak powietrze?

    Statystyki mówią same za siebie i tłumaczą, dlaczego legislacyjny pośpiech jest tu jak najbardziej wskazany. Dane przytaczane przez Ministerstwo Sprawiedliwości, za pośrednictwem portalu Business Insider, malują obraz sądów sparaliżowanych jedną kategorią spraw.

    W sądach okręgowych sprawy frankowe to wciąż 25% całej kolejki spraw cywilnych. To dużo. Ale w sądach apelacyjnych skala problemu jest już dramatyczna – tam aż 70% wszystkich oczekujących spraw to właśnie „franki”.

    Nie bez powodu Aneta Wiewiórowska-Domagalska stwierdziła: „Polskie sądy II instancji stały się właściwie 'sądami jednej sprawy’ – 76% załatwień to franki.” Aby wymiar sprawiedliwości mógł wrócić do normalnego funkcjonowania, ten gigantyczny balast musi w końcu zostać usunięty.

    Co dalej? Droga do Senatu

    Ustawa, po przyjęciu przez Sejm, trafia teraz do Senatu. To tam odbywać się będzie kolejny akt tej legislacyjnej historii. Warto przypomnieć, że jeszcze na etapie prac w Sejmie przyjęto trzy poprawki klubu KO, które wykreśliły z projektu kontrowersyjne zapisy dotyczące tzw. zarzutu potrącenia.

    Czy nowe przepisy rzeczywiście odblokują wokandy i przyniosą ulgę zarówno frankowiczom, jak i sądom? Czas pokaże. Jedno jest pewne – piątkowe głosowanie w Sejmie to najważniejszy i najbardziej konkretny krok w tej sprawie od lat. Setki tysięcy oczu są teraz zwrócone w stronę Senatu.

  • Buźka robi brzydkie rzeczy. Za kulisami awantury o premie w Biedronce

    Buźka robi brzydkie rzeczy. Za kulisami awantury o premie w Biedronce

    Czy jedną decyzją przy kasie można zdecydować o tysiącach premii dla całej załogi? W sieci Biedronka właśnie taki system wywołał gigantyczną burzę, zbliżającą największą sieć handlową w Polsce do realnego widma strajku.

    Od „tajemniczego klienta” do „przypadkowej buźki”

    Do niedawna premia w Biedronce była względnie przewidywalna. O bonusach decydowało badanie „tajemniczego klienta”, który oceniał konkretne, mierzalne parametry: czystość przy pieczywie, otwarcie tradycyjnej kasy czy uprzejmość personelu. Dla pracowników i związkowców system był przejrzysty.

    Ale oto przyszedł luty tego roku i wielka zmiana. Teraz połowa premii (do 250 zł z możliwych 500 zł) zależy od lakonicznego pytania na ekranie kasy samoobsługowej lub w aplikacji: „Jak oceniasz dzisiejszą wizytę?”. Odpowiedź to wybór między zieloną, żółtą a czerwoną „buźką”. I tu pierwszy haczyk: sklep musi znaleźć się w gronie top 50 proc. najlepszych placówek w regionie, by załoga w ogóle mogła liczyć na te pieniądze.

    „Zależy nam na tym, by to oceny realnych klientów, którzy regularnie korzystają ze swoich pobliskich placówek, miały bezpośredni wpływ na ocenę pracy danego sklepu” – przekazał Business Insiderowi Paweł Stolecki, dyrektor operacyjny i członek zarządu sieci Biedronka.

    Firma argumentuje, że nowy system ma być bardziej „sprawiedliwą i obiektywną” formą nagradzania. Pracownicy widzą to jednak zupełnie inaczej, a atmosfera w sklepach jest, delikatnie mówiąc, napięta.

    Absurdy nowego systemu: od 3,35 zł premii po „zabawy” nastolatków

    Związkowcy alarmują, że system prowadzi do kuriozalnych sytuacji. Gabriela Kaim, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” w Jeronimo Martins Polska, wskazuje przykład: pasek wypłaty kierowniczki sklepu za kwiecień 2026 r. z premią w wysokości… 3,35 zł.

    Pracownicy masowo żalą się w mediach społecznościowych, że za kwiecień otrzymali jedynie podstawowe wynagrodzenie. Dlaczego? Powodów jest mnóstwo, a większości kasjerzy nie są w stanie kontrolować.

    Czerwone „buźki” są wciskane przypadkowo przez klientów w pośpiechu. Negatywne emocje wywołują braki towarowe, awarie butelkomatów czy gigantyczne kolejki wynikające ze zbyt małej obsady – czynniki zupełnie niezależne od osoby przy kasie.

    A potem jest jeszcze młodzież. Najmocniej rykoszetem dostały sklepy zlokalizowane w sąsiedztwie szkół. Jak relacjonują związkowcy, grupy nastolatków odwiedzające sklepy podczas przerw masowo klikają fatalne oceny „dla zabawy”, skutecznie rujnując statystyki całej placówki.

    Pierwsze ustępstwa i groźba strajku. Czego chcą związki?

    Pod naporem krytyki Biedronka zdecydowała się już na pierwsze, techniczne poprawki. Na ekranach kas zmieniono układ graficzny – zieloną, pozytywną ikonę przeniesiono na prawą stronę, tam, gdzie wcześniej system sugerował wybór płatności kartą, co generowało pomyłki. Wprowadzono też opcję całkowitego pominięcia ankiety.

    Ale dla związków to za mało. Pracownicy Jeronimo Martins Polska są w formalnym sporze zbiorowym z pracodawcą. W drugiej połowie maja 2026 r. odbyły się już pierwsze spotkania z udziałem rządowego mediatora. Negocjacje mogą zakończyć się fiaskiem, a wtedy scenariusz strajku w największej sieci handlowej w Polsce stanie się realny.

    Czego domagają się związkowcy? Ich postulaty są szerokie i dotyczą nie tylko systemu premii. Żądają m.in. podwyższenia podstawowego wynagrodzenia o 1000 zł brutto dla wszystkich, wprowadzenia dodatków frekwencyjnych i mięsnych, zwiększenia liczby pracowników w sklepach oraz powrotu do rozliczeń premii opartych na obrotach i realizacji planów sprzedażowych.

    Spór w Biedronce to nie tylko kwestia kilkuset złotych premii. To test na odporność relacji pracodawca-pracownicy w największym graczu polskiego handlu. Decyzje zapadną przy stole negocjacyjnym, ale ich echo odczują wszyscy klienci, których kolejna wizyta może zakończyć się pytaniem o ocenę… i świadomością, że ta „buźka” ma dziś ogromną wagę.

  • Tysiące statków widma poza radarem. Tak rosyjska flota cieni stała się platformą wojny hybrydowej na Bałtyku

    Tysiące statków widma poza radarem. Tak rosyjska flota cieni stała się platformą wojny hybrydowej na Bałtyku

    Czy Europa zdaje sobie sprawę, że wokół jej kluczowej infrastruktury krąży armada tysięcy statków? Nowe raporty jasno wskazują, że rosyjska „flota cieni” ewoluowała od prostego omijania sankcji do elastycznej platformy wojny hybrydowej.

    Szara strefa między handlem i sabotażem

    Jak podkreślają analitycy, Moskwa czuje się coraz pewniej na morzu, wykorzystując szarą strefę między legalnym handlem, szpiegostwem, zastraszaniem a sabotażem. Mimo setek nałożonych sankcji Rosja skutecznie podtrzymuje swoją wojenną gospodarkę, jednocześnie obnażając słabości europejskiej infrastruktury krytycznej.

    Według szacunków rosyjska sieć transportowa liczy od 1 do nawet 3,2 tys. jednostek, a władze ukraińskie zidentyfikowały dotychczas blisko 1,4 tys. z nich. Flota ta odpowiada obecnie za przewóz nawet 80 proc. rosyjskiego eksportu ropy drogą morską. Większość statków to wysłużone tankowce, ukryte za fasadami spółek słupów, z fałszywymi rejestracjami i stale zmieniającymi się nazwami.

    „Flota cieni stała się kluczowym narzędziem ograniczającym skuteczność restrykcji, a jednocześnie generującym poważne zagrożenia dla środowiska i bezpieczeństwa na skalę globalną” — piszą autorzy raportu PISM.

    Proceder przypomina metody organizacji przestępczych. Załogi są rekrutowane przez WhatsApp, łączność opiera się na Starlink, a płatności realizowane są w kryptowalutach. Aby uniknąć wykrycia, statki regularnie manipulują systemami automatycznej identyfikacji (AIS) lub całkowicie je wyłączają.

    Choć do maja 2026 r. sama Unia Europejska objęła sankcjami 632 statki powiązane z tą flotą, wspólnota ma związane ręce. Zgodnie z Konwencją Narodów Zjednoczonych o prawie morza państwa europejskie nie mogą dokonać abordażu ani zająć podejrzanej jednostki, dopóki nie udowodnią jej przestępczej działalności lub bezpaństwowości.

    Bałtyk w centrum uwagi

    To właśnie Morze Bałtyckie stało się głównym poligonem działań floty cieni, z uwagi na kluczowe rosyjskie terminale naftowe w Primorsku i Ust-Łudze. Bałtyk jest jednocześnie gęsto usiany podmorskimi kablami telekomunikacyjnymi, połączeniami energetycznymi i gazociągami.

    O tym, jak niebezpieczne są to sąsiedztwa, Europa przekonała się w sylwestra 2025 r. Fińskie siły specjalne wkroczyły wówczas na pokład statku towarowego Fitburg po tym, jak doszło do uszkodzenia podmorskiego kabla między Helsinkami a Tallinnem. Śledczy ustalili, że jednostka płynąca z Petersburga ciągnęła kotwicę po dnie morza.

    Firma wywiadu morskiego Windward odnotowała, że między lutym 2024 a lutym 2025 r. na Bałtyk wpłynęło ponad 2,3 tys. statków powiązanych z Rosją. W tym samym okresie drastycznie wzrosła liczba dryfowania w pobliżu podwodnej infrastruktury, a sygnał trackingowy jednostek „znikał” ponad 16 tys. razy.

    Autorzy raportu PISM wskazują, że jednostki te są również wykorzystywane do działań sabotażowych i wywiadowczych wymierzonych w infrastrukturę krytyczną. Począwszy od 2022 r. do marca 2026 r. doszło do co najmniej 25 incydentów związanych z jednostkami floty cieni (wejścia na mieliznę, eksplozje, awarie i zderzenia).

    Europa zaczyna odpowiadać siłą

    Na testowanie granic prawnych wobec rosyjskich prowokacji coraz odważniej decyduje się Francja. Głośnym echem odbiło się przejęcie przez francuską marynarkę wojenną tankowca Pushpa (znanego też jako Kiwala lub Boracay), płynącego z Rosji do Indii. Statek zatrzymano u wybrzeży Danii we wrześniu 2025 r.

    Z kolei w lutym 2026 r. szwedzkie siły zaobserwowały i zagłuszyły drona zwiadowczego w pobliżu Malmoe, który szpiegował francuski lotniskowiec Charles de Gaulle. Drona powiązano z rosyjskim okrętem wywiadowczym Żygulewsk.

    „Obecnie gonimy rosyjską elastyczność” — powiedziała podczas prezentacji raportu Zuzanna Nowak z Opportunity Institute for Foreign Affairs.

    W odpowiedzi na te zagrożenia NATO uruchomiło operację Baltic Sentry, a Wielka Brytania wprowadziła środki nadzoru Nordic Warden. Od końca 2024 r. odnotowano osiem europejskich akcji egzekwowania prawa wobec statków floty cieni.

    Jak walczyć z flotą cieni? PISM jako kluczowe działania wymienia rozszerzenie kontroli i zwiększenie liczby zatrzymań statków na morzach Bałtyckim i Północnym. Kolejny element to nałożenie sankcji na kluczowe podmioty wspierające jej funkcjonowanie oraz ograniczenie możliwości zakupu przez Rosję nowych statków.

    „UE i Wielka Brytania mogłyby sporządzić listę krajów wysokiego ryzyka, do których sprzedaż tankowców byłaby prawnie zakazana lub podlegałaby ścisłemu nadzorowi” — informuje raport. Konieczne jest wprowadzenie bardziej rygorystycznych norm technicznych i środowiskowych.

  • Wielka Brytania i Polska łączą siły. Historyczny traktat idzie daleko poza wojsko

    Wielka Brytania i Polska łączą siły. Historyczny traktat idzie daleko poza wojsko

    Premierzy Polski i Wielkiej Brytanii już dziś dokonają historycznego gestu. To nie tylko kolejna umowa obronna, ale strategiczne partnerstwo, które sięga głęboko w gospodarkę i bezpieczeństwo cyfrowe. Czy ten traktat definiuje nowy układ sił w Europie?

    Historyczne spotkanie w The Battle of Britain Bunker

    Już dziś, w środę 27 maja, szefowie rządów Donald Tusk i Keir Starmer spotkają się w Londynie, by podpisać Traktat o Partnerstwie w Zakresie Bezpieczeństwa i Obronności. Jak donosi The Economist, jest to kolejny krok premiera Starmera w zacieśnianiu więzi z europejskimi partnerami, po podobnych porozumieniach z Norwegią, Francją i Niemcami.

    Uroczystość zawarcia porozumienia ma się odbyć około południa czasu lokalnego w stolicy Wielkiej Brytanii. Premierzy złożą podpisy o godzinie 13 w The Battle of Britain Bunker. W programie są również oświadczenia szefów rządów oraz złożenie wieńców pod pomnikiem pilotów z Bitwy o Anglię.

    „To jest strategia, jaką przyjęliśmy, aby zacieśniać, i to na najwyższym dyplomatycznym poziomie, współpracę z tymi państwami, które realnie będą chciały wzmacniać nasze bezpieczeństwo” – powiedział premier Tusk.

    Co będzie w środku traktatu?

    Nowe porozumienie ma być rozwinięciem wcześniejszych ustaleń z lat 2017 i 2023. Ale jest znacznie szersze! Obejmie nie tylko sferę militarną, ale także:

    • Odporność gospodarczą
    • Bezpieczeństwo dostaw energii
    • Walkę z nielegalną migracją
    • Przeciwdziałanie przestępczości
    • Cyberbezpieczeństwo i bezpieczeństwo zdrowotne

    Spodziewana jest również deklaracja wzajemnej obrony, wzorowana na niedawno zawartych umowach z Francją i Niemcami. Oba państwa mają zbliżone stanowisko wobec sankcji na Rosję i pomocy dla Ukrainy, w czym już ściśle współpracują.

    Strategia bezpieczeństwa Tuska nabiera kształtów

    Podpisanie traktatu z Wielką Brytanią to element większej strategii. Jak przypomniał premier, rok temu Polska podpisała podobny dokument z Francją w Nancy, który zawiera klauzulę wsparcia militarnego.

    „W obecnych niestabilnych czasach traktaty z takimi państwami, jak Wielka Brytania i Francja, a także sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i realizacja programu SAFE mają zapewnić Polsce pełne bezpieczeństwo” – ocenił Tusk.

    Polska rozmawia także o bliższej współpracy, także militarnej, z Niemcami. Lista projektów wdrażających nowy traktat z Londynem obejmie również zwalczanie zagrożeń hybrydowych, dezinformacji oraz rozwój współpracy przemysłów zbrojeniowych i bezpieczeństwa infrastruktury morskiej.

    Zbieżne interesy i wyraźne różnice

    Mimo mocnego partnerstwa, między Warszawą a Londynem istnieją też obszary różnic. The Economist wskazuje, że Polska z rezerwą podchodzi do nieformalnego formatu E3 (Wielka Brytania, Francja, Niemcy), argumentując, że jej rozmiar i położenie powinny gwarantować udział w każdych negocjacjach między Europą a Rosją.

    Kolejną kwestią są nakłady na cele wojskowe – pod tym względem Wielka Brytania pozostaje wyraźnie w tyle za Polską. Jak czytamy w tygodniku: „Odstraszanie nuklearne Wielkiej Brytanii i dyplomacja sprawiają, że nadal jest ona europejskim liderem w dziedzinie bezpieczeństwa. Jednak przesłanie skierowane do sir Keira lub jego następcy jest jasne: w miarę jak Polska będzie się umacniać, będzie oczekiwać miejsca przy głównym stole”.

    Faktycznie, szybki rozwój gospodarczy Polski jest tu ważnym czynnikiem. Prognozy MFW wskazują, że polski PKB na mieszkańca (z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej) w 2030 r. będzie tylko nieznacznie niższy od brytyjskiego.

    Dziś w Londynie zapisze się kolejny rozdział tej rosnącej współpracy. Traktat to nie tylko słowa na papierze, ale realny plan wzmocnienia bezpieczeństwa w najszerszym tego słowa znaczeniu.

  • Grupa Pracuj przecina oczekiwania analityków, ale co z niemieckim rynkiem?

    Grupa Pracuj przecina oczekiwania analityków, ale co z niemieckim rynkiem?

    Mimo trudnego rynku Grupa Pracuj w pierwszym kwartale przeskoczyła prognozy analityków. Wynik EBITDA na poziomie 97,8 mln zł był o 9,5 proc. wyższy niż oczekiwania.

    Giełdowy potentat rekrutacji online zamknął pierwsze trzy miesiące roku ze skonsolidowanymi przychodami 209,4 mln zł, czyli wzrostem o 2 proc. rok do roku. Wynik operacyjny obciążyły wyższe koszty związane z programem motywacyjnym opartym na akcjach, co przełożyło się na lekki spadek skonsolidowanego zysku netto do 63,9 mln zł (spadek 3,6 proc.).

    Polska: stabilna siła

    Rynek polski pozostaje dla Grupy Pracuj solidną podstawą. Tutaj przychody wzrosły o 5 proc. do 151,4 mln zł, a skorygowana EBITDA sięgnęła 86,8 mln zł (wzrost 8 proc.). Kluczem był wzrost średniej ceny projektów rekrutacyjnych w Pracuj.pl o 4 proc. przy utrzymaniu stabilnej liczby około 130 tysięcy takich projektów.

    „Mimo wyzwań rynkowych konsekwentnie realizujemy strategię, rozwijając nasze dwa filary zrównoważonego wzrostu. W obszarze serwisów rekrutacyjnych utrzymujemy pozycję lidera na polskim i ukraińskim rynku” – mówi Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

    Ukraina: dynamiczna gwiazda

    Ukraina, choć najmniejszy rynek grupy, rośnie najdynamiczniej. Przychody wzrosły tam o 15 proc. do 16,4 mln zł. Pomogło to gigantyczne wzrost cen projektów rekrutacyjnych w serwisie Robota.ua – aż 49 proc. – który zrekompensował 5 proc. spadek ich liczby.

    I właśnie Ukraina ma znaczący wpływ na wynik netto. Udział Grupy Pracuj w zysku ukraińskiej spółki Work.ua wyniósł w tym okresie 10,6 mln zł, czyli wzrost o 77 proc. rok do roku.

    Niemcy: słabość ciąży

    Gorzej wygląda sytuacja na rynku niemieckojęzycznym. Przychody z działalności spółki Softgarden spadły o 9 proc. do 41,5 mln zł. O 20 proc. spadły przychody netto z usługi multipostingu, która automatycznie publikuje oferty pracy.

    „Spowolnienie przyrostu nowych użytkowników odzwierciedla słabszą aktywność rekrutacyjną pracodawców i pogorszenie nastrojów biznesowych na rynku niemieckim” – informuje Grupa Pracuj.

    Taka sytuacja, zwłaszcza w segmencie „białych kołnierzyków”, rzuca cień na ambicje strategii Grupy Pracuj 2030.

    Strategia 2030: cel przychodów pod znakiem zapytania

    Ogłoszona rok temu strategia zakłada organiczny wzrost przychodów do 1 mld zł w 2027 roku i 1,4 mld zł w 2030 roku. Cel dotyczący wyników operacyjnych jest jednak bardziej konkretny.

    „Choć osiągnięcie 1 mld zł przychodów w 2027 roku w obecnych warunkach rynkowych może być wyzwaniem, to wynik EBITDA powyżej 400 mln zł jest jak najbardziej osiągalny i jesteśmy zdeterminowani, by ten cel zrealizować” – deklaruje Przemysław Gacek.

    Spółka przypomina, że strategia zakłada utrzymanie skorygowanej marży EBITDA na poziomie co najmniej 40 proc., co właśnie oznacza wynik co najmniej 400 mln zł w 2027 roku.

    A co z akcjonariuszami?

    Składka dla akcjonariusów może być równie ważna jak wyniki operacyjne.

    „Biorąc pod uwagę ograniczone możliwości dokonania znaczącej akwizycji w najbliższym czasie, jako zarząd zarekomendowaliśmy Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy z zysku za 2025 rok w rekordowej wysokości 3,00 zł na akcję” – podkreśla Gracjan Fiedorowicz, członek zarządu i dyrektor finansowy Grupy Pracuj.

    Jednym z powodów spadku zysku netto były wyższe koszty finansowe, w tym obniżenie wartości udziałów w niepublicznych podmiotach Pracuj Ventures i Beamery Inc. przez ponad 7,4 mln zł.

    Mocne dźwignie dla przyszłości

    Grupa nie tylko prowadzi serwisy rekrutacyjne, ale rozwija również narzędzia dla pracodawców. Liczba klientów systemu do zarządzania rekrutacją eRecruiter wzrosła o 12 proc., a jego miesięczne powtarzalne przychody o 9 proc. Podobny wzrost odnotował niemiecki system Softgarden działający w modelu SaaS.

    Krótko mówiąc, Grupa Pracuj pokazuje, że na niełatwym rynku rekrutacyjnym jej polska i ukraińska siła pozwala nie tylko przebić oczekiwania analityków, ale też trzymać się ambitnych celów rentowności. Niemiecka słabość będzie jednak testem dla jej długoterminowych ambicji.

  • Orlen bije rekordy! Zysk netto niemal 100% wyżej – a kierowcy płacą więcej. Co napędziło ten gigantyczny wzrost?

    Orlen bije rekordy! Zysk netto niemal 100% wyżej – a kierowcy płacą więcej. Co napędziło ten gigantyczny wzrost?

    Czy gigant z branży paliwowej może zarobić niemal dwukrotnie więcej, gdy jego przychody rosną tylko nieznacznie? Najnowsze wyniki Orlenu pokazują, że tak – i robią to z ogromną siłą.

    Grupa Orlen zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku z zyskiem netto na poziomie 8,154 mld zł. To wynik wyższy o około 94% rok do roku! Jak podaje raport spółki, w analogicznym okresie 2025 roku zysk netto wyniósł 4,206 mld zł. Te liczby mówią wszystko.

    Przychody vs. zysk: paradoksalna matematyka

    Przychody Grupy w pierwszym kwartale 2026 osiągnęły 75,8 mld zł, co oznacza wzrost o 2,9% w porównaniu do roku poprzednego (73,650 mld zł). Skorygowany EBITDA LIFO, czyli preferowana miara rentowności, wyniósł 14,08 mld zł, co oznacza wzrost rok do roku o 23%. Jak zauważa Business Insider, prognozy analityków były znacznie niższe – mówiły o zysku netto na poziomie 6,5 mld zł i EBITDA LIFO około 13,36 mld zł. Orlen zaskoczył rynek.

    „Gwarantujemy bezpieczeństwo energetyczne Polski, oferując Polakom paliwa po najniższych cenach w Unii Europejskiej. Jednocześnie zapewniamy ich pełną dostępność” – mówi prezes Orlenu Ireneusz Fąfara, cytowany przez parkiet.com.

    Co napędziło ten wzrost?

    Jak wskazuje spółka w raportach, początek roku upłynął pod znakiem „dużej niestabilności i bezprecedensowej zmienności na światowych rynkach energii”. Konflikt zbrojny pomiędzy USA i Izraelem a Iranem, trwający od końca lutego 2026 r., wpłynął istotnie na wyniki.

    Ceny ropy Brent wzrosły o ponad 50% od momentu rozpoczęcia działań militarnych, zbliżając się do poziomu 120 dol./bbl. W I kwartale 2026 średnia cena ropy naftowej wzrosła o 5,4 dol./bbl rok do roku do 81,1 dol./bbl. To przełożyło się na wyższe przychody.

    Dodatkowo, marża rafineryjna wzrosła o 7,5 dol. na baryłce do 12,9 dol. – informuje koncern w prezentacji wynikowej. Notowania benzyny wzrosły o 6%, oleju napędowego o 25%, a paliwa Jet o 40%. Spadła natomiast marża petrochemiczna grupy o 26 euro na tonie do 119 euro.

    Wszystkie segmenty na plusie

    To charakterystyczne dla tego kwartału – dobre wyniki przyszły jednocześnie ze wszystkich filarów działalności koncernu. Segment Consumers & Products, który integruje sprzedaż paliw, gazu i energii elektrycznej do odbiorców końcowych, osiągnął 1,7 mld zł EBITDA wobec 0,8 mld zł kwartał wcześniej.

    Inwestycje spadły o ponad 12% rok do roku do 5,4 mld zł. Produkcja liczona w baryłkach poszła w dół o 5% do 202 tys. baryłek dziennie.

    Rekordowa dywidenda i Skarb Państwa

    Wraz z wynikami spółka potwierdziła wypłatę rekordowej dywidendy o łącznej wartości 9,3 mld zł, czyli 8 zł na akcję. Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2026 r., a wypłata ma ruszyć 25 czerwca. Największym akcjonariuszem Orlenu jest Skarb Państwa, co oznacza, że znaczna część rekordowej dywidendy trafi wprost do budżetu państwa.

    Stabilność finansowa i perspektywy

    Wskaźnik długu netto do EBITDA wyniósł minus 0,04, co oznacza, że koncern praktycznie nie ma zadłużenia netto. Orlen utrzymuje też najwyższe w historii oceny ratingowe.

    Spółka nie identyfikuje ryzyka wystąpienia niedoborów paliw na rynkach, na których prowadzi działalność, w tym w Polsce. Grupa uznaje obecną sytuację za przejściową.

    Akcje poszły w górę o 2,4% do 141 zł.

    Mocny start w niepewny rok? Orlen pokazał, że potrafi generować rekordowe zyski nawet w warunkach silnej zmienności. Na razie bilans jest jednoznaczny: największa polska firma rozpoczęła rok od wyniku, który z naddatkiem przebił oczekiwania rynku i zasili budżet państwa rekordową dywidendą.

  • Planujesz wakacje? Uważaj, bo Twój urlop może przepaść. Albo szef może cię z niego odwołać!

    Planujesz wakacje? Uważaj, bo Twój urlop może przepaść. Albo szef może cię z niego odwołać!

    Co roku wielu pracowników traci cenne dni wolnego. Innych czeka przykra niespodzianka w postaci wezwania z wypoczynku. Oto, co musisz wiedzieć o swoich prawach i obowiązkach, zanim zaplanujesz tegoroczny urlop.

    Urlop na żądanie – przysługuje każdemu

    To uprawnienie zna większość, ale mało kto pamięta o jego kluczowej zasadzie. Zgodnie z art. 1672 Kodeksu pracy, pracodawca musi udzielić pracownikowi maksymalnie cztery dni urlopu na żądanie w roku kalendarzowym. O terminie wykorzystania tych dni decyduje wyłącznie pracownik.

    Warto jednocześnie pamiętać, że urlop na żądanie jest częścią urlopu wypoczynkowego, a nie dodatkowym dniem wolnym.

    Oznacza to, że jeśli przysługuje ci 26 dni urlopu, to cztery z nich możesz wykorzystać na żądanie. Płacone są one tak samo, jak zwykły urlop. I tu jest haczyk: niewykorzystane dni urlopu na żądanie przepadają z końcem roku kalendarzowego. Jeśli wykorzystasz cały przysługujący ci urlop, nie możesz już z niego skorzystać.

    Jak zgłosić wolne „na już”?

    Zgłoszenie jest proste. Pracownik musi to zrobić najpóźniej w dniu, w którym zamierza rozpocząć urlop, przed rozpoczęciem pracy. Nie wymaga on wcześniejszych uzgodnień ani planowania. Wystarczy skutecznie poinformować szefa.

    Ale uwaga! Pracownik nie może samowolnie rozpocząć urlopu na żądanie bez zgody pracodawcy. Grozi za to nawet zwolnienie dyscyplinarne. Zasadniczo pracodawca powinien się zgodzić, jednak – jak podkreśla Sąd Najwyższy – może odmówić w wyjątkowych sytuacjach, gdy obecność pracownika jest niezbędna dla firmy.

    Kiedy szef może przerwać ci wakacje?

    Nawet najlepiej zaplanowany urlop może zostać przerwany. Pracodawca ma prawo wezwać cię z wypoczynku, ale tylko w bardzo konkretnych okolicznościach. Muszą zaistnieć dwie przesłanki.

    Po pierwsze, muszą wystąpić okoliczności nieprzewidziane w momencie planowania urlopu. Mowa tu o awariach, nagłych wypadkach czy niezapowiedzianych kontrolach – czyli sytuacjach o krytycznym znaczeniu dla funkcjonowania firmy.

    Po drugie – i to kluczowe – obecność ściąganego z urlopu pracownika musi być niezbędna do rozwiązania tej sytuacji. Jeśli te warunki nie są spełnione, wezwanie może być nieuzasadnione.

    Co jeśli dostaniesz takie wezwanie? Nie możesz go ignorować. Pracownik powinien stawić się w pracy najszybciej, jak to możliwe. Unikanie tego obowiązku może zostać uznane za ciężkie naruszenie obowiązków i podstawę do zwolnienia dyscyplinarnego.

    Szef odwołał urlop? Należy ci się odszkodowanie!

    Tu jest dobra wiadomość dla pracownika. Jeśli szef przerwie twój wypoczynek, bierze na siebie pełną odpowiedzialność finansową. Zgodnie z Kodeksem pracy, pracodawca musi pokryć wszystkie koszty poniesione przez pracownika „w bezpośrednim związku z odwołaniem go z urlopu”.

    Co to oznacza w praktyce? Zwrot kosztów za niewykorzystane noclegi, bilety powrotne, a nawet koszty wypoczynku twojej rodziny, jeśli ona też nie mogła kontynuować wakacji. Pamiętaj też, że masz prawo wykorzystać pozostałą część przerwanego urlopu w innym, dogodnym dla siebie terminie.

    Podsumowanie: Korzystaj z praw, ale pamiętaj o obowiązkach

    Kluczem do spokojnego urlopu jest znajomość przepisów. Masz prawo do czterech dni na żądanie rocznie – wykorzystaj je, zanim przepadną. Pamiętaj też, że standardowy urlop wypoczynkowy to 20 lub 26 dni w roku, w zależności od stażu pracy (mniej lub więcej niż 10 lat).

    Jednocześnie bądź czujny. W wyjątkowych sytuacjach szef może wezwać cię z wakacji, ale wtedy ma obowiązek pokryć wszystkie związane z tym straty. Znajomość tych zasad to najlepsza polisa ubezpieczeniowa na spokojny, zasłużony wypoczynek.

  • Twoje kieszenie pełniejsze? Sprawdź, jak zmieniły się dochody i wydatki Polaków

    Twoje kieszenie pełniejsze? Sprawdź, jak zmieniły się dochody i wydatki Polaków

    Czy w 2025 roku zostało ci więcej pieniędzy do końca miesiąca? Według najnowszych danych GUS sytuacja materialna gospodarstw domowych w Polsce wyraźnie się poprawiła. I to nie tylko na papierze – wzrosły zarówno dochody, jak i subiektywne odczucia Polaków.

    Prawda o średniej krajowej

    Główny Urząd Statystyczny podał właśnie twarde liczby: przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na osobę w 2025 roku wyniósł 3500 zł. To nie jest kwota, którą zarabiasz, ale ta, która zostaje ci po odliczeniu wszystkich podatków i składek. Co ważne, to realny wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim.

    „W 2025 r. sytuacja materialna gospodarstw domowych poprawiła się w stosunku do 2024 r. Nominalnie gospodarstwa domowe uzyskiwały wyższe dochody, ale ponosiły też wyższe wydatki” – informuje GUS.

    I tu właśnie jest klucz: dochód na osobę był wyższy od tego z 2024 roku nominalnie o 10,5%, a realnie o 6,7%. Wydatki też poszły w górę (nominalnie o 7,3%), ale mniej niż dochody, więc udział wydatków w dochodzie rozporządzalnym spadł z 59,3% do 57,6%.

    Kto zarabia najwięcej, a kto najwięcej wydaje?

    Jeśli jesteś przedsiębiorcą, te liczby cię nie zaskoczą. Najwyższy przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na osobę (4198 zł) mają gospodarstwa osób pracujących na własny rachunek poza rolnictwem. To właśnie oni wydają też najwięcej – średnio 2270 zł miesięcznie na osobę.

    Na drugim końcu skali znajdują się renciści. Ich przeciętny miesięczny dochód na osobę wyniósł 2541 zł, co jest o 27,4% niższe od średniej ogólnopolskiej. Z kolei najmniej wydają rolnicy – średnio 1359 zł na osobę, czyli o 32,6% mniej niż ogół gospodarstw domowych.

    Na co idą nasze pieniądze?

    Struktura wydatków Polaków nie uległa rewolucji. Nadal jedną czwartą wszystkich wydatków pochłania żywność i napoje bezalkoholowe (dokładnie 25,1%). Tuż za nimi plasują się koszty utrzymania mieszkania i energii – to 19,4% wszystkich wydatków.

    Ciekawostka: wśród różnych grup społecznych różnice są spore. Najniższy udział wydatków na mieszkanie i energię mają rolnicy (16,6%), a najwyższy renciści (24,9%).

    Optymizm rośnie!

    I to jest chyba najlepsza wiadomość z całego raportu. Subiektywna ocena sytuacji materialnej poprawiła się we wszystkich grupach społeczno-ekonomicznych. W 2025 roku 59,2% gospodarstw domowych oceniało swoją sytuację jako dobrą lub raczej dobrą (w 2024 roku było to 57,7%). Tylko 4,2% postrzegało ją jako złą lub raczej złą.

    Najbardziej optymistyczni są – co nie dziwi – przedsiębiorcy. 78,9% gospodarstw osób pracujących na własny rachunek pozytywnie ocenia swoją sytuację materialną. Wśród rencistów ten odsetek wynosi 26,0%, ale i tu widać poprawę w porównaniu z rokiem poprzednim.

    Co z tego wynika dla twojego portfela?

    Raport GUS pokazuje wyraźny trend: Polakom żyje się coraz lepiej. Dochody rosną szybciej niż wydatki, a to oznacza, że zostaje nam więcej pieniędzy do końca miesiąca. Nie wszyscy korzystają z tego wzrostu w równym stopniu – różnice między grupami społecznymi wciąż są znaczące – ale ogólny kierunek jest pozytywny.

    Najważniejsze jednak, że poprawa nie jest tylko statystyczna. Polacy czują, że ich sytuacja materialna się polepsza. A to, w długim terminie, może być ważniejsze niż suche liczby w tabelach. Czy ten trend utrzyma się w kolejnych latach? Tego nie wiemy, ale na razie mamy powody do ostrożnego optymizmu.

  • Saylor zaskakuje ponownie: Miliony na obligacje, ale 843 738 BTC wciąż króluje

    Saylor zaskakuje ponownie: Miliony na obligacje, ale 843 738 BTC wciąż króluje

    Czy Michael Saylor odchodzi od swojej słynnej strategii „buy and hodl”? Najnowszy ruch prezesa Strategy wprawił część rynku w osłupienie, ale eksperci twierdzą, że to tylko kolejna, genialna gra strategiczna. W końcu mowa o firmie, która zgromadziła zasoby warte 65 miliardów dolarów.

    Forteca Bitcoina w liczbach

    Pojedyncza firma, jeden wizjoner, nieprawdopodobny wynik. Strategy Michaela Saylora jest największym korporacyjnym posiadaczem Bitcoinów na świecie. Jej portfel to oszałamiające 843 738 BTC. Spółka kontroluje blisko 4% całkowitej emisji tej kryptowaluty, a średni koszt nabycia całego portfela to ok. 75 700 USD za BTC.

    Jej strategia akumulacji, realizowana od ponad pięciu lat, stała się modelem biznesowym, który wpłynął na sposób postrzegania kryptowalut przez spółki publiczne.

    Michael Saylor wielokrotnie podkreślał, że firma zamierza kontynuować zakupy niezależnie od bieżącej ceny Bitcoina. Efektem tej polityki jest zgromadzenie zasobów, których wartość liczona jest obecnie w dziesiątkach miliardów dolarów!

    Rekordowe zakupy i zaskakująca reakcja rynku

    Historia akumulacji Strategy pełna jest monumentalnych transakcji. Rekordowym pojedynczym nabyciem pozostaje ten z 25 listopada 2024 r., gdy firma zakupiła 55 500 BTC, bijąc własny poprzedni rekord o ponad 800 mln USD.

    Ale tu pojawia się pierwsza zagadka. Rynek nie zareagował wzrostami. W godzinach po tym ogłoszeniu cena Bitcoina spadła o około 4%, schodząc poniżej 94 000 USD. Podobne krótkoterminowe korekty obserwowano po innych dużych zakupach, np. w maju 2026 r., gdy cena spadła o prawie 4,5%.

    Nie wszystkie transakcje jednak wywoływały spadki. Po zakupie 27 200 BTC ogłoszonym niedługo po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, kurs Bitcoina wzrósł o ponad 10%, ustanawiając kolejny rekord.

    Ewolucja finansowania: od obligacji do akcji STRC

    Sposób finansowania tych gigantycznych transakcji ewoluował. Początkowo opierał się na obligacjach zamiennych. Prawdziwy zwrot nastąpił z programem uprzywilejowanych akcji Stretch (STRC), które wypłacają dywidendę.

    To właśnie z tego narzędzia skorzystano przy trzecim największym zakupie w historii firmy – 34 200 BTC w kwietniu 2026 r., czy przy nabyciu niemal 25 000 BTC w maju 2026 r. za ponad 2,01 mld USD. Wykorzystanie emisji akcji pozwoliło na dalsze powiększanie portfela przy jednoczesnej dywersyfikacji źródeł kapitału.

    Najnowszy ruch: Obligacje zamiast BTC? Niezupełnie!

    I właśnie w tym momencie pojawia się najnowszy, zaskakujący ruch Strategy. Zamiast ogłaszać kolejny zakup Bitcoinów, firma Michaela Saylora postanowiła… odkupić własny dług.

    Spółka sfinalizowała odkup obligacji zamiennych o wartości nominalnej 1,5 mld USD za około 1,38 mld USD, wykorzystując dyskonto na poziomie ok. 8%. Jak podał sam Saylor, transakcja ta generuje przyrostową stopę zwrotu z BTC na poziomie 0,7% i obniża łączny dług do 6,7 mld USD.

    Czy to oznacza zmianę strategii? Według analityka kryptowalutowego „Darkfosta” z CryptoQuant – absolutnie nie. To racjonalny krok finansowy w odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe.

    Strategy oferuje elastyczność finansowania strategicznych transakcji gotówką, akcjami cyfrowymi, kredytami cyfrowymi lub kapitałem cyfrowym, co daje nam wiele możliwości optymalizacji bilansu i reagowania na warunki rynkowe.

    Kluczem jest tu spadająca premia za ryzyko akcji, która według analityka osiągnęła najniższy poziom od bańki internetowej z 2000 roku. Gdy przewaga rynku akcji nad obligacjami maleje, optymalizacja zadłużenia z dyskontem staje się atrakcyjniejsza od natychmiastowej akumulacji kolejnych BTC.

    Co dalej z gigantycznym portfelem?

    Mimo tej ostatniej transakcji, Strategy pozostaje niekwestionowanym królem korporacyjnych holdingów BTC. Jej działania są uważnie obserwowane przez cały rynek, a każda decyzja analizowana pod kątem wpływu na cenę kryptowaluty.

    Warto jednak zaznaczyć, że dokumenty spółki wskazują na możliwość upłynnienia części zasobów cyfrowych przed końcem 2026 r., co mogłoby posłużyć finansowaniu operacji. Sam Michael Saylor w wywiadzie z 21 maja nie wykluczył takiego scenariusza.

    Niezależnie od przyszłych ruchów, jedno jest pewne: Michael Saylor i Strategy zbudowali coś, czego nikt wcześniej nie próbował na taką skalę. Ich 843 738 Bitcoinów to nie tylko bilansowy aktyw, ale już symbol instytucjonalnej adopcji i punkt odniesienia dla całego rynku aktywów cyfrowych. Gra trwa.