Blog

  • USA wysyła kwestionariusz lojalności do NATO. Sojusznicy obawiają się politycznego szantażu

    USA wysyła kwestionariusz lojalności do NATO. Sojusznicy obawiają się politycznego szantażu

    Stany Zjednoczone rozesłały do państw NATO szczegółowy kwestionariusz dotyczący poparcia dla polityki Donalda Trumpa. Dokument, do którego dotarł Bloomberg, budzi poważne zaniepokojenie w Europie – wiele stolic odbiera go jako próbę uzależnienia amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa od politycznej zgodności z Waszyngtonem.

    O co pytają Amerykanie?

    Kwestionariusz zawiera szereg pytań, które mają pomóc ocenić lojalność sojuszników. Kraje NATO muszą odpowiedzieć m.in., czy publicznie popierały działania Stanów Zjednoczonych, jakie ograniczenia nałożyły na wykorzystanie amerykańskich baz wojskowych, czy wydają środki na zakup sprzętu u amerykańskich producentów zbrojeniowych oraz czy sprzeciwiały się przepisom utrudniającym kontrakty z firmami z USA.

    W podsumowaniu pada pytanie, czy dany kraj wykazał się zgodnością z amerykańskim podejściem określanym jako „mocno, jasno i po cichu” – to nawiązanie do słów sekretarza obrony Pete’a Hegsetha. Dla wielu sojuszników taki zwrot jest sygnałem, że Waszyngton oczekuje bezwarunkowego posłuszeństwa.

    Przegląd obecności wojskowej USA w Europie

    Kwestionariusz trafił do ambasad w Waszyngtonie, a następnie do siedziby NATO w Brukseli. Jest częścią sześciomiesięcznego przeglądu obecności wojskowej USA w Europie, który administracja Trumpa rozpoczęła kilka tygodni wcześniej. Przegląd ma zakończyć się do grudnia 2026 roku i już teraz budzi obawy przed możliwymi głębokimi cięciami w amerykańskim wsparciu.

    Według informacji Bloomberga, wyniki przeglądu mogą doprowadzić do dalszego ograniczenia liczby żołnierzy i sprzętu stacjonujących na Starym Kontynencie. USA ogłosiły już wycofanie 5 tys. żołnierzy z Niemiec oraz przerzucenie innych jednostek bez uzupełniania luk. Jednocześnie Donald Trump zadeklarował, że do Polski trafią dodatkowe siły – ma to związek z wyborem Karola Nawrockiego na prezydenta.

    Reakcje sojuszników – od zaskoczenia do wspólnego stanowiska

    Dokument zaskoczył europejskie stolice w środku lata. Termin na udzielenie odpowiedzi upływa 28 sierpnia. Jak ustalił Bloomberg, najwięksi europejscy członkowie NATO prowadzą rozmowy o skoordynowanej odpowiedzi, by nie narazić się prezydentowi USA, którego niezadowolenie wzrosło po odmowie udziału w wojnie przeciwko Iranowi.

    Prezydent Finlandii Alexander Stubb odniósł się do kwestionariusza, mówiąc o różnicach zdań między Europą a USA. Zapewnił, że odpowiedź zostanie udzielona w odpowiednim czasie. Stwierdził, że nie postrzega tego jako nacisku, lecz jako typowy sposób działania obecnej administracji amerykańskiej.

    Na 27 sierpnia w Brukseli zaplanowano spotkanie z amerykańskim podsekretarzem obrony ds. polityki Elbridge’em Colbym – to jemu przypisuje się przygotowanie kwestionariusza. Pentagon na razie nie potwierdził tej wizyty.

    Rywalizacja czy próba wymuszenia?

    Państwa Europy Wschodniej, które stacjonują znacznie mniejsze kontyngenty USA (od kilkuset żołnierzy w krajach bałtyckich do kilku tysięcy w Polsce), rozważają zmniejszenie wydatków na utrzymanie amerykańskich baz w zamian za zwiększenie liczby żołnierzy. Chcą w ten sposób przekonać administrację Trumpa do wzmocnienia obecności w regionie.

    Oana Lungescu, ekspertka ds. obronności z brytyjskiego think tanku RUSI i była rzeczniczka NATO, wskazuje, że negocjacje dotyczące rozmieszczenia wojsk i sprzedaży broni nie są nowością, ale obecna administracja prowadzi je w bardziej bezpośredni sposób. Jej zdaniem obecne działania mogą prowadzić do rywalizacji między sojusznikami o względy Waszyngtonu. Dodała, że mimo potencjalnych korzyści z przeglądu, obecnie decyzje opierają się na postrzeganej lojalności, ideologicznym powinowactwie i kaprysach prezydenta, a nie na długofalowej strategii.

    Co dalej?

    Przedstawiciel NATO potwierdził, że konsultacje w sprawie przeglądu trwają, ale nie odniósł się do szczegółów dokumentu. W najbliższych tygodniach odbędzie się w Brukseli spotkanie, na którym omówiony zostanie postęp prac. Wyniki przeglądu mogą jeszcze bardziej ograniczyć amerykańską obecność wojskową w Europie – w tym dostępność strategicznych bombowców, dronów i okrętów wojennych, których Europa nie posiada na własną rękę.

  • Rosyjskie ataki na porty Ukrainy. Korytarz Bałtyk–Polska–Ukraina znów nabiera rozpędu

    Rosyjskie ataki na porty Ukrainy. Korytarz Bałtyk–Polska–Ukraina znów nabiera rozpędu

    Rosja kontynuuje ataki na ukraińską infrastrukturę transportową, w tym czarnomorskie porty, co dramatycznie ogranicza możliwości eksportowe i importowe naszego wschodniego sąsiada. W sierpniu Ukraina musiała zmniejszyć wolumen wysyłanego zboża na rynki zagraniczne aż o około 3/4. Alternatywne szlaki wewnętrzne – kolejowe, drogowe i rzeczne – sprawdziły się tylko w niewielkim stopniu. W efekcie znaczenie dostaw przez Polskę i bałtyckie porty znów rośnie, a wzrost przewozów już ma miejsce.

    OT Logistics: nowe zapytania i konkretne wolumeny

    – Widzimy nowe zapytania, zmianę kierunków transportu i konkretne wolumeny trafiające do polskich portów. Mechanizm jest bardzo podobny do tego, który uruchomił się w 2022 roku – mówi Kamil Jedynak, prezes OT Logistics. Firma przygotowuje swoje terminale w Gdyni i Świnoujściu na większe przeładunki. Dotyczy to nie tylko produktów rolnych, ale także rudy żelaza z rejonu Krzywego Rogu, której Polska jest istotnym odbiorcą. Zakłócenia dostaw zmuszają europejskich klientów do dywersyfikacji – rozwiązaniem jest zwiększenie morskiego importu rudy żelaza do Europy Środkowej, a następnie transport z bałtyckich portów w głąb lądu. Co więcej, Ukraina sama potrzebuje importu przez Polskę – m.in. węgla koksowego i koksu dla przemysłu.

    – Dla operatora takiego jak OT Logistics oznacza to konkretne przepływy ładunków, a nie teoretyczną szansę rynkową. Jesteśmy na tę falę przygotowani i już działamy – podkreśla Jedynak. Grupa na bieżąco dostosowuje działalność do zmieniającego się rynku, analizując popyt w każdym terminalu i optymalizując wykorzystanie aktywów.

    PKP Cargo: korytarz stabilny, ale infrastruktura nie nadąża

    – Sytuacja skłania ukraiński biznes do przenoszenia części potoków towarowych na bezpieczniejsze szlaki lądowo-morskie prowadzące przez Polskę – mówi Zbigniew Prus, prezes PKP Cargo. Pojawiają się pytania od klientów, zmieniają się kierunki, a polskie porty otrzymują kolejne wolumeny. Jednak udział PKP Cargo w obsłudze korytarza utrzymuje się na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Obecny stan korytarza Prus ocenia jako stabilny i operacyjnie wydolny w warunkach standardowych, ale infrastruktura nie zapewnia możliwości sprawnej obsługi skokowych wzrostów wolumenów.

    Największe ograniczenia dotyczą infrastruktury granicznej oraz przepustowości kolejowych połączeń do polskich portów. Niewystarczająca liczba stanowisk kontrolnych, czasochłonne kontrole celne i graniczne, a także ograniczenia w portach – dostępność terminali zbożowych, pojemność magazynów, liczba stanowisk załadunku statków – to główne wąskie gardła. – Sprawny transport kolejowy nie zapewni zwiększenia przewozów bez odpowiednich zdolności przeładunkowych portów – ostrzega Prus.

    Orlen, Unimot i Azoty: potrzeba inwestycji na granicy

    Orlen, największy dostawca paliw silnikowych na rynek ukraiński, realizuje dostawy z rafinerii w Polsce i na Litwie. Koncern podkreśla, że znaczenie korytarza będzie zależeć od sytuacji wojennej, dostępności infrastruktury oraz przepustowości przejść granicznych. – Istotnym wyzwaniem pozostaje wydolność terminali rozładunkowych po stronie ukraińskiej – wskazuje dział prasowy spółki. Orlen postuluje odtworzenie przejść granicznych w ruchu kolejowym, takich jak Hrebenne czy Werchrata, oraz inwestycje w terminale przeładunkowe i cyfryzację odpraw.

    – W dłuższej perspektywie, wraz z odbudową Ukrainy, może wzrosnąć zapotrzebowanie na asfalty drogowe i lepiszcza – mówi Krzysztof Kopeć z Unimotu. Jego zdaniem konieczne są inwestycje na kierunkach do Dorohuska i Medyki, rozwój infrastruktury przeładunkowej oraz poprawa kompatybilności sieci kolejowych.

    Azoty eksportują na Ukrainę znaczne wolumeny nawozów. – Na rynku widoczne jest ponowne zwiększenie znaczenia transportu kolejowego – zauważa Piotr Szajczyk, wiceprezes Azotów. Postuluje zwiększenie przepustowości kolejowych przejść granicznych i podniesienie parametrów technicznych szlaków, tak by możliwe było prowadzenie długich i ciężkich pociągów, a średnia prędkość pociągów towarowych mogła wzrosnąć nawet dwukrotnie.

    Długoterminowa szansa dla Polski

    – Możemy zwiększać zdolności terminali, ale jeżeli towar nie będzie mógł sprawnie przejechać od granicy do portu i w przeciwnym kierunku, Polska wykorzysta tylko część tej szansy – mówi prezes OT Logistics. Jego zdaniem kraj powinien dążyć do tego, by tranzyt z Ukrainy i do Ukrainy stał się standardowym, konkurencyjnym europejskim korytarzem transportowym. – Korytarz Bałtyk–Polska–Ukraina warto postrzegać nie tylko jako rozwiązanie na czas wojny, ale jako inwestycję w przyszłą odbudowę Ukrainy – podsumowuje prezes PKP Cargo.

  • Mo-Bruk pnie się w górę. Rekordowe wyniki i plany przejęć napędzają akcje

    Mo-Bruk pnie się w górę. Rekordowe wyniki i plany przejęć napędzają akcje

    Mo-Bruk ma za sobą wyjątkowo udane pierwsze półrocze 2026 roku. Spółka nie tylko znacząco poprawiła wyniki finansowe, ale też pochwaliła się rekordowym wzrostem kursu – akcje drożały w czwartek nawet o 7,4%, sięgając poziomu 398 zł za sztukę, najwyższego od wiosny 2022 roku. Impulsem były opublikowane przed sesją dane finansowe, które okazały się lepsze od oczekiwań analityków.

    II kwartał z przytupem

    W samym drugim kwartale grupa wypracowała 102,4 mln zł przychodów i 26,6 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost odpowiednio o 51,7% i 90,4% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Zysk EBITDA wzrósł o 60,3%, do 44,4 mln zł. Całe półrocze zamknęło się EBITDA na poziomie 74,8 mln zł (+43,9% r/r).

    Równie imponująco wygląda wolumen przetworzonych odpadów – w ciągu sześciu miesięcy grupa zagospodarowała 181,3 tys. ton, czyli o 14,5% więcej niż rok wcześniej. Najwięcej, bo 113,1 tys. ton, trafiło do segmentu zestalania i stabilizacji, a 41,6 tys. ton do produkcji paliwa alternatywnego RDF.

    Ceny w górę – to zasługa kontraktów na „bomby ekologiczne”

    Za wzrostem wyników stoją przede wszystkim wyższe średnie ceny realizacji. W segmencie spalania odpadów ceny poszły w górę o 22%, a w RDF aż o 44%. Jak tłumaczy zarząd, to efekt kontraktów na unieszkodliwianie tzw. bomb ekologicznych. Do tego doszedł pozytywny wpływ konsolidacji przejętych w ubiegłym roku spółek El-Kajo i Eco Point.

    „Pierwsze półrocze 2026 r. to także okres, w którym w pełni ujawniły się efekty naszych przejęć podmiotów El-Kajo i Eco Point. Obie spółki w znaczący sposób kontrybuują już do skonsolidowanej EBITDA i zysku netto” – mówi Henryk Siodmok, prezes Mo-Bruku.

    30 mln zł na inwestycje – najwięcej pójdzie na El-Kajo

    Spółka kontynuuje program inwestycyjny, który w tym roku ma sięgnąć 30 mln zł. Największy projekt, wart ponad 10 mln zł, to rozbudowa zakładu El-Kajo. Obejmuje zakup dodatkowych gruntów pod magazyny oraz instalację nowych linii produkcyjnych. Celem jest pełne wykorzystanie pozwolenia zintegrowanego na przetwarzanie odpadów w ilości 220 tys. ton rocznie.

    Pozostałe nakłady koncentrują się na modernizacji logistyki wewnętrznej w zakładzie RDF w Karsach. Powstają tam nowe wagi, taśmociągi i rampy, co ma zwiększyć przepustowość i efektywność obsługi transportu ciężarowego. W ramach inwestycji odtworzeniowych wymieniany jest też ciężki sprzęt, który zużywa się w ciągu 3–5 lat. Wszystkie działania – jak podkreśla zarząd – mają na celu eliminację tzw. wąskich gardeł i zwiększenie realnych mocy przerobowych bez konieczności kosztownej rozbudowy samych instalacji.

    Nowe przejęcia w planach i holdingowa struktura

    Zarząd zapowiada kontynuację polityki akwizycyjnej. Kolejne przejęcia mają dotyczyć firm zajmujących się zbieraniem odpadów przemysłowych, co pozwoli zwiększyć kontrolę nad strumieniem odpadów i zapewnić stabilność dostaw. Spółka jest też w trakcie przekształcania w strukturę holdingową, która ma oddzielić ryzyka operacyjne poszczególnych zakładów od reszty grupy.

    Dywidenda w drodze

    Mimo wydatków na M&A i inwestycje, Mo-Bruk nie rezygnuje z polityki dywidendowej. W tym roku akcjonariusze otrzymają 15,23 zł na akcję – wypłata nastąpi 5 października. To więcej niż w poprzednich dwóch latach, gdy dywidenda wynosiła po 13,17 zł. Zgodnie z przyjętą polityką, zarząd rekomenduje przeznaczenie od 50% do 100% zysku netto spółki, o ile wskaźnik długu netto do EBITDA nie przekroczy 2,5 na koniec roku obrotowego.

    Optymistyczne perspektywy na drugie półrocze

    Zarząd Mo-Bruku patrzy w przyszłość z optymizmem. Kluczowe znaczenie będą miały działania zmierzające do zwiększenia limitów wynikających z pozwoleń zintegrowanych oraz finalizacja kolejnych akwizycji. Równolegle kontynuowane będą inwestycje o wartości do 30 mln zł, z naciskiem na rozbudowę El-Kajo i modernizację logistyki w Karsach. Pełny raport półroczny został opublikowany 27 sierpnia, a kolejne dane o wynikach poznamy przy okazji raportów kwartalnych.

  • Budżet Polaków pod lupą: trzy czwarte wydaje najwięcej na jedzenie, ale oszczędzać uczy nas inflacja

    Budżet Polaków pod lupą: trzy czwarte wydaje najwięcej na jedzenie, ale oszczędzać uczy nas inflacja

    Prawie trzy czwarte Polaków przyznaje, że artykuły spożywcze i przedmioty codziennego użytku stanowią największe obciążenie domowego budżetu. Ponad 60% wskazuje z kolei na koszty mieszkania – czynsz i media. To wnioski z najnowszego badania, które rzucają światło na to, jak Polacy gospodarują swoimi pieniędzmi w czasach wciąż podwyższonych cen.

    Podstawowe potrzeby dominują

    Gros wydatków pochłaniają sprawy podstawowe. 61% badanych najwięcej przeznacza na utrzymanie mieszkań i domów. Na trzecim miejscu znalazła się ochrona zdrowia – 33% respondentów wskazało leki i profilaktykę jako główny wydatek. 31% deklaruje, że najwięcej pochłania transport i utrzymanie pojazdów.

    Różnice widać wyraźnie w podziale na wiek. W grupie 45–54 lata aż 80% osób za główny wydatek uznaje żywność i artykuły codziennego użytku. Wśród najmłodszych (18–24 lata) to 59%. Po 55. roku życia niemal połowa badanych kieruje największą część środków na zdrowie i leczenie.

    Tylko co trzeci Polak regularnie oszczędza

    Blisko 35% uczestników badania oceniło swoją sytuację materialną jako stabilną – ich zarobki wystarczają na wszystkie potrzeby i regularne odkładanie pieniędzy. 25% przyznało, że dochody pokrywają bieżące wydatki, ale bez szans na oszczędzanie.

    Wykształcenie ma znaczenie: 42% osób z dyplomem wyższej uczelni systematycznie oszczędza, podczas gdy wśród absolwentów szkół podstawowych lub zawodowych jedynie 22%.

    33% Polaków musiało w ciągu ostatniego roku sięgnąć po zgromadzone rezerwy. Najgorzej wyszła grupa 25–34 lata – tam po oszczędności sięgnęło aż 46% badanych.

    Co robimy z wolnymi pieniędzmi?

    Środki pozostające po opłaceniu rachunków Polacy najchętniej przeznaczają na wypoczynek – 35% finansuje z nich wyjazdy wakacyjne i podróże. 29% odkłada dodatkowe pieniądze, 22% kupuje ubrania i kosmetyki, a 21% wydaje na pasje i zainteresowania.

    20% przeznacza wolne środki na zdrowie i profilaktykę, 15% na rozrywkę, a po 10% na gastronomię poza domem oraz sprzęt elektroniczny. Zaledwie 6% badanych inwestuje – robi tak 9% mężczyzn i 3% kobiet. Edukacja i rozwój osobisty to kategoria dla 5% respondentów, przy czym wśród osób 18–34 lata sięga 10%.

    Inflacja zmieniła nawyki oszczędnościowe

    Drugie badanie, przeprowadzone w lipcu przez platformę Raisin, pokazuje, że Polacy coraz aktywniej zarządzają swoimi oszczędnościami. 70,7% respondentów posiada oszczędności, a 39,7% deklaruje, że odkłada pieniądze regularniej niż trzy lata temu. 35% przenosi środki, gdy znajdzie lepiej oprocentowaną lokatę lub konto – to o 13,9 pkt proc. więcej niż odsetek osób, które tylko porównują oferty, ale nic nie robią.

    „Jeszcze niedawno decyzja o wyborze miejsca dla naszych oszczędności była podejmowana raz i rzadko do niej wracaliśmy. Okres wysokiej inflacji sprawił, że takie podejście przestało się opłacać” – mówi Michał Piątek, dyrektor generalny Raisin w Polsce.

    Paradoks pokoleniowy: najmłodsi (18–24 lata) najszybciej zwiększają regularność oszczędzania – 49,2% z nich robi to częściej niż trzy lata temu. Jednocześnie to oni najrzadziej przenoszą pieniądze – tylko 26,2%. Starsi oszczędzający są znacznie bardziej mobilni.

    Nie tylko oprocentowanie

    Przy wyborze miejsca do oszczędzania liczy się nie tylko wysokość odsetek (30,4%). Jeszcze ważniejsze są: łatwy dostęp do pieniędzy (37,4%), brak opłat (35,3%), stabilność banku (30,2%) i możliwość zarządzania przez internet lub aplikację (29,4%).

    Mimo że 33% Polaków musiało sięgnąć po oszczędności, a część gospodarstw boryka się z rosnącymi kosztami, dane makro nie wskazują na załamanie. W lipcu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 6,8% rok do roku, a dynamika sprzedaży detalicznej wyhamowała do 3,9% r/r. Ekonomiści PKO BP podkreślają, że polski konsument pozostaje silny – dowodem są solidne wzrosty sprzedaży samochodów, mebli i sprzętu AGD.

  • Kawa drożeje, a El Niño i nowe przepisy UE mogą podbić ceny jeszcze bardziej

    Kawa drożeje, a El Niño i nowe przepisy UE mogą podbić ceny jeszcze bardziej

    Ceny kawy rosną w szybkim tempie, a rynek obawia się, że to dopiero początek. W poniedziałek kontrakty terminowe na Arabikę znalazły się na najwyższym poziomie od ponad pół roku. W ciągu ostatnich trzech miesięcy ceny kawy poszły w górę o około 25%. Powód? Problemy w największych krajach produkujących oraz widmo El Niño, które może dodatkowo ograniczyć podaż w kolejnych latach.

    Arabika w górę o 25% – kto traci na opóźnieniach?

    Główne źródło niepokoju to Brazylia, gdzie ulewne deszcze opóźniają zbiory i ograniczają bieżące dostawy. Do tego dochodzą zakłócenia w Kolumbii po silnym trzęsieniu ziemi, które dotknęło kluczowe regiony upraw. Kolumbia jest trzecim największym producentem kawy na świecie i jednym z głównych dostawców mytej Arabiki. Z przemysłu kawowego utrzymuje się tam około 540 tysięcy rodzin. Plantatorzy dodatkowo odczuwają presję silnego peso kolumbijskiego – jak podaje German Bahamon, prezes kolumbijskiego stowarzyszenia plantatorów kawy, producenci tracą około 700 tysięcy peso (około 229 dolarów) na każdym 125‑kilogramowym ładunku.

    El Niño – większe zagrożenie niż trzęsienie ziemi?

    Choć trzęsienie ziemi było poważnym incydentem, to w dłuższej perspektywie znacznie groźniejsze może być El Niño. Bahamon ocenił, że samo trzęsienie nie jest największym zagrożeniem dla produkcji – znacznie poważniejszym czynnikiem może być El Niño, które potencjalnie zakłóci warunki upraw w kolejnych miesiącach.

    Eksperci wskazują, że pod koniec 2026 roku szczególne ryzyko może dotyczyć Robusty, natomiast w przypadku Arabiki istotne konsekwencje mogą być widoczne w 2027 roku. Niepokój budzą również Wietnam i Indonezja – ważni producenci kawy. W samej Kolumbii stowarzyszenie plantatorów spodziewa się w tym roku spadku produkcji o 8% – do około 12,5 miliona worków po 60 kilogramów, wobec 13,7 miliona rok wcześniej.

    Nowe unijne regulacje – czy czeka nas szok cenowy?

    Do klimatycznych i geopolitycznych ryzyk dochodzą jeszcze czynniki regulacyjne. Nowe przepisy Unii Europejskiej mogą dodatkowo wpłynąć na ceny kawy. W analizach branżowych pojawia się nawet scenariusz, w którym ceny kawy mogłyby wzrosnąć o ponad 300%, choć taki wynik jest uznawany za mało prawdopodobny. Nie oznacza to jednak, że miłośnicy espresso mogą czuć się bezpiecznie – susze, El Niño i inne anomalie pogodowe w Brazylii i Wietnamie już teraz poważnie zachwiały rynkiem. Nowe regulacje unijne mogą zwiększyć koszty dla producentów i importerów, co prędzej czy później odbije się na cenach w sklepach.

    Które spółki odczują presję kosztów?

    Rosnące ceny kawy to nie tylko problem konsumentów, ale także inwestorów giełdowych. Na presję kosztową narażone są przede wszystkim duże sieci gastronomiczne i producenci żywności. Wśród nich wymienia się Starbucks, McDonald’s, Nestlé oraz Keurig Dr Pepper. Kluczowe będzie to, w jakim stopniu firmy wcześniej zabezpieczyły ceny surowca oraz czy będą w stanie przenieść wyższe koszty na klientów bez utraty marż. Dla inwestorów obserwujących rynek akcji to jedno z ciekawszych pytań na kolejne kwartały.

    Rynek kawy staje się coraz bardziej skomplikowany, a splot problemów pogodowych, regulacyjnych i logistycznych może utrzymać presję na ceny w dłuższym okresie. Wszystkie oczy zwrócone są na rozwój sytuacji w Brazylii, Kolumbii i Wietnamie oraz na to, czy nadchodzące miesiące przyniosą wyczekiwane ożywienie dostaw.

  • Polska administracja testuje asystenta AI. Trzy instytucje, trzy konkretne funkcje

    Polska administracja testuje asystenta AI. Trzy instytucje, trzy konkretne funkcje

    Sztuczna inteligencja wkracza do polskich urzędów, a testy nowego narzędzia opartego na rodzimym modelu językowym PLLuM ruszają pełną parą. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski zapowiedział, że pierwsze funkcje wirtualnego asystenta dla urzędników mogą trafić do użytku jeszcze w tym roku.

    Trzy instytucje, trzy zadania

    Nad rozwiązaniem pracują obecnie trzy podmioty: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów (KPRM), Kancelaria Senatu oraz Prokuratoria Generalna. Każda z nich testuje inne możliwości asystenta, który został zbudowany na bazie polskiego modelu językowego PLLuM.

    Pierwsza funkcja to generowanie odpowiedzi na pytania pracowników sektora publicznego związane z działaniem administracji centralnej. Jak wyjaśnił Standerski, system działa podobnie do rozwiązania dostępnego dla obywateli w aplikacji mObywatel. Jego celem jest odciążenie urzędników w codziennych zadaniach informacyjnych i przyspieszenie dostępu do wiedzy.

    Druga, najtrudniejsza i najważniejsza według wiceministra, funkcja dotyczy wsparcia prawnego. Urzędnik lub prokurator opisuje problem prawny, a system generuje kilka propozycji odpowiedzi, wskazując konkretne rozporządzenia, wyroki sądowe i źródła. Zadaniem osoby testującej jest wybór najbardziej trafnej odpowiedzi.

    Trzecie testowane rozwiązanie to automatyczna anonimizacja dokumentów. Asystent ma samodzielnie usuwać z pism dane wrażliwe, takie jak imiona, nazwiska czy daty. To ma ograniczyć czasochłonną pracę przy przygotowywaniu dokumentów do publikacji.

    Darmowy dostęp i integracja z systemami

    Po zakończeniu testów asystent ma zostać bezpłatnie opublikowany na platformie Hugging Face i włączony do systemów biurowych administracji centralnej. Według Standerskiego dwie lub trzy z testowanych funkcji mogą być gotowe do użytku jeszcze w tym roku.

    Do końca roku pracownicy administracji centralnej mają też otrzymać generator pism oparty na PLLuM. Docelowo urzędnik będzie mógł opisać sprawę, zapytać asystenta o podstawę prawną, wygenerować dokument, zanonimizować go, sprawdzić poprawność, a na końcu podpisać i opublikować. – To ułatwienie szczególnie przy powtarzalnych sytuacjach – dodał wiceminister.

    Odpowiedzialność po stronie urzędnika, a nie algorytmu

    Standerski podkreślił, że za każdą decyzję odpowiada urzędnik, który podpisuje pismo, a nie sztuczna inteligencja. Resort nie tworzy na razie szczegółowej statystyki błędów systemu – testy służą właśnie ocenie jakości działania.

    Po zakończeniu fazy testowej system zostanie połączony z bazami orzeczeń sądów, materiałami kontrolnymi Najwyższej Izby Kontroli (NIK) oraz publicznymi zasobami resortu cyfryzacji, co ma poszerzyć źródła informacji.

    W kwestii oznaczania dokumentów wiceminister zadeklarował, że administracja pójdzie w kierunku ogólnej informacji na stronie internetowej urzędu, a nie każdorazowej adnotacji na dokumencie. „Pójdziemy w kierunku informowania, że przed daną jednostkę, w danym procesie i w określonym zakresie bierze udział sztuczna inteligencja” – zadeklarował Standerski.

    Dane przetwarzane przez asystenta pozostają w zamkniętych środowiskach danej instytucji, co – jak zapewnił Standerski – oznacza zachowanie obecnych standardów bezpieczeństwa.

    Ponad milion wiadomości w mObywatelu

    Asystent oparty na PLLuM działa w aplikacji mObywatel od 31 grudnia 2025 r. Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK) podała, że użytkownicy przesłali do systemu już ponad 1 mln 170 tys. wiadomości i przeprowadzili około 730 tys. rozmów. Najczęściej pytania dotyczyły obsługi aplikacji, dodawania dokumentów, procedur związanych z dowodem osobistym i paszportem, a także rejestracji i zbycia pojazdów.

    NASK-PIB pracuje również nad nową wersją PLLuM, która obok tekstu będzie przetwarzać obraz, umożliwiając analizę zdjęć i skanów dokumentów.

    Publiczny rejestr systemów AI w administracji

    Resort cyfryzacji zapowiedział też utworzenie publicznego rejestru systemów sztucznej inteligencji wykorzystywanych w administracji. Standerski poinformował, że publikacja nastąpi najpóźniej do listopada 2027 r. To odpowiedź na postulat Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, która od miesięcy domaga się większej jawności.

    Watchdog w swoim raporcie wskazał, że administracja korzysta z AI głównie w trzech obszarach: analizy obrazu i monitoringu, automatyzacji kontaktu z obywatelami (chatboty, voiceboty) oraz przetwarzania tekstu i dokumentów. Organizacja zauważyła też, że w wielu przypadkach instytucje nie przeprowadziły obowiązkowej oceny ryzyka zgodnie z unijnym AI Actem.

    Standerski przyznał, że resort nie ma pełnej ewidencji wdrożeń PLLuM w sektorze publicznym – wynika to z otwartej licencji modelu, który każdy urząd może pobrać samodzielnie z Hugging Face. Wdrożenia na pełną skalę przeprowadziły już samorządy w Gdyni, Międzyzdrojach i Poznaniu.

    PLLuM to darmowy i otwarty model językowy opracowany przez konsorcjum pod przewodnictwem NASK-PIB, który obecnie funkcjonuje w 37 wariantach.

  • Amerykański łup w Wenezueli. Trump ogłasza „największą transakcję w dziejach”

    Amerykański łup w Wenezueli. Trump ogłasza „największą transakcję w dziejach”

    To może być jedna z najbardziej bezprecedensowych umów naftowych w historii. Stany Zjednoczone podpisały porozumienie, które zapewnia im większościową kontrolę nad gigantycznymi złożami ropy w Wenezueli. Nie brakuje jednak głosów krytycznych – zarówno w samej Wenezueli, jak i w amerykańskiej polityce.

    Ponad 60 miliardów baryłek pod kontrolą USA

    Prezydent Donald Trump ogłosił zawarcie umowy w piątkowy wieczór na platformie Truth Social. Według informacji „Financial Times”, USA – wspólnie z tymczasową prezydent Wenezueli Delcy Rodríguez oraz prywatnym biznesem – utworzyły joint venture, które zapewni Amerykanom większościową kontrolę nad ponad 65 miliardami baryłek potwierdzonych rezerw ropy naftowej.

    Przedstawiciel Białego Domu ujawnił, że Stany Zjednoczone otrzymają 55 proc. efektywnej produkcji nowego, prywatnego przedsięwzięcia. Nowo powstała spółka ma być drugim co do wielkości prywatnym koncernem naftowym na świecie pod względem rezerw, ustępując jedynie Saudi Aramco. Projekt uzyskał koncesje wydobywcze na 100 lat na polach o potwierdzonych rezerwach wynoszących 63 miliardy baryłek.

    Trump stwierdził, że porozumienie pozwoli USA ponad dwukrotnie zwiększyć krajowe rezerwy ropy, co jego zdaniem przełoży się na niższe ceny paliw w Stanach Zjednoczonych oraz przyczyni się do odbudowy gospodarki Wenezueli. Jeden z urzędników amerykańskiej administracji dodał, że USA będą odbierać ropę po kosztach jej wydobycia.

    Nowe otwarcie w relacjach czy kontrowersyjny układ?

    Ogłoszenie umowy następuje w momencie, gdy administracja Trumpa mierzy się z narastającą społeczną frustracją wywołaną wysokimi cenami paliw – tuż przed zbliżającymi się wyborami śródokresowymi. Sekretarz stanu Marco Rubio zapewnił, że układ przyniesie Wenezueli blisko 100 miliardów dolarów prywatnych inwestycji i wesprze odbudowę tamtejszej gospodarki.

    Rodríguez w oświadczeniu opublikowanym na Telegramie potwierdziła zawarcie porozumienia, nazywając je „historycznym”. Podała, że objęte nim projekty naftowe przyniosą 209 miliardów dolarów wpływów podatkowych. Według niej umowa dotyczy 17 strategicznych pól o 65 miliardach baryłek potwierdzonych rezerw, ale nie sprecyzowała, jaki procent udziałów przypadnie każdej ze stron.

    Kontrowersje i krytyka

    Umowa od razu wywołała falę krytyki w mediach społecznościowych. Wielu Wenezuelczyków zarzuca Rodríguez „oddawanie” krajowych zasobów ropy, a inni wskazują, że w porozumieniu zabrakło zapisów o demokratycznej transformacji czy harmonogramie wyborów.

    Ricardo Hausmann, były minister planowania Wenezueli i profesor Uniwersytetu Harvarda, napisał na platformie X, że oddanie kontroli nad wenezuelskimi rezerwami USA byłoby porażką dla wszystkich stron, ponieważ – jak stwierdził – rząd Wenezueli nie ma prawa zawierać takiej niekonstytucyjnej umowy.

    „Oddanie wenezuelskiego bogactwa ropnego Stanom Zjednoczonym jest sprzeczne z konstytucją i nie leży w interesie narodu, zwłaszcza jeśli dzieje się to pod lufami karabinów” – ocenił Francisco Rodríguez, wenezuelski ekonomista mieszkający w USA. Jego zdaniem Zgromadzenie Narodowe powinno zablokować tę umowę.

    Alexandro Velasco, profesor nadzwyczajny New York University, określił wydarzenie jako „absolutnie bez precedensu” i dodał, że Wenezuela „ryzykuje, że stanie się placem zabaw amerykańskiego kapitalizmu”.

    Polityczne tło i przyszłość

    Porozumienie to efekt daleko idących zmian politycznych w Wenezueli. W styczniu USA przeprowadziły nocną akcję wojskową w Caracas, w wyniku której zatrzymano byłego prezydenta Nicolása Maduro oraz jego żonę. Mają oni stanąć przed sądem federalnym na Manhattanie w przyszłym roku pod zarzutem handlu narkotykami. Po usunięciu Maduro tymczasową prezydentką została Delcy Rodríguez.

    Waszyngton zniósł sankcje, otwierając amerykańskim firmom drogę do inwestycji w wenezuelski sektor naftowy. W styczniu wenezuelskie władze uchwaliły ustawę o węglowodorach, która znacząco ograniczyła rolę państwowego koncernu PDVSA i otworzyła rynek dla prywatnych inwestorów.

    Demokraci zapowiedzieli, że w razie wygranej w jednej lub obu izbach Kongresu podczas wyborów śródokresowych zamierzają dokładnie prześwietlić działania administracji Trumpa wobec Wenezueli.

    65 miliardów baryłek ropy, nad którymi USA mają uzyskać większość udziałów, stanowi ponad jedną piątą całkowitych wenezuelskich rezerw szacowanych na nieco ponad 300 miliardów baryłek. Dla porównania, to ponad trzykrotnie więcej niż potwierdzone zasoby największego amerykańskiego koncernu ExxonMobil, wynoszące niemal 20 miliardów baryłek.

  • Polska przy stole G20: od gościa z pełnymi prawami do stałego miejsca?

    Polska przy stole G20: od gościa z pełnymi prawami do stałego miejsca?

    W poniedziałek 31 sierpnia w Asheville w Karolinie Północnej rozpoczyna się spotkanie ministrów finansów i szefów banków centralnych grupy G20. Polskę reprezentują minister finansów i gospodarki Andrzej Domański oraz prezes NBP Adam Glapiński. Udział Polski jest możliwy dzięki zaproszeniu od sprawującej w tym roku prezydencję USA.

    Polska bierze udział w obradach na prawach pełnego uczestnika – zabiera głos we wszystkich grupach roboczych i tematach. Domański podkreśla, że wyróżnia nas obecność szefa banku centralnego, podczas gdy inni zaproszeni goście reprezentowani są jedynie przez ministrów finansów.

    „Trzeba podkreślić, że w tym roku osiągnęliśmy bardzo dużo, bo jesteśmy przy tym stole i uczestniczymy w tych debatach na prawach pełnego członka” – powiedział minister.

    Warszawie nie wystarcza jednak status gościa. Domański zaznaczył, że bycie jedynie gościem – choć na zasadach pełnoprawnego uczestnika – to nie szczyt ambicji Polski. Podczas prezentacji raportu Droga do G20. Polskie aspiracje i perspektywy członkostwa przygotowanego przez Politykę Insight podkreślił, że Polska chce reprezentować region Europy Środkowo-Wschodniej oraz kraje zorientowane na wzrost.

    Minister przekonuje, że Polska może wnieść do G20 doświadczenia w deregulacji, budowie odpornej gospodarki, pragmatycznej transformacji energetycznej i dywersyfikacji eksportu. W Asheville będzie głównym mówcą sesji dotyczącej wzrostu gospodarczego. Ma zaplanowane spotkania m.in. z przedstawicielami Indii, Wielkiej Brytanii, Singapuru, Japonii oraz Unii Afrykańskiej. To ostatnie uznaje za szczególnie ważne.

    „Znaczenie państw afrykańskich będzie rosło. One mają karty w ręku – szybko rosnący rynek i demografię. Myślę, że to będzie jedno z ważniejszych moich spotkań w Asheville” – powiedział Domański.

    Dlaczego Polska tak intensywnie zabiega o stałe uczestnictwo w G20? Minister wyjaśnia, że Warszawa chce współtworzyć nowy porządek gospodarczy i polityczny świata, a nie tylko być biernym odbiorcą zasad.

    „Chcemy, żeby Polska była współtworzącą zasady światowego porządku, a nie tylko biorcą tych zasad. Gdybyśmy nie siedzieli przy tym stole, to byśmy tylko ponosili skutki decyzji” – wyjaśnił.

    Amerykański gest – i polityczne kalkulacje

    Roczne przewodnictwo USA w G20 daje gospodarzowi dużą swobodę. Jak opisuje „Puls Biznesu”, prezydent Donald Trump jednostronnie – bez porozumienia z innymi członkami – wykluczył z tegorocznych spotkań Republikę Południowej Afryki, a w jej miejsce zaprosił Polskę. W oficjalnych materiałach amerykańskiej prezydencji flagę RPA zastąpiła biało-czerwona.

    Główny szczyt szefów państw i rządów G20 odbędzie się w Miami 14–15 grudnia 2026. Wcześniej zaplanowano jeszcze spotkania branżowe: innowacji i rozwoju (Raleigh-Durham), energii (Houston), handlu (Milwaukee) oraz spraw zagranicznych (Atlanta).

    Kto popiera, a kto blokuje?

    Raport Polityki Insight wraz z Fundacją PKO kategoryzuje nastawienie poszczególnych członków G20 do stałego wejścia Polski. Jako jedynego „przyjaznego i aktywnego” sojusznika wskazuje Stany Zjednoczone. Do grupy „przychylnej, ale pasywnej” zaliczono Niemcy, Francję, Włochy, Kanadę, Australię, Argentynę, Indonezję, Japonię, Koreę Południową, UE oraz Wielką Brytanię. Kategoria „transakcyjna i chwiejna” obejmuje Chiny, Indie i Arabię Saudyjską. Jako „konkurujące i zagrożone” postrzegane są Turcja, Meksyk oraz aspirujące do G20 Hiszpania i Holandia. „Nieprzychylne” stanowisko zajmują Rosja, RPA, Brazylia i Unia Afrykańska.

    Stałe członkostwo – droga przez merytorykę

    Domański przyznaje, że Polska nie może liczyć wyłącznie na przychylność gospodarzy. W grudniu 2026 r. przewodnictwo w G20 przejmie Wielka Brytania. Londyn w komentarzu dla „Rzeczpospolitej” zadeklarował, że „jest świadomy rosnącego znaczenia międzynarodowego Polski” i nie zamyka drzwi.

    „Możemy to zrobić jedynie przez aktywny udział w pracach i wnoszenie ważnego głosu Polski i regionu do debaty” – podkreślił minister.

    Domański dodał, że jako 20–21. gospodarka świata Polska chce brać udział w tworzeniu zmieniających się reguł światowych, nie chcąc pozostać wyłącznie biorcą tych zasad.

  • Koniec ery? Ministerstwo Finansów chce uśmiercić ulgę na internet po 21 latach

    Koniec ery? Ministerstwo Finansów chce uśmiercić ulgę na internet po 21 latach

    Przez ponad dwie dekady była stałym punktem w rozliczeniach PIT milionów Polaków. Teraz ulga na internet, którą podatnicy mogą odliczać od 2005 roku, stoi pod znakiem zapytania. Ministerstwo Finansów oficjalnie wpisało do wykazu prac legislacyjnych rządu projekt zakładający jej likwidację.

    760 zł rocznie do odliczenia – ale nie dla każdego

    Obecne przepisy pozwalają odliczyć od dochodu (lub przychodu w przypadku ryczałtu) faktyczne wydatki na dostęp do sieci – zarówno stacjonarny, jak i mobilny – maksymalnie do 760 zł rocznie. Z ulgi można korzystać tylko przez dwa kolejne lata podatkowe. Uprawnione są osoby rozliczające się według skali podatkowej (PIT) oraz ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych.

    Dlaczego ulga ma zniknąć? Resort mówi wprost

    Ministerstwo Finansów argumentuje, że ulga straciła sens. Główny powód? Internet stał się w Polsce dobrem powszechnym. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2025 roku dostęp do sieci miało aż 96,2 proc. gospodarstw domowych.

    Przypomnijmy: ulgę wprowadzono w 2005 roku, gdy dostęp do internetu był ograniczony, a jej celem było przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu oraz upowszechnienie sieci. Dodatkowo miała rekompensować wówczas obowiązującą 22-proc. stawkę VAT na usługi internetowe.

    Resort ocenia, że „dalsze utrzymywanie preferencji oznacza po prostu mniejsze wpływy do budżetu państwa”, a sama ulga „nie realizuje już zamierzonych celów”. W uzasadnieniu projektu czytamy, że obecna konstrukcja pozwala na wykorzystywanie odliczenia w sposób wykraczający poza intencje prawodawcy.

    Czy można jeszcze skorzystać? Tak, ale jest haczyk

    Projekt ustawy trafił do konsultacji publicznych i opiniowania 28 sierpnia 2026 roku. Rząd ma zająć się nim na przełomie bieżącego i następnego kwartału. Do czasu uchwalenia nowych przepisów stare zasady wciąż obowiązują. Co to oznacza w praktyce? Podatnicy rozliczający się za 2026 rok jeszcze skorzystają z ulgi na dotychczasowych warunkach.

    Resort zapewnia, że projekt uwzględnia tzw. prawa nabyte. Chodzi o osoby, które po raz pierwszy skorzystają z odliczenia w rozliczeniu za rok poprzedzający wejście w życie nowelizacji – one zachowają możliwość dwuletniego okresu odliczeń.

    To nie koniec zmian. Co z innymi ulgami?

    Ministerstwo Finansów szykuje prawdziwą rewolucję w katalogu preferencji podatkowych. Likwidacja ulgi na internet to tylko jeden z elementów większego pakietu. Oto pozostałe planowane zmiany:

    • Ulga na krwiodawstwo – limit odliczenia ma wzrosnąć dwukrotnie. Obecnie wartość oddanej krwi wylicza się, mnożąc liczbę litrów przez rekompensatę w wysokości 130 zł. Ustalona kwota podlega odliczeniu od dochodu, ale nie może przekroczyć 6 proc. rocznego dochodu lub przychodu. Resort wskazuje, że podwyższenie ulgi ma wzmocnić motywację dawców i wyrazić uznanie państwa dla ich społecznej postawy.

    • Ulga na ekspansję – wprowadzona na początku 2022 roku ulga, która miała zachęcać polskich przedsiębiorców do wchodzenia na nowe rynki, zostanie zlikwidowana. Ministerstwo ocenia, że ponad czteroletni okres jej funkcjonowania nie zapewnił skutecznej realizacji celów.

    • Ulga na robotyzację – tu mamy dobre wieści dla firm. Preferencja, której prawo do wykorzystania kończy się w tym roku, zostanie przedłużona na kolejne dziesięć lat. Pozwala ona przedsiębiorcom odliczyć od podstawy obliczenia podatku kwotę stanowiącą do 50 proc. kosztów poniesionych w roku podatkowym na robotyzację. Resort argumentuje, że wsparcie robotyzacji wpływa na wzrost produktywności i konkurencyjności gospodarki. Co istotne, dojdzie też do doprecyzowania przepisów – kosztem kwalifikowanym ma być kwota dokonywanych odpisów amortyzacyjnych, a nie cena nabycia środka trwałego.

    Co dalej?

    Projekt ustawy o zmianie przepisów o podatkach dochodowych trafił właśnie do konsultacji publicznych. Oznacza to, że wkrótce poznamy szczegółowe zapisy i harmonogram prac. Jedno jest pewne – po 21 latach kultowa ulga na internet może przejść do historii polskiego systemu podatkowego.

  • Rząd kręci podatkowe sidła na paliwowych gigantów: nowy windfall tax i wyższy CIT już jesienią

    Rząd kręci podatkowe sidła na paliwowych gigantów: nowy windfall tax i wyższy CIT już jesienią

    Polski rząd przygotowuje dwa oddzielne uderzenia podatkowe w sektor paliwowy i energetyczny. Z jednej strony Ministerstwo Energii pracuje nad nową wersją podatku od nadzwyczajnych zysków (tzw. windfall tax) po tym, jak prezydent Nawrocki skierował poprzednią ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Z drugiej – Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt ustawy wprowadzającej czasowo wyższą stawkę CIT dla największych koncernów. Łączny potencjalny wpływ do budżetu ma sięgnąć blisko 7 mld zł z samego CIT, a windfall tax miał przynieść dodatkowe 4 mld zł.

    Nowy windfall tax: brytyjskie i włoskie inspiracje

    Resort energii analizuje rozwiązania stosowane w Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Brytyjski Energy Profits Levy to tymczasowy podatek od nadzwyczajnych zysków firm wydobywających ropę i gaz na terytorium Wielkiej Brytanii oraz na Brytyjskim Szelfie Kontynentalnym. Wprowadzono go w maju 2022 r. i obejmuje wyłącznie zyski z wydobycia. W Polsce jednak takich możliwości wydobywczych nie ma – polski podatek miałby dotyczyć rafinacji, obrotu hurtowego i importu gotowych paliw. Co więcej, w UK działa mechanizm ESIM, który wygasza podatek, gdy ceny ropy i gazu spadną poniżej progów przez sześć kolejnych miesięcy – to rozwiązanie mogłoby zostać zaadaptowane w Polsce.

    Włoski mechanizm, wprowadzony dekretem nr 21/2026 w lutym tego roku, to podwyżka stawki regionalnego podatku IRAP z 3,9% do 5,9% dla podmiotów sektora energetycznego na lata podatkowe 2026–2027. Nie jest to jednak podatek od nadmiarowych zysków – jego celem jest obniżenie rachunków za prąd, a nie cen paliw. Włosi opierają swoją energetykę na gazie, którego ceny wzrosły w wyniku ograniczenia podaży.

    Krzysztof Rutkowski, przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Paliwowej, wyjaśniał jeszcze na etapie projektowania wcześniejszej ustawy, kto faktycznie korzysta na wzroście cen:

    „Jeżeli cena diesla na rynkach wzrosła – w uproszczeniu – z 700 do 1,5 tys. euro, to zarabia ten, kto przerabia ropę na diesla. I te dwie kategorie faktycznie skorzystały na sytuacji światowej. Natomiast importer paliw (…) jest biorcą ceny z rynku.”

    Nowy projekt ustawy o windfall tax ma pojawić się jesienią. Resort jest skłonny rozszerzyć go na sektor gazowy, ale ostateczny kształt pozostaje niepewny. W grę wchodzi też możliwość wprowadzenia podobnego podatku na poziomie UE – ministrowie finansów Niemiec, Włoch, Austrii i Polski oraz Portugalii, a także szef resortu gospodarki Hiszpanii, wystosowali wspólny list do irlandzkiej prezydencji w UE, apelując o nowe regulacje. Gdyby Komisja Europejska wydała rozporządzenie, polski rząd mógłby ominąć weto prezydenta, argumentując koniecznością implementacji prawa unijnego.

    Wyższy CIT dla paliwowych i energetycznych gigantów

    Równolegle Ministerstwo Finansów zaprezentowało projekt ustawy o wsparciu dla przemysłu energochłonnego, który zakłada stopniowe podwyższanie stawki CIT dla firm o przychodach powyżej 50 mln euro. W 2027 r. stawka wyniesie 30% (obecnie 19%), w 2028 r. spadnie do 26%, a w 2029 r. do 23%. Od 2030 r. przedsiębiorstwa wrócą do podstawowej stawki.

    Według wyliczeń MF, w 2027 r. budżet zyska 2,83 mld zł, w 2028 r. 2,547 mld zł, a w 2029 r. 1,566 mld zł – łącznie ponad 6,94 mld zł. Podwyżka dotknie przede wszystkim firmy zajmujące się wydobyciem gazu ziemnego lub ropy naftowej, obrotem paliwem gazowym i gazem ziemnym z zagranicą, a także koncerny handlujące ropą, wytwarzające paliwa ciekłe oraz dystrybuujące i przesyłające energię elektryczną.

    Prezydenckie weto – główna przeszkoda

    Oba projekty mogą jednak trafić na prezydenckie weto. Prezydent Nawrocki podpisał Deklarację Toruńską, w której zobowiązał się nie podpisać żadnej ustawy podnoszącej podatki, składki czy opłaty. Dotychczas złamał to zobowiązanie tylko raz – przy podwyżce CIT dla banków z 19% do 30% w 2026 r., argumentując potrzebą większego udziału sektora bankowego w finansowaniu państwa i obronności.

    Poprzednią ustawę o windfall tax prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Teraz rząd próbuje znaleźć sposób na ominięcie weta, ale – jak zauważają eksperci – pole manewru jest wąskie. Czas też ucieka: ceny ropy spadają, a rozmowy o unormowaniu przepływu przez Cieśninę Ormuz trwają. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie wygaśnie, argument o nadzwyczajnych zyskach osłabnie.

    Nowe projekty mają zostać zaprezentowane jesienią. Ostateczny los podatkowych planów rozstrzygnie się w Sejmie i w Pałacu Prezydenckim.