Jeffrey Gundlach, założyciel, prezes i dyrektor inwestycyjny DoubleLine Capital, obniżył rekomendowaną alokację w akcje z 40 do 30 proc. Na Wall Street nazywany „królem obligacji”, teraz postanowił zdystansować się od rynkowego boomu na sztuczną inteligencję. Decyzję przedstawił w połowie września w podcaście Julii La Roche, po dwóch kwartałach utrzymywania wyższej ekspozycji na akcje.
Cięcie ekspozycji, nie ucieczka z rynku
Gundlach nie zamierza wychodzić z giełdy ani otwierać pozycji pod dalsze spadki. „Nie sprzedaję wszystkiego, nie gram na spadki, ale chcę trzymać się z dala od obszarów, które najbardziej ucierpią” – mówił. Najbardziej narażone są jego zdaniem segmenty powiązane z AI, jeśli dotychczasowy entuzjazm wokół tej technologii zacznie przygasać. Jest znany z trafnego przewidzenia problemów amerykańskiego rynku nieruchomości przed krachem w 2007 roku.
Co Gundlach proponuje zamiast AI?
Nowa zalecana konstrukcja portfela przynosi wyraźne przetasowanie:
- 30 proc. w akcje – przede wszystkim w równo ważony indeks Fortune 500, oparty na przychodach spółek, a nie ich kapitalizacji;
- 30 proc. w obligacje – głównie wysokiej jakości dług oraz obligacje rynków wschodzących w lokalnych walutach;
- 10 proc. w ETF DoubleLine Commodity Strategy;
- 10 proc. w złoto;
- 20 proc. w „gotówkę”, rozłożoną między fundusz inwestujący w dług komercyjnych nieruchomości i elastyczny fundusz obligacyjny DoubleLine.
W części akcyjnej Gundlach odchodzi od modelu, w którym największe spółki technologiczne ważą w portfelu najwięcej. Równo ważony indeks Fortune 500 obejmuje około 440 firm, więc znaczenie pojedynczego emitenta jest niewielkie. Gundlach przypomina przy tym, że równo ważona wersja S&P 500 przez około pięć kwartałów wygrywała z wersją ważoną kapitalizacją.
Na liście większych pozycji wciąż można jednak znaleźć spółki związane z AI, takie jak Applied Materials, Marvell Technology czy Palo Alto Networks. Równe ważenie ogranicza koncentrację ryzyka, ale go nie likwiduje.
Shiller P/E jako sygnał ostrzegawczy
Gundlach nie opiera swojej argumentacji na modzie na AI, lecz na wycenach. Wskaźnik P/E Shillera dla S&P 500 przekracza jego zdaniem 42, a historyczna granica ostrzegawcza to 35. Gdy w przeszłości znajdował się na tym poziomie lub wyżej, realne, uwzględniające inflację stopy zwrotu w kolejnych dziesięciu latach były według niego ujemne.
Nie próbuje więc wskazywać konkretnego dnia korekty. Przy tak wysokich wycenach potencjał dalszych zysków może być ograniczony, nawet jeśli rynek jeszcze przez jakiś czas rośnie. Gundlach zwraca też uwagę na dług spółek powiązanych z AI. W jego ocenie inwestorzy żądają w tym segmencie coraz wyższego wynagrodzenia za ponoszone ryzyko, a firmy masowo szukają kapitału na dalszy rozwój. To dlatego zachowanie obligacji takich emitentów może być pierwszym testem dla tej prognozy. Gdyby rynkowa wycena ryzyka w dalszym ciągu rosła, argumenty Gundlacha zyskiwałyby na sile; gdyby spadała, jego scenariusz należałoby zrewidować.
„Wszystko, co polecam, jest całkowicie oddzielone od jakiegokolwiek narażenia na sztuczną inteligencję” – mówił. Wcześniej, jak sam przyznał, nie przeszkadzało mu pośrednie posiadanie takich spółek w innych instrumentach kapitałowych. Teraz chce się „wydostać z epicentrum”, bo założenie o nieograniczonym potencjale AI staje się coraz trudniejsze do obrony.
Gundlach nie wyklucza „ostrego” zwrotu rynku w perspektywie od sześciu do dziewięciu miesięcy, ale nie przesądza, czy korekta już trwa.
Bank of America: rotacja widoczna w danych
Bank of America formułuje podobną diagnozę. Skutki widać już w rynkowych przepływach. W tym roku akcje firm z segmentu dóbr dyskrecjonalnych straciły 4,4 proc., podczas gdy producenci i sprzedawcy dóbr codziennego użytku zyskali 4,5 proc. Aktywne fundusze long-only mają przy tym niemal rekordowo niskie zaangażowanie w sektory zagrożone przez AI – usługi informatyczne, oprogramowanie i finansowanie konsumenckie. Zaangażowanie w spółki przemysłowe, mierzone w relacji do firm z sektora dóbr dyskrecjonalnych, zbliżyło się natomiast do historycznego rekordu.
W poniedziałkowym raporcie opisanym przez agencję Bloomberg zespół analityków Bank of America kierowany przez Savitę Subramanian ocenia, że oba trendy – gigantyczne nakłady na infrastrukturę AI i osłabienie wydatków dyskrecjonalnych po utracie miejsc pracy umysłowej – są już w dużej mierze uwzględnione w wycenach. Proste strategie zakładające kupno spółek korzystających z inwestycji w AI i sprzedaż firm zależnych od konsumpcji pracowników umysłowych nie będą więc już przynosić nadwyżkowych zysków tak łatwo jak wcześniej.
„W przyszłości wypracowanie alfy poprzez kupno spółek korzystających z inwestycji w AI i sprzedaż akcji firm zależnych od konsumpcji pracowników umysłowych może wymagać większego wysiłku” – stwierdzili stratedzy.
Subramanian dodaje, że przyszedł czas na selektywną zmianę strategii. Dalsze lekceważenie amerykańskiego konsumenta jest w jej ocenie ryzykowne, a część potencjału wzrostu wynikającego z nakładów inwestycyjnych została już zdyskontowana przez rynek.









