Blog

  • Ostatnie słowo Powella wstrząśnie rynkiem? Dziś wieczorem wszystko się wyjaśni

    Ostatnie słowo Powella wstrząśnie rynkiem? Dziś wieczorem wszystko się wyjaśni

    Czy dzisiejszy dzień przejdzie do historii? Wszystko wskazuje na to, że to właśnie dziś wieczorem usłyszymy ostatnie słowa Jerome’a Powella jako przewodniczącego Fed. Chociaż stopy procentowe najprawdopodobniej pozostaną na poziomie 3,50%-3,75%, to cały świat finansów wstrzymuje oddech, czekając na jego komunikat.

    W końcu to nie sama decyzja jest dziś najważniejsza, ale to, co Powell powie o przyszłości inflacji i polityki monetarnej USA. A to może wstrząsnąć rynkami!

    Stopy bez zmian? To tylko formalność

    Dziś o godzinie 20:00 czasu polskiego Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) ogłosi swoją decyzję. Konsensus rynkowy jest wyraźny – będzie to trzecia z rzędu pauza w cyklu decyzyjnym.

    Rynek przygotował się już na to, że stopy procentowe zostaną utrzymane w dotychczasowym przedziale 3,50%-3,75%, dlatego uwaga inwestorów skupi się na treści komunikatu oraz pożegnalnej konferencji prasowej.

    Prawdziwa rozgrywka zaczyna się dopiero po ogłoszeniu decyzji.

    Każde słowo Powella może wywołać burzę

    Kluczowe dla interpretacji dzisiejszej decyzji będzie komentarz Powella dotyczący wpływu wysokich cen surowców oraz inflacji na przyszłe decyzje banku. Fed znajduje się w wyjątkowo niewygodnym położeniu.

    Z jednej strony wojna w Iranie i skok cen energii zwiększają ryzyko ponownego nasilenia presji inflacyjnej. Z drugiej – gospodarka zaczyna odczuwać skutki podwyższonej niepewności.

    Powell prawdopodobnie zachowa dużą ostrożność, by nie stawiać swojego następcy w trudnym położeniu, jednak każde jego słowo dotyczące przyszłej ścieżki inflacji i stóp może wywołać znaczną zmienność na parze EUR/USD.

    Nowa era za pasem – Kevin Warsh przejmuje stery

    I tu dochodzimy do drugiego kluczowego wątku. Kadencja Jerome’a Powella wygasa 15 maja 2026 r., a to może być jego ostatnie posiedzenie jako przewodniczącego.

    Jego potencjalnym następcą jest Kevin Warsh, który zapowiada „zmianę reżimu” w Fed. Rynki sceptycznie podchodzą do jego deklaracji, obawiając się zwiększonego wpływu administracji Trumpa na decyzje banku centralnego.

    Warto zauważyć, że przejście od ery Powella do ery Warsha następuje w momencie, gdy amerykańska gospodarka wysyła mieszane sygnały. Z jednej strony mamy solidne dane o PKB, z drugiej zaś uporczywą inflację podsycaną przez ceny energii.

    Ta zmiana personalna może być kluczowym czynnikiem wpływającym na wyprzedaż amerykańskiej waluty w kolejnych miesiącach.

    Kurs EUR/USD testuje kluczowy poziom 1,17 dol.

    Niepewność przed decyzją Fed doskonale widać na rynku walutowym. Notowania EUR/USD testują barierę 1,17 dol., której przełamanie mogłoby ponownie otworzyć drogę do 1,16 dol.

    Powrót notowań w ten rejon jest doskonałym odzwierciedleniem narastającej niepewności przed wieczornym komunikatem Fed. Rynek będzie szukał sygnałów, czy obecne władze monetarne sugerują kontynuację dotychczasowej strategii, czy też pozostawiają przestrzeń do jej modyfikacji.

    Przełamanie poziomu 1,17 dol. mogłoby otworzyć drogę do głębszej przeceny, szczególnie jeśli Powell w swojej mowie podkreśli uporczywość inflacji.

    Inflacja nie odpuszcza – liczby mówią same za siebie

    Presja inflacyjna jest realna i widać to w danych. Marcowy wskaźnik CPI wzrósł o 3,3 proc. rok do roku, a ceny energii skoczyły o 10,9 proc. w ciągu miesiąca. Ceny benzyny poszybowały w górę o 21,2 proc. miesiąc do miesiąca.

    Taki układ może wskazywać na to, że nawet jeśli bazowa część koszyka nie przyspiesza gwałtownie, to szok paliwowy znów komplikuje ścieżkę powrotu inflacji do celu.

    Płynność w tle – Fed zmniejsza zakupy bonów

    W tle samej decyzji o stopach jest jeszcze jeden techniczny, ale istotny temat. Chodzi o zakupy bonów skarbowych w ramach zarządzania rezerwami.

    Oficjalny harmonogram operacji pokazuje, że w okresie 14 kwietnia-13 maja planowana skala zakupów została zmniejszona do około 25 mld USD z około 40 mld USD miesiąc wcześniej.

    To może oddziaływać na rynek pieniężny i krótki koniec krzywej rentowności.

    Gotowi na wszystko?

    Dzisiejsze posiedzenie Fed nie jest klasycznym wydarzeniem, w którym rynek czeka przede wszystkim na zmianę stóp procentowych. Decyzja wydaje się przesądzona, ale jej otoczenie jest wyjątkowo istotne.

    Kluczowe będzie to, czy Powell utrzyma strategię „czekaj i obserwuj”, czy też zasugeruje bardziej jastrzębie podejście w odpowiedzi na ryzyka inflacyjne. Dla inwestorów najważniejszy będzie każdy sygnał dotyczący tego, czy Fed nadal widzi przestrzeń do obniżek, czy zaczyna przygotowywać rynek na dłuższy okres wysokich stóp.

    Jedno jest pewne – po dzisiejszym wieczorze rynek już nie będzie taki sam. Ostatnie słowa Powella jako szefa Fed mogą zdeterminować trend na amerykańskiej walucie na najbliższe tygodnie, a nawet miesiące. Szykujcie się na emocje!

  • Trump szoruje po dniu. Nowy sondaż pokazuje, co naprawdę myślą Amerykanie

    Trump szoruje po dniu. Nowy sondaż pokazuje, co naprawdę myślą Amerykanie

    Czy Donald Trump zmierza ku największemu kryzysowi swojej drugiej kadencji? Najnowsze sondaże nie pozostawiają złudzeń – poparcie dla prezydenta osiągnęło najniższy poziom, a Amerykanie są coraz bardziej krytyczni wobec jego działań w kluczowych obszarach.

    Gospodarka na czele obaw

    Gospodarka pozostaje kluczowym problemem dla 29 proc. respondentów, wyprzedzając zagrożenia dla demokracji (24 proc.), opiekę zdrowotną (12 proc.) czy przestępczość (10 proc.). Największe obawy budzą inflacja oraz rosnące koszty życia – wskazało je aż 45 proc. badanych.

    Negatywne oceny działań prezydenta w obszarze gospodarki wyraziło 68 proc. ankietowanych, z czego ponad połowa określiła swoją dezaprobatę jako „zdecydowaną”. W porównaniu z poprzednim rokiem liczba osób krytykujących politykę gospodarczą wzrosła o 7 pkt proc.

    Poparcie dla jego polityki gospodarczej wynosi obecnie 27 proc., co jest wynikiem znacznie gorszym niż w jego pierwszej kadencji.

    Spadek zaufania jest zauważalny także wśród zwolenników partii rządzącej. W elektoracie Republikanów poparcie dla działań antyinflacyjnych administracji Trumpa obniżyło się o 10 pkt proc. Nawet wśród Republikanów, którzy w większości (78 proc.) nadal popierają Trumpa, aż 41 proc. krytykuje jego politykę gospodarczą.

    Rosnące ceny i polaryzacja społeczna

    Czterech na dziesięciu Amerykanów uważa, że ich sytuacja finansowa pogorszyła się w ciągu ostatniego roku. Wśród Demokratów aż 55 proc. wskazuje na pogorszenie swojej sytuacji materialnej, podobnie jak 46 proc. osób niezależnych. W kontrze do tych danych, 34 proc. Republikanów deklaruje poprawę swoich finansów.

    Jednym z najczęściej wymienianych problemów są rosnące ceny benzyny, które szczególnie dotykają pracowników fizycznych oraz osoby z niższym wykształceniem. Średnia cena benzyny w USA wzrosła o ponad 40 proc. i wynosi obecnie ok. 4,18 dol. za galon.

    Zaledwie 22 proc. Amerykanów ocenia pozytywnie działania prezydenta w kwestii kosztów życia, co oznacza spadek o 3 pkt proc. w porównaniu do poprzedniego badania.

    Wojna z Iranem dzieli społeczeństwo

    Znaczący spadek popularności Trumpa rozpoczął się po decyzji o rozpoczęciu działań wojennych przeciwko Iranowi 28 lutego. Mimo zawieszenia broni ogłoszonego 7 kwietnia, oceny działań prezydenta w związku z tym konfliktem pozostają podzielone.

    Jedynie jedna trzecia respondentów popiera politykę Trumpa w tej sprawie. Niemal wszyscy Demokraci i większość niezależnych wyrażają sprzeciw, podczas gdy 74 proc. Republikanów ją aprobuje.

    Co istotne, aż 61 proc. ankietowanych sprzeciwia się dalszej eskalacji militarnej. W grupie osób poniżej 30. roku życia odsetek ten wzrasta do 74 proc.

    Kluczowi niezależni wyborcy

    Rosnące ceny energii i niepopularna wojna z Iranem wpływają również na preferencje polityczne niezależnych wyborców, którzy mogą zdecydować o wyniku listopadowych wyborów środka kadencji.

    Według sondażu Reuters/Ipsos 34 proc. niezależnych wyborców deklaruje poparcie dla Demokratów, podczas gdy Republikanów popiera 20 proc. Co czwarty badany z tej grupy wciąż nie podjął decyzji.

    Mieszane oceny w innych obszarach

    Sondaż wskazuje na niewielką poprawę w postrzeganiu polityki imigracyjnej prezydenta – popiera ją 44 proc. badanych. Mimo to, większość Amerykanów pozostaje krytyczna wobec podejścia administracji Trumpa do tej kwestii.

    Jednocześnie rośnie poparcie dla zaostrzenia przepisów wyborczych. Aż trzy czwarte respondentów opowiada się za obowiązkowym dokumentem tożsamości przy głosowaniu, a większość z nich również za wymogiem potwierdzenia obywatelstwa.

    Najnowszy sondaż Reuters/Ipsos, przeprowadzony w całym kraju i online, zebrał odpowiedzi od 1269 dorosłych Amerykanów, w tym 1014 zarejestrowanych wyborców, a margines błędu wynosił 3 pkt proc. Badanie zostało przeprowadzone w dniach 15-20 kwietnia.

  • Rewolucja na rynku ropy: ZEA wychodzą z OPEC! Co to oznacza dla cen?

    Rewolucja na rynku ropy: ZEA wychodzą z OPEC! Co to oznacza dla cen?

    Czy OPEC straci swoją moc? Po ponad 50 latach członkostwa, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) wychodzą z organizacji. Decyzja zapadła – kraj złożył formalne oświadczenie i od 1 maja nie będzie już częścią kartelu. To poważny cios dla grupy koordynującej produkcję największych eksporterów ropy naftowej na świecie.

    Co stało się?

    Według państwowej agencji prasowej ZEA, WAM, kraj podjął decyzję o rezygnacji z członkostwa zarówno w OPEC, jak i w OPEC+. Ministerstwo Energii ZEA oświadczyło, że po kompleksowej analizie polityki produkcyjnej i możliwości wydobywczych, wystąpienie z OPEC leży w interesie narodowym kraju.

    Minister energii Suhail Al Mazrouei stwierdził dla CNBC, że ZEA podjęły decyzję o wyjściu w momencie, który będzie „minimalnie zakłócający” dla pozostałych producentów w grupie.

    „Nasz wyjazd w tym momencie jest właściwym czasem, ponieważ będzie miał minimalny wpływ na cenę ropy i minimalny wpływ na naszych przyjaciół w OPEC i OPEC+” – oświadczył Al Mazrouei.

    Dlaczego właśnie teraz?

    Decyzja zapadła po kilku tygodniach ataków rakietowych i dronowych na ZEA ze strony Iranu. Blokada cieśniny Ormuz przez Teheran również poważnie ograniczyła możliwości eksportu ropy przez ZEA, zagrażając fundamentom ich gospodarki.

    Ale to nie tylko wojna. ZEA przez niemal sześć dekad odgrywały wpływową rolę w decyzjach OPEC. W lutym były trzecim co do wielkości producentem ropy w grupie, za Arabią Saudyjską i Irakiem.

    Analicy wskazują, że wyjście ZEA z OPEC i OPEC+ wygląda przede wszystkim na próbę odzyskania swobody wydobycia po latach napięć wokół limitów produkcji. ZEA od lat zwiększają moce wydobywcze i chcą dojść do poziomu 5 mln baryłek dziennie do 2027 r. Problem? Porozumienie OPEC+ przez długi czas zmuszało kraj do utrzymywania wydobycia wyraźnie poniżej jego możliwości technicznych.

    Co to zmienia dla rynku?

    Tuż po decyzji kontrakty na ropę WTI z dostawą w maju drożały o 3,60 proc. do 99,88 USD za baryłkę, a czerwcowe kontrakty na ropę Brent o 2,73 proc. do 111,18 USD za baryłkę.

    W krótkim terminie wpływ na realną podaż może być ograniczony – wojna z Iranem i napięcia w Cieśninie Ormuz nadal utrudniają logistykę eksportu z regionu.

    Ale w średnim terminie konsekwencje mogą być już znacznie większe. Jeśli ZEA odzyskają pełną swobodę wydobycia, mogą próbować szybciej wykorzystać rozbudowane moce produkcyjne. To zwiększa ryzyko presji na spadek cen ropy, zwłaszcza jeśli napięcia wojenne osłabną.

    Wyjście jednego z kluczowych producentów z Zatoki Perskiej osłabia wiarygodność całego mechanizmu koordynacji podaży OPEC.

    Kto następny?

    Wyjście ZEA z OPEC to piąty taki ruch w ostatniej dekadzie. W 2016 roku, po kilku miesiącach członkostwa, z organizacji wystąpiła Indonezja, w 2019 r. Katar, rok później Ekwador, a w 2023 r. Angola.

    Czy to początek większych zmian w globalnym kartelu? Decyzja ZEA pokazuje, że napięcia w ramach OPEC są realne. Arabia Saudyjska, która odgrywa wiodącą rolę w organizacji i ograniczała podaż, może być szczególnie niezadowolona.

    ZEA mają geograficznie korzystne położenie tuż przy Cieśninie Ormuz, a ich infrastruktura naftowa nie ucierpiała znacząco w ostatnim czasie. Mogą więc skorzystać na zwiększeniu wydobycia ponad narzucane przez OPEC limity.

    Dla świata to dobra wiadomość – jeśli ZEA będą produkować więcej, to do kupienia będzie więcej tańszej ropy.

    Źródło: CNBC, CNN, Reuters, S&P Global

  • JSW w 2025: Miliardowe straty, odpisy i restrukturyzacja. Co wiemy przed raportem?

    JSW w 2025: Miliardowe straty, odpisy i restrukturyzacja. Co wiemy przed raportem?

    Czy węgiel w Polsce wciąż jest czarnym złotem, czy już tylko źródłem miliardowych strat? Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) przygotowuje się do publikacji kluczowych wyników, a wstępne dane oraz decyzje księgowe nie napawają optymizmem.

    Miliardy w czerwonych liczbach

    JSW szacuje skonsolidowaną stratę netto za 2025 rok na poziomie 6,255 mld zł. To ogromna kwota, choć nieco niższa niż w rekordowo trudnym 2024 roku, kiedy strata wyniosła 7,3 mld zł. Przychody spółki oscylowały wokół 9,41 mld zł, ale i tak zakończyły się stratą brutto ze sprzedaży na poziomie 2,21 mld zł.

    Dla porównania w 2024 r. podstawowa działalność JSW była nierentowna — grupa zanotowała wtedy prawie 760 mln zł straty na sprzedaży przy przychodach rzędu 11,33 mld zł.

    Tutaj pojawia się kluczowe zastrzeżenie. Spółka podkreśla, że zaprezentowane wyniki to szacunki uzyskane podczas prac nad raportem i mogą ulec zmianie. Wszystkie ostateczne liczby poznamy już 30 kwietnia.

    Górnicze odpisy: jedna kopalnia zyskała, trzy straciły

    Ale to nie koniec finansowych wstrząsów. Zarząd JSW zakończył właśnie testy na utratę wartości aktywów w segmencie węgla. Decyzje księgowe dotyczące czwartego kwartału 2025 roku są znaczące.

    Spółka zarejestruje odpisy aktualizujące wartość (tzw. impairment loss) dla trzech kopalń:

    • KWK Budryk: ~322,0 mln zł
    • KWK Knurów-Szczygłowice: ~904,8 mln zł
    • KWK Borynia-Zofiłowka, część Zofiłowka: ~823,2 mln zł

    To jednak nie wszystko. Do listy strat dochodzi również należność od spółki JSW KOKS S.A. w wysokości około 301,5 mln zł.

    Jest jednak jeden pozytywny akcent w tym morzu czerwonych liczb. Zarząd zatwierdził odwrócenie odpisu dla aktywów kopalni KWK Pniówek w kwocie około 733,9 mln zł. Te kwoty również są szacunkowe, a finał poznamy w rocznych sprawozdaniach finansowych. Co ważne, JSW zapewnia, że te czysto księgowe operacje nie wpływają na bieżącą działalność operacyjną ani płatności handlowe spółki i całej grupy.

    Restrukturyzacja nieunikniona. Co dalej z JSW?

    Przy tak głębokich stratach pytanie o przyszłość spółki jest nieuniknione. Z informacji podanych przez serwis Business Insider wynika, że w tym roku ze spółki odejdzie 4 tys. osób. W ramach specjalnej ustawy 3 tys. pracowników skorzysta z urlopów górniczych (de facto wcześniejszych emerytur), a kolejny 1 tys. odejdzie dobrowolnie za jednorazową odprawą. Obecnie w JSW zatrudnionych jest 21 tys. osób.

    Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun planuje rozmowy w sprawie restrukturyzacji całej grupy. Zapowiedział też, że JSW przyspieszyła poszukiwania komercyjnego finansowania na rynkach międzynarodowych. Potencjalnie do pozyskania jest 1,5 mld dolarów, co – według ministra – ma trwale ustabilizować sytuację.

    Produkcja trwa, ale czy przynosi zysk?

    Mimo finansowych turbulencji, koła produkcyjne w JSW się kręcą. W 2025 roku spółka wydobyła łącznie 13 mln ton węgla, w tym 11 mln ton cennego węgla koksowego i 2 mln ton węgla energetycznego. Wyprodukowała także 3,15 mln ton koksu.

    Czy nowy kapitał i redukcja zatrudnienia będą wystarczające, aby wyprowadzić polskiego giganta węglowego na prostą? Ostateczna odpowiedź na to pytanie zacznie się klarować już za dwa dni, wraz z publikacją pełnego raportu za 2025 rok.

  • Cieśnina Ormuz wciąż zablokowana, a Fed zmienia włodarza. Oto czego bać się na rynkach?

    Cieśnina Ormuz wciąż zablokowana, a Fed zmienia włodarza. Oto czego bać się na rynkach?

    Czy rynek gotuje nam miesiące ekstremalnej niepewności? Wygląda na to, że powoli zaczynamy oswajać się z wizją, w której ropa po 100 dolarów, niepewny dolar i spragnione podwyżek banki centralne wracają na stałe do gry. A to wszystko na tle trwającej blokady kluczowego dla surowca szlaku morskiego.

    Jastrzębie zamiast gołębi

    Miniony tydzień pokazał, że światowe banki centralne mocno trzymają nerwy na wodzy. Bank Japonii utrzymał stopy bez zmian, ale aż 3 z 9 członków jego komitetu zagłosowało za podwyżką! Dodatkowo podniósł roczną prognozę inflacji do 2,8% z poprzednich 1,9%, winę zrzucając głównie na drożejącą ropę.

    Tymczasem Rezerwa Federalna zakończyła prawdopodobnie ostatnie posiedzenie pod batutą Jerome’a Powella.

    Choć od stóp nic się nie zmieniło, nad rynkiem wisi już duża zmiana. Nowym szefem Fed ma zostać Kevin Warsh, który – jak donosi Comparic.pl – planuje gruntowną reformę polityki pieniężnej. Rezygnacja z forward guidance, zmiana preferowanej miary inflacji i cięcie bilansu banku – to ma nadejść już w połowie maja.

    Zegar tyka, ropa drożeje

    Ale to nie polityka, a geopolityka napędza dziś największe lęki inwestorów. I tu jest największy problem.

    Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta. To kluczowy szlak transportowy dla światowej ropy. Według wyliczeń Bloomberg, Iranowi magazyny mogą wystarczyć jedynie na 12-22 dni. Jeśli blokada się przeciągnie, już w połowie maja może być zmuszony do ograniczenia produkcji o 1,5 miliona baryłek dziennie.

    Efekt? Ropa Brent na czerwcowym kontrakcie zbliża się już do 108 USD za baryłkę. Niektórzy analitycy, jak donosi Interia Biznes, sugerują, że cena może rosnąć o 5 dolarów tygodniowo wraz z każdym kolejnym tygodniem blokady.

    A co z polskim podwórkiem? Inflacja znów zaskakuje

    Ta presja z surowców już bije po polskich kieszeniach. Wstępne dane GUS za kwiecień pokazały, że inflacja CPI wyniosła 3,2% r/r, przekraczając prognozy rynku (3%).

    Głównym motorem wzrostu cen są paliwa, drożejące o 8,4 proc. r/r w bezpośrednim związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie i blokadą Ormuz – komentował dla Interii analityk DM BOŚ, Konrad Ryczko.

    Na rynku walutowym złoty doświadcza typowego napięcia. Choć nieco zyskiwał do euro i dolara, to presja geopolityki wciąż jest odczuwalna. Zdaniem Mirosława Budzickiego z PKO BP, rynek już częściowo „wycenił” negatywne scenariusze, ale przestrzeń dla złotego jest ograniczona przez „jastrzębi” przekaz zza oceanu.

    Podsumowując, rynek stoi na rozdrożu. Z jednej strony mamy realne, podażowe szoki, które stopy procentowe są w stanie ograniczyć tylko retoryką. Z drugiej – nadciągającą zmianę w amerykańskiej polityce pieniężnej. Jedyne, co pewne, to to, że era taniego pieniądza i niskiej inflacji może właśnie dobiegać końca – a my powinniśmy się na to przygotować.

  • Depresja u najważniejszego partnera handlowego. Co dalej z eksportem?

    Depresja u najważniejszego partnera handlowego. Co dalej z eksportem?

    Czy najgorsze nastroje konsumenckie od ponad trzech lat w Niemczech mogą poważnie zahamować nasz eksport? Najnowsze dane od GfK i Norymberskiego Instytutu Decyzji Rynkowych (NIM) nie pozostawiają złudzeń: nastroje są na poziomie bliskim panice. I to już drugi miesiąc z rzędu.

    Wskaźnik klimatu konsumenckiego dla maja 2026 r. spadł do -33,3 punktu. To oznacza gwałtowny spadek o 5,2 pkt w porównaniu z poprzednim miesiącem. Jak podaje Parkiet.com, wynik ten jest znaczącym rozczarowaniem i dużo gorszy od prognozowanego -29,5.

    „Nastroje konsumentów spadły jeszcze bardziej niż w poprzednim miesiącu i wynoszą obecnie -33,3 punktu. To najniższy poziom od lutego 2023 r.” – wyjaśnia Rolf Bürkl, dyrektor ds. klimatu konsumenckiego w NIM.

    Ostatni raz tak źle było w lutym 2023 roku. Analitycy są zgodni: ten głęboki pesymizm wśród niemieckich gospodarstw domowych to wyraźne ostrzeżenie. A dla Polski, dla której Niemcy są głównym odbiorcą eksportu (26,5% całości w okresie styczeń-luty), to poważny sygnał alarmowy.

    Co załamało niemieckiego konsumenta?

    Głównym winowajcą jest wojna w Iranie i jej konsekwencje. W marcu inflacja w Niemczech skoczyła z 1,9 proc. do 2,7 proc., głównie z powodu rosnących cen energii. Konsumenci zareagowali błyskawicznie i pesymistycznie.

    Najbardziej dramatycznie wyglądają oczekiwania dochodowe. Wskaźnik spadł w kwietniu o kolejne 18,1 punktu i osiadł na poziomie -24,4 pkt. „Oczekiwania dochodowe dosłownie się załamują z powodu rosnącej inflacji” – komentuje Bürkl.

    Portfele zamknięte na głucho

    Skłonność do zakupów, czyli gotowość do wydawania pieniędzy, też leci w dół. Spadła o 3,5 pkt do -14,4 pkt. To najniższy poziom od dwóch lat w ujęciu długoterminowym.

    Jedyna rzecz, która ma się dobrze, to chęć oszczędzania. Skłonność do oszczędzania utrzymuje się na wysokim poziomie (16,1 pkt), po niewielkim spadku o 2,4 pkt. W obecnej sytuacji gospodarczej Niemcy uważają, że trzymanie pieniędzy w garści to najlepsza strategia.

    Widmo recesji powraca

    Pesymizm konsumentów nie kończy się na ich własnych portfelach. Pogarsza się również ich ocena przyszłości całej gospodarki. Wskaźnik oczekiwań gospodarczych na najbliższe 12 miesięcy spadł o 6,8 pkt do -13,7.

    To poziom zbliżony do odnotowanego w kwietniu 2022 r., na początku wojny na Ukrainie.

    W raporcie czytamy, że narastają obawy, iż „wstępna poprawa koniunktury w niemieckiej gospodarce może ulec poważnemu pogorszeniu”. Szczególnie jeśli konflikt w Iranie będzie się przedłużał, a rząd nie wdroży skutecznych środków zaradczych.

    Co to oznacza dla Polski?

    Badanie klimatu konsumenckiego GfK, prowadzone od 1974 roku, uznawane jest za kluczowy wyznacznik rozwoju gospodarczego Niemiec. Mierzy poziom zaufania konsumentów i ich skłonność do wydawania pieniędzy.

    Gdy ten wskaźnik tak gwałtownie spada, oznacza to tylko jedno: niemieckie gospodarstwa domowe zaciskają pasa. A mniej wydających konsumentów za Odrą to potencjalnie mniejsze zamówienia dla polskich firm. Gwałtowny spadek nastrojów u naszego największego partnera handlowego to sygnał, który w Warszawie powinien rozbrzmiewać wyjątkowo głośno. Czas przygotować się na ewentualne turbulencje.

  • Łatwogang bije rekordy! Ponad 251 mln zł dla dzieci z nowotworami

    Łatwogang bije rekordy! Ponad 251 mln zł dla dzieci z nowotworami

    Czy internetowa zbiórka może konkurować z największymi akcjami charytatywnymi w Polsce? Okazuje się, że tak – i to z ogromnym sukcesem!

    Historyczny wynik streamu

    Zbiórka zorganizowana przez Łatwoganga właśnie dobiegła końca z oszałamiającym wynikiem ponad 251 milionów złotych. To jedna z największych akcji charytatywnych w historii polskiego internetu, która rozpoczęła się 17 kwietnia i trwała 9 dni.

    Początkowo stream miał zakończyć się w niedzielę o 16:00, ale zainteresowanie było tak ogromne, że transmisję przedłużono. Kulminacja nastąpiła jeszcze przed godziną 22:00 w dniu finału, kiedy licznik przekroczył magiczną barierę 250 mln zł.

    Ostatecznie zebrana kwota wyniosła ponad 251 mln zł, co stawia akcję wśród największych zbiórek w Polsce – bardzo blisko wyniku 34. finału WOŚP (ponad 263 mln zł).

    Wszystkie zebrane pieniądze trafią do fundacji Cancer Fighters, która wspiera dzieci chorujące na nowotwory oraz ich rodziny.

    Biznes staje do walki

    Ogromną rolę w tym sukcesie odegrał świat biznesu. Najwięksi darczyńcy przekazali ponad 6 mln zł każdy, a lista firm robi naprawdę duże wrażenie.

    Oto najhojniejsi przedsiębiorcy, którzy wsparli akcję:

    | Firma | Kwota wpłaty |
    |———–|——————|
    | XTB | 6 200 000 zł |
    | InPost | 6 000 000 zł |
    | Zen.com | 5 500 000 zł |
    | Kuchnia Vikinga | 5 100 000 zł |
    | WK Dzik | 5 000 000 zł |
    | Budimex | 3 000 000 zł |
    | Tymbark | 2 510 000 zł |

    Do grona darczyńców dołączyły także m.in. Wydawnictwo NieZwykłe (1,3 mln zł), Pitbull (1,2 mln zł), Eveline Cosmetics (1,2 mln zł), Erste Bank Polska (1,1 mln zł), ING Bank Śląski (1,1 mln zł) oraz OnlyBio & Stars.Space, Apart i Neboa (po 1 mln zł każda).

    Gwiazdy dopingują zbiórkę

    W akcję zaangażowały się także znane osoby, które pojawiały się podczas streamu. Wśród nich byli m.in. Robert Lewandowski, Adam Małysz, Doda, Cezary Pazura i Katarzyna Nosowska. Ich obecność dodatkowo napędzała zainteresowanie i wpłaty.

    Sam Łatwogang podkreślał, że skala wydarzenia przerosła jego oczekiwania. Jak zaznaczał, nie uważa się za głównego bohatera akcji, a jedynie za osobę, która ją zainicjowała.

    A gdzie spółki skarbu państwa?

    Na liście firm, które wsparły akcję, nie ma ani jednej spółki skarbu państwa – w tym tak zwanej „perły w koronie”, czyli Orlenu. Ten fakt odnotował Tomasz Terlikowski i zapytał o to szefa MAP Wojciecha Balczuna w „Porannej Rozmowie” RMF FM.

    Balczun podkreślił, że sam prywatnie wpłacił pieniądze na tę „piękną inicjatywę”. Odnosząc się do pytania o brak wpłat od państwowych spółek, odparł: „Żaden z prezesów państwowych spółek nie musi do mnie dzwonić i pytać o zgodę w tego typu sprawach”.

    „To są ich decyzje, jeżeli takie decyzje zostały podjęte, to zostały” – podkreślił szef MAP, dodając, że nie ma wiedzy na temat tego, czy któraś z państwowych spółek przekazała pieniądze. „Jeżeli nie ma [ich na liście], to znaczy, że nie zostały podjęte” – podsumował Balczun.

    Siła społeczności

    Ta rekordowa zbiórka pokazuje niezwykłą moc internetowej społeczności połączonej ze światem biznesu. Ponad 251 milionów złotych w zaledwie 9 dni to dowód na to, że kiedy Polacy się jednoczą, potrafią dokonywać rzeczy naprawdę wielkich.

    Wszystkie środki trafią tam, gdzie są najbardziej potrzebne – do walki z nowotworami u dzieci. To właśnie jest prawdziwy sukces tej niezwykłej akcji.

  • Mieszkania jak Jekyll i Hyde: Sopot kontra Bytom to różnica jak 5 do 1!

    Mieszkania jak Jekyll i Hyde: Sopot kontra Bytom to różnica jak 5 do 1!

    Czy wiecie, że za metr kwadratowy mieszkania w Sopocie trzeba zapłacić prawie pięć razy więcej niż w Bytomiu? To nie żart ani porównanie Warszawy z prowincją, ale realia polskiego rynku nieruchomości, które pokazuje nowy raport GetHome.pl. Tymczasem najświeższe dane z kwietnia od Otodom tylko potwierdzają, że przepaść cenowa między polskimi miastami się pogłębia.

    Polska mieszkaniowa mapa skarbów i pułapek

    Nowy raport oparty na danych Głównego Urzędu Statystycznego odsłania szokujące dysproporcje. Chodzi o średnie ceny transakcyjne mieszkań, a nie tylko ofertowe, co daje nam realny obraz tego, ile naprawdę płacą Polacy. Analiza obejmuje niemal wszystkie powiaty i miasta na prawach powiatu, z wyjątkiem powiatu łańcuckiego.

    A tu czeka na nas pierwsza bomba. W Sopocie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio 19 849 zł, podczas gdy w Bytomiu tylko 4 032 zł. To niemal pięciokrotna różnica! Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

    Królestwo drogich apartamentów

    Które miasta królują w rankingu najdroższych? Oto pierwsza dziesiątka miast na prawach powiatu z najwyższymi średnimi cenami transakcyjnymi (uwzględniającymi rynek pierwotny i wtórny):

    1. Sopot — 19 849 zł/m²
    2. Warszawa — 15 850 zł/m²
    3. Kraków — 13 738 zł/m²
    4. Gdańsk — 12 301 zł/m²
    5. Wrocław — 11 913 zł/m²
    6. Świnoujście — 11 842 zł/m²
    7. Gdynia — 11 770 zł/m²
    8. Poznań — 10 325 zł/m²
    9. Lublin — 9 607 zł/m²
    10. Katowice — 9 326 zł/m²

    Autorzy raportu zwracają uwagę, że wysokie ceny dotyczą również miast o dużym potencjale turystycznym, które nie są osobnymi powiatami, jak na przykład Zakopane.

    A gdzie można znaleźć mieszkaniowe okazje?

    Jeśli szukacie najtańszych lokali w miastach na prawach powiatu, powinniście skierować wzrok na Śląsk. Oto ranking najniższych średnich cen:

    • Bytom — 4 032 zł/m²
    • Jastrzębie-Zdrój — 4 435 zł/m²
    • Wałbrzych — 4 671 zł/m²
    • Piekary Śląskie — 4 832 zł/m²
    • Grudziądz — 5 070 zł/m²

    Ale to jeszcze nie koniec! Raport wskazuje, że poza miastami na prawach powiatu można znaleźć jeszcze tańsze mieszkania. Przykładowo, w powiecie głubczyckim średnia cena wynosi 3 246 zł/m², w prudnickim — 3 208 zł/m², a w górowskim — zaledwie 3 044 zł/m²!

    Eksperci zwracają jednak uwagę na pewien haczyk. Wiele z tych najtańszych powiatów jest słabo zurbanizowanych. W ich zasobie mieszkaniowym dominują domy wolno stojące, które w niektórych regionach stanowią nawet 90 proc. wszystkich mieszkań.

    „W przypadku rynku pierwotnego dane GUS nie obejmują umów deweloperskich. Średnia cena za metr kwadratowy jest liczona na podstawie gotowych mieszkań, których własność została przeniesiona po zakończeniu budowy” — wyjaśniają eksperci GetHome.pl.

    Oznacza to, że podawane ceny mogą odzwierciedlać umowy sprzed kilku lat.

    Kwiecień tylko potwierdza trend rozwarstwienia

    Tymczasem najnowszy, kwietniowy raport Otodom pokazuje, że rynek pierwotny także dramatycznie się rozjeżdża. Warszawa nie zwalnia tempa: średnia cena ofertowa nowych mieszkań to już 19,7 tys. zł/m², a wzrost cen przyspieszył z 8,8 proc. r/r w marcu do 11,5 proc. w kwietniu!

    • Trójmiasto wyprzedza Kraków z ceną 17,6 tys. zł/m², choć odnotowało miesięczny spadek (o 0,9 proc.).
    • Kraków utrzymuje się na poziomie 16,8 tys. zł/m².
    • Poznań to stabilny środek stawki z 13,7 tys. zł/m².
    • Wrocław spadł poniżej 15 tys. zł/m².
    • Najtańsze wśród dużych miast pozostają Katowice (12,5 tys. zł/m²) i Łódź (11,4 tys. zł/m²).

    Przepaść, która kosztuje

    Eksperci Otodom nie mają wątpliwości: rynek staje się coraz bardziej spolaryzowany. Różnice między miastami nie są już subtelne — są gigantyczne. Dla przykładu: 50-metrowe mieszkanie w Trójmieście jest dziś o 135 tys. zł droższe niż we Wrocławiu.

    Dane GUS i Otodom mówią jednym głosem. Polska mieszkaniowa to kraj skrajności. Z jednej strony Sopot i Warszawa testujące wytrzymałość portfeli, z drugiej — miasta i powiaty, gdzie ceny wciąż są relatywne. Wybór miejsca do życia nigdy nie miał tak dużego finansowego znaczenia. To nie tylko kwestia gustu, ale i setek tysięcy złotych różnicy w kredycie.

  • Orlen chce sięgnąć do kieszeni? Rekordowe 9,3 mld zł dla akcjonariuszy!

    Orlen chce sięgnąć do kieszeni? Rekordowe 9,3 mld zł dla akcjonariuszy!

    Czy państwowy gigant właśnie ogłosił najhojniejszy gest w swojej historii? Władze PKN Orlen postawiły na stole konkretną propozycję, od której może zawrócić w głowie każdemu inwestorowi.

    Zarząd spółki zarekomendował w środę wypłatę dywidendy z zysku za 2025 rok na bezprecedensowym poziomie: 8 zł na akcję. W przeliczeniu na całość oznacza to astronomiczną kwotę 9,3 miliarda złotych, która ma trafić do akcjonariuszy.

    Rekordowa hojność, która bije wszystkie poprzednie

    Jeśli propozycja zarządu zostanie zaakceptowana przez walne zgromadzenie, będzie to zdecydowanie najwyższa dywidenda w historii koncernu. Dla porównania, rok temu Orlen wypłacał 6 zł na akcję, co dało łączną kwotę około 7 miliardów złotych. To nie byle jaka różnica!

    „Propozycja zarządu spółki zostanie przedstawiona Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu spółki, które podejmie ostateczną decyzję w tej kwestii” – podkreśla Orlen w oficjalnym komunikacie, cytowanym przez serwis Business Insider Polska.

    But wait, there’s more! Orlen należy do wąskiego grona spółek z GPW, które mogą pochwalić się długą i nieprzerwaną historią dzielenia się zyskiem. Paliwowy koncern robi to bez przerwy od 2013 roku, czyli z zysku za 2012 rok. To prawdziwy maraton hojności!

    Kalendarz wypłat: kiedy pieniądze trafią na konta?

    Zarząd nie tylko zarekomendował wysokość dywidendy, ale także wyznaczył kluczowe daty. Propozycja przewiduje, że 18 czerwca 2026 roku będzie dniem dywidendy – wtedy ustalona zostanie lista akcjonariuszy uprawnionych do wypłaty. Z kolei 25 czerwca 2026 roku ma być dniem faktycznej wypłaty gotówki.

    Co to oznacza w praktyce? Aby uzyskać prawo do tegorocznej rekordowej wypłaty, akcje Orlenu trzeba kupić najpóźniej 16 czerwca 2026 roku. To ważna informacja dla każdego, kto rozważa dołączenie do grona beneficjentów.

    Stopa dywidendy, która przebija rynek

    Przy aktualnej cenie akcji wahającej się w okolicach 131-132 zł (według danych z parkiet.com), proponowana dywidenda na poziomie 8 zł przekłada się na stopę dywidendy wynoszącą nieco ponad 6%. To imponujący wynik, który o około 2 punkty procentowe przewyższa średnią rynkową dla indeksu WIG.

    Inwestorzy zareagowali na wiadomość natychmiast i entuzjastycznie. Notowania Orlenu podczas środowej sesji zyskiwały na wartości, a po południu kurs rósł o 2,6%, osiągając poziom około 131,6 zł. Widać, że pomysł zarządu przypadł im do gustu.

    Długa droga do rekordów: historia wypłat Orlenu

    Aby docenić skalę tegorocznej propozycji, warto spojrzeć wstecz. Parkiet.com przypomina, jak kształtowały się dywidendy w poprzednich latach:

    • 2025 rok (wypłacona z zysku za 2024): 6 zł na akcję
    • 2024 rok: 4,15 zł na akcję
    • 2023 rok: 5,5 zł na akcję
    • 2022 rok: 3,5 zł na akcję

    Widać wyraźny trend wzrostowy, który w tym roku ma osiągnąć swoje apogeum. Tegoroczna kwota 8 zł na akcję to nie tylko rekord, ale i potwierdzenie silnej kondycji finansowej grupy.

    Skąd ta hojność? Fundamenty są mocne

    Wysoka proponowana wypłata nie jest przypadkowa ani zaskakująca. Jak zauważa Parkiet.com, Orlen ma za sobą bardzo udany rok, a perspektywy na 2026 również zapowiadają się obiecująco.

    Potwierdzeniem świetnej kondycji są twarde dane finansowe. Zysk netto Grupy Orlen w 2025 roku osiągnął wartość 11,248 mld zł, co oznacza wzrost o oszałamiające 8,572 mld zł w porównaniu z rokiem poprzednim. To fundament, który pozwala na tak szeroki gest wobec akcjonariuszy.

    Kto skorzysta najbardziej? Oczywiście Skarb Państwa

    Największym beneficjentem sutej dywidendy będzie dominujący akcjonariusz – Skarb Państwa. Jako posiadacz kontrolnego pakietu akcji, to właśnie do budżetu państwa trafi lwia część z 9,3 miliarda złotych.

    Strategia na przyszłość: progresywna polityka dywidendowa

    Czy to jednorazowy zryw? Wszystko wskazuje na to, że nie. Zgodnie z opublikowaną w styczniu 2025 roku strategią grupy Orlen do 2035 roku, strategiczną ambicją koncernu jest regularne dzielenie się wynikami finansowymi z akcjonariuszami.

    Jak czytamy na stronie Orlenu, cytowanej przez Parkiet.com: „Progresywna polityka dywidendowa zakłada coroczny wzrost dywidendy gwarantowanej o 0,15 PLN na jedną akcję. Poziom dywidendy gwarantowanej w 2025 roku zostanie podwyższony z 4,30 do 4,50 PLN na jedną akcję. Zarząd może zarekomendować wypłatę wyższej dywidendy, do poziomu 25 proc. przepływów z działalności operacyjnej w danym roku pomniejszonych o koszty finansowania”.

    Ostateczna decyzja należy teraz do akcjonariuszy zebranych na walnym zgromadzeniu. Jeśli zatwierdzą rekomendację zarządu, 25 czerwca 2026 roku przejdzie do historii jako dzień, w którym Orlen podzielił się z inwestorami największym w swojej historii łupem.

  • Czy złoto i kryptowaluty zabiorą koronę dolara? To już nie teoria, ale strukturalna rewolucja

    Czy złoto i kryptowaluty zabiorą koronę dolara? To już nie teoria, ale strukturalna rewolucja

    Czy globalny system finansowy, który przez dekady święcił potęgę dolara, jest właśnie na rozdrożu? Wielu analityków wskazuje, że nie jest to tylko krótkoterminowa zmiana, ale strukturalny trend, który może przetasować fundamenty globalnych rynków. A Polska ma w tym procesie swoją niebagatelną rolę!

    Banki centralne uciekają od dolara. Cel: złoto

    Proces, który Deutsche Bank opisuje jako strukturalny, trwa od kilkunastu lat, lecz jego tempo wyraźnie przyspiesza. Od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku banki centralne na całym świecie dodały do swoich rezerw ponad 225 milionów uncji złota. Jednocześnie udział dolara amerykańskiego w globalnych rezerwach spadł z ponad 60% na początku XXI wieku do około 40% obecnie. Złoto wypełnia tę lukę.

    Kluczowym motywem jest zabezpieczenie przed zachodnimi sankcjami zwłaszcza po tym, jak zamrożenie rosyjskich rezerw walutowych w 2022 roku unaoczniło całemu światu, że trzymanie aktywów w dolarach niesie ze sobą ryzyko polityczne.

    Deutsche Bank przeprowadził symulację opartą na konkretnym założeniu: jeśli udział złota w światowych rezerwach banków centralnych wzrośnie z obecnych 30% do 40%, cena kruszcu osiągnie poziom 8 000 dolarów za uncję w perspektywie pięciu lat.

    To niemal 80-procentowy wzrost względem obecnych poziomów! Choć bank zastrzega, że projekcja ma charakter koncepcyjny, sam fakt jej opublikowania przez jeden z największych banków inwestycyjnych świata jest znaczący.

    Polska liderem dedolaryzacji?

    Współczesny rynek złota przyciąga nie tylko banki centralne, ale także firmy powiązane z rynkiem cyfrowym i finansowym. Co istotne, zakupy nie są już domeną wyłącznie największych graczy. Chiny, Rosja, Indie, Polska i Turcja od dawna budują swoje zasoby kruszcu, lecz trend rozszerzył się na Kazachstan, Arabię Saudyjską, Katar, Egipt oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.

    Jednak Polska wyróżnia się też na innym polu. Najnowszy raport przygotowany przez ARI10 pokazuje, że Polska znajduje się w ścisłej czołówce krajów europejskich pod względem zainteresowania kryptowalutami. Aż 47,1% respondentów deklaruje kontakt z cyfrowymi aktywami, co jest najwyższym wynikiem w badaniu obejmującym wiele państw Europy.

    Aż 39,4% Europejczyków miało kontakt z kryptowalutami, a ponad 31% można uznać za aktywnych inwestorów. Coraz więcej osób traktuje kryptowaluty jako element portfela inwestycyjnego, podobnie jak akcje czy metale szlachetne.

    Cyfrowe złoto bije rekordy, gdy Bitcoin stoi w miejscu

    Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne ochłodzenie nastrojów na rynku kryptowalut. Całkowita kapitalizacja cyfrowych aktywów spadła o około 40% od wcześniejszych szczytów, a Bitcoin od miesięcy nie potrafi utrzymać się powyżej poziomu 80 000 USD.

    Na tle słabnącego rynku wyróżnia się segment tokenizowanego złota, który rośnie w tempie znacznie szybszym niż tradycyjne inwestycje w kruszec. Cyfrowe złoto oparte na technologii blockchain po raz pierwszy przekroczyło kapitalizację 5 miliardów dolarów, a tempo jego adopcji przewyższa wzrost fizycznych aktywów opartych na złocie.

    Największy udział w rynku tokenizowanego złota posiada obecnie Tether Gold (XAUt), który kontroluje niemal połowę całkowitej wartości tego segmentu. Rosnące zainteresowanie instytucji finansowych sugeruje, że cyfrowe złoto może stać się ważnym elementem nowoczesnych portfeli.

    Nie tylko złoto: ropa też wpływa na dolara

    W długim terminie kluczowe znaczenie dla kursu dolara mają stabilność polityczna i napięcia geopolityczne. Notowania ropy Brent ponownie przekroczyły poziom 100 USD za baryłkę, co bezpośrednio wiąże się z fiaskiem rozmów pokojowych między USA a Iran oraz utrzymującą się blokadą Cieśniny Ormuz.

    Analitycy Goldman Sachs wskazują, że scenariusz szybkiego powrotu cen w okolice 80 USD stał się mało realny. Jeśli napięcia utrzymają się dłużej, ceny ropy mogą pozostać wysokie nawet do końca 2026 roku.

    W regionie Zatoka Perska produkcja petrochemiczna spadła o ponad 40%, a rynek gazu odczuł jeszcze większe straty. Jednym z najbardziej dotkniętych krajów jest Katar.

    Największe ryzyko gospodarcze dotyczy krajów silnie uzależnionych od importu surowców energetycznych, szczególnie w Azji. Państwa takie jak Indie, Pakistan czy Filipiny mogą zmierzyć się z pogorszeniem bilansu handlowego, wzrostem inflacji oraz spowolnieniem wzrostu gospodarczego.

    Co to oznacza dla nas?

    Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest stopniowe przechodzenie do świata wielowalutowego, w którym dolar nadal pozostanie ważny, lecz nie jedyny. Dla rynku finansowego oznacza to większą zmienność i konieczność dywersyfikacji portfeli walutowych.

    Prognozy wskazują, że przyszłość rynku złota i alternatywnych aktywów będzie zależeć głównie od polityki monetarnej, konfliktów międzynarodowych oraz zmian w globalnym systemie finansowym.

    Jeśli proces edukacji użytkowników będzie postępował, kryptowaluty mogą stać się jeszcze ważniejszym elementem codziennych finansów w Europie – a Polska, jako lider adopcji, może być w tym procesie kluczowym graczem.

    Wszystkie te zmiany nie nastąpią nagle, ale ich strukturalny charakter sugeruje, że era absolutnej dominacji dolara dobiega końca. I to nie tylko w rezerwach banków centralnych, ale także w świadomości zwykłych inwestorów.