Blog

  • Ćwierć miliarda złotych dla dzieci chorych na raka. Fundacja Cancer Fighters pokazuje, co zrobi z rekordową sumą

    Ćwierć miliarda złotych dla dzieci chorych na raka. Fundacja Cancer Fighters pokazuje, co zrobi z rekordową sumą

    Wyobraź sobie kwotę, która przewyższa roczny budżet Legii Warszawa. Teraz wyobraź sobie, że ta kwota, a dokładnie ponad 251 milionów złotych, została zebrana w dziewięć dni na jednym streamie internetowym. To nie jest żadna teoria – to rzeczywistość zbiórki organizowanej przez Łatwoganga dla Fundacji Cancer Fighters.

    Rekord, który otwiera nową epokę

    Wszystko zaczęło się od piosenki. Utwór „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”, który nagrali raper Bedoes 2115 i 11-letnia podopieczna fundacji, Maja Mecan, poruszył internet. Zainspirowany popularnością klipu, youtuber Patryk „Łatwogang” Garkowski rozpoczął wyzwanie: transmisja na żywo miała trwać tyle sekund, ile zbierze polubień pod nagraniem na TikToku.

    Pierwotnie Łatwogang liczył na 500 tysięcy złotych. Finał? Ponad 250 milionów złotych, co jest światowym rekordem kwoty zebranej podczas charytatywnej transmisji na żywo. To kwota absolutnie bezprecedensowa.

    „To moment, którego nie da się potraktować jak zwykłego wyniku zbiórki. To ogromne zaufanie, które ludzie przekazali tej akcji” – napisała fundacja w oświadczeniu. „Ta kwota to nie tylko wielka szansa na pomoc, ale też ogromna odpowiedzialność.”

    Gigantyczny gest polskiego biznesu

    Ale to nie tylko wpłaty od tysięcy widzów. Do akcji włączył się też wielki biznes. Firmy prześcigały się w hojności, a lista największych darczyńców robi ogromne wrażenie:

    • Zen.com – 2,55 mln zł
    • Tymbark – 2,51 mln zł
    • Budimex – 2,50 mln zł
    • Kuchnia Vikinga – 1,87 mln zł
    • Wydawnictwo NieZwykłe – 1,3 mln zł

    Wsparcie o wartości miliona złotego zadeklarowały też m.in. Apart, XTB, Neboa i Eveline Cosmetics. To pokazuje skalę zaangażowania, która wykracza daleko poza społeczność internetową.

    Skala, która zapiera dech w piersiach

    Dla zrozumienia, czym jest ćwierć miliarda złotych, warto sięgnąć po porównania. Ta kwota to:

    • Więcej niż roczny budżet Legii Warszawa (który w ubiegłym sezonie wyniósł 230 mln zł)
    • Prawie tyle, co roczne przychody Szpitala Miejskiego w Gliwicach (274 mln zł)
    • Ponad dwa razy tyle, co Warszawa wydaje na odśnieżanie ulic w całym sezonie zimowym
    • Niewiele mniej niż tegoroczny wynik Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (263 mln zł), choć WOŚP zbierała przez jeden dzień, a nie dziewięć

    Mimo że w skali całego budżetu NFZ na onkologię (około 25 miliardów złotych rocznie) to wciąż niewielka część, na poziomie konkretnych szpitali, rodzin i pacjentów te pieniądze mogą zrobić rewolucję.

    Plan działania: trzy fundamenty i absolutna transparentność

    Co zrobi fundacja z tak ogromną sumą? Marek Kopyść, prezes Cancer Fighters, od razu przedstawił jasny plan, oparty na trzech filarach:

    1. Natychmiastowa pomoc dla podopiecznych – już od poniedziałku 27 kwietnia fundacja zaczęła zamykać najpilniejsze zbiórki swoich beneficjentów. Chodzi o środki na leczenie, rehabilitację, leki czy transport do klinik.
    2. Wsparcie systemowe dla klinik – trwają rozmowy z ośrodkami w całej Polsce. Środki mogą posłużyć na zakup sprzętu, doposażenie oddziałów lub większe projekty infrastrukturalne.
    3. Pełna transparentność – to kluczowy element całego przedsięwzięcia.

    Aby dotrzymać obietnicy przejrzystości, fundacja zapowiada uruchomienie specjalnego serwisu internetowego. Nie będzie to zwykłe podsumowanie, ale „żywy raport”, gdzie krok po kroku będą pokazywane konkretne przypadki pomocy, zakupiony sprzęt i efekty działań.

    Rada ekspertów, a nie przypadkowe decyzje

    „Takiej kwoty nie da się od razu wydać. Mówimy o zmianie polskiej onkologii” – powiedział Marek Kopyść w rozmowie z RMF FM.

    Dlatego fundacja powoła specjalną radę doradczą złożoną z niezależnych ekspertów. Jej zadaniem będzie wspieranie w podejmowaniu najważniejszych decyzji finansowych. Do rady dołączyli już m.in. Paweł Zawadzki z Dolnośląskiego Centrum Onkologii oraz wybitny onkolog dziecięcy, profesor Krzysztof Kałwak.

    „Nie chcemy, aby decyzje dotyczące największych wydatków były podejmowane wyłącznie wewnętrznie” – podkreśla fundacja. Każdy większy projekt ma być poprzedzony analizą i konsultacjami.

    Społeczność mówi: TAK!

    Wrażenie robi nie tylko skala zbiórki, ale też jej społeczny odbiór. Według raportu Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura, 97% komentarzy w internecie miało sentyment pozytywny. Mówiło się o „historycznym rekordzie” i „rozwaleniu systemu przez polski internet”.

    96% internautów wyraziło wsparcie dla Łatwoganga. To rzadko spotykana jednomyślność w polskim dyskursie publicznym.

    To dopiero początek drogi

    Rekordowa zbiórka się skończyła, ale dla Fundacji Cancer Fighters to dopiero początek nowego, ogromnego zadania.

    „Będziemy pomagać, ale będziemy też pokazywać, jak pomagamy. Będziemy podejmować decyzje, ale będziemy też tłumaczyć, dlaczego je podjęliśmy” – deklaruje organizacja.

    Jedno jest pewne: ćwierć miliarda złotych zebrane w niecałe dziesięć dni to dowód na ogromną siłę społecznego zaangażowania. Teraz przyszedł czas, by te pieniądze zaczęły „realnie pracować tam, gdzie są najbardziej potrzebne”. I jak zapowiada fundacja – każdy będzie mógł to na bieżąco obserwować.

  • Szok Ormuzu nie odpuszcza. Goldman Sachs przestawia prognozy cen ropy na wyższe tory

    Szok Ormuzu nie odpuszcza. Goldman Sachs przestawia prognozy cen ropy na wyższe tory

    Czy zapłacimy nawet 90 dolarów za baryłkę ropy Brent na koniec 2026 roku? Wygląda na to, że giełdowi giganci zaczynają przygotowywać nas na taki właśnie scenariusz.

    Analitycy Goldman Sachs właśnie znacząco podnieśli swoje prognozy dla surowca. W nowym raporcie, cytowanym przez Bloomberg, bank zakłada, że średnia cena ropy Brent w ostatnim kwartale 2026 roku wyniesie 90 dolarów za baryłkę. To aż o 10 dolarów więcej niż poprzednie oczekiwania!

    Skąd tak ostry zwrot?

    Powód? Zamknięcie strategicznej Cieśniny Ormuz przez USA wywołało prawdziwy szok podażowy. Goldman Sachs wskazuje, że eksport ropy z Bliskiego Wschodu wróci do normy później, niż sądzono – dopiero pod koniec czerwca, a nie w połowie maja.

    A tuż za tym idą rekordowe spadki globalnych zapasów. W kwietniu światowe rezerwy ropy mogły kurczyć się w tempie nawet 11-12 milionów baryłek dziennie. Jak podkreślają analitycy, to „ekstremalne” tempo redukcji.

    „Szacujemy, że utracone 14,5 miliona baryłek ropy naftowej dziennie w Zatoce Perskiej powoduje, że globalne zapasy ropy spadną w rekordowym tempie” – napisano w raporcie.

    Efekt w liczbach i na stacjach

    Od połowy kwietnia ceny ropy poszybowały w górę o ponad 20%. W poniedziałek baryłka Brent kosztowała ponad 106 dolarów. To wciąż poniżej marcowego szczytu blisko 120 dolarów, ale – jak zaznacza Goldman Sachs – obecne poziomy są „prawie o 30 dolarów wyższe niż przed 'szokiem’ Ormuz”.

    Co gorsza, to nie tylko chwilowa zadyszka. Bank ostrzega przed długoterminowymi skutkami. W dłuższej perspektywie zdolności produkcyjne Zatoki Perskiej mogą spaść o około 500 tysięcy baryłek dziennie, głównie z powodu uszkodzeń infrastruktury w Iraku.

    Ciemne chmury nad gospodarką

    Goldman Sachs nie pozostawia złudzeń: „bezprecedensowa skala szoku” może prowadzić do niedoborów produktów naftowych i poważnie uderzyć w globalną gospodarkę. Ryzyko gospodarcze jest ich zdaniem większe, niż sugeruje scenariusz bazowy.

    W bieżącym kwartale rynek może odnotować deficyt na poziomie 9,6 miliona baryłek dziennie. Dla porównania – rok temu mieliśmy do czynienia z nadwyżką.

    Ale giełdy… rosną?

    Co ciekawe, póki co globalne rynki akcji zdają się ignorować niebezpieczeństwo. W piątek indeksy S&P 500 i Nasdaq Composite zamknęły się na rekordowych poziomach, napędzane dobrymi wynikami spółek.

    Analitycy Goldman Sachs przestrzegają jednak przed zbytnią euforią. Wskazują, że jeszcze większe spadki popytu na energię mogą być konieczne, jeśli szok podażowy się przedłuży. Czyli drogie paliwo może w końcu zdławić konsumpcję i gospodarkę.

    Wszystkie oczy są teraz zwrócone na Bliski Wschód. Kontrakty terminowe na ropę notują już szósty dzień wzrostów z rzędu, utrzymując się w okolicach 108 dolarów. To pokazuje, że rynek pozostaje wyjątkowo nerwowy i każda wiadomość geopolityczna może znów wywołać gwałtowne ruchy.

    Jedno jest pewne: era taniej ropy na razie się nie wróci.

  • Kryzys LNG na lata? Skutki wojny w Iranie dotkną nas aż do 2030

    Kryzys LNG na lata? Skutki wojny w Iranie dotkną nas aż do 2030

    Czy konflikt na Bliskim Wschodzie, który od kilku miesięcy wstrząsa światem, może mieć wpływ na gospodarki Europy i Azji przez kolejne kilka lat? Według najnowszego raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) właśnie tak będzie. Rynek skroplonego gazu LNG ma pozostać napięty przez co najmniej dwa kolejne lata, a skumulowany niedobór surowca do 2030 roku może sięgnąć gigantycznej wartości.

    Załamanie na rynku skroplonego gazu

    W 2025 roku przez cieśninę Ormuz przepłynęło niemal 20% światowych dostaw LNG. Cały region Bliskiego Wschodu odpowiada za około 25% podaży tego surowca oraz 18% globalnego wydobycia gazu. Efekty konfliktu widoczne są już w danych z pierwszego kwartału 2026 roku.

    Jak podaje IEA, globalna produkcja LNG była w marcu o 8% niższa niż rok wcześniej, spadając o 4 miliardów metrów sześciennych. Ale ten spadek nie był tak duży, bo zmniejszenie produkcji (załadunków skroplonego LNG) o 9,5 mld m³ w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich zostało częściowo skompensowane większą podażą z nowo otwartych zakładów w Ameryce Północnej i Afryce. Prognozowane łączne straty w podaży LNG w marcu i kwietniu w Katarze i Emiratach mają wynieść ok. 20 mld m³. Agencja zwraca uwagę na istotne rozróżnienie: „Ze względu na czas trwania transportu, pełny wpływ zakłóceń (w podaży gazu) ujawnia się dopiero po pewnym czasie”. W pierwszych 20 dniach kwietnia dostawy LNG były rok do roku niższe o 10% (ponad 3 mld m³).

    Ceny gazu wróciły do poziomów z 2023 roku

    Ceny gazu w marcu okazały się najwyższe od stycznia 2023 roku. Europejski indeks TTF wyniósł około 61 dol. za megawatogodzinę, azjatycki JKM — około 72 dol./MWh. Na rynki wkradła się też niespotykana od dawna zmienność — największa od stycznia 2023 w Europie i od marca 2022 w Azji.

    „Każdy miesiąc bez tranzytu ładunków LNG powoduje utratę ok. 10 mld m sześc. surowca, obniżając prognozy popytu w kluczowych regionach importowych” — czytamy w raporcie IEA.

    W Europie zużycie gazu w marcu zmniejszyło się rok do roku o około 4% (2 mld m³), dzięki niższym zapotrzebowaniu w elektroenergetyce dzięki zwiększonej pracy elektrowni wiatrowych i wodnych.

    Katastroficzne prognozy: 120 mld m³ LNG mniej do 2030

    Trwający konflikt skutecznie przekreślił wcześniejsze scenariusze zakładające nadwyżkę gazu na rynku. Według katarskich władz, irańskie ataki uszkodziły około 17% krajowych mocy skraplania gazu. Szacowany czas napraw wynosi nawet pięć lat. Zniszczenia infrastruktury skraplającej gaz w Katarze – drugim co do wielkości eksporterze LNG na świecie – do 2030 roku mogą zmniejszyć krajową produkcję tego paliwa o 70 mld m³. Kolejne straty dla tego samego okresu, związane z opóźnieniami w rozbudowie katarskiego pola wydobywczego North Field East, wyniosą ok. 20 mld m³. IEA oszacowała całościowy wpływ wojny na podaż LNG w ciągu czterech najbliższych lat.

    Do 2030 roku na rynkach ma być o 120 mld m³ skroplonego gazu mniej, czyli około 15% mniej niż w „normalnym” scenariuszu. Długo oczekiwana nadwyżka surowca zostaje opóźniona o co najmniej dwa lata.

    Paradoksalnie, napięta sytuacja może wzmocnić pozycję amerykańskich eksporterów LNG. Stany Zjednoczone od lat intensywnie rozbudowują moce eksportowe, a w marcu i kwietniu Departament Energii wydał pozwolenia na zwiększenie eksportu dwóm terminalom: Plaquemines w Luizjanie oraz Elba Island w stanie Nowy Jork. Ale nawet dynamiczny wzrost amerykańskiej podaży nie wypełni luki po utraconych zdolnościach katarskich na czas.

    Reakcja po stronie popytu będzie kluczem

    Wyższe ceny gazu i ograniczona dostępność surowca wymuszają adaptację po stronie odbiorców. Kluczowe rynki importujące – przede wszystkim w Azji – już teraz wdrażają mechanizmy ograniczające zużycie.

    „Reakcja po stronie popytu będzie kluczem do zrównoważenia globalnego rynku gazu” — napisała agencja w raporcie.

    Wydaje się, że skutki konfliktu będziemy odczuwać przez lata. Do 2030 roku czeka nas skumulowany niedobór LNG, który wyniesie około 120 miliardów metrów sześciennych. To wiadomość, której skutki odczują zarówno konsumenci, jak i inwestorzy na całym świecie. Według tradera energii Vitol Group, skutki obecnego konfliktu dla globalnej podaży mogą być odczuwalne aż do 2028 roku. Walka z napiętą sytuacją na rynku energii będzie wymagać zarządzania popytem i elastyczności dostaw.

  • Rekordowe 626 mld USD w jednym kwartale. Gdzie tak naprawdę płynie kapitał z ETF-ów?

    Rekordowe 626 mld USD w jednym kwartale. Gdzie tak naprawdę płynie kapitał z ETF-ów?

    Rynek ETF-ów właśnie rozpalił się do czerwoności. Kapitał wraca z impetem, ale uwaga – robi to w bardzo konkretnym, skoncentrowanym stylu.

    Historyczny kwartał na rynku ETF

    Pierwszy kwartał 2026 roku przejdzie do historii. Jak wynika z danych przytoczonych przez ekspertów, globalne napływy do ETF-ów sięgnęły astronomicznych 626,42 mld USD. To absolutny rekord w historii sektora.

    Ale na tym nie koniec. Inwestorzy nie kierują pieniędzy byle gdzie. Wyraźnie widać, kto w tym momencie jest faworytem.

    Technologia znów na czele

    Segment technologiczny odżył. W strukturze obrotu ETF-ami sektorowymi odpowiada już za około 60% całkowitego wolumenu. Co więcej, większość tych transakcji to zakupy – a nie sprzedaż.

    Wśród najpopularniejszych funduszy dominują produkty związane z sektorem informatyki oraz sztuczną inteligencją (AI). To wyraźny sygnał, że po okresie niepewności kapitał wraca do spółek wzrostowych.

    Ale magia nie ogranicza się tylko do nowych technologii. W centrum uwagi znalazły się także sprawdzone benchmarki jak MSCI World czy FTSE All-World, a także strategie dywidendowe. Fundusze takie jak Global X Superdividend czy VanEck Morningstar Developed Markets Dividend Leaders notują wyraźne napływy.

    Selektywnie w energetyce

    Zmienność na rynku ropy naftowej nakręca koniunkturę na ETF-y i ETC surowcowe. Cena Brent, po chwilowym spadku do 93 dolarów za baryłkę, wróciła w okolice 99 dolarów. To idealne paliwo dla traderów.

    Wśród najchętniej wybieranych instrumentów są lewarowane ETC, m.in. na WTI oraz Brent. Co ciekawe, inwestorzy nie grają prostego „long energy”. Widoczne jest selektywne podejście: globalną ekspozycję energetyczną się kupuje, ale europejskie spółki paliwowe są redukowane.

    To nie demokracja, a monopol trzech gigantów

    I tu dochodzimy do sedna. Boom na ETF-y to nie tylko rekordowe napływy, ale i rosnąca koncentracja rynku. Obecnie na świecie dostępnych jest 16 284 ETF-ów oferowanych przez 994 dostawców na 85 giełdach. Te liczby sugerują ogromną różnorodność, ale prawda jest inna.

    58,4% wszystkich globalnych aktywów ETF kontroluje zaledwie trzech gigantów: iShares (BlackRock), Vanguard i SPDR (State Street). W Europie ich dominacja jest jeszcze silniejsza – trzy największe podmioty (iShares, Amundi, Xtrackers) kontrolują 62,3% rynku.

    W praktyce oznacza to, że mimo tysięcy produktów, większość kapitału wpływa do wąskiej grupy superpłynnych funduszy. W marcu zaledwie sześć ETF-ów przyciągnęło ponad 50 mld USD napływu.

    Gdzie płyną pieniądze?

    Podsumowując: kapitał nie znika z rynku – on się rotuje. Obecnie jego głównym celem są technologie, globalne indeksy, a w tle umacniają się też fundusze rynku pieniężnego kosztem obligacyjnych.

    Zarówno amerykańskie mid-capy, jak i rynek niemiecki przyciągają uwagę, podczas gdy rynki wschodzące tracą impet. Z kolei w niszach pojawiają się perełki, jak sektor kosmiczny, którego reprezentant od debiutu wzrósł ponad czterokrotnie.

    Wniosek? Rynek ETF-ów jest silny, ale i bezwzględnie wybiórczy. Kapitał płynie tam, gdzie skala i płynność są największe.

  • Złoto gubi blask bezpiecznej przystani? Analitycy ostrzegają, Bitcoin i akcje walczą o koronę

    Złoto gubi blask bezpiecznej przystani? Analitycy ostrzegają, Bitcoin i akcje walczą o koronę

    Rok 2026 jest dla inwestorów jak jazda po bandzie – gwałtowne spadki przeplatają się z historycznymi szczytami, a klasy aktywów, które przez lata były uważane za pewniaki, nagle zaczynają zachowywać się w nieprzewidywalny sposób. Król metali szlachetnych, złoto, traci swój blask, a Bitcoin i wybrane sektory akcji walczą o miano najlepszej inwestycji.

    Złoto: historyczny wzrost i groźba powtórki z lat 80.

    Złoto jest jak dotąd najlepiej prosperującą inwestycją 2026 roku pod względem ROI od początku stycznia – mówi portal Comparic.pl. Po imponującym wzroście o ponad 25% do poziomu 5 418 USD za uncję, kurs gwałtownie cofnął się o blisko 14%. W momencie analizy żółty metal notował wzrost o 8,1% od początku roku przy cenie 4674 USD.

    Kluczowym momentem – i to zapalnikiem niepokoju – była reakcja złota na atak USA i Izraela na Iran. Zamiast rosnąć w obliczu geopolitycznego napięcia, kurs się załamał i pozostaje ponad 12% poniżej szczytu z 2 marca.

    I tu pojawia się drugi, jeszcze bardziej niepokojący głos, opisywany przez Comparic.pl. Analityk Sunil Gurjar wskazuje, że obecna sytuacja zaczyna przypominać schemat z końca lat 70. Wówczas konflikt w Iranie doprowadził do skoku cen ropy i uruchomił spiralę inflacyjną. Złoto początkowo zyskało na wartości, ale finał cyklu był bolesny – rynek wszedł w fazę wieloletniej bessy.

    „Obecna słabość złota w obliczu poważnych zagrożeń gospodarczych może być sygnałem ostrzegawczym dla rynku” – ostrzega Sunil Gurjar, analityk rynku metali szlachetnych.

    Bitcoin: czy odrobi lekcję z 2024 roku?

    Zupełnie inną historię pisze Bitcoin. Choć jeszcze na początku roku gwałtowne spadki w styczniu i lutym sugerowały, że cykl hossy (który kulminował nowym rekordem wszechczasów powyżej 125 000 USD pod koniec 2025 roku) dobiegł końca, to sytuacja się odwraca. Po spędzeniu większości pierwszego kwartału na konsolidacji, BTC zaczął wyraźnie rosnąć w kwietniu.

    Co ciekawe, schemat cenowy ostatnich sześciu miesięcy przypomina zachowanie Bitcoina z drugiego i trzeciego kwartału 2024 roku – okresu, w którym kryptowaluta przez długi czas wydawała się niezdolna do wyrwania się z trendu spadkowego, a ostatecznie ruszyła na rekordowe poziomy. Część analityków instytucjonalnych prognozuje nawet, że BTC może osiągnąć 150 000 USD do końca 2026 roku.

    Ale jest jeden problem – brak wyraźnego katalizatora. W 2024 roku takim impulsem były wybory prezydenckie w USA. Dziś podobnego bodźca na horyzoncie nie widać.

    Giełda nie zachwyca, ale sektory palą się do gry

    Indeks S&P 500 wzrósł od początku roku o zaledwie 4,07% – skromnie na tle złota. Jednak w jego cieniu kryją się sektory, które zachowują się jak zupełnie oddzielne rynki. Sektor energetyczny w ramach indeksu zyskał od 2 stycznia aż 23,36%, dorównując stopie zwrotu złota. Za tym wynikiem stoją działania militarne na Bliskim Wschodzie oraz konsekwentna polityka „drill, baby, drill” prezydenta Donalda Trumpa.

    Osobnym tematem są producenci półprzewodników i pamięci. Firmy z tej branży radzą sobie znacznie lepiej niż reszta rynku, napędzane doniesieniami o dalszych inwestycjach w rozbudowę infrastruktury sztucznej inteligencji.

    Podsumowując – rok 2026 nie nagradza lojalności wobec jednej klasy aktywów. Nagradza czujność i gotowość do rewizji przekonań. A tych, jak widać, weryfikacja może być bolesna.

  • Polacy ruszyli do sklepów! GUS podał miażdżące dane o sprzedaży w marcu

    Polacy ruszyli do sklepów! GUS podał miażdżące dane o sprzedaży w marcu

    Czy polski konsument w końcu ruszył z miejsca? Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają złudzeń – odpowiedź brzmi: tak, i to z impetem! Sprzedaż detaliczna za marzec wystrzeliła, bijąc na głowę wszelkie prognozy ekonomistów.

    I to nie jest mały skok. Mówimy o prawdziwym boomie.

    18,1% w miesiąc? To się nazywa przyspieszenie

    GUS podał, że w marcu 2026 r. sprzedaż detaliczna w cenach stałych była o 8,7% wyższa niż w analogicznym miesiącu 2025 roku. Dla porównania, w marcu ubiegłego roku odnotowano spadek o 0,3%. Ale największe wrażenie robi porównanie do lutego 2026 – tutaj wzrost wyniósł aż 18,1%!

    Ekonomiści spodziewali się dobrych wyników, ale nie aż tak dobrych. Mediana prognoz zakładała dynamikę roczną na poziomie 5,9%, a miesięczną 15,5%. Rzeczywistość okazała się znacznie lepsza.

    Q1 na plusie, a sprzedaż internetowa nabiera tempa

    Dobre wieści płyną też z szerszej perspektywy. W całym pierwszym kwartale 2026 r. sprzedaż detaliczna wzrosła o 4,8% rok do roku (wobec 1,4% w analogicznym okresie 2025 r.). To wyraźne przyspieszenie konsumpcji.

    Coraz chętniej kupujemy też w sieci. W marcu wartość sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących była o 17,3% wyższa niż przed rokiem. Co więcej, udział e-handlu w sprzedaży ogółem wzrósł z 9% do 9,6%.

    GUS wskazał konkretne kategorie, które napędzają ten wzrost:

    • Meble, RTV, AGD – udział online skoczył z 17,9% do 21,6%.
    • Prasa, książki i pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach – z 19,9% do 21,3%.
    • Tekstylia, odzież, obuwie – z 27,2% do 27,6%.

    Co mówią eksperci? „Świetny odczyt” z jednym „ale”

    Analitycy są pod wrażeniem, ale studzą nieco emocje. Specjaliści mBanku określili odczyt jako „świetny”, podkreślając, że ożywienie było szerokie i objęło każdą analizowaną sekcję.

    Zdecydowanie na plus wypadła sprzedaż odzieży oraz prasy/książek. Niemniej marcowy wynik w ujęciu miesięcznym jest lepszy od tego sprzed roku w każdej sekcji. To wskazuje na szeroką poprawę popytu konsumpcyjnego na koniec Q1.
    — mBank Research

    Z kolei ekonomiści Pekao SA zwracają uwagę na ciekawy niuans. Gdyby nie słabsze wyniki sprzedaży żywności w okresie Wielkanocy, mogłaby paść bariera 10% wzrostu rok do roku.

    Jednocześnie przypominają o „łyżce dziegdziu” – w marcu pojawiło się sporo jednorazowych czynników, które mogły zawyżyć odczyt. Mimo to, dane za I kwartał rysują obraz konsumenta, który w końcu odważniej otwiera portfel.

    Podsumowując: Jest moc!

    Marcowe dane GUS to bez wątpienia paliwo dla optymistów. Sprzedaż detaliczna nie tylko odbija, ale wręcz wystrzeliwuje. Wzrost o 18,1% miesiąc do miesiąca to sygnał, że konsumpcja w Polsce żyje i ma się dobrze. Wszystkie oczy zwrócone są teraz na to, czy to początek trwałego trendu, czy tylko chwilowy zryw.

  • SpaceX i Musk szykują rewolucję w AI. W grze kwoty, o których trudno mówić spokojnie

    SpaceX i Musk szykują rewolucję w AI. W grze kwoty, o których trudno mówić spokojnie

    Czy największe przejęcie w historii technologii może być dziełem firmy, której głównym celem jest podbój kosmosu? Wszystko wskazuje na to, że Elon Musk właśnie przenosi wyścig o sztuczną inteligencję na zupełnie nowy poziom, a stawką są dziesiątki miliardów dolarów.

    Według doniesień „New York Timesa”, SpaceX, należące do Elona Muska, prowadzi zaawansowane rozmowy ze start-upem Cursor. Rozważane są dwie opcje: pełne przejęcie firmy jeszcze w tym roku lub wspólna inwestycja o wartości 10 miliardów dolarów. Niektóre źródła, jak Comparic.pl, mówią nawet o potencjalnej wycenie przejęcia na zawrotne 60 miliardów dolarów.

    Kluczowy moment dla Muska i SpaceX

    To nie jest przypadkowa inwestycja. Decyzja zapada w niezwykle ważnym momencie dla SpaceX, które przygotowuje się do debiutu giełdowego. Wejście na giełdę może nastąpić już w czerwcu, choć nie jest jasne, czy transakcja z Cursor odbędzie się przed, czy po tej historycznej ofercie publicznej. Włączenie zaawansowanej technologii AI do portfolio ma jeden nadrzędny cel: podbicie wyceny SpaceX przed wejściem na rynek publiczny.

    Przedsiębiorca od dawna podkreśla, że rozwój sztucznej inteligencji i eksploracja kosmosu są ze sobą ściśle powiązane.

    Dlaczego akurat Cursor?

    Cursor to nie byle jaki start-up. Założony w 2022 roku przez absolwentów MIT, specjalizuje się w tworzeniu narzędzi do pisania kodu wspomaganych przez AI. W ciągu niespełna dwóch lat firma osiągnęła 100 milionów dolarów rocznego przychodu i pozyskała 3,4 miliarda dolarów od funduszy venture capital.

    Ale to nie tylko kwestia finansów. Cursor stał się symbolem nowej fali w programowaniu, tzw. „vibe coding”, gdzie aplikacje tworzy się niemal wyłącznie komendami w języku naturalnym. Analizy rynkowe wskazują, że kodowanie jest obecnie dominującym przypadkiem użycia AI, wyprzedzając inne zastosowania o cały rząd wielkości.

    Moc obliczeniowa jako klucz do sukcesu

    Tu pojawia się kluczowy element układanki – infrastruktura. Jak zauważył „NYT”, ograniczony dostęp do mocy obliczeniowej stanowił barierę w rozwoju Cursora. Współpraca z SpaceX i xAI ma to zmienić.

    SpaceX, poprzez posiadane xAI, ma dostęp do Colossusa – jednego z najpotężniejszych superkomputerów na świecie, zlokalizowanego w ogromnym centrum danych w Memphis w stanie Tennessee. Colossus składa się z dziesiątek tysięcy procesorów graficznych (GPU). Dzięki tej transakcji, ta niesamowita moc zostanie zaprzęgnięta do budowy własnego, autorskiego modelu generatywnego do kodowania dla Cursora.

    Koniec z blitzscalingiem, czas na klientów biznesowych

    Musk zdaje się porzucać strategię „blitzscalingu”, czyli błyskawicznego zdobywania rynku kosztem rentowności, która w świecie AI okazuje się zawodna. Zamiast walczyć o miliony użytkowników płacących drobne kwoty, jak to robi OpenAI z ChatGPT, SpaceX celuje w klientów biznesowych.

    Dlaczego? Klient korporacyjny (np. ChatGPT Enterprise) płaci od 45 do 75 dolarów miesięcznie za użytkownika. Przy minimalnych zamówieniach, jedna średnia firma może generować blisko 100 000 dolarów rocznego przychodu. Pojedynczy konsument to w tym samym czasie jedynie 240 dolarów rocznie.

    Wyścig z gigantami

    To także ruch strategiczny w wyścigu z konkurencją. Rosnąca presja ze strony OpenAI czy Anthropic, które same oferują narzędzia dla programistów, wywierała presję na Cursor. Partnerstwo z SpaceX ma pozwolić na bezpośrednie starcie, np. z Anthropic, którego przychody wzrosły dwukrotnie między lutym a kwietniem 2026 roku, osiągając 30 miliardów dolarów, głównie dzięki popularności Claude Code.

    Elon Musk, który współtworzył OpenAI, a później założył xAI, rozwija projekty takie jak chatbot Grok czy koncepcje kosmicznych centrów danych. Teraz, z Cursorem i potęgą Colossusa, może być o krok bliżej realizacji swojej wizji, w której AI i podbój kosmosu idą w parze. Rynek technologiczny wstrzymuje oddech.

  • Bańka AI czy nowa rzeczywistość? Prawie połowa centrów danych w USA opóźniona

    Bańka AI czy nowa rzeczywistość? Prawie połowa centrów danych w USA opóźniona

    Rynek ma poważny problem z rozróżnieniem rzeczywistości od marzeń. Oto najnowsze sygnały, które każą zadać pytanie: czy hossa napędzana sztuczną inteligencją to bańka, która lada moment pęknie?

    Prawie połowa planowanych centrów danych w USA opóźniona lub anulowana

    Zacznijmy od twardych danych. Bloomberg podaje, że niemal połowa centrów danych planowanych w Stanach Zjednoczonych jest obecnie opóźniona lub całkowicie anulowana. Główny powód? Wąskie gardła w imporcie kluczowych komponentów i elektroniki – przede wszystkim z Chin.

    Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak zwracają uwagę eksperci z Parkiet.com, problemy z podzespołami i materiałami to jedno, ale fundamentalne pytania dotyczą samej opłacalności miliardowych inwestycji w AI. Coraz częściej słychać głosy, że tezy biznesowe uzasadniające gigantyczne nakłady na rozwój infrastruktury AI mają coraz mniejsze umocowanie w rzeczywistości.

    Rynek w równoległym wszechświecie

    Tymczasem na giełdach dzieje się coś zaskakującego. Mimo wojny na Bliskim Wschodzie, szoków naftowych i dziesiątek tysięcy zwolnień, rynek akcji zdaje się być w swoim własnym świecie. Erik Gordon, profesor przedsiębiorczości i ekspert rynkowy, w rozmowie z Business Insiderem nie zostawia na inwestorach suchej nitki.

    Rynek wzrusza ramionami na wojnę na Bliskim Wschodzie, inflację, szalone ceny ropy i dziesiątki tysięcy zwolnień.

    Jego zdaniem rynek stworzył własny wszechświat, w którym jedynymi realnymi rzeczami są firmy mające „AI” w nazwie. To niebezpieczne oderwanie od rzeczywistości, które – jak ostrzega gorąco – może skończyć się bolesną korektą.

    Narracja coraz bardziej przypomina obietnice Muska

    Co gorsza, historia się powtarza. ChatGPT jest z nami od ponad trzech lat, a z każdą nową wersją popularnych chatbotów obserwujemy coraz bardziej alarmistyczną narrację. Zmiany w modelach są coraz bardziej kosmetyczne, a atmosfera wokół kolejnych premier przypomina raczej marketingowy spektakl niż prawdziwy przełom.

    Pojawia się też coraz więcej pytań o tzw. „Claude Mythos” – rzekomo rewolucyjny model AI, o którym dowiedzieliśmy się początkowo z wycieku danych. Eksperci z Parkiet.com wskazują, że jeśli do wycieku faktycznie doszło, to zdolności modelu nie pokrywają się z obietnicami firmy. Jeśli wyciek był kontrolowany, to mamy do czynienia z próbą sterowania sentymentem. W obu przypadkach budzi to poważne wątpliwości etyczne i biznesowe.

    AI spala miliardy, a pracowników nie ubywa

    Kolejny ciekawy paradoks: w amerykańskich spółkach technologicznych słyszymy o „fali zwolnień w AI” przynajmniej raz w tygodniu. A jednak, jak wynika z danych w publikacjach 10‑Q i 10‑K składanych do SEC, deklarowana liczba pracowników w większości z tych firm nie spada, a często nawet rośnie.

    To dobitnie pokazuje, że narracja liderów AI coraz bardziej przypomina obietnice Elona Muska dotyczące Hyperloopa czy kolonii na Marsie. Z tą różnicą, że Tesla i SpaceX zarabiają na siebie – a firmy AI wciąż przepalają miliardy dolarów rocznie, bez perspektyw na szybką poprawę rentowności.

    Czy to już pękanie bańki?

    Opóźnienia centrów danych, rosnące koszty komponentów, coraz bardziej oderwana od fundamentów wycena spółek AI – to wszystko składa się na obraz rynku, który może być bliski poważnego przewartościowania.

    Kamil Szczepański, analityk rynków finansowych XTB, ostrzega, że jeśli wyceny będą musiały ostatecznie zmierzyć się z rzeczywistością, ryzyko głębokiej korekty jest bardzo realne. A na razie – jak wskazuje Erik Gordon – inwestorzy wolą udawać, że żadne zagrożenia nie istnieją.

    Czy ta bańka pęknie? Odpowiedź poznamy prawdopodobnie szybciej, niż wielu by chciało.

  • Chiny wygrywają na wojnie w Iranie? Nobel z ekonomii nie ma wątpliwości

    Chiny wygrywają na wojnie w Iranie? Nobel z ekonomii nie ma wątpliwości

    Czy konflikt na Bliskim Wschodzie może na stałe zmienić globalny układ sił w energetyce? Według laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Paula Krugmana – tak, a największym beneficjentem będą… Chiny.

    Dlaczego Chiny zyskują na kryzysie?

    Wojna USA i Izraela z Iranem doprowadziła do blokady Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku transportowego, przez który płynie około 20 proc. światowej ropy i 25 proc. skroplonego gazu ziemnego. Skutek? Gwałtowny wzrost cen paliw kopalnych, który zmusza państwa na całym świecie do szukania alternatyw.

    A tu właśnie pojawiają się Chiny. Krugman, pisząc na swoim blogu na Substack, wprost stwierdza, że „największym geopolitycznym zwycięzcą niechęci Trumpa do rewolucji energetycznej będą Chiny, które dominują w produkcji infrastruktury odnawialnych źródeł energii”.

    Bezkonkurencyjna przewaga w elektrotechnice

    Krugman podkreśla, że Chiny mają bezkonkurencyjną pozycję w dziedzinie, którą nazywa „elektrotechniką” – a więc w produkcji paneli słonecznych, turbin wiatrowych, baterii i pojazdów elektrycznych. To właśnie „sedno rewolucji energetycznej”.

    Ekonomista odpiera też zarzuty, jakoby Chiny tylko produkowały i eksportowały technologie OZE, ale same ich nie wykorzystywały. Wskazuje na dynamiczny wzrost zużycia czystej energii w samych Chinach.

    „Dzięki obecnej dominacji w elektrotechnice Chiny zdobywają doświadczenie i wiedzę, a w tym obszarze obecnie żadne inne państwo nie może im dorównać” – napisał Krugman.

    Rekordowy eksport fotowoltaiki – liczby mówią same za siebie

    A ta dominacja widać już w twardych danych. Jak podaje japoński Nikkei Asia, powołując się na dane think tanku Ember, eksport chińskich urządzeń fotowoltaicznych w marcu 2026 roku osiągnął 68 GW. To odpowiednik całkowitej mocy zainstalowanej w Hiszpanii – europejskiego lidera OZE.

    I to nie wszystko: w marcu 50 krajów pobiło historyczne rekordy w imporcie chińskiej fotowoltaiki, a kolejne 60 odnotowało najwyższy poziom od sześciu miesięcy. Szczególnie widać to w Azji, gdzie eksport chińskich technologii fotowoltaicznych wzrósł dwukrotnie – do 39 GW. Główni odbiorcy? Indie, Malezja, Japonia i Laos.

    Wojna podbija ceny, ale nie wszędzie popyt

    Analityk brytyjskiego think tanku Euan Graham zwraca uwagę, że to właśnie ostatnie skoki cen ropy i gazu, wywołane blokadą Cieśniny Ormuz, napędzają popyt na zieloną energię. Co ciekawe, na Bliskim Wschodzie wzrostów nie widać – wojna po prostu wyhamowała tam handel.

    A co z resztą chińskiego eksportu? Japoński portal Nikkei Asia zauważa, że fotowoltaika jest tu wyjątkiem – eksport ogólnie maleje, ale w OZE rośnie. I jest jeszcze jeden kluczowy atut: Chiny wykorzystują jedynie 40 proc. swoich mocy produkcyjnych w tej branży, więc mają gigantyczny bufor, by zaspokoić każdy wzrost popytu.

    Ironia losu: przez wojnę przewaga Chin może stać się trwała

    Krugman nie szczędzi gorzkich słów pod adresem USA. Prezydent Donald Trump wielokrotnie mówił o utrzymaniu amerykańskiego przywództwa, ale zdaniem noblisty wojna z Iranem przynosi odwrotny skutek – osłabia zaufanie do Stanów i popycha inne kraje w stronę chińskiego rynku.

    Jego konkluzja jest brutalna dla zwolenników paliw kopalnych:

    „Kiedy Ameryka – jeśli w ogóle – uwolni się od obsesji na punkcie paliw kopalnych, przewaga Chin w produkcji odnawialnych źródeł energii będzie już nie do nadrobienia”.

    Krugman dodaje też, że przyszłość energetyczna kreowana przez Chiny nadejdzie szybciej właśnie dzięki „katastrofie w Iranie”.

    Co to oznacza dla globalnej gospodarki?

    Konflikt, który miał zdestabilizować rynki, paradoksalnie przyspiesza transformację energetyczną i umacnia pozycję Państwa Środka. Chiny nie tylko są gotowe na rewolucję OZE – one już w niej przewodzą, a wojna w Iranie tylko pogłębia tę przewagę.

  • Revolut a komornik i fiskus: czy Twoje pieniądze są naprawdę bezpieczne?

    Revolut a komornik i fiskus: czy Twoje pieniądze są naprawdę bezpieczne?

    Myślisz, że trzymanie kasy w Revolucie to świetny sposób, żeby zniknąć z radaru komornika albo urzędu skarbowego? Czas rozwiać te wątpliwości. Sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

    Komornik a Revolut: czy widzi Twoje konto?

    Revolut, jako zagraniczna instytucja finansowa, nie jest obecnie objęty polskim systemem OGNIVO. To elektroniczne narzędzie, które – jak wyjaśnia serwis Infor.pl – służy do wymiany informacji między bankami i SKOK-ami a organami egzekucyjnymi. Dzięki niemu komornicy mogą szybko ustalić, w których polskich bankach dłużnik posiada rachunki.

    Skoro Revolut nie ma siedziby ani oddziału w Polsce, nie figuruje w OGNIVO. Oznacza to, że komornik nie widzi automatycznie środków zgromadzonych na koncie w tym fintechu. Samo Ministerstwo Finansów przyznaje, że środki na zagranicznych rachunkach nie podlegają standardowemu mechanizmowi zajęcia.

    Ale uwaga! To nie jest całkowita niewidzialność

    Nie daj się zwieść. Jak podkreśla serwis Infor.pl, brak automatycznego dostępu nie oznacza, że pieniądze są całkowicie bezpieczne. Jeśli komornik uzyska numer Twojego rachunku i odpowiednią podstawę prawną, może próbować zająć środki – tyle że procedura będzie bardziej skomplikowana i wymaga współpracy międzynarodowej.

    Każda sprawa związana z egzekucją długu jest rozpatrywana indywidualnie. Revolut nie stanowi gwarancji ochrony przed odpowiedzialnością finansową.

    Fiskus też Cię widzi – rozwiewamy mit

    Wielu użytkowników wierzy, że skoro Revolut to zagraniczna usługa, polski fiskus nie ma do niej dostępu. To błędne myślenie. Jak przypomina serwis Bankier.pl, od 2022 roku Revolut działa na podstawie litewskiej licencji bankowej i podlega unijnym regulacjom.

    Oznacza to, że musi raportować dane o polskich rezydentach podatkowych do litewskich organów, które następnie przekazują je polskiemu fiskusowi. Dotyczy to m.in. salda konta, dochodów z inwestycji, a nawet historii transakcji.

    Coroczne raporty i szczegółowe informacje

    Co istotne, Revolut przekazuje coroczne raporty o kontach polskich rezydentów. W przypadku podejrzenia nieprawidłowości polski urząd skarbowy może uzyskać takie informacje jak: potwierdzenie posiadania konta, dane o dochodach (w tym odsetkach), saldo konta oraz historię transakcji.

    Fiskus nie ma co prawda stałego, bezpośredniego wglądu do kont Revolut, ale w razie potrzeby może zdobyć szczegółowe dane – podobnie jak z każdego innego banku w UE.

    Podsumowanie: mit o bezpiecznej przystani

    Jak podkreśla serwis Bankier.pl, ukrywanie dochodów na Revolucie to mit. Banki w UE – w tym Revolut – muszą raportować dane podatkowe. Próba zatajenia środków może skończyć się kontrolą skarbową i poważnymi konsekwencjami prawnymi.

    Na koniec ciekawostka: nieoficjalne doniesienia wskazują, że Revolut chce otworzyć swoje biuro w Polsce. Jeśli do tego dojdzie, egzekwowanie należności z kont polskich klientów fintechu stanie się znacznie łatwiejsze. Póki co, pamiętaj – pieniądze na Revolucie nie są całkowicie poza zasięgiem komornika ani fiskusa.