Czy Polska stoi w przededniu kolejnego zacieśniania polityki pieniężnej? Prezes NBP, prof. Adam Glapiński, podczas wczorajszej konferencji prasowej dał wyraźny sygnał – prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych wzrosło. Ale to niejedyna sensacja, która wstrząsnęła rynkami w tym tygodniu.
Jastrzębi zwrot na Wiejskiej
Majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej przyniosło decyzję zgodną z oczekiwaniami: stopa referencyjna została utrzymana na poziomie 3,75%. Jednak prawdziwa bomba wybuchła dzień później.
Podczas konferencji prasowej prezes Glapiński przedstawił wyraźnie jastrzębie stanowisko. Wprost przyznał, że obecnie jesteśmy bliżej podwyżek niż obniżek. Zauważył także, że prawdopodobieństwo podniesienia kosztu pieniądza wzrosło przez ostatni miesiąc. To istotna zmiana w dotychczasowej narracji!
„Jeśli dynamika cen wyrwie się z przedziału odchyleń wokół celu oraz prognozy będą pokazywać, że taki stan ma się utrzymać, Rada jest gotowa do działania” – powiedział prezes NBP.
Obroną dla obecnego poziomu stóp może być fakt, że kwietniowa inflacja konsumencka (3,2% r/r) nadal mieści się w celu NBP (2,5% r/r z symetrycznym przedziałem odchyleń +/- 1 pkt proc.). Jednak prezes zwrócił uwagę na niepokojące czynniki, takie jak wyższe ceny paliw, które ograniczają przestrzeń konsumpcyjną. Rynek po tym wystąpieniu nie zmienił zdania – kontrakty dalej sugerują, że czekają nas podwyżki stóp jeszcze w tym roku.
Geopolityczny rollercoaster i silny złoty
Tymczasem na arenie międzynarodowej trwa prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Stany Zjednoczone złożyły Iranowi propozycję pokojową, obejmującą m.in. otwarcie cieśniny Ormuz. Donald Trump wyraźnie spieszy się z zakończeniem konfliktu, licząc na ogłoszenie porozumienia jeszcze przed planowaną wizytą w Pekinie (14-15 maja).
Ale Iran zwleka z odpowiedzią, a do tego doszła do… regularnej bitwy morskiej! W nocy trzy amerykańskie okręty znalazły się pod ostrzałem rakiet, dronów i łodzi szturmowych. Odpowiedź USA również była stanowcza.
Mimo to, rynki zachowały zimną krew. Dlaczego? Prezydent Trump nazwał te ataki pieszczotliwym mianem „love tap” (miłosne stuknięcie) i podkreślił, że Teheran nadal jest zainteresowany porozumieniem. Inwestorzy najwyraźniej „kupili” tę narrację. Początek piątkowej sesji to delikatny odwrót od dolara, na którym skorzystał też złoty.
Skandynawski paradoks i czekanie na Amerykę
Podczas gdy RPP w Polsce i Riksbank w Szwecji pozostawiły stopy bez zmian (szwedzka stopa referencyjna to 1,75%), niespodzianka nadeszła z Norwegii. Norges Bank niespodziewanie podniósł koszt pieniądza z 4% do 4,25%.
Różnica jest efektem diametralnie odmiennej sytuacji inflacyjnej. W Norwegii CPI wynosi 3,6% r/r, podczas gdy w Szwecji mamy do czynienia z deflacją na poziomie -0,2% r/r. Ta jastrzębia decyzja z Oslo błyskawicznie wzmocniła koronę norweską względem złotego.
A co dalej? Wszystkie oczy zwrócone są teraz na publikację kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy (NFP), zaplanowaną na godz. 14:30. Po całkiem optymistycznych danych ADP możliwe są niespodzianki, które mogą rozruszać waluty. Dodatkowo, rozczarowujące dane o produkcji przemysłowej z Niemiec (spadek o blisko 3% w marcu) oraz rosnąca inflacja na Węgrzech (2,1% r/r, w tym 0,4% tylko w kwietniu) psują nastroje na Starym Kontynencie.
Podsumowując: lokalnie dostaliśmy jasny sygnał o możliwych podwyżkach stóp. Globalnie – rynki wstrzymują oddech przed amerykańskimi danymi, udowadniając przy okazji zadziwiającą odporność na geopolityczne wstrząsy. To był intensywny tydzień!









