Czy światowa gospodarka wreszcie nabiera wiatru w żagle, czy może to tylko ostatnie szarpanie przed kolejną falą problemów? Kwietniowe dane są jednoznaczne – ale niestety nie do końca.
Globalny PMI z największym skokiem od lat
Indeks PMI w globalnym przetwórstwie wskazuje na potężne ożywienie. W kwietniu wskaźnik wzrósł do 52,6 pkt, co jest poprawą o aż 1,3 pkt w ciągu miesiąca. To największy miesięczny wzrost od prawie sześciu lat, czyli od momentu, gdy świat wychodził z pierwszego lockdownu covidowego.
Autorzy badania z firmy S&P Global dostrzegają ten problem: „Wzrost produkcji był napędzany dynamicznym pozyskiwaniem nowych kontraktów. Może on jednak okazać się krótkotrwały – wynikał bowiem częściowo z przyspieszonych zakupów poczynionych przez klientów w obawie przed zakłóceniami w dostawach i rosnącymi kosztami”.
A to jest dopiero początek dobrej – i złej – historii.
Kto ciągnie ten wzrost? Kluczowa rola przemysłu
Za napęd całego ożywienia odpowiada przede wszystkim przemysł. W USA produkcja przyspieszyła do najwyższego poziomu od niemal czterech lat. Firmy zwiększyły wydobycie i zamówienia, częściowo dlatego, że zaczęły gromadzić zapasy w obawie przed problemami z dostawami i rosnącymi cenami.
To tzw. „wyprzedzające działanie” – przedsiębiorstwa próbują zabezpieczyć się na przyszłość, zanim sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy.
Największą poprawę nastrojów odnotowali dostawcy komponentów, czyli tych towarów, które najszybciej mogą podlegać zakłóceniom. Klienci po prostu zapełniają magazyny.
Ciemna strona medalu: wojna, ceny i dostawy
Tu zaczynają się schody. Największym problemem pozostaje konflikt na Bliskim Wschodzie. Wojna z Iranem zaburzyła transport przez strategiczną Cieśninę Ormuz, co bezpośrednio wpływa na globalne dostawy ropy i innych surowców.
Efekt jest prosty: ceny rosną. Koszty produkcji osiągnęły najwyższy poziom od wielu miesięcy, a firmy coraz częściej przerzucają te podwyżki na klientów. Wskaźniki cen pokazują najszybszy wzrost od połowy 2022 r.
Zakłócenia logistyczne znów stają się poważnym problemem. Dostawy wydłużają się, a firmy zgłaszają trudności z dostępnością surowców. To efekt zarówno wojny, jak i zwiększonego popytu na zapasy bezpieczeństwa. Sytuacja zaczyna przypominać momenty z czasów pandemii – zatorów i nerwowego 'kupowania na zapas’.
Jest też iskierka nadziei
Nie można jednak wszystkiego zrzucić na strach i akumulację zapasów. W wielu badaniach krajowych, szczególnie w Azji, producenci sygnalizują fundamentalne ożywienie zamówień związane z rozbudową infrastruktury cyfrowej na świecie.
Mówiąc prościej: dzisiejsza sytuacja na świecie to walka między dwiema siłami. Negatywną, czyli kryzysem energetycznym wywołanym geopolityką, i pozytywną, czyli transformacją technologiczną.
Rynek pracy w trybie przeczekania
Mimo tego odbicia aktywności gospodarczej, zatrudnienie rośnie bardzo powoli. Firmy są ostrożne – z jednej strony nie chcą zwalniać, ale z drugiej unikają większego zwiększania zatrudnienia. Niepewność związana z kosztami i sytuacją geopolityczną skutecznie hamuje decyzje kadrowe.
Szef jednego ze stowarzyszeń przemysłowych, z którym rozmawiał autor tekstu w serwisie pb.pl, podsumowuje to krótko: nastroje są paradoksalnie dobre, bo rosnące ceny pozwalają na poprawę marż. Ale jeżeli brak dostaw paliw i innych surowców z Bliskiego Wschodu utrzyma się jeszcze przez miesiąc lub dłużej, to optymizm minie i zaczną pojawiać się problemy.
Czy zatem kwietniowy skok PMI to prawdziwy początek trwałego ożywienia, czy tylko krótkotrwały oddech przed kolejnymi wyzwaniami? Odpowiedź na to pytanie może zależeć od tego, co wydarzy się na Bliskim Wschodzie w nadchodzących tygodniach.









