Blog

  • Fala decyzji prezydenta: podpisy, weta i skargi do TK. Oto co się zmieni

    Fala decyzji prezydenta: podpisy, weta i skargi do TK. Oto co się zmieni

    Prezydent Karol Nawrocki w ostatnich tygodniach podjął serię decyzji legislacyjnych. Łącznie podpisał dziesięć ustaw, trzy zawetował, a dwie skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Wśród podpisanych znalazły się przepisy dotyczące frankowiczów, seniorów, patostreamingu oraz wynagrodzeń personelu medycznego.

    Podpisy pod pięcioma ustawami – od energetyki po prawo karne

    Na początku lipca Nawrocki złożył podpis pod pięcioma ustawami. Chodzi o regulacje dotyczące spółdzielni uczniowskich, ustawy metropolitalnej dla Pomorza, wzmocnienia ochrony praw obywateli w postępowaniu karnym, Europejskiego Nakazu Aresztowania oraz uproszczenia przepisów w sektorze energetycznym.

    Jak podkreśliła głowa państwa, ta ostatnia nowela ma sprawić, że rachunki za prąd staną się bardziej przejrzyste. Ustawa ma również wesprzeć modernizację ciepłownictwa i rozwój odnawialnych źródeł energii. Nawrocki przypomniał przy okazji o złożonym w Sejmie prezydenckim projekcie ustawy „Tani prąd –33 proc.”.

    Akcyza i pomoc społeczna trafiają do TK

    Jedną z ustaw akcyzowych prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Swoją decyzję tłumaczył wielokrotnymi zmianami przepisów dotyczących tego samego zagadnienia przez rząd.

    – Co więcej, 13 maja 2026 r., zaledwie dwa dni przed uchwaleniem tej ustawy przez Sejm, Ministerstwo Finansów opublikowało kolejny projekt zmian, który całkowicie odchodzi od rozwiązań przyjętych w ustawie skierowanej do podpisu prezydenta. Oznacza to, że przekazano mi do podpisu przepisy, które za kilka miesięcy sam rząd chce ponownie zmienić. Czy można to nazwać inaczej niż właśnie legislacyjny chaos? – mówił prezydent.

    Nawrocki zawetował także dwie inne ustawy – dotyczącą rzeczników praw uczniowskich oraz regulację FuelEU Maritime odnoszącą się do transportu morskiego. W jego ocenie ta druga oznaczałaby realizację założeń Zielonego Ładu, któremu prezydent się sprzeciwia.

    Dodatkowo, Nawrocki podpisał ustawę dotyczącą pomocy społecznej, jednocześnie wysyłając ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Ta regulacja ma uporządkować zasady świadczenia usług opiekuńczych w domach osób potrzebujących oraz wprowadza ogólnopolskie standardy takich usług.

    Piątkowa fala decyzji: frankowicze, seniorzy, patostreaming i weto ws. związków partnerskich

    W piątek 17 lipca Nawrocki podjął kolejną serię decyzji. Podpisał m.in. nowelizację ustaw o świadczeniach opieki zdrowotnej oraz działalności leczniczej, która umożliwi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie danych o wynagrodzeniach personelu medycznego z wykorzystaniem numeru PESEL lub numeru prawa wykonywania zawodu.

    Zmiana pozwoli na dokładniejsze analizowanie zarobków lekarzy, pielęgniarek i pozostałych pracowników – nawet gdy osoba pracuje w kilku placówkach lub łączy etat z kontraktem. Dotychczas dane były zanonimizowane, co uniemożliwiało ustalenie łącznych dochodów. Środowisko lekarskie wyraziło sprzeciw wobec nowych przepisów. Samorząd lekarski zapowiedział zaskarżenie regulacji do Trybunału Konstytucyjnego oraz instytucji unijnych, kwestionując jej zgodność z przepisami o ochronie danych osobowych.

    Historyczne weto: związki partnerskie zablokowane

    Prezydent zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. Projekt zakładał możliwość zawierania przed notariuszem umów regulujących wspólność majątkową, obowiązek alimentacyjny, prawo do mieszkania, dostęp do informacji medycznej czy organizację pochówku. Była to pierwsza w historii Polski propozycja ustawowego uregulowania związków partnerskich, także jednopłciowych, która uzyskała akceptację zarówno Sejmu, jak i Senatu.

    Patostreaming i bon senioralny

    Nawrocki podpisał też nowelizację Kodeksu karnego wprowadzającą odpowiedzialność karną za patostreaming. Publikowanie w internecie materiałów przedstawiających przestępstwa naruszające dobra osobiste, przemoc wobec zwierząt lub poniżające traktowanie innych osób będzie zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności. Surowsze sankcje, od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia, dotyczą materiałów z udziałem osób poniżej 18. roku życia. Ustawa przewiduje wyjątki dla działalności artystycznej, naukowej, edukacyjnej i prasowej.

    Podpisana została także ustawa o osobach starszych i koordynacji opieki długoterminowej, wprowadzająca program bonu senioralnego dla osób po 65. roku życia. Świadczenie będzie niepieniężne i ma obejmować pomoc w codziennych czynnościach, przygotowywaniu posiłków, utrzymaniu porządku czy kontaktach społecznych. Program będzie wdrażany stopniowo, początkowo w gminach, gdzie brakuje publicznych usług opiekuńczych.

    Franki – ulga dla kredytobiorców

    Podpisana została również ustawa usprawniająca sprawy frankowe. Najważniejsza zmiana zakłada automatyczne zawieszenie obowiązku spłaty rat kredytu od momentu doręczenia pozwu bankowi do prawomocnego zakończenia postępowania – bez dodatkowej decyzji sądu. Nowe przepisy umożliwią też jednoczesne rozliczenie roszczeń banku i kredytobiorcy w jednym postępowaniu, co ma skrócić czas prowadzenia spraw.

  • Rosyjski LNG znów bije rekordy w Europie. Putin zarobił miliardy, ale Gazprom leży w gruzach

    Rosyjski LNG znów bije rekordy w Europie. Putin zarobił miliardy, ale Gazprom leży w gruzach

    Mimo zapowiadanego embarga, Europa w pierwszej połowie 2026 roku kupiła od Rosji rekordowe ilości skroplonego gazu ziemnego. Według danych firmy Kpler, cytowanych przez „Financial Times”, import z projektu Jamal LNG wzrósł o 18% w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Szacuje się, że łączna wartość tych dostaw sięgnęła aż 6 mld euro – wynika z analiz organizacji pozarządowej Urgewald.

    Rosyjski LNG płynie do Europy pełną parą

    Głównymi odbiorcami były Francja, Belgia i Hiszpania, które w ciągu sześciu miesięcy sprowadziły odpowiednio 3,6 mln, 2,9 mln i 2,7 mln ton surowca. Łącznie pochłonęło to niemal całą produkcję syberyjskiego obiektu Jamal LNG, który rocznie może wytworzyć ok. 17,4 mln ton (często przekraczając tę wartość).

    Unia Europejska już teraz zakazuje zakupu rosyjskiego LNG na podstawie umów krótkoterminowych – każdy ładunek musi być potwierdzony przez celników jako sprzedany w ramach kontraktu długoterminowego. Od 1 stycznia 2027 r. wejdą w życie jeszcze ostrzejsze regulacje, całkowicie blokujące długoterminowy import rosyjskiego gazu skroplonego. To zmusi Moskwę do szukania alternatywnych rynków.

    — Jamal LNG opiera się na małej, wyspecjalizowanej flocie, europejskich portach i europejskich usługach, aby utrzymać płynność eksportu. Europa nadal zapewnia wszystkie trzy czynniki — skomentował dla „FT” Sebastian Rotters z Urgewald.

    Gazprom w historycznym dołku

    Podczas gdy LNG wciąż płynie do Europy, sytuacja rosyjskiego monopolisty gazowego – Gazpromu – pogarsza się dramatycznie. Jak podaje portal „The Moscow Times”, notowania państwowego giganta spadły do najniższego poziomu w historii. Przed 2022 rokiem rosyjski gaz zaspokajał 40% zapotrzebowania Unii Europejskiej. Do 2025 roku udział ten skurczył się do zaledwie 6%, a zniszczenie infrastruktury przesyłowej sprawia, że powrót do dawnych relacji handlowych jest niemożliwy.

    Moskwa próbowała ratować się przekierowaniem eksportu do Azji, ale ten plan nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Negocjacje w sprawie flagowego gazociągu Siła Syberii 2 utknęły w martwym punkcie – Chiny, świadome trudnej sytuacji Kremla, domagają się drastycznych obniżek cen.

    LNG też ma problemy

    Do niedawna sektor LNG był dla Rosji „bezpieczną przystanią” – jeszcze na przełomie 2025/2026 Europa kupowała prawie połowę rosyjskich dostaw z tego segmentu. Jednak unijny plan REPowerEU stopniowo zamyka również ten kanał. Do tego dochodzą potężne problemy technologiczne: brak dostępu do zachodnich turbin i specjalistycznych tankowców lodowych klasy Arc7 paraliżuje rozwój branży. Moskwa tworzy tzw. flotę cieni, kupując stare statki na rynku wtórnym, ale Zachód odpowiada sankcjami – w czerwcu 2026 roku Wielka Brytania nałożyła restrykcje na cztery takie jednostki, pozbawiając je ubezpieczenia i dostępu do portów.

    Nie brakuje też fizycznych zagrożeń. 7 lipca 2026 r. ukraińskie drony uderzyły w stację kompresorową Krasnodarskaja, która obsługuje gazociąg Blue Stream tłoczący surowiec do Turcji. Były wiceprezes Gazprombanku Igor Wołobujew ostrzega, że jeśli Kijów zdecyduje się na zniszczenie tłoczni obsługujących szlaki czarnomorskie, eksport rurociągowy w tamtym kierunku całkowicie ustanie, a odbudowa w warunkach sankcji będzie niezwykle trudna.

    Z powodu wojny przeciwko Ukrainie rosyjski przemysł gazowy poniósł szkody, których naprawienie w jakimkolwiek rozsądnym terminie jest niemal niemożliwe – ocenia Igor Wołobujew na łamach „The Moscow Times”.

    Rosja, która jeszcze niedawno była energetycznym mocarstwem, dziś zmaga się z malejącym potencjałem eksportowym i rosnącym zacofaniem technologicznym. Unijne embargo na LNG z 2027 roku może być dla niej kolejnym ciosem, z którego trudno będzie się podnieść.

  • Podatek od nieruchomości w górę w 2027. Oto ile zapłacisz za dom i mieszkanie

    Podatek od nieruchomości w górę w 2027. Oto ile zapłacisz za dom i mieszkanie

    Główny Urząd Statystyczny podał właśnie kluczową liczbę, która wyznaczy wysokość podatków lokalnych w przyszłym roku. Stawki maksymalne podatku od nieruchomości oraz opłat za środki transportowe w 2027 roku wzrosną o 2,7 proc. To efekt inflacji z pierwszej połowy 2026 roku, od której uzależnione są górne granice tych danin.

    Kto zapłaci więcej? Stawki dla mieszkań i firm

    Najbardziej odczują to właściciele nieruchomości komercyjnych. Dla budynków związanych z działalnością gospodarczą maksymalna stawka za metr kwadratowy wyniesie w przyszłym roku 36,49 zł, wobec 35,53 zł w 2026 roku. Oznacza to wzrost o prawie złotówkę na każdym metrze.

    Dla porównania, właściciele domów i mieszkań zapłacą maksymalnie 1,28 zł za metr kwadratowy, czyli o 3 grosze więcej niż obecnie. To jednak beneficjenci niższej inflacji – w poprzednich latach podwyżki były nieco wyższe (o 4 gr w 2025 i 6 gr w 2026 roku).

    Jak wynika z tabeli przeliczonej przez ekspertów, stawki dla pozostałych kategorii nieruchomości również idą w górę:

    • Budynki pozostałe (np. garaże wolnostojące): z 12 zł do 12,32 zł za m kw.
    • Grunty firmowe: z 1,45 zł do 1,49 zł za m kw.
    • Grunty pozostałe (np. działki budowlane): z 0,77 zł do 0,79 zł za m kw.
    • Niezabudowane grunty w obszarach rewitalizacji: 4,85 zł za m kw.

    To nie koniec – ciężarówki i autobusy

    Standardowo największe nominalne podwyżki czekają posiadaczy pojazdów ciężarowych (powyżej 3,5 tony) oraz autobusów. W 2027 roku za jeden taki pojazd trzeba będzie zapłacić nawet o kilkaset złotych więcej.

    Wszystko zależy od gminy

    Należy pamiętać, że ogłoszone przez ministra finansów stawki są maksymalnymi dopuszczalnymi. Ostateczną decyzję podejmą radni gmin i miast, którzy mogą uchwalić podatki na niższym poziomie. W praktyce jednak w największych miastach – Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu czy Katowicach – od lat stawki są ustalane na maksymalnym poziomie. Uchwały w tej sprawie zapadną w czwartym kwartale tego roku.

    Dziwny paradoks z garażami

    Eksperci zwracają uwagę na niekonsekwencje w polskim systemie opodatkowania nieruchomości. Wbrew pozorom, stawka nie zależy wyłącznie od funkcji budynku, ale także od jego formalnej kategorii.

    – W praktyce oznacza to, że właściciel domu jednorodzinnego z garażem w bryle budynku zapłaci za 25 m kw. około 30 złotych rocznie, a jego sąsiad z identycznym garażem stojącym osobno – niemal 300 złotych – mówi w rozmowie z Interią Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt.

    Problem ten został dostrzeżony przez Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, która złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Podobne stanowisko zajął Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując na naruszenie konstytucyjnej zasady równości. Rozstrzygnięcie Trybunału może w najbliższym czasie ujednolicić te zasady – podobnie jak wcześniej stało się z miejscami postojowymi w halach garażowych.

    Co z podatkiem od wartości?

    W Polsce podatek od nieruchomości nalicza się od powierzchni, a nie od wartości. Jak wylicza Piotr Juszczyk, właściciel 100-metrowego mieszkania w Warszawie zapłaci w tym roku 125 zł, podczas gdy posiadacz 120-metrowego domu w mazurskiej gminie Węgorzewo – 142,80 zł, a w podlaskiej gminie Sokółka – 124,80 zł.

    Ostateczne stawki poznamy w IV kwartale, gdy rady gmin uchwalą wysokość podatku na 2027 rok.

  • Japoński gigant z 7-Eleven celuje w Żabkę. Kurs akcji wystrzelił

    Japoński gigant z 7-Eleven celuje w Żabkę. Kurs akcji wystrzelił

    Giełdowi inwestorzy w Polsce mieli dziś prawdziwy czwartkowy rollercoaster. Wszystko za sprawą doniesień o możliwym wejściu japońskiego koncernu Seven & i Holdings – właściciela globalnej sieci sklepów 7-Eleven – do akcjonariatu Grupy Żabka. Reakcja rynku była natychmiastowa, a kurs akcji polskiej sieci skoczył o ponad 10% w ciągu kilku godzin.

    Skok kursu i pierwsze doniesienia

    Publikacja: 16 lipca 2026 r.

    Informacja, która poruszyła parkietem, pojawiła się w czwartek rano. Japoński dziennik Nikkei podał, że Seven & i Holdings prowadzi rozmowy w sprawie nabycia udziałów w Żabce. Szybko powtórzyła to agencja Bloomberg. Efekt? Wycena spółki poszybowała w górę.

    Około godziny 12:20 akcje Żabki kosztowały 31,9 zł, co oznaczało wzrost o 13,7%. Dla porównania, główny indeks warszawskiej giełdy WIG20 rósł w tym samym czasie zaledwie o 0,76%. Wcześniejsze notowania wskazywały na zwyżkę rzędu 10% do poziomu 30,6 zł. Jak podaje „Parkiet”, od początku roku akcje Żabki zyskały już 34%.

    Negocjacje w końcowej fazie

    Według nieoficjalnych ustaleń Nikkei, rozmowy są już w końcowej fazie. Japoński konglomerat rozważa odkupienie akcji od funduszy inwestycyjnych, a wartość całej transakcji może sięgnąć nawet kilku miliardów dolarów (kilkuset miliardów jenów). Cel to wejście w posiadanie pakietu mniejszościowego akcji polskiej sieci.

    Co ciekawe, spekulacje na temat daty giełdowego debiutu Żabki były już obecne na rynku od jakiegoś czasu. Jak podaje „Rzeczpospolita”, pierwotny termin IPO, wyznaczony na jesień 2024 r. przez dotychczasowego właściciela – fundusz Mid Europa Partners, może ulec zmianie. Jak na razie jednak oficjalnego potwierdzenia rozmów nie ma, a przedstawiciel Mid Europa Partners zapewnia, że debiut odbędzie się „w odpowiednim momencie”.

    Kim jest nowy gracz?

    Seven & i Holdings to japoński gigant detaliczny, zarządzający największą na świecie siecią sklepów typu convenience. Pod jego szyldem działa dziesiątki tysięcy placówek w kilkudziesięciu krajach. Dla firmy, która od dłuższego czasu znajduje się pod presją inwestorów domagających się większej koncentracji na podstawowym biznesie, inwestycja w lidera polskiego rynku sklepów małoformatowych byłaby idealnym posunięciem.

    W zamian za pakiet akcji, japoński fundusz z grupy Kakehashi Capital (jak podaje Business Insider Polska) miałby wesprzeć dalszy rozwój sieci, w tym ekspansję na rynki zagraniczne. Eksperci od dawna wskazywali, że wejście Japończyków do Polski nastąpi raczej przez akwizycję niż budowanie sieci od zera.

    Wyniki i skala działalności

    Doniesienia o zainteresowaniu japońskiego inwestora zbiegły się z publikacją wyników finansowych Żabki za pierwszy kwartał 2026 r. Sprzedaż do klienta końcowego wzrosła o 12% rok do roku, osiągając 7,4 mld zł. Skorygowany wynik EBITDA sięgnął 674 mln zł i był wyższy o ponad 13% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Firma odnotowała skorygowaną stratę netto na poziomie 51 mln zł, ale była ona o 25 mln zł niższa niż rok wcześniej.

    Sieć wciąż dynamicznie rośnie. W pierwszym kwartale przybyło 435 nowych placówek na rynkach polskim i rumuńskim. Żabka działa w modelu franczyzowym, ale w jej skład wchodzą również bezobsługowe Żabki Nano oraz segment cyfrowy (Maczfit, Dietly, Jush!, Delio).

    Co dalej?

    Żadna ze stron – ani Seven & i Holdings, ani Żabka – nie potwierdziła oficjalnie prowadzonych rozmów. Sam fakt ujawnienia negocjacji przez japońskie media wywołał jednak na warszawskiej giełdzie tak silne wzrosty, że inwestorzy wyraźnie obstawiają pozytywny scenariusz. Jeśli do transakcji faktycznie dojdzie, będzie to jeden z największych zagranicznych zastrzyków kapitałowych w polskim handlu detalicznym. Kolejne dni powinny przynieść więcej szczegółów – albo oficjalne potwierdzenie, albo równie spektakularną korektę.

    Tymczasem Żabka, która zadebiutowała na GPW w październiku 2024 roku, a obecnie notowana jest na rekordowych poziomach, może stać się łakomym kąskiem dla globalnego gracza. Wszystko wskazuje na to, że japoński kapitał ma apetyt na polskiego convenience’owego lidera.

  • Statki gaszą transpondery na Ormuzie. Iran i USA wciągają świat w niebezpieczną grę

    Statki gaszą transpondery na Ormuzie. Iran i USA wciągają świat w niebezpieczną grę

    Sześć statków przepłynęło w niedzielę przez Cieśninę Ormuz z wyłączonymi transponderami – i to nie był przypadek. Jak wynika z danych firmy Kpler, cytowanych przez Bloomberga, praktyka utajnionych rejsów na tym strategicznym szlaku nabiera tempa. W poniedziałek rano radary nie wykazywały już ani jednej jednostki pokonującej cieśninę, choć w poprzednich dniach statki nagle pojawiały się po obu stronach wąskiego gardła Zatoki Perskiej.

    Ukryte rejsy od kwietnia

    Wyłączanie systemów identyfikacji zaczęło się w kwietniu, gdy Zjednoczone Emiraty Arabskie zaczęły przesyłać własną ropę na jednostkach z dezaktywowanym transponderem. Zdaniem analityków ten proceder w dużej mierze wyjaśnia, dlaczego prognozowane wcześniej niedobory ropy nie osiągnęły spodziewanej skali. Dla branży morskiej to bezpośrednia odpowiedź na eskalację konfliktu politycznego i militarnego w regionie.

    Sprzeczne komunikaty Teheranu i Waszyngtonu

    Podczas weekendu Stany Zjednoczone i Iran wysyłały skrajnie różne sygnały dotyczące żeglugi przez Ormuz. Dowództwo Centralne USA w oświadczeniu podkreśliło, że „cieśnina Ormuz stanowi kluczowy korytarz morski, nad którym Iran nie sprawuje kontroli”.

    Tymczasem Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił zamknięcie przejścia, tłumacząc to „nielegalnymi działaniami sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w regionie”. Teheran zapowiedział, że wznowi przepływ „jak tylko przywrócona zostanie stabilność i spokój”.

    Nocne ataki i odwet

    W nocy amerykańskie siły uderzyły w obiekty na terytorium Iranu, a Teheran odpowiedział ostrzałami celów w arabskich krajach nad Zatoką. Eksperci amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) wskazują, że nawet pojedyncze ataki potrafią sparaliżować żeglugę, bo decyzja o przepłynięciu cieśniny opiera się na ocenie ryzyka przez kapitanów, armatorów i cały sektor morski.

    Niedzielne ostrzały Iranu objęły Katar i Oman. Katar nie był celem od pierwszej dekady kwietnia, a Oman doświadczył wyjątkowo niewielu uderzeń od początku wojny. Powiązany z reżimem dziennik „Nour News” oskarżył Katar, Oman i inne nienazwane państwa Zatoki Perskiej o utworzenie „południowego korytarza” przez Ormuz, poza jurysdykcją Iranu, oraz o zlekceważenie irańskich ustaleń. Irańscy urzędnicy zarzucili Omanowi uleganie „naciskom USA”.

    Ormuz ważniejszy niż bomby atomowe

    Dla Teheranu panowanie nad cieśniną to kwestia suwerenności i przetrwania, a nie spór o prawo morskie. Jak pisze ISW, irański reżim traktuje kontrolę nad Ormuzem jako „środek nacisku”, a ewentualne ustępstwo utożsamia z kapitulacją. Generał Mohsen Rezaei, doradca wojskowy najwyższego przywódcy i były dowódca IRGC, określił Ormuz jako „ważniejszy niż dziesiątki bomb atomowych”.

    Nowe zagrożenie: Cieśnina Bab al-Mandab

    Iran nie poprzestaje na Ormuzie. Teheran grozi wciągnięciem do wojny swoich sojuszników – jemeńskich Huti, którzy mieliby zablokować Cieśninę Bab al-Mandab, czyli wejście na Morze Czerwone. Uderzyłoby to w eksport ropy z Arabii Saudyjskiej i znaczną część światowej żeglugi. Jak podaje irańska stacja Press TV, cytowana przez Reuters, wysoko postawione źródło wśród Huti zapowiedziało: „jemeńskie siły zbrojne zablokują cieśninę, jeśli Arabia Saudyjska nie zakończy swoich ataków na Jemen”. To samo źródło oceniło, że cena ropy mogłaby wówczas wzrosnąć nawet do 200 dolarów za baryłkę.

    Dyplomacja przegrywa z nalotami

    Na razie konflikt eskaluje poprzez wzajemne uderzenia. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że w przyszłym tygodniu amerykańskie lotnictwo zbombarduje irańskie mosty i elektrownie, co oznaczałoby ataki przede wszystkim na infrastrukturę cywilną. Jednocześnie nic nie wskazuje, by podpisane w czerwcu 14-punktowe memorandum, stanowiące podstawę zawieszenia broni, miało długo obowiązywać. W regionie narasta napięcie, a światowe szlaki transportu ropy i gazu znajdują się w centrum militarnej rozgrywki.

    Teheran, nie mogąc uzyskać dyplomatycznego uznania swojej zwierzchności nad Ormuzem, sięga po środki siłowe, by wymusić uległość na arabskich sąsiadach. Irańscy urzędnicy zapewniają, że kraje regionu nie zdołają powstrzymać Iranu przed opanowaniem tego kluczowego przejścia.

  • Ropa tanieje, a paliwa drożeją. Winne rafinerie i rekordowe marże

    Ropa tanieje, a paliwa drożeją. Winne rafinerie i rekordowe marże

    Ceny ropy w dół, ale na stacjach ani drgnęły

    Gdy ceny ropy naftowej spadają, kierowcy i przedsiębiorcy odruchowo zacierają ręce. Niestety, w ostatnich tygodniach mechanizm ten przestał działać. Jak podawał serwis parkiet.com na początku lipca, amerykańska baryłka WTI kosztowała wówczas około 70 USD, a europejska Brent – blisko 73 USD – poziomy nienotowane od początku marca. Późniejsza analiza z 16 lipca wskazywała już jednak na wzrost ceny Brent do okolic 85 USD. Tymczasem ceny gotowych paliw, zwłaszcza benzyny i diesla, poszybowały w górę. Od początku roku kontrakty na benzynę w USA zdrożały o około 74%, a na europejskiego diesla o niemal 53%. Dla porównania sama ropa Brent podrożała w tym samym okresie o niecałe 20%.

    Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź leży nie w samym surowcu, ale w dalszym ogniwie łańcucha – rafineriach.

    Marże rafineryjne na historycznych szczytach

    Inwestorzy coraz częściej patrzą nie tylko na koszt ropy, ale na fizyczną dostępność gotowych paliw. Możliwości przerobowe rafinerii są wciąż ograniczone, a wysoki popyt sezonowy utrzymuje presję na ceny. W przypadku diesla podaż jest dodatkowo ściskana przez czynniki geopolityczne. Efekt? Marże rafineryjne osiągnęły rekordowe poziomy.

    Jak zauważa analityk rynków finansowych XTB Kamil Szczepański, amerykański crack spread, czyli różnica między wartością produktów rafineryjnych a kosztem przerabianej ropy, sięgnął około 68 USD na baryłce. To najwyższy poziom w danych sięgających 1986 roku. W swoim komentarzu Szczepański podkreśla:

    To sygnał, że problem przeniósł się z samej ropy do dalszej części łańcucha wartości, czyli rafinacji.

    Diesel w centrum uwagi

    Sytuacja na rynku diesla jest szczególnie napięta. Światowy rynek odczuł ograniczenie eksportu z Rosji – kraju, który przed atakami na swoją infrastrukturę rafineryjną zapewniał ponad jedną dziesiątą globalnych dostaw eksportowych tego paliwa. Wcześniejsze zakłócenia zmniejszyły dostępność, a rynek już przed nimi nie dysponował dużym marginesem bezpieczeństwa.

    Choć instalacje w USA pracują na pełnych obrotach, a Indie agresywnie zwiększają eksport, korzystając z korzystnych cen, w Europie podaż paliw wciąż napotyka bariery wynikające z długotrwałych kłopotów strukturalnych w tym sektorze. Mimo rekordowo wysokich marż nie da się w krótkim czasie uruchomić nowych mocy produkcyjnych ani uzupełnić wyczerpanych rezerw. Co więcej, azjatyccy odbiorcy zastępują część dostaw z Bliskiego Wschodu amerykańską ropą, co dodatkowo zmienia globalne przepływy.

    Wpływ na inflację

    Bezpośrednie znaczenie dla inflacji mają ceny paliw, a nie samej ropy. Po ostatnich publikacjach danych inflacyjnych rynek odniósł wrażenie, że walka z inflacją została wygrana – analityk z XTB ostrzega jednak, że to odczucie może być tymczasowe. Taniejąca ropa dobrze wygląda w nagłówkach, ale nie przekłada się od razu na niższe rachunki na stacjach benzynowych ani na spadek kosztów transportu.

    Dopóki rafinerie nie zwiększą przerobu lub letnie zapotrzebowanie nie spadnie, ceny benzyny i diesla mogą pozostawać wyraźnie zawyżone w porównaniu z ceną ropy. Kluczowe będzie obserwowanie, czy spread między surowcem a paliwami gotowymi zacznie się zwężać – dopiero wtedy realna ulga dla portfeli kierowców stanie się możliwa.

    Rynek ignoruje korzystne warunki dla sektora

    Co ciekawe, pomimo rekordowych marż rafineryjnych, wyceny spółek naftowych na giełdzie wciąż nie odzwierciedlają potencjalnych zysków płynących z tej sytuacji. Analityk Kamil Szczepański z XTB przyznaje, że rynek zdaje się całkowicie ignorować tak korzystne warunki dla tego sektora. Jak dodaje, konieczne może być oczekiwanie na publikację wyników oraz prognoz, aby wyceny nabrały momentum i przyciągnęły uwagę inwestorów.

    Podsumowanie

    Ceny ropy spadają, ale rafinerie wyciskają z tej sytuacji maksymalne marże. Ograniczona podaż gotowych paliw, zwłaszcza diesla, oraz rekordowy crack spread sprawiają, że kierowcy i gospodarka nie odczują jeszcze ulgi. Prawdziwa zmiana nastąpi dopiero wtedy, gdy różnica między ceną ropy a ceną benzyny i diesla zacznie się kurczyć.

  • Wnioski o kredyt mieszkaniowy biją rekordy. Średnia kwota to już prawie 507 tys. zł

    Wnioski o kredyt mieszkaniowy biją rekordy. Średnia kwota to już prawie 507 tys. zł

    Polacy nie zwalniają tempa na rynku kredytów mieszkaniowych. Czerwiec przyniósł kolejny rekord – średnia wnioskowana kwota pożyczki sięgnęła 506,6 tys. zł, a liczba osób, które złożyły wnioski, wzrosła o blisko 15% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Za napędzaniem popytu stoją jednak nie tylko zakupy nieruchomości, ale też lawinowo rosnące refinansowanie starszych, droższych zobowiązań.

    Kolejny miesiąc z pulsem powyżej 40 tys. wniosków

    Według danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), w czerwcu 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,83 tys. osób. To o 14,5% więcej niż w czerwcu 2025 roku, choć o 5% mniej niż w maju tego roku. Wśród wnioskodawców wyróżniał się marzec, gdy liczba chętnych dobiła do 63,31 tys. – jednego z najwyższych wyników w historii.

    Wartość zapytań wysyłanych do banków i SKOK-ów była o 15,8% wyższa niż przed rokiem. To wciąż wysoka dynamika, ale wyraźnie niższa niż w poprzednich miesiącach – w maju wzrost wynosił 32,7%, w kwietniu 29,8%, a w marcu aż 80,5%. Eksperci tłumaczą to efektem bazy: rynek porównuje się już do miesięcy, w których ożywienie było w pełni widoczne.

    Coraz wyższe kwoty – średnia przebija pół miliona

    Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w czerwcu wyniosła 506,64 tys. zł, co jest najwyższym wynikiem w historii. To o 6,2% więcej niż przed rokiem i o 0,2% więcej niż w maju. Tym samym już czwarty miesiąc z rzędu średnia przekracza próg pół miliona złotych.

    Za wzrostem stoją dwa czynniki: większa niż przed rokiem liczba wnioskodawców oraz systematycznie rosnąca kwota, o jaką występują. Główny analityk Grupy BIK, dr hab. Waldemar Rogowski, wyjaśnia:

    Ponieważ większy wpływ na wartość Indeksu będzie miała w kolejnych miesiącach liczba wnioskodawców, która prawdopodobnie ustabilizuje się, a przy wzroście średniej kwoty, spowoduje wyhamowanie dynamiki wzrostu wartości Indeksu w kolejnych miesiącach.

    Refinansowanie napędza popyt

    Nie wszystkie wnioski oznaczają zakup nowego mieszkania czy domu. Jak wskazuje BIK, około 30% bieżącej akcji kredytowej to wnioski o refinansowanie już posiadanego kredytu. Klienci wykorzystują niższe oprocentowanie, aby zamienić droższą pożyczkę na tańszą.

    O nadal dobrej sytuacji popytowej świadczy większa o blisko 15 proc. rok do roku liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w czerwcu tego roku. Warto mieć na uwadze, że nie wszystkie wnioski są związane z zakupem nieruchomości na rynku pierwotnym czy wtórnym. Część klientów chce zaciągnąć kredyt mieszkaniowy refinansujący już posiadany kredyt – komentuje Rogowski.

    Koszt kredytu spada, ale geopolityka studzi optymizm

    Wyraźnie zmieniły się też warunki cenowe. W maju mediana oprocentowania kredytów mieszkaniowych (z wkładem 20%) w ofercie dziewięciu dużych banków wynosiła 6,46% dla kredytów ze stałą stopą na 5 lat i 5,63% dla zmiennych. W lipcu było to odpowiednio 5,84% i 5,52%.

    Za spadek oprocentowania stałego odpowiada przede wszystkim niższa stawka IRS PLN 5Y, którą banki biorą pod uwagę przy kalkulacji stałej raty. Ekspert portalu RynekPierwotny.pl, Andrzej Prajsnar, zwraca jednak uwagę, że w maju za gwarancję stałej raty trzeba było jeszcze sporo dopłacić – teraz oferta wygląda korzystniej, ale sytuacja geopolityczna, szczególnie na Bliskim Wschodzie, wciąż generuje ryzyko i może wpływać na decyzje kredytobiorców.

    Majowe dane pokazują, że banki i SKOK-i udzieliły 27,6 tys. kredytów mieszkaniowych o wartości ponad 13,1 mld zł – to już trzeci miesiąc z rzędu, gdy wartość przekracza 13 mld zł. W ciągu pięciu miesięcy 2026 roku sprzedano łącznie 130,2 tys. kredytów o wartości 60,6 mld zł, co oznacza wzrost odpowiednio o 49,5% i 61,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku.

  • Trump: „Zniszczymy irańskie mosty i elektrownie”. Teheran odpowiada groźbą zniszczenia całego regionu

    Trump: „Zniszczymy irańskie mosty i elektrownie”. Teheran odpowiada groźbą zniszczenia całego regionu

    Donald Trump znów podkręca temperaturę na Bliskim Wschodzie. W wywiadzie dla Fox News prezydent USA zagroził, że jeśli Iran nie wróci do rozmów, amerykańskie bombowce zrównają z ziemią kluczową cywilną infrastrukturę tego kraju. Irańscy dowódcy nie pozostają dłużni – ich odpowiedź brzmi: „zmiażdżymy cały region”. Na giełdach paliw już widać skutki.

    „Nic wam nie zostanie”

    Trump w rozmowie z Fox News nie pozostawił wątpliwości co do zamiarów Waszyngtonu. – Zniszczymy wszystkie ich elektrownie. Zniszczymy wszystkie ich mosty, chyba że siądą do negocjacji – oświadczył amerykański prezydent. Dodał, że irańscy przywódcy otrzymali już ostrzeżenie: „Lepiej się dogadajcie, bo w przeciwnym razie nic wam nie zostanie”.

    Słowa te padły w czwartym dniu eskalacji militarnej. Wcześniej USA przeprowadziły siedmiogodzinne naloty na irańskie cele wojskowe w rejonie Cieśniny Ormuz. Jak podało Dowództwo Centralne USA (Centcom), uderzenia miały ograniczyć zdolność Iranu do zagrażania cywilnym statkom. W wyniku ataków zginęło co najmniej siedmiu irańskich żołnierzy. Armia USA wznowiła też morską blokadę irańskich portów. Tego samego dnia Trump ogłosił rezygnację z planów 20-procentowej opłaty za tranzyt przez strategiczną cieśninę, zapowiadając zamiast tego „ogromne” umowy handlowe z krajami Zatoki Perskiej.

    Odpowiedź Teheranu: „To czerwona linia”

    Irańskie dowództwo nie zamierza ustępować. Rzecznik centralnego dowództwa irańskich sił zbrojnych, Ebrahim Zolfaghari, cytowany przez państwowego nadawcę IRIB, ostrzegł, że jeśli USA uderzą w irańską infrastrukturę, odpowiedź będzie druzgocąca. – Uderzenia będą dotkliwsze, bardziej rozległe i bardziej niszczycielskie niż kiedykolwiek wcześniej – powiedział Zolfaghari. Zagroził, że infrastruktura w całym regionie „zostanie zmiażdżona” w taki sposób, iż „nie pozostanie po niej żaden ślad”.

    Zolfaghari dodał, że Iran „pod żadnym pozorem” nie pozwoli USA na ingerencję w rejonie Cieśniny Ormuz. – To dla Iranu nienaruszalna czerwona linia – oświadczył.

    Iran odpowiedział także militarnie: wystrzelił pociski i drony w kierunku amerykańskich celów w Jordanii, Kuwejcie i Bahrajnie. Kuwejcka armia przechwyciła irańskie drony bojowe, a w Bahrajnie aktywowano syreny alarmowe.

    Ropa i gaz drożeją. Europejskie zapasy topnieją

    Konflikt na linii Waszyngton – Teheran natychmiast odbił się na globalnych rynkach energii. Cena ropy Brent utrzymuje się w okolicach 85 dolarów za baryłkę, najwyżej od miesiąca. Eskalacja zniwelowała około jednej trzeciej spadku, jaki miał miejsce w drugim kwartale po tymczasowym porozumieniu poprawiającym perspektywy podaży.

    Jeszcze wyraźniejsze ruchy widać na rynku gazu. Benchmarkowe kontrakty na gaz w Amsterdamie (TTF) kosztują 54,75 euro za MWh, a od początku tygodnia notowania wzrosły już o ponad 10 proc. Analitycy RBC Capital Markets wskazują, że nie należy spodziewać się szybkiego powrotu ruchu statków w Cieśninie Ormuz do poziomu sprzed konfliktu, dopóki przewoźnicy będą zmagać się z zagrożeniem ze strony min, rakiet, dronów i opłat za transport.

    To szczególnie niepokojąca wiadomość dla Europy. Zapasy gazu ziemnego w magazynach UE wynoszą obecnie 52,8 proc., podczas gdy średnia pięcioletnia dla tego okresu to 68,1 proc. W magazynach znajduje się 596,59 TWh gazu – podaje Gas Infrastructure Europe. Przedłużający się konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie grozi dalszymi zakłóceniami dostaw energii, w tym gazu z Zatoki Perskiej, co utrzyma ceny na podwyższonych poziomach.

    Co dalej?

    Retoryka obu stron nie wskazuje na rychłe odprężenie. USA kontynuują naloty – w środę celem były irańskie magazyny pocisków i stanowiska startowe w pobliżu Cieśniny Ormuz. Pojawiły się też doniesienia, że Trump rozważa rozszerzenie operacji wojskowych, w tym możliwość przejęcia wyspy Kharg – głównego terminalu eksportowego irańskiej ropy. Stawka jest ogromna, a dla polskich kierowców i odbiorców gazu oznacza to jedno: ceny na stacjach i w rachunkach mogą w najbliższych tygodniach ponownie pójść w górę.

  • Emerytura zależna od dzieci? Burzliwa dyskusja w rządzie

    Emerytura zależna od dzieci? Burzliwa dyskusja w rządzie

    Czy wiek emerytalny kobiet powinien być powiązany z posiadaniem dzieci? Propozycja minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz wywołała ostrą debatę, która podzieliła nie tylko opinię publiczną, ale i sam rząd.

    Pomysł minister: nagroda za rodzicielstwo

    W rozmowie z RMF FM Pełczyńska-Nałęcz rozwinęła swoją wcześniejszą wypowiedź dla WP. Zasugerowała, że kobiety, które nie mają dzieci, powinny mieć taki sam wiek emerytalny jak mężczyźni. Jak tłumaczyła, chodzi o to, by „nagradzać rodzicielstwo” poprzez dodatkowe środki emerytalne za wysiłek rodzicielski.

    Podczas wywiadu zwróciła uwagę, że obecnie w Polsce co czwarty mężczyzna nie dożywa do emerytury, a co druga młoda kobieta podejmuje decyzję o nieposiadaniu dzieci. Jej zdaniem, z każdym rokiem młodzi ludzie muszą dopłacać do emerytur innych, co uzasadnia zmianę systemu.

    • A ci, którzy nie mają dzieci, w tym kobiety, są traktowani tak samo, jak mężczyźni, nie gorzej, tak samo – wyjaśniała na antenie minister.

    Funduszowa nie chce „bykowego”

    Mimo kontrowersyjnego wydźwięku propozycji, Pełczyńska-Nałęcz wyraźnie zaznaczyła, że nie jest zwolenniczką tzw. bykowego, czyli podatku lub wyższych składek nakładanych na osoby bezdzietne i stanu wolnego. Takie rozwiązanie w Polsce nie obowiązuje i minister nie chce go wprowadzać.

    Krytyka: matki skazane na biedę?

    Pomysł szybko spotkał się z falą krytyki. Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekonomistka i prorektor ds. nauki oraz dyrektor Instytutu Statystyki i Demografii SGH, w rozmowie z money.pl stwierdziła, że takie rozwiązanie może prowadzić do poważnych konsekwencji.

    – Matki będą skazane na biedę. Kobiety żyją dłużej, są narażone na wdowieństwo i samotność. To wszystko razem może doprowadzić do nierówności i wykluczenia matek – przestrzegła ekonomistka.

    Szefowa MRPiPS: to jak z „Opowieści podręcznej”

    Do propozycji odniosła się również minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. W czwartek na antenie TVP Info przyznała, że osobiście jest zwolenniczką dobrowolności i opowiedziała się za zrównaniem wieku emerytalnego w dół.

    – Mówi jakieś rzeczy, one rzeczywiście przypominają pomysły jak z kart „Opowieści podręcznej”, że będziemy teraz liczyć dzieci kobiet – skomentowała Dziemianowicz-Bąk.

    Minister pracy zwróciła również uwagę na brak logiki w propozycji dotyczącej tylko kobiet.

    – Ale ja chciałabym zapytać, a co z mężczyznami, którzy także mają dzieci? Oni także wychowują swoje dzieci, ojcowie są obecni coraz częściej, dlaczego oni nie mają być uwzględniani? To absurdalne – oceniła.

    Podział w rządzie

    Szefowa MRPiPS podkreśliła, że nie otrzymała żadnej propozycji od Pełczyńskiej-Nałęcz w tej sprawie. Dziemianowicz-Bąk zaapelowała do koalicjantów i opozycji o rozmowy na temat innych projektów emerytalnych, np. emerytur stażowych.

    – Rozmawiajmy o tym, jak umożliwić ludziom, którzy bardzo szybko rozpoczęli aktywność zawodową, mają już określony staż pracy, żeby mogli korzystać z tych uprawnień emerytalnych – dodała, podkreślając, że aktywność zawodowa powinna być „dobrowolna i faktycznie możliwa, a nie przymusowa”.

    Pomysł minister funduszy pokazuje, jak wrażliwym tematem w Polsce pozostaje przyszłość systemu emerytalnego. Choć autorka koncepcji zapewnia, że nie chodzi o karanie bezdzietnych, krytycy widzą w tym narastanie nierówności i ryzyko dla matek.

  • Kontra NIK: gigantyczne nadgodziny i komercyjne leczenie na koszt NFZ w Szpitalu Południowym

    Kontra NIK: gigantyczne nadgodziny i komercyjne leczenie na koszt NFZ w Szpitalu Południowym

    Najwyższa Izba Kontroli opublikowała właśnie raport, który rzuca nowe światło na działalność legendarnego już Szpitala Południowego w Warszawie. Kontrola, przeprowadzona z inicjatywy własnej Izby między wrześniem 2025 r. a okresem obejmującym lata 2022–2025, ujawnia nie tylko poważne przeciążenie personelu, ale także systemowe mieszanie środków publicznych z komercyjnymi. Placówka otrzymała łącznie 11 wniosków pokontrolnych.

    Lekarz pracował 304 godziny miesięcznie

    Z ustaleń kontrolerów wynika, że organizacja pracy personelu medycznego w Szpitalu Południowym prowadziła do ekstremalnego przeciążenia. Skrajnym przykładem jest jeden z lekarzy, który przepracował w ciągu miesiąca 304 godziny i 30 minut, oraz pielęgniarka, która miała na koncie 249 godzin w tym samym okresie. NIK zwraca uwagę, że tak znaczne wydłużenie czasu pracy nie tylko negatywnie wpływa na sam personel, ale może też mieć niekorzystny wpływ na jakość udzielanych świadczeń zdrowotnych, w tym na zdrowie lub życie pacjentów.

    Co więcej, na kontrolowanych oddziałach — chirurgii ogólnej oraz chorób wewnętrznych — podczas dyżurów pracowało znacznie mniej personelu, niż deklarowano Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

    Nieistniejące centrum i komercyjne zabiegi na NFZ-owskim sprzęcie

    Szczególne zastrzeżenia NIK wzbudziło funkcjonowanie „Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa”. Mimo że było szeroko reklamowane, formalnie nie istniało w strukturach szpitala. W praktyce na Oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej, w ramach którego działało WCCK, nie zapewniono należytego rozdzielenia pacjentów leczonych nieodpłatnie (finansowanych z NFZ) i odpłatnie.

    Według kontrolerów, ten sam personel, ten sam sprzęt oraz te same sale – opłacane ze środków NFZ – były jednocześnie wykorzystywane do obsługi pacjentów prywatnych. Co więcej, grafiki dyżurów były tak układane, by lekarze w tych samych godzinach pracowali zarówno dla Funduszu, jak i w ramach komercyjnych przyjęć. Dodatkowo, pokoje przeznaczone dla pacjentów WCCK — tzw. pokoje łóżkowe — nie były odpowiednio wyposażone: brakowało w nich umywalek, mydła i ręczników papierowych. W zamian w jednym z pomieszczeń znajdowały się sprzęty komfortowe, takie jak telewizor, fotele i aneks kuchenny, a duża część powierzchni w ogóle nie była używana.

    SOR z planowymi pacjentami

    Kontrola wykazała również nieprawidłowości na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR). Zgodnie z prawem SOR dedykowany jest stanom nagłego zagrożenia życia lub zdrowia. Tymczasem, choć w ograniczonym zakresie, odbywały się tam przyjęcia na leczenie szpitalne w trybie planowym. Kierownik SOR tłumaczył, że tacy pacjenci nie wchodzili do kolejki chorych wymagających pilnej pomocy, a ich przyjęcia odbywały się, gdy nikt nie oczekiwał na rejestrację. Zdaniem NIK, takie rozwiązanie mogło jednak kolidować z przyjęciami w trybie nagłym.

    Ministerstwo umywa ręce, miasto analizuje raport

    Odniesienia do wyników kontroli w środę rano poproszona została minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

    — W szczegółach (tego raportu) nie znam, natomiast myślę, że przede wszystkim z tymi wynikami powinien się zapoznać i wdrażać nowy zarząd szpitala, rada nadzorcza oraz właściciel — powiedziała na antenie Radia Zet.

    Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapewnił podczas konferencji, że ratusz analizuje treść raportu. — Wyciągniemy z raportu wnioski — zadeklarował, dodając, że zależy mu, aby Szpital Południowy i warszawska opieka zdrowotna mogły funkcjonować normalnie.

    Afera trwa: śledztwa i kontrole

    Przypomnijmy, że sprawa Szpitala Południowego nabrała rozgłosu po publikacji portalu Zero.pl z 15 czerwca, która ujawniła m.in. zarobki lekarza Dawida Kacprzyka. Obecnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi dwa śledztwa — jedno dotyczy podejrzenia oszustwa na kwotę przekraczającą pół miliona złotych, drugie możliwego nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, m.in. w związku z zasadami triażu na SOR. Jak przekazał minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, od początku 2023 roku odnotowano łącznie 12 zgłoszeń w sprawie zgonów w Szpitalu Południowym. Postępowania w trzech przypadkach nie zostały wszczęte, cztery umorzono, a pięć nadal jest analizowanych przez prokuraturę.

    Dodatkowo samorząd lekarski rozpatruje wniosek o zawieszenie prawa wykonywania zawodu Dawida Kacprzyka do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę. W samej placówce trwają kontrole – prowadzą je między innymi NFZ, stołeczny ratusz, Państwowa Inspekcja Pracy oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne. Ministerstwo Zdrowia zleciło z kolei wojewodzie mazowieckiemu i konsultantowi krajowemu w dziedzinie medycyny ratunkowej inspekcję SOR-ów Szpitala Południowego oraz Szpitala Bródnowskiego, obejmującą przypadki zgonów na oddziałach ratunkowych. Swoją kontrolę w sprawie ochrony danych osobowych zapowiedział też Urząd Ochrony Danych Osobowych.