Blog

  • Rekordowa czarna lista UE: 250 nowych sankcji, a w tle walka o cenę ropy

    Rekordowa czarna lista UE: 250 nowych sankcji, a w tle walka o cenę ropy

    Największa pojedyncza fala sankcji

    Unia Europejska w poniedziałek zamierza zatwierdzić rekordową liczbę nowych sankcji wymierzonych w Rosję. Podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych w Brukseli na czarną listę ma trafić 250 nowych osób i podmiotów – to największa liczba wpisów zatwierdzonych jednorazowo od początku wojny.

    Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas potwierdziła to przed rozpoczęciem obrad:

    Mam nadzieję, że dzisiaj uda się zatwierdzić 250 nowych pozycji na liście sankcyjnej. Będziemy też nadal pracować nad 21. pakietem, w sprawie którego jeszcze nie osiągnęliśmy jednomyślności.

    Sankcje indywidualne oznaczają zakaz wjazdu do państw UE oraz zamrożenie aktywów. Objęte nimi podmioty nie mogą też prowadzić działalności gospodarczej na terenie Wspólnoty. Nowe restrykcje mają objąć m.in. osoby związane z ośrodkami detencyjnymi, w których Rosja przetrzymuje ukraińskich jeńców wojennych oraz cywilów. Według Kallasa nowe sankcje indywidualne obejmą osoby w różnorodny sposób zaangażowane w działania wojenne przeciwko Ukrainie.

    21. pakiet – kluczowa rozgrywka o ropę

    Choć lista 250 wpisów to znaczący krok, wciąż nie ma zgody co do 21. pakietu sankcji. Największym kością niezgody jest propozycja opóźnienia aktualizacji limitu ceny na rosyjską ropę transportowaną drogą morską. Obecny mechanizm opiera się na średniej ceny rynkowej z ostatnich sześciu miesięcy – Rosja może sprzedawać surowiec po cenie o 15% niższej od tej średniej. System nie był jednak projektowany z myślą o gwałtownych szokach, takich jak zamknięcie cieśniny Ormuz, które podbiło światowe ceny. Dlatego Komisja Europejska w czerwcu zaproponowała zawieszenie aktualizacji limitu do stycznia 2027 roku.

    Jeśli kraje członkowskie nie osiągną porozumienia, w środę limit automatycznie wzrośnie z obecnych 44 do 58 dolarów za baryłkę. 21. pakiet ma też m.in. wprowadzić zakaz wjazdu do UE dla osób walczących przeciwko Ukrainie.

    Sprzeciw wobec zamrożenia aktualizacji zgłosiły Grecja, Cypr i Malta – państwa, których armatorzy wciąż obsługują rosyjski eksport. Według doniesień po niedzielnych konsultacjach największy opór stawiają już właściwie tylko Ateny. Przełamanie tego oporu ma być jednym z głównych celów poniedziałkowego posiedzenia szefów dyplomacji. Kolejna próba porozumienia ma nastąpić właśnie podczas tego spotkania.

    Los ukraińskich cywilów w centrum uwagi

    Posiedzenie ministrów rozpocznie się od kwestii humanitarnej – arbitralnych zatrzymań Ukraińców na okupowanych terytoriach. Do udziału w spotkaniu zaproszono dwoje obrońców praw człowieka: Ołeksandrę Matwijczuk i Maksyma Butkewycza.

    Jak wynika z raportu międzynarodowej organizacji International Partnership for Human Rights (IPHR), od rozpoczęcia pełnowymiarowej inwazji w 2022 roku Rosja na masową skalę pozbawia wolności cywilów na okupowanych ziemiach. Są oni przetrzymywani w długotrwałej izolacji, bez dostępu do pomocy prawnej i kontaktu z rodzinami. Nowe sankcje mają być wymierzone właśnie w takie ośrodki detencyjne, co ma bezpośredni związek z losem przetrzymywanych.

    Decydujący poniedziałek w Brukseli

    Poniedziałkowe spotkanie szefów dyplomacji to próba przełamania impasu w sprawie 21. pakietu i przyjęcia rekordowej listy indywidualnych restrykcji. Jeśli uda się osiągnąć jednomyślność, 21. pakiet zostanie zatwierdzony, a limit cenowy na rosyjską ropę pozostanie zamrożony do stycznia 2027 roku. W przeciwnym razie w środę automatycznie wzrośnie do 58 dolarów za baryłkę. Decyzje w tych sprawach zapadną podczas posiedzenia w Brukseli.

  • Magnificent Seven tracą 3 biliony dolarów w miesiąc. Czy to koniec ery technologicznych gigantów?

    Magnificent Seven tracą 3 biliony dolarów w miesiąc. Czy to koniec ery technologicznych gigantów?

    Czerwiec 2026 roku przejdzie do historii jako jeden z najgorszych miesięcy dla największych spółek technologicznych z grupy Magnificent Seven. Łącznie straciły one około 3 biliony dolarów kapitalizacji rynkowej, a każda z siedmiu firm odnotowała spadek wartości od 3% do 8% w ciągu zaledwie jednego tygodnia. To pociągnęło w dół indeks Nasdaq Composite o około 4% – tymczasem indeksy Dow Jones Industrial Average i Russell 2000 (spółki małe) zanotowały lepsze wyniki. Był to najgorszy tygodniowy wynik względny Nasdaq w porównaniu z małymi spółkami od lipca 2024 roku.

    Skąd ta wyprzedaż? Gigantyczne wydatki na AI

    Głównym powodem tak gwałtownych spadków są ogromne nakłady inwestycyjne na sztuczną inteligencję. Microsoft, Alphabet, Amazon i Meta są na dobrej drodze, aby w tym roku wydać łącznie 700 miliardów dolarów na rozwój AI. Te wydatki bezpośrednio obciążają wolne przepływy pieniężne, co powoduje, że Wall Street zaczyna karać agresywne inwestycje kapitałowe, dopóki nie pojawią się wyraźniejsze przychody i monetyzacja.

    Do tego dochodzi malejąca różnica w tempie wzrostu zysków między Mag 7 a resztą rynku. Badania instytucjonalne wskazują, że wzrost EPS (zysku na akcję) spółek Magnificent 7 zwalnia do 20% w 2026 roku, podczas gdy pozostałe 493 akcje z S&P 500 nadrabiają zaległości. Gdy wzrost zysków się wyrównuje, inwestorzy mają mniejszą motywację do płacenia zawyżonych mnożników cenowych za największe firmy technologiczne.

    Rotacja kapitału – nowi faworyci rynku

    Kapitał, który opuścił Mag 7, nie uciekł z rynku – przeszedł do sektora infrastruktury AI, zwłaszcza producentów układów scalonych i dostawców mocy obliczeniowej. Jak zauważa Scott Rubner z Citadel Securities, półprzewodniki stanowią obecnie niemal jedną piątą indeksu S&P 500 – najwięcej w historii i około czterokrotność wagi z 2020 roku. W czerwcu handel opcjami na półprzewodniki sięgał średnio 1,9 miliarda dolarów dziennie, blisko sześciokrotność średniej historycznej, głównie w opcjach kupna. Dan Ives z Wedbush nazwał to dwutorowym rynkiem, w którym „budowniczy” (firmy inwestujące w AI) trafili do boksu kar, a dostawcy sprzętu zyskują.

    Każdy z gigantów zmaga się przy tym z własnymi problemami strukturalnymi. Microsoft i Amazon straciły w czerwcu po ponad 350 miliardów dolarów kapitalizacji, głównie z powodu wysokich kosztów infrastruktury AI w swoich oddziałach chmurowych. Apple zmaga się z rosnącymi cenami pamięci i komponentów, co wymusiło podwyżki cen MacBooków. Z kolei Microsoft podniósł ceny konsol Xbox z tego samego powodu – rosnących kosztów podzespołów. Tesla doświadczyła dużej zmienności, pogłębionej przez odwrócenie uwagi Elona Muska na rekordowe wyceny SpaceX.

    Czy to już okazja? Wyceny na wieloletnich minimach

    Pomimo gwałtownej wyprzedaży, wyceny wielu spółek Mag 7 spadły do dolnych granic dziesięcioletnich mnożników prognozowanych zysków. Nvidia notowana jest przy około 20-krotności prognozowanych zysków, blisko dekadowego minimum. Meta znajduje się w okolicach 16, a Microsoft i Alphabet około 24. Co istotne, dewaluacja nastąpiła przy rosnących, a nie spadających zyskach – to sugeruje, że mamy do czynienia z przeceną, a nie z załamaniem fundamentów. Fundusze hedgingowe są blisko wieloletnich minimów zaangażowania w Mag 7, jak wynika z danych Goldman Sachs i Morgan Stanley. Wskaźnik Fear and Greed Index spadł głęboko w strefę ekstremalnego strachu, osiągając około 25 punktów.

    Ryzyka pozostają – zmęczenie AI i zatłoczony handel chipami

    Opłacalność inwestycji w AI wciąż nie jest udowodniona. Ed Yardeni uchwycił nastrój rynku jednym określeniem: zmęczenie AI. Z drugiej strony pogoń za chipami stała się zatłoczona i mocno lewarowana. Lewarowane fundusze ETF na półprzewodniki zgromadziły rekordowe aktywa, a zaangażowanie w ten sektor zwiększyło się o około 175% od marca. Koszty finansowania tych pozycji, wyrażone jednomiesięcznym spreadem, sięgają 138 punktów bazowych powyżej stopy wolnej od ryzyka. Gdy transakcja jest tak zatłoczona, jej odwrócenie może być błyskawiczne.

    Analogia historyczna do grupy „Nifty Fifty” z lat 70., która poniosła dotkliwe straty, pokazuje, że powrót do poprzednich poziomów zajął aż 25 lat. Obecnie rynek stoi przed dylematem: czy miliardowe wydatki na AI ostatecznie przyniosą zwrot, czy też jest to bańka, która pęknie? Na razie inwestorzy wybierają ostrożność, a akcje Magnificent Seven pozostają pod presją.

  • Kupujący odzyskują głos: sprzedaż mieszkań spada, a rekordowa podaż zmienia reguły gry

    Kupujący odzyskują głos: sprzedaż mieszkań spada, a rekordowa podaż zmienia reguły gry

    Rynek mieszkaniowy w Polsce wszedł w nowy etap. Z jednej strony dane za drugi kwartał pokazują wyraźny spadek sprzedaży nowych mieszkań – o 13% w porównaniu do pierwszych trzech miesięcy roku. Z drugiej strony deweloperzy nigdy nie mieli w ofercie tylu lokali, a co czwarte z nich jest już gotowe do odbioru. To układ, w którym to kupujący zaczyna dyktować warunki.

    Dlaczego sprzedaż wyhamowała?

    Główny ekonomista portalu Rynekpierwotny.pl Jan Dziekoński tłumaczy, że spadek wynika przede wszystkim z bardzo mocnego pierwszego kwartału, a zwłaszcza marca. To wtedy złożono najwięcej wniosków kredytowych w pierwszym półroczu – ponad jedna trzecia dotyczyła refinansowania, ale wiele służyło zakupowi nowych mieszkań. Od marca popyt systematycznie słabł, a czerwiec przyniósł spadek do poziomów typowych dla wakacji. Sezonowo mniejsza aktywność w biurach sprzedaży to norma, ale tym razem nałożyła się na rekordową podaż.

    Oferta bije rekordy, gotowe mieszkania zalegają

    Czerwiec był miesiącem najwyższej w tym roku aktywności deweloperów. Z najnowszego Barometru Cen Mieszkań portalu Tabelaofert wynika, że na siedem największych rynków trafiło blisko 5,8 tys. nowych mieszkań. Tymczasem sprzedaż wyniosła jedynie 3,7 tys. lokali – o prawie 300 mniej niż w maju. Oferta urosła do niemal 69,7 tys. mieszkań, z czego 17,5 tys. to lokale w już ukończonych inwestycjach (o 2 tys. więcej niż miesiąc wcześniej).

    Udział gotowych do odbioru mieszkań jest dziś wyjątkowo wysoki. W Warszawie sięga 25% oferty, a w Poznaniu, Łodzi czy Katowicach sięga nawet 40% lub przekracza 30%. Jak zauważa Dziekoński, to zmienia pozycję negocjacyjną: deweloper, który poniósł już koszty budowy i musi spłacać kredyt bankowy, chętniej schodzi z ceny.

    Dziekoński wyjaśnia, że dzisiejszy rynek nie działa już pod presją pośpiechu. Klient ma silniejszą pozycję, co widać w dostępności oferty.

    Kto zyskuje, a kto traci?

    Założyciel i wiceprezes Tabelaofert Robert Chojnacki przyznaje, że rynek wchodzi w prawdziwy test podaży: „Nie wystarczy już mieć mieszkania w sprzedaży, trzeba jeszcze przekonać klienta, że to właściwy moment i właściwy produkt”.

    Regionalne różnice są ogromne. Największe załamanie sprzedaży dotknęło Poznań – spadek o ponad 40%. Wyraźnie słabsze wyniki odnotowały też Trójmiasto i Katowice (spadek o ok. 25%). Wzrost liczby transakcji odnotowano jedynie we Wrocławiu i Łodzi.

    Średnia cena metra kwadratowego na siedmiu największych rynkach utrzymała się na poziomie 16 078 zł – bez zmian względem maja. Jedyny miesięczny wzrost średniej zanotowano we Wrocławiu (prawie 5%), ale wynikał z wprowadzenia do sprzedaży projektów o bardzo wysokim standardzie, a nie z podwyżek w istniejących cennikach. W Warszawie i Katowicach średnie stawki minimalnie spadły (odpowiednio o 1,1% i 1,5%).

    Co dalej? Trzeci kwartał zagadką, nadzieja w czwartym

    Eksperci nie spodziewają się przełomu w najbliższych miesiącach. Według Dziekońskiego trzeci kwartał może być bardzo zbliżony do drugiego. Lipiec i sierpień to czas oglądania ofert, a decyzje zapadną we wrześniu. Wyraźniejszego ożywienia można oczekiwać w czwartym kwartale, zwłaszcza jeśli Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe lub uspokoi się sytuacja geopolityczna.

    Główna analityczka Tabelaofert Ewa Palus dodaje, że to wysoka podaż, a nie zmiany legislacyjne, hamuje wzrost stawek. W miastach takich jak Łódź czy Katowice sprzyja nawet korektom.

    „Średnia cena potrafi dziś bardziej opowiadać o strukturze oferty niż o realnych podwyżkach. Dlatego kupujący nie powinni patrzeć wyłącznie na jedną liczbę dla całego miasta” – podkreśla Robert Chojnacki.

    Na razie jednak rynek czeka na wyraźniejszy sygnał. W ostatnim tygodniu czerwca wygasło zawieszenie broni w Zatoce Perskiej, USA wycofały zawieszenie sankcji na irańską ropę, a ponowna wymiana ognia podbiła ceny ropy i rentowności obligacji. Jak ostrzega Dziekoński, w sierpniu kredyty hipoteczne mogą znów być nieco droższe.

  • Warszawa wygrywa kosmiczny wyścig. ESA otworzy centrum technologiczne w stolicy

    Warszawa wygrywa kosmiczny wyścig. ESA otworzy centrum technologiczne w stolicy

    Decyzja zapadła – nowe centrum technologiczne Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) powstanie w Warszawie. Oficjalne ogłoszenie nastąpiło w poniedziałek, 13 lipca, kończąc trwającą ponad pół roku rywalizację miast.

    Trzy miasta na czele stawki

    O lokalizację ubiegało się oficjalnie siedem ośrodków: Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Gdańsk, Poznań oraz Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (GZM) reprezentująca Katowice. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że największe szanse miały Warszawa, Kraków i Katowice – i to właśnie one były wymieniane jako faworyci. Decyzję planowano ogłosić do końca maja, ale proces się przedłużył.

    Ostatecznie wybór padł na stolicę. – To bardzo ważny dzień dla Warszawy, Polski i polskich ambicji – powiedział premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej na dachu Centrum Nauki Kopernik. – Polska staje się jednym z europejskich liderów, jeśli chodzi o szeroko pojętą aktywność w kosmosie.

    Czym zajmie się nowy ośrodek?

    Centrum ma specjalizować się w bezpieczeństwie kosmicznym i zarządzaniu kryzysowym. Będzie obsługiwać 22 państwa, a jego działalność obejmie technologie podwójnego zastosowania – cywilnego i wojskowego – łączność satelitarną, zarządzanie danymi oraz wykorzystanie usług satelitarnych. Będzie to pierwszy taki obiekt ESA poza krajami założycielskimi agencji z 1975 roku.

    – Zadaniem polskiego centrum będzie m.in. monitorowanie w sytuacjach kryzysowych czy monitorowanie sytuacji na granicy – dodał Tusk.

    Jak podkreślił Josef Aschbacher, dyrektor generalny ESA, ośrodek będzie współpracować z inną agencją europejską – Frontexem, czyli Europejską Agencją Straży Granicznej i Przybrzeżnej, która ma siedzibę w Warszawie.

    – Polska rośnie w siłę, jeśli chodzi o zdolności kosmiczne. Wspólnie wybraliśmy Warszawę na lokalizację nowego ośrodka – zaznaczył Aschbacher.

    Nowy fundusz na start

    Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapowiedział utworzenie specjalnego funduszu inwestycyjnego.

    Spółki z grupy PFR, w szczególności BGK, utworzą fundusz wartości 0,5 mld zł, który będzie inwestował w spółki z sektora kosmicznego – ogłosił Domański.

    Dodał, że w miastach, które nie zostały wybrane, powstanie sieć instytucji wspierających ESA. Podkreślił również znaczenie inwestycji w sektor kosmiczny dla przyszłości gospodarki.

    Ciągle musimy budować nowe silniki polskiej gospodarki. Nie mam wątpliwości, że w kolejnych dekadach takim silnikiem będzie przemysł kosmiczny – stwierdził Domański.

    Polski sektor kosmiczny w liczbach

    Polska jest członkiem ESA od 2012 roku i w ostatnich latach znacząco zwiększyła składkę. Polski sektor kosmiczny to dziś około 450 firm i instytucji, zatrudniających około 15 tys. pracowników. Rodzime przedsiębiorstwa realizują dla ESA ponad 540 projektów o wartości około 190 mln euro. Tak zwany geographical return sięga 94% – oznacza to, że zdecydowana większość polskiej składki wraca do krajowych firm w postaci kontraktów.

    Podczas ubiegłorocznej Rady Ministerialnej ESA w Bremie Polska zadeklarowała 731 mln euro na lata 2026–2028, co stanowi 3,34% całego budżetu agencji i plasuje nasz kraj na 8. miejscu wśród płatników. Dla porównania, trzy lata wcześniej deklarowana kwota wynosiła 194 mln euro, by później wzrosnąć do niemal 400 mln euro.

    Zwrot z inwestycji

    – Każde euro zainwestowane w ten sektor zwraca się sześcio-, a nawet siedmiokrotnie – przekonywał minister Domański. – To inwestycja w gospodarkę opartą na wiedzy, ale też w budowę strategicznej autonomii państwa.

    Nowe centrum będzie pierwszym tego typu obiektem ESA poza krajami założycielskimi agencji z 1975 roku. Jego powstanie ma kosztować kilkaset milionów złotych, finansowanych głównie z budżetu państwa. Premier Tusk podsumował:

    Jeśli naprawdę myślimy serio o polskiej i europejskiej suwerenności, to Europa nie może pozostać w tyle za USA i w szczególności za Chinami w eksploracji kosmosu.

    Warszawa, jako siedziba nowego centrum, będzie współpracować z Frontexem, a także z innymi instytucjami, aby wzmocnić bezpieczeństwo cywilne i graniczne. Decyzja ESA to potwierdzenie rosnącej roli Polski w europejskim sektorze kosmicznym. Nowe centrum technologiczne ESA ma być kołem zamachowym dla polskiej branży kosmicznej, która już teraz dynamicznie się rozwija. Dzięki funduszowi BGK i zwiększonym nakładom na projekty kosmiczne, Polska ma szansę umocnić swoją pozycję wśród europejskich liderów.

  • Skrajne emocje na GPW: Dino w krachu, Żabka w rajdzie, PKO BP z rekordową wypłatą

    Skrajne emocje na GPW: Dino w krachu, Żabka w rajdzie, PKO BP z rekordową wypłatą

    Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie pokazuje dziś trzy skrajnie różne historie z sektora detalicznego i bankowego. Podczas gdy akcje Dino Polska spadły o blisko 50% od historycznego szczytu i testują kluczowe wsparcia, Żabka Group ustanawia nowe rekordy wszech czasów, a PKO Bank Polski – mimo rekordowej dywidendy – doświadcza jedynie płytkiej korekty. To moment, w którym inwestorzy muszą na nowo ocenić perspektywy każdej z tych spółek.

    Dino: 50% przeceny i ekspansja w tle

    Notowania Dino Polska od szczytu z 12 maja 2025 r. (ok. 56,20 zł) spadły już o około połowę, co jest jedną z najgłębszych korekt w historii tej spółki. Tylko od połowy maja kurs obniżył się o 18%. Co więcej, obecnie oscyluje on najniżej od maja 2022 r., testując dolne ograniczenie kanału spadkowego. Z technicznego punktu widzenia podaż traci impet w ostatnich kilkunastu dniach, co może sprzyjać odbiciu od poprzedniego dołka.

    Paradoksalnie, spółka wciąż dynamicznie się rozwija. W pierwszej połowie 2026 r. Dino otworzyło 148 nowych sklepów, a na koniec czerwca sieć liczyła 3176 placówek wobec 2835 rok wcześniej. Powierzchnia sali sprzedaży wzrosła do 1258,7 tys. m² z 1120,2 tys. m². Mimo tych danych operacyjnych inwestorzy pozostają sceptyczni – niższa inflacja pozbawia sieć naturalnego wsparcia w postaci rosnących cen, a wojna promocyjna między detalistami wywiera presję na marże. Wcześniejsze, bardzo optymistyczne oczekiwania co do tempa wzrostu musiały więc zostać zweryfikowane.

    Żabka bije historyczne maksima

    Zupełnie inną ścieżkę obrały akcje Żabki. Od połowy marca kurs wzrósł o ponad 42%, a tylko w ciągu ostatnich 20 sesji zyskał około 17%. Obecny poziom jest najwyższym od początku notowań spółki na GPW. Rynek zaczyna realizować – choć ze sporym opóźnieniem – rekomendacje analityczne z końca 2025 r., które wyceniały akcje na 29,50 zł, a nawet 34 zł. To właśnie te poziomy stają się teraz najbliższymi celami dla kupujących.

    Momentum rynkowe sprzyja Żabce, a rosnące oczekiwania co do wyników i wycen analityków napędzają dalsze wzrosty.

    PKO BP: rekordowa dywidenda, płytka korekta

    PKO Bank Polski zatwierdził właśnie wypłatę dywidendy w łącznej wysokości 7,68 mld zł, co przekłada się na 6,14 zł na akcję i stopę dywidendy na poziomie około 6%. W ujęciu nominalnym jest to najwyższa dywidenda w historii banku, choć procentowo pozostaje zbliżona do poprzednich lat.

    Mimo tak dużej wypłaty kapitału kurs koryguje się jedynie o około 6% po wcześniejszych szczytach hossy. Notowania nadal utrzymują się blisko górnego ograniczenia długoterminowego kanału wzrostowego, a reakcja strony podażowej pozostaje ograniczona. Płytka korekta może sugerować, że rynek wciąż widzi przestrzeń do kontynuacji trendu wzrostowego, o ile presja sprzedażowa nie wzrośnie.

    Trzy różne oblicza GPW

    Zestawienie tych trzech spółek doskonale obrazuje obecną polaryzację nastrojów na warszawskim parkiecie. Dino, mimo dalszej ekspansji, zmaga się z przeceną i testuje techniczne wsparcie. Żabka korzysta z wyjątkowego momentum i wyznacza nowe szczyty. PKO BP łączy stabilność z rekordową dywidendą, nie tracąc przy tym wyceny. Dla inwestorów detalicznych to sygnał, że rynek wciąż premiuje konkretne historie, a nie całe sektory – i że każda spółka wymaga indywidualnej analizy.

  • Wittchen po 73% krachu: Nowe wyniki wciąż słabe, ale zarząd widzi szansę na odbicie w III kwartale

    Wittchen po 73% krachu: Nowe wyniki wciąż słabe, ale zarząd widzi szansę na odbicie w III kwartale

    Akcje Wittchen (WTN) znajdują się około 73% poniżej szczytów z ostatnich trzech lat, a na przełomie maja i czerwca 2026 roku kurs runął o dodatkowe 25% w ciągu zaledwie kilkunastu sesji. Paradoksalnie, właśnie podczas tej fali wyprzedaży na rynku pojawiły się rekordowo wysokie obroty – często sygnał, że część inwestorów zaczyna dostrzegać okazję. Czy to już moment na odwrót? Najnowsze dane finansowe wciąż nie dają jednoznacznej odpowiedzi.

    Kolejny kwartał spadków

    Grupa Wittchen podała wstępne wyniki za drugi kwartał 2026 roku. Przychody wyniosły 104,4 mln zł, co oznacza spadek o 7% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. W całym pierwszym półroczu sprzedaż sięgnęła 190,3 mln zł – o 8% mniej niż przed rokiem.

    Najgorzej wypadła sprzedaż detaliczna, która w półroczu obniżyła się o 9% (do 168,9 mln zł). Segment B2B utrzymał się praktycznie na stabilnym poziomie, notując symboliczny wzrost o 1% (do 21,4 mln zł).

    Głównym problemem pozostaje segment walizek i akcesoriów podróżnych – wciąż największa kategoria przychodowa spółki. Zarząd wskazuje, że popyt na walizki mocno ucierpiał z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie, który ograniczył ruch turystyczny. Do tego dochodzi ostrożny popyt konsumencki i rosnąca presja konkurencyjna.

    Wyniki I kwartału wciąż ciążą

    Pierwsze trzy miesiące roku były dla Wittchen wyjątkowo trudne. Przychody spadły do 85,8 mln zł (z 93,8 mln zł rok wcześniej), EBITDA skurczyła się z 11,8 mln zł do 4,7 mln zł, a spółka zanotowała 5,1 mln zł straty netto – wobec 4,2 mln zł zysku w I kwartale 2025 roku. Winą za ten wynik zarząd obarczył mroźną zimę, która ograniczyła ruch w sklepach stacjonarnych, słabszy popyt konsumencki oraz spadek ruchu turystycznego po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie.

    Pozytywnym sygnałem było natomiast zmniejszenie zapasów o 25% r/r, do niespełna 102 mln zł, co poprawiło rotację towarów i uwolniło kapitał obrotowy. Przepływy operacyjne wyniosły 0,2 mln zł wobec aż –12 mln zł rok wcześniej, co świadczy o poprawie sytuacji płynnościowej.

    Zarząd liczy na przełom w III kwartale

    Mimo słabych wyników menedżerowie spółki są ostrożnie optymistyczni. Jędrzej Wittchen, prezes zarządu, powiedział:

    „Podejmujemy szereg działań ukierunkowanych na wzmocnienie sprzedaży i poprawę rentowności. Zwiastunem tych zmian jest wyhamowanie tempa spadków w czerwcu. Liczymy, że pozytywne efekty podejmowanych działań, obejmujących między innymi rozwój asortymentu produktowego, będą bardziej widoczne w drugim półroczu, wraz z wprowadzeniem nowej kolekcji jesień-zima 2026. Obejmie ona nowy asortyment odzieży i dodatków, czyli obecnie najdynamiczniej rosnącej kategorii produktowej Grupy.”

    Marcin Szyguła, wiceprezes zarządu, dodał:

    „Myślę, że odbicie w zakresie wyników powinno nastąpić w III kwartale, ponieważ II kwartał jeszcze będzie bardzo pod presją I kwartału i straty, a wyjście z tego wszystkiego będzie raczej na zasadzie powolnego wyjścia w górę, niż gwałtownego skoku do góry w zakresie realizacji zyskowności.”

    Działalność zagraniczna i e-commerce

    Sprzedaż zagraniczna osiągnęła w I kwartale 17,4 mln zł, czyli o 5% mniej niż rok wcześniej. Grupa Wittchen posiada obecnie 7 sklepów internetowych i 16 salonów stacjonarnych poza Polską, a w Ukrainie działa 8 sklepów franczyzowych pod marką Wittchen. Zarząd analizuje rentowność zagranicznych lokalizacji – jak wyjaśnił Marcin Szyguła, możliwe jest ograniczenie liczby stacjonarnych sklepów za granicą przy jednoczesnym dalszym rozwoju e-commerce, co docelowo ma poprawić rentowność na rynkach zagranicznych.

    Wykres i obroty – czy to już dołek?

    Sytuacja techniczna akcji Wittchen budzi mieszane uczucia. Kurs znajduje się około 73% poniżej szczytów, a poprzednia wielka bessa z lat 2018-2020 zakończyła się po spadku o około 76%, po czym nastąpił wieloletni wzrost. Podobnie jak wtedy, podczas obecnego dołka pojawiły się bardzo wysokie obroty. Wielu uczestników rynku zwraca uwagę, że ewentualną linią obrony pozostaje rejon 12 zł, czyli okolice ostatniego dołka.

    Zarząd przypomina jednak, że drugi kwartał wciąż będzie pod presją, a poprawa ma być stopniowa. Pierwsze symptomy wyhamowania spadków pojawiły się już w czerwcu, a spółka liczy na odbicie wyników od trzeciego kwartału – dzięki nowym kolekcjom i działaniom zwiększającym rentowność.

  • Rekordy na giełdach Europy. Druga połowa roku ma przynieść zmianę liderów

    Rekordy na giełdach Europy. Druga połowa roku ma przynieść zmianę liderów

    Globalne rynki akcji wkraczają w drugą połowę 2026 roku z momentum, ale eksperci spodziewają się zmiany charakteru hossy. Peter Oppenheimer z Goldman Sachs prognozuje, że wzrosty będą kontynuowane, choć w spokojniejszym tempie. Nowością ma być rozszerzenie się zwyżek na znacznie większą liczbę spółek i sektorów, a nie tylko wąską czołówkę technologicznych gigantów.

    Rekordowy kwartał producentów chipów

    Podwaliny pod szerszą hossę tworzy sektor półprzewodników. Indeks Philadelphia Stock Exchange Semiconductor zanotował w drugim kwartale skok o 88%, co jest jego najlepszym kwartałem w historii. Jak wynika z danych, indeks ten jest na dobrej drodze, by zamknąć cały rok jako najlepszy w swojej historii notowań. To wyraźny sygnał, jak ogromny jest popyt inwestorów na spółki bezpośrednio związane z budową infrastruktury dla sztucznej inteligencji.

    Oppenheimer, cytowany przez Bloomberg TV, zwrócił uwagę, że uwaga inwestorów powoli przesuwa się z operatorów centrów danych i platform chmurowych w stronę producentów półprzewodników i sprzętu AI. Co ciekawe, mimo że rosnące wydatki hiperskalerów na rozwój AI budzą niepokój części rynku, wyceny największych technologicznych firm są obecnie najniższe od ponad dekady – handlują one zaledwie z 15% premią względem indeksu S&P 500.

    Europejskie indeksy na historycznych szczytach

    Mimo takich przeciwności jak gwałtowny wzrost cen ropy, podwyżki stóp procentowych w strefie euro oraz ograniczona liczba lokalnych spółek korzystających z boomu na AI, europejskie giełdy zakończyły pierwsze półrocze na rekordowych poziomach. Indeks STOXX 600 w czerwcu zyskał około 2,5%, w całym drugim kwartale ponad 10%, a od początku roku powiększył się o przeszło 8%.

    Warto dodać, że w przeliczeniu na lokalne waluty europejskie akcje radziły sobie lepiej od amerykańskich. Amerykański S&P 500 zanotował w czerwcu spadek o niemal 2%. Dodatkowym atutem Starego Kontynentu był słabnący wobec dolara kurs euro – od początku roku EUR/USD stracił niemal 3%, z czego ponad 2% tylko w czerwcu.

    JP Morgan podnosi prognozy, SEB stawia na obronność

    Instytucje finansowe z optymizmem patrzą na dalsze perspektywy. Analitycy JP Morgan podnieśli swój cel dla STOXX 600 na koniec roku z 630 do 680 punktów, co oznacza potencjał wzrostu o ponad 6% względem bieżących poziomów. To obecnie najbardziej optymistyczna prognoza wśród największych banków inwestycyjnych. W swoim raporcie stwierdzili, że „wzrost zysków w strefie euro wyraźnie przyspiesza po trzech latach stagnacji”. JP Morgan prognozuje w tym roku wzrost zysków europejskich spółek o 18%, a w 2027 o 12%.

    Z kolei szwedzki bank SEB prognozuje w tym roku wzrost zysków firm ze Starego Kontynentu o blisko 15%. Analitycy SEB wskazują, że inwestorzy, skupieni na AI i konflikcie z Iranem, przeoczyli wielomiliardowe plany rządów dotyczące wydatków na obronność i infrastrukturę. Ich zdaniem zwiększone nakłady na bezpieczeństwo energetyczne, obronę narodową i infrastrukturę przyniosą korzyści całej europejskiej gospodarce, a nie tylko Niemcom. SEB w swoim portfelu faworyzuje akcje spółek przemysłowych oraz firm z sektora obronnego.

    UBS zaleca ostrożność i selektywność

    Szwajcarski bank UBS rekomenduje bardziej wyważone podejście. Region wciąż jest narażony na wzrost kosztów energii, a dodatkowym ryzykiem pozostaje potencjalnie bardziej restrykcyjna polityka pieniężna. W tym otoczeniu UBS radzi skupić się na spółkach, które mają największe szanse na zwiększenie zysków – na przykład dzięki poprawie przepływu surowców energetycznych czy globalnemu popytowi konsumenckiemu. Wśród sektorów o największym potencjale UBS wymienia turystykę, przemysł chemiczny, motoryzację oraz firmy infrastrukturalne. Za szczególnie atrakcyjne uważa akcje spółek niemieckich.

    Co mówią pozostałe prognozy?

    Analitycy Deutsche Banku przewidują, że przewaga dynamiki zysków amerykańskich firm nad europejskimi będzie maleć już od drugiego kwartału, a do końca roku może całkowicie zniknąć. Peter Oppenheimer z Goldman Sachs podsumowuje, że tak długo jak wyniki finansowe spółek będą solidne i zaczną napędzać kolejne branże, rynek powinien kontynuować wzrosty przez resztę roku. Tempo może być spokojniejsze, ale baza firm uczestniczących w hossie ma być wyraźnie szersza.

  • Dow i DAX na nowych szczytach. Słabsze dane z USA zmieniają grę o stopy

    Dow i DAX na nowych szczytach. Słabsze dane z USA zmieniają grę o stopy

    Słabsze od prognoz dane z amerykańskiego rynku pracy pod koniec ubiegłego tygodnia wywołały falę optymizmu na globalnych giełdach. Indeks Dow Jones wspiął się na nowy historyczny szczyt, a niemiecki DAX również zanotował rekord wszech czasów. Nie wszyscy jednak mogli cieszyć się z hossy – sektor technologiczny na Wall Street znalazł się pod presją, a Nasdaq 100 zamknął sesję wyraźnie na czerwono.

    Co zmieniły dane z USA?

    Czerwcowe odczyty zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych wypadły poniżej oczekiwań analityków. To wystarczyło, by inwestorzy zaczęli wyceniać łagodniejsze nastawienie Rezerwy Federalnej w kwestii stóp procentowych. Na fali tych oczekiwań Dow Jones dotarł w okolice 53 tys. punktów, co jest nowym historycznym maksimum, a w skróconym tygodniu indeks zyskał około 2%.

    Zupełnie inaczej zachowywał się jednak Nasdaq 100. Realizacja zysków w spółkach półprzewodnikowych pociągnęła indeks w dół o ponad 1,6%. Szeroki indeks S&P 500 zakończył dzień praktycznie bez zmian.

    DAX pisze historię

    Niemiecki indeks DAX otworzył się na nowych historycznych maksimach, napędzany przez te same makroekonomiczne impulsy. Indeks wystrzelił z okolic 25 270 punktów, przebił strefę 25 442–25 664 pkt. i dotarł do poziomu 25 860 pkt. – rejonu, w którym nigdy wcześniej nie był notowany. Ostatecznie piątkowa sesja (3 lipca) zamknęła się na poziomie 25 779 pkt., co oznaczało wzrost o 0,8%. W trakcie dnia indeks sięgnął nawet 25 827 pkt.

    Dodatkowym wsparciem dla rynku był pakiet reform ogłoszony przez niemiecki rząd, który poprawił nastroje inwestorów. Uwagę rynku przykuwa już jednak zbliżający się sezon publikacji wyników finansowych za drugi kwartał.

    Kto zyskał, a kto stracił w Europie?

    Sektor użyteczności publicznej oraz technologie przyciągnęły w piątek największe zainteresowanie. Impulsem dla spółek energetycznych była analiza Morgan Stanley. Analitycy banku zwrócili uwagę, że wyceny europejskich firm z tego sektora wciąż są atrakcyjne, pomimo lepszego zachowania względem szerokiego rynku w tym roku. Dodali również, że wielu zarządzających funduszami wciąż ma zbyt małą ekspozycję na ten sektor. Akcje E.ON zyskały 4,4%, a RWE 1,7%.

    Wśród technologicznych spółek odreagowanie po wcześniejszej korekcie przyniosło wzrosty notowań Infineona o 1,4% oraz skok akcji Süss MicroTec o 5,7%. Odmiennie zachowywały się walory SAP, które straciły 1,5%. Analitycy JPMorgan ocenili, że producent oprogramowania będzie musiał przeznaczyć znaczące środki na inwestycje i możliwe przejęcia, co może ograniczać tempo wzrostu rentowności w kolejnych kwartałach.

    Świąteczna przerwa w USA

    Piątek 3 lipca był w USA dniem wolnym od handlu z powodu wcześniejszego świętowania Dnia Niepodległości. W efekcie zarówno NYSE, jak i NASDAQ pozostały zamknięte. Kontrakty terminowe na CME Globex były notowane w skróconych godzinach, a handel zakończył się o 13:00 czasu wschodniego (19:00 czasu polskiego). Niższa płynność instytucjonalna sprawiła, że piątkowe ruchy na rynkach europejskich miały charakter ograniczony.

    DAZ wchodzi w nową fazę, Nasdaq przy wsparciu

    DAX po wybiciu historycznego oporu porusza się w rejonie pozbawionym klasycznych poziomów horyzontalnych. Kolejną barierą jest projekcyjna strefa 26 161–26 205 pkt. Poniżej obecnych cen kluczowym obszarem wsparcia pozostaje strefa 25 192–25 270 pkt. (dawny opór z drugiej połowy czerwca, który po przebiciu zmienił swoją funkcję).

    Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na Nasdaq 100. Indeks znajduje się około 1200 pkt. poniżej czerwcowego szczytu na poziomie 30 947 pkt. i testuje kluczowe wsparcie intraday na wysokości 29 715 pkt. Dane opcyjne wskazują na dwuznaczny obraz. VIX1D utrzymuje się na niskim poziomie 13,22 pkt., ale wskaźnik SKEW wynosi 150,02 pkt., co jest wartością znacząco powyżej długoterminowej średniej. Wysoki SKEW przy niskim VIX sugeruje, że inwestorzy kupują ochronę przed gwałtownym spadkiem, mimo braku wyceny natychmiastowego stresu.

    Powrót amerykańskich inwestorów

    W poniedziałek 6 lipca amerykańskie rynki wracają do normalnego handlu po długim weekendzie. To pierwsza pełna sesja, podczas której instytucje z Wall Street zweryfikują swoje pozycje. Dopóki DAX utrzymuje się powyżej 25 270 pkt., a Nasdaq 100 nie traci wsparcia 29 715 pkt., obecna struktura wzrostowa pozostaje w mocy. Ostateczne rozstrzygnięcie co do kierunku przyniesie dopiero pierwsza sesja z pełnym udziałem amerykańskich uczestników.

  • Polska zbrojeniówka pędzi na łeb, na szyję. Lawina rekrutacji i setki wakatów

    Polska zbrojeniówka pędzi na łeb, na szyję. Lawina rekrutacji i setki wakatów

    Polski przemysł obronny przeżywa prawdziwy renesans. Największe państwowe spółki zbrojeniowe i ich podwykonawcy prowadzą masowe rekrutacje, a presja na zwiększenie produkcji jest ogromna. To efekt nie tylko zwiększonych krajowych wydatków na obronność, ale również unijnego programu SAFE, który uruchomił lawinę nowych kontraktów.

    PGZ szuka ponad 220 specjalistów

    Głównym graczem na rynku jest Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ), która zatrudnia już ponad 23 tys. osób. Obecnie na stronie internetowej holdingu widnieje ponad 220 aktywnych ofert pracy. Poszukiwani są głównie inżynierowie, mechanicy, elektromonterzy, analitycy finansowi, programiści oraz wykwalifikowani pracownicy produkcyjni. PGZ planuje do końca roku przyjąć jeszcze około 1 tys. nowych pracowników.

    — Presja jest ogromna: linie produkcyjne muszą pracować pełną parą już teraz, a nie być „w trakcie wykańczania” — mówił w kwietniu w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych. Gołota zapowiadał liczne rekrutacje, podkreślając, że „pracownicy, którzy kiedyś nie widzieli przyszłości w swoich zakładach, dziś poczuli wiatr w żaglach. Doświadczona kadra odzyskuje pasję, a ich śladem do zbrojeniówki masowo przychodzą nowi, zdolni specjaliści”.

    Najwięcej wakatów oferują spółki zależne PGZ, takie jak Jelcz, który rozbudowuje swoje zakłady, PIT-RADWAR produkujący zaawansowaną elektronikę i radary dla wojska, czy PGZ Stocznia Wojenna, zajmująca się budową, naprawą i modernizacją okrętów wojennych.

    Nowe centrum produkcyjne w Raciborzu

    Jednym z kluczowych projektów jest utworzenie nowego centrum produkcyjnego w Raciborzu. Jelcz, główny dostawca pojazdów ciężarowych dla Wojska Polskiego, dzierżawi hale po byłym zakładzie Rafako, co pozwoli na zwiększenie zdolności produkcyjnych. Jesienią ubiegłego roku premier Donald Tusk zapowiadał, że w oddziale Jelcza pracę znajdzie ponad 500 osób. Prezes spółki RFK (działającej na terenie byłego zakładu) Andrzej Kopeć podczas konferencji prasowej kilka miesięcy temu potwierdził, że docelowo zatrudnienie ma wynieść nawet 500 osób, podczas gdy obecnie pracuje tam około 75 osób.

    Obecnie Jelcz szuka do Raciborza m.in.:

    • technologa,
    • mechanika pojazdów samochodowych,
    • elektromontera pojazdów samochodowych,
    • montera pojazdów samochodowych,
    • dyrektora produkcji,
    • specjalisty ds. BHP i bezpieczeństwa,
    • kontrolera jakości,
    • administratora sieci i systemów.

    Efekt mnożnikowy w całej gospodarce

    Jak informuje „Forbes”, nowe miejsca pracy powstają nie tylko w samych firmach zbrojeniowych, ale w całym ekosystemie branż o podwójnym zastosowaniu, w tym w produkcji przemysłowej, logistyce, IT, cyberbezpieczeństwie oraz inżynierii.

    — Sektor obronny już teraz należy do najszybciej rosnących w Polsce, a jego rozwój generuje efekt mnożnikowy w wielu powiązanych branżach. Powstają nowe miejsca pracy nie tylko w dużych grupach kapitałowych, ale także w firmach z sektora MŚP i start-upach technologicznych — tłumaczy w rozmowie z „Forbesem” Magda Dąbrowska, prezeska agencji pracy Grupa Progres.

    Z danych „Gazety Wyborczej” wynika, że w polskiej zbrojeniówce pracuje obecnie ponad 50 tys. osób, z czego niemal połowę zatrudnia PGZ. Jeśli jednak uwzględnić sieć krajowych podwykonawców i dostawców komponentów, liczba osób zatrudnionych w przemyśle obronnym może być nawet dwukrotnie większa.

    Jelcz beneficjentem programu SAFE

    Jelcz jest jednym z beneficjentów unijnego programu SAFE – spółka otrzymała zamówienia na setki milionów złotych. Od 2027 roku w Raciborzu ma być produkowanych po kilkaset podwozi rocznie; Jelcz ma docelowo dostarczać do 10 tys. pojazdów rocznie do klientów. W dzierżawionych halach będą powstawać podwozia wykorzystywane m.in. w systemach rakietowych i radarowych programu Narew.

    Warto dodać, że 8 lipca br. do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynął wniosek o połączenie spółek RFK i Jelcza.

  • Eksperci górą w czerwcu. W lipcu stawiają na kosmos, banki i złoto

    Eksperci górą w czerwcu. W lipcu stawiają na kosmos, banki i złoto

    Czerwiec nie był łaskawy dla warszawskiej giełdy – po majowych szczytach indeksy weszły w korektę. Mimo to analitycy biorący udział w rywalizacji portfeli fundamentalnych poradzili sobie znacznie lepiej niż benchmark. W lipcu z kolei zarządzający funduszami zwiększają zaangażowanie w akcje i surowce.

    Czerwcowe rozstrzygnięcia

    Średnia stopa zwrotu wszystkich portfeli fundamentalnych wyniosła w ubiegłym miesiącu +1,9%. Dla porównania WIG zanotował stratę na poziomie 1%. Różnica na korzyść ekspertów sięgnęła więc prawie 3 pkt proc.

    Najlepszy wynik osiągnął zespół BM BNP Paribas BP – jego zestaw spółek przyniósł 9,8% zysku. Drugie miejsce przypadło BM Banku Millennium (+4,3%), a trzecie DM BDM (+1,2%). Dzięki czerwcowemu sukcesowi BM BNP Paribas BP wysunął się na prowadzenie w klasyfikacji rocznej – od początku 2026 roku jego portfel wypracował 34,5% stopy zwrotu. Za nim plasuje się BM Banku Millennium (blisko 30%), a na trzeciej pozycji DM BDM (8,3%).

    Średnia stopa zwrotu wszystkich uczestniczących portfeli liczona od stycznia to 11,4% – to o 4,3 pkt proc. mniej niż wskaźnik WIG (+15,7%). Warto jednak odnotować, że dystans do indeksu skurczył się względem maja o 3,6 pkt proc.

    Lipcowe przetasowania

    Na nowy miesiąc biura maklerskie wprowadziły sporo korekt. Wśród ulubionych sektorów wyraźnie wyróżniają się kosmos i banki. Creotech Instruments trafił do portfeli BM BNP Paribas BP, DM XTB oraz Ipopema Private Investments. Uzasadnienie? Eksperci wskazują na obiecujące perspektywy sektora new space i chęć wykorzystania niedawnej przeceny.

    PKO BP wrócił do łask – Oanda TMS Brokers postawiło na bank, argumentując, że oddala się perspektywa obniżek stóp procentowych. DM XTB natomiast usunął PKO BP z portfela, uznając potencjał do wzrostów za mniejszy niż w wybranych spółkach technologicznych. Z kolei Scanway pojawił się w zestawieniu Ipopemy, a GPW w portfelu Oanda TMS Brokers jako podmiot mogący skorzystać na wzroście aktywności inwestorów.

    Nie zabrakło też innych ruchów. Noble Securities dołożyło Eurocash i MFO, licząc na efekty restrukturyzacji i poprawę wyników w nadchodzących kwartałach. BM Banku Millennium wymieniło kilka spółek na nowe: Artifex Mindi, Atrem i Oponeo.pl. DM BDM włączył Bogdankę jako propozycję długoterminową. Ipopema postawiła na Cyfrowy Polsat, oczekując na aktualizację strategii spółki.

    Fundusze: większe ryzyko i powrót surowców

    Zmiany objęły także portfele funduszy inwestycyjnych. W lipcu średni udział akcji wzrósł o 3,1 pkt proc., osiągając 60,5%. Udział obligacji spadł o 3,8 pkt proc., do 28,3%, a na surowce przeznaczono 11,25% aktywów.

    Eksperci są zgodni, że złoto po ostatniej korekcie ma szansę odbić. Michał Krajczewski z BM BNP Paribas BP ocenia: „Mimo ostatniej korekty pozytywnie podchodzimy do notowań złota. Naszym zdaniem spadek cen kruszcu był przereagowaniem”. Patryk Pyka z Xelionu DI dodaje: „Oblężenie psychologicznego poziomu 4000 USD za uncję trwało wprawdzie przez pewien czas, jednak obecnie wygląda na to, że moment przesilenia jest już za nami”.

    W ramach akcji kapitał przesunął się w stronę rynków rozwiniętych (średnio 28% portfela) oraz wschodzących (9,4%). Udział funduszy amerykańskich nieco spadł – do 10,25%. Niektóre biura, jak zespół mBanku, nie dokonały żadnych zmian w lipcu, uznając dotychczasowe pozycjonowanie za optymalne. Ceres DI uruchomił alokację w fundusz spółek wydobywczych złota. Ipopema Private Investments w swoim portfelu fundamentalnym wprowadziła do zestawienia Creotech Instruments i Scanway, licząc na kontrakty kosmiczne.

    Zbliża się sezon wyników kwartalnych w USA – prognozy zakładają dwucyfrową dynamikę zysków spółek z Wall Street. Średnia łączna stopa zwrotu portfeli funduszy od początku roku wynosi obecnie 11,56%, a liderem pozostaje portfel mBanku z wynikiem 37,13%.