Blog

  • Fundacje rodzinne zapłacą więcej. Rząd przyjął nowelizację, stawka rośnie do 19 proc.

    Fundacje rodzinne zapłacą więcej. Rząd przyjął nowelizację, stawka rośnie do 19 proc.

    Rada Ministrów po raz drugi zajęła się opodatkowaniem fundacji rodzinnych. Tym razem przyjęła projekt nowelizacji ustaw o PIT i CIT, który podnosi stawkę podatku od świadczeń wypłacanych beneficjentom z 15 do 19 proc. Pierwszą nowelizację zawetował prezydent Karol Nawrocki.

    Zmiany mają wejść w życie 1 stycznia 2027 r. Wyższa stawka obejmie również ukryte zyski oraz mienie przekazane w związku z rozwiązaniem fundacji. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że chodzi o uszczelnienie przepisów i przeciwdziałanie wykorzystywaniu fundacji rodzinnych głównie do optymalizacji podatkowej, a nie do pomnażania i zarządzania rodzinnym majątkiem.

    Co zakłada projekt?

    Resort finansów po konsultacjach publicznych złagodził część propozycji. Zamiast trzyletniego lock-upu na aktywach wprowadzony ma zostać dwuletni okres blokady. Ma być liczony od końca roku kalendarzowego, w którym mienie wniesiono lub przekazano do fundacji. Blokada obejmie tylko aktywa nabyte nieodpłatnie, a wyjątkiem będzie zbycie w wyniku nakazu organu władzy publicznej.

    Projekt przewiduje zwolnienie z PIT świadczeń dla zstępnych rodzeństwa fundatora. Chodzi m.in. o bratanków, bratanice, siostrzeńców i siostrzenice oraz ich dalszych zstępnych, a także zstępnych pasierbów. Do końca 2027 r. będzie można bez podatku zwrócić z fundacji nieruchomości i prawa majątkowe do poprzedniego właściciela. Nie musi to być fundator; wystarczy, że osoba ta była właścicielem majątku bezpośrednio przed jego wniesieniem lub nieodpłatnym przekazaniem.

    W noweli doprecyzowano też opodatkowanie przychodów fundacji z najmu krótkoterminowego. Katalog ukrytych zysków zostanie rozszerzony o nowe regulacje dotyczące pożyczek, a do tej kategorii wejdą też niektóre umorzone, przedawnione lub odpisane jako nieściągalne należności. Dochody osiągane przez spółki transparentne podatkowo mają być opodatkowane co do zasady tylko w zakresie, w jakim nie korzystałyby ze zwolnienia, gdyby zostały osiągnięte bezpośrednio przez fundację. Fundacje rodzinne zostaną objęte regulacjami o zagranicznych jednostkach kontrolowanych (CFC), z możliwością odliczenia dywidend oraz dochodów ze zbycia udziałów w proporcji odpowiadającej dochodom CFC zwolnionym na poziomie fundacji. Exit tax pojawi się dopiero wtedy, gdy Polska utraci prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia składnika majątku przeniesionego poza kraj.

    Ekspertka: preferencja nie była przypadkowa

    Anna Turska-Tomczykowska, doradca podatkowy i partner zarządzająca w kancelarii Tomczykowski Tomczykowska, tłumaczy: „Ta preferencja podatkowa nie była przypadkowym dodatkiem do fundacji rodzinnej”. Przypomina, że obecny system składa się z dwóch poziomów: 15-proc. CIT fundacji i ewentualnego PIT beneficjenta. Fundator i najbliższa rodzina korzystają dziś ze zwolnienia z PIT, dalsi członkowie rodziny mogą płacić 10 proc., a inni beneficjenci 15 proc. Po zmianie pierwszy poziom wzrośnie do 19 proc., co dla fundatora i osób zwolnionych z PIT oznacza w praktyce wzrost podstawowego obciążenia wypłaty o cztery punkty procentowe. Ekspertka przyznaje, że podwyżka nie niszczy konstrukcji fundacji, ale zmniejsza ekonomiczną premię za pozostawienie kapitału w strukturze wielopokoleniowej.

    To element większego pakietu

    To samo posiedzenie Rady Ministrów przyniosło jednak znacznie więcej zmian. Przyjęto pakiet nowelizacji ustaw o PIT, CIT i ryczałcie oraz podwyżkę opłaty cukrowej; dokumenty skierowano do Sejmu. Nowa skala PIT ma mieć trzy stawki: 12 proc. do 130 tys. zł, 24 proc. między 130 a 150 tys. zł oraz 32 proc. powyżej 150 tys. zł. Jak podaje rp.pl, na zmianie ma skorzystać około 3,5 mln podatników, a maksymalna korzyść wyniesie 3,6 tys. zł rocznie. Koszt operacji dla budżetu oszacowano – według biznes.interia.pl – na 57,7 mld zł w ciągu dekady.

    Żeby sfinansować ulgi, największe korporacje również odczują podwyżkę: firmy z przychodami powyżej 50 mln euro w poprzednim roku zapłacą 22 proc. zamiast 19 proc. Podwyżka nie obejmie banków. Osoby fizyczne z dochodami przekraczającymi 1 mln zł rocznie będą odprowadzać daninę solidarnościową według stawki 5 proc. zamiast 4 proc. Według rp.pl taka zmiana obejmie około 39 tys. ludzi. Limit przychodów dla ryczałtu spadnie z 2 mln euro do 250 tys. euro, czyli około 1 mln zł rocznie. Według rp.pl prawo do tej formy rozliczeń straci około 43 tys. przedsiębiorców. Opłata cukrowa wzrośnie maksymalnie z 1,20 do 1,80 zł za litr napoju, a opłata za dodatek kofeiny lub tauryny – z 10 groszy do 1 zł.

    Cały pakiet trafił do Sejmu. Zmiany w podatkach mają obowiązywać od 1 stycznia 2027 r.

  • Wiedźmin 3 Remastered wchodzi z przytupem: rekord na Steamie i wzrost kursu CD Projektu

    Wiedźmin 3 Remastered wchodzi z przytupem: rekord na Steamie i wzrost kursu CD Projektu

    Gracze znów tłumnie wrócili do „Wiedźmina 3: Dziki Gon”. We wtorek 29 września CD Projekt Red oficjalnie udostępnił odświeżoną wersję gry, a jeszcze tego samego dnia padł rekord frekwencji na Steamie; akcje CD Projektu zdrożały o 0,53 proc., do 246,5 zł za akcję.

    Giełda bez euforii, ale na plus

    Umiarkowana zwyżka notowań może sugerować, że rynek zdążył już wcześniej wycenić zapowiedź remastera i fakt, że dla obecnych posiadaczy to darmowa aktualizacja. Wydawca podniósł jednak cenę dla nowych graczy, co w kolejnych kwartałach może wspierać wyniki spółki – zwłaszcza w kontekście płatnego dodatku i kolejnej odsłony sagi.

    Kto dostaje nową wersję za darmo?

    Bezpłatne ulepszenie otrzymali właściciele gry na GOG-u, Steamie i Epic Games Store. Darmowa ścieżka obejmuje też posiadaczy wersji na PlayStation 5 i Xboksie Series X|S. Z kolei użytkownicy Nintendo Switch 2, którzy kupili „Wiedźmina 3” na pierwszego Switcha, również mogą skorzystać z ulepszenia bez dopłat.

    Remaster trafił do sprzedaży na Battle.net dzięki nowej współpracy CD Projektu z Blizzard Entertainment oraz do Microsoft Store jako tytuł Xbox Play Anywhere. Nowa edycja obejmuje oba cenione dodatki – „Serca z kamienia” i „Krew i wino” – nawet dla osób, które wcześniej miały tylko podstawową wersję gry.

    Co poprawiono w Remastered?

    Odświeżona wersja ma lepsze tekstury otoczenia, postaci niezależnych i potworów oraz wyraźnie poprawioną roślinność. Twórcy przebudowali oświetlenie, rendering i ray tracing. Na PC pojawił się path tracing, który według CD Projekt Red ma być najbardziej efektowną wizualnie odsłoną gry w historii. PS5 Pro dostało wsparcie PSSR, pozwalające utrzymać 60 klatek na sekundę przy ray tracingu, a tryb wydajności oferuje do 90 klatek na sekundę z VRR. Wprowadzono też wsparcie modów na konsolach.

    Duże zmiany objęły walkę i rozwój postaci. Przebudowano system umiejętności, a talenty w drzewku zdolności dostały nowe rozmieszczenie i lepsze wyważenie. Twórcy zakładają, że wybory gracza będą dzięki temu mocniej oddziaływać na sposób grania. W walce pojawiły się nowe animacje i ciosy kończące, a kamera potrafi sama dostosować się do przebiegu starcia. Ruchy Geralta i jego klaczy Płotki wyglądają teraz płynniej – zarówno przy pokonywaniu przeszkód, jak i wspinaniu się po drabinach. W odświeżonym interfejsie powiadomienia o zadaniach i samouczki są teraz krótsze i bardziej treściwe.

    W natywnej odsłonie na Switch 2 gracze mogą celować z kuszy, rzucać bomby, używać znaków i pić eliksiry za pomocą sterowania ruchem. Do dyspozycji jest też celowanie żyroskopem, obsługa myszy i ekranu dotykowego – ostatnie rozwiązanie sprawdza się między innymi podczas gry w gwinta.

    Rekord na Steamie po sześciu latach

    Premiera od razu ożywiła społeczność graczy. W sam dzień premiery, tuż po 15:00, Steam pokazał ponad 103,33 tys. osób grających jednocześnie, bijąc ponad sześcioletni rekord z przełomu 2019 i 2020 roku, ustanowiony po pierwszym sezonie serialu „Wiedźmin” na Netfliksie. Kwadrans później było ponad 105 tys. grających, a przed godz. 16 liczba przekroczyła 111 tys.

    Tytuł, który do tej pory sprzedał się w ponad 65 mln egzemplarzy, trafił też na 11. miejsce listy bestsellerów Steamu. Remaster został dobrze oceniony przez prasę branżową – na Metacriticu ma obecnie 93 punkty na PC, 92 na PS4 i 91 na Xbox One.

    Co dalej z marką?

    Odświeżone wydanie trafiło do graczy ponad dekadę po premierze oryginału z maja 2015 r. To jednocześnie element przygotowań do zapowiedzianego na 2027 rok trzeciego dużego fabularnego dodatku do gry, zatytułowanego „Pieśni przeszłości”, który powstaje we współpracy z Fool’s Theory. Kulminacją ma być premiera „Wiedźmina 4”, planowana na 2028 rok, która ma rozpocząć nową wiedźmińską sagę.

    Na początku września szef finansów CD Projektu Piotr Nielubowicz informował, że spółka już wtedy widziała wzrost sprzedaży „Wiedźmina 3” po zapowiedzi remastera na targach Gamescom. Celem działań jest aktywizacja bazy ponad 65 mln graczy i zdobycie nowych fanów przed kolejnymi premierami.

  • Pepco Group po przełomowym roku: przyspieszenie, ekspansja i skup akcji

    Pepco Group po przełomowym roku: przyspieszenie, ekspansja i skup akcji

    Wtorkowa sesja na GPW zaczęła się dla Pepco Group od mocnego sygnału. Spółka opublikowała wyniki i zaktualizowane prognozy na rok obrotowy 2026, które zakładają przekroczenie 4,5 mld euro przychodów, wyraźny skok zysku i otwarcie około 250 nowych sklepów netto. Do tego zarząd ogłosił program skupu akcji własnych o wartości do 400 mln euro.

    Prognozy w górę

    Pepco zakłada, że przychody w roku obrotowym 2026 przekroczą 4,5 mld euro, co przy stałych kursach walutowych oznacza wzrost o około 8 proc. Byłaby to górna granica wcześniej zakładanego przedziału 6–8 proc. Bazowa EBITDA ma wzrosnąć o kilkanaście procent, a bazowy zysk netto o ponad 60 proc. — wcześniej spółka szacowała, że wzrost przekroczy 50 proc.

    Sieć planuje na ten rok około 250 nowych otwarć w ujęciu netto. Na koniec roku obrotowego liczba sklepów ma wynieść około 4260.

    Prezes: rok przełomowy

    Jak tłumaczy prezes Stephan Borchert, rok obrotowy 2026 był dla grupy przełomowy. Zakończono transformację portfolio i skoncentrowano działalność wyłącznie na marce Pepco.

    Zakończyliśmy transformację naszego całego portfolio, koncentrując działalność wyłącznie na marce Pepco, której dynamika systematycznie rosła w ciągu całego roku. Czwarty kwartał był naszym najlepszym kwartałem od czasu wdrożenia nowej strategii i jednocześnie ósmym z rzędu kwartałem dodatniej dynamiki sprzedaży porównywalnej.

    Borchert zaznacza, że na ten rok spółka zakłada wzrost przychodów w górnym poziomie oczekiwań, wzrost EBITDA o kilkanaście procent (blisko środka przedziału) oraz skokową poprawę wyniku netto. Za takimi wynikami stoją — jak mówi — zmiany operacyjne wprowadzone w całej grupie w ostatnich 18 miesiącach i konsekwentna koncentracja na ofercie dla klientów. Kluczowym elementem oferty pozostaje cena.

    Zapowiada też, że część korzyści z poprawy marży będzie nadal selektywnie przeznaczana na podnoszenie jakości produktów i utrzymywanie atrakcyjnych cen, co ma wzmacniać pozycję lidera cenowego i zwiększać wolumen sprzedaży. W nowy rok obrotowy grupa wchodzi jako bardziej spójna i efektywna organizacja, przyspieszając otwarcia w Europie Zachodniej i utrzymując stabilny wzrost na kluczowym rynku w Polsce. Prezes wyraża przekonanie, że w nadchodzących latach uda się przekładać tę dynamikę na rentowny wzrost.

    Wyniki: mocny finał roku

    Za optymizmem stoją już opublikowane liczby. W okresie 51 tygodni zakończonym 20 września 2026 r. przychody grupy wzrosły o 8,3 proc. przy stałych kursach walutowych. Sprzedaż porównywalna bez FMCG zwiększyła się o 5,9 proc., a z uwzględnieniem FMCG o 3,8 proc.

    Jeszcze mocniej wygląda czwarty kwartał. Przychody w tym okresie wzrosły o 15,6 proc., a sprzedaż porównywalna bez FMCG o 9,5 proc. Spółka podała, że to najlepszy kwartalny wynik od wdrożenia obecnej strategii i ósmy z rzędu kwartał dodatniej dynamiki sprzedaży porównywalnej.

    Reakcja inwestorów

    Kurs Pepco rósł o ponad 2 proc. i ponownie zbliżył się do tegorocznych szczytów. Od początku roku akcje spółki są mocniejsze o ponad 51 proc.

    Analitycy BM mBanku wskazują, że w długim terminie kurs porusza się w kanale wzrostowym. Ich zdaniem jego dolne ograniczenie może stanowić popytowy magnes w kolejnych kwartałach, a ostatnia fala spadkowa miała formę zygzaka a-b-c, co sugeruje korekcyjny charakter ruchu i zwiększa szansę, że kilka sesji temu rozpoczął się kolejny impuls hossy. Wskaźniki impetu, wolumeny i tygodniowe formacje świecowe pomagają bykom. Najbliższy lokalny opór to 47,14 zł; długoterminowy poziom docelowy, uwzględniający dywidendy, to 55,73 zł. Za wsparcie analitycy uznają podstawę obecnego podbicia, czyli 39,71 zł.

    W szerszym otoczeniu rynkowym wtorek należał również do spółek, które podały dobrze przyjęte wyniki — mocno rosły m.in. Erbud i Skarbiec. Słabiej radziły sobie z kolei wybrane blue chipy z WIG20, w tym Orlen, Dino, PKO BP, Pekao i PZU.

  • Roboty AI to nie tylko Tesla. Trzy spółki, które mogą na tym zyskać

    Roboty AI to nie tylko Tesla. Trzy spółki, które mogą na tym zyskać

    Tesla pod presją

    Robotyka oparta na sztucznej inteligencji może stać się jednym z ważniejszych obszarów wzrostu na rynku technologicznym. Część inwestorów wiąże jednak te nadzieje przede wszystkim z Teslą, której humanoidalny robot Optimus wciąż pozostaje projektem obciążonym opóźnieniami. JPMorgan przewiduje, że komercyjne wdrożenie Optimusa nastąpi dopiero w drugiej połowie 2027 roku. Elon Musk sygnalizował wcześniej, że produkcja Optimusa 3 może ruszyć latem 2026 roku, ale nowych informacji w tej sprawie brak.

    Tesla pozostaje też pod presją w segmencie autonomicznych taksówek, gdzie przewagę ma Waymo – spółka należąca do Alphabetu. Do tego dochodzi wysoka wycena, która zwiększa ryzyko inwestycyjne. Inwestorzy szukający ekspozycji na robotykę AI mogą więc spojrzeć na trzy inne spółki: Nvidię, Alphabet i Zebra Technologies.

    Nvidia: zakłady na całą infrastrukturę

    Nvidia może zyskać na robotyce niezależnie od tego, kto wygra wyścig o produkcję robotów. Każdy producent będzie potrzebował zaawansowanych układów scalonych do przetwarzania poleceń i obsługi modeli AI, a Nvidia pozostaje jednym z głównych dostawców takiej infrastruktury.

    To nie jest gra pod przyszłość – spółka już dziś jest największą firmą na świecie pod względem kapitalizacji, która przekracza 5 bln dolarów. W drugim kwartale roku obrotowego 2027 przychody Nvidii wzrosły o 106% rok do roku, a marża zysku netto wyniosła 62%.

    Dla inwestorów istotny może być też wskaźnik PEG na poziomie 0,46 wobec 4,37 dla Tesli. To oznacza korzystniejszą relację między wyceną a tempem wzrostu i bardziej przewidywalne czynniki wspierające ekspansję.

    Alphabet: chmura i autonomiczna jazda

    Alphabet ma inną ekspozycję na robotykę. Roboty z AI potrzebują infrastruktury chmurowej do trenowania modeli i obsługi wymagających obliczeniowo zadań. Google Cloud należy do trzech największych platform tego typu, a jego przychody w drugim kwartale wzrosły o 82% rok do roku.

    Alphabet nie musi jednak polegać wyłącznie na tym scenariuszu, bo ma już silne źródła przychodów z reklamy i chmury. Do tego dochodzi Waymo, którego autonomiczne pojazdy zdobywają popularność w kilku miastach i mogą odegrać istotną rolę w rozwoju transportu autonomicznego. PEG Alphabeta wynosi 1,20 – nadal wyraźnie mniej niż w przypadku Tesli.

    Zebra Technologies: mniej oczywista, ale szybko rosnąca

    Zebra Technologies to najmniejsza spółka z tego grona, z kapitalizacją rynkową 17 mld dolarów. Od początku roku jej stopa zwrotu sięga 44%, co przewyższa wyniki Nvidii i Alphabetu.

    Firma nie produkuje robotów, ale dostarcza technologie przechwytywania danych i oprogramowanie, które pomagają maszynom w interakcji z otoczeniem i wykonywaniu konkretnych zadań. Jej rozwiązania mogą być istotnym elementem infrastruktury operacyjnej robotów.

    W drugim kwartale przychody Zebry wzrosły o 20,4% rok do roku, a zysk netto zwiększył się ponad dwukrotnie. Spółka jest wyceniana przy PEG równym 0,59 i wyprzedzającym P/E na poziomie 16, co – jak wskazano w analizie – daje większy margines bezpieczeństwa niż w przypadku Tesli.

    Robotyka jako brakujące ogniwo AI

    Rozwój infrastruktury AI wymaga jednak ogromnych nakładów. Według raportu Bain & Co. sektor sztucznej inteligencji będzie musiał do 2031 roku generować około 6 bln dolarów rocznych przychodów, aby uzasadnić inwestycje w centra danych. Obecne zastosowania AI mogą zapewnić jedynie około 1,8 bln dolarów, czyli 25–30% tej kwoty. Luka wynosi 4,2 bln dolarów i może zostać wypełniona przez nowe segmenty – w tym właśnie autonomiczne maszyny i robotykę, a także odkrywanie leków, ochronę zdrowia czy generowanie energii.

    „Branża potrzebuje fali innowacji, która przyćmiewa to, co odblokowały urządzenia mobilne i chmura” – powiedział David Crawford, główny autor raportu i przewodniczący Bain Global Technology, Media & Telecommunications Practice.

    Bilionowe inwestycje i rosnące opóźnienia

    Microsoft, Alphabet, Amazon, Meta i Oracle zwiększają wydatki na centra danych, by sprostać popytowi na moc obliczeniową. Bain prognozuje, że do 2030 roku łączne inwestycje w centra danych wyniosą 5–6,5 bln dolarów, co wymagałoby zwiększenia globalnej mocy obliczeniowej o co najmniej 150 GW.

    Roczne koszty infrastruktury AI – obejmujące centra danych, moc obliczeniową oraz modernizację układów i pamięci – mogą sięgnąć do 2031 roku 1,5 bln dolarów. Rozmiary i koszty centrów danych podwajają się mniej więcej co 12–16 miesięcy, częściowo z powodu rosnących cen chipów takich firm jak Nvidia i SK Hynix oraz sprzętu sieciowego i innych komponentów.

    Inwestycje napotykają jednak ograniczenia. Firmy mierzą się z niedoborem transformatorów oraz ograniczeniami infrastruktury energetycznej i wodnej. W USA lokalny sprzeciw doprowadził w drugim kwartale do opóźnienia lub zablokowania projektów o łącznej wartości 68 mld dolarów. Bain dodaje, że przy obecnym tempie rozbudowy infrastruktury AI światowa gospodarka potrzebowałaby dodatkowego impulsu: aby inwestycje były finansowane w sposób zrównoważony, globalny PKB musiałby rosnąć o około 1% rocznie.

  • Kompostownik tylko w deklaracji? Urzędnicy pukają do furtek, a kara sięga 5 tys. zł

    Kompostownik tylko w deklaracji? Urzędnicy pukają do furtek, a kara sięga 5 tys. zł

    Osoby, które chcą płacić niższy rachunek za śmieci dzięki kompostownikowi, muszą wpisać go do deklaracji śmieciowej. Gminy zaczęły jednak sprawdzać, czy deklaracje idą w parze z rzeczywistością. Możliwe, że urzędnicy zapukają do furtki, obejrzą posesję i zweryfikują, czy w ogrodzie faktycznie stoi kompostownik.

    Kontrole prowadzą pracownicy gminy. Zanim rozpoczną oględziny, muszą mieć pisemne upoważnienie wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. To upoważnienie jest niezbędne do przeprowadzenia kontroli. W trakcie wizyty sprawdzają nie tylko to, czy kompostownik istnieje, ale też czy trafiają do niego bioodpady i czy konstrukcja umożliwia ich prawidłowe przetwarzanie. W razie zastrzeżeń kontrolerzy mogą zrobić zdjęcia – dokumentacja fotograficzna staje się dowodem w sprawie.

    Dla osób, które faktycznie kompostują, wizyta urzędnika nie powinna być stresująca. Jeśli wszystko zgadza się z deklaracją, kontrola zwykle ogranicza się do krótkich oględzin.

    Grzywna, cofnięcie ulgi i sześć miesięcy bez zniżki

    Problem zaczyna się wtedy, gdy kompostownika nie ma, choć został wykazany w formularzu, albo gdy właściciel utrudnia kontrolę. Chodzi o przypadki, gdy ktoś wpisał ulgę jedynie po to, by płacić mniej, a kompostownika w ogrodzie faktycznie nie ma. W grę wchodzi grzywna od kilkudziesięciu złotych do 5000 zł.

    Na tym jednak nie koniec. Gmina może wydać decyzję o cofnięciu ulgi ze skutkiem wstecznym, od pierwszego dnia miesiąca, w którym stwierdzono nieprawidłowość. Co więcej, przez 6 miesięcy od uprawomocnienia decyzji właściciel nie może ponownie starać się o zniżkę. W efekcie przez co najmniej pół roku trzeba płacić pełną stawkę za wywóz odpadów.

    Jakie formalności trzeba spełnić?

    Zgodnie z urzędową interpretacją z początku 2026 r. kompostownik na prywatnej posesji jest obiektem małej architektury. Nie trzeba dla niego uzyskać pozwolenia na budowę ani składać zgłoszenia. Wymagania dotyczące lokalizacji zależą od wielkości instalacji:

    | Pojemność kompostownika | Wymogi lokalizacyjne |
    |—|—|
    | Do 10 m³ | brak minimalnych odległości od granicy działki i okien |
    | Od 10 do 50 m³ | co najmniej 7,5 m od granicy działki i 30 m od okien budynków mieszkalnych |

    Przepisy nie wymagają też żadnych dodatkowych zezwoleń na sam kompostownik na prywatnej posesji. Kompostownik o pojemności do 10 m³ można ustawić bez zachowania minimalnych odległości od granicy działki i okien.

    Ulgi to decyzja samorządów

    Opłaty za gospodarowanie odpadami reguluje ustawa o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Standardowo opłatę wnosi się do określonego dnia miesiąca, a obowiązek ciąży na właścicielu lub użytkowniku lokalu. Samorządy mają swobodę w kształtowaniu stawek i zwolnień, dlatego wysokość i zasady ulg zależą od lokalnych uchwał. Zniżka może być częściowa albo całkowita. Zwolnienie może obejmować okresy stałe lub czasowe, w zależności od tego, jak długo w nieruchomości nikt nie mieszka.

    Część gmin zdecydowała się na obniżki właśnie dla osób kompostujących bioodpady – tak jest m.in. w Gdyni. Inne miasta wprowadziły ulgi o innym charakterze. Katowice oferują 20 proc. mniej dla rodzin posiadających Kartę Dużej Rodziny. W Warszawie działa z kolei Warszawska Pomoc Osłonowa, skierowana do osób samotnie prowadzących gospodarstwo domowe.

    Całkowite zwolnienie z opłaty za śmieci jest możliwe, gdy w nieruchomości nikt nie mieszka – stale lub okresowo – i nie powstają tam odpady. Trzeba wtedy złożyć deklarację o braku mieszkańców, podać okres, przez który lokal pozostaje pusty, i dostarczyć dowody, np. zaświadczenie z domu opieki albo kopię biletu lotniczego. W niektórych przypadkach urząd może poprosić także o oświadczenie o niewytwarzaniu odpadów.

    Jeśli urzędnicy zapukają do furtki, liczy się to, co faktycznie znajduje się na posesji. Nieprawidłowości mogą oznaczać grzywnę do 5000 zł, cofnięcie ulgi z mocą wsteczną i pół roku bez możliwości ponownego ubiegania się o zniżkę.

  • Mieszkania: sprzedaż w górę o 36 proc., ceny w miejscu. Co mówi prognoza PKO BP?

    Mieszkania: sprzedaż w górę o 36 proc., ceny w miejscu. Co mówi prognoza PKO BP?

    Rynek nowych mieszkań w lipcu wyraźnie przyspieszył, ale średnie ceny niemal się nie poruszyły. Najnowsza prognoza PKO BP wskazuje jednak, że w perspektywie roku mogą one wzrosnąć o około 5%.

    Sprzedaż: drugi najlepszy miesiąc roku

    W lipcu 2026 r. na siedmiu największych rynkach – w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Katowicach – kupiono blisko 4,4 tys. nowych mieszkań. To drugi najlepszy wynik w tym roku; lepszy był tylko styczeń, i to o około 100 lokali. W porównaniu z lipcem 2025 r. sprzedaż wzrosła o około 36%.

    Deweloperzy wprowadzili do oferty około 4,6 tys. mieszkań. Nadwyżka podaży nad sprzedażą spadła do niespełna 200 lokali, podczas gdy w kwietniu sięgała ponad 1,3 tys. Na koniec miesiąca w ofercie wciąż było blisko 70 tys. nowych mieszkań.

    Ceny stoją w miejscu

    Średnia cena na siedmiu największych rynkach wyniosła 16 117 zł za mkw. W ujęciu miesięcznym to wzrost o 0,2%, a od początku 2026 r. – o 2,3%. Największą podwyżkę odnotowano w Katowicach (+1,1%), ale wynikała ona głównie ze struktury sprzedaży. W pozostałych miastach miesięczne zmiany mieściły się w przedziale od -1% do +1%.

    Od grudnia 2025 r. najmocniej podrożał Wrocław (+4,8%) i Warszawa (+3,3%), a w Łodzi średnia cena spadła o 2%. W segmencie popularnym zmiany w większości miast nie przekraczały 0,5%; wyjątkami były Łódź ze spadkiem około 1% oraz Katowice, gdzie znów zadziałała struktura oferty.

    Miasta, które odbiły najmocniej

    Największy zwrot zaliczył Poznań, gdzie liczba transakcji była ponad dwukrotnie wyższa niż w czerwcu – miesiąc wcześniej sprzedaż spadła o ponad 40%. Bardzo dobre wyniki zanotowały też Trójmiasto i Katowice, ze wzrostami o blisko 50% m/m. W Warszawie sprzedaż nieznacznie spadła, a w Krakowie – o kilkanaście procent.

    Najwięcej nowych mieszkań trafiło do Warszawy (prawie 1,5 tys.) i Trójmiasta (blisko 1,2 tys.). Lokale gotowe do odbioru stanowiły 25,6% całej oferty; w Łodzi ich udział zbliżał się do 40%, w Katowicach gotowe było około co trzecie mieszkanie, a w Trójmieście – około 15%.

    Eksperci: ostrożnie z podwyżkami

    Eksperci Tabelaofert studzą jednak oczekiwania na kolejną falę podwyżek. Rynek pozostaje szeroki podażowo, a konkurencja o klienta ogranicza deweloperom swobodę. Robert Chojnacki, założyciel portalu, ocenia, że branża odzyskuje wiarę w sprzedaż, ale zachowuje ostrożność w polityce cenowej. Jego zdaniem szybkie podnoszenie cen przy tak dużej ofercie mogłoby wydłużyć decyzje zakupowe i osłabić wyniki. Dane pochodzą z Barometru Cen Mieszkań Tabelaofert, obejmującego około 3 tys. inwestycji i ponad 100 tys. mieszkań.

    Prognoza PKO BP: stabilizacja i +5%?

    W najnowszym raporcie PKO BP nie widać sygnału dużej przeceny. Bank zakłada stabilizację rynku i wzrost średnich cen transakcyjnych o około 5% w perspektywie roku. Popyt wspierają rosnące dochody i większa dostępność kredytów; podaż ograniczają mniejsza liczba nowych inwestycji, wyższe koszty budowy, ceny działek i zmiany regulacyjne, w tym nowe warunki techniczne, ZPI i tzw. Ustawa Schronowa.

    PKO BP zwraca uwagę, że wzrost ryzyka inflacyjnego może skłaniać niezdecydowanych do wcześniejszego zakupu. Jeśli RPP podniesie stopy zgodnie z oczekiwaniami rynku, kredyty mogą zdrożeć. Liczba mieszkań rozpoczętych od I kwartału 2025 do I kwartału 2026 była o około 15% niższa, a liczba projektów w budowie na koniec I półrocza 2026 r. – o 14,5% niższa r/r.

    Rekordowo wyglądał rynek kredytowy: w II kwartale banki udzieliły 83,6 tys. kredytów mieszkaniowych o wartości 39,7 mld zł, najwięcej w historii statystyki sięgającej 2007 r. Wartość kredytów wzrosła o 62% r/r, a liczba – o 51% r/r. Sprzedaż na siedmiu największych rynkach wyniosła w II kwartale 11,8 tys. mieszkań, czyli o 8% mniej niż w I kwartale, ale o 13% więcej niż rok wcześniej. Oferta urosła do 70,3 tys. z 68,8 tys. mieszkań.

    Popyt inwestycyjny ogranicza niepewność regulacyjna wokół rynku najmu, pomysły opodatkowania kolejnych mieszkań i możliwy podatek katastralny. W scenariuszu bazowym na kolejną dekadę PKO BP zakłada umiarkowany rozwój rynku; prognozowany przez GUS spadek liczby ludności może być częściowo kompensowany przez imigrację. W negatywnym scenariuszu rynek mógłby wejść w stagnację lub kurczenie się, zwłaszcza przy nadmiernym przeregulowaniu sektora albo załamaniu pozytywnych trendów w gospodarce.

  • Nowa skala PIT, wyższy CIT i ciaśniejszy ryczałt. Oto plan rządu na podatki

    Nowa skala PIT, wyższy CIT i ciaśniejszy ryczałt. Oto plan rządu na podatki

    Po ponad roku prac rząd przyjął obszerną nowelizację PIT, CIT i ryczałtu, oznaczoną w wykazie prac legislacyjnych jako UD116. Po konsultacjach z projektu wypadła m.in. niekorzystna dla branży IT propozycja, by podatnicy korzystający z ulgi IP Box musieli zatrudniać trzy osoby. Mimo to pakiet wciąż jest obszerny: zawiera ponad 20 zmian w podatkach dochodowych.

    Osobno Rada Ministrów zajmuje się we wtorek projektem nowej skali PIT od 2027 r. Zgodnie z propozycją Ministerstwa Finansów stawka 12 proc. ma obowiązywać do 130 tys. zł dochodu, przedział 130–150 tys. zł ma być objęty nową stawką 24 proc., a 32 proc. dopiero od nadwyżki ponad 150 tys. zł. Dziś nadwyżka ponad 120 tys. zł jest opodatkowana 32 proc. Wolna kwota pozostanie na poziomie 30 tys. zł.

    Świadczenia rodzinne bez PIT

    Jedna z proponowanych zmian dotyczy świadczeń na zaspokojenie potrzeb rodziny, które płacą małżonkowie. Dziś takie świadczenia są zwolnione z PIT tylko w przypadku wspólności majątkowej. Projekt zakłada, że zwolnienie będzie przysługiwać niezależnie od obowiązującego między małżonkami ustroju majątkowego.

    Ryczałt: 17 proc. od własności intelektualnej

    Ministerstwo Finansów chce też ograniczyć optymalizację z wykorzystaniem dzierżawy własności intelektualnej. Chodzi o schemat, w którym wspólnik spółki z o.o. wydzierżawia jej np. znak towarowy, patent, wzór użytkowy czy know-how. Obecnie spółka może zaliczyć czynsz do kosztów uzyskania przychodów, a wspólnik płaci ryczałt według stawki 8,5 proc. lub 12,5 proc. od nadwyżki ponad 100 tys. zł. Projekt przewiduje, że przychody z najmu, dzierżawy lub umowy o podobnym charakterze dotyczące własności intelektualnej, zawarte z podmiotem powiązanym, będą opodatkowane stawką 17 proc. Wyjątkiem mają być utwory chronione prawem autorskim.

    Najem: wyższa stawka od 100 tys. zł

    Zmiana ma objąć także ryczałt od najmu. Do 100 tys. zł przychodu stawka ma wynieść 8,5 proc., niezależnie od tego, czy najemcą jest podmiot powiązany. Nadwyżka powyżej tej kwoty ma być opodatkowana 12,5 proc., gdy nieruchomość jest wynajmowana podmiotowi niepowiązanemu, i 15 proc., gdy trafia do podmiotu powiązanego. Zasady mają dotyczyć zarówno najmu prywatnego, jak i najmu prowadzonego w ramach działalności gospodarczej.

    Co jeszcze w pakiecie

    Nowelizacja przewiduje też zmiany w daninie solidarnościowej, w tym możliwość rozliczania strat oraz wliczanie dochodów z IP Box do podstawy tej daniny. Osobno ma zostać wprowadzony zakaz wstecznej zmiany stawek amortyzacyjnych po terminie złożenia rocznego zeznania; zakaz ma objąć odpisy dokonane od 1 stycznia 2027 r. W przypadku amortyzacji samochodów poziom emisji CO2 będzie można ustalać nie tylko na podstawie CEPiK, ale także świadectwa zgodności CoC lub dokumentu uznanego przez dyrektora Transportowego Dozoru Technicznego.

    Doprecyzowany ma zostać także mechanizm bezpiecznej przystani w transakcjach pożyczkowych między podmiotami powiązanymi – projekt zakłada, że będzie on dotyczyć wyłącznie pożyczek z oprocentowaniem zmiennym, czyli stopa bazowa plus marża. W estońskim CIT planowane są nowa definicja ukrytych zysków, definicja wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą oraz złagodzenie warunku zatrudnienia. Spółki działające do końca 2026 r., które złożyły sprawozdanie finansowe po terminie lub w ogóle go nie złożyły, będą mogły naprawić błąd do 31 stycznia 2027 r. Projekt wprowadza też zakaz przechodzenia na estoński CIT w trakcie roku podatkowego.

    Kto zapłaci za reformę

    Z projektu wynika, że za nową skalę PIT mają zapłacić najlepiej zarabiający i duże firmy. Danina solidarnościowa od dochodów powyżej 1 mln zł ma wzrosnąć z 4 do 5 proc.; według danych za 2024 r. płaci ją około 39 tys. osób. CIT dla firm o przychodach powyżej 50 mln euro rocznie, z wyłączeniem banków, ma wzrosnąć z 19 do 22 proc. Limit ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych ma spaść z 2 mln euro do 250 tys. euro rocznie. Ograniczenie limitu może dla dobrze zarabiających przedsiębiorców, w tym specjalistów IT i lekarzy na kontraktach, oznaczać konieczność przejścia na skalę podatkową albo podatek liniowy.

    Ministerstwo Finansów szacuje, że budżet państwa straci na zmianach w PIT 57,7 mld zł w ciągu dekady, ale łączne dochody sektora finansów publicznych mają wzrosnąć o 26,5 mld zł. Dodatkowe środki mają zasilić NFZ, jednostki samorządu terytorialnego i Fundusz Solidarnościowy – odpowiednio 31,3 mld zł, 29,6 mld zł i 23,2 mld zł. Już w 2027 r. dochody sektora mają być wyższe o ponad 2,6 mld zł.

    Jeśli Rada Ministrów przyjmie projekt nowej skali PIT zgodnie z planem, ustawa trafi do Sejmu z ponadrocznym wyprzedzeniem wobec planowanej daty wejścia w życie. Ostateczny kształt zmian ustalą prace parlamentarne.

  • USA proponują Chinom „gorącą linię” dla AI. Pekin nie potwierdza

    USA proponują Chinom „gorącą linię” dla AI. Pekin nie potwierdza

    Amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent przywiózł do Nowego Jorku pomysł, który przywodzi na myśl czasy zimnej wojny: Waszyngton i Pekin miałyby informować się nawzajem o poważnych incydentach związanych ze sztuczną inteligencją. Propozycja padła w trakcie niedzielnych rozmów Bessenta z wicepremierem Chin He Lifengiem, na kilka dni przed zaplanowanym na czwartek w Waszyngtonie szczytem Donalda Trumpa i Xi Jinpinga.

    Mechanizm na wzór gorącej linii z 1963 r.

    Zapowiadany mechanizm miałby przypominać łączność, jaką w 1963 r. po kryzysie kubańskim ustanowiły Waszyngton i Moskwa. Wbrew obiegowej legendzie nie chodziło wtedy o czerwony telefon, lecz o bezpośredni kanał porozumiewania się przywódców obu państw, który miał chronić ich przed niebezpiecznymi nieporozumieniami mogącymi doprowadzić do eskalacji konfliktu jądrowego.

    Bessent potwierdził sprawę dziennikarzom: „Stany Zjednoczone zaproponowały stworzenie mechanizmu powiadamiania między naszymi krajami. Chcemy także wspólnej wizji wspólnych celów i wspólnych zagrożeń”. Jak wyjaśnił, propozycja ma być częścią nowego „amerykańsko-chińskiego dialogu dotyczącego AI”, skoncentrowanego na incydentach z udziałem sztucznej inteligencji i bezpieczeństwie narodowym. Bessent dodał: „Uważamy, że podobnie jak w przypadku każdej działalności transgranicznej, przejście od nieprzejrzystości do większej transparentności między największą i drugą największą potęgą AI na świecie jest bardzo ważne”.

    Reakcja Pekinu i osobny wątek handlowy

    Chińska państwowa agencja Xinhua oceniła rozmowy jako „szczere, pogłębione i konstruktywne” i potwierdziła, że ich częścią były tematy związane ze sztuczną inteligencją. W przekazie chińskiej agencji nie wspomniano jednak o proponowanym mechanizmie wzajemnych powiadomień.

    Strony poruszyły też handel. Jamieson Greer, przedstawiciel handlowy USA, mówił o odrębnych ramach, które w przyszłych sporach handlowych pozwoliłyby inaczej traktować „towary niewrażliwe”. Jego zdaniem możliwy jest scenariusz, w którym część amerykańskich i chińskich produktów pozostaje przedmiotem zrównoważonej wymiany, bo nie ma znaczenia dla bezpieczeństwa. Greer zaznaczył, że w rozmowach poświęconych AI nie poruszano kwestii kontroli eksportu zaawansowanych chipów AI i sprzętu do produkcji półprzewodników.

    Rywalizacja o AI i półprzewodniki

    Pomysł pojawia się w cieniu rosnącego sporu o modele sztucznej inteligencji i półprzewodniki. Waszyngton w ostatnich latach zaostrzał zasady wywozu do Chin zaawansowanych układów AI i sprzętu do produkcji półprzewodników. Amerykańska administracja twierdzi też, że chińskie firmy używają czołowych amerykańskich modeli do trenowania własnych systemów; Pekin odpiera te oskarżenia.

    We wrześniu trzy amerykańskie instytucje – NSA, FBI i CISA – poinformowały, że sześć działających w Chinach firm AI, w tym DeepSeek i Alibaba, na masową skalę pozyskiwało z amerykańskich modeli, takich jak Claude i ChatGPT, dane do trenowania własnych systemów.

    Pekin zaostrza regulacje, ale nie zwalnia tempa

    Chińskie władze wprowadziły już bardziej rygorystyczne przepisy dla branży. Wygenerowane treści – teksty, obrazy, nagrania audio i wideo – trzeba oznaczać zarówno widocznie, jak i w metadanych. Produkty mogące tworzyć treści nieodpowiednie, nieprawdziwe lub wrażliwe politycznie muszą przejść ocenę bezpieczeństwa. Zaproponowano też regulacje dla chatbotów symulujących relacje międzyludzkie, które mają ograniczać ryzyko uzależnienia emocjonalnego i chronić zdrowie psychiczne, zwłaszcza nieletnich. Od tego lata twórcy agentów AI muszą potrafić wykrywać i powstrzymywać działania wymykające się ludzkiej kontroli, a ostateczny głos ma zawsze należeć do człowieka.

    Mimo to Pekin nie godzi się na ogólne spowolnienie rozwoju technologii. Pekiński ośrodek analityczny Trivium China ocenia, że Chiny zaostrzają własne zasady, ale odrzucają pomysły ograniczania tempa. Chińskie cele to nie tylko pokonanie USA w wyścigu o AI, lecz także upowszechnienie własnych modeli na rynkach wschodzących. Podczas Światowej Konferencji Sztucznej Inteligencji w Szanghaju Xi Jinping zapowiedział tysiące miejsc na kursach i szkoleniach dla krajów rozwijających się, a delegaci z 29 państw podpisali porozumienie o utworzeniu międzyrządowej organizacji do spraw współpracy w AI, której siedziba ma powstać w Szanghaju.

    Co dalej?

    Wśród tematów, które mogą pojawić się w kolejnych rundach, wymienia się wykorzystanie AI w cyberatakach, zastosowanie w broni i ochronę infrastruktury krytycznej. Nicolas Miailhe, ekspert zajmujący się polityką AI, mówi wprost: „Bardzo wiele zależy od tego, co USA i Chiny zdecydują się zrobić wspólnie”. Analitycy podchodzą jednak sceptycznie do szans na konkretne ustalenia podczas czwartkowego szczytu Trump–Xi.

    Na razie ze strony Pekinu nie padło jednak publiczne poparcie dla tego pomysłu.

  • Fundusz MCI Capital wkracza w medycynę estetyczną. Przejmuje 67,5 proc. Kliniki Miracki

    Fundusz MCI Capital wkracza w medycynę estetyczną. Przejmuje 67,5 proc. Kliniki Miracki

    MCI Capital, największy w Europie Środkowo-Wschodniej fundusz private equity notowany na warszawskiej GPW, wkracza do medycyny estetycznej. Jego subfundusz MCI.EuroVentures 1.0 podpisał przedwstępną, warunkową umowę zakupu 67,5 proc. udziałów w Klinice Miracki – jednej z trzech największych sieci medycyny estetycznej w Polsce. Dzięki temu fundusz obejmie w spółce pakiet kontrolny. Business Insider opisuje transakcję jako otwarcie nowych możliwości dla kliniki i podkreśla, że MCI jest gotów wyłożyć na jej rozwój nawet 200 mln zł.

    To nie będzie całkowite pożegnanie założycieli z biznesem. Karina Dudek-Miracka pozostanie prezesem zarządu, a dr Krzysztof Miracki – dyrektorem medycznym. Oboje zachowają znaczące pakiety udziałów i miejsca w zarządzie, a rozwój firmy ma być budowany wspólnie z funduszem. Jak podaje „Puls Biznesu”, łączna wartość planowanej transakcji to około 66 mln zł. Transakcja zostanie sfinansowana kapitałem funduszu, a jej zamknięcie zależy od spełnienia uzgodnionych warunków.

    Technologie, AI i nowe placówki

    MCI przedstawia zakup jako element nowej strategii, w której obok nowych technologii znalazł się też sektor medyczny. Fundusz chce połączyć doświadczenie w AI, oprogramowaniu i e-commerce z działalnością kliniki, by wdrożyć innowacje i zapewnić unikalną jakość usług. Deklaruje też gotowość docelowego zainwestowania w przedsięwzięcie 100–200 mln zł.

    Paweł Borys, partner zarządzający MCI Capital:

    „Strategia inwestycyjna zakłada dynamiczny rozwój sieci placówek Kliniki Miracki w największych miastach w Polsce oraz rozwój usług chirurgii plastycznej. Chcemy wykorzystać nasze doświadczenie w obszarze technologii do wdrożenia w spółce szeregu innowacji, w tym rozwiązań opartych o AI”.

    W praktyce pierwszym priorytetem ma być rozwój sieci w największych miastach i usług chirurgii plastycznej. Całościowy plan zakłada dwa filary. Z jednej strony to wzrost organiczny: nowe placówki w kolejnych miastach, szersza oferta zabiegowa, lepsze wykorzystanie obecnej sieci oraz inwestycje w technologie i sprzęt. Z drugiej – strategia buy & build, zakładająca przejęcia lokalnych liderów oraz podmiotów z unikalnymi kompetencjami medycznymi.

    Ambicje MCI i założycieli wykraczają poza samo zwiększenie skali obecnej działalności. Wraz ze wzrostem skali klinika planuje około dwukrotne zwiększenie zespołu lekarskiego. W planach jest utworzenie własnej akademii medycyny estetycznej, która ma kształcić i pozyskiwać nowych specjalistów. Jednym z kierunków rozwoju ma być też medycyna prewencyjna i longevity, a więc budowa bardziej kompleksowej oferty związanej ze zdrowiem i kondycją pacjenta.

    Rynek wart ponad miliard złotych

    Klinika Miracki prowadzi obecnie siedem placówek w Warszawie, Krakowie, Katowicach i Łodzi. Rocznie wykonuje się w nich blisko 70 tys. zabiegów. Sieć znajduje się w trójce największych graczy na polskim rynku medycyny estetycznej.

    To rynek, który rośnie w tempie 8–12 proc. rocznie i ma wartość przekraczającą 1 mld zł. Działa na nim około 400 podmiotów. Fundusz wskazuje, że inwestowanie w sieci medycyny estetycznej to model dobrze znany na rynkach zachodnich – tam fundusze private equity z powodzeniem budują i skalują takie podmioty. MCI chce przenieść ten model do Polski.

    Fundusz z GPW

    MCI Capital koncentruje się na transakcjach typu mid-market buyout w sektorze nowych technologii. Aktywa funduszu to ponad 2,7 mld zł, a strategia inwestycyjna opiera się na budowaniu wartości europejskich liderów gospodarki cyfrowej.

    Przejęcie 67,5 proc. udziałów Kliniki Miracki realizowane przez MCI.EuroVentures 1.0 wpisuje się w nowy kierunek – inwestycje w sektorze medycznym. Na razie umowa ma charakter przedwstępny i warunkowy, a jej sfinalizowanie nastąpi dopiero po spełnieniu uzgodnionych warunków.

  • S&P 500: 8000 pkt czy korekta? Dwie prognozy i sygnał z wykresu

    S&P 500: 8000 pkt czy korekta? Dwie prognozy i sygnał z wykresu

    S&P 500 znów jest na celowniku inwestorów, a na Wall Street ścierają się dwie odmienne wizje najbliższych miesięcy. Tom Lee z Fundstrat wciąż zakłada mocny rajd i wzrost indeksu powyżej 8000 pkt. Ed Yardeni z Yardeni Research ostrzega tymczasem przed rosnącym ryzykiem korekty i właśnie obniżył swój cel na koniec roku. Który scenariusz się sprawdzi, mogą pokazać najbliższe tygodnie.

    Lee: 7900–8000 pkt, potem korekta i rajd

    Tom Lee nie odszedł od swojego zdecydowanie pozytywnego scenariusza, nawet mimo że wcześniej zapowiadany rajd nie rozpoczął się w oczekiwanym terminie. Zdaniem stratega rynek potrzebował po prostu więcej czasu. Jednym z głównych powodów opóźnienia jest restrykcyjne nastawienie Rezerwy Federalnej po wrześniowej decyzji w sprawie stóp procentowych.

    Po posiedzeniu Fed Lee skomentował wystąpienie prezesa banku centralnego Kevina Warsha, określając je jako potencjalny „szczyt jastrzębiej polityki”. Uważa przy tym, że obecna retoryka Fed może znajdować się już blisko swojego najbardziej jastrzębiego punktu. Gdyby kolejni przedstawiciele banku centralnego zaczęli prezentować mniej restrykcyjne stanowisko, rynek mógłby ponownie wyceniać bardziej sprzyjające warunki monetarne. Dla S&P 500 byłby to potencjalnie istotny impuls.

    Strateg Fundstrat zwraca też uwagę na sygnały techniczne. Wskazuje na układ, w którym gwałtownemu spadkowi cen towarzyszy jednocześnie poprawa wartości RSI. Jak zauważa, podobna struktura pojawiła się w sierpniu, przed startem wcześniejszej fali wzrostowej. Obecne osłabienie nie musi więc przekreślać jego prognozy – może być jedynie jej opóźnioną częścią.

    Prognoza krótkoterminowa Lee zakłada dojście S&P 500 do 7900–8000 pkt do końca września 2026 r. Później rynek miałby przejść korektę o około 7% w październiku lub na początku listopada, po której mogłaby wystartować kolejna fala wzrostowa prowadząca indeks powyżej 8200 pkt. Za takim scenariuszem przemawiają w ocenie stratega wysoki poziom zgromadzonej gotówki, pesymizm już częściowo uwzględniony w wycenach oraz utrzymujące się inwestycje w sektor sztucznej inteligencji. To może stworzyć warunki do bardzo silnego rynku w perspektywie 18–24 miesięcy.

    Yardeni: cel niżej, ryzyko wyżej

    Ed Yardeni z Yardeni Research postawił teraz na ostrożność. Obniżył swój cel dla S&P 500 na koniec roku z 8400 do 7900 pkt, a poprzedni poziom 8400 pkt przesunął w prognozach na połowę 2027 r. Równocześnie zwiększył ocenę prawdopodobieństwa scenariusza spadkowego z 20% do 30%.

    Yardeni jako główne czynniki ryzyka wskazuje przede wszystkim wyższe rentowności obligacji oraz możliwość wzrostu presji na gospodarkę w perspektywie najbliższych trzech do sześciu miesięcy. Zwraca uwagę również na inflację, ceny energii i koszty finansowania. To one, obok polityki Fed, mają w najbliższym czasie decydować o kierunku rynku.

    Techniczny sygnał: wybicie z flagi

    Przy tych prognozach nie można pominąć zachowania samego indeksu. S&P 500 przełamał górne ograniczenie formacji flagi po tygodniach konsolidacji w ramach spadkowego układu technicznego. To wybicie potwierdza powrót przewagi strony kupującej i sugeruje kontynuację trendu wzrostowego. Najbliższy opór to 7816 pkt; trwałe pokonanie tej strefy otworzyłoby drogę do nowych rekordów wszech czasów.

    W razie korekty pierwszym ważnym wsparciem dla pozytywnego scenariusza jest 7600 pkt, a kolejnym 7525 pkt. Zejście poniżej tych poziomów podważyłoby znaczenie wybicia z flagi i osłabiłoby techniczny układ indeksu.

    Co dalej?

    Najbliższe tygodnie będą testem dla obu podejść. Najważniejsze będzie to, czy S&P 500 utrzyma wzrostową strukturę i czy zakładana przez Lee korekta w październiku lub listopadzie rzeczywiście się pojawi. Na kierunek rynku wpływać mogą decyzje Fed, rentowności obligacji, inflacja, ceny energii oraz kondycja sektora technologicznego i AI. Dla inwestorów kluczowe mogą okazać się nie tylko same notowania, ale również zachowanie amerykańskich obligacji, rentowności oraz komunikacja Rezerwy Federalnej.