Blog

  • Glapiński ostrzega przed podwyżkami stóp. Kto zyskał, kto stracił na dzisiejszych zamieszaniach?

    Glapiński ostrzega przed podwyżkami stóp. Kto zyskał, kto stracił na dzisiejszych zamieszaniach?

    Czy Polska stoi w przededniu kolejnego zacieśniania polityki pieniężnej? Prezes NBP, prof. Adam Glapiński, podczas wczorajszej konferencji prasowej dał wyraźny sygnał – prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych wzrosło. Ale to niejedyna sensacja, która wstrząsnęła rynkami w tym tygodniu.

    Jastrzębi zwrot na Wiejskiej

    Majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej przyniosło decyzję zgodną z oczekiwaniami: stopa referencyjna została utrzymana na poziomie 3,75%. Jednak prawdziwa bomba wybuchła dzień później.

    Podczas konferencji prasowej prezes Glapiński przedstawił wyraźnie jastrzębie stanowisko. Wprost przyznał, że obecnie jesteśmy bliżej podwyżek niż obniżek. Zauważył także, że prawdopodobieństwo podniesienia kosztu pieniądza wzrosło przez ostatni miesiąc. To istotna zmiana w dotychczasowej narracji!

    „Jeśli dynamika cen wyrwie się z przedziału odchyleń wokół celu oraz prognozy będą pokazywać, że taki stan ma się utrzymać, Rada jest gotowa do działania” – powiedział prezes NBP.

    Obroną dla obecnego poziomu stóp może być fakt, że kwietniowa inflacja konsumencka (3,2% r/r) nadal mieści się w celu NBP (2,5% r/r z symetrycznym przedziałem odchyleń +/- 1 pkt proc.). Jednak prezes zwrócił uwagę na niepokojące czynniki, takie jak wyższe ceny paliw, które ograniczają przestrzeń konsumpcyjną. Rynek po tym wystąpieniu nie zmienił zdania – kontrakty dalej sugerują, że czekają nas podwyżki stóp jeszcze w tym roku.

    Geopolityczny rollercoaster i silny złoty

    Tymczasem na arenie międzynarodowej trwa prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Stany Zjednoczone złożyły Iranowi propozycję pokojową, obejmującą m.in. otwarcie cieśniny Ormuz. Donald Trump wyraźnie spieszy się z zakończeniem konfliktu, licząc na ogłoszenie porozumienia jeszcze przed planowaną wizytą w Pekinie (14-15 maja).

    Ale Iran zwleka z odpowiedzią, a do tego doszła do… regularnej bitwy morskiej! W nocy trzy amerykańskie okręty znalazły się pod ostrzałem rakiet, dronów i łodzi szturmowych. Odpowiedź USA również była stanowcza.

    Mimo to, rynki zachowały zimną krew. Dlaczego? Prezydent Trump nazwał te ataki pieszczotliwym mianem „love tap” (miłosne stuknięcie) i podkreślił, że Teheran nadal jest zainteresowany porozumieniem. Inwestorzy najwyraźniej „kupili” tę narrację. Początek piątkowej sesji to delikatny odwrót od dolara, na którym skorzystał też złoty.

    Skandynawski paradoks i czekanie na Amerykę

    Podczas gdy RPP w Polsce i Riksbank w Szwecji pozostawiły stopy bez zmian (szwedzka stopa referencyjna to 1,75%), niespodzianka nadeszła z Norwegii. Norges Bank niespodziewanie podniósł koszt pieniądza z 4% do 4,25%.

    Różnica jest efektem diametralnie odmiennej sytuacji inflacyjnej. W Norwegii CPI wynosi 3,6% r/r, podczas gdy w Szwecji mamy do czynienia z deflacją na poziomie -0,2% r/r. Ta jastrzębia decyzja z Oslo błyskawicznie wzmocniła koronę norweską względem złotego.

    A co dalej? Wszystkie oczy zwrócone są teraz na publikację kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy (NFP), zaplanowaną na godz. 14:30. Po całkiem optymistycznych danych ADP możliwe są niespodzianki, które mogą rozruszać waluty. Dodatkowo, rozczarowujące dane o produkcji przemysłowej z Niemiec (spadek o blisko 3% w marcu) oraz rosnąca inflacja na Węgrzech (2,1% r/r, w tym 0,4% tylko w kwietniu) psują nastroje na Starym Kontynencie.

    Podsumowując: lokalnie dostaliśmy jasny sygnał o możliwych podwyżkach stóp. Globalnie – rynki wstrzymują oddech przed amerykańskimi danymi, udowadniając przy okazji zadziwiającą odporność na geopolityczne wstrząsy. To był intensywny tydzień!

  • Geopolityczna huśtawka: Jak Cieśnina Ormuz podbija ceny ropy i zaskakuje rynki?

    Geopolityczna huśtawka: Jak Cieśnina Ormuz podbija ceny ropy i zaskakuje rynki?

    Czy światowe rynki wpadają w panikę? Po tygodniach względnego spokoju w strategicznej Cieśninie Ormuz znowu wybuchły walki – i to natychmiast odbiło się na notowaniach surowców oraz walut. Zatoka Perska znów jest w centrum geopolitycznego napięcia, a portfele inwestorów drżą w oczekiwaniu na kolejne akty tego dramatu.

    Ropa w szalonym galopie, dolar w natarciu

    Wszystko zaczęło się od poważnej wymiany ognia między siłami USA a Iranem na tym kluczowym szlaku morskim. To nie był jedyny cios – Iran przeprowadził również atak dronowy na infrastrukturę petrochemiczną Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Efekt? Cena baryłki ropy Brent skoczyła z 108 USD do 114 USD w ciągu jednej sesji! Jak podaje Bloomberg, to największy jednodniowy wzrost od początku kwietnia, a od początku roku ropa zdrożała już o 71 proc.

    Prezes Aramco, największego na świecie koncernu naftowego, ostrzegł, że brak dostaw przez Cieśninę Ormuz oznacza, iż na globalny rynek nie dociera 100 mln baryłek ropy tygodniowo.

    Jeśli taka sytuacja utrzyma się jeszcze przez miesiąc, normalizacja na globalnym rynku ropy będzie możliwa dopiero w przyszłym roku. Nic dziwnego, że rynek jest w szoku.

    Gdy trwoga, to do dolara – ta stara prawda znów się potwierdziła. Amerykańska waluta umocniła się wobec euro, a także osłabiła polskiego złotego. Paradoksalnie, w odwrocie znalazło się złoto, które w szczytowym momencie potaniało o około 100 USD za uncję. Ale to nie koniec niespodzianek.

    Bitcoin zaskakuje, Australia podnosi stopy

    Podczas gdy inwestorzy uciekali w stronę dolara, bitcoin zyskiwał na wartości. Kapitał spekulacyjny wyraźnie szuka okazji, a to sugeruje, że niektórzy zaczynają już wypatrywać stóp zwrotu nawet w tak niepewnych czasach.

    W tle tych wszystkich zawirowań mamy też ważną decyzję z drugiego końca świata. Bank Rezerwy Australii po raz trzeci z rzędu podniósł stopy procentowe. Powód? Walka z inflacją sięgającą 4,6% rocznie, którą dodatkowo nakręcają drożejące ceny ropy. Decyzja przełożyła się na umocnienie dolara australijskiego.

    Czy to dopiero początek?

    Sytuacja jest dynamiczna i pełna sprzecznych sygnałów. Z jednej strony pojawiają się głosy ostrzegawcze. Tracy Shuchart z NinjaTrader Group wskazuje, że czynniki hamujące dotychczasowe wzrosty cen – jak wysokie zapasy czy uwolnienie rezerw strategicznych – „praktycznie się wyczerpały”. Jej zdaniem, „docieramy do punktu krytycznego, w którym to zacznie mieć znaczenie”.

    Z drugiej strony niektórzy analitycy upatrują nadziei w dyplomacji. Nikos Tzabouras z Tradu zauważa, że zbliżające się spotkanie prezydentów USA i Chin może być szansą, ponieważ „obie strony mają motywację, by zakończyć konflikt”.

    Jedno jest pewne: Cieśnina Ormuz znowu stała się geopolitycznym epicentrum, od którego kondycji zależą ceny na stacjach benzynowych na całym świecie. Inwestorzy powinni zapinać pasy – bo zapowiada się bardzo wyboista jazda.

  • Atomowy gigant płynie na ratunek światowej ropie. To najpotężniejszy lotniskowiec Europy!

    Atomowy gigant płynie na ratunek światowej ropie. To najpotężniejszy lotniskowiec Europy!

    Najpotężniejszy okręt Europy właśnie rusza w stronę najbardziej gorącego punktu na światowej mapie. Francuski lotniskowiec Charles de Gaulle (R91), jedyny europejski atomowiec tej klasy, przekroczył Kanał Sueski i kieruje się na południe Morza Czerwonego – prosto w stronę zablokowanej cieśniny Ormuz.

    Misja: odblokować 20% światowej ropy

    To nie jest zwykły rejs. Pod koniec stycznia 2026 r. okręt wypłynął z bazy w Tulonie na rutynowe ćwiczenia na północnym Atlantyku. Jednak po atakach Stanów Zjednoczonych i Izraela 28 lutego 2026 r., w wyniku których zginął najwyższy irański przywódca, sytuacja zmieniła się diametralnie. Teheran odpowiedział zamknięciem strategicznej cieśniny 4 marca. W efekcie utknęło tam około 2000 statków handlowych, a składki ubezpieczeniowe dla żeglugi wzrosły czterokrotnie. Dlaczego to takie ważne? Przez Ormuz przepływa niemal 20 proc. światowej ropy naftowej.

    Koalicja morska pod przewodnictwem Francji i Wielkiej Brytanii jest gotowa eskortować tankowce przez Cieśninę Ormuz, jeśli Iran zgodzi się na amerykańską propozycję zakończenia wojny – informuje Bloomberg.

    Już 3 marca Charles de Gaulle został pilnie przekierowany. Francja i Wielka Brytania wspólnie przewodzą wielonarodowej inicjatywie, popartej przez ponad 40 państw, której celem jest przywrócenie bezpiecznej żeglugi.

    Pływająca twierdza z napędem atomowym

    Dlaczego akurat ten okręt?

    Francuski lotniskowiec to prawdziwa legenda i unikat na skalę kontynentu. Jest flagowym okrętem Marine Nationale i jedynym w Europie napędzanym energią jądrową lotniskowcem w pełnej gotowości bojowej. To też jedyny poza amerykańskimi, który łączy w sobie napęd atomowy z systemem startu katapultowego CATOBAR. Co to oznacza?

    • Napęd jądrowy: Dzięki dwóm reaktorom K15 może płynąć praktycznie bez limitu zasięgu. Nie musi tankować jak zwykłe okręty.
    • System CATOBAR: Dwie katapulty parowe wyrzucają samoloty, a trzy hydrauliczne liny hamują je przy lądowaniu. Dzięki temu może operować cięższymi, w pełni uzbrojonymi maszynami, nawet przy trudnych warunkach.

    Na pokładzie znajduje się około 20 myśliwców wielozadaniowych Rafale Marine. Towarzyszy mu potężna grupa bojowa: osiem fregat oraz dwa okręty desantowe klasy Mistral. To nie jest samotny wysłannik, lecz cała pływająca baza wojskowa.

    Kluczowe dane techniczne

    Charles de Gaulle to istna pływająca twierdza:

    • Wyporność: 42 tys. 500 t przy pełnym obciążeniu
    • Długość: 261,50 m
    • Załoga: około 1777–2000 osób
    • Prędkość maksymalna: 30 węzłów (56 km/h)
    • Autonomia: nieograniczona dzięki napędowi jądrowemu; pełne zaopatrzenie na 45 dni.
    • Grupa lotnicza: Może wykonywać 100 lotów dziennie przez 7 dni bez przerwy.

    Porównanie z konkurencją

    W kontekście europejskiej marynarki Charles de Gaulle pozostaje absolutnym liderem. Jedyny konkurent pod względem rozmiaru to brytyjski HMS Queen Elizabeth (ok. 65-70 tys. t). Jednak Brytyjczycy zrezygnowali z napędu jądrowego na rzecz turbin gazowych i systemu startu pionowego STOVL, który operuje lżejszymi myśliwcami F-35B.

    Amerykańskie lotniskowce klasy Nimitz i Gerald R. Ford to giganty o wyporności 100–110 tys. t, ale francuski „mały brat” ma podobne kluczowe cechy: nieograniczony zasięg i system katapultowy. Z kolei chiński program lotniskowcowy szybko rośnie, ale jego okręty mają mniejsze doświadczenie bojowe.

    Dlaczego ta misja ma znaczenie dla nas wszystkich?

    Oficjalny komunikat z kancelarii prezydenta Macrona jest jasny. Decyzja o skierowaniu lotniskowca ma zasygnalizować gotowość koalicji do zabezpieczenia cieśniny. Francja podkreśla, że nie jest stroną wojny, ale oferta eskorty tankowców jest aktualna, jeśli Iran przestanie atakować statki.

    Napięcie jest ogromne. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiedział, że dzięki „nowym protokołom” zapewniony zostanie bezpieczny przepływ przez cieśninę. Jednak przedstawiciele branży transportu morskiego mówią wprost: jest zbyt wcześnie i utrzymuje się za duża niepewność, aby myśleć o szybkim wznowieniu rejsów.

    Historia w służbie bezpieczeństwa

    To nie pierwsza tak poważna misja dla tego weterana. Od wejścia do służby 18 maja 2001 r. brał udział w niemal wszystkich większych operacjach Francji i NATO. Jego szlak bojowy prowadził od Afganistanu (operacja Héraclès) przez Libię (operacja Harmattan) aż po walkę z ISIS w Iraku i Syrii.

    W 2025 r. zakończył pierwszą pełną misję na Pacyfiku. Teraz, w maju 2026 r., jego kurs prowadzi wprost w epicentrum światowego kryzysu gospodarczego. Cieśnina Ormuz jest kluczowym punktem na mapie globalnych dostaw energii. Decyzje podejmowane teraz mogą wpłynąć na ceny paliw na całym świecie.

    Gotowość jest ogłoszona. Oręż – najnowocześniejszy w Europie. Cel – jasny. Teraz wszystko zależy od decyzji politycznych w Teheranie i Waszyngtonie.

  • Bańka AI pęka? Legendarni inwestorzy ostrzegają! A tuż za rogiem czają się… podwyżki stóp?

    Bańka AI pęka? Legendarni inwestorzy ostrzegają! A tuż za rogiem czają się… podwyżki stóp?

    Czy czeka nas powtórka z historii? Paul Tudor Jones, legendarny miliarder, i Michael Burry, który przewidział kryzys z 2008 roku, biją na alarm! Ich zdaniem obecny szał na sztuczną inteligencję coraz bardziej przypomina końcową fazę bańki dot-comów z przełomu wieków.

    Hossa, euforia i… zaślepienie?

    Nagle wszyscy są ekspertami od sztucznej inteligencji, a spółki z hasłem „AI” w nazwie biją rekordy wycen. Według Comparic.pl Michael Burry twierdzi, że inwestorzy w ogóle przestali reagować na twarde dane makro. Decyzje podejmowane są wyłącznie pod wpływem narracji technologicznej, a nie realnych fundamentów biznesowych. A to prosta droga do… spektakularnej korekty.

    Paul Tudor Jones porównuje obecny boom do bańki internetowej z lat 90. i uważa, że rynek wszedł w jej najbardziej ryzykowną fazę.

    Jones wierzy, że cały cykl hossy może potrwać jeszcze 1-2 lata, ale koniec może być gwałtowny. A to nie jedyne niebezpieczeństwo na horyzoncie.

    Nie tylko AI. W Polsce szykuje się prawdziwy trzęsienie ziemi

    Gdy światowi inwestorzy patrzą w chmury technologicznego szału, w Polsce dzieje się coś, co może wstrząsnąć rynkiem finansowym u nas. Grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości złożyła w Sejmie projekt ustawy, który może oznaczać zakaz działalności kryptowalutowej w kraju.

    Co dokładnie proponują? Według portalu Comparic.pl projekt przewiduje:

    • Wpisanie kryptoaktywów do katalogu zakazanych praktyk rynkowych.
    • Potencjalny zakaz funkcjonowania giełd i kantorów kryptowalutowych.
    • Nowe uprawnienia dla służb – Prezes UOKiK mógłby wnioskować do ABW o blokadę rachunków w 24h, a operatorzy telekomunikacyjni mieliby blokować strony związane z handlem kryptowalutami.
    • Surowe sankcje – nawet do 10 lat więzienia za prowadzenie działalności na dużą skalę.

    Przedsiębiorcy mieliby tylko 2 miesiące na zamknięcie działalności od wejścia ustawy w życie.

    Złoto wciąż w grze, ale…

    Tymczasem cena złota utrzymuje się w pobliżu 4700 USD za uncję. Ale tu pojawia się kolejny ciekawy wątek. Premier Indii, Narendra Modi, zaapelował do swoich 1,4 mld obywateli, by… przestali kupować złoto i biżuterię na cały rok! Powód? Chce odciążyć rezerwy walutowe kraju, mocno nadszarpnięte przez import ropy naftowej i właśnie złota.

    Czy to oznacza spadek cen kruszcu? Nie tak szybko. Morgan Stanley utrzymuje cel dla złota na poziomie 5200 USD do końca 2026 roku. Kluczem jest tu nie geopolityka, a polityka monetarna Fed. Bank uważa, że cena wystrzeli w górę, gdy rynek zacznie wyceniać obniżki stóp procentowych, które spodziewane są w 2027 roku.

    Prezes NBP ostrzega: Polska stoi w obliczu podwyżek stóp

    A skoro już o stopach mowa – sprawy w Polsce też się komplikują. Prezes NBP Adam Glapiński po majowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej jasno dał do zrozumienia, że prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych wyraźnie wzrosło. Retoryka banku centralnego stała się zdecydowanie bardziej „jastrzębia”.

    Dlaczego? Dwa główne scenariusze:

    1. Przekroczenie górnej granicy celu inflacyjnego (3,5%).
    2. Wysokie ryzyko dalszego wzrostu cen w prognozach NBP, nawet jeśli formalnie inflacja będzie poniżej celu.

    Głównym winowajcą są ceny energii, napędzane przez konflikt na Bliskim Wschodzie, które podnoszą koszty w całej gospodarce.

    Srebro i Bitcoin też nie próżnują

    Na koniec dwie szybkie informacje dla spekulantów:

    • Srebro w ciągu trzech dni podrożało o ponad 10%, wracając w okolice 80 USD za uncję. To mocny sygnał techniczny wskazujący na możliwą zmianę trendu. Czy cel 100 USD jest w zasięgu ręki?
    • Bitcoin po odbiciu o 36% od marcowego dna znajduje się w okolicach 82-83 tys. USD. Ale uwaga! Wskaźnik RSI wskazuje na wykupienie rynku. Analityk znany jako Chiefy widzi strukturę podobną do tej z 2022 roku i ostrzega przed scenariuszem spadku nawet do… 42 tys. USD. Wszystko może się jednak zmienić, jeśli BTC obroni kluczową strefę wsparcia 78-80 tys. USD.

    Jak widać, rynek finansowy to jeden wielki wulkan emocji. Od euforii wokół AI, przez polityczne trzęsienia ziemi w Polsce, po zmagania banków centralnych z inflacją. Jedno jest pewne – na nudę nie można narzekać. A ostrzeżenia legendarnych inwestorów zawsze warto traktować poważnie.

  • Zapisane na stacjach! Ceny paliw lecą w dół – minister energii publikuje aktualne limity

    Zapisane na stacjach! Ceny paliw lecą w dół – minister energii publikuje aktualne limity

    Czy w końcu możemy odetchnąć po kilku miesiącach szalejących cen na stacjach paliw? Wygląda na to, że tak! Ministerstwo Energii ogłosiło nowe, niższe maksymalne ceny obowiązujące od 12 maja, a prognozy analityków na kolejne dni są jeszcze bardziej optymistyczne. To prawdziwy prezent dla kierowców.

    Twarde limity na każdy dzień

    Zasada jest prosta: każdego dnia minister energii publikuje maksymalne stawki, które obowiązują przez kolejną dobę. Wyjątkiem są weekendy, gdzie piątkowe limity działają aż do poniedziałku włącznie.

    Ostatnie obwieszczenie jest wyjątkowo przyjemne dla portfela. Oto pułapy cenowe na wtorek, 12 maja 2026 roku:

    • Benzyna 95 – nie więcej niż 6,30 zł/l
    • Benzyna 98 – nie więcej niż 6,81 zł/l
    • Olej napędowy (ON) – nie więcej niż 6,93 zł/l

    Te obniżki są możliwe dzięki specjalnemu pakietowi podatkowemu „CPN”, który obniża VAT na paliwa z 23% do 8% i zmniejsza stawkę akcyzy. Pakiet ten obowiązuje do 15 maja 2026 roku.

    A to dopiero początek? Prognozy są jeszcze lepsze!

    Jeśli myślicie, że to już koniec dobrych wiadomości, to jesteście w błędzie! Analitycy z firmy Reflex spoglądają dalej w przyszłość i ich prognozy na tydzień 9-11 maja są naprawdę piorunujące.

    Według ich szacunków ceny na stacjach mają spaść jeszcze bardziej. Diesel ma potanieć o kolejne 30 groszy i zejść do poziomu 6,90 zł/l, ponownie zniżając się poniżej magicznej granicy 7 złotych. Benzyna 95 ma stracić 25 groszy, osiągając cenę 6,17 zł/l, a autogaz ma być tańszy o 8 groszy.

    To prawdziwe odwrócenie trendu, bo jeszcze w poprzednim tygodniu większość paliw drożała. Benzyna 95 podrożała wtedy o 18 groszy, diesel o 12, a benzyna 98 o 19 groszy.

    Skąd ta nagła zmiana? Odpowiedź leży na Bliskim Wschodzie

    Ten nagły zwrot w cenach ma swoje źródło tysiące kilometrów od polskich stacji – w Zatoce Perskiej. Kluczem jest gwałtowny spadek cen ropy naftowej na światowych rynkach.

    Ropa Brent w ciągu zaledwie tygodnia potaniała o 8 USD za baryłkę na rynku terminowym. Jeszcze wyraźniejszy był spadek na rynku spot, gdzie cena spadła o 17 USD za baryłkę. W efekcie cena baryłki Brent oscyluje teraz wokół 100 USD.

    Co wywołało tę przecenę? Rynek zareagował optymistycznie na doniesienia o możliwym porozumieniu pokojowym między USA a Iranem. Stany Zjednoczone przekazały Iranowi 14-punktowe memorandum pokojowe i czekają na odpowiedź Teheranu.

    Prezydent Trump ponownie zagroził wznowieniem ataków, jeśli Iran odrzuci propozycję.

    Mimo zawieszenia broni, sytuacja pozostaje napięta. Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około 1/5 światowych dostaw ropy, pozostaje w praktyce zablokowana. Przez ten strategiczny szlak wodny przepływają tylko pojedyncze statki.

    Co dalej z programem CPN?

    W tej chwili to właśnie rządowy pakiet „CPN” jest głównym buforem chroniącym kierowców przed pełnymi wahnięciami cen na światowych rynkach. Według wyliczeń Ministerstwa Energii, program kosztuje budżet 1,6 mld zł miesięcznie, ale pozwala kierowcom zaoszczędzić nawet 3 mld zł w tym samym czasie.

    Resort energii rekomenduje utrzymanie tego wsparcia, a minister Miłosz Motyka zapowiada, że decyzja zapadnie w tym tygodniu po konsultacjach z ministrem finansów. Analitycy Reflex oceniają jednak, że przy wciąż napiętej sytuacji geopolitycznej pełne wycofanie się z pakietu już w połowie maja jest mało prawdopodobne.

    Im niższe będą globalne ceny ropy, tym łatwiej będzie rządowi zrezygnować z tego mechanizmu bez bolesnych skutków dla portfeli kierowców. Na razie jednak niepewność wokół Cieśniny Ormuz sprawia, że taka decyzja byłaby przedwczesna.

    Jedno jest pewne: nadchodzący tydzień zapowiada się dla kierowców wyjątkowo korzystnie. Najwyższa pora zatankować do pełna!

  • Prezydent Nawrocki stawia Polaków przed wyborem. Kontrowersyjne referendum klimatyczne już w Senacie

    Prezydent Nawrocki stawia Polaków przed wyborem. Kontrowersyjne referendum klimatyczne już w Senacie

    Czy polityka klimatyczna Unii Europejskiej jest dla Polski zbyt droga? Czy też może to rezygnacja z niej okaże się jeszcze kosztowniejsza? Prezydent Karol Nawrocki złożył w Senacie wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum w tej sprawie. Data głosowania jest już proponowana – 27 września. Propozycja od samego początku wzbudza ogromne emocje i ściera skrajne opinie ekspertów.

    Właśnie padło konkretne, jednoznaczne pytanie, które ma trafić do urn. Jego treść już teraz wywołuje burzę. O co dokładnie chodzi i jaki jest prawdziwy cel tej inicjatywy?

    Pytanie, które dzieli

    Prezydenckie pytanie referendalne brzmi: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Od momentu publikacji jest ono krytykowane za tendencyjność i sugerowanie „właściwej” odpowiedzi.

    W otoczeniu głowy państwa słyszymy jednak, że tak ostre postawienie sprawy było konieczne – mówi Business Insiderowi osoba związana z Pałacem Prezydenckim. – Ludzie punktowo słyszeli o niektórych [dyrektywach], ale bez mocnego komunikatu całość tych faktów się nie przebije.

    Uzasadnienie wniosku przekonuje, że unijny kurs na neutralność klimatyczną „dotyka praktycznie wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej”. Wymienia się tu gospodarstwa domowe, które mają płacić więcej za ogrzewanie i transport w ramach systemu ETS2, właścicieli nieruchomości zmuszonych do termomodernizacji, rolników oraz pracowników branż energochłonnych.

    Gigantyczne koszty czy gigantyczne straty? Dwa oblicza debaty

    Strona prezydencka nie owija w bawełnę swoich argumentów. Powołuje się na wyliczenia, według których koszt wdrożenia polityki klimatycznej dla Polski w ciągu najbliższych 14 lat ma wynieść 3,5 bln zł. To średnio 6 proc. PKB rocznie. Za każdy dodatkowy procent redukcji emisji do 2040 roku mielibyśmy płacić – według tych danych – 57 mld zł więcej.

    Jesteśmy głęboko przekonani, że nas na to nie stać – mówi ekspert z kręgu Karola Nawrockiego. – Politycy, urzędnicy, ale i przedstawiciele biznesu w kuluarach wypowiadają się o unijnej polityce klimatycznej dużo ostrzej niż publicznie. Ktoś musi podnieść flagę.

    Prezydenccy doradcy wskazują też na globalny kontekst: UE odpowiada za jedynie 6 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych, podczas gdy reszta świata je zwiększa. Przykład? Emisje w Chinach od 1990 roku wzrosły o ponad 318 proc., a w Indiach – o ponad 223 proc.

    Ale nie wszyscy zgadzają się z tą narracją. Barbara Rogala z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki ocenia pytanie referendalne jako „nieuczciwe intelektualnie”.

    Bardzo skomplikowane, złożone i dotyczące wielu obszarów naszego życia problemy zostają sprowadzone do jednego hasła, a polityka klimatyczna staje się kozłem ofiarnym – mówi Rogala. – Wysokie ceny energii w dużej mierze wynikają z kryzysów, które nie mają nic wspólnego z dążeniami do ograniczania emisji.

    Przypomina też o kosztach braku działania. W rekordowych latach koszty suszy w Polsce sięgają nawet 11 mld zł.

    To skutki zmiany klimatu, które obserwujemy tu i teraz, a nie w jakimś odległym, wyobrażonym scenariuszu – argumentuje. – Bez polityki klimatycznej bylibyśmy na ścieżce do dużo większego globalnego wzrostu temperatur niż jesteśmy obecnie.

    Rozłam w prezydenckim zapleczu i głosy z zewnątrz

    Inicjatywa referendalna wywołała natychmiastowe reperkusje. Z prezydenckiej Rady ds. Energii i Zasobów Naturalnych odszedł Andrzej Guła, prezes Polskiego Alarmu Smogowego. W liście otwartym napisał: „Wyrzucenie całego konceptu polityki gospodarczej do kosza byłoby ogromnym błędem”.

    Zamiast rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach, które mogą poprawić jakość życia milionów ludzi w Polsce, brniemy w antagonizujący konflikt – ocenia Guła. – Odejście od konkretnych prac nad tymi rozwiązaniami na rzecz politycznej wojny jest dla mnie rozczarowaniem.

    Inni eksperci, jak Michał Hetmański z Fundacji Instrat, przyznają, że polityka klimatyczna UE wymaga korekt, szczególnie wobec przemysłu energochłonnego, ale podkreślają jej strategiczny sens.

    Jako Europa nie możemy trwać w zależności od drogich, importowanych paliw kopalnych – mówi Hetmański. – Od zeszłego roku UE daje nowe narzędzia wsparcia dla czystego przemysłu. Dlaczego niemiecki minister finansów przekazuje swoim branżom prawie 2 mld euro, a polski nie chce przeznaczyć na to samo nawet 2 mld zł?

    Co dalej?

    Senat musi teraz rozpatrzyć wniosek. Jego przyjęcie otworzyłoby drogę do wrześniowego głosowania, które – niezależnie od wyniku – zapowiada się na jedną z najgorętszych debat politycznych tego roku. Czy rzeczywiście uda się „podnieść flagę” i zmienić kurs Unii, jak chcą tego autorzy inicjatywy? Czy może, jak ostrzegają przeciwnicy, „stawiamy ludzi pod ścianę”, zamiast prowadzić merytoryczną dyskusję o przyszłości kraju? Odpowiedź poznamy już niedługo.

  • Tajwański gigant Foxconn wchodzi do gry w Polsce. To może być największa inwestycja dekady?

    Tajwański gigant Foxconn wchodzi do gry w Polsce. To może być największa inwestycja dekady?

    Czy Polska może stać się europejskim hubem dla produkcji kluczowych technologii przyszłości, takich jak serwery AI i półprzewodniki? Wszystko wskazuje na to, że gigantyczny tajwański inwestor właśnie poważnie rozważa taki scenariusz. Według rozmów z wiceministrem rozwoju i technologii Michałem Jarosem, wielkie tajwańskie przedsięwzięcie jest coraz bliżej realizacji.

    Tysiące miejsc pracy i miliardy dolarów w grze

    O co dokładnie chodzi? Tajwańska organizacja branżowa TEEMA, skupiająca około 3 tysięcy firm odpowiadających za 25 proc. tajwańskiego PKB, chce ulokować w Polsce produkcję związaną z półprzewodnikami i sektorem ICT. Na czele TEEMA stoi prezes giganta Foxconn, którego przychód w 2025 roku wyniósł aż 250 miliardów dolarów – to tyle, co jedna czwarta polskiego PKB! Foxconn zatrudnia nawet 900 tysięcy osób w 24 krajach.

    „Ich zdaniem nasz kraj jest bardzo dobrym miejscem do ulokowania produkcji związanej z półprzewodnikami i szerzej sektorem ICT” – mówi wiceminister Michał Jaros dla Business Insider Polska.

    Jeśli chodzi o skalę, tajwańscy inwestorzy mówią otwarcie o miliardach dolarów i tysiącach miejsc pracy. To nie jest mała, lokalna inwestycja, a projekt o znaczeniu strategicznym dla całego regionu.

    Gdzie stanie nowy park technologiczny? Kluczowe miasta i data decyzji

    Tu pojawia się pierwsze wielkie pytanie: gdzie powstanie ten park technologiczny? Wiceminister Jaros ujawnił pięć miast, które są brane pod uwagę: Wrocław, Łódź, Katowice, Poznań i Gdańsk. Ostateczny wybór ma jednak należeć do strony tajwańskiej.

    I tutaj ważna wskazówka: ostateczna lokalizacja ma zostać ogłoszona podczas Taiwan Expo w Warszawie w dniach 22-24 czerwca. To będzie druga edycja tego wydarzenia w Europie, a do Polski ma wtedy przyjechać około 100 tajwańskich przedsiębiorców szukających partnerów biznesowych.

    Po ogłoszeniu lokalizacji należy spodziewać się kolejnych kroków: pierwszej wersji biznesplanu, decyzji CAPEX, pozyskania gruntów do końca 2026 roku i rozpoczęcia prac inwestycyjnych.

    To nie tylko montownia. Polski rząd stawia na transfer wiedzy

    Foxconn znany jest z efektywnych montowni, ale polski rząd ma większe ambicje. Chodzi o to, by inwestycja generowała nie tylko produkcję, ale też „myśl technologiczną”. Dlatego kluczowe jest ulokowanie parku przy dużym ośrodku akademickim – stąd wskazanie na miasta z silnymi politechnikami.

    „Chodzi o dostęp do kadry inżynierskiej i o to, by inwestycja ta generowała nie tylko produkcję, ale też 'myśl technologiczną’. Żeby wokół parku powstawały polskie firmy kooperujące z tajwańskimi” – podkreśla wiceminister Jaros.

    Produkcja miałaby obejmować m.in. nowoczesne serwery do AI (Foxconn współpracuje z Nvidią, Apple i OpenAI) oraz półprzewodniki – również dla potrzeb rozwijanego w Polsce przemysłu motoryzacyjnego. To ma być projekt długoterminowy, budujący cały szerszy łańcuch wartości, włączając w to chemię i materiały.

    Co Tajwańczycy oczekują od Polski? Nie chodzi o granty

    Co ciekawe, tajwańska strona – przynajmniej na tym etapie – nie zgłasza oczekiwań dotyczących grantów. To nie jest zwykła inwestycja prywatna, ale projekt wspierany przez administrację Tajwanu. Partnerzy oczekują natomiast ułatwień administracyjnych, takich jak „one stop shop” dla strategicznego inwestora oraz zmian w przepisach dotyczących zatrudniania wyspecjalizowanej kadry.

    Rząd pracuje nad wprowadzeniem przepisów, które ograniczą obowiązek uzyskiwania zezwoleń na pracę dla wybranych grup specjalistów, na wzór rozwiązań czeskich. Wsparcie od państwa ma być „takie jak dla innych inwestorów”.

    Potężny impuls dla polskiej gospodarki

    Rozmowy z Tajwanem wpisują się w szerszy kontekst wzrostu znaczenia tego partnera dla Polski. Wymiana handlowa między naszymi krajami osiągnęła w 2025 roku rekordowy poziom 2,54 mld dolarów, a obecnie w Polsce działa już ponad 40 firm z kapitałem tajwańskim, które zainwestowały około 100 mln dolarów.

    Wizja wiceministra Jarosa jest jasna: „Moim marzeniem jest to, abyśmy stworzyli przemysłowe centrum produkcji nowych technologii w Europie. Abyśmy byli dla tajwańskiej produkcji bramą do Europy”. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już za kilka miesięcy poznamy konkretne zarysy tej wielkiej gospodarczej szansy.

    Na podstawie wywiadu opublikowanego przez Business Insider Polska.

  • Rząd zatwierdził Osobiste Konta Inwestycyjne. Czy to koniec dominacji lokat?

    Rząd zatwierdził Osobiste Konta Inwestycyjne. Czy to koniec dominacji lokat?

    Jak zainwestować 100 tysięcy złotych bez płacenia podatku Belki? Odpowiedź na to pytanie właśnie przestała być abstrakcją. Rząd przyjął projekt ustawy o Osobistych Kontach Inwestycyjnych (OKI), który ma zmienić reguły gry dla milionów oszczędzających Polaków. To nie jest tylko kolejne konto, ale potencjalna rewolucja w sposobie budowania majątku przez gospodarstwa domowe.

    Co to za konta i jak to działa?

    OKI to polska wersja szwedzkiego systemu ISK, z którego korzysta już blisko połowa dorosłych obywateli tego kraju. Mechanizm jest prosty: aktywa do wartości 100 000 zł będą całkowicie wolne od podatku od zysków kapitałowych. Jednak uwaga – to pułap dla akcji, funduszy inwestycyjnych czy obligacji. Dla środków na lokatach bankowych i obligacjach skarbowych osobny, niższy próg zwolnienia wynosi 25 000 zł. To właśnie ma skłonić Polaków do dywersyfikacji oszczędności.

    Ale co się dzieje, gdy przekroczysz te limity? Wchodzi w życie nowy mechanizm: podatek od wartości aktywów. Jego stawka ma wynosić 19% wartości stopy referencyjnej NBP. Przy obecnych parametrach w 2027 roku realne obciążenie wyniesie około 0,85% wartości nadwyżki ponad próg. Kluczowe: płacisz go niezależnie od tego, czy w danym roku osiągnąłeś zysk, czy stratę.

    Dlaczego to może być przełom?

    Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA), widzi w tym szansę na zmianę mentalności. „To potencjalnie element zmiany modelu budowania majątku przez gospodarstwa domowe — od dominacji depozytów bankowych i nieruchomości w stronę bardziej zdywersyfikowanych form oszczędzania” – wskazuje w rozmowie z Business Insider Polska.

    Oznacza to zachętę do inwestowania na warszawskiej giełdzie, której główny indeks WIG20 w ostatnim roku urósł o ponad 47%. Chodzi o przełamanie przekonania, że giełda jest zarezerwowana tylko dla profesjonalistów.

    Elastyczność jakiej nie znałeś

    Osobiste Konta Inwestycyjne przynoszą kilka kluczowych ułatwień w porównaniu do znanych IKE czy IKZE.

    • Możesz mieć kilka kont OKI jednocześnie – na przykład jedno w banku na lokaty, a drugie w domu maklerskim na akcje.
    • Podstawowe operacje (otwarcie, wpłaty, wypłaty) mają być bezpłatne, co zwiększa dostępność.
    • Możliwe są wypłaty transferowe między instytucjami bez utraty ulgi podatkowej.
    • Środki na OKI można będzie łatwo dziedziczyć, wskazując osoby uprawnione do przejęcia aktywów.

    Jest jednak ważne zastrzeżenie. Limity zwolnienia (100 tys. i 25 tys. zł) dotyczą sumy aktywów na wszystkich Twoich kontach OKI, a nie każdego z osobna. System fiskusa będzie te dane agregował.

    Na co mogą trafić Twoje pieniądze?

    Ustawa precyzuje listę „aktywów kwalifikowanych”. Znajdą się na niej:

    • Akcje spółek notowanych na GPW
    • Obligacje (w tym skarbowe papiery oszczędnościowe) i bony skarbowe
    • Listy zastawne
    • Jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych (TFI) i ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych (UFK)

    Istotne ograniczenie: aktywa muszą być denominowane w złotych, aby wspierać lokalny rynek. Nie będzie więc możliwości bezpośredniego zakupu zagranicznych akcji.

    Kiedy start? Trochę później niż planowano

    Tu pojawia się pierwsza ważna informacja dla niecierpliwych. Początkowo planowano start programu na 1 lipca 2026 roku. Ostatecznie rząd przesunął datę. Ustawa formalnie wejdzie w życie 1 lipca 2026, ale realne funkcjonowanie kont i nowe zasady podatkowe zaczną obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2027 roku.

    W drugiej połowie 2026 roku będzie obowiązywał okres przejściowy z obniżonymi limitami zwolnień. Ministerstwo Finansów ma nadzieję, że nowy instrument przyciągnie do 2040 roku nawet 74-75 miliardów złotych dodatkowego kapitału na polski rynek. Jak podaje Comparic, jego wprowadzenie może uszczuplić wpływy z podatku Belki o około miliard złotych rocznie.

    Gotowy na zmianę? Rewolucja w twoim portfelu ma nazwę – OKI.

  • Luksus fałszywego wyboru. Prezes BNP Paribas mówi, jak bank łączy ESG z finansowaniem obronności

    Luksus fałszywego wyboru. Prezes BNP Paribas mówi, jak bank łączy ESG z finansowaniem obronności

    Czy w dzisiejszych, niespokojnych czasach bank musi wybierać między finansowaniem zielonej transformacji a bezpieczeństwem państwa? Prezes BNP Paribas Bank Polska, Przemek Gdański, udziela jasnej odpowiedzi: to nie jest wybór, a jedynie kolejność priorytetów. I to właśnie on zdradza, jak bank radzi sobie w świecie skrajnej niepewności, wzmacniając jednocześnie polską gospodarkę i cyberbezpieczeństwo.

    „Nie jesteśmy wyłącznie dawcą kapitału”

    W rozmowie z Business Insider Polska, przed rozpoczęciem Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, Przemek Gdański precyzyjnie określił rolę swojej instytucji.

    „W naszym przypadku trzeba to ująć precyzyjnie: nie jesteśmy wyłącznie dawcą kapitału. Chcemy być partnerem transformacji” – mówi prezes.

    BNP Paribas konsekwentnie stawia na ESG, a cele zrównoważonego finansowania są mierzalne i wpisane w strategię do 2030 roku. Bank oferuje m.in. sustainability-linked loans, gdzie koszt kredytu zależy od osiągnięcia celów środowiskowych przez klienta. Wartość takiego finansowania w banku na koniec 2025 roku wyniosła imponujące 13,9 mld zł.

    Obronność – strategiczny obszar rozwoju

    Ale prawdziwym game-changerem jest nowa definicja „strategicznego finansowania” po 2022 roku. Odporność gospodarki i państwa nabrała zupełnie nowego znaczenia.

    „Dziś obserwujemy bardzo wyraźny wzrost liczby projektów i transakcji związanych ze wzmacnianiem potencjału obronnego Polski. Skala tych procesów jest bezprecedensowa” – podkreśla Gdański.

    I tutaj kluczowa informacja: BNP Paribas jest otwarty na finansowanie obronności i posiada do tego kompetencje. Jako część Grupy BNP Paribas – numeru 1 w UE pod względem sumy bilansowej i ósmego największego banku świata – instytucja korzysta z międzynarodowego doświadczenia w sektorach defence i aerospace.

    Jak pogodzić czołgi z ESG?

    Czy finansowanie inwestycji obronnych stoi w sprzeczności z politykami ESG? Zdaniem prezesa Gdańskiego, żyjemy w czasach, w których „nie można sobie pozwolić na luksus fałszywego wyboru”. Bezpieczeństwo jest potrzebą podstawową, a dopiero po jego zapewnieniu można realizować cele wyższego rzędu, jak kwestie środowiskowe.

    „Nie widzę sprzeczności pomiędzy budowaniem bezpieczeństwa Polski i Europy a odpowiedzialnym podejściem do ESG” – zapewnia szef banku.

    Wyścig o klientów i nowe realia

    Mimo geopolitycznej niepewności, bank obserwuje poprawę. Widoczny jest wzrost zapotrzebowania na finansowanie, zarówno obrotowe, jak i inwestycyjne, napędzany częściowo przez sektor obronny.

    Jednocześnie BNP Paribas BP zakończył „czyszczenie” portfela z nieaktywnych klientów i wkracza w fazę dynamicznego pozyskiwania nowych. W I kwartale przybyło mu 55 tys. klientów detalicznych. Cel jest ambitny: do 2030 roku bank chce zwiększyć bazę o milion aktywnych klientów detalicznych netto.

    Gdzie szukać rentowności w świecie niższych stóp?

    Niższe stopy procentowe to wyzwanie dla całego sektora, ale polskie banki – jak przypomina prezes – mają historycznie duże zdolności adaptacyjne.

    Banki będą szukać nowych źródeł przychodów w:

    1. Przychodach prowizyjnych.
    2. Obszarach takich jak wymiana walut i usługi transakcyjne.
    3. Dalszym podnoszeniu efektywności kosztowej – tutaj kluczową rolę odgrywa technologia, a konkretnie sztuczna inteligencja.

    AI w BNP Paribas to dziś przede wszystkim współpracownik, a nie decydent. Pomaga pracownikom szybciej odnajdywać regulacje, a w przyszłości ma dostarczyć spersonalizowanych asystentów zarówno dla pracowników, jak i klientów.

    Trzy filary sukcesu do 2030 roku

    Strategia banku jest czytelna i oparta na liczbach. Oto trzy kluczowe mierniki sukcesu:

    1. Zwiększenie bazy o milion aktywnych klientów detalicznych netto.
    2. Wzrost udziału w finansowaniu przedsiębiorstw z ok. 8% do 10%.
    3. Dostarczenie klientom 25 mld zł dodatkowego zrównoważonego finansowania.

    W świecie pełnym zmienności, jak podsumowuje Przemek Gdański, sukces będzie polegał nie tylko na liczbach, ale także na tym, czy bank pozostanie szybki, zwrotny i zdolny do adaptacji. W takich czasach klienci cenią bezpieczeństwo, stabilność i przewidywalność partnera – a to działa na korzyść dużych, międzynarodowych instytucji.

    Jedno jest pewne: era prostych wyborów w finansach się skończyła. Dziś liczy się umiejętność łączenia pozornie sprzecznych celów i bycia partnerem w najważniejszych transformacjach naszej epoki.

  • Medicalgorithmics zalicza finansową rewolucję: ulga od akcjonariusza i rozmowy z globalnym graczem

    Medicalgorithmics zalicza finansową rewolucję: ulga od akcjonariusza i rozmowy z globalnym graczem

    Jak wygląda tydzień, który może odmienić przyszłość polskiej spółki technologicznej? Akcje Medicalgorithmics wystrzeliły w tym tygodniu, ale nie bez powodu. Za tym dynamicznym początkiem tygodnia kryją się dwie znaczące wiadomości, które malują obraz firmy w trakcie strategicznej transformacji.

    Zmiana warunków pożyczki i konwersja na akcje

    Medicalgorithmics właśnie dogadał się ze swoim największym akcjonariuszem, amerykańskim funduszem Biofund. Chodzi o zmianę warunków umowy pożyczki z 2024 roku, która teraz ma zostać przekształcona w akcje spółki. Zgodnie z porozumieniem, pożyczka ma zostać skonwertowana na 500 tysięcy akcji po cenie 33 zł za sztukę. Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do walnego zgromadzenia akcjonariuszy.

    „Decydując się na konwersję pożyczki, w istocie kupujemy ponad 500 tys. akcji spółki po 33 zł i obligujemy się do ich niesprzedawania do 20 stycznia 2027 r. To wyraz naszego przekonania o potencjale spółki oraz zobowiązanie wobec pozostałych akcjonariuszy” – wyjaśnia Paul Lewicki, współzałożyciel Biofund, cytowany przez Parkiet.com.

    I to nie jest jedyna dobra wiadomość dla bilansu spółki. Nowe warunki oferty Biofund są dla Medicalgorithmics dużo korzystniejsze. Fundusz zrezygnował z prawa do 3% prowizji od przychodów od nowych klientów i obniżył oprocentowanie pożyczki z 18,5% do zaledwie 14%.

    „Konwersja pożyczki na akcje będzie stanowiła dla spółki bardzo duże odciążenie. Pozwoli nam to poprawić bilans, a także przyszłe wyniki i przepływy pieniężne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę tempo naszego wzrostu w perspektywie najbliższych 2-3 lat” – mówi Michał Zapora, członek zarządu Medicalgorithmics.

    Nagły skok na giełdzie i wielka tajemnica

    Tymczasem na parkiecie GPW działy się rzeczy niezwykłe. W poniedziałek, 11 maja, akcje Medicalgorithmics nagle wystrzeliły o 13%, osiągając poziom powyżej 30 zł po raz pierwszy od połowy marca. Wartość rynkowa spółki w ciągu chwili urosła o około 30 milionów złotych.

    A wszystko przez ogłoszony tuż przed sesją news. Spółka podpisała niewiążący list intencyjny z potencjalnym strategicznym inwestorem! Kim jest ten podmiot? Wiadomo, że to luksemburska spółka holdingowa należąca do grupy technologii medycznych, której większościowym udziałowcem jest spółka publiczna notowana w Szwecji.

    Co dalej z potencjalnym inwestorem?

    List wyraża zamiar ewentualnej strategicznej inwestycji w spółkę lub nabycia jej akcji. Na razie jednak wszystko jest na bardzo wczesnym etapie. Strony przewidują okres analizy i due diligence, który potrwa do 90 dni od daty podpisania dokumentu.

    Warto podkreślić, że zarząd Medicalgorithmics wyraźnie zaznacza: list intencyjny ma charakter niewiążący. Nie tworzy on po żadnej ze stron obowiązku doprowadzenia transakcji do końca. Oficjalna nazwa zainteresowanego inwestora pozostaje na razie tajemnicą, strzeżoną przez wcześniej podpisaną umowę o poufności.

    Po tych doniesieniach sytuacja finansowa Medicalgorithmics prezentuje się w zupełnie nowym świetle. Z jednej strony ulga w bilansie dzięki przychylnemu akcjonariuszowi, z drugiej – potencjalne otwarcie na strategicznego, międzynarodowego inwestora. Kolejne tygodnie pokażą, czy te dwie ścieżki zbiegną się w jedną, jeszcze silniejszą pozycję polskiej firmy na globalnym rynku medtech.