Blog

  • Rekordowe przychody GPW. Zysk netto skoczył o blisko 20% w pierwszym półroczu

    Rekordowe przychody GPW. Zysk netto skoczył o blisko 20% w pierwszym półroczu

    Grupa kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) opublikowała wyniki za pierwsze sześć miesięcy 2026 roku. Firma pochwaliła się historycznie najwyższymi przychodami ze sprzedaży oraz solidnym wzrostem zysku netto.

    324 mln zł przychodów – historyczny rekord

    Przychody ze sprzedaży grupy sięgnęły 324 mln zł, co jest najwyższym poziomem w historii. Koszty działalności wyniosły 197,1 mln zł. Zysk netto na koniec czerwca 2026 r. wyniósł 130,2 mln zł – to wzrost o 19,7% w porównaniu z tym samym okresem 2025 r. (o 21,4 mln zł więcej). Zysk EBITDA także poszedł w górę – o 19,5% rdr (o 22,8 mln zł), do 139,8 mln zł. W raporcie poinformowano, że na wynik w pierwszym półroczu 2026 r. wpływ miały zdarzenia o charakterze jednorazowym związane ze zmianą stanu rezerw na zwrot środków dotacyjnych wraz z odsetkami.

    Skąd wziął się wzrost? Kluczowe segmenty

    Głównym motorem okazały się przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym – 145,6 mln zł (wzrost o 24,8 mln zł, tj. 20,6% rdr). Ponad dwukrotnie skoczyły wpływy z działalności depozytowej armeńskiej giełdy – do 20,7 mln zł (wzrost o 12 mln zł, tj. 137,4%). Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym wyniosły 52,3 mln zł (+2,9 mln zł, 5,9% rdr), a inne opłaty od uczestników rynku towarowego – 18,1 mln zł (+3,3 mln zł, 22,6% rdr). Przychody z obsługi emitentów na Głównym Rynku pozostały na zbliżonym poziomie – 10,1 mln zł.

    Debiuty i obroty na GPW

    W pierwszym półroczu 2026 r. na Głównym Rynku zadebiutowało siedem spółek – wobec trzech w analogicznym okresie 2025 r. Wartość emisji akcji w ramach IPO wyniosła 1,65 mld zł, w porównaniu z 1,99 mld zł rok wcześniej. Cztery spółki zostały wycofane z obrotu. Na koniec czerwca na głównym parkiecie notowanych było 402 spółki – w tym 383 krajowe i 19 zagranicznych. GPW zmieniła od końca 2025 r. metodykę podziału na spółki krajowe i zagraniczne, co wpłynęło na spadek liczby tych drugich. Łączna kapitalizacja rynku wzrosła o 2% rdr, a wartość obrotów na Głównym Rynku w pierwszym półroczu wzrosła o 27,4% rdr, osiągając 321,7 mld zł.

    Indeksy biją rekordy

    GPW podkreśliła, że dobre wyniki to efekt wysokiej dynamiki obrotów akcjami. W sierpniu 2026 r. WIG20 pierwszy raz w historii przekroczył 4 tys. punktów i ustanowił nowy rekord – pierwszy od 2007 roku. Także indeks WIG w sierpniu osiągnął kolejne historyczne maksimum. Od początku 2026 r. do dnia publikacji wyników WIG zyskał 29,7%, a WIG20 – 26,7%.

    „Rekordowa dywidenda potwierdza skuteczność”

    Prezes GPW Tomasz Bardziłowski, cytowany w komunikacie, podkreślił konsekwentną realizację celów strategicznych:

    „Konsekwentnie realizujemy cele określone w strategii, budując siłę i konkurencyjność polskiego rynku kapitałowego. Utrzymująca się wysoka płynność rynku, duża aktywność emitentów i inwestorów, a także indeksy zmierzające po kolejne rekordy, pokazują, że GPW jest atrakcyjnym miejscem inwestowania i pozyskiwania finansowania na dalszy rozwój. Naszym priorytetem jest, aby ze wzrostów na warszawskiej Giełdzie w większym stopniu korzystali krajowi inwestorzy.”

    Dodał, że GPW dba o wzrost przychodów i wartość dla akcjonariuszy, a dobre wyniki pierwszego półrocza oraz rekordowa dywidenda potwierdzają skuteczność tego podejścia.

    Grupa Kapitałowa GPW pozostaje największą giełdą w Europie Środkowo-Wschodniej. Na koniec 2025 r. łączna kapitalizacja spółek notowanych na GPW wzrosła o 63,3% rdr do ponad 2,4 mld zł i była wtedy najwyższa w historii. Wartość obrotów akcjami na głównym rynku w całym 2025 r. wyniosła 470,3 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotów sięgnęła niemal 1,9 mld zł.

  • XTB na celowniku indeksów: STOXX Europe 600 w tym miesiącu, WIG20 w zasięgu

    XTB na celowniku indeksów: STOXX Europe 600 w tym miesiącu, WIG20 w zasięgu

    Polski broker XTB przechodzi właśnie przez dwa istotne wydarzenia giełdowe. Już 21 września jego akcje trafią do składu prestiżowego indeksu STOXX Europe 600, a komentatorzy coraz głośniej mówią o rychłym awansie do WIG20. Tymczasem na kursie spółki odbijają się dwa inne czynniki – finalna decyzja KNF o karze oraz duża sprzedaż pakietu przez założyciela.

    Zmiana w STOXX Europe 600: XTB wchodzi, Tauron wypada

    Firma STOXX, która dostarcza indeksy referencyjne dla globalnych inwestorów instytucjonalnych, ogłosiła w środę nowy skład indeksu STOXX Europe 600. Zmiana dotyczy dwóch polskich spółek notowanych na GPW: do indeksu awansuje XTB, a miejsce traci Tauron. Korekta wejdzie w życie 21 września.

    Notowania zareagowały umiarkowanie. Podczas środowej sesji kurs XTB spadał o ponad 2%, osiągając poziom 178 zł. Inwestorzy zwrócili uwagę na inną informację – Komisja Nadzoru Finansowego podtrzymała karę 20 mln zł nałożoną na brokera za uchybienia z lat 2022-2023. Tauron tracił 0,4%, a jego wycena wynosiła 8,3 zł. Warto dodać, że akcje Tauronu od lutego, gdy kosztowały prawie 12 zł, obniżyły się o około jedną trzecią. Średnia cena docelowa z aktualnych rekomendacji dla spółki implikuje jednak 15-procentową przestrzeń do zwyżki.

    ABB założyciela i presja na kurs

    Już następnego dnia akcje XTB znalazły się pod jeszcze większą presją. Założyciel spółki, Jakub Zabłocki, poprzez swój wehikuł inwestycyjny sprzedał 8% akcji w transakcji przyspieszonego budowania księgi popytu (ABB). Cena została ustalona na 160 zł, co oznaczało dyskonto ponad 8% w stosunku do poprzedniego zamknięcia. W pierwszych minutach czwartkowego handlu akcje traciły blisko 8%, schodząc w okolice 160 zł.

    Maciej Marcinowski, analityk Trigon DM, zwraca uwagę na długoterminowe konsekwencje tej transakcji.

    „Zejście głównego akcjonariusza poniżej progu 33% i rezygnacja ze statutowych przywilejów nasuwa jednoznaczny wniosek, że może przeprowadzać kolejne ABB aż do sprzedaży wszystkich akcji. Stąd naszym zdaniem ustanowienie tak długiego lock-up aż na 360 dni, żeby rynek tym nie żył przez najbliższe kilka kwartałów” – komentuje Marcinowski.

    Analityk dodaje, że transakcja jest na tyle duża, że spowoduje korektę nadzwyczajną indeksów WIG i mWIG40.

    Droga do WIG20 – kto zastąpi Żabkę?

    Rynek od dawna spekuluje, kto zajmie miejsce Żabki w indeksie WIG20. Spółka jest przedmiotem wezwania i może zostać wycofana z giełdy. Podczas czerwcowej rewizji na liście rezerwowej do WIG20 znajdowały się Asseco Poland i Benefit Systems. Już przed transakcją ABB analitycy typowali, że to właśnie XTB ma największe szanse na awans.

    Marcinowski jest w tej kwestii kategoryczny:

    „awans do WIG20 w marcu 2027 jest już niemal pewny (o ile nie nastąpi wcześniej w przypadku powodzenia wezwania na Żabkę)”.

    Podwójny awans w zasięgu

    Warto przypomnieć, że to nie jedyny awans XTB w hierarchii giełdowych spółek. Od 21 września akcje brokera znajdą się w składzie indeksu STOXX Europe 600. To prestiżowe wyróżnienie, które zwiększa widoczność polskiej spółki wśród globalnych inwestorów instytucjonalnych.

    Sprzedaż pakietu przez założyciela, choć wywołała krótkoterminową przecenę, otwiera XTB drogę do WIG20 – potencjalnie nawet wcześniej, jeśli wezwanie na Żabkę zakończy się powodzeniem. Ustanowiony lock-up na 360 dni ma uspokoić rynek co do dalszych działań głównego akcjonariusza. Tymczasem Tauron, który wypadł z europejskiego indeksu, pozostaje pod presją spadkową – jego kurs od lutego obniżył się o niemal jedną trzecią, a najbliższe miesiące pokażą, czy uda mu się odrobić straty.

  • „Prawa ręka” Tuska w TK? Komisja mówi „tak”, ale organizacje biją na alarm

    „Prawa ręka” Tuska w TK? Komisja mówi „tak”, ale organizacje biją na alarm

    Maciej Berek, nazywany przez Donalda Tuska swoją „prawą ręką”, ma szansę już w piątek zasiąść w Trybunale Konstytucyjnym. Sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka pozytywnie zaopiniowała jego kandydaturę, ale droga do pełnego głosowania w Sejmie nie oznacza końca burzliwej debaty.

    Kontrowersje od samego początku

    Już w sierpniu dziewięć znanych organizacji społecznych – w tym te od lat walczące o praworządność – ostro zaprotestowało przeciwko zgłoszeniu Berka. W swoim stanowisku podkreślają, że nie kwestionują jego kwalifikacji prawniczych ani osobistej uczciwości. Problem leży gdzie indziej: chwilę przed ogłoszeniem kandydatury pełnił kluczową, jednoznacznie polityczną funkcję w obecnym rządzie.

    „Sądy i trybunały nie tylko muszą działać niezależnie i bezstronnie, ale też obywatele muszą ową niezależność i bezstronność dostrzegać i w nią ufać. Nie jest to możliwe w przypadku wyboru sędziów, których związki z rządem są widoczne na pierwszy rzut oka” – argumentują sygnatariusze.

    Organizacje apelują do Berka o wycofanie kandydatury, a do Sejmu – o wybór osoby dającej pełną rękojmię apolityczności. Ich zdaniem naprawa Trybunału, pogrążonego w kryzysie od 2015 r., nie może polegać na „odbiciu” go przez kolejną większość rządzącą. Kluczem ma być transparentny tryb wyboru, w którym kandydaci nie mają wyraźnych politycznych powiązań z rządem.

    Komisja zdecydowała – Berek dostał zielone światło

    W czwartek podczas posiedzenia komisji sprawiedliwości i praw człowieka, po prawie dwóch godzinach debaty, doszło do głosowania nad dwiema kandydaturami. Pierwszy był sędzia Krzysztof Kotowski – zgłoszony przez grupę posłów KO – ale nie uzyskał poparcia: za głosowało 11 posłów, przeciw było 16, a jeden wstrzymał się od głosu.

    W przypadku Macieja Berka wynik był odwrotny: 16 głosów za, 10 przeciw i jeden wstrzymujący się. Oznacza to, że komisja zarekomenduje jego kandydaturę pełnemu Sejmowi. Głosowanie w sprawie wyboru nowego sędziego TK odbędzie się w piątek.

    Co mówił sam Berek?

    Podczas przesłuchania Berek odpowiadał na zarzuty dotyczące swojej bliskiej współpracy z premierem Tuskiem oraz kwestię dziesięcioletniego wykonywania zawodu radcy prawnego. Zadeklarował, że wciąż jest członkiem Okręgowej Izby Radców Prawnych, a jeśli zostanie wybrany na sędziego Trybunału, zaznaczy w rejestrze, że zaprzestał wykonywania tego zawodu.

    Odnosząc się do współpracy z Tuskiem, stwierdził, że przez tyle lat pracował z premierem, bo „miał zaszczyt pracować z premierami, z premierem Tuskiem, z premier Kopacz, którzy szanowali, jeśli ktoś mówił, że z jakiegoś powodu coś jest niedopuszczalne”.

    System wyboru sędziów – ciągły problem

    Organizacje przypominają, że obecny system – wybór bezwzględną większością głosów – sprzyja upartyjnieniu. W 2024 r. uchwalono nową ustawę podwyższającą próg do trzech piątych głosów, ale prezydent zaskarżył ją w trybie prewencyjnym do TK, co uniemożliwiło jej wejście w życie. Sygnatariusze stanowiska podkreślają, że mimo to Sejm mógłby kierować się przyjętym przez siebie standardem.

    Co dalej?

    Wszystko rozstrzygnie się w piątek, kiedy to Sejm odda głos nad wyborem nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli kandydatura Berka przejdzie, będzie to kolejny krok w obsadzaniu składu TK, ale – jak ostrzegają organizacje – może to również pogłębić społeczne wątpliwości co do niezależności tej instytucji.

  • Podkowa Leśna wyprzedza Warszawę. GUS podaje medianę pensji – 7530 zł brutto

    Podkowa Leśna wyprzedza Warszawę. GUS podaje medianę pensji – 7530 zł brutto

    Najmniejsza gmina na Mazowszu, Podkowa Leśna, została nowym liderem pod względem zarobków w Polsce – detronizując dotychczasową stolicę. Główny Urząd Statystyczny opublikował właśnie dane o medianie wynagrodzeń za marzec 2026 r., które wskazują, że tam właśnie zarabia się najlepiej w skali całego kraju.

    Mediana a średnia – różnica aż 22%

    Według GUS-u mediana miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej wyniosła w marcu 2026 r. 7530,45 zł. Oznacza to, że połowa zatrudnionych zarabiała nie więcej niż ta kwota, a druga połowa nie mniej. Dla porównania przeciętne wynagrodzenie w tym samym miesiącu sięgnęło 9698,95 zł, czyli o około 22% więcej. Mediana lepiej oddaje zarobki „typowego” pracownika, ponieważ nie jest zawyżana przez ekstremalnie wysokie pensje.

    „Mediana wynagrodzeń w gospodarce narodowej w marcu 2026 r. wyniosła 7530 zł 45 gr brutto” – informuje GUS w swoim raporcie.

    Mimo systematycznego wzrostu w skali roku, mediana wciąż nie przekroczyła psychologicznej bariery 8 tys. zł brutto.

    Zmiany miesiąc do miesiąca i rok do roku

    W porównaniu z lutym 2026 r. mediana spadła nominalnie o 2,1%, a średnia o 2,7%. Jednak w ujęciu rocznym obie wartości wzrosły: mediana o 7,6% (względem marca 2025 r.), a średnia o 6,6%. Dane te publikowane są z około półrocznym opóźnieniem – wynagrodzenia z marca poznaliśmy dopiero teraz, na początku września.

    Różnice między płciami i wielkością firm

    GUS odnotował różnice w medianie ze względu na płeć. Wśród mężczyzn wyniosła ona 7657,56 zł (101,7% ogółu), a wśród kobiet 7407,10 zł (98,4% ogółu).

    Jeszcze większe rozbieżności widać przy podziale na wielkość przedsiębiorstwa. Najwyższą medianę, podobnie jak w poprzednich okresach, osiągnięto w firmach zatrudniających 1000 i więcej osób – 8695,04 zł (115,5% ogółu). Najniższą – w podmiotach liczących do 9 pracowników – na poziomie płacy minimalnej, czyli 4806 zł (63,8% ogółu).

    Kto zarabia najmniej, a kto najwięcej?

    Dane GUS-u pokazują również rozkład dochodów w całej populacji pracowników dzięki decylowi pierwszemu i dziewiątemu. 10% najmniej zarabiających otrzymało wynagrodzenie co najwyżej 4806 zł brutto, co jest równe płacy minimalnej. Z kolei 10% najlepiej zarabiających mogło liczyć na co najmniej 15 424,85 zł brutto.

    To właśnie ten przedział – od 4806 zł do ponad 15,4 tys. zł – obrazuje ogromną skalę nierówności płacowych w Polsce. Mediana 7530,45 zł znajduje się mniej więcej pośrodku tego zakresu.

    Podkowa Leśna na czele rankingu gmin

    Wracając do lokalnych liderów – Podkowa Leśna, najmniejsza gmina na Mazowszu, wyprzedziła Warszawę, która w poprzednim zestawieniu zajmowała pierwsze miejsce. Nowy ranking GUS-u opiera się na medianie wynagrodzeń brutto, co pozwala uniknąć zafałszowań przez bardzo wysokie pensje w stolicy. Zestawienie pokazuje, w których gminach mieszka połowa najlepiej zarabiających Polaków.

    Następne dane o medianie wynagrodzeń zostaną opublikowane za około pół roku – wtedy poznamy zarobki z września 2026 r. Tymczasem marcowa mediana 7530,45 zł brutto pozostaje najświeższym oficjalnym miernikiem typowego wynagrodzenia w Polsce.

  • LPP otwiera Sinsay na zewnętrznych sprzedawców. Rusza nowy marketplace

    LPP otwiera Sinsay na zewnętrznych sprzedawców. Rusza nowy marketplace

    Gdański gigant odzieżowy LPP, znany z marek takich jak Reserved czy Cropp, wkracza na nowe terytorium. Pod szyldem swojej popularnej sieci Sinsay uruchomił właśnie internetowy marketplace, na którym obok własnych produktów można już kupować towary innych firm. To przełom dla spółki, która dotąd opierała się wyłącznie na sprzedaży własnych kolekcji.

    Nowy rozdział LPP

    LPP od lat budowało model biznesowy na zamawianiu odzieży, obuwia i akcesoriów w Azji i sprzedaży ich pod pięcioma własnymi markami. Teraz, jak pisze „Parkiet”, firma zaczyna nowy rozdział: od mniej więcej dwóch tygodni na stronie Sinsaya działa „Strefa marek”, gdzie klienci znajdą produkty oznakowane logotypami innych firm. Wśród nich są zarówno globalne potęgi, jak Nike i Adidas, jak i niszowe marki – Tulano (produkty dla rodziców małych dzieci), Zolux (artykuły dla zwierząt) czy Decoria (dekoracje wnętrz).

    Sprzedawcami są na razie głównie polscy przedsiębiorcy, ale też krajowe oddziały międzynarodowych koncernów. Buty sportowe dostarcza rzeszowska firma Buty Jana, kosmetyki L’Oréal – kielecka spółka 4WU prowadząca drogerie, a artykuły Tulano – poznańska spółka z grupy Meester. Oferta jest jeszcze skromna, ale – jak zauważa „Parkiet” – z dnia na dzień rośnie.

    Co mówią liczby i plany?

    LPP na razie nie ujawnia szczegółów dotyczących marketplace’u. W czerwcu wiceprezes ds. finansowych Marcin Bójko zdradził jednak, że w pierwszym roku działalności platforma może wygenerować około 50 mln zł zysku EBITDA. Dla porównania, roczna EBITDA całej grupy LPP w roku obrotowym zakończonym 31 stycznia 2025 r. wyniosła 4,57 mld zł.

    Z kolei z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, że do 2027 roku asortyment marketplace’u ma przekroczyć 100 tys. pozycji, a platforma planuje wkroczyć na pierwszy rynek zagraniczny. To ambitne cele, zwłaszcza że polski rynek e-commerce jest wart około 140 mld zł rocznie i według PwC do 2028 r. ma urosnąć o około 50% – do 192 mld zł. Aż 65–70% zakupów online dokonywanych jest dziś za pośrednictwem marketplace’ów, a liderem pozostaje Allegro.

    Eksperci: to dopiero początek

    Zdaniem Sylwii Jaśkiewicz, specjalistki z Domu Maklerskiego BOŚ, projekt jest w fazie rozruchu i LPP potrzebuje czasu. Nie spodziewa się, by grupa szybko ruszyła z dużymi wydatkami na reklamę oferty marketplace’owej.

    Innego zdania jest Urszula Wiszowata-Pilic, konsultantka rynku mody z Agencji B2B Hub. Jej zdaniem Sinsay w pierwszej fazie będzie wydawać na marketing więcej niż standardowe 11–12% przychodu ze sprzedaży online, bo musi budować rozpoznawalność jednocześnie wśród partnerów i klientów. Dopiero z czasem, wraz ze wzrostem organicznego ruchu i przychodów z usług dla partnerów, ten wskaźnik powinien spaść.

    – Nowy marketplace musi zbudować rozpoznawalność wśród partnerów i klientów jednocześnie, a to kosztuje więcej niż utrzymanie istniejącego ruchu – mówi ekspertka.

    Wiszowata-Pilic wskazuje też, że LPP będzie zarabiać na marketplace’ie nie tyle ze sprzedaży produktów, co z usług: prowizji od sprzedaży partnerów, płatnej promocji, reklamy, logistyki i danych analitycznych. Jako wzór podaje Zalando, którego dział usług B2B dynamicznie zwiększa zyski. Ekspertka dodaje, że Sinsay potrzebuje jeszcze dwóch rzeczy: bezpośrednich relacji z markami (obecność Nike’a czy Adidasa za pośrednictwem pośredników świadczy o wczesnym etapie budowania zaufania) oraz lepszej jakości treści od zewnętrznych sprzedawców – własne materiały Sinsaya są dopracowane (częściowo z użyciem AI), podczas gdy oferty partnerów są skromne i słabej jakości.

    Co dalej?

    Marketplace Sinsay to dla LPP strategiczny krok w stronę modelu platformowego, który już dominuje w globalnym e-commerce. Na razie wszystko jest na wczesnym etapie, ale plany są ambitne: setki tysięcy produktów w ciągu dwóch lat i ekspansja zagraniczna. Czy LPP uda się powtórzyć sukces Allegro lub Zalando? Czas pokaże, ale pierwsze ruchy giganta z Gdańska są już wyraźnie widoczne.

  • Jesienne dywidendy na GPW: kto sypnie groszem we wrześniu i październiku?

    Jesienne dywidendy na GPW: kto sypnie groszem we wrześniu i październiku?

    Gorący sezon dywidendowy na warszawskiej giełdzie jeszcze się nie skończył. Ponad dwadzieścia spółek wciąż nie wyznaczyło dnia ustalenia prawa do tegorocznej wypłaty, a wśród tych, które już to zrobiły, nie brakuje prawdziwych rekordzistów. Sprawdzamy, które firmy oferują najwyższe stopy dywidendy i ile pieniędzy trafi wkrótce na konta akcjonariuszy.

    Wrześniowe okazje: Esotiq i Creepy Jar z blisko 8-proc. stopą

    Na czele dywidendowych liderów stanęła Esotiq&Henderson. Walne zgromadzenie spółki przeznaczyło z zysku netto za 2025 rok 5,87 mln zł na dywidendę, co daje 3 zł na akcję. Przy obecnych notowaniach stopa dywidendy przekracza 8%. Dzień ustalenia prawa do wypłaty wyznaczono na 29 września, a środki trafią do inwestorów 17 grudnia.

    Tuż obok plasuje się producent gier Creepy Jar. Dywidenda wynosi 42,89 zł na walor, a kurs akcji sięga obecnie 542 zł. To oznacza stopę blisko 8%. Co ważne, dzień dywidendy wypada już 10 września, a pieniądze będą wypłacone 21 września. Gracze giełdowi mogą liczyć nie tylko na atrakcyjną dywidendę – studio ma za sobą udaną premierę gry „StarRupture” oraz stabilną sprzedaż flagowego tytułu „Green Hell”, co dobrze rokuje przyszłym wynikom.

    Develia i PZU – deweloper i ubezpieczyciel z miliardami

    Sektor deweloperski od lat regularnie nagradza akcjonariuszy, a w tym roku przed wypłatą stoi jeszcze Develia. Spółka zaoferuje 0,73 zł na akcję, co przy obecnej wycenie daje stopę dywidendy blisko 7%. Łączna kwota dywidendy to aż 342,8 mln zł. Dzień ustalenia prawa do wypłaty przypada na 25 września, a pieniądze trafią na konta 30 września.

    Największe emocje budzi jednak PZU. Największy polski ubezpieczyciel zatwierdził rekordową dywidendę – 4,8 zł na akcję, co w sumie daje ponad 4 mld zł. Stopa dywidendy jest solidna, a nominalna wartość wypłaty bije historyczne rekordy. Dzień ustalenia prawa do dywidendy to 17 września, a przelew nastąpi 8 października. Ostatni dzień zakupu akcji z prawem do dywidendy to 15 września.

    We wrześniu dzień dywidendy wyznaczyły także takie firmy jak Dębica, MCI Capital, Sanok czy Ferro.

    Skup akcji i zaliczki – alternatywne formy dystrybucji gotówki

    Na warszawskim parkiecie wciąż dominuje dywidenda, ale pojawiają się też inne formy dzielenia się zyskiem. Mostostal Zabrze postawił na skup akcji własnych – zarząd podjął uchwałę o nabyciu do 1 485 585 akcji po 11,5 zł za sztukę, z łącznym limitem wydatków do 17,1 mln zł.

    Z kolei niektóre spółki wypłacają dywidendy w transzach lub w formie zaliczek. Przykładem jest LPP, które na dywidendę z zysku za rok 2025/2026 przeznaczyło łącznie 1,67 mld zł, czyli 900 zł na akcję. Zaliczka w wysokości 400 zł na akcję została wypłacona już 30 kwietnia, a pozostałe 500 zł akcjonariusze dostaną 30 października – dzień dywidendy wyznaczono na 9 października.

    Perspektywy na 2027 rok – minister zapowiada jeszcze większe wpływy

    Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun podczas wspólnej konferencji z ministrem finansów Andrzejem Domańskim zapowiedział aktywną politykę dywidendową w spółkach Skarbu Państwa.

    – Będziemy prowadzili aktywną politykę dywidendową. Widzimy rosnącą wartość naszych spółek. Spodziewamy się zdecydowanie większych wpływów dywidendowych w przyszłym roku, z zachowaniem stabilnego, niezakłóconego funkcjonowania spółek – powiedział Balczun.

    Dotyczy to nie tylko spółek finansowych, ale też sektora paliwowo-surowcowego, na czele z Orlenem, który w ostatnich kwartałach notuje bardzo dobre wyniki. Zgodnie z projektem ustawy budżetowej, planowane dochody budżetu z dywidend od spółek Skarbu Państwa w 2027 roku mają wynieść 13,9 mld zł.

    Coraz więcej spółek w indeksie WIGdiv

    Rynek dywidendowy na GPW systematycznie rośnie. Indeks WIGdiv, który skupia spółki regularnie płacące dywidendę przez ostatnie pięć lat, liczy obecnie 44 spółki – cztery lata temu było ich nieco ponad 30. To sygnał, że coraz więcej firm decyduje się dzielić zyskami z akcjonariuszami, nawet w otoczeniu podwyższonej niepewności geopolitycznej.

  • Był jednym z najbogatszych Polaków. Dziś ściga go Interpol za milionowe oszustwa

    Był jednym z najbogatszych Polaków. Dziś ściga go Interpol za milionowe oszustwa

    Interpol wystawił czerwoną notę za Bogusławem Bagsikiem, współtwórcą spółki Art-B, wokół której w latach 90. toczyła się głośna afera. Informacja pojawiła się na stronach międzynarodowej organizacji policyjnej. Obok danych mężczyzny wskazano, że chodzi o „oszustwo na dużą kwotę pieniędzy”, a także że jest poszukiwany przez Polskę. Wpis zawiera też apel: „Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje, skontaktuj się z nami” – czytamy w komunikacie Interpolu.

    Bagsik ma na koncie wyrok sześciu lat więzienia za doprowadzenie setek inwestorów do milionowych strat. Od 2023 r. jest też poszukiwany listem gończym przez policję z Piaseczna w związku z zarzutami prania pieniędzy i oszustw. W przeszłości uchodził za jednego z najbogatszych Polaków, a za aferę Art-B odsiedział około czterech lat wyroku.

    Od Cieszyna po Izrael

    To jedna z pierwszych wielkich afer polskiej transformacji. Bagsik wraz z Andrzejem Gąsiorowskim założyli w 1989 r. w Cieszynie spółkę Art-B. Dwa lata później wybuchł skandal. Przedsiębiorcom zarzucono wykorzystywanie tzw. oscylatora, czyli luki w ówczesnym systemie bankowym. Mechanizm polegał na przenoszeniu tej samej kwoty z banku do banku i oprocentowywaniu jej w kilku miejscach dzięki opóźnieniom w przepływie informacji między placówkami.

    Art-B miała wcześniej wspierać zadłużone zakłady Ursus, wykupując ich roczną produkcję. Punktem zwrotnym dla obu biznesmenów miała być wizyta premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego w fabryce w lipcu 1991 r. Premier publicznie wyraził niezadowolenie z działań spółki.

    Cała sprawa miała też polityczny wątek. Jak opisywano, obaj biznesmeni mieli zostać ostrzeżeni przed grożącym im aresztowaniem przez urzędnika Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy oraz polityka Porozumienia Centrum Macieja Zalewskiego. Dzięki temu obaj zdążyli uciec do Izraela. Art-B miała wspierać związaną z PC spółkę Telegraf, a straty związane z całą sprawą szacowano wówczas na około 3 bln starych złotych, czyli 300 mln zł.

    Po ekstradycji do Polski w 1996 r. Bagsik stanął przed sądem. W 2000 r. skazano go na dziewięć lat więzienia, grzywnę 5 tys. zł oraz pięcioletni zakaz pełnienia funkcji w spółkach. Karę więzienia opuścił przedterminowo w 2004 r. Gąsiorowski został w Izraelu do 2014 r., kiedy sprawa uległa przedawnieniu.

    Piramida finansowa

    Po opuszczeniu zakładu karnego w 2004 r. Bagsik znów zaangażował się w działalność gospodarczą. Spółka, w której wówczas działał, w rzeczywistości okazała się piramidą finansową. W wyniku jej działalności 170 inwestorów poniosło straty, które sięgały 33 mln zł.

    W listopadzie 2015 r. sąd w Warszawie skazał byłego szefa Art-B na pięć lat więzienia. Orzeczenie obejmowało też obowiązek naprawienia szkody – pokrzywdzeni mieli otrzymać milionowe zwroty. Po apelacji wyrok został uchylony, a sprawa wróciła do sądu pierwszej instancji. Sąd ponownie zajął się sprawą i tym razem wymierzył karę sześciu lat pozbawienia wolności. Twórca Art-B odwołał się również od tego orzeczenia.

    W kwietniu 2020 r. sąd zarządził jego tymczasowe aresztowanie. W 2021 r. TVN24 informowało, że mężczyzna unikał rozpraw w dwóch postępowaniach – w jednym z nich zarzuty dotyczyły prania brudnych pieniędzy na szkodę szwajcarskiej spółki. Od 2023 r. Bagsika szuka policja z Piaseczna, a teraz dołączył do niej Interpol.

    Czym jest czerwona nota?

    Zgodnie z definicją Interpolu czerwona nota to międzynarodowy wniosek do organów ścigania na całym świecie o zlokalizowanie i tymczasowe aresztowanie osoby w celu ekstradycji lub podobnych działań prawnych. Oznacza to, że policje poszczególnych krajów mają zostać poproszone o ustalenie miejsca pobytu Bagsika i ewentualne zatrzymanie go. Nie jest to międzynarodowy nakaz aresztowania, a Interpol nie dysponuje własną policją, która mogłaby kogoś zatrzymać.

  • Przemysł strefy euro w najlepszej formie od 51 miesięcy. Ożywienie nabiera tempa

    Przemysł strefy euro w najlepszej formie od 51 miesięcy. Ożywienie nabiera tempa

    Gospodarka strefy euro zaskakuje analityków. Sierpniowe wstępne odczyty PMI wskazują na wyraźne przyspieszenie, zwłaszcza w sektorze produkcyjnym, który osiągnął najwyższy poziom od maja 2022 roku. To dobra wiadomość nie tylko dla Europy, ale również dla polskiego przemysłu, który już korzysta na poprawie koniunktury za Odrą.

    Usługi stabilnie, przemysł w ekspansji

    Indeks PMI dla usług w sierpniu wyniósł 51,7 pkt – tyle samo co w lipcu i nieco powyżej prognoz (51,5 pkt). To drugi miesiąc z rzędu powyżej granicznego poziomu 50 pkt, który oddziela wzrost od spadku. Dużo więcej działo się w przemyśle – wstępny odczyt PMI Manufacturing skoczył do 52,8 pkt z 51,9 pkt w lipcu, podczas gdy rynek spodziewał się stabilizacji. To najwyższy wynik od 51 miesięcy.

    Łączny wskaźnik Composite (przemysł + usługi) wzrósł do 52,1 pkt, osiągając najwyższy poziom od dziewięciu miesięcy. Produkcja rosła w najszybszym tempie od listopada ubiegłego roku, a nowe zamówienia zwiększały się najszybciej od początku 2022 roku. Wzrosły również zamówienia eksportowe – według jednego z raportów był to pierwszy taki wzrost od ponad czterech lat, z kolei inny wskazywał, że była to druga taka poprawa w ciągu ostatnich 4,5 roku.

    Niemcy liderem odbicia, Francja też w grze

    Poprawa była szczególnie widoczna w Niemczech, gdzie przemysłowy PMI w ostatecznym odczycie podskoczył do 54,3 pkt (z 52,2 pkt) – najwyżej od wiosny 2022 roku. Niemieckie firmy wskazywały na wyższe wydatki na obronność, rozwój centrów danych i odbudowę zapasów jako czynniki napędzające popyt. Produkcja w Niemczech rosła najszybciej od stycznia 2022 roku. Nieco gorzej wypadły usługi – wskaźnik spadł do 48,5 pkt.

    We Francji przemysłowy PMI wzrósł do 51,5 pkt (z 49,8 pkt), choć usługi spadły do 48,4 pkt. Włochy zanotowały pierwszy od stycznia spadek aktywności przemysłowej, a Hiszpania również znalazła się po stronie spadkowej.

    Eksperci: podstawy ożywienia są coraz szersze

    – Utrzymujący się solidny wzrost aktywności gospodarczej w sierpniu zapowiada dla strefy euro solidny wzrost PKB w trzecim kwartale o około 0,3 proc. rok do roku – skomentował Chris Williamson, ekonomista S&P Global Market Intelligence. – Sektor produkcyjny ponownie jest liderem, a sektor usług odgrywa rolę wspierającą – dodał.

    – Rosnące nowe zamówienia oraz pierwszy od ponad czterech lat wzrost zamówień eksportowych wskazują na stopniową poprawę popytu – mówi Adrian Jarysz z Domu Maklerskiego Michael/Ström. – Szczególnie istotna jest poprawa w niemieckim przetwórstwie, bo to jego słabość była głównym hamulcem w ostatnich kwartałach. Stabilizacja w usługach i powrót eksportu sugerują, że odbicie ma coraz szersze podstawy – dodał.

    Rynek pracy i presja cenowa

    W całej strefie euro zatrudnienie w przemyśle ustabilizowało się, kończąc trwającą ponad trzy lata serię miesięcznych spadków. W Niemczech redukcje etatów były najsłabsze od września 2023 roku. Jednocześnie wzrosły zaległości produkcyjne.

    Presja kosztowa wyraźnie osłabła – inflacja kosztów produkcji spadła do najniższego poziomu od 6 miesięcy. Mimo to presja cenowa w strefie euro pozostaje wyższa niż przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie, co – zdaniem Joe Hayesa z S&P Global – może wzmocnić ostrożne stanowisko Europejskiego Banku Centralnego.

    Korzyści dla Polski i perspektywy stóp procentowych

    Dane GUS za lipiec pokazały, że polski przemysł już korzysta na ożywieniu w Europie Zachodniej – sierpniowe odczyty PMI potwierdzają tę tendencję.

    W kontekście polityki pieniężnej EBC Rada Prezesów pod koniec lipca utrzymała stopy bez zmian, po podwyżce na poprzednim posiedzeniu. Rynek wyceniał jeszcze jedną podwyżkę w tym cyklu. – Gospodarka strefy euro nie działa na najwyższych obrotach, ale wzrost powyżej 1 proc. wskazuje, że jest wystarczająco odporna, by dalsze zacieśnianie było realną opcją – ocenił Roman Ziruka, główny strateg w Ebury. Kolejne posiedzenie EBC zaplanowano na 9–10 września.

  • Miliardy na mieszkania znikają po oddaniu budynków. Jest pomysł, by pracowały dalej

    Miliardy na mieszkania znikają po oddaniu budynków. Jest pomysł, by pracowały dalej

    W tym roku na budownictwo społeczne i komunalne w Polsce ma trafić ponad 6 mld zł z publicznych pieniędzy. Część tych środków w formie dotacji przestanie jednak pracować w momencie oddania budynku. Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl proponuje model, w którym publiczna złotówka wraca w ratach i czynszach i finansuje kolejne inwestycje. Równolegle Związek Miast Polskich apeluje o unijny program o wartości 8 mld euro.

    Dotacje i kredyty: skala wsparcia

    Ministerstwo Rozwoju i Technologii poinformowało 3 lipca 2026 r., że w tegorocznym programie budownictwa socjalnego i komunalnego zarezerwowano ponad 4 mld zł. Pomoc po dwóch rundach kwalifikacji ma objąć ok. 18 tys. mieszkań, blisko 3,3 tys. miejsc w akademikach i ok. 450 miejsc interwencyjnych. Bank Gospodarstwa Krajowego zapowiedział w kwietniu, że w 2026 r. zakwalifikuje wnioski o kredyty SBC na ponad 2 mld zł, co ma sfinansować co najmniej 9 tys. mieszkań.

    Dotacje nie wracają

    Państwo przekazuje środki i kończy swój udział, a dotacja z definicji do niego nie wraca. Jędrzyński zwraca uwagę, że w ten sposób znaczna część kapitału wypada z obiegu, a kolejne programy zależą od następnych decyzji budżetowych. Wcześniej podobny problem widać było w Rządowym Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa: fundusz finansował obejmowanie przez gminy udziałów w społecznych inicjatywach mieszkaniowych, ale nie był odnawialny. Gdy zabrakło pieniędzy, zlikwidowano go w grudniu 2024 r.

    Odnawialny fundusz

    W modelu odnawialnym część wsparcia ma postać bardzo długiej, taniej pożyczki lub udziału w inwestycji. Pieniądze wracają w ratach i w części czynszów, służąc kolejnym projektom. OECD opisuje taki mechanizm w opracowaniu „Brick by Brick” na przykładzie Łotwy i Austrii. W wariancie łotewskim spłacane finansowanie wraca do funduszu, a po spłacie pożyczki zasila go również część wpływów z najmu. Austria działa przez podmioty o ograniczonym zysku, reinwestujące nadwyżki.

    Warunki są wymagające: tani i cierpliwy kapitał, bardzo długi okres spłaty, preferencyjne grunty i przygotowana kolejka inwestycji w gminach. System można oprzeć na istniejących podmiotach, takich jak BGK, SIM-y, TBS-y czy spółki gminne. Nie wszystko da się jednak finansować zwrotnie; uzbrojenie terenu, usuwanie skażeń, dostosowanie budynków dla osób z niepełnosprawnościami i głęboka modernizacja energetyczna trudno odzyskać z przyszłego czynszu. Zbyt wysokie raty podniosłyby czynsze, a pełne dotowanie odebrałoby funduszowi odnawialność.

    Ekspert proponuje oceniać efekty po dziesięciu lub dwudziestu latach, patrząc na czynsze, zaległości, pustostany, koszty utrzymania i kolejne inwestycje. Problemem jest też inflacja: pieniądz zwrócony po trzydziestu latach ma mniejszą wartość.

    Samorządy: 8 mld euro z UE

    Związek Miast Polskich zwrócił się do premiera z apelem o wyodrębnienie w Planie Partnerstwa Krajowego i Regionalnego Polski na lata 2028-2034 oddzielnego programu rozwoju mieszkalnictwa komunalnego i społecznego. Postulowana pula to co najmniej 8 mld euro z funduszy UE, podczas gdy w założeniach przewidziano 1,1 mld euro. ZMP chce przy tym, by pieniądze częściej trafiały do małych i średnich miast oraz służyły także modernizacji zasobów i przywracaniu pustostanów.

    Samorządowcy łączą to z demografią. Prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński zwracał uwagę, że większość środków trafia do dużych miast. Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha, przypominał, że Polska należy do państw UE o najmniejszych zasobach mieszkaniowych, ok. 30% osób mieszka w przeludnionych lokalach, a w tym roku mieszkań komunalnych może przybyć tylko 6-10 tys. Burmistrz Pułtuska Beata Jóźwiak dodawała, że o takie lokale mogą zabiegać także nauczyciele, lekarze i pracownicy służb publicznych.

    Skala dysproporcji

    Dane ZMP za 2025 r. pokazują różnicę: sektor komunalny i społeczne budownictwo czynszowe oddały 5 929 mieszkań, a deweloperzy 134 149 lokali. To 2,8% nowej podaży; na jeden lokal komunalny przypadały ok. 23 mieszkania deweloperskie. Sekretarz ZMP Marek Wójcik podkreśla, że samorządowcy doceniają rosnące wsparcie państwa, ale chcą jego zwiększenia z funduszy europejskich. Decyzje w perspektywie 2028-2034 mają zapaść w najbliższych tygodniach.

  • Orlen szturmuje 157 zł. Czy konsolidacja wreszcie pęknie?

    Orlen szturmuje 157 zł. Czy konsolidacja wreszcie pęknie?

    Akcje Orlenu od połowy lipca tkwią w konsolidacji między 145 a 157 zł. Kurs wielokrotnie ocierał się o górne ograniczenie tego przedziału, ale jak dotąd nie udało mu się go trwale pokonać. To sprawia, że poziom 157 zł stał się kluczowym oporem – i największym wyzwaniem dla kupujących.

    We wtorek, 1 września 2026 roku, za jedną akcję płacono 154,22 zł, a podczas poniedziałkowej sesji kurs urósł o 3,50%. Presja na wybicie górą wyraźnie rośnie. Po raz kolejny pojawia się pytanie: czy tym razem konsolidacja pęknie?

    Co mówi technika?

    To, co dzieje się na wykresie, nie musi napawać pesymizmem. Po wcześniejszych silnych wzrostach skala korekty sięgnęła zaledwie 7-8%, a obroty podczas konsolidacji systematycznie malały. Taki układ sugeruje, że sprzedający nie mają wystarczającej siły, by przeprowadzić głębszą przecenę. Rynek wybrał spokojne odreagowanie zamiast gwałtownego spadku, co może świadczyć o sile strony popytowej.

    Dla inwestorów kluczowe są dwa poziomy:

    • 157 zł – najważniejszy opór, który musi zostać przełamany, by otworzyć drogę do dalszych wzrostów.
    • 145 zł – najistotniejsze krótkoterminowe wsparcie. Jego utrzymanie utrwala pozytywny obraz techniczny.

    Gdyby kurs stracił wsparcie na 145 zł, możliwy byłby spadek w okolice 136-137 zł, gdzie przebiega linia trendu wzrostowego. Oznaczałoby to korektę rzędu 12-13% w stosunku do obecnych poziomów. Nawet taki ruch nie musiałby jednak kończyć hossy – byłby po prostu większym cofnięciem w ramach trwającego trendu.

    Wycena DM BOŚ na 180 zł

    Dodatkowym punktem odniesienia pozostaje analiza przygotowana przez DM BOŚ. W połowie sierpnia biuro wyceniło akcje Orlenu na 180 zł, co oznacza około 20% powyżej ówczesnego poziomu notowań. Wycena ta nie stanowi oczywiście gwarancji dalszych wzrostów, ale pokazuje, że przy obecnych cenach analitycy dostrzegają jeszcze przestrzeń do zwyżki.

    Katalizatory fundamentalne i zewnętrzne

    Inwestorzy czekają przede wszystkim na impulsy ze strony fundamentalnej. Rynek może spokojnie wyczekiwać kolejnego mocnego raportu wynikowego Orlenu. Jeżeli wyniki ponownie okażą się solidne, dodatkowym argumentem dla akcjonariuszy może być perspektywa wysokiej dywidendy. Oczekiwania dotyczące wypłaty są w stanie skutecznie ograniczać podaż akcji, co utrzymuje presję popytową.

    Do tego dochodzą wydarzenia na globalnym rynku surowców. Eskalacja napięć między USA a Iranem doprowadziła do wzrostu cen ropy naftowej, co z kolei poprawia sentyment wobec spółek energetycznych i sprzyja Orlenowi. W poniedziałek kurs spółki zyskał 3,50%, co może być już pierwszym sygnałem reakcji na wyższe ceny surowca.

    Czy opór w końcu pęknie?

    Kurs ponownie zbliża się do górnego ograniczenia wielotygodniowej konsolidacji. Wykres wciąż przypomina raczej fazę spokojnego odpoczynku po wzrostach niż sygnał zakończenia hossy. Kluczowe pozostają dwa poziomy – opór na 157 zł i wsparcie na 145 zł. Jeżeli presja kupujących się utrzyma i opór zostanie przełamany, rynek może otrzymać sygnał do rozpoczęcia kolejnego etapu wzrostów. Zwłaszcza że po wczorajszej sesji kurs znalazł się zaledwie kilka procent poniżej granicy konsolidacji. Uwadze inwestorów nie umykają również czynniki zewnętrzne – wzrost cen ropy może dodatkowo podsycać popyt na akcje Orlenu. Przed nami okres wyczekiwania na konkretne katalizatory, ale techniczny obraz pozostaje korzystny.