Blog

  • Polska awansuje do rynków rozwiniętych. S&P DJI podjęło decyzję

    Polska awansuje do rynków rozwiniętych. S&P DJI podjęło decyzję

    To już oficjalne. Polski rynek kapitałowy otrzymał właśnie prestiżowy awans. S&P Dow Jones Indices (S&P DJI) ogłosiło, że przesuwa Polskę z kategorii rynków wschodzących (emerging markets) do grona rynków rozwiniętych (developed markets). To potężny sygnał dla globalnych inwestorów, który może zmienić zasady gry dla warszawskiej giełdy.

    We wrześniu 2027 roku

    Zmiana klasyfikacji nie nastąpi z dnia na dzień. S&P DJI poinformowało, że nowy status Polski wejdzie w życie wraz z regularną aktualizacją indeksów we wrześniu 2027 roku. Decyzja zapadła po wcześniejszych konsultacjach rynkowych, które firma prowadziła jeszcze w czerwcu. Już wtedy analitycy S&P DJI wskazywali, że Polska spełnia, a w niektórych obszarach nawet przewyższa, zarówno ilościowe, jak i jakościowe standardy wymagane od rynku rozwiniętego. S&P DJI zapowiedziało również, że w miarę zbliżania się terminu wdrożenia zmian będzie publikować listę indeksów objętych tą reklasyfikacją.

    Moment przełomowy czy wyzwanie?

    Awans to z jednej strony powód do dumy i realne korzyści. Tomasz Bardziłowski, prezes GPW, cytowany przez „Parkiet”, mówił wcześniej o wzmacnianiu fundamentów rynku, zwiększaniu liczby spółek i poprawie płynności. Podkreślał, że zmiana klasyfikacji jest rezultatem tych działań, a nie celem samym w sobie. Dodał również, że kluczowe jest, aby taka zmiana nastąpiła we właściwym momencie, gdy będzie mogła być wsparta odpowiednią głębokością rynku.

    Z drugiej strony, wejście do grona rynków rozwiniętych ma też swoją cenę. W czerwcowych materiałach S&P DJI podawano, że waga Polski w koszyku S&P Emerging wynosi 1,27 procent. W innym źródle pojawia się wartość około 1,5 procent – wynika to z różnic w ujęciu danych za różne okresy. Po przenosinach do S&P Developed BMI szacowana waga stopnieje do zaledwie 0,10–0,15 procent, co oznaczałoby kilkunastokrotną redukcję znaczenia w benchmarku.

    Jak tłumaczył na łamach „Parkietu” Piotr Wałek, zarządzający w Insignis TFI, fundusze pasywne śledzące indeks rynków wschodzących będą musiały sprzedać polskie akcje, ponieważ Polska znika z tego benchmarku. Tymczasem fundusze z mandatem na rynki rozwinięte nie będą zmuszone do kupowania całego szerokiego koszyka – przy tak małej wadze, aby wiarygodnie odwzorować benchmark, wystarczy im ekspozycja na największe spółki, takie jak Orlen, PKO BP czy KGHM.

    Minister finansów: „Kolejne potwierdzenie”

    Decyzję entuzjastycznie skomentował minister finansów Andrzej Domański.

    „Kolejne potwierdzenie rosnącej pozycji Polski! S&P DJI właśnie zmienił klasyfikację Polski z rynku rozwijającego się na rynek rozwinięty. Polska to dziś najszybciej rosnąca duża gospodarka UE” – napisał na platformie X.

    Minister dodał również, że już za tydzień będzie uczestniczyć w spotkaniu G20 w USA, co ma być kolejnym krokiem w budowaniu międzynarodowej pozycji kraju.

    Krok w dobrym kierunku, ale MSCI wciąż kluczowe

    To nie pierwszy taki awans Polski. Od 2018 roku jesteśmy już klasyfikowani jako rynek rozwinięty przez FTSE Russell. Eksperci zgodnie jednak podkreślają, że z perspektywy rynkowej najważniejsza jest klasyfikacja MSCI, a tam Polska wciąż pozostaje rynkiem wschodzącym. Decyzja S&P DJI to kolejny, mocny argument w dyskusji o zmianie statusu także u tego największego gracza.

    Co dalej?

    S&P DJI, który dostarcza m.in. indeks S&P 500 oraz Dow Jones Industrial Average, podjął również decyzję o pozostawieniu Egiptu w kategorii rynków wschodzących. Tymczasem w piątek polski rynek czeka jeszcze jedna ważna decyzja – wieczorem agencja ratingowa Fitch ma opublikować wyniki kolejnego przeglądu wiarygodności kredytowej Polski. W zeszłym roku Fitch jako pierwsza z trzech największych agencji ratingowych zmieniła perspektywę Polski ze stabilnej na negatywną.

  • Ponad milion obcokrajowców pracuje w Polsce. GUS podaje szczegóły

    Ponad milion obcokrajowców pracuje w Polsce. GUS podaje szczegóły

    Liczba cudzoziemców legalnie pracujących w Polsce przekroczyła już milion. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego, dotyczące stanu na koniec lutego 2026 roku, pokazują zarówno rekordowy poziom zatrudnienia, jak i wyraźne zmiany w strukturze tej grupy. Jednocześnie polski rząd chwali się skutecznością zaostrzonej polityki migracyjnej, która przynosi już wymierne efekty w postaci spadku liczby nowo wydawanych pozwoleń na pracę.

    Rekordowe zatrudnienie i dominacja mężczyzn

    Z danych GUS wynika, że pod koniec lutego 2026 r. pracę w Polsce wykonywało ponad 1 mln 132 tys. cudzoziemców. To wzrost o 7,1 proc. (czyli o 75 tys. osób) w porównaniu z końcem lutego 2025 r. W samym tylko styczniu 2026 r. liczba pracujących obcokrajowców zwiększyła się o 1,2 proc., co przełożyło się na przyrost o 13,4 tys. osób.

    Wśród zagranicznych pracowników przeważają mężczyźni, których udział wyniósł 59,9 proc. wszystkich zatrudnionych. W skali roku liczba pracujących mężczyzn wzrosła o 7,2 proc., a kobiet o 6,9 proc.

    Ukraińcy wciąż najliczniejsi, ale pojawiają się nowe kierunki

    Cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce pochodzili z ponad 150 państw. Największą grupą, niezmiennie od lat, pozostają obywatele Ukrainy. Według stanu na 28 lutego 2026 r. było ich 769,3 tys., co stanowi 67,9 proc. ogółu zagranicznych pracowników. W porównaniu z lutym 2025 r. liczba pracujących Ukraińców wzrosła o 8,5 proc. (60,4 tys. osób), a w porównaniu ze styczniem 2026 r. – o 1,5 proc. (11,6 tys. osób).

    Łączna liczba Ukraińców przebywających w Polsce, włączając osoby niepracujące, oscyluje według wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Macieja Duszczyka w granicach 1,8–1,9 mln. Duszczyk w rozmowie z TOK FM zwrócił uwagę na wysoki poziom ich aktywności zawodowej. W grupie samych uchodźców wojennych zatrudnienie sięga ponad 65 proc. Gdy doliczy się Ukraińców, którzy zamieszkali w Polsce przed 2022 r., wskaźnik ten przekracza 80 proc., a uwzględnienie pracujących studentów podnosi go do około 95 proc. – co wiceminister określił jako najwyższą aktywność zawodową we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

    Drugą co do wielkości grupą narodowościową są Białorusini (około 10,5 proc.). W dalszej kolejności znajdują się obywatele Indii, Gruzji, Kolumbii, Filipin, Mołdawii i Nepalu.

    Umowy cywilnoprawne wciąż popularne

    Forma zatrudnienia na tzw. „śmieciówkach” jest wciąż powszechna. GUS odnotował, że 37,9 proc. cudzoziemców, czyli 429,1 tys. osób, pracowało wyłącznie w oparciu o umowy zlecenia i pokrewne. Liczba ta wzrosła o 6,6 proc. względem lutego 2025 r. oraz o 0,9 proc. w porównaniu ze styczniem 2026 r.

    Rząd zaciska politykę migracyjną: mniej pozwoleń, więcej zatrzymań

    Równolegle Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) opublikowało dane obrazujące efekty nowej, bardziej restrykcyjnej polityki migracyjnej. Resort na platformie X stwierdził, że „obecna polityka migracyjna Polski jest skuteczna, a granice szczelne”.

    Kluczowym efektem wprowadzonych zmian jest gwałtowny spadek liczby nowo wydawanych zezwoleń na pracę. W pierwszym półroczu 2026 r. wydano ich 69 tys., co oznacza spadek o 50 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Dla porównania, w I połowie 2024 r. było to 173 tys. zezwoleń, a w 2025 r. – 144 tys. MSWiA tłumaczy ten spadek nową legislacją, która obejmuje cyfryzację składania wniosków i zaostrzenie warunków. Jak zapewniło ministerstwo: „ukróciliśmy składanie wniosków dla pozoru, co uszczelniło system i zmniejszyło skalę odrzuceń”.

    Resort poinformował również o wzmożonych kontrolach pobytu cudzoziemców. W pierwszej połowie 2026 r. zatrzymano blisko 11 tys. osób za nielegalny pobyt w Polsce – to wzrost o blisko 70 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2025 r. W systemie Entry/Exit Straż Graniczna zarejestrowała w tym czasie ponad 7,5 mln przekroczeń granicy i utworzyła ponad 2 mln indywidualnych rejestrów cudzoziemców. System ten automatycznie odlicza legalny pobyt od momentu rejestracji wjazdu, a służby są informowane, gdy pobyt się zakończy, a cudzoziemiec nie opuścił kraju. Każdy obcokrajowiec z kraju spoza UE i strefy Schengen jest rejestrowany z pobieraniem odcisków palców i skanem twarzy.

  • KGHM szuka przejęcia – ale po swojemu. Twarde wyniki, nowe horyzonty i poufny proces

    KGHM szuka przejęcia – ale po swojemu. Twarde wyniki, nowe horyzonty i poufny proces

    KGHM jest w trakcie poufnego procesu przejęcia konkretnego aktywa.

    Wiceprezes ds. finansowych Piotr Krzyżewski ujawnił to podczas czwartkowej konferencji prasowej. Zaznaczył jednak, że spółka nie zamierza inwestować za wszelką cenę.

    Patrzymy na M&A, natomiast nie chcemy inwestować za wszelką cenę. Chcemy być bardzo racjonalnym inwestorem. Teraz też jesteśmy w procesie nabycia aktywa na zasadach ekskluzywności. Proces jest mocno poufny, natomiast jeżeli dobrze nam pójdzie, to na kolejnej konferencji wynikowej może pokażemy już dodatkowe aktywo w rodzinie.

    To nie jedyny ruch w strategii ekspansji miedziowego giganta. Zarząd podkreśla, że celem jest przekształcenie KGHM w nowoczesną, efektywną kosztowo i zdywersyfikowaną grupę multi-surowcową, która wykorzystuje globalne szanse związane z transformacją energetyczną.

    Rozglądają się po całym świecie, ale ostrożnie

    Anna Sobieraj-Kozakiewicz, wiceprezes ds. aktywów zagranicznych, poinformowała, że KGHM nie wyklucza żadnego kierunku geograficznego przy potencjalnych przejęciach – pod warunkiem stabilności prawnej.

    Przyglądamy się Ameryce Południowej, Ameryce Północnej, Afryce, ale tylko w zakresie tych jurysdykcji, które są dla nas stabilne pod kątem bezpieczeństwa prawnego – Afryce Północnej, Maroku, ale nie wykluczam również innych kierunków.

    Problem w tym, że projektów miedziowych na satysfakcjonującym etapie rozwoju jest mało, a ich ceny są – jak ujęła wiceprezes – częściowo przeszacowane. Dlatego spółka podchodzi do przejęć z dużą ostrożnością.

    Nowe metale na radarze: Ukraina, lit, tytan

    Jednym z priorytetów KGHM jest badanie złóż na Ukrainie. Ponadto na radarze koncernu znalazły się lit i tytan. Wiceprezes Sobieraj-Kozakiewicz potwierdziła, że spółka ma już pewną wiedzę o ukraińskich złożach i aktualnie ją weryfikuje.

    Odnosząc się do niedawnej wypowiedzi przedstawiciela BHP o koszcie przejęcia projektu miedziowego rzędu 100 tys. dol. za tonę, odpowiedziała: „Będziemy informować, gdy będziemy gotowi. Trwają rozmowy. To nie jest taki koszt, ale trudno się do tego poziomu odnosić, nie wiedząc co prezes BHP miał na myśli.”

    Mocne półrocze i dywidenda w planach

    Finansowa siła grupy robi wrażenie. W pierwszym półroczu 2026 roku przychody KGHM wyniosły 24,711 mld zł – wzrost o 40,8 proc. rok do roku. Skorygowana EBITDA poszybowała o 89,1 proc., do 9,198 mld zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom wzrósł z 579 mln zł do 5,579 mln zł. Wskaźnik długu netto do skorygowanej EBITDA na koniec czerwca wyniósł zaledwie 0,4x.

    Prezes Remigiusz Paszkiewicz zapowiedział kontynuację inwestycji i przejęć, a także podtrzymał intencję pozostania spółką dywidendową.

    Pracujemy nad akwizycjami i aliansami z innymi firmami górniczymi. Udało nam się osiągnąć dobrą perspektywę dla poszerzenia bazy zasobowej poza Polską.

    Plan optymalizacji kosztów i przyspieszone nakłady

    Od końca 2024 roku KGHM realizuje Plan Optymalizacji Kosztowej. Do końca I półrocza 2026 roku przyniósł on blisko 300 mln zł dodatkowego zysku EBITDA. Spółka szacuje, że do 2028 roku wartość ta przekroczy 1 mld zł. Nakłady inwestycyjne w I półroczu sięgnęły 1,44 mld zł, a na cały rok plan to 4,1 mld zł.

    Wśród kluczowych projektów wymienić można czwartą linię produkcyjną w chilijskiej Sierra Gorda. Koszt inwestycji to 725 mln USD (ok. 2,7 mld zł), finansowanie z długu i przepływów operacyjnych. Największe wydatki przypadną na lata 2027-2028, a uruchomienie planowane jest na II połowę 2029 roku. Pełną moc produkcyjną zakład powinien osiągnąć w II połowie 2030 roku, co pozwoli zwiększyć roczną produkcję metali o około 20 proc. i znacząco obniżyć koszt C1.

    W Polsce KGHM przygotowuje budowę kopalni polihalitu na Pomorzu (złoże Mieroszyno – ponad 303 mln ton). W lipcu podpisano list intencyjny z władzami województwa, ale pełna realizacja może potrwać ponad dekadę.

    Analityk ostrzega przed podatkami i kosztami

    Jakub Szkopek z Erste Securities Polska zwraca uwagę na rosnące koszty w grupie, szczególnie w spółce matce (jednostkowy koszt C1 w II kwartale wyniósł 2,98 USD za funt wobec 1,91 USD w I kwartale). Kolejnym zagrożeniem jest proponowana przez rząd podwyżka CIT z 19 do 22 proc. dla firm z przychodami powyżej 50 mln euro. Zdaniem analityka, dla KGHM oznaczałoby to roczny spadek zysku netto o ponad 0,5 mld zł, co jest konsekwencją braku możliwości odliczenia podatku od wydobycia. Jego rekomendacja dla akcji KGHM to „sprzedaj” z wyceną 245,31 zł.

    Mimo tych wyzwań zarząd KGHM konsekwentnie realizuje przyjętą w lipcu strategię, przyspieszając inwestycje i rozszerzając bazę surowcową. O kolejnych przejęciach – jeśli poufny proces zakończy się sukcesem – miedziowy gigant może poinformować przy okazji raportu za III kwartał.

  • Najniższa emerytura w Polsce 2026. Tyle dokładnie dostaniesz na rękę od marca

    Najniższa emerytura w Polsce 2026. Tyle dokładnie dostaniesz na rękę od marca

    Ile dokładnie wynosi najniższa emerytura w Polsce po ostatniej waloryzacji? Kwota, którą seniorzy otrzymują na konto, różni się znacząco od tej podawanej w oficjalnych tabelach brutto. Od 1 marca 2026 roku minimalne świadczenie wynosi 1978,49 zł brutto, ale po odliczeniu podatku i składki zdrowotnej na rękę zostaje około 1800,43 zł netto.

    To właśnie ta niższa kwota jest gwarantowana przez państwo – jeśli wyliczone z kapitału świadczenie jest niższe, ZUS automatycznie wyrównuje je do tego poziomu. Warunkiem jest jednak posiadanie odpowiedniego stażu ubezpieczeniowego.

    Kto może liczyć na gwarantowane minimum?

    Podniesienie emerytury do ustawowego minimum nie przysługuje każdemu. Aby skorzystać z tego mechanizmu, trzeba spełnić dwa kluczowe warunki: osiągnąć wiek emerytalny (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn) oraz udokumentować odpowiedni staż ubezpieczeniowy. W przypadku kobiet wymagane jest co najmniej 20 lat okresów składkowych i nieskładkowych, a dla mężczyzn – 25 lat.

    Osoby, które nie wypracowały wymaganego stażu, otrzymują emeryturę wyliczoną wyłącznie z zebranych składek, bez podnoszenia do minimum. W praktyce oznacza to tzw. emerytury groszowe, które w skrajnych przypadkach wynoszą zaledwie kilka czy kilkanaście złotych miesięcznie. ZUS wypłaca takie świadczenia tysiącom osób, a ich liczba systematycznie rośnie.

    Dodatki, które podnoszą budżet seniora

    Podstawowe świadczenie to nie wszystko. Seniorzy, którzy ukończyli 75 lat, automatycznie otrzymują dodatek pielęgnacyjny w wysokości 366,68 zł. Co ważne – dodatek ten jest zwolniony z podatku. Oznacza to, że osoba z minimalną emeryturą, która skończyła 75 lat, może liczyć na łącznie około 2167 zł netto miesięcznie.

    Do tego dochodzą coroczne dodatkowe świadczenia: trzynasta emerytura wypłacana w wysokości najniższej emerytury, oraz czternasta emerytura we wrześniu, przy której obowiązuje próg dochodowy i zasada „złotówka za złotówkę”.

    Najubożsi seniorzy mogą również ubiegać się o świadczenia z pomocy społecznej, dodatek mieszkaniowy czy bon ciepłowniczy. Mimo tych dodatków budżet osoby utrzymującej się z minimalnej emerytury pozostaje jednak bardzo napięty, szczególnie przy rosnących kosztach mieszkania i leków.

    Wsparcie dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji

    Osoby, które nie są w stanie samodzielnie funkcjonować, mogą starać się o dodatkowe świadczenie uzupełniające, znane potocznie jako „500 plus dla seniora”. Jak informuje ZUS, aby je otrzymać, trzeba mieć ukończone 18 lat, mieszkać w Polsce oraz posiadać orzeczenie potwierdzające niezdolność do samodzielnej egzystencji.

    Pełna kwota tego świadczenia wynosi 500 zł i przysługuje wtedy, gdy suma innych świadczeń pieniężnych (np. emerytury czy renty) nie przekracza 2187,67 zł brutto. Jeśli łączna kwota świadczeń wynosi więcej niż 2187,67 zł, ale nie przekracza 2687,67 zł, dodatek jest pomniejszany zgodnie z zasadą „złotówka za złotówkę”. Jak czytamy na stronie ZUS:

    „Jeśli pobierasz emeryturę, rentę lub inne świadczenie finansowane ze środków publicznych i łączna kwota brutto tych świadczeń wynosi więcej niż 2187,67 zł, a nie przekracza 2687,67 zł, wysokość świadczenia uzupełniającego będzie niższa niż 500 zł”.

    Dla porównania, osoby niezdolne do samodzielnej egzystencji, które uzyskają decyzję Wojewódzkiego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności, mogą ubiegać się o świadczenie wspierające – w zależności od liczby punktów potrzeby wsparcia wynosi ono od około 792 zł do około 4353 zł.

    Minimalna emerytura a średnie świadczenie

    Najniższa emerytura netto jest obecnie znacznie niższa od przeciętnego świadczenia, które ZUS wypłaca co miesiąc. Według danych ZUS, minimalna emerytura stanowi mniej więcej połowę średniej krajowej emerytury. Ponadto, analitycy przewidują, że w nadchodzących dekadach relacja emerytur do wynagrodzeń będzie się obniżać. Dla osób w wieku produkcyjnym oznacza to, że aby zapewnić sobie wyższe dochody na starość, warto rozważyć prywatne oszczędzanie – na przykład w PPK, IKE lub na nowych Osobistych Kontach Inwestycyjnych.

    Obecnie najniższa emerytura netto wynosi około 1800 złotych miesięcznie. To świadczenie zabezpiecza przed skrajną biedą, ale nie pozwala na życie na wysokim poziomie. Kluczowe znaczenie ma więc zarówno gromadzenie odpowiedniego stażu ubezpieczeniowego, jak i tworzenie prywatnych oszczędności w trakcie całej kariery zawodowej.

  • Trump osobiście z liderami kryptowalut. Gigantyczny przeciek i nacisk na CLARITY Act

    Trump osobiście z liderami kryptowalut. Gigantyczny przeciek i nacisk na CLARITY Act

    Donald Trump wziął udział w historycznym spotkaniu w Białym Domu z szefami największych firm kryptowalutowych i tradycyjnych instytucji finansowych. Wydarzenie miało na celu rozpoczęcie szerokiego dialogu administracji USA na temat polityki wobec cyfrowych aktywów i nowych technologii. Prezydent wykorzystał to spotkanie, by wywrzeć presję na Kongres w sprawie kluczowej ustawy Digital Asset Market Clarity Act (CLARITY Act).

    Kto znalazł się w gronie zaproszonych?

    Spotkanie odbyło się w Eisenhower Executive Office Building, tuż obok Białego Domu. Według doniesień, wśród zaproszonych znaleźli się przedstawiciele firm wchodzących w skład nowego Komitetu Doradczego ds. Innowacji przy CFTC. Sektor kryptowalut reprezentowali m.in. Brian Armstrong z Coinbase, Brad Garlinghouse z Ripple, Tyler i Cameron Winklevoss z Gemini, Vlad Tenev z Robinhood, Arjun Sethi z Krakena oraz Sergey Nazarov z Chainlinka. Nie zabrakło też przedstawicieli firm z rynków prognostycznych – Polymarket i Kalshi.

    Obecne były również wielkie nazwy tradycyjnego sektora finansowego: CME Group, Nasdaq (z CEO Adeną Friedman), Intercontinental Exchange (z szefem Jeffem Sprecherem) oraz Depository Trust & Clearing Corporation (DTCC). Według informacji, w spotkaniu uczestniczyli także przewodniczący CFTC Mike Selig, szef SEC Paul Atkins oraz doradca Białego Domu ds. kryptowalut Patrick Witt. Niewykluczona była też obecność sekretarza skarbu Scotta Bessenta i sekretarza ds. handlu Howarda Lutnicka. Biały Dom oficjalnie nie potwierdził jednak szczegółów wydarzenia.

    Nacisk na Kongres i przyszłość CLARITY Act

    Podczas spotkania Trump ponownie wezwał Kongres do przyjęcia przepisów regulujących rynek kryptowalut. Argumentował, że „uczciwa wersja” CLARITY Act jest niezbędna, aby USA utrzymały przewagę technologiczną nad Chinami i stały się światowym centrum branży aktywów cyfrowych.

    Teraz potrzebujemy, aby Kongres zrobił kolejny krok i uchwalił Clarity Act – uczciwą wersję Clarity Act.

    Ustawa ma przede wszystkim stworzyć federalne ramy prawne dla rynku aktywów cyfrowych oraz jasno określić podział kompetencji między SEC a CFTC. Głosowanie nie odbyło się jednak przed sierpniową przerwą Kongresu, a temat ma powrócić we wrześniu. Republikanie będą potrzebować poparcia części Demokratów, aby osiągnąć próg 60 głosów w Senacie.

    Spór polityczny nie dotyczy wyłącznie tempa prac. Demokraci zgłaszają zastrzeżenia dotyczące ochrony inwestorów, przeciwdziałania nielegalnemu finansowaniu oraz potencjalnych konfliktów interesów związanych z kryptowalutowymi projektami rodziny Trumpa.

    CFTC toruje drogę Hyperliquid do USA

    Prezydent zdradził również istotną informację dotyczącą Hyperliquid, zdecentralizowanej platformy do handlu kontraktami perpetual futures. Według Trumpa, przewodniczący CFTC Michael Selig pracuje nad stworzeniem możliwości prowadzenia przez Hyperliquid działalności w USA w pełni zgodnej z amerykańskimi regulacjami.

    Z tego, co rozumiem, Mike pracuje również nad sprowadzeniem Hyperliquid do Stanów Zjednoczonych w sposób w pełni zgodny z przepisami i prawem.

    Jest to kolejny krok w strategii administracji, która – jak podkreślał sam Selig – dąży do dopuszczenia prawdziwych kontraktów perpetual w USA, co ma umocnić pozycję Ameryki jako światowej stolicy kryptowalut.

    Co dalej?

    Środowe spotkanie poprzedziło pierwsze formalne posiedzenie Komitetu Doradczego ds. Innowacji przy CFTC, zaplanowane na czwartek. Jedna z sesji otwierających ma nosić tytuł „Ewolucja regulacji kryptowalut: od niepewności do jasności”. Równolegle, SEC 18 sierpnia zaproponowała przepisy przewidujące m.in. zwolnienia dla części ofert tokenów, które mają ułatwić firmom kryptowalutowym pozyskiwanie kapitału. Oznacza to, że administracja Trumpa nie zamierza czekać wyłącznie na Kongres – regulatorzy już teraz pracują nad rozwiązaniami, które umożliwią większej części rynku kryptowalutowego funkcjonowanie w USA w przejrzystych ramach prawnych.

  • Nawet 3500 zł dopłaty do ogrzewania. Został ostatni tydzień na złożenie wniosku

    Nawet 3500 zł dopłaty do ogrzewania. Został ostatni tydzień na złożenie wniosku

    Mieszkańcy bloków ogrzewanych z miejskiej sieci ciepłowniczej mają ostatnią szansę na finansowe wsparcie. Wnioski o bon ciepłowniczy przyjmowane są tylko do 31 sierpnia. Po tym terminie urzędy gmin nie będą już przyjmować dokumentów – spóźnialscy stracą pieniądze.

    Program wystartował 1 lipca i obejmuje gospodarstwa domowe o niższych dochodach, które korzystają z tzw. ciepła systemowego, czyli ogrzewania dostarczanego przez przedsiębiorstwa energetyczne do budynków wielorodzinnych. Bon wprowadzono jesienią ubiegłego roku z myślą o osobach, które za ogrzewanie z sieci płacą najwięcej. Wsparcie może otrzymać około 402 tys. gospodarstw, a całkowity koszt programu oszacowano na około 900 mln zł.

    Od 1000 do 3500 zł – zależnie od ceny ciepła

    Wysokość bonu nie jest stała. Kluczowe znaczenie ma cena gigadżula (GJ) netto, jaką płaci dana sieć ciepłownicza. Świadczenie przysługuje dopiero wtedy, gdy cena ciepła przekracza 170 zł za GJ netto. Im wyższy koszt, tym wyższa dopłata:

    • 1000 zł – przy cenie od 170 do 200 zł za GJ,
    • 2000 zł – w przedziale od około 200 do 230 zł za GJ,
    • 3500 zł – gdy cena przekracza 230 zł za GJ.

    (Źródła różnią się co do dolnej granicy drugiego progu – jeden podaje 201 zł, inny 200 zł, dlatego podajemy wartość przybliżoną.)

    Według szacunków około 335 tys. gospodarstw otrzyma najniższą kwotę, czyli 1000 zł. To oznacza, że większość uprawnionych mieszka w rejonach, gdzie cena ciepła mieści się w pierwszym przedziale.

    Dochód też ma znaczenie – ale nie wszystko stracone po przekroczeniu progu

    Bon trafi tylko do gospodarstw, których dochody mieszczą się w określonych widełkach. W przypadku gospodarstwa jednoosobowego miesięczny dochód nie może przekraczać 3272,69 zł. W gospodarstwach wieloosobowych limit wynosi 2454,52 zł na osobę.

    Co ważne, nawet jeśli dochód jest nieco wyższy, wniosek nie zostaje automatycznie odrzucony. Obowiązuje tu zasada „złotówka za złotówkę” – świadczenie jest pomniejszane o kwotę, o którą dochód przekracza próg. Jest jednak jeden warunek: jeśli po obniżce kwota wsparcia spadnie poniżej 20 zł, pieniądze nie zostaną wypłacone.

    Gdzie i jak złożyć wniosek?

    Dokumenty można składać na trzy sposoby: osobiście w urzędzie gminy, przez aplikację mObywatel lub za pośrednictwem platformy ePUAP. Do wniosku trzeba dołączyć:

    • rachunek z ciepłowni lub zaświadczenie od spółdzielni, wspólnoty mieszkaniowej albo zarządcy potwierdzające korzystanie z ciepła systemowego i jego cenę,
    • dokumenty potwierdzające dochody,
    • numer konta bankowego, na które ma trafić przelew.

    Bez zaświadczenia o korzystaniu z ciepła sieciowego urząd nie przyzna bonu. To kluczowy dokument – potwierdza, że gospodarstwo domowe faktycznie jest podłączone do miejskiej sieci ciepłowniczej i zna cenę, jaką płaci za gigadżul.

    Kto nie może liczyć na dopłatę?

    Bon ciepłowniczy jest skierowany wyłącznie do odbiorców ciepła z miejskiej sieci. Dopłata nie przysługuje osobom, które ogrzewają dom własnym kotłem gazowym, pompą ciepła, pelletem czy drewnem. Program nie obejmuje indywidualnych źródeł ciepła – wsparcie dotyczy tylko gospodarstw korzystających z ciepła systemowego, typowego dla budynków wielorodzinnych.

    Czas ucieka – ostatni tydzień na złożenie dokumentów

    Nabór wniosków trwa od 1 lipca, ale termin składania upływa 31 sierpnia. Po tej dacie urzędy gmin nie będą już przyjmować dokumentów. Warto pamiętać, że wnioski można składać elektronicznie przez całą dobę, a w przypadku wizyty w urzędzie lepiej nie zostawiać tego na ostatnią chwilę.

    Według szacunków z programu może skorzystać około 402 tys. gospodarstw, a jego budżet to około 900 mln zł. Z tego około 335 tys. gospodarstw otrzyma najniższą kwotę 1000 zł.

  • Polacy wracają do kraju? GUS podał dane, które to potwierdzają

    Polacy wracają do kraju? GUS podał dane, które to potwierdzają

    Na koniec 2025 roku poza Polską na pobyt czasowy trwający co najmniej 12 miesięcy przebywało około 1 mln 513 tys. obywateli Polski. GUS podał nowe szacunki, z których wynika, że emigracja czasowa się kurczy: to o blisko 21 tys. osób mniej niż rok wcześniej i o prawie 50 tys. mniej niż pięć lat temu.

    W latach 2020–2023 liczba Polaków przebywających za granicą co najmniej 12 miesięcy wynosiła nieco ponad 1,55 mln. Najnowsze dane pokazują, że trend się odwrócił, a największe spadki dotyczą Wielkiej Brytanii i Niemiec.

    Niemcy i Wielka Brytania w dół

    W ciągu ostatnich pięciu lat z obu tych krajów wyjechało łącznie ponad 70 tys. Polaków. Z Wielkiej Brytanii 42 tys., a z Niemiec 33 tys. Mimo to wciąż mieszkają tam największe skupiska polskich emigrantów: odpowiednio około 412 tys. i 386 tys. osób.

    Kolejne najliczniejsze skupiska są w Holandii (130 tys.), Norwegii (76 tys.) i Irlandii (67 tys.). Nie wszystkie kierunki tracą. W latach 2020–2025 największy przyrost długoterminowych emigrantów czasowych GUS odnotował w Holandii – około 20 tys. osób, czyli 18 proc. – oraz w Szwajcarii, gdzie przybyło blisko 7 tys. Polaków (29,4 proc.).

    Kraje Europy pozostają celem około 91 proc. polskich emigrantów. Na koniec 2025 roku w Europie przebywało około 1,373 mln Polaków, o prawie 19 tys. mniej niż rok wcześniej. W państwach Unii Europejskiej mieszkało około 835 tys. rodaków.

    Szwecja: więcej wyjazdów niż przyjazdów

    Osobny obraz wyłania się ze statystyk szwedzkiego urzędu statystycznego SCB. W pierwszej połowie 2026 roku Szwecję opuściło 1669 polskich obywateli, a przyjechało 956. W porównaniu z tym samym okresem 2025 roku wyjazdów było o 1,1 proc. więcej, a przyjazdów o 10,3 proc. mniej. Już w 2025 roku ujemny bilans migracji z Polski wyniósł 349 osób – o tyle więcej osób wyjechało, niż zarejestrowało swój pobyt.

    W pierwszych sześciu miesiącach 2026 roku Polacy byli – po Szwedach – największą grupą narodowościową opuszczającą Szwecję. Na liście imigrujących zajmowali dopiero siódme miejsce – za powracającymi Szwedami, Ukraińcami, Hindusami, Pakistańczykami, Niemcami i Syryjczykami.

    Przedstawiciele polonijni tłumaczą ten trend decyzjami pokolenia, które wyjechało po 2004 roku, gdy Szwecja bez okresu przejściowego otworzyła rynek pracy. Andreas Henriksson z Zrzeszenia Organizacji Polonijnych w Szwecji mówi:

    Od tego czasu minęło już ponad 20 lat, ci ludzie mają już często dorosłe dzieci, a w Polsce mają rodziny i swoje domy. Niektórzy chcą zaopiekować się swoimi starszymi już rodzicami.

    Henriksson wskazuje też na poprawę sytuacji ekonomicznej w Polsce, w tym wzrost zarobków, oraz na bezrobocie w Szwecji – obecnie prawie 9 proc., jedno z wyższych w UE. Dodaje, że dzięki pracy zdalnej część osób może pracować z Polski. Jego zdaniem trudno mówić o masowych powrotach, a decyzje migracyjne Polacy podejmują w bardziej przemyślany sposób.

    Zmieniły się też reguły socjalne. Po 2004 roku szwedzkie świadczenia były dla wielu Polaków korzystne – zasiłek na dziecko można było otrzymać za lata wstecz. Dziś to niemożliwe, a w Polsce wprowadzono świadczenia na dzieci.

    Łukasz Rynkowski, prezes stowarzyszenia Polska i Sverige, mówi, że część osób wraca pod wpływem przekazu, że „w Polsce jest teraz raj”. Zaznacza jednak, że powroty mogą dotyczyć osób, którym nie powiodło się w stosunku do oczekiwań, a Szwecja nie jest tanim krajem. Wskazuje też na konkurencję ze strony imigrantów z innych krajów w zawodach budowlanych i sprzątających, w których wcześniej dominowali Polacy.

    W materiale Business Insider Polska pojawia się też wątek bezpieczeństwa. W 2024 roku w Szwecji na 100 tys. mieszkańców odnotowano 0,42 przestępstw z użyciem broni palnej, wobec mniej niż 0,05 w Polsce. Wyższe są też statystyki zgłaszanych przestępstw kryminalnych – 14–15 tys. na 100 tys. mieszkańców rocznie wobec około 2–2,5 tys. stwierdzonych w Polsce – oraz rozbojów i rabunków: 60–85 tys. w Szwecji wobec 12–14 tys. w Polsce.

    GUS opiera swoje szacunki na danych z zagranicznych urzędów statystycznych, w tym spisów ludności i mieszkań z rund 2001, 2011 i 2021, oraz na wynikach polskich spisów powszechnych z lat 2002 i 2021 i badaniach bieżących dotyczących emigracji na pobyt stały i czasowy.

  • Zdolność kredytowa w lipcu: singlom przybywa mieszkań, rodziny z dzieckiem tracą już trzeci miesiąc

    Zdolność kredytowa w lipcu: singlom przybywa mieszkań, rodziny z dzieckiem tracą już trzeci miesiąc

    Lipcowe dane o zdolności kredytowej przynoszą mieszane sygnały. O ile przeciętnie zarabiający singiel i para bez dzieci mogą liczyć na większy kredyt, o tyle rodzina z jednym dzieckiem od trzech miesięcy obserwuje spadek swoich możliwości finansowych. To przekłada się bezpośrednio na dostępność mieszkań w największych polskich miastach.

    Singiel z dochodem 6 tys. zł netto: 447,3 tys. zł kredytu

    Z analizy przeprowadzonej przez Rankomat.pl i portal RynekPierwotny.pl wynika, że singiel z dochodem około 6 tys. zł netto mógł w lipcu liczyć średnio na 447,3 tys. zł kredytu mieszkaniowego. To o 4% więcej niż w czerwcu. Wzrost zdolności przełożył się na wyraźne poszerzenie oferty deweloperskiej – we wszystkich siedmiu badanych metropoliach przybyło mieszkań mieszczących się w budżecie samotnego kupca.

    Najbardziej spektakularne zmiany zaszły w miastach, które dotąd były dla singli najmniej dostępne. W Krakowie liczba lokali w ich zasięgu skoczyła z 0,4 tys. do 0,7 tys. (+75%), w Warszawie z 0,9 tys. do 1,2 tys. (+42%), a we Wrocławiu z 1,1 tys. do 1,4 tys. (+29%). Największy wybór wciąż oferowały Łódź (ok. 6 tys. mieszkań) oraz miasta Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 5,7 tys. mieszkań).

    Nawet relatywnie niewielka zmiana zdolności kredytowej może wywołać bardzo duże zmiany w dostępności mieszkań dla singli, zwłaszcza w miastach, gdzie jeszcze niedawno oferta w ich budżecie była mocno ograniczona.

    Para bez dzieci: wzrost o 1%, ale nie wszędzie większy wybór

    Bezdzietna para osiągająca 8 tys. zł netto uzyskała w lipcu zdolność kredytową na poziomie 555,9 tys. zł, co oznacza wzrost o 1% w porównaniu z poprzednim miesiącem (z 550,1 tys. zł). Mimo to w dwóch z siedmiu metropolii liczba dostępnych mieszkań dla tej grupy spadła. W Łodzi oferta skurczyła się z 8,3 tys. do 8 tys. (-3%), a w Trójmieście z 2,8 tys. do 2,7 tys. (-2%). W pozostałych miastach dostępność rosła – najsilniej w Warszawie (z 3,6 tys. do 3,9 tys., +10%) i Poznaniu (z 3,9 tys. do 4,2 tys., +7%).

    Jak zauważają eksperci, wzrost zdolności nie zawsze oznacza większy wybór. Gdy deweloperzy wprowadzają do sprzedaży droższe lokale, nawet zamożniejszy kupujący może nie znaleźć oferty w swoim budżecie.

    Rodzina 2+1: trzeci miesiąc spadku

    Najbardziej niepokojący trend dotyczy rodzin z dzieckiem i dochodem 10 tys. zł netto. Ich zdolność kredytowa spadła w lipcu z 636,9 tys. do 631,9 tys. zł (-1%). Był to już trzeci miesiąc z rzędu pogorszenia tej wartości. W efekcie w sześciu z siedmiu metropolii oferta mieszkań dla rodzin skurczyła się względem czerwca. Największe spadki odnotowano w Łodzi i Trójmieście (-4%) oraz w Warszawie i Wrocławiu (-2%). Jedynym wyjątkiem był Poznań, gdzie dostępnych lokali przybyło z 5,1 tys. do 5,3 tys. (+5%).

    – Rodziny wciąż mają relatywnie duży wybór, ale od kilku miesięcy widać niepokojący trend, bo o ile sytuacja singli i par systematycznie się poprawia, o tyle rodzinom z dzieckiem kurczy się oferta w ich zasięgu – podsumowuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

    Mimo lipcowych wahań wszystkie trzy modelowe gospodarstwa mają dziś wyraźnie wyższą zdolność kredytową niż na początku 2025 roku – singlom wzrosła ona o 18%, parom o 17%, a rodzinom o 11%.

    Szerszy obraz: rynek się ożywia

    Dane o zdolności kredytowej wpisują się w szerszy kontekst rynkowy. Analitycy Erste Bank Polska wskazują na wyraźne ożywienie na rynku mieszkaniowym, na które składają się solidny wzrost wynagrodzeń, spadek oprocentowania kredytów do najniższych poziomów od 2022 r. oraz umiarkowane tempo wzrostu cen. Wskaźnik raty kredytu na 60-metrowe mieszkanie w relacji do przeciętnej pensji spadł z 77% w III kwartale 2022 roku do około 50% obecnie.

    Bank zwraca jednak uwagę na rosnącą różnicę między cenami ofertowymi a transakcyjnymi, która w II kwartale 2026 r. wyniosła 9,7% – blisko historycznego maksimum. Oznacza to, że deweloperzy testują cierpliwość kupujących, a rynek nie zawsze akceptuje ich oczekiwania. Mimo rosnącej podaży (powyżej 220 tys. lokali w nadchodzących kwartałach) popyt może być szybszy, co – zdaniem Erste – będzie wywierać presję na dalszy, choć umiarkowany, wzrost cen.

  • Rząd patrzy na miliardowe zyski dystrybucji. Energetyka ostrzega przed spowolnieniem inwestycji

    Rząd patrzy na miliardowe zyski dystrybucji. Energetyka ostrzega przed spowolnieniem inwestycji

    Polski rząd rozważa sięgnięcie po rekordowe zyski spółek dystrybucyjnych – i to w momencie, gdy te tłumaczą, że każdą złotówkę wkładają w modernizację sieci. Jak wynika z informacji „Parkietu”, w otoczeniu rządu słychać, że dystrybucja powinna w jakiś sposób podzielić się nadwyżkami.

    Dwie opcje na stole

    Rozważane są dwa scenariusze. Pierwszy zakłada bezpośrednie podzielenie się wypracowanymi zyskami. Drugi to działania restrukturyzacyjne, które obniżyłyby koszty własne operatorów, a w efekcie – taryfy dystrybucyjne, czyli stały składnik rachunku za prąd. Część grup energetycznych nieoficjalnie przyznaje, że jest tu pole do optymalizacji. Oficjalnie jednak przekonują, że wszystkie środki idą na niezbędne inwestycje.

    Rekordowe wyniki, gigantyczne plany

    Zyski operatorów rzeczywiście robią wrażenie. Energa Operator zamknął 2025 rok zyskiem netto w wysokości 1,365 mld zł – wobec 513 mln zł w 2023 r. PGE Dystrybucja skoczyła z 1,9 mld zł w 2023 r. do 2,8 mld zł w 2026 r. Spółki przekonują, że to efekt poprawy efektywności, rosnącej skali działalności i sprzyjającego otoczenia regulacyjnego, które miało umożliwić finansowanie rozwoju sieci.

    – Ta istotna poprawa wyniku finansowego jest efektem jednoczesnego oddziaływania kilku czynników – wyjaśnia Energa Operator, wymieniając m.in. skuteczne pozyskiwanie zewnętrznych źródeł finansowania.

    Inwestycje rzeczywiście są ogromne. PGE planuje w tym roku wydać na dystrybucję 5 mld zł, z czego blisko 30 proc. pójdzie na przyłączanie nowych odbiorców i źródeł wytwórczych. Tauron Dystrybucja zwiększył nakłady z 2,8 mld zł w 2023 r. do 3,8 mld zł w 2025 r., a w 2035 r. chce inwestować już około 6 mld zł rocznie. Enea Operator w 2025 r. wydała na ten cel 2,83 mld zł.

    – Skala wyzwań związanych z rozwojem OZE, magazynów energii, elektromobilności oraz rosnących potrzeb odbiorców wymaga systematycznego zwiększania nakładów – argumentuje PGE.

    Obawy o przyszłe finansowanie

    Operatorzy podkreślają, że inwestycje infrastrukturalne planowane są z wieloletnim wyprzedzeniem i wymagają stabilnego, przewidywalnego finansowania. Ograniczenie zysków może więc uderzyć w te plany, mimo miliardowych programów pomocowych, np. z KPO. W Tauronie zatrudnienie wzrosło z 8 tys. do 8,5 tys. osób w dwa lata, co też świadczy o skali działania. Sektor ostrzega, że pozbawienie spółek dystrybucyjnych części zysków może odbić się negatywnie na inwestycjach.

    A co z rachunkami? Analitycy studzą emocje

    Michał Sztabler, analityk Noble Securities, uspokaja gospodarstwa domowe. Jego zdaniem w przyszłym roku nie należy spodziewać się rachunków grozy.

    – Stawki dla konsumentów ustala URE. Jest presja polityczna, by nie zgadzać się na podwyżki. Pamiętajmy, że przyszły rok to rok wyborczy. Nie zdziwiłbym się, gdyby stawki spadały – mówi w rozmowie z Business Insider Polska.

    Jego zdaniem wyższe podatki dla firm energetycznych mogą dodatkowo ograniczyć ich apetyt na podwyżki dla odbiorców końcowych. W przypadku firm sytuacja jest podobnie spokojna, bo – jak zaznacza – przedsiębiorstwa energetyczne są kontrolowane przez państwo.

    Podatek CIT w górę, ale nie na długo

    Rząd planuje też czasowe podniesienie CIT dla największych firm paliwowych i energetycznych (przychody powyżej 50 mln euro). W 2027 r. stawka ma wynieść 30 proc., w 2028 – 26 proc., w 2029 – 23 proc., a w 2030 r. wrócić do podstawowej. Środki – łącznie 4,8 mld zł – mają trafić m.in. na obniżenie cen energii dla przemysłu energochłonnego, który najbardziej ucierpiał na drogim prądzie i gazie.

    Urszula Cieślak z BM Reflex nie spodziewa się, aby CIT miał wielki wpływ na ceny paliw. W cenie benzyny 95 aż 44 proc. to już opłaty państwowe: VAT, akcyza i inne daniny. Decydujące znaczenie ma surowiec i sytuacja na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo Orlen, jako spółka państwowa, w roku wyborczym zapewne nie będzie podwyższał cen.

    Rządowi chodzi o to, by dodatkowe fundusze z wyższego CIT przetransferować bezpośrednio na ochronę gospodarki przed skutkami transformacji. Program wsparcia przemysłu energochłonnego ma dysponować budżetem 800 mln zł w 2027 r., po 1,6 mld zł w 2028 i 2029 r. oraz 800 mln zł w 2030 r. – wynika z zapisów ustawy.

  • Licytacja na gospodarcze obietnice. Co politycy szykują dla twojego portfela?

    Licytacja na gospodarcze obietnice. Co politycy szykują dla twojego portfela?

    Już w wakacje politycy otworzyli worek z wyborczymi obietnicami, a wraz z nadchodzącą kampanią gospodarcza licytacja nabiera tempa. W grę wchodzą zmiany w podatkach, świadczeniach dla rodzin, emeryturach, mieszkalnictwie i energetyce. Sprawdzamy, jakie konkretnie propozycje padły na stół.

    Pierwsze starcie: podatki dochodowe

    Jednym z najgorętszych tematów kampanii będą zmiany w PIT. Inflacja i wzrost wynagrodzeń sprawiły, że coraz więcej Polaków wpada w drugi próg podatkowy ze stawką 32 proc. Tylko w 2025 roku znalazło się w nim aż 450 tys. osób więcej niż rok wcześniej. Łącznie obejmuje on już 11 proc. podatników.

    Według doniesień medialnych kandydat PiS Przemysław Czarnek zapowiedział podwyższenie tego progu z obecnych 120 tys. zł do 180 tys. zł rocznie. Z kolei Mateusz Morawiecki, jeszcze będąc w strukturach PiS, sugerował, że górna granica mogłaby sięgnąć nawet 200 tys. zł.

    Tymczasem rząd Donalda Tuska i ministra finansów Andrzeja Domańskiego zapowiedział własny pakiet. Kluczowe założenia to podniesienie progu do 130 tys. zł i wprowadzenie nowego przedziału dla dochodów między 130 a 150 tys. zł, objętego stawką 24 proc. Oznacza to, że najwyższa stawka 32 proc. dotyczyłaby już zarobków powyżej 150 tys. zł. Rząd proponuje też podniesienie CIT z 19 do 22 proc. dla firm o rocznych przychodach powyżej 50 mln euro oraz przywrócenie limitu przychodów dla ryczałtowców do 250 tys. euro (około 1 mln zł). Obecny próg to 2 mln euro.

    Kwota wolna i kolejne zmiany

    Nad rządem wisi również obietnica z poprzedniej kampanii – podniesienie kwoty wolnej od podatku z 30 tys. zł do 60 tys. zł. Minister Domański poinformował w TVN24, że projekt budżetu na 2027 r. zostanie przedstawiony do końca sierpnia, a w resorcie trwają prace nad rozwiązaniami w tej sprawie.

    Włodzimierz Czarzasty, lider Nowej Lewicy, podkreślił, że zapowiedziane zmiany to dopiero początek.

    — To jest początek zmian, jaki będzie koniec i jakie one będą, to nie wiem – powiedział PAP.

    Dodał, że 10 sierpnia odbyło się spotkanie liderów koalicji, na którym ustalono polityczne wytyczne, a teraz finansiści muszą je przełożyć na papier. Z ramienia każdej z głównych partii koalicji wskazano po jednej osobie do prac nad propozycjami. Nową Lewicę będzie reprezentował wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. Czarzasty zaznaczył, że wypracowanie kolejnych rozwiązań potrwa co najmniej kilka miesięcy. – Wszystkiego tego na raz się nie zrobi – podsumował.

    Rodzina, emerytury i mieszkania

    Nie zabraknie też rywalizacji o programy społeczne. Zmiany w 800 plus niespodziewanie stały się przedmiotem sporu między PiS a ugrupowaniem Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. – Każdy powinien dostawać 800 zł na pierwsze dziecko, ale ta kwota powinna wzrastać na każde kolejne – mówi Przemysław Czarnek. Środowisko Morawieckiego zaproponowało jeszcze szerszy pomysł: do 3,6 tys. zł miesięcznie na każde dziecko do trzeciego roku życia.

    Dla seniorów PiS zapowiedział inicjatywę „Srebrna Praca” – zwolnienie z PIT i składek emerytalno-rentowych od wynagrodzenia pracujących emerytów do 2,5 tys. zł miesięcznie. Rząd będzie w przyszłym roku rozszerzał rentę wdowią, która weszła w 2025 r. Lewica może postawić na obniżenie wieku emerytalnego dla mężczyzn i emerytury stażowe. Zgodnie z projektem Lewicy, takim świadczeniem objęte zostałyby osoby, które przepracowały 35 lat (kobiety) lub 40 lat (mężczyźni) – niezależnie od wieku – o ile zgromadzony kapitał zapewnia co najmniej minimalną emeryturę.

    W mieszkalnictwie PiS obiecywał bon mieszkaniowy od 40 do 200 tys. zł w zależności od liczby dzieci. Rząd utrzymuje programy takie jak Rodzinny Kredyt Mieszkaniowy i gwarancje BGK.

    Bitwa o energię

    Zielony Ład i ceny energii to arena zaciekłej rywalizacji. Przemysław Czarnek zapowiedział jednostronne odejście Polski od systemu handlu emisjami (ETS), co miałoby obniżyć rachunki za prąd. Konfederacja idzie jeszcze dalej, zapowiadając odcięcie się od wszelkich unijnych regulacji. Obóz rządowy pozycjonuje się jako zwolennik OZE, ale też realny gwarant blokowania niepożądanych efektów polityki energetycznej UE – to za jego kadencji odłożono wprowadzenie ETS2.

    Premier Donald Tusk zapowiedział, że w piątek odbędzie się nieformalne posiedzenie rządu poświęcone szczegółom projektu budżetu na 2027 r. Tydzień później, również w piątek, rząd ma podjąć ostateczną decyzję w sprawie budżetu.