Blog

  • Pęknie bańka AI? Bank Anglii i profesor ostrzegają przed gwałtowną korektą

    Pęknie bańka AI? Bank Anglii i profesor ostrzegają przed gwałtowną korektą

    Andrew Bailey, prezes Banku Anglii, ostrzega, że najbardziej zaawansowana sztuczna inteligencja może stać się poważnym zagrożeniem dla światowych rynków finansowych. W liście do ministrów finansów i prezesów banków centralnych państw G20 zwrócił uwagę, że modele określane jako frontier AI, czyli najbardziej zaawansowane systemy AI, mogą w poważny sposób wpłynąć na globalną stabilność. Bailey pisał jako przewodniczący Rady ds. Stabilności Finansowej, czyli ciała koordynującego międzynarodowe działania na rzecz stabilności systemu finansowego. Jego zdaniem możliwości nowych systemów rosną wyjątkowo szybko: modele wykonują coraz bardziej skomplikowane zadania, zyskują większą autonomię i mogą być wykorzystywane także w sposób, który stworzy nowe zagrożenia dla gospodarki.

    Cyberbezpieczeństwo na pierwszym planie

    Nowe możliwości AI mogą zmienić zarówno charakter cyberataków, jak i ich tempo, skalę oraz koszty. Atak wymierzony w kluczowe instytucje finansowe byłby w stanie zachwiać nie tylko poszczególnymi bankami, lecz także zaufaniem do całego systemu finansowego. Bailey zwraca też uwagę na koncentrację technologiczną – wiele instytucji finansowych korzysta z usług tych samych dużych dostawców technologii, więc jedna poważna awaria może mieć znacznie szersze konsekwencje. Rozwój i wdrażanie najbardziej zaawansowanych modeli AI potrafią przy tym wyprzedzać obowiązujące regulacje.

    Wyceny AI i ryzyko gwałtownej korekty

    To jednak nie koniec listy obaw. Bailey wskazuje też na słabości w innych obszarach: rynek obligacji rządowych, rosnące zadłużenie inwestorów oraz wysokie wyceny części aktywów. Na tym tle wyróżniają się zwłaszcza mocne wzrosty notowań firm związanych z AI. Gdyby oczekiwania co do przyszłych zysków okazały się przesadzone, gwałtowna korekta byłaby realnym scenariuszem. Uwagę zwróciły też testy modeli rozwijanych przez Anthropic i OpenAI, które – według wcześniejszych doniesień – potrafiły obchodzić część zabezpieczeń.

    Profesor Gordon: możliwy miks dwóch kryzysów

    Do podobnych wniosków dochodzi Erik Gordon, profesor Ross School of Business na Uniwersytecie Michigan. Jego zdaniem połączenie wysokich wycen spółek AI z rosnącym zadłużeniem sektora może doprowadzić do kryzysu przypominającego jednocześnie pęknięcie bańki internetowej i globalny kryzys finansowy. Gordon nie przekreśla samej technologii – przyznaje, że w długim terminie AI może stworzyć większą wartość niż internet w początkowej fazie rozwoju. Zastrzega jednak, że z tej potencjalnej wartości nie wynika automatycznie, że dzisiejsze wyceny są właściwe. W przeszłości bywało już bowiem, że przełomowe wynalazki napędzały spekulacje, a potem przynosiły inwestorom bolesne straty. Przywołuje przy tym doświadczenia z bańki internetowej, gdy upadły tysiące firm, a nawet Amazon w pewnym momencie stracił ponad 90 proc. wartości. Z kolei globalny kryzys finansowy – upadek Lehman Brothers, problemy AIG i Bear Stearns oraz recesja – pokazał, jak szybko problemy rynkowe przenoszą się do realnej gospodarki. Gordon sugeruje scenariusz, w którym spadki wycen spółek technologicznych dodatkowo pogłębią problemy z kredytami i zadłużeniem.

    ETF-y też mogą ucierpieć

    Ryzyko nie dotyczy wyłącznie inwestorów, którzy bezpośrednio kupują akcje spółek AI. Nvidia, Apple, Alphabet, Microsoft i Amazon są warte łącznie ponad 20 bilionów dolarów i zajmują ważne miejsca w wielu popularnych indeksach oraz funduszach ETF. Gdyby ich wyceny gwałtownie spadły, straty mogliby odczuć także ci, którzy nigdy bezpośrednio nie kupowali akcji spółek związanych z AI. Kolejnym problemem jest skala zadłużenia. Według Gordona sektor AI zgromadził już zobowiązania rzędu kilku bilionów dolarów, zarówno w bilansach, jak i poza nimi, a kolejne etapy rozwoju wciąż wymagają finansowania. Gdyby część tych długów zaczęła ciążyć firmom, skutki mogłyby wykroczyć poza giełdę i sięgnąć banków, funduszy inwestycyjnych oraz ubezpieczycieli.

    Burry ostrzega, Huang i Musk bronią wycen

    W debacie pojawiają się jednak także odmienne głosy. Michael Burry widzi ryzyko w nadmiernych inwestycjach, finansowaniu o obiegu zamkniętym, agresywnej księgowości i ukrytym zadłużeniu w sektorze AI. Z kolei Jensen Huang, prezes Nvidii, oraz Elon Musk przekonują, że wysokie wyceny mogą mieć uzasadnienie w rosnącej produktywności, zyskach przedsiębiorstw i dalszym wzroście gospodarczym napędzanym przez sztuczną inteligencję.

    Temat bezpieczeństwa AI i jej wpływu na gospodarkę ma być jednym z ważnych punktów rozmów ministrów finansów i prezesów banków centralnych G20. To właśnie na tym forum Bailey przedstawił swoje ostrzeżenia.

  • Niedzielny handel pod lupą: „Solidarność” zbiera paragony, by uderzyć w nieuczciwe sieci

    Niedzielny handel pod lupą: „Solidarność” zbiera paragony, by uderzyć w nieuczciwe sieci

    Nowa broń w walce z zakazem handlu

    NSZZ „Solidarność” uruchamia nietypową akcję, która ma pomóc w egzekwowaniu zakazu handlu w niedziele. Związkowa Sekcja Krajowa Pracowników Handlu prosi klientów, by przesyłali zdjęcia paragonów ze sklepów otwartych w niedzielę objętą zakazem. Celem jest zgromadzenie twardych dowodów, które trafią do prokuratury.

    Zdjęcia można wysyłać na adres e-mail lub numer telefonu podany przez związek. Przewodniczący sekcji Alfred Bujara mówi wprost: „Coraz więcej sieci łamie w tej chwili tę ustawę”.

    „Prosimy klientów, związkowców, ale też wszystkich Polaków o pomoc w dostarczaniu nam dokumentów łamania ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta” – powiedział Bujara.

    Zebrane paragony mają posłużyć jako materiał dowodowy przy składaniu zawiadomienia do prokuratury. Związek chce, by działania wobec sieci handlowych były prowadzone w całym kraju, a nie tylko lokalnie.

    Dlaczego sklepy ryzykują?

    Zdaniem Bujary część przedsiębiorców świadomie otwiera placówki w niedzielę, ponieważ kary za naruszenie przepisów są – jego zdaniem – zbyt niskie. Obecnie za pierwsze wykroczenie grozi grzywna w wysokości 300 zł, a w przypadku powtórzenia – 3 tys. zł. Jak mówi Bujara, niektórzy przedsiębiorcy wprost przyznają: „Nas też stać na zapłacenie 300 zł czy 3000 zł kary”.

    Przepisy dają jednak sądom możliwość zastosowania dużo surowszych sankcji. Sąd może orzec karę do miliona złotych dla przedsiębiorcy, który notorycznie łamie ustawę, a nawet zakaz prowadzenia działalności na 15 lat. Warto też przypomnieć, że art. 10 ustawy o ograniczeniu handlu przewiduje grzywnę od 1 tys. do 100 tys. zł za samo złamanie zakazu.

    Osiem lat zakazu i lista wyjątków

    Ustawa ograniczająca handel w niedziele weszła w życie 1 marca 2018 roku. Od 2020 roku zakaz nie obowiązuje jedynie w siedem niedziel w roku: ostatnie niedziele stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia, niedziela przed Wielkanocą oraz – po nowelizacji – trzy kolejne niedziele poprzedzające Boże Narodzenie.

    Ustawodawca przewidział też katalog 32 wyłączeń. Zakaz nie obejmuje m.in. placówek pocztowych, jeśli przychody z tej działalności stanowią co najmniej 40% przychodów ze sprzedaży. Wyłączone są także cukiernie, lodziarnie, stacje paliw płynnych, kwiaciarnie, sklepy z prasą oraz kawiarnie. Osobna kategoria to placówki działające w zakładach kultury, sportu i rekreacji.

    Bujara wskazuje, że niektóre sieci niewłaściwie wykorzystują te wyjątki. Powołuje się przy tym na orzeczenia Sądu Najwyższego dotyczące stosowania wyjątków od zakazu. Związkowiec podkreśla, że problem nie dotyczy tylko jednej sieci, ale całego systemu.

    Żabki też pod lupą

    Związek zapowiedział, że w przyszłości przyjrzy się także sieciom franczyzowym, w tym popularnym Żabkom. Bujara zaznaczył: „Żabkami też się zajmiemy, bo tutaj się kłania przede wszystkim ustawa o franczyzie”. Jego zdaniem problem dotyczy całego systemu franczyzowego w Polsce.

    Związek liczy na pomoc klientów

    Sekcja Krajowa Pracowników Handlu nie jest w stanie samodzielnie kontrolować sklepów w całym kraju, dlatego apeluje do klientów o przesyłanie zdjęć paragonów. Każdy, kto robi zakupy w niedzielę w sklepie, który jego zdaniem nie powinien być otwarty, może wesprzeć związkowców.

    Bujara podkreśla, że potrzebne są również działania państwowych organów: Państwowej Inspekcji Pracy, Ministerstwa Rodziny oraz prokuratury. „Instrumenty są, tylko musi być wola państwa, organów państwa” – mówił przewodniczący.

    Akcja ma na celu dostarczenie konkretnych dowodów naruszeń. Związek zamierza złożyć zawiadomienie do prokuratury, dysponując paragonami jako materiałem dowodowym. Nowelizacja z 2020 roku rozszerzyła liczbę handlowych niedziel przed Bożym Narodzeniem, ale walka z łamaniem zakazu wciąż trwa, a związkowcy nie zamierzają odpuszczać.

  • Polska rozważa specustawę dla gigafabryki AI. W tle wyścig z czasem i dyplomatyczna ofensywa

    Polska rozważa specustawę dla gigafabryki AI. W tle wyścig z czasem i dyplomatyczna ofensywa

    Polski rząd rozważa przygotowanie specjalnej ustawy, która miałaby znacznie przyspieszyć procesy administracyjne związane z budową gigafabryki sztucznej inteligencji. Warunkiem jest jednak zielone światło ze strony Komisji Europejskiej.

    O takim scenariuszu poinformował PAP wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.

    „Nie wykluczam stworzenia projektu specustawy, jeśli projekt gigafabryki w Polsce zostanie zaakceptowany przez Komisję Europejską, w związku z czym będą zapewnione środki na jej uruchomienie” – przekazał.

    Dwie fabryki zamiast jednej? Porozumienie z Czechami

    Tymczasem Polska nie działa na arenie międzynarodowej w pojedynkę. W czwartek w Pradze podpisano memorandum o współpracy z Czechami w zakresie budowy gigafabryk AI. Dokument przewiduje kilka wariantów: wspólny polsko-czeski projekt, dwie odrębne, ale współpracujące fabryki, lub udział obu państw w jednym wybranym projekcie – na przykład poprzez dostęp do mocy obliczeniowych, podział obciążeń i wspólne zamówienia.

    „Najlepszym scenariuszem będzie powstanie dwóch części gigafabryki AI – w Polsce i w Czechach. Oba rządy uważają ten scenariusz za najlepszy i rekomendują firmom, żeby również w tym kierunku szły” – powiedział Standerski PAP Biznes.

    Porozumienie to nie koniec dyplomatycznych działań. Minister dodał, że współpraca w zakresie gigafabryki obejmuje także Węgry, Słowację, Chorwację i Litwę, które już teraz inwestują w polską fabrykę.

    Trzy konsorcja w grze

    Standerski zdradził również, że w Polsce powstają trzy konsorcja, które zamierzają ubiegać się o budowę gigafabryki. Stwierdził, że słyszał o trzech konsorcjach i dodał: „Niech wygra lepszy”.

    Przetarg dla zainteresowanych konsorcjów prowadzi European High Performance Computing Joint Undertaking (EuroHPC JU). Oferty można składać do 12 listopada tego roku. Po akceptacji projektu przez KE, konsorcjum będzie zobowiązane do uruchomienia mocy obliczeniowych najpóźniej w 18 miesięcy od zawarcia umowy.

    Wątpliwości co do terminów budowy

    To właśnie termin realizacji budzi największe obawy. Według doniesień „Gazety Wyborczej”, samo uzyskanie pozwoleń na zakup ziemi, budowę obiektów, doprowadzenie energii i system chłodzenia może zająć więcej niż przewidziane przez KE 18 miesięcy. Do tego dochodzi około 12 miesięcy na montaż i testowanie sprzętu. Potencjalni uczestnicy konsorcjum liczą na pomoc rządu w postaci specustawy, która uprościłaby lub wyeliminowała niektóre procedury.

    Firmy na razie zachowują ostrożność w publicznych deklaracjach. Allegro poinformowało, że wspiera ideę projektu, ale czeka na ostateczne decyzje biznesowe. Orange Polska z kolei stwierdziło, że wnikliwie obserwuje proces zawiązywania się konsorcjum. Beyond.pl, spółka Sebastiana Kulczyka i jedyne komercyjne centrum obliczeniowe dla AI w Polsce, przekazało, że jest zainteresowane i wkrótce podejmie decyzje.

    Średnia fabryka dla Polski – pięciu kandydatów

    W ramach programu EuroHPC JU ma powstać siedem gigafabryk – trzy duże i cztery średnie. Polska aplikuje o tę drugą kategorię, której docelowa wydajność to co najmniej 75 tys. akceleratorów AI. Oprócz Polski, o średnie gigafabryki starają się także Finlandia, Francja, Dania i Czechy.

    Zakup mocy obliczeniowej z dużej gigafabryki zapowiedziały natomiast Grecja, Hiszpania, Francja, Niemcy, Portugalia i Włochy. Zlokalizowana w Polsce fabryka pełniłaby funkcję regionalnego węzła obliczeniowego dla Europy Środkowo-Wschodniej – gotowość zakupu usług zadeklarowały Litwa, Węgry, Chorwacja i Słowacja, jak podało Ministerstwo Cyfryzacji.

    Miliony euro na zakup mocy, nie na budowę

    W lipcu Standerski podpisał Join Procurement Agreement, co oficjalnie włączyło Polskę do inicjatywy. Rząd przyjął uchwałę z deklaracją wydatku ponad 400 mln zł, który zostanie przeznaczony na zakup mocy obliczeniowych z już wybudowanego obiektu. Łączna wartość projektu ma przekroczyć 10 mld zł.

    Ministerstwo wcześniej informowało, że publiczne wsparcie dla polskiej gigafabryki może sięgnąć 1 mld euro. W latach 2029–2030 planowany jest wydatek 200 mln euro na zakup mocy – po 100 mln z Polski i z KE. Po 2030 roku druga fala zakupów ma wynieść 800 mln euro, ponownie po połowie z obu stron.

    Zgodnie z regulaminem przetargu, to konsorcja muszą samodzielnie sfinansować nakłady inwestycyjne (Capex). Środki publiczne mogą być przeznaczone wyłącznie na zakup usług obliczeniowych, a nie na budowę. Zwycięskie konsorcja mają podpisać umowy na początku 2027 roku, a uruchomienie fabryk przewidziano na 2028 rok.

  • Atomic Jelly i Vee na cenzurowanym. GPW zawiesza notowania na NewConnect

    Atomic Jelly i Vee na cenzurowanym. GPW zawiesza notowania na NewConnect

    Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) ponownie sięgnęła po ostrzejsze narzędzia, by dyscyplinować spółki z rynku NewConnect, które nie wywiązują się z obowiązków informacyjnych. Z dniem 18 sierpnia zawieszono obrót akcjami firm Atomic Jelly oraz Vee, a także zdecydowano o kontynuacji zawieszenia dla 13 „recydywistów”.

    Kolejne spółki na celowniku”

    Lista firm, które już wcześniej miały problemy z terminowym raportowaniem, jest długa. GPW utrzymała zawieszenie notowań dla: Cherrypick Games, CTE Group, Ecnology, EKO-OZE, Falcon 1 Green World, Honey Paymant, Hyenergy, Intrmarum, Merlin, Prime Bit Games, PRS, Robs Group Logistic oraz Polkap.

    W przypadku spółki Vee sytuacja wygląda szczególnie zagadkowo. 13 sierpnia opublikowano komunikat, w którym przesunięto termin publikacji raportu za II kwartał z 14 na 19 sierpnia. To zaskakujące, bo właśnie 14 sierpnia był ostatnim możliwym dniem na złożenie sprawozdania. Zarząd nie wyjaśnił przyczyn tej zmiany. Jeszcze więcej zamieszania wokół Atomic Jelly. 14 sierpnia spółka poinformowała o zmianie terminu z tego samego dnia na… 14 października. Zaledwie trzy dni później, 17 sierpnia, znów skorygowano harmonogram — tym razem na 20 sierpnia.

    Ostre sankcje bez litości

    GPW konsekwentnie zaostrza przepisy. Zgodnie z nowymi regulacjami, spółka, która nie opublikuje dwóch kolejnych raportów rocznych, zostanie obligatoryjnie wykluczona z obrotu. To nie wszystko. Emitent, którego papiery zostaną usunięte z parkietu, będzie mógł ubiegać się o ponowne wprowadzenie do obrotu nie wcześniej niż po upływie dwunastu miesięcy.

    Rynek w liczbach — spadek o 20%

    Liczba firm notowanych na NewConnect spadła o 20% w ciągu ostatniej dekady. Część z nich przeniosła się na główny rynek GPW, ale wiele zostało usuniętych właśnie z powodu zaniedbań wobec inwestorów. Obecnie na alternatywnym parkiecie notowanych jest 328 spółek.

    NewConnect wystartował w szczycie hossy latem 2007 roku. Wielu emitentów rozczarowało, część upadła w atmosferze skandalu, ale sporo firm zdołało się rozwinąć. Ponad 100 z nich trafiło już na rynek główny.

    Światełko w tunerze — debiut Thorium Space

    Mimo problemów, rynek wciąż przyciąga nowe podmioty. 25 sierpnia 2026 roku na NewConnect zadebiutowała Thorium Space — spółka z branży technologii kosmicznych. Firma zajmuje się projektowaniem anten dla terminali naziemnych i satelitów telekomunikacyjnych.

    Podczas czerwcowej emisji publicznej Thorium Space pozyskało 22 mln zł, a wcześniej w tym roku, w innej emisji, zebrało prawie 12 mln zł. Łącznie z obu emisji serii H i I spółka zdobyła blisko 34 mln zł, a dodatkowo wzmocniła bilans poprzez konwersję 9 mln zł pożyczek na akcje. Do obrotu trafiło 2 460 169 akcji, w tym 1 101 000 serii I, objętych przez inwestorów w czerwcu.

    W pierwszej połowie 2026 roku Thorium Space nie miało przychodów ze sprzedaży (odnotowało jedynie wpływy z dotacji) i zanotowało 8 mln zł straty netto. Straty ponosiło również w poprzednich okresach. Ich największym akcjonariuszem jest Maciej Zientara (7,05% akcji), a ponad 5% posiada Mirosław Kuś, znany z akcjonariatu Tower Investments.

    Na początku debiutanckiej sesji kurs akcji Thorium Space wzrósł o 14%, do 22,88 zł, co daje wycenę całej spółki na poziomie ponad 135 mln zł.

    Kosmiczne ambicje bez komercjalizacji

    Thorium Space, podobnie jak wcześniej Creotech Instruments i Scanway (które przeniosły się już na główny rynek), stawia na technologie kosmiczne. Firma rozwija układy scalone dla nowoczesnych systemów komunikacji satelitarnej, ale na razie znajdują się one w fazie testów. Prezes Piotr Mierzejewski szacuje, że będą gotowe do seryjnej produkcji w ciągu dwóch lat. Spółka pracuje także nad cyfrowym transponderem satelitarnym i wspólnie z Siecią Badawczą Łukasiewicz – Instytutem Lotnictwa rozwija system telekomunikacyjny dla rakiet suborbitalnych.

    — Debiut na NewConnect rozpoczyna dla Thorium Space nowy etap jako spółki publicznej. Wiąże się z większą odpowiedzialnością wobec rynku, regularnym raportowaniem oraz transparentną komunikacją. Jednocześnie naszym priorytetem pozostaje realizacja kolejnych etapów projektów i zwiększanie gotowości rynkowej rozwijanych technologii — mówi Piotr Mierzejewski, prezes Thorium Space.

  • Sztuczna inteligencja budzi atom do życia. Dwie akcje na fali jądrowego boomu

    Sztuczna inteligencja budzi atom do życia. Dwie akcje na fali jądrowego boomu

    Rosnące zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych i sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych motorów renesansu energetyki jądrowej. Firmy technologiczne potrzebują stabilnych źródeł zasilania przez całą dobę, a elektrownie atomowe – w przeciwieństwie do wiatru czy słońca – są w stanie zapewnić nieprzerwane dostawy prądu bez emisji CO₂. W efekcie uwaga inwestorów coraz częściej kieruje się w stronę dwóch spółek: Constellation Energy i Cameco. Każda z nich oferuje nieco inną ścieżkę do wykorzystania tego megatrendu.

    Constellation Energy – bezpośredni beneficjent głodu AI na prąd

    Constellation Energy to jeden z największych operatorów elektrowni jądrowych w Stanach Zjednoczonych. Firma dysponuje flotą reaktorów produkujących ponad 180 TWh energii rocznie, a jej łączna moc wytwórcza sięga około 55 GW. Spółka obsługuje około 2 milionów klientów i została wydzielona z Exelon w 2022 roku.

    Kluczowym momentem dla postrzegania spółki było zawarcie we wrześniu 2024 roku 20-letniej umowy z Microsoftem na dostawy energii dla centrów danych. Porozumienie zakładało ponowne uruchomienie bloku reaktora w elektrowni Three Mile Island, nazwanego Crane Clean Energy Center. Constellation podpisała również długoterminowe kontrakty z Walmartem i innymi dużymi odbiorcami.

    Wyniki finansowe potwierdzają dynamikę wzrostu. W drugim kwartale przychody sięgnęły 7,5 mld dolarów, co oznacza wzrost o 22,9% rok do roku, a skorygowany zysk na akcję wyniósł 2,55 dolara, czyli o 33,5% więcej niż przed rokiem. Dodatkowe 920 MW zakontraktowanej długoterminowo produkcji jądrowej zwiększa przewidywalność przyszłych przychodów.

    Z technicznego punktu widzenia uwaga inwestorów skupia się na poziomie 300 dolarów. Przebicie tej bariery, przy której znajduje się też 200-dniowa średnia krocząca, mogłoby otworzyć drogę do ponownego testowania historycznych maksimów. Analitycy Wall Street pozostają optymistyczni – spośród 22 rekomendacji aż 13 to „kupuj”, a 6 to „przeważaj”. Nie ma ani jednej rekomendacji sprzedaży. Średnia cena docelowa wynosi około 347,40 dolara, co daje potencjał wzrostu rzędu 27,3%.

    Cameco – zakład na uran i cały łańcuch atomowy

    Cameco daje inwestorom inną ekspozycję – od wydobycia uranu po technologie reaktorowe. Spółka posiada 433 mln funtów potwierdzonych i prawdopodobnych zasobów uranu, w tym jedne z najbogatszych i najtańszych w eksploatacji złóż w kanadyjskim regionie Athabasca Basin (kopalnie Cigar Lake i McArthur River/Key Lake) oraz kopalnię w Kazachstanie. Kontrakty na sprzedaż około 28 mln funtów uranu rocznie są zabezpieczone do 2030 roku.

    Cameco posiada także 49% udziałów w Westinghouse Electric Company (wraz z Brookfield Renewable Partners). Technologie Westinghouse są wykorzystywane w około 57% działających reaktorów jądrowych na świecie, co otwiera możliwość zarabiania na serwisowaniu, wymianie paliwa, oprogramowaniu i budowie nowych reaktorów.

    Drugi kwartał przyniósł w segmencie uranu przychody na poziomie 712 mln dolarów, co oznacza wzrost o 15% rok do roku. Skorygowany EBITDA zwiększył się aż o 48% do 423 mln dolarów. Spółka podniosła też prognozę średniej ceny sprzedawanego uranu w 2026 roku do 91–96 dolarów za funt (wcześniej 85–89 dolarów) i spodziewa się przychodów z uranu w przedziale 2,7–2,91 mld dolarów.

    Długoterminowy trend

    Dziesiątki państw zadeklarowały dążenie do potrojenia globalnych mocy jądrowych do 2050 roku. Rosnące znaczenie zachodnich dostawców uranu, chęć uniezależnienia się od rosyjskiego paliwa oraz nieustanny popyt na energię ze strony AI sprawiają, że zarówno Constellation Energy, jak i Cameco mogą być spółkami, które inwestorzy będą chcieli mieć na radarze przez najbliższe lata.

  • Nvidia znów pobije oczekiwania, ale jej najwięksi klienci już szykują odwrót

    Nvidia znów pobije oczekiwania, ale jej najwięksi klienci już szykują odwrót

    Jensen Huang po raz kolejny wyjdzie na scenę w czarnej kurtce, by opowiedzieć o rewolucji AI – i znów będzie miał rację. Nvidia stoi przed ogłoszeniem wyników, które według analityków mają być znakomite. Jednak pod powierzchnią finansowych rekordów czai się problem, który w dłuższej perspektywie może kosztować spółkę znacznie więcej, niż sugerują kwartalne raporty.

    Hegemonia, która napędza rekordy i… motywację do ucieczki

    Nvidia pozostaje absolutnym hegemonem rynku układów scalonych do sztucznej inteligencji. Na razie nie widać konkurenta, który mógłby trwale zagrozić jej pozycji. Kluczowym przywilejem płynącym z tej dominacji jest możliwość dyktowania cen. Gdy produkt jest niezbędny, a alternatyw prawie nie ma, klient płaci, nawet jeśli rachunek jest gigantyczny. A rachunki wystawiane przez Nvidię są już astronomiczne. To świetna wiadomość dla akcjonariuszy – wyższe ceny oznaczają wyższe przychody i jeszcze wyższe zyski. Ekonomia nie kończy się jednak na jednym kwartale.

    Im więcej Nvidia zarabia na swoich chipach, tym większą motywację mają jej najwięksi klienci, by znaleźć sposób na ograniczenie zależności. Nie chodzi o to, że Google, Microsoft, Amazon czy Meta mogą z dnia na dzień przestać kupować układy Nvidii – to niemożliwe. Mogą jednak kupować ich mniej, rozwijać własne procesory, inwestować w konkurencyjne rozwiązania oraz budować własne architektury obliczeniowe. I właśnie to już robią.

    Z analiz rynkowych wynika, że Nvidia systematycznie przekracza prognozy finansowe, a jej kwartalne przychody zbliżają się do bariery 100 miliardów dolarów, co plasuje ją wśród najszybciej rozwijających się spółek technologicznych. Technologiczni giganci już dziś inwestują miliardy we własne chipy i architektury – nie po to, by od razu obalić dominację Nvidii, ale by z czasem zmniejszyć swoje uzależnienie od jej platformy i przejąć większą kontrolę nad kosztami infrastruktury AI.

    Dlaczego nie obalają Nvidii, ale budują alternatywy?

    To kluczowa różnica: najwięksi klienci Nvidii nie tworzą własnych chipów, bo wierzą, że jutro obalą jej dominację. Robią to, bo nie chcą być od niej całkowicie uzależnieni. Już dziś inwestują miliardy w rozwiązania, które pozwolą im choć częściowo odzyskać kontrolę nad kosztami infrastruktury AI.

    Nvidia wciąż odgrywa kluczową rolę w świecie technologii, ale równocześnie ten świat coraz usilniej poszukuje sposobów, by nie była już tak niezastąpiona. Kolejne wyniki finansowe spółki prawdopodobnie nie powiedzą wiele o tym długoterminowym wyzwaniu. Przychody będą rosły, marże pozostaną imponujące, a Nvidia ma szansę przekroczyć barierę 100 miliardów dolarów kwartalnych przychodów szybciej, niż zakładali inwestorzy.

    Rachunek za bycie hegemonem

    Kluczowe pytanie dotyczy nie tego, czy Nvidia będzie nadal inkasować ogromne kwoty, ale tego, jak wysoką cenę zapłacą jej klienci za to, że pozostaje ona niekwestionowanym liderem. Każda kolejna podwyżka cen zwiększa wartość alternatywy. Im więcej płacą Google, Microsoft, Meta i Amazon, tym bardziej opłaca im się inwestować we własne rozwiązania.

    Jest w tym pewna ironia: im silniejsza była pozycja Nvidii, tym więcej powodów dawała swoim klientom, by szukać dróg wyjścia. Nvidia może jeszcze długo utrzymać pozycję lidera i bić rekordy, ale jej najwięksi odbiorcy będą coraz aktywniej dążyć do tego, by koszty zakupu jej układów były dla nich mniej dotkliwe.

    Co warto obserwować po wynikach?

    Najbliższe wyniki Nvidii z pewnością będą imponujące, ale prawdziwym testem dla spółki będzie to, jak jej klienci zareagują na rosnące rachunki. To właśnie zachowanie gigantów technologicznych, a nie tylko kwartalne przychody, może zadecydować o długoterminowej pozycji Nvidii na rynku AI.

  • Polskie firmy inwestują najwięcej od 2019 roku. GUS pokazał dwa oblicza gospodarki

    Polskie firmy inwestują najwięcej od 2019 roku. GUS pokazał dwa oblicza gospodarki

    Polska gospodarka prezentuje w sierpniu dwa odmienne obrazy. Z jednej strony dane GUS za pierwsze półrocze wskazują na rekordowy wzrost nakładów inwestycyjnych w dużych firmach – największy od 2019 roku. Z drugiej, ogólnokrajowe badanie koniunktury ujawnia, że wiele przedsiębiorstw wciąż wstrzymuje się z wydatkami, a główną przeszkodą są wysokie koszty inwestycji.

    Inwestycje w natarciu: +13,7%

    W poniedziałek Główny Urząd Statystyczny opublikował dane, z których wynika, że w pierwszym półroczu 2026 r. nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw sięgnęły 100,2 mld zł, co oznacza realny wzrost o 13,7% w porównaniu z tym samym okresem 2025 r. Rok wcześniej wydatki te spadały o 1,2%, więc jest to wyraźne odbicie. W samym drugim kwartale tempo było jeszcze wyższe – według analityków PKO BP inwestycje dużych firm wzrosły o 18,7% rdr, co stanowi najszybsze tempo od I kwartału 2019 r. Dla porównania, w I kwartale 2026 r. wzrost wyniósł 8,7%, a w całym 2025 r. – 3,2%.

    „Inwestycje w gospodarce w natarciu!” – skomentował na platformie X Andrzej Domański, minister finansów. „Najnowsze dane GUS nie zostawiają wątpliwości (…). Postawiliśmy na inwestycje. Dziś widać efekty. Odblokowujemy kapitał, uruchamiamy strategiczne projekty, dajemy firmom przestrzeń do wzrostu. Rok przyspieszenia!” – podkreślał szef Ministerstwa Finansów i Gospodarki.

    Które branże przodują?

    Za wzrostem stoją konkretne sektory. W ujęciu cen bieżących największy przyrost nakładów odnotowano w transporcie i gospodarce magazynowej – aż 57,1% w stosunku rocznym. Silnie inwestowały również firmy z branży zakwaterowania i gastronomii (wzrost o 38,7%), informacji i komunikacji (15,1%), energetyki (13,4%) oraz przetwórstwa przemysłowego (9,3%). W przypadku przemysłu to odwrócenie niekorzystnego trendu – rok wcześniej inwestycje w tym sektorze spadały o 10,7%. Zmieniła się także struktura wydatków: nakłady na budynki i budowle wzrosły o 8,9% (poprzednio spadek o 4,8%), a wydatki na środki transportu skoczyły aż o 30,3%, na maszyny i urządzenia techniczne zaś o 8,9%.

    Dwa oblicza koniunktury

    Opublikowane w piątek sierpniowe badanie koniunktury GUS maluje jednak bardziej złożony obraz. Wskaźniki w większości sektorów – m.in. w budownictwie, handlu hurtowym oraz informacji i komunikacji – wskazują co prawda na stabilizację koniunktury w stosunku do lipca, ale nastroje w poszczególnych branżach są skrajnie różne. Najbardziej optymistycznie sytuację oceniają jednostki z sekcji działalność finansowa i ubezpieczeniowa – wskaźnik koniunktury wynosi plus 28,0, powyżej średniej długookresowej (plus 25,4). Najbardziej pesymistycznie swoją sytuację oceniają przedsiębiorstwa przetwórstwa przemysłowego – ich wskaźnik spadł do minus 5,1, podczas gdy średnia długookresowa dla tego sektora to plus 0,4. Sektor zakwaterowania i gastronomii odnotował natomiast wyraźne pogorszenie prognoz, choć oceny bieżącej sytuacji nieco się poprawiły.

    Wysokie koszty i niepewność blokują inwestycje

    Badanie koniunktury GUS pokazuje, że większość firm planuje utrzymać tegoroczne nakłady na poziomie zbliżonym do 2025 r. Odsetek takich deklaracji waha się od 45,5% w przemyśle do 64,6% w handlu hurtowym. W budownictwie wynosi 59,7%, w handlu detalicznym 63%, w transporcie 58,2%, a w zakwaterowaniu i gastronomii 60,5%. Wzrost inwestycji najczęściej deklarują przedsiębiorstwa przemysłowe (25% respondentów), w transporcie 17%, a w pozostałych sektorach poniżej 14%. Główną barierą są wysokie koszty realizacji inwestycji – wskazało na nie 51,1% firm przemysłowych, 50,3% w handlu detalicznym i ponad 40% w pozostałych sektorach. Kolejne przeszkody to niepewność makroekonomiczna (24,5–33% firm) oraz niejasne i niestabilne przepisy prawne (16,5–26,2% respondentów).

    Poprawa rentowności i perspektywy

    Jednocześnie poprawia się kondycja finansowa przedsiębiorstw. W I półroczu 2026 r. wynik finansowy brutto wzrósł o 29,1% rdr do 160,8 mld zł, a wynik netto o 30,6% do 133,2 mld zł. Rentowność także się poprawiła – zysk netto wykazało 73% badanych firm wobec 71,2% rok wcześniej. Należy jednak pamiętać, że dane GUS dotyczą wyłącznie dużych i średnich przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 50 osób, pomijając inwestycje publiczne oraz sektor mikro i małych firm. Mimo to, zdaniem analityków PKO BP, rosnąca aktywność dużych podmiotów może sygnalizować ożywienie inwestycyjne w całej gospodarce w 2026 r., nawet pomimo słabego początku roku – w I kwartale inwestycje ogółem wzrosły tylko o 2,4% rdr.

  • Historyczna szansa czy bańka? Surowce najtańsze od dekad, a Wall Street szykuje się na supercykl

    Historyczna szansa czy bańka? Surowce najtańsze od dekad, a Wall Street szykuje się na supercykl

    Na Wall Street narasta przekonanie, że świat stoi u progu długoterminowego cyklu wzrostowego na rynku surowców. W czasie gdy akcje spółek technologicznych biją rekordy, a portfele inwestorów są skoncentrowane na AI, analitycy największych banków zwracają uwagę na coś, co może umykać uwadze: surowce są dziś historycznie tanie w porównaniu z amerykańskimi akcjami. W przeszłości takie momenty poprzedzały wieloletnie rajdy aktywów fizycznych.

    Relacja S&P GSCI do S&P 500 na najniższym poziomie od 50 lat

    Christopher LaFemina, szef globalnego zespołu badawczego ds. metali i górnictwa w Jefferies, zestawił indeks S&P GSCI z S&P 500. Jak podał, ich relacja znajduje się w pobliżu najniższego poziomu od ponad pięciu dekad. Podobnie niskie poziomy obserwowano podczas baniek spekulacyjnych Nifty Fifty oraz dot-comów. W obu przypadkach po okresie skrajnej słabości surowców nastąpiło ich wyraźne przewyższanie stóp zwrotu z akcji.

    Poprzednie cykle wzrostowe tego wskaźnika LaFemina wiązał z embargiem naftowym i szokiem inflacyjnym w latach 70., wojną w Zatoce Perskiej oraz wzrostem cen ropy w 2008 roku. Obecnie, przy skrajnie niskiej relacji, inwestorzy detaliczni i instytucjonalni są silnie zaangażowani w akcje spółek hyperscaler i producentów pamięci – a ich portfele są wąsko skoncentrowane na kilku firmach związanych z AI.

    Rosnący popyt, ograniczona podaż

    Czynniki napędzające potencjalny supercykl są złożone. Z jednej strony rośnie zapotrzebowanie na energię, rozbudowę centrów danych i elektryfikację gospodarki, co zwiększa znaczenie metali i paliw niezbędnych do rozwoju infrastruktury sztucznej inteligencji. Z drugiej – podaż jest ograniczona przez wieloletnie niedoinwestowanie sektora, fragmentację geopolityczną oraz wykorzystywanie przez Chiny dostaw eksportowych jako narzędzia nacisku (np. w przypadku wolframu i germanu).

    Efekt widać już w cenach: miedź na giełdzie w Londynie kosztuje ponad 14 000 dolarów za tonę, wolfram przekroczył 3 000 dolarów za tonę, a uran ponownie kosztuje ponad 90 dolarów za funt. Produkty rolne – jak zauważył Otavio Costa z Azuria Capital – właśnie przełamały opór trwający prawie 20 lat, a ceny oleju napędowego zbliżają się do historycznych maksimów.

    Co mówią eksperci z Wall Street?

    W zeszłym tygodniu strateg UBS Sagar Khandelwal wezwał klientów do „zajęcia pozycji pod nadchodzący cykl wzrostowy na surowcach”. Z kolei Jeff Currie, doświadczony strateg rynku surowców, ostrzegł, że „iluzja obfitości jest prawdopodobnie już za nami” i zaapelował o zwrócenie uwagi na „deficyt w świecie fizycznym”.

    Jeffrey Christian, założyciel i szef CPM Group, dawniej szef działu analiz surowcowych Goldman Sachs, opisał sytuację dealerów monet i rafinerii. Zgłaszają się oni do banków po wyższe linie kredytowe z powodu rosnących wolumenów i wartości produktów, ale banki odmawiają, argumentując, że wzrost cen oznacza wyższe ryzyko i zmienność. Christian określił to jako „naprawdę duży problem” wywierający presję na spadek cen, który jednak daje długoterminowym inwestorom z finansowaniem okazję do zakupów po niższych cenach.

    Dodatkowa presja: Bliski Wschód i AI

    Napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie i sytuacja w Cieśninie Ormuz dodatkowo windują ceny ropy i gazu, napędzając obawy inflacyjne. Rosnące potrzeby pożyczkowe rządów oraz wydatki na zbrojenia wypychają rentowności obligacji w górę. Równocześnie popyt na rozwój AI pozostaje silny – zaskakująco mocne prognozy przychodowe Nvidii pokazują ogromne zapotrzebowanie na energię i infrastrukturę centrów danych, co tylko zwiększa presję na surowce.

    Co dalej?

    Historyczne analogie, rosnący popyt ze strony AI i ograniczenia podażowe tworzą mieszankę, która może przynieść długoterminowe zmiany na rynkach. Jak podkreśla Jeff Currie, „iluzja obfitości jest prawdopodobnie już za nami”. Tymczasem Christopher LaFemina z Jefferies wskazał, że relacja indeksów S&P GSCI i S&P 500 znajduje się w pobliżu najniższego poziomu od ponad pięciu dekad.

  • Rząd przywraca prawo do zakazu najmu krótkoterminowego. Mieszkańcy i gminy przejmują kontrolę

    Rząd przywraca prawo do zakazu najmu krótkoterminowego. Mieszkańcy i gminy przejmują kontrolę

    W środę rząd przyjął autopoprawkę do projektu nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich, która przywraca gminom, wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym realne narzędzia do blokowania wynajmu na Booking czy Airbnb. To efekt politycznego zwrotu akcji – jeszcze w lipcu przepisy dające samorządom prawo do wyznaczania stref bez najmu krótkoterminowego zostały wycięte z projektu. Teraz wracają w niezmienionej formie.

    Gminy i wspólnoty przejmują kontrolę

    Autopoprawka, przygotowana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, przyznaje wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym uprawnienie do podjęcia uchwały o zakazie świadczenia usług najmu krótkoterminowego w danej nieruchomości. Jeśli taka uchwała zapadnie, przedsiębiorca będzie miał pół roku na zakończenie działalności – czas na znalezienie najemcy długoterminowego czy uporządkowanie innych spraw.

    Z kolei rady gmin zyskają kompetencję do wyznaczania stref, w których najem krótkoterminowy będzie całkowicie zakazany lub ograniczony – na przykład do określonej liczby dni w roku. Jak wyjaśniał w piśmie minister sportu Jakub Rutnicki, autopoprawka przewiduje również możliwość wnioskowania o wykreślenie obiektu z ewidencji, jeśli stwierdzono naruszenia bezpieczeństwa i porządku publicznego.

    Dodatkowo mieszkańcy oraz same wspólnoty i spółdzielnie będą mogli inicjować kontrole – również pod kątem bezpieczeństwa i porządku. Gmina będzie zobowiązana do wykreślenia obiektu, jeżeli w ciągu pół roku stwierdzono trzy naruszenia. Właściciel takiego lokalu będzie mógł zgłosić go ponownie do rejestru dopiero po rocznej karencji.

    Premier Tusk: „Elementarny komfort życia mieszkańców”

    Premier Donald Tusk przed posiedzeniem rządu dziękował ministrom za to, że „przyjęli do wiadomości moje argumenty i sugestie dotyczące większych praw mieszkańców, wspólnot, spółdzielni i samorządów”.

    – Wszędzie tam, gdzie zagrożone będzie poczucie porządku, bezpieczeństwa, elementarny komfort życia mieszkańców, tam będzie można podjąć decyzję wykluczającą tego typu biznesy – powiedział premier.

    Tusk przyznał, że prace nad przepisami nie były łatwe i towarzyszył im spór wewnątrz koalicji rządowej. W lipcu projekt został przyjęty przez rząd w okrojonej wersji, co spotkało się z ostrą krytyką. Minister funduszy Katarzyna Pełczyńska‑Nałęcz wskazywała wówczas, że projekt „daje zero praw samorządom”. Pod wpływem presji Tusk 28 lipca poprosił ministrów o ponowne posiedzenie nad przepisami. Efekt to środowa autopoprawka.

    Długa droga do kompromisu

    Prace nad uregulowaniem najmu krótkoterminowego trwają co najmniej od ubiegłego roku. Polska musi wdrożyć unijne przepisy nakazujące ewidencjonowanie obiektów świadczących usługi najmu krótkoterminowego. Projekt przygotowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki (MSiT), który oficjalnie ujrzał światło dzienne w grudniu 2025 r., budził ogromne emocje. Część partii koalicji chciała, aby poza centralnym rejestrem obiektów noclegowych uchwalić zasady umożliwiające samorządom, wspólnotom i spółdzielniom walkę z uciążliwymi sąsiadami wynajmującymi mieszkania na doby. MSiT nie chciało się na to zgodzić, więc Polska 2050 przygotowała własny projekt poselski. W efekcie równolegle trwały prace nad dwoma projektami, aż do finalnego kompromisu.

    Centralny rejestr i kary do 50 tys. zł

    Nowelizacja przewiduje utworzenie Centralnego Wykazu Turystycznego Obiektów Noclegowych – ogólnopolskiego rejestru mieszkań, apartamentów i domów wynajmowanych turystom na doby. Każdy obiekt otrzyma unikalny numer, który właściciel będzie musiał podawać na platformach rezerwacyjnych takich jak Booking czy Airbnb.

    Ustawa definiuje najem krótkoterminowy jako usługę trwającą krócej niż 30 dni u jednego klienta. Każdy obiekt będzie musiał posiadać regulamin określający m.in. dobę hotelową, ciszę nocną i standardy ochrony małoletnich. Za prowadzenie działalności bez wpisu do ewidencji lub wprowadzanie klientów w błąd grozić będzie kara do 50 tys. zł, nakładana przez marszałków województw.

    Kiedy zmiany wejdą w życie?

    Pełne przepisy zaczną obowiązywać dopiero w 2028 roku. – Trzeba dać wszystkim czas na przygotowanie się do tych przepisów – wyjaśnił premier Tusk. Jednocześnie część regulacji wejdzie w życie natychmiast – chodzi o procedury w sytuacjach naruszenia porządku publicznego, które pozwolą szybko reagować na uciążliwe patologie w budynkach.

    Rzecznik rządu Adam Szłapka po posiedzeniu Rady Ministrów podkreślił, że od początku zapowiadano dalsze prace nad rozwiązaniami ważnymi dla obywateli. Pierwsze czytanie projektu w Sejmie zaplanowano na środę późnym wieczorem.

  • Wrzesień na giełdach: Czy tym razem historia się powtórzy?

    Wrzesień na giełdach: Czy tym razem historia się powtórzy?

    Wrzesień od lat ma opinię najsłabszego miesiąca na światowych giełdach. Historyczne dane nie pozostawiają złudzeń – S&P 500 od 1928 roku tracił we wrześniu średnio około 1,2 proc., a w około 55 proc. przypadków indeks kończył ten miesiąc na minusie. Zjawisko to nazywane jest „efektem września” i co roku budzi wśród inwestorów pytanie: czy tym razem będzie inaczej? W 2026 roku odpowiedź może być bardziej skomplikowana niż zwykle.

    Historyczne statystyki a rzeczywistość

    Z danych historycznych wynika, że wrzesień był miesiącem, w którym miało miejsce dziewięć spośród 40 największych miesięcznych spadków S&P 500. W latach wyborów do Kongresu od 1978 roku we wrześniu indeks przeciętnie tracił blisko 2 proc. Jak podkreślają analitycy, statystyczna średnia bywa jednak zniekształcona przez kilka wyjątkowo gwałtownych wyprzedaży – nie każdy wrzesień musi przynieść korektę.

    Co ciekawe, inwestorzy, którzy kupowali akcje tuż po wyborach połówkowych od 1978 r., zawsze osiągali dodatnią stopę zwrotu, średnio około 13 proc. licząc od dnia wyborów. Również w szerszej perspektywie po słabym wrześniu często następuje odbicie – od 1950 roku ostatni kwartał roku przynosił dla S&P 500 średnio ponad 4 proc. wzrostu.

    Co zadecyduje o wrześniowej zmienności w 2026 roku?

    Analitycy wskazują, że w tym roku to nie kalendarz, ale dane makroekonomiczne i decyzje banków centralnych będą kluczowe. Przede wszystkim uwaga rynków skupia się na posiedzeniu Fed – prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki stóp procentowych wzrosło do ok. 60 proc. po wystąpieniu prezesa Kevina Warsha w Jackson Hole, który potwierdził cel inflacyjny na poziomie 2 proc. i podkreślił priorytet stabilności cen. Ostateczny kierunek może wyznaczyć publikowany 11 września odczyt inflacji CPI oraz najbliższe dane z amerykańskiego rynku pracy.

    Dodatkowym źródłem napięcia są rosnące rentowności obligacji. 10-letnie obligacje USA mogą testować psychologiczny poziom 5 proc., co z pewnością nie pozostanie bez wpływu na wyceny akcji. Do tego dochodzą obawy inflacyjne podsycane przez wzrost cen ropy – ataki na tankowce w cieśninie Ormuz i napięcia geopolityczne przyczyniły się do dalszej przeceny na rynku długu.

    Polski rynek: WIG w trudnym miesiącu

    Warszawska giełda również ma za sobą statystycznie słaby wrzesień. Jak wylicza Tomasz Hońdo z Quercusa TFI:

    „W ostatnich dziesięciu latach WIG był we wrześniu tylko dwa razy na plusie (w tym w ubiegłym roku). Skumulowana wrześniowa zmiana indeksu w ostatniej dekadzie to… minus 20 proc.”

    Mimo to polskie akcje mają za sobą świetny rok. Fundusze uniwersalne odnotowują średnio 26,6 proc. zysku od początku roku, a fundusze małych i średnich firm – 27,2 proc.. Indeks banków ustanowił nowy rekord cen zamknięcia, a Orlen podczas wtorkowej sesji również osiągnął historyczne maksima.

    Kluczowym wydarzeniem dla krajowego rynku będzie przyszłotygodniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Oczekiwania na obniżki stóp procentowych w tym roku rozwiały się po sierpniowym odczycie inflacji (3,4 proc. wobec oczekiwanych 3,1 proc.). Patryk Pyka z DI Xelion komentuje: „Sierpniowy odczyt definitywnie zamyka jakiekolwiek dyskusje o ewentualnych obniżkach stóp proc. w tym roku.”

    Do tego dochodzą czynniki geopolityczne – według Bloomberga ukraińsko-rosyjskie negocjacje pokojowe utknęły w martwym punkcie, a Rosja przygotowuje się do nasilenia ataków rakietowych. Zarządzający TFI PZU zwracają jednak uwagę, że stabilizująco działa dobra kondycja polskiej gospodarki (wzrost PKB w III kwartale może utrzymać tempo z poprzedniego kwartału) i blisko 30-proc. stopa zwrotu WIG-u od początku roku. Tymczasem miesięczny wskaźnik RSI dla WIG osiągnął w sierpniu poziom 85,6 pkt, przewyższając dotychczasowy rekord z kwietnia 2006 r., co wskazuje na silne wykupienie rynku przed sezonowo problematycznym okresem.