Blog

  • Ropa poniżej 80 dolarów. Umowa USA–Iran otwiera cieśninę Ormuz

    Ropa poniżej 80 dolarów. Umowa USA–Iran otwiera cieśninę Ormuz

    Cena ropy Brent po raz pierwszy od trzech miesięcy spadła poniżej 80 dolarów za baryłkę. Wtorkowa sesja przyniosła gwałtowną wyprzedaż – benchmark globalny tracił prawie 4% i oscylował w okolicach 79,61 dol., kierując się w stronę najdłuższej serii spadków w tym roku. Załamanie wywołały dwa czynniki: zapowiedź tymczasowego porozumienia między USA a Iranem oraz deklaracja natychmiastowego otwarcia cieśniny Ormuz.

    Amerykańsko-irański przełom

    W piątek 19 czerwca w Szwajcarii ma dojść do oficjalnego podpisania kilkunastopunktowego memorandum między Waszyngtonem a Teheranem. Prezydent Donald Trump ogłosił, że nakazał natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz i zakończenie blokady irańskich portów. Na platformie Truth Social napisał: „Statki świata, uruchomcie silniki. Niech ropa popłynie!”.

    Już w poniedziałek rynek zareagował błyskawicznie – ropa WTI z dostawą na lipiec kosztowała 80,61 dol. (-5,03%), a Brent z dostawą na sierpień 83,33 dol. (-4,58%). To najniższe wyceny od marca.

    Banki tną prognozy

    Wiodące instytucje z Wall Street obniżyły swoje prognozy. Morgan Stanley spodziewa się, że średnia cena Brent w III kwartale wyniesie 90 dol. (poprzednio 100 dol.), a w IV kwartale spadnie do 80 dol. (obniżka o 15 dol.). Goldman Sachs zakłada, że eksport z Zatoki Perskiej osiągnie poziom sprzed wojny do końca lipca – miesiąc wcześniej niż wcześniej przewidywano. Średnia cena Brent w IV kwartale według Goldman Sachs to 80 dol., czyli o 10 dol. mniej niż poprzednie prognozy.

    Analitycy Morgan Stanley piszą: „Wiele kwestii pozostaje do negocjacji, a kluczowe ryzyka nadal istnieją, ale na razie jest to kluczowy krok w kierunku deeskalacji konfliktu i zwiększenia eksportu ropy przez cieśninę Ormuz. Do września przewidujemy powrót 50% produkcji, a do grudnia 80%”.

    RBC Capital Markets zachowuje ostrożność – według nich osiągnięcie poziomów dostaw sprzed wojny zajmie miesiące.

    Eksperci studzą optymizm

    Mimo pozytywnych sygnałów wiele przeszkód pozostaje nierozwiązanych. Cieśnina została zaminowana, co oznacza, że żegluga będzie początkowo możliwa jedynie dwoma wąskimi korytarzami. Usunięcie min może potrwać tygodnie. Do tego dochodzi niedobór tankowców gotowych do załadunku, wysokie koszty ubezpieczeń i obawy przed ponowną eskalacją.

    Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego, ocenia, że normalizacja dostaw cieśniną Ormuz to perspektywa nawet początku 2027 roku. „Rynek od tygodni dyskontował perspektywę zbliżającego się końca wojny. Zakładając kontynuację deeskalacji, ropa powinna stopniowo tanieć, lecz potencjał spadkowy się wyczerpuje” – mówi. Bujak widzi realną obniżkę do ok. 75 dol. za baryłkę, ale skalę przeceny będzie ograniczać niepełne wznowienie żeglugi i sezonowy wzrost popytu.

    Dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw, studzi emocje: „O trwałej zmianie można będzie mówić dopiero wtedy, gdy porozumienie zostanie wdrożone, a jego skutki dla podaży ropy będą widoczne w praktyce”.

    Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, przypomina, że poprzednie kryzysy z lat 1990 i 2022 pokazują, iż „najgorsze już dawno powinniśmy mieć za sobą i trend pozostaje spadkowy”. Zastrzega jednak, że dopóki fizyczny rynek jest napięty, ceny nie powinny spaść poniżej 78–80 dol.. Jego zdaniem pełne przywrócenie żeglugi w cieśninie Ormuz nie będzie możliwe w najbliższym czasie; w optymistycznym scenariuszu może nastąpić na przełomie 2026 i 2027 roku.

    Co dalej?

    Ceny ropy są już prawie 30% niższe od tegorocznego szczytu, gdy Brent kosztował 126 dol.. Nadal jednak brakuje konkretów co do wdrożenia umowy – kwestie bezpieczeństwa żeglugi, zasad korzystania z cieśniny oraz odpłatności za przepływ pozostają niejasne. Przedstawiciele sektora energetycznego Zatoki Perskiej przyznają, że zostali zasypani pytaniami od kupujących, ale armatorzy potrzebują większej jasności, zanim podejmą ryzyko. Tymczasem awaryjne dostawy ropy naftowej dla USA osiągnęły właśnie najniższy poziom od 1983 roku – wynika z poniedziałkowych danych.

    Jak podkreślają eksperci, nawet przy optymistycznym scenariuszu rynek może wejść w okres nadpodaży. IEA prognozowała jeszcze jesienią 2025 roku, że w 2026 r. nadwyżka może sięgnąć 4 mln baryłek dziennie. Wszystko sprowadza się do jednego: ile potrwa, zanim ropa popłynie szerokim strumieniem. A na to pytanie na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

  • Kredyty mieszkaniowe wciąż na fali. Maj z kolejnym wzrostem, ale eksperci studzą emocje

    Kredyty mieszkaniowe wciąż na fali. Maj z kolejnym wzrostem, ale eksperci studzą emocje

    Polacy nie przestają brać kredytów na mieszkania. Maj przyniósł kolejny solidny wzrost liczby wniosków, a średnia kwota pożyczki utrzymuje się powyżej pół miliona złotych. Analitycy wskazują jednak, że euforia z marca może być już za nami, a na horyzoncie widać stabilizację.

    Ponad 45 tysięcy wniosków w maju

    Z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) wynika, że w maju 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 45,1 tysiąca osób. To wynik o 17% lepszy niż w maju 2025 roku i o 6,7% wyższy niż w kwietniu tego roku. Średnia kwota, o jaką wnioskowali klienci, wzrosła o 8,1% rok do roku, osiągając poziom 505,6 tysiąca złotych. To już trzeci miesiąc z rzędu, gdy wartość ta przekracza pół miliona złotych, niewiele ustępując rekordowemu marcowi (506,4 tys. zł). Łączna wartość wszystkich zapytań kredytowych była wyższa aż o 33% w porównaniu z majem ubiegłego roku.

    Refinansowanie napędza rynek

    Wzrost popytu to nie tylko efekt zakupu nowych mieszkań. Coraz większą rolę odgrywa refinansowanie – czyli zastępowanie starych, droższych kredytów nowymi, na korzystniejszych warunkach. Jak szacuje BIK, refinansowanie stanowi już około 30% nowej akcji kredytowej. To zjawisko, które widać było już w danych za pierwszy kwartał 2026 roku. Z raportu AMRON-SARFiN wynika, że udział kredytów refinansowych wzrósł wtedy z 8% rok wcześniej do 28%. Sprzyjały temu niższe stopy procentowe – według NBP średnie oprocentowanie nowych hipotek spadło do 5,97%, czyli o ponad 1,5 punktu procentowego rok do roku.

    Eksperci: czeka nas stabilizacja, nie spadek

    Mimo utrzymującego się wysokiego popytu, główny analityk Grupy BIK, Waldemar Rogowski, spodziewa się w najbliższych miesiącach stabilizacji liczby wnioskodawców na poziomie 40-45 tysięcy.

    „O dobrym popycie na kredyty świadczy większa o blisko 17% rok do roku liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w maju. Dynamika ta jednak z miesiąca na miesiąc będzie spadała, co jest bezpośrednio związane z efektem bazy” – wyjaśnia Rogowski.

    Analityk dodaje, że za wartość majowego odczytu BIK Indeksu Popytu odpowiadają dwa czynniki: rosnąca liczba wnioskujących i rosnąca kwota kredytu. Ponieważ w kolejnych miesiącach większy wpływ na indeks będzie miała liczba wnioskodawców, która prawdopodobnie utrzyma się w przedziale 40-45 tysięcy, wartość indeksu będzie spadać. Jak podkreśla Rogowski, nie będzie to jednak oznaczać pogorszenia koniunktury na rynku.

    Rekordowy kwartał za nami

    Majowe dane wpisują się w bardzo dobry trend z początku roku. W pierwszym kwartale 2026 roku banki z zestawienia „Pulsu Biznesu” udzieliły hipotek o łącznej wartości 30,46 mld zł, co oznacza wzrost o 12% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Liczba udzielonych kredytów wzrosła o 8,9%, do 44,1 tysiąca sztuk. Pełne dane AMRON-SARFiN są jeszcze wyższe – w całej Polsce zawarto ponad 73 tysiące umów kredytowych o wartości 33,4 mld zł, co oznacza wzrost rok do roku odpowiednio o 52% i 64%.

    Liderem rynku pod względem wartości udzielonych kredytów był PKO BP z wynikiem 10,56 mld zł, co stanowi około jednej trzeciej całego rynku. Za nim uplasowały się ING Bank Śląski (5,94 mld zł) i mBank (3,92 mld zł). Pod względem liczby udzielonych kredytów prowadził ING (13,7 tys.), przed mBankiem (7,4 tys.) i Pekao (6,5 tys.).

    Co dalej?

    Eksperci zwracają uwagę, że popyt na kredyty mieszkaniowe wciąż napędzają rosnąca zdolność kredytowa Polaków, będąca efektem niższych stóp procentowych i wzrostu wynagrodzeń (w kwietniu 2026 roku wzrost o 6,6% rok do roku). Z drugiej strony, dane AMRON-SARFiN pokazują, że ożywieniu po stronie popytu nie towarzyszy podobny entuzjazm deweloperów – w pierwszym kwartale rozpoczęto budowę zaledwie 30,9 tysiąca mieszkań, o ponad 15% mniej niż rok wcześniej. To najsłabsze otwarcie roku od 2023 roku. W najbliższych miesiącach kluczowe będzie obserwowanie, czy popyt utrzyma się na stabilnym poziomie 40-45 tysięcy wniosków miesięcznie, co prognozuje BIK.

  • Permira szykuje gigantyczny pakiet akcji Allegro. Czy to koniec rajdu?

    Permira szykuje gigantyczny pakiet akcji Allegro. Czy to koniec rajdu?

    Notowania Allegro od marca sypały rekordami, a kurs wystrzelił o ponad 35%. Właśnie w tym momencie jeden z największych inwestorów – fundusz Permira – ogłasza plany sprzedaży potężnego pakietu akcji za pomocą przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB). Operacja może rzucić na rynek blisko 131 mln walorów, co grozi krótkoterminową korektą. Czy hossa wytrzyma to uderzenie?

    35% w trzy miesiące – kurs Allegro w szampańskim nastroju

    Od 24 marca 2026 roku notowania Allegro wzrosły z 25,64 zł do 34,76 zł na połowę czerwca, co daje wzrost o 35,56% – dynamika, która robi wrażenie. Ten ruch odbywał się w ramach widocznego, trwającego trzy miesiące kanału wzrostowego. Z punktu widzenia analizy technicznej na wykresie uformowała się bycza formacja „filiżanka z uszkiem”, a notowania są o krok od sygnału „złotego krzyża” – przecięcia średniej 50-dniowej z 200-dniową od dołu. Zjawisko to bywa uznawane przez inwestorów za sygnał do kontynuacji wzrostów. Co więcej, kurs kilkukrotnie odbił się od oporu w rejonie 35,81 zł, co wskazuje na istotną barierę podażową. Właśnie w tym newralgicznym momencie nadciąga informacja o potencjalnej wyprzedaży ze strony Permiry.

    Permira szykuje ABB – 131 mln akcji na sprzedaż

    Fundusz Permira, jeden z głównych akcjonariuszy Allegro od czasów przed debiutem giełdowym, rozpoczął proces sprzedaży około 131 mln akcji spółki. Transakcja prowadzona jest w formule przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB). Za jej przeprowadzenie odpowiadają renomowane instytucje: BofA Securities, Morgan Stanley oraz PKO BP Securities. Ich udział gwarantuje profesjonalne przeprowadzenie procesu wśród inwestorów instytucjonalnych. Transakcja oznacza kolejny etap wychodzenia inwestora z jednej z największych spółek z GPW.

    Wielkość oferty jest znacząca – przy całkowitej liczbie wyemitowanych akcji Allegro wynoszącej około 1,06 mld, pakiet może stanowić ponad 12% kapitału spółki. Taka podaż niemal natychmiast wpływa na równowagę popytu i podaży. Proces ten, prowadzony w formule ABB, jest operacją o dużej skali – na rynek może trafić pakiet stanowiący ponad 12% wszystkich akcji. W ABB oferta zazwyczaj zawiera dyskonto względem bieżącej ceny rynkowej, aby zachęcić fundusze do szybkiego zakupu tak dużej partii. To właśnie wysokość tego dyskonta będzie kluczowa dla dalszych notowań.

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Kluczowe znaczenie będzie miała ostateczna cena sprzedaży i poziom zdyskontowania. Jeśli dyskonto będzie niewielkie (np. około 5%, czyli cena blisko 32 zł), a księga popytu zapełni się szybko, rynek może odebrać to jako sygnał siły i dowód zainteresowania instytucji. Z kolei głębokie dyskonto może wywołać reakcję łańcuchową i sprowadzić notowania do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego w okolicy 32,70 zł, a w pesymistycznym scenariuszu nawet do wsparcia 30,32 zł.

    Warto podkreślić, że sama sprzedaż przez Permirę nie zmienia sytuacji operacyjnej ani perspektyw biznesowych Allegro. To kolejny etap stopniowego wychodzenia funduszu z inwestycji – proces trwający od lat. Inwestorzy będą analizować, czy to jednorazowa operacja, czy pierwszy krok w serii dalszych dezinwestycji. Jeśli uzna się to za jednorazowy „overhang” podaży, kurs może szybko powrócić do trendu wzrostowego.

    Allegro zmierza do pełnego free floatu

    Według danych Bloomberga na 12 czerwca w wolnym obrocie znajdowało się już około 1,01 mld akcji (z 1,06 mld wyemitowanych). Sprzedaż pakietu Permiry może doprowadzić do sytuacji, w której 100% akcji będzie dostępne dla inwestorów na rynku publicznym. To istotna zmiana z punktu widzenia struktury właścicielskiej spółki. Pełny free float zazwyczaj zwiększa płynność obrotu i może przyciągać dodatkowe zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych. Permira od lat sukcesywnie zmniejsza swój udział, a obecna sprzedaż to kolejny krok w tym procesie.

    Notowania Allegro w ciągu ostatniego miesiąca (do dnia ogłoszenia) wzrosły o 12,6%. Na obecnym etapie nie podano jednak ceny sprzedaży ani szczegółowego harmonogramu oferty. Dla uczestników rynku kluczowe znaczenie będzie miała informacja o ewentualnym dyskoncie względem aktualnego kursu giełdowego oraz poziomie zainteresowania inwestorów instytucjonalnych.

    Przyszłość kursu zależy od tego, jak inwestorzy zareagują na ostateczne warunki ABB. Czy po tej operacji kurs szybko wróci do trendu wzrostowego, czy też przecena okaże się głębsza? Odpowiedź poznamy w najbliższych dniach, gdy księga popytu zostanie zamknięta.

  • Deficyt budżetowy po maju sięgnął 108,2 mld zł. Ponad 19 mld zł w miesiąc

    Deficyt budżetowy po maju sięgnął 108,2 mld zł. Ponad 19 mld zł w miesiąc

    Deficyt budżetowy po maju – 108,2 mld zł

    W poniedziałek 15 czerwca Ministerstwo Finansów opublikowało szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa po maju 2026 roku. Deficyt budżetowy wyniósł 108 mld 214,2 mln zł – to wzrost o prawie 19 mld zł w porównaniu z kwietniem, gdy deficyt sięgał 89 mld 294,3 mln zł. W ciągu jednego miesiąca budżetowa dziura powiększyła się o 18,9 mld zł.

    W okresie od stycznia do maja 2026 roku dochody budżetu państwa wyniosły 233 mld 328,2 mln zł, a wydatki – 341 mld 542,4 mln zł. Oznacza to, że w ciągu pięciu miesięcy wydano o ponad 108,2 mld zł więcej, niż wpłynęło do budżetu. Na dochody podatkowe przypadło nieco ponad 201,9 mld zł, co stanowi 36,4% rocznego planu tych dochodów.

    Dochody i wydatki na tle planu rocznego

    Z szacunków MF wynika, że dochody ogółem zrealizowano w 36,1% kwoty zaplanowanej na cały rok, która wynosi 647,2 mld zł. Wydatki budżetowe zrealizowano natomiast w 37,2% rocznego budżetu opiewającego na 918,94 mld zł. Ustawa budżetowa na 2026 rok przewiduje maksymalny deficyt w wysokości 271,74 mld zł. Po pięciu miesiącach wykorzystano już prawie 40% tego limitu – dokładnie 39,8% (108,2 mld zł).

    Resort finansów podał także, że dochody podatkowe po maju wyniosły 201,9 mld zł, co stanowi 36,4% planu na cały rok. Oznacza to, że tempo realizacji dochodów podatkowych jest nieco wyższe niż ogólnych dochodów (36,1%), ale nadal niższe niż w przypadku wydatków (37,2%).

    Tempo wydatków wyższe niż dochodów

    Z danych MF wynika, że po pięciu miesiącach 2026 roku wydatki budżetowe zostały zrealizowane w 37,2% planu, podczas gdy dochody sięgnęły 36,1%. Oznacza to, że strona wydatkowa rośnie szybciej niż strona dochodowa. W praktyce przekłada się to na systematyczny wzrost deficytu – z 69,6 mld zł w marcu, przez 89,3 mld zł w kwietniu, do 108,2 mld zł w maju. W samym kwietniu deficyt wzrósł o 19,7 mld zł, a w maju o 18,9 mld zł.

    Deficyt rośnie z miesiąca na miesiąc

    Dane resortu finansów pokazują systematyczny wzrost deficytu w 2026 roku:

    • po marcu – 69,6 mld zł,
    • po kwietniu – 89 mld 294,3 mln zł,
    • po maju – 108 mld 214,2 mln zł.

    Porównując marzec i maj, deficyt wzrósł o ponad 38,6 mld zł (z 69,6 do 108,2 mld zł). Oznacza to, że w ciągu dwóch miesięcy (kwiecień–maj) budżetowa dziura powiększyła się o blisko 38,6 mld zł. Przy tym sam maj przyniósł wzrost o 18,9 mld zł, a kwiecień o 19,7 mld zł. Tempo przyrostu deficytu utrzymuje się na zbliżonym poziomie.

    Resort finansów opublikował szacunkowe dane w poniedziałek, nie podając szczegółowych prognoz na kolejne miesiące. Po maju deficyt budżetowy sięgnął 108,2 mld zł, co stanowi prawie 40% dopuszczalnego limitu na cały 2026 rok (271,74 mld zł). Dalsze wykonanie budżetu będzie zależeć od realizacji dochodów i wydatków w kolejnych miesiącach.

  • TikTok Shop startuje w Polsce. Zakupy bez klikania w wyszukiwarkę

    TikTok Shop startuje w Polsce. Zakupy bez klikania w wyszukiwarkę

    W poniedziałek 15 czerwca TikTok oficjalnie włączył w Polsce swoją platformę zakupową TikTok Shop. Tym samym aplikacja znana dotąd z krótkich filmów i transmisji na żywo zamienia się w pełnoprawny kanał sprzedażowy, w którym to algorytm, a nie użytkownik, decyduje, co można kupić.

    TikTok Shop wystartował tego samego dnia także w Austrii, Belgii i Holandii – to czwarta fala europejskiej ekspansji firmy ByteDance. Wcześniej funkcja działała już w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech i Irlandii. Rejestracja polskich sprzedawców ruszyła dwa tygodnie wcześniej, 1 czerwca.

    Cztery sposoby na zakupy w aplikacji

    Zakupy w TikTok Shop można robić na cztery sposoby. Pierwszy to krótkie filmy w sekcji „Dla Ciebie” – marki i twórcy oznaczają w nich produkty, a kliknięcie przenosi do oferty. Drugi to interaktywne transmisje LIVE, w których prowadzący prezentuje towary na żywo i odpowiada na pytania widzów. Trzeci kanał to profile marek, które pełnią funkcję osobnych wirtualnych witryn w obrębie aplikacji. Czwarty to dedykowana zakładka Shop w głównym menu.

    Platforma postawiła na BLIK jako główną metodę płatności, a do tego akceptuje karty, Apple Pay i Google Pay. Po stronie logistyki TikTok Shop współpracuje z InPostem, DPD i GLS. Dostawy na terenie kraju mają trwać nie dłużej niż cztery dni robocze. Jak zwracał uwagę Adam Zaorski, odpowiedzialny za uruchomienie TikTok Shop w Polsce, wybór BLIK-a i InPostu jako partnerów startowych to świadoma decyzja, która ma budować zaufanie użytkowników do nowego modelu zakupów.

    Ile zapłacą sprzedawcy? Promocyjna prowizja na start

    Warunki finansowe dla sprzedawców wzbudzają największe zainteresowanie. Standardowa stawka prowizji w TikTok Shop wynosi 9% od każdej transakcji, a w kategorii elektronika 7%. To stawki rynkowe, ale platforma sięgnęła po agresywny ruch marketingowy – firmy, które dołączą jako pierwsze, przez pierwsze 90 dni płacą zaledwie 2% prowizji, czyli niemal pięciokrotnie mniej niż standardowo. Wśród marek modowych i kosmetycznych dostępnych od pierwszego dnia znalazły się Reserved, Sinsay, Mohito, Modivo, Rossmann i Eveline Cosmetics. Elektronikę reprezentują Samsung i MediaMarkt.

    Twórcy też zarobią – wystarczy 1,5 tys. obserwujących

    Drugim filarem modelu jest sieć afiliacyjna dla twórców. Do programu afiliacyjnego mogą dołączyć twórcy, którzy przeszli weryfikację i mają aktywne konto z przynajmniej półtora tysiąca obserwujących. Oznacza to, że na sprzedaży mogą zarabiać nie tylko najwięksi influencerzy, ale też mniejsi twórcy z lokalnymi, zaangażowanymi społecznościami.

    Dla polskich sprzedawców platforma uruchomiła także program „Sell Across Europe” – pozwala on dotrzeć do klientów w wielu krajach UE w ramach jednego procesu rejestracji. Oznacza to, że przedsiębiorca z Polski może oferować produkty użytkownikom we Francji, Niemczech, Włoszech i innych rynkach, gdzie TikTok Shop już działa.

    Skala zjawiska: 14,2 mln polskich użytkowników i 100 tys. sprzedawców w UE

    Potencjał nowego kanału jest ogromny. TikTok deklaruje, że w Polsce korzysta z niego ponad 14,2 mln osób – więcej niż czyta największe polskie portale informacyjne. W całej Unii Europejskiej platforma skupia już blisko 100 mln aktywnych użytkowników i ponad 100 tys. sprzedawców. Globalne wyniki TikTok Shop również robią wrażenie: w 2025 r. wygenerował 64,3 mld dolarów wartości towarów (GMV), co oznaczało wzrost o 94% rok do roku, a prognozy na 2026 r. mówią o 112 mld dolarów.

    Wartość polskiego rynku e-commerce w 2025 r. sięgnęła niemal 92 mld zł, a prognozy na 2026 r. zakładają wzrost o 7%. TikTok Shop wchodzi w niego nie jako kolejny marketplace, ale jako platforma oferująca model „content-first”, w którym zakupy są efektem oglądania rozrywki, a nie planowanego wyszukiwania. Czy to początek końca dominacji Allegro? Na razie gigant z chińskimi korzeniami stawia na szybkie budowanie zaufania i niskie prowizje, a polscy konsumenci mogą testować nowy sposób robienia zakupów bez opuszczania ulubionej aplikacji.

  • Polskie gminy się kurczą. OECD: czas porzucić iluzję wzrostu

    Polskie gminy się kurczą. OECD: czas porzucić iluzję wzrostu

    Blisko 80% polskich gmin traci mieszkańców, a w najmniejszych wiejskich samorządach odsetek ten sięga 84%. Od końca 2020 roku Polska straciła już ponad milion mieszkańców, a prognozy GUS są bezlitosne: do 2040 roku liczba ludności spadnie w 1978 samorządach. Tylko 499 gmin ma szansę utrzymać lub zwiększyć populację. Eksperci OECD mówią wprost – czas przestać walczyć z demografią i zacząć się do niej dostosowywać.

    OECD: adaptacja zamiast odwracania trendu

    Podczas konferencji Fundacji Mission Possible i Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA głos zabrał Marc Bournisien de Valmont, koordynator projektu „Shrinking Smartly and Sustainably” z OECD. Jego przesłanie było jasne:

    Regiony dotknięte depopulacją nie powinny skupiać się wyłącznie na próbach odwrócenia trendu. Muszą aktywnie dostosowywać się do nowych warunków, zapewniając dostęp do wysokiej jakości usług i poprawiając jakość życia mieszkańców.

    Ekspert podkreślił, że kluczowe jest utrzymanie wysokiej jakości życia przy mniejszej liczbie ludności, efektywne wykorzystanie infrastruktury oraz racjonalizacja wydatków publicznych. W krajach OECD takich jak Finlandia, Portugalia, Hiszpania czy Czechy wdraża się już konkretne rozwiązania: dostosowanie transportu publicznego, planowanie przestrzenne ograniczające rozlewanie się miast, rewitalizację pustostanów oraz nowe modele współpracy między samorządami.

    Uderzenie w rynek pracy i finanse lokalne

    Zmiany demograficzne to nie tylko puste ulice – to realny cios w lokalne budżety i rynek pracy. Od 2010 roku liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce spadła o ponad 3 mln, mimo że liczba cudzoziemców zarejestrowanych w ZUS przekroczyła 1,3 mln. Bank Gospodarstwa Krajowego prognozuje, że do 2060 roku problem będzie dotyczył 95% polskich gmin, a skala spadku osób w wieku produkcyjnym może sięgnąć około 30%.

    Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Possible, zwraca uwagę na długoterminową perspektywę:

    Przez lata w debacie publicznej dominowało przekonanie, że kryzys demograficzny można stosunkowo łatwo odwrócić. Dziś wiemy, że konieczne jest przygotowanie gmin i powiatów na długoterminową zmianę. Potrzebujemy rozwiązań, które pozwolą utrzymać wysoką jakość życia, nawet przy mniejszej liczbie mieszkańców.

    Podwójne wyzwanie: depopulacja i transformacja energetyczna

    W regionach węglowych problem jest szczególnie złożony. Depopulacja i transformacja energetyczna zachodzą tam równocześnie, a eksperci ostrzegają, że Polska popełnia błąd traktując je jako odrębne wyzwania. Paweł Pomian, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, ocenił, że największym zagrożeniem dla tych regionów jest prowadzenie transformacji w taki sposób, jakby liczba mieszkańców miała stale rosnąć, podczas gdy w rzeczywistości jest ich z roku na rok mniej.

    Jego zdaniem regiony węglowe – takie jak Wałbrzych, Bogatynia czy Konin – są dziś poligonem doświadczalnym dla całej Polski. To, co dzieje się tam teraz, stanie się codziennością setek innych gmin. Sprawiedliwa transformacja musi więc odpowiadać nie tylko na pytanie o nowe miejsca pracy po odejściu od węgla, ale przede wszystkim o to, kto będzie mieszkał w tych regionach za 10, 20 i 30 lat.

    Co dalej?

    Dyskusja o zarządzaniu depopulacją dopiero się rozpędza. Kolejnym krokiem są warsztaty w Krakowie 19 czerwca, podczas których samorządowcy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej będą wymieniać doświadczenia. Eksperci OECD przekonują, że regiony, które wcześnie dostosują się do zmian demograficznych, mogą zachować dobrobyt i odporność nawet w obliczu kurczącej się populacji. Pytanie, czy polskie samorządy – i ich mieszkańcy – są gotowi porzucić iluzję wzrostu i zacząć działać w nowej rzeczywistości.

  • Inflacja w Niemczech spada, ale Bundesbank ostrzega przed „szokiem cen energii”

    Inflacja w Niemczech spada, ale Bundesbank ostrzega przed „szokiem cen energii”

    Najnowsze dane zza Odry przynoszą mieszane sygnały. Z jednej strony roczna inflacja w Niemczech w maju wyhamowała, z drugiej – Bundesbank znacząco obniża prognozy wzrostu gospodarczego i ostrzega, że konflikt na Bliskim Wschodzie wciąż napędza ceny energii.

    Inflacja w dół, ale usługi wciąż drogie

    Federalny Urząd Statystyczny (Destatis) potwierdził wstępne dane: roczna stopa inflacji CPI w Niemczech wyniosła w maju 2,6%. To spadek w porównaniu z kwietniem (2,9%) i marcem (2,7%). W ujęciu miesięcznym ceny konsumpcyjne spadły o 0,2%.

    – Stopa inflacji w maju 2026 r. była nieco niższa niż w poprzednich miesiącach. Ceny energii utrzymywały się na wysokim poziomie w wyniku wojny z Iranem, chociaż obniżka podatku od paliw silnikowych, obowiązująca od początku maja, prawdopodobnie miała wpływ hamujący na wzrost cen – skomentowała Ruth Brand, prezes Destatis.

    Zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP) wyniósł w maju 2,7% rok do roku, również notując spadek o 0,1% w porównaniu z poprzednim miesiącem. Inflacja bazowa, czyli po wyłączeniu cen żywności i energii, ukształtowała się na poziomie 2,5%.

    Energia wciąż pod presją

    Ceny produktów energetycznych wzrosły w maju o 6,6% rok do roku. To jednak wyraźnie mniej niż w kwietniu, gdy wzrost sięgał 10,1%. Za spowolnienie odpowiada głównie tymczasowa obniżka podatku energetycznego od benzyny i oleju napędowego, która weszła w życie 1 maja. Mimo to paliwa silnikowe były w maju o 18% droższe niż rok wcześniej – w kwietniu różnica wynosiła 26,2%.

    Najbardziej dotkliwy wzrost odnotowano w przypadku oleju opałowego, którego cena poszybowała w górę o 47,9% w porównaniu z majem 2025 r. Na szczęście dla gospodarstw domowych, energia elektryczna była tańsza o 5%, gaz ziemny o 2,9%, a ogrzewanie sieciowe o 0,9%.

    Żywność: jaja w górę, masło w dół

    Ceny żywności wzrosły w maju zaledwie o 0,4% rok do roku, ale w poszczególnych kategoriach widać ogromne różnice. Znacznie droższe niż przed rokiem były jaja (+14,6%), ryby i owoce morza (+3,7%) oraz owoce (+3,2%). Z kolei konsumenci odetchnęli przy zakupie tłuszczów i olejów jadalnych, które potaniały o 15,3% – w tym masło aż o 29,1%. Niższe ceny odnotowano też w przypadku ziemniaków (-15,3%) i produktów mlecznych (-6,4%).

    Usługi nie dają za wygraną

    Ceny usług wzrosły w maju o 3,1% rok do roku i – z wyjątkiem kwietnia – utrzymują się powyżej ogólnej inflacji nieprzerwanie od stycznia 2024 r. Najbardziej podrożały usługi zabezpieczenia społecznego (+6,7%), transport pasażerski (+5,9%) oraz naprawy pojazdów (+4,8%). Czynsze netto wzrosły o 1,9%.

    Bundesbank tnie prognozy i ostrzega

    Tego samego dnia, gdy Destatis publikował majowe dane, Bundesbank obniżył prognozę wzrostu PKB Niemiec na 2026 rok do 0,5% z wcześniejszych 0,6%. Powód? Konflikt na Bliskim Wschodzie.

    – Gwałtowny wzrost cen energii osłabia siłę nabywczą i wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych – przyznał prezes Bundesbanku Joachim Nagel. Dodał, że firmy borykają się z drogą energią, problemami z podażą i słabszym popytem, a wysoka niepewność i wyższe stopy procentowe hamują inwestycje prywatne.

    Bank centralny spodziewa się ożywienia dopiero w kolejnych latach: w 2027 r. wzrost ma przyspieszyć do 0,8%, a w 2028 r. do 1,4%. Impulsem mają być spadające ceny energii, umacniająca się gospodarka światowa i silne bodźce fiskalne.

    – Szok cen energii napędza inflację – powiedział wprost Nagel. Według nowej prognozy Bundesbanku, stopa inflacji HICP w tym roku wyniesie 2,9%, w 2027 r. spadnie nieznacznie do 2,7%, a dopiero w 2028 r. obniży się znacząco do 1,9%. Inflacja bazowa w 2028 r. ma jednak nadal wynosić relatywnie wysokie 2,3%.

    Prezes Bundesbanku podkreślił, że nowa prognoza obarczona jest „szczególnie dużą niepewnością” ze względu na sytuację geopolityczną. Ostrzegł też przed rosnącym zadłużeniem: wskaźnik deficytu budżetowego ma sięgnąć 4,9% w 2028 r., a dług publiczny wzrośnie do prawie 70% PKB. To efekt dodatkowych wydatków na obronę, inwestycji pozamilitarnych oraz ulg podatkowych i transferów.

  • Złoto podskoczyło o 3% po wstępnym pokoju USA–Iran. Ale rynek nie był zaskoczony

    Złoto podskoczyło o 3% po wstępnym pokoju USA–Iran. Ale rynek nie był zaskoczony

    Złoto rozpoczęło poniedziałek od mocnego skoku. Cena kruszcu wzrosła o 3,06% i sięgnęła 4 339 USD za uncję – najwyższego poziomu od 9 czerwca. Impulsem było wstępne porozumienie pokojowe między USA a Iranem, ale dane z rynku opcji i dark pooli wyraźnie sugerują, że instytucje przygotowywały się na ten ruch już przed weekendem.

    Porozumienie, które zmieniło nastroje

    Przedstawiciele USA i Iranu ogłosili wstępny pakt kończący wojnę, który przewiduje ponowne otwarcie cieśniny Ormuz – szlaku morskiego odpowiadającego za około jedną czwartą globalnego transportu ropy. Kwestia irańskiego programu nuklearnego nie została jednak rozstrzygnięta i wymaga dalszych negocjacji. Oficjalne podpisanie dokumentu zaplanowano na piątek w Szwajcarii, o czym poinformował premier Pakistanu Shehbaz Sharif w serwisie X.

    Porozumienie natychmiast pociągnęło w dół ceny ropy naftowej – surowiec potaniał do poziomów nienotowanych od ponad trzech miesięcy. To z kolei wpłynęło na oczekiwania co do polityki pieniężnej.

    Dlaczego tańsza ropa wspiera złoto?

    Analityk UBS Giovanni Staunovo zwrócił uwagę, że niższe ceny ropy skłoniły inwestorów do obniżenia oczekiwań co do podwyżki stóp procentowych, co z kolei wsparło notowania złota. Widać to w danych z narzędzia CME FedWatch: prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki stóp w USA spadło z 69% tydzień wcześniej do 53% po ogłoszeniu porozumienia.

    Do tego doszło wyraźne osłabienie dolara amerykańskiego – indeks dolara spadł do najniższego poziomu od dziesięciu dni. Słabsza waluta USA sprawia, że złoto wyceniane w dolarach staje się relatywnie tańsze dla posiadaczy innych walut. W Polsce uncja złota podrożała o 2,70% do 15 865 PLN, częściowo z powodu spadku kursu USD/PLN o 0,30%.

    Uwaga skupiona na Fed

    Staunovo ocenił również, że do trwalszego umocnienia złota potrzebne są szersze zmiany makro – spadek rentowności obligacji, dalszy spadek cen ropy oraz sygnały, że rynkowe oczekiwania co do jastrzębiego Fedu osiągnęły szczyt. Na razie rynek czeka na rozpoczynające się w tym tygodniu posiedzenie Rezerwy Federalnej – pierwsze pod przewodnictwem nowego prezesa Kevina Warsha. Powszechnie oczekuje się utrzymania stóp procentowych bez zmian.

    Co mówią opcje i dark poole?

    Szczególnie wiele mówi struktura rynku instrumentów pochodnych. Reżim opcyjny zmienił się z wzmacniającego (przy ujemnej gamie -457K) na tłumiący (przy dodatniej +115,59K). Oznacza to, że dealerzy nie wzmacniają już ruchu, ale go stabilizują. Poziom 4 376 USD za uncję (odpowiadający 400 USD dla funduszu GLD) stanowi kluczową strefę techniczną. Przełamanie go może otworzyć drogę do dalszych wzrostów.

    Między aktualną ceną a pierwszym dużym klastrem dark pooli (GLD 419–424, czyli około 4 591–4 640 USD) znajduje się 21 dolarów przestrzeni bez istotnych barier ze strony instytucji. Łączna wartość tych dark pooli przekracza 1,5 miliarda dolarów. Poniżej wsparcia znajdują się przy GLD 389,75 (448,2 mln USD) i GLD 374,30 (836,2 mln USD), które zostały przetestowane w dołku. Ściana calli przy GLD 420 (+33,59K) to naturalny cel obecnego impulsu.

    Interesująco wygląda też struktura wygasających w piątek 18 czerwca opcji. Call OI wynosi 635 tysięcy kontraktów, podczas gdy put OI to 344 tysiące. Ta asymetria wskazuje, że rynek pozycjonował się byczo jeszcze przed weekendowym komunikatem z Bliskiego Wschodu. Współczynnik zmienności GVZ spadł z 28,33 do 26,85, a krzywa net vanny przechodzi przez zero – środowisko sprzyja spokojnemu, ukierunkowanemu ruchowi, a nie gwałtownym wahaniom. Dodatkowo niedźwiedzie zamykają pozycje ITM – sprzedaż putów przy GLD 450 (ok. 4 923 USD) wzrosła z 130,1 mln do 178,93 mln dolarów, co wskazuje na realizację zysków po wcześniejszym zabezpieczaniu się przed spadkami.

  • Gorączka SpaceX wśród polskich brokerów – ale analityk mówi o „sekcie” i studzi entuzjazm

    Gorączka SpaceX wśród polskich brokerów – ale analityk mówi o „sekcie” i studzi entuzjazm

    Giełdowy debiut SpaceX za nami. W piątek akcje kosmicznej spółki Elona Muska zadebiutowały na Nasdaq pod symbolem SPCS. Dla polskich inwestorów indywidualnych bezpośredni udział w ofercie publicznej był praktycznie niemożliwy – amerykański rynek IPO pozostaje dla nich zamknięty. To jednak nie oznacza, że muszą stać z boku. Krajowi brokerzy już od pierwszych minut notowań umożliwiają handel akcjami i, jak donoszą, zainteresowanie jest ogromne.

    Gdzie i za ile?

    Polskie domy maklerskie przygotowały się na długo wyczekiwane wejście SpaceX na giełdę. Od razu po starcie notowań akcje spółki pojawiły się w ofercie XTB – klienci mogli składać zlecenia z limitem ceny już od rana. XTB nie pobiera prowizji od handlu, o ile miesięczny obrót nie przekracza 100 tys. euro.

    Z kolei w BM PKO BP prowizja wynosi 0,28% (minimum 38 zł lub 10 USD). BM Pekao ustaliło stawkę 0,25% (min. 8 USD), a BM mBanku0,29% (min. 14 zł / 4 USD). Podobne warunki oferuje DM BOŚ (0,29%, min. 14 zł / 4 USD) oraz Erste BM (0,25%, min. 5 USD / 25 zł). Najbardziej agresywną propozycję przedstawił niedawno powracający na polski rynek UniCredit – prowizja wynosi zaledwie 0,03% wartości transakcji (minimum 1 USD) i nie dolicza kosztów przewalutowania.

    Wcześniej możliwość „zakupu” SpaceX udostępniła giełda kryptowalut Kraken poprzez usługę „IPO Access”. Warto jednak pamiętać, że w tym przypadku chodziło o instrument tokenizowany, a nie rzeczywiste akcje.

    Szał na akcje

    Już przed debiutem maklerzy sygnalizowali wysoki popyt ze strony polskich klientów. Jeden z brokerów w rozmowie z „Parkietem” przyznał:

    Jak na debiut spółki spoza GPW śmiało można mówić o szale na akcje.

    Zleceń spływało bardzo dużo. Potwierdzały to także dane agencji Bloomberg – łączny popyt inwestorów indywidualnych na akcje SpaceX w ofercie sięgnął 70 mld dolarów, a przydział dla tej grupy miał wynieść co najmniej 20%. Całość oferty opiewała na 75 mld dolarów, a łączny popyt wszystkich inwestorów przekroczył 250 mld dolarów. Cena emisyjna została ustalona na 135 dolarów za akcję.

    Debiut bez sukcesu? Zdaniem eksperta

    Entuzjazm studzi jednak analityk Piotr Kuczyński. W programie „Prosto z Parkietu” określił on inwestorów skupionych wokół Elona Muska mianem „sekty zwolenników” i przyznał, że do niej nie należy. Jego zdaniem piątkowy debiut nie był sukcesem, mimo że Musk zabezpieczył się na wszelkie sposoby.

    Cena wystartowała na Nasdaq po 150 dolarów, czyli 11% wyżej od IPO, sięgnęła ponad 170 dolarów, ale skończyło się na 19% na plusie, czyli na 160 dolarach. Inaczej mówiąc, nie utrzymał się ten wysoki poziom, potem popyt systematycznie się zmniejszał.

    Ekspert zwrócił również uwagę, że na giełdę trafiło zaledwie 4,3% akcji spółki, co dodatkowo ogranicza płynność i może tłumaczyć gwałtowne wahania kursu w dniu debiutu.

    Co dalej?

    SpaceX pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych spółek świata, ale debiut na giełdzie nie spełnił w pełni oczekiwań tych, którzy liczyli na spektakularny wzrost od samego początku. Dla polskich inwestorów najważniejsze jest jednak to, że od teraz mogą samodzielnie decydować o wejściu w tę inwestycję – bez ograniczeń związanych z amerykańskim rynkiem IPO. Kurs zamknął pierwszy dzień na poziomie 160 dolarów, co wciąż oznacza solidny wzrost, ale po porannym szczycie popyt wyraźnie osłabł.

  • PiS prezentuje program: wyjście z ETS, ulgi dla emerytów i wyższy próg podatkowy

    PiS prezentuje program: wyjście z ETS, ulgi dla emerytów i wyższy próg podatkowy

    Prawo i Sprawiedliwość w niedzielę w Kaliszu rozpoczęło prezentację swojego pakietu wyborczego. Na pierwszy ogień poszły trzy propozycje z zaplanowanych 21. Najwięcej emocji budzi pomysł wyprowadzenia Polski z unijnego systemu handlu emisjami CO₂ (ETS).

    „Największe oszustwo” według Czarnka

    Przemysław Czarnek, który przedstawiał założenia, nie szczędził ostrych słów pod adresem ETS. Określił go mianem „absurdu” oraz „największego oszustwa, jakiemu zostali poddani Polacy”. Jego zdaniem mechanizm ten winduje ceny prądu w kraju i odbiera konkurencyjność polskim firmom.

    Chcemy czystych lasów (…) Będziemy je mieli, tylko nie dzięki absurdalnym zakazom unijnym, ale dzięki nowoczesnym technologiom i rozwojowi polityki środowiskowej – zapowiedział Czarnek.

    Polityk PiS opowiedział się za dywersyfikacją miksu energetycznego. Wymienił w tym kontekście utrzymanie węgla, rozwój atomu oraz stawianie na odnawialne źródła energii, które – jak to ujął – będą stabilne i niezależne od pogody. Czarnek poinformował również, że projekt ustawy dotyczący wyjścia z ETS jest gotowy, a jego uchwalenie miałoby być jednym z pierwszych ruchów nowego gabinetu, gdyby PiS wygrał wybory.

    Seniorzy bez podatku i składki

    Drugi z zaprezentowanych pomysłów to tak zwana „srebrna praca”. Chodzi o całkowite zwolnienie z PIT i składek emerytalno-rentowych dla emerytów, którzy dorabiają. Warunek: ich wynagrodzenie nie może przekraczać 2,5 tys. zł netto. Zdaniem autorów ma to skłonić seniorów do dłuższej aktywności zawodowej i ułatwić firmom ich zatrudnianie. Czarnek argumentował, że takie rozwiązanie pozwoli gospodarce korzystać z wiedzy i doświadczenia osób starszych, ograniczając przy tym potrzebę sprowadzania pracowników z zagranicy.

    Próg podatkowy w górę

    Trzecią propozycją jest podwyższenie drugiego progu podatkowego. Obecnie stawka 32% wchodzi po przekroczeniu dochodu w wysokości 120 tys. zł rocznie. PiS chce przesunąć ten limit do 180 tys. zł. Dla małżonków rozliczających się wspólnie próg ten wzrósłby do 360 tys. zł. Czarnek zadeklarował, że ta zmiana weszłaby w życie z dniem 1 stycznia 2028 r.

    21 obietnic, 100 dni na realizację

    Były minister edukacji zapowiedział, że pozostałe punkty programu będą ujawniane w kolejnych miesiącach. Łącznie PiS planuje przedstawić 21 propozycji. Całość, według zapewnień partii, ma zostać wdrożona w ciągu pierwszych stu dni po ewentualnym przejęciu władzy, jeśli ugrupowanie wygra wybory parlamentarne zaplanowane na 2027 rok.

    Przygotowywaliśmy kompleksowe rozwiązania dla Polaków, będące ambitną wizją rozwoju w najbliższej przyszłości, i ją zrealizujemy – zapewnił Przemysław Czarnek.

    Ostrzeżenia ekspertów: ryzyko polexitu?

    Nie wszyscy podzielają entuzjazm polityków PiS. Jadwiga Emilewicz, była wicepremier i minister w rządzie Mateusza Morawieckiego, obecnie związana z Instytutem Sobieskiego, w rozmowie z Business Insider Polska stwierdziła, że postulat jednostronnego wyjścia z ETS byłby „politycznie i gospodarczo bardzo ryzykowny”. Jej zdaniem w praktyce oznaczałoby to frontalne zderzenie z całym unijnym systemem regulacyjnym w polityce klimatycznej, co w skrajnym scenariuszu mogłoby prowadzić do logiki polexitu w tym obszarze.

    Marta Anczewska z Instytutu Reform poszła jeszcze dalej, mówiąc wprost: „Nie ma możliwości wyjścia z ETS bez polexitu”. Jak wyjaśniła, w przypadku faktycznego opuszczenia Unii Polska byłaby skazana na płacenie ceł, w tym opłat CBAM, oraz straciłaby dostęp do wspólnego rynku i funduszy unijnych, które od ponad 20 lat napędzają jej rozwój.

    Czym jest ETS?

    Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) wystartował w 2005 roku i jest głównym narzędziem walki z emisjami w Europie. Obecnie to największy na świecie rynek dwutlenku węgla. Działa w oparciu o zasadę limitów i handlu: Bruksela co roku obniża pulę dostępnych pozwoleń na emisję CO₂, a firmy muszą posiadać ich odpowiednią liczbę. Część uprawnień dostają za darmo, resztę kupują na aukcjach lub od innych uczestników rynku. Ci, którzy tną emisje szybciej niż konkurencja, mogą na tym zarobić, sprzedając nadwyżki. Zwolennicy systemu podkreślają, że przyspiesza on inwestycje w czyste technologie. Krytycy, w tym PiS, wskazują z kolei, że podnosi on koszty energii i uderza w gospodarki wciąż oparte na węglu.