Blog

  • „Drukują fałszywe dolary”. Kiyosaki ostrzega: to oszczędzający będą największymi przegranymi

    „Drukują fałszywe dolary”. Kiyosaki ostrzega: to oszczędzający będą największymi przegranymi

    Kiyosaki: Działania USA to kolejna runda QE, a gotówka straci na wartości

    Robert Kiyosaki, autor światowego bestsellera „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, po raz kolejny wystosował ostrzeżenie do inwestorów. Jego zdaniem osoby trzymające oszczędności w gotówce staną się „największymi przegranymi” w obliczu działań amerykańskiego Departamentu Skarbu, które nazywa kolejną rundą luzowania ilościowego (QE). W swoim wpisie z 22 sierpnia 2026 roku na platformie X stwierdził, że Departament Skarbu „drukuje fałszywe dolary”, co jego zdaniem prowadzi do spadku indeksu DXY i wzrostu inflacji.

    PRINTING MORE FAKE $
    US Treasury announces another round of QE (Quantatative Easing) aka printing fake $.
    DXY (index of purchasing power of dollars) CRASHES, which means INFLATION Booms….which means savers of fake $ are the biggest losers.
    Don’t be a Loser.

    Kiyosaki łączy te działania ze słabnącym dolarem i rosnącym zadłużeniem publicznym USA, które przekroczyło już 40 bilionów dolarów. Jego zdaniem wyedukowani inwestorzy, którzy lokują kapitał w aktywa zyskujące na wartości, takie jak złoto, srebro czy Bitcoin, bogacą się kosztem tych bez wiedzy finansowej.

    Eksperci studzą entuzjazm: to nie jest klasyczne QE

    Choć Kiyosaki nazywa operacje Departamentu Skarbu „kolejną rundą QE”, eksperci zwracają uwagę na istotne różnice techniczne. Klasyczne luzowanie ilościowe jest narzędziem polityki pieniężnej banku centralnego – w USA odpowiada za nie Rezerwa Federalna, która skupuje obligacje w celu zwiększenia płynności. Operacje odkupu obligacji prowadzone przez Departament Skarbu mają natomiast inny cel: poprawę płynności rynku i zarządzanie strukturą długu publicznego. Dlatego określenie ich mianem QE pozostaje interpretacją Kiyosakiego, a nie technicznym opisem polityki monetarnej.

    Podobnie rzecz ma się z indeksem DXY, który Kiyosaki przedstawia jako miernik siły nabywczej dolara. W rzeczywistości indeks ten porównuje wartość dolara wobec koszyka sześciu głównych walut, z największym udziałem euro. Jego spadek może wpływać na ceny importowanych towarów, ale nie jest bezpośrednim wskaźnikiem inflacji – na dynamikę cen wpływają także rynek pracy, ceny energii, polityka fiskalna i decyzje Fedu.

    Bitcoin, złoto i srebro – czy to rzeczywiście bezpieczna przystań?

    Kiyosaki od lat promuje Bitcoina jako kluczowy element strategii ochrony kapitału, wskazując na jego ograniczoną podaż wynoszącą maksymalnie 21 milionów monet. W jego opinii właśnie ta cecha czyni go atrakcyjnym w środowisku rosnącego zadłużenia i ekspansywnej polityki fiskalnej. Jednocześnie autor „Bogatego ojca” regularnie poleca złoto i srebro jako fizyczne zabezpieczenie przed inflacją.

    Eksperci przypominają jednak, że Bitcoin pozostaje aktywu wysokiego ryzyka o dużej zmienności, a jego notowania w krótkim i średnim terminie zależą od płynności rynków finansowych, stóp procentowych i apetytu inwestorów na ryzyko. Nie stanowi więc pewnego zabezpieczenia przed inflacją.

    W podobnym tonie wypowiadają się inni prominentni inwestorzy. Thomas Kaplan, miliarder i przewodniczący Electrum Group, przewiduje dziesięciokrotny wzrost cen złota, a obecną korektę traktuje jako historyczną okazję do zakupu. Z kolei analitycy Blue Line Futures wskazują na strukturalny charakter ostatniego wzrostu srebra, które w sierpniu zyskało około 20 procent i zbliża się do 71 USD za uncję. Kiyosaki nie jest więc odosobniony w swoich prognozach, choć jego sposób argumentacji budzi kontrowersje.

    Rynek reaguje: złoto w okolicach 4 515 USD

    Na tle tych wypowiedzi rynek metali szlachetnych pozostaje wyraźnie rozgrzany. Złoto notowane jest w okolicach 4 515 USD za uncję, utrzymując się blisko trzymiesięcznych maksimów. Srebro kontynuuje wzrosty, a część analityków stawia nawet scenariusz, w którym do końca roku może osiągnąć 100 USD za uncję. Czy racje ma Kiyosaki, czy sceptycy? Na razie jedno jest pewne: jego głos na temat przyszłości pieniądza fiducjarnego wciąż przyciąga uwagę inwestorów na całym świecie.

  • Kanada zrywa negocjacje, Trump odpowiada 50% cłami na auta. Eskalacja wojny handlowej

    Kanada zrywa negocjacje, Trump odpowiada 50% cłami na auta. Eskalacja wojny handlowej

    Napięcie między USA a Kanadą sięga zenitu. W piątek premier Mark Carney zawiesił rozmowy handlowe po tym, jak – jak twierdzi – Amerykanie w ostatniej chwili zmienili ustalone wcześniej warunki. Waszyngton oskarża z kolei Ottawę o wycofanie się z porozumienia. Efekt? Stany Zjednoczone nałożyły 50-procentowe cła na wybrane towary z Kanady, a Kanada zapowiada odwet „dolar za dolara”. Donald Trump poszedł dalej, ogłaszając od przyszłego roku podwojenie ceł na kanadyjskie samochody, ciężarówki i części.

    Fiasko rozmów – winna ostatnia chwila

    Negocjacje toczyły się wokół odnowienia umowy USMCA/CUSMA. Jeszcze w środę obie strony mówiły o przełomie, a Donald Trump przesunął wejście w życie nowych taryf o trzy dni, wierząc w kompromis. Jednak piątek przyniósł załamanie.

    Premier Kanady Mark Carney w ostrym tonie oświadczył, że „zmiany wprowadzone przez USA w ostatnim momencie były niesprawiedliwe, nieuzasadnione ekonomicznie i całkowicie podważyły wiarygodność ewentualnego porozumienia”. Polecił negocjatorom natychmiastowy powrót do Ottawy i zawiesił rozmowy tuż przed upływem ultimatum. Waszyngton twierdził natomiast, że to Kanada w ostatniej chwili wycofała się z ustaleń.

    Amerykańskie cła uderzają, Kanada odpowiada

    Zaraz po fiasku rozmów USA nałożyły 50-procentowe taryfy na kanadyjskie towary o wartości około 20 miliardów dolarów. Podstawą prawną jest Tariff Act z 1930 roku – prawo z czasów Wielkiego Kryzysu. Nowe stawki objęły m.in. wino, nabiał, cement, odzież oraz sprzęt hokejowy. Dołączyły do już wcześniej obowiązujących restrykcji na stal, aluminium, samochody i drewno konstrukcyjne.

    Carney zapowiedział, że Kanada odpowie cłami w relacji „dolar za dolara” na amerykańskie produkty. Rząd ma też przedstawić dodatkowy pakiet wsparcia dla krajowych firm i pracowników, uzupełniający program pomocy o wartości 25 mld dolarów kanadyjskich uruchomiony w ciągu ostatnich 18 miesięcy.

    Trump podwaja stawkę – 50% na auta i stal

    W poniedziałek Donald Trump ogłosił na swoim portalu Truth Social eskalację. Od 1 stycznia stawki celne na „wszystkie samochody osobowe i ciężarowe – zarówno duże, jak i małe – części samochodowe oraz stal” wzrosną do 50 procent. Obecnie cła na samochody wynoszą 25% (i dotyczą tylko wartości pochodzącej spoza USA), a na stal już obowiązuje stawka 50%.

    Trump oskarżył Kanadę o „zdzieranie z Ameryki” i stosowanie „absurdalnie wysokich ceł” na produkty rolne z USA, które – według niego – tworzą 60-miliardowy deficyt handlowy. W napastliwym wpisie napisał: „Kanada nie będzie już traktowana jak państwo! (…) NIE POTRZEBUJEMY KANADY, ONI POTRZEBUJĄ NAS!”.

    Kanadyjski premier odpowiedział zapowiedzią pakietu ceł odwetowych, które mają wejść w życie w przyszłym miesiącu.

    Głęboko zintegrowany łańcuch dostaw

    Przemysł motoryzacyjny USA i Kanady jest ze sobą głęboko powiązany – części i komponenty wielokrotnie przekraczają granicę podczas produkcji. Ewentualne wprowadzenie 50-procentowych ceł na auta mogłoby poważnie zakłócić ten łańcuch dostaw, który budowano przez dekady. Trump już wcześniej groził takimi krokami, ale dotąd nie zrealizował logistycznie skomplikowanej operacji.

    Długofalowa strategia Ottawy

    Carney podkreślił, że Kanada „nie pozwoli, by ktokolwiek decydował o naszej przyszłości”. Rząd od półtora roku konsekwentnie buduje niezależność gospodarczą, dywersyfikując rynki zbytu. Obecnie przygotowuje projekty infrastrukturalne o wartości niemal 500 mld dolarów kanadyjskich i ma bezcłowy dostęp do rynku liczącego 1,5 mld konsumentów. Plan zakłada podwojenie tej bazy do końca 2026 roku.

    Carney zwrócił też uwagę na mocne fundamenty: tempo wzrostu Kanady jest drugie w G7, przyrost miejsc pracy czterokrotnie szybszy niż w USA, a napływ inwestycji zagranicznych – najwyższy od dwóch dekad.

    Nowy kryzys celny stawia pod znakiem zapytania odnowienie umowy USMCA i oznacza gwałtowny wzrost napięcia między Waszyngtonem a Ottawą. Kolejne ruchy obu stron mogą określić kształt handlu na nadchodzące lata.

  • Rządowy plan dla energochłonnych: próg 100 GWh dzieli branżę i ministerstwa

    Rządowy plan dla energochłonnych: próg 100 GWh dzieli branżę i ministerstwa

    Polski rząd od miesięcy pracuje nad nowym rozporządzeniem taryfowym, które ma przynieść ulgę energochłonnemu przemysłowi mierzącemu się z wysokimi cenami prądu. Dokument trafił w lipcu do Rządowego Centrum Legislacji i konsultacji społecznych. Zamiast zamknąć sprawę, wywołał spór, w którym po jednej stronie stanęły branża i część ministerstw, a po drugiej – Ministerstwo Energii.

    Czym ma być nowa taryfa?

    Ministerstwo Energii proponuje nową kategorię odbiorców: firmy pobierające energię z sieci o napięciu 110 kV lub wyższym i zużywające ją na własne potrzeby w obiekcie przemysłowym w ilości co najmniej 100 GWh rocznie. Dla tej grupy ma zostać obniżony stały i zmienny składnik stawki sieciowej. Projekt zakłada też strefy czasowe w rozliczeniach opłaty jakościowej, które miałyby zachęcać do przesuwania poboru prądu na okresy wysokiej generacji z OZE.

    Resort szacuje, że przy redukcji stałego składnika stawki sieciowej o 10 proc. i zmiennego o 50 proc. łączne korzyści dla uprawnionych wyniosą około 316 mln zł rocznie.

    Branża: próg za wysoki, pomoc symboliczna

    Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa ocenia, że projekt nie realizuje deklarowanych celów wsparcia konkurencyjności krajowego przemysłu, a część odbiorców może nawet odczuć wzrost kosztów. Izba przypomina, że polski przemysł płaci za energię około 30 proc. więcej niż niemiecki, 50 proc. więcej niż włoski i 85 proc. więcej niż hiszpański. Wobec francuskiego odbiorcy różnica sięga niemal 200 proc. Do tego koszty sieciowe są dwukrotnie wyższe od średniej UE.

    Branża kwestionuje przede wszystkim próg 100 GWh. Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu (FOEEiG) argumentuje:

    Próg rocznego zużycia 100 GWh jest arbitralny i może istotnie różnicować odbiorców o niemal identycznym profilu poboru energii. Kryterium wolumenowe eliminuje odbiorców przemysłowych przyłączonych do sieci na napięciu poniżej 110 kV z możliwości redukowania kosztu opłat sieciowych. Tymczasem poziom napięcia przyłączenia, sam w sobie nie decyduje o poziomie kosztów sieciowych, ich udziale w kosztach produkcji czy generowanej wartości dodanej brutto przedsiębiorstwa.

    Forum postuluje rezygnację z warunku dotyczącego sieci poniżej 110 kV i obniżenie progu do poziomu nie mniej niż 30 GWh. Według FOEEiG projekt w obecnym kształcie obejmie tylko 56 największych firm, a redukcja kosztów dostawy energii wyniesie około 10 zł/MWh, czyli kwotę symboliczną wobec różnic w cenie samej energii sięgających 50 euro/MWh. Z analiz Forum wynika, że sumaryczny poziom wszystkich redukcji może sięgnąć 19 zł/MWh.

    MAP i inne resorty po stronie przemysłu

    Branża znalazła sojusznika w Ministerstwie Aktywów Państwowych. MAP skierował do RCL trzy pisma z uwagami; ostatnia paczka została opublikowana 11 sierpnia. Resort wskazuje, że próg 100 GWh jest zawyżony na tle Niemiec (10 GWh) i Hiszpanii (1 GWh), i rekomenduje obniżenie go do 50 GWh. MAP ostrzega też, że zapisy oparte na sformułowaniu nie niższej niż pozostawiają przedsiębiorstwom energetycznym i Prezesowi URE zbyt dużą uznaniowość, co grozi zróżnicowaniem stawek między operatorami. Resort proponuje zagwarantowanie minimalnej wysokości nowej stawki i wskazuje pułap nie wyższy niż 10 proc. składnika zmiennego stawki sieciowej.

    Uwag do progu ma także Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Resort chwali propozycje Ministerstwa Energii, ale przypomina, że podczas prac zespołu do spraw taryf sieciowych odbiorcy postulowali obniżenie kryterium do co najmniej 60 GWh lub 75 GWh. Ministerstwo Energii odpowiada, że progi wypracowano właśnie w tym zespole, a przyjęte rozwiązanie to kompromis między wsparciem dla odbiorców o wysokim zużyciu a koniecznością ograniczania przenoszenia kosztów na pozostałych odbiorców. Resort zapewnia, że inni odbiorcy nie odczują przerzucania kosztów. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zwraca natomiast uwagę, że w projekcie nie wskazano szacowanego wzrostu jednostkowych kosztów dystrybucyjnych dla pozostałych grup.

    Termin goni

    Ministerstwu Energii zależy na czasie, bo poprzednie przepisy wygasają 7 września, a 8 września powinno zostać opublikowane nowe rozporządzenie.

  • Prezes XTB studzi oczekiwania: „500 mln zł kwartalnie to jeszcze nie baza”

    Prezes XTB studzi oczekiwania: „500 mln zł kwartalnie to jeszcze nie baza”

    Notowania XTB weszły w korektę po tegorocznej hossie, a prezes spółki wyraźnie tonuje nastroje wokół powtarzalności rekordowych wyników. W ciągu tygodnia akcje brokera straciły około 7,64%. To jednak wciąż niewiele w porównaniu z ogromnymi wzrostami od początku roku: kurs zyskał ponad 130% od stycznia, a do historycznego szczytu z 12 sierpnia zwyżka sięgała blisko 150%. Sam okres od 1 lipca do 12 sierpnia przyniósł skok o ponad 66%.

    Korekta po szczycie

    Po 12 sierpnia, gdy akcje kosztowały około 178 zł i ustanowiły nowe maksimum, rynek zaczął się cofać. W trakcie korekty spadek sięgnął 11%, a kurs znalazł się w okolicach 158 zł. Później kupujący obronili strefę 160 zł, a w ostatnich sesjach notowania ustabilizowały się w przedziale 163–164 zł.

    Skąd wzięła się hossa?

    Imponujące wzrosty wspierają bardzo dobre wyniki finansowe. W drugim kwartale XTB wypracowało zysk netto w wysokości 492,2 mln zł, bijąc prognozy rynkowe (ok. 380 mln zł). W całym pierwszym półroczu zysk netto sięgnął 1,027 mld zł – to wzrost o 150,5% r/r przy przychodach operacyjnych na poziomie 2,087 mld zł (wobec 1,161 mld zł rok wcześniej).

    Równocześnie rośnie baza klientów. W pierwszym półroczu dołączyło ponad 703 tys. nowych użytkowników, co podniosło łączną liczbę klientów do 2,83 mln. Liczba aktywnych klientów zwiększyła się o 74,5% r/r, osiągając 1,49 mln.

    Wycena 20 mld zł – wysokie oczekiwania

    Przy kapitalizacji rzędu 20 mld zł presja na spółkę jest duża. Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI, ocenia, że taka wycena zakłada regularne generowanie około 500 mln zł zysku netto kwartalnie.

    Znaleźliśmy się na poziomie wyceny 20 miliardów złotych. Moim zdaniem to jest wycena, która uwzględnia realizowanie około 500 milionów złotych zysku kwartalnie. Korekta w pewien sposób się należy, bo skala wzrostów, szczególnie od początku lipca, jest bezprecedensowa.

    W ujęciu rocznym oznaczałoby to około 2 mld zł zysku, o ile spółka utrzymałaby takie tempo.

    Prezes XTB studzi oczekiwania

    Sam Omar Arnaout, prezes XTB, podchodzi do tych szacunków z rezerwą. W rozmowie z Comparic Giełda przyznał, że obecna siła bazy klientów nie uzasadnia jeszcze zakładania regularnych 500 mln zł zysku kwartalnie. W styczniu mówił o 250 mln zł; mimo pozyskania w pierwszym półroczu 700 tys. nowych klientów nadal uważa, że baza nie jest w stanie generować 500 mln zł co kwartał.

    Nie byłbym zaskoczony, gdybyśmy w IV kw. br. zarobili przykładowo 300 [milionów – przyp. red.], bo na nasz biznes trzeba patrzeć całościowo z perspektywy roku.

    Prezes zastrzega, że tegoroczne wyniki to nie tylko zasługa bazy, ale też ogromnej zmienności rynkowej, której nie nazwałby normalną. Jeśli jednak spółka będzie rozwijać się równie dynamicznie, szansa na wyniki rzędu 500 mln zł kwartalnie będzie rosnąć – choć nie należy oczekiwać tego już w 2027 r.

    Arnaout deklaruje, że sam jest akcjonariuszem XTB i trzyma w tych akcjach niemal całe oszczędności, ale nie odczuwa paniki przed zmianami. Zwraca uwagę na ryzyka regulacyjne, zwłaszcza w obszarze CFD, i uważa, że obecna kara prawdopodobnie nie będzie ostatnią.

    Co dalej z kursem?

    Od strony technicznej uwaga inwestorów skupia się na poziomie 160 zł. Próba jego przełamania została na razie odparta, co może wskazywać na chwilowe zatrzymanie spadków. Jeśli kurs utrzyma się powyżej tego poziomu i odbije powyżej 170 zł, możliwe jest ponowne testowanie szczytu w okolicy 178 zł. Z kolei trwałe zejście poniżej 160 zł otworzyłoby drogę do niższych poziomów – w rejon 150 zł, a nawet 140 zł, co przełożyłoby się na korektę odpowiednio o około 16% i 21% od historycznego maksimum. Nie można też wykluczyć konsolidacji wokół 160 zł.

    Kolejne ważne terminy to publikacja skonsolidowanego raportu półrocznego XTB, zaplanowana na 28 sierpnia 2026 r., oraz wyniki za trzeci kwartał, które poznamy 20 listopada 2026 r.

  • T-Mobile przejmuje Fiberhost. Miliard euro za światłowody dla 1,4 mln domów

    T-Mobile przejmuje Fiberhost. Miliard euro za światłowody dla 1,4 mln domów

    17 sierpnia Grupa Deutsche Telekom potwierdziła, że przejmuje Fiberhost – operatora światłowodowego dostępu do internetu zbudowanego wokół wielkopolskiej telewizji kablowej Inea. Za 100 proc. udziałów zapłaci około 1 mld euro, czyli 4,3 mld zł. To finał sprawy, o której w maju jako pierwszy nieoficjalnie pisał „Parkiet”.

    Umowę podpisała jedna ze spółek z grupy Deutsche Telekom, właściciela T-Mobile Polska. Która konkretnie? Na razie nie podano. Zdaniem „Parkietu” niemal pewne jest, że ostatecznie Deutsche Telekom będzie chciało połączyć działające w Polsce firmy pod jednym parasolem.

    Kto sprzedaje i co wchodzi w pakiet

    Sprzedającymi są fundusz Macquarie European Infrastructure Fund 5, zarządzany przez australijską grupę Macquarie Asset Management, oraz mniejszościowi akcjonariusze. W skład przejmowanej grupy wchodzą Fiberhost, Inea i Wielkopolska Sieć Szerokopasmowa; wspólnie tworzą Grupę Fiberhost określaną też jako Grupa Odin.

    Sieć szerokopasmowa tych spółek dociera do ponad 1,4 mln gospodarstw domowych. Z usług Inei korzysta ponad 300 tys. klientów detalicznych. T-Mobile Polska zwraca uwagę, że dzięki transakcji powiększy bazę klientów właśnie o ponad 300 tys. osób z Inei i zyska sieć światłowodową obejmującą 1,4 mln domów.

    W 2025 roku Grupa Fiberhost miała 674 mln zł przychodów i 86 mln zł zysku operacyjnego. Strata netto wyniosła 246 mln zł; jak podano, wynikała z kosztów finansowych.

    Strategia: od mobilnego do konwergentnego

    Operator podkreśla, że transakcja to kolejny etap ewolucji T-Mobile Polska z operatora mobilnego w pełni konwergentnego dostawcę usług telekomunikacyjnych. Firma przypomina, że pierwszą umowę na hurtowy dostęp do sieci światłowodowej zawarła w 2018 roku, a potem rozwijała ofertę stacjonarną dzięki kolejnym partnerom hurtowym. Dziś T-Mobile Polska należy do czterech największych graczy na polskim rynku usług komórkowych.

    W komunikacie prasowym T-Mobile Polska przekonuje, że po połączeniu działalności obie firmy będą lepiej przygotowane do oferowania usług konwergentnych i skuteczniejszego konkurowania z operatorami posiadającymi już rozbudowaną infrastrukturę stacjonarną. „Ostatecznymi beneficjentami tej transakcji będą polscy klienci” – głosi komunikat. Przejęcie ma też wzmocnić rolę T-Mobile jako inwestora w infrastrukturę krytyczną wspierającą cyfryzację Polski.

    Dominique Leroy, szefowa Deutsche Telekom na Europę, mówi w komunikacie: „To ważny kamień milowy w historii ciągłego rozwoju T-Mobile Polska. Łącząc silne kompetencje w obszarze sieci mobilnych i światłowodowych, tworzymy jeszcze lepsze podstawy do dostarczania klientom prostych i niezawodnych usług”.

    Leroy dodaje: „Inwestycje tego typu mają znaczenie wykraczające daleko poza pojedynczy rynek. Silna infrastruktura cyfrowa jest niezbędna dla konkurencyjności, odporności i przyszłego wzrostu Europy”.

    Z kolei prezes T-Mobile Polska Andreas Maierhofer zapowiada: „Nasza wielokrotnie nagradzana sieć mobilna, ogólnopolska sieć szkieletowa, centra danych oraz dostępowa infrastruktura światłowodowa zostaną teraz uzupełnione o własną sieć FTTH, obejmującą zasięgiem 1,4 mln gospodarstw domowych. Własna infrastruktura umożliwi nam dalszy rozwój już rozbudowanego portfolio usług konwergentnych”.

    Macquarie sprzedaje po latach

    Cord von Lewinski, dyrektor zarządzający w Macquarie Asset Management, mówi, że Polska od ponad 20 lat jest ważnym rynkiem dla Macquarie; wśród polskich inwestycji wymienia terminal kontenerowy w Gdańsku. Ostatnie osiem lat współpracy przy Fiberhost i Inei komentuje tak: „Przez ostatnie osiem lat współpracowaliśmy z zespołami zarządzającymi Fiberhost i Inea, wspierając rozwój obu spółek i pomagając stworzyć jedną z wiodących platform infrastruktury światłowodowej w Polsce”.

    Przedstawiciel Macquarie dodaje, że wspólnie rozszerzano zasięg sieci, zwiększano dostęp hurtowy i poprawiano jakość łączności dla lokalnych społeczności i przedsiębiorstw w całym kraju.

    Co dalej z transakcją?

    Finalizacja przejęcia jest uzależniona od uzyskania standardowych zgód organów ochrony konkurencji w Polsce. Jak zauważa „Parkiet”, transakcją ma zająć się UOKiK. W tym samym czasie inne głośne przejęcie na rynku światłowodów – Nexery – trafiło do Brukseli.

    Tym samym Grupa Deutsche Telekom wraca na polski rynek fuzji i przejęć po wieloletniej przerwie. Zanim transakcja zostanie sfinalizowana, konieczne są jeszcze standardowe zgody polskich organów ochrony konkurencji.

  • Czy chatboty AI mogą nauczyć cię inwestować? Eksperci: „Nie wygląda to źle. Ale…”

    Czy chatboty AI mogą nauczyć cię inwestować? Eksperci: „Nie wygląda to źle. Ale…”

    Czy sztuczna inteligencja może zastąpić doradcę inwestycyjnego?
    W listopadzie 2025 r. redakcja Business Insidera postanowiła sprawdzić to w praktyce. Trzy narzędzia – Perplexity, ChatGPT oraz polski Bielik – otrzymały zadanie skomponowania przykładowego portfela inwestycyjnego. Następnie gotowe zestawy trafiły pod lupę ekspertów. Ich pierwsza reakcja? „Nie wygląda to źle. Ale…” – i to właśnie to „ale” stało się kanwą do szerszej dyskusji o roli AI w finansach.

    Jakie zalety dostrzegają eksperci?

    Szybkość, z jaką AI potrafi przetwarzać ogromne ilości informacji, jest jej największym atutem. Algorytmy mogą na bieżąco analizować raporty finansowe, komunikaty spółek, wypowiedzi zarządów oraz sytuację w całej branży. Potrafią przygotować streszczenia setek stron dokumentów, wskazać najważniejsze zmiany i wyodrębnić kluczowe dane, takie jak przychody, marże czy poziom zadłużenia. Eksperci podkreślają jednak, że wyciągnięte informacje zawsze warto zweryfikować w oryginalnym materiale.

    AI wspiera również analizę fundamentalną. Po dostarczeniu wiarygodnych danych narzędzie oblicza wskaźniki, porównuje wyceny spółek z tej samej branży i buduje proste scenariusze – na przykład sprawdza, jak zmieniłaby się wycena, gdyby tempo wzrostu przychodów spadło lub marża operacyjna się poprawiła. W analizie technicznej algorytmy rozpoznają powtarzające się układy cenowe, badają zmienność, korelacje oraz zachowanie rynku po pojawieniu się określonych sygnałów. Mogą też testować strategie na danych historycznych, ale nawet doskonały wynik testu nie gwarantuje, że strategia sprawdzi się w przyszłości – model może być nadmiernie dopasowany do przeszłości.

    Kolejnym obszarem jest analiza nastrojów. Duże modele językowe przetwarzają wiadomości, komunikaty spółek, transkrypcje konferencji wynikowych i określają, czy ich wydźwięk jest pozytywny, negatywny czy neutralny. Zaletą jest tu szybkość, zwłaszcza gdy napływa bardzo dużo nowych informacji. Problem polega na tym, że język finansów bywa niejednoznaczny – ostrożna wypowiedź zarządu nie musi oznaczać pogorszenia perspektyw, a entuzjastyczny ton nie zawsze świadczy o dobrej kondycji firmy.

    AI sprawdza się także w zarządzaniu portfelem. Narzędzia analityczne badają koncentrację portfela, wrażliwość na zmiany stóp procentowych, kursów walut czy cen surowców. Potrafią wskazać, że inwestor posiada pozornie różnorodne aktywa, ale większość zależy od tego samego czynnika ryzyka. Automatyczne systemy służą też do okresowego przywracania zakładanych proporcji, monitorowania limitów strat i wykrywania nietypowych transakcji.

    Ograniczenie błędów emocjonalnych to kolejna zaleta. Inwestorzy często kupują w euforii, sprzedają w panice lub trzymają stratne pozycje. Odpowiednio zaprojektowany system realizuje ustalone zasady niezależnie od nastroju. Nie oznacza to braku błędów – nietrafione założenia autora, wadliwy kod lub źle dobrane dane mogą zastąpić emocje nowymi problemami.

    AI obniża też próg wejścia do analizy finansowej. Może wyjaśniać pojęcia, pomagać w interpretacji sprawozdań i przygotowywać zestawienia, które dawniej wymagały specjalistycznego programu. Inwestor indywidualny otrzymuje sprawniejszy warsztat pracy, choć technologia nie wyrównuje szans – profesjonalne instytucje nadal dysponują lepszymi danymi, większą mocą obliczeniową i szybszą infrastrukturą.

    Pułapki, o których trzeba wiedzieć

    Eksperci zgodnie ostrzegają przed bezkrytycznym zaufaniem do odpowiedzi AI. Model może pomylić okresy sprawozdawcze, nie uwzględnić splitu akcji, oprzeć analizę na nieaktualnych danych lub wygenerować informację, która wygląda wiarygodnie, ale jest fałszywa. Każdą liczbę wpływającą na decyzję inwestycyjną należy zweryfikować w raporcie spółki lub komunikacie giełdowym.

    Innym problemem jest czarna skrzynka. Zaawansowany model może wskazać konkretną transakcję bez zrozumiałego uzasadnienia, co utrudnia ocenę, czy rekomendacja wynika z trwałej zależności, czy przypadkowego wzorca. Jeśli inwestor nie rozumie, dlaczego system otworzył pozycję, może też nie wiedzieć, kiedy założenie stojące za transakcją przestało być aktualne.

    Nadmierne dopasowanie do danych historycznych to trzecia pułapka. Strategia, która idealnie wyjaśnia przeszłe notowania, może ponieść straty na żywym rynku. Testy bywają zniekształcone przez pominięcie prowizji, spreadów, podatków i problemów z płynnością. Skuteczny eksperyment powinien obejmować dane, których model wcześniej nie widział, oraz różne fazy koniunktury.

    Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega, że upowszechnienie podobnych algorytmów może zwiększać zmienność rynku. Gdy wiele systemów jednocześnie rozpozna ten sam sygnał i podejmie podobną decyzję, ruch cen zostaje spotęgowany. MFW wskazuje także na ryzyko operacyjne związane z zależnością od niewielkiej liczby dostawców technologii oraz możliwość wykorzystania AI do oszustw, manipulacji i dezinformacji. Szczególną ostrożność trzeba zachować wobec ofert „systemów AI” obiecujących gwarantowany zysk.

    Werdykt po konfrontacji

    Wracając do eksperymentu: chatboty zaproponowały portfele, które eksperci określili jako „nie wygląda to źle. Ale…”. To „ale” sugerowało, że propozycje wymagają weryfikacji i ręcznej korekty. Sztuczna inteligencja jest potężnym narzędziem wspomagającym, ale nie zastąpi ludzkiego osądu. Inwestorzy powinni traktować podpowiedzi algorytmów jako punkt wyjścia, a nie gotową receptę – zwłaszcza że nawet najlepszy model nie zna przyszłości, a inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem.

    Uwaga: opisany eksperyment oraz wymienione w źródłach spółki i wyceny mają wyłącznie charakter informacyjny i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.

  • OpenAI tnie ceny, a przychody lecą w górę. XIX-wieczny paradoks działa w AI

    OpenAI tnie ceny, a przychody lecą w górę. XIX-wieczny paradoks działa w AI

    OpenAI postanowiło obniżyć ceny dwóch swoich modeli sztucznej inteligencji i – wbrew obawom – wyszło na tym znacznie lepiej. Najnowsze dane pokazują, że niższe stawki nie tylko nie zaszkodziły firmie, ale wręcz napędziły jej przychody. To efekt dobrze znany ekonomistom od XIX wieku.

    Ceny spadają, użycie rośnie jeszcze szybciej

    Firma niedawno obniżyła koszt modelu GPT-5.6 Luna o 80%, a model średniej klasy Terra o 20%. Skutek? Klienci zaczęli korzystać z AI na niespotykaną dotąd skalę. Analitycy z TD Cowen przeanalizowali dane z platformy OpenRouter, która umożliwia deweloperom dostęp do różnych modeli. Okazało się, że efektywna cena korzystania z Luny spadła około 10-krotnie, ale zużycie tokenów – czyli jednostek informacji przetwarzanych przez modele – wzrosło aż 14-krotnie. W przypadku Terry efektywna cena obniżyła się mniej więcej trzykrotnie, a wykorzystanie poszybowało w górę około pięciokrotnie.

    Najciekawsze jest jednak to, że wzrost użycia znacząco wyprzedził skalę obniżek. TD Cowen szacuje, że przychody OpenAI z Luny wzrosły o około 34% w porównaniu z siedmiodniowym okresem przed obniżką, a przychody z Terry zwiększyły się o około 45%.

    Paradoks Jevonsa w akcji

    Sytuacja ta idealnie ilustruje tak zwany paradoks Jevonsa. To XIX-wieczne spostrzeżenie ekonomisty Williama Stanleya Jevonsa, który zauważył, że poprawa efektywności wykorzystania węgla nie zmniejszyła jego zużycia, a wręcz przeciwnie – gwałtownie je zwiększyła. Gdy użyteczny zasób staje się tańszy, ludzie znajdują dla niego znacznie więcej zastosowań. W Dolinie Krzemowej to mechanizm dobrze znany – wystarczy spojrzeć na komputery, które z ogromnych i drogich maszyn mainframe ewoluowały w smartfony mieszczące się w kieszeni. Mimo drastycznego spadku cen, przychody producentów – jak Apple, które odnotowało 109 miliardów dolarów przychodu w ostatnim kwartale – tylko rosły.

    Rosnące przychody i ostra konkurencja

    Obniżki cen to element walki o klienta na niezwykle konkurencyjnym rynku. OpenAI mierzy się nie tylko z amerykańskim rywalem Anthropic, ale i z licznymi chińskimi konkurentami. Jak podaje Bloomberg, powołując się na anonimowe źródła, przychody OpenAI rosną obecnie w tempie 40 miliardów dolarów rocznie. To oznacza podwojenie tempa w porównaniu z końcem 2025 roku, kiedy to – według słów dyrektor finansowej OpenAI, Sarah Friar – wynosiło ono 20 miliardów dolarów. Pod koniec lipca Friar miała poinformować pracowników, że powtarzalne przychody (ARR) za ten miesiąc przekroczyły już całkowite przychody firmy za drugi kwartał.

    Cięcia cen modeli AI to nie jedyny motor wzrostu. Wzrost napędza również rosnący popyt na produkty do kodowania AI, zwiększająca się liczba subskrypcji oraz wpływy z reklam. Co więcej, Ramp ustalił, że w lipcu model GPT-5.6 Sol od OpenAI przyciągnął większą część wydatków biznesowych niż flagowy model Fable 5 od Anthropic. Prawdopodobnie przyczyniła się do tego niższa cena, która zachęciła firmy do częstszego korzystania.

    Przyszłość: giełda i niepewność

    Rywalizacja z Anthropic nabiera tempa również na innym polu. Obie spółki złożyły już poufne dokumenty w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), planując wejście na giełdę. Anthropic, który postrzegany był niegdyś jako outsider, zdobywa klientów narzędziami usprawniającymi złożone zadania i spodziewa się debiutu już tej jesieni, wcześniej niż OpenAI. W maju Anthropic ogłosił, że jego przychody rosną w tempie 47 miliardów dolarów rocznie, choć obie firmy mogą stosować różne metody wyceny.

    Warto jednak pamiętać, że OpenAI, mimo dynamicznego wzrostu przychodów, wciąż generuje duże straty. W ubiegłym roku odnotowało 13 miliardów dolarów zaudytowanych przychodów przy 38,5 miliarda dolarów straty. Wyniki TD Cowen obejmują zaledwie około dwóch tygodni po obniżkach, więc analitycy zastrzegają, że chcą sprawdzić, czy trend wzrostu przychodów utrzyma się w dłuższej perspektywie.

  • JPMorgan i Jane Street stawiają na krypto: giganci z Wall Street zwiększają pozycje w BTC, ETH i XRP

    JPMorgan i Jane Street stawiają na krypto: giganci z Wall Street zwiększają pozycje w BTC, ETH i XRP

    Raporty 13F złożone do SEC ujawniają, że JPMorgan i Jane Street Group znacząco zwiększyły swoje zaangażowanie w kryptowalutowe fundusze ETF. JPMorgan rozbudował udziały w funduszach na Bitcoina i Ethereum, a w portfelu po raz pierwszy pojawiły się produkty powiązane z XRP. Równocześnie Jane Street Group – jeden z największych animatorów rynku – niemal 60-krotnie zwiększył pozycję w ETF-ie na XRP.

    JPMorgan zwiększa udziały w IBIT i ETHA

    Formularz 13F za II kwartał 2026 r., złożony w połowie sierpnia, pokazuje, że JPMorgan posiadał około 10,4 mln udziałów w iShares Bitcoin Trust (IBIT) od BlackRocka, o wartości około 356 mln USD. To wzrost o blisko 25% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Jeszcze większą dynamikę odnotowano w przypadku iShares Ethereum Trust (ETHA) – liczba jednostek skoczyła z 267 tys. do 1,17 mln, czyli ponad 4-krotnie.

    Dokument uwzględnia aktywa 17 podmiotów w grupie JPMorgan, co oznacza, że nie odzwierciedla on rzeczywistej ekspozycji netto banku. Pokazuje wyłącznie pozycje długie, dlatego eksperci przestrzegają przed wyciąganiem daleko idących wniosków co do strategii inwestycyjnej.

    Symboliczne wejście w XRP

    Nowością w raporcie są śladowe pozycje w ETF-ach na XRP. JPMorgan wykazał 181 udziałów w produkcie Grayscale (wartość 3 763 USD) oraz 113 udziałów w ETF-ie Bitwise (1 356 USD). W I kwartale żadna z tych pozycji nie istniała. Choć kwoty są symboliczne, sam fakt pojawienia się XRP w portfolio banku ma znaczenie symboliczne.

    Jednocześnie JPMorgan ograniczył zaangażowanie w spółki wydobywcze BTC. Zdaniem analityków może to wynikać z dywersyfikacji tych firm w stronę centrów danych i sztucznej inteligencji, a nie ze zmiany nastawienia do samej kryptowaluty.

    Jane Street niemal 60-krotnie zwiększa pozycję w XRP

    Jeszcze bardziej spektakularny jest ruch Jane Street Group. W formularzu 13F złożonym 14 sierpnia firma ujawniła, że posiadała na koniec czerwca ponad 1,2 mln jednostek Bitwise XRP ETF, podczas gdy kwartał wcześniej było to zaledwie 20 605 jednostek – wzrost o niemal 60-krotnie.

    Portfel Jane Street objął również fundusze Franklin Templeton i Grayscale, a także produkty Canary Capital oraz 21Shares – wszystkie związane z XRP. Firma jest jednym z największych animatorów rynku, więc część pozycji może wynikać z działalności tradingowej, a nie z długoterminowego przekonania o wzroście ceny.

    Banki i fundusze dołączają do grona

    Bank of America raportował 13 260 jednostek ETF-u Volatility Shares na XRP (opartego na kontraktach terminowych), wartego około 76 tys. USD. Morgan Stanley wykazał 6 715 jednostek funduszu Franklin, 255 jednostek REX-Osprey oraz 567 jednostek Bitwise.

    Mniejsze podmioty również ujawniły pozycje: National Bank of Canada wykazał 3 848 jednostek, a Main Street Group – 5 261. Gallacher Capital Management ujawnił 86 744 jednostki, z kolei Wolverine Asset Management posiadał niemal 200 tys. jednostek Bitwise XRP ETF.

    Co mówią eksperci?

    Analitycy studzą jednak entuzjazm. CoinShares Research zwraca uwagę na wyjątkowo niskie wolumeny na rynku Bitcoina:

    Bitcoin pozostaje w letnim marazmie, a wyjątkowo niskie wolumeny utrudniają interpretację krótkoterminowych ruchów cen. […] ostrożnie podchodzimy do wyciągania wniosków z dziennej zmienności.

    Z kolei Colin Basco i Arnav Kalekar z Coinbase Institutional wskazują na fundamentalny problem popytu:

    Naszym zdaniem brak reakcji daje wyraźny sygnał: kiedy potwierdzona poprawa warunków makroekonomicznych nie podnosi ceny aktywa, głównym ograniczeniem nie jest już stopa dyskontowa, lecz brak popytu pochodzącego z samego rynku kryptowalut.

    Kristy Lynch, dyrektor ds. handlu i rynków kapitałowych w Grayscale, podkreśla z kolei praktyczne motywy korzystania z ETF-ów:

    Zaskoczyło nas, jak chętnie inwestorzy wywodzący się bezpośrednio z rynku krypto korzystają z mechanizmu wniesienia aktywów do ETF-ów. Robią to, ponieważ uzyskują dostęp do rachunków z preferencjami podatkowymi, mogą planować sukcesję i dywersyfikować sposób przechowywania aktywów.

    Ostatecznie dane z 13F nie pokazują pozycji krótkich, więc rzeczywista ekspozycja netto tych gigantów pozostaje nieznana. Niemniej pojawienie się XRP w regulowanych raportach największych instytucji oraz skala wzrostu pozycji Jane Street dowodzą, że kryptowaluta ta weszła do infrastruktury inwestycyjnej Wall Street. Póki co to raczej kroplówka niż tsunami, ale kierunek trendu jest wyraźny.

  • Sztuczna inteligencja rozczarowuje. Większość pierwszych wdrożeń to porażka

    Sztuczna inteligencja rozczarowuje. Większość pierwszych wdrożeń to porażka

    Sztuczna inteligencja miała być hitem, który przyspieszy pracę i obniży koszty. Na razie biznes ma w tej sprawie odmienne zdanie: większość pierwszych wdrożeń AI kończy się niepowodzeniem. Zjawisko opisują „Rzeczpospolita” i „Parkiet”, powołując się na analizy sieci badawczej MIT NANDA, raport ABB oraz globalne badanie Bain & Company. Skala problemu jest wyraźna: dotyczy zarówno projektów generatywnej AI, jak i szerszych wdrożeń w przedsiębiorstwach.

    95 proc. pilotaży bez mierzalnego efektu

    Jak wynika z analiz sieci badawczej MIT NANDA, na które powołuje się „Rzeczpospolita”, aż 95 proc. pilotaży generatywnej sztucznej inteligencji nie przyniosło mierzalnego efektu w rachunku zysków i strat. Dziennik podaje również, że trzy na pięć pierwszych wdrożeń AI w biznesie kończy się niepowodzeniem.

    W tekście „Parkietu” pojawia się podobny wniosek: inwestycje, które miały przyspieszać i zwiększać skuteczność działania firm, w wielu przypadkach mają odwrotny skutek. Część przedsiębiorstw musiała zwolnić tempo. Zdaniem „Parkietu” winna nie jest technologia, lecz przedsiębiorstwa, które nie były gotowe na wdrożenie. Pierwsze doświadczenia z AI w firmach nie potwierdzają więc optymistycznych zapowiedzi.

    Co blokuje projekty AI?

    Raport ABB wskazuje, że za problemami stoją przede wszystkim dane, rozproszone systemy i brak strategii. Do tego dochodzą konkretne bariery organizacyjne. Najczęściej wymieniane to:

    • ograniczenia organizacyjne i budżetowe — 50 proc.,
    • wymogi regulacyjne — 41 proc.,
    • procedury wewnętrzne — 28 proc.,
    • brak długofalowej strategii — 25 proc.

    Eksperci, do których odwołuje się „Rzeczpospolita”, zwracają uwagę, że firmy często zaczynają od technologii, zamiast najpierw uporządkować procesy i określić, jaki konkretny efekt biznesowy chcą osiągnąć. Innymi słowy: decyzja o wdrożeniu bywa podejmowana szybciej niż analiza, czy organizacja jest do niego gotowa.

    Ludzie, dane i rosnące koszty

    Wąskim gardłem – jak to ujmuje „Rzeczpospolita” – okazują się także ludzie. 72 proc. prezesów inwestuje w rozwój nowych kompetencji pracowników, ale przedsiębiorstwa wciąż mają problemy ze znalezieniem specjalistów od integracji danych, architektury rozwiązań, cyberbezpieczeństwa i zarządzania zmianą.

    Jarosław Sokolnicki, współzałożyciel exeAI, mówi „Rzeczpospolitej”:

    Firmy kupują licencje, budują piloty, szkolą zespoły i eksperymentują z agentami. Użytkownicy widzą produktywność, zarządy widzą rosnące koszty, a wynik operacyjny często pozostaje bez zmian.

    Ta wypowiedź obrazuje rozdźwięk między poziomem operacyjnym a finansowym: jedno to codzienna produktywność widoczna użytkownikom, a drugie – efekt w rachunku wyników. Słowa te współgrają z danymi MIT NANDA o braku mierzalnego efektu w rachunku zysków i strat.

    Polskie firmy: priorytet bez powszechnych wdrożeń

    Mimo tych trudności AI pozostaje w Polsce jednym z priorytetów inwestycyjnych przedsiębiorstw produkcyjnych. „Rzeczpospolita” pisała, że tylko co piąte z nich prowadzi obecnie pilotażowe wdrożenia. „Parkiet” doprecyzowuje, że chodzi o pilotażowe przemysłowe wdrożenia i że tylko co piąty podmiot je prowadzi — wynika to z badań ABB.

    Sztuczna inteligencja jest przy tym najczęściej wskazywanym priorytetem inwestycyjnym na najbliższe trzy lata wśród polskich producentów. Część firm traktuje jednak AI jak kolejny projekt IT, a nie jak element strategicznej transformacji biznesu. Z danych wynika, że w Polsce AI jest na razie na etapie pilotaży, a nie powszechnych wdrożeń. To pokazuje różnicę między deklarowanymi planami a bieżącą praktyką.

    Koniec epoki samych deklaracji

    Deklarowanie inwestycji w AI już nie wystarcza. Zarządy oczekują konkretnych wskaźników: wzrostu produktywności, niższych kosztów czy szybszych procesów. Takie wskaźniki mają zastąpić ogólne deklaracje o stawianiu na sztuczną inteligencję. Sam zakup licencji i budowa pilotaży to za mało, by mówić o udanej transformacji.

    Globalne badanie Bain & Company, na które wskazuje „Rzeczpospolita”, pokazuje jednak, że na razie efekty bywają odległe od założeń: 59 proc. szefów firm ocenia, iż ich organizacje osiągają tylko część zakładanych efektów transformacji AI.

  • ShockPrice szturmem wbija na rynek. Tłumy na otwarciu, a to dopiero początek

    ShockPrice szturmem wbija na rynek. Tłumy na otwarciu, a to dopiero początek

    Grupa Modivo, właściciel CCC, HalfPrice i Modivo, wystartowała w piątek z zupełnie nową marką. Pierwszy sklep ShockPrice otwarto w Wałbrzychu i od razu przyciągnął prawdziwe tłumy. Klienci, zwabieni SMS-ami z 100-złotowymi voucherymi, ustawiali się w kolejkach jeszcze przed otwarciem, a parking w centrum handlowym S1 został całkowicie zablokowany – donosił serwis Wałbrzych Nasze Miasto.

    Czym jest ShockPrice?

    Nowa sieć działa w modelu off-price, czyli oferuje starsze kolekcje znanych marek w atrakcyjnych cenach. To młodsza siostra popularnego HalfPrice – różnica polega na niższej marży i jeszcze mocniejszym nacisku na niską cenę. Co ciekawe, Modivo postanowiło wskrzesić swój historyczny slogan „Cena Czyni Cuda”, tym razem w angielskiej wersji: „Price Makes Miracles”.

    Asortyment ShockPrice wykracza daleko poza odzież i obuwie. Wiceprezeska Modivo Platform, Malwina Winter, cytowana przez portal Wałbrzych Nasze Miasto, wymieniła: „Posiadamy sekcję fashion, sport, obuwie, torebki, ogromny wybór bielizny, kolekcję dziecięcą, wszystko do dekoracji i wyposażenia domu, bardzo szeroki wybór zabawek, kosmetyków, słodkich przekąsek, a nawet markową elektronikę w rewelacyjnych, niskich cenach”.

    Pierwszy salon ma powierzchnię 2,4 tys. m kw. i – jak widać na zdjęciach – powstał w bezpośrednim sąsiedztwie sklepów Sinsay (grupa LPP) oraz Pepco. To celne uderzenie w konkurencję w segmencie taniej, ale markowej mody.

    Plany na 2026 rok – gdzie powstaną kolejne sklepy?

    Modivo nie zamierza zwalniać tempa. Według prezentacji wstępnych wyników za drugi kwartał, do końca roku grupa zamierza uruchomić łącznie 43 salony ShockPrice. Kolejne otwarcia zaplanowano już na wrzesień. Na liście znalazły się m.in.: Białystok, Bydgoszcz, Sosnowiec, Rybnik, Pobiedziska, Pabianice, Pasłęk, Lubin, Kobyłka, a także mniejsze miasta w Rumunii i Bułgarii.

    To nie koniec ekspansji. Tydzień wcześniej Modivo otworzyło w Gdyni pierwszy sklep pod szyldem Beverly Hills Polo Club, a kolejny ma wkrótce pojawić się w Olsztynie. Do 2030 roku firma planuje mieć 50 takich placówek w Europie Środkowo-Wschodniej.

    Off-price wchodzi na salony

    Sieci HalfPrice i ShockPrice łącznie pod koniec roku mają dysponować większą powierzchnią niż sklepy CCC – 643 tys. m kw. wobec 630 tys. m kw.. Dyrektor finansowy Łukasz Stelmach podczas prezentacji stwierdził: „To wielka zmiana w naszej grupie. Już w przyszłym roku będzie to największa linia biznesowa pod względem sprzedaży”.

    Przypomnijmy, że HalfPrice w ciągu roku urosła o 72 sklepy, do 231 placówek. Jednocześnie CCC – rdzeń grupy – w tym samym czasie otworzyło 87 nowych salonów, osiągając stan 918 (stan na koniec kwietnia).

    Inwestycje i perspektywy

    Zgodnie z zapowiedziami zarządu, tegoroczne nakłady inwestycyjne grupy Modivo na rozwój sieci sklepów mają wynieść około 700 mln zł. To pokazuje, że off-price oraz nowe formaty detaliczne stają się absolutnym priorytetem holdingu z Polkowic. Piątkowy debiut relacjonował serwis Wałbrzych Nasze Miasto. Jak informuje, w pierwszym wejściu drzwi otwarto dla 400 osób, a reszta czekała w kolejce przed sklepem. Pracownicy okolicznych sklepów grozili nawet wezwaniem straży miejskiej, gdy klienci zastawiali parkingi przeznaczone dla dostawców. Według zapowiedzi wiceprezeski Malwiny Winter, w tym roku grupa otworzy 40 sklepów ShockPrice, a sklep w Wałbrzychu ma 2,4 tys. m kw.