Blog

  • Wakacje pobudziły rynek mieszkań. Deweloperzy boją się tylko stóp procentowych?

    Wakacje pobudziły rynek mieszkań. Deweloperzy boją się tylko stóp procentowych?

    Wakacje na rynku mieszkań okazały się znacznie lepsze, niż branża się spodziewała. Deweloperzy sprzedali w lipcu i sierpniu na siedmiu największych rynkach blisko 8,6 tys. lokali, co daje średnio 4,3 tys. miesięcznie wobec 3,8 tys. w drugim kwartale. Mimo że wrześniowy odczyt Indeksu Nastrojów Deweloperów Tabelaofert obniżył się z sierpniowego maksimum, branża wciąż patrzy w przyszłość z optymizmem.

    Wakacje zaskoczyły pozytywnie

    Jeszcze w czerwcu spodziewano się słabszego sezonu. Tymczasem ożywienie, którego branża wyczekiwała na jesień, przyszło już w lipcu. Robert Chojnacki, założyciel portalu Tabelaofert, przyznaje wprost: „Sprzedaż przez ostatnie trzy miesiące była dobra, wyraźnie lepsza od wcześniejszych przewidywań, a ożywienie, którego spodziewaliśmy się dopiero jesienią, przyszło znacznie wcześniej”.

    Indeks Zmiany Tempa Sprzedaży, po czerwcowym odczycie -0,09, w lipcu wzrósł do 0,26, a w sierpniu do 0,53 – najlepszego wyniku w roku. We wrześniu spadł do 0,31, ale – jak tłumaczy Chojnacki – to nie sygnał pogorszenia koniunktury, tylko efekt wysokiej poprzeczki po udanych wakacjach. Struktura odpowiedzi to potwierdza: spadku sprzedaży spodziewa się zaledwie 8% firm, blisko 40% liczy na dalszy wzrost, a połowa zakłada utrzymanie obecnego tempa.

    Ceny? Stabilizacja, choć nie wszędzie

    Trzech na czterech deweloperów (dokładnie 75%) nie planuje zmian w cennikach. Wzrostu cen oczekuje 20,2% respondentów, a spadku jedynie 4,8%. Indeks Zmiany Cen Mieszkań wzrósł we wrześniu do 0,16 z 0,13 w sierpniu, co jest drugim najwyższym odczytem w tym roku.

    Ewa Palus, główna analityczka Tabelaofert, wskazuje, że stabilizacji sprzyja bardzo duża oferta deweloperska i liczba mieszkań gotowych do odbioru. Nabywcy wciąż liczą na rabaty i promocje, a czwarty kwartał tradycyjnie przynosi wzmożoną aktywność promocyjną – od Black Friday po oferty okołoświąteczne. Z drugiej strony wysokie ceny gruntów i rosnące koszty realizacji inwestycji utrudniają obniżki. Chojnacki ocenia, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to stabilizacja.

    Stopy procentowe i geopolityka jako ryzyka

    Na horyzoncie pojawiają się jednak dwa zagrożenia. Pierwszym jest perspektywa droższego kredytu hipotecznego. Palus zwraca uwagę na możliwy paradoks: pierwsza podwyżka mogłaby chwilowo pobudzić popyt, bo część klientów przyspieszyłaby zakup przed dalszym wzrostem kosztów finansowania. Kolejne ruchy w górę mogłyby już hamować sprzedaż.

    Drugim czynnikiem jest rosnące napięcie geopolityczne, które osłabia skłonność do zaciągania wieloletnich zobowiązań. Chojnacki podsumowuje: „To od nich w dużej mierze będzie zależało, czy bardzo dobra sprzedaż z ostatnich miesięcy utrzyma się również jesienią”.

    GUS potwierdza mocne lato

    Najnowsze dane GUS za sierpień pokazują, że branża ma się dobrze także w ujęciu rocznym. Deweloperzy oddali w sierpniu 11 869 mieszkań – o 22,1% więcej niż rok wcześniej, choć o 2,1% mniej niż w lipcu. Łącznie w lipcu i sierpniu przekazali ponad 24 tys. lokali, najlepszy wynik w wakacyjnych miesiącach od 2022 r.

    Od początku roku deweloperzy oddali 81,5 tys. mieszkań, o 2,5% więcej niż w analogicznym okresie 2025 r. W całym sektorze – z budownictwem indywidualnym – od stycznia do sierpnia oddano 132,2 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 4,5% r/r.

    Pozwolenia rosną, ale budowy hamują

    Liczba rozpoczynanych budów spada od kwietnia, ale sierpień i tak wypadł lepiej niż przed rokiem. Deweloperzy ruszyli z 10 467 mieszkaniami – o 9,4% mniej niż w lipcu, ale o 25,6% więcej niż w sierpniu 2025 r. Z kolei inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę 7 215 domów, najwięcej w tym miesiącu od czterech lat.

    Najważniejszy dla przyszłej podaży jest jednak zapas pozwoleń. Deweloperzy zgromadzili od stycznia pozwolenia na 127,4 tys. mieszkań, o 20,6% więcej niż rok wcześniej. W sierpniu wydano 13 537 pozwoleń dla deweloperów i 7 035 dla inwestorów indywidualnych – łącznie najsłabszy miesiąc w tym roku, ale bilans ośmiu miesięcy jest wyraźnie lepszy niż w 2025 r. W całym sektorze liczba wydanych pozwoleń wzrosła od początku roku o 14,9%.

    Czy te zgody przełożą się na rozpoczęte budowy? To kluczowe pytanie. Jeśli tak, rosnąca liczba oddawanych mieszkań może w kolejnych kwartałach poszerzyć wybór dla kupujących. Na razie branża – mimo ostrzeżeń o stóp i geopolityce – pozostaje w dobrych nastrojach.

  • PKP Intercity szykuje wielkie zmiany: więcej pociągów, piętrowce i oferta z Niemiec

    PKP Intercity szykuje wielkie zmiany: więcej pociągów, piętrowce i oferta z Niemiec

    PKP Intercity ma za sobą rekordowy rok i nie zwalnia tempa. Przewoźnik zapowiada więcej pociągów w rozkładzie, pokazał nowe piętrowe składy i rozważa zakup używanych wagonów od Deutsche Bahn. Już od grudniowej korekty rozkładu po polskich torach ma jeździć około 600 pociągów dziennie zamiast obecnych 530.

    Rekordowy 2025 i prognoza na 2026

    W 2025 r. z oferty PKP Intercity skorzystało 89,2 mln pasażerów – o 13 proc. więcej niż rok wcześniej i o 31 proc. więcej niż dwa lata wcześniej. Średnio każdego dnia pociągami przewoźnika podróżowało 244 tys. osób. Dla porównania, w 2024 r. było to około 79 mln pasażerów.

    Władze spółki zakładają, że w tym roku liczba pasażerów wzrośnie do 96–98 mln. Gdyby ten scenariusz się sprawdził, oznaczałoby to wzrost o ponad 40 proc. w porównaniu z 2023 r.

    Grudniowa korekta rozkładu

    Zwiększenie liczby pociągów do około 600 dziennie zapowiedział prezes PKP Intercity Janusz Malinowski. Nowy rozkład ma przynieść zarówno dodatkowe trasy, jak i większą częstotliwość na już obsługiwanych kierunkach.

    W planach jest m.in. 6 nowych par pociągów na trasie Łomża–Warszawa. Spółka deklaruje, że docelowo na najważniejszych relacjach chce oferować odjazdy co godzinę. W siatce pozostaje też 57 połączeń międzynarodowych.

    Jak będą wyglądać nowe piętrowce

    Przewoźnik pokazał też, na czym będzie woził pasażerów w kolejnych latach. Nowe piętrowe pociągi, które zamówił w Alstomie, mają powstać w zakładach w Chorzowie i Nadarzynie. Pierwsze egzemplarze trafią do PKP Intercity w 2029 r., a do 2032 r. flota ma liczyć 42 takie pojazdy.

    „Tak będą wyglądać nowe piętrowe pociągi PKP Intercity! Powstaną w zakładach Alstom w Chorzowie i Nadarzynie. Pierwsze trafią do nas w 2029 r., a do 2032 r. będziemy mieć 42 takie składy” – napisał przewoźnik na platformie X.

    Pociągi mają być przystosowane do przejazdów dalekobieżnych i rozwijania prędkości około 200 km/h. Będą obsługiwać popularne trasy, m.in. z Warszawy do Gdańska, Łodzi, Olsztyna, Wrocławia, Krakowa, Białegostoku i Terespola.

    Produkcja pierwszych testowych jednostek ma ruszyć na początku 2027 r. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w styczniu w zakładach Alstomu w Chorzowie ma rozpocząć się produkcja pięciowagonowych składów zespolonych. Jak tłumaczyła portalowi Rynek Kolejowy prezeska Alstom Polska Beata Rusinowicz, prace nad designem nowych pociągów zostały zamknięte, a producent przechodzi z fazy projektowania do przygotowania produkcji. Najpierw powstaną pudła wagonów, później ich malowanie i wyposażanie. Wnętrza najprawdopodobniej zobaczymy w przyszłym roku.

    Na razie zaprezentowano zewnętrzną stylistykę: srebrne nadwozie z akcentami w barwach przewoźnika i dwa poziomy dla pasażerów. Wnętrza mają zapewnić wysuwane fotele z podnóżkami, regulowane oświetlenie, klimatyzację i gniazdka elektryczne. W składzie znajdą się też część 1. i 2. klasy, strefa ciszy, przestrzeń dla dzieci, maszyny vendingowe z miejscem do spożycia posiłków oraz przestrzeń na rowery i duże bagaże z możliwością ich zabezpieczenia.

    Wagony z Poznania i oferta z Niemiec

    Równolegle trwają prace nad innymi elementami taboru. Na testach jest obecnie 300 wagonów, które PKP Intercity zamówiło w poznańskiej fabryce FPS Cegielski. Ich dostawy mają ruszyć w pierwszym kwartale 2027 r.

    PKP Intercity rozważa również zakup 96 używanych wagonów od Deutsche Bahn. Decyzja w tej sprawie ma zapaść do listopada. Przewoźnik ogłosił też przetargi na cięższe przeglądy pociągów Pesa Dart i jednostek ED74.

    Nowy rozkład wejdzie w życie w grudniu.

  • Neapol jak dzielnica Warszawy. Włoski proceder podbija ceny OC w Polsce

    Neapol jak dzielnica Warszawy. Włoski proceder podbija ceny OC w Polsce

    Neapol nie bez powodu bywa nazywany żartobliwie dzielnicą Warszawy. Po włoskich drogach jeździ około 60 tys. samochodów i motocykli zarejestrowanych w Polsce, a zdaniem Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) większość z nich nigdy nie przekroczyła polskiej granicy. To nie tylko motoryzacyjna ciekawostka: rachunek za ten proceder w coraz większym stopniu trafia do polskich kierowców, bo koszty odbijają się na cenach obowiązkowego OC.

    Skąd tyle polskich rejestracji?

    Mechanizm opiera się na formalnej sprzedaży. Pojazd trafia na papierze do pośrednika, który rejestruje go w Polsce na firmę istniejącą często tylko w dokumentach, po czym wraca do faktycznego użytkownika. Dla włoskiego kierowcy zmiana jest korzystna: podatek drogowy i składki ubezpieczeniowe spadają nawet o 70 proc., a mandaty za parkowanie i inne wykroczenia trudniej wyegzekwować.

    Proceder kwitnie szczególnie w Neapolu i okolicach, gdzie składki ubezpieczeniowe należą do najwyższych we Włoszech. Skalę oszczędności pokazuje choćby podatek drogowy od Fiata Pandy, jednego z najpopularniejszych aut we Włoszech, który wynosi 131–140 euro rocznie. Włoskie władze starają się ukrócić ten proceder, który pozwala unikać podatku, składek ubezpieczeniowych i mandatów.

    Rosnące rachunki PBUK

    PBUK to instytucja obsługująca roszczenia zagraniczne dotyczące nieubezpieczonych pojazdów z polskimi tablicami. Skala problemu widać w danych o wypłatach: w 2024 r. odszkodowania we Włoszech wyniosły 7 mln zł, w 2025 r. 18 mln zł, a w ciągu ośmiu miesięcy 2026 r. już 35 mln zł.

    Te pieniądze nie znikają w próżni. Wypłaty PBUK są finansowane ze składek polskich zakładów ubezpieczeń, a koszty są przenoszone na klientów. W praktyce oznacza to, że za fikcyjne rejestracje we Włoszech pośrednio dopłacają polscy kierowcy w cenach OC.

    Reakcja służb

    Organy ścigania po obu stronach granicy już działają. W marcu warszawska policja zatrzymała siedem osób podejrzanych o wygenerowanie dokumentów rejestracyjnych dla ponad 1,5 tys. pojazdów, na podstawie fikcyjnych badań technicznych, przy udziale skorumpowanych lokalnych urzędników – podaje Financial Times. Włoska policja finansowa przechwyciła w rejonie Neapolu przesyłkę, w której znajdowało się kilkadziesiąt kompletów polskich tablic i dokumentów, a miejscowe patrole częściej zatrzymują do kontroli pojazdy z obcymi rejestracjami.

    Wiceprezes PBUK Piotr Zadrożny nie ma wątpliwości co do charakteru procederu. „Jest to w dużej mierze powiązane z przestępczością zorganizowaną” – mówił. Dodaje, że większość pojazdów, których dotyczą te sprawy, „nigdy nie wyjechała na polskie drogi”.

    Podatek w kampanii

    Sprawa polskich tablic weszła też do włoskiej kampanii wyborczej. Prawicowa koalicja premier Giorgii Meloni zapowiedziała zniesienie rocznego podatku drogowego. Na razie rząd obiecuje tylko roczne zawieszenie opłaty dla jednego pojazdu na właściciela w 2027 r., czyli w roku wyborów. Meloni deklaruje prace nad trwałym usunięciem „jednego z podatków, których Włosi najbardziej nie cierpią”, ale krytycy określają tę obietnicę mianem wyborczego chwytu.

    Ekonomista Marco Leonardi z Uniwersytetu w Mediolanie mówi, że obietnica odzwierciedla głęboki sprzeciw Włochów wobec podatków od majątku, co zmusza państwo do wysokiego opodatkowania osób utrzymujących się z pracy najemnej. Jego zdaniem podatek jest „powszechnie znienawidzony, ale ludzie muszą zdać sobie sprawę, że jego zniesienie nie jest darmowe, a koszty poniosą pracownicy etatowi i emeryci”.

    Co dalej?

    Rzym zapowiada nowe wymogi ubezpieczeniowe dla pojazdów użytkowanych na stałe we Włoszech; celem jest rozbicie mechanizmu opartego na zagranicznej rejestracji. Polskim urzędom trudno natomiast zweryfikować firmy zakładane wyłącznie po to, by figurowały w dokumentach rejestracyjnych. Dopóki tania i szybka rejestracja pozostaje możliwa, a wymiana informacji między krajami kuleje, polskie tablice w okolicach Neapolu raczej prędko nie znikną.

  • Nowe Plany Inwestycyjne XTB już w Polsce. Akcje spółki mocno w dół od szczytu

    Nowe Plany Inwestycyjne XTB już w Polsce. Akcje spółki mocno w dół od szczytu

    XTB udostępniło polskim klientom nową odsłonę Planów Inwestycyjnych. Od 22 września w aplikacji można wybierać gotowe portfele o różnym poziomie ryzyka, korzystać z szerszej oferty ETF-ów i inwestować w akcje pojedynczych spółek. To istotna zmiana, bo dotychczas plany opierały się wyłącznie na funduszach ETF.

    Co nowego w Planach Inwestycyjnych

    Firma deklaruje, że przebudowa ma uprościć inwestowanie i obniżyć barierę wejścia. Zamiast samodzielnie analizować setki instrumentów, użytkownik może wybrać predefiniowany wariant dopasowany do poziomu ryzyka lub preferowanej ekspozycji sektorowej. XTB zostawia też możliwość budowania planu od podstaw na wybranych instrumentach.

    Do dostępnych klas aktywów doszły akcje pojedynczych spółek – jedna z funkcji najczęściej wskazywanych przez klientów. Znacznie zwiększono również liczbę ETF-ów. Zmienił się interfejs tworzenia i zarządzania planem, a skład portfela jest pokazywany w bardziej przejrzysty sposób. Zachowano dotychczasowe funkcje wspierające regularne inwestowanie: automatyczne wpłaty i możliwość rebalansowania portfela.

    Pozycja XTB na polskim rynku

    Skalę obecności XTB widać w danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Na koniec sierpnia 2026 roku spółka prowadziła ponad 1,2 mln rachunków maklerskich z dostępem do GPW – ponad dwukrotnie więcej niż drugi podmiot na rynku. Ponad 80% nowych inwestorów w Polsce wybiera właśnie XTB. Z danych XTB wynika, że w pierwszym półroczu 2026 roku 16,4% nowych inwestorów w Unii Europejskiej zaczynało przygodę z inwestowaniem od Planów Inwestycyjnych.

    Kurs akcji pod presją

    Wokół XTB dzieje się jednak więcej. W dwa dni notowania spadły o około 9%, a kurs znalazł się w okolicach 137–139 zł. To kontynuacja korekty rozpoczętej na początku września. W sierpniu akcje ustanowiły historyczne maksimum w okolicach 186 zł, więc zejście do 137 zł oznacza spadek o około 25% od szczytu.

    Na notowaniach nadal ciąży negatywny sentyment po sprzedaży 8% akcji przez głównego akcjonariusza, fundusz XX ZW Investment Group, w ramach przyspieszonej budowy księgi popytu. Podobne transakcje odbywały się już wcześniej: w maju 2025 r. sprzedano ok. 7,7% akcji, we wrześniu 2024 r. ponad 7%, w lutym 2024 r. 10%, a w maju 2023 r. pakiet bliski 6%. Łącznie w ten sposób sprzedano blisko 46 mln akcji o wartości około 3,5 mld zł. Udział głównego akcjonariusza spadł z 67% do około 28%, a zejście poniżej 33% oznacza utratę prawa do wskazywania przewodniczącego rady nadzorczej.

    Analityk BM PKO BP Przemysław Smoliński mówił w rozmowie z PAP Biznes: „XTB rozpoczęło średnioterminową korektę spadkową na początku września. Ostatnio dynamika spadków została wyhamowana, jednak w tej chwili brak sygnałów odwrócenia tendencji i powrotu trendu”. Jego zdaniem za zasięg kolejnej fali można uznać długoterminową linię trendu wzrostowego w okolicach 130 zł. Gdyby kurs ją przełamał, w grę wchodzą poziomy 112–118 zł, a w pesymistycznym scenariuszu nawet poniżej 100 zł. To jednak opinia o potencjalnym scenariuszu technicznym, a nie stwierdzenie, że kurs faktycznie osiągnie taki poziom.

    Fundamenty i marketing

    Mimo przeceny wyniki pozostają mocne. W pierwszym półroczu 2026 roku spółka przekroczyła 1 mld zł zysku netto, a liczba klientów rosła bardzo dynamicznie. XTB przesuwa się też od działalności opartej na zmienności rynku w stronę modelu przypominającego bank inwestycyjny, a profil klientów obejmuje coraz częściej IKE, IKZE i fundusze emerytalne. Według analityka wysokie obroty mogą świadczyć o rosnącym zainteresowaniu akcjami także ze strony większych inwestorów, co zazwyczaj spowalnia spadki.

    Spółka rozpoczęła również największą kampanię reklamową w swojej historii. Do Zlatana Ibrahimovicia dołączył Tyson Fury. Szymon Szymański, Chief Growth Officer w XTB, tłumaczy: „Chcemy pokazać, że pieniądze nie powinny być powodem do wstydu. Wręcz przeciwnie, świadome zarządzanie nimi i traktowanie ich jako narzędzia do realizacji życiowych celów może być powodem do dumy”.

    Nowa odsłona Planów Inwestycyjnych nie wyczerpuje jednak listy nowości: w najbliższych tygodniach polscy użytkownicy aplikacji mają poznać kolejne rozwiązania.

  • UNIMOT bez zaliczki na windfall tax za III kwartał. Ostateczny rachunek wciąż pod znakiem zapytania

    UNIMOT bez zaliczki na windfall tax za III kwartał. Ostateczny rachunek wciąż pod znakiem zapytania

    Prezydent Karol Nawrocki mówił w czwartkowym orędziu: „Podpisałem ustawę dotyczącą nadmiernych zysków firm paliwowych”. Tego samego dnia skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. W piątek pierwsze firmowe szacunki zaczęły trafiać na rynek – UNIMOT, działający m.in. w imporcie, handlu i dystrybucji paliw, poinformował, że za III kwartał 2026 r. nie spodziewa się obowiązku zapłaty zaliczki na nową daninę.

    UNIMOT: na razie bez zaliczki

    W raporcie bieżącym nr 18/2026 z 2 października zarząd spółki podał, że po analizie danych finansowych i operacyjnych segmentu paliw ciekłych nie stwierdza obowiązku zapłaty zaliczki za III kwartał 2026 r. UNIMOT podtrzymał też wcześniejszą ocenę, że nie będzie zobowiązany do wpłacania zaliczek za okres od 1 marca do 30 czerwca 2026 r.

    Zarząd zwrócił uwagę, że w trzecim kwartale segment paliw ciekłych pozostawał pod presją kosztową. Wśród czynników, które utrudniały prowadzenie działalności, znalazły się duże wahania cen ropy i paliw, napięcia geopolityczne, w tym w rejonie Cieśniny Ormuz, oraz utrzymująca się struktura terminowa backwardation.

    Ocena nie przesądza jednak o całorocznym rozliczeniu. Jak zastrzegła spółka, ostateczna wysokość zobowiązania za 2026 r. będzie zależeć od wyników IV kwartału, warunków rynkowych, interpretacji przepisów oraz rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego.

    Podatek od nadzwyczajnych zysków w pigułce

    Ustawa została podpisana przez prezydenta 1 października i tego samego dnia opublikowana w Dzienniku Ustaw. Obejmuje nadzwyczajne zyski osiągnięte od 1 marca 2026 r. do 31 marca 2027 r. Sama ustawa wejdzie w życie 1 listopada 2026 r., a objęcie podatkiem okresu sprzed tej daty jest jednym z elementów konstytucyjnego sporu.

    Danina dotyczy przedsiębiorców wytwarzających w Polsce paliwa ciekłe oraz firm z koncesją na obrót paliwami z zagranicą, które sprzedają paliwa pochodzące z importu lub wewnątrzwspólnotowego nabycia.

    Mechanizm nie polega na zabraniu 60 proc. całego zysku czy przychodu. W przypadku producentów paliw stawka wynosi 60 proc. nadwyżki ponad tzw. marżę referencyjną, czyli średnią marżę z 2025 r. powiększoną o 20 proc. Jeśli wyliczona marża byłaby niższa niż 2 proc., obowiązuje minimalna marża referencyjna na poziomie 2 proc. Dla podmiotów nieprodukujących paliw ustawa przewiduje dodatkowe ograniczenie – danina nie może przekroczyć przypadającego na okres podatkowy dochodu lub zysku netto.

    Według wcześniejszych założeń rządowych nowa danina miała przynieść budżetowi około 4 mld zł; 3,8 mld zł w 2026 r. i 200 mln zł w 2027 r. Wpływy mają zasilić program obniżki kosztów paliw dla kierowców.

    Orlen już podał pierwszy szacunek

    Największym podatnikiem ma być Orlen. Koncern w piątkowym komunikacie giełdowym podał:

    „W związku z publikacją w Dzienniku Ustaw ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca 2026 r. do marca 2027 r. ze zbycia paliw ciekłych, Spółka oszacowała wstępnie zobowiązanie podatkowe w wysokości 2 mld zł za okres od marca do sierpnia 2026 r.”

    W tle są wyniki, które zwróciły uwagę Ministerstwa Finansów: w I połowie 2026 r. Orlen wypracował niemal 16 mld zł zysku wobec niespełna 6 mld zł rok wcześniej. W II kwartale przychody koncernu były o ponad 25 proc. wyższe niż przed rokiem, a w segmencie rafinacji wzrost EBITDA wyniósł 4 mld zł.

    Zaliczki, terminy i niewiadome

    Nowa danina będzie rozliczana miesięcznymi zaliczkami płatnymi do 25. dnia miesiąca. Specjalny mechanizm dotyczy pierwszej zaliczki za okres od 1 marca do 31 lipca 2026 r.: zostanie rozłożona na cztery równe części, płatne w terminach zaliczek za sierpień, wrzesień, październik i listopad. Pierwsze rozliczenia mogą pojawić się już w listopadzie 2026 r. Ostateczna deklaracja i dopłata ewentualnej różnicy muszą nastąpić do 30 kwietnia 2027 r.

    Wcześniejsze szacunki analityków mówiły o potencjalnym obciążeniu Orlenu rzędu kilku miliardów złotych oraz 60–200 mln zł w przypadku UNIMOT. Po zmianach w przepisach tych kwot nie można jednak traktować jako ostatecznych.

    UNIMOT zapowiedział, że będzie monitorować zmiany regulacyjne i rynkowe oraz aktualizować oceny w miarę napływu kolejnych danych. Ostateczny kształt rozliczeń zależy także od decyzji Trybunału Konstytucyjnego, do którego prezydent skierował ustawę w trybie kontroli następczej.

  • Szczyrk górą, Bałtyk od 189 zł. Tak Polacy planują jesienne wyjazdy

    Szczyrk górą, Bałtyk od 189 zł. Tak Polacy planują jesienne wyjazdy

    Sezon urlopowy w Polsce nie kończy się wraz z wakacjami. Dane portalu Triverna pokazują, że jesienne wyjazdy wciąż cieszą się zainteresowaniem, a noclegi można znaleźć już od 189 zł za dobę.

    Szczyrk liderem, Zakopane najczęściej wyszukiwane

    Jeśli chodzi o konkretne destynacje, największy udział w jesiennych rezerwacjach ma Szczyrk – 4,9 proc. Tuż za nim są Kołobrzeg (4,55 proc.) i Sarbinowo (4,04 proc.), a pierwszą piątkę uzupełniają Międzyzdroje i Karpacz.

    Kolejność w wyszukiwarce wygląda inaczej. Alicja Jagodzińska z Triverna.pl mówi, że serwis widzi dużą różnorodność planów: góry, morze i miejskie city breaki. Najczęściej wyszukiwaną miejscowością jest Zakopane, przed Kołobrzegiem i Karpachem, a wysoko są też Gdańsk, Szklarska Poręba, Międzyzdroje i Świnoujście.

    Jak podają przedstawiciele Triverny, po wakacyjnym szczycie hotele walczą o obłożenie, dlatego jesień – zwłaszcza listopad i początek grudnia – to czas atrakcyjnych stawek.

    Cennik jesiennych noclegów

    Triverna podała minimalne ceny dobowego pobytu ze śniadaniem. Najniższy próg jest nad Bałtykiem – od 189 zł za pokój. W górach nocleg zaczyna się od 199 zł, na Mazurach od 292 zł. W miastach najtaniej jest w Krakowie i we Wrocławiu – po 249 zł; w Łodzi od 278 zł, w Poznaniu od 302 zł, w Gdańsku od 340 zł, a w Warszawie od 370 zł.

    Przy pełnym wyżywieniu nad morzem trzeba liczyć się z wydatkiem od 276 zł, w górach od 255 zł, a na Mazurach od 299 zł.

    Listopadowy długi weekend: nawet dziewięć dni wolnego

    W tym roku Święto Niepodległości wypada w środę, co pozwala połączyć urlop ze świętem i zaplanować nawet dziewięciodniowy odpoczynek. Eugeniusz Triasun z Travelist wskazuje, że przy dwóch dniach urlopu można wybrać wariant pięciodniowy: wyjazd w piątek 6 listopada po pracy i wolne w poniedziałek oraz wtorek albo wyjazd wieczorem 10 listopada, wolne w czwartek i piątek i powrót w niedzielę 15 listopada.

    Polacy częściej wybierają wariant pięciodniowy. Większość rezerwacji dotyczy wyjazdów zaczynających się w weekend 7 i 8 listopada, a około 40 proc. startuje w okolicy Święta Niepodległości. Dane eSky.pl pokazują z kolei, że rezerwacje na tydzień obejmujący 11 listopada wzrosły rok do roku o ponad 110 proc.

    Joanna Kwiatkowska z eSky Group przekonuje, że pięć dni wystarcza na europejski city break lub wypoczynek w cieplejszym klimacie, a dziewięć dni pozwala potraktować przerwę jak pełnoprawny urlop.

    Gdzie pojadą Polacy: Bałtyk i góry na czele

    Według Travelist 48 proc. rezerwujących wybiera w listopadzie Bałtyk, a 38 proc. góry. Reszta wskazuje jeziora, miasta, uzdrowiska i obiekty historyczne. Ekspert portalu dodaje, że mocna pozycja morza poza sezonem zmienia myślenie o Bałtyku: liczą się spacery plażą, wellness i hotelowe atrakcje.

    Travelist podaje ceny dla dwóch osób ze śniadaniem: w Dźwirzynie za 130 zł, w Mielnie za 150 zł, w Trzęsaczu za 160 zł. Podobne stawki można znaleźć w Krakowie i Gdańsku. W górach noclegi w Masywie Śnieżki zwykle nie przekraczają 180 zł dla dwóch osób, a podobne oferty są w Poroninie i Zębie koło Zakopanego.

    Zagraniczne opcje też są obecne w planach. Czterodniowy pobyt w Stambule z przelotem kosztuje niewiele ponad 1000 zł. Tygodniowe all-inclusive na Cyprze to wydatek niespełna 2500 zł; w 2025 roku wypoczywało tam ponad 370 tys. Polaków. Przy dziewięciu dniach pojawia się Zanzibar – przelot i dziesięć dni w pięciogwiazdkowym hotelu z all-inclusive sięgają 7,5 tys. zł.

    Na liście listopadowych kierunków są też słowackie Oravice, Budapeszt oraz praskie dzielnice Strahov i Smichov. Do dalszych celów należą Marbella, Malta, Barcelona i Paryż. Travelist dodaje, że hotele w Wilnie i Pradze dla dwóch osób zaczynają się od 190 zł, a w Amsterdamie i Rydze – od około 230 zł.

  • PiS szykuje pakiet gospodarczy: dopłaty do CO2, niższa składka zdrowotna i karta podatkowa

    PiS szykuje pakiet gospodarczy: dopłaty do CO2, niższa składka zdrowotna i karta podatkowa

    Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło pakiet propozycji gospodarczych, które mają odciążyć przedsiębiorców i poprawić ich płynność. Głos w tej sprawie zabrał prof. Mariusz Andrzejewski, współautor planu. W pakiecie znalazły się m.in. pomysły na obniżenie kosztów energii, zmiany w składce zdrowotnej, jednorazowa amortyzacja inwestycji oraz przywrócenie karty podatkowej.

    17 mld zł rocznie na pokrycie kosztów CO2

    Pierwszy postulat dotyczy polityki energetycznej. Andrzejewski przekonywał, że wysokie ceny energii, w dużej mierze wynikające z systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2, uderzają w konkurencyjność polskich firm. Zwrócił uwagę, że w polskiej produkcji energii węgiel wciąż ma około 50-procentowy udział, a świadectwa CO2 odpowiadają za 40 proc. ceny energii, podczas gdy w krajach mniej uzależnionych od węgla to tylko 11 proc.

    Jako rozwiązanie wskazał przejęcie części tych kosztów przez państwo, podobnie jak zrobił to rząd premier Włoch Giorgii Meloni. Według jego szacunków znalezienie w budżecie środków na pokrycie kosztów uprawnień do emisji wymagałoby około 17 mld zł rocznie. Postulował też dodatkowe obniżki cen energii dla przemysłu ciężkiego i hut stali, na wzór niemieckich dopłat, oraz rozwój energetyki jądrowej, w tym małych reaktorów modułowych.

    Powrót do składki zdrowotnej sprzed 2022 r.

    Jedną z głównych propozycji podatkowych jest zmiana zasad naliczania składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Autor planu opowiedział się za powrotem – w przypadku części firm – do reguł obowiązujących przed Polskim Ładem. Dla podatników rozliczających się liniowo składka miałaby wynosić 9 proc. od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia, co przełożyłoby się na obniżkę składki mniej więcej o połowę. Zmiany miałyby objąć także ryczałtowców – zniknąłby najniższy próg przychodowy 60 tys. zł, a niższa stawka obowiązywałaby do 120 tys. zł rocznego przychodu.

    Koszt tej zmiany Andrzejewski oszacował na około 5,2 mld zł rocznie. Z kolei przedsiębiorca na podatku liniowym płaciłby w tym wariancie nieco ponad 5 tys. zł rocznie zamiast ponad 14 tys. zł.

    Jednorazowa amortyzacja inwestycji

    Drugim filarem pakietu jest wprowadzenie dobrowolnej, jednorazowej amortyzacji wydatków inwestycyjnych. Firma mogłaby zaliczyć cały koszt zakupu środka trwałego do kosztów uzyskania przychodów już w roku wydatku, zamiast rozliczać go przez kilka lat. Rozwiązanie miałoby objąć podatników PIT i CIT.

    W pierwszym roku wdrożenia taki mechanizm mógłby obniżyć dochody budżetu o 40–43 mld zł. Autor podkreślał, że to raczej przesunięcie wpływów w czasie, a nie trwały ubytek. Jego zdaniem po czterech latach sytuacja się wyrówna, a część strat zostanie zrekompensowana szybszym wzrostem gospodarczym, wyższymi wpływami z VAT i wzrostem zatrudnienia.

    Karta podatkowa i KSeF

    W pakiecie znalazł się także postulat przywrócenia karty podatkowej dla najmniejszych działalności, np. taksówkarzy, szewców czy korepetytorów. Andrzejewski ocenił, że prosta ryczałtowa forma rozliczenia mogłaby skłonić część osób pracujących w szarej strefie do zarejestrowania działalności. Zaproponował również możliwość wyboru formy opodatkowania dopiero po zakończeniu roku.

    Dla małych i średnich przedsiębiorstw przewidziano czasowe odstąpienie od obowiązkowego korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Autor planu postuluje dobrowolność przez dwa–trzy lata, argumentując, że system narzucony zbyt szybko zwiększa koszty i zniechęca najmniejsze firmy do działania w oficjalnym obrocie.

    Skąd wziąć pieniądze?

    Realizacja wszystkich propozycji wymaga znalezienia około 50 mld zł. Andrzejewski wskazuje na trzy główne źródła: ograniczenie szarej strefy (ok. 20 mld zł), szybszy wzrost gospodarczy (ok. 20 mld zł) oraz dywidendy spółek Skarbu Państwa (8 mld zł). Sam przyznaje, że część wyliczeń trudno precyzyjnie oszacować.

    W planie pojawił się też postulat zwiększenia inwestycji powyżej 20 proc. PKB – obecnie to ok. 17 proc. – oraz konsolidacja największych polskich banków, które jego zdaniem mogą być zbyt małe, by finansować duże przedsięwzięcia.

    Nauczyciele, mieszkania, rolnictwo

    Odrębne punkty dotyczą nauczycieli – propozycja dobrowolnego podniesienia pensum z 18 do 22 godzin tygodniowo w zamian za wyższe wynagrodzenie (początkujący – ok. 6,1 tys. zł brutto, mianowany – ok. 6,7 tys. zł, dyplomowany – ok. 8 tys. zł). W mieszkalnictwie zapowiedziano finansowanie budowy 20 tys. mieszkań komunalnych rocznie, z czynszem częściowo zaliczanym na poczet wykupu. Dla rolników przewidziano kontraktację płodów rolnych i rozszerzenie systemu monitorowania przewozu SENT na produkty rolne.

    Andrzejewski odciął się od porównań z byłym premierem: „Nie jestem nowym Morawieckim”. Zaznaczył, że odpowiada przede wszystkim za część podatkową, a nad propozycjami pracował z akademikami i praktykami gospodarczymi.

  • Merz w Kijowie: miliard euro na broń i energetykę. „Możecie na nas liczyć”

    Merz w Kijowie: miliard euro na broń i energetykę. „Możecie na nas liczyć”

    Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przybył w niedzielę nad ranem do Kijowa pociągiem, w niezapowiedzianej wizycie, która odbyła się w cieniu czterech alarmów powietrznych. Wraz z nim na Ukrainę przyjechała niemiecka delegacja biznesowa. To jego druga podróż do tego kraju od objęcia urzędu w maju 2025 r. – poprzednio był tam z przywódcami Francji, Wielkiej Brytanii i Polski.

    „Możecie na nas liczyć”

    Tuż po przyjeździe Merz opublikował na X wpis skierowany do Ukraińców:

    „Ukraina stoi w obliczu decydujących tygodni. Dlatego właśnie przyjechałem dziś do Kijowa z przesłaniem: możecie na nas liczyć” – napisał, dodając, że „bezpieczeństwo Niemiec również zależy od wyniku tej wojny”.

    Wizyta zbiegła się z ostrzeżeniem rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które jeszcze w sobotę – na kilka godzin przed przyjazdem kanclerza – wezwało obcokrajowców i personel misji dyplomatycznych, aby powstrzymali się od podróżowania na Ukrainę. Resort zastrzegł, że odpowiedzialność za ewentualne negatywne konsekwencje spoczywa na tych, którzy zignorują to ostrzeżenie.

    Miliard euro na wojsko

    Podczas briefingu w stolicy Ukrainy, razem z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, kanclerz przedstawił pakiet wsparcia militarnego o wartości miliarda euro. Część środków ma trafić na budowę dronów przeznaczonych do zwalczania rosyjskich bezzałogowców z napędem odrzutowym, czyli nowej, trudnej do zwalczania broni wykorzystywanej przez Moskwę.

    „W ostatnich tygodniach udało się osiągnąć w tej dziedzinie znaczący przełom technologiczny i teraz szybko uruchamiamy ich produkcję seryjną” – powiedział Friedrich Merz.

    Zełenski zapowiedział, że efekty prac nad zwalczaniem tych dronów za pomocą małych rakiet powinny być widoczne już w drugiej połowie października. „Najpewniej zobaczymy rezultaty w tym miesiącu. Pod koniec, w drugiej połowie tego miesiąca” – mówił prezydent Ukrainy.

    Kanclerz zadeklarował też przekazywanie Kijowowi uzbrojenia dalekiego zasięgu, dronów bojowych i wyposażenia satelitarnego, co ma pomóc w namierzaniu i niszczeniu rosyjskich wyrzutni. Zełenski dodał, że obecnie trwają prace nad tym, by samoloty F-16 wykorzystywały 5–6 tys. pocisków kalibru 20 mm na dobę. Jak zaznaczył, w tej sprawie strona ukraińska kontaktowała się już z polskim premierem, a w najbliższych dniach zaplanowano rozmowy z Donaldem Tuskiem i Emmanuelem Macronem.

    Pomoc energetyczna przed zimą

    Kanclerz zapowiedział też pakiet wsparcia dla ukraińskiego sektora energetycznego o wartości około 350 mln euro, który ma zostać przekazany przed zimą. Środki trafią na generatory, stacje transformatorowe i zestawy naprawcze służące do odbudowy uszkodzonej infrastruktury. Merz podkreślił, że pomoc ma złagodzić skutki rosyjskich ataków na sieć energetyczną i wesprzeć Ukraińców zimą.

    Koalicja chętnych w Berlinie

    Niemcy, wspólnie z Francją i Wielką Brytanią, planują zorganizować zimą w Berlinie spotkanie koalicji chętnych. Kanclerz poinformował o tym podczas wizyty w Kijowie, a cel spotkania ma być związany z koordynacją dalszej pomocy dla Ukrainy.

    Rosyjskie ataki i napięcia

    Wizyta odbywa się w momencie, gdy Rosja nasila działania powietrzne przeciwko Ukrainie. W piątek i sobotę rosyjskie drony uderzyły w dwie główne kijowskie przeprawy mostowe przez Dniepr; kilka osób odniosło obrażenia, a konstrukcje zostały uszkodzone. Prezydent Zełenski, powołując się na dane wywiadowcze, mówił w czwartek, że Rosja przygotowuje się do zintensyfikowania ataków na największe miasta, by odizolować je od reszty kraju wraz z nadejściem zimy.

    W zeszłym miesiącu Berlin oficjalnie oskarżył Moskwę o przygotowanie potencjalnego ataku na lotnisko Lipsk-Halle, które pełni rolę centrum logistycznego zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy. Merz mówił w czwartek, że ten incydent oraz możliwe przyszłe „poważne” ataki hybrydowe świadczą o „desperacji Rosji”.

    Polityczne konsekwencje w kraju

    Choć przywództwo Merza w sprawie Ukrainy jest doceniane w Kijowie i innych europejskich stolicach, w Niemczech kanclerz mierzy się z rekordowo niskim poparciem. Jego partia, CDU, poniosła w zeszłym miesiącu poważne straty wyborcze, a skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec odnotowała rekordowe zyski w dwóch byłych landach wschodnioniemieckich, gdzie wsparcie wojskowe dla Kijowa jest niepopularne. W Berlinie pierwsze miejsce w wyborach regionalnych zajęła skrajnie lewicowa Die Linke, która również sprzeciwia się dostawom broni dla Ukrainy.

    Merz zdecydował się na poluzowanie konstytucyjnych limitów zadłużenia, by sfinansować zbrojenia i zapewnić Ukrainie około 10 mld euro rocznej pomocy w nadchodzących latach.

  • Zagraniczny kapitał w Polsce bije rekord. NBP podał dane za 2025 r.

    Zagraniczny kapitał w Polsce bije rekord. NBP podał dane za 2025 r.

    Zagraniczne inwestycje w Polsce osiągnęły wartość ponad 1,5 bln zł. Publikując w czwartek dane o zagranicznych inwestycjach bezpośrednich, Narodowy Bank Polski pokazał, że zobowiązania netto Polski wobec zagranicznych inwestorów sięgnęły na koniec 2025 r. dokładnie 1 509,8 mld zł.

    „Na koniec 2025 roku zobowiązania netto Polski z tytułu zagranicznych inwestycji bezpośrednich wzrosły o 6 proc. do 1 509,8 mld zł” – poinformował NBP.

    Akcje, udziały i dłużne instrumenty

    W publikacji NBP wyodrębniono dwie główne kategorie tych zobowiązań. Akcje i inne formy udziałów kapitałowych to 1 310,3 mld zł. Pozostałe 199,5 mld zł przypadło na dłużne instrumenty finansowe.

    Bank centralny zwraca uwagę, że w strukturze geograficznej widoczny jest istotny udział krajów, w których rejestruje się podmioty specjalnego przeznaczenia, czyli spółki mogące pośredniczyć w przepływie kapitału. Najwyższe polskie zobowiązania dotyczą podmiotów z Holandii (284,4 mld zł). Za nimi uplasowały się Niemcy (256,3 mld zł), a dalej Luksemburg (167,1 mld zł) i Francja (108,1 mld zł).

    Bank centralny zaznaczył, że sama rejestracja inwestora w Holandii czy Luksemburgu nie przesądza o pochodzeniu kapitału. W przypadku Niemiec i Francji to ważne źródła kapitału napływającego do Polski bez pośredników.

    Które branże gromadzą najwięcej?

    Podobnie jak rok wcześniej, najwięcej zobowiązań ciążyło na przetwórstwie przemysłowym – 415,3 mld zł. Kolejne pozycje to działalność finansowa i ubezpieczeniowa (231,9 mld zł), handel hurtowy i detaliczny (192,6 mld zł) oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (165,9 mld zł).

    Napływ 65,5 mld zł

    W całym 2025 r. napływ netto zagranicznych inwestycji bezpośrednich do Polski wyniósł 65,5 mld zł, czyli o 2,6 proc. więcej niż rok wcześniej. NBP w komunikacie tak opisał strukturę tego napływu:

    „W 2025 roku napływ kapitału netto z tytułu zagranicznych inwestycji bezpośrednich wyniósł 65,5 mld zł (wzrost o 2,6 proc. w stosunku do 2024 r.). Złożyły się na to: reinwestycje zysków w wysokości 69,4 mld zł, napływ kapitału z tytułu akcji i innych form udziałów kapitałowych w kwocie 16,3 mld zł oraz odpływ kapitału z tytułu instrumentów dłużnych w wysokości 20,2 mld zł” – poinformował NBP.

    Zestawienie pokazuje również, które branże otrzymały najwięcej pieniędzy. Liderem okazały się finanse i ubezpieczenia z kwotą 19,2 mld zł. Na kolejnych pozycjach znalazły się działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (18,3 mld zł) oraz przetwórstwo przemysłowe (13,4 mld zł).

    Ile zarobili zagraniczni inwestorzy?

    W 2025 r. łączne dochody zagranicznych inwestorów z zaangażowania w polskie firmy sięgnęły 154,7 mld zł, czyli o 13 proc. więcej niż rok wcześniej. NBP podał szczegółowy podział tej kwoty:

    „Wypłacone dywidendy wyniosły 71,3 mld zł, reinwestowane zyski 69,4 mld zł, a dochody z tytułu dłużnych instrumentów finansowych (odsetek) zamknęły się w kwocie 14 mld zł” – czytamy w komunikacie NBP.

    W ujęciu geograficznym najwyższe dochody uzyskali inwestorzy zarejestrowani w Holandii – 38,4 mld zł. Dalej znaleźli się inwestorzy z Niemiec (24,8 mld zł), Francji (15,9 mld zł) i Luksemburga (15,2 mld zł).

    Najlepiej zarabiali inwestorzy działający w przetwórstwie przemysłowym (40,1 mld zł) i w handlu hurtowym oraz detalicznym (31,1 mld zł). Niżej znalazły się finanse i ubezpieczenia (26,9 mld zł), działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (15,6 mld zł) oraz informacja i komunikacja (13,3 mld zł).

    Dane za cały 2025 rok

    Komunikat NBP dotyczy zobowiązań na koniec 2025 r. oraz przepływów i dochodów odnotowanych w całym 2025 r. Wynika z niego, że łączne dochody zagranicznych inwestorów sięgnęły 154,7 mld zł, a napływ netto kapitału wyniósł 65,5 mld zł. Zestawienie opublikowano w czwartek 1 października.

  • Michael Burry znów gra na spadki AI. „Wtedy wszystko zacznie się rozpadać”

    Michael Burry znów gra na spadki AI. „Wtedy wszystko zacznie się rozpadać”

    Michael Burry, inwestor rozpoznawalny dzięki „Big Short”, ponownie ustawia się po stronie niedźwiedzi. Napisał w serwisie X, że „dla dobra ludzkości” giełdy powinny mocno spaść, zanim OpenAI i Anthropic zdążą wyjść na giełdę. „To byłaby najmniejsza ze szkód, jakie mogą wyrządzić” – dodał. W dalszych komentarzach ostrzegł: „Wtedy wszystko zacznie się rozpadać”.

    Cztery zakłady na spadek

    W centrum tej strategii stoją opcje put, które dają ekspozycję na przecenę w określonym horyzoncie czasowym. Burry typuje cztery aktywa.

    • Micron Technology – opcje put wygasające w czerwcu 2027 r. z ceną wykonania w okolicach 500 USD. Z kursem 1053,98 USD dopiero spadek przekraczający 52 proc. sprowadziłby cenę akcji do okolic poziomu wykonania. Żeby na pozycji zarobić, przecena musiałaby być jeszcze głębsza ze względu na premię.
    • Nebius – opcje put również z czerwcowym terminem wygaśnięcia. Przy hipotetycznym strike 99 USD i poniedziałkowym zamknięciu na poziomie 231,88 USD kurs musiałby się cofnąć o co najmniej 57 proc., by znaleźć się przy cenie wykonania.
    • Palantir – tutaj Burry zbudował większą pozycję obronną, sięgając po opcje put z terminem wygaśnięcia we wrześniu 2027 r. i cenami wykonania znacznie poniżej bieżącego kursu.
    • iShares Semiconductor ETF (SOXX) – w tym funduszu również postawił na opcje put z terminem wygaśnięcia we wrześniu 2027 r.

    Burry nie wskazuje konkretnego terminu ewentualnego załamania. Nowe pozycje każą jednak sądzić, że przygotowuje się na odwrócenie trendu wcześniej, niż spodziewa się rynek.

    Bardziej przekonany niż kiedykolwiek

    W najnowszym wpisie na Substack Burry napisał, że jest „bardziej przekonany niż kiedykolwiek”, iż jego pesymistyczny scenariusz dla rynku AI zrealizuje się w ciągu najbliższego roku. To przyspieszenie względem wcześniejszych prognoz, które zakładały poważniejsze załamanie około 2028 r. Poza czterema nowymi pozycjami odnowił też zakłady przeciwko m.in. Nvidii, Oracle oraz indeksowi Nasdaq 100.

    Skąd ten sceptycyzm?

    Burry argumentuje, że obecna fala inwestycji w AI opiera się na ogromnych wydatkach finansowanych długiem. Pieniądze idą głównie na układy AI, centra danych oraz infrastrukturę potrzebną do trenowania coraz większych modeli. Wysokie stopy procentowe to w jego ocenie szczególne ryzyko dla tego mechanizmu. Gdyby wydatki zaczęły zwalniać, mogłoby to zdestabilizować całą konstrukcję wycen spółek technologicznych.

    Burry odwołuje się też do analizy Ares Management, która zwraca uwagę, że hossa na akcjach AI w dużej mierze opiera się na ogromnych nakładach. Gdyby przychody z AI zawiodły, nawet krótka seria słabszych wyników mogłaby zmienić plany inwestycyjne firm. To z kolei może mieć znaczenie dla wycen producentów półprzewodników i spółek technologicznych.

    W tle OpenAI i Anthropic

    Komentarze Burry’ego pojawiają się w momencie, gdy obie firmy rozważają lub przygotowują wejście na giełdę. Szef OpenAI Sam Altman mówił we wrześniu, że debiut spółki w 2026 r. byłby „nierozsądny”, wskazując m.in. na bezpieczeństwo AI. Anthropic – według dokumentów cytowanych przez Reutersa – może przeprowadzić ofertę publiczną po listopadowych wyborach uzupełniających w USA.

    Obie spółki potrzebują ogromnego kapitału na rozwój modeli i infrastrukturę obliczeniową, przede wszystkim centra danych i moc obliczeniową. Wejście na giełdę pozwoliłoby im pozyskać pieniądze od szerszego grona inwestorów. Burry twierdzi jednak, że najpierw pochłoną one ogromne ilości kapitału, a potem zniszczą wartość liczoną w bilionach dolarów.

    Rynek wciąż bije rekordy

    Na razie zakłady Burry’ego nie znajdują potwierdzenia w notowaniach. Nasdaq Composite jeszcze w ubiegłym tygodniu ustanawiał rekordowe poziomy. Część wskazywanych spółek pozostaje jednak poniżej swoich szczytów: Micron był około 16 proc. poniżej maksimum, a Palantir około 10 proc. To pokazuje, że między szerokim rynkiem technologicznym a poszczególnymi akcjami AI są już widoczne różnice, które jednak same nie przesądzają o szerszej korekcie.

    Michael Burry zyskał rozpoznawalność dzięki trafnemu przewidzeniu kryzysu na rynku kredytów hipotecznych przed 2008 r. Jego historia trafiła do książki i filmu „Big Short”. Od tamtej pory regularnie publikuje pesymistyczne prognozy, choć nie wszystkie się sprawdziły. AI to obszar, w którym pozostaje jednym z najbardziej stanowczych sceptyków.