Blog

  • Niespodziewane odwołanie, ostatni kandydat i szybkie rozstrzygnięcie: kto poprowadzi Poczta Polską?

    Niespodziewane odwołanie, ostatni kandydat i szybkie rozstrzygnięcie: kto poprowadzi Poczta Polską?

    Dramatyczne odwołanie, kolejna niespodzianka i konkurs rozstrzygnięty w tydzień – historia zmiany władzy w Poczcie Polskiej nabiera tempo. Oto wszystko, co musisz wiedzieć.

    Niemal w ostatniej chwili do grona kandydatów miała dołączyć Magdalena Gaj – obecnie prezes spółki Exatel, zasiadająca jednocześnie w radzie nadzorczej Poczty Polskiej. Według źródeł portalu wnp.pl to właśnie ona jest faworytką w tej rywalizacji, chociaż odmówiła komentarza w rozmowie telefonicznej.

    Kulisy odwołania Mikosza

    Aby zrozumieć wagę konkursu, trzeba zacząć od… niespodziewanej dymisji. Pod koniec marca rada nadzorcza Poczty Polskiej odwołała prezesa zarządu Sebastiana Mikosza po dwóch latach zarządzania państwową spółką. Ministerstwo Aktywów Państwowych poinformowało o tym na platformie X w środę wieczorem.

    „O dymisji miał dowiedzieć się w drodze powrotnej z Wrocławia, gdzie odbywała się narada kadry kierowniczej spółki” – pisze Business Insider.

    Nasze źródła nie są pewne, czy Mikosz w ogóle wiedział, że rada się zebrała. Odwołany prezes był zaskoczony decyzją, szczególnie że to za jego czasów państwowa spółka wyszła z potężnych tarapatów finansowych.

    Kto chce być prezesem?

    Po tym niespodziewanym odwołaniu ogłoszono konkurs na wybór nowego zarządu. Termin składania ofert upłynął 30 kwietnia, a 7 maja zgłoszenia mają być otwarte. Kandydatów – jak ustalił portal wnp.pl – jest kilkoro.

    O stanowisko prezesa mają ubiegać się:

    • Sławomir Żurawski – pełniący obecnie obowiązki prezesa.
    • Marcin Ledworowski – ekspert w obszarze sztucznej inteligencji i nowych technologii.
    • Magdalena Gaj – faworytka, która dołączyła niemal w ostatniej chwili.

    Kim jest Magdalena Gaj? To prawniczka z wykształcenia, pełniąca w przeszłości ważne funkcje w administracji państwowej. W latach 2012-2016 pełniła funkcję prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W 2024 r. weszła w skład rady nadzorczej Poczty Polskiej, co oznacza, że „od środka” zna realia funkcjonowania spółki. Od kwietnia 2025 r. pełni funkcję prezesa zarządu spółki Exatel, odpowiadając za strategiczny rozwój, usługi bezpieczeństwa i nowoczesne technologie sieciowe.

    Kalendarz decyzji

    22 kwietnia Poczta Polska ogłosiła wszczęcie postępowania kwalifikacyjnego na stanowiska prezesa i czterech wiceprezesów zarządu. 7 maja ma nastąpić otwarcie ofert i wstępna ocena kandydatów.

    Do 14 maja będą trwały rozmowy kwalifikacyjne – zapowiada spółka. Oznacza to, że decyzja o tym, kto będzie prowadził jedną z największych spółek Skarbu Państwa, może być znana już w ciągu tygodnia.

    To będzie gorący maj dla Poczty Polskiej.

  • Polska branża motoryzacyjna w strategicznym rozkroku. Oto, dlaczego chińska ofensywa to dopiero początek

    Polska branża motoryzacyjna w strategicznym rozkroku. Oto, dlaczego chińska ofensywa to dopiero początek

    Czy polskie firmy motoryzacyjne mogą jednocześnie bać się chińskiej konkurencji i z nią współpracować? Okazuje się, że tak, a w dodatku robią to na masową skalę. Najnowsze doniesienia z rynku i bezpośrednio z Pekinu pokazują, że nadchodząca fala chińskich samochodów to nie przyszłość, a teraźniejszość, która zmienia wszystkie zasady gry.

    Rozdarta branża: współpraca vs. cła

    Raport „EuroMotoBarometr 2026. Nastroje Automotive w Europie” firmy Exact x Forrestal maluje obraz polskiego sektora motoryzacyjnego w strategicznym rozkroku. Z jednej strony przedsiębiorcy boją się chińskiej konkurencji, z drugiej – upatrują w niej szans na sukces.

    Tutaj mamy klasyczny paradoks. 56 proc. firm działających w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce współpracuje z chińskimi producentami. Jednocześnie niewiele mniej, bo 54 proc., popiera nałożone na samochody z Chin cła. Chcieliby hamować chińską ekspansję, ale jednocześnie robić z Chinami biznes.

    Udział chińskich aut w rynku europejskim mówi sam za siebie. W 2025 roku wyniósł 5,8 proc., niemal podwajając wynik z 2024 roku. A to dopiero przedsmak tego, co ma nadejść. Prognozy mówią, że do 2035 roku ten udział może sięgnąć 15,5 proc.

    Pekin pokazał, kto wyznacza trendy

    Pod koniec kwietnia 2026 roku w Pekinie rozpoczęły się targi Auto China 2026, największe wydarzenie motoryzacyjne na świecie. To nie były zwykłe targi, a demonstracja siły i technologicznej przewagi.

    Powierzchnia wystawiennicza przekroczyła 380 tys. m kw., a zwiedzający mogli obejrzeć 1451 pojazdów, w tym 181 światowych premier i 71 koncepcyjnych aut.

    Na centralnym stoisku grupy Chery stał Omoda 4, kompaktowy crossover zaprojektowany z myślą o młodszym pokoleniu, który ma wkrótce podbić polski rynek. Ale Omoda, Jaecoo czy BYD to dopiero wierzchołek góry lodowej. W Chinach działa obecnie ponad 130 aktywnych marek produkujących samochody osobowe.

    Multi-powertrain, AI i futurystyczny design

    Chińscy producenci nie ścigają już Europy. Oni wyznaczają standardy. Na targach w Pekinie dominowały trzy główne trendy, które pokazują kierunek rozwoju całej światowej motoryzacji.

    Pierwszy to multi-powertrain – elastyczność wyboru napędu w ramach jednej platformy. Klient może wybrać klasyczny silnik spalinowy, hybrydę, hybrydę plug-in, czystego elektryka lub wersję na ogniwa wodorowe. Platforma GWM One od Great Wall Motor i debiutujący wkrótce w Polsce Ora 5 są tego doskonałym przykładem.

    Drugi trend to AI i autonomiczna jazda na zupełnie nowym poziomie. Xpeng pokazał SUV-a GX napędzanego czterema chipami Turing AI o mocy 3000 TOPS. Mówimy tu o systemie, który fizycznie rozumie otoczenie i potrafi przejąć pełną kontrolę nad autem.

    Trzeci to futurystyczny design. Chińskie auta zrywają z byciem „klonami” i oferują własne, odważne linie, ostre krawędzie i detale inspirowane grami komputerowymi.

    Europa dostosowuje się do nowych reguł

    Najbardziej wymowny jest fakt, że europejscy giganci nie dyktują już warunków w Pekinie. Przeciwnie – muszą dostosować się do chińskich reguł.

    BMW pokazało Neue Klasse w wersjach z dłuższym rozstawem osi stworzonych specjalnie na chiński rynek, z lokalnymi systemami ADAS. Mercedes-Benz zaprezentował elektrycznego GLC L z chińskimi systemami sztucznej inteligencji. Grupa Volkswagen we współpracy z Xpengem stworzyła model ID UNYX 09 w zaledwie 24 miesiące.

    To pokazuje, gdzie przenosi się centrum świata motoryzacji. Chińczycy dyktują, jak mają wyglądać baterie, jak szybko mają się ładować i jak głęboko ma sięgać sztuczna inteligencja.

    Czy Polska jest gotowa na zalew?

    Chiny są już największym eksporterem samochodów na świecie. W 2025 roku wyeksportowały rekordowe 7,1 mln pojazdów. Liderami są Chery (ponad 1,3 mln aut rocznie) i BYD. W Europie udział chińskich marek przekroczył już w niektórych miesiącach 10 proc., a w Polsce notuje się dwucyfrowe wzrosty sprzedaży.

    W Polsce proces adaptacji już trwa. Sieci dealerskie rosną, serwis się rozbudowuje, a kierowcy przekonują się, że chińskie auta nie są już kompromisem. Omoda 4, Ora 5, hybrydy Jaecoo – to tylko pierwsze zwiastuny.

    Eksperci szacują, że przy obecnym tempie chińskie marki mogą osiągnąć 15–25 proc. udziału w rynku europejskim w ciągu czterech–pięciu lat. Niektórzy mówią nawet o 30 procentach w ciągu dekady. To nie chwilowa moda, a systematyczna, państwowo wspierana ofensywa technologiczna, cenowa i wizerunkowa.

    Chińska motoryzacja jest już gotowa na Europę. Pytanie brzmi: czy my jesteśmy gotowi na nią?

  • Amerykańska gospodarka przyspiesza, ale inflacja znów niepokoi. Oto najnowsze dane z USA

    Amerykańska gospodarka przyspiesza, ale inflacja znów niepokoi. Oto najnowsze dane z USA

    Czy gospodarka USA zdołała wyjść z czwartokwartalnego marazmu? Oficjalne dane za pierwszy kwartał 2026 roku nadeszły i mówią wyraźnie: tempo wzrostu rośnie, ale to nie koniec wyzwań.

    Wzrost PKB o 2 proc. – lepiej niż było, gorzej niż oczekiwano

    Departament Handlu USA (BEA) podał, że realny produkt krajowy brutto wzrósł w pierwszym kwartale w tempie 2 proc. (dane annualizowane). To wyraźne przyspieszenie w porównaniu z IV kwartałem 2025 roku, gdy wzrost wyniósł zaledwie 0,5 proc..

    Ale jest haczyk. Wynik okazał się nieco słabszy niż przewidywania rynku. Analitycy średnio spodziewali się wzrostu na poziomie 2,2-2,3 proc., jak donoszą portale biznes.interia.pl i parkiet.com.

    „PKB przyśpieszyło po fatalnym Q4 – jednak wzrost okazał się poniżej oczekiwań” – komentują analitycy XTB, cytowani przez biznes.interia.pl.

    Gdzie tkwi siła napędowa? Sektor AI w świetnej formie

    Za kwartalny wzrost odpowiedzialne były trzy główne filary. Pierwszy to wydatki rządowe, które wzrosły o 4,4 proc., w tym na szczeblu federalnym aż o 9,3 proc..

    Drugi to potężny zastrzyk od biznesu. Wydatki przedsiębiorstw na sprzęt wzrosły o 10,4 proc. To najszybsze tempo od prawie trzech lat, napędzane w dużej mierze inwestycjami w technologię sztucznej inteligencji.

    „To gospodarka na dwóch ekranach. Firmy i inwestorzy związani ze sztuczną inteligencją są w doskonałej formie” – twierdzi Heather Long, główna ekonomistka Navy Federal Credit Union, cytowana przez parkiet.com.

    Trzeci filar to konsumenci. Ich wydatki wzrosły o 1,6 proc., napędzane popytem na usługi. To wynik lepszy niż oczekiwano, choć źródło biznes.interia.pl wskazuje, że tempo wydatków konsumpcyjnych spowolniło w porównaniu z poprzednim kwartałem.

    Rynek pracy pobił półwieczny rekord…

    Tuż obok danych o PKB pojawił się istotny sygnał z rynku pracy. Departament Pracy podał, że liczba początkowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do zaledwie 189 tysięcy w tygodniu kończącym się 25 kwietnia.

    To spadek o 26 tys. względem poprzedniego tygodnia i wynik znacznie poniżej prognoz (212 tys.). Co więcej, był to najniższy odczyt od września 1969 roku.

    …ale inflacja powraca na najwyższy poziom od lat

    Na drugim biegunie mamy niepokojące dane inflacyjne. Indeks cen podstawowych wydatków konsumpcyjnych (core PCE), kluczowy wskaźnik dla Fed, przyspieszył.

    W marcu wzrósł o 0,3 proc. miesiąc do miesiąca, podnosząc roczną stopę do 3,2 proc.. To najwyższy poziom od listopada 2023 roku.

    Gdy uwzględnimy zmienne komponenty, jak żywność i energia, obraz jest jeszcze ciemniejszy. Miesięczny wzrost wyniósł 0,7 proc., a inflacja roczna sięgnęła 3,5 proc.. Wojna w Iranie i gwałtowny wzrost cen ropy naftowej stworzyły nowe wyzwania dla polityki pieniężnej.

    Fed w rozkroku: stopy bez zmian, ale wewnątrz burza

    Dane napłynęły dzień po posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). Fed zdecydował się utrzymać stopy procentowe w przedziale 3,50-3,75 proc. bez zmian.

    Ale to nie był jednogłośny, spokojny głos. W głosowaniu padły cztery głosy przeciwne. Trzech z nich należało do prezydentów regionalnych banków Fed, którzy sprzeciwiali się sformułowaniom sugerującym, że kolejny ruch stóp będzie obniżką.

    To odzwierciedla głębokie różnice zdań wewnątrz instytucji co do reakcji na sprzeczne sygnały: inflację powyżej celu od pięciu lat z rzędu i jednocześnie stabilizujący się rynek pracy.

    „Perspektywy gospodarcze pozostają wysoce niepewne, a konflikty na Bliskim Wschodzie z pewnością je potęgują” – stwierdził szef Fed, Jerome Powell, w środę przed publikacją danych.

    Podkreślił też, że wyższe ceny energii w najbliższym czasie spowodują wzrost inflacji, a zakres skutków konfliktów dla gospodarki pozostaje niejasny. Mimo to aktywność gospodarcza rośnie w solidnym tempie.

    Podsumowując: Amerykańska gospodarka odbiła się od dna, ale na horyzoncie widać nowe chmury. Boom inwestycyjny w AI i rekordowo niskie bezrobocie walczą z powracającą inflacją i geopolityczną niepewnością. Fed, rozdarty wewnętrznie, obserwuje tę walkę z widowni, trzymając stopy w miejscu. Kolejne kwartały pokażą, która strona zwycięży.

  • Kierunek przepływu kapitału i sztuczna inteligencja. O czym dyskutuje śmietanka finansjery na Europejskim Kongresie Gospodarczym?

    Kierunek przepływu kapitału i sztuczna inteligencja. O czym dyskutuje śmietanka finansjery na Europejskim Kongresie Gospodarczym?

    W świecie napięć geopolitycznych, gwałtownych zmian technologicznych i wstrząsów na rynkach, gdzie szukać stabilności i kierunków rozwoju? Świat finansów stoi przed koniecznością głębokiej redefinicji. Odpowiedzi szuka elita biznesu i bankowości, która właśnie spotkała się w Katowicach na Europejskim Kongresie Gospodarczym (EEC).

    Fundamenty pod presją

    Nie ma wątpliwości – sektor finansowy znalazł się w centrum najważniejszych procesów kształtujących przyszłość gospodarki. Banki nie są już wyłącznie dostawcami kapitału. W obliczu rosnącej presji regulacyjnej i niepewności makroekonomicznej coraz częściej stają się strategicznymi partnerami dla biznesu. Współtworzą warunki dla wzrostu inwestycji, innowacji i konkurencyjności.

    O złożoności czynników wpływających dziś na decyzje inwestycyjne mówił m.in. Michał Bolesławski, prezes zarządu ING Banku Śląskiego.

    W centrum uwagi na EEC znalazły się strategie banków wobec nowych regulacji, presji kosztowej i transformacji cyfrowej. Kluczowe pytania? Jak sektor finansowy może efektywniej finansować inwestycje – zarówno wielkie projekty infrastrukturalne, jak i rozwój małych oraz średnich przedsiębiorstw (MŚP).

    Technologia na czele transformacji

    Ale to nie wszystko. Istotnym wątkiem kongresowych debat są zmiany technologiczne, które rewolucjonizują rynek. Fintechy, cyfrowe platformy inwestycyjne oraz narzędzia oparte na danych i sztucznej inteligencji zmieniają sposób funkcjonowania całego sektora.

    Rozwój sztucznej inteligencji redefiniuje modele działania instytucji finansowych, wpływając na obsługę klienta, zarządzanie ryzykiem czy procesy operacyjne. Pojawiają się też zupełnie nowe możliwości, jak tokenizacja aktywów, nowe formy płatności czy rozwój cyfrowych instrumentów finansowych. Wszystko to otwiera nowe horyzonty, ale jednocześnie stawia poważne wyzwania regulacyjne i systemowe.

    A tuż za nimi pojawia się kluczowe pytanie: jak banki mogą wspierać firmy i klientów indywidualnych w odpowiedzialnym i bezpiecznym wykorzystaniu nowych technologii?

    Polska na mapie inwestycji

    Uczestnicy Kongresu przyglądają się również atrakcyjności inwestycyjnej Polski i regionu. Analizują ją w kontekście stabilności regulacyjnej, jakości infrastruktury oraz zdolności do przyciągania kapitału zagranicznego. Wahania kursów walut, zmiany stóp procentowych i globalne przepływy kapitału pozostają jednym z kluczowych czynników wpływających na decyzje inwestorów.

    Nie brakuje także głosów dotyczących konkretnych działań. Jak instytucje finansowe – na przykładzie ING Banku Śląskiego – mogą wspierać przedsiębiorców w zwiększaniu skali działalności i budowaniu międzynarodowej konkurencyjności?

    Bezpieczeństwo w centrum uwagi

    W dobie rosnących zagrożeń nie sposób pominąć kwestii cyberbezpieczeństwa. To jeden z kluczowych obszarów współpracy między sektorem finansowym, klientami oraz instytucjami publicznymi. W tym kontekście pojawia się także szerszy temat suwerenności technologicznej Europy.

    Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach to przestrzeń, gdzie spotykają się różne perspektywy – banków, inwestorów, regulatorów i przedsiębiorców. To tutaj analizowane są mechanizmy rządzące współczesnym rynkiem finansowym i wypracowywane są kierunki jego dalszego rozwoju. A biorąc pod uwagę listę uczestników – wśród których są tacy liderzy jak Tadeusz Białek, Joao Brás Jorge, Przemysław Gdański, Piotr Żabski, Rafał Brzoska, Sebastian Kulczyk czy Michał Sołowow – dyskusje z pewnością nie pozostaną bez echa.

    W świecie finansów trwa wielka przemiana. A Katowice są w tych dniach jej epicentrum.

  • Wysokie koszty energii mogą zahamować wzrost PKB w regionie. Polska trzyma się mocno!

    Wysokie koszty energii mogą zahamować wzrost PKB w regionie. Polska trzyma się mocno!

    Czy kolejny kryzys cen ropy i gazu może wywrócić gospodarki naszego regionu? Dwóch niezależnych analityków przygląda się dokładnie naszej wrażliwości i ostrzega – Słowacja i Rumunia mogą nawet wpać w recesję.

    Niepokojąca zależność

    Analiza S&P Global rzuca jasne światło na kruchość sytuacji. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej w 57% swojego końcowego zużycia energii opierają się na importowanych węglowodorach. Dodatkowo, ich energochłonność jest o 19% wyższa niż średnia w UE, głównie przez duże sektory produkcyjne. Według danych z Parkiet.com, łączny udział ropy i gazu w końcowym zużyciu energii w większości tych krajów wynosi 55–75%. To sprawia, że region jest bardzo podatny na każde wahanie międzynarodowych cen energii.

    „Region pozostaje silnie uzależniony od importu ropy naftowej i gazu, a zatem jest narażony na szoki cenowe” – piszą ekonomiści UniCredit.

    Scenariusz bazowy: Strata bez szoku

    Analitycy S&P Global przygotowali dwa możliwe scenariusze. W pierwszym, bazowym, zakładają średnią cenę ropy Brent na 80 dolarów za baryłkę w 2026 roku i spadek do 65 dolarów w 2027. Ceny gazu ziemnego (TTF) przewidują na poziomie 18 dolarów/MMBtu. W takich warunkach wpływ na zdolność kredytową krajów regionu byłby „możliwy do opanowania”. Gospodarki mają dziś lepsze pozycje niż podczas szoku z 2022 roku – energochłonność spadła, źródła importu energii zdywersyfikowano, a rezerwy walutowe wzrosły.

    Nie bez znaczenia są też fundusze z UE. Kraje członkowskie mają otrzymać znaczne transfery z mechanizmów odbudowy i odporności (RRF) oraz działań na rzecz bezpieczeństwa dla Europy (SAFE), wspierające wzrost w latach 2026-2027.

    Scenariusz stresowy: Droga ropa grozi recesją

    Ale drugi scenariusz, ze znacznie wyższymi cenami ropy – 130 dolarów za baryłkę w 2026 i 100 dolarów w 2027 – przynosi znacznie bardziej niepokojące prognozy. Ekonomiści UniCredit ostrzegają, że „bardziej wyraźny i długotrwały szok mógłby mieć istotny wpływ na region”.

    W tym scenariuszu S&P Global prognozuje średni spadek realnego wzrostu PKB o 1,1 punktu procentowego w 2026 roku dla siedmiu gospodarek regionu. „Oczekujemy, że Słowacja i Rumunia, gdzie konsumpcja prywatna jest już słaba, mogą wejść w recesję i ich gospodarki skurczą się odpowiednio o 0,4 proc. i 1 proc.”. Gospodarki najbardziej energochłonne i uzależnione od importu energii – Turcja, Węgry i Słowacja – prawdopodobnie ucierpią najbardziej.

    Wyższe globalne ceny energii mogą pogorszyć saldo rachunków bieżących o prawie 1,2 pkt proc. PKB, a spadek dochodów pogorszy saldo budżetowe średnio o co najmniej 1,5 pkt proc., zwiększając dług publiczny.

    Które kraje mają tarczę ochronną?

    Nie wszystkie gospodarki są tak samo narażone. Analizy wskazują, że kraje o silnych bilansach publicznych lub zagranicznych, takie jak Czechy i Polska, mogą lepiej złagodzić szok.

    Polska, Czechy i Serbia są mniej narażone, głównie dlatego, że węgiel kamienny i brunatny nadal dominują w ich wytwarzaniu energii elektrycznej i ogrzewaniu sieciowym. Co ciekawe, Rumunia, choć ma znaczne krajowe moce wytwórcze energii, może być zagrożona przez słabszy wzrost PKB i wpływy z podatków, które mogą zmniejszyć poparcie dla koniecznej konsolidacji fiskalnej.

    A jak sytuacja wygląda dla pozostałych krajów? Węgry, które zużywają znaczną ilość gazu do ogrzewania i przemysłu, znajdują się w górnym przedziale ryzyka. Słowenia i Słowacja plasują się bliżej środka, a Bułgaria częściowo łagodzi ryzyko dzięki znaczącej komponentowi jądrowemu w swoim miksie energetycznym.

    Podsumowując, przyszłość gospodarcza regionu mocno zawisła nad cenami surowców. Bezpieczniejsze kraje mogą tylko częściowo chronić się dzięki swoim lokalnym źródłom energii i solidnym bilansom. Te najbardziej uzależnione od importu muszą liczyć na łagodny scenariusz, by nie doświadczyć poważnego spowolnienia.

  • Powrót do kraju z emigracji? Dla Polaków to coraz częściej czysta kalkulacja

    Powrót do kraju z emigracji? Dla Polaków to coraz częściej czysta kalkulacja

    Wydawało się, że wielka fala polskiej emigracji zarobkowej to już zamknięty rozdział? Nowe dane i wypowiedzi ekspertów pokazują, że nie do końca. Ale tym razem ruch idzie w drugą stronę.

    Rewolucja w migracjach

    To nie są już pojedyncze przypadki. Najnowsze dane pokazują, że ruch migracyjny między Polską a krajami Zachodu wyraźnie się odwrócił. Mowa nie tylko o Niemczech czy Wielkiej Brytanii, ale też o Holandii – kraju, który przez lata był jednym z najpopularniejszych kierunków polskiej emigracji zarobkowej po przystąpieniu do UE.

    I tu pojawia się kluczowy fakt: Holandia w 2024 roku odnotowała ujemne saldo migracji z Polską po raz pierwszy w tym stuleciu. To nie przypadek, lecz część większego trendu.

    „Warunkiem numer jeden są jednak kwestie ekonomiczne” – tłumaczy w rozmowie z Business Insiderem dr Dominika Pszczółkowska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

    Liczy się ekonomia

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Według ekspertki, jeśli żyjesz na emigracji, a chcesz żyć jak klasa średnia, to często musisz zdecydować się na powrót do Polski. Decyduje właśnie jedna, kluczowa kwestia.

    I ta kwestia to pieniądze i sprawy materialne. To właśnie one są głównym motorem decyzji o powrocie. Emigranci, z którymi rozmawiali dziennikarze, wprost przyznają, że decyzja prawie zawsze sprowadza się do kalkulacji finansowych.

    Brexit przyspieszył exodus

    Ale nie tylko Holandia. Zauważalny jest też wyraźny exodus Polaków z Wielkiej Brytanii, który znacząco nasilił się po brexicie. Ruch odbywa się już bardziej w stronę Polski, a nie – jak było to tuż po wejściu naszego kraju do Unii – za granicę.

    Podobne tendencje widać w danych z Niemiec. Wygląda na to, że dla wielu rodaków emigracyjna przygoda dobiega końca.

    Co dalej z rynkiem pracy?

    Tutaj pojawia się pytanie dla polskiej gospodarki. Czy powracający emigranci będą siłą napędową dla lokalnych firm i usług? A może ich powrót odzwierciedla głębsze zmiany w europejskim rynku pracy?

    Jedno jest pewne: kalkulacja ekonomiczna wygrywa z sentymentem. Polacy coraz częściej analizują, gdzie mogą osiągnąć wyższy standard życia – i w wielu przypadkach odpowiedź brzmi: w kraju.

    Nowa era migracji

    Czy to oznacza koniec polskiej emigracji? Raczej jej ewolucję. Ruch migracyjny staje się bardziej dwukierunkowy, a decyzje o wyjeździe czy powrocie są coraz bardziej racjonalne i oparte na twardych danych.

    Dla polskich przedsiębiorców i decydentów to ważna informacja. Powracający rodacy to nie tylko konsumenci, ale często też osoby z zagranicznym doświadczeniem zawodowym, które mogą wnieść nową jakość do lokalnej gospodarki.

    Źródło: Business Insider

  • Bałtyk się wiruje! Polska staje się offshore’owym liderem, ale jak chronić nasze nowe źródło energii?

    Bałtyk się wiruje! Polska staje się offshore’owym liderem, ale jak chronić nasze nowe źródło energii?

    Czy Polska może stać się europejskim gigantem energii z morza? Wydaje się, że to pytanie ma już konkretną odpowiedź. Po latach przygotowań jesteśmy o krok od realnego początku pracy nowych, wielkoskalowych źródeł – morskich farm wiatrowych. To nie tylko rewolucja w miksie energetycznym, ale też nowy front w zakresie bezpieczeństwa.

    Gigantyczne moce już za kilka lat

    Prąd z pierwszej działającej farmy, Baltic Power (inwestycji Orlenu i kanadyjskiego Northland Power), popłynie jeszcze w tym roku. Następnie, w 2027 i 2028 r., dołączą projekty PGE Baltica i duńskiego Ørsted oraz Polenergii i norweskiego Equinora.

    Firma Polenergia, kojarzona z Dominiką Kulczyk, wspólnie z Equinorem realizuje w ramach pierwszej fazy dwa projekty: Bałtyk 2 i Bałtyk 3 o łącznej mocy 1,44 GW. Obie farmy, złożone z 100 turbin każda, mają być gotowe w 2028 roku.

    „W warunkach rosnącego zapotrzebowania na energię kluczowe stają się zarówno dywersyfikacja źródeł wytwarzania, jak i zdolność bilansowania, a morska energetyka wiatrowa w istotny sposób odpowiada na oba te wyzwania” – stwierdza Polenergia w komentarzu dla Business Insidera.

    Łączne moce w polskim offshore do 2030 r. mają wynieść 5,9 GW, czyli ponad połowę obecnych mocy wiatrowych zainstalowanych na lądzie. A to tylko początek.

    Polska liderem? Europa patrzy na Bałtyk

    Według danych organizacji Wind Europe za 2025 r., morskie farmy wiatrowe na wodach terytorialnych Starego Kontynentu liczyły 39 GW mocy zainstalowanej. Najwięcej mają Niemcy (9,6 GW), a na kolejnych miejscach są Holandia (4,7 GW) i Dania (2,6 GW).

    Wind Europe przewiduje jednak, że do 2030 r. europejskie moce zainstalowane urosną do 73 GW. I właśnie w tym ogromnym wzroście Polska ma odegrać kluczową rolę. Organizacja wskazuje, że nowym europejskim liderem branży jest Polska.

    Nie tylko energia, ale i bezpieczeństwo

    Tu pojawia się kluczowe pytanie: jak chronić tę nową, krytyczną infrastrukturę? Podobnie jak reszta infrastruktury na Bałtyku, morskie wiatraki są narażone na hybrydowe ataki. NATO stale monitoruje sytuację w akwenie, używa sond i dronów i jest w kontakcie z operatorami.

    Ekspertka ds. offshore z Politechniki Gdańskiej, Klaudia Maciata, rekomenduje w publikacji ABW: ustawowe doprecyzowanie statusu morskich farm wiatrowych jako infrastruktury krytycznej oraz stosowanie radarów czy sensorów akustycznych.

    Wind Europe w nowym opracowaniu odwołuje się do konkluzji szczytu państw regionu Morza Północnego: „ochrona morskich farm wiatrowych nie może być dłużej opcjonalna”.

    Według konkluzji szczytu bezpieczeństwo wszelkiej infrastruktury na morzu powinno opierać się na bliskiej współpracy rządów i biznesu.

    Organizacja zastrzega, że nie chodzi o militaryzację instalacji, ale o ich „wyczulenie” na nietypowe zachowania, które mogłyby odciąć farmy od odbiorców.

    Odstraszanie poprzez jawność

    Eksperci Wind Europe podkreślają ciekawą strategię: rzetelny monitoring i rejestrowanie incydentów potwierdzają ich występowanie, przez co przeciwnik nie może zaprzeczać.

    Według Wind Europe uzyskiwana w ten sposób jawność może sama w sobie działać odstraszająco.

    Wind Europe stwierdza też, że działalność producentów energii służąca ogólnemu bezpieczeństwu powinna być do pewnego stopnia finansowana z publicznych środków. Wymogi związane z ochroną powinny być obowiązkowe na etapie procedur zezwoleniowych – „Bezpieczeństwo to imperatyw, a nie przestrzeń konkurencji”.

    Co dalej?

    Rynek offshore będzie się rozwijał. Na samym Morzu Północnym do 2050 r. ma „wyrosnąć” łącznie 300 GW mocy. Zapotrzebowanie na prąd w Europie będzie rosło wraz z dekarbonizacją.

    „Odporność tych zasobów (morskich farm wiatrowych) jest ściśle związana z szerszą strategiczną odpornością oraz niezależnością energetyczną Europy” – podkreśla Wind Europe.

    Polska, z gigantycznymi projektami na Bałtyku, staje więc nie tylko ważnym producentem energii, ale też kluczowym elementem europejskiej strategicznej odporności. Era offshore nad Bałtykiem rozpoczęła się na serio – i będzie wymagała nie tylko inwestycji, ale i inteligentnej ochrony.

  • Polacy królują w Europie. Prawie co drugi z nas inwestuje w kryptowaluty!

    Polacy królują w Europie. Prawie co drugi z nas inwestuje w kryptowaluty!

    Czy wiesz, że Polska jest absolutnym liderem w adopcji kryptowalut w Europie? To nie domysły – najnowszy raport polskiej spółki ARI10, „Adopcja Kryptowalut w Europie 2026”, dostarcza twardych danych, które pokazują, jak mocno cyfrowe aktywa wrosły w nasz finansowy krajobraz.

    Skala zjawiska jest ogromna

    Okazuje się, że kryptowaluty dawno wyszły z niszy. Blisko 40% Europejczyków z 11 badanych krajów miało już kontakt z kryptoaktywami, a ponad 31% aktywnie inwestuje. To już nie jest margines – to znacząca i rosnąca klasa aktywów.

    „Kryptoaktywa w Europie nie są już niszą, są już niemal zjawiskiem powszechnym” – czytamy w raporcie.

    Ale tu zaczyna się prawdziwa sensacja.

    Polska na czele stawki – spektakularne liczby

    Oto, jak wyglądamy na tle Europy. Aż 47,1% polskich respondentów deklaruje kontakt z kryptowalutami. To najwyższy wynik w całym badaniu! To oznacza, że prawie co drugi Polak miał z nimi do czynienia.

    Polska nie tylko przoduje w ogólnym zainteresowaniu. Mamy również:

    • Najniższy odsetek osób (13,6%), które nie widzą dla siebie żadnego zastosowania krypto – czyli najmniejszy sceptycyzm w Europie.
    • Najwyższy odsetek aktywnych inwestorów (35,6%).
    • Największą świadomość działania unijnych regulacji MiCA (31,4%).

    To pokazuje nie tylko skalę, ale i dojrzałość naszego rynku. Inwestujemy mądrzej i bardziej świadomie.

    Co napędza tę rewolucję? Motywacja jest prosta

    Wbrew temu, co można by sądzić, głównym motorem nie jest fascynacja technologią blockchain. Blisko połowa inwestorów (około 50%) jako kluczowy powód wskazuje oczekiwanie wzrostu wartości aktywów.

    „Motyw finansowy odgrywa dominującą rolę w decyzji o pierwszej inwestycji” – podkreśla raport.

    Kryptowaluty są dziś przede wszystkim postrzegane jako narzędzie inwestycyjne i sposób na dywersyfikację portfela, podobnie jak akcje czy złoto.

    Bezpieczeństwo i wyzwania

    Czy ten rynek jest bezpieczny? Aktywni inwestorzy są do niego nastawieni raczej pozytywnie – ponad 60% z nich uważa kryptowaluty za bezpieczne.

    Mimo to istnieją wyraźne bariery. Respondenci wskazują na ryzyko inwestycyjne, zmienność cen czy brak wiedzy technicznej. Co ciekawe, ponad 56% wszystkich respondentów za istotne zagrożenie uznaje brak regulacji, co pokazuje rosnące oczekiwania wobec prawodawców.

    Jaka jest przyszłość? Kluczem jest edukacja

    Raport jasno pokazuje, że potencjał dalszego wzrostu adopcji wciąż jest wysoki. Aż 64,6% badanych Europejczyków widzi dla siebie potencjalne zastosowanie kryptowalut.

    Zdaniem Mateusza Kary, prezesa ARI10 & Morphic Financial Group, kluczem do wykorzystania tego potencjału jest właśnie edukacja.

    „Kluczem do dalszego wzrostu jest edukacja obalająca strach przed technologią oraz tworzenie bezpiecznych i prostych rozwiązań do codziennych zastosowań” – twierdzi Kara.

    Największy napływ inwestorów miał miejsce w latach 2021–2022, ale rynek ewoluuje z fazy spekulacyjnej w stronę uporządkowanego segmentu finansów. Polska, jako niekwestionowany lider europejskiej adopcji, ma szansę odgrywać w tym procesie kluczową rolę.

    Czy twoje finanse są już częścią tej cyfrowej transformacji?

  • Polacy gotowi płacić miliardy za technologiczną niezależność? Nowy raport i inwestycje otwierają oczy

    Polacy gotowi płacić miliardy za technologiczną niezależność? Nowy raport i inwestycje otwierają oczy

    Czy Polacy są gotowi dopłacać do swojej cyfrowej wolności? Najnowsze dane pokazują, że tak. Ale to nie tylko kwestia sentymentu – to pilna sprawa bezpieczeństwa i gospodarki.

    Ponad połowa społeczeństwa mówi: „suwerenność priorytetem”

    Według raportu Fundacji Digital Poland 56 proc. Polaków uważa suwerenność technologiczną za kwestię dużego lub bardzo dużego znaczenia. Zaledwie 9 proc. marginalizuje ten temat. To wyraźny sygnał, że świadomość wyzwań rośnie.

    Ale to nie wszystko. Blisko 6 na 10 badanych opowiada się za modelem, w którym niezależność buduje się wyłącznie na krajowych zasobach (29 proc.) lub w ramach współpracy z Unią Europejską (28 proc.). Autorzy raportu nazywają to wizją technologicznej „Twierdzy Europa”.

    I tu pojawia się kluczowa kwestia: cena tej niezależności. Aż 71 proc. Polaków deklaruje gotowość do poniesienia wyższych kosztów za korzystanie z rodzimych lub europejskich technologii.

    — Wyniki badania potwierdzają, że Polacy rozumieją wagę rozwoju silnego przemysłu technologicznego w Europie i są gotowi wspierać go nawet wyższymi kosztami — komentuje Cristina Caffarra, założycielka EuroStack Initiative Foundation.

    Brak niezależności kosztuje nas miliardy

    Dlaczego temat jest tak palący? Bo koszty zależności już dziś są gigantyczne. Firmy w krajach będących producentami technologii osiągają marże na poziomie 25-35 proc. Tymczasem w krajach odbiorców, takich jak Polska, marże spadają do zaledwie 5-10 proc.

    To przekłada się na realny deficyt. Według szacunków Sieci Badawczej Łukasiewicz deficyt handlowy w usługach cyfrowych sięga już 45 mld zł rocznie. Prognozy są alarmujące – do 2030 r. jego wartość może być porównywalna z deficytem z importu paliw kopalnych.

    Ekonomiczne skutki to tylko część problemu. Autorzy raportu ostrzegają przed ryzykiem paraliżu operacyjnego przez brak dostępu do komponentów czy zdalne odcięcie usług (tzw. kill switch). Wzrasta także niebezpieczeństwo szpiegostwa, utraty własności intelektualnej czy manipulacji procesami demokratycznymi.

    — Zagrożenie ukrytymi podatnościami jest ściśle powiązane z ryzykiem zdalnego wyłączenia infrastruktury przez zagranicznego producenta oraz możliwością szpiegostwa — podkreśla Marcin Madey, Country Manager SUSE Polska.

    Geopolityka przyspiesza działania. Europa buduje własną chmurę

    Potrzeba suwerenności nie jest teorią. Po agresji Rosji na Ukrainę temat bezpieczeństwa danych stał się priorytetem. Niedługo po wybuchu wojny firma Data4 otworzyła pierwsze centrum danych pod Warszawą. Teraz, w obliczu zmiennej sytuacji geopolitycznej, tematem zajmuje się cała Unia.

    W kwietniu Komisja Europejska rozstrzygnęła przetarg o wartości 180 mln euro na „suwerenną chmurę” na użytek instytucji UE. To odpowiedź na dominację amerykańskich gigantów, którzy kontrolują 65 proc. unijnego rynku chmury obliczeniowej (Alphabet, Microsoft, Amazon).

    Rządy również działają. Francuski rząd zadecydował o rezygnacji z Windows na rzecz Linuksa na około 2,5 mln komputerów służb publicznych. Podobne ruchy zaczęły Niemcy, Austria i Dania.

    Inwestycje w Polsce: od słów do czynów

    Na naszym podwórku również widać ruch. Firma Data4, której głównym udziałowcem jest AXA, właśnie otworzyła drugie centrum danych w Polsce, w Jawczycach pod Warszawą.

    — To flagowa inwestycja Data4 — mówił Olivier Micheli, prezes Data4.

    Łączne inwestycje firmy w Polsce sięgają już 200 mln euro, a plany zakładają ich potrojenie do 2030 roku. Nowy obiekt o mocy 10 MW jest pierwszym w kraju zgodnym z ekologicznym standardem BREEAM. Docelowo kampus w Jawczycach ma osiągnąć moc 60 MW.

    Obecnie zainstalowana moc centrów danych w Polsce wynosi 300 MW, a do 2030 roku ma wzrosnąć do 500 MW. Jak podkreślał podczas otwarcia minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, Polska odpowiada już za ponad jedną trzecią mocy centrów danych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

    Sztuczna inteligencja napędza wyścig

    Rozwój AI tylko przyspiesza ten trend. Analitycy McKinsey & Co szacują, że globalne wydatki na centra danych do 2030 roku sięgną 7 bilionów dolarów. To największa inwestycja w infrastrukturę cyfrową w historii.

    — Każdy 1 MW oddany do użytku to kolejne koło zamachowe gospodarki. Dolar zainwestowany oddaje 2,5 dolara w gospodarce — mówił Adam Ponichtera, dyrektor zarządzający Data4 w Polsce.

    Ekspansja sztucznej inteligencji wzmacnia potrzebę suwerenności danych. Chodzi nie tylko o to, gdzie dane są przechowywane, ale kontrolę nad tym, które algorytmy AI mają do nich dostęp.

    Wniosek jest jeden. Suwerenność technologiczna przestała być abstrakcyjnym hasłem. To dziś kluczowy element bezpieczeństwa narodowego, przewagi konkurencyjnej i… realny postulat większości Polaków, gotowych za tę niezależność zapłacić.

  • Admirał z NATO i politolog Krastew o tym samym: Europa jest słaba i Putin to wie

    Admirał z NATO i politolog Krastew o tym samym: Europa jest słaba i Putin to wie

    Czy Europa śpi spokojnie tylko dzięki amerykańskim gwarancjom? Czy jesteśmy gotowi na wojnę, która już trwa za naszą wschodnią granicą? Wstrząsające ostrzeżenia płyną równocześnie z dwóch stron: od wysokiego rangą oficera NATO i od czołowego europejskiego politologa. Ich diagnoza jest zbieżna: kontynent jest bezbronny, a Rosja o tym wie.

    Admirał NATO: „Jesteśmy słabi, zapasy nie są duże, a przeciwnik o tym wie”

    Wojna w Ukrainie pokazuje, że charakter konfliktów zmienia się szybciej, niż zachodnie armie są w stanie się dostosować. Zdaniem admirała Vandiera z NATO luka między ambicjami obronnymi Europy a jej rzeczywistymi zdolnościami osłabia odstraszanie i może zachęcić Rosję do dalszej agresji.

    Podkreślił to podczas Paris Defense & Strategy Forum. Wojna w Ukrainie zapoczątkowała wyścig technologiczny, gdzie pole walki jest nasycone dronami i systemami walki elektronicznej.

    „Wstrząs to moment, w którym trzeba stworzyć nowy świat i nowy sposób działania. To właśnie widzimy w Ukrainie. Mając wszystko przeciwko sobie poza samym przeciwnikiem, muszą wymyślić nową wojnę” – powiedział admirał.

    Według Vandiera Europa wciąż funkcjonuje w trybie reagowania kryzysowego. Jego zdaniem jednym z największych wyzwań jest powrót masowości. Rosja i Iran produkują setki tanich dronów Shahed na każdy pojedynczy, drogi pocisk przechwytujący Zachodu.

    „Celów jest znacznie więcej niż środków, które mogą je zniszczyć. Trzeba wymyślić coś innego” – podkreślił.

    Admirał zaznacza, że problemem nie są pieniądze, lecz szybkość decyzji. Nawet bogate państwa Zatoki Perskiej mają trudności z obroną przed tanimi dronami. Jego zdaniem dziś czołg bez aktualnych systemów zakłócania może zostać zniszczony w 10 minut.

    I tu dochodzimy do sedna: Vandier uważa, że NATO musi patrzeć w przyszłość.

    „Musimy przygotować się do kolejnej wojny, a nie poprzedniej, ponieważ tę poprzednią Rosjanie uważają, że mogą wygrać. Następnej nie są już pewni”.

    Politolog Krastew: Europa utraciła język poświęcenia

    Zaskakująco podobną diagnozę stawia bułgarski politolog Iwan Krastew. Jego zdaniem problem Europy nie sprowadza się tylko do budżetów, ale do głębszej luki: europejskie społeczeństwa i politycy utracili język poświęcenia.

    „Doszliśmy do punktu, w którym rządy nie wiedzą, jak mówić obywatelom, że w razie potrzeby mogą być wezwani do poświęcenia życia za swój kraj. Nawet samo słowo ‘poświęcenie’ zniknęło z politycznego języka” – mówi Krastew.

    Według niego europejskie bezpieczeństwo przez dekady opierało się na psychologicznym założeniu, że Ameryka zawsze przyjdzie z pomocą.

    „Dla wielu Europejczyków NATO było ostatnią religią, ale wraz z powrotem Trumpa na urząd prezydenta to myślenie się zmieniło” – dodaje.

    Krastew zwraca uwagę na drastycznie niską gotowość do obrony kraju w niektórych państwach: w Niemczech deklaruje ją zaledwie 18 proc. obywateli, w Danii 37 proc. Dla porównania, w Finlandii to 74 proc.

    Okno możliwości dla Putina?

    Najostrzejsze ostrzeżenie politologa dotyczy Rosji. Jego zdaniem na Kremlu toczy się realna debata o „oknie możliwości” dla ewentualnego uderzenia na Europę, zanim Niemcy – które ogłosiły zamiar budowy „najsilniejszej konwencjonalnej armii w Europie” – zdążą przełożyć gigantyczne wydatki na realną siłę.

    „To temat, o którym w Rosji rozmawia się poważnie. Czas jest dziś po ich stronie, dlatego musimy działać bardzo szybko” – alarmuje Krastew.

    Jego zdaniem Ukraina, z największą i najbardziej doświadczoną armią lądową na kontynencie (poza rosyjską), musi być integralną częścią europejskiej architektury bezpieczeństwa dla dobra całej Europy.

    Test rzeczywistości: ćwiczenia NATO z 10 mln euro

    Tymczasem NATO nie zasypia gruszek w popiele. W kwietniu sojusz planuje duże ćwiczenia antydronowe w Rumunii. Jak poinformował admirał Vandier, przeznaczono na nie 10 mln euro. Udział potwierdziło 20 z 32 państw członkowskich i 24 firmy z sektora obronnego.

    „Przez sześć godzin dziennie będziemy strzelać i strzelać. Zobaczymy, kto mówi prawdę, a kto robi sprzęt, który dobrze wygląda tylko w prezentacjach” – zapowiedział Vandier.

    Ćwiczenia mają pomóc oddzielić marketing od rzeczywistej skuteczności. To paląca potrzeba, bo jak podkreślają obaj analitycy, następna wojna może wyglądać zupełnie inaczej.

    Między jednością a słabością

    Czy jest jakaś nadzieja w tych ponurych diagnozach? Iwan Krastew nie wierzy w Europę jako supermocarstwo, ale w Europę jako średnią potęgę, zdolną do przetrwania dzięki politycznej jedności.

    „Najbardziej optymistyczne jest to, że żadne z kluczowych państw nie chce wychodzić z UE” – mówi, dodając, że to wcale niemało.

    Admirał Vandier widzi rozwiązanie w innowacji i sprycie, wzorując się na Ukrainie, gdzie w ukrytych fabrykach produkuje się tysiące dronów dziennie.

    „Musimy być sprytniejsi. Musimy stworzyć taką wojnę, którą Rosja przegra” – podsumował.

    Ich przesłanie jest jasne: era iluzji bezpieczeństwa się skończyła. Czas na zimną, trudną pracę. I to szybko, bo jak przypominają, czas jest po stronie przeciwnika.