Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa już ponad sto dni, a światowa podaż ropy skurczyła się o 14 proc. od 28 lutego. Mimo to ceny surowca nie wystrzeliły w górę do przewidywanych 200 dolarów za baryłkę. Kluczową rolę odegrały w tym Chiny, które w ostatnich miesiącach radykalnie ograniczyły import.
Pekin hamuje szok podażowy
Jak wynika z analiz cytowanych przez CNBC, chiński import ropy spadł z 11,7 mln baryłek dziennie w lutym do niespełna 9 mln baryłek pod koniec maja. To redukcja o prawie 3 mln baryłek dziennie, która – zdaniem strategów rynkowych – pomogła złagodzić skutki blokady Cieśniny Ormuz.
Analitycy J.P. Morgan określili obecny poziom cen jako „wyjątkowo spokojny” jak na cztery miesiące konfliktu. Z kolei eksperci Societe Generale zwrócili uwagę, że 14-procentowy spadek podaży podbił ceny „zaledwie” o około 30 proc. Dla porównania – embargo naftowe OPEC z 1973 r. ograniczyło podaż o około 7 proc., ale wywołało wzrost cen rzędu 134 proc. W ocenie francuskiego banku skalę szoku udało się zrównoważyć dzięki kilku czynnikom: strategicznym uwolnieniom zapasów, uspokajającym sygnałom z Waszyngtonu oraz wzrostowi produkcji w Brazylii i Wenezueli.
„Redukcja chińskiego importu to jedna z największych rekompensat za szok, ustępująca jedynie przekierowaniom ropy przez Arabię Saudyjską i większa niż skoordynowane uwolnienia ropy z USA, Europy i Japonii” – podkreślili analitycy Societe Generale.
Analitycy podzieleni w prognozach
Co dalej z cenami? Zdania ekspertów są podzielone. J.P. Morgan zakłada, że Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta w czerwcu – wówczas Brent do końca 2026 r. utrzyma się na poziomie około 100 dolarów za baryłkę. Jeśli zamknięcie potrwa dłużej, w trzecim kwartale cena wzrośnie o około 5 dol., a w czwartym – nawet o 15 dol., gdyż zapasy będą kurczyć się szybciej.
Zupełnie inny scenariusz rysują analitycy Fitch. Ich zdaniem wznowienie żeglugi pod koniec lipca spowoduje „gwałtowny spadek cen ropy Brent” – od września średnia może wynieść 70 dol. za baryłkę. Obecną wyższą wycenę traktują jako „tymczasowy logistyczny szok podażowy”, a nie trwałą utratę mocy produkcyjnych.
„Niewidzialna ręka” i miliard baryłek w magazynach
O wpływie Chin na stabilizację rynku pisze również CNN. Eksperci zwracają uwagę, że Pekin nie tylko ograniczył zakupy, ale też przez lata gromadził ogromne rezerwy. Według Rystad Energy przed wybuchem wojny w Iranie Chiny systematycznie budowały zapasy, wykorzystując tanie dostawy ropy z Rosji i Iranu. Obecnie chińskie rezerwy strategiczne i komercyjne przekraczają 1 mld baryłek.
Dodatkowo Pekin ograniczył eksport produktów rafinowanych, takich jak olej napędowy i benzyna, by zabezpieczyć rynek krajowy. Boom na samochody elektryczne również robi swoje: według Międzynarodowej Agencji Energetycznej chińska flota EV zmniejszyła konsumpcję ropy o 1 mln baryłek dziennie w ubiegłym roku.
A co po otwarciu Cieśniny?
W poniedziałek cena ropy Brent wynosiła poniżej 78 dol. za baryłkę – to spory spadek w porównaniu do szczytu na poziomie 114 dol. sprzed czterech miesięcy. Analitycy przestrzegają jednak, że szybkie odblokowanie Cieśniny Ormuz może doprowadzić do nadpodaży. Według prognoz IMF, gdy produkcja na Bliskim Wschodzie wróci do normy, wzrost podaży przewyższy wzrost popytu o 4,7 mln baryłek dziennie w przyszłym roku. Chiny, z ich gigantycznymi rezerwami i elastyczną polityką importową, ponownie mogą okazać się kluczowym stabilizatorem globalnego rynku.









