Blog

  • Rutte kontra Trump: Europa wsparła USA podczas „Epickiej Furii” i szykuje misję w Ormuzie

    Rutte kontra Trump: Europa wsparła USA podczas „Epickiej Furii” i szykuje misję w Ormuzie

    Sekretarz generalny NATO Mark Rutte stanowczo odparł zarzuty Donalda Trumpa, który oskarżył europejskich sojuszników o brak wsparcia podczas konfrontacji z Iranem. Trump utrzymywał, że USA poradziłyby sobie same, a pomocy poprosił jedynie po to, by sprawdzić reakcję Europy. Rutte w odpowiedzi nie tylko przypomniał konkretne przykłady zaangażowania, ale też wskazał na rosnące nakłady obronne Starego Kontynentu, które wzmacniają bezpieczeństwo całego Sojuszu, w tym samych Stanów Zjednoczonych.

    Wsparcie, którego nie dostrzegł Biały Dom

    Podczas operacji o kryptonimie „Epicka Furia” europejskie kraje udostępniły Amerykanom swoją infrastrukturę wojskową. Sekretarz generalny NATO wymienił przede wszystkim Włochy – z ich baz wystartowało aż 500 amerykańskich samolotów. Z kolei w Bukareszcie ograniczono ruch komercyjny, by lotnisko mogło służyć do tankowania maszyn USA.

    – Całkowicie rozumiem rozczarowanie, ale jeśli na przykład weźmiemy Włochy, to 500 amerykańskich samolotów wystartowało z baz we Włoszech, by wesprzeć „Epicką Furię” – wyliczał Rutte.

    Więcej pieniędzy na obronę – korzyść dla USA

    Rutte podkreślił, że wydatki krajów Sojuszu na własne siły zbrojne znacząco wzrosły, co – jego zdaniem – jest zasługą amerykańskiej administracji. Rosnące nakłady przekładają się na bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych.

    – Sprawia, że cały Sojusz staje się silniejszy, a Stany Zjednoczone bezpieczniejsze dzięki inwestycjom w obronność tutaj, ale także dzięki temu, że sojusznicy w NATO zwiększają swoje wydatki na obronę – zaznaczył Rutte.

    Potwierdzają to dane. Według wiosennego raportu NATO, w 2025 roku europejskie kraje NATO oraz Kanada zwiększyły realne wydatki na obronę o 20% w porównaniu z rokiem poprzednim. Najwyższy w Sojuszu odsetek PKB na obronność – 4,3% – przeznaczyła Polska.

    Przygotowania do misji w Cieśninie Ormuz

    Rutte poinformował również, że europejscy sojusznicy przygotowują się do potencjalnego włączenia się w działania w rejonie strategicznej cieśniny. Po zawarciu porozumienia między Waszyngtonem a Teheranem gotowość do współpracy zadeklarowały Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Włochy. Czterej przywódcy zapowiedzieli wsparcie dla przywrócenia normalnej żeglugi w cieśninie. Planowana operacja ma mieć charakter „czysto defensywnej, niezależnej misji”, a jej celem będzie oczyszczenie akwenu z min morskich i zachęcenie armatorów do powrotu na tę trasę.

    – Widzimy teraz, jak europejscy sojusznicy w dużej skali rozmieszczają z wyprzedzeniem swoje zasoby blisko cieśniny, aby być w stanie pomóc na przykład w zakresie rozminowywania – dodał Rutte.

    Trump kontratakuje – dane i groźby

    Dzień wcześniej prezydent USA ponownie skrytykował europejskich partnerów. Na swoim portalu Truth Social opublikował zestawienie wydatków obronnych państw NATO z lat 2014–2025, powołując się na szacunki Sojuszu. Wymienił: USA – 999 mld dolarów, Wielka Brytania – 90,5 mld, Francja – 66,5 mld, Włochy – 48,8 mld, Polska – 44,3 mld. Pozostałe kraje, w tym Niemcy – według Trumpa – wydają „ZNACZNIE mniej”.

    – Stany Zjednoczone wydają na NATO znacznie więcej pieniędzy niż jakikolwiek inny kraj – i to z ogromną przewagą – aby chronić (te państwa), i nie odnoszą z tego żadnych korzyści – napisał Trump.

    Prezydent USA utrzymywał, że Amerykanie poradziliby sobie samodzielnie, a o pomoc poprosił jedynie po to, by sprawdzić, jak zareagują europejscy partnerzy.

    – I nie było ich przy nas – stwierdził Trump.

    W ostatnich miesiącach wielokrotnie dawał wyraz rozczarowaniu Sojuszem, nazywając go nawet „papierowym tygrysem”. Podczas rozmowy z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym podkreślił dominującą rolę USA i zasugerował, że Waszyngton może odpowiedzieć tym samym, gdy europejscy partnerzy zwrócą się o przysługę. Jego słowa padły w kontekście zapowiadanego przez Pentagon przeglądu obecności amerykańskich sił i baz wojskowych w Europie.

    – Wydajemy tyle pieniędzy, a kiedy chcemy jakiejś małej pomocy w drobnych sprawach (…), mówią, że nie, że raczej nie pomogą. To głupie, by tak mówić. Bo my też możemy im tak powiedzieć, jeśli chcemy, i być może to zrobimy – oświadczył Trump.

    Szczyt w Ankarze – Trump przyjedzie dla Erdogana

    W ubiegłym tygodniu Trump spotkał się z Rutte i zapowiedział, że na rozpoczynający się 7 lipca szczyt NATO w Ankarze przyjedzie wyłącznie z szacunku do tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Oświadczył też, że gdyby ktoś inny był sekretarzem generalnym, „nie byłoby tego spotkania”. Wypowiedź na temat samego Sojuszu nie była jednak całkowicie negatywna – Trump pochwalił Polskę i prezydenta Karola Nawrockiego.

    Polskę w Ankarze reprezentować będzie prezydent, który ma udać się tam wraz z małżonką. Podczas szczytu towarzyszyć mu będą przedstawiciele ministerstw obrony narodowej i spraw zagranicznych.

  • Amerykański rynek pracy pod lupą – NFP wyjątkowo w czwartek

    Amerykański rynek pracy pod lupą – NFP wyjątkowo w czwartek

    Ze względu na obchody 250-lecia Stanów Zjednoczonych kluczowy raport z amerykańskiego rynku pracy (NFP) zostanie opublikowany wyjątkowo w czwartek 2 lipca o godzinie 14:30 czasu polskiego, a nie jak zwykle w piątek. To nie jedyna zmiana – inwestorzy otrzymają tego dnia również cotygodniowe dane o bezrobociu, co może wywołać większy szum informacyjny i chaotyczną pierwszą reakcję rynków.

    Spowolnienie tempa wzrostu zatrudnienia

    Konsensus rynkowy zakłada, że w czerwcu liczba miejsc pracy poza rolnictwem wzrosła o 110 000, co oznacza wyraźne spowolnienie w porównaniu z solidnym odczytem majowym na poziomie 172 000. Stopa bezrobocia ma pozostać bez zmian na poziomie 4,3%, a średnia godzinowa płaca w ujęciu rocznym ma lekko przyspieszyć z 3,4% do 3,5% (miesięczna dynamika to 0,3%).

    Eksperci zwracają uwagę, że w ostatnich miesiącach skala rewizji poprzednich danych NFP była bardzo duża, co utrudnia ocenę rzeczywistej kondycji rynku pracy. Oznacza to, że oprócz samej publikacji warto śledzić także korekty wcześniejszych odczytów.

    ADP daje sygnał ostrzegawczy

    Dzień wcześniej opublikowany został raport ADP, który pokazał, że zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło w czerwcu jedynie o 98 000 – znacznie poniżej prognozowanych 113 000. To może sugerować spowolnienie tempa tworzenia nowych miejsc pracy i jest sygnałem, który inwestorzy będą uważnie analizować.

    Tygodniowe wnioski o zasiłek – dodatkowy element układanki

    O tej samej porze co NFP opublikowane zostaną także tygodniowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Konsensus zakłada 220 000 nowych wniosków wobec 215 000 tydzień wcześniej, a liczba kontynuowanych świadczeń ma wynieść 1,81 mln. Ta dodatkowa publikacja może przesunąć krótkoterminową wycenę dolara i rentowności obligacji, a tym samym perspektywy zmian stóp procentowych w USA.

    Reakcja rynku: zmienność i asymetryczne ryzyko

    Połączenie miesięcznego raportu z tygodniowymi danymi w jednym momencie może sprawić, że pierwsza reakcja rynku będzie bardziej chaotyczna niż zwykle. Opcje walutowe wyceniają podwyższoną zmienność – dla pary EUR/USD implikowany ruch wynosi około 76 pipsów, co daje zakres 1,1320–1,1472. Dla USD/JPY rynek widzi ruch blisko 119 pipsów, a dla GBP/USD około 92 pipsy.

    Dodatkowo indeks dolara znajduje się na wielomiesięcznych maksimach, a pozycjonowanie na rynku kontraktów terminowych jest skrajnie prodolarowe. Taki układ tworzy asymetryczne ryzyko: przy słabych danych dolar może spaść gwałtowniej niż przy dobrych wzrosnąć, ponieważ większość pozytywnych informacji może być już wyceniona. Zbliżający się długi weekend w USA z okazji Dnia Niepodległości dodatkowo obniży płynność, co może spotęgować ewentualne wahania.

    Co z Fed?

    Rynek stóp procentowych wycenia obecnie niemal 80% prawdopodobieństwa (dokładnie 79,04%), że na wrześniowym posiedzeniu w 2026 roku Fed podniesie stopy do przedziału 3,75–4,00%. W kolejnych miesiącach oczekiwane jest dalsze zacieśnienie, a na początku 2027 roku największe prawdopodobieństwo przypisywane jest poziomowi 4,00–4,25%. Krzywa FRA również wskazuje na relatywnie wysoki koszt pieniądza w USA w nadchodzących kwartałach.

    Dzisiejsze dane (NFP, płace, stopa bezrobocia, rewizje oraz wnioski o zasiłek) dostarczą inwestorom mnóstwo informacji w jednym momencie. Ostateczny obraz amerykańskiego rynku pracy będzie miał kluczowe znaczenie dla dalszych oczekiwań co do polityki pieniężnej Fed i krótkoterminowej wyceny dolara.

  • Turcja znów hitem wakacji. Ile wydasz dziennie? Nawet 500 zł, ale można znacznie taniej

    Turcja znów hitem wakacji. Ile wydasz dziennie? Nawet 500 zł, ale można znacznie taniej

    Jeszcze nie spakowałeś walizek? Jeśli wahasz się nad kierunkiem, dane nie pozostawiają wątpliwości – Turcja od lat króluje wśród polskich wyjazdów zorganizowanych. Jak wynika z danych Polskiej Izby Turystyki, nawet co trzeci zagraniczny wyjazd z biurem podróży kończy się właśnie nad Morzem Śródziemnym, ale po tureckiej stronie. A w tym roku kuszą nie tylko hotele all inclusive, ale i… słaba lira.

    Dlaczego Turcja?

    Popularność tego kraju to przede wszystkim kwestia finansów. Rozbudowana infrastruktura turystyczna i ostra konkurencja między hotelami sprawiają, że ceny są niższe niż w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech. Do tego dochodzi kurs tureckiej liry, która od lat systematycznie traci na wartości.

    „Turcja już od kilku lat pozostaje niekwestionowanym liderem turystyki zorganizowanej” – wskazuje Polska Izba Turystyki.

    Obecnie jedna lira to zaledwie 8 groszy. Dla porównania: jeszcze przed ubiegłorocznymi wakacjami kurs przekraczał 9 gr, w 2022 roku wynosił ponad 25 gr, a przed 2018 rokiem lira była warta więcej niż złotówkę. Dla turysty oznacza to większą siłę nabywczą na miejscu.

    Ceny na miejscu – co i za ile?

    Według portalu Trek Zone codzienne zakupy spożywcze w lokalnych sklepach to wydatek rzędu 14,5–23 zł dziennie przy najtańszych produktach. Jeśli sięgniemy po nieco lepsze marki, cena rośnie do 19–29 zł. Restauracje też nie rujnują portfela. Filiżanka cappuccino kosztuje średnio 11 zł, butelka coli to ok. 4 zł, a typowy zestaw w McDonaldzie – około 25 zł. Obiad dla dwóch osób w średniej klasy restauracji to około 158 zł, ale w tańszych lokalach jeden posiłek można zjeść już za 32 zł.

    Z transportem jest podobnie. Bilet komunikacji miejskiej to średnio 2,13 zł, opłata początkowa za taksówkę – 3,30 zł, a za każdy kilometr doliczane jest około 2,20 zł. Co ciekawe, paliwo w Turcji jest wyraźnie tańsze niż w Polsce: litr benzyny kosztuje ok. 5 zł, a olej napędowy – 5,20 zł.

    Na bazarach obowiązuje targowanie. Przykładowo magnes na lodówkę: 2,30–5,60 zł, chałwa: 5–10 zł, przyprawy od 4 zł w górę.

    Ile pieniędzy faktycznie zabrać?

    Eksperci Alior Banku przygotowali symulacje dla dwóch wariantów budżetu.

    „W wariancie oszczędnym (bez all inclusive), przy założeniu noclegu w apartamencie lub pensjonacie, jedzenia w lokalnych restauracjach i korzystania z transportu publicznego, realny dzienny koszt pobytu wynosi około 150–250 zł na osobę” – wyliczają eksperci Alior Banku.

    W tej kwocie mieści się obiad w małej restauracji, kawa w mieście, drobne zakupy, bilety komunikacji oraz drobne przyjemności typu lody czy świeżo wyciskany sok.

    Jeśli jednak planujesz kolacje w lepszych restauracjach, taksówki zamiast autobusów i regularne kawiarnie, dzienny budżet rośnie do 300–500 zł. W przeliczeniu na tydzień daje to około 2000–3500 zł na osobę (bez kosztów noclegu i przelotu).

    Eksperci dodają, że ostateczna kwota zależy od regionu – Stambuł jest droższy niż mniejsze kurorty na Riwierze, a w sezonie najpopularniejsze miejscowości potrafią podnosić ceny nawet o kilkanaście procent.

    Formalności przed wyjazdem

    Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomina, że do Turcji można przywieźć dowolną ilość środków płatniczych, ale sumy powyżej 5000 dolarów trzeba zgłosić przy wjeździe. Liczba przywożonych artykułów (ubrania, żywność, sprzęt turystyczny) powinna też wskazywać na cel osobisty.

  • Rewolucja w PPK? Współtwórca programu proponuje konkretne zmiany

    Rewolucja w PPK? Współtwórca programu proponuje konkretne zmiany

    Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) czeka w tym roku ustawowy przegląd, a jeden z ojców programu ma już gotowe pomysły na jego ulepszenie. Bartosz Marczuk, były wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju odpowiedzialny za wdrażanie PPK w latach 2019–2024, przedstawił zestaw propozycji, które mogą zmienić oblicze systemu.

    Program – mimo że powszechnie uznawany za sukces – nie jest wolny od niedoskonałości. Z danych na koniec maja wynika, że łączna wartość aktywów netto PPK sięgnęła 52,78 mld zł, a partycypacja wyniosła 60,75 proc.. Liczba aktywnych rachunków przekroczyła 5,42 mln. W sektorze prywatnym uczestniczy 69,8 proc. uprawnionych, w publicznym – zaledwie 34,9 proc. To właśnie ta liga oraz niski odsetek w małych firmach są głównym celem proponowanych modyfikacji.

    Więcej pieniędzy dla najmniej zarabiających

    Marczuk zwraca uwagę, że obecne zachęty finansowe nie są wystarczające dla osób o niskich dochodach. Proponuje wprowadzenie degresywności w dopłacie rocznej i wpłacie powitalnej – im niższe wynagrodzenie, tym wyższe byłyby dopłaty od państwa. To pomysł, który pojawił się już podczas pierwszego przeglądu PPK w 2023 r., ale nie został zrealizowany.

    – Jeżeli osoba, która zarabia w okolicy płacy minimalnej, bez zapisu do PPK straciłaby np. 1000 zł, a nie 250 zł wpłaty powitalnej, a później na przykład 500 zł dopłaty rocznej, to byłoby coś, co mogłoby do takiej osoby przemówić – mówi ekspert.

    Obecnie każdy uczestnik PPK otrzymuje jednorazowo 250 zł „wcześniejszego” bonusu oraz 240 zł dopłaty rocznej. Dla osób zarabiających do 120 proc. płacy minimalnej istnieje możliwość obniżenia własnej wpłaty podstawowej do zaledwie 0,5 proc. pensji, co przy wpłacie pracodawcy wynoszącej 1,5 proc. i dopłatach państwa może być atrakcyjną propozycją.

    Wyższe limity wpłat i zmiany przy zwrotach

    Marczuk sugeruje również poluzowanie restrykcji dotyczących wysokości wpłat. Obecnie uczestnik może wpłacać dodatkowo do 2 proc. wynagrodzenia (łącznie 4 proc.), a pracodawca – również do 4 proc. Jego zdaniem warto rozważyć podniesienie łącznego limitu do 6-8 proc. po obu stronach, przy zachowaniu dotychczasowych wpłat podstawowych.

    W kwestii zwrotów środków proponuje zmianę proporcji, w jakiej pieniądze od pracodawcy trafiają do uczestnika. Dziś przy zwrocie 70 proc. środków od pracodawcy idzie na konto uczestnika, a 30 proc. na subkonto w ZUS. – Można to zmniejszyć do np. 50/50 i wtedy motywacja do zwrotu maleje, a automatycznie więcej oszczędzonych pieniędzy przekłada się w emerytury – argumentuje.

    Autozapis i sektor publiczny

    Ekspert opowiada się też za wydłużeniem grupy objętej mechanizmem autozapisu. Obecnie dotyczy on osób w wieku 18–54 lat. – Każdy rok, w którym nie oszczędza się w PPK, oznacza stratę dla potencjalnego uczestnika – mówi Marczuk, sugerując zniesienie górnego limitu wieku.

    Co do częstotliwości autozapisu – trwają dyskusje, czy skrócić go z 4 do 3 lat. Marczuk ostrzega jednak przed zbyt dużą liczbą zmian w pakiecie, bo może to wywołać niepokój wśród oszczędzających.

    W sektorze publicznym pomysłem jest dodatkowa podwyżka dla instytucji, które osiągną wysoki wskaźnik uczestnictwa. – Jeżeli urząd zrekrutuje 90–100 proc. osób do PPK, to rząd mógłby zrekompensować urzędowi jego wpłatę od strony pracodawcy do PPK – proponuje.

    Stabilność przede wszystkim

    Marczuk wielokrotnie podkreśla, że stabilność PPK jest wartością bezcenną. – Jakiekolwiek majstrowanie przy zwrotach, duże modyfikacje autozapisu, czy zmiany portfela inwestycyjnego to są bardzo wrażliwe kwestie – przestrzega.

    Rząd ma czas do końca 2026 r. na przeprowadzenie ustawowego przeglądu, który może zaowocować konkretnymi zmianami. Na stole leżą już propozycje – teraz decyzja należy do decydentów.

  • XRP i BNB na celowniku – które kryptowaluty mogą wrócić do klubu 100 mld USD?

    XRP i BNB na celowniku – które kryptowaluty mogą wrócić do klubu 100 mld USD?

    Pierwsza połowa 2026 roku była dla rynku kryptowalut bolesna – z sektora wyparowało około 890 miliardów dolarów, a łączna kapitalizacja spadła z 2,97 bln USD do około 2,08 bln USD. Mimo to wśród cyfrowych aktywów są dwa, które według analityków mają realną szansę powrócić do elitarnego klubu o kapitalizacji rynkowej 100 miliardów dolarów jeszcze w tym roku. Mowa o XRP i BNB (Binance Coin).

    XRP – solidne przepływy instytucjonalne i skok aktywności

    XRP, obecnie szóste co do wielkości aktywo cyfrowe, wyprzedzające Solanę (kapitalizacja 42,4 mld USD), na początku lutego 2026 roku wciąż znajdowało się powyżej progu 100 mld USD. Rekord wszech czasów – około 210 miliardów dolarów – osiągnęło w październiku 2025 roku. Od tego czasu kapitalizacja stopniała o około 35 mld USD, a w momencie publikacji (29 czerwca) wynosiła około 65 miliardów dolarów, przy kursie 1,04 USD za token.

    Co przemawia na korzyść XRP? Przede wszystkim osiem kolejnych tygodni netto napływów w spotowe fundusze ETF na XRP. Do 26 czerwca przyciągnęły one około 23 miliony dolarów, podczas gdy fundusze oparte na Bitcoinie i Ethereum notowały w tym czasie znaczne odpływy. Ta dywergencja sugeruje stabilniejszą bazę popytu instytucjonalnego.

    Równie ważny jest gwałtowny wzrost aktywności w sieci – liczba dziennych aktywnych adresów XRP wzrosła o około 72 procent w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Historycznie takie skoki często poprzedzały lepsze wyniki cenowe. Jeśli trend się utrzyma, XRP może być pierwszym aktywem, które ponownie przekroczy psychologiczną barierę 100 mld USD.

    BNB – regulacje w Europie i tokenizacja RWA

    BNB, czwarta co do wielkości kryptowaluta, również startowała z poziomu powyżej 100 mld USD na początku lutego. Swój historyczny szczyt – około 180 miliardów dolarów – zanotowało w październiku ubiegłego roku. Od tego czasu kapitalizacja spadła do 73,6 miliarda dolarów, a kurs wynosił 552 USD w dniu publikacji.

    Perspektywy BNB opierają się głównie na dwóch czynnikach. Pierwszy to starania Binance o uzyskanie licencji MiCA w Unii Europejskiej. Giełda wycofała wniosek złożony w Grecji i zapowiedziała poszukiwanie autoryzacji w innym państwie członkowskim, np. we Francji. Pełne zatwierdzenie mogłoby otworzyć dostęp dla instytucji i wesprzeć płynność – podobną ścieżkę obrało Ripple. Proces ten potrwa jednak jeszcze wiele miesięcy.

    Drugi ważny obszar to tokenizacja aktywów ze świata rzeczywistego (RWA). 27 czerwca całkowity wolumen tokenizowanych akcji i aktywów RWA w sieci Binance przekroczył 5 miliardów dolarów. To podkreśla realną użyteczność ekosystemu. Jeśli poprawa sytuacji regulacyjnej będzie kontynuowana, a globalny sentyment rynkowy stanie się bardziej pozytywny, BNB ma szansę dołączyć do grona aktywów z kapitalizacją 100 mld USD.

    Trudne tło całego rynku

    Oba tokeny działają w otoczeniu, które w pierwszym półroczu było wyjątkowo niesprzyjające. Kurs Bitcoina spadł o 33,2% (z 87 656,91 USD do 58 554 USD), Ethereum o 47,3% (z 2 976,87 USD do 1 569 USD), a kapitalizacja XRP zmniejszyła się o 40,9% ze 111,72 mld USD do 66,04 mld USD. Nawet stablecoin Tether (USDT) stracił 2,52 mld USD kapitalizacji.

    Capital z rynku kryptowalut przepływał głównie w stronę spółek z sektora sztucznej inteligencji, a amerykańskie spotowe ETF-y na Bitcoina odnotowały największe miesięczne odpływy od momentu powstania. Dodatkowym obciążeniem są przedłużające się opóźnienia w uchwaleniu Clarity Act w Stanach Zjednoczonych – ustawy, która miałaby ustanowić jasne reguły gry.

    Podsumowanie

    Zarówno XRP, jak i BNB mają za sobą solidne fundamenty – XRP napędzają instytucjonalne napływy i rosnąca aktywność sieci, BNB regulacyjne starania w Europie oraz rozwój tokenizacji RWA. Czy uda im się powrócić do poziomu 100 mld USD w drugiej połowie 2026 roku? Wiele będzie zależeć od dalszych przepływów kapitału, postępów legislacyjnych w USA oraz ogólnego nastroju na światowych rynkach.

  • Grupa Azoty w ogniu krytyki: centralizacja budzi opór, a dług ciąży

    Grupa Azoty w ogniu krytyki: centralizacja budzi opór, a dług ciąży

    Największa od lat reorganizacja w Grupie Azoty nabiera tempa, ale budzi poważne kontrowersje. W ramach programu transformacji „Nowe Horyzonty” zarząd chce scentralizować funkcje korporacyjne i ujednolicić procesy w całej grupie kapitałowej. Zmiany są wprowadzane etapowo w kluczowych spółkach – tarnowskich Azotach, Zakładach Azotowych Puławy, Police i Kędzierzynie. Jednocześnie spółka prowadzi rozmowy z instytucjami finansowymi w sprawie restrukturyzacji gigantycznego długu, który na koniec ubiegłego roku wynosił 18,2 mld zł.

    Rewolucja w zarządzaniu

    Jak informuje biuro prasowe Azotów, celem jest budowa organizacji działającej „jak jeden zintegrowany organizm – z jasno określonym podziałem odpowiedzialności, wspólnymi standardami zarządczymi i efektywnym wykorzystaniem kompetencji”. W spółce matce skoncentrowano funkcje strategiczne i korporacyjne, podczas gdy spółki zależne zachowują odpowiedzialność operacyjną. Kluczowym elementem ma być wspólna umowa korporacyjna, która określi zasady współpracy i podejmowania decyzji. Zarząd podkreśla, że to pierwszy od kilkunastu lat systemowy projekt porządkujący działanie całej grupy, a nie zbioru niezależnych podmiotów.

    Zmiany są jednak krytykowane przez związki zawodowe. NSZZ „Solidarność” działająca w tarnowskiej spółce twierdzi, że pracodawca nie udzielił pełnych odpowiedzi na pytania rady pracowników. „Nie przedstawiono jasnych danych, kryteriów, analiz i uzasadnień, które pozwalałyby ocenić rzeczywiste skutki reorganizacji dla ludzi, stanowisk pracy, zakresów odpowiedzialności i organizacji pracy” – piszą związkowcy. Dodają, że wręczane są nowe angaże i dokonywane przesunięcia kadrowe przed formalnym wprowadzeniem nowej struktury, bez wydania zarządzenia wewnętrznego. Zapowiadają podjęcie działań prawnych i zawiadomienie Państwowej Inspekcji Pracy.

    Obawy w Puławach

    Najostrzej protestują związkowcy z Zakładów Azotowych Puławy. Na swojej stronie internetowej nazwali sytuację „Tarnów KRÓLEM – to koniec PUŁAW!?”. Domagają się natychmiastowych konsultacji i pełnych wyliczeń finansowych udowadniających, że scentralizowane zarządzanie przyniesie efekty. Obawiają się całkowitej utraty niezależności i marginalizacji puławskiej spółki.

    „Boimy się utraty decyzyjności i odebrania nam wpływu na naszą własną politykę rynkową. Obawiamy się, że nasz zakład stanie się jedynie wykonawcą strategii, która będzie kaskadowo narzucana z centrali” – podają związkowcy.

    Grożą, że jeśli zarząd zignoruje głos załogi, skorzystają z wszelkich prawnie dopuszczalnych narzędzi, nie wykluczając oficjalnego sporu zbiorowego.

    Prezes Azotów Marcin Celejewski zapewnia, że reorganizacja to dopiero początek. „Wydzieliliśmy strategiczne funkcje zarządcze oraz operacyjne. Teraz przyszedł czas na dalszą implementację tych rozwiązań w kolejnych spółkach zależnych” – cytowany jest w komunikacie prasowym. Spółka przekonuje, że pełne efekty organizacyjne będą widoczne w najbliższych miesiącach, a na pełne korzyści trzeba poczekać na realizację kolejnych etapów „Nowych Horyzontów”.

    Dług w tle

    Równolegle z reformą zarządzania Grupa Azoty musi uporać się z ogromnym zadłużeniem. Na koniec 2025 roku dług wynosił 18,2 mld zł, z czego 5 mld zł dotyczyło linii kredytowych na sztandarową inwestycję w Polimery Police. Spółka poinformowała właśnie o zawarciu aneksów do porozumień z kilkunastoma instytucjami finansującymi działalność koncernu. Dzięki temu okres obowiązywania dotychczasowych porozumień może zostać wydłużony do końca września – pod warunkiem potwierdzenia przez odpowiednie instytucje. To daje Azotom stabilizację w negocjacjach długoterminowej umowy restrukturyzacji zadłużenia. Jednym z elementów porozumień jest kontynuowanie procesu ustanawiania zabezpieczeń na aktywach grupy.

    Co dalej?

    W grupie Azoty trwa obecnie przegląd aktywów, który ma pomóc w zbudowaniu struktury najlepiej wspierającej realizację strategii. Spółka nie deklaruje, czy liczba 56 firm wchodzących w skład grupy zostanie zredukowana. Związki zawodowe zapowiadają dalsze działania. W najbliższych tygodniach kluczowe będą zarówno formalne konsultacje z pracownikami, jak i postępy w negocjacjach z bankami. Program „Nowe Horyzonty” ma być realizowany etapowo, a jego ostateczne efekty – według zarządu – pojawią się wraz z wdrożeniem kolejnych faz transformacji.

  • Orlen ma już ponad 95% Energi. Giełdowy gigant z Gdańska może zniknąć z GPW

    Orlen ma już ponad 95% Energi. Giełdowy gigant z Gdańska może zniknąć z GPW

    PKN Orlen przekroczył kluczowy próg w swojej wieloletniej batalii o pełną kontrolę nad Energą. Po rejestracji podwyższenia kapitału w gdańskiej spółce, płocki koncern posiada teraz 95,24% kapitału zakładowego i 96,06% głosów na walnym zgromadzeniu. To otwiera formalną drogę do przymusowego wykupu pozostałych akcji i – potencjalnie – wycofania Energi z warszawskiej giełdy. Ale czy tak się stanie? Na stole leżą dwa scenariusze, a ostateczna decyzja będzie mieć zarówno ekonomiczne, jak i polityczne podłoże.

    Rejestracja emisji serii CC

    Kluczowym momentem był 1 lipca 2026 roku, kiedy Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ zarejestrował zmiany statutu Energi, przyjęte uchwałą nadzwyczajnego walnego zgromadzenia z 2 kwietnia 2026 roku. Uchwała dotyczyła podwyższenia kapitału zakładowego poprzez emisję akcji serii CC w trybie subskrypcji zamkniętej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy.

    Energa liczyła, że pozyskane w ten sposób środki – ponad 5,1 mld zł – pozwolą sfinansować program inwestycyjny oparty na budowie nowych elektrowni gazowych i rozwoju sieci dystrybucyjnej. Emisja przebiegała w kilku etapach: prawo poboru ustalono na 4 maja, notowano je na GPW do 27 maja, a zapisy przyjmowano do 1 czerwca. Nie wszyscy akcjonariusze skorzystali z prawa poboru, co ostatecznie umożliwiło Orlenowi zwiększenie udziału.

    Przypomnijmy, że Orlen przejął pakiet kontrolny w Energi już 30 kwietnia 2020 roku, nabywając wówczas 80% akcji (ok. 85% głosów). Od tego czasu trwała batalia z mniejszościowymi akcjonariuszami o wycenę akcji oraz o warunki dokapitalizowania spółki. Część akcjonariuszy kwestionowała warunki emisji serii CC i próbowała zablokować proces w sądzie. Sąd ostatecznie oddalił wniosek o zabezpieczenie, odblokowując tym samym drogę do oferty.

    Przymusowy wykup – ale niekoniecznie koniec notowań

    Posiadanie ponad 95% akcji uprawnia Orlen do przymusowego wykupu (squeeze-out) pozostałych walorów. To oznacza, że płocki koncern może przejąć 100% Energi. Jednak przejęcie pełnej własności nie musi automatycznie oznaczać wycofania spółki z warszawskiego parkietu. Jak wynika z doniesień „Parkietu”, rozważane są dwa scenariusze.

    Scenariusz pierwszy to złożenie wniosku do Komisji Nadzoru Finansowego o zdjęcie Energi z giełdy. To naturalna opcja po uzyskaniu pełnej kontroli. Scenariusz drugi – jak na razie zyskujący na popularności w rozmowach – to zawieszenie notowań i pozostawienie spółki na GPW jako opcji na przyszłość. Dlaczego? Taka konstrukcja pozwoliłaby Energi w razie potrzeby pozyskać dodatkowy kapitał z rynku poprzez sprzedaż części akcji. Dodatkowo – jak nieoficjalnie się wskazuje – nawet niewielka oferta publiczna akcji Energi mogłaby pomóc rządowi w „rozruszaniu” krajowego rynku kapitałowego.

    Polityczny wymiar decyzji

    Decyzja o losach Energi nie będzie czysto ekonomiczna. W grę wchodzą także czynniki polityczne. Ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie na poziomie Ministerstwa Aktywów Państwowych, które – poprzez delegowanych przez siebie członków rady nadzorczej – ma realny wpływ na kierunek działań Orlenu. Lokalni politycy Koalicji Obywatelskiej mogą sprzeciwiać się wycofaniu gdańskiego koncernu z giełdy, co mogłoby być odbierane jako osłabienie pozycji spółki w regionie.

    Jak podaje „Parkiet”, żadne wiążące decyzje jeszcze nie zapadły. Wszystko wskazuje na to, że zapadną one bliżej końca 2026 roku lub na początku 2027 roku. Cały proces – od podjęcia uchwał przez walne zgromadzenie po ewentualne procedury wykupu i zmiany statusu notowań – może zająć jeszcze kilka miesięcy.

    Na razie Energa pozostaje spółką notowaną na GPW, ale inwestorzy mniejszościowi muszą liczyć się z tym, że ich akcje wkrótce zostaną wykupione. Pytanie tylko, czy giełda w Warszawie straci jednego ze swoich energetycznych gigantów.

  • Trigon DM stawia na LPP i Pepco, ale ma wątpliwości co do Modivo. Kto ma rację?

    Trigon DM stawia na LPP i Pepco, ale ma wątpliwości co do Modivo. Kto ma rację?

    Raport analityczny Trigon DM wywołał spore poruszenie wśród inwestorów giełdowych. Dla LPP utrzymano rekomendację „kupuj” z wyceną docelową 25 500 zł, co oznacza około 39% potencjału wzrostu. Pepco Group awansowało z „trzymaj” na „kupuj” – cena docelowa 43,40 zł daje około 23% upside’u. Największy znak zapytania dotyczy Modivo: Trigon wznowił pokrycie od zalecenia „sprzedaj” z ceną 95 zł, podczas gdy DM BOŚ w czerwcowym raporcie wycenił spółkę na 136,90 zł i widzi aż 52% potencjału wzrostu. Różnica w ocenie jest więc fundamentalna.

    LPP – kupuj, ale pod presją

    Nowa cena docelowa dla LPP to 25 500 zł, czyli około 39% powyżej obecnego kursu. Mimo to akcje znajdują się pod silną presją podaży – przecena sięgnęła już 26%. Dodatkowym obciążeniem okazała się negatywna ocena JP Morgan, który obciął rekomendację do „niedoważaj” i wyznaczył cenę docelową na 18 000 zł, argumentując wolniejszym tempem rozwoju sieci Sinsay. Trigon DM uważa jednak, że problemy Sinsaya mają charakter operacyjny, a nie strukturalny.

    „Uważam, że problemy Sinsaya wynikają przede wszystkim z bardzo szybkiej rozbudowy sieci, a nie z osiągnięcia przez markę granic wzrostu” – zaznacza Grzegorz Kujawski, analityk Trigon DM.

    Sprzedaż porównywalna Sinsay pozostaje od drugiego kwartału 2025 na minusie, a tempo otwierania nowych sklepów wyhamowało. Mimo to analityk zakłada, że efekty działań naprawczych powinny być widoczne w drugiej połowie roku. Na drugi kwartał roku obrotowego 2026 Trigon prognozuje przychody LPP na poziomie 6,44 mld zł (wzrost o 16% r/r) i skorygowany EBIT rzędu 939 mln zł (+30% r/r).

    Pepco – powrót do łask i ekspansja na Ukrainę

    Nowa rekomendacja „kupuj” dla Pepco Group poparta jest ceną docelową 43,40 zł i 23% potencjałem wzrostu. Sieć należy do najsilniejszych spółek ostatnich miesięcy – kurs ustanawia kolejne szczyty hossy i osiąga najwyższe poziomy od ponad 750 sesji. Inwestorzy doceniają poprawę wyników operacyjnych oraz uproszczenie struktury, w tym wyjście z segmentu Dealz Poland. Sprzedaż Dealz nie przyniesie istotnych wpływów gotówkowych, ale powinna poprawić rentowność – Pepco będzie finansować działalność przez 18 miesięcy do kwoty 20 mln GBP, zachowując prawo do 35% wpływów z ewentualnej przyszłej sprzedaży. W drugim półroczu roku obrotowego 2026 (kończącego się 30 września) Trigon prognozuje dla Pepco przychody w wysokości 2,15 mld EUR i skorygowany EBIT 282 mln EUR (+27% r/r).

    Jesienią sieć zamierza wejść na rynek ukraiński: pierwszy sklep ma zostać otwarty w październiku, a do końca roku pilotaż obejmie 10 placówek. Trigon zakłada, że w roku obrotowym 2027 otwartych zostanie około 50 sklepów, a docelowy potencjał rynku oszacowano na 300–400 sklepów.

    Modivo – największe kontrowersje

    Trigon DM przywrócił analizę Modivo od rekomendacji „sprzedaj” i wyceną 95 zł. Oznacza to minimalny potencjał wzrostu, co stoi w opozycji do raportu DM BOŚ z 12 czerwca, który podniósł rekomendację do „kupuj” z wyceną 136,90 zł (52% upside).

    „I kw. 26 był operacyjnie słaby. Początek II kw. 26 wygląda bardziej zachęcająco. […] Niemniej uważamy, że I kw. 26 może okazać się najsłabszym kwartałem roku, dodatkowo obciążonym na poziomie operacyjnym ujemnymi różnicami kursowymi” – argumentują analitycy DM BOŚ.

    Specjaliści Trigona wskazują, że kurs Modivo wzrósł o około 36%, ale zatrzymał się przy poprzednim szczycie, tworząc strukturę coraz niższych wierzchołków. Kluczowym sygnałem poprawy byłoby wybicie powyżej 98 zł. Wątpliwości budzi też model biznesowy – strategia oparta na wielu formatach, różnych poziomach cenowych i rosnącej roli marek licencyjnych jest według Trigona relatywnie słabo zweryfikowana. Na drugi kwartał przychody Modivo prognozowane są na 3,3 mld zł (+15% r/r), ale EBIT ma być lekko niższy rok do roku.

    Sektor w okresie próby

    Zdaniem analityków Trigon DM rynek odzieży i obuwia w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej przechodzi proces konsolidacji. LPP kontroluje około 15% polskiego rynku odzieży, Modivo około 10%, a Pepco – po uwzględnieniu struktury oferty – przekracza 15% w porównywalnych kategoriach. Trzej giełdowi giganci rosną szybciej niż rynek, głównie kosztem mniejszych konkurentów.

    Jednocześnie kończy się era łatwego wzrostu. W Chinach rosną ceny surowców: bawełna podrożała o 21,5%, filament poliestrowy o 21,4%, kauczuk butadienowy o 24%, polietylen o 17%, a polipropylen o 37,8% w skali roku. Wyższe są też koszty energii i frachtu. Unijna dyrektywa EPR wprowadza opłaty za tekstylia – we Francji sięgają one od 0,03 EUR za T-shirt do 0,21 EUR za parę obuwia, co może odpowiadać nawet 0,5–1,2% ceny sprzedaży netto. Według Trigon DM wpływ tych czynników będzie wyraźniej widoczny w wynikach za drugie półrocze 2027 roku.

  • Putin pierwszy raz przyznaje: Rosja ma niedobory paliwa. Kreml sypie miliardami, by opanować kryzys

    Putin pierwszy raz przyznaje: Rosja ma niedobory paliwa. Kreml sypie miliardami, by opanować kryzys

    Po miesiącach zaprzeczania Władimir Putin w końcu publicznie przyznał, że Rosja zmaga się z niedoborami paliwa. Winą obarcza ukraińskie ataki dronowe na rafinerie, a Kreml jednocześnie pompuje w sektor paliwowy rekordowe miliardy rubli, by utrzymać spokój przed wyborami.

    Putin przyznaje: „przejściowy deficyt”

    Podczas wystąpienia przed kongresem partii Jedna Rosja Putin po raz pierwszy otwarcie mówił o problemach paliwowych. Opisał je jako „przejściowy deficyt” i zapewnił, że sytuacja jest pod kontrolą. Zapowiedział zwiększenie importu paliwa, przyspieszenie napraw uszkodzonych instalacji oraz wzmocnienie obrony powietrznej, tak by skuteczniej odpierać ukraińskie drony średniego i dalekiego zasięgu.

    Jak podała agencja Associated Press, rosyjski przywódca wspomniał także o kolejkach na stacjach benzynowych i rozważanym całkowitym zakazie eksportu oleju napędowego. Putin – według analityków waszyngtońskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) – celowo bagatelizował sytuację, kreując wrażenie pełnej kontroli. W swoim wystąpieniu nie odniósł się bezpośrednio do ukraińskiej ofensywy dronowej ani do faktu, że paliwa brakuje w całej Rosji.

    Ukraina naciska: ataki na rafinerie

    W ostatnich tygodniach Ukraina wyraźnie zintensyfikowała uderzenia w rosyjską infrastrukturę naftową. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o atakach na dwie kolejne rafinerie – jedną w Kraju Krasnodarskim (ok. 300 km od linii frontu), drugą w obwodzie jarosławskim (ok. 700 km od granicy). Podkreślił, że każde dalekosiężne uderzenie zmniejsza zasoby napędzające rosyjską machinę wojenną i jest kolejnym krokiem w stronę pokoju. Wcześniej zatwierdził czterdziestodniową operację mającą skłonić Kreml do zakończenia wojny. Jednym z najgłośniejszych uderzeń była potężna eksplozja w moskiewskiej rafinerii Gazpromu na początku czerwca.

    Strona rosyjska nie podała natychmiastowych informacji o ataku. Gubernator obwodu jarosławskiego Michaił Jewrajew ograniczył się do ogłoszenia alarmu dronowego oraz tymczasowego zamknięcia trasy w kierunku Moskwy.

    Gospodarcze konsekwencje: PKB pod presją

    Skutki ataków dronowych już odczuwa rosyjska gospodarka. Wiceprezes banku centralnego Aleksiej Zabotkin przyznał, że kilkumiesięczna praca sektora paliwowego poniżej pełnych mocy odbije się na tegorocznym PKB. Centralny bank Rosji prognozuje wzrost gospodarczy w przedziale zaledwie 0,5–1,5% w 2026 roku.

    Miliardy rubli na ratowanie rynku paliw

    Rosyjski rząd stara się za wszelką cenę utrzymać krajowe ceny paliw na niskim poziomie. Według danych opublikowanych w piątek przez Ministerstwo Finansów, w czerwcu wypłacono rafineriom subsydia w wysokości 210,6 mld rubli (2,72 mld dolarów). To sześciokrotny wzrost w porównaniu z czerwcem 2025 roku i najwyższa miesięczna wypłata od grudnia 2023 roku. Wzrost wynikał z wysokich międzynarodowych cen paliw spowodowanych zakłóceniami w rejonie cieśniny Ormuz.

    Dotacje mają rekompensować rafineriom różnicę między cenami krajowymi a eksportowymi. Gdyby ich zabrakło, krajowe ceny oleju napędowego i benzyny wzrosłyby bardziej znacząco, podnosząc koszty utrzymania Rosjan i napędzając inflację – a obu tych zjawisk Moskwa chce uniknąć przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi. Rząd kontynuował dopłaty nawet po wprowadzeniu zakazu większości eksportu benzyny, który obowiązuje do końca lipca.

    Dochody z ropy wciąż rosną – ale to może się zmienić

    Mimo potężnych wydatków na subsydia, Rosja w czerwcu odnotowała solidne wpływy z sektora ropy i gazu. Łączne dochody państwa z tego tytułu wyniosły ponad 683 mld rubli – to wzrost o 38% rok do roku. Aż 84% tej kwoty pochodziło z podatków związanych z ropą naftową.

    Ministerstwo Finansów obliczyło czerwcowe podatki przy średniej cenie ropy Urals na poziomie 86,52 dolara za baryłkę. To co prawda spadek w porównaniu z majem, ale w ujęciu rocznym cena wciąż jest wyższa o 66% – głównie z powodu utrzymującej się niepewności wokół cieśniny Ormuz.

    Odbudowa przepływów ropy z Zatoki Perskiej sprawiła, że światowe ceny znów spadły. Rosyjskie dochody z eksportu surowca, które wcześniej były wyjątkowo wysokie, będą się więc zmniejszać.

  • Upały w pracy: rząd szykuje jasne limity temperatur. Projekt trafi pod obrady już w poniedziałek

    Upały w pracy: rząd szykuje jasne limity temperatur. Projekt trafi pod obrady już w poniedziałek

    Już w najbliższy poniedziałek, 29 czerwca 2026 r., na specjalnym, dodatkowym posiedzeniu Stałego Komitetu Rady Ministrów rozpatrywany będzie projekt rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, który ma wprowadzić jasne zasady pracy podczas upałów. To odpowiedź na rosnące temperatury i zagrożenia dla zdrowia pracowników.

    Co przewiduje projekt rozporządzenia?

    Przygotowany przez MRPiPS dokument zakłada doprecyzowanie obowiązków pracodawców oraz wzmocnienie ochrony osób zatrudnionych w czasie wysokich temperatur. Kluczowym elementem są maksymalne progi temperatury, po przekroczeniu których wykonywanie określonych rodzajów prac zostanie czasowo wstrzymane.

    Projekt zakłada 35 stopni Celsjusza dla każdego rodzaju pracy oraz 32 stopnie Celsjusza na otwartej przestrzeni wyłącznie dla prac ciężkich. Co istotne, wstrzymanie pracy ma obowiązywać tylko w czasie faktycznego przekroczenia tych progów – a nie na podstawie prognoz.

    Jeśli obniżenie temperatury na stanowisku pracy nie będzie możliwe, pracodawca w porozumieniu z organizacjami pracowników będzie ustalał środki organizacyjne ograniczające nadmierne obciążenie cieplne pracownika.

    Pilna sprawa – minister naciska

    Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk 24 czerwca br. zwróciła się do przewodniczącego Stałego Komitetu Rady Ministrów, ministra Macieja Berka, z prośbą o możliwie pilne procedowanie projektu. Argumentowała, że wysokie temperatury mogą zagrażać zdrowiu i życiu pracowników, a pracodawcy potrzebują czasu na wdrożenie odpowiednich rozwiązań organizacyjnych i technicznych.

    „Prawo musi nadążać za zachodzącymi zmianami, również klimatycznymi. Dotyczy to także regulacji obejmujących nasze miejsca pracy. Potrzebujemy przepisów, które kompleksowo będą chronić pracowników przed negatywnymi skutkami wysokich temperatur. Praca musi być bezpieczna, a zdrowie i życie pracowników chronione” – podkreśla ministra Dziemianowicz-Bąk.

    Kiedy nowe przepisy wejdą w życie?

    Jak zapowiada szefowa MRPiPS, zmiana powinna obowiązywać od przyszłych wakacji. Każde rozporządzenie ministra trafia najpierw do uzgodnień i konsultacji. „Natomiast to jest pilna sprawa: klimat się ociepla, a wysokie temperatury stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia pracowników” – dodała w rozmowie z PAP.

    Poparcie społeczne – sondaż nie pozostawia wątpliwości

    MRPiPS podkreśla, że według badań przeważająca większość Polaków popiera proponowane rozwiązania. W sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski aż 59,2 proc. respondentów opowiedziało się za przepisami skracającymi czas pracy lub wprowadzającymi dzień wolny, gdy temperatura przekroczy określony poziom. Przeciwnego zdania było 26,6 proc. badanych.

    Co już dziś może zrobić pracownik?

    Resort przypomina, że już teraz pracodawcy są zobowiązani do ochrony zdrowia i życia pracowników oraz do zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Oznacza to konieczność odpowiedniego organizowania pracy z uwzględnieniem zmieniających się warunków, w tym wysokich temperatur.

    Pracownik już na mocy obecnych przepisów Kodeksu pracy ma prawo przerwać pracę lub opuścić stanowisko pracy – oczywiście po poinformowaniu przełożonego – w sytuacji, która może zagrażać jego zdrowiu i życiu. MRPiPS zaznacza, że za ten czas należy się wynagrodzenie.

    Wzmocnione kontrole PIP

    23 czerwca br. minister Dziemianowicz-Bąk zwróciła się do Głównego Inspektora Pracy o podjęcie wzmocnionych kontroli w czasie upałów. Ich celem jest weryfikacja, czy pracodawcy przestrzegają obowiązków związanych z ochroną pracowników przed skutkami wysokich temperatur.

    Co dalej?

    Projekt trafi pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów już w najbliższy poniedziałek. Jeśli uzyska akceptację, czeka go jeszcze etap uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Ministerstwo chce, by nowe przepisy zaczęły obowiązywać od wakacji 2027 roku.