Blog

  • Składany iPhone, nowy CEO i ceny powyżej 5000 zł. Apple szykuje przełomową premierę

    Składany iPhone, nowy CEO i ceny powyżej 5000 zł. Apple szykuje przełomową premierę

    Historyczna wrześniowa premiera

    Już wiadomo, kiedy Apple pokaże swoje nowości. Greg Joswiak, wiceprezes ds. marketingu, ogłosił w serwisie X, że impreza pod nazwą „Surprise and shine” odbędzie się 9 września w Steve Jobs Theater w Apple Park. To jednak nie będzie zwykła coroczna prezentacja. Rynek czeka przede wszystkim na pierwszy w historii składany iPhone, a samo wydarzenie będzie jednocześnie debiutem nowego prezesa.

    Tegoroczna konferencja będzie pożegnaniem Tima Cooka, który przechodzi na stanowisko szefa rady dyrektorów. Już 1 września stery firmy przejmie John Ternus. Dla niego będzie to pierwsza prezentacja w roli CEO, a zdaniem Business Insidera Polska tegoroczne wydarzenie może być dla Apple ważniejsze niż cokolwiek od 15 lat.

    iPhone Ultra: pierwszy składany smartfon Apple

    Największym bohaterem wieczoru ma być smartfon z elastycznym ekranem. W przeciekach występował jako iPhone Fold, ale niemal na pewno zadebiutuje jako iPhone Ultra. Po rozłożeniu jego ekran ma mieć przekątną około 7,6–7,8 cala, czyli format małego tabletu. To największa zmiana w designie iPhone’ów od czasu pierwszej prezentacji urządzenia przez Steve’a Jobsa.

    Składane smartfony to wciąż niszowy, ale jedyny dynamicznie rosnący segment rynku. Obecnie dominują w nim Samsung Electronics i Huawei. Analitycy IDC uważają, że iPhone Ultra może ożywić całą kategorię, a cena – szacowana na około 2,5 tys. USD – nie musi odstraszyć klientów.

    „Celem jest bardzo elitarna grupa konsumentów, którzy będą ustawiać się w kolejce po to urządzenie” – mówiła agencji Bloomberg Nabila Popal, starsza dyrektor ds. badań w IDC.

    IDC prognozuje, że w pierwszym roku Apple sprzeda ponad 10 mln składanych iPhone’ów, a w 2027 r. będzie odpowiadać za 40 proc. wszystkich dostaw w tej kategorii. Sukces cienkiego iPhone’a Air ma z kolei świadczyć o tym, że Apple poradziło sobie z inżynieryjnym wyzwaniem, jakie stawia składana konstrukcja.

    Co jeszcze zobaczymy na scenie?

    Według doniesień przywoływanych przez Reuters we wrześniu mają zadebiutować iPhone’y 18 Pro i 18 Pro Max z procesorem A20 Pro – pierwszym układem Apple wykonanym w litografii 2 nm. Ma on być przygotowany m.in. pod lokalną obsługę modeli sztucznej inteligencji. Co istotne dla europejskich użytkowników, z AI-owej Siri na razie nie mogą oni korzystać.

    Zwykłe iPhone’y mają natomiast poczekać. Apple podobno podzieli premierę na dwa okresy: iPhone 18, iPhone 18e oraz iPhone Air 2 zostałyby pokazane dopiero wiosną 2027 roku. Gdy już trafią na rynek, zamiast rewolucji należy raczej oczekiwać stopniowego postępu w wydajności, żywotności baterii oraz jakości zdjęć i filmów.

    Oprócz smartfonów na scenie pojawią się nowe zegarki. Apple Watch Series 12 ma dostać lepszy ekran, dłużej działającą baterię i lepszą integrację z rozwiązaniami AI do monitorowania zdrowia i codziennych aktywności. Apple Watch Ultra 4, zgodnie z tradycją serii, ma być jeszcze bardziej wytrzymały i oferować nowe opcje pomiarów stanu organizmu.

    Po kilku latach przerwy odświeżona zostanie również przystawka Apple TV 4K. W nowej wersji można spodziewać się mocniejszych chipów oraz integracji z Apple Intelligence, a wygląd ma pozostać minimalistyczny. Mniej pewnym punktem są urządzenia smart home. Analitycy Bloomberga wskazują, że Apple może pokazać HomePada – hybrydę iPada i HomePoda z kamerą i dotykowym ekranem. W kuluarach mówi się także o domowej kamerze oraz wideodzwonku.

    Ceny: to może być najdroższa generacja

    Business Insider Polska zwraca uwagę na gwałtowny wzrost kosztów produkcji. Jeśli Apple nie zrezygnuje ze sporej części własnych zysków, czekają nas najdroższe iPhone’y w historii. Już przy podstawowym modelu cena może przekroczyć 5000 zł. Dla porównania tegoroczna wersja startowała od 3999 zł, czyli potencjalna podwyżka sięga nawet 20 proc.

    Wysokie pułapy cenowe mają dotyczyć nie tylko smartfonów, ale również pozostałych urządzeń zapowiadanych na wrześniowej konferencji. Dla Johna Ternusa to spore wyzwanie: musi przedstawić zmiany w produktach w taki sposób, by klienci uwierzyli, że szersze otwarcie portfela jest uzasadnione. Na scenie w Apple Park nowy prezes pojawi się już 9 września, czyli osiem dni po objęciu stanowiska.

  • Michał Sapota wyszedł z aresztu po kaucji 7 mln zł. Śledczy stawiają zarzuty kolejnym osobom

    Michał Sapota wyszedł z aresztu po kaucji 7 mln zł. Śledczy stawiają zarzuty kolejnym osobom

    Michał Sapota, prezes grupy kapitałowej HREIT, jest już na wolności. Sprawa dotyczy deweloperskiej działalności mężczyzny, a warunkiem wyjścia z aresztu było wpłacenie 7 mln zł poręczenia majątkowego. Informację o decyzji podał w środę prokurator Paweł Jasiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

    Wcześniej zgodę na zmianę środka zapobiegawczego wyraził Sąd Apelacyjny w Łodzi. Sąd utrzymał tymczasowe aresztowanie, ale dopuścił możliwość zastąpienia go kaucją. To niedawne orzeczenie dało podejrzanemu taką możliwość. Prowadzący śledztwo prokurator przystał na takie rozwiązanie po tym, jak na konto Prokuratury Okręgowej w Łodzi trafiło 7 mln zł.

    Kaucja po kontroli finansowej

    Jak przekazał Jasiak, przyjęcie poręczenia poprzedziło śledztwo finansowe, które miało sprawdzić źródło pochodzenia środków. Prokurator tak opisał ten etap:

    Wskazana przez sąd kwota 7 mln zł poręczenia wpłynęła kilka dni temu na konto Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Jej przyjęcie zostało poprzedzone przeprowadzeniem śledztwa finansowego, które miało wykazać źródło pochodzenia wpłaconych pieniędzy. Stwierdziliśmy, że te środki nie pochodzą bezpośrednio ani pośrednio z przestępstwa, w związku z czym przyjęliśmy poręczenie i podejrzany we wtorek opuścił areszt śledczy.

    Na wolności Michał Sapota ma obowiązek meldować się w komisariacie policji pięć razy w tygodniu. Nie może też kontaktować się z żadną osobą powiązaną z grupą kapitałową, której był prezesem.

    Osiem kolejnych osób z zarzutami

    W ostatnich dniach prokurator postawił zarzuty ośmiu kolejnym osobom związanym z działalnością grupy. Część z nich odpowiadała za sprzedaż udziałów w spółkach celowych. W tym gronie znalazła się osoba odpowiedzialna za pozyskiwanie i szkolenie pośredników finansowych oraz dwóch pośredników.

    Zarzuty usłyszało też trzech kierowników budów. Jedna z kobiet miała wydawać polecenia dotyczące wpisów w dziennikach budowy. Wpisy miały wskazywać, że inwestycje trwają bez zakłóceń, choć faktycznie były już wstrzymane.

    Osobne zarzuty, związane z fikcyjnymi umowami cesji mieszkań, postawiono 34-letniej kobiecie. Według prokuratury podpisywała ona umowy dla pozoru, z datą wsteczną, zanim lokale faktycznie sprzedano pokrzywdzonym. Jak tłumaczył Jasiak, chodziło o to, by w takich przypadkach obowiązywały mniej korzystne dla kupujących przepisy tzw. ustawy deweloperskiej. Prokurator wskazał wprost:

    Takie działanie determinowało zastosowanie niekorzystnego brzmienia tzw. ustawy „deweloperskiej” i pozbawiało nabywców mieszkań ochrony wpłaconych przez nich pieniędzy przez Fundusz Deweloperski.

    Miliard strat i możliwe kolejne zmiany

    Śledczy uważają, że przedstawiciele firmy deweloperskiej wprowadzali pokrzywdzonych w błąd co do możliwości wywiązania się z umów w terminie. Osoby, które wpłaciły pieniądze w inwestycje mieszkaniowe, nie otrzymały obiecanych lokali. Dotychczasowe straty w sprawie sięgają 1 mld zł, ale prokuratura zastrzega, że ostateczna kwota może być inna. Liczba pokrzywdzonych również może się jeszcze zmienić po dalszych czynnościach.

    Podejrzanym grożą wysokie kary. Jasiak tłumaczył, że śledczy przypisują im działanie w ramach zorganizowanej grupy przestępczej i oszustwa na mieniu wielkiej wartości.

    Zarzuty obejmują oszustwa w stosunku do mienia wielkiej wartości popełnione ze góry powziętym zamiarem oraz w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Grozi za to do 25 lat pozbawienia wolności, a samo działanie w zorganizowanej grupie bądź kierowanie nią zagrożone jest karami odpowiednio do 8 bądź 10 lat pozbawienia wolności.

    Poświadczenie nieprawdy w dokumentach zagrożone jest karą do 5 lat pozbawienia wolności. Wobec nowych podejrzanych zastosowano dozory policji, poręczenia majątkowe oraz zakazy opuszczania kraju.

    Kto wcześniej usłyszał zarzuty?

    W śledztwie pojawili się już wcześniej dyrektor korporacyjna spółki, dyrektor zespołu prawnego oraz doradca sprzedaży mieszkań. Łącznie postępowanie obejmuje kilkanaście osób. Śledztwo jest prowadzone w całym kraju; decyzją Prokuratury Krajowej właściwą do prowadzenia wszystkich wątków związanych z grupą kapitałową HRE Investment i osobami nią zarządzającymi jest Prokuratura Okręgowa w Łodzi.

    Prokurator Jasiak zapowiedział, że planowane są dalsze czynności w tym śledztwie. Zarówno wysokość strat, jak i liczba pokrzywdzonych mogą się jeszcze zmienić.

  • Miliardowy plan KGHM w Chile: nowa linia i rekordowe rezerwy w Sierra Gorda

    Miliardowy plan KGHM w Chile: nowa linia i rekordowe rezerwy w Sierra Gorda

    KGHM razem z australijskim partnerem South32 szykują się do największej rozbudowy chilijskiej kopalni Sierra Gorda. Inwestycja o wartości 725 mln dolarów (dla 100% udziałów) ma zwiększyć przerób rudy i produkcję metalu. Do tego nieoczekiwany prezent – zaktualizowane szacunki rezerw okazały się aż o 61% wyższe, co wydłuża żywotność złoża.

    Czwarta linia produkcyjna – co się zmieni?

    Plan zakłada budowę czwartej linii mielenia, która podniesie zdolności przerobowe z obecnych ok. 48 mln ton rudy rocznie do ok. 60 mln ton (dla 100% udziałów). W skład linii wejdą m.in. kruszarka szczękowa, młyn HPGR, młyn kulowy, linia flotacji oraz infrastruktura towarzysząca, taka jak przenośniki, orurowanie i sterownie.

    – Według założeń budowa będzie trwała trzy lata, natomiast w czwartym roku, czyli w drugiej połowie 2030 r., będzie w pełni zoperacjonalizowana – powiedziała na czwartkowej konferencji Anna Sobieraj-Kozakiewicz, wiceprezes KGHM ds. aktywów zagranicznych. Dodała, że prace projektowe trwają już od dłuższego czasu, a fizyczne rozpoczęcie inwestycji nastąpi wkrótce.

    Największe nakłady spodziewane są w latach 2027–2028, a zatrudnienie wzrośnie głównie w 2028 roku. Instalacja ma zostać oddana do użytkowania w drugiej połowie 2029 roku, a pełne moce produkcyjne osiągnie w drugiej połowie 2030 roku.

    Finansowanie i kredyt od zagranicznych banków

    Inwestycja ma być sfinansowana z instrumentów dłużnych po stronie Sierra Gorda oraz z przepływów operacyjnych. Jak poinformował dziennikarzy wiceprezes KGHM ds. finansowych Piotr Krzyżewski, spółka prowadzi aktualnie rozmowy z zagranicznymi bankami o kredycie w wysokości 1 mld dolarów, który ma pokryć nie tylko rozbudowę kopalni, ale też inne planowane inwestycje.

    Więcej miedzi – nowe cele produkcyjne

    Według Anny Sobieraj-Kozakiewicz celem inwestycji jest zwiększenie produkcji metalu o około 20% oraz dalsza optymalizacja kosztu C1. Z kolei nowe szacunki South32, opublikowane kilka dni później, mówią o wzroście produkcji miedzi o ok. 30% począwszy od 2031 roku. KGHM podaje, że projekt ma generować atrakcyjne stopy zwrotu, wykorzystując istniejącą infrastrukturę wodną i energetyczną.

    Rezerwy rosną o 61% – kopalnia wystarczy do 2045 roku

    South32 zaktualizowało oficjalne szacunki rezerw rudy miedzi w Sierra Gorda na koniec lipca 2026 r. Zwiększyły się one o 61% w porównaniu ze stanem na 30 czerwca 2026 r., osiągając 1,1 mld ton rudy (dla 100% udziałów). Średnia zawartość miedzi w rudzie wynosi 0,39%, molibdenu – 0,016%, a złota – 0,06 g/t. Całkowity ekwiwalent miedzi to 0,46%.

    Nowe dane oparto na szeroko zakrojonych wierceniach – w latach 2023–2025 wykonano 200 odwiertów o łącznej długości ok. 85 tys. metrów. Dzięki nim okres eksploatacji złoża wydłużono o około pięć lat, do 2045 roku. Warto dodać, że sama inwestycja w czwartą linię wiąże się ze skróceniem okresu eksploatacji na obecnie eksploatowanym złożu o trzy lata.

    – Ta aktualizacja ukazuje skalę, jakość oraz długą żywotność złoża Sierra Gorda, które – jak się spodziewamy – będzie ważnym źródłem miedzi przez kolejne dziesięciolecia – powiedział cytowany w komunikacie prasowym Matt Daley, dyrektor generalny South32.

    Eksploracja wokół kopalni – szansa na jeszcze większe złoża

    South32 i KGHM kontynuują współpracę w ramach projektu poszukiwawczego Catabela Northeast, gdzie odwierty badawcze przecięły znaczną mineralizację miedzi. Ponadto realizowany jest program Catabela Deep, sprawdzający złoża poniżej obecnie eksploatowanych, oraz Catabela Out-Pit obejmujący sąsiednie obszary. South32 podaje, że opublikowane obecnie szacunki mogą w kolejnych latach jeszcze wzrosnąć, ponieważ rozpoznane dotychczas złoże prawdopodobnie rozciąga się poniżej już zbadanych warstw. Wiceprezes Piotr Krzyżewski podkreślił, że rozbudowa czwartej linii pozwoli wygenerować dodatkową wartość, zwłaszcza jeśli uda się powiększyć bazę zasobową.

    Nie tylko Chile – KGHM rozgląda się za kolejnymi aktywami

    Podczas konferencji wynikowej zarząd KGHM zapowiedział przyspieszenie prac nad poszerzeniem zagranicznej bazy zasobowej. Spółka nie wyklucza żadnego kierunku w fuzjach i przejęciach, przyglądając się Ameryce Południowej, Ameryce Północnej oraz Afryce, a konkretnie Maroku, które uznaje za stabilny pod względem przepisów region. Zastrzeżono jednak, że dostępne projekty są częściowo przeszacowane, więc konieczna jest ostrożność.

    Pełna operacjonalizacja czwartej linii w Sierra Gorda przewidziana jest na drugą połowę 2030 roku. To wtedy kopalnia ma osiągnąć zakładane moce produkcyjne i przynieść oczekiwany wzrost wydobycia.

  • Sezon wyników w USA przebija oczekiwania. Inflacja hamuje, stopy bez zmian

    Sezon wyników w USA przebija oczekiwania. Inflacja hamuje, stopy bez zmian

    Kończący się sezon raportowania za drugi kwartał 2026 r. w USA przynosi jasny sygnał – wyniki spółek okazały się znacznie lepsze od prognoz. Firmy technologiczne na czele nie tylko sprostały ambitnym prognozom, ale je przewyższyły. Dzięki temu odżyło przekonanie, że ogromne nakłady inwestycyjne są uzasadnione, co w ostatnich tygodniach pomogło pchnąć amerykańskie indeksy na wyższe poziomy.

    Inflacja pod kontrolą – Fed może odłożyć podwyżki

    Uwaga rynku stopniowo przenosi się jednak z wyników spółek na dane makroekonomiczne, zwłaszcza inflację i decyzje banków centralnych. Lipcowy odczyt CPI w USA okazał się zgodny z oczekiwaniami i minimalnie niższy od czerwcowego, co sugeruje brak silnej presji inflacyjnej. Podobne tendencje widać w danych z Niemiec i Polski. Dla rynków oznacza to, że banki centralne – mimo wciąż podwyższonej inflacji – nie muszą się spieszyć z podwyżkami stóp, bo ceny nie przyspieszają.

    W konsekwencji Rezerwa Federalna może w tym roku w ogóle nie podnieść stóp, wbrew wcześniejszym spekulacjom. A w 2027 roku, gdy presja inflacyjna najprawdopodobniej osłabnie, szanse na jakiekolwiek podwyżki jeszcze zmaleją. Utrzymanie stóp bez zmian lub rozpoczęcie dyskusji o ich obniżeniu to scenariusz korzystny zarówno dla akcji, jak i obligacji – tym bardziej, że ostatnio rentowności obligacji mocno poszły w górę, czyli ich ceny spadły.

    Zyski napędzają hossę, rewizje w górę trwają

    Giełdowe przysłowie „Sprzedaj w maju i odejdź” w tym roku straciło na aktualności. Christian Stocker, główny strateg ds. akcji w monachijskim UniCredit, wyjaśnia: „Nie jest ono regułą 'market-time’, ale odzwierciedla sezonowość, w której nieproporcjonalnie duża część długoterminowych zysków z akcji historycznie generowana jest między październikiem a kwietniem.” Podkreśla, że ten rok po raz kolejny pokazał, iż sezonowości nie należy traktować mechanicznie. Akcje rosły latem, wspierane stabilną aktywnością gospodarczą i wyjątkowo dobrymi wynikami finansowymi.

    Szczególnie zachęcająca jest trwająca rewizja w górę konsensusu prognoz zysków na 2027 rok. Stocker zauważa: „Tradycyjnie szacunki zysków na kolejny rok są z czasem rewidowane w dół, a nie w górę. Fakt, że rewizje zmierzają obecnie w przeciwnym kierunku, wyraźnie wskazuje na to, że cykl zysków pozostaje stabilny i nadal wspiera rynki akcji.”

    W Stanach Zjednoczonych dynamika wzrostu zysków jest najwyższa od 2021 roku, napędzana ciągłymi inwestycjami w sztuczną inteligencję, stabilnymi wydatkami przedsiębiorstw oraz wysoką rentownością w sektorach technologii i energetyki. Europa również pozytywnie zaskoczyła – oczekiwania dotyczące zysków były systematycznie korygowane w górę przez cały sezon. Co więcej, ożywienie gospodarcze ma coraz szerszy zasięg: wykracza poza sektor energetyczny i obejmuje finanse, przemysł, materiały i technologie. Europejski wskaźnik PMI dla sektora wytwórczego wzrósł w sierpniu do 52,8, co wyraźnie wskazuje na ekspansję.

    AI napędza popyt, dostawcy infrastruktury zyskują

    Kluczowym motorem wzrostu pozostają nakłady inwestycyjne związane ze sztuczną inteligencją. Choć to hiperskalery są motorem cyklu, największymi bezpośrednimi beneficjentami pozostają producenci półprzewodników i dostawcy infrastruktury AI. Wraz ze wzrostem przychodów z chmury i ciągłym wzrostem produktywności powinno to zapewnić trwały impuls dla zysków przedsiębiorstw.

    Coraz więcej firm spoza ścisłego grona technologicznych gigantów również czerpie korzyści. Indeks Russell 2000, skupiający spółki o małej i średniej kapitalizacji, wzrósł od początku roku o około 21 proc., czyli prawie dwukrotnie więcej niż S&P 500. To namacalny sygnał, że ożywienie zysków się pogłębia, a hossa obejmuje coraz więcej spółek.

    Ryzyko? Gwałtowny wzrost długoterminowych stóp procentowych

    Głównym zagrożeniem dla pozytywnego scenariusza byłby znaczny wzrost długoterminowych stóp procentowych, zwłaszcza w USA, choć nie jest to scenariusz bazowy. Wzrost rentowności obligacji prawdopodobnie zaostrzyłby warunki finansowe i podniósł stopy dyskontowe, osłabiając wyceny ryzykownych aktywów. Inwestorzy powinni też mieć na uwadze ryzyko nieoczekiwanych wydarzeń w globalnym krajobrazie AI – na przykład przełomów technologicznych lub konkurencyjnych ogłoszeń z Chin – które mogłyby wywołać okresy podwyższonej zmienności.

    „Niemniej jednak, dopóki cykl zysków pozostanie nienaruszony, a oczekiwania konsensusu na rok 2027 będą nadal rosły, a aktywność gospodarcza okaże się odporna, dostrzegamy dalszy potencjał wzrostowy dla globalnych akcji w średnim terminie” – podsumowuje Christian Stocker.

  • Najwięcej ofert od miesięcy, a bezrobocie i tak w górę. Lipiec na rynku pracy

    Najwięcej ofert od miesięcy, a bezrobocie i tak w górę. Lipiec na rynku pracy

    Lipiec przyniósł najwięcej nowych internetowych ofert pracy od miesięcy, a mimo to stopa bezrobocia w ujęciu rocznym wzrosła. Najnowsze dane GUS oraz analiza ogłoszeń o zatrudnieniu pokazują rynek, na którym ożywienie widać w wielu regionach i branżach, ale nie we wszystkich zawodach.

    Bezrobocie w lipcu: 5,8 proc.

    Główny Urząd Statystyczny podał we wtorek, że stopa bezrobocia w lipcu 2026 r. wyniosła 5,8 proc. wobec 5,4 proc. rok wcześniej. To oznacza brak zmian w porównaniu z czerwcem. Finalny odczyt okazał się przy tym lepszy od wstępnych szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które na początku sierpnia wskazywało na 5,9 proc.

    Wiosną stopa bezrobocia w Polsce spadała, ale – jak podano – to efekt sezonowy, obserwowany co roku. W lutym i marcu wynosiła po 6,1 proc., w kwietniu 6,0 proc., w maju 5,9 proc., a w czerwcu obniżyła się do 5,8 proc. Poziom 6,1 proc. z lutego i marca był najwyższym odczytem od prawie pięciu lat.

    Na koniec lipca w urzędach pracy zarejestrowanych było 906,4 tys. osób. Resort pracy szacował ten wynik na 907,3 tys. W porównaniu z poprzednim miesiącem liczba bezrobotnych wzrosła o 4,9 tys., czyli o 0,5 proc. Rok do roku wzrost wyniósł 75,6 tys. osób, co odpowiada 9,1 proc.

    Dwie perspektywy na rynek pracy

    GUS podał dane za koniec lipca, a analiza ofert obejmuje cały miesiąc. Pierwsza statystyka dotyczy osób zarejestrowanych w urzędach pracy, druga – ogłoszeń publikowanych w internecie. To dwa różne pomiary rynku pracy: jeden liczy zarejestrowanych bezrobotnych, drugi liczy opublikowane ogłoszenia.

    Najwięcej ofert od miesięcy

    Osobno opublikowane dane o internetowych ofertach zatrudnienia pokazują, że po wyłączeniu prac sezonowych w lipcu wzrost liczby ogłoszeń odnotowano w większości województw. Największy miesięczny przyrost zanotowano w województwie warmińsko-mazurskim, podkarpackim i śląskim. Najmocniej ubyło natomiast ofert w wielkopolskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim. Mapa zmian jest więc nierówna: obok regionów z wyraźnym wzrostem są też takie, w których ofert wyraźnie ubyło.

    W ujęciu branżowym największy wzrost ofert w skali miesiąca wystąpił w edukacji, logistyce oraz spedycji. W edukacji wcześniej przez wiele miesięcy wakatów ubywało, ale teraz liczba ogłoszeń rośnie już trzeci miesiąc z rzędu, a sam lipiec przyniósł wzrost o wartości dwucyfrowej. W logistyce ofert przybywa nieprzerwanie od kwietnia, a ich liczba jest najwyższa od stycznia 2024 r. Wyraźną tendencję wzrostową widać również w spedycji.

    W turystyce po lipcowym wzroście liczba ogłoszeń znalazła się na najwyższym poziomie od ponad półtora roku. Z kolei w usługach ukazało się najwięcej ofert od września 2024 r.

    Kogo szukają pracodawcy, a kogo nie?

    Wśród zawodów wymagających wykształcenia w naukach społecznych lub prawnych relatywnie najwięcej nowych ofert pojawiło się dla pracowników centrów telefonicznych i działów zakupów. Nieśmiałe ożywienie widać w finansach oraz wśród prawników. Z drugiej strony największe spadki dotknęły grafików, pracowników biurowych oraz bankowość.

    Wyraźny problem widać wśród absolwentów nauk ścisłych i inżynieryjnych. W lipcu wzrost liczby ogłoszeń wystąpił we wszystkich kategoriach, ale nie w zawodach informatycznych. Największe przyrosty odnotowano natomiast w handlu internetowym, w działach BHP oraz w budownictwie.

    Najważniejsze liczby lipca

    • Stopa bezrobocia: 5,8 proc., bez zmian względem czerwca.
    • Zarejestrowani bezrobotni: 906,4 tys. osób, wobec 907,3 tys. szacowanych przez ministerstwo.
    • Wzrost liczby bezrobotnych: +4,9 tys. miesiąc do miesiąca i +75,6 tys. rok do roku.
    • Największy miesięczny wzrost ofert: warmińsko-mazurskie, podkarpackie, śląskie.
    • Największy spadek ofert: wielkopolskie, zachodniopomorskie, dolnośląskie.
    • Jedyna kategoria bez wzrostu dla absolwentów nauk ścisłych i inżynieryjnych: IT.

    Lipcowe dane nie dają jednej jednoznacznej odpowiedzi. Ofert przybywa, ale w wybranych regionach i branżach. Tymczasem liczba zarejestrowanych bezrobotnych pozostaje wyraźnie wyższa niż przed rokiem – na koniec lipca w urzędach pracy było 906,4 tys. osób.

  • Kto zapłaci za remont balkonu? Rząd szykuje nowe zasady dla mieszkańców bloków

    Kto zapłaci za remont balkonu? Rząd szykuje nowe zasady dla mieszkańców bloków

    Rząd chce w końcu rozprawić się z prawną szarą strefą, jaką są balkony, loggie i tarasy w budynkach wielorodzinnych. Projekt nowelizacji ustawy o własności lokali (UD312), wpisany do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów 20 lutego 2026 r., ma jasno określić, co należy do wspólnoty mieszkaniowej, a co do właściciela lokalu. To nie akademicki spór: od tej granicy zależą koszty remontów i potencjalne roszczenia odszkodowawcze.

    Konstrukcja wspólna, wnętrze prywatne

    Zgodnie z proponowanymi przepisami elementy konstrukcyjne trwale związane z bryłą budynku będą traktowane jako nieruchomość wspólna. Chodzi m.in. o płytę balkonową wraz z izolacją, dźwigary, balustrady oraz elementy stanowiące część elewacji. Za ich stan odpowie wspólnota, a niezbędne naprawy będą finansowane ze wspólnych środków, do których właściciele dokładają się proporcjonalnie do udziałów. W praktyce oznacza to, że w finansowaniu remontu konstrukcji balkonu mogą uczestniczyć także osoby, których lokal balkonu nie ma.

    Inaczej będzie z wewnętrzną powierzchnią balkonu, która służy wyłącznie właścicielowi danego lokalu. Jeśli konieczna okaże się wymiana płytek albo innego prywatnego wykończenia, koszt pozostanie po stronie właściciela mieszkania. To rozróżnienie nie jest nowe – od lat wynika z orzecznictwa Sądu Najwyższego. SN wskazywał, że wewnętrzna przestrzeń balkonu przylegającego do konkretnego lokalu stanowi jego część składową, natomiast elementy architektoniczne i konstrukcyjne trwale połączone z bryłą budynku są nieruchomością wspólną.

    Ministerstwo Rozwoju i Technologii podkreśla, że projekt nie zmienia obecnego podziału kosztów. W odpowiedzi na interpelację poselską wiceminister Tomasz Lewandowski tłumaczył, że do tej pory takich przepisów wprost nie było, a wspólnoty opierały się na orzecznictwie Sądu Najwyższego. Nowe zasady mają przede wszystkim przenieść do ustawy to, co w orzecznictwie funkcjonuje już od lat.

    „Projekt nie wprowadza nowych rozwiązań w zakresie odpowiedzialności za remonty balkonów, tarasów i loggii we wspólnotach mieszkaniowych względem obecnie stosowanych zasad, opartych na orzecznictwie Sądu Najwyższego” – tłumaczył wiceminister Tomasz Lewandowski.

    Wspólnota może podnieść zaliczkę

    Prawo dopuszcza też sytuację, w której wspólnota uzna, że właściciel mieszkania z balkonem nie dba o nieruchomość wspólną i zażąda od niego podwyższonych wpłat, np. na fundusz remontowy. Kluczowe znaczenie ma to choćby wtedy, gdy balustrada zaczyna się sypać albo jest uszkodzona – remont takiego elementu leży w gestii wspólnoty, podobnie jak w przypadku korytarza czy windy. Ciężar dowodu ma jednak spoczywać na wspólnocie – to ona musi wykazać dodatkowe koszty, przedstawić kalkulację i dopiero na podstawie uchwały podnieść wysokość comiesięcznej zaliczki konkretnemu właścicielowi. Takie stanowisko ministerstwo przedstawiło w odpowiedzi na pytania Interii Biznes.

    Wieszanie prania? Bez zmian

    Nowe przepisy nie odbiorą mieszkańcom prawa do korzystania z balkonu. Wbrew obawom pojawiającym się w sieci nie wprowadzą zakazu palenia papierosów ani wieszania prania. Wewnętrzna część balkonu pozostaje integralną częścią mieszkania, więc to właściciel decyduje, co na balkonie robi – oczywiście z zachowaniem zasad współżycia społecznego.

    Większy wgląd w finanse wspólnoty

    Projekt wykracza poza kwestie balkonów. Właściciele mieszkań zyskają szersze możliwości sprawdzania, jak zarządzana jest nieruchomość wspólna. Będą oni mogli zapoznać się z dokumentami takimi jak uchwały, regulaminy, protokoły, sprawozdania finansowe, kosztorysy, faktury, stany kont bankowych oraz umowy podpisane z firmami wykonawczymi. Zarząd będzie musiał udzielać informacji na temat prowadzenia gospodarki nieruchomością.

    Jeśli dokumentacja okaże się zbyt skomplikowana, właściciel będzie mógł poprosić o pomoc upoważnioną osobę znającą się na prawie, ekonomii lub budownictwie. Zarząd nie będzie mógł odmówić wglądu do dokumentów, chyba że zachodzą szczególne powody związane na przykład z ochroną danych osobowych lub dóbr osobistych. Według resortu zwiększona przejrzystość ma zmniejszyć ryzyko nieuzasadnionych wydatków i niepotrzebnego podwyższania zaliczek.

    Co dalej

    Projekt jest na etapie prac rządowych i dopiero ma trafić do dalszej ścieżki legislacyjnej. Nie wyznaczono jeszcze terminu pierwszego czytania w Sejmie; portal Interia Biznes podawał, że projekt ma trafić pod obrady Sejmu w październiku 2026 r. Resort zaznacza przy tym, że sam projekt nie oznacza automatycznego wzrostu miesięcznych opłat.

  • Rząd szykuje nową opłatę od alkoholu i papierosów. Ma zasilić Fundusz Zdrowia Publicznego

    Rząd szykuje nową opłatę od alkoholu i papierosów. Ma zasilić Fundusz Zdrowia Publicznego

    Polski rząd rozważa wprowadzenie nowej daniny, która uderzy w producentów i dystrybutorów alkoholu oraz papierosów. Z nieoficjalnych ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że opłata miałaby wynosić 0,25% rocznej wartości sprzedaży tych wyrobów, a zebrane środki trafiłyby do nowo utworzonego Funduszu Zdrowia Publicznego.

    Fundusz ten byłby niezależny od budżetu państwa i Narodowego Funduszu Zdrowia, a jego środki przeznaczono by wyłącznie na wydatki związane z ochroną zdrowia. Oznacza to, że na barki firm branży alkoholowej i tytoniowej spadłaby dodatkowa opłata, której celem jest pokrycie części kosztów leczenia chorób wywołanych przez ich produkty.

    Ministerstwo Zdrowia potwierdza prace

    Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na pytania dziennikarzy potwierdziło, że trwają analizy nad nowymi sposobami finansowania zdrowia publicznego. Resort nie zdradza jednak szczegółów, ale podkreśla, że chodzi o przerzucenie części wydatków zdrowotnych i społecznych na firmy, które czerpią zyski ze sprzedaży używek. Ministerstwo Zdrowia wyjaśniło, że celem nowego rozwiązania jest, aby:

    „część kosztów ponoszonych obecnie przez system ochrony zdrowia, system zabezpieczenia społecznego oraz całe społeczeństwo byłaby w większym stopniu powiązana z podmiotami czerpiącymi korzyści ekonomiczne z obrotu tymi produktami”.

    Oprócz samej opłaty, przedsiębiorcy z tych sektorów byliby zobowiązani do corocznego raportowania wartości sprzedaży. To dodatkowy obowiązek administracyjny, który budzi już pierwsze kontrowersje.

    Sprzeciw Ministerstwa Rozwoju i Technologii

    Pomysł nie spodobał się Ministerstwu Rozwoju i Technologii. Jak ujawnia „Rzeczpospolita”, wiceminister Michał Baranowski w piśmie z 10 sierpnia skierowanym do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wyraził poważne wątpliwości.

    Zwraca uwagę, że alkohol i papierosy są już objęte akcyzą, a nowa opłata wraz z obowiązkami dokumentacyjnymi może oznaczać nadmierną ingerencję w działalność gospodarczą. Resort rozwoju wskazuje na kumulację obciążeń, jakie już spoczywają na producentach i dystrybutorach, oraz przypomina o zasadzie ograniczania nowych ciężarów administracyjnych.

    Rynek wart 90 mld zł. Ile trafi do funduszu?

    Szacunkowe wyliczenia pokazują, że nowa danina mogłaby przynieść znaczące środki. Według danych agencji NielsenIQ oraz Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, roczna wartość sprzedaży alkoholu w Polsce to około 51,5 mld zł, a rynek tytoniowy szacowany jest na 30-40 mld zł. Łącznie daje to około 90 mld zł.

    Przy stawce 0,25% i takiej podstawie, fundusz mógłby liczyć na około 225 mln zł rocznie. To jednak wyliczenie szacunkowe – nie wiadomo bowiem, czy opłatę naliczano by od sprzedaży netto, czy brutto. Ostateczna kwota będzie zależała właśnie od tego szczegółu.

    Eksperci ostrzegają: ryzyko szarej strefy

    Wprowadzenie kolejnego obciążenia finansowego budzi obawy ekspertów. Zwracają oni uwagę, że zbyt wysoka akcyza może prowadzić do wzrostu szarej strefy. Te obawy nie są bezpodstawne – jak wynika z danych, w I kwartale 2026 r. nielegalny rynek tytoniowy stanowił już 9,7% rynku, podczas gdy pod koniec 2024 r. było to 6,7%. Legalna sprzedaż papierosów spadła w 2025 r. o 13%, a w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku o kolejne 10%.

    „Zbyt wysoka stawka akcyzy nie gwarantuje wysokich wpływów do budżetu. Jeśli legalny rynek się kurczy, państwo traci dochody” – komentuje Magdalena Szewczyk-Pochrzęst, dyrektor KSPT.

    Podobnego zdania jest Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, który w rozmowie z „Rzeczpospolitą” podkreśla:

    „Nie chodzi o to, żeby podatek był jak najwyższy. Chodzi o to, żeby był skutecznie pobierany. Dzisiaj coraz większym problemem jest to, że konsument znika z legalnego rynku, a wraz z nim znikają również wpływy do budżetu”.

    Pomysł jest na razie na etapie analiz. Rząd nie ujawnia, kiedy mógłby trafić pod obrady Sejmu. Wiadomo natomiast, że opłata objęłaby zarówno producentów, jak i dystrybutorów używek, a nowy fundusz miałby być odrębny od budżetu państwa i NFZ.

  • Rolnicy między młotem a kowadłem: Bruksela tnie budżet rolny o 80 mld euro, a dopłaty do nawozów budzą furię

    Rolnicy między młotem a kowadłem: Bruksela tnie budżet rolny o 80 mld euro, a dopłaty do nawozów budzą furię

    Bruksela szykuje cięcia w rolnictwie

    Unia Europejska pracuje właśnie nad nowym wieloletnim budżetem na lata 2028–2034, który ma przekroczyć 1,7 biliona euro. Największym kością niezgody jest propozycja ograniczenia wydatków na rolnictwo. Zgodnie z obecnym projektem na ten cel miałoby trafić około 300 miliardów euro – czyli o około 80 miliardów euro mniej niż w perspektywie 2021–2027, która opiewała na ponad 380 miliardów.

    Dla Polski oznaczałoby to ponad 20-procentowy spadek dostępnych środków. Nasz kraj, razem z pozostałymi państwami Grupy Wyszehradzkiej, stanowczo opowiada się za utrzymaniem finansowania na dotychczasowym poziomie. Problem w tym, że większość państw UE chce jednocześnie zwiększać wydatki na bezpieczeństwo, nowe technologie i konkurencyjność gospodarki, a nie wszystkie są gotowe podnieść swoje składki do unijnej kasy.

    „To jest matematyka, której nie da się rozwiązać” – oceniał w rozmowie z czeskimi mediami były wiceprezes Narodowego Banku Czech i europoseł Luděk Niedermayer.

    Rolnicy już teraz liczą ogromne straty

    Presja na budżet rolny pojawia się w momencie, gdy europejskie rolnictwo mierzy się z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Jak podaje stowarzyszenie producentów zbóż i roślin oleistych Coceral, same czerwcowe upały spowodowały straty w przychodach rzędu 2 miliardów euro i zniszczyły około 9 milionów ton plonów. Roczne średnie straty unijnego rolnictwa z powodu ekstremalnej pogody sięgają 28,3 miliarda euro – i prognozy wskazują, że będą rosnąć.

    Polska również odczuwa skutki suszy. Wiosna 2026 roku była wyjątkowo sucha – w marcu i kwietniu spadło zaledwie 32 mm deszczu, co jest jednym z najniższych wyników od dekad.

    Rewolucja w finansowaniu: koniec oddzielnego funduszu?

    Zgodnie z doniesieniami czeskiego portalu „Seznam Zpravy”, Bruksela proponuje połączenie środków rolnych z funduszami polityki spójności w jeden wspólny mechanizm. Resor rolnictwa obawia się, że w takim systemie zapewnienie rolnikom takiej samej puli pieniędzy jak obecnie będzie znacznie trudniejsze. „Bez odpowiednio silnych negocjacji i właściwego przygotowania krajowego planu dla rolnictwa może nie być dostępna taka sama pula środków jak obecnie” – ostrzega ministerstwo.

    Eksperci podkreślają, że samo zwiększanie dopłat nie wystarczy – potrzebne są inwestycje w technologie nawadniania, ochronę gleby i modernizację gospodarstw. Resort wskazuje też możliwość zwiększenia unijnych dochodów poprzez opłaty za emisje CO₂ czy mechanizm węglowy na granicach, a także wykorzystanie kapitału prywatnego oraz funduszy Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

    Druga strona medalu: dopłaty do nawozów dzielą rolników

    W tym samym czasie Komisja Europejska przyznała Polsce 66,63 miliona euro na wsparcie dla rolników dotkniętych wzrostem cen nawozów, spowodowanym eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie (ataki USA i Izraela na Iran rozpoczęły się 28 lutego 2026 roku). Środki unijne mogą zostać uzupełnione o finansowanie z budżetu krajowego do 200 proc. przyznanej kwoty, więc ostateczna pul zależy od decyzji polskiego rządu.

    Pomoc miała trafić do rolników, którzy kupili nawozy między 1 marca a 30 czerwca 2026 roku. To właśnie ten termin wywołał „stanowczy sprzeciw” Krajowej Rady Izb Rolniczych. Organizacja zwraca uwagę, że gospodarstwa towarowe kupują nawozy tuż po żniwach lub jesienią, aby uzyskać lepszą cenę i przechować je na własne potrzeby. W efekcie wielu rolników, którzy zrobili zapasy jeszcze jesienią 2025 roku, ale mają faktury wystawione przed 1 marca, zostałoby wykluczonych z dopłat.

    KRIR postuluje rozszerzenie okresu kwalifikowalności faktur od jesieni 2025 roku do września 2026 roku. Minister rolnictwa Stefan Krajewski tłumaczy jednak, że pomoc ma odpowiadać na skutki konkretnego kryzysu, który wybuchł pod koniec lutego 2026 roku.

    Co dalej?

    Ostateczny kształt budżetu UE na lata 2028–2034 oraz szczegółowe zasady dopłat do nawozów nie są jeszcze przesądzone. Resort rolnictwa zapowiada, że krajowe przepisy zostaną przygotowane po zakończeniu prac legislacyjnych. Dla polskich rolników najbliższe miesiące będą kluczowe – chodzi nie tylko o wysokość środków, ale też o model, w jakim będą one rozdysponowywane.

  • Volkswagen na ostrzu noża. Związki grożą strajkami, zarząd chce ciąć tysiące etatów

    Volkswagen na ostrzu noża. Związki grożą strajkami, zarząd chce ciąć tysiące etatów

    Napięcie w Volkswagenie sięga zenitu. Zarząd niemieckiego giganta motoryzacyjnego przedstawia właśnie szczegóły bolesnego programu oszczędnościowego, który może oznaczać likwidację dziesiątek tysięcy miejsc pracy, a nawet zamknięcie fabryk w Niemczech. Przedstawiciele załogi nie mają wątpliwości – jeśli kierownictwo nie wycofa się z planów, pracownicy są gotowi do strajków.

    Nawet 140 tys. miejsc pracy zagrożonych?

    We wtorek prezes koncernu Oliver Blume oraz szef marki Volkswagen Thomas Schäfer rozpoczęli serię spotkań z pracownikami w głównej fabryce w Wolfsburgu. To pierwsze bezpośrednie rozmowy z załogą od momentu zapowiedzi drastycznych cięć.

    Według doniesień agencji Bloomberg, strona pracownicza szacuje, że zagrożonych może być nawet 140 tys. miejsc pracy. Tymczasem sam zarząd ma zakładać możliwość likwidacji 100 tys. etatów, a w przypadku zamknięcia części niemieckich fabryk – kolejnych 40 tys. Z kolei Reuters podaje o redukcji 50 tys. stanowisk i potencjalnym zamknięciu pięciu zakładów w Niemczech.

    „Zarząd jest w pełni zdecydowany”

    Oliver Blume nie ukrywa, że sytuacja jest poważna. Podczas spotkania w Wolfsburgu cytowany przez Reutera powiedział:

    Zarząd jest w pełni zdecydowany na realizację tego kierunku działań i gotowy podjąć niezbędne kroki.

    Prezes argumentuje, że przy obecnej marży operacyjnej na poziomie około 3,8 proc. Volkswagen nie jest w stanie finansować swojej przyszłości. Koncern musi stawić czoła rosnącej presji ze strony chińskich producentów, wysokim kosztom operacyjnym w kraju oraz wielomiliardowym obciążeniom wynikającym z amerykańskich ceł. Według szacunków przewaga kosztowa niektórych rywali sięga już 30 proc.

    Przygotowany przez zarząd plan przewiduje ograniczenie europejskich zdolności produkcyjnych o około 500 tys. samochodów rocznie. Oprócz tego ma zostać zmniejszona liczba stanowisk menedżerskich oraz uproszczona oferta modeli i wariantów wyposażenia. Koszty pośrednie trzeba obniżyć o co najmniej 10 mld euro.

    Sprzeciw związków i presja właścicieli

    Związkowcy nie pozostawiają na planach zarządu suchej nitki. Szefowa IG Metall Christiane Benner określiła cel osiągnięcia przez Volkswagena 9-procentowej marży operacyjnej jako „oderwany od rzeczywistości”.

    Jeszcze ostrzej wypowiedziała się Daniela Cavallo, przedstawicielka pracowników Volkswagena. Podczas wtorkowego spotkania w Wolfsburgu stwierdziła, że zaufanie do zarządu i prezesa Blume’a zostało nadszarpnięte, choć nie jest to jeszcze szkoda nieodwracalna. Działacze związkowi na lokalnym szczeblu ostrzegają, że w razie braku ustępstw ze strony kierownictwa załoga może sięgnąć po strajki.

    Działacze związkowi argumentują, że to nie pracownicy powinni płacić za strategiczne potknięcia kierownictwa. Wymieniają tu opóźnienia w rozwoju własnego oprogramowania, problemy z transformacją na elektromobilność oraz utratę pozycji na rynku chińskim. Dodają, że załoga już wcześniej zgodziła się na redukcję dziesiątek tysięcy etatów.

    Dodatkową presję na zarząd wywiera Porsche SE, spółka holdingowa rodziny Porsche-Piëch, która kontroluje większościowy pakiet akcji Volkswagena. Przedstawiciele holdingu określili sytuację koncernu jako „historyczne rozdroże” i zaapelowali o szybsze wdrażanie reform. Tłumaczą to także własnym interesem – słabsze wyniki finansowe Volkswagena i Porsche oznaczają niższe dywidendy, które od lat są istotnym źródłem dochodu dla rodziny.

    Co dalej?

    Dla Olivera Blume’a restrukturyzacja stała się najważniejszym testem jego kadencji. Restrukturyzację dodatkowo komplikuje specyficzny system zarządzania w Volkswagenie. Wiele strategicznych decyzji wymaga zgody nie tylko reprezentantów pracowników, ale także władz landu Dolna Saksonia, które mają prawo weta. Analityk Wolfgang Schroeder z Uniwersytetu w Kassel zwraca uwagę, że Blume musi lawirować między wieloma grupami interesu, jednocześnie dysponując ograniczonym poparciem politycznym dla swoich planów.

    Prezes zapewnił, że zarząd chce w ciągu najbliższych 6–12 miesięcy stworzyć sprzyjające warunki do przetrwania zakładów. Podczas spotkania w Wolfsburgu dodał:

    Zamknięcie fabryk to ostateczność i najbardziej kosztowne rozwiązania.

    W najbliższych dniach do zakładów w całych Niemczech mają udać się członkowie zarządu, w tym dyrektor finansowy Arno Antlitz, aby przekonywać załogę, że głębokie reformy są nieuniknione.

  • Sprzedaż detaliczna: USA w dół, Polska w górę. Co za tym stoi?

    Sprzedaż detaliczna: USA w dół, Polska w górę. Co za tym stoi?

    Lipcowe dane o sprzedaży detalicznej ujawniają kontrastujące trendy po obu stronach Atlantyku. W Stanach Zjednoczonych niespodziewanie spadła, podczas gdy w Polsce wciąż utrzymuje się na solidnym poziomie, choć dynamika w niektórych kategoriach wyhamowała.

    USA: niższe wpływy po promocjach i tańszym paliwie

    W Stanach Zjednoczonych sprzedaż detaliczna w lipcu zmalała o 0,6 proc. w porównaniu z czerwcem – wynika z danych Biura Spisów Ludności Departamentu Handlu. Ekonomiści ankietowani przez Reuters prognozowali wzrost o 0,1 proc., a ich prognozy wahały się od -0,5 proc. do +0,7 proc.

    Głównymi przyczynami spadku były przesunięcie wyprzedaży Prime Day Amazona z lipca na czerwiec oraz niższe ceny benzyny, które przełożyły się na mniejsze paragony na stacjach. Producenci samochodów również odnotowali spadek sprzedaży. Analitycy PNC Financial zauważyli, że w lipcu gospodarstwa domowe mocniej odczuwały wyższe ceny paliw niż wcześniej w tym roku, co ich zdaniem tworzy mniej sprzyjające otoczenie dla wydatków w drugiej połowie roku. Mimo to podkreślili, że trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym wydatki faktycznie by spadły, biorąc pod uwagę rosnącą zamożność gospodarstw domowych napędzaną hossą na giełdzie. Indeks S&P 500 zyskał w tym roku 14 proc.

    „Widzimy coraz więcej dowodów na to, że gospodarstwa domowe o wyższych dochodach i starsze czerpią zyski z bogactwa, aby wesprzeć wydatki” – napisali ekonomiści PNC Financial.

    Sprzedaż podstawowa (bez aut, paliw, materiałów budowlanych i gastronomii) obniżyła się o 0,4 proc., po skorygowanym w dół wzroście o 0,4 proc. w czerwcu. Prognozy zakładały wzrost o 0,3 proc. Mimo miesięcznego spadku wydatki konsumpcyjne, stanowiące ponad dwie trzecie amerykańskiej gospodarki, w drugim kwartale rosły w tempie 3,2 proc. w ujęciu rocznym, a cała gospodarka osiągnęła wzrost 1,5 proc.

    Polska: dobra trwałe wciąż na fali

    W Polsce lipcowa sprzedaż detaliczna rok do roku wzrosła, choć w części kategorii dynamika osłabła. Sprzedaż mebli, RTV i AGD zwiększyła się o 8,8 proc. rok do roku (wobec 14,8 proc. w czerwcu), a sprzedaż samochodów i części o 8,1 proc. (wobec 9,6 proc. miesiąc wcześniej). Dwucyfrowy wzrost utrzymały zakupy farmaceutyków i sprzętu ortopedycznego – 10,8 proc. rok do roku (wobec 10,2 proc. w czerwcu). Drugi miesiąc z rzędu wzrosła też sprzedaż żywności – o 1,5 proc.

    Spadki odnotowano w odzieży i obuwiu (-1,7 proc.) oraz w przypadku paliw – w ujęciu miesięcznym sprzedaż paliw zmalała o blisko 7 proc. Zdaniem ekonomistów mBanku to bezpośredni skutek zakończenia programu CPN („Ceny Paliwa Niżej”).

    Fundamenty popytu pozostają korzystne – stopa bezrobocia jest niska, a koniunktura w handlu detalicznym w lipcu i sierpniu była wyższa niż średnia z II kwartału, osiągając poziom najwyższy od początku pandemii. Wskaźnik ufności konsumenckiej pozostaje stabilny, co podkreślają analitycy Banku Millennium.

    Mimo zawirowań cenowych na stacjach benzynowych konsumenci zachowują spokój, a popyt na dobra trwałe wciąż jest solidny – oceniają ekonomiści ING. ING Bank Śląski nadal przewiduje, że w 2026 roku polska gospodarka urośnie o 3,4 proc., wobec 3,6 proc. w roku poprzednim.

    Z kolei Credit Agricole ocenia, że lipcowe dane miesięczne nieco zwiększają ryzyko dla ich prognozy wzrostu PKB w trzecim kwartale, którą szacują na 3,3 proc. rok do roku, wobec 3,8 proc. w drugim kwartale.

    W horyzoncie kilku najbliższych kwartałów eksperci mBanku spodziewają się stopniowego ochłodzenia wzrostu konsumpcji, co ich zdaniem przełoży się na wzrost PKB poniżej 3 proc. w drugiej połowie 2027 roku. Jednak według BOŚ to właśnie relatywnie wysokie oszczędności gospodarstw domowych mogą powstrzymać głębszy spadek konsumpcji. BOŚ prognozuje, że w nadchodzących kwartałach konsumpcja będzie rosnąć w tempie około 3 proc. rok do roku.

    Analitycy PKO BP zwracają uwagę, że gospodarstwa domowe wciąż dysponują dużymi oszczędnościami, co daje im bufor na wypadek negatywnych szoków dochodowych. Zastrzegają jednak, że rosnący udział usług w koszyku konsumpcyjnym, widoczny od kilku lat, może osłabiać dynamikę sprzedaży detalicznej.

    Polityka pieniężna bez zmian w 2026 roku?

    Bank Millennium ocenia, że najnowsze dane ze sfery realnej mają neutralne implikacje dla polityki pieniężnej. Najbliższe posiedzenie RPP zaplanowano na 8 i 9 września. Analitycy zakładają stabilne stopy procentowe NBP przez cały 2026 rok. W 2027 roku, jeśli inflacja spadnie i osłabnie popyt inwestycyjny, może pojawić się przestrzeń do dwóch obniżek stóp po 25 punktów bazowych każda.