Blog

  • GPW w ogniu: PGF w górę o 140%, Text w dół, Cognor tanieje mimo rekordowych wyników

    GPW w ogniu: PGF w górę o 140%, Text w dół, Cognor tanieje mimo rekordowych wyników

    Dzisiejsza sesja na warszawskiej giełdzie to prawdziwy kalejdoskop emocji. Trzy spółki pokazały zupełnie odmienne oblicza rynku – jedna wystrzeliła w kosmos, druga runęła po wynikach, a trzecia… zaskoczyła inwestorów, którzy zignorowali świetne dane i skupili się na przyszłości.

    PGF Polska Grupa Fotowoltaiczna – zwrot w stronę obronności

    Najbardziej spektakularny ruch należy do PGF Polska Grupa Fotowoltaiczna. Wczoraj akcje podrożały o ponad 30%, a w ciągu kilku ostatnich sesji kurs wzrósł już o ponad 140%. Impulsem była informacja o rozpoczęciu przeglądu strategicznego, który może oznaczać radykalną zmianę profilu inwestycyjnego spółki.

    Zarząd PGF podjął uchwałę o analizie opcji strategicznych, ze szczególnym uwzględnieniem możliwości wejścia w sektor obronny, militarny oraz bezpieczeństwa. Spółka pozostanie jednostką inwestycyjną, ale zmienić się może przedmiot inwestycji – zamiast OZE w grę wchodzi całkowicie nowa branża. Rynek zareagował natychmiastową falą popytu, choć sam przegląd dopiero się rozpoczął, a ostateczne decyzje zapadną po zakończeniu analiz.

    Grupa Text – gorzkie rozczarowanie wynikami

    Po drugiej stronie barykady znalazła się Grupa Text. Akcje spółki straciły wczoraj ponad 12%, a od 13 sierpnia przecena sięga już ponad 22%. To efekt wyników za pierwszy kwartał roku finansowego 2026/27, które okazały się wyraźnie słabsze od oczekiwań rynku.

    Zysk netto wyniósł 29,1 mln zł wobec 31 mln zł rok wcześniej, podczas gdy konsensus PAP Biznes zakładał 32,5 mln zł. EBITDA spadła o 7,4% rdr do 38,6 mln zł, a rynek spodziewał się 42 mln zł. Przychody sięgnęły 83,2 mln zł, czyli o 1,9% mniej niż przed rokiem i o 4,5 mln zł poniżej prognoz. W dolarach amerykańskich przychody wzrosły jednak o 2,1% do 22,61 mln USD.

    Za rozczarowaniem stoi m.in. zakończenie tzw. grandfatheringu cenowego dla klientów produktu LiveChat. Wielu klientów przeszło na plany roczne, co zwiększyło przychody przyszłych okresów do rekordowych 77,2 mln zł (z 67,0 mln zł kwartał wcześniej). To zjawisko pozytywne dla stabilności, ale w krótkim terminie ograniczyło wzrost MRR i wpłynęło na sposób rozliczania przychodów. Rynek skoncentrował się jednak na rozminięciu z oczekiwaniami dotyczącymi zysku, EBITDA i przychodów.

    Cognor – mocne wyniki, ale cień sezonowego osłabienia

    Największym paradoksem dzisiejszej sesji jest Cognor Holding. Spółka pochwaliła się znakomitymi rezultatami za II kwartał i całe pierwsze półrocze 2026 roku, a mimo to jej akcje tracą na wartości przy najwyższych obrotach od ponad 60 sesji.

    II kwartał: zysk netto 6,38 mln zł wobec 11,24 mln zł straty rok wcześniej, przychody wzrosły o 9% rdr do 649,98 mln zł, EBITDA skoczyła o 135% do 50,6 mln zł, a zysk operacyjny EBIT wyniósł 31,16 mln zł (wobec 7,66 mln zł).

    Pierwsze półrocze: zysk netto 5,32 mln zł wobec 25,23 mln zł straty, EBITDA wzrosła o 199,8% do 82,44 mln zł, a przychody sięgnęły 1,24 mld zł (wzrost o 9,1%).

    Dlaczego więc kurs spada? Inwestorzy obawiają się sezonowego pogorszenia wyników w III kwartale. CFO Krzysztof Zoła nie ukrywa, że sprzedaż i zyski będą niższe niż w II kwartale, ale podkreśla, że to normalne zjawisko.

    „Nie ulega wątpliwości, że tak będzie – oczekujemy w trzecim kwartale korekty in minus na wszystkich poziomach. Będzie to jednak wynik o wiele lepszy niż w ubiegłym roku, gdzie zanotowaliśmy lekko ujemną EBITDA. Oczekiwałbym odrobinę słabszej niż w drugim kwartale tego roku.”

    Szef finansowy Cognora zaznacza, że w przeciwieństwie do 2025 roku, po słabym sezonowo III kwartale nie powinien przyjść jeszcze gorszy IV kwartał. Spółka podtrzymuje prognozę zdecydowanej poprawy wyników w całym 2026 roku.

    Dodatkowym wsparciem są nowe, darmowe uprawnienia do emisji CO2 na kolejne pięć lat – ich pula jest znacznie większa niż poprzednio i wystarczy na kilka lat. Z kolei od 1 lipca nowy safeguard ograniczył kontyngent bezcłowy średnio o połowę i podniósł cła, co może wpłynąć na rynek stali.

    Technicznie kurs Cognora ponownie odbił się od linii bessy, a kolejnym istotnym wsparciem jest rejon 5,60 zł. Inwestorzy będą więc uważnie obserwować, czy sezonowy dołek okaże się jedynie przejściową korektą, czy zapowiedzią gorszych czasów.

  • Miliard z KPO ocalony w ostatniej chwili. Operatorzy zdążyli, teraz ruch Brukseli

    Miliard z KPO ocalony w ostatniej chwili. Operatorzy zdążyli, teraz ruch Brukseli

    Polscy operatorzy telekomunikacyjni postawili wszystko na jedną kartę i wygrali. Do 31 sierpnia musieli wykazać w systemie SIMBA, że zasięg budowanej za pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy infrastruktury obejmuje co najmniej 521 tysięcy lokali mieszkalnych. Gdyby tego nie zrobili, Bruksela cofnęłaby ponad 1 miliard złotych dofinansowania. Udało się – ostateczny wynik to 544,03 tysiąca lokali.

    Gorączka ostatnich tygodni

    Jeszcze w lipcu operatorzy raportowali zaledwie 384 tysiące lokali. W połowie sierpnia liczba ta wzrosła do 436 tysięcy, ale wciąż brakowało ponad 80 tysięcy do bezpiecznego progu. Przez ostatnie dwa tygodnie firmy musiały pracować na pełnych obrotach, by dogonić wymagania Komisji Europejskiej. Jak się okazało – zdążyły.

    – Operatorzy zaraportowali w systemie SIMBA ich wymaganą liczbę – potwierdziło Centrum Projektów Polska Cyfrowa (CPPC), które nadzoruje realizację inwestycji. Jednocześnie CPPC poinformowało, że rozpoczęło formalne przygotowania do wydłużenia terminów zakończenia projektów.

    Nowe terminy, nowe szanse

    – W tym miesiącu przekazaliśmy do podpisu aneksy wydłużające okres realizacji projektów w ramach KPO aż do czerwca 2027 roku – podaje CPPC. Wcześniej projekty z dwóch pierwszych naborów miały być gotowe do czerwca, a z dwóch kolejnych – do końca sierpnia. Teraz wszystkie mogą być kontynuowane przez niemal kolejny rok.

    To jednak nie koniec formalności. Ostateczne błogosławieństwo dla przedłużonego finansowania zależy od dwóch warunków. Po pierwsze, Komisja Europejska musi potwierdzić, że wskaźnik 544,03 tysiąca lokali został faktycznie osiągnięty. Po drugie, Minister Cyfryzacji musi opublikować odpowiedni komunikat na stronie Biuletynu Informacji Publicznej. Dopiero wtedy pieniądze zostaną odblokowane na dobre.

    KPO to nie tylko telekomy

    Informacja o sukcesie operatorów zbiega się z ogłoszeniem przez wiceministra funduszy i polityki regionalnej Jana Szyszki, że Polska złoży we wrześniu ostatni wniosek o płatność z KPO – na rekordową kwotę 54 miliardów złotych (12,7 miliarda euro). Szyszko podkreślił, że kraj zrealizował wszystkie 272 kamienie milowe zapisane w planie i wykorzysta każdą złotówkę z części bezzwrotnej opiewającej na 107 miliardów złotych (25 miliardów euro).

    – To, że 31 sierpnia zakończyła się ta część urzędnicza, ta część formalna Krajowego Planu Odbudowy, nie oznacza, że KPO się kończy. Inwestycje z KPO będą trwały jeszcze latami – powiedział Szyszko w Brukseli. Jako przykład podał bałtyckie farmy wiatrowe, które będą rozbudowywane do 2031 roku, oraz tunel kolejowy Podłęże-Piekiełko, którego budowa potrwa do 2029 roku.

    Ostatnia transza – 54 miliardy złotych – ma trafić do Polski na przełomie roku. Środki zostaną przeznaczone m.in. na budowę schronów w ramach Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności oraz na wsparcie polskich firm zbrojeniowych i przemysłu ciężkiego.

    Co dalej z miliardem telekomów?

    Teraz piłeczka jest po stronie Brukseli i warszawskiego ministerstwa. Jeśli Komisja Europejska potwierdzi osiągnięcie wskaźnika, a minister cyfryzacji opublikuje komunikat, operatorzy będą mogli spokojnie kończyć budowę sieci do czerwca 2027 roku. Wśród największych beneficjentów programu są Orange Polska (677 mln zł wsparcia), Agencja Rozwoju Mazowsza (około 168 mln zł) oraz Grupa Zicom (około 129 mln zł).

    – To, czy wydłużony będzie również ich okres kwalifikowalności, zależy od spełnienia warunku zawieszającego – wyjaśnia CPPC. Innymi słowy, formalności jeszcze nie dobiegły końca, ale fundamenty zostały położone. Operatorzy wykonali swoją część zadania – teraz czas na decyzję urzędników.

  • Rosyjski gaz z Bałtyku płynie do Chin. „Portowyj” wybrał Północną Drogę Morską

    Rosyjski gaz z Bałtyku płynie do Chin. „Portowyj” wybrał Północną Drogę Morską

    Rosja wysyła pierwszy w tym roku ładunek skroplonego gazu ziemnego z bałtyckiego kompleksu Portowaja w stronę Chin, wykorzystując arktyczną Północną Drogę Morską. Gazowiec „Portowyj”, pełniący funkcję pływającego magazynu LNG, wypłynął z Portowaja i 24 sierpnia okrążył Nową Ziemię, kierując się z Morza Barentsa na Morze Karskie. Zamiast przez europejskie wody i Kanał Sueski statek płynie na wschód przez Arktykę. Rosyjski portal www1.ru informuje, że po raz pierwszy bałtycki LNG może w ten sposób trafić do Chin jeszcze w 2026 r.

    Krótsza, ale trudniejsza trasa

    Północna Droga Morska z kompleksu Portowaja do Chin liczy około 12–15 tys. km, podczas gdy tradycyjna trasa przez Kanał Sueski to około 20–24 tys. km. Według serwisu IA EADaily, cytowanego przez www1.ru, skraca to czas dostawy prawie o połowę. Na niektórych odcinkach arktycznych leży jednak gruby lód, dlatego do eskortowania konwojów używane są lodołamacze o napędzie atomowym.

    „Portowyj” ma klasę lodową Arc4, co pozwala mu samodzielnie pływać w rozrzedzonym jednorocznym lodzie arktycznym o grubości do około 0,6 m zimą i wiosną oraz do około 0,8 m latem i jesienią. Dwa inne gazowce pracujące w projekcie bałtyckim mają niższą klasę lodową Ice2 i objęto je ograniczeniami, podczas gdy sam „Portowyj” nie podlega sankcjom.

    „Będzie to pierwszy w tym roku rejs rosyjskiego gazowca LNG z Bałtyckim LNG wokół Europy. Z jednej strony Północna Droga Morska jest najkrótszą drogą do Chin, skracając czas dostawy prawie o połowę. Z drugiej strony, nadal istnieje groźba przejęcia statków przewożących rosyjską ropę i gaz w ramach sankcji” – podaje serwis IA EADaily.

    Statek z historią

    Jednostka „Portowyj” powstała w 2018 r. w południowokoreańskiej stoczni Hyundai Heavy Industries – pierwotnie nosiła nazwę Jenisej i pełniła rolę gazowca. Ma 288 m długości, 44 m szerokości i nośność około 71,5 tys. ton. Łączna pojemność czterech zbiorników membranowych wynosi 138 107 m sześc. skroplonego gazu ziemnego.

    Kompleks Portowaja, z którego pochodzi ładunek, ma produkować około 1,5 mln ton LNG rocznie. Wcześniej jego produkty trafiały do odbiorców w Europie, w tym do Grecji, Hiszpanii i Belgii.

    Więcej statków dla Arctic LNG 2

    Osobno, w ciągu niespełna roku, Rosja znacząco zwiększyła liczbę jednostek powiązanych z objętym sankcjami projektem Arctic LNG 2. Z analizy danych o ruchu statków wynika, że obecnie z projektem związanych jest co najmniej 20 statków; pod koniec grudnia 2025 r. było ich około 9 mniej. Większość ma niejasną strukturę własności, co wpisuje się w funkcjonowanie tzw. ciemnej floty.

    Projekt został objęty sankcjami USA i państw europejskich, które utrudniły finansowanie, transport i sprzedaż gazu. Rosja szuka więc odbiorców poza Europą – najważniejszym nabywcą gazu z Arctic LNG 2 są obecnie Chiny. Rozwój eksportu odbywa się przy zmianie podejścia Waszyngtonu: administracja Donalda Trumpa nie zdecydowała się dotąd na działania wobec rosnącej floty, podczas gdy administracja Joe Bidena obejmowała sankcjami projekty LNG, statki i infrastrukturę.

    Arktyczne ograniczenia

    Arctic LNG 2 leży w oddalonej części rosyjskiej Arktyki, gdzie warunki lodowe przez znaczną część roku utrudniają bezpośredni transport. LNG musi być przewożone specjalistycznymi jednostkami o wysokiej klasie lodowej, a następnie przeładowywane na konwencjonalne metanowce.

    Daria Melnik, wiceprezes ds. badań nad ropą i gazem w Rystad Energy, oceniła, że „głównym ograniczeniem pozostaje pojemność żeglugowa”. Według Rystad obecna flota pozwalałaby na eksport około 5,2–5,4 mln ton LNG rocznie. Firma podniosła prognozę produkcji Arctic LNG 2 na 2026 r. o około 9 proc., do 5 mln ton. To wciąż mniej niż docelowa zdolność produkcyjna dwóch działających linii, wynosząca 13,2 mln ton rocznie. Trzecia linia jest już zmontowana, ale jej pełne wykorzystanie wymaga dalszego rozwoju infrastruktury transportowej.

    Kluczowe dla zwiększenia eksportu są statki klasy lodowej Arc7 – obecnie w eksploatacji są 3 takie jednostki, a kolejne są budowane. Rosja dysponuje też jednostkami Arc4 oraz 12 konwencjonalnymi metanowcami dalekiego zasięgu, które mogą być wykorzystywane do transportu do Chin w okresie zimowym, gdy północna trasa przez Arktykę jest trudniej dostępna. Według Rystad do osiągnięcia pełnej zdolności produkcyjnej Arctic LNG 2 Rosja może potrzebować nawet około 30 konwencjonalnych statków.

  • Shein rozczarowuje na starcie w Hongkongu. Akcje w dół, wycena daleko od szczytu

    Shein rozczarowuje na starcie w Hongkongu. Akcje w dół, wycena daleko od szczytu

    Zimny prysznic w Hongkongu

    Debiut giełdowy Sheina, chińskiego giganta szybkiej mody, okazał się daleki od spektakularnego sukcesu. Akcje spółki podczas pierwszej sesji na giełdzie w Hongkongu traciły nawet 10%, by ostatecznie zamknąć dzień 3,5% pod kreską. To wyraźny sygnał, że rynek z rezerwą podchodzi do perspektyw dalszego wzrostu firmy.

    W ofercie publicznej sprzedano około 280 milionów akcji po 48,56 dolarów hongkońskich za sztukę – poniżej górnej granicy widełek wynoszącej 49,5 HKD. Łącznie spółka pozyskała około 13,6 miliarda HKD (1,74 mld USD). Wycena Sheina w IPO szacowana jest w różnych źródłach na 24–26,5 mld USD – to zaledwie ułamek wartości, jaką firma reprezentowała na rynku prywatnym w 2022 roku, wycenianej wówczas na około 100 mld USD.

    Długa droga na giełdę

    Wejście na parkiet w Hongkongu to dla Sheina zwieńczenie wieloletnich, pełnych przeszkód starań. Firma, założona w Chinach, ale od 2022 roku z siedzibą w Singapurze, najpierw złożyła poufny wniosek o IPO w Stanach Zjednoczonych w 2023 roku. Później próbowała szczęścia w Londynie, jednak chińscy regulatorzy wstrzymali zgodę z powodu obaw dotyczących ujawnień ryzyka związanego z łańcuchem dostaw. Dopiero w lipcu 2026 roku Pekin zatwierdził ofertę w Hongkongu.

    Rynek mówi „poczekamy, zobaczymy”

    Eksperci nie mają wątpliwości, że słaby debiut to efekt narastających wyzwań stojących przed Sheinem. – Rozczarowujący debiut sugeruje, że rynek nie jest przekonany, iż wzrost Shein może powrócić – komentuje Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna Saxo Banku.

    Firma mierzy się z silną konkurencją ze strony takich graczy jak Temu, PDD Holdings czy AliExpress (należący do Alibaba Group). – Shein nie jest już unikalnym graczem – ocenia Jason Hsu z Rayliant Global Advisors, zwracając uwagę, że konkurenci również korzystają z technologii predykcyjnych.

    Do tego dochodzą zmiany regulacyjne na kluczowych rynkach. Stany Zjednoczone zniosły zwolnienie z cła importowego na małe paczki (tzw. reguła de minimis), które wcześniej pomagało Sheinowi i Temu szybko rosnąć. Podobnie Unia Europejska wprowadziła podatek 3 euro od przesyłek o niskiej wartości.

    Wyniki finansowe pod presją

    Presję na biznes widać już w liczbach. W pierwszym kwartale 2026 roku Shein odnotował stratę netto w wysokości 99 mln USD. Rok wcześniej, w 2025 roku, zysk netto spółki spadł do 2 mld USD z 3,4 mld USD w rekordowym 2024 roku. Mimo to firma wciąż ma ponad 273 mln aktywnych klientów, którzy w roku zakończonym w marcu 2026 złożyli ponad miliard zamówień.

    – Ludzie nadal kupują towary firmy, ale koszty obciążyły jej działalność i pokazały, że model biznesowy nie generuje zysków w taki sposób, jak kiedyś – wskazuje Ashley Dudarenok, założycielka firmy badawczej ChoZan. – Jako spółka notowana na giełdzie Shein będzie musiała udowodnić, że jej marże nadal działają w świecie ostrzejszych regulacji, ceł i droższego pozyskiwania klientów.

    Co dalej?

    Shein planuje przeznaczyć 40% wpływów z IPO na rozwój technologii, kolejne 40% na wzmocnienie marki i globalnej obecności, a resztę na inicjatywy odpowiedzialności korporacyjnej. Kenny Ng z Everbright Securities International przyznaje, że rynek przyjął postawę „poczekaj i zobacz”, a inwestorzy bacznie obserwują zmiany w globalnej gospodarce i nastrojach konsumenckich.

    Josh Gilbert, główny analityk eToro na region Azji i Pacyfiku, podsumowuje: – Cena akcji spadła aż o 10%, mimo że na giełdę trafiło zaledwie 6,6% udziałów spółki – i to na rynku, który w tym roku odnotował szereg udanych debiutów. Taka ograniczona podaż powinna sprzyjać debiutowi, więc spadek kursu mimo to jest wymownym sygnałem.

    Dla klientów Sheina, jak zauważa Charu Chanana z Saxo Banku, słaby debiut może być sygnałem, że tanie ceny firmy stają się coraz trudniejsze do utrzymania, co może prowadzić do podwyżek. Na razie jednak akcje spółki pozostają pod presją, a pytanie o to, czy Shein zdoła odzyskać dawną dynamikę wzrostu, pozostaje otwarte.

  • Czy AI i pasywne ETF-y wpędzają giełdę w pętlę konsensusu?

    Czy AI i pasywne ETF-y wpędzają giełdę w pętlę konsensusu?

    Rewolucja w dostępie do informacji i inwestowaniu ma też mniej oczywiste konsekwencje. Sztuczna inteligencja i pasywne ETF-y mogą nie tylko ułatwiać życie inwestorom, ale też zawężać rynkowy obraz i umacniać obiegowe opinie.

    AI jako komora pogłosowa

    Algorytmy potrafią w kilka sekund przeanalizować ogromne zbiory danych i odpowiedzieć na pytania, które wcześniej zajmowały godziny. Szybkość nie zawsze idzie jednak w parze z jakością osądu. Modele AI opierają się na materiale, który już gdzieś powstał, więc teza powtarzana w sieci tysiące razy może zyskać pozór wiarygodności.

    Jak zauważa David Kalfon, prezes Sanso Longchamp AM: „kto właściwie dostarcza dane, na których uczą się modele AI, i skąd wiadomo, że zawarta w nich wiedza jest wartościowa?”

    Ryzyko rośnie, gdy kolejne modele uczą się z treści generowanych przez inne systemy AI. W takiej zamkniętej pętli z obiegu mogą wypadać mniej popularne stanowiska, niuanse i interpretacje spoza głównego nurtu, a to z nich często rodzą się przełomowe pomysły.

    ETF-y potrafią premiować największych

    Inwestowanie pasywne zrewolucjonizowało rynek, dając łatwy i tani dostęp do szerokiego koszyka akcji. Pytania pojawiają się, gdy skala pasywnych przepływów zaczyna wpływać na zachowanie całej giełdy i dodatkowo umacniać spółki, które już są największe.

    Fundusz oparty na indeksie nabywa walory według wag przyjętych w danym indeksie. Spółka o dużej wadze jest więc automatycznie beneficjentem kolejnych wpłat. Gdy jej notowania rosną, rośnie kapitalizacja, a wraz z nią udział w indeksie; następna pula pieniędzy znowu w większej części trafia do tej samej firmy.

    Kalfon przypomina, że rynki finansowe w zamierzeniu służyły finansowaniu firm z innowacyjnymi produktami i perspektywicznymi modelami biznesowymi. Gdy dominują mechaniczne przepływy, pieniądze częściej trafiają do już najbardziej widocznych spółek niż do kandydatów na przyszłych liderów.

    AI i ETF-y mogą wzmacniać te same trendy

    Niebezpieczna synergia pojawia się, gdy oba mechanizmy działają równocześnie. AI chętnie podsuwa informacje najlepiej opisane i najczęściej cytowane. ETF-y przekazują kapitał według konstrukcji indeksów. Oba mechanizmy wzmacniają istniejący konsensus, zamiast szukać alternatyw. Większa widoczność spółek przyciąga uwagę, a większa uwaga ponownie zwiększa widoczność.

    W scenariuszu skrajnym koncentracja kapitału i informacji mogą się wzajemnie podsycać. Wielkie spółki przyciągają pieniądze, rośnie ich znaczenie, pojawia się więcej analiz i wzmianek, a to sprawia, że są jeszcze łatwiejsze do znalezienia. Mniejsze firmy mogą tracić z pola widzenia nie z powodu gorszych projektów, ale przez brak udziału w tym cyklu widoczności.

    Szczególne ryzyko widać podczas gwałtownych załamań. Jeśli wielu inwestorów trzyma podobne aktywa przez podobne indeksy i korzysta z podobnych źródeł, ich reakcje na szok będą zbliżone. Kapitał zamiast tłumić wahania może wzmacniać zarówno falę sprzedaży, jak i zakupów. AI potrafi ten proces przyspieszyć, wskazując przede wszystkim spółki powszechnie obserwowane.

    Obligacje rzucają wyzwanie prostym strategiom

    Tymczasem pojawia się kolejne wyzwanie dla strategii opartych na bezrefleksyjnym kupowaniu indeksowych ETF-ów. Jak zwraca uwagę „Puls Biznesu”, rynek obligacji zaczyna bezpośrednio konkurować o pieniądze inwestorów. Rosnące rentowności obligacji skarbowych, wyższe stopy procentowe i cykl inwestycji w technologię AI sprawiają, że osiąganie satysfakcjonujących zysków z akcji może być trudniejsze bez solidnej analizy finansowej. W tym otoczeniu polskie 10-letnie obligacje skarbowe mogą być atrakcyjną alternatywą dla indeksu WIG.

    Własny osąd zamiast powielanych opinii

    Pytanie o przyszłość inwestowania nie dotyczy wyłącznie tego, czy używać AI albo ETF-ów. Ważniejsze jest, czy inwestor potrafi samodzielnie wyjaśnić, dlaczego kupuje konkretną akcję. Technologia może wspierać analizę wyników i porównania spółek, ale nie powinna zastępować własnego osądu. Konsensus rynkowy nie jest dowodem prawdy, podobnie jak informacja powielana milion razy nie staje się automatycznie wiarygodna.

    W świecie, w którym wszyscy sięgają po te same narzędzia, indeksy i bazy danych, powtarzanie wygenerowanej przez algorytm odpowiedzi nie daje przewagi. Większe szanse daje umiejętność stawiania trafnych pytań i podważania tego, co uchodzi za pewnik. Rynek potrzebuje różnorodności opinii, strategii i przekonań; bez niej zarówno giełda, jak i system przepływu informacji mogą być bardziej podatne na błędy jednego dominującego nurtu.

  • Nie ominą już zapasów paliw. Ministerstwo bierze na celownik nowe firmy

    Nie ominą już zapasów paliw. Ministerstwo bierze na celownik nowe firmy

    Przedsiębiorca, który zaczyna działalność na rynku paliw, będzie musiał od razu tworzyć zapasy obowiązkowe i płacić opłatę zapasową. Taką zmianę przygotowało Ministerstwo Energii w nowelizacji, która ma uszczelnić system magazynowania ropy i paliw.

    Projekt trafił na posiedzenie Stałego Komitetu Rady Ministrów. Po zaopiniowaniu ma go przejąć rząd; Parkiet informuje, że rząd może zająć się dokumentem jeszcze we wrześniu. Resort prowadzi zakulisowe rozmowy z Pałacem Prezydenckim, aby prezydent podpisał ustawę ze względu na bezpieczeństwo energetyczne. Dokument był przygotowywany w wakacyjnych tygodniach, choć wcześniej zapowiadano szybkie tempo prac.

    Dlaczego zmiany?

    Ministerstwo tłumaczy, że nowe przepisy wynikają z postulatów branży paliwowej i wniosków z monitoringu rynku. Chodzi między innymi o doprecyzowanie zasad powstawania obowiązku tworzenia zapasów, a także o większą kontrolę nad tym, kto i kiedy może z systemu wyjść.

    Z ustaleń resortu wynika, że część firm obchodziła obowiązki dzięki równoległemu działaniu kilku podmiotów z jednym właścicielem. Każda kolejna spółka rozpoczynała działalność, po czym kończyła ją przed terminem, w którym musiałaby utworzyć zapasy na stałe i ponieść ich koszty. W efekcie grupa korzystała z rynku, nie płacąc za magazynowanie, co – zdaniem ministerstwa – utrudniało uczciwą konkurencję.

    Nowe zasady mają to uniemożliwić. Obowiązek będzie narastał od pierwszego produktu, więc nie będzie można przesuwać wolumenów w czasie, by zmniejszać zobowiązania. Projekt odbiera też firmom finansową korzyść z okresów, w których zapasów nie tworzyły. Przedsiębiorcy zawieszający lub trwale kończący działalność będą musieli dłużej utrzymywać zapasy i będą mogli zwrócić się do Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS) o odkupienie paliw.

    Większa rola RARS

    Agencja ma zyskać mocniejszą pozycję w systemie. Projekt przewiduje, że RARS będzie wykreślać firmy z Rejestru Systemu Zapasów Interwencyjnych, a przed taką decyzją przeprowadzi obowiązkową kontrolę. Będzie też oceniać wnioski o wykreślenie. Projekt przewiduje ponadto, że koncesji nie dostanie przedsiębiorca, którego w ciągu ostatnich pięciu lat przed złożeniem wniosku co najmniej dwukrotnie skreślono z systemu zapasów interwencyjnych.

    Orlen ocenia, że proponowane mechanizmy sprawią, iż wyjście z systemu nie będzie możliwe z dnia na dzień. Po zakończeniu lub zawieszeniu działalności firma będzie musiała zapewnić dostępność paliw przez co najmniej 12 miesięcy oraz rozliczyć się z RARS z kosztów tworzenia i utrzymywania zapasów w okresie działalności. Koncern podkreśla, że system zapasów interwencyjnych to element zapewniający ciągłość rynku paliw w Polsce, a jego omijanie to zagrożenie dla bezpieczeństwa paliwowego kraju.

    Adam Sikorski, prezes Unimotu: „Nie może być tak, że jedni importerzy ponoszą realny koszt utrzymywania zapasów obowiązkowych, a inni budują przewagę na obchodzeniu tego obowiązku”. Jego zdaniem uszczelnienie systemu zakończy praktykę tzw. trójpolówki i wyrówna szanse importerów, a także stworzy stabilniejsze warunki dla inwestycji w krajową infrastrukturę magazynową.

    Szara strefa wciąż na 4 proc.

    Problem szarej strefy opisuje też Urząd Regulacji Energetyki. W raporcie za 2025 r. regulator podał, że szara strefa odpowiadała za 4 proc. rynku paliw ciekłych, tyle samo co rok wcześniej. Dla porównania – na początku wieku sięgała od 20 do 30 proc.

    URE szacuje, że sam nielegalny obrót olejem napędowym kosztował budżet około 2,5 mld zł w 2025 r., głównie przez niezapłacony VAT, akcyzę i opłatę paliwową. Za najbardziej ryzykowne regulator uznaje morski import oleju napędowego, import i produkcję olejów smarowych oraz sprowadzanie LPG. W tych obszarach proponuje koncesjonowanie produkcji olejów smarowych i popirolitycznych, ściślejszą kontrolę tranzytu paliw oraz mocniejszy nadzór nad składami podatkowymi. Wśród pomysłów jest też system rejestracji plastikowych pojemników na paliwo używanych przez konsumentów. Według URE to właśnie w tych kategoriach paliwo najłatwiej wyprowadzić poza oficjalny obieg.

  • Trump chce od Europy zwrotu „setek miliardów” za pomoc Ukrainie. KE odpowiada

    Trump chce od Europy zwrotu „setek miliardów” za pomoc Ukrainie. KE odpowiada

    Prezydent USA Donald Trump ponownie wraca do tematu amerykańskiej pomocy dla Ukrainy, tym razem w kontekście finansowym. W czwartkowym wpisie na platformie Truth Social ogłosił, że będzie domagał się od państw europejskich zwrotu pieniędzy za wsparcie wojskowe przekazane Kijowowi za czasów administracji Joego Bidena. Komisja Europejska przyznaje, że na razie nie ma formalnej prośby.

    Trump: „Setki miliardów dolarów” dla Ukrainy i NATO

    W swoim wpisie amerykański przywódca stwierdził, że administracja Bidena dostarczyła Ukrainie „znacznie więcej amunicji, całkowicie bezpłatnie, niż zużyliśmy w Iranie”. Jak napisał, w ten sposób „setki miliardów dolarów” trafiły do Ukrainy i NATO, choć – jego zdaniem – „Europa zapłaciłaby za to, gdyby tylko ją o to poproszono”. Trump zapowiedział, że USA „poproszą o te pieniądze, choć z pewnym opóźnieniem”.

    Prezydent nie podał jednak konkretnej kwoty, jakiej miałby oczekiwać od europejskich sojuszników. W przeszłości Trump wielokrotnie krytykował skalę amerykańskiego wsparcia dla Ukrainy, podając przy tym różne sumy. Wcześniej mówił o 500 mld dolarów, ale pojawiały się też inne wartości – np. 300 mld dolarów. Dla porównania, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski szacował amerykańską pomoc na około 100 mld dolarów.

    Zapasy amunicji: „praktycznie nieograniczone” czy „niebezpiecznie niskie”?

    Trump odniósł się również do doniesień medialnych o wyczerpujących się amerykańskich zapasach rakiet w związku z wojną przeciwko Iranowi. Zapewnił, że USA dysponują „praktycznie nieograniczonymi zapasami” amunicji średniej i wysokiej klasy.

    „Gromadzimy zapasy i przygotowujemy się na każdą ewentualność” – napisał na Truth Social.

    To stwierdzenie jest odwróceniem wcześniejszej narracji. W sierpniu, odpowiadając na apel Zełenskiego o dodatkowe systemy Patriot, Trump sam twierdził, że pomoc dla Ukrainy uszczupliła amerykańskie zasoby. Stacja CNN, powołując się na anonimowe źródła w Pentagonie, podawała wówczas, że wojsko USA zużyło blisko 80 proc. pocisków przechwytujących do systemu obrony przeciwrakietowej THAAD oraz około połowy pocisków do systemu Patriot. Źródła CNN oceniały zapasy amunicji jako „niebezpiecznie niskie”.

    Te doniesienia zdementował wtedy sekretarz obrony Pete Hegseth, a Trump zagroził dziennikarzom „długimi wyrokami więzienia”. Teraz prezydent zmienia ton i zapowiada wznowienie sprzedaży amunicji sojusznikom.

    KE: Nie otrzymaliśmy formalnego powiadomienia

    Na słowa Donalda Trumpa zareagowała Komisja Europejska. Rzecznik KE Olof Gill przekazał w piątek (4 września), że Bruksela nie otrzymała oficjalnej prośby o zwrot środków.

    „Nie otrzymaliśmy żadnego formalnego powiadomienia o tym, jak rozumiem, wpisie w mediach społecznościowych” – powiedział Gill.

    Rzeczniczka ds. zagranicznych Christina Wigand przypomniała z kolei, że to państwa członkowskie oraz sama Unia Europejska zapewniły Ukrainie największe wsparcie finansowe i wojskowe. Jak poinformowała, kraje UE i unijne instytucje przekazały Ukrainie ponad 220 mld euro wsparcia. W tej kwocie mieści się 87 mld euro przeznaczonych na wzmocnienie zdolności wojskowych i obronnych Ukrainy, z czego około 8,5 mld euro to środki wypłacone Kijowowi bezpośrednio przez instytucje UE.

    Wigand dodała, że nawet na niedawnym, nieformalnym posiedzeniu Rady do Spraw Zagranicznych omawiano kwestię dalszego wsparcia dla Ukrainy i potencjalnych źródeł jego finansowania.

    Podsumowanie

    Choć Trump zapowiada, że będzie domagał się zwrotu pieniędzy za amerykańską pomoc, na razie nie przedstawił konkretnych kwot ani formalnego wniosku. Europejscy urzędnicy podkreślają, że to UE i jej państwa członkowskie są obecnie największym donatorem Kijowa. Tymczasem w USA wciąż trwa spór o stan zapasów amunicji – administracja zapewnia, że są one wystarczające, mimo wcześniejszych alarmujących raportów medialnych.

  • Tajwański fundusz deep tech chce zainwestować w XTPL. Kurs akcji już wystrzelił

    Tajwański fundusz deep tech chce zainwestować w XTPL. Kurs akcji już wystrzelił

    Wrocławska spółka technologiczna XTPL zwołała na 29 września nadzwyczajne walne zgromadzenie, które ma zdecydować o emisji akcji skierowanej do funduszu inwestycyjnego z Tajwanu. To ruch, który może diametralnie zmienić pozycję firmy na globalnym rynku półprzewodników.

    Emisja po 65 zł za akcję

    Akcjonariusze mają wyrazić zgodę na emisję 198 462 akcji serii Z po cenie emisyjnej wynoszącej 65 zł za walor, co przy pełnym objęciu oznacza wpływy rzędu 12,9 mln zł. Cena jest zbliżona do rynkowej – we wtorek, w dniu publikacji informacji, kurs XTPL rósł o blisko 2%, do 66,8 zł, co oznacza, że emisyjna jest około 3% niższa od bieżącego poziomu.

    Nabywcą wszystkich nowych akcji ma być wyspecjalizowany fundusz inwestycyjny z Tajwanu, koncentrujący się na technologiach deep tech. Nazwa inwestora nie została ujawniona.

    Dlaczego to może być przełom?

    Zarząd XTPL podkreśla, że inwestor ma strategiczne znaczenie dla wzmacniania pozycji spółki na kluczowym rynku półprzewodników. Tajwan to jedno z najważniejszych światowych centrów przemysłu półprzewodnikowego, a globalna wartość rynku ma w 2026 r. przekroczyć bilion dolarów.

    Nasza relacja sięga jednej z pierwszych obecności spółki na targach SEMICON Taiwan blisko dwa lata temu. Od tego czasu inwestor obserwował rozwój XTPL, realizację kolejnych projektów przemysłowych i postępy w komercjalizacji technologii, a w ostatnich kwartałach przeprowadził due diligence – mówi Filip Granek, prezes XTPL.

    Według prezesa partner może zapewnić nie tylko finansowanie, ale także dostęp do lokalnych kontaktów i wiarygodność na tajwańskim rynku – co ma kluczowe znaczenie dla europejskiej firmy technologicznej, której trudno budować zaufanie od podstaw w Azji.

    Kapitał docelowy na przyszłość

    Zarząd chce również utworzyć kapitał docelowy umożliwiający podwyższenie kapitału o kwotę nie wyższą niż 45 tys. zł poprzez emisję nie więcej niż 450 tys. akcji. W przeliczeniu na bieżący kurs rynkowy taki pakiet mógłby być wart około 30 mln zł. Spółka zapewnia jednak, że nie planuje korzystać z tego rozwiązania w 2026 roku. To zabezpieczenie na wypadek konieczności szybkiego skalowania produkcji modułów UPD lub systemów ODRA.

    Kurs już wystrzelił po latach bessy

    Informacja o planowanej emisji trafiła na rynek w momencie wyraźnego ożywienia notowań. W kilka dni kurs wzrósł o około 25%, czemu towarzyszyły wysokie obroty, a akcje wyszły na 180-dniowe maksima. Wcześniej przez około trzy lata trwała bessa, która ściągnęła kurs o około 72%.

    Miejsce w szerszej strategii

    Pozyskanie tajwańskiego funduszu to jedna z czterech ścieżek finansowania w strategii XTPL na lata 2026–2028. W tym roku spółka pozyskała już dotację o wartości 10,1 mln zł oraz 19,5 mln zł brutto z emisji skierowanej do rynku. Równolegle trwają prace nad pozyskaniem finansowania dłużnego.

    XTPL rozwija cztery linie biznesowe: moduły UPD do wdrożeń w produkcji elektroniki, urządzenia prototypujące DPS, systemy ODRA oraz nanotusze. W tym roku firma nawiązała partnerstwo z Manz Asia i uruchomiła wspólne centrum demonstracyjne w Semiconductor Innovation R&D Center w Taoyuan na Tajwanie.

    W globalnym akcjonariacie XTPL istotną rolę odgrywają już zagraniczni inwestorzy, w tym Deutsche Balaton AG, ACATIS Investment oraz Norges Bank. Dołączenie tajwańskiego funduszu deep tech ma być kolejnym krokiem w umacnianiu pozycji spółki na rynku napędzanym przez inwestycje w sztuczną inteligencję i centra danych.

    Członek zarządu ds. finansowych Jacek Olszański zwraca uwagę, że technologia XTPL odpowiada na potrzeby producentów w obszarze zaawansowanego pakowania układów (advanced packaging), poprawiając uzyski i umożliwiając precyzyjną pracę na coraz mniejszych strukturach. To właśnie w tym segmencie tajwański partner może pomóc w przyspieszeniu komercjalizacji.

  • Polacy podzieleni ws. KO w rządzie. Nowy sondaż rysuje prawicową większość bez Morawieckiego

    Polacy podzieleni ws. KO w rządzie. Nowy sondaż rysuje prawicową większość bez Morawieckiego

    Czy Polacy chcą, by Koalicja Obywatelska znalazła się w następnym rządzie? Odpowiedź nie jest jednoznaczna – i widać to jak na dłoni w najnowszych badaniach.

    41% za, 38,7% przeciw – podział w społeczeństwie

    Z sondażu SW Research przeprowadzonego na zlecenie rp.pl wynika, że 41% respondentów chce, aby KO weszła w skład przyszłego rządu. Przeciwnego zdania jest 38,7% badanych, a 20,3% nie ma w tej sprawie wyrobionej opinii.

    Poparcie najmocniej rośnie wraz z wiekiem. Aż 50% osób powyżej 50. roku życia opowiada się za udziałem KO w rządzie. Z kolei największy odsetek przeciwników – 44% – odnotowano w grupie wiekowej 35–49 lat.

    Niechęć do KO w przyszłym gabinecie wyraża również 41% mieszkańców wsi oraz ponad 44% mieszkańców miast do 20 tys. osób. To pokazuje, że poparcie dla partii Donalda Tuska rozkłada się nierównomiernie na mapie demograficznej i geograficznej.

    Przypomnijmy: wybory w październiku 2023 roku wygrało PiS, ale wobec braku koalicjanta władzę przejął sojusz KO, Trzeciej Drogi (PSL i Polska 2050) oraz Nowej Lewicy. Scena polityczna od tego czasu mocno się jednak rozdrobiła – po rozłamie w PiS powstało stowarzyszenie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego, dużą siłą stała się Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, a w partiach centrowych doszło do podziałów.

    Wybory 2027: inny obraz Sejmu

    Drugi sondaż, wykonany przez IBRiS dla Onetu w dniach 25–27 sierpnia na próbie 1,1 tys. dorosłych Polaków, pokazuje, jak mógłby wyglądać podział mandatów, gdyby głosowanie odbyło się już teraz.

    Według tego badania największym poparciem cieszy się KO – 27,5%. Na drugim miejscu znalazło się PiS (19,7%) , a na trzecim Konfederacja (13,1%) . Do Sejmu weszłyby jeszcze trzy ugrupowania: Konfederacja Korony Polskiej (8,3%) , Nowa Lewica (8,3%) oraz Rozwój Plus (6%) . Poza progiem znalazłyby się PSL (4,2%) , Partia Razem (2,7%) i Polska 2050 (0,4%) .

    Przy takim układzie mandaty rozłożyłyby się następująco:

    • KO – 165
    • PiS – 120
    • Konfederacja – 73
    • Konfederacja Korony Polskiej – 46
    • Nowa Lewica – 35
    • Rozwój Plus – 21

    Bezwzględna większość w Sejmie to 231 mandatów. Łącznie PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej dysponowałyby 239 mandatami – a więc prawicowa większość byłaby możliwa bez udziału ugrupowania Mateusza Morawieckiego. Co więcej, sondaż wskazuje, że Morawiecki nie jest potrzebny również do stworzenia alternatywnej większości przez KO i Konfederację, które razem miałyby 238 mandatów.

    Frekwencja i grupa niezdecydowanych

    Sondaż IBRiS zapytał także o gotowość do udziału w wyborach. 54,3% badanych zadeklarowało, że prawdopodobnie lub zdecydowanie poszłoby do urn (z czego 31,2% jest zdecydowanych, a 23,1% raczej tak). Z kolei 44,1% nie przewiduje głosowania. Aż 9,9% respondentów nie wskazało żadnego ugrupowania, na które oddałoby głos – to spory odsetek niezdecydowanych, który może przesądzić o ostatecznym wyniku.

    Oba badania – zarówno to o stosunku do KO w rządzie, jak i hipotetyczny podział mandatów – rysują obraz mocno spolaryzowanego i rozdrobnionego elektoratu. Wybory, które zgodnie z kalendarzem mają odbyć się jesienią 2027 roku, zapowiadają się jako jedna z najbardziej nieprzewidywalnych rozgrywek od lat.

  • Bańka AI jeszcze nie pękła, ale obligacje rzucają cień na hossę

    Bańka AI jeszcze nie pękła, ale obligacje rzucają cień na hossę

    Gorączka związana ze sztuczną inteligencją wciąż trzyma w napięciu rynki, ale rosnące rentowności obligacji i jastrzębia retoryka banków centralnych zaczynają studzić entuzjazm. Z jednej strony mamy kolejne rekordy indeksów na Wall Street i znakomite wyniki spółek, z drugiej – wieloletnie szczyty kosztu kapitału od Tokio po Warszawę.

    SpaceX i koreańskie mrówki – kwintesencja spekulacji

    Publiczna oferta SpaceX była według komentatorów ukoronowaniem wiosennej fali inwestycyjnej ekscytacji, ale nie wyznaczyła ostatecznego szczytu bańki. Firma Elona Muska, notowana jeszcze poniżej 30% od rekordu, wciąż przynosi straty, a jej wycena jest 50 razy wyższa od oczekiwanych przychodów. Mimo to entuzjazm szybko opadł.

    Jeszcze bardziej bolesne lekcje odebrali koreańscy inwestorzy indywidualni, znani jako „mrówki” z powodu stadnego zachowania. W pierwszym półroczu 2026 r. aż 14 mln z nich grało na zwyżkę Samsunga i SK Hynix, często z użyciem dźwigni finansowej i dostępnych od maja lewarowanych ETF-ów na pojedyncze spółki. Gwałtowna wyprzedaż pod koniec czerwca wyzerowała około 400 tys. rachunków maklerskich. Sierpień przyniósł chwilowe uspokojenie, ale obie spółki wciąż są notowane 30–40% poniżej czerwcowych szczytów. Łączne straty na lewarowanych ETF-ach w Seulu sięgają niemal 40 mld dolarów.

    Po drugiej stronie Oceanu młody zarządzający funduszem Leopold Aschenbrenner najpierw pomnożył kapitał o ponad 400%, by w lipcu stracić 67% i o włos uniknąć likwidacji. Jego fundusz opierał się na krótkiej pozycji w spółkach software’owych (m.in. Adobe) i długiej w hardware’owych, dodatkowo czterokrotnie zwiększonej dźwignią. Gdy trend się odwrócił, wartość aktywów stopniała o 35 mld dolarów.

    Fundamenty hossy wciąż trzymają

    Mimo tych zawirowań światowe indeksy akcji w pierwszej połowie sierpnia zanotowały nowe szczyty. Wsparły je świetne wyniki spółek za drugi kwartał. W przypadku S&P 500 (po wyłączeniu „wspaniałej siódemki”) dynamika zysków sięgnęła 30% r/r, a dla Stoxx 600 przekroczyła 20%. Także Nvidia, Microsoft i Amazon pokazały, że coraz skuteczniej zarabiają na AI, dając nadzieję, że miliardowe wydatki na centra danych nie są jedynie przepalaniem pieniędzy.

    Autorzy analiz wskazują, że kolejna fala spekulacji może dotyczyć fizycznego AI – robotów humanoidalnych. Przykładem jest sierpniowy debiut chińskiego Unitree na giełdzie w Szanghaju: popyt przewyższył podaż 8000 razy, a kurs wzrósł sześciokrotnie względem ceny emisyjnej. – To właśnie roboty tej firmy podziwiał z nieukrywaną zazdrością kanclerz Merz podczas wizyty w Chinach – czytamy.

    Obligacje studzą nastroje

    Największym makroekonomicznym obciążeniem pozostają jednak rosnące koszty kapitału. Kevin Warsh na sympozjum w Jackson Hole w jasnych słowach dał do zrozumienia, że priorytetem Fedu jest sprowadzenie inflacji do 2%, co natychmiast przełożyło się na globalną przecenę obligacji. Rentowności osiągnęły wieloletnie szczyty w Japonii, Niemczech, Polsce i USA. Drożejący pieniądz uderzył w aktywa niedochodowe – złoto spadło po odbiciu od oporu 4682–4690 pkt i obecnie testuje wsparcie w okolicach 4293–4306 pkt.

    Amerykańskie indeksy (S&P 500, Nasdaq) i warszawski WIG20 ugrzęzły w wąskich konsolidacjach. Dla krajowego rynku kluczowym wsparciem jest poziom 3945–3953 pkt – jego przełamanie byłoby bardzo niepokojącym sygnałem technicznym.

    Na co czekają inwestorzy?

    Ostateczne wybicie z trendu bocznego zależy od najbliższych danych makro. W piątek poznamy sierpniowy raport z amerykańskiego rynku pracy. Lipiec zaskoczył negatywnie – w sektorze pozarolniczym ubyło 23 tys. etatów. Konsensus na sierpień zakłada odbicie i powstanie 55 tys. nowych miejsc pracy. Równie istotna będzie publikacja sierpniowej inflacji CPI, zwłaszcza że konflikt na Bliskim Wschodzie grozi dalszym wzrostem cen ropy i presją cenową.

    Dopiero łączny obraz rynku pracy i dynamiki cen może dostarczyć impulsu zdolnego wyrwać globalne indeksy z technicznego letargu. Na razie jednak bańka AI – choć nadymana – wciąż nie pękła, a jej kolejna odsłona może dotyczyć robotów i fizycznego wcielenia sztucznej inteligencji.