Blog

  • Złoty słabnie: kurs euro rośnie drugi dzień z rzędu

    Złoty słabnie: kurs euro rośnie drugi dzień z rzędu

    Złoty kontynuuje serię spadków względem wspólnej waluty. Po wzroście notowanym w środę, 10 lipca 2026 roku kurs euro ponownie poszedł w górę, osiągając poziom 4,3396 zł o poranku. To już drugi dzień z rzędu, w którym polska waluta traci na wartości wobec europejskiej.

    Kurs w górę drugi dzień z rzędu

    W środę 9 lipca kurs EUR/PLN o godzinie 7:00 rano wynosił 4,3170 zł. Oznaczało to wzrost o +0,0082 zł w porównaniu z poprzednim dniem, kiedy to za euro płacono 4,3088 zł. Już wtedy było jasne, że złoty znajduje się pod presją.

    Kolejny dzień przyniósł dalsze osłabienie polskiej waluty. W czwartek 10 lipca o poranku kurs euro skoczył do poziomu 4,3396 zł. To wzrost o +0,0078 zł w stosunku do środy, gdy kurs wynosił 4,3318 zł. W skali tygodnia zmiana również wyniosła +0,0078 zł.

    Co to oznacza dla portfela?

    Dla każdego, kto planuje wakacje w krajach strefy euro, wyższy kurs oznacza, że za tę samą liczbę złotówek dostanie mniej europejskiej waluty. Różnica między początkiem a końcem tygodnia jest wyraźnie odczuwalna przy większych transakcjach – zarówno w kantorach stacjonarnych, jak i przy wymianie online.

    Euro wciąż w grze

    Wspólna waluta pozostaje oficjalnym środkiem płatniczym w 20 z 27 państw członkowskich Unii Europejskiej. Kraje te tworzą strefę euro, a politykę monetarną wobec wspólnej waluty prowadzi Europejski Bank Centralny.

    Historia euro sięga 1 stycznia 1999 roku, kiedy to pojawiło się jako waluta „niewidzialna” – używana głównie do transakcji międzybankowych i rozliczeń wirtualnych. W fizycznym obiegu znalazło się dopiero trzy lata później. Wymiana walut narodowych na euro objęła wówczas 12 krajów członkowskich UE.

    Od 2002 roku strefa euro rozszerzała się siedmiokrotnie. Obecnie wspólną walutą posługuje się 20 z 27 państw Unii Europejskiej.

    Polska a euro

    Polska, wstępując do UE, zobowiązała się do przyjęcia wspólnej waluty, ale konkretna data zmiany złotego na euro nie została określona. Zgodnie z przepisami, kurs wymiany złotego na euro powinien zostać ogłoszony na pół roku przed planowanym wprowadzeniem wspólnej waluty.

    Co dalej z kursem?

    Notowania z 9 lipca pokazały wzrost o +0,0082 zł w porównaniu z dniem poprzednim, a kolejny dzień przyniósł dalsze umocnienie euro. Dla osób planujących zakup waluty – czy to w kantorze stacjonarnym, czy online – oznacza to, że za euro trzeba zapłacić więcej niż jeszcze na początku tygodnia.

    Politykę monetarną w strefie euro prowadzi Europejski Bank Centralny, a wspólna waluta pozostaje oficjalnym środkiem płatniczym w 20 z 27 krajów członkowskich UE. Od 2002 roku strefa euro rozszerzała się siedmiokrotnie.

    Podsumowanie

    Kurs EUR/PLN na 10 lipca 2026 wyniósł 4,3396 zł o godzinie 7 rano, co oznacza wzrost o +0,0078 zł w porównaniu z poprzednim dniem. Dzień wcześniej, 9 lipca, kurs wynosił 4,3170 zł, również wyższy niż dzień wcześniej. Złoty traci na wartości wobec euro już drugi dzień z rzędu.

    Dla osób planujących wymianę waluty – zarówno w kantorach stacjonarnych, jak i online – oznacza to mniej korzystne warunki niż jeszcze na początku tygodnia. Kolejne dni pokażą, czy trend się utrzyma, czy też złoty odrobi straty.

  • Europejczycy wciąż wolą oszczędzać. Ale coś się zmienia

    Europejczycy wciąż wolą oszczędzać. Ale coś się zmienia

    Europejskie gospodarstwa domowe wciąż trzymają pieniądze w kieszeniach

    Europejskie gospodarstwa domowe nadal hamują wzrost gospodarczy przez wysokie oszczędności. Z analizy ekonomistek ING – Marieke Blom i Amrity Naik Nimbalkar – wynika, że w pierwszym kwartale 2026 roku na każde 100 euro dochodu rozporządzalnego wydano zaledwie 85,74 euro na towary i usługi. To tylko nieznacznie więcej niż 85,70 euro w czwartym kwartale 2025 roku.

    Wskaźnik oszczędności brutto w strefie euro sięgnął 14,26 proc. – znacznie powyżej przedpandemicznej średniej 12,5 proc. Dla porównania, w USA wskaźnik ten wyniósł w IV kwartale 2025 roku 10,2 proc. i jest niższy niż przed pandemią. Amerykanie konsumują, Europejczycy zachowują ostrożność.

    Niższa konsumpcja to niższy wzrost. Ekonomistki ING szacują, że spadek stopy oszczędności z 14,26 proc. do 12,5 proc. oznaczałby dodatkowy popyt równy około 1 proc. PKB, a spadek do poziomu amerykańskiego – dodatkowe 2 proc. PKB. Od 2023 roku popyt krajowy obciążają też spadające inwestycje mieszkaniowe.

    Polska: powrót pewności, ale bez hurraoptymizmu

    Nad Wisłą nie widać boomu konsumpcyjnego, ale są oznaki zmiany. Majowa sprzedaż detaliczna wzrosła o 3 proc. rok do roku. Ekonomiści Alior Banku widzą w tym odchodzenie od zakupów ostrożnościowych i poprawę w dobrach trwałych. Nastroje gospodarstw domowych niemal odrobiły marcowe straty.

    Jednak dynamika płac realnych osłabła przez inflację, a nominalne wzrosty wyhamowały do 5–6 proc. rdr – to w kolejnych miesiącach ograniczy potencjał konsumenta. Po konferencji prezesa NBP Adama Glapińskiego ekonomiści Banku Pekao uznali, że prezes ma wyraźny apetyt na obniżki stóp. We wrześniu cięcie nie jest przesądzone – Pekao prognozuje inflację CPI na poziomie 2,7 proc. rdr i uważa, że większe obniżki w tym roku byłyby przedwczesne, zwłaszcza przy inflacji bazowej w okolicach 3 proc.

    Ceny w sklepach hamują. W czerwcu zakupy zdrożały średnio o 2,7 proc. rdr, wobec 3,4 proc. w maju i 3,7 proc. w kwietniu. Żywność zdrożała tylko o 1,9 proc. rdr. Wsparciem dla niższych cen okazał się mocny złoty, który obniżał koszty importu surowców energetycznych, żywności i opakowań.

    Od depozytów do funduszy: zmiana w oszczędzaniu

    Choć poziom oszczędności w Europie pozostaje wysoki, zmienia się ich struktura. Od 2024 roku dane pokazują, że coraz więcej środków trafia do funduszy inwestycyjnych (w tym ETF-ów), ubezpieczeń i produktów emerytalnych, a nie na tradycyjne depozyty bankowe. Przez ostatnie dwa lata napływ netto do tych aktywów regularnie przewyższał depozyty.

    W latach 2022–2025 płynne inwestycje gospodarstw domowych w strefie euro wzrosły o równowartość 9 proc. PKB, podczas gdy wartość walut i depozytów spadła o prawie 5 proc. PKB. Wzrost cen aktywów i większe wpłaty do funduszy podniosły relację majątku do PKB, ale wciąż znacznie mniej niż w USA.

    Starsze gospodarstwa domowe (powyżej 50. roku życia) częściej niż przed pandemią uznają, że teraz jest dobry moment na oszczędzanie – obawiają się erozji majątku przez inflację. Wśród młodszych odsetek osób myślących podobnie jest najwyższy od 36 lat, co ekonomistki ING tłumaczą tradycyjną reakcją na niepewność.

    Co dalej?

    Jeśli Europejczycy będą przesuwać oszczędności z depozytów na produkty inwestycyjne, potrzeba buforów ostrożnościowych może maleć. W miarę wzrostu majątku dzięki zyskom kapitałowym presja na wysokie oszczędności może słabnąć.

    – Jeśli ta zmiana się utrwali, popyt krajowy może uzyskać trwały wzrost – podsumowują ekonomistki ING, wymieniając reformę emerytalną w Niemczech i Europejską Unię Oszczędnościowo-Inwestycyjną jako działania idące w tym samym kierunku.

    W Polsce druga połowa 2026 roku to najprawdopodobniej selektywna konsumpcja. Polacy będą wydawać na produkty uznawane za wartościowe, ograniczając impulsywne zakupy i budując poduszki finansowe. Atrakcyjne oprocentowanie depozytów wciąż może zachęcać do oszczędzania, ale to zmieni się po ewentualnych obniżkach stóp NBP. Na razie maj przyniósł zamrożenie wzrostu oszczędności: zwiększyły się zaledwie o 2 mld zł, a wartość gotówki w obiegu wzrosła o 4,6 mld zł do 482,5 mld zł.

  • H&M gwałtownie zmniejsza sieć. 136 sklepów mniej w pół roku

    H&M gwałtownie zmniejsza sieć. 136 sklepów mniej w pół roku

    Szwedzki koncern odzieżowy H&M przechodzi okres intensywnej restrukturyzacji. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2026 roku grupa zamknęła 136 sklepów na całym świecie, a łączna liczba placówek spadła do 4038. Firma zapowiedziała, że do końca roku portfolio skurczy się o kolejne 128 lokalizacji.

    Kurcząca się sieć

    Dane z ostatnich lat pokazują, że H&M regularnie kończy rok z mniejszą bazą sklepów niż na początku. Choć koncern wciąż otwiera nowe punkty, liczba zamknięć konsekwentnie przewyższa liczbę otwarć. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy sieć netto zmniejszyła się o 130 punktów – z 4166 do 4036. Restrukturyzacja obejmuje wszystkie marki w portfelu grupy: Cos, Weekday, & Other Stories, Arket oraz H&M Home.

    Regionalnie najwięcej zamknięć – 97 – miało miejsce w Azji, Oceanii i Afryce. W Europie Zachodniej zlikwidowano 20 sklepów, w krajach nordyckich 17, a w Europie Wschodniej 4.

    Presja cyfrowych rywali

    Główną siłą napędową zmian jest rosnąca konkurencja ze stron internetowych platform modowych, takich jak Shein i Temu. Gracze ci nie utrzymują kosztownych sieci fizycznych ani nie wynajmują powierzchni handlowych, co pozwala im działać przy niższych kosztach, szybciej wprowadzać nowe kolekcje i śmielej konkurować ceną. Przedstawiciele H&M przyznają, że presja cenowa oraz szybkość zmian rynkowych wymuszają korektę strategii.

    W odpowiedzi firma planuje modernizację cyfrowego zaplecza w drugiej połowie 2026 roku. Nowe rozwiązania mają przyspieszyć procesy decyzyjne, usprawnić zarządzanie asortymentem i zapasami oraz zwiększyć precyzję planowania. Cyfryzacja staje się dla H&M nie tyle dodatkiem, co kluczowym filarem konkurencyjności.

    Jednocześnie koncern chce wykorzystać swoją przewagę – fizyczną obecność w wielu krajach. Wdraża bardziej lokalne podejście do prowadzenia sklepów, dostosowując ofertę i doświadczenia zakupowe do oczekiwań poszczególnych rynków i społeczności.

    Rzecznik H&M w rozmowie z dziennikiem „The Sun” tłumaczył:

    H&M nieustannie analizuje i rozwija swoją sieć sprzedaży, by jak najlepiej odpowiadać na oczekiwania klientów oraz zapewniać im najwyższy poziom obsługi zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online. W ramach tych działań stale optymalizujemy swoje portfolio, co oznacza otwieranie, modernizowanie oraz zamykanie placówek w zależności od aktualnych potrzeb rynku.

    Kłopoty w Polsce

    W Polsce H&M znalazł się pod lupą Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W maju 2026 roku UOKiK postawił firmie zarzuty dotyczące nieprawidłowego informowania o obniżkach cen oraz prowadzenia promocji mogących wprowadzać konsumentów w błąd.

    Szczególnie problematyczny okazał się program lojalnościowy. Ceny promocyjne rzekomo zarezerwowane dla członków klubu w praktyce były dostępne dla każdego, kto zarejestrował się adresem e-mail. Dodatkowo nie zawsze podawano najniższą cenę z ostatnich 30 dni, co utrudniało klientom ocenę rzeczywistej wartości oferty.

    Nie tylko zamykanie – ekspansja na nowe rynki

    Mimo redukcji sieci w wielu regionach H&M nie rezygnuje z ekspansji. W ostatnich miesiącach otworzył dwa sklepy w Europie Południowej oraz osiem w Ameryce Północnej i Południowej. Firma zapowiedziała również debiut na trzech nowych rynkach – jeszcze w 2026 roku pierwsze placówki H&M pojawią się na Malcie, w Paragwaju oraz Azerbejdżanie.

    Grupa, założona w 1947 roku przez Erlinga Perssona, stara się znaleźć równowagę między ograniczaniem kosztów a utrzymaniem fizycznej obecności w kluczowych lokalizacjach. Na razie stawia na cyfryzację i lokalne sklepy, podczas gdy konkurencja z sieci nie zwalnia tempa.

  • Złoto tanieje, inwestorzy nie panikują. Wyniki pierwszego półrocza

    Złoto tanieje, inwestorzy nie panikują. Wyniki pierwszego półrocza

    Cena złota przeszła w 2026 roku prawdziwy rollercoaster – od styczniowego rekordu po kilkudniową przecenę. Mimo to przepływy kapitału do funduszy ETF na fizyczny kruszec wciąż były dodatnie. Raport Światowej Rady Złota (WGC) ujawnia, że globalne napływy netto w pierwszym półroczu wyniosły 8 miliardów dolarów, a fizyczne zasoby funduszy zwiększyły się o 18 ton, do 4047 ton.

    Rekordowa aktywność na rynku

    Czerwiec był miesiącem odpływów – globalne fundusze straciły 8,9 miliarda dolarów. Nie oznacza to jednak słabości rynku. Średnie dzienne obroty na globalnym rynku złota sięgnęły w pierwszym półroczu 488 miliardów dolarów. W samym handlu jednostkami złotych ETF-ów dzienne obroty wyniosły średnio 12 miliardów dolarów, co stanowi wzrost o 73% w porównaniu do średniej z 2025 roku.

    Trend wzmacniają także inwestorzy instytucjonalni. Łączne długie pozycje netto na COMEX wzrosły w czerwcu o 16% miesiąc do miesiąca, osiągając 538 ton. To najwyższy poziom na koniec miesiąca od stycznia 2026 roku. Analitycy WGC zauważają, że duzi gracze – fundusze hedgingowe i banki – nie wycofują się z rynku, lecz traktują przecenę jako okazję.

    Dywergencja regionów

    Największe spadki zanotowano w Ameryce Północnej, gdzie odpływy netto sięgnęły 7,7 miliarda dolarów, co jest najsłabszym półrocznym wynikiem od 2013 roku. WGC wskazuje na oczekiwania rynkowe związane z możliwymi podwyżkami stóp procentowych przez Rezerwę Federalną w odpowiedzi na inflację energetyczną, co podnosi koszt alternatywny posiadania złota.

    Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Azji. Region ten zanotował rekordowe napływy netto w wysokości 12 miliardów dolarów. Czerwiec przyniósł wprawdzie odpływ 2,3 miliarda dolarów – głównie za sprawą chińskich inwestorów kierujących kapitał w stronę rosnących akcji oraz japońskich po podwyżce stóp przez Bank Japonii – ale całe półrocze było wybitnie udane. W Indiach optymizm co do długoterminowej wartości kruszcu utrzymuje się.

    Europa także zakończyła sześć miesięcy z plusem. Mimo czerwcowej straty 818 milionów dolarów – spowodowanej pierwszą od września 2023 roku podwyżką stóp Europejskiego Banku Centralnego – łączne napływy netto wyniosły 3,2 miliarda dolarów.

    Chiński rynek: kontrasty i rekordy

    Czerwiec był najgorszym miesiącem w historii chińskich ETF-ów na złoto. Spadek ceny kruszcu o 11% doprowadził do odpływu kapitału w wysokości 15 miliardów juanów (2,2 miliarda dolarów). Aktywa pod zarządzaniem zmalały o 16% do 243 miliardów juanów (36 miliardów dolarów), a fizyczne zasoby funduszy spadły o 17 ton, do 277 ton. Dodatkowym czynnikiem była hossa na chińskich akcjach.

    Mimo to bilans całego półrocza był imponujący. Napływy netto od początku roku wyniosły 40 miliardów juanów (5,6 miliarda dolarów), co jest drugim najlepszym wynikiem w historii. Łączne aktywa funduszy urosły w tym okresie o 1%.

    Zakupy banku centralnego i odbicie popytu hurtowego

    Ludowy Bank Chin wykorzystał przecenę i w czerwcu kupił 15 ton złota – najwięcej od października 2023 roku. Tym samym seria systematycznych zakupów wydłużyła się do 20 miesięcy, co jest rekordem. Oficjalne rezerwy banku centralnego wynoszą obecnie 2346 ton, czyli 8% wszystkich aktywów rezerwowych państwa. W pierwszym półroczu PBoC zwiększył swoje rezerwy o 40 ton.

    Popyt hurtowy w Chinach wyraźnie odżył w czerwcu. Wypłaty z giełdy SGE wzrosły o 36% miesiąc do miesiąca, do 87 ton. Głównym powodem było uzupełnianie zapasów po spadku cen. Analityk WGC Jia zastrzega jednak, że odbicie nastąpiło z bardzo niskiej bazy, ponieważ maj był najsłabszym miesiącem od 16 lat. Łączne wypłaty za pierwsze półrocze wyniosły 598 ton, co jest wynikiem o 12% niższym rok do roku i aż 27% poniżej dziesięcioletniej średniej. Największym obciążeniem pozostaje utrzymująca się słabość w segmencie biżuterii.

  • Ceny pelletu wystrzeliły w środku lata. Ministerstwo i UOKiK biorą sprawę pod lupę

    Ceny pelletu wystrzeliły w środku lata. Ministerstwo i UOKiK biorą sprawę pod lupę

    Ceny pelletu drzewnego w Polsce poszły ostro w górę – i to w środku lata, czyli w okresie, który tradycyjnie był najspokojniejszy na rynku opału. Jak donosi Polska Rada Pelletu, w porównaniu z czerwcem 2025 r. średnie ceny detaliczne certyfikowanego pelletu klasy A1 wzrosły o 20–30%. W zależności od regionu i kanału sprzedaży podwyżki bywają jeszcze wyższe.

    Koszty ogrzewania ostro w górę

    Jak podaje portal Interia Biznes, obecnie za tonę pelletu trzeba zapłacić nawet 2100 zł – rok wcześniej w analogicznym okresie było to około 1350 zł. W przeliczeniu na cały sezon grzewczy przeciętne gospodarstwo domowe musi liczyć się z wydatkiem rzędu 12 tys. zł. Tymczasem z domowych kotłów na pellet korzysta w Polsce już niemal 450 tysięcy gospodarstw, a zaspokojenie ich potrzeb wymaga dostarczenia około 2 milionów ton tego paliwa rocznie.

    Dlaczego pellet drożeje w wakacje?

    Wiceprezeska Polskiej Rady Pelletu Agnieszka Kędziora-Urbanowicz tak opisuje sytuację:

    Polska Rada Pelletu od kilku tygodni obserwuje wyraźny wzrost cen pelletu drzewnego, który pojawił się już w okresie letnim. Jest to zjawisko nietypowe, ponieważ dotychczas lato było okresem największej stabilizacji cen oraz momentem, w którym konsumenci mogli uzupełniać zapasy paliwa przed sezonem grzewczym.

    Eksperci wskazują na dwa główne czynniki. Po pierwsze, dynamicznie rośnie popyt. Kędziora-Urbanowicz wyjaśnia:

    Szacuje się, że liczba użytkowników kotłów na pellet zbliża się już do 450 tysięcy gospodarstw domowych, a więc zapotrzebowanie na pellet najwyższej klasy jakości dynamicznie wzrasta.

    Po drugie, ograniczona jest dostępność surowca. Pellet klasy A1 wytwarza się głównie z trocin i pozostałości po przerobie drewna w tartakach. Po mroźnej zimie przemysł tartaczny miał przestoje – drewno było tak zmrożone, że maszyny nie mogły go przerobić, co zmniejszyło podaż trocin. Paweł Pawliczak z firmy Eko Dystrybucja mówi:

    Jesteśmy firmą, która importuje pellet z różnych części Europy – Ukrainy, Litwy, Czech, Słowacji – wszyscy producenci powtarzają jeden powód: brak trocin i coraz wyższa cena tego półproduktu.

    Dodatkowo na ograniczenie podaży wpłynęły decyzje dotyczące pozyskania drewna w lasach gospodarczych. W styczniu 2024 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wprowadziło moratorium na wybranych obszarach leśnych. Kędziora-Urbanowicz zastrzega jednak:

    Należy podkreślić, że moratorium nie jest jedyną przyczyną obecnej sytuacji, lecz jednym z elementów wpływających na rynek – obok poziomu produkcji w przemyśle drzewnym, sytuacji gospodarczej sektora oraz rosnącego zapotrzebowania na biomasę.

    Spekulacje czy realne problemy? Resort reaguje

    Wiceminister energii Konrad Wojnarowski dał do zrozumienia, że nie wyklucza działań spekulacyjnych na rynku. Na konferencji prasowej stwierdził:

    Nie może być tak, że dofinansowania na kotły pelletowe wciąż są oferowane, ludzie z tego korzystają, a ceny być może są sztucznie windowane na rynku.

    Ministerstwo wystąpiło już do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) o zbadanie sprawy wzrostu cen. Jednocześnie Kędziora-Urbanowicz dodaje:

    Obserwowany wzrost cen nie powinien być automatycznie utożsamiany z działaniami spekulacyjnymi producentów.

    Spotkanie branży z rządem już 15 lipca

    Przedstawiciele Polskiej Rady Pelletu i resortu energii spotkają się 15 lipca br., aby omówić bieżącą sytuację na rynku. Rada planuje przedstawić dane o zmianach cen, ich przyczynach oraz najważniejszych wyzwaniach stojących przed branżą. Wiceprezeska Rady podkreśla:

    Szczególne znaczenie ma odpowiednie przygotowanie rynku do nadchodzącego sezonu grzewczego oraz zapewnienie równowagi pomiędzy potrzebami konsumentów, producentów i dystrybutorów.

    Co dalej?

    Przedstawiciele branży od lat apelują o obniżenie stawki VAT na pellet z 23% do 8% – przypomina Daria Lisiecka z Magazynu Biomasa. Zwracają też uwagę, że cena samego półproduktu – trocin – wzrosła z około 55 zł za metr przestrzenny rok temu do około 100 zł obecnie. Rozmowy z administracją państwową oraz analiza UOKiK mają pomóc w wypracowaniu rozwiązań, które zwiększą stabilność rynku i zapobiegną podobnym zawirowaniom w kolejnych sezonach grzewczych.

  • Bezrobocie w Polsce lekko w górę, ale wciąż jesteśmy w czołówce UE. Nowe dane Eurostatu

    Bezrobocie w Polsce lekko w górę, ale wciąż jesteśmy w czołówce UE. Nowe dane Eurostatu

    Najnowsze dane Eurostatu przynoszą mieszane sygnały z polskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia, liczona według metodologii unijnej, wzrosła w maju o 0,1 punktu procentowego w porównaniu z kwietniem, osiągając poziom 3,1%. Oznacza to, że Polska znalazła się w gronie zaledwie siedmiu krajów w całej Unii Europejskiej, gdzie sytuacja uległa pogorszeniu.

    Gorszy miesiąc, ale wciąż podium

    Choć wzrost jest niewielki, to wystarczył, by Polskę w tym zestawieniu przeskoczyły Czechy. Miesiąc wcześniej nasz kraj zajmował drugie miejsce pod względem najniższej stopy bezrobocia w UE, za Bułgarią. Po danych za maj, ex aequo z nami na trzeciej pozycji znalazł się Cypr. Mimo miesięcznego wzrostu, polski wskaźnik (3,1%) wciąż jest jednym z najniższych we Wspólnocie.

    Dla porównania, ogólna stopa bezrobocia w całej Unii Europejskiej w maju pozostała bez zmian w ujęciu miesięcznym i wyniosła 5,9%. Rok do roku jest to spadek o 0,1 pkt proc.

    W szerszej, rocznej perspektywie zmiany widoczne są jednak wyraźniej. W ciągu ostatnich 12 miesięcy pogorszenie odnotowało aż 11 krajów, a wśród liderów tego niekorzystnego trendu znalazły się Finlandia (wzrost o 2,2 pkt proc., do 10,8%), Dania (+1,6 pkt proc., do 6,9%), a także Słowenia, Malta i Francja.

    546 tysięcy bezrobotnych – ile przybyło?

    Według danych Eurostatu, na koniec maja w Polsce bez pracy pozostawało 546 tysięcy osób. To o 13 tysięcy więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Dla porównania, najwięcej bezrobotnych w całej UE liczy Francja, gdzie pracowni szuka 2 mln 642 tys. osób. Tuż za nią jest Hiszpania z 2 mln 598 tys.

    Pozytywnym przykładem są Włochy, gdzie w ciągu roku liczba bezrobotnych spadła aż o 399 tysięcy, do 1 mln 278 tysięcy, oraz Grecja i Portugalia, które odnotowały spadki rzędu 29 tysięcy (odpowiednio do 384 tys. i 315 tys.).

    Ożywienie na rynku ofert, ale czy trwałe?

    Zgoła odmienne dane płyną z rynku ogłoszeń o pracę. Czerwiec przyniósł bowiem wzrost Barometru Ofert Pracy – wskaźnika opracowywanego przez Katedrę Ekonomii i Finansów WSIiZ w Rzeszowie oraz BIEC. Wyniósł on 261,1 punktu, co oznacza wzrost o 2,9 punktu w porównaniu z majem (258,2 pkt).

    Autorzy raportu podkreślają, że po ubiegłorocznych spadkach w bieżącym roku obserwujemy ożywienie. Z wyjątkiem marca, od lutego liczba internetowych ogłoszeń o pracę systematycznie rośnie. Niestety, obraz nie jest jednolity. W zawodach związanych z pracami fizycznymi utrzymuje się tendencja spadkowa – choć wakatów wciąż pojawia się sporo. W innych kategoriach ożywienie jest wyraźne, ale nie wszędzie. Eksperci studzą optymizm: nie obserwują przesłanek wskazujących na utrwalenie się obecnego ożywienia.

    Kto szuka, a kto zwalnia?

    W czerwcu wzrost liczby ofert odnotowano w zdecydowanej większości województw. Relatywnie najwięcej nowych wakatów przybyło w województwach lubelskim, opolskim i śląskim. Spadek wystąpił jedynie w warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim.

    W ujęciu branżowym, wzrosty widać w zawodach wymagających wykształcenia ścisłego lub inżynieryjnego. Najwięcej nowych ofert w ciągu miesiąca przybyło w budowlance, dla inżynierów i programistów. Wśród usługodawców prym wiodła logistyka, gdzie – poza marcową korektą – wyraźne odbicie obserwujemy od grudnia. Z kolei wakatów ubywa m.in. w marketingu, nieruchomościach i grafice. W branży medialnej utrzymuje się wieloletni trend spadkowy.

    Jak podkreślają autorzy raportu, na długoterminowe plany zatrudnieniowe firm negatywnie wpływają podwyższony poziom bezrobocia, doniesienia o zwolnieniach grupowych oraz utrzymująca się słaba koniunktura. Dochodzi do tego niepewna sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie. Te same tendencje obserwuje się zresztą w innych krajach UE i w Stanach Zjednoczonych.

    Polska na tle reszty

    Podsumowując, choć majowe dane Eurostatu pokazują lekkie tąpnięcie, Polska wciąż pozostaje w ścisłej czołówce europejskich krajów z najniższym bezrobociem. Z drugiej strony, czerwcowy raport Barometru Ofert Pracy wskazuje na stopniowe ożywienie, ale bez mocnych podstaw, by uznać je za trwały trend. Rynek pracy w Polsce, podobnie jak w innych krajach, wciąż balansuje między ożywieniem a niepewnością.

  • Netflix rozczarowuje prognozami. W całym sektorze technologicznym wrze

    Netflix rozczarowuje prognozami. W całym sektorze technologicznym wrze

    Akcje Netflixa zanurkowały w handlu przedsesyjnym, mimo że gigant streamingowy pochwalił się solidnymi wynikami za drugi kwartał. To prognozy na trzeci kwartał rozwścieczyły inwestorów i dołożyły się do ogólnej wyprzedaży w sektorze technologicznym, która rozpoczęła się od spółek półprzewodnikowych.

    Netflix: wyniki w porządku, ale widmo wolniejszego wzrostu

    Netflix opublikował raport za drugi kwartał, w którym zysk na akcję wyniósł 0,80 dolara wobec oczekiwanych 0,79 dolara. Przychody sięgnęły 12,6 mld dolarów, co oznacza 13-procentowy wzrost rok do roku. Firma utrzymała też cel 3 mld dolarów przychodów z rynku reklamowego w całym 2026 roku. Mimo to reakcja rynku była brutalna – w piątkowym handlu przed otwarciem sesji akcje Netflixa traciły blisko 9%.

    Powodem jest ostrożna prognoza na trzeci kwartał. Netflix spodziewa się przychodów na poziomie 12,86 mld dolarów i zysku w wysokości 82 centów na akcję. Analitycy z Wall Street liczyli natomiast na około 13 mld dolarów przychodów i 84 centy zysku na akcję. Ta różnica, choć niepozorna, wystarczyła, by wywołać lawinę sprzedaży. Jak zauważają analitycy XTB, nawet przy konserwatywnej wycenie (wskaźnik ceny do oczekiwanych zysków spadł poniżej średniej dla S&P 500 po raz pierwszy od 2022 roku) inwestorzy oczekują od Netflixa naprawdę świetnych rezultatów.

    Sektor technologiczny w ogniu – chipy liderami spadków

    Problemy Netflixa to tylko element większej układanki. W piątek kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy wyraźnie spadały: futures na Nasdaq 100 traciły około 1,7%, a na S&P 500 – 0,86%. Dow Jones Industrial Average radził sobie nieco lepiej, ale i tak kontrakty na ten indeks były pod kreską (ok. 0,6%).

    Głównym źródłem presji pozostaje sektor półprzewodników. W czwartkowej sesji Nvidia straciła 2,4%, AMD – 5,33%, Broadcom – 5,03%, a Micron – 5,65%. Wyprzedaż objęła cały łańcuch dostaw – od producentów sprzętu po projektantów chipów. Indeks Philadelphia Semiconductor zmierza do najgorszego tygodnia od marca 2025 roku.

    Presja ma charakter globalny. Japoński Nikkei 225 spadł o 4%, chiński CSI 300 o 3,6%, a w Europie mocno traciły m.in. ASML, ASM International i Infineon.

    Inwestorzy kwestionują opłacalność AI

    Korekta w spółkach technologicznych to efekt rosnących wątpliwości co do tempa zwrotu z gigantycznych inwestycji w sztuczną inteligencję. Analitycy Brown Brothers Harriman wskazują, że inwestorzy coraz częściej podważają trwałość obecnego cyklu napędzanego przez AI. Z kolei specjaliści z Barclays uważają, że obecna zmienność nie oznacza końca długoterminowego trendu, a przecena może stworzyć atrakcyjne poziomy do budowania pozycji.

    Geopolityka dolewa oliwy do ognia

    Nastrojów nie poprawia też sytuacja na Bliskim Wschodzie. W nocy amerykańskie siły po raz szósty z rzędu przeprowadziły ataki na cele wojskowe w Iranie, a Teheran odpowiedział uderzeniami na amerykańskie obiekty w Syrii i Bahrajnie. Eskalacja konfliktu zwiększa obawy o bezpieczeństwo transportu surowców przez Cieśninę Ormuz, którą przepływa około 20% światowego handlu ropą. To dodatkowo wzmacnia awersję do ryzyka.

    Netflix ograniczy transparentność

    Inwestorów zaniepokoiła też zapowiedź Netflixa, że od 2027 roku raport „What We Watched”, zawierający dane o oglądalności, będzie publikowany raz w roku zamiast dwa razy. Spółka tłumaczy, że chce skupić się na wynikach finansowych i rentowności, ale część analityków obawia się, że mniejsza transparentność utrudni ocenę kondycji platformy.

    Bilans tygodnia: czerwone liczby

    Piątkowa sesja może przypieczętować słaby tydzień na Wall Street. Od początku tygodnia S&P 500 traci około 0,6%, Dow Jones 0,2%, a Nasdaq około 1,5%. Nawet mocny raport TSMC – z przychodami rzędu 39,4 mld dolarów i zyskiem netto wyższym o 77% rok do roku – nie zdołał powstrzymać spadków. Wszystko wskazuje na to, że inwestorzy na razie wolą trzymać gotówkę i defensywne sektory, czekając na wyraźniejsze sygnały co do dalszych perspektyw technologicznych gigantów.

  • Hipoteki w 2026: najpierw poprawa, potem eksplozja kosztów, a teraz lekki oddech

    Hipoteki w 2026: najpierw poprawa, potem eksplozja kosztów, a teraz lekki oddech

    Pierwsza połowa 2026 roku dla polskich kredytobiorców hipotecznych to prawdziwy roller coaster. Najpierw warunki systematycznie się poprawiały, potem w ciągu kilku tygodni rynek odwrócił się o 180 stopni, a na koniec – pojawiło się światełko w tunelu. Najnowsze dane pokazują, że koszt zabezpieczenia stałej raty znacząco spadł, choć niepewność geopolityczna wciąż wisi nad rynkiem.

    Start roku: banki rywalizują o klienta

    Początek 2026 roku kontynuował wcześniejszy trend spadku kosztów kredytów. Banki prześcigały się w ofertach, a marże systematycznie spadały. Po kilku miesiącach łagodnych warunków nic nie zapowiadało gwałtownego zwrotu. Jak wynika z comiesięcznych rankingów Bankier.pl, rynek wszedł w fazę dużej zmienności, ale pierwszy kwartał należał jeszcze do kredytobiorców.

    Marzec: stałe oprocentowanie wystrzeliło

    Sytuacja zmieniła się diametralnie w marcu. Średnie oprocentowanie stałe kredytów hipotecznych podskoczyło z 5,78% do 6,27% w zaledwie kilka tygodni – ruch niespotykany nawet w okresach podwyżek stóp procentowych. Kredyty ze zmienną stopą drożały wolniej, ale różnica między ofertami stałymi a zmiennymi gwałtownie się powiększyła. Klienci zaczęli płacić wyższą „premię za bezpieczeństwo”.

    Marże banków przestały spadać

    Drugi kwartał przyniósł też koniec ery obniżek marż. W przypadku kredytów zmiennoprocentowych średnia marża wzrosła z 1,76 pp do 1,84 pp. Przy stałym oprocentowaniu minimalnie spadła – z 1,82 pp do 1,81 pp. Wcześniejsza wyraźna przewaga jednego typu kredytu nad drugim przestała być oczywista. Co więcej, zmiany nie wynikały z jednolitej polityki sektora, ale z decyzji pojedynczych dużych banków.

    Zdolność kredytowa w dół

    Równolegle pogorszyła się zdolność kredytowa. W marcu przeciętna rodzina mogła liczyć na około 1,176 mln zł finansowania, ale w maju było to już 1,11 mln zł. Po raz pierwszy od dawna osoby wybierające zmienne oprocentowanie mogły uzyskać wyższą zdolność niż zwolennicy stałej stopy.

    Banki zaczęły też akceptować większe obciążenie dochodów. Wskaźnik DSTI, czyli relacja raty do dochodu, wzrósł w czerwcu do 50,4% – dla porównania na początku 2024 roku wynosił 44,9%. To zwiększa dostępność kredytów, ale jednocześnie podnosi ryzyko dla gospodarstw domowych.

    Lipcowa odwilż? Stałe stawki spadają

    Najświeższe dane z początku lipca przynoszą jednak wyraźną poprawę. Według zestawienia RM Kredyty Hipoteczne i BIG DATA RynekPierwotny.pl mediana oprocentowania okresowo stałego spadła z 6,46% w maju do 5,84% w lipcu. Stawka zmienna obniżyła się znacznie skromniej – z 5,63% do 5,52%. W efekcie różnica między nimi skurczyła się z 0,83 pkt proc. do zaledwie 0,32 pkt proc.

    Dla modelowego kredytu na 500 000 zł na 30 lat z 20-procentowym wkładem własnym oznacza to miesięczną ratę przy stałym oprocentowaniu 2 946,51 zł wobec 2 845,22 zł przy zmiennym. Dopłata za pięcioletnią gwarancję niezmiennej raty stopniała więc z ponad 267 zł do nieco ponad 101 zł.

    Eksperci RynekPierwotny.pl tłumaczą, że kluczową przyczyną jest spadek stawki IRS PLN 5Y oraz notowań kontraktów FRA na WIBOR. Rynek przestał obawiać się szybkiego powrotu uporczywej inflacji, co przełożyło się na łagodniejsze oczekiwania co do przyszłych stóp procentowych NBP.

    Cień geopolityki – Bliski Wschód w tle

    Mimo poprawy średnie oprocentowanie polskich hipotek wciąż należy do najwyższych w UE. Dla porównania w Czechach to około 4,6–4,7%, w strefie euro około 3,5%, a we Francji zaledwie 3,1%.

    Większym zagrożeniem pozostaje sytuacja geopolityczna. Zarówno marcowy skok kosztów, jak i ostatnie wahania są w dużej mierze efektem wydarzeń zewnętrznych. Pierwszy artykuł wskazywał na konflikt w Iranie, drugi – na napięcia w Zatoce Perskiej. Eksperci przestrzegają, że ponowne zawirowania mogą sprawić, że przejście ze zmiennej na stałą stawkę będzie możliwe na gorszych warunkach.

    Na razie jednak kredytobiorcy mogą odetchnąć – różnica między stałym a zmiennym oprocentowaniem jest najmniejsza od miesięcy, a koszt zabezpieczenia raty znacząco zmalał. Czy to chwilowa korekta, czy początek nowego trendu? Odpowiedź znajdziemy w kolejnych tygodniach, gdy dane z lipca i sierpnia pokażą, czy rynek zdoła utrzymać stabilizację.

  • Imperium Solorza ostatecznie przegrane. Trybunał w Liechtensteinie odrzuca skargę miliardera

    Imperium Solorza ostatecznie przegrane. Trybunał w Liechtensteinie odrzuca skargę miliardera

    Trybunał Konstytucyjny w Liechtensteinie definitywnie zakończył trwający blisko dwa lata spór o sukcesję w imperium Polsatu. W piątek Cyfrowy Polsat poinformował, że Trybunał oddalił skargę Zygmunta Solorza na wyrok sądu apelacyjnego. Tym samym potwierdzono, że stery w grupie przejmują jego dzieci: Tobias Solorz, Piotr Żak i Aleksandra Żak.

    Nie ma już drogi odwoławczej

    Decyzja Sądu Konstytucyjnego jest ostateczna i wiążąca – nie przysługuje od niej żadne dalsze odwołanie. Jak czytamy w piśmie rady Fundacji TiVi przekazanym na giełdę, Trybunał utrzymał w mocy wyrok Książęcego Sądu Apelacyjnego z grudnia 2025 r., który wcześniej rozstrzygnął spór na korzyść dzieci miliardera. W piśmie wskazano konkretną sygnaturę sprawy: 06 HG.2024.2010.

    „Sąd Konstytucyjny potwierdził, że poprawki do Statutu datowane na 2 sierpnia 2024 r. obowiązują” – poinformowała rada TiVi Foundation. Ten sam sąd wcześniej, w maju 2025 r., oddalił powództwo Solorza w pierwszej instancji.

    Punkt zapalny: sierpień 2024

    Spór wybuchł w sierpniu 2024 r., gdy 2 sierpnia Zygmunt Solorz notarialnie przekazał zarząd w dwóch fundacjach – TiVi Foundation i Solkomtel Foundation – swoim dzieciom. Już następnego dnia miliarder uchylił oświadczenie, twierdząc, że działał pod wpływem błędu. Sprawa trafiła do sądów w Liechtensteinie, które miały rozstrzygnąć, które oświadczenie jest skuteczne.

    W tle była też zmiana statutu TiVi z 2022 r., która przewidywała przejęcie kontroli przez dzieci w razie pogorszenia stanu zdrowia Solorza. Miliarder później się z tego wycofał, ale ostatecznie sądy uznały, że przekazanie z 2 sierpnia 2024 r. jest ważne.

    Co mówią przedstawiciele grupy?

    Daniel Kaczorowski, przewodniczący rady nadzorczej Cyfrowego Polsatu, skomentował decyzję w imieniu spółki:

    „Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w Liechtensteinie definitywnie kończy spór pomiędzy Zygmuntem Solorzem a Tobiasem Solorzem, Aleksandrą Żak i Piotrem Żakiem. Nie ma już od niego żadnej drogi odwoławczej. Kwestia przekazania Tobiasowi, Aleksandrze i Piotrowi pełnego wpływu na działalność Fundacji TiVi oraz pełnego zarządzania Grupą Polsat Plus jest niepodważalna. Grupa działa stabilnie, realizuje wszystkie cele zgodnie z planem i kończy przygotowanie nowej strategii, którą, zgodnie z zapowiedziami, ogłosi jesienią.”

    Z kolei Jarosław Kołkowski, prawnik reprezentujący fundację w Polsce, podkreślił, że w sporze wypowiedział się już każdy możliwy sąd. Spodziewa się, że prawnicy Zygmunta Solorza wycofają teraz pozew dotyczący fundacji Solkomtel, który był zawieszony do czasu wyroku Trybunału.

    „Dalsze prowadzenie tego postępowania ze względu na tożsamość podstawy faktycznej i argumentacji prawnej byłoby stratą czasu i pieniędzy” – stwierdził Kołkowski.

    Konsekwencje prawne i korporacyjne

    Równolegle Sąd Najwyższy Cypru w postępowaniu certiorari uchylił tymczasowe zabezpieczenia ustanowione na rzecz Zygmunta Solorza – wynika z pisma TiVi Foundation.

    Spór odbił się też na składach osobowych w grupie. W lipcu 2026 r. Zygmunt Solorz stracił swoje miejsca w radach nadzorczych kilku kluczowych spółek: Cyfrowego Polsatu, Polkomtelu, Telewizji Polsat oraz Netii. Pod koniec czerwca akcjonariusze Cyfrowego Polsatu podczas walnego zgromadzenia nie zgodzili się na udzielenie absolutorium byłym członkom rady nadzorczej – Zygmuntowi Solorzowi i Justynie Kulce – oraz byłemu prezesowi Mirosławowi Błaszczykowi. W dokumentach spółki opisano zarzuty dotyczące próby przejęcia kontroli nad kluczowymi aktywami, którym Solorz i Kulka zaprzeczyli.

    Co dalej?

    Formalnie do zakończenia całej procedury potrzebne jest jeszcze zamknięcie postępowania dotyczącego fundacji Solkomtel. Jak zapowiedział Jarosław Kołkowski, ewentualnych zmian w składzie rady TiVi Foundation można się spodziewać po formalnym zakończeniu tej sprawy. Na razie obowiązuje zabezpieczenie z października 2024 r. z Sądu Książęcego w Liechtensteinie.

    Grupa Polsat Plus – jak zapewnia przewodniczący rady nadzorczej – działa stabilnie i przygotowuje nową strategię, która ma zostać ogłoszona jesienią 2026 r.

  • Minister Domański studzi nadzieje kierowców: nowego programu CPN na razie nie będzie

    Minister Domański studzi nadzieje kierowców: nowego programu CPN na razie nie będzie

    Od początku lipca polscy kierowcy znów płacą więcej na stacjach. Po wygaśnięciu rządowego pakietu Ceny Paliwa Niżej (CPN) ceny poszybowały w górę – średnia cena litra benzyny 95 zbliżyła się już do symbolicznej granicy 7 zł. W piątek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański został zapytany w programie „Jeden na jeden” na antenie TVN24, czy rząd szykuje kolejną tarczę osłonową. Jego odpowiedź nie była optymistyczna.

    Domański: analizujemy, ale decyzji nie ma

    Minister potwierdził, że rząd na bieżąco monitoruje sytuację na Bliskim Wschodzie, ceny ropy oraz dostępność paliw. Domański zaznaczył, że rząd śledzi wydarzenia w Cieśninie Ormuz, kluczowym szlaku transportu ropy. W swoim wystąpieniu stwierdził:

    Analizujemy marżę rafineryjną, dostępność produktów. Wiemy, że w niektórych regionach Europy występują problemy z dostępnością diesla, więc ta sytuacja będzie dalej analizowana.

    Następnie dodał wyraźny hamulec:

    Trzeba jasno powiedzieć, że Polska ma w tej chwili wysoki deficyt budżetowy, co jest związane z olbrzymimi wydatkami na obronność.

    Na bezpośrednie pytanie, czy kraj stać na kolejny program CPN, odpowiedział wymijająco: „w tej chwili analizujemy sytuację”. Decyzja nie zapadła.

    Deficyt bije rekordy, a ropa tańsza niż w czasie CPN

    Domański zwrócił uwagę, że obecnie baryłka ropy kosztuje około 80 dolarów, podczas gdy w okresie obowiązywania pakietu CPN cena przekraczała 100 dolarów. Tymczasem stan finansów publicznych jest trudny. Po czerwcu 2026 roku deficyt budżetowy wyniósł ponad 123,7 mld zł. Rząd tłumaczy to przede wszystkim gigantycznymi nakładami na obronność.

    Minister wspomniał również o ustawie o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, która może dostarczyć do budżetu w tym roku 5 mld zł – pod warunkiem, że prezydent jej nie zawetuje. Jak podkreślił:

    Pamiętajmy, że na tym, co wydarzyło się na stacjach paliwowych, dodatkowe zyski odniosły koncerny paliwowe. My chcemy, aby te zyski trafiły z powrotem do budżetu Polaków.

    Koniec CPN i jego koszt

    Program CPN zakończył się z końcem czerwca. Wygasły wówczas przepisy obniżające stawkę VAT na benzynę i olej napędowy oraz ustalające maksymalne ceny na stacjach. W połowie czerwca wygasła również obniżka akcyzy na paliwa, co dodatkowo wpłynęło na wzrost cen. Program CPN został wprowadzony w odpowiedzi na gwałtowny wzrost cen ropy, wywołany konfliktem USA i Izraela z Iranem. Według resortu finansów koszt całego programu wyniósł około 4,7 mld zł.

    Windfall tax – nowe źródło pieniędzy dla budżetu?

    Ustawa o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, znana jako windfall tax, czeka na podpis prezydenta Karola Nawrockiego. Domański stwierdził, że może ona przynieść budżetowi w tym roku 5 mld zł, ale pod warunkiem, że prezydent nie skorzysta z prawa weta. Nowe przepisy mają opodatkować dodatkowe zyski koncernów paliwowych osiągnięte w wyniku wzrostu cen na stacjach.

    Co dalej z cenami paliw? Rząd ma plan B… ale na razie czeka

    Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział wcześniej w tym tygodniu, że w przypadku radykalnej eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie rząd jest gotowy powrócić do działań osłonowych. Jednocześnie zaznaczył, że priorytetem powinno być dążenie do rynkowo najniższych cen paliw.

    Na razie jednak kierowcy muszą liczyć się z dalszymi podwyżkami. Rząd analizuje sytuację, ale bez podjęcia decyzji – a wysoki deficyt budżetowy i niższa cena ropy niż w czasie CPN nie dają podstaw do szybkiego powrotu tarczy paliwowej. Ostateczny głos w sprawie windfall tax należy teraz do prezydenta.