Blog

  • Panama zarabia miliony na chaosie w Ormuz. Ostatecznie zapłacimy za to w sklepach

    Panama zarabia miliony na chaosie w Ormuz. Ostatecznie zapłacimy za to w sklepach

    Jak długo jeszcze będziemy płacić za zakłócenia na Bliskim Wschodzie? Globalny kryzys transportowy, który rozpoczął się w lutym, właśnie znalazł kolejną, bardzo drogą ofiarę – nasze portfele. Tutaj nie ma wątpliwości: ceny produktów w sklepach będą musiały wzrosnąć.

    Desperacja przewoźników = rekordowe zarobki Panamy

    Blokada strategicznej cieśniny Ormuz trwa już od blisko dwóch miesięcy. To bezpośredni efekt wydarzeń z 28 lutego, kiedy siły USA i Izraela zaatakowały Iran. Teheran w odwecie uderzył w państwa Zatoki Perskiej i praktycznie zamknął ten kluczowy szlak.

    Sytuację pogorszyła decyzja Waszyngtonu o zablokowaniu irańskich portów. Mimo że obecnie obowiązuje zawieszenie broni, powrót do normalności wydaje się odległą perspektywą.

    Kraje azjatyckie, najbardziej dotknięte kryzysem, desperacko szukają nowych źródeł zaopatrzenia w ropę i gaz oraz alternatywnych szlaków morskich. Firmy transportowe, chcąc ominąć zablokowane trasy, masowo kierują swoje jednostki w stronę Ameryki Środkowej.

    Efekt? Administracja Kanału Panamskiego drastycznie podniosła opłaty.

    Dziesięciokrotny wzrost kosztów, który uderzy w każdego

    Here’s the kicker: obecnie za przepłynięcie jednego statku przedsiębiorstwa muszą zapłacić nawet 4 miliony dol.. To nie jest przesada.

    Jeszcze niedawno ta sama usługa kosztowała średnio od 300 do 400 tys. dolarów. Oznacza to dziesięciokrotny wzrost kosztów, który ostatecznie zostanie przerzucony na barki konsumentów na całym świecie. Potwierdziła to sama Administracja Kanału Panamskiego, informację podało radio France Info.

    Skutki są już druzgoczące dla gospodarki

    Ormuz nie był tylko szlakiem dla surowców. Przez tę cieśninę przechodziła około jedna piąta światowej ropy i LNG. Szlak ten służył też do transportu od 20 do nawet 45 proc. kluczowych środków produkcji rolno-spożywczej.

    Utrudnienia w tranzycie przez cieśninę Ormuz spowodowały już znaczący wzrost cen paliw i nawozów na rynkach światowych. To przekłada się na koszty produkcji, a finalnie – na ceny w sklepach.

    W standardowych warunkach przez Kanał Panamski przepływa około 6 procent towarów w handlu światowym. Teraz ten procent kosztuje wielokrotnie więcej.

    But wait, there’s more…

    Paraliż handlu to bezpośredni efekt wydarzeń z 28 lutego.

    Każdy dzień trwania tego kryzysu oznacza kolejne miliony dolarów dodatkowych kosztów dla logistyki globalnej i kolejne punkty procentowe na naszych rachunkach. Panama zarabia krocie na chaosie, ale ostatecznym beneficjentem tej sytuacji nie będzie żaden kraj – tylko inflacja.

  • Czy 2 biliony złotych mogą zmienić Polskę? Morawiecki i Kaczyński prezentują nową strategię gospodarczą

    Czy 2 biliony złotych mogą zmienić Polskę? Morawiecki i Kaczyński prezentują nową strategię gospodarczą

    Polska dysponuje prawie 3,6 bilionami złotych oszczędności prywatnych, ale poziom inwestycji pozostaje poniżej średniej UE. Jak przekuć tę potencjał w konkretną siłę gospodarczą i suwerenność? Nie tylko zwiększyć PKB, ale budować narodowe zasoby – takie jest przesłanie nowego programu gospodarczego przedstawionego przez Mateusza Morawieckiego.

    Program, opublikowany jako raport „Powered by Poland”, nie jest tylko teorią. To sześć konkretnych filarów mających przekształcić Polskę z „zależnej gospodarki rynkowej” w „gospodarkę suwerenną, zdolną akumulować kapitał, know-how i własność intelektualną” – czytamy w dokumencie.

    Filar 1: Mobilizacja krajowego kapitału

    Jak przekonać Polaków do większego inwestowania? Raport proponuje szereg atrakcyjnych ulg i programów:

    IP Box+ – 4% CIT/PIT przez pięć lat dla technologii, AI i patentów rozwijanych w Polsce.

    Super-ulga 200% – podwójne odliczenie kosztów na robotyzację, automatyzację i sztuczną inteligencję.

    — Rozszerzona ulga B+R obejmująca także prototypy i wdrożenia przemysłowe.

    Refundacja dla startupów – do 40% kosztów B+R refundowanych kwartalnie.

    System gwarancji państwowych dla wysokoryzykowych projektów w sektorach strategicznych.

    Nie mniej ważne są ulgi na zatrudnianie talentów technologicznych oraz zwrotne ulgi inwestycyjne powiązane z konkretnymi efektami, jak wzrost eksportu.

    Filar 2: Zamówienia publiczne dla polskiego przemysłu

    Strategia proponuje nacjonalizację strumienia zamówień publicznych. Spółki Skarbu Państwa powinny maksymalizować udział polskiego kapitału i skracać łańcuchy dostaw do poziomu krajowego.

    A tutaj pojawia się kluczowy argument Mateusza Morawieckiego, który wybrzmiewał również w jego nowszych wypowiedziach: wydatki na obronność sięgające 4–5% PKB nie mogą być tylko zakupem gotowego sprzętu.

    „Jeśli nie podejdziemy na poważnie do budowania polskiego zasobu w dłuższej perspektywie, to będziemy niestety nie tylko bardzo mocno opóźnieni w rozwoju” – wskazał były premier.

    I dodał konkret: w ciągu najbliższych 10 lat Polska może wydać na obronność około 2 bilionów złotych. Według Morawieckiego, około 85% tego budżetu powinno być wydawane w Polsce, w polski prywatny przemysł zbrojeniowy. To stało się kołem zamachowym dla sektora dual-use.

    Filar 3: Tania i stabilna energia

    Sektor produkcyjny potrzebuje taniej energii. Raport proponuje obniżenie jej kosztów o co najmniej 30%, rewizję systemu EU ETS oraz stworzenie Specjalnych Stref Energetycznych dla przemysłu energochłonnego.

    Kluczowe są długoterminowe kontrakty (CfD/CCfD) stabilizujące ceny oraz rozwój energetyki jądrowej, SMR i krajowych OZE.

    Filar 4: Przyspieszenie procedur – śmiertelny wróg inwestycji

    Tu strategia mówi jasno: radykalne przyspieszenie. Rozszerzenie zasady „milczącej zgody”, wiążące terminy dla urzędów, jedno okienko inwestycyjne oraz pełna cyfryzacja.

    Mateusz Morawiecki podkreślił to także osobiście: tempo podejmowania decyzji jest kluczowe dla przewagi konkurencyjnej, szczególnie w sektorach zaawansowanych technologii.

    Filar 5: Przedefiniowanie polityki inwestycyjnej

    Pomysł jest prosty: przejść od szerokich ulg do grantów gotówkowych i ulg powiązanych z efektami. Warunkowość wsparcia dla inwestorów zagranicznych: dostęp do pomocy publicznej w zamian za realny udział polskich firm w łańcuchu dostaw.

    Filar 6: Przemysł obronny jako filar gospodarki

    Strategia nakreśla trzy kierunki: polonizacja zakupów (twarde wymagania udziału polskiego przemysłu), model ekosystemu PGZ + silny sektor prywatny oraz realny offset i transfer technologii przy zakupach zagranicznych.

    Suwerenność informacyjna – cel nadrzędny

    Raport „Powered by Poland” znajduje silne echo w słowach Jarosława Kaczyńskiego, który w ostatnich dniach mówił o koniecznej „przebudowie ustroju” dla rozwoju gospodarczego.

    Kaczyński wskazał również, że dla zapewnienia Polsce „gospodarczej przyszłości”, konieczne jest zdobycie najważniejszych kwalifikacji w najnowocześniejszych działach gospodarki, takich jak sztuczna inteligencja, oraz stworzenie przesłanki do „suwerenności informacyjnej”, w tym tworzenie chmur obliczeniowych i platform.

    „W tej sferze – jak mówił – 'jesteśmy zupełnie uzależnieni od czynników zewnętrznych, co ma rozległe skutki w najróżniejszych dziedzinach’” – relacjonuje Biznes.interia.pl.

    Czy to wystarczy?

    Program „Powered by Poland” jest ambitny i konkretny. Łączy finansowe instrumenty (ulgi, gwarancje) z strategicznym kierunkowaniem potężnych strumieni pieniędzy (zamówienia publiczne, budżet obronny). Wszystko to ma jeden cel: przejście od modelu zależności do gospodarki suwerennej. Czy te propozycje mogą przekuć potencjał polskich oszczędności w realną siłę? Czas pokaże, ale wizja jest już na papierze.

  • Carrefour kurczy się w Polsce. 73 sklepy zniknęły w rok, a wyniki nie napawają optymizmem

    Carrefour kurczy się w Polsce. 73 sklepy zniknęły w rok, a wyniki nie napawają optymizmem

    Czy to już początek końca Carrefoura nad Wisłą? Francuski gigant handlowy nie ma łatwego życia w Polsce. Najnowsze dane są bezlitosne: w ciągu roku z mapy zniknęły 73 sklepy sieci, a wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku potwierdzają, że Polska pozostaje jednym z najsłabszych ogniw w grupie.

    704 sklepy i spadająca sprzedaż

    Na koniec marca 2026 roku Carrefour miał w Polsce 704 placówki. Rok wcześniej było ich 777. To jasny sygnał, że sieć się kurczy. Co gorsza, nie chodzi tylko o liczbę sklepów – pogorszyły się też wyniki finansowe.

    Sprzedaż porównywalna (LFL) spadła o 2,9 proc., a wartość sprzedaży wyniosła 548 mln euro. W ujęciu organicznym spadek sięgnął aż 4,3 proc. Carrefour przyznaje wprost: w kraju widoczne są pogarszające się nastroje konsumenckie.

    Europa patrzy na Belgię, a w tle Polska

    To nie są odosobnione problemy. Carrefour od jakiegoś czasu analizuje sprzedaż części swoich biznesów w Europie. Najbardziej zaawansowane rozmowy dotyczą Belgii – zainteresowanie tamtejszym oddziałem wyraził niemiecki fundusz Aurelius.

    Zmiany wpisują się w szerszą strategię Carrefoura. Firma chce skoncentrować się na trzech kluczowych rynkach – Francji, Hiszpanii i Brazylii, które generują większość przychodów i zysków operacyjnych.

    Pozostałe kraje, w tym Polska, trafiły do kategorii rynków „do rozważenia”. Oznacza to, że w grę wchodzą różne scenariusze – od dalszego rozwoju po częściową lub całkowitą sprzedaż biznesu.

    Kto może przejąć Carrefoura w Polsce?

    W przypadku ewentualnej sprzedaży nie brakuje potencjalnych zainteresowanych. Wśród nich wymienia się m.in. właściciela Biedronki, choć spółka nie komentuje oficjalnie takich planów. Żabka podchodzi do sprawy z dystansem i nie widzi istotnego wpływu zmian na rynek w krótkim terminie.

    W grze pojawia się także ukraińska grupa Fozzy, która już testuje swoją obecność w Polsce. Jednocześnie państwowa Krajowa Grupa Spożywcza wykluczyła udział w ewentualnym przejęciu.

    Na razie bez decyzji

    Władze Carrefoura przyznają, że analizowały różne scenariusze, ale dotychczasowe oferty nie spełniały ich oczekiwań. Decyzje dotyczące Belgii mogą być jednak sygnałem, że proces zmian przyspiesza. Jeśli dojdzie do sprzedaży, kolejne rynki – w tym Polska – mogą znaleźć się w centrum uwagi inwestorów.

    Prezes grupy Alexandre Bompard ocenił globalne wyniki jako dobre, podkreślając, że firma realizuje strategię Carrefour 2030 i poprawia swoją konkurencyjność. Jednocześnie zaznaczył, że koncern nie widzi istotnego wpływu napięć na Bliskim Wschodzie na swoją działalność i podtrzymuje cele finansowe na 2026 rok.

    Póki co, klienci w Polsce mogą spodziewać się dalszych zmian. Carrefour wciąż ma w kraju 94 hipermarkety, 141 supermarketów, 463 sklepy convenience oraz 6 placówek typu soft dyskont. Jednak przy obecnym tempie spadku liczby sklepów i słabnących wynikach, francuski gigant będzie musiał wkrótce podjąć trudne decyzje.

  • KGHM wraca do gry! Gigant srebra po 40% załamaniu gotowy na nowe rekordy?

    KGHM wraca do gry! Gigant srebra po 40% załamaniu gotowy na nowe rekordy?

    Czy to już koniec paniki na GPW? Akcje KGHM, które w ostatnich tygodniach przeżyły prawdziwy rollercoaster, wracają do łask inwestorów. Po spektakularnym wzroście i równie gwałtownym spadku, polski gigant surowcowy znów pokazuje pazur.

    Kursowa huśtawka, jakiej dawno nie było

    Akcjonariusze KGHM nie mogą narzekać na brak emocji. Tylko od września 2025 r. kurs giganta wzrósł o blisko 200%, aby następnie, licząc od historycznego szczytu, przecenić się o blisko 40%. To efekt szaleństwa na rynku metali szlachetnych, które napędzało i hamowało notowania spółki.

    Zarówno szalone wzrosty, jak i paniczna wyprzedaż były spowodowane sytuacją na rynku surowcowym. Złoto, srebro i miedź w ostatnich dniach były niezwykle zmienne. Ale wygląda na to, że po gwałtownej przecenie na rynek wracają kupujący.

    „Żeby uspokoić nieco panikę, warto zerknąć na wykres kontraktów na miedź. Tu podobne 'załamania’ pojawiają się dość cyklicznie. Wcześniejsze krachy sięgały około 25% – teraz mamy 'tylko’ 15% spadek” – wskazuje analityk Łukasz Nowacki.

    Siła tkwi w fundamentach: drugi producent srebra na świecie!

    O co tyle hałasu? O potęgę, którą wielu mogło przeoczyć. Mimo ostatniego cofnięcia, gigant wciąż ma wiele do zaoferowania. I to na skalę światową.

    Według najnowszego rankingu „World Silver Survey 2026” wydanego przez The Silver Institute, grupa kapitałowa KGHM była w ubiegłym roku drugim największym producentem srebra na świecie. Pozyskała 1347 ton (43,3 mln uncji) tego metalu.

    Co więcej, KGHM dysponuje największą kopalnią srebra na świecie – pod tym pojęciem instytut rozumie wszystkie kopalnie koncernu w Polsce. W ubiegłym roku pozyskano z nich 41,1 mln uncji srebra.

    A to nie wszystko! Od 2024 roku KGHM nie tylko wydobywa, ale także produkuje sztabki złota. Roczna produkcja przekracza 2 tony, co czyni spółkę wyjątkową na europejskim rynku.

    Prognozy: zyski mają poszybować, ale co z cenami metali?

    Aktualne prognozy dla kursu akcji KGHM pokazują bardzo pozytywny sentyment. Konsensus analityków wciąż zakłada dalsze umocnienie kursu, z rozpiętością prognoz od ok. 155 zł do 360 zł.

    Na ten moment inwestorzy zdają się wyceniać scenariusz dalszej poprawy fundamentów KGHM. Ale kluczowe będą ceny surowców.

    Analityk Jakub Szkopek z Erste Securities Polska szacuje, że w tym roku średnia rynkowa cena srebra będzie oscylować w pobliżu 80 USD za uncję (w przyszłym 60 USD). Dla porównania, średnia ubiegłoroczna wynosiła 40 USD, a rekord z końca stycznia tego roku to ponad 115 USD. Obecnie kurs to ponad 77 USD.

    Jeśli chodzi o miedź, analityk szacuje, że w tym roku jej średnia cena wyniesie około 12 tys. USD za tonę (obecnie przekracza 13,3 tys. USD).

    Mocny wynik kwartalny już za rogiem?

    I tu dochodzimy do najciekawszego. Mimo prognozowanych spadków cen kluczowych metali, lubiński koncern ma zanotować ponadprzeciętne zyski.

    „W samym I kwartale zysk EBITDA grupy może przekroczyć 4,9 mld zł, wobec niespełna 2,5 mld zł rok wcześniej. W mojej ocenie rynek taką wartość uwzględnia już w kursie akcji spółki” – mówi Jakub Szkopek.

    W całym 2026 roku szacuje on skonsolidowany zysk EBITDA koncernu na poziomie 16,6 mld zł. Dla porównania, w 2025 roku wyniósł on niespełna 10,3 mld zł.

    Warto dodać, że sam analityk w ostatniej analizie (z 10 lutego) rekomenduje sprzedaż akcji KGHM, wyceniając je na 245,3 zł. W środę na otwarciu sesji kosztowały one 325 zł.

    KGHM wyróżnia się na tle zagranicznych konkurentów szerszą dywersyfikacją (miedź, srebro, złoto, molibden) i bezkonkurencyjną skalą produkcji srebra. Rynek wyprzedza analityków, a kolejne aktualizacje rekomendacji mogą przynieść podwyższenie cen docelowych. Emocje gwarantowane.

  • Magna Polonia pokazuje siłę: przychody wzrosły dwukrotnie, a zysk netto rośnie

    Magna Polonia pokazuje siłę: przychody wzrosły dwukrotnie, a zysk netto rośnie

    Jak prezentują się wyniki polskiej spółki inwestycyjnej po roku intensywnego rozwoju? Magna Polonia S.A. właśnie opublikowała swój raport roczny za 2025 rok, a liczby mówią same za siebie – to rok znaczącego wzrostu.

    Przychody wystrzeliły w górę

    Kluczowy wskaźnik – przychody z podstawowej działalności operacyjnej – wzrósł do 8 447 tys. zł w 2025 roku. To imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że rok wcześniej wynosił 4 185 tys. zł. Czyli mówimy o ponad dwukrotnym wzroście! Oprócz tego firma odnotowała 178 tys. zł z pozostałych przychodów operacyjnych i 799 tys. zł przychodów finansowych.

    Zysk netto ogółem wyniósł 1 581 tys. zł, co stanowi wzrost w porównaniu z 1 212 tys. zł w 2024 roku. Co ważne, cały ten zysk – dokładnie 1 581 tys. zł – przypadł akcjonariuszom spółki. Zysk brutto także poszedł w górę, osiągając 1 922 tys. zł wobec 1 562 tys. zł rok wcześniej.

    Co mówi skonsolidowany obraz Grupy?

    Sprawdźmy, jak wygląda sytuacja całej Grupy Kapitałowej Magna Polonia. Wyniki są jeszcze bardziej interesujące!

    Przychody ze sprzedaży na poziomie skonsolidowanym wyniosły aż 20 936 tys. zł, wobec 19 152 tys. zł w 2024. Do tego doszły pozostałe przychody operacyjne (8 361 tys. zł) oraz przychody finansowe (10 149 tys. zł).

    Zysk netto dla akcjonariuszy na poziomie skonsolidowanym to 4 057 tys. zł (wzrost z 3 784 tys. zł rok wcześniej). Zysk netto ogółem osiągnął 4 969 tys. zł. Zysk na jedną akcję zwykłą wyniósł 0,29 zł w porównaniu z 0,27 zł w 2024 roku.

    Raport powinien zostać przekazany Komisji Nadzoru Finansowego, spółce prowadzącej rynek regulowany oraz do publicznej wiadomości za pośrednictwem agencji informacyjnej zgodnie z przepisami prawa.

    Sytuacja finansowa pod lupą

    Przyjrzyjmy się teraz kluczowym wskaźnikom majątkowym spółki. Aktywa razem Magna Polonia S.A. na koniec 2025 roku wyniosły 122 349 tys. zł (wzrost z 121 246 tys. zł).

    Kapitał własny jest naprawdę solidny i wyniósł 121 391 tys. zł, co przekłada się na wartość księgową na jedną akcję zwykłą w wysokości 8,72 zł (wzrost z 8,61 zł). Zobowiązania są minimalne – tylko 958 tys. zł, z czego zaledwie 55 tys. zł to zobowiązania długoterminowe.

    W ujęciu skonsolidowanym sytuacja także wygląda stabilnie. Aktywa razem Grupy to 114 295 tys. zł, a kapitał własny – 106 725 tys. zł. Kapitał własny przypadający na akcjonariuszy Spółki dominującej to 101 460 tys. zł, co daje wartość księgową na akcję 7,29 zł.

    Przepływy pieniężne – gdzie płyną środki?

    Warto zwrócić uwagę na przepływy pieniężne, które pokazują dynamikę działalności. W skonsolidowanym ujęciu przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej były dodatnie i wyniosły 4 534 tys. zł (rok wcześniej -31 tys. zł).

    Przepływy z działalności inwestycyjnej były ujemne (-3 740 tys. zł), co sugeruje inwestycje, ale ten wynik jest znacznie lepszy niż -17 808 tys. zł w 2024. Całkowite przepływy pieniężne netto w skonsolidowanym ujęciu wyniosły -347 tys. zł, co i tak jest ogromną poprawą wobec -18 463 tys. zł rok wcześniej.

    Struktura kapitałowa i akcjonariat

    Liczba akcji pozostaje niezmieniona i wynosi 13 921 975 sztuk. Średnia ważona liczba akcji również utrzymuje się na tym poziomie. Kapitał akcyjny to 13 922 tys. zł.

    Co zawiera cały raport?

    Raport roczny, który spółka opublikowała 24 kwietnia 2026 roku za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 roku, to kompletny pakiet dokumentów. Znajdziemy w nim sprawozdanie finansowe, sprawozdanie z działalności, opinię audytora oraz list do akcjonariuszy.

    Nie zabrakło też oficjalnego stanowiska Zarządu Magna Polonia S.A., które jest częścią dokumentacji. To kompleksowy obraz sytuacji spółki i jej strategii.

    Jak informuje Parkiet.com, raport został opublikowany w odpowiedniej formie z załącznikami XAdES, przygotowanymi przez Notoria SA. Wszystkie dane finansowe prezentowane są zarówno w złotych, jak i przeliczone na euro według oficjalnych kursów NBP.

    To był rok wyraźnego wzrostu dla Magna Polonia. Spółka nie tylko zwiększyła skalę działalności, ale także umocniła swoją pozycję finansową. Akcjonariusze mogą być zadowoleni – ich zysk netto rośnie, a wartość księgowa na akcję także poszła w górę. Czekamy na dalsze informacje o strategii na kolejny rok!

  • Ceny paliw biją rekordy, a Amerykanie mają dość. Wojna z Iranem może kosztować Trumpa wybory

    Ceny paliw biją rekordy, a Amerykanie mają dość. Wojna z Iranem może kosztować Trumpa wybory

    Czy prezydent Donald Trump może przegrać wybory z powodu wojny? Nowe sondaże wskazują, że większość Amerykanów ma już dość konfliktu z Iranem, a za rosnące ceny paliw obwinia właśnie Biały Dom. To poważny cios dla Republikanów na kilka miesięcy przed kluczowymi wyborami.

    Zdecydowana większość chce końca wojny

    Badania opinii publicznej w USA ważą coraz więcej, bo zbliżamy się do tzw. wyborów połówkowych. I wyniki są jednoznaczne. W sondażu, który przeprowadzono od piątku do niedzieli, 66 proc. respondentów opowiedziało się za szybkim zakończeniem konfliktu.

    Z kolei 27 proc. uznało, że USA powinny dążyć do osiągniecia wszystkich swoich celów w Iranie, nawet jeśli wojna potrwa znacznie dłużej. 6 proc. ankietowanych nie udzieliło odpowiedzi.

    Wśród zwolenników Partii Republikańskiej prezydenta Trumpa 40 proc. poparło zakończenie konfliktu w krótkim czasie, nawet kosztem rezygnacji z celów USA. Natomiast 57 proc. opowiedziało się za dłuższym zaangażowaniem.

    Paliwo droższe niż przez trzy lata

    Konflikt wywołał również poważne skutki gospodarcze, w tym gwałtowny wzrost cen energii, co zwiększyło obawy o globalną inflację. Reuters zwraca uwagę, że jednym z najbardziej odczuwalnych efektów wojny w Stanach Zjednoczonych są rosnące ceny benzyny.

    Od początku wojny na Bliskim Wschodzie ceny benzyny w USA wzrosły do około 4 dol. za galon (około 3,785 l), czyli o około dolara więcej niż przed wybuchem wojny. W poniedziałek średnia cena paliwa przekroczyła tę kwotę po raz pierwszy od ponad trzech lat — wynika z danych serwisu GasBuddy.

    Dwie trzecie respondentów spodziewa się dalszego wzrostu cen paliwa w nadchodzącym roku, w tym 40 proc. sympatyków Republikanów. Ankietowani dwa razy częściej spodziewali się w ciągu najbliższego roku wzrostu cen paliw niż ich spadku.

    Trump w ogniu krytyki

    Około 77 proc. zarejestrowanych wyborców uznało w sondażu Reuters/Ipsos, że Trump ponosi co najmniej część odpowiedzialności za niedawny wzrost cen, spowodowany jego decyzją o rozpoczęciu wraz z Izraelem wojny z Iranem. Tak oceniają wyborcy Republikanów (55 proc.), jak i niezależnych (82 proc.) oraz Demokratów (95 proc.).

    Sondaż wykazał również, że około 77 proc. Amerykanów uważa ceny paliw za bardzo poważny problem. Większość badanych (ponad 50 proc.) uważa, że konflikt wpłynie negatywnie na ich sytuację finansową. Wśród Republikanów taki pogląd podziela 39 proc. respondentów.

    Gospodarka „kwitnie”? Wyborcy się nie zgadzają

    Trump zdobył swoją drugą prezydenturę w 2024 r. m.in. dzięki obietnicom walki z wysoką inflacją. Od tego czasu wielokrotnie przekonywał, że gospodarka USA „kwitnie”. Jednak 70 proc. badanych nie zgadza się z taką oceną. Dodatkowo około 82 proc. respondentów uważa, że inflacja wciąż jest zbyt wysoka.

    A tu czeka nas prawdziwy polityczny wstrząs. Wojna obciąża finanse domowe i uderza w notowania Partii Republikańskiej przed zbliżającymi w listopadzie wyborami połówkowymi do Kongresu.

    Poważne konsekwencje polityczne

    Republikanie Donalda Trumpa zmierzą się z wyborcami w listopadowych wyborach środka kadencji, które zdecydują o utrzymaniu — bądź nie — niewielkiej większości w Izbie Reprezentantów i Senacie. Partia Trumpa będzie walczyć o utrzymanie większości w Izbie. Jak podkreśliła Agencja Reutera, rośnie także ryzyko utraty kontroli nad Senatem.

    Niezadowolenie amerykańskiego społeczeństwa z wojny z Iranem przekłada się na preferencje wyborcze. Około 58 proc. wyborców — w tym 20 proc. zwolenników Republikanów i 66 proc. niezależnych — zadeklarowało, że nie zamierza poprzeć kandydatów podzielających podejście Trumpa do konfliktu z Iranem.

    Trwająca od miesiąca wojna rozprzestrzeniła się na cały Bliski Wschód, powodując śmierć tysięcy ludzi. I choć cele polityczne mogą być dalekosiężne, to amerykańska opinia publiczna wydaje swój werdykt już teraz. W portfelach i w urnach wyborczych.

  • Ropa w górę, dolar drożeje, ale złoty wciąż trzyma się dzielnie. Czy to już koniec spokoju?

    Ropa w górę, dolar drożeje, ale złoty wciąż trzyma się dzielnie. Czy to już koniec spokoju?

    Gdy na Bliskim Wschodzie wrze, złoty powinien uciekać z przerażenia, ale on… stoi jak skała. Przynajmniej na razie.

    Ostatnie dni to prawdziwy rollercoaster geopolityczny, a jednak nasza waluta wykazuje niezwykłą stabilność. Raport Comparic.pl pokazuje, że mimo trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie, kurs EUR/PLN przesunął się zaledwie o 8 groszy w ciągu całego epizodu. Euro kosztuje obecnie 4,24 zł, dolar wyceniany jest na 3,63 zł, funt na 4,89 zł, a frank szwajcarski na 4,61 zł.

    To absolutnie imponująca odporność – mówią analitycy. Inwestorzy zagraniczni wyglądają na niezwykle ufnych co do przyszłości naszej waluty, nawet biorąc pod uwagę deficyt, jaki mamy do sfinansowania.

    Dlaczego rynki ignorują wojnę?

    Choć sytuacja na Bliskim Wschodzie nie napawa optymizmem, światowe rynki finansowe zachowują wręcz olimpijski spokój. Wszystko przez trzy kluczowe czynniki.

    Po pierwsze, rynki zdają się wierzyć, że Waszyngton nie chce eskalacji, a Donald Trump przed jesiennymi wyborami będzie szukać drogi do wyjścia z konfliktu. Po drugie, w USA trwa sezon wyników kwartalnych – inwestorzy żyją przede wszystkim spółkami technologicznymi, które wysłały amerykańskie indeksy na nowe maksima.

    Po trzecie – i to chyba najważniejsze – wstępne odczyty PMI okazały się lepsze od oczekiwań. Wskaźniki PMI dla przemysłu poprawiły się w Europie, Japonii i USA. Co prawda w europejskich usługach widać spore pogorszenie (głównie w transporcie), ale dane potwierdzają, że ryzyko stagflacji jest niskie. Strach z marca, podobnie jak rok temu przy okazji ceł, po prostu się nie sprawdził.

    Ale czy aby na pewno jest tak kolorowo?

    Tutaj zaczynają się schody. Choć złoty zachowuje się stabilnie względem euro, inwestorzy masowo kupują dolara i ropę. Z raportu analityków z InternetowyKantor.pl wynika, że kapitał ucieka z Polski za ocean, co widać po osłabieniu złotego właśnie względem dolara (aż o 4 grosze w tydzień).

    Jeszcze tydzień temu rentowność 10-letnich polskich obligacji skarbowych wynosiła 5,4%. Dziś to już 5,65% – to znak, że wyprzedano bardzo duży pakiet. Owszem, od obligacji uciekano też w innych krajach, ale skala zmian w największych gospodarkach była znacznie mniejsza. W trudnych czasach inwestorzy wolą trzymać papiery USA czy Niemiec, a nie polskie.

    Dobre dane z Polski – chwilowa ulga

    Wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej w Polsce były wręcz rewelacyjne. W skali roku wzrosła o 9,8% wobec oczekiwanych 6,2%. W ujęciu miesięcznym marzec przyniósł skok o 20,6% – to efekt dłuższego miesiąca, korekty po słabym lutym i przygotowań do Wielkanocy.

    Po tej publikacji złoty chwilowo umocnił się względem euro, ale to był tylko jeden pozytywny impuls. Nie odwrócił on dominującego trendu odpływu kapitału zagranicznego.

    Ropa szaleje – 105 dolarów za baryłkę

    Sytuacja w Cieśninie Ormuz wciąż jest napięta. Dwustronna blokada szlaku morskiego ogranicza dostęp do surowców energetycznych. Poprzedni tydzień zamknął się na poziomie 90 USD za baryłkę Brent, a dzisiaj mamy już 105 USD. To dowód na to, że rynki na poważnie rozgrywają scenariusz długotrwałej wojny, mimo przedłużonego zawieszenia broni.

    Analitycy sądzili, że skoro przesunięto wizytę w Chinach na połowę maja, to do tego czasu konflikt się skończy. Na to się jednak nie zanosi.

    Czy złoty utrzyma swoją żelazną twarz? Na razie trzyma się dzielnie, ale presja rośnie.

  • Wyborczy maraton: KO prowadzi, ale PiS depcze po piętach, a koalicja rządząca może stracić dwóch graczy

    Wyborczy maraton: KO prowadzi, ale PiS depcze po piętach, a koalicja rządząca może stracić dwóch graczy

    Czy scena polityczna w Polsce właśnie przechodzi trzęsienie ziemi? Najnowsze sondaże nie pozostawiają wątpliwości — kampania wyborcza nabiera tempa, a układ sił w Sejmie może wyglądać zupełnie inaczej, niż jeszcze kilka tygodni temu.

    Koalicja Obywatelska wciąż dzierży palmę pierwszości, ale Prawo i Sprawiedliwość systematycznie odrabia straty. Aż dwie partie z obecnej koalicji rządzącej mogą nie dostać się do parlamentu. Trzymajcie się, bo będzie gorąco.

    KO na czele, ale PiS tuż za plecami

    Zacznijmy od najświeższych danych. Sondaż Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”, zrealizowany w dniach 21–22 kwietnia na próbie 1005 dorosłych Polaków, pokazuje, że KO może liczyć na 32,97% poparcia. Jednak porównując to z badaniem z początku kwietnia, widać wyraźny trend: poparcie dla KO stopniało o 2,78 punktu procentowego.

    Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość notuje 29% i jest to wzrost o 1,72 pkt proc. w stosunku do poprzedniego pomiaru. Różnica topnieje, a PiS wyraźnie depcze po piętach liderowi.

    Sześć partii w Sejmie? Sprawa się komplikuje

    Gdybyśmy mieli wierzyć najnowszym cyfrom, do Sejmu weszłoby aż sześć ugrupowań. Oprócz KO i PiS, próg wyborczy przekraczają:

    • Konfederacja z wynikiem 12,45%
    • Nowa Lewica6,65%
    • Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna6,29%
    • Partia Razem5,81%

    I tu pojawia się największy problem dla obecnego obozu władzy.

    Gdzie podziali się koalicjanci?

    Dwie partie wchodzące w skład rządzącej koalicji znalazłyby się pod progiem wyborczym. Polskie Stronnictwo Ludowe uzyskałoby jedynie 3,70%, a Polska 2050 zaledwie 2,67%. To oznaczałoby, że ci dwaj kluczowi partnerzy KO mogliby nie znaleźć się w Sejmie, co radykalnie zmieniłoby układ sił.

    Wyniki te potwierdza również inne badanie. Sondaż IBRIS dla Polsat News, przeprowadzony w dniach 8–13 kwietnia, wskazywał na KO (32,1%), PiS (23,8%) i Konfederację (15%). W tym zestawieniu do Sejmu weszłyby jeszcze Konfederacja Korony Polskiej (8,2%) oraz Nowa Lewica (7,1%). I tu także PSL (4,2%), Partia Razem (3,1%) i Polska 2050 (1,2%) nie przekraczają progu.

    Frekwencja na dobrym poziomie

    Według sondażu IBRIS, gdyby wybory odbyły się w najbliższy weekend, frekwencja sięgnęłaby 62,7%. To wysoki wynik, ale wciąż 37,3% Polaków deklaruje, że nie poszłoby do urn.

    Co z tego wynika?

    Scena polityczna jest w ruchu. KO traci, PiS zyskuje, a partie koalicyjne walczą o przetrwanie. Coraz bardziej realne staje się ryzyko, że obecna koalicja może nie utrzymać większości. Który sondaż okaże się proroczy? Czas pokaże – jedno jest pewne, do wyborów jeszcze sporo emocji przed nami.

  • Polski mały biznes na zakręcie? Rekordowa liczba zamknięć i zawieszeń JDG w 2025 roku

    Polski mały biznes na zakręcie? Rekordowa liczba zamknięć i zawieszeń JDG w 2025 roku

    Czy polski mały biznes rzeczywiście przeżywa trudne chwile, czy to tylko chwilowy kryzys? Najnowsze dane z Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej (CEIDG) nie pozostawiają złudzeń – w 2025 roku wnioski o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) złożyło aż 196,7 tys. przedsiębiorców. To o 4,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Ale to nie wszystko…

    Rekordowa liczba zawieszeń

    Jeszcze bardziej niepokojące są liczby dotyczące zawieszeń działalności. W 2025 roku przedsiębiorcy złożyli ich 388,1 tys., czyli o 3,3 proc. więcej niż w 2024 roku (375,7 tys.).

    Jak tłumaczy Sebastian Sajnóg, analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, zawieszenie często oznacza tzw. tryb „przeczekania” – sezonowość, chwilowy brak zleceń, testowanie opłacalności biznesu, a czasem przygotowania do zmiany formy prawnej. Z perspektywy gospodarki to sygnał, że część firm istnieje, ale w ograniczonym zakresie.

    Bilans dodatni tylko w skali kraju

    Mimo wzrostu liczby zamknięć, ogólny bilans pozostaje dodatni. W 2025 roku złożono 288,8 tys. wniosków o otwarcie JDG, wobec 196,7 tys. o zamknięcie. Rok wcześniej proporcje były bardzo zbliżone.

    Sytuacja nie jest jednak jednolita w całym kraju. W siedmiu województwach liczba zamknięć przewyższyła liczbę nowo otwartych firm. Chodzi o województwa: kujawsko-pomorskie, lubuskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie oraz zachodniopomorskie.

    – Zjawisko to pokazuje, że bilans przedsiębiorczości w Polsce nie jest jednolity terytorialnie – wyjaśnia Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny. – Różnice wynikają w dużej mierze ze struktury lokalnych gospodarek oraz z dominujących branż, a nie z samych warunków administracyjnych.

    „To już prawdziwa rzeź polskich firm?”

    Za suchymi statystykami kryją się ludzkie dramaty. Przykład pana Marka z Nowego Sącza, który przez kilkanaście lat prowadził mały sklep spożywczy na osiedlu, jest symptomatyczny.

    – Najpierw weszły dyskonty. Potem podnieśli ceny dostawcy. Na końcu dobiły mnie rachunki za prąd – wylicza z goryczą.

    Próbował się ratować – zrezygnował z pracownicy, sam stał za ladą po kilkanaście godzin dziennie. Ludzie zaczęli kupować mniej, robić większe zakupy raz w tygodniu w marketach. W końcu, gdy rachunki przestały się spinać, podjął decyzję o zamknięciu.

    – To nie była jedna zła decyzja. To było sto małych rzeczy, które przestały działać – mówi.

    Dlaczego umiera mały biznes?

    – Stoją za tym rosnące koszty zatrudnienia pracowników, energii i usług księgowych oraz turbulentność otoczenia zewnętrznego, w tym rosnąca konkurencja i niestabilność prawa – wyjaśnia prof. Jerzy Choroszczak, ekonomista z Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu.

    Dodaje, że malejące przychody w połączeniu z wyższymi kosztami, nawet jeśli te tendencje są przejściowe, mogą gwałtownie pogorszyć sytuację finansową przedsiębiorców, zwłaszcza przy braku odpowiednich buforów finansowych.

    Coraz więcej firm na granicy opłacalności

    Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, zwraca uwagę, że wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 roku jest szczególnie niepokojący, bo rynek był w miarę dobry, więc wynik powinien wskazywać raczej na lekki spadek.

    – Jeśli dodamy do siebie liczbę zamykanych i zawieszanych JDG w 2025 roku, to okazuje się, że przekraczają one znacznie liczbę inicjowanych nowych JDG – podkreśla prof. Choroszczak.

    Sektor MŚP w pigułce

    Tymczasem najnowszy raport PARP o stanie sektora MŚP za 2024 rok pokazuje, że MŚP stanowią 99,8 proc. wszystkich firm w Polsce. Na koniec 2024 roku działało 2,37 mln aktywnych przedsiębiorstw niefinansowych, co oznacza wzrost o 2,9 proc. rok do roku. Zdecydowaną większość, bo 97,2 proc., stanowią mikroprzedsiębiorstwa. Najwięcej firm działa w sektorze usług (58,5 proc.), następnie w handlu (17,9 proc.) i budownictwie (14,9 proc.).

    W 2024 roku sektor MŚP zatrudniał 10,3 mln osób, z czego 42,6 proc. w mikroprzedsiębiorstwach. Aż 77,5 proc. mikrofirm to działalności jednoosobowe.

    Wiwisekcja rynku JDG

    Podsumowując – polska gospodarka nie mierzy się dziś z falą upadłości JDG w sensie formalnym, ale z masowym zjawiskiem ekonomicznej niewypłacalności, rozwiązywanej poza systemem restrukturyzacji i upadłości – przez świadomą decyzję o przeczekaniu. Kontrastuje to z ogólnym, dodatnim bilansem otwarć i zamknięć, który może maskować prawdziwy obraz sytuacji.

    Czy to chwilowe spowolnienie? Czy początek poważniejszego kryzysu? Jedno jest pewne – mały biznes w Polsce potrzebuje dziś więcej niż tylko dobrej woli.

  • Czy w 2030 roku zabraknie nam gazu? Infrastruktura rośnie, ale popyt galopuje

    Czy w 2030 roku zabraknie nam gazu? Infrastruktura rośnie, ale popyt galopuje

    Gaz ziemny w Polsce przeżywa swoje drugie życie. Z jednej strony — miliardowe inwestycje w sieci i magazyny, z drugiej — prognozy, które nie pozostawiają złudzeń: w początku lat 30. moce magazynowe mogą okazać się po prostu niewystarczające. Co na to spółki energetyczne? Mają plan, ale czy zdążą?

    Nadchodzi gazowy głód? Niedobór nawet 0,8 mld m sześc.

    Operator krajowego systemu magazynowania, Gas Storage Poland (należący do Gaz-Systemu), bije na alarm. Zgodnie z oficjalnym stanowiskiem firmy, w szczycie zapotrzebowania, czyli na początku lat trzydziestych, niedobory pojemności mogą sięgnąć od 0,5 do 0,8 mld m sześc.

    „W aktualnym stanie prawnym, przy utrzymaniu dynamiki importu, zapotrzebowanie na zdolności pod zapasy obowiązkowe będzie stopniowo rosło do 2032 r.” – czytamy w stanowisku biura prasowego Gaz-Systemu.

    Co więcej, po 2030 roku popyt na elastyczne usługi w magazynach kawernowych może być aż trzykrotnie wyższy niż dostępne pojemności. To sygnał, że polski system magazynowania gazu czeka prawdziwy sprawdzian.

    Wierzchowice — kluczowa inwestycja jeszcze w tym roku

    Na pocieszenie — nie siedzimy z założonymi rękami. Obecnie łączna pojemność czynna krajowych magazynów gazu wysokometanowego (w sezonie 2025/2026) wynosi prawie 3,31 mld m sześc. W przyszłym sezonie (2026/2027) wzrośnie do niespełna 3,36 mld m sześc. A po zakończeniu rozbudowy PMG Wierzchowice – o włos od finału, bo koniec prac planowany jest na ten rok – skoczy do około 4,1 mld m sześc.

    Właścicielem wszystkich siedmiu podziemnych magazynów gazu jest Orlen. Firma przekształca właśnie Wierzchowice, zwiększając ich pojemność z 1,3 mld m sześc. do 2,1 mld m sześc. – i zapewnia, że idzie zgodnie z planem. Wśród magazynów dominują te oparte na sczerpanych złożach gazu (Wierzchowice, Strachocina, Husów, Swarzów i Brzeźnica), a dwa kawernowe (w Kosakowie i Mogilnie) wykorzystują puste przestrzenie w soli – wyjaśnia Orlen.

    Nowe instalacje – na tapecie Mogilno, Kosakowo i Damasławek

    To jednak nie koniec. Trwają analizy dotyczące rozbudowy kolejnych instalacji kawernowych – KPMG Mogilno i KPMG Kosakowo (należących do Orlenu), a także rozważana jest budowa nowego obiektu – PMG Damasławek (jako inwestycji Gaz-Systemu). Każdy projekt jest analizowany indywidualnie: pod kątem kosztów, czasu realizacji i dopasowania do potrzeb rynku.

    Dlaczego to takie ważne? Rosnący udział odnawialnych źródeł energii (OZE) sprawia, że elektrownie gazowe muszą pracować w krótkich, intensywnych cyklach – potrzebują więc szybkiego dostępu do dużych wolumenów gazu. I tu właśnie magazyny kawernowe odgrywają kluczową rolę jako elastyczne „baterie”.

    Miliony wydawane na sieć, a popyt wciąż rośnie

    Tymczasem podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach padły konkretne deklaracje. Polska Spółka Gazownictwa przeznacza co roku na inwestycje około 3 mld zł, w tym na dekarbonizację i biometan. Jej członek zarządu, Wojciech Kowalski, podkreślił, że sieć przesyłowa (ponad 215 tys. km gazociągów i 11 tys. stacji) jest gotowa na duże ilości gazu i obsługuje już ponad 7 mln odbiorców.

    A co z podażą ze strony Orlenu? Przedstawiciel koncernu, Rafał Wardziński, ujawnił ambitne plany: do końca 2030 r. Orlen chce dostarczyć do systemu 10 mld m sześc. gazu, w tym 6 mld z wydobycia w Norwegii. A patrząc w przyszłość – prognozy zakładają, że w 2035 r. krajowe zapotrzebowanie sięgnie 27 mld m sześc. Orlen chce zaspokoić ok. 1/3 z własnych złóż, resztę pokrywając kontraktami.

    Na horyzoncie zmiany legislacyjne

    Zdaniem Gaz-Systemu obecny system prawny zaburza mechanizmy podażowe na rynku bilateralnym i giełdzie, co skutkuje zawyżonymi cenami gazu – szczególnie dla przemysłów energochłonnych. W przyszłości może to też podbić ceny prądu. Firma liczy jednak na to, że toczący się proces legislacyjny wypracuje optymalny model utrzymywania zapasów obowiązkowych.

    Podsumowując: Czekają nas lata intensywnych inwestycji w magazyny i sieci gazowe. Kluczową pułapką jest czas – rosnący popyt, szczególnie ze strony energetyki, może przegonić możliwości infrastruktury. Na razie na biurkach analityków lądują kolejne projekty, a w Katowicach decydenci zapewniają, że Polska jest gotowa. Czy ta gotowość wystarczy za pięć–sześć lat? Czas pokaże.