Blog

  • Najwięksi gracze gromadzą Bitcoina. Elitarne portfele osiągnęły szczyt od lutego

    Najwięksi gracze gromadzą Bitcoina. Elitarne portfele osiągnęły szczyt od lutego

    Na rynku kryptowalut widać wyraźny rozdźwięk między drobnymi inwestorami a największymi graczami. Podczas gdy ci pierwsi ograniczają swoje zaangażowanie, liczba portfeli Bitcoin zawierających co najmniej 10 000 BTC wzrosła do 90. To najwyższy wynik od sześciu miesięcy, jak wynika z danych firmy analitycznej Santiment.

    Elitarne konta rosną, mikroportfele się kurczą

    Z danych Santiment wynika, że w ciągu ostatnich ośmiu tygodni przybyło sześć „elitarnych” portfeli, co oznacza wzrost o 7,1%. Obecną liczbę takich kont obserwowano ostatnio na początku lutego 2026 roku. W tym samym czasie spadają zasoby w portfelach zawierających mniej niż 0,01 BTC.

    Santiment łączy ten trend m.in. z większą niepewnością wśród inwestorów detalicznych. Na ich nastroje wpłynęły problemy bezpieczeństwa związane z portfelami Coldcard oraz opóźnienia w pracach nad amerykańską ustawą CLARITY Act. Zdaniem analityków, przenoszenie podaży Bitcoina w stronę większych uczestników może być zjawiskiem sprzyjającym przed kolejną dużą zmianą cenową – monety trafiają bowiem do „silniejszych rąk”.

    Kurs wciąż pod presją, ale próbuje odbijać

    Mimo byczego sygnału z danych on-chain, kurs Bitcoina w tym tygodniu zanotował spadek. BTC stracił niemal 2% po nieudanej próbie trwałego pokonania oporu w okolicach 65 180 USD. We wtorek cena spadła poniżej 64 000 USD. W szerszej perspektywie miesięcznej Bitcoin odnotowuje jednak wzrost – od początku sierpnia jego wartość wzrosła o 1,4%.

    Jak zauważa analityk występujący pod pseudonimem „Doctor Profit”, kluczowym poziomem technicznym jest strefa 65 400 USD. Jego zdaniem samo chwilowe przebicie tej bariery nie wystarczy. Zmianę trendu mogłyby potwierdzić dopiero tygodniowe zamknięcia powyżej tego poziomu. Jeśli kurs trwale odzyska tę strefę, kolejne opory to rejony 77 000–78 000 USD, a następnie około 83 000 USD. W przypadku odrzucenia rynek może ponownie przetestować okolice 61 500 USD, a dłuższa korekta otworzyłaby drogę do obszaru około 54 000 USD.

    Analityk zwraca też uwagę na zmianę zachowania posiadaczy stablecoinów, którzy podczas ostatnich prób odbicia Bitcoina zaczęli przejawiać FOMO, czyli obawę przed przegapieniem wzrostu.

    Odmienne sygnały ze strony instytucji

    Nie wszędzie widać jednak optymizm. W poniedziałek amerykańskie ETF-y spot na Bitcoina zanotowały 144,6 mln USD odpływów netto, przerywając serię pięciu dodatnich sesji w sierpniu. Ujemny wynik odnotowały fundusze trzech największych emitentów: IBIT BlackRocka (ok. 53,6 mln USD), GBTC Grayscale (ponad 52 mln USD) oraz fundusz Fidelity (ponad 40,3 mln USD).

    Redukcję zasobów przeprowadziła także Strategy, największa publicznie notowana spółka pod względem rezerwy BTC. Firma sprzedała 1 690 BTC za około 108,6 mln USD. Środki posłużyły m.in. do odkupu 1,15 mln akcji uprzywilejowanych STRC. Dodatkowo spółka sprzedała około 6,59 mln akcji MSTR, pozyskując ponad 653 mln USD. Po tych operacjach rezerwa gotówkowa firmy sięgnęła ponad 4,6 mld USD, a jej łączny portfel BTC to 840 447 monet. Łączny koszt zakupu tych bitcoinów wynosi około 63,36 mld USD, co daje średnią cenę 75 385 USD za monetę.

    Co przyniosą najbliższe miesiące?

    Analitycy nie są zgodni co do dalszych perspektyw. Eryk Szmyd z XTB ocenia, że obecne zachowanie Bitcoina wpisuje się w typowy cykl kryptowalut. Według niego, jeśli powtórzyłby się scenariusz z poprzednich bess, początek odbicia należałoby oczekiwać w okolicach listopada lub grudnia tego roku. Do tego czasu możliwa jest jeszcze jedna, potencjalnie ostatnia fala wyprzedaży.

    Oznacza to, że rosnąca liczba największych portfeli nie musi natychmiast zapowiadać nowej hossy. Może to raczej sygnał, że duzi gracze wykorzystują okres słabszego sentymentu do systematycznej akumulacji.

    Warto dodać, że w ciągu ostatniej doby wolumen obrotu Bitcoinem wzrósł o 42%, osiągając 21,64 mld dolarów.

  • Trzecia stawka PIT 24% blisko? Rząd szuka złotego środka między 12% a 32%

    Trzecia stawka PIT 24% blisko? Rząd szuka złotego środka między 12% a 32%

    Polski system podatkowy od lat opiera się na dwóch stawkach PIT: 12% dla dochodów do 120 tys. zł rocznie i 32% od nadwyżki powyżej tej kwoty. Skok jest brutalny – każda dodatkowa złotówka po przekroczeniu progu jest opodatkowana niemal trzykrotnie wyżej. Teraz w rządowych kuluarach pojawił się pomysł, który ma złagodzić to uderzenie: pośrednia stawka 24%.

    Trzecia stawka PIT – co wiadomo?

    Jak ustalili dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl, koncepcja zakłada wprowadzenie dodatkowego progu podatkowego ze stawką około 24%. Nowy bufor miałby wejść w życie już w przyszłym roku. Na razie nie wiadomo, od jakiej kwoty obowiązywałby nowy próg – w przestrzeni publicznej ścierają się różne wizje. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz postuluje podniesienie drugiego progu ze 120 do 140 tys. zł, z kolei Przemysław Czarnek z PiS mówi o kwocie 180 tys. zł. Wprowadzenie stawki 24% dla dochodów pomiędzy 120 a np. 150 tys. zł mogłoby być kompromisem, który nie zrujnuje budżetu.

    Równolegle analizowane jest podniesienie samego drugiego progu – nawet do 150 tys. zł, choć w grę wchodzą warianty od 130 do 150 tys. zł. Ostateczna granica nie została jeszcze przesądzona.

    Ile realnie zyskają podatnicy?

    Przy założeniu, że nowa stawka 24% miałaby zastosowanie do dochodów od 120 do 150 tys. zł rocznie, największa oszczędność dla podatnika sięgnęłaby 2400 zł w skali roku, czyli 200 zł miesięcznie. Najbardziej zyskaliby ci, którzy dziś ledwo przekraczają próg 120 tys. zł – ich nadwyżka byłaby opodatkowana o 8 punktów procentowych niżej. Problem narasta, bo próg 120 tys. zł jest zamrożony od 2022 roku, a płace rosną. Obecnie wyższą stawkę płaci już 2,4 mln podatników, a w ostatnim roku przybyło ich około pół miliona.

    Co na to eksperci?

    Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy firmy inFakt, w rozmowie z money.pl określa propozycję jako rozwiązanie, w którym „budżetowy wilk jest w miarę syty, a podatkowa owca jeśli nie cała, to przynajmniej mniej poszarpana”.

    – Wielokrotnie krytykowałem obecną skalę za jej najbardziej dotkliwą cechę – skok stawki z 12 proc. od razu na 32 proc. Podatnik, który przekracza próg, z każdej dodatkowej złotówki oddaje fiskusowi niemal trzy razy więcej niż wcześniej – wskazuje Juszczyk.

    Ekspert wylicza, że próg pośredni kosztowałby budżet około 4 mld zł i adresowałby ulgę precyzyjnie tam, gdzie problem jest najostrzejszy – do grupy, która wpadła za próg głównie przez inflacyjny wzrost płac, a nie realne wzbogacenie. Jednocześnie zastrzega, że to tylko łagodzenie objawów: bez mechanizmu waloryzacji progów za kilka lat wrócimy do tej samej dyskusji.

    Z kolei Marcin Materna, dyrektor Biura Analiz Rynków Kapitałowych w Banku Millennium, zwraca uwagę na nierówności między pracownikami etatowymi a przedsiębiorcami. Jego zdaniem wprowadzanie kolejnych progów ma sens tylko pod warunkiem, że obejmie wszystkie formy opodatkowania.

    – Utrzymywanie wysokiego opodatkowania pracy na etacie przy licznych furtkach dla najlepiej zarabiających w inny sposób (ryczałt, podatek liniowy) jest moim zdaniem kpiną z każdego zarabiającego nieco ponad średnią podatnika – mówi Materna. Postuluje m.in. zrównanie składki zdrowotnej dla wszystkich i automatyczną coroczną waloryzację progów podatkowych, wzorem większości krajów Europy.

    Koszt dla budżetu i alternatywne pomysły

    Podniesienie drugiego progu do 140 tys. zł kosztowałoby według ekspertów nawet 9 mld zł rocznie i dawałoby najlepiej zarabiającym 4000 zł korzyści. Wariant z trzecią stawką za ok. 4 mld zł jest znacznie tańszy. Dla porównania, w kampanii wyborczej 2023 roku obiecywano kwotę wolną aż 60 tys. zł. Taki wariant oznaczałby wydatek dla budżetu rzędu 58,6 mld zł w 2027 roku, co przy obecnym stanie finansów jest nierealne.

    W pakiecie analizowanych zmian pojawia się też wątek, który może zmartwić część przedsiębiorców. W tle są doniesienia o możliwym drastycznym obniżeniu limitu przychodów uprawniających do ryczałtu. Obecny limit wynosi 2 mln euro – nowa kwota miałaby być znacznie niższa, co dla wielu firm oznaczałoby powrót do zasad ogólnych.

    Co dalej?

    Na razie są to wstępne koncepcje, które analizuje Ministerstwo Finansów. Ewentualne zmiany w skali podatkowej miałyby być połączone z uszczelnieniem systemu dla przedsiębiorców – ograniczeniem przywilejów w ryczałcie i zrównaniem obciążeń z tytułu składki zdrowotnej. Decyzje zapadną w najbliższych tygodniach, gdy rząd oficjalnie zaprezentuje projekt budżetu na przyszły rok.

  • Tylko 70 rozmów na 13 tysięcy: rekrutacja w Polsce przeniosła się do sieci, a AI już pracuje po obu stronach

    Tylko 70 rozmów na 13 tysięcy: rekrutacja w Polsce przeniosła się do sieci, a AI już pracuje po obu stronach

    Garnitur, uścisk dłoni i spotkanie w firmowej sali konferencyjnej – to już przeszłość. Z 13 tysięcy rozmów kwalifikacyjnych przeanalizowanych przez firmę doradczą Devire tylko 70 odbyło się stacjonarnie. Reszta, czyli 99,46 proc., przeniosła się na telefony i kamery.

    Rekrutacja zdalna to już standard

    Z danych Devire, które objęły okres od stycznia 2025 do lipca 2026, wynika, że 69,9 proc. rozmów przeprowadzono telefonicznie, a 29,5 proc. przez wideo. Spotkania na żywo to zaledwie 0,5 proc. wszystkich przypadków. Co ciekawe, jeszcze w pierwszej połowie 2025 roku konsultanci firmy organizowali średnio 6 spotkań stacjonarnych miesięcznie – w 2026 roku było to już tylko 2.

    — Rekrutacja zdalna to już standard rynkowy – komentuje Magdalena Kanclerz, dyrektor regionalna Devire, wskazując, że firmy zyskały dzięki temu dostęp do kandydatów z całej Polski.

    Kandydaci nie są jednak zachwyceni bez zastrzeżeń. Z badania SW Research na zlecenie Devire wynika, że 28,5 proc. ankietowanych ma trudności z nawiązaniem relacji przez ekran, 25,5 proc. ocenia swoją prezentację przed kamerą gorzej niż na żywo, a 24 proc. nie potrafi w ten sposób dobrze poznać przyszłego pracodawcy. Tylko 10,5 proc. nie widzi w formule zdalnej żadnych minusów.

    AI po obu stronach stołu rekrutacyjnego

    Do gry weszła sztuczna inteligencja. Według danych Job Impulse już 48 proc. kandydatów korzystało z AI na etapie rekrutacji – wykorzystują ją, by uporządkować swoje doświadczenie zawodowe, dostosować CV do wymagań ogłoszenia i lepiej przygotować się do rozmowy. Firmy również sięgają po nowe technologie – wdrażają chatboty, systemy automatycznej preselekcji i narzędzia do zarządzania napływem zgłoszeń.

    — Największy potencjał AI polega na skróceniu czasu między zainteresowaniem ofertą a pierwszym kontaktem – tłumaczy Łukasz Koszczoł, prezes Job Impulse.

    Ofert pracy ubywa, najmocniej dla juniorów

    Równolegle kurczy się sama liczba ogłoszeń. Z danych portalu No Fluff Jobs za pierwsze półrocze 2026 roku wynika, że ofert w marketingu było o 37 proc. mniej niż rok wcześniej, w obsłudze klienta spadek wyniósł 30 proc., a w administracji 17 proc. Najbardziej jednak ucierpiały stanowiska juniorskie: w logistyce liczba ofert spadła o 59 proc., w sprzedaży o 49 proc., a w HR o 43,5 proc.

    Paulina Król z No Fluff Jobs otwarcie zastanawia się, czy to właśnie AI stoi za wyraźnym spadkiem liczby ogłoszeń w niektórych branżach.

    CV przestaje mieć sens, liczą się dowody

    Sytuację komplikuje fakt, że po obu stronach rekrutacji działają już algorytmy. Ernest Wencel, headhunter wyższej kadry menedżerskiej i prezes agencji doradztwa personalnego Punkt X, zwraca uwagę, że sztuczna inteligencja może podkoloryzować CV, przez co same deklaracje tracą na wartości.

    — Kandydat musi przedstawić twardsze dowody: pokazać, że stale się uczy, zdobyć rynkowe referencje i pochwalić się rezultatami, których nie da się wygenerować promptem – mówi Wencel.

    Jego zdaniem w ciągu najbliższych pięciu, maksymalnie siedmiu lat CV może przestać istnieć w obecnej formie. Coraz trudniej zakładać, że za świetnie napisanym dokumentem stoi świetny kandydat. Dlatego coraz większe znaczenie będą miały inne metody oceny: case studies, oceny kompetencyjne, testy analityczne oraz rekomendacje.

    Gdzie człowiek ma jeszcze przewagę?

    Wencel przyznaje, że coraz trudniej wskazywać dziedziny, w których człowiek pozostaje lepszy od AI. Nadal słabo radzi sobie ona z budowaniem strategii – propozycje modeli bywają standardowe i nie zawsze rozumieją miękką naturę organizacji. Na poziomie strategicznym liderzy mają więc jeszcze przestrzeń do obrony.

    — W pewnym sensie wyścig ze sztuczną inteligencją już przegraliśmy – dodaje Wencel. – Choć AI jest z nami od niedawna, w wielu dziedzinach już nas przewyższa. To oznacza, że musimy znaleźć dla siebie nowe miejsce.

    Co zrobić, by nie stracić wartości na rynku?

    Wencel podkreśla, że kluczowe jest dziś sprawdzenie własnego poziomu kompetencji w zakresie AI, rozpoczęcie testowania narzędzi przydatnych na danym stanowisku i zdobywanie praktyki. — Nie wystarczy już wiedzieć, czym jest sztuczna inteligencja. Trzeba zacząć z nią pracować – podsumowuje headhunter.

  • Polska na podium w danych Eurostatu. Przemysł i PKB wśród liderów UE

    Polska na podium w danych Eurostatu. Przemysł i PKB wśród liderów UE

    Polska gospodarka znalazła się w unijnej czołówce. Dane Eurostatu pokazują, że polski przemysł należy do liderów wzrostu w UE, a wstępne szacunki PKB za drugi kwartał również stawiają Polskę na podium.

    Przemysł: zero w strefie euro, 4,9 proc. w Polsce

    Z sezonowo wyrównanych danych o produkcji przemysłowej za czerwiec wynika, że w strefie euro wskaźnik nie zmienił się w porównaniu z majem. W całej Unii Europejskiej produkcja wzrosła minimalnie, bo o 0,2 proc. Rok do roku przemysł strefy euro urósł o 0,1 proc., a unijny o 0,6 proc.

    Eurostat zrewidował przy okazji dane za maj: wtedy zarówno w strefie euro, jak i w całej wspólnocie produkcja wzrosła o 0,3 proc. Polska wypadła lepiej w perspektywie rocznej. W czerwcu produkcja przemysłowa w Polsce była o 4,9 proc. wyższa niż rok wcześniej. To trzeci najlepszy wynik w całej UE – wyprzedziły Polskę tylko Litwa i Dania. W ujęciu miesięcznym polska produkcja spadła o 0,3 proc.

    Eurostat wskazał też, które sektory napędzają europejski przemysł. Spośród głównych kategorii najmocniejszy wzrost, o 3 proc., zanotowały dobra konsumpcyjne nietrwałego użytku. Dobrze radził sobie również sektor energetyczny. Z drugiej strony spadki odnotowano w kategorii dóbr kapitałowych i półproduktów. Podobne tendencje widać było w całej UE, co pokazuje, że unijna gospodarka opiera się obecnie w dużej mierze na bieżącej konsumpcji.

    Wśród państw członkowskich najmocniejsze miesięczne wzrosty zanotowały Dania i Chorwacja – w obu przypadkach przekroczyły one 5 proc. Największy spadek, o ponad 10 proc., odnotowano w Luksemburgu.

    PKB: Polska na podium

    Osobne zestawienie Eurostatu dotyczy wstępnych szacunków PKB za drugi kwartał 2026 r. W zestawieniu uwzględniono korektę o efekt kalendarzowy, czyli o różnicę w liczbie dni roboczych. W całej UE gospodarka urosła o 1,2 proc. rok do roku, a w strefie euro o 1,0 proc. To przyspieszenie względem pierwszego kwartału, gdy unijny PKB zwiększył się o 0,8 proc. w ujęciu rocznym.

    W porównaniu z pierwszym kwartałem PKB strefy euro wzrósł o 0,4 proc., a całej UE o 0,5 proc. W pierwszych trzech miesiącach roku strefa euro nie odnotowała wzrostu kwartalnego, a UE urosła tylko o 0,1 proc.

    Polski PKB wyrównany kalendarzowo był w drugim kwartale o 3,7 proc. wyższy niż przed rokiem; bez korekty kalendarzowej wzrost wyniósł 3,6 proc. W ujęciu kwartalnym polska gospodarka urosła o 0,9 proc. Dało to Polsce trzecie miejsce w UE – lepsze wyniki miały tylko Słowenia i Litwa. W pierwszym kwartale przed Polską były trzy kraje.

    Dla porównania amerykański PKB w drugim kwartale wzrósł o 0,4 proc. kwartał do kwartału i o 2,1 proc. rok do roku. W Wielkiej Brytanii PKB wzrósł o 0,4 proc. kwartał do kwartału i o 1,2 proc. rok do roku.

    Zatrudnienie: kolejne unijne porównanie

    Eurostat sprawdził też zatrudnienie. W drugim kwartale liczba pracujących wzrosła o 0,1 proc. kwartał do kwartału zarówno w strefie euro, jak i w całej UE. W ujęciu rocznym zatrudnienie w obu obszarach zwiększyło się o 0,5 proc. W pierwszym kwartale strefa euro zanotowała 0,1 proc. kwartał do kwartału, a UE bez zmian; rok do roku było to 0,5 proc. w strefie euro i 0,6 proc. w UE.

    Według szacunków Eurostatu zatrudnienie w Polsce było w drugim kwartale o 0,2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Rok wcześniej wskaźnik się nie zmienił. W pierwszym kwartale dynamika roczna w Polsce wynosiła 1,3 proc. Wyższe od polskiej dynamiki rocznej były tylko cztery kraje: Hiszpania (2,3 proc.), Luksemburg (1,8 proc.), Cypr (1,6 proc.) i Słowenia (0,3 proc.). Na równi z Polską znalazła się Szwecja.

  • Atom w Choczewie przyspiesza. Nawrocki podpisał kluczową ustawę

    Atom w Choczewie przyspiesza. Nawrocki podpisał kluczową ustawę

    Prezydent Karol Nawrocki podpisał właśnie nowelizację ustawy o przygotowaniu i realizacji inwestycji w energetyce jądrowej. Dla budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej w Choczewie oznacza to zielone światło na wcześniejsze rozpoczęcie prac przygotowawczych — jeszcze przed finalnym zezwoleniem od dozoru jądrowego.

    Nowy rodzaj pozwolenia

    Sercem zmian jest wprowadzenie nowej kategorii decyzji administracyjnej — pozwolenia na wstępne prace budowlane przy obiektach jądrowych. Dotychczas inwestor musiał czekać na kompleksową zgodę całego projektu, zanim mógł ruszyć z jakimikolwiek robotami. Teraz będzie mógł realizować określone prace etapami, podczas gdy organy wciąż zatwierdzają resztę dokumentacji.

    Ministerstwo Energii wyjaśniało, że nowe przepisy pozwalają organizować inwestycję fazami, co może skrócić czas jej realizacji. Jak podkreśla Kancelaria Prezydenta: „Nowelizacja ustawy o inwestycjach w energetyce jądrowej zyskała podpis Prezydenta z uwagi na potrzebę skrócenia czasu realizacji inwestycji. Prezydent uznaje energetykę jądrową za jeden z kluczowych fundamentów przyszłego rozwoju i suwerenności energetycznej Polski”.

    Wylanie betonu jądrowego w 2028 roku

    Warto jednak zaznaczyć, co nowela zmienia, a czego nie. Formalne zezwolenie na budowę elektrowni jądrowej — tzw. wyspy jądrowej — nadal wydaje Państwowa Agencja Atomistyki (PAA). Wniosek Polskich Elektrowni Jądrowych jest właśnie analizowany, a PAA ma na to dwa lata. Wylanie tzw. betonu jądrowego w Choczewie zaplanowano na IV kwartał 2028 roku.

    Ustawa umożliwia jednak rozpoczęcie prac budowlanych przy innych obiektach kompleksu elektrowni znacznie wcześniej — nawet już w przyszłym roku, w ogniu kampanii wyborczej. Chodzi o budynki i infrastrukturę niezwiązaną bezpośrednio z wyspą jądrową.

    Co mówi wiceminister?

    Wojciech Wrochna, wiceminister energii, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” precyzował zakres nowych uprawnień. Jak tłumaczył, z wniosku o pozwolenie na budowę, który wpłynął do PAA, można „wyjąć” pewne elementy robót budowlanych, które nie dotyczą stricte wyspy jądrowej. Dzięki nowej wersji ustawy inwestor nie będzie potrzebował zezwolenia PAA na tę część prac.

    Co więcej, ustawa przewiduje zupełnie nową kategorię działań. — Jeżeli są do wykonania prace, które nie wymagają zezwolenia, ale mogą mieć wpływ na bezpieczeństwo jądrowe, to możemy uzyskać niezależną opinię prezesa PAA i pozwolić sobie na realizację pewnych robót budowlanych wcześniej niż ostateczna decyzja prezesa — mówił Wrochna.

    Wiceminister podkreślał jednak, że ustawa nie przyspieszy samego ukończenia pierwszego bloku atomowego. Chodzi raczej o budowanie buforów czasowych i zwiększenie szansy na realizację inwestycji zgodnie z harmonogramem.

    Kto i kiedy buduje?

    Przypomnijmy: budowa pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej realizowana jest na terenie gminy Choczewo, położonej na Pomorzu. Inwestorem w tym projekcie jest spółka Polskie Elektrownie Jądrowe, natomiast za wykonawstwo odpowiada konsorcjum amerykańskich firm Westinghouse i Bechtel.

    Harmonogram zakłada uruchomienie pierwszego reaktora w 2036 roku. Dwa kolejne bloki energetyczne mają rozpocząć pracę odpowiednio w 2037 i 2038 roku.

    Nowe przepisy to kolejny krok w realizacji tego gigantycznego przedsięwzięcia. Dają one inwestorowi narzędzia do szybszego startu prac na placu budowy, nawet jeśli ostateczna zgoda PAA na wyspę jądrową wciąż jest w toku.

    Zakres nowelizacji

    Nowelizacja ustawy dotyczy przygotowania i realizacji inwestycji w obiekty energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących. Głównym celem wprowadzonych rozwiązań jest przyspieszenie procesów inwestycyjnych w sektorze atomowym. Przepisy zachowują wysoki poziom bezpieczeństwa, jednocześnie usprawniając i przyspieszając procesy budowlane.

    Jak informowało Ministerstwo Energii w momencie przyjmowania ustawy, nowe regulacje pozwolą organizować inwestycję etapami, co może skrócić czas jej realizacji. Wiceminister Wrochna w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dodawał, że ustawa pozwoli przyspieszyć pewne prace przygotowawcze i budowlane, ale nie sprawi, że szybciej ukończony zostanie pierwszy blok. Celem jest zbudowanie większych buforów czasowych i zwiększenie szansy na dotrzymanie harmonogramu.

  • 8 mld zł pomocy, tysiące decyzji i ryzyko nadużyć. Tusk zapowiada działania wobec nieprawidłowości powodziowych

    8 mld zł pomocy, tysiące decyzji i ryzyko nadużyć. Tusk zapowiada działania wobec nieprawidłowości powodziowych

    Premier Donald Tusk wprost przyznał, że przy rozdzielaniu pomocy dla ofiar ubiegłorocznej powodzi mogło dojść do nadużyć. Podczas czwartkowej konferencji w Warszawie zapowiedział surowe konsekwencje dla winnych, podkreślając, że każde wykryte nadużycie zostanie „wypalone gorącym żelazem”. To reakcja na doniesienia o potencjalnych nieprawidłowościach, które od miesięcy bada Centralne Biuro Antykorupcyjne.

    Decentralizacja pomocy – szybsza wypłata, ale większe ryzyko

    Łączna wartość działań pomocowych po powodzi na Dolnym Śląsku sięgnęła około 8 mld zł. Jak tłumaczył Tusk, rząd celowo rozproszył uprawnienia do podejmowania decyzji między różne instytucje – od powiatowych urzędów pracy, przez agencje rozwoju, po wójtów i samorządy. Chodziło o to, by pieniądze trafiły do potrzebujących jak najszybciej. Premier wziął za to rozwiązanie odpowiedzialność, ale jednocześnie zaznaczył, że „w krótkim okresie wydano tysiące decyzji”, co stworzyło pole do nadużyć.

    „W szybkim trybie wydano tysiące decyzji. Przygotowaliśmy wiele mechanizmów, na różne okoliczności. Skala, jeśli chodzi o całość wydatków, jak i ilość decyzji oraz instytucji, powodowała, że ryzyko nadużyć mogło się pojawić” – mówił Tusk podczas posiedzenia rządu.

    PiS domaga się informacji, CBA działa od kwietnia

    Do sprawy włączyła się opozycja. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak poinformował o złożeniu wniosku do CBA o udostępnienie informacji dotyczących procedur przyznawania pomocy. Politycy chcą m.in. ustalić, kto podejmował decyzje o wsparciu i czy wszystkie środki rozdysponowano zgodnie z zasadami.

    CBA tymczasem prowadzi własną kontrolę od kwietnia. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński przekazał, że biuro przeanalizowało już 900 wniosków o dotacje, a szczegółowej kontroli poddano ponad 50 dokumentów dotacyjnych na łączną kwotę blisko 50 mln zł. Wysłano zapytania do kilkunastu instytucji, w tym Izby Administracji Skarbowej, Wód Polskich, straży pożarnej, Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz Banku Gospodarstwa Krajowego. Przeanalizowano także mapy zasięgu powodzi.

    „Podczas kontroli zgromadzono już prawie 11 tys. kart dokumentacji, które są teraz bardzo szczegółowo analizowane i weryfikowane. Wszystko wskazuje na to, że niebawem będą w tej sprawie składane zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstw” – napisał Dobrzyński na portalu X.

    4,5 mln zł dla trzech firm – kontrowersje wokół Karkonoskiej Agencji

    Największe emocje budzi opisana przez Wirtualną Polskę sprawa 4,5 mln zł pomocy, która trafiła do trzech podmiotów z okolic Dziwiszowa w gminie Jeżów Sudecki. Według czterech niezależnych źródeł firmy te nie poniosły strat w wyniku powodzi. Beneficjenci mieli być powiązani z wiceprezeską Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, Annę Konieczyńską, która jest także działaczką Koalicji Obywatelskiej. W efekcie rada nadzorcza agencji odwołała ją z funkcji.

    Szczegóły dotacji:

    • Firma prowadzona przez męża wiceprezes otrzymała pożyczkę z funduszu ministerialnego w maksymalnej wysokości 200 tys. zł. Sporządzony dziesięć miesięcy po kataklizmie protokół oględzin ujawnił jedynie pęknięcia płytek na tarasie oraz rysy w tynku balustrady. Władze gminy potwierdziły, że nie dysponują niezależnym potwierdzeniem, iż ujawnione uszkodzenia są skutkiem powodzi.
    • Spółka sąsiadów działaczki dostała 3,2 mln zł na lokal przeznaczony na salę zabaw dla dzieci. Według doniesień medialnych obiekt ten nigdy nie rozpoczął działalności – nie przyjął żadnych gości, a jego otwarcie nie zostało potwierdzone. W tym samym budynku działał sklep „Społem”, ale spółdzielnia nie otrzymała wsparcia.
    • Trzecia dotacja, w wysokości 1,12 mln zł, trafiła do spółki właściciela lokalnej telewizji, wieloletniego kontrahenta samorządów. BGK potwierdził brak wymaganej regulaminem deklaracji bezstronności.

    Dziennikarze sprawdzili adresy w czterech źródłach: Państwowej Straży Pożarnej, Wodach Polskich, systemie satelitarnym unijnej służby Copernicus EMS oraz w danych firmy ICEYE zweryfikowanych przez Centrum Badań Kosmicznych PAN. We wszystkich tych źródłach brakowało zapisów o zalaniu wodą powodziową w miejscach wskazanych przez beneficjentów.

    Premier zaznaczył, że śledztwo w sprawie Anny Konieczyńskiej trwa od kwietnia, a jeśli zarzuty się potwierdzą – „ta sprawa śmierdzi” – osoby odpowiedzialne poniosą pełne konsekwencje. CBA kontynuuje analizę dokumentacji, a wkrótce mogą zapaść decyzje o skierowaniu zawiadomień do prokuratury.

  • CPN wraca od poniedziałku. Tusk podał, ile mogą zyskać kierowcy

    CPN wraca od poniedziałku. Tusk podał, ile mogą zyskać kierowcy

    Wraca „Ceny Paliw Niżej”

    Premier Donald Tusk ogłosił w czwartek, że rząd przywraca w ograniczonej wersji program „Ceny Paliw Niżej” (CPN). Mechanizm zacznie obowiązywać w poniedziałek 17 sierpnia i potrwa do 31 sierpnia włącznie. Szef rządu zapowiedział, że paliwa na stacjach powinny potanieć o około 1 zł na litrze.

    Co się zmieni na stacjach?

    Głównym elementem pakietu jest czasowa obniżka VAT na paliwa silnikowe – stawka spadnie do 8 proc.. Według szacunków ma się to przełożyć na spadek cen benzyny i oleju napędowego o 90 groszy do około 1 zł na litrze. Po zakończeniu programu, czyli od 1 września, stawka VAT ma wrócić do poprzedniego poziomu – w źródłach pojawia się zarówno stawka 23 proc., jak i 24 proc. Tym razem pakiet nie obejmuje obniżki akcyzy, którą zastosowano w wiosennej edycji CPN.

    Razem z niższym podatkiem wraca mechanizm cen maksymalnych. Minister energii będzie codziennie podawał najwyższe dopuszczalne ceny paliw na stacjach benzynowych. Jak tłumaczył premier, ma to uniemożliwić wykorzystanie obniżki do zawyżania marż.

    Koszt nowego pakietu został wyliczony na 0,5 mld zł – wynika z Oceny Skutków Regulacji dołączonej do rozporządzenia zmieniającego stawki VAT.

    Skąd pomysł na powrót CPN?

    Pierwsza edycja CPN wystartowała pod koniec marca, po gwałtownym wzroście cen ropy i paliw na światowych rynkach związanym z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Wtedy VAT na benzynę, olej napędowy i biokomponenty obniżono z 23 do 8 proc. Dodatkowo czasowo zmniejszono akcyzę o 29 gr na litrze benzyny i 28 gr na litrze oleju napędowego. Preferencyjna akcyza obowiązywała do 15 czerwca, a obniżony VAT wygasł z końcem czerwca.

    Z niższą stawką powiązano wówczas rządowe ustalanie maksymalnych cen na stacjach. Przed startem pierwszej edycji średnia cena benzyny 95 wynosiła 7,16 zł za litr, benzyny 98 – 7,85 zł, a oleju napędowego – 8,75 zł. Po wejściu programu w życie ceny znacząco spadły i przez kolejne miesiące utrzymywały się na stabilnym poziomie.

    Ministerstwo Finansów podawało, że koszt pierwszej odsłony CPN wyniósł około 4,7 mld zł. Rząd planował sfinansować go w dużej części podatkiem od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, z którego wpływy szacowano na około 4 mld zł. Ustawa w tej sprawie trafiła jednak pod koniec lipca do Trybunału Konstytucyjnego. Decyzję o skierowaniu ustawy podjął prezydent Karol Nawrocki; według niego mogło to oznaczać próbę nałożenia podatku z mocą wsteczną.

    Donald Tusk podczas czwartkowej konferencji nie krył, że bez tej blokady ulga mogłaby być większa. Premier ocenił, że minister finansów Andrzej Domański „dokonywał cudów”, by obniżka weszła w życie, i zarzucił prezydentowi zablokowanie podatku od paliwowych koncernów.

    Decyzja po analizach

    Do powrotu CPN rząd szykował się od kilku dni. W zeszły piątek minister energii Miłosz Motyka zapowiedział w programie „Graffiti”, że decyzja w tej sprawie zostanie podjęta. Donald Tusk mówił 5 sierpnia, że nie wyklucza przynajmniej częściowej obniżki cen paliw i powrotu do CPN; spotkał się też w tej sprawie z ministrem finansów.

    Z kolei 11 sierpnia Andrzej Domański mówił w TVN24, że sytuacja na rynku ropy się stabilizuje, ale ceny na stacjach pozostają wysokie, a budżet ma ograniczenia po zablokowaniu ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków. Dwa dni później rząd ogłosił przywrócenie programu.

    Ceny ropy też sprzyjają

    Ogłoszenie zbiegło się w czasie ze spadkami na światowych rynkach surowców. Europejska ropa Brent notowana jest poniżej 87 USD za baryłkę, a amerykańska WTI w okolicach 81 USD. Departament Energii USA zaraportował skok komercyjnych zapasów ropy o 17 mln baryłek, co zaskoczyło analityków.

    Jak wynika z analizy Comparic, amerykańskie strategiczne rezerwy ropy spadły poniżej 300 mln baryłek, czyli do najniższych poziomów od lat 80. XX wieku. To oznacza, że rynek paliw może pozostać podatny na ewentualne szoki podażowe związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie.

    Nowa odsłona CPN obowiązuje od 17 do 31 sierpnia. Od 1 września stawki podatkowe wracają do poprzedniego poziomu, a mechanizm cen maksymalnych przestanie obowiązywać.

  • Polska gospodarka przyspiesza. PKB w II kwartale 2026 r. wzrósł o 3,8%

    Polska gospodarka przyspiesza. PKB w II kwartale 2026 r. wzrósł o 3,8%

    Polska gospodarka ponownie zaskakuje dynamiką. Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował w czwartek wstępny szacunek PKB za drugi kwartał 2026 roku. Wzrost wyniósł 3,8% w ujęciu rocznym – dokładnie tyle, ile prognozowali ekonomiści ankietowani przez PAP oraz średnia prognoz dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”. To wyraźne przyspieszenie w porównaniu z pierwszym kwartałem, gdy PKB zwiększył się o 3,5% r/r.

    Wzrost kwartalny i sezonowe wyrównanie

    W ujęciu kwartał do kwartału (po odsezonowaniu) gospodarka urosła o 0,9%, wobec 0,6% w pierwszych trzech miesiącach roku. Analitycy spodziewali się nieco wyższego odczytu na poziomie 1,0%, ale i tak wynik jest solidny – komentują eksperci mBanku, którzy dodają, że dane są „zgodne z konsensusem i dosłownie ciut lepsze od naszej prognozy”. Co ważne, realny wzrost PKB o 3,8% r/r odnotowano zarówno w ujęciu nieodsezonowanym, jak i wyrównanym sezonowo, co ułatwia porównania międzynarodowe.

    Inwestycje głównym motorem

    Ekonomiści są zgodni – za przyspieszeniem stoją przede wszystkim inwestycje. Ożywienie w budownictwie i przemyśle, uruchamianie dużych projektów oraz szybsze wykorzystanie środków unijnych, w tym z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), zaczynają przynosić efekty. Analitycy PKO BP podkreślają, że długo oczekiwany impuls inwestycyjny wreszcie działa. Z drugiej strony konsumpcja prywatna traci nieco impetu ze względu na spowolnienie wzrostu realnych wynagrodzeń.

    „Uważamy, że za przyspieszeniem stały przede wszystkim inwestycje. Ożywienie w budownictwie i przemyśle, uruchamianie dużych projektów oraz szybsze wykorzystanie środków europejskich sugerują, że długo oczekiwany impuls inwestycyjny wreszcie zaczyna działać” – napisali analitycy PKO BP na platformie X.

    Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zareagował entuzjastycznie: „Polska gospodarka rośnie. I to coraz szybciej! W II kwartale PKB wzrósł o 3,8% r/r – ponad 3x szybciej niż średnia UE. Odblokowaliśmy inwestycje, środki europejskie i finansowanie samorządów. W czasach globalnej niepewności Polska wybiera rozwój”.

    Pełny obraz struktury wzrostu poznamy dopiero 31 sierpnia, kiedy GUS opublikuje pierwszy regularny szacunek za drugi kwartał. Wtedy dowiemy się, jak dokładnie kształtowały się inwestycje, konsumpcja prywatna i eksport netto. Analitycy ankietowani przez „Rzeczpospolitą” i „Parkiet” szacują średnio, że inwestycje urosły o 7,7% r/r, a konsumpcja prywatna o 3%.

    Inflacja w lipcu w górę

    Tego samego dnia GUS poinformował również o inflacji w lipcu. Wskaźnik CPI wyniósł 3,0% w ujęciu rocznym, co potwierdza wcześniejszy szybki szacunek. To wzrost z 2,5% w czerwcu. W ujęciu miesięcznym ceny detaliczne wzrosły o 0,8% – w czerwcu odnotowano spadek o 0,5%. Najbardziej podrożał transport: aż o 7% r/r i 7,4% m/m. Inflacja usług zwiększyła się do 5,5%, a inflacja towarów do 2,0% (z 1,3% w czerwcu). Ekonomiści nie wiążą z tym większego niepokoju – stopy procentowe pozostaną bez zmian prawdopodobnie do połowy 2027 roku.

    Deficyt handlowy w pierwszym półroczu

    GUS podał też dane o handlu zagranicznym w okresie styczeń–czerwiec 2026. Polska odnotowała deficyt w obrotach towarowych w wysokości 3,7 mld euro. Eksport wyniósł 191,7 mld euro (wzrost o 4,5% r/r), a import 195,4 mld euro (wzrost o 4,9% r/r). W ujęciu dolarowym dynamika była znacznie wyższa – eksport wzrósł o 12,9% do 224,3 mld USD, a import o 13,3% do 228,6 mld USD, co dało deficyt 4,3 mld USD.

    Polska na tle Unii Europejskiej

    Wzrost polskiego PKB w drugim kwartale okazał się jednym z najwyższych w Unii Europejskiej. Dla porównania, w strefie euro gospodarka urosła zaledwie o 1% r/r, a w całej UE o 1,2%. Podobny wynik jak Polska (3,8% w ujęciu odsezonowanym) zanotowała tylko Litwa. Czechy osiągnęły 2%, Węgry 1,6%, a Hiszpania i Portugalia 2,5–2,7%. Największe gospodarki – Niemcy, Francja i Włochy – nie przekroczyły 1%. Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku, ocenia, że „dane z polskiej gospodarki, szczególnie na tle międzynarodowym, pokazują jej siłę i odporność”.

    Warto dodać, że nominalny PKB Polski za ostatnie dwanaście miesięcy prawdopodobnie po raz pierwszy w historii przekroczył 4 biliony złotych. GUS nie podał oficjalnej kwoty, ale wskazują na to realny wzrost i szacunki deflatora.

    GUS zastrzega, że opublikowane dane mają charakter wstępny i mogą podlegać rewizji. Kolejny, bardziej szczegółowy szacunek za drugi kwartał trafi do nas 31 sierpnia 2026 roku.

  • Ceny gazu w Europie znów w górę – upały, problemy z dostawami i niskie zapasy napędzają wzrost

    Ceny gazu w Europie znów w górę – upały, problemy z dostawami i niskie zapasy napędzają wzrost

    Ceny gazu w Europie ponownie rosną, a kontrakty na giełdzie ICE Endex Dutch TTF osiągnęły poziom 60,34 euro za MWh – o prawie 3% wyżej niż dzień wcześniej. Za wzrostem stoi splot czynników: rekordowe upały, ograniczenia w produkcji energii jądrowej i węglowej oraz problemy z dostawami z Norwegii i Kataru. Maklerzy tłumaczą podwyżki również słabnącymi nadziejami na szybkie rozwiązanie konfliktu na Bliskim Wschodzie.

    Upały i zaćmienie Słońca zwiększają popyt na gaz

    Fale upałów powodują, że w wielu miejscach temperatura wody w rzekach jest zbyt wysoka, a poziom wód zbyt niski, co zmusza część elektrowni jądrowych i węglowych do ograniczenia pracy. W efekcie rośnie zapotrzebowanie na energię z elektrowni gazowych – zwłaszcza że klimatyzatory pracują na pełnych obrotach. Jak podaje francuski operator sieci RTE, dodatkowym impulsem będzie środowe całkowite zaćmienie Słońca – pierwsze widoczne z kontynentalnej Europy w tym stuleciu. Przez kilka godzin wieczorem spadnie produkcja z fotowoltaiki o około 9,7 GW, a lukę będą musiały wypełnić elektrownie gazowe.

    Dostawy gazu pod presją

    Po stronie podaży również nie brakuje problemów. Norweski operator gazociągów Gassco poinformował, że ograniczenie wydobycia na morskim polu Ormen Lange (należącym do Shella) potrwa dłużej, niż wcześniej zakładano, z powodu problemów technicznych. To akurat w momencie, gdy globalne dostawy skroplonego gazu ziemnego (LNG) są mocno ograniczone. Transport przez cieśninę Ormuz pozostaje utrudniony, a produkcja w Katarze spada w związku z konfliktem z Iranem. Część katarskich ładunków pozostaje uwięziona, przez co europejscy odbiorcy muszą konkurować z Azją o dostępne na rynku spot dostawy. Wyższe ceny LNG i utrudniony transport przez Ormuz oznaczają, że odbudowa zapasów przed zimą będzie jeszcze trudniejsza. Jak ujęła to Natasha Fielding, szefowa wyceny paliw energetycznych w firmie Argus:

    „W tej sytuacji nawet niewielkie zmiany w bilansie mogą mieć ogromny wpływ na ceny.”

    Krótka korekta, ale fundamenty się nie zmieniły

    W czwartek kontrakty chwilowo taniały – w pewnym momencie spadek sięgał 3,1% (do około 59,18 euro za MWh). Podobny kierunek widoczny był na brytyjskim rynku hurtowym, gdzie kontrakty gazowe taniały o 2,74%, do około 145,69 pensa za therm. Spadki były jednak przede wszystkim efektem realizacji zysków po wcześniejszym rajdzie, wsparte niższymi cenami ropy oraz danymi o inflacji w USA, które osłabiły oczekiwania co do szybkiej podwyżki stóp Rezerwy Federalnej. Podstawowe problemy europejskiego rynku gazu pozostały nierozwiązane. Negocjacje między USA a Iranem w sprawie Ormuzu są w impasie, a prezydent Donald Trump liczy na dalszą presję gospodarczą, by zmusić Teheran do ustępstw. Na razie nie widać przełomu.

    Zapasy w magazynach – najniżej od 2009 roku

    Coraz większym zmartwieniem dla Europy jest stan magazynów gazu. Według danych Business Insidera, na połowę sierpnia unijne magazyny są wypełnione w 59,3% (około 670,43 TWh). Średnia z ostatnich pięciu lat dla tego okresu wynosi natomiast 76,6%. To najniższy poziom zapasów o tej porze roku od 2009 roku.

    Tymczasem popyt na gaz w elektroenergetyce pozostaje podwyższony. Tom Marzec-Manser, dyrektor ds. europejskiego rynku gazu i LNG w firmie Wood Mackenzie, wskazuje, że w lipcu popyt w Europie Zachodniej był o 714 mln m sześc. wyższy niż w normalnym roku, a w sierpniu utrzymuje się powyżej średniej z ostatnich pięciu lat. Wysokie temperatury zwiększają zapotrzebowanie na klimatyzację, a jednocześnie ograniczają możliwości części elektrowni jądrowych i węglowych – temperatura wody wykorzystywanej do chłodzenia bloków w niektórych miejscach jest zbyt wysoka, a w innych poziom rzek jest zbyt niski. Niskie stany magazynów, ograniczone dostawy LNG i trwające upały stawiają pod znakiem zapytania zdolność Europy do bezpiecznego przejścia przez zimę.

  • Szwedzki gigant wkracza do Polski. Przejmuje sieć 34 przedszkoli i żłobków

    Szwedzki gigant wkracza do Polski. Przejmuje sieć 34 przedszkoli i żłobków

    Szwedzki koncern edukacyjny Academedia właśnie sfinalizował przejęcie polskiej sieci KIDS&Co., która prowadzi 34 przedszkola i żłobki. Dla rodziców blisko 3 tysięcy dzieci oznacza to nowego właściciela, ale na razie bez rewolucji w codziennym funkcjonowaniu placówek.

    Transakcja zamknięta

    Umowa obejmuje nabycie wszystkich udziałów w sieci działającej na polskim rynku od 2006 roku. W skład przejętej firmy wchodzą placówki oferujące łącznie około 3 tys. miejsc dla dzieci do 6. roku życia. Jak podaje Academedia, przejmuje wiodącego gracza w segmencie edukacji przedszkolnej i opieki nad dziećmi w wieku 0–6 lat.

    — Dzięki przejęciu czynimy ważny krok w naszej strategii rozwoju międzynarodowego — skomentował Kristofer Hammar, dyrektor działu przedszkoli w Academedii.

    Nowy właściciel zapowiada utrzymanie dotychczasowego profilu placówek, a jednocześnie planuje wdrożenie skandynawskich autorskich programów edukacyjnych.

    Kids & Co. w liczbach

    Przychody spółki Centrum Rozwoju Dziecka, która prowadzi przedszkola KIDS&Co., wyniosły w ubiegłym roku 96 mln zł, wobec 81 mln zł rok wcześniej. Zysk netto wzrósł z 1,5 mln zł do 1,7 mln zł. Sieć zatrudnia 451 osób, w tym 224 nauczycieli i 109 opiekunów.

    Warszawiacy z Wilanowa, gdzie działa część placówek, płacą czesne w przedziale od 1700 do 3700 zł miesięcznie. W innych lokalizacjach opłaty wahają się od kilkuset do kilku tysięcy złotych.

    Dlaczego Polska?

    Academedia nie ukrywa, że polski rynek edukacyjny jest dla niej wyjątkowo atrakcyjny. Polska zajmuje czwarte miejsce w Unii Europejskiej pod względem wielkości rynku przedszkolnego, skupiając około 1,8 mln dzieci poniżej piątego roku życia. Do przedszkoli w ogóle uczęszcza w kraju 1,1 mln dzieci, z czego około 330 tys. trafia do placówek niepublicznych.

    „Rosnąca siła nabywcza gospodarstw domowych i korzystne ramy regulacyjne stwarzają dobre warunki do dalszego rozwoju sektora prywatnych przedszkoli i edukacji podstawowej” — czytamy w oficjalnym oświadczeniu koncernu.

    Na wrzesień zaplanowano otwarcie pierwszej szkoły podstawowej KIDS&Co. w Warszawie.

    Szwedzki potentat pod presją

    W Szwecji Academedia to prawdziwy gigant — zarządza 94 szkołami podstawowymi oraz 148 placówkami średnimi. Choć są to szkoły prywatne, otrzymują dotacje państwowe, a uczniowie nie płacą w nich czesnego, co przekłada się na ich popularność.

    Jednocześnie w kraju toczy się gorąca debata polityczna. Przed wrześniowymi wyborami do parlamentu pojawiają się postulaty ograniczenia lub nawet zakazu prowadzenia szkół przez podmioty prywatne. Obecnie firmy posiadają około 1,3 tys. takich placówek spośród 6 tys. istniejących w Szwecji.

    Media szwedzkie donoszą o wysokich zyskach koncernów szkolnych przy jednoczesnych oszczędnościach na uczniach. Pojawiały się też informacje o zawyżaniu ocen przez nauczycieli. Władze niektórych samorządów twierdzą, że ekspansja prywatnego szkolnictwa szkodzi edukacji publicznej, która boryka się z brakiem uczniów. Z drugiej strony, szkoły prowadzone przez firmy wielu uważa za nowocześniejsze i oferujące atrakcyjniejsze profile.

    Jak zauważa gazeta „Dagens Industri”, międzynarodowe inwestycje stanowią dla Academedii formę dywersyfikacji — w ostatnich latach spółka przejęła już szkoły lub przedszkola w Norwegii, Niemczech i Holandii.

    Co dalej?

    Dla rodziców maluchów z sieci KIDS&Co. najważniejsza jest zapowiedź, że placówki będą działać na dotychczasowych zasadach. Transakcja oznacza jednak, że kolejny segment polskiego rynku usług dla rodzin przechodzi w ręce zagranicznego inwestora. We wrześniu sieć otworzy swoją pierwszą szkołę podstawową w Warszawie.