Blog

  • Koniec pewnej ery. Mleczarnia z Prudnika, która dostarczała do Biedronki i Kauflandu, znika z mapy

    Koniec pewnej ery. Mleczarnia z Prudnika, która dostarczała do Biedronki i Kauflandu, znika z mapy

    Po 77 latach działalności Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Prudniku przechodzi do historii. Zakład, który od 1946 roku odbierał mleko od setek okolicznych gospodarstw i dostarczał swoje produkty do największych sieci handlowych w Polsce, został postawiony w stan upadłości. Syndyk wystawił już na sprzedaż majątek spółdzielni, wyceniony łącznie na około 12,5 mln złotych. To definitywny koniec produkcji w dotychczasowej formule.

    Majątek na sprzedaż – co dokładnie trafiło na rynek?

    Na sprzedaż wystawiono dwie odrębne nieruchomości. Pierwsza z nich to zabudowania przy ul. Prążyńskiej w Prudniku – teren w centrum miasta z obiektami przemysłowymi. Syndyk oczekuje za tę część majątku, wraz z wyposażeniem i ruchomościami, co najmniej 6,7 mln zł. Druga oferta to kompleks poprodukcyjny w Łambinowicach – ponad hektar terenu wraz z budynkami dawnego zakładu produkcyjnego, wyceniony na prawie 6 mln zł. O wyborze nabywcy ma przesądzić przede wszystkim zaoferowana cena. Wcześniej syndyk próbował znaleźć inwestora, który przejąłby mleczarnię i wznowił w niej działalność, ale te starania nie przyniosły efektu. Dla miasta i regionu to koniec zakładu z długą tradycją.

    Gigantyczne długi i pęknięty model biznesowy

    Historia upadku OSM Prudnik pokazuje, jak kruchy potrafi być model oparty na dostawach do wielkiego handlu. Szacuje się, że około 80 proc. produkcji spółdzielni trafiało na półki takich sklepów jak Biedronka, Kaufland, Aldi czy Carrefour. Mimo ogromnej skali i obecności w największych sieciach, spółdzielnia straciła płynność finansową, a jej długi przekroczyły 15 mln złotych. Mechanizm jest prosty: sprzedaż do dużych sklepów daje skalę, ale przy niskich marżach i silnej presji cenowej nawet duży wolumen nie gwarantuje rentowności. Wzrost kosztów energii, opóźnienia płatności lub spadek stawek potrafi pozbawić płynności producenta działającego na cienkim marginesie. Utrata jednego dużego kontraktu może zachwiać całą firmą.

    Skutki upadku odczuli pracownicy i dostawcy

    Upadek zakładu odbił się szerokim echem na lokalnym rynku. Po ogłoszeniu upadłości w 2023 roku pracę straciło około 50 osób, a blisko 200 hodowców zostało bez stałego odbiorcy mleka. Dla rolników oznaczało to nie tylko problem finansowy, ale i logistyczny – świeży surowiec musi być odbierany regularnie. Mleczarnia była kluczowym ogniwem łączącym setki gospodarstw z sieciami handlowymi. Jej zniknięcie zrywa łańcuch dostaw i zmusza hodowców do poszukiwania nowych odbiorców w pośpiechu.

    Branża mleczarska pod presją

    Trudna sytuacja OSM Prudnik nie jest odosobnionym przypadkiem. Jak wynika z wypowiedzi Marka Kapicy, prezesa zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, szczególnie wymagająca sytuacja dotyczy małych i średnich spółdzielni. Wynika ona m.in. ze spadku cen skupu mleka, wysokich kosztów energii, silnej konkurencji cenowej oraz rosnących wymogów regulacyjnych.

    „Duże podmioty łatwiej rozkładają koszty energii, logistyki, pracy, opakowań, inwestycji środowiskowych czy dostosowania do nowych przepisów. Mała spółdzielnia działa często lokalnie, skupuje mleko od rolników z najbliższego otoczenia, utrzymuje miejsca pracy i produkuje wyroby o regionalnym charakterze. To jest jej ogromna wartość, ale jednocześnie taki model jest bardziej wrażliwy na każdy wzrost kosztów i każdy spadek marży” – tłumaczy Kapica.

    Prezes KZSM ostrzega, że jeśli liczba gospodarstw mlecznych będzie spadać, szczególnie w regionach obsługiwanych przez mniejsze spółdzielnie, wpłynie to również na stabilność lokalnego przetwórstwa. Przed polskim sektorem mleczarskim rysują się kolejne wyzwania: rosnące wymogi środowiskowe dotyczące opakowań, recyklingu i śladu węglowego, presja sieci handlowych rozwijających marki własne, a także proces akcesyjny Ukrainy do UE i ekspansja producentów zza wschodniej granicy. Dodatkowym ryzykiem są choroby bydła i związane z nimi ograniczenia sanitarne, które mogą zakłócać produkcję i wpływać na ciągłość dostaw surowca.

    Sprzedaż majątku mleczarni z Prudnika to konkretny sygnał, że lokalne ogniwo w łańcuchu produkcji żywności nie zostało utrzymane. O tym, kto przejmie nieruchomości i wyposażenie po upadłej spółdzielni, zdecyduje cena oferowana przez potencjalnych nabywców.

  • Polska i Włochy na czele buntu w UE. Chcą spowolnienia systemu handlu CO2

    Polska i Włochy na czele buntu w UE. Chcą spowolnienia systemu handlu CO2

    Polska i Włochy przewodzą dziesięciu państwom Unii Europejskiej, które domagają się „sprawiedliwej reformy” systemu handlu emisjami (EU ETS). W liście skierowanym do Komisji Europejskiej, do którego dotarł dziennik „Parkiet”, sygnatariusze apelują o złagodzenie tempa redukcji uprawnień do emisji CO2. To bezpośrednia odpowiedź na wcześniejsze pismo siedmiu krajów, które sprzeciwiały się osłabianiu obecnych regulacji. Decyzja zapada w newralgicznym momencie – KE ma opublikować swoją propozycję rewizji ETS już w najbliższy piątek, 17 lipca.

    Dlaczego przemysł potrzebuje wolniejszej redukcji?

    Państwa sygnatariusze uznają, że EU ETS skutecznie przyczynił się do redukcji emisji przez ostatnie 20 lat, ale teraz wymaga dostosowania do nowych priorytetów. W liście podkreślono, że system musi wspierać konkurencyjność, bezpieczeństwo energetyczne i utrzymanie silnej bazy produkcyjnej w Europie. Obecne tempo redukcji uprawnień – zdaniem sygnatariuszy – doprowadzi do tego, że przemysł osiągnie emisję bliską zeru już około 2039 roku. Problem w tym, że wysokie ceny CO2 mogą wyprzeć produkcję z Europy, zamiast ją transformować.

    „Konieczne jest zatem rozszerzenie limitu uprawnień ETS bliżej roku 2050. Ta korekta powinna zostać wprowadzona jak najszybciej, ponieważ nasze sektory przemysłu znajdują się pod silną presją, mierząc się z natychmiastowymi i nieodwracalnymi kosztami” – czytamy w liście.

    Wiceszef MKiŚ: redukcja musi zwolnić do 2%

    Wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta przekazał PAP Biznes, że Polska chce spowolnienia tempa redukcji całej puli uprawnień ETS z obecnych 4,4% do nieco ponad 2% rocznie. W jego ocenie pozwoliłoby to wyczerpać uprawnienia około 2050 roku, a nie przed 2040. Jak wyjaśnił, taki krok dałby polskiemu przemysłowi więcej czasu na dostosowanie się i inwestycje. „Jeśli tempo 'kurczenia się’ ETS będzie wolniejsze niż redukcje w Polsce, to nasz przemysł będzie mógł złapać głębszy oddech” – powiedział.

    Ostre żądania ws. darmowych uprawnień i mechanizmu CBAM

    Wysoką stawką w negocjacjach są darmowe uprawnienia do emisji dla przemysłu. Dziesięć państw wzywa do pilnej zmiany metodologii benchmarków, które określają ich pulę. Postulują one lepsze odzwierciedlenie realiów technologicznych i przemysłowych. Co kluczowe, domagają się wstrzymania wycofywania darmowych uprawnień w sektorach objętych mechanizmem CBAM, dopóki to nowe narzędzie nie udowodni swojej skuteczności.

    „Bezpłatny przydział nie jest nagrodą, lecz koniecznością zapewniającą ochronę przed ucieczką emisji” – podkreślono w liście. Wiceminister Bolesta dodał, że Polska wywalczyła już na KE obietnicę szybkiej rewizji benchmarków, która ma zostać ogłoszona 17 lipca wraz z główną reformą. Co ważne, jej działanie ma mieć efekt retroaktywny – sektory dostaną więcej pozwoleń wstecznie za 2026 rok.

    ETS2 pod ostrzałem – „podatek od ogrzewania” do przeglądu

    List dotyczy również planowanego na 2028 rok systemu ETS2 dla transportu i budynków, nazywanego potocznie „podatkiem od ogrzewania”. Sygnatariusze wskazują, że jest to instrument szczególnie wrażliwy społecznie, uderzający przede wszystkim w najbardziej narażone gospodarstwa domowe. „Obywatele europejscy nie powinni być narażeni na nowe podatki klimatyczne w obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej” – argumentują. Dlatego domagają się gruntownego przeglądu ETS2 i jego bezpośredniego uwzględnienia w rewizji.

    „Dla nas idealnie, żeby nie było ETS2, ale jak już jest, to żeby był dobrowolny” – powiedział Krzysztof Bolesta. Dodał, że jest co najmniej kilka państw, które podzielają to stanowisko i opowiadają się za odłożeniem systemu w czasie lub właśnie dobrowolnością.

    Dalszy plan: koalicja i weto w Radzie UE

    Polska koordynuje już grupę kilkunastu państw tzw. like-minded, która zbiera się regularnie. Jeszcze przed 17 lipca zaprezentowany zostanie kolejny list dużej grupy państw nawołujący do pragmatycznej rewizji ETS. Kolejne spotkanie zaplanowano 23 lipca w Dublinie, podczas nieformalnej Rady UE ds. środowiska, już po publikacji propozycji KE.

    Wiceszef MKiŚ zaznaczył, że obecność dużych krajów, takich jak Polska i Włochy, zwiększa szanse na zbudowanie mniejszości blokującej w Radzie UE. Jeśli postulaty grupy nie znajdą odzwierciedlenia w propozycji KE, możliwe jest weto. „Propozycja KE będzie wymagała od nas sporego wysiłku, który będzie też obejmował budowanie wszelakich koalicji” – podsumował Bolesta.

  • RPP czeka i patrzy. Inflacja blisko celu, ale niepewność wisi w powietrzu

    RPP czeka i patrzy. Inflacja blisko celu, ale niepewność wisi w powietrzu

    Rada Polityki Pieniężnej (RPP) na początku lipca ponownie zdecydowała o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian – stopa referencyjna NBP nadal wynosi 3,75 proc. Decyzja nie zaskoczyła rynku, ale zapis dyskusji z czerwcowego posiedzenia oraz najnowsze dane o inflacji pokazują, że droga do ewentualnych obniżek wciąż jest wyboista.

    Co mówi protokół? Perspektywy inflacji „mocno niepewne”

    Z opublikowanego przez NBP opisu dyskusji wynika, że członkowie Rady zgodnie uznali prognozy inflacji za obarczone dużą niepewnością nawet w krótkim okresie. Kluczowe znaczenie mają założenia dotyczące cen ropy naftowej na światowych rynkach oraz czynniki fiskalno-regulacyjne na krajowym rynku paliw.

    Część członków wyrażała opinię, że inflacja w najbliższych kwartałach pozostanie poniżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu NBP (czyli 3,5 proc.). Wskazywano na majowy spadek oczekiwań inflacyjnych konsumentów. Inni z kolei przestrzegali, że zniesienie działań osłonowych w zakresie cen paliw (rządowy pakiet CPN wygasł z końcem czerwca) może spowodować istotny wzrost inflacji. Zwracano uwagę na wysoki deficyt budżetu państwa, który ogranicza przestrzeń do kontynuowania osłon.

    Rada oceniła, że obecny szok surowcowy oddziałuje na polską gospodarkę znacznie słabiej niż szok po agresji Rosji na Ukrainę. Podkreślono też, że obecny poziom stóp jest wyraźnie wyższy niż w 2021 r.

    Ciekawy wątek dotyczy kontraktów terminowych na ropę – sugerują one spadek cen w kolejnych kwartałach, ale scenariusz ten pozostaje wysoce niepewny. Część członków zwracała uwagę, że nawet po zakończeniu konfliktu na Bliskim Wschodzie ceny ropy mogą przez pewien czas utrzymać się wyżej ze względu na konieczność odbudowy infrastruktury. Ryzyko wzrostu cen ropy rośnie też wraz z wyczerpywaniem się zgromadzonych zapasów.

    Inflacja bazowa w dół, ale paliwo i Bliski Wschód zmieniają obraz

    Dane za czerwiec przyniosły pozytywną niespodziankę. Ekonomiści ING Banku Śląskiego i Credit Agricole Banku Polska oszacowali inflację bazową (bez cen energii, paliw i żywności) na 3 proc., wobec 3,1 proc. w maju. To sygnał, że wcześniejszy wzrost cen paliw nie przełożył się szeroko na inne kategorie – wtórne efekty szoku podażowego pozostały ograniczone.

    Nastroje szybko jednak psuje lipiec. Po wygaśnięciu pakietu CPN ceny benzyny i oleju napędowego skoczyły nawet o 90 groszy na litrze. Dodatkowo, konflikt na Bliskim Wschodzie ponownie eskaluje, windując ceny ropy.

    „Pomimo więc spadków cen żywności wskaźnik CPI, w tych okolicznościach, najprawdopodobniej znowu znajdzie się w lipcu powyżej 3 proc. rok do roku” – oceniają analitycy Banku Pocztowego.

    Uwagę na ryzyko związane z rynkiem gazu ziemnego zwracają ekonomiści Banku Millennium. Ich zdaniem kontrakty TTF Dutch są wyceniane o blisko 70 proc. wyżej niż przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie. To rodzi obawy o wzrost cen energii dla gospodarstw domowych w przyszłym roku, a także droższych nawozów, żywności i produktów chemicznych. Dodatkowym problemem jest osłabienie złotego, zwłaszcza wobec dolara.

    Stopy bez zmian – ale na jak długo?

    RPP utrzymała stopy procentowe bez zmian, a prezes NBP Adam Glapiński po lipcowej decyzji zaskoczył rynki sugestią, że obniżki mogą nastąpić już po wakacjach. Inni członkowie Rady studzą jednak entuzjazm – ich wypowiedzi są znacznie ostrożniejsze. Opisywane jest to jako łagodne podejście, które odstaje od umiarkowanie jastrzębiego nastawienia innych banków centralnych.

    Ekonomiści PKO BP w swoim scenariuszu bazowym zakładają dwie obniżki stóp dopiero w drugiej połowie 2027 r., gdy inflacja trwale wróci do pasma dopuszczalnych odchyleń od celu. „Mimo gołębiego przekazu prezesa… uważamy, że w 2026 r. najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje stabilizacja” – napisali.

    Eksperci ING Banku Śląskiego nie widzą miejsca na obniżki w tym roku, wskazując na rosnącą inflację i niepewność geopolityczną. Z kolei Credit Agricole dopuszcza jednorazowe cięcie o 0,25 pkt proc. już we wrześniu, jeśli inflacja utrzyma się blisko celu.

    Erste Bank Polska przewiduje ostrożne wypowiedzi członków RPP, a nie jednoznaczne poparcie dla wrześniowej obniżki – zwłaszcza w kontekście podwyższonej inflacji bazowej do końca roku.

    Przed nami lato pełne niewiadomych. Decyzje RPP będą zależeć od napływających danych – przede wszystkim cen surowców, sytuacji na Bliskim Wschodzie i kursu złotego. Na razie stopy pozostają zamrożone, a koszt pieniądza nie spadnie szybko.

  • Niespodziewany zjazd inflacji w USA. Ceny spadły pierwszy raz od 2020 roku

    Niespodziewany zjazd inflacji w USA. Ceny spadły pierwszy raz od 2020 roku

    Amerykańska inflacja zaskoczyła we wtorek wszystkich. Zamiast powolnego hamowania, w czerwcu zaliczyła wyraźny spadek – i to pierwszy od czasu pandemii miesięczny regres cen. Dolar natychmiast stracił na wartości, a złoty i Wall Street zyskały. Co to oznacza dla dalszych podwyżek stóp procentowych?

    Inflacja poniżej 4 proc. – pierwszy raz od miesięcy

    Czerwcowy odczyt CPI w Stanach Zjednoczonych wyniósł 3,5 proc. rok do roku – to o 0,7 pkt proc. mniej niż w maju i aż o 0,3 pkt proc. poniżej średniej prognoz ekonomistów, którzy spodziewali się 3,8 proc. W ujęciu miesięcznym ceny konsumpcyjne spadły o 0,4 proc., co jest pierwszym takim przypadkiem od 2020 roku. Analitycy oczekiwali tymczasem spadku zaledwie o 0,1 proc.

    Jeszcze mocniej od prognoz odchyliła się inflacja bazowa, czyli po wyłączeniu żywności i energii. Jej roczna dynamika wyhamowała z 2,9 proc. w maju do 2,6 proc., podczas gdy rynek obstawiał utrzymanie się na poziomie 2,9 proc. W skali miesiąca ceny bazowe w ogóle nie wzrosły – wskaźnik pozostał na poziomie 0,0 proc.

    Benzyna tanieje, ale żywność drożeje

    Głównym motorem spadku inflacji były ceny energii, które w czerwcu spadły aż o 5,7 proc. w porównaniu z majem – to największy miesięczny spadek od kwietnia 2020 r. Na stacjach benzynowych kierowcy odetchnęli: ceny benzyny i oleju opałowego poszły w dół o ponad 9 proc. w skali miesiąca. Bloomberg podkreśla, że spadek cen benzyny o prawie 10 proc. to efekt wygasania najgorszego szoku energetycznego po konflikcie z Iranem.

    Z kolei żywność podrożała – trzeci miesiąc z rzędu, głównie za sprawą wzrostów cen wołowiny, jaj i nabiału. W usługach ceny w hotelach spadły najmocniej od ponad roku, po czterech kolejnych miesiącach wzrostów, a w restauracjach wzrosły jedynie nieznacznie. Co ważne, koszty usług – które Fed śledzi szczególnie uważnie pod kątem długoterminowych trendów – wyraźnie spadły.

    Rynek przestawia się na jedną podwyżkę

    Dane tak bardzo odbiegły od oczekiwań, że inwestorzy momentalnie zmienili swoje prognozy dotyczące stóp procentowych. Jeszcze na początku tygodnia, po eskalacji napięć na linii USA–Iran, rynek wyceniał dwie podwyżki stóp Fed przed końcem roku. Teraz scenariusz bazowy znów zakłada tylko jeden ruch w górę, a prawdopodobieństwo podwyżki już we wrześniu spadło do około 66 proc. – wynika z wyliczeń XTB Research.

    Efekt? Dolar osłabił się – kurs EUR/USD wzrósł o 0,6 proc., wracając do poziomu 1,145. Złoty skorzystał podwójnie: umocnienie euro względem dolara przełożyło się na aprecjację naszej waluty, która zbliżyła się do najniższego poziomu wobec euro od 2024 roku. Amerykańskie akcje także zareagowały pozytywnie – indeks Nasdaq 100 zyskał 0,9 proc.

    Ulga krótkotrwała? Ekonomiści ostrzegają

    Heather Long, główna ekonomistka Navy Federal Credit Union, cytowana przez CNBC, przyznała: „Czerwiec w końcu przyniósł pewną ulgę w kwestii inflacji”. Jednocześnie dodała: „Obawiam się, że ta ulga będzie krótkotrwała, ponieważ wojna w Iranie się wznowi. Nie ma pewności, jak potoczy się historia inflacji.”

    Bloomberg zwraca uwagę, że przedstawiciele Rezerwy Federalnej „prawdopodobnie z zadowoleniem przyjmą te dane”, ale ryzyko ponownego wzrostu cen ropy w związku ze wznowieniem działań wojennych między USA a Iranem grozi przedłużeniem inflacyjnych skutków konfliktu.

    Teraz oczy na Kevina Warsha

    Zmienność na rynkach może jeszcze wzrosnąć. Już dziś o godzinie 16:00 czasu polskiego przed Izbą Reprezentantów ma wystąpić prezes Fed Kevin Warsh – to jego pierwsze sprawozdanie przed amerykańskim Kongresem. Historycznie to właśnie pierwszy dzień przesłuchań przynosił największe rynkowe wahania. Warsh najprawdopodobniej będzie musiał tłumaczyć się z planu sprowadzenia inflacji do celu, a także z rezygnacji z forward guidance. Jutro o tej samej porze stanie przed Senatem. Kluczowe może być pytanie, czym jego podejście do polityki monetarnej różni się od tego prezentowanego przez Donalda Trumpa – w obliczu wciąż żywych obaw o niezależność Rezerwy Federalnej.

  • Allegro wystrzeliło w górę. Wstępne wyniki miażdżą prognozy, a kurs najwyżej od 1120 sesji

    Allegro wystrzeliło w górę. Wstępne wyniki miażdżą prognozy, a kurs najwyżej od 1120 sesji

    Rynki zareagowały błyskawicznie na publikację wstępnych danych finansowych Allegro za drugi kwartał 2026 roku. Kurs akcji spółki skoczył we wtorek o ponad 8%, a kapitalizacja sięgnęła poziomów nienotowanych od lat. Wszystko za sprawą wyników, które wyraźnie przebiły oczekiwania analityków.

    Wyniki, które robią wrażenie

    Allegro ujawniło, że w drugim kwartale 2026 r. skonsolidowane GMV (wartość sprzedaży brutto) wzrosło do 19,57 mld zł, co oznacza dynamikę 14,4% rok do roku. Szczególnie imponująco wypadł segment międzynarodowy, gdzie GMV zwiększyło się aż o 82,4% w ujęciu rocznym. W Polsce wzrost wyniósł 12%.

    Przychody grupy w samym drugim kwartale sięgnęły 3,34 mld zł, co stanowi wzrost o 16,1% r/r. Skorygowana EBITDA ukształtowała się na poziomie 1,03 mld zł (wzrost o 11,5% r/r).

    Rekordowe półrocze i przyspieszenie całorocznych prognoz

    Jeszcze bardziej imponujące są dane za całe pierwsze półrocze 2026 roku. Przychody grupy wyniosły 6,29 mld zł (+16,3% r/r), a skorygowana EBITDA 1,96 mld zł (+16,9% r/r). Łączne GMV osiągnęło 36,87 mld zł, czyli o 13,7% więcej niż rok wcześniej.

    Spółka podkreśla, że kluczowe wskaźniki efektywności (KPI) już na półmetku roku przewyższają opublikowane wcześniej prognozy całoroczne. Trwa standardowa rewizja prognoz – rynek spodziewa się, że w najbliższych tygodniach zostaną one podwyższone.

    Dlaczego Allegro zdradziło dane przed czasem?

    Pełny raport kwartalny poznamy dopiero 17 września, ale zarząd zdecydował się wcześniej podzielić wstępnymi danymi. Powód jest jasny – spółka planuje w najbliższych tygodniach rozpocząć skup akcji własnych. Jak tłumaczy kierownictwo, celem było zapewnienie inwestorom dostępu do najbardziej aktualnych informacji przed tym wydarzeniem.

    „Utrzymujemy silną dynamikę wzrostu dzięki rozbudowywaniu naszej oferty, wkraczaniu w nowe segmenty rynkowe oraz podnoszeniu efektywności operacyjnej, co dodatkowo wspierają nasze inwestycje w sztuczną inteligencję” – komentuje Marcin Kuśmierz, prezes Allegro.

    Reakcja rynku: euforia i rekordy

    Decyzja o wcześniejszej publikacji okazała się strzałem w dziesiątkę. We wtorek na otwarciu sesji na GPW kurs akcji Allegro sięgnął 43,30 zł, co oznaczało wzrost o 8,25%. Notowania znalazły się na najwyższym poziomie od ponad 1120 sesji (czyli od około 4,5 roku).

    Od marcowego dołka akcje zyskały już około 70%, a od końcowoczerwcowej korekty odrobiły blisko 10% spadku. Wśród spółek z indeksu WIG20 Allegro było we wtorek najmocniejszym graczem.

    Dodatkowy impuls: zmiana w akcjonariacie

    Inwestorów pozytywnie zaskoczyła także informacja o planowanej sprzedaży całego pakietu akcji przez fundusz Permira po cenie 33,6 zł za akcję. Choć teoretycznie taka transakcja mogłaby wywołać presję podażową, rynek odebrał ją jako zakończenie wieloletniego procesu. Po finalizacji udział Permiry spadnie do około 3,70%, a free float zbliży się do 100%, co może zwiększyć atrakcyjność spółki dla dużych inwestorów instytucjonalnych.

    Zarząd Allegro zapowiada kontynuację ekspansji, zwłaszcza na rynkach Czech, Słowacji i Węgier, gdzie platforma chce być pierwszym wyborem. Pełne wyniki kwartalne, wraz z ostatecznymi liczbami, poznamy 17 września.

  • Orlen składa zawiadomienie na Obajtka. Incydent w kopalni Solino trafia do prokuratury

    Orlen składa zawiadomienie na Obajtka. Incydent w kopalni Solino trafia do prokuratury

    Orlen złożył do prokuratury zawiadomienie dotyczące wtargnięcia na teren zakładu spółki zależnej IKS Solino w Inowrocławiu przez byłego prezesa koncernu, a obecnie europosła PiS, Daniela Obajtka. Sprawa dotyczy również bezprawnego powoływania się przez niego na mandat poselski. Firma poinformowała o tym we wtorek na platformie X, pisząc: „Kolejna bramka do pokonania – tym razem powinna być otwarta”.

    Gwałtowna przepychanka przy recepcji

    Do zdarzenia doszło 9 lipca, kiedy Obajtek pojawił się przed siedzibą IKS Solino. Europoseł zapowiedział, że chce przyłączyć się do strajku głodowego prowadzonego przez górników, którzy protestują przeciwko planom sprzedaży aktywów firmy chemicznej Qemetica (dawniej Ciech) niemieckiemu koncernowi K+S. Obajtek próbował siłowo wejść do budynku, mimo sprzeciwu prezesa spółki Wojciecha Kotlarka.

    Materiał wideo z miejsca zdarzenia pokazuje, że Kotlarek starał się zablokować przejście, podczas gdy Obajtek odpychał go, a w pewnym momencie chwycił go w ramiona i usiłował zepchnąć z progu. Zanim doszło do przepychanek, Obajtek próbował przedostać się na teren zakładu przechodząc pod bramką. Prezes Kotlarek krzyczał:

    Nie wejdzie pan! Proszę się opamiętać! Kim pan jest?! Proszę w tej chwili wyjść!

    W odpowiedzi Obajtek zarzucił mu naruszenie nietykalności cielesnej, wołając:

    Pan bije ludzi! Pan narusza nietykalność cielesną!

    Na miejsce wezwano policję. Obajtek poinformował funkcjonariuszy, że prezes miał go szarpać i uderzyć, i wyraził niezadowolenie z czasu reakcji – komisariat znajduje się około 500 metrów od kopalni. Policja poinformowała go, że może złożyć oficjalne zawiadomienie na najbliższym komisariacie. Obajtek udał się do komendy w Inowrocławiu i złożył doniesienie o naruszeniu nietykalności cielesnej. Rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji, mł. insp. Monika Chlebicz, przekazała, że wstępnie przyjęto kwalifikację z art. 217a Kodeksu karnego.

    Stanowisko Orlenu i dodatkowe zawiadomienie

    Orlen w oświadczeniu dla PAP zaznaczył, że Solino jest obiektem strategicznym, a mandat europosła nie daje automatycznego wstępu na teren zakładu – dostęp regulują procedury bezpieczeństwa i przepisy prawa. Z kolei europoseł KO Krzysztof Brejza z Inowrocławia skierował do Prokuratury Okręgowej w Warszawie własne zawiadomienie. Według Brejzy, Obajtek miał grozić prezesowi Kotlarkowi i zapowiadać siłowe wejście, a następnie próbować dostać się na teren zakładu mimo sprzeciwu ochrony.

    Kontekst: protest w Solino i krytyka przeszłych decyzji

    Protest w IKS Solino trwa od 15 marca. Wśród postulatów protestujących znajduje się nacjonalizacja strategicznych aktywów związanych z sodą, solą i magazynowaniem, opracowanie rządowego planu dla kujawskiego kompleksu energetyczno-solnego, a także budowa nowej warzelni. W biurze zakładowej Solidarności głodówkę prowadzi jednocześnie kilka osób – obecnie, jak poinformował szef zakładowej organizacji Jerzy Gawęda, biorą w niej udział trzy osoby, które zmieniają się, gdy nie są w stanie kontynuować.

    Koncern na swoim profilu na X zarzucił Obajtkowi, że jako prezes w 2022 r. przystał na niekorzystne warunki umowy z Qemeticą. Według Orlenu, złamano wówczas wieloletnią zasadę, zgodnie z którą kontrakty na dostawy solanki i odbiór soli obowiązywały przez jednakowy okres. Konsekwencją jest sytuacja, w której Solino przez kilkanaście lat musi sprzedawać solankę po stałej cenie, a Qemetica po kilku latach może wstrzymać dostawy soli i domagać się podwyżki o kilkadziesiąt procent. Orlen ocenił, że przez te błędy musiał szukać dostaw z innego kierunku, i zapewnił, że historia z zakładem w Janikowie nie zagraża magazynowaniu ropy i paliw.

    Kim jest IKS Solino?

    Spółka zależna Orlenu zatrudnia 250 osób. Wykorzystuje wyeksploatowane podziemne komory solne kopalni „Góra”, położone na głębokości 300–350 metrów, do przechowywania strategicznych rezerw ropy naftowej i paliw gotowych, w tym oleju napędowego – proces ten trwa nieprzerwanie od 2002 roku. IKS Solino, do której należy też Kopalnia Soli „Mogilno”, jest największym w Polsce producentem solanki, dostarczanej m.in. do zakładów branży sodowej, chemicznej i do uzdrowiska Inowrocław.

  • Uwaga na fałszywy zwrot podatku! Eksperci ostrzegają przed nową falą phishingu

    Uwaga na fałszywy zwrot podatku! Eksperci ostrzegają przed nową falą phishingu

    Twoja skrzynka mailowa właśnie wzbogaciła się o wiadomość o nadpłacie podatku? Zanim klikniesz, pomyśl dwa razy. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa biją na alarm – oszuści powrócili do sprawdzonej metody, by wyłudzić Twoje dane osobowe i pieniądze. Słowo „nadpłata” powinno natychmiast zapalić czerwoną lampkę – to jeden z głównych sygnałów ostrzegawczych w nowej kampanii phishingowej.

    Nowa kampania phishingowa – CSIRT KNF ostrzega

    Zespół Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego polskiego sektora finansowego (CSIRT KNF) opublikował ostrzeżenie w mediach społecznościowych, apelując o ostrożność. Cyberprzestępcy rozsyłają fałszywe e-maile, w których podszywają się pod Krajową Administrację Skarbową oraz portal Podatki.gov.pl. W treści informują o rzekomej nadpłacie podatku dochodowego i zachęcają do kliknięcia w link.

    „Uważajcie na fałszywe e-maile o rzekomej nadpłacie podatku dochodowego!” – czytamy w poście CSIRT KNF.

    Po wejściu na stronę wskazaną w fałszywej wiadomości oszuści próbują wyłudzić numer PESEL, inne dane osobowe oraz informacje o kartach płatniczych. Eksperci podkreślili: „Bądźcie ostrożni i nie dajcie się okraść!”.

    Równocześnie ostrzeżenie wystosował CERT Polska, który informuje o powrocie groźnej kampanii phishingowej. Jak wskazano w komunikacie opublikowanym na platformie X, przestępcy działający w sieci wykorzystują regularnie ten sam schemat oszustwa – zmieniają jedynie nazwę instytucji, logo oraz szatę graficzną wiadomości i stron internetowych.

    W fałszywym e-mailu znajduje się odnośnik do witryny, która naśladuje eUrząd Skarbowy. Celem jest wyłudzenie danych osobowych oraz numerów kart płatniczych. CERT Polska podkreśla, że Polacy są wręcz zasypywani tego typu groźnymi mailami.

    Jak rozpoznać oszustwo i chronić się?

    Specjaliści ostrzegają przed kilkoma charakterystycznymi sygnałami ostrzegawczymi, które powinny wzbudzić naszą czujność:

    • Niespodziewany zwrot pieniędzy lub nagroda – jeśli dostajesz wiadomość o nadpłacie podatku, której się nie spodziewałeś, zachowaj ostrożność. To częsta przynęta stosowana przez cyberprzestępców.
    • Presja czasu – oszuści często wywołują wrażenie pilności, by skłonić do szybkiego kliknięcia w link bez zastanowienia. W komunikacie CERT Polska zwraca uwagę na właśnie takie mechanizmy.
    • Prośba o podanie danych osobowych lub płatniczych – żadna oficjalna instytucja, w tym Krajowa Administracja Skarbowa, nie będzie prosić o podanie numeru PESEL czy danych karty w wiadomości e-mail.

    Zawsze sprawdzaj dokładny adres strony internetowej. Fałszywa witryna może wyglądać wiarygodnie, ale w rzeczywistości różnić się od oficjalnego adresu choćby jednym znakiem. Oszuści często stosują adresy łudząco podobne do oryginalnych, np. z drobną literówką.

    Gdzie zgłaszać podejrzane wiadomości?

    CERT Polska zachęca do budowania bezpieczniejszego internetu i aktywnego zgłaszania podejrzanych treści. W oficjalnym komunikacie instytucja wskazała konkretne kanały:

    „Podejrzane strony internetowe i wiadomości e-mail zgłaszaj do CERT Polska przez portal http://incydent.cert.pl lub w aplikacji mObywatel w usłudze 'Bezpiecznie w sieci’. Podejrzane wiadomości SMS przekazuj na bezpłatny numer 8080.”

    Eksperci przypominają, że w razie jakichkolwiek wątpliwości co do autentyczności otrzymanej korespondencji, najlepiej samodzielnie wejść na oficjalną stronę instytucji, zamiast klikać w linki z e-maila. Czujność i zdrowy rozsądek to najlepsza ochrona przed cyberoszustami. W przypadku otrzymania podejrzanego maila warto również powiadomić odpowiednie służby, by pomóc w walce z kolejnymi atakami.

  • 84,6 tys. zł dla lekarza – Kraków ujawnia stawki, a Polacy chcą kontroli czasu pracy

    84,6 tys. zł dla lekarza – Kraków ujawnia stawki, a Polacy chcą kontroli czasu pracy

    Kraków ujawnia zarobki lekarzy w szpitalach miejskich

    Po interpelacji radnej Aleksandry Owcy krakowski magistrat opublikował szczegółowe dane o wynagrodzeniach lekarzy w dwóch miejskich placówkach – Szpitalu im. Gabriela Narutowicza oraz Szpitalu im. Stefana Żeromskiego. Okazuje się, że najwyższe miesięczne zarobki sięgają 84,6 tys. zł brutto.

    W Szpitalu im. Narutowicza w 2025 roku na płace lekarzy przeznaczono 67,7 mln zł – to ponad jedna czwarta całego budżetu placówki. W czerwcu 2026 roku zatrudnionych było tam łącznie 287 lekarzy: 173 na etacie i 114 na kontraktach lub umowach cywilnoprawnych. Specjaliści na kontraktach zarabiali od 21,5 tys. do 84,6 tys. zł brutto miesięcznie, a na etacie – od 10,2 tys. do 62,8 tys. zł. Lekarze bez specjalizacji otrzymywali od 9,3 tys. do 19,1 tys. zł na etacie i od 5,1 tys. do 19,3 tys. zł na umowach cywilnoprawnych.

    W Szpitalu im. Żeromskiego w maju 2026 roku na wynagrodzenia lekarzy wydano około 7,5 mln zł, co stanowi blisko 23 proc. miesięcznego budżetu. Według danych z czerwca pracowało tam 200 lekarzy na etatach, 198 na kontraktach i jedna osoba na umowie zleceniu. Najwyższe wynagrodzenie – 75 tys. zł brutto miesięcznie – odnotowano w położnictwie i ginekologii. W anestezjologii i intensywnej terapii pensje wahały się od 26,5 tys. do 65,7 tys. zł, a w kardiochirurgii kontrakt wynosił 66,6 tys. zł miesięcznie.

    Oba szpitale poinformowały, że nie stosują wobec lekarzy klauzul zakazu konkurencji. Powód? Trudności z pozyskaniem i utrzymaniem kadry medycznej. Placówki nie prowadzą też ewidencji dodatkowych miejsc zatrudnienia swoich lekarzy, więc nie wiedzą, czy pracują oni równolegle w innych szpitalach czy przychodniach.

    Polacy: najważniejsza kontrola czasu pracy

    Publikacja danych zbiega się z wynikami sondażu CBOS na temat oczekiwań społecznych wobec wynagradzania lekarzy. Aż 72,6 proc. respondentów wskazało, że kluczowym działaniem powinno być skuteczniejsze kontrolowanie rzeczywistego czasu pracy medyków.

    Pomysł wprowadzenia maksymalnego limitu wynagrodzeń poparło 38,3 proc. badanych, a 18,8 proc. chciałoby uchylenia ustawy gwarantującej coroczne podwyżki w ochronie zdrowia. Tylko 6,3 proc. uznało, że obecne przepisy nie wymagają zmian.

    Opinie różnią się w zależności od wieku i dochodów. Najwięcej zwolenników kontroli czasu pracy jest wśród osób zarabiających co najmniej 9 tys. zł netto – 81,7 proc. W grupie do 2 tys. zł poparcie wynosi 66,8 proc. Młodzi w wieku 18–24 lata są najbardziej wyrozumiali: 25,3 proc. z nich nie widzi potrzeby zmian.

    Co ciekawe, kwestia nadzoru nad czasem pracy lekarzy łączy wyborców różnych opcji politycznych – popiera ją 80 proc. sympatyków lewicy, 79,5 proc. centrum i 73,7 proc. prawicy.

    – To, że wyborcy różnych opcji politycznych podobnie oceniają potrzebę zmian, nie oznacza, że podobnie zachowają się partie polityczne – komentuje dla „Dziennika Gazety Prawnej” Bartłomiej Machnik z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – Najtrudniejsze decyzje zawsze należą do rządzących, a opozycja niekoniecznie będzie chciała je wspierać.

    Ekspert dodaje, że temat zmian w systemie ochrony zdrowia będzie powracał w debacie publicznej aż do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.

    Reforma już w przygotowaniu

    Ministerstwo Zdrowia przygotowało pakiet zmian dotyczących organizacji pracy lekarzy. Proponuje m.in. maksymalną stawkę godzinową 240 zł brutto, obowiązek raportowania grafików do NFZ oraz wymóg wykonywania pracy u głównego pracodawcy przynajmniej na pół etatu. Dodatkowa praca w innych placówkach miałaby wymagać zgody podstawowego pracodawcy.

    Ekspert: problem w finansowaniu

    Były p.o. prezesa NFZ i specjalista chorób płuc Marcin Pakulski uważa, że same ograniczenia czasu pracy nie rozwiążą problemów ochrony zdrowia.

    – Większość lekarzy chciałaby, aby warunki pracy były uporządkowane w taki sposób, żeby nie było potrzeby znacznego przekraczania jednego etatu. Trzeba jednak pamiętać, że ograniczenie czasu pracy bez zmian organizacyjnych może oznaczać zamykanie kolejnych oddziałów, a w konsekwencji nawet części szpitali – podkreśla.

    Zdaniem Pakulskiego źródłem problemów nie są przede wszystkim wysokie pensje lekarzy, lecz sposób finansowania świadczeń przez NFZ. Obecny system wycen sprzyja dużym różnicom płacowym między specjalizacjami. Zmian wymaga także mechanizm naliczania corocznych podwyżek, choć sama idea wzrostu wynagrodzeń personelu medycznego pozostaje słuszna.

    Krakowskie dane pokazują skalę zarobków w publicznej służbie zdrowia, a sondaż CBOS i zapowiedzi resortu wskazują, że debata o tym, jak pogodzić wysokie płace z kontrolą czasu pracy i stabilnością systemu, dopiero się rozkręca.

  • Minister Domański studzi nadzieje na podwyżkę progu podatkowego. Deficyt nie daje pola do popisu

    Minister Domański studzi nadzieje na podwyżkę progu podatkowego. Deficyt nie daje pola do popisu

    Minister finansów Andrzej Domański wyraźnie hamuje oczekiwania na szybkie zmiany w podatkach. W programie „Tłit” Wirtualnej Polski potwierdził, że rząd analizuje różne warianty reformy PIT, ale na razie nie ma żadnych ostatecznych decyzji. Główną przeszkodą jest wysoki deficyt budżetowy, który nie pozostawia wiele miejsca na obniżki podatków.

    Dwa pomysły na drugi próg

    W debacie publicznej głośno jest o podwyższeniu drugiego progu podatkowego. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (Polska 2050) proponuje przesunięcie go ze 120 tys. zł do 140 tys. zł. To jednak nie wszystko – jej pakiet zmian obejmuje też podatek cyfrowy, modyfikację ryczałtu, wyższą akcyzę na alkohol oraz potencjalne zwiększenie podatku od banków. Jak sama przyznała, „pieniądze na podwyższenie drugiego progu trzeba skądś brać”.

    Z kolei opozycja idzie znacznie dalej – postuluje podniesienie progu aż do 180 tys. zł. Taki wariant oznaczałby jednak gigantyczne obciążenie dla finansów publicznych – szacowane na nawet 30 mld zł.

    Domański: musi być zgoda koalicji

    Minister finansów podkreśla, że kluczowe jest wypracowanie wspólnego stanowiska w rządzie.

    „Dyskusja musi się najpierw odbyć w gronie koalicji. Nasi partnerzy muszą znać realne możliwości oraz wyzwania stojące przed finansami publicznymi” – zaznaczył Domański.

    Zapowiedział też rozmowy z Pełczyńską-Nałęcz, ale jasno dał do zrozumienia, że każda zmiana musi mieć szerokie poparcie polityczne i eksperckie, zanim trafi do debaty publicznej. Na razie żadnych deklaracji nie złożył.

    Deficyt jako główne ograniczenie

    Resort finansów nie ma wątpliwości: przestrzeń do obniżania podatków jest dziś mocno ograniczona. Domański wskazał, że Polska mierzy się z wysokimi wydatkami – na obronność, ochronę zdrowia oraz programy społeczne. To właśnie te wydatki przekładają się na deficyt, który trzeba kontrolować, by nie pogłębiać nierównowagi finansów publicznych.

    Prezydent na cenzurowanym

    Minister nie omieszkał przy okazji skrytykować prezydenta. Jego zdaniem wysoki deficyt to m.in. efekt wet wobec ustaw, które miały poprawić dochody państwa. Przykład? Ustawa uszczelniająca system podatkowy w sektorze budowlanym – według resortu mogłaby przynieść około 1,2 mld zł dodatkowych wpływów.

    „Prezydent z jednej strony krytykuje wysoki dług, a z drugiej blokuje rozwiązania zwiększające dochody budżetu” – wskazał Domański.

    Budżet 2027: inwestycje priorytetem

    Równolegle trwają przygotowania do budżetu na 2027 rok, który będzie szczególnie istotny jako budżet roku wyborczego. Jak tłumaczy Domański, analizowane są ogólne ramy wydatkowe i dochodowe. Z jednej strony sytuacja makroekonomiczna jest dobra, z drugiej – koszty funkcjonowania państwa pozostają wysokie. Minister zapowiada, że priorytetem pozostaną inwestycje, zwłaszcza w energetykę i infrastrukturę, ale przy zachowaniu dyscypliny budżetowej i kontroli nad poziomem deficytu oraz długu publicznego.

    Pełczyńska-Nałęcz ostrzega: to byłby błąd

    Szefowa Polski 2050 nie ukrywa rozczarowania brakiem deklaracji Domańskiego. Uważa, że niepodniesienie drugiego progu podatkowego będzie „największym błędem politycznym, jakiego mogła się dopuścić koalicja”. Argumentuje, że przez inflację coraz więcej średnio zarabiających wpada w drugi próg, gdzie podatek skacze z 12% na 32%. Jej zdaniem to próg „wpada w ludzi”, a nie odwrotnie. Obecnie kwota wolna od podatku wynosi 30 tys. zł rocznie, do 120 tys. zł obowiązuje 12%, a od nadwyżki 32%.

    Pełczyńska-Nałęcz przedstawiła Domańskiemu pakiet zmian, który – oprócz podwyżki progu – zakłada wprowadzenie podatku cyfrowego, modyfikację ryczałtu, podwyżkę akcyzy na alkohol z przeznaczeniem środków na NFZ oraz zwiększenie podatku od banków. Do pomysłu opodatkowania banków – jak przyznała – przekonały ją wysokie zyski sektora. Jej zdaniem gdyby wcześniej przyjęto podatek od nadzwyczajnych zysków banków, teraz nie trzeba byłoby podwyższać podatku, ale ze względu na zmiany bankowego CIT, potrzebna będzie korekta. Dodała, że nie powinno się to odbić na klientach.

    Domański zobowiązał się do przeliczenia ewentualnej podwyżki podatku od banków. Ministerstwo Finansów przygotowuje się również do podwyżki akcyzy na alkohol i przekazania tych środków na NFZ. W sprawie drugiego progu podatkowego Domański nic nie obiecał, przypominając, że to decyzja całej koalicji, nie tylko resortu finansów. Pełczyńska-Nałęcz podkreśla, że brak zmiany byłby politycznym błędem, ale ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie dopiero po uzgodnieniach koalicyjnych i ocenie realnych możliwości budżetu.

  • Trump otwiera Ormuz, ale z 20-proc. mytem. Ropa w górę

    Trump otwiera Ormuz, ale z 20-proc. mytem. Ropa w górę

    Prezydent USA Donald Trump ogłosił w poniedziałek decyzję, która natychmiast podbiła ceny ropy na globalnych rynkach. Cieśnina Ormuz pozostanie otwarta dla żeglugi międzynarodowej, ale każdy statek przepływający przez ten strategiczny akwen będzie musiał zapłacić nową opłatę.

    Cieśnina otwarta, ale z opłatą

    W swoim wpisie na portalu Truth Social Trump stwierdził jednoznacznie:

    „Cieśnina Ormuz jest OTWARTA i pozostanie OTWARTA, niezależnie od Iranu. Przywracamy BLOKADĘ IRANU, nazwaną tak, ponieważ uniemożliwia ona jedynie wejście lub wyjście statków lub klientów Iranu”.

    Jednocześnie ogłosił natychmiastowe wprowadzenie opłaty tranzytowej. „USA otrzymają zwrot kosztów – w wysokości 20 proc. wartości wszystkich przewożonych ładunków – za wszelkie wydatki niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony tego niezwykle niespokojnego zakątka świata” – napisał Trump. Podkreślił, że proces pobierania opłat rusza natychmiast.

    Ropa drożeje po ogłoszeniu

    Rynki surowcowe zareagowały błyskawicznie. Notowania ropy Brent podskoczyły w okolice 80 dolarów za baryłkę, a agencja Reuters poinformowała o wzroście cen o ponad 4% po zapowiedzi przywrócenia blokady morskiej Iranu. Analitycy XTB w komentarzu na gorąco podkreślili, że nowe 20-proc. „myto” na cargo to precedens, który może przełożyć się na wzrost kosztów logistycznych i cen frachtu. „Rynek częściowo wycenia to jako podwyższenie kosztów transportu ropy, nie tylko ryzyko dostaw” – przekazali.

    Analitycy studzą emocje

    Eksperci XTB przypominają, że podobne wzrosty zdarzały się już wcześniej i nie zawsze prowadziły do trwałego trendu, jeśli faktyczny przepływ towarów przez cieśninę nie został zakłócony. „W kwietniu ropa WTI skoczyła o 8% do ponad 104 USD po ogłoszeniu blokady portów irańskich, a w lipcu Brent testował 80 USD po zerwaniu rozejmu z Iranem. Historia pokazuje, że takie ruchy bywają krótkotrwałe, jeśli faktyczny przepływ ropy przez cieśninę nie zostaje realnie zakłócony” – napisali.

    Kontekst konfliktu

    Najnowsza decyzja zapada w cieniu eskalacji działań zbrojnych. Po wygaśnięciu wstępnego porozumienia o zawieszeniu broni, które miało stworzyć przestrzeń do rozmów, strony ponownie wymieniają ciosy. USA bombardują Iran, a Iran uderza w arabskie kraje, na których terytorium stacjonują Amerykanie. W okresie obowiązywania tymczasowego rozejmu Teheran zwiększył eksport, co przełożyło się na wzrost ilości irańskiej ropy magazynowanej na morzu – podaje Reuters.

    Alternatywa dla Ormuz?

    W dłuższej perspektywie kluczowe może okazać się uniezależnienie od cieśniny Ormuz. Analitycy Goldman Sachs w raporcie cytowanym przez Reutersa szacują, że rozbudowa infrastruktury przesyłowej na Bliskim Wschodzie mogłaby do końca 2028 roku uchronić ponad 60% wolumenu eksportu ropy z rejonu Zatoki (wielkości sprzed konfliktu) przed ewentualnymi przyszłymi zakłóceniami. W bazowym scenariuszu bank przewiduje, że przepustowość rurociągów omijających cieśninę wzrośnie o 3,8 mln baryłek dziennie do końca 2027 roku, a łącznie o 7,3 mln baryłek dziennie do końca 2028 roku. Dzięki temu całkowita efektywna zdolność przesyłowa alternatywnych tras sięgnie ponad 14 mln baryłek dziennie.

    Trump zapowiedział, że opłaty w wysokości 20% wartości ładunków będą pobierane natychmiast. Ceny ropy Brent już wzrosły w okolice 80 dolarów za baryłkę, a Reuters odnotował zwyżkę o ponad 4% w poniedziałkowe popołudnie czasu polskiego.