Blog

  • Wiosenny szał na straganach: szparagi po 50 zł, a rzodkiewka za grosze!

    Wiosenny szał na straganach: szparagi po 50 zł, a rzodkiewka za grosze!

    Czy jesteś gotowy zapłacić nawet 50 złotych za kilogram szparagów? Sezon na nowalijki w pełni, a ceny niektórych hitów przyprawiają o zawrót głowy. Ale nie wszędzie jest tak drogo – na rynku pojawiła się niespodzianka, która zmienia reguły gry.

    Popyt większy niż podaż

    Klienci chętnie sięgają po wiosenne warzywa, a sprzedawcy mają problem z nadążeniem za popytem. Jak podkreśla Maciej Kmera, cytowany przez portal bankier.pl, z rynku hurtowego w Broniszach warzywa „schodzą na pniu”. Skala zainteresowania jest tak duża, że hurtownicy musieli wprowadzić ograniczenia w sprzedaży, aby zapewnić dostęp do towaru większej liczbie sklepów.

    „Popyt jest tak duży, że towar schodzi na pniu. Hurtownicy muszą reglamentować dostawy dla warzywniaków, aby każdy sprzedawca mógł otrzymać choć niewielką porcję towaru” – czytamy w raporcie.

    Reglamentacja dostaw sprawia, że każdy sprzedawca otrzymuje jedynie niewielką partię produktów. Ale to nie jedyna ciekawostka na rynku.

    Fioletowe szparagi królują, ale rzodkiewka tanieje

    Największym hitem sezonu są szparagi fioletowe, których ceny w hurcie sięgają niemal 50 zł za kilogram. Popularniejsze odmiany — zielone i białe — kosztują obecnie od 30 do 40 zł. Za kilogram fioletowych szparagów trzeba zapłacić około 46 zł, natomiast popularniejsze odmiany kosztują ok. 35-40 zł za kilogram.

    Ale jest też dobra wiadomość dla miłośników rzodkiewki. Na rynku pojawił się nagły wysyp krajowej produkcji.

    „Sprawdził się koszmarny sen importerów włoskiej rzodkiewki, czyli nagły wysyp krajowego odpowiednika” – mówią handlowcy.

    Dostępność polskiego towaru sprawiła, że ceny nieoczekiwanie spadły. Obecnie jest to około 2 zł za pęczek. Ta podaż wystarczyła do skutecznego wyparcia importu z Włoch. W efekcie importerzy wyprzedają włoską rzodkiewkę po cenach zakupu, czyli nawet po 1-1,5 zł za pęczek.

    Maliny – luksus w małych opakowaniach

    Wysokie ceny utrzymują się natomiast na rynku malin, które ekspert z rynku w Broniszach nazywa „luksusem w małych opakowaniach”. W hurcie kilogram malin kosztuje obecnie około 120-130 zł. Z tego powodu w większości miejsc owoce sprzedawane są w małych, papierowych opakowaniach po 125 gramów, za które w warzywniakach trzeba zapłacić około 20 zł.

    Jeszcze więcej trzeba zapłacić za produkty szklarniowe. Pomidory malinowe osiągają ceny od 15 do 26 zł za kilogram, fasolka szparagowa nawet 65 zł, a maliny szklarniowe dochodzą do rekordowych 150 zł za kilogram.

    W przypadku innych warzyw i owoców nadal dominują jednak zbiory z importu. Przykładem jest truskawka – sprzedawane są głównie owoce z Grecji, za około 11-13 zł za kilogram. Znacznie droższe są owoce krajowe z upraw szklarniowych, za które trzeba zapłacić około 35 zł za kilogram. Zdaniem sprzedawców sytuacja ta może się jednak zmienić już po weekendzie majowym, gdy do sprzedaży trafią truskawki z nieogrzewanych tuneli, których produkcja jest tańsza i prowadzona na większą skalę.

    Pogoda i koszty energii windują ceny

    Eksperci wskazują, że obecne stawki to efekt długiej zimy i chłodnego początku wiosny. Plantatorzy musieli intensywnie ogrzewać szklarnie, co przy wysokich cenach energii znacząco podniosło koszty produkcji.

    Na wysokie ceny wpływa nie tylko duży popyt, ale także rosnące koszty produkcji. Rolnicy coraz częściej decydują się na uprawy pod tunelami, aby chronić plony przed przymrozkami, suszą i zmienną pogodą.

    Wysokie ceny dotyczą również innych nowalijek. Pęczek rzodkiewek kosztuje od 3,50 do 6 zł, a zioła, takie jak koperek czy szczypiorek — od 2 do 5 zł za pęczek.

    W efekcie konsumenci płacą więcej, ale — jak pokazuje rynek — nie zniechęca ich to do zakupów sezonowych warzyw. Czy w twoim koszyku też znalazły się te wiosenne specjały?

  • Marzec przyniósł oddech dla portfeli. Koszyk zakupowy 4-osobowej rodziny wreszcie tanieje!

    Marzec przyniósł oddech dla portfeli. Koszyk zakupowy 4-osobowej rodziny wreszcie tanieje!

    Czy po miesiącach nieustannego wzrostu cen w sklepach wreszcie nadeszła ulga? Najnowsze dane pokazują, że marzec przyniósł pierwsze, choć symboliczne, wyhamowanie wydatków na podstawowe produkty. To może być długo wyczekiwany sygnał dla polskich rodzin.

    Koszyk zakupowy wreszcie tanieje

    Po lutowym skoku, kiedy koszty rodzinnego koszyka podstawowych produktów okazały się o 100 zł wyższe niż w styczniu, marzec przyniósł zmianę. Marcowy zestaw analizowanych produktów dla czteroosobowej rodziny kosztował o 4,30 zł mniej niż w lutym. To symboliczny spadek o 0,21 proc. miesiąc do miesiąca.

    Średnie dzienne wydatki czteroosobowej rodziny wynoszą teraz 68,08 zł – o 15 groszy mniej niż w lutym.

    Eksperci zauważyli, że choć oszczędność jest niewielka, to odwrócenie trendu jest dla konsumentów ważnym i długo wyczekiwanym sygnałem ulgi.

    Ile kosztuje utrzymanie rodziny 2+2?

    W marcu 2026 roku koszt nabycia zestawu produktów niezbędnych do funkcjonowania przez 30 dni dla rodziny z dwójką dzieci wyniósł 2042,46 zł. Za identyczny koszyk produktów w marcu ubiegłego roku rodzina musiała zapłacić ponad 63 zł mniej. Oznacza to, że rok do roku ceny wzrosły 3,2 proc.

    Ale tu pojawia się ciekawy paradoks. W ujęciu rocznym widać, że koszty utrzymania wzrosły, a siła nabywcza przykładowego 4-osobowego gospodarstwa rodziny uległa zmniejszeniu. Dlaczego? Mimo podwyżek płacy minimalnej, wzrost cen koszyka zakupowego był szybszy niż wzrost dochodów.

    Co podrożało, a co staniało?

    W koszyku podstawowych produktów najbardziej podrożała kawa mielona – o 21,9 proc. rok do roku. Na drugim miejscu uplasowała się wołowina ze wzrostem 21,5 proc. oraz jajka – 11,9 proc.

    Staniało z kolei masło – o 22,8 proc. i cukier – 18,1 proc.

    O tym, że koszyk zakupów w marcu nieznacznie staniał, zdecydowały obniżki w kategorii chemii domowej. Dla przykładu mleczko do czyszczenia, które w lutym zaskoczyło 60-procentowym skokiem ceny, w marcu potaniało o 35,45 proc., dzięki przywróceniu rabatów udzielanych przez sieci handlowe.

    Autorzy raportu zwrócili też uwagę na ceny ziemniaków, które w marcu podrożały o 48,36 proc. Eksperci zauważyli, że wynika to z powrotu do rynkowej ceny po lutowych wojnach cenowych toczonych przez dyskonty. Mimo podwyżek miesiąc do miesiąca, w ujęciu rocznym ziemniaki są o 11 proc. tańsze.

    To nie to samo co inflacja!

    Analitycy UCE Research podkreślają, że podwyżki ceny koszyka badanych produktów nie są tożsame z inflacją, która jest obliczana przez GUS przy zastosowaniu innej metodologii. Według oficjalnych danych, wskaźnik inflacji konsumenckiej (CPI) dla całej gospodarki wyniósł w marcu 3 proc. w ujęciu rocznym.

    „Indeks cen w sklepach detalicznych” przygotowany przez UCE Research, badający tysiące produktów na sklepowych półkach wykazał wzrost o 3,8 proc. rok do roku, przy czym wzrost cen samej żywności wyniósł 3,2 proc.

    Również o 3,2 proc. podrożał koszyk produktów dla 4-osobowej rodziny, co jak zauważyli autorzy raportu, tylko nieznacznie przekraczało oficjalny poziom inflacji.

    Co to oznacza dla Twojego portfela?

    Marzec przyniósł pierwsze oznaki stabilizacji. Choć spadek cen koszyka zakupowego jest symboliczny, to ważne, że trend wzrostowy został zatrzymany. Wskaźnik obciążenia portfela podstawowymi zakupami dla rodziny 2+2 spadł w marcu miesiąc do miesiąca o 0,06 punktu procentowego do poziomu 23,17 proc.

    To może być początek lepszego okresu dla domowych budżetów. Po miesiącach niepewności, każda, nawet najmniejsza, ulga w wydatkach jest na wagę złota. Teraz pozostaje czekać, czy kwiecień utrzyma ten pozytywny trend.

  • Smartfony z wymiennymi bateriami już w 2027! Unia Europejska zmusza producentów do rewolucji

    Smartfony z wymiennymi bateriami już w 2027! Unia Europejska zmusza producentów do rewolucji

    Pamiętacie czasy, gdy wymiana baterii w telefonie była dziecinnie prosta? Wystarczyło podważyć paznokciem tylną klapkę. Unia Europejska właśnie ogłosiła, że ta era wraca – i to na stałe!

    Od 18 lutego 2027 roku wszystkie nowe smartfony sprzedawane w UE będą musiały mieć łatwo wymienialne baterie. To nie żart, a konkretne przepisy Rozporządzenia (UE) 2023/1542, które zmuszą gigantów technologicznych do całkowitej zmiany filozofii projektowania.

    Co dokładnie się zmieni?

    Przede wszystkim koniec z klejonymi, niedostępnymi bateriami. Nowe prawo nakazuje, aby akumulator dało się zdemontować za pomocą ogólnodostępnych narzędzi. Żadnych specjalistycznych urządzeń, opalarek ani rozpuszczalników!

    Jeśli do wymiany będzie potrzebne specyficzne narzędzie, producent będzie musiał dostarczyć je bezpłatnie wraz z urządzeniem.

    Ale to nie wszystko. Producenci będą musieli zapewnić dostępność części zamiennych – w tym baterii – przez co najmniej 5 do 7 lat po wycofaniu modelu z rynku. To ma definitywnie zakończyć erę telefonów, które lądują w szufladzie tylko dlatego, że ich akumulator stracił pojemność.

    Nie tylko smartfony

    Przepisy obejmą całą gamę przenośnej elektroniki. Mowa o tabletach, laptopach, a nawet przenośnych konsolach takich jak Steam Deck czy Nintendo Switch. Dla nas, konsumentów, to przede wszystkim szansa na dłuższą żywotność sprzętu i niższe koszty eksploatacji.

    Czy wszystkie urządzenia będą podlegać nowym regułom? Nie do końca. Unia przewidziała wyjątki.

    Zwolnione mogą być urządzenia przeznaczone do regularnego kontaktu z wodą (np. niektóre aparaty medyczne) oraz – uwaga – smartfony z elastycznymi, składanymi lub rolowanymi wyświetlaczami. To może być furtka dla producentów flagowych, innowacyjnych modeli.

    Co już działa? Ekoprojekt wchodzi do gry

    Na pełną rewolucję z bateriami poczekamy do 2027, ale wiele zmian weszło w życie już 20 czerwca 2025 roku w ramach wymogów Ekoprojektu.

    Od teraz każdy nowy smartfon czy tablet musi spełniać rygorystyczne normy odporności na upadki i mieć ekrany o określonej minimalnej twardości. Koniec z tanimi, łatwo rysującymi się plastikami.

    Kluczowa jest też kwestia oprogramowania. Producenci są zobowiązani do dostarczania aktualizacji zabezpieczeń przez minimum pięć lat od zakończenia sprzedaży modelu. Aktualizacje muszą trafiać do użytkowników w ciągu maksymalnie sześciu miesięcy od wydania kodu źródłowego.

    Dodatkowo, części takie jak ekrany, aparaty czy porty ładowania muszą być dostępne dla serwisów i użytkowników przez siedem lat. Czas dostawy? Nie więcej niż 5-10 dni roboczych, a cena nie może zniechęcać do naprawy.

    Etykiety i cyfrowy paszport

    To jeszcze nie koniec nowości. Smartfony i tablety dostaną etykiety energetyczne (od A do G), znane z lodówek. Będą one jednak zawierać znacznie więcej danych: klasę odporności na upadki, stopień ochrony IP (wodoszczelność) oraz trwałość baterii wyrażoną w cyklach ładowania.

    Absolutną nowością będzie Cyfrowy Paszport Baterii. Za pomocą kodu QR dowiemy się wszystkiego o naszym akumulatorze: jego składzie chemicznym, pochodzeniu surowców (np. litu czy kobaltu), śladzie węglowym, a nawet aktualnej liczbie cykli ładowania i ogólnym stanie zdrowia. To ma ogromne znaczenie przy odsprzedaży urządzenia.

    Dlaczego to takie ważne?

    Według danych UE, w całej Unii sprzedaje się rocznie około 150 milionów smartfonów i 24 miliony tabletów. To generuje kolosalne 5 milionów ton odpadów elektronicznych rocznie.

    Nowe przepisy to bezpośrednia odpowiedź na ten problem. Chodzi o ograniczenie elektrośmieci, zmniejszenie śladu węglowego i realne wydłużenie życia produktów, które już mamy.

    To także walka z tzw. planowanym postarzaniem. Zamiast co dwa lata kupować nowy telefon, będziemy mogli po prostu wymienić w nim baterię. Brzmi rozsądnie, prawda? Rewolucja, na którą czekaliśmy, nadchodzi wielkimi krokami.

  • Rekordowe płace w Polsce! Ale czy to powód do świętowania?

    Rekordowe płace w Polsce! Ale czy to powód do świętowania?

    Czy twoja pensja właśnie pobiła rekord? Marcowe dane GUS przyniosły sensacyjną wiadomość: przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw sięgnęło 9652,19 zł brutto. To nowy, nominalny szczyt, wyższy nawet od grudniowego! Wzrost rok do roku wyniósł 6,6%, bijąc prognozy, które zakładały 6,3%.

    Ale zaraz, zaraz. To nie jest zwykły, równomierny wzrost. W porównaniu z lutym pensje skoczyły aż o 5,7%. Dlaczego tak gwałtownie? Eksperci wskazują na sezonowość – w wielu firmach na początku roku wypłacane są premie roczne, nagrody i dodatki, które tradycyjnie podbijają statystyki.

    Ekonomiści studzą entuzjazm

    I tu pojawia się kluczowe „ale”. Ekonomiści z Banku Pekao tłumaczą, że przyspieszenie było spodziewane z kilku powodów. Przedświąteczna niedziela handlowa wypadła w marcu, a nie w kwietniu, co podbiło zarobki w handlu. Nieco więcej dni roboczych i marcowe ocieplenie wpłynęły na budownictwo.

    „Mimo lekkiej niespodzianki w górę w marcu, dynamika płac pozostaje wyraźnie obniżona względem tego, co obserwowaliśmy w ostatnich latach. Naszym zdaniem kierunek dla płac jest tylko jeden — w dół” – ocenili eksperci Pekao.

    Przyspieszenie zawdzięczamy też górnictwu i energetyce, gdzie prawdopodobnie doszło do jednorazowych wypłat premii. Trend jest jednak jasny: tempo wzrostu płac od lat hamuje. Jeszcze na początku 2024 r. dynamika sięgała 12%, a w 2022 r. było to 15-16%. Teraz mówimy o poziomie 6–7%.

    Prawdziwa siła nabywcza? Najniższa od roku

    Oto prawdziwy test dla naszych portfeli. Przy marcowej inflacji na poziomie 3%, realny wzrost płac (czyli po odjęciu wzrostu cen) wyniósł około 3,5% rok do roku. To wprawdzie 32. miesiąc z rzędu, gdy realne zarobki rosną, ale tempo jest najniższe od marca 2025 roku.

    Ekonomiści ING Banku Śląskiego ostrzegają: „W świetle rozwijającego się szoku energetycznego (…) obserwujemy wzrost inflacji. Będzie to czynnik wywierający presję na realną siłę nabywczą gospodarstw domowych”.

    Średnia to nie wszystko

    I tu kolejna pułapka. Ta „średnia krajowa” to niepełny obraz. Dotyczy tylko firm zatrudniających powyżej 9 osób i obejmuje mniej niż 40% wszystkich pracujących. Co więcej, jest podawana w kwocie brutto – na rękę pracownicy otrzymują nawet o 27% mniej.

    Jeszcze lepiej widać to w medianie, czyli wartości środkowej. Dla lipca 2025 roku wyniosła ona 7246,64 zł brutto (około 5270 zł netto). To wyraźnie mniej niż średnia, co oznacza, że większość pracowników zarabia poniżej oficjalnej „średniej krajowej”.

    Zatrudnienie wciąż spada

    I na koniec największy hamulec optymizmu. Mimo rekordowych płac, rynek pracy wciąż nie wrócił na ścieżkę wzrostu. W marcu liczba etatów w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 6,398 mln, co oznacza spadek o 0,9% w skali roku.

    Trend jest wyraźny: w 2025 roku ubyło ponad 43 tys. etatów, a po pierwszym kwartale 2026 roku spadek wynosi już 12,3 tys. miejsc pracy.

    Co dalej ze stopami procentowymi?

    Czy Rada Polityki Pieniężnej zacznie się niepokoić? Eksperci PKO BP uspokajają: „Dziś kluczowym czynnikiem dla Rady pozostają wojna w Zatoce Perskiej i ceny energii, procesy na rynku pracy zeszły zaś na dalszy plan”. Nie zmienia to ich prognozy stabilizacji stopy referencyjnej NBP na poziomie 3,75% do końca 2026 roku.

    Ekonomiści ING dodają, że sytuacja na rynku pracy nie jest obecnie źródłem presji inflacyjnej. Ich zdaniem uwaga RPP skupi się na inflacji bazowej i ewentualnym „rozlewaniu się” wzrostów cen paliw na inne towary.

    Podsumowując: rekord jest, ale świętować jeszcze za wcześnie. Wzrost płac zwalnia, ich realna siła nabywcza słabnie, a miejsc pracy w dużych firmach wciąż ubywa. To mieszany sygnał dla polskiej gospodarki.

  • To nie Bitcoin, a juan może pokonać dolara. Ekspert daje mu tylko 5 lat

    To nie Bitcoin, a juan może pokonać dolara. Ekspert daje mu tylko 5 lat

    Czy dominacja dolara amerykańskiego, fundament globalnych finansów od dekad, właśnie dobiega końca? Jeden z najbardziej uznanych ekonomistów świata twierdzi, że tak – i wskazuje konkretnego rywala oraz ramy czasowe. To nie kryptowaluty, a chiński juan ma szansę stać się światową walutą rezerwową w ciągu zaledwie pięciu lat.

    Mapa drogowa dla juana

    Kenneth Rogoff z Uniwersytetu Harvarda w wywiadzie dla South China Morning Post postawił tezę, która zelektryzowała środowiska finansowe. Kluczowym impulsem jest wyraźne wezwanie prezydenta Xi Jinpinga do internacjonalizacji chińskiej waluty.

    Rogoff nakreślił konkretną mapę drogową. Pekin musi otworzyć swoje rynki obligacji rządowych dla zagranicznych inwestorów oraz zbudować instrumenty wspierające międzynarodowe uczestnictwo, w szczególności rynki terminowe i swapy stóp procentowych.

    Jednocześnie wskazał, że pełna liberalizacja rachunku kapitałowego nie jest warunkiem koniecznym.

    Równie istotnym elementem jest budowa infrastruktury finansowej niezależnej od systemu SWIFT. Chiński system CIPS – Cross-border Interbank Payment System – stanowi już dziś fundament tych działań. Wyścig o niezależność infrastrukturalną toczy się szerzej: zarówno Europa, jak i Chiny aktywnie budują systemy finansowe zmniejszające ich podatność na amerykańskie sankcje.

    Geopolityka przyspiesza zmiany

    Prognozy Rogoffa nabierają realnych kształtów na tle napięć w Zatoce Perskiej. Globalny system petrodolara znalazł się pod bezprecedensową presją w 2026 roku.

    • Zakłócenia w Cieśninie Ormuz i konflikt USA-Iran skłoniły Zjednoczone Emiraty Arabskie do rozmów z USA o linii swapowej. Ale urzędnicy ZEA przekazali Amerykanom ukryte ostrzeżenie: jeśli zabraknie im dolarów, mogą zostać zmuszeni do używania chińskiego juana w sprzedaży ropy.
    • Iran zaczął już pobierać część opłat tranzytowych przez Cieśninę Ormuz w juanie. Teheran zasygnalizował też plany rozszerzenia tych praktyk na aktywa cyfrowe, w tym pobieranie opłat opartych w Bitcoinie.
    • Sankcje nałożone na Rosję i Iran doprowadziły do powstania równoległych, nie‑dolarowych sieci handlowych.

    Inni wpływowi gracze również ostrzegają. Założyciel Bridgewater, Ray Dalio, twierdzi, że niepowodzenie w zabezpieczeniu Cieśniny Ormuz może gwałtownie zwiększyć ryzyko dla statusu dolara.

    A gdzie w tym wszystkim są kryptowaluty?

    Rogoff ma na ich temat jasne stanowisko: nigdy nie zastąpią dolara w legalnej gospodarce. Rządy dysponują wystarczającą siłą regulacyjną, by temu zapobiec.

    Ale jest jeden ogromny obszar, gdzie aktywa cyfrowe już teraz rządzą: szara strefa. Rogoff szacuje, że około 20% światowego PKB, czyli co najmniej 20 bilionów dolarów, funkcjonuje w podziemnej gospodarce. Tam stablecoiny przejęły znaczną część transakcji, wypierając fizyczną gotówkę.

    Jego prognoza jest taka, że przyszłe przepisy będą stopniowo upodabniać stablecoiny do cyfrowych walut banków centralnych (CBDC).

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Obraz jest czytelny. Dolar pozostaje dominującą walutą świata, ale jego pozycja po raz pierwszy od dekad jest naprawdę wystawiona na próbę. I to nie ze strony Bitcoina, lecz ze strony Chin, które zdecydowały, że czas działać.

    Rosnący apetyt inwestorów na dywersyfikację z dala od amerykańskiej waluty może być kluczowym paliwem dla awansu juana. Jeśli prognoza Rogoffa się spełni, za pięć lat świat finansów może wyglądać zupełnie inaczej. Czy jesteśmy na to gotowi?

  • Płace w Polsce hamują. Kto w 2026 roku może liczyć na podwyżkę?

    Płace w Polsce hamują. Kto w 2026 roku może liczyć na podwyżkę?

    Czy twoja pensja w tym roku urośnie? Wbrew ogólnemu spowolnieniu na rynku pracy, wiele firm wciąż planuje podwyżki. Ale tempo tych wzrostów wyraźnie zwalnia, a to wcale nie jest zła wiadomość dla gospodarki.

    Blisko co trzecia firma już podniosła płace

    Do końca lutego 2026 roku blisko co trzecia firma w Polsce zwiększyła wynagrodzenia swoich pracowników. To dane z badania Miesięcznego Indeksu Koniunktury przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny (PIE).

    A to nie koniec! Kolejne 25% przedsiębiorstw planuje zrobić to do końca bieżącego roku. Dla porównania, w badaniu z 2024 roku udział firm planujących wzrost wynagrodzeń był o 11 punktów procentowych wyższy i wynosił 36%.

    Instytut zwrócił uwagę, że wśród firm, które zwiększyły już wynagrodzenia swoich pracowników, 25 proc. planuje kolejne podwyżki do końca 2026 r. Takie same plany ma też 25 proc. firm, które pensji nie podniosły.

    Które branże są najbardziej hojne?

    Plany podwyżek rozkładają się nierówno w różnych sektorach. W pierwszych miesiącach 2026 roku pensje podniosło 43% firm usługowych i 33% budowlanych. Najrzadziej taką decyzję podejmowały przedsiębiorstwa z branży TSL – tylko 23% z nich.

    Jeśli chodzi o plany na resztę roku, sytuacja się odwraca. Najczęściej deklarują to firmy budowlane (30%), a najrzadziej przedsiębiorstwa usługowe – 18%. PIE zwrócił uwagę, że w usługach mniej niż co piąta firma planuje podnosić wynagrodzenia do końca 2026 roku, niezależnie od tego, czy na początku roku zwiększyła płace.

    Średnie wynagrodzenie rośnie, ale coraz wolniej

    Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2026 r. wyniosło 9652 zł. Oznacza to wzrost rok do roku o 5,7%.

    I tu pojawia się kluczowy trend: to tempo jest wolniejsze niż prognozowano (prognozy zakładały 6,3%) i stanowi spowolnienie w stosunku do lutego, kiedy wynosiło 6,1%. W lutym średnia płaca wyniosła 9212,13 zł.

    Ekonomiści ING komentują: „Na początku 2026 r. tempo wzrostu płac wyraźnie spadło w związku z mniejszym wzrostem ustawowej płacy minimalnej oraz mniej hojnymi podwyżkami w sektorze publicznym”.

    Dlaczego spowolnienie wzrostu płac to dobry znak?

    Tempo wzrostu płac w gospodarce to jedna z kluczowych danych dla Rady Polityki Pieniężnej przy podejmowaniu decyzji o poziomie stóp procentowych. Zbyt wysokie tempo napędza inflację.

    A teraz najważniejsze: w ostatnich dwóch latach tempo wzrostu płac w Polsce stopniowo hamuje. Pod koniec 2024 roku pożegnaliśmy dwucyfrowe tempo wzrostu płac. Dla porządku: jeszcze na początku 2024 roku dynamika średniego wynagrodzenia sięgała 12%, a w 2022 roku było to aż 15-16%.

    To hamowanie jest dobrą informacją dla gospodarstw domowych, firm i RPP, ponieważ pomaga w stabilizacji cen.

    O czym pamiętać, patrząc na te liczby?

    Przytoczone statystyki dotyczą sektora przedsiębiorstw, czyli firm zatrudniających co najmniej dziesięciu pracowników. Obejmują one około 40% wszystkich pracujących w polskiej gospodarce. Nie uwzględniają więc małych sklepów czy pracowników sektora publicznego, jak nauczyciele czy pielęgniarki.

    Dane te obejmują wynagrodzenie zasadnicze oraz dodatkowe składniki, takie jak premie, nagrody czy wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych. Są to dane nominalne, a dla portfela każdego z nas kluczowe jest to, jak ten wzrost ma się do aktualnej inflacji.

    Podsumowując: rynek pracy zwalnia, ale podwyżki wciąż są w planach wielu firm. Kluczowe jest jednak to, że rosną one w bardziej zrównoważonym tempie, co w dłuższej perspektywie służy całej gospodarce.

  • MFW bije na alarm: globalny dług publiczny zmierza do 100% PKB. Co to oznacza dla Twojego portfela?

    MFW bije na alarm: globalny dług publiczny zmierza do 100% PKB. Co to oznacza dla Twojego portfela?

    Czy światowe gospodarki finansują swoją obronność… kartą kredytową? Najnowsze raporty Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) malują niepokojący obraz finansów publicznych, w którym rosnące wydatki militarne i ogromne deficyty napędzają rekordowe zadłużenie.

    Rekordowa góra długu

    Globalny dług publiczny osiągnął w 2025 roku rekordowy poziom 111 bilionów dolarów. To ponad pięciokrotnie więcej niż w 2000 roku! Za ponad połowę tej astronomicznej sumy odpowiadają tylko dwa kraje: Stany Zjednoczone (38,3 bln USD) i Chiny (18,7 bln USD).

    „Globalna dynamika długu publicznego nie uległa istotnej poprawie w 2025 roku, a wybuch wojny na Bliskim Wschodzie dodał nowe źródło presji fiskalnej” – stwierdził MFW w swoim Monitorze Fiskalnym.

    Ale to nie koniec. Według Instytutu Finansów Międzynarodowych, światowe zadłużenie (publiczne i prywatne) może w latach 2025/2026 sięgnąć 348 bilionów dolarów.

    Wojna z deficytem: USA i Chiny pod ostrzałem

    MFW nie pozostawia złudzeń co do głównych winowajców. Globalny dług publiczny wzrósł w zeszłym roku do prawie 94% światowego PKB i jest na dobrej drodze, aby przekroczyć 100% do 2029 roku. Winne są głównie ogromne deficyty w USA, Chinach i Japonii.

    Stany Zjednoczone „odnotowują deficyt na poziomie 7–8% PKB, pomimo że funkcjonują niemal na pełnych obrotach, bez widocznego planu konsolidacji długu”. Obecna polityka fiskalna zmierza do osiągnięcia przez dług 142% PKB do 2031 roku. Dyrektor ds. Fiskalnych MFW, Rodrigo Valdés, mówi wprost: Waszyngton potrzebuje „wiarygodnego” planu, by zmniejszyć deficyt.

    Również Chiny stoją przed problemem. Oczekuje się, że relacja ich długu do PKB wzrośnie do 127%, ponieważ deficyt budżetowy kraju zwiększył się do prawie 8% PKB.

    Więcej armat, mniej masła?

    Tu pojawia się kluczowy mechanizm. Większość krajów pokrywa koszty zwiększonych wydatków na obronność, generując wyższy deficyt i zaciągając pożyczki. W trakcie typowego „boomu obronnego” aż dwie trzecie wydatków pochodzi z kredytów.

    MFW z niepokojem zauważył, że wiele rządów europejskich uruchomiło klauzule „wyjścia”, ograniczające ich zadłużanie się właśnie po to, by sfinansować gwałtowny wzrost wydatków na armię. Ostrzegł, że doprowadzi to do coraz trudniejszych kompromisów.

    Historia pokazuje, że w okresach konfliktów dług publiczny potrafi wzrosnąć średnio o 14 punktów procentowych PKB. A oszczędności szuka się często tam, gdzie boli najbardziej: w programach socjalnych, służbie zdrowia i edukacji.

    Rosnąca fala odsetek

    Im bardziej rządy się zadłużają, tym wyższe są koszty obsługi tego długu. To proste. Globalne płatności odsetkowe mają wzrosnąć do 2031 roku z obecnych ok. 3% do ok. 5% światowego PKB.

    Oznacza to, że coraz większa część wpływów podatkowych będzie przeznaczana na spłatę odsetek, a nie na inwestycje w opiekę zdrowotną, edukację czy emerytury. Problem zaostrzył się, odkąd banki centralne wstrzymały masowe zakupy obligacji, które wcześniej sztucznie podtrzymywały gospodarkę.

    Kto zapłaci rachunek?

    Prognozy mówią o 29 bilionach dolarów nowych pożyczek rządowych i korporacyjnych w 2026 roku – to mniej więcej dwa razy więcej niż dekadę wcześniej.

    Kraje rozwijające się stoją w obliczu szczególnej presji – wiele z nich wydaje już ponad 10% dochodów wyłącznie na spłatę odsetek od swojego zadłużenia.

    Valdés ostrzegł, że ryzyka kryzysów zadłużenia nie należy ignorować tylko dlatego, że rynki finansowe wciąż „są sprawne”. Zarówno USA, jak i Europa stają się coraz bardziej zależne od niestałych inwestorów, takich jak fundusze hedgingowe.

    MFW wzywa do działania. Dla krajów o największym zadłużeniu „szerokie lub ambitne zobowiązania” już nie wystarczą. Potrzebne są konkretne reformy, jak ograniczenie wydatków na systemy emerytalne i opiekę zdrowotną – co Fundusz zasugerował m.in. Francji, Finlandii i Portugalii.

    Pytanie, które stawia przed nami MFW, brzmi: jak długo można finansować bezpieczeństwo i rozwój za pomocą „karty kredytowej”, zanim rynki finansowe powiedzą „sprawdzam”?

  • Bliski Wschód vs. AI: Dwie siły, które dziś rządzą rynkami

    Bliski Wschód vs. AI: Dwie siły, które dziś rządzą rynkami

    Czy napięcia geopolityczne zdołają ostudzić gorączkę wokół sztucznej inteligencji? Nowy tydzień na rynkach finansowych to klasyczna walka strachu z chciwością, a inwestorzy muszą jednocześnie śledzić dwie równoległe historie.

    Z jednej strony – gorący punkt na mapie świata, czyli Cieśnina Ormuz. Z drugiej – gorący temat na Wall Street, czyli fundamenty gigantów technologicznych napędzających rynek. Oto co naprawdę się dzieje.

    Geopolityka studzi euforię?

    Wall Street rozpoczął tydzień bez impetu. Po serii rekordów na S&P 500 i Nasdaq 100, napięcia na Bliskim Wschodzie skutecznie studzą wcześniejszą euforię. Inwestorzy liczyli na stabilizację po piątkowym ogłoszeniu otwarcia Cieśniny Ormuz przez Iran, ale ruch ten okazał się krótkotrwały.

    Weekendowe fiasko negocjacji między Iranem a USA i ponowne zamknięcie szlaku wodnego szybko przywróciło niepewność.

    Na zamknięciu sesji S&P 500 stracił 0,24%, podczas gdy Nasdaq 100 zdołał wzrosnąć o 0,31%. Dow Jones zakończył dzień praktycznie bez zmian. Rynek pozostaje w zawieszeniu – nie ma jasności co do dalszych rozmów, a amerykańska blokada irańskich statków nadal obowiązuje.

    Ale jest istotne ale. Inwestorzy zaczynają reagować bardziej selektywnie. Zamiast panicznie śledzić każdy nagłówek, próbują ocenić realne ryzyko eskalacji. Droższa ropa podbija koszty i niepokój o inflację, ale sama w sobie nie przesądza już automatycznie o kierunku całego rynku akcji.

    Rotacja kapitału w akcji

    Na poziomie pojedynczych spółek widać wyraźną rotację. W szerokim sektorze technologicznym obraz jest nierówny. W grupie tzw. „Wspaniałej 7” na plusie utrzymały się tylko Apple i Nvidia. Meta Platforms wyraźnie traciła, spadając o 2,6%, a najsłabiej w Nasdaq 100 wypadł Intel, który oddał ponad 4%.

    Na tym tle wyróżnił się segment półprzewodników. Marvell Technology zyskał blisko 6% po doniesieniach, że Google prowadzi rozmowy o wspólnym rozwoju nowych chipów pod modele AI. To potwierdza kluczowy trend: uwaga kapitału przesuwa się w stronę fundamentów firm związanych z infrastrukturą AI.

    Dobre dane ze strony producentów półprzewodników są odczytywane jako potwierdzenie, że popyt na rozwiązania wykorzystywane w sztucznej inteligencji nie słabnie.

    DAX trzyma się mocno, Nasdaq na krawędzi

    Podczas gdy amerykańskie indeksy wahają się, europejski DAX utrzymuje strukturę wzrostową. W momencie analizy indeks znajdował się na poziomie 24.652 pkt., kontynuując trend zapoczątkowany po wybiciu powyżej 22.000 pkt.

    Kluczowym punktem odniesienia dla handlu intraday jest pivot point na 24.629 pkt.. Utrzymanie się powyżej tego poziomu otwiera drogę do testu 24.920 – 25.095 pkt..

    Zupełnie inną historię opowiada amerykański technologiczny indeks NQ. Kwotowany na poziomie 26.800 pkt. wykazuje oznaki skrajnego wyczerpania i jest w stanie wykupienia.

    Ryzyko gwałtownego odreagowania rośnie z każdą sesją bez korekty. Potwierdzają to wskaźniki: relacja VIX do VXV na poziomie 0,888 sugeruje optymizm, ale skew index przy 141,90 wysyła sygnały ostrzegawcze o wycenie ryzyka „grubego ogona”.

    Najbardziej klarownym scenariuszem wydaje się techniczne cofnięcie w stronę poziomów 26.580 pkt. lub nawet 26.420 pkt., które pozwoliłoby rynkowi „złapać oddech”.

    Na co patrzeć dalej?

    Podsumowując, rynek balansuje między dwoma biegunami. Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowym barometrem napięcia geopolitycznego, ale reakcje inwestorów są coraz bardziej wyważone.

    Prawdziwa gra rozgrywa się gdzie indziej – w sektorze technologicznym i wokół tematu AI. To fundamenty największych spółek i długoterminowe trendy wzrostowe związane ze sztuczną inteligencją będą w najbliższych dniach głównym motorem nastrojów. Nawet jeśli geopolityka dostarczy nowych nagłówków, kapitał już szuka stabilnego gruntu w twardych danych i perspektywach wzrostu.

    Czy to oznacza koniec zmienności? Bynajmniej. Ale pokazuje, że rynek dojrzewa i uczy się oddzielać krótkoterminowy szum od długoterminowych fundamentów. A to może być najważniejsza lekcja tego tygodnia.

  • Fed wstrzymuje oddech. Czy wojna z Iranem zrujnuje plany cięcia stóp procentowych?

    Fed wstrzymuje oddech. Czy wojna z Iranem zrujnuje plany cięcia stóp procentowych?

    Co się dzieje, gdy najpotężniejszy bank centralny świata patrzy na Bliski Wschód i widzi więcej pytań niż odpowiedzi? Ostatnie posiedzenie Rezerwy Federalnej pokazało, że geopolityka stała się kluczowym czynnikiem w polityce pieniężnej. I nie chodzi tu o drobne wahania, ale o fundamentalne decyzje, które mogą wpłynąć na portfele na całym świecie.

    Podczas marcowego posiedzenia w dniach 17-18 marca Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian w przedziale 3,50–3,75%. Tylko jeden z decydentów, Stephen Miran, opowiedział się za obniżką o 25 punktów bazowych. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków ankietowanych przez Bloomberg. Warto przypomnieć, że w obecnym cyklu luzowania Fed obniżył już stopy łącznie o 150 punktów bazowych.

    Dwustronne zagrożenie z Bliskiego Wschodu

    Ale to, co naprawdę przykuwa uwagę, to obawy wyrażone w protokole z posiedzenia. Przedstawiciele Fedu jasno wskazali, że ryzyka dla gospodarki USA płynące z konfliktu na Bliskim Wschodzie mają charakter dwustronny. Z jednej strony wojna w Iranie może napędzić wzrost inflacji, a z drugiej – prowadzić do pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Rozwój konfliktu może dodatkowo nasilić oba te zagrożenia.

    Jak wynika z protokołu, przedstawiciele Rezerwy Federalnej obawiają się potencjalnych konsekwencji wojny w Iranie dla gospodarki USA.

    Kluczowym czynnikiem ryzyka są oczywiście rosnące ceny ropy naftowej. Uczestnicy posiedzenia obawiają się, że wyższe koszty energii mogą ograniczyć siłę nabywczą gospodarstw domowych, zaostrzyć warunki finansowe i spowolnić wzrost gospodarczy, także poza Stanami Zjednoczonymi. W takim czarnym scenariuszu możliwe byłoby nawet uzasadnienie dalszych obniżek stóp procentowych.

    Inflacja vs. geopolityka: dylemat Fedu

    Tu pojawia się główny dylemat. Z jednej strony, wielu członków Fedu wskazuje, że utrzymująca się wysoka inflacja może wymagać podwyżek stóp procentowych. Wzrost cen energii może bowiem utrudnić powrót inflacji do celu wynoszącego 2%. Z drugiej strony, pogorszenie koniunktury z powodu kryzysu mogłoby uzasadniać cięcia.

    Decydenci podkreślają jednak, że na tym etapie jest zbyt wcześnie, by jednoznacznie ocenić wpływ wydarzeń geopolitycznych. Kluczowa jest elastyczność.

    Członkowie Fedu zgodnie zaznaczają, że w obecnych warunkach polityka pieniężna nie może być prowadzona według sztywnego planu.

    Choć część decydentów nadal zakłada przyszłe obniżki, ich moment może zostać przesunięty w czasie właśnie ze względu na utrzymującą się inflację i niepewność.

    Ostrzeżenie z Wall Street: nie śpieszcie się!

    Ten ton ostrożności znajduje potwierdzenie w głosach z sektora prywatnego. Prezes Wells Fargo, Charlie Scharf, otwarcie ostrzegł, że obniżenie stóp procentowych przed zakończeniem konfliktu z Iranem mogłoby być poważnym błędem. Jego zdaniem obecna sytuacja geopolityczna wciąż wiąże się z istotnym ryzykiem.

    Według Scharfa, wśród wielu uczestników rynku rośnie zgoda, że warto poczekać na rozwój wydarzeń. Niepewność geopolityczna przekłada się na wahania cen energii, inflację i zmienność na rynkach, co utrudnia przewidywanie skutków decyzji monetarnych.

    Co ciekawe, prezes Wells Fargo zauważa, że dotychczasowy wpływ konfliktu na gospodarkę USA pozostaje ograniczony. Wydatki konsumenckie wciąż rosną, zwiększając się o około 5–7% r/r. To ważny sygnał stabilności. Jednak wyższe ceny paliw już powodują zmiany w strukturze wydatków gospodarstw domowych, co w dłuższej perspektywie może wpłynąć na dynamikę wzrostu.

    Rynek pracy pod lupą, a przyszłość niepewna

    Wracając do protokołu Fedu: rynek pracy w USA pozostaje względnie stabilny, ale jest podatny na negatywne szoki. Większość uczestników marcowego posiedzenia ocenia, że ryzyko dla zatrudnienia jest „przechylone w dół”. Niskie tempo tworzenia nowych miejsc pracy sprawia, że nawet niewielkie pogorszenie koniunktury może przełożyć się na wzrost bezrobocia.

    Patrząc w przyszłość, członkowie Fedu zakładają obecnie bardzo stopniowe luzowanie polityki pieniężnej: po jednej obniżce stóp na koniec 2026 i 2027 roku oraz brak zmian w 2028 roku. To ostrożne podejście w obliczu góry niepewności.

    Najbliższe posiedzenie Rezerwy Federalnej zaplanowano na 27-28 kwietnia. To właśnie wtedy inwestorzy na całym świecie będą wytężać słuch, szukając kolejnych wskazówek. Czy Fed utrzyma kurs, czy może geopolityka wymusi zmianę planów? Na to pytanie odpowiedź poznamy już niebawem.

    Informacje pochodzą z analizy protokołu marcowego posiedzenia Fed oraz wypowiedzi prezesa Wells Fargo dla Comparic.pl.

  • Zondacrypto w ogniu śledztwa. 30 tys. poszkodowanych i zimny portfel wart 4,5 tys. bitcoinów

    Zondacrypto w ogniu śledztwa. 30 tys. poszkodowanych i zimny portfel wart 4,5 tys. bitcoinów

    Czy polska giełda kryptowalut ukrywała przed klientami gigantyczną dziurę w finansach? Właśnie to sprawdza prokuratura, a skala potencjalnej afery jest oszałamiająca.

    Prokuratura Regionalna w Katowicach oficjalnie wszczęła śledztwo w sprawie giełdy Zondacrypto. Sprawę prowadzą funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości z Wrocławia. Chodzi o podejrzenie wprowadzenia w błąd klientów co do możliwości zakupu i przechowywania kryptowalut oraz walut fiducjarnych, co miało doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia ich mieniem.

    „Właściciel giełdy przyznał, że od 2022 r. Zondacrypto nie miała dostępu do tzw. zimnego portfela, gdzie przechowywane miały być środki o wartości około 4500 bitcoinów, co zatajono przed klientami” — poinformowała prokuratura.

    Sprawa obejmuje zdarzenia na terenie całego kraju od 2022 roku. Podstawą do działania były zarówno zawiadomienia klientów, jak i medialne doniesienia o problemach z wypłatą środków. Prokurator Michał Binkiewicz podkreśla, że większość zgłoszeń dotyczy właśnie trudności z wypłatą zdeponowanych funduszy.

    Klucz do fortuny zaginął razem z „królem kryptowalut”

    Tu sprawa robi się naprawdę mroczna. Kluczowym problemem jest brak dostępu do portfela z 4,5 tys. bitcoinów. Klucze do niego miał posiadać Sylwester Suszek, znany jako „król kryptowalut”, założyciel poprzedniczki Zondacrypto – giełdy BitBay.

    Suszek zaginął w marcu 2022 roku w tajemniczych okolicznościach. Miał wówczas 33 lata. Ostatni raz widziano go w firmie paliwowej w Czeladzi, należącej do Mariana W. Co ciekawe, w dniu jego zaginięcia na terenie bazy paliwowej przestały działać kamery monitoringu. W śledztwie dotyczącym zaginięcia Suszka Marianowi W. postawiono już zarzut pozbawienia wolności.

    Instytucje rozkładają ręce. Gdzie szukać pomocy?

    Premier Donald Tusk stwierdził, że poszkodowanych może być nawet 30 tysięcy osób. Co w tej sytuacji mogą zrobić klienci? Odpowiedź instytucji nadzoru jest jasna, ale mało pocieszająca.

    Komisja Nadzoru Finansowego wskazuje, że zgodnie z obecnymi przepisami nie jest właściwym organem w sprawie giełd kryptowalut, ponieważ nie nadzoruje ich działalności. Jacek Barszczewski, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej KNF, wyjaśnia: „W każdym przypadku, jeżeli działania podmiotu noszą znamiona przestępstwa, należy złożyć zawiadomienie do odpowiednich organów ścigania, w tym zakresie właściwe są Policja i Prokuratura

    KNF przypomina, że od dawna ostrzegał przed ryzykami związanymi z kryptowalutami, w tym ich spekulacyjnym charakterem i zaangażowaniem w przedsięwzięcia oszukańcze.

    Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi od 31 stycznia 2025 roku postępowanie wyjaśniające wobec operatora serwisu. Do tej pory otrzymał ponad 200 sygnałów, z czego prawie wszystkie wpłynęły w ciągu ostatnich dwóch tygodni. UOKiK zwraca jednak uwagę, że sprawa może wykraczać poza jego mandat.

    „Pojawiające się wątki dotyczą nie tylko ewentualnego wprowadzania w błąd, ale przede wszystkim możliwego oszustwa, nieprawidłowego dysponowania środkami, procederu prania pieniędzy czy niewyjaśnionego wciąż zaginięcia założyciela Zondacrypto. Tego rodzaju kwestie wykraczają daleko poza mandat UOKiK” – podkreśla Urząd.

    Co robić? Prokuratura wydaje jasny apel

    Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach, prokurator Michał Binkiewicz, apeluje do wszystkich pokrzywdzonych, aby zgłaszali się do najbliższych prokuratur i jednostek policji. Wszystkie zawiadomienia mają trafić do katowickiej prokuratury.

    Dodatkowo, Koalicja Obywatelska na Podkarpaciu uruchomiła specjalną stronę internetową i system bezpłatnej pomocy osobom poszkodowanym. Pomoc skierowana jest do mieszkańców Podkarpacia, ale też osób z całego kraju.

    Tymczasem śledztwo nabiera tempa, a sieć powiązań się zagęszcza. Marian W., poza zarzutami związanymi z zaginięciem Suszka, jest oskarżony o kierowanie międzynarodową grupą przestępczą zajmującą się wyłudzeniami podatku VAT i nielegalnym obrotem paliwami na kwotę blisko 1,3 mld zł. Akt oskarżenia przeciwko niemu i pięciu innym osobom trafił już do sądu.

    Sprawa Zondacrypto to nie tylko problem z wypłatami. To potencjalnie jedna z największych afer finansowych ostatnich lat, z zaginięciem, zimnym portfelem i siecią powiązań kryminalnych w tle. Klienci giełdy muszą uzbroić się w cierpliwość – droga do odzyskania środków dopiero się zaczyna.