Blog

  • Wielki odbicie gospodarki światowej? PMI szaleje, ale w tle czai się niebezpieczeństwo

    Wielki odbicie gospodarki światowej? PMI szaleje, ale w tle czai się niebezpieczeństwo

    Czy światowa gospodarka wreszcie nabiera wiatru w żagle, czy może to tylko ostatnie szarpanie przed kolejną falą problemów? Kwietniowe dane są jednoznaczne – ale niestety nie do końca.

    Globalny PMI z największym skokiem od lat

    Indeks PMI w globalnym przetwórstwie wskazuje na potężne ożywienie. W kwietniu wskaźnik wzrósł do 52,6 pkt, co jest poprawą o aż 1,3 pkt w ciągu miesiąca. To największy miesięczny wzrost od prawie sześciu lat, czyli od momentu, gdy świat wychodził z pierwszego lockdownu covidowego.

    Autorzy badania z firmy S&P Global dostrzegają ten problem: „Wzrost produkcji był napędzany dynamicznym pozyskiwaniem nowych kontraktów. Może on jednak okazać się krótkotrwały – wynikał bowiem częściowo z przyspieszonych zakupów poczynionych przez klientów w obawie przed zakłóceniami w dostawach i rosnącymi kosztami”.

    A to jest dopiero początek dobrej – i złej – historii.

    Kto ciągnie ten wzrost? Kluczowa rola przemysłu

    Za napęd całego ożywienia odpowiada przede wszystkim przemysł. W USA produkcja przyspieszyła do najwyższego poziomu od niemal czterech lat. Firmy zwiększyły wydobycie i zamówienia, częściowo dlatego, że zaczęły gromadzić zapasy w obawie przed problemami z dostawami i rosnącymi cenami.

    To tzw. „wyprzedzające działanie” – przedsiębiorstwa próbują zabezpieczyć się na przyszłość, zanim sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy.

    Największą poprawę nastrojów odnotowali dostawcy komponentów, czyli tych towarów, które najszybciej mogą podlegać zakłóceniom. Klienci po prostu zapełniają magazyny.

    Ciemna strona medalu: wojna, ceny i dostawy

    Tu zaczynają się schody. Największym problemem pozostaje konflikt na Bliskim Wschodzie. Wojna z Iranem zaburzyła transport przez strategiczną Cieśninę Ormuz, co bezpośrednio wpływa na globalne dostawy ropy i innych surowców.

    Efekt jest prosty: ceny rosną. Koszty produkcji osiągnęły najwyższy poziom od wielu miesięcy, a firmy coraz częściej przerzucają te podwyżki na klientów. Wskaźniki cen pokazują najszybszy wzrost od połowy 2022 r.

    Zakłócenia logistyczne znów stają się poważnym problemem. Dostawy wydłużają się, a firmy zgłaszają trudności z dostępnością surowców. To efekt zarówno wojny, jak i zwiększonego popytu na zapasy bezpieczeństwa. Sytuacja zaczyna przypominać momenty z czasów pandemii – zatorów i nerwowego 'kupowania na zapas’.

    Jest też iskierka nadziei

    Nie można jednak wszystkiego zrzucić na strach i akumulację zapasów. W wielu badaniach krajowych, szczególnie w Azji, producenci sygnalizują fundamentalne ożywienie zamówień związane z rozbudową infrastruktury cyfrowej na świecie.

    Mówiąc prościej: dzisiejsza sytuacja na świecie to walka między dwiema siłami. Negatywną, czyli kryzysem energetycznym wywołanym geopolityką, i pozytywną, czyli transformacją technologiczną.

    Rynek pracy w trybie przeczekania

    Mimo tego odbicia aktywności gospodarczej, zatrudnienie rośnie bardzo powoli. Firmy są ostrożne – z jednej strony nie chcą zwalniać, ale z drugiej unikają większego zwiększania zatrudnienia. Niepewność związana z kosztami i sytuacją geopolityczną skutecznie hamuje decyzje kadrowe.

    Szef jednego ze stowarzyszeń przemysłowych, z którym rozmawiał autor tekstu w serwisie pb.pl, podsumowuje to krótko: nastroje są paradoksalnie dobre, bo rosnące ceny pozwalają na poprawę marż. Ale jeżeli brak dostaw paliw i innych surowców z Bliskiego Wschodu utrzyma się jeszcze przez miesiąc lub dłużej, to optymizm minie i zaczną pojawiać się problemy.

    Czy zatem kwietniowy skok PMI to prawdziwy początek trwałego ożywienia, czy tylko krótkotrwały oddech przed kolejnymi wyzwaniami? Odpowiedź na to pytanie może zależeć od tego, co wydarzy się na Bliskim Wschodzie w nadchodzących tygodniach.

  • Rewolucja w biurze prasowym? Zapomnij o raportowaniu każdego kroku z konkurencją w tle

    Rewolucja w biurze prasowym? Zapomnij o raportowaniu każdego kroku z konkurencją w tle

    Czy nadmierna przejrzystość na giełdzie w końcu przestanie ścinać spółkom skrzydła? Listing Act przynosi konkretne zmiany, o których firmy marzyły od lat, a kluczowy termin – 5 czerwca 2026 – jest już za rogiem.

    Spółki giełdowe od dawna skarżyły się, że obowiązek raportowania każdego ważnego dla inwestorów etapu długotrwałych procesów – na przykład negocjacji wielkiej umowy – działa jak podglądanie kart przez konkurencję. To utrudniało dojście do finalnego sukcesu. Nowe przepisy mają to zmienić.

    Koniec z raportowaniem po kroku – czas na efekt końcowy

    Najważniejsza zmiana dotyczy tzw. procesów rozciągniętych w czasie. Zamiast obowiązku publikacji każdego etapu pośredniego, emitenci będą mogli zaniechać tych komunikatów i poinformować rynek dopiero o rezultacie końcowym. To prawdziwy game-changer w codziennych relacjach spółek z rynkiem kapitałowym.

    Rozporządzenie wykonawcze zawiera otwarty katalog 35 takich finalnych zdarzeń, dla których nie ma obowiązku raportowania etapów pośrednich.

    Regulacje te znajdą się w rozporządzeniu delegowanym, którego projekt jest już opublikowany. Jeśli nie spotka się z wetem ze strony Rady lub Parlamentu UE, stanie się prawem prawdopodobnie około połowy lipca. Prace nad tymi szczegółowymi przepisami trwają już od ponad 16 miesięcy.

    Bezpieczna przystań dla opóźniania poufnych informacji

    Druga kluczowa zmiana dotyczy procedury opóźniania publikacji informacji poufnej. Dotychczasowy zapis w rozporządzeniu MAR, który wymagał, aby opóźniona informacja „nie wprowadzała w błąd opinii publicznej”, był źródłem ogromnej niepewności prawnej. W efekcie wiele spółek w ogóle nie decydowało się na formalne opóźnienie.

    Nowe przepisy mają uczynić tę procedurę stosunkowo bezpieczną z prawnego punktu widzenia. Unijny organ nadzoru, ESMA, pracuje zresztą nad nowymi wytycznymi, które wprowadzą dodatkowe przesłanki umożliwiające skorzystanie z tej możliwości.

    ESMA pyta: czy to jedyny przypadek?

    I tu pojawia się najciekawszy wątek. ESMA w projekcie nowych wytycznych po raz pierwszy wprost zajmuje się tematem tajemnicy przedsiębiorstwa w kontekście obowiązków informacyjnych. Proponuje dopuszczenie opóźnienia w bardzo wąsko zdefiniowanym przypadku równoległych procesów zakupowych.

    Chodzi o sytuację, gdy jeden proces się zakończył, a drugi, podobny, jeszcze trwa. Ujawnienie informacji o pierwszym mogłoby wpłynąć na konkurencyjność firmy w drugim.

    Ale jest haczyk. ESMA w dokumencie konsultacyjnym pyta uczestników rynku, czy znają inne przypadki, gdzie ujawnienie wrażliwych danych handlowych mogłoby ograniczyć szanse biznesowe emitenta. To pytanie budzi mieszane uczucia. Przedstawiciele rynku, jak SEG czy EuropeanIssuers, argumentują, że z problemem nadmiernej przejrzystości – często wskazywanej jako główny powód ucieczki z giełdy – emitenci mierzą się praktycznie codziennie, a nie tylko w jednym, wyszukanym scenariuszu.

    „Czy naprawdę przez 10 lat obowiązywania MAR unijny nadzorca znalazł tylko jeden tak wyszukany przypadek?” – czytamy w felietonie w Parkiecie.

    Inne przesłanki w projekcie ESMA

    Oprócz kwestii tajemnicy przedsiębiorstwa, ESMA proponuje jeszcze dwa powody do opóźnienia publikacji. Pierwszy to żądanie zachowania poufności wydane przez organ publiczny. Drugi to wreszcie uznanie oczywistości: emitent potrzebuje czasu na zebranie informacji przed ich opublikowaniem, co może kłócić się z zasadą „niezwłoczności”.

    Co to oznacza dla spółek i inwestorów?

    Te zmiany oznaczają, że większość emitentów po raz pierwszy będzie mogła legalnie korzystać z „prawdziwej” informacji poufnej, czyli takiej, która nie została natychmiast ujawniona. To nada zupełnie nowe znaczenie wewnętrznym procedurom spółek dotyczącym obiegu informacji, list osób poufnych czy transakcji insiderów. Wiele firm będzie musiało te procedury przeprojektować.

    Dla inwestorów to sygnał, że zasady gry na unijnym rynku kapitałowym ewoluują w kierunku większej równowagi między transparentnością a ochroną konkurencyjności spółek. Rewolucja w biurze prasowym właśnie się rozpoczyna.

  • Fundacja Ethereum znowu naciska na sprzedaż! Miliony dolarów na rynku w tygodniu

    Fundacja Ethereum znowu naciska na sprzedaż! Miliony dolarów na rynku w tygodniu

    Ile ETH może sprzedać organizacja odpowiedzialna za największy altcoin, zanim społeczność zacznie wyraźnie protestować? Wydaje się, że Fundacja Ethereum intensywnie testuje te granice, przeprowadzając kolejne transakcje na dziesiątki milionów dolarów. Co zadeklarowanym przejściem na DeFi i staking?

    Kolejna poważna sprzedaż OTC

    Fundacja Ethereum (EF) właśnie poinformowała o swojej trzeciej transakcji pozagiełdowej (OTC) z firmą BitMine Immersion Technologies. Tym razem sprzedano 10 000 ETH za około 22,9 miliona dolarów. To oznacza, że średnia cena transakcji wyniosła 2 292 USD za monetę.

    I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Tydzień wcześniej fundacja sprzedała tej samej firmie niemal identyczny pakiet 10 000 ETH, ale po cenie 2 387 USD za monetę. Łącznie w ciągu zaledwie siedmiu dni EF sprzedała BitMine ETH o wartości około 47 milionów dolarów.

    Fundacja Ethereum poinformowała, że sprzedaż ma finansować podstawową działalność organizacji. Chodzi m.in. o badania i rozwój protokołu Ethereum, rozwój ekosystemu oraz granty społecznościowe.

    Pierwsza transakcja z BitMine miała miejsce w marcu i objęła 5 000 ETH po około 2 043 USD za sztukę.

    Czy to koniec ze stakingiem? Ruch, który niepokoi

    Najbardziej zaskakujący może być jednak równoległy ruch fundacji. W tym samym czasie, gdy realizowała sprzedaż, wycofała ze stakingu 17 035 ETH o wartości około 40 mln USD. Ten krok wygląda na wyraźne odejście od wcześniej deklarowanego celu utrzymywania 70 000 ETH w stakingu.

    To dość wyraźna zmiana kursu. W styczniu 2025 roku EF zasiliła swój portfel DeFi kwotą 50 000 ETH, a na początku kwietnia ogłosiła, że zdeponowała już 47 050 ETH w stakingu, co stanowiło około dwóch trzecich wspomnianego celu.

    Sprawę komplikuje fakt, że w kwietniu fundacja przeprowadziła również zaplanowaną wymianę 5 000 ETH na stablecoiny za pośrednictwem platformy CoWSwap, korzystając z funkcji średniej ceny ważonej czasem (TWAP). Wszystko w ramach finansowania swojej działalności operacyjnej i programów grantowych.

    Głos społeczności: „Po co wam 46 milionów w 2 tygodnie?”

    Powtarzające się sprzedaże spotkały się z krytyką części społeczności Ethereum. Jeden z użytkowników platformy X wyraził powszechne wątpliwości:

    Ffs, why do you need $46m in 2 weeks?! How much are you guys burning and what for? Why is no one from the devs taking ETH directly as payment?!

    To nie pierwszy raz, gdy fundacja mierzy się z takimi głosami. W zeszłym roku, po latach krytyki, EF ogłosiła restrukturyzację i plany ograniczenia sprzedaży ETH. Jako alternatywne źródła przychodów wskazywano wówczas lokowanie kapitału w protokołach DeFi oraz staking ETH.

    Kto jest kupcem? Gigantyczny skarbiec Ethereum

    Kim jest nabywca tych ogromnych pakietów? BitMine Immersion Technologies, którego przewodniczącym rady dyrektorów jest Tom Lee, to prawdziwa instytucjonalna potęga.

    Firma ta pozostaje największą spółką skarbcową Ethereum na świecie, dysponując już portfelem zawierającym niemal 5 milionów ETH. Próg ten został osiągnięty po największym tygodniowym zakupie w tym roku, kiedy to BitMine dodało do swojego majątku 101 901 ETH.

    BitMine nie tylko gromadzi ETH, ale też je intensywnie stakuje. Według stanu na ostatni czwartek, aż 83% jej zasobów ETH (około 4,19 mln monet o wartości 9,5 mld USD) znajdowało się w stakingu. Tydzień wcześniej udział ten wynosił około 70%.

    Co dalej z fundacją i jej rezerwami?

    Według danych firmy analitycznej Arkham, główny portfel Fundacji Ethereum wciąż dysponuje pokaźnymi środkami. W jego skład wchodzi 102 000 ETH o wartości około 228 mln dolarów, 21 000 AETHWETH (ok. 47 mln USD), 6 000 WETH (ok. 14 mln USD) oraz około 1 mln dolarów w stablecoinach DAI i USDC.

    Sprawa sprzedaży ETH przez EF jest wyjątkowo gorąca, gdyż zbiega się w czasie z podobnymi działaniami współzałożyciela sieci, Vitalika Buterina, który również niedawno wymieniał ETH na stablecoiny w celu finansowania projektów open-source.

    Kluczowe pytanie brzmi: czy ta ostatnia seria transakcji OTC to jednorazowa potrzeba gotówki, czy nowy, intensywniejszy trend w finansowaniu najważniejszej organizacji w ekosystemie Ethereum? Społeczność z pewnością będzie się temu przyglądać bardzo uważnie.

  • POLSARIS przybiera na mocy! SpaceX wystrzelił czwartego satelitę dla polskiej armii

    POLSARIS przybiera na mocy! SpaceX wystrzelił czwartego satelitę dla polskiej armii

    Czy kiedykolwiek wróg może się schować? Polskie wojsko właśnie otrzymało kolejne, supernowoczesne „oko” na niebie, które nie zna pojęcia nocy, mgły czy chmur. W niedzielę rano czasu polskiego z bazy Vandenberg w Kalifornii rakieta SpaceX wyniosła na orbitę czwartego satelitę ICEYE dla Sił Zbrojnych RP. To kolejny, kluczowy krok w budowie krajowej, radarowej konstelacji szpiegowskiej.

    Kosmiczny „zestaw startowy” Polski jest już prawie gotowy

    To nie jest pojedynczy satelita. To rozwijająca się konstelacja o nazwie POLSARIS. Jej budowa to efekt umowy, którą polsko-fińska firma ICEYE podpisała z Ministerstwem Obrony Narodowej już w maju 2025 roku. Kontrakt obejmował dostawę trzech satelitów radarowych z opcją na kolejne trzy w ciągu 12 miesięcy. A teraz? Harmonogram jest realizowany w ekspresowym tempie!

    Pierwszy satelita dla Polski trafił na orbitę 28 listopada 2025 roku, zaledwie sześć miesięcy po podpisaniu umowy. Dwa kolejne dołączyły do niego 30 marca tego roku w ramach misji SpaceX Transporter-16. Niedzielny start to już czwarte takie urządzenie na służbie. Jak podkreślił prezes ICEYE, Rafał Modrzewski, dostarczenie całego systemu trzech satelitów zajęło zaledwie 10 miesięcy od zawarcia kontraktu.

    „Budujemy wojskową konstelację radarową POLSARIS, dzięki której Wojsko Polskie zyskuje nowe zdolności obrazowania Ziemi bez względu na porę dnia czy warunki atmosferyczne. Zyskujemy dostęp do kluczowych danych w sytuacjach, które wymagają natychmiastowego działania” – napisał szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz.

    Dlaczego to przełom? Bo te satelity „widzą” wszystko

    Kluczem jest tutaj rewolucyjna technologia radaru z syntetyczną aperturą (SAR). To ona czyni z POLSARIS narzędzie o przełomowych możliwościach.

    • Obrazowanie 24/7: Satelity „widzą” równie skutecznie w dzień i w nocy.
    • Niezależność od pogody: Fale mikrofalowe przenikają przez chmury, dym i mgłę, zapewniając ciągłość obserwacji.
    • Elastyczność: Operatorzy mogą szybko przełączać się pomiędzy ogólnym podglądem dużych obszarów a szczegółową analizą pojedynczego punktu.

    Dzięki temu możliwe jest precyzyjne wykrywanie obiektów i zmian w terenie w czasie rzeczywistym. To dostęp do danych, które, jak zaznaczył wiceminister Cezary Tomczyk, „decydują tu i teraz”.

    Co dalej z programem POLSARIS?

    Firma ICEYE potwierdza, że jest gotowa do szybkiej realizacji opcji zakupu kolejnych satelitów, co pozwoli dalej rozbudować konstelację. Obecnie trwa szkolenie polskich operatorów i przekazywanie systemu wojsku.

    W skład konsorcjum realizującego szerszy system MikroSAR, którego częścią jest POLSARIS, wchodzą także Wojskowe Zakłady Łączności z Polskiej Grupy Zbrojeniowej, odpowiedzialne za segment naziemny.

    Polska nie jest jedynym klientem ICEYE. W ramach tej samej niedzielnej misji na orbitę trafiły też satelity dla komercyjnej konstelacji firmy oraz dla programu Portugalskich Sił Powietrznych. Od 2018 roku firma umieściła na orbicie już 70 satelitów, w tym osiem w samym 2026 roku. Nasza armia zyskuje więc dostęp do technologii sprawdzonej w globalnej skali.

    To nie jest science-fiction. To realny, rozwijający się z wielką dynamiką program, który fundamentalnie wzmacnia zdolności rozpoznawcze i bezpieczeństwo Polski. Kosmiczne oczy naszej obrony są już otwarte. I nie zamkną się ani na chwilę.

  • Czy złota era polskiej energetyki właśnie dobiegła końca? Analitycy biją na alarm

    Czy złota era polskiej energetyki właśnie dobiegła końca? Analitycy biją na alarm

    Pamiętacie wzrosty kursów akcji spółek energetycznych o prawie 120 proc. w ciągu 12 miesięcy? Algu rekordowe wyniki finansowe? Cóż, najnowsze analizy i prognozy zarządów jasno wskazują, że optymizm osiągnął już swoje apogeum. Dobrze już było – i to nie tylko dla Taurona, ale dla całego sektora.

    Optymizm osiągnął apogeum

    Jak wskazuje rekomendacja Noble Securities przygotowana przez analityka Michała Sztablera, optymizm związany z poprawą sytuacji w spółkach energetycznych osiągnął już swoje apogeum. Analitycy są zgodni – dobre czasy do inwestowania w spółki energetyczne są za nami, i to mimo perspektyw wypłaty dywidend przez część z nich.

    „Nie widzimy uzasadnienia dla kontynuacji wzrostów ich wyceny. Zwracamy jednocześnie uwagę na ryzyka, których negatywny wpływ jest przez rynek ignorowany” – czytamy w rekomendacji Noble Securities.

    Cała masa nowych zagrożeń na horyzoncie

    Co konkretnie niepokoi ekspertów? Mowa o presji wywieranej na marże, dynamicznie rosnących wydatkach inwestycyjnych oraz coraz częstszym interwencjonizmie. Władze spółek energetycznych na kwietniowych konferencjach wynikowych za 2025 r. same przyznawały, że wyniki w tym roku będą gorsze w poszczególnych segmentach.

    Paweł Puchalski, analityk Erste BM, podkreśla, że obecny rok zapowiada się jako znacznie trudniejszy dla spółek. „Będzie to m.in. wynikiem pogorszenia warunków działalności firm oraz efektem braku zdarzeń jednorazowych jak w poprzednim roku. Rok do roku poziomy EBITDA będą gorsze” – mówi.

    Prognozy konkretnych spadków

    O konkretne liczby pokusił się Michał Kozak z DM Trigon. Według jego prognoz wyniki EBITDA wszystkich spółek energetycznych w tym roku będą niższe rok do roku.

    • W przypadku PGE EBITDA wyniesie 11,6 mld zł, a w 2025 r. było to 12,9 mld zł.
    • W 2026 r. wynik EBITDA Tauronu może kształtować się na poziomie 6,6 mld zł, podczas gdy rok wcześniej było to 7,5 mld zł.
    • Dla Enei prognozuje się EBITDA na poziomie 5,3 mld zł, wobec ponad 5,6 mld zł w 2025 r.

    Spadki są prognozowane także w kluczowym segmencie dystrybucji, który odpowiadał za 40-60 proc. EBITDA spółek energetycznych i napędzał wyniki w ostatnich latach.

    Co z dywidendami? Symboliczne kwoty

    Skala dywidend za 2025 r., które zostaną wypłacone w tym roku, będzie raczej symboliczna. Mimo że wyniki spółek mogą być gorsze, Michał Sztabler z Noble Securities uważa, że wypłaty dywidend mogą być utrzymane w kolejnych latach.

    „Obie spółki [Enea i Tauron] planują w tym roku wypłatę raczej symbolicznych dywidend i ich utrzymanie w kolejnym roku nie powinno być większym wyzwaniem dla spółek, dlatego też zakładam, że dywidendy – niewielkie, ale jednak – będą utrzymane” – dodaje analityk.

    Gorsze wyniki w kluczowych segmentach

    Dlaczego perspektywy są tak ponure? Michał Sztabler wskazuje trzy główne przyczyny:

    1. Sprzedaż energii: Marże spółek na wytwarzaniu, tzw. CDSy (clean dark spread), spadają bardzo szybko.
    2. Usługi systemowe: Spadają przychody z rynku usług systemowych (bilansowanie) oraz z odkupu energii z rynku.
    3. Regulacje: Otoczenie regulacyjne dla dystrybucji będzie w tym roku mniej sprzyjające niż w 2025 r.

    Dość szczegółowo wyzwania opisuje również Polska Grupa Energetyczna. W segmencie OZE firma dostrzega niższe przychody, w konwencjonalnym – spadek wolumenów produkcji i przychodów z rynku mocy, a w dystrybucji – negatywny wpływ obniżonego średnioważonego kosztu kapitału (WACC).

    Podobne perspektywy na 2026 r. kreśli Enea, prognozując spadek produkcji i marż w wytwarzaniu oraz mniejsze przychody z mocy bilansujących.

    Rekomendacja dla inwestorów? Ostrożność

    Biorąc pod uwagę rosnące ryzyka, Noble Securities wydaje dla Taurona rekomendację „redukuj”. Analitycy z reguły zalecają teraz trzymanie akcji firm z sektora, co oznacza, że potencjał wzrostu kursów póki co jest ograniczony.

    „Biorąc pod uwagę m.in. niższy koszt finansowania rozwoju (pożyczki z KPO) podnieśliśmy wycenę [Tauronu] z 7,17 zł do 9,37 zł. Obecne poziomy cenowe uznajemy za atrakcyjne do zmniejszania zaangażowania” – czytamy w rekomendacji.

    Czy to oznacza koniec inwestycyjnej przygody z energetyką? Nie koniecznie, ale na pewno początek nowego, znacznie bardziej wymagającego rozdziału. Inwestorzy muszą się przygotować na niższe zyski, symboliczne dywidendy i gorsze wyniki w kluczowych segmentach. Era łatwych pieniędzy w polskiej energetyce najwyraźniej się skończyła.

  • ADA w ślepym zaułku? Analizujemy nastroje przed potencjalnym wybuchem

    ADA w ślepym zaułku? Analizujemy nastroje przed potencjalnym wybuchem

    Czy Cardano wreszcie ruszy z miejsca? Od tygodni wisi w martwym punkcie, a inwestorzy tracą cierpliwość. Ale niektórzy analitycy mają zupełnie odmienną wizję: widzą nie boczny trend, a preludium do potężnego ruchu. Nawet do 26-krotnego wzrostu.

    Kompresja na poziomie krytycznym

    Przyjrzyjmy się faktom. ADA spadła o ponad 20% od początku roku i o 7% w ciągu ostatnich 30 dni. Od tygodni porusza się w trendzie bocznym, ale struktura cenowa sugeruje, że zbliża się do punktu zwrotnego. Cena utrzymuje się jednocześnie poniżej długoterminowego oporu i powyżej wieloletniego wsparcia.

    Niektórzy analitycy uważają, że ta kompresja może się zakończyć w krótkim terminie, a potencjalne wybicie nastąpi już w przyszłym tygodniu.

    Jaka jest konkretna prognoza? Jeśli nastąpi przebicie w górę, pierwszy cel znajduje się w okolicach 1,18 USD. Ale to tylko rozgrzewka. Ambitniejsze analizy wskazują na potencjał wzrostu aż 26-krotnego, do poziomu 6,37 USD.

    Czy fundamenty to tłumaczą?

    Sssebi, uznany analityk i operator pooli w ekosystemie Cardano, odrzuca narrację o „martwej” kryptowalucie. Zwraca uwagę, że spadek ADA o ponad 25% od początku 2026 roku wpisuje się w szerszy schemat rynkowy. Dla porównania, Bitcoin (BTC) spadł o 12%, a Ethereum (ETH) o 23%.

    Według niego, takie fazy spowolnienia są typowe dla aktywów cyfrowych. Co więcej, ma historyczne przesłanki. Pod koniec 2024 roku ADA potrafiła wzrosnąć z około 0,32 USD do ponad 1,30 USD w ciągu kilku tygodni. To skok o prawie 300%.

    Opierając się na wcześniejszych zachowaniach, Sssebi zasugerował, że Cardano nadal może przynieść szybkie odbicie, jeśli zmienią się warunki, z możliwością ruchu o 200% do 300% w krótkim czasie.

    Na plus przemawiają też dane on-chain. Więcej ADA opuszcza giełdy niż na nie wchodzi, co może zmniejszać natychmiastową presję sprzedaży.

    Nastroje społeczności: rozłam i alternatywy

    Ale nie wszyscy są optymistami. Niedawne publiczne spory w ekosystemie (np. wokół projektu Iagon) wywołały obawy o wpływ na rozwój. W efekcie nastroje wokół Cardano pozostają podzielone.

    Część uczestników rynku szuka alternatyw. W centrum uwagi znalazł się projekt Minotaurus (MTAUR).

    To natywny token gry blockchainowej, w której gracze eksplorują labirynty i zbierają skarby. Projekt przyciągnął uwagę i zgromadził już ponad 3,1 mln USDT w przedsprzedaży, z celem na 6,44 mln USDT.

    Token ma wystartować z początkową kapitalizacją rynkową 5,6 mln USDT i podażą 100 mld MTAUR. Obecnie jest wyceniany na około 0,000127 USDT. Minotaurus posiada także certyfikat Proof of Asset od Coinsult, potwierdzający przejrzystość zarządzania zebranymi środkami.

    Kluczowe pytanie: cierpliwość czy dywersyfikacja?

    Krytyczny poziom techniczny ADA, historyczne precedensy szybkich odbić i rosnąca akumulacja poza giełdami – to argumenty „byków”. Z drugiej strony mamy niską aktywność rynkową, podzieloną społeczność i konkurencję ze strony nowych, dynamicznych projektów.

    Czy Cardano powtórzy spektakularny skok z końca 2024 roku? Czy może inwestorzy masowo przeniosą kapitał do niszowych gier blockchainowych? Odpowiedź może nadejść szybciej, niż się spodziewamy. Jak podaje Comparic.pl, niektórzy analitycy wskazują nawet na potencjalne wybicie już w przyszłym tygodniu.

  • To będzie król polskich hoteli! Poznajcie giganta z Pobierowa i dowiedzcie się, kto nim pokieruje

    To będzie król polskich hoteli! Poznajcie giganta z Pobierowa i dowiedzcie się, kto nim pokieruje

    Polskie hotelarstwo właśnie ma otrzymać nowego króla. Czy możemy sobie wyobrazić obiekt, który pomieści jednocześnie prawie 3000 gości i dysponuje ponad 1200 pokojami? Właśnie takie monstrum szykuje się do otwarcia.

    Przygotowania do uruchomienia Hotelu Gołębiewski w Pobierowie wchodzą w decydującą fazę. I to nie byle kto stanął na czele tego gigantycznego przedsięwzięcia.

    Nowa twarz za sterami giganta

    Nową dyrektor, która poprowadzi hotel przez proces otwarcia, została Barbara Garczyńska. Jej doświadczenie jest naprawdę różnorodne!

    Przez dziewięć lat była związana z Uniwersytetem SWPS we Wrocławiu, gdzie kierowała studiami podyplomowymi z zakresu zarządzania potencjałem pracowników, psychologii w biznesie i życiu społecznym oraz Akademią Mediatorów. Pełniła także funkcję prodziekana ds. dydaktyki.

    Barbara Garczyńska podkreśla, że hotel w Pobierowie to przedsięwzięcie o wyjątkowej skali zarówno w Polsce, jak i w Europie. Według niej ambicją zespołu jest stworzenie miejsca, które stanie się synonimem wysokiej jakości, profesjonalizmu oraz gościnności.

    W 2012 r. rozpoczęła pracę w hotelu Gołębiewski w Karpaczu jako sales & marketing manager, a siedem lat później awansowała na stanowisko sales & marketing director. W 2023 r. objęła funkcję export sales managera w firmie Alu-Lids, specjalizującej się w produkcji aluminiowych wieczek dla branży kosmetycznej, farmaceutycznej i spożywczej.

    Ale teraz wraca do branży hotelarskiej w wielkim stylu!

    Co znajdziemy w tym hotelowym molochu?

    Skala robi wrażenie. Obiekt w Pobierowie będzie dysponował ponad 1,2 tys. pokojami, rozbudowaną strefą SPA i wellness, nowoczesnym zapleczem konferencyjno-eventowym oraz szeroką ofertą atrakcji rekreacyjnych i rozrywkowych.

    Ale to nie wszystko. Hotel będzie mógł przyjąć nawet 3 tys. gości jednocześnie, co czyni go największym tego typu miejscem w kraju. Dyrektor Garczyńska zwraca uwagę, że skala inwestycji zobowiązuje do realizacji ambitnych celów.

    Wskazuje, że celem jest nie tylko otwarcie największego hotelu w Polsce, ale także stworzenie miejsca, które będzie miało realny wpływ na rozwój regionu, lokalnego rynku pracy oraz całej branży turystycznej.

    Kiedy możemy się spodziewać otwarcia i ile to będzie kosztować?

    Tu pojawiają się pierwsze, konkretne daty. Według informacji z Business Insider, słynny hotel w Pobierowie ma się otworzyć tuż przed sezonem wakacyjnym, a rezerwacje mają być możliwe od połowy maja.

    A ile będzie kosztował nocleg? Tego jeszcze nie wiadomo, ale największe obiekty sieci Gołębiewski — na przykład ten w Karpaczu — mają ceny zaczynające się od ok. 1 tys. zł. Pobierowo może być droższe — choćby ze względu na rozmach i zainteresowanie, które budzi obiekt.

    Dla porównania, inne słynne polskie hotele prezentują szeroką rozpiętość cen. Na przykład w Sofitel Grand Sopot zimą nocleg w klasycznym pokoju od strony parku zaczyna się od około 900 zł za dobę, latem ceny startują od 1,6 tys. zł. Apartamenty w tym hotelu sięgają nawet 15 tys. zł za noc.

    Raffles Europejski Warsaw oferuje noclegi od około 2,3 tys. zł, a jego Raffles Royal Suite kosztuje nawet 30 tys. zł za noc. Z kolei Hotel Bristol ma ceny standardowych pokoi od ok. 1,2 tys. zł za noc. Mercure Szczyrk Resort to propozycja już od ok. 500 zł.

    Praca dla setek osób

    Jednym z pierwszych wyzwań, przed którymi stoi nowa dyrektor, jest zbudowanie zespołu pracowników. Garczyńska podkreśla, że profesjonalizm w hotelarstwie wynika z zaangażowania kadry, dlatego obecnie skupia się nie tylko na przygotowaniach obiektu, ale także na rekrutacji silnego zespołu, który będzie podstawą sukcesu hotelu.

    Poszukiwani są kandydaci na stanowiska:

    • kucharz/kucharka
    • kelnerzy/kelnerki
    • hotelowy/hotelowa
    • specjalista/-ka do spraw realizacji wydarzeń
    • kierownik zmiany kuchni
    • barman/barmanka
    • sushi master/sushi chef
    • inspektor służby pięter
    • cukiernik/cukierniczka
    • pracownik ochrony
    • pracownik pralni

    Czy ten hotelowy gigant z Pobierowa spełni pokładane w nim nadzieje? Wszystko wskazuje na to, że za jego sukcesem stoi doświadczony zespół i ogromny potencjał. Czekamy na maj i pierwsze możliwości rezerwacji!

  • Czy to prawdziwe ożywienie? Produkcja w Europie przyspiesza, ale biznes patrzy w przyszłość z rosnącym niepokojem

    Czy to prawdziwe ożywienie? Produkcja w Europie przyspiesza, ale biznes patrzy w przyszłość z rosnącym niepokojem

    Czy kwietniowy skok aktywności w europejskich fabrykach to oznaka zdrowia, czy też symptom głębszych problemów? Dane przynoszą sprzeczne sygnały.

    Eurozone Manufacturing PMI wzrósł w kwietniu 2026 r. do 52,2 pkt z 51,6 pkt w marcu. To najwyższy poziom od 47 miesięcy.

    Ale tutaj jest haczyk. Ten teoretyczny rozwój jest w dużej mierze napędzany nie zdrowym popytem, a… strachem.

    Ożywienie zrodzone z obaw

    Klienci fabryk masowo porzucili strategię wyczekiwania. Zamiast tego zdecydowali się na natychmiastowe zakupy, aby zabezpieczyć się przed przewidywanymi podwyżkami cen i problemami z dostawami.

    „Produkcja i portfele zamówień są wspierane przez tworzenie zapasów bezpieczeństwa w wyniku powszechnych obaw o niedobory podaży i rosnące ceny będące skutkiem wojny na Bliskim Wschodzie” – ocenił Chris Williamson, główny ekonomista ds. biznesu w S&P Global Market Intelligence.

    Nowe zamówienia rosły w kwietniu najszybciej od czterech lat. Menedżerowie zauważali, że klienci przyspieszali zakupy, właśnie z obawy o przyszłe ceny i zakłócenia. To działanie prewencyjne, a nie dowód trwałego ożywienia.

    Mrok za jasnym wskaźnikiem

    Pod względem geograficznym wygląda to nawet optymistycznie. Po raz pierwszy od czerwca 2022 roku wszystkie osiem monitorowanych krajów strefy euro odnotowało odczyty PMI dla przemysłu powyżej progu 50 pkt, który oddziela wzrost od spadku.

    Na czele rankingu znalazły się Irlandia i Holandia. Francja i Włochy osiągnęły wyniki najlepsze od około czterech lat. W przypadku Niemiec nastąpiło natomiast lekkie spowolnienie.

    Ale prawdziwe problemy widać w szczegółach. I są one poważne.

    Zatrudnienie i inflacja: dwa czarne scenariusze

    Po pierwsze, mimo wzrostu aktywności, producenci ze strefy euro nadal zmniejszają zatrudnienie. To przedłuża serię miesięcznych spadków liczby pracowników, która trwa już prawie trzy lata.

    Po drugie, presja kosztowa gwałtownie rośnie. Według danych S&P Global tempo inflacji kosztów nakładów wzrosło w kwietniu do najwyższego poziomu od 46 miesięcy. Główną przyczyną są rosnące koszty energii, napędzane sytuacją geopolityczną.

    Ta presja kosztowa zmusiła fabryki do podnoszenia cen wyrobów gotowych w najszybszym tempie od stycznia 2023 roku.

    Optymizm wyparował

    Najbardziej niepokojący jest jednak gwałtowny spadek nastrojów. Zaufanie biznesu spadło do najniższego poziomu od końca 2024 roku. Wskaźnik przyszłych oczekiwań produkcyjnych spadł do najsłabszego wyniku od 17 miesięcy.

    „Na początku drugiego kwartału optymizm przedsiębiorców uległ dalszemu osłabieniu. W rzeczywistości oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego spadły do najniższego poziomu od listopada 2024 r.” – wskazuje S&P Global.

    Eksperci zwracają uwagę, że dla zrozumienia realnej sytuacji należy patrzeć poza główny odczyt PMI, który sztucznie windowany jest przez gromadzenie zapasów.

    Miesiąc temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W marcu łączony wskaźnik PMI (obejmujący produkcję i usługi) dla całej strefy euro spadł do 50,2 pkt z 51,9 pkt, co było najostrzejszym spadkiem od 16 miesięcy. Wtedy głównym powodem wygasania optymizmu również była wojna na Bliskim Wschodzie, rosnące ceny energii i zakłócenia w łańcuchach dostaw.

    Chris Williamson ostrzegał wówczas przed „widmem stagflacji nawet w krótkim okresie”. Napływ nowych zamówień spadł w marcu po raz pierwszy od lipca ubiegłego roku.

    Hiszpania była wtedy jedynym jasnym punktem wśród największych gospodarek UE, notując wzrost wskaźnika.

    Co dalej z gospodarką?

    Kwietniowe dane pokazują gospodarkę działającą w trybie awaryjnym. Firmy i ich klienci reagują na zewnętrzne zagrożenia, ale ich wiara w przyszłość maleje. Europejski Bank Centralny, obserwujący te rosnące presje kosztowe, zasygnalizował już rosnące obawy o stabilność cen.

    Czy zatem kwietniowy wzrost PMI to zapowiedź dobrego kwartału? Raczej obraz gospodarki, która z obawy przed jutrem… kupuje dziś. Pytanie, jak długo ten sztuczny oddech może podtrzymywać aktywność, gdy zaufanie biznesu jest tak niskie.

    Podsumowując: Fabryki pracują, ale głównie dlatego, że klienci boją się, że wkrótce nie będą mogli kupić potrzebnych towarów, albo będą musieli za nie zapłacić znacznie więcej. Jednocześnie przedsiębiorcy zwalniają pracowników, płacą coraz więcej za surowce i patrzą w przyszłość z rosnącym pesymizmem. To mieszanka, która nie wróży spokojnych czasów dla europejskiej gospodarki.

  • Banki tną zdolność kredytową o dziesiątki tysięcy! Ale NBP widzi już światełko w tunelu

    Banki tną zdolność kredytową o dziesiątki tysięcy! Ale NBP widzi już światełko w tunelu

    Myśleliście, że wreszcie będzie łatwiej o kredyt? W marcu pojawiła się chwila oddechu, ale kwiecień brutalnie zweryfikował te nadzieje. Sytuacja na rynku kredytowym znów robi się gorąca.

    W ciągu kilku tygodni banki mocno ograniczyły dostępność kredytów. To efekt rosnących kosztów finansowania i globalnych napięć gospodarczych. Efekt jest natychmiastowy i odczuwalny dla potencjalnych kredytobiorców.

    Gwałtowne tąpnięcie w portfelach

    Jeszcze na początku marca wiele gospodarstw domowych mogło liczyć na wyższe kwoty finansowania. Dziś te same profile klientów spotykają się z dużo bardziej restrykcyjnymi wyliczeniami.

    Weźmy przykład trzyosobowego gospodarstwa domowego z Warszawy, gdzie kobieta (29 lat) zarabia 8 tys. zł netto, a jej partner (32 lata) osiąga 7 tys. zł miesięcznie. Oboje są na umowie o pracę na czas nieokreślony i nie mają innych zobowiązań, a dodatkowo otrzymują świadczenie „800+”, które banki uwzględniają.

    Taka rodzina osiągająca łącznie 15 tys. zł miesięcznego dochodu straciła znaczną część zdolności kredytowej. Średni spadek wynosi ponad 38 tys. zł, a różnice sięgają nawet ponad 60 tys. zł mniej dostępnego kredytu. To wyraźnie oddala możliwość uzyskania finansowania na poziomie 1,2 mln zł, który jeszcze niedawno był w zasięgu.

    Które banki tną najgłębiej?

    Obniżki zdolności kredytowej widoczne są w większości instytucji finansowych. Korekty nie mają charakteru symbolicznego, lecz systemowy.

    Największą korektę odnotowano w Bank Ochrony Środowiska, gdzie różnica sięga niemal 70 tys. zł. Wyraźne spadki, przekraczające 50 tys. zł, pojawiły się także w ofertach takich gigantów jak PKO BP, Bank Millennium, VeloBank, Alior Bank czy Bank Pekao. Na tle rynku relatywnie najlepiej wypadają Bank BPS, ING Bank Śląski oraz Credit Agricole, choć i tam zmiany są odczuwalne.

    A jednak… nadchodzi zmiana?

    Zaskakującym elementem najnowszych wyliczeń jest wzrost wskaźnika DSTI, który pokazuje, jak dużą część dochodów pochłania rata kredytu. Mimo spadku zdolności kredytowej wskaźnik ten rośnie, co może sugerować, że banki zaczynają dopuszczać większe obciążenie budżetów domowych.

    I tu pojawia się kontrast, który wprowadza nowy element do układanki. Według najnowszego raportu Narodowego Banku Polski, w I kwartale 2026 r. banki kontynuowały łagodzenie kryteriów udzielania kredytów mieszkaniowych, mimo wcześniejszych zapowiedzi stabilizacji. Co więcej, zmniejszyły też marżę kredytową.

    „Do czynników wpływających na łagodzenie polityki kredytowej ankietowane banki zaliczyły przede wszystkim wzrost presji konkurencyjnej ze strony innych banków uniwersalnych, a także prognozę sytuacji na rynku mieszkaniowym” – wskazano w raporcie NBP.

    Co banki planują na II kwartał?

    Raport NBP przynosi jeszcze ciekawsze zapowiedzi. Okazuje się, że to nie koniec łagodzenia. Według informacji z serwisu pb.pl, w II kwartale 2026 r. banki zamierzają złagodzić kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych i oczekują wzrostu popytu na te kredyty. Oznacza to dalszy ciąg trendu łagodzenia.

    To samo dotyczy kredytów konsumpcyjnych – banki również zamierzają złagodzić dla nich kryteria i spodziewają się wzrostu popytu. To kontynuacja działania z I kwartału, kiedy to banki złagodziły kryteria oraz niektóre warunki kredytowania, w tym zmniejszyły marżę kredytową dla kredytów normalnych i zwiększyły maksymalną kwotę kredytu.

    Paradoks czy nowa strategia?

    Jak pogodzić ostre cięcia zdolności kredytowej z zapowiedziami łagodzenia kryteriów? Kluczem może być konkurencja. Raport NBP wskazuje, że banki, które złagodziły politykę kredytową, uzasadniały to głównie wzrostem presji konkurencyjnej ze strony innych banków.

    Obecne zaostrzenie mogło być krótkotrwałą reakcją na koszty finansowania, podczas gdy długofalowy trend, napędzany walką o klienta, może zmierzać w stronę większej dostępności. Jeśli ten trend się utrzyma, możliwe jest stopniowe łagodzenie kryteriów, choć na razie dla wielu rodzin marzenie o własnym M czeka na lepsze czasy.

  • Renta z ZUS nie jest na zawsze. A jeśli choroba zmusi Cię do zmiany zawodu, jest na to sposób

    Renta z ZUS nie jest na zawsze. A jeśli choroba zmusi Cię do zmiany zawodu, jest na to sposób

    Czy wiesz, że kluczowe świadczenie z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, które pomaga osobom niezdolnym do pracy, jest przyznawane tylko na określony czas? Wielu Polaków zakłada, że to wsparcie dożywotnie, ale przepisy jasno mówią co innego. Co więcej, jeśli choroba uniemożliwia Ci dalszą pracę w zawodzie, ale daje szansę na przekwalifikowanie, ZUS ma specjalne rozwiązanie, które może pomóc w powrocie na rynek pracy.

    Renta z tytułu niezdolności do pracy: nie na zawsze, a na określony czas

    Renta z tytułu niezdolności do pracy to kluczowe wsparcie, ale jest przyznawana na określony czas, a nie dożywotnio. ZUS przypomina, że co do zasady, niezdolność do pracy orzeka się na maksymalnie pięć lat. Wyjątkiem są sytuacje, gdy według wiedzy medycznej nie ma szans na poprawę – wtedy okres może być dłuższy. Renta stała przysługuje tylko wtedy, gdy niezdolność do pracy jest trwała, ale nawet wtedy nie oznacza to świadczenia dożywotniego.

    „Renta stała w rozumieniu ustawy odnosi się do trwałości niezdolności do pracy, a nie do trwałości prawa do renty. Orzeczenie na okres dłuższy niż 5 lat to prognoza, a nie gwarancja świadczenia na zawsze” – stwierdził Sąd Najwyższy w 2023 roku.

    Jakie warunki trzeba spełnić?

    Aby otrzymać to świadczenie, trzeba spełnić konkretne warunki. Jak przypomina Gazeta Prawna, renta przysługuje osobie, która:

    • jest niezdolna do pracy,
    • posiada wymagany w przepisach okres składkowy i nieskładkowy,
    • niezdolność do pracy powstała w określonych okresach (składkowych, nieskładkowych, lub w ciągu 18 miesięcy od ich ustania), chyba że udowodniła odpowiedni staż i jest całkowicie niezdolna do pracy (co najmniej 20 lat dla kobiet, 25 lat dla mężczyzn),
    • nie ma ustalonego prawa do emerytury z FUS lub nie spełnia warunków do jej uzyskania.

    Dodatkowo, osoba, która stała się niezdolna do pracy po ukończeniu 30 lat, nie musi posiadać pięciu lat składkowych w 10 latach przed wnioskiem, jeśli jest całkowicie niezdolna do pracy oraz udowodniła 25 lat składkowych (dla kobiet) lub 30 lat (dla mężczyzn).

    Kluczowa zasada: oceniany jest wpływ choroby na pracę

    Oto ważny szczegół, o którym warto pamiętać. ZUS ocenia nie samą chorobę, ale jej wpływ na możliwość wykonywania pracy. Niezdolność orzeka się na podstawie restrykcyjnych kryteriów, niezależnie od przyczyny schorzenia – może to być nawet niezdolność wywołana nałogami, jeśli doprowadziły one do chorób uniemożliwiających pracę.

    O niezdolności do pracy decyduje lekarz orzecznik ZUS. Od jego decyzji można się odwołać do komisji lekarskiej, a od 2027 roku komisje zostaną zastąpione jednoosobowym rozpatrywaniem sprzeciwów. W przypadku sporu, ostateczną decyzję podejmuje sąd.

    A co, jeśli choroba zmusza do zmiany zawodu? Jest renta szkoleniowa!

    Jeśli z przyczyn zdrowotnych nie możesz kontynuować pracy w swoim zawodzie, ale rokujesz odzyskanie zdolności do pracy po zmianie kwalifikacji, ZUS ma dla Ciebie ofertę. To renta szkoleniowa – wsparcie finansowe na czas przekwalifikowania i powrotu na rynek pracy.

    Nawet 2 tys. zł na czas nauki

    Wysokość tego świadczenia zależy od okoliczności utraty zdrowia. Minimalna kwota to 1483,87 zł brutto miesęcznie (75% podstawy wymiaru). Jeśli niezdolność wynika z wypadku przy pracy lub choroby zawodowej, wsparcie wzrasta do 100% podstawy, czyli 1978,49 zł brutto.

    Renta szkoleniowa nie jest jednak przyznawana bezterminowo. Standardowo czas na zdobycie nowych kompetencji to sześć miesięcy, ale jeśli kursy wymagają więcej czasu, okres ten może zostać wydłużony do 30 miesięcy (łącznie 36 miesięcy). Istnieje kluczowe ograniczenie: w trakcie pobierania środków nie wolno pracować zarobkowo. Podjęcie zatrudnienia skutkuje wstrzymaniem renty.

    Kto może się o nią ubiegać?

    Kluczowa jest decyzja lekarza orzecznika ZUS, który stwierdza, że dana osoba nie może kontynuować pracy w swoim zawodzie, ale rokuje odzyskanie zdolności do pracy po zmianie kwalifikacji.

    Dodatkowym wymogiem jest staż ubezpieczeniowy, którego długość zależy od wieku w momencie powstania problemów zdrowotnych. Przykładowo:

    • Gdy niezdolność powstała przed 20. rokiem życia, wymagany jest min. 1 rok stażu składkowego.
    • Dla osób powyżej 30. roku życia wymagane jest już 5 lat stażu.

    Aby ubiegać się o środki, należy złożyć wniosek ERN wraz z dokumentacją medyczną i zawodową. To formalna procedura, ale dla wielu osób może to być jedyna droga, by nie wypaść z rynku pracy na stałe.

    Podsumowując, system wsparcia ZUS dla osób niezdolnych do pracy jest bardziej elastyczny i czasowy, niż się powszechnie uważa. Nie ma mowy o automatycznym, dożywotnim świadczeniu, ale za to jest realna szansa na wsparcie w przekwalifikowaniu, jeśli tylko lekarz stwierdzi taką możliwość.