Blog

  • „Król obligacji” tnie akcje i ucieka z epicentrum AI. Gundlach stawia na złoto i obligacje

    „Król obligacji” tnie akcje i ucieka z epicentrum AI. Gundlach stawia na złoto i obligacje

    Jeffrey Gundlach, założyciel, prezes i dyrektor inwestycyjny DoubleLine Capital, obniżył rekomendowaną alokację w akcje z 40 do 30 proc. Na Wall Street nazywany „królem obligacji”, teraz postanowił zdystansować się od rynkowego boomu na sztuczną inteligencję. Decyzję przedstawił w połowie września w podcaście Julii La Roche, po dwóch kwartałach utrzymywania wyższej ekspozycji na akcje.

    Cięcie ekspozycji, nie ucieczka z rynku

    Gundlach nie zamierza wychodzić z giełdy ani otwierać pozycji pod dalsze spadki. „Nie sprzedaję wszystkiego, nie gram na spadki, ale chcę trzymać się z dala od obszarów, które najbardziej ucierpią” – mówił. Najbardziej narażone są jego zdaniem segmenty powiązane z AI, jeśli dotychczasowy entuzjazm wokół tej technologii zacznie przygasać. Jest znany z trafnego przewidzenia problemów amerykańskiego rynku nieruchomości przed krachem w 2007 roku.

    Co Gundlach proponuje zamiast AI?

    Nowa zalecana konstrukcja portfela przynosi wyraźne przetasowanie:

    • 30 proc. w akcje – przede wszystkim w równo ważony indeks Fortune 500, oparty na przychodach spółek, a nie ich kapitalizacji;
    • 30 proc. w obligacje – głównie wysokiej jakości dług oraz obligacje rynków wschodzących w lokalnych walutach;
    • 10 proc. w ETF DoubleLine Commodity Strategy;
    • 10 proc. w złoto;
    • 20 proc. w „gotówkę”, rozłożoną między fundusz inwestujący w dług komercyjnych nieruchomości i elastyczny fundusz obligacyjny DoubleLine.

    W części akcyjnej Gundlach odchodzi od modelu, w którym największe spółki technologiczne ważą w portfelu najwięcej. Równo ważony indeks Fortune 500 obejmuje około 440 firm, więc znaczenie pojedynczego emitenta jest niewielkie. Gundlach przypomina przy tym, że równo ważona wersja S&P 500 przez około pięć kwartałów wygrywała z wersją ważoną kapitalizacją.

    Na liście większych pozycji wciąż można jednak znaleźć spółki związane z AI, takie jak Applied Materials, Marvell Technology czy Palo Alto Networks. Równe ważenie ogranicza koncentrację ryzyka, ale go nie likwiduje.

    Shiller P/E jako sygnał ostrzegawczy

    Gundlach nie opiera swojej argumentacji na modzie na AI, lecz na wycenach. Wskaźnik P/E Shillera dla S&P 500 przekracza jego zdaniem 42, a historyczna granica ostrzegawcza to 35. Gdy w przeszłości znajdował się na tym poziomie lub wyżej, realne, uwzględniające inflację stopy zwrotu w kolejnych dziesięciu latach były według niego ujemne.

    Nie próbuje więc wskazywać konkretnego dnia korekty. Przy tak wysokich wycenach potencjał dalszych zysków może być ograniczony, nawet jeśli rynek jeszcze przez jakiś czas rośnie. Gundlach zwraca też uwagę na dług spółek powiązanych z AI. W jego ocenie inwestorzy żądają w tym segmencie coraz wyższego wynagrodzenia za ponoszone ryzyko, a firmy masowo szukają kapitału na dalszy rozwój. To dlatego zachowanie obligacji takich emitentów może być pierwszym testem dla tej prognozy. Gdyby rynkowa wycena ryzyka w dalszym ciągu rosła, argumenty Gundlacha zyskiwałyby na sile; gdyby spadała, jego scenariusz należałoby zrewidować.

    „Wszystko, co polecam, jest całkowicie oddzielone od jakiegokolwiek narażenia na sztuczną inteligencję” – mówił. Wcześniej, jak sam przyznał, nie przeszkadzało mu pośrednie posiadanie takich spółek w innych instrumentach kapitałowych. Teraz chce się „wydostać z epicentrum”, bo założenie o nieograniczonym potencjale AI staje się coraz trudniejsze do obrony.

    Gundlach nie wyklucza „ostrego” zwrotu rynku w perspektywie od sześciu do dziewięciu miesięcy, ale nie przesądza, czy korekta już trwa.

    Bank of America: rotacja widoczna w danych

    Bank of America formułuje podobną diagnozę. Skutki widać już w rynkowych przepływach. W tym roku akcje firm z segmentu dóbr dyskrecjonalnych straciły 4,4 proc., podczas gdy producenci i sprzedawcy dóbr codziennego użytku zyskali 4,5 proc. Aktywne fundusze long-only mają przy tym niemal rekordowo niskie zaangażowanie w sektory zagrożone przez AI – usługi informatyczne, oprogramowanie i finansowanie konsumenckie. Zaangażowanie w spółki przemysłowe, mierzone w relacji do firm z sektora dóbr dyskrecjonalnych, zbliżyło się natomiast do historycznego rekordu.

    W poniedziałkowym raporcie opisanym przez agencję Bloomberg zespół analityków Bank of America kierowany przez Savitę Subramanian ocenia, że oba trendy – gigantyczne nakłady na infrastrukturę AI i osłabienie wydatków dyskrecjonalnych po utracie miejsc pracy umysłowej – są już w dużej mierze uwzględnione w wycenach. Proste strategie zakładające kupno spółek korzystających z inwestycji w AI i sprzedaż firm zależnych od konsumpcji pracowników umysłowych nie będą więc już przynosić nadwyżkowych zysków tak łatwo jak wcześniej.

    „W przyszłości wypracowanie alfy poprzez kupno spółek korzystających z inwestycji w AI i sprzedaż akcji firm zależnych od konsumpcji pracowników umysłowych może wymagać większego wysiłku” – stwierdzili stratedzy.

    Subramanian dodaje, że przyszedł czas na selektywną zmianę strategii. Dalsze lekceważenie amerykańskiego konsumenta jest w jej ocenie ryzykowne, a część potencjału wzrostu wynikającego z nakładów inwestycyjnych została już zdyskontowana przez rynek.

  • Wrześniowy NFP przetestuje rynki. Stawką rentowności i kolejny ruch Fed

    Wrześniowy NFP przetestuje rynki. Stawką rentowności i kolejny ruch Fed

    Dziś poznamy wrześniowy raport z amerykańskiego rynku pracy, a stawka tego odczytu jest wyjątkowo wysoka. Publikacja Bureau of Labor Statistics (BLS) wypada w momencie, gdy rentowność 10-letnich Treasuries zbliżyła się do 5,34 proc., a rynek próbuje ustalić, co dalej z polityką Rezerwy Federalnej.

    Konsensus nie jest jednolity

    Prognoza głównego wskaźnika różni się w zależności od publikacji. Pojawiają się wartości ok. 90 tys., ok. 98 tys. oraz ok. 84 tys. nowych etatów poza rolnictwem. Wspólny mianownik to stopa bezrobocia na poziomie 4,1 proc. Przy wariancie ok. 90 tys. ok. 85 tys. miejsc pracy miałoby powstać w sektorze prywatnym. Przeciętne wynagrodzenie godzinowe ma wzrosnąć o 0,3 proc. miesiąc do miesiąca i 3,2 proc. rok do roku, wobec 3,1 proc. w sierpniu. Sierpniowy odczyt wyniósł 162 tys. nowych etatów.

    Rentowności podnoszą stawkę

    Znaczenie publikacji zwiększają obligacje. W czwartek 10-letnie Treasuries chwilowo doszły do 5,344 proc., czyli najwyższego poziomu od 2002 r., po czym wróciły w okolice 5,21 proc. W piątek rano rentowności pozostawały niżej, a 30-latki wcześniej również dotarły do najwyższego poziomu od 24 lat.

    Zmieniły się też oczekiwania co do Fed. Według narzędzia FedWatch CME prawdopodobieństwo utrzymania stóp procentowych w październiku wzrosło do ok. 76 proc., wobec ok. 29 proc. tydzień wcześniej. Niższy od oczekiwań bazowy PCE osłabił argumenty za szybką podwyżką; szanse na ruch już w październiku spadły z ponad 70 proc. do ok. 24 proc.

    Scenariusze na dziś

    Bazowy scenariusz to wynik w pobliżu konsensusu, czyli ok. 80–100 tys. nowych miejsc pracy, przy bezrobociu 4,1 proc. i płacach w okolicach 0,3 proc. m/m. Potwierdziłby obraz stopniowo chłodzącego się, ale stabilnego rynku pracy; reakcja obligacji mogłaby pozostać ograniczona, a dla akcji byłby to relatywnie korzystny układ.

    Wyraźnie mocniejszy raport, zwłaszcza przy wzroście zatrudnienia powyżej 120–150 tys., spadku bezrobocia i wyższej dynamice płac, mógłby podbić oczekiwania na jastrzębi Fed. Sprzyjałoby to dalszemu wzrostowi rentowności i uderzałoby przede wszystkim w spółki technologiczne; Nasdaq mógłby reagować silniej niż szeroki S&P 500.

    Słabszy odczyt poniżej 50–60 tys., przy wynagrodzeniach zgodnych z prognozami, mógłby obniżyć rentowności i początkowo wesprzeć Wall Street, szczególnie technologie. Bardzo słaby wynik – bliski zeru lub ujemny przy rosnącym bezrobociu – przesunąłby uwagę rynku z polityki Fed na ryzyko silniejszego spowolnienia gospodarki.

    Istotne pozostają szczegóły raportu. NFP w okolicach 90 tys. przy płacach wyraźnie powyżej 0,3 proc. m/m mógłby zostać odebrany bardziej jastrzębio, podczas gdy mocniejsze zatrudnienie przy słabszej dynamice płac ograniczyłoby presję na rentowności.

    Dolar i złoty

    Dolar pozostaje mocny po tygodniach umocnienia, wspierany przez wysokie rentowności i odporną gospodarkę USA. Do trwałego impulsu wzrostowego dla USD potrzebne są jednak nie tylko dobre liczby, ale też utrzymująca się presja płacowa. W przeciwnym razie solidny raport może być potrzebny głównie do obrony obecnych poziomów. Ok. 10:50 za dolara płacono 3,88 zł, za euro 4,37 zł, za funta szterlinga 5,13 zł, a za franka prawie 4,70 zł.

    Przed sesją i w trakcie dnia

    Na ok. dwie godziny przed otwarciem sesji kontrakty na Dow Jones rosły o 0,6 proc., na S&P 500 o 0,49 proc., a na Nasdaq 100 o 0,66 proc. Wzrostom przewodziły spółki technologiczne i producenci chipów; Nvidia zyskiwała ok. 0,9 proc., a Broadcom, AMD, Alphabet i Tesla po ok. 1 proc. W czwartek S&P 500 zyskał 0,2 proc., ale główne indeksy są na drodze do spadkowego tygodnia: Dow traci ok. 1,7 proc., a S&P 500 ok. 1 proc.

    Presję łagodzi też spadek cen ropy. Brent potaniała o prawie 3 proc., do ok. 99,35 USD za baryłkę, a WTI o ok. 3,7 proc., do 89,19 USD. Rynek reaguje na doniesienia, że Wielka Brytania i europejskie państwa rozważają uwolnienie strategicznych zapasów paliw.

    W centrum uwagi przed sesją są też pojedyncze spółki. Nike traci ok. 10 proc. po prognozie zakładającej większy od oczekiwań spadek rocznych przychodów. Moderna zyskuje ok. 2,3 proc. po informacji, że od 9 października zastąpi Warner Bros. Discovery w indeksie Nasdaq-100.

    Po publikacji o 14:30 czasu polskiego inwestorzy poznają jeszcze dane o zamówieniach w przemyśle za sierpień oraz komentarz Lorie Logan, prezes oddziału Fed w Dallas.

  • Gorący październik dla Bitcoina. Fed i kalendarz makro mogą zdecydować o rynku

    Gorący październik dla Bitcoina. Fed i kalendarz makro mogą zdecydować o rynku

    Na starcie tygodnia Bitcoin krąży w okolicach 86 tys. USD, a uwaga inwestorów ponownie kieruje się w stronę Rezerwy Federalnej. Najnowszy raport z amerykańskiego rynku pracy wyraźnie zmniejszył oczekiwania na podwyżkę stóp w październiku. Przed rynkiem stoi jednak cała seria publikacji, które mogą ten obraz odwrócić.

    Rynek pracy schładza oczekiwania wobec Fed

    Najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się słabsze od prognoz. W samej gospodarce USA przybyło we wrześniu zaledwie 29 tys. etatów w sektorze poza rolnictwem. Bezrobocie wzrosło do 4,2 proc., a dynamika płac wyraźnie straciła impet. Po tej publikacji oraz po wcześniejszych sygnałach płynących z Fed kurs BTC chwilowo doszedł do okolic 87 tys. USD.

    Przywoływane przez Reuters wyceny rynkowe z 5 października wskazują, że prawdopodobieństwo podwyżki stóp na październikowym posiedzeniu FOMC spadło do około 18 proc. Większe szanse na kolejny ruch rynki dostrzegają już na posiedzeniu grudniowym.

    Cztery publikacje, które mogą ruszyć kursem

    Pierwszym testem będzie poniedziałkowy, 5 października, odczyt ISM Services PMI za wrzesień, publikowany o 16:00 czasu polskiego. W sierpniu indeks usługowy podniósł się z 54,1 do 55,4 pkt, a miara nowych zamówień wspięła się na 60,9 pkt. Największy wydźwięk miał komponent cenowy, który wyniósł 72,6 pkt, najwięcej od sierpnia 2022 r., podczas gdy subindeks zatrudnienia pozostawał poniżej neutralnych 50 pkt. Dla Bitcoina istotny będzie miks tych sygnałów: wysoki wzrost przy utrzymującej się presji cenowej mógłby podsycić obawy o kolejne podwyżki, a wyraźnie chłodniejszy odczyt, zwłaszcza z niższym komponentem cenowym, zadziałałby w odwrotną stronę.

    W środę 7 października o 20:00 czasu polskiego Fed opublikuje protokół z posiedzenia FOMC z 15–16 września. Na tamtym posiedzeniu bank centralny podniósł stopy o 25 pkt bazowych, do przedziału 3,75–4,00 proc. Była to pierwsza podwyżka od lipca 2023 r.; decyzję podjęto jednogłośnie, a Fed uzasadniał ją potrzebą szybszego powrotu inflacji do 2-procentowego celu. Zapisy protokołu mogą pokazać, jak duże jest poparcie dla dalszych podwyżek i jakie warunki musiałyby zostać spełnione, aby bank centralny zdecydował się na kolejny ruch w górę.

    Czwartkowe cotygodniowe zestawienie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będzie kolejnym sprawdzianem rynku pracy. W cotygodniowym raporcie Departamentu Pracy znalazło się 197 tys. nowych wniosków za tydzień do 26 września; to wynik o 1 tys. niższy niż poprzednio. Czterotygodniowa średnia spadła do 200 tys. Bardzo mocny rynek pracy dawałby Fed przestrzeń do utrzymywania wysokich stóp, a wyraźne osłabienie zatrudnienia odbierałoby argumenty za kolejnymi podwyżkami.

    W piątek 9 października o 16:00 poznamy wstępny październikowy indeks nastrojów konsumentów University of Michigan. We wrześniu spadł z 51,7 do 48,1 pkt, a indeks oczekiwań obniżył się do 46,3 pkt. Równie ważne będą oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych; ich wzrost mógłby bowiem utrudnić Fed przerwę w cyklu podwyżek.

    Październikowy maraton: CPI, PPI, PKB i posiedzenie Fed

    Kalendarz na resztę miesiąca wygląda jeszcze gęściej. 14 października Biuro Statystyki Pracy opublikuje wskaźnik CPI za wrzesień, a 15 października pojawią się PPI oraz dane o sprzedaży detalicznej. Wyższy od prognoz odczyt inflacji konsumenckiej mógłby ożywić obawy o długie utrzymywanie restrykcyjnej polityki; niższy dawałby Fed więcej miejsca na pozostawienie stóp bez zmian. To ważne w momencie, gdy rentowności amerykańskich obligacji pozostają bardzo wysokie.

    Zwieńczeniem makroekonomicznego maratonu będzie dwudniowe posiedzenie FOMC zaplanowane na 27–28 października. Decyzję poznamy 28 października, a później zaplanowano konferencję prasową prezesa Fed Kevina Warsha. Reuters zwraca uwagę, że uporczywa inflacja wciąż może otworzyć drogę do kolejnej podwyżki w grudniu. Dzień po posiedzeniu Biuro Analiz Ekonomicznych opublikuje pierwszy szacunek PKB za III kwartał oraz wrześniowy raport o dochodach i wydatkach osobistych z indeksem PCE. Ten drugi pozostaje preferowaną przez Fed miarą inflacji, więc dane mogą szybko zmienić oczekiwania przed ostatnim w 2026 r. posiedzeniem FOMC, wyznaczonym na 8–9 grudnia.

    Do tego dochodzi sezonowość, która historycznie sprzyja Bitcoinowi. Aż 10 z 13 październików od 2013 r. kończyło się zwyżką BTC, a przeciętna miesięczna stopa zwrotu sięga blisko 19 proc. Historyczny wzorzec nie jest jednak wyrocznią na ten rok. W nadchodzących tygodniach kierunek kryptowaluty w większym stopniu wyznaczą kolejne dane makro i odpowiedź na pytanie, czy Fed ogłosi przerwę w podwyżkach, czy zasygnalizuje gotowość do dalszego zacieśniania. Najbliższym sprawdzianem dla rynku będzie poniedziałkowy ISM Services PMI.

  • Ray Dalio: USA płyną prosto na skały. Kryzys długu i bańka AI w horyzoncie trzech lat

    Ray Dalio: USA płyną prosto na skały. Kryzys długu i bańka AI w horyzoncie trzech lat

    Ray Dalio uważa, że Stany Zjednoczone zmierzają w stronę kryzysu zadłużenia. W rozmowie z Bloomberg Television miliarder, autor książki „How Countries Go Broke” i założyciel największego na świecie funduszu hedgingowego Bridgewater Associates powiedział, że kryzys może nadejść „w ciągu najbliższych trzech lat”, czyli do jesieni 2029 r. Jak sam to ujął: „płyniemy prosto na skały”.

    Jego zdaniem skala długu publicznego i tempo jego wzrostu oznaczają, że „zbliżamy się do granic możliwości”. Amerykański dług przekroczył w sierpniu 40 bln dolarów. W porównaniu z 2019 r., po uwzględnieniu inflacji, wzrósł o ponad 10 bln dol., czyli o ponad 33 proc. To sprawia, że koszty obsługi zadłużenia stają się coraz poważniejszym obciążeniem dla budżetu.

    Roczne płatności odsetkowe przekraczają 1 bln dol. i pochłaniają około 21 proc. budżetu federalnego – czyli mniej więcej jedną piątą. W efekcie mniej pieniędzy zostaje na Social Security, ochronę zdrowia, obronność, edukację i inne priorytety. Dalio ocenia, że ten trend jest nie do utrzymania.

    „Kiedy długi rosną szybciej, niż są spłacane, koszty ich obsługi rosną” – powiedział. „To stanowi coraz większy udział w przepływach pieniężnych. A kiedy tak się dzieje, zaczyna ograniczać wydatki. I wtedy pojawia się problem.”

    Miliarder wskazał też, że napięcia geopolityczne osłabiły popyt innych krajów na amerykański dług.

    Polski dług w liczbach

    Uwagi Dalio – choć dotyczą przede wszystkim USA – pośrednio odnoszą się także do Polski. Z danych przywoływanych w kontekście jego wypowiedzi wynika, że od 2019 r. do końca 2025 r. polski dług wzrósł realnie o 51,6 proc., a od stycznia do lipca tego roku przybyło realnie kolejne 10,5 proc. Z kolei od stycznia do sierpnia obsługa długu pochłaniała 12,8 proc. wpływów budżetu państwa. W USA to już 21 proc.

    Bańka AI też na radarze

    Dalio ostrzega również przed ryzykiem na rynku sztucznej inteligencji. Podczas Forbes Global CEO Conference w Singapurze ocenił, że rynek AI zbliża się do momentu, w którym może pęknąć bańka. Wskazuje przede wszystkim na rosnące koszty finansowania inwestycji w tę technologię oraz na koncentrację wzrostów giełdowych na spółkach technologicznych.

    „Jesteśmy w tej części cyklu, która jest jeszcze przed tym, ale zbliżamy się do tego” – powiedział Dalio.

    Ogromne inwestycje w AI są w coraz większym stopniu finansowane długiem. Największe firmy technologiczne przeznaczają na rozwój AI setki miliardów dolarów. Jednocześnie rentowności obligacji na wielu rynkach pozostają wysokie, co podnosi koszt finansowania projektów związanych z centrami danych i infrastrukturą AI. Wzrost stóp procentowych zwiększa presję na firmy inwestujące w infrastrukturę AI. Mimo to wyceny spółek technologicznych pozostają wysokie, a oczekiwania co do przyszłych zysków z AI należą do czynników wspierających indeksy S&P 500 i Nasdaq 100.

    Według Dalio nawet hyperscalerzy zajmujący się AI „zaczynają napotykać problemy” z dostępem do kredytu. Jak mówi, „zaczyna dostrzegać, że te granice są osiągane”. Firmy technologiczne inwestują ponad miarę, by zapewnić sobie konkurencyjność na niepewnym rynku przyszłości, co może prowadzić do nadmuchania bańki.

    Miliarder zwraca też uwagę, że bańki pękają wtedy, gdy ludzie potrzebują gotówki – na przykład na spłatę pożyczek czy podatek majątkowy. „Wszyscy mówią: „Jestem wart miliard dolarów”, ale OK, spróbuj to wydać” – powiedział. Sprzedaż aktywów w celu pozyskania środków może dodatkowo zwiększać presję na rynki.

    Stare ostrzeżenia w nowej odsłonie

    Dalio od lat alarmuje w sprawie zadłużenia. Rosnący dług opisywał wcześniej jako „agresywnego raka”, mówił też, że „narasta jak blaszka miażdżycowa” w systemie finansowym i może doprowadzić do „zawału serca” amerykańskiej gospodarki. Teraz, w rozmowie z Bloomberg Television, dodał, że zagrożenie związane z długiem połączyło się z podziałami politycznymi i wojnami za granicą, tworząc „perfect storm”.

  • GUS rewiduje PKB za 2025 rok w górę. Bank Światowy też poprawia prognozy dla Polski

    GUS rewiduje PKB za 2025 rok w górę. Bank Światowy też poprawia prognozy dla Polski

    Polska gospodarka w 2025 r. okazała się wyraźnie mocniejsza, niż wynikało z wiosennych szacunków. Główny Urząd Statystyczny podniósł we wtorek 6 października szacunek wzrostu PKB do 3,8 proc. z wcześniejszych 3,6 proc. To korekta o 0,2 pkt proc. w górę. GUS podał dane w cenach stałych średniorocznych roku poprzedniego, bez wyrównania sezonowego. Dla przypomnienia: PKB to łączna wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terytorium kraju w danym okresie.

    Urząd podał w komunikacie:

    Według skorygowanego szacunku, produkt krajowy brutto (PKB) w 2025 r. wzrósł realnie o 3,8 proc. w porównaniu z 2024 r.

    Wcześniejszy odczyt pochodził z 16 kwietnia 2026 r. Najnowsze wyliczenia uwzględniają pełniejsze roczne dane, m.in. wyniki finansowe przedsiębiorstw, obroty towarowe i usługowe w handlu zagranicznym oraz rachunki sektora instytucji rządowych i samorządowych przygotowane na potrzeby październikowej notyfikacji fiskalnej. Jak zaznaczył GUS, weryfikacja zmieniła zarówno nominalny poziom PKB, jak i realne dynamiki oraz elementy składowe wskaźnika.

    Skąd wzięła się korekta?

    Do wyższej dynamiki przyczyniła się przede wszystkim konsumpcja. Konsumpcja prywatna urosła o 4 proc. rok do roku, czyli o 0,3 pkt proc. więcej, niż podawano w kwietniu. Konsumpcja publiczna zwiększyła się o 5,7 proc., a więc o 0,4 pkt proc. więcej niż wcześniej. Lepsze okazały się także inwestycje.

    GUS regularnie aktualizuje rachunki narodowe w miarę napływu nowych informacji, więc taka rewizja nie jest niczym nadzwyczajnym.

    Bank Światowy: rok 2026 też może być mocny

    Tego samego dnia Bank Światowy poprawił prognozę dla Polski na bieżący rok. W nowym raporcie instytucja podniosła oczekiwany wzrost PKB w 2026 r. do 3,6 proc. z 3,1 proc. prognozowanych w czerwcu. To wyraźna podwyżka o 0,5 pkt proc.

    Bank tłumaczy ją przede wszystkim czasowym impulsem inwestycji finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy oraz wciąż solidną konsumpcją. Projekty infrastrukturalne, energetyczne i cyfryzacyjne zwiększają popyt na usługi, materiały i pracowników. Jeśli wynagrodzenia nadal będą rosły szybciej niż ceny, gospodarstwa domowe zachowają przestrzeń do zwiększania wydatków.

    Instytucja jednocześnie zastrzega, że przyspieszenie może być przejściowe:

    Tempo wzrostu spowolni z 3,6 proc. w 2026 r. do średnio 2,8 proc. w latach 2027-2028, w miarę jak dobiegnie końca wypłacanie środków z KPO, a wolniejszy wzrost płac realnych ograniczy konsumpcję gospodarstw domowych.

    Po wygaśnięciu unijnego impulsu gospodarka miałaby wrócić do tempa bliższego 3 proc. Z przedstawionej przez Bank ścieżki wynika zresztą, że wzrost w dużej mierze będą napędzać czynniki przejściowe. Kumulacja wydatków pod koniec okresu dostępności środków powinna podbić inwestycje, a po zakończeniu programów pojawi się wysoka baza porównawcza i ryzyko inwestycyjnej luki. Nie każdy wydatek z KPO automatycznie zwiększy długoterminową produktywność – efekt będzie zależał od jakości projektów i tego, czy publiczne pieniądze uruchomią dodatkowe inwestycje firm.

    Bank Światowy przy okazji lekko podniósł prognozę na 2027 r. i obniżył tę na 2028 r., co oznacza przesunięcie części oczekiwanego wzrostu na wcześniejszy okres. Zwraca też uwagę na znaczenie koniunktury w Unii Europejskiej, głównym rynku polskich eksporterów. Do czynników ryzyka zalicza inflację, stopy procentowe, koszty energii i napięcia geopolityczne.

    Ekonomiści: struktura wzrostu lepsza

    Komentując rewizję GUS, ekonomiści Alior Banku napisali na portalu X, że dynamika wzrostu w 2026 r. może być porównywalna z 2025 r., ale o korzystniejszej strukturze:

    Przy czym w tym roku struktura zdecydowanie bardziej atrakcyjna z większym wkładem inwestycji, a mniejszym konsumpcji. Na tle UE niezmiennie wyróżniamy się pozytywnie.

    To jednak nie koniec zmian w statystykach. Zgodnie z metodologią GUS ostateczny szacunek PKB za 2025 r. zostanie opublikowany dopiero w kwietniu 2027 r.

  • Dwa raporty Eurostatu. Polska w czołówce, a Warszawa nie ma sobie równych

    Dwa raporty Eurostatu. Polska w czołówce, a Warszawa nie ma sobie równych

    Nowe raporty Eurostatu stawiają Polskę wśród liderów europejskiego rynku pracy. W sierpniu 2026 r. stopa bezrobocia wyniosła w Polsce 3,4 proc., wobec 6,1 proc. w całej Unii Europejskiej i 6,4 proc. w strefie euro. Osobne dane za 2025 r. pokazują natomiast, że region warszawski ma najwyższy wskaźnik zatrudnienia w całej UE.

    Bezrobocie: Polska wciąż w czołówce

    Eurostat opublikował w czwartek szacunki dotyczące sierpnia. Bez pracy pozostawało wtedy 13,6 mln mieszkańców UE, w tym 11,36 mln w strefie euro. W porównaniu z lipcem liczba bezrobotnych zwiększyła się o 12 tys. w całej Wspólnocie i o 26 tys. w strefie euro. Zestawienie rok do roku wypada jeszcze gorzej: względem sierpnia 2025 r. przybyło 348 tys. bezrobotnych w UE i 267 tys. w strefie euro.

    Polska stopa bezrobocia w sierpniu wyniosła 3,4 proc. – tyle samo co w maju, czerwcu i lipcu. Rok wcześniej było to 3,2 proc., więc w ujęciu rocznym wskaźnik wzrósł o 0,2 pkt proc. Liczba bezrobotnych w Polsce spadła natomiast z 603 tys. w lipcu do 597 tys. w sierpniu. Rok do roku jest ich jednak o 26 tys. więcej: w sierpniu 2025 r. bez pracy pozostawało 571 tys. osób. Krótkookresowa stabilizacja nie zmienia zatem obrazu lekkiego pogorszenia w porównaniu z ubiegłym rokiem.

    Mimo to Polska nadal należy do państw o najniższym bezrobociu w UE. Niższy wskaźnik ma tylko Czechy – 3,2 proc. Na tym samym poziomie co Polska znalazły się Malta i Słowenia. W Niemczech bezrobocie wyniosło 4 proc., a we Francji 8,2 proc. Najwyższe wartości odnotowano w Finlandii (10,3 proc.) i Hiszpanii (10 proc.).

    W całej UE sierpniowa stopa bezrobocia wyniosła 6,1 proc. i nie zmieniła się względem lipca. W strefie euro utrzymała się na poziomie 6,4 proc. W obu przypadkach to więcej niż rok wcześniej, kiedy wskaźniki wynosiły odpowiednio 6,0 proc. i 6,3 proc. Polska jest więc poniżej unijnej średniej o 2,7 pkt proc. i o 3 pkt proc. poniżej wyniku strefy euro. Roczny wzrost liczby bezrobotnych w Polsce jest przy tym sygnałem, że słabość widoczna w Europie nie omija całkiem naszego rynku pracy.

    Warszawa numerem jeden wśród regionów UE

    Eurostat porównał też unijne regiony pod względem odsetka pracujących w wieku 20–64 lata. Dane dotyczą 2025 r. i opierają się na klasyfikacji NUTS 2. W Polsce podział ten w przybliżeniu pokrywa się z województwami, ale Mazowsze potraktowano osobno: wydzielono obszar warszawski stołeczny oraz mazowiecki regionalny.

    Najlepszy wynik w całej UE osiągnął właśnie region warszawski stołeczny, gdzie pracę ma 86,9 proc. mieszkańców w tej grupie wieku. Średnia unijna to lekko ponad 76 proc. Tuż za Warszawą uplasowała się czeska Praga z wynikiem 86 proc. Trzecie miejsce zajęły należące do Finlandii Wyspy Alandzkie, gdzie wskaźnik przekracza 85 proc. Region ten zamieszkuje około 30 tys. osób. Wysoko w zestawieniu znalazł się również holenderski Utrecht.

    Nie wszędzie jest tak dobrze

    Zestawienie pokazuje też duże różnice w Europie. Najniższy wskaźnik zatrudnienia ma Majotta – francuskie terytorium zamorskie na Oceanie Indyjskim w Kanale Mozambickim – gdzie wynosi on niecałe 37 proc. Wśród regionów kontynentalnej Europy najsłabiej wypadają włoskie Kalabria, Kampania i Sycylia, gdzie pracuje około 50 proc. populacji w wieku 20–64 lata. Niskie odsetki notują też liczne regiony Hiszpanii, Turcji, Grecji, Rumunii oraz części Belgii i Francji.

    Także w Polsce widać duże dysproporcje. Na Podkarpaciu pracuje nieco ponad 73 proc. osób w wieku produkcyjnym, podczas gdy w regionie warszawskim odsetek sięga 86,9 proc. To pokazuje, że sytuacja w Polsce nie jest jednorodna – obok unijnego lidera są regiony, w których pracuje wyraźnie mniejszy odsetek osób.

  • Zatrzymania w Orlenie za ceny paliw. Szkoda na 4,1 mld zł

    Zatrzymania w Orlenie za ceny paliw. Szkoda na 4,1 mld zł

    Głośno zrobiło się wokół Orlenu, a zaczęło się od cen benzyny. W poniedziałek Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała pięciu obecnych i byłych menedżerów spółki, w tym członka zarządu z lat 2018–2024. Zatrzymania przeprowadzono na polecenie łódzkiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. We wtorek prokuratura oficjalnie poinformowała o zarzutach w śledztwie, które trwa ponad dwa lata i dotyczy bezpodstawnego zaniżania cen paliw w okresie od sierpnia do listopada 2023 r.

    Chodzi o to, co działo się na stacjach tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. Benzyna kosztowała wtedy poniżej 6 zł za litr. Były prezes Daniel Obajtek skomentował sprawę w mediach społecznościowych: „Zatrzymali menedżerów z Orlenu za to, że Polacy płacili poniżej 6 zł za benzynę”.

    Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek skomentował: „To było działanie na szkodę majątku narodowego, by ratować władzę partii”.

    Na wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie Żurek przekazał, że „doszło do bezprawnego zaniżenia cen hurtowych paliwa”. Według ustaleń śledczych już od sierpnia 2023 r. w spółce celowo i bezprawnie manipulowano ceną paliwa, aby uzyskać efekt w postaci niższej ceny na dystrybutorach. Jak argumentował minister, żadne przesłanki ekonomiczno-gospodarcze – ani sytuacja na rynku światowym, ani europejskim – nie wskazywały na możliwość takiej obniżki. Sprawę określił jako łamanie prawa w celach ewidentnie politycznych.

    Według relacji Żurka przez działania kilku osób w spółce doszło do sytuacji, w której na ponad 600 stacjach Orlenu zabrakło paliwa; w firmie wydano wtedy zalecenie, by informować o awarii dystrybutorów. Biegli pracujący dla śledztwa oszacowali szkodę spółki na 4,1 mld zł.

    Zarzuty i kary

    Zatrzymani usłyszeli zarzuty dotyczące przestępstwa z art. 296 Kodeksu karnego, czyli wyrządzenia szkody w obrocie gospodarczym. Podstawowa kara za ten czyn to od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Minister zaznaczył jednak, że w tej sprawie chodzi o szkodę w wielkich rozmiarach, a wtedy górna granica kary wynosi nawet 25 lat pozbawienia wolności.

    Śledztwo ma długą historię. Wszczęła je 17 stycznia 2024 r. Prokuratura Okręgowa w Płocku, gdzie mieszczą się siedziba i główny zakład produkcyjny koncernu. Pierwotne postępowanie obejmowało okres od 1 sierpnia do 31 października 2023 r. W maju 2024 r. przejęła je Prokuratura Krajowa w Łodzi; powodem były duża waga sprawy i obszerny zgromadzony materiał dowodowy. Celem postępowania było ustalenie, czy osoby zarządzające Orlenem, nadużywając uprawnień lub nie dopełniając obowiązków, doprowadziły do niezasadnego zaniżenia cen paliw płynnych względem rynkowych i sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach.

    W marcu 2024 r. ABW przeszukała też biura koncernu w Płocku, Warszawie i Gdańsku. Było to związane zarówno z cenami paliw, jak i z odrębnym postępowaniem dotyczącym fuzji z Lotosem. Zabezpieczono wówczas 73 GB dokumentów elektronicznych i 2 TB korespondencji z poczty elektronicznej.

    Ile zarabiali prezesi?

    Zatrzymania sprawiły, że ponownie głośno o zarobkach byłego prezesa. Daniel Obajtek pracę w Orlenie zakończył 5 lutego 2024 r. Ze sprawozdania finansowego spółki za 2023 r. wynika, że zarobił w ciągu 12 miesięcy 1 mln 672 tys. zł, czyli średnio około 140 tys. zł na miesiąc. To wzrost o 20 proc. w porównaniu z 2022 r., gdy otrzymał 1 mln 398 tys. zł.

    Za okres od 1 stycznia do 5 lutego 2024 r. Obajtek zainkasował jeszcze 651 tys. zł. Jego następca Ireneusz Fąfara, obecny prezes Orlenu, otrzymał 1 mln 7 tys. zł za okres od 11 kwietnia do 31 grudnia 2024 r., czyli za ponad osiem miesięcy. W 2025 r. Fąfara otrzymał 1 mln 498 tys. zł wynagrodzenia podstawowego.

    Na tym sprawa się jednak nie kończy. We wtorek po południu z zatrzymanymi wciąż trwały czynności procesowe, a minister zapowiadał dalsze decyzje. „Sprawa ma charakter rozwojowy” – podsumował Waldemar Żurek.

  • „Twoje najlepsze aktywa są darmowe”. Kiyosaki odwraca uwagę od złota i bitcoina

    „Twoje najlepsze aktywa są darmowe”. Kiyosaki odwraca uwagę od złota i bitcoina

    Robert Kiyosaki, autor bestsellerowej książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, zwykle ostrzega przed największym kryzysem finansowym w historii i zachęca do kupowania złota, srebra oraz bitcoina. Tym razem jednak w swoim wpisie na X odsunął te aktywa na dalszy plan. Fundamentem bogactwa mają być według niego słowa i sposób myślenia.

    Darmowy aktyw i darmowe obciążenie

    W poście opublikowanym 24 września Kiyosaki nawiązał do biblijnego zdania „A Słowo stało się ciałem…” i wyciągnął z niego własny wniosek: wypowiadane przez człowieka słowa kształtują jego rzeczywistość. „Your BEST ASSETS are FREE. Unfortunately so are your WORST LIABILITIES” – napisał na X.

    Za największe darmowe obciążenia uznał zwroty „nie stać mnie na to”, „spróbuję” oraz „bogaci są chciwi”. W jego ujęciu te pozornie niewinne zdania mogą sprawić, że ten sam zasób stanie się obciążeniem, a nie aktywem. Co ważne, słowa i wynikający z nich sposób myślenia nic nie kosztują – dlatego mogą być zarówno najważniejszym aktywem, jak i największym obciążeniem.

    Trzy rodzaje dochodów

    Kiyosaki połączył tę tezę z własnym podziałem społeczeństwa według źródła dochodów. „Biedni”, jak to ujął, zdobywają wykształcenie, znajdują pracę i pracują na wypłatę. Zarabiają wtedy na „dochodzie z pracy”, który Kiyosaki nazwał najgorszym rodzajem dochodu, między innymi dlatego, że często jest opodatkowany według najwyższej stawki.

    „Klasa średnia” inwestuje w programy emerytalne 401(k) i konta IRA, budując w ten sposób „dochód portfelowy”. Kiyosaki uznał go za drugi najgorszy rodzaj dochodu – również z powodów podatkowych. Najlepiej według niego wypada „dochód pasywny”, osiągany bez pracy i często nieopodatkowany.

    Kiyosaki przywołał też słynną uwagę Warrena Buffetta o tym, że płaci niższą stawkę podatkową niż jego sekretarka. Według Kiyosakiego to właśnie sposób, w jaki zarabiają najbogatsi, tłumaczy taką różnicę w opodatkowaniu. Pominął natomiast, że Buffett użył tego przykładu, apelując o zwiększenie opodatkowania najbogatszych, a nie wychwalając własnej strategii podatkowej.

    „Kupuj, zaciągaj dług, umieraj”

    Strategia „buy, borrow, die” zakłada kupowanie aktywów, których wzrost wartości nie jest opodatkowany, dopóki zyski nie zostaną zrealizowane. Później od tych aktywów zaciąga się pożyczki, aby finansować bieżące wydatki. Bankom obsługującym najbogatszych częściej zależy na długiej współpracy niż na tym, by klient spłacił całość w ściśle określonym terminie. Na końcu aktywa pozostają w rękach właściciela do jego śmierci, a wtedy wzrost ich wartości może przestać podlegać opodatkowaniu.

    Kiyosaki chwalił się również, że ma 1,2 mld dolarów długu. W przeszłości twierdził też, że jest właścicielem 15 tys. domów na wynajem. Artykuł w „Vanity Fair” podważył jednak tę deklarację, sugerując, że liczba mogła zostać zawyżona o jedno zero.

    Finansowy prepper

    Najnowsze wpisy Kiyosakiego pokazują, że złoto, srebro i bitcoin wciąż mają w jego strategii ważne miejsce. W poście z 3 października nazwał siebie „prepperem finansowym” i porównał posiadanie tych aktywów do wykupienia ubezpieczenia samochodu. Polisy nie kupuje się po to, żeby mieć wypadek, tylko po to, by być zabezpieczonym na wypadek problemów – tłumaczył inwestor.

    Kiyosaki relacjonował rozmowę z kobietą, która pytała, czy przygotowywanie się na problemy gospodarcze nie jest zbyt pesymistyczne. Jego odpowiedź brzmiała: „Czy posiadasz jakieś złoto, srebro, Bitcoina?”. Dodał przy tym, że interesują go tylko takie środki płatnicze, których podaż nie zależy od decyzji rządu.

    Obawy Kiyosakiego od dawna koncentrują się na utracie siły nabywczej walut fiducjarnych przez inflację i ekspansję monetarną. Bitcoin pasuje do tej filozofii dzięki limitowi 21 mln monet, choć sama ograniczona podaż nie gwarantuje, że aktywo w każdym okresie zachowa siłę nabywczą.

    W tle pozostają jego wcześniejsze ostrzeżenia przed narastającym długiem, inflacją, napięciami geopolitycznymi wokół energii i słabością tradycyjnych systemów emerytalnych. Wcześniej jednak kilkakrotnie zmieniał swoje publiczne stanowisko: kilka miesięcy temu deklarował, że zamiast trzymać gotówkę, powiększa pozycje w bitcoinie i ethereum, a w czerwcu wyjaśniał, dlaczego nie dokupywał BTC i ETH podczas spadków, gdy ich notowania znajdowały się w pobliżu lokalnego dołka.

  • Lisala wycenia Echo Investment niżej niż giełda. Będzie wezwanie po 5,20 zł

    Lisala wycenia Echo Investment niżej niż giełda. Będzie wezwanie po 5,20 zł

    Główny akcjonariusz Echo Investment, spółka Lisala, zapowiedział wezwanie na wszystkie akcje dewelopera, których jeszcze nie kontroluje. Oferta obejmuje 155 295 466 walorów, czyli 37,63 proc. kapitału zakładowego. Lisala proponuje 5,20 zł za akcję, co daje około 807,5 mln zł za cały pakiet. Na GPW spółka jest wyceniana na 2,25 mld zł, a Puls Biznesu podaje, że chodzi o wycofanie Echa z warszawskiej giełdy.

    Uwagę zwraca relacja oferty do rynku. W piątek 2 października akcje Echa zamknęły sesję na poziomie 5,44 zł, po wzroście o 1,68 proc. Cena z wezwania jest więc o około 4,4 proc. niższa od kursu. Pośrednikiem ma być Erste Biuro Maklerskie, ale w komunikacie nie podano terminu przyjmowania zapisów. Szczegóły i harmonogram mają pojawić się w dokumencie oferty, który będzie podlegał weryfikacji nadzoru.

    Węgierski akcjonariusz dokupuje resztę

    Lisala to wehikuł kontrolowany przez węgierską grupę nieruchomościową Wing. Puls Biznesu opisuje go jako joint venture Wingu oraz funduszu Griffin. Węgierski inwestor wchodził do Echo etapami. W grudniu 2019 r. Wing kupił większościowy pakiet 56 proc. akcji, a w lutym 2020 r., po przekroczeniu progu 33 proc. głosów, ogłosił wezwanie po 4,65 zł za walor. W 2022 r. rynek zobaczył kolejne wezwanie, tym razem po 6,75 zł. Obecna oferta jest więc wyraźnie niższa od tej z 2022 r.

    Echo Investment to największy deweloper w Polsce i jeden z najdłużej notowanych na GPW; na parkiecie jest obecne od 1996 r. W przeszłości kontrolował je Michał Sołowow, później pakiet trafił do Griffina, który nawiązał współpracę z węgierskim inwestorem branżowym. Po wejściu Wingu spółka przeszła transformację: w 2021 r. przejęła 66 proc. udziałów w Archicomie, który odpowiada za biznes mieszkaniowy. Echo skoncentrowało się na działalności komercyjnej – biurowcach, akademikach i lokalach na wynajem. Jest udziałowcem platform Resi4Rent i StudentSpace, a w portfolio ma m.in. warszawskie Browary Warszawskie i łódzką Fuzję.

    Kto zadecyduje o wyniku wezwania?

    Powodzenie oferty zależy od akcjonariuszy mniejszościowych, a wśród nich ważną rolę odgrywają fundusze emerytalne. NN OFE ma 9,9 proc. akcji Echo, a Allianz OFE 9,6 proc. Po 1,8 proc. walorów mają członkowie rady nadzorczej Maciej Dyjas i Nebil Senman. To te podmioty muszą zdecydować, czy sprzedać papiery po cenie niższej od piątkowej wyceny. Część instytucji może jednak brać pod uwagę ryzyko ograniczenia płynności, gdyby po wezwaniu wyraźnie zmniejszył się wolny obrót akcjami.

    Echo w liczbach

    W pierwszym półroczu tego roku Echo Investment miało 816,5 mln zł przychodów i 20,7 mln zł zysku netto. Mieszkaniowy biznes prowadzi głównie przez Archicoma, z projektami w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. W tym czasie sprzedało 1,32 tys. mieszkań i dwa budynki biurowe w Krakowie. W maju spółka ogłosiła transakcję sprzedaży 5,3 tys. mieszkań na wynajem z Resi4Rent, w której ma 30 proc. udziałów; kupiec, Vantage Development z niemieckiej grupy TAG Immobilien, zapłacił 2,4 mld zł. Na koniec czerwca aktywa grupy sięgały ponad 6,4 mld zł. Spółka spłaciła też większość obligacji zapadających w 2026 r. i zmieniła warunki obligacji o wartości prawie 500 mln zł, co ma redukować koszty odsetkowe o około 7,5 mln zł rocznie.

    Deweloper przygotowuje trzy biurowce w Warszawie: dwa w ramach superkwartału Towarowa 22 i jeden przy ul. Grzybowskiej 53. We Wrocławiu zakończył budowę Swobodna Spot z 16 tys. m kw. biur, a w Krakowie w inwestycji WITA około 18 tys. m kw. powierzchni biurowej znalazło najemców jeszcze przed zakończeniem budowy. Prezes Nicklas Lindberg mówił po wynikach, że pozyskany kapitał pozwoli ograniczać zadłużenie i uruchamiać nowe inwestycje, przede wszystkim biurowe w centrum Warszawy. Ostateczne warunki wezwania, wraz z harmonogramem, poznamy po opublikowaniu dokumentu oferty i jego sprawdzeniu przez nadzór.

  • Wakacje pobudziły rynek mieszkań. Deweloperzy boją się tylko stóp procentowych?

    Wakacje pobudziły rynek mieszkań. Deweloperzy boją się tylko stóp procentowych?

    Wakacje na rynku mieszkań okazały się znacznie lepsze, niż branża się spodziewała. Deweloperzy sprzedali w lipcu i sierpniu na siedmiu największych rynkach blisko 8,6 tys. lokali, co daje średnio 4,3 tys. miesięcznie wobec 3,8 tys. w drugim kwartale. Mimo że wrześniowy odczyt Indeksu Nastrojów Deweloperów Tabelaofert obniżył się z sierpniowego maksimum, branża wciąż patrzy w przyszłość z optymizmem.

    Wakacje zaskoczyły pozytywnie

    Jeszcze w czerwcu spodziewano się słabszego sezonu. Tymczasem ożywienie, którego branża wyczekiwała na jesień, przyszło już w lipcu. Robert Chojnacki, założyciel portalu Tabelaofert, przyznaje wprost: „Sprzedaż przez ostatnie trzy miesiące była dobra, wyraźnie lepsza od wcześniejszych przewidywań, a ożywienie, którego spodziewaliśmy się dopiero jesienią, przyszło znacznie wcześniej”.

    Indeks Zmiany Tempa Sprzedaży, po czerwcowym odczycie -0,09, w lipcu wzrósł do 0,26, a w sierpniu do 0,53 – najlepszego wyniku w roku. We wrześniu spadł do 0,31, ale – jak tłumaczy Chojnacki – to nie sygnał pogorszenia koniunktury, tylko efekt wysokiej poprzeczki po udanych wakacjach. Struktura odpowiedzi to potwierdza: spadku sprzedaży spodziewa się zaledwie 8% firm, blisko 40% liczy na dalszy wzrost, a połowa zakłada utrzymanie obecnego tempa.

    Ceny? Stabilizacja, choć nie wszędzie

    Trzech na czterech deweloperów (dokładnie 75%) nie planuje zmian w cennikach. Wzrostu cen oczekuje 20,2% respondentów, a spadku jedynie 4,8%. Indeks Zmiany Cen Mieszkań wzrósł we wrześniu do 0,16 z 0,13 w sierpniu, co jest drugim najwyższym odczytem w tym roku.

    Ewa Palus, główna analityczka Tabelaofert, wskazuje, że stabilizacji sprzyja bardzo duża oferta deweloperska i liczba mieszkań gotowych do odbioru. Nabywcy wciąż liczą na rabaty i promocje, a czwarty kwartał tradycyjnie przynosi wzmożoną aktywność promocyjną – od Black Friday po oferty okołoświąteczne. Z drugiej strony wysokie ceny gruntów i rosnące koszty realizacji inwestycji utrudniają obniżki. Chojnacki ocenia, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to stabilizacja.

    Stopy procentowe i geopolityka jako ryzyka

    Na horyzoncie pojawiają się jednak dwa zagrożenia. Pierwszym jest perspektywa droższego kredytu hipotecznego. Palus zwraca uwagę na możliwy paradoks: pierwsza podwyżka mogłaby chwilowo pobudzić popyt, bo część klientów przyspieszyłaby zakup przed dalszym wzrostem kosztów finansowania. Kolejne ruchy w górę mogłyby już hamować sprzedaż.

    Drugim czynnikiem jest rosnące napięcie geopolityczne, które osłabia skłonność do zaciągania wieloletnich zobowiązań. Chojnacki podsumowuje: „To od nich w dużej mierze będzie zależało, czy bardzo dobra sprzedaż z ostatnich miesięcy utrzyma się również jesienią”.

    GUS potwierdza mocne lato

    Najnowsze dane GUS za sierpień pokazują, że branża ma się dobrze także w ujęciu rocznym. Deweloperzy oddali w sierpniu 11 869 mieszkań – o 22,1% więcej niż rok wcześniej, choć o 2,1% mniej niż w lipcu. Łącznie w lipcu i sierpniu przekazali ponad 24 tys. lokali, najlepszy wynik w wakacyjnych miesiącach od 2022 r.

    Od początku roku deweloperzy oddali 81,5 tys. mieszkań, o 2,5% więcej niż w analogicznym okresie 2025 r. W całym sektorze – z budownictwem indywidualnym – od stycznia do sierpnia oddano 132,2 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 4,5% r/r.

    Pozwolenia rosną, ale budowy hamują

    Liczba rozpoczynanych budów spada od kwietnia, ale sierpień i tak wypadł lepiej niż przed rokiem. Deweloperzy ruszyli z 10 467 mieszkaniami – o 9,4% mniej niż w lipcu, ale o 25,6% więcej niż w sierpniu 2025 r. Z kolei inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę 7 215 domów, najwięcej w tym miesiącu od czterech lat.

    Najważniejszy dla przyszłej podaży jest jednak zapas pozwoleń. Deweloperzy zgromadzili od stycznia pozwolenia na 127,4 tys. mieszkań, o 20,6% więcej niż rok wcześniej. W sierpniu wydano 13 537 pozwoleń dla deweloperów i 7 035 dla inwestorów indywidualnych – łącznie najsłabszy miesiąc w tym roku, ale bilans ośmiu miesięcy jest wyraźnie lepszy niż w 2025 r. W całym sektorze liczba wydanych pozwoleń wzrosła od początku roku o 14,9%.

    Czy te zgody przełożą się na rozpoczęte budowy? To kluczowe pytanie. Jeśli tak, rosnąca liczba oddawanych mieszkań może w kolejnych kwartałach poszerzyć wybór dla kupujących. Na razie branża – mimo ostrzeżeń o stóp i geopolityce – pozostaje w dobrych nastrojach.