Blog

  • Cyfrowy mur UE gotowy. Polska liderem, a na lotniskach… gigantyczne kolejki?

    Cyfrowy mur UE gotowy. Polska liderem, a na lotniskach… gigantyczne kolejki?

    Czy nowy, cyfrowy system ochrony granic Unii Europejskiej jest już w pełni sprawny? Odpowiedź brzmi: tak, a Polska może pochwalić się tu szczególnym osiągnięciem. Ale jest też druga strona medalu – pierwsze dni pełnego działania systemu wjazdu/wyjazdu (EES) przynoszą poważne opóźnienia na europejskich lotniskach.

    Polska uruchamia system na wszystkich granicach

    Od 10 kwietnia 2026 roku w Polsce w pełnym zakresie działa Entry/Exit System (EES), nowy europejski system zarządzania granicami. I to nie byle gdzie – system został uruchomiony na wszystkich 71 polskich przejściach granicznych.

    Podczas konferencji szef MSWiA, Marcin Kierwiński, nie krył dumy:

    Polska, raz jeszcze to podkreślę, jest liderem budowy tego systemu. (…) Jako pierwszy kraj byliśmy gotowi uruchomić ten system na wszystkich przejściach granicznych.

    Minister określił EES jako „kolejną odsłonę budowy informatycznego, cyfrowego muru” chroniącego całą Unię Europejską. Jego zdaniem to milowy krok dla bezpieczeństwa Polski i UE.

    Jak działa cyfrowy strażnik?

    O co w tym wszystkim chodzi? System EES umożliwia rejestrowanie obywateli państw spoza UE, udających się na krótki pobyt (do 90 dni w 180 dni), za każdym razem, gdy przekraczają zewnętrzne granice 29 europejskich krajów korzystających z systemu.

    Ten w pełni automatyczny i cyfrowy system zastępuje tradycyjne stemplowanie paszportów. Zamiast tego gromadzi zestaw danych:

    • Dane osobowe z dokumentu podróży (imię, nazwisko, data urodzenia, obywatelstwo)
    • Datę i miejsce każdego wjazdu i wyjazdu
    • Dane biometryczne, czyli zdjęcie twarzy i/lub odciski palców
    • Informację o ewentualnej odmowie wjazdu

    System ma wyłapywać osoby z zakazem wjazdu do UE i eliminować nadużycia przy przekraczaniu granicy. Wiceminister Tomasz Szymański podkreślał, że bezpieczeństwo UE trzeba było zacząć od granic Polski, które są jednocześnie granicami zewnętrznymi Wspólnoty.

    Druga strona medalu: kolejki na lotniskach

    Tymczasem w piątek, gdy system zaczął działać w pełnym zakresie, na europejskich lotniskach pojawiły się poważne problemy. Jak podaje „Financial Times”, powołując się na dane Międzynarodowej Rady Portów Lotniczych (ACI), pasażerowie we Francji, Niemczech, Belgii, Włoszech, Hiszpanii i Grecji czekają nawet trzy godziny na przejście kontroli granicznej.

    Sytuacja ta w nadchodzących tygodniach, a na pewno w szczytowych miesiącach letnich, będzie po prostu niemożliwa do opanowania – alarmuje Olivier Jankovec, dyrektor europejskiego oddziału ACI.

    Przedstawiciele lotnisk i Komisji Europejskiej już spotkali się, by omówić problem. ACI zawnioskowała nawet o możliwość całkowitego zawieszenia rejestracji w ramach EES, gdy kolejki stają się „niemożliwe do opanowania”.

    Bruksela: wszystko działa dobrze

    Komisja Europejska zdecydowanie odpiera te zarzuty. Rzecznik KE w oświadczeniu stwierdził, że z pierwszych dni działania wynika, iż „system działa bardzo dobrze”, a w większości państw członkowskich nie ma problemów.

    I tu pojawia się kluczowa rozbieżność. Podczas gdy ACI szacuje, że rejestracja jednego pasażera w godzinach szczytu może zająć nawet pięć minut, Komisja twierdzi, że średni czas to zaledwie 70 sekund.

    EES był wdrażany stopniowo od 12 października 2025 roku. Teraz, gdy działa już w pełni, czas pokaże, czy uda się pogodzić wzmocnione bezpieczeństwo z płynnością ruchu na granicach. Polska, jako lider wdrożenia, z pewnością będzie się temu przyglądać z bliska.

  • ABW świętuje i awansuje. Prezydent zakończył półroczny spór o nominacje

    ABW świętuje i awansuje. Prezydent zakończył półroczny spór o nominacje

    Czy wiesz, że polskie służby specjalne mają swoje święto? 6 kwietnia obchodzono uroczyście rocznicę powstania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. A tuż po świętach przyszła dobra wiadomość dla funkcjonariuszy – prezydent podpisał długo wyczekiwane awanse.

    Święto pierwszej cywilnej służby

    6 kwietnia to data nieprzypadkowa. Tego dnia w 1990 roku uchwalono ustawę powołującą do życia Urząd Ochrony Państwa. Była to pierwsza cywilna służba specjalna w demokratycznej Polsce, fundament dzisiejszego systemu bezpieczeństwa.

    Tego samego dnia uchwalono także ustawę o Policji, która w zmienionej formie obowiązuje do dziś. Obecnie działalność ABW reguluje ustawa z 24 maja 2002 r., a na czele agencji stoi płk Rafał Syrysko.

    Z okazji święta minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak zwrócił się do wszystkich pracowników i funkcjonariuszy.

    Z okazji Świąt Wielkanocnych chciałbym złożyć serdeczne życzenia wszystkim funkcjonariuszom i pracownikom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na co dzień pełnicie bardzo trudną służbę dla Polski. Walczycie z aktami dywersji, walczycie ze szpiegami – życzył minister.

    Czym zajmuje się ABW?

    Zadaniem agencji jest ochrona państwa przed zorganizowanymi działaniami, które mogą zagrozić niepodległości, porządkowi konstytucyjnemu lub podstawowym interesom kraju. ABW realizuje to poprzez zbieranie, analizę i przetwarzanie informacji, a gotowe opracowania trafiają do właściwych organów.

    Lista kluczowych zadań jest imponująca:

    • Kontrwywiad
    • Zwalczanie terroryzmu
    • Przeciwdziałanie proliferacji broni masowego rażenia
    • Zwalczanie przestępstw ekonomicznych
    • Zwalczanie przestępczości zorganizowanej
    • Zwalczanie korupcji
    • Ochrona informacji niejawnych
    • Analizy i informacje

    Awanse po długim oczekiwaniu

    Ale święto to nie jedyna dobra wiadomość dla ABW. W środę rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz poinformował, że prezydent Karol Nawrocki 14 kwietnia podpisał 96 nominacji na pierwszy stopień oficerski dla funkcjonariuszy agencji.

    Pierwsze wnioski były wysłane rzeczywiście pod koniec ubiegłego roku, te trafiły po spotkaniu 15 stycznia poprawione, uzupełnione i wczoraj pan prezydent zdecydował mianowaniu na pierwszy stopień oficerski 96 funkcjonariuszy ABW – powiedział Leśkiewicz w Polsat News.

    Decyzja jest wynikiem spotkań i uzgodnień z szefami służb, wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz ministrem Siemoniakiem. Rzecznik dodał, że gdyby wnioski były od początku przygotowane „w sposób właściwy”, decyzje prezydenta zapadłyby szybciej.

    Nagrody dla wywiadu i koniec sporu

    Prezydent zdecydował także o nadaniu łącznie 109 odznaczeń państwowych funkcjonariuszom Agencji Wywiadu i Służby Wywiadu Wojskowego. Wśród nich jest 53 Krzyży Zasługi, 52 Medale za Długoletnią Służbę, 3 Krzyże Wojskowe oraz Wojskowy Krzyż Zasługi.

    Minister Siemoniak wyraził ulgę.

    Najwyższy czas! Funkcjonariusze ABW od listopada czekali na decyzję prezydenta o nominacji na pierwszy stopień oficerski i według komunikatu rzecznika prezydenta awanse wczoraj zostały podpisane. Dziękując w imieniu funkcjonariuszy za tę decyzję wyrażam nadzieję, że nominacje oficerskie nigdy już nie będą elementem politycznych gier – napisał.

    Zapowiedział też skierowanie kolejnych wniosków. Decyzja kończy trwający ponad pół roku spór o nominacje dla funkcjonariuszy ABW, a wcześniej także Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W marcu prezydent wyraził zgodę na awanse dla 78 żołnierzy i funkcjonariuszy SKW.

    To ważny tydzień dla polskich służb – święto, uznanie za trudną służbę i wreszcie rozwiązanie sprawy awansów. Jak podkreślił rzecznik prezydenta, wszystko toczy się zgodnie z procedurami i polskim prawem.

  • Rewolucja w obronie powietrznej: jak tanie drony przechwytujące zmieniają reguły gry na froncie

    Rewolucja w obronie powietrznej: jak tanie drony przechwytujące zmieniają reguły gry na froncie

    Czy można skutecznie bronić się przed rosyjskimi dronami za ułamek ich ceny? Okazuje się, że tak, a kluczem do sukcesu są masowo produkowane, tanie drony przechwytujące, które właśnie piszą nowy rozdział w historii wojskowości.

    Ekonomia wojny na głowie

    Rosja wykorzystuje w Ukrainie drony typu Shahed-136, których koszt szacuje się na 30–40 tys. dolarów. Ich zwalczanie przy użyciu klasycznych pocisków przeciwlotniczych, których cena sięga nawet 1–2 mln dolarów za sztukę, prowadzi do paradoksu, w którym obrona jest wielokrotnie droższa niż atak.

    Ale ten scenariusz właśnie się zmienia. Pod koniec marca w Kijowie japońska firma Terra Drone oraz ukraiński start-up Amazing Drones ogłosiły strategiczne partnerstwo, którego celem jest opracowanie nowego typu drona przechwytującego o nazwie Terra A1.

    Terra A1: cichy i szybki zabójca dronów

    Nowy dron przechwytujący ma odwrócić logikę kosztów. Według zapowiedzi jego cena wyniesie zaledwie 2–3 tys. dolarów. Terra A1 ma osiągać prędkość do 300 km/h, co znacznie przewyższa typową prędkość przelotową drona Szahid. Według japońskiej firmy miałby on zasięg 32 km.

    Kluczowy element konstrukcji Terra A1 ma stanowić napęd elektryczny, który znacząco ogranicza hałas. W praktyce oznacza to większą trudność wykrycia przez systemy przeciwnika, a tym samym wyższą skuteczność na polu walki.

    Projekt nie powstaje w warunkach laboratoryjnych. Jak podkreśla Maksim Klimenko z Amazing Drones, rozwój technologii odbywa się bezpośrednio w Charkowie, kilka kilometrów od linii frontu.

    Stała współpraca z ukraińskim wojskiem umożliwia natychmiastowe wdrażanie poprawek i dostosowywanie konstrukcji do realiów pola walki.

    STING już działa i bije rekordy

    Tymczasem na froncie już teraz działa inny system dronów przechwytujących. STING to drony stworzone przez grupę Wild Hornets specjalnie do zwalczania rosyjskich bezzałogowców szturmowych, takich jak Shahed i Geran.

    Na początku kwietnia te drony posłużyły Ukraińcom do pobicia rekordu świata, zestrzeliwując dwa wrogie drony z odległości aż 500 km. A teraz? W ciągu jednego dnia udało im się wyeliminować aż 19 rosyjskich dronów Shahed.

    „19 Shahedów zestrzelonych przez interceptor STING w 24 godziny. To rezultat osiągnięty przez załogi 38. Pułku Rakiet Przeciwlotniczych im. Jurija Tiutiunnyka” – poinformowała firma Wild Hornets.

    Jak działa STING?

    STING to klasyczny quadrokopter z dużą centralną kopułą, w której znajdują się głowica bojowa i kamera. Dzięki temu ma miejsce na zestaw czujników i ładunek wybuchowy, używany do przechwytywania Shahedów z bliskiego dystansu. Deklarowany zasięg skutecznego rażenia wynosi do 25 km. Szacuje się, że jedna sztuka STING kosztuje około 2,2 tys. dolarów.

    Aby umożliwić szybkie wdrożenie systemu, ekipa Wild Hornets uruchomiła ośrodek szkoleniowy, w którym kurs obsługi STING trwa zaledwie trzy dni. Platforma została zaprojektowana tak, by mogła być obsługiwana przez żołnierzy różnych specjalności, bez konieczności długiego szkolenia technicznego.

    Japonia wchodzi do gry

    Zaangażowanie Japonii w projekt Terra A1 ma również wymiar strategiczny. Kraj ten, obserwując rosnące zagrożenie ze strony Rosji, Chin i Korei Północnej, intensyfikuje inwestycje w sektor obronny. Japonia przygotowuje najwyższy budżet obronny w swojej historii.

    Pomimo oficjalnych ostrzeżeń dotyczących podróży wydanych przez Japonię, japoński dyrektor generalny Tokushige udał się do Ukrainy łącznie osiem razy. Jest przekonany, że technologia ta pozostanie aktualna jeszcze długo po zakończeniu wojny.

    Lekcja dla świata

    Eksperci wojskowi tłumaczą, że wojna na Ukrainie stała się największym poligonem testowym dla masowo produkowanej, taniej obrony powietrznej opartej na bezzałogowcach. Trend ten obserwują i zaczynają kopiować inne państwa, w tym kraje NATO, które uruchamiają własne programy produkcji niskokosztowych przechwytywaczy.

    Analitycy nie mają wątpliwości, że Polska powinna na masową skalę inwestować w technologie dronowe, ponieważ mogą one poważnie osłabić wroga już w pierwszych godzinach agresji.

    Rewolucja w obronie powietrznej właśnie nabiera tempa, a jej epicentrum znajduje się zaledwie kilka kilometrów od ukraińskiej linii frontu.

  • Wiosenne szaleństwo na rynku mieszkań. Rekordowy popyt, ale ceny… stoją w miejscu?

    Wiosenne szaleństwo na rynku mieszkań. Rekordowy popyt, ale ceny… stoją w miejscu?

    Czy wiosna 2026 roku przyniosła wreszcie boom na rynku nieruchomości? Dane z marca mówią jasno: popyt eksplodował, ale ceny w większości miast pozostały zadziwiająco stabilne. O co tu chodzi?

    Rekordowe ożywienie po obu stronach rynku

    Marzec na rynku wtórnym mieszkań był wyjątkowo dynamiczny. Według danych wyszukiwarki Adradar z serwisów ogłoszeniowych zniknęło 35,5 tys. ofert — to o 20 proc. więcej niż w lutym i aż o 61 proc. więcej niż w styczniu. Skala zjawiska sugeruje wyraźny wzrost popytu na mieszkania z drugiej ręki.

    Ale to nie wszystko! Ożywienie widać także po stronie podaży. W marcu na rynek trafiło ok. 35,5 tys. nowych ofert mieszkań z drugiej ręki — o 22 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. To jak równoczesne otwarcie dwóch potężnych kurków: popytu i podaży.

    „Tegoroczne marcowe ożywienie po stronie kupujących było szczególnie silne” — komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

    Paradoks: rekordowy popyt na kredyty przy pogarszających się warunkach

    Tutaj sprawa robi się naprawdę ciekawa. Paradoksalnie, pogorszenie warunków kredytowych zbiegło się z rekordowym zainteresowaniem kredytami hipotecznymi. W marcu liczba wniosków sięgnęła 63,3 tys., co oznacza wzrost o 42 proc. względem lutego i aż 72 proc. w porównaniu do marca ubiegłego roku.

    Eksperci są zgodni: ten gwałtowny wzrost aktywności nie był efektem poprawy warunków finansowania, lecz raczej obaw przed ich dalszym pogorszeniem.

    „Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie przełożyła się na wzrost cen paliw i obawy o inflację, a to z kolei zwiększa ryzyko dalszego zaostrzania polityki kredytowej przez banki” — wskazuje Marek Wielgo z RynekPierwotny.pl.

    Zdolność kredytowa: lekki spadek, ale wciąż lepiej niż rok temu

    Analiza Rankomat.pl pokazuje ciekawe tendencje:

    • Singiel zarabiający ok. 6 tys. zł netto mógł liczyć na kredyt w wysokości ok. 446 tys. zł, czyli o 1 proc. mniej niż miesiąc wcześniej
    • Dwuosobowe gospodarstwo z dochodem 8 tys. zł netto mogło uzyskać średnio 562 tys. zł
    • Rodzina z dzieckiem i dochodem 10 tys. zł netto — 657 tys. zł

    Kluczowe jednak jest to, że zdolność kredytowa wszystkich analizowanych grup pozostaje o kilkanaście procent wyższa niż rok temu. To właśnie tłumaczy, dlaczego tak wielu ludzi ruszyło na zakupy.

    Podaż w miastach: stabilizacja, ale mniej niż przed rokiem

    Mimo wzrostu liczby nowych ogłoszeń, całkowita oferta mieszkań używanych wciąż jest niższa niż przed rokiem. Pod koniec marca w całym kraju dostępnych było ok. 141 tys. unikalnych ofert sprzedaży — niemal tyle samo co w lutym, ale o 19 proc. mniej niż w marcu ubiegłego roku.

    W największych miastach widać stabilizację podaży:

    • Warszawa: liczba dostępnych mieszkań spadła minimalnie — z 16,1 tys. w lutym do 16 tys. w marcu
    • Kraków i Trójmieście: po ok. 8,1 tys. lokali
    • Wrocław: 7,9 tys.
    • Łódź: 4,9 tys.
    • Poznań: 3,6 tys.
    • Katowice: 2,3 tys.

    We wszystkich tych miastach oferta jest wyraźnie mniejsza niż przed rokiem, przy czym największy spadek odnotowano w Warszawie (33 proc.), a także we Wrocławiu i Krakowie (po 32 proc.).

    Największa zagadka: ceny stoją w miejscu

    Teoretycznie tak silny wzrost popytu powinien prowadzić do podwyżek cen. Tymczasem dane GetHome.pl pokazują coś zupełnie innego — reakcja rynku była selektywna.

    Wyraźny wzrost średniej ceny m kw. odnotowano tylko we Wrocławiu (o 3 proc., do ok. 14,2 tys. zł) i w Trójmieście (o 1 proc., do 16,8 tys. zł). W pozostałych miastach ceny pozostały stabilne:

    • Warszawa: ok. 18 tys. zł
    • Kraków: 17 tys. zł
    • Poznań: 12,1 tys. zł
    • Katowice: 11,6 tys. zł
    • Łódź: 8,7 tys. zł

    Równie umiarkowane są zmiany w ujęciu rocznym. W większości metropolii ceny mieszkań używanych są dziś stabilne (Katowice i Łódź) lub niższe niż przed rokiem.

    Dlaczego ceny nie rosną? Klucz w konkurencji

    Jednym z powodów tej stabilizacji jest silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. Deweloperzy oferują szeroki wybór nowych mieszkań, co wywiera presję na ceny lokali używanych.

    „W kolejnych miesiącach to właśnie relacja między tempem sprzedaży a skalą podaży — zarówno mieszkań używanych, jak i deweloperskich — zdecyduje o tym, czy obecne ożywienie przełoży się na trwalszą zmianę trendów cenowych. Na razie wiosna przyniosła przede wszystkim więcej transakcji, a nie wyższe ceny” — podsumowuje Marek Wielgo z GetHome.pl.

    Presja czasu zamiast komfortu wyboru

    Obecny pośpiech zakupowy nie wynika z komfortowej sytuacji nabywców. Wiele osób stara się zdążyć z decyzją przed kolejnym pogorszeniem warunków kredytowych i zniknięciem ostatnich tańszych mieszkań z rynku.

    Najtańsze mieszkania znikają w oczach, szczególnie te dostępne dla singli. W Warszawie liczba mieszkań w zasięgu singli spadła do ok. 1,1 tys., a w Krakowie do niespełna 700 lokali.

    Marzec był pierwszym od dłuższego czasu miesiącem, w którym dostępność mieszkań zaczęła się pogarszać mimo wciąż wysokiej zdolności kredytowej w ujęciu rocznym. To właśnie ta mieszanka — obawy przed droższym kredytem, kurcząca się podaż najtańszych mieszkań i sezonowe ożywienie — stworzyła wybuchową marcową mieszankę na rynku nieruchomości.

    Czy ta dynamika utrzyma się w kolejnych miesiącach? Na to pytanie odpowiedzą dane z kwietnia. Na razie wiosna 2026 roku zapisała się w statystykach jako okres rekordowego popytu przy zaskakująco stabilnych cenach.

  • Bitcoin kontra złoto: wielka bitwa o portfele inwestorów nabiera tempa

    Bitcoin kontra złoto: wielka bitwa o portfele inwestorów nabiera tempa

    Czy Bitcoin to już tylko cyfrowe złoto, czy może coś znacznie więcej? Ostatnie tygodnie przyniosły gorącą debatę, która pokazuje, jak bardzo interpretacja danych zależy od punktu widzenia. A w tle platyna bije rekordy, a Niemcy… masowo tankują w Polsce. Oto, co się dzieje na rynkach.

    Bitcoin: 12% czy wielki potencjał? Wszystko zależy od daty

    Spór między Peterem Schiffem a Michaelem Saylorem na platformie X to idealny przykład, jak te same liczby mogą prowadzić do skrajnych wniosków. Schiff wskazał, że w ciągu ostatnich pięciu lat cena Bitcoina wzrosła jedynie o 12%. Dla porównania, indeks NASDAQ zyskał 57,4%, S&P 500 59,4%, a złoto i srebro odpowiednio 163% i 181%.

    Over the past five years, the price of Bitcoin is up by just 12%. Over the same time period, the NASDAQ is up 57.4%, the S&P 500 is up 59.4%, gold is up 163%, and silver is up 181%. If the appeal of Bitcoin is its superior long-term performance, why should anyone keep HODLing it?
    — Peter Schiff (@PeterSchiff) April 5, 2026

    Ale to nie koniec historii. Gdy za punkt wyjścia przyjmie się rynkowy dołek sprzed kilku lat, Bitcoin osiąga znacznie wyższe średnie roczne stopy zwrotu niż wiele innych aktywów. To pokazuje, że nawet małe przesunięcie daty początkowej może zmienić całą narrację.

    Złoto w korekcie, ale fundamenty mocne

    Mimo że wojna i inflacja tradycyjnie napędzają złoto, jego cena w ostatnich miesiącach spadła o około 16%. Emily Avioli z Merrill Lynch tłumaczy to krótkoterminowymi siłami rynkowymi: realizacją zysków po rajdzie, wyczerpaniem płynności i zmianą oczekiwań co do polityki monetarnej.

    Umocnienie dolara tymczasowo osłabiło atrakcyjność złota jako „bezpiecznej przystani”. Jednak strategia Merrill Lynch podkreśla, że krótkoterminowa zmienność nie zmienia długoterminowej roli złota jako dywersyfikatora i zabezpieczenia przed inflacją. Przecena to korekta w silnym trendzie.

    Platyna: cichy zwycięzca, który przegonił wszystkich

    Tu mamy prawdziwego rekordzistę! W ciągu ostatniego roku platyna osiągnęła wzrost wartości o ponad 120%, bijąc na głowę zarówno złoto, jak i srebro. Eksperci wskazują na ekstremalną rzadkość tego metalu i silne uzależnienie podaży od RPA i Rosji, co czyni rynek bardzo wrażliwym.

    Hossa to nie tylko brak podaży, ale i rosnący popyt. Nowe giełdy kontraktów w Chinach, strategiczne zakupy państw oraz kluczowa rola w motoryzacji (hybrydy, normy emisji) i energetyce przyszłości (zielony wodór) napędzają kurs. Analitycy wskazują, że rynek platyny może wejść w długotrwały deficyt utrzymujący się do 2029 roku.

    Bitcoin 2.0: nie tylko magazyn wartości, ale i quasi-waluta?

    A teraz coś, co może zmienić grę. Matt Hougan, dyrektor inwestycyjny Bitwise, wskazuje, że napięcia geopolityczne (w tym sytuacja z Iranem) pokazują znacznie szerszy potencjał Bitcoina. Chodzi o propozycję Iranu, by pobierać opłaty tranzytowe w Cieśninie Ormuz w kryptowalutach.

    „W świecie, w którym państwa uzbroiły swoje systemy finansowe, Bitcoin wyłania się jako apolityczna alternatywa”.

    To sugeruje, że Bitcoin mógłby pełnić funkcję „quasi-waluty” w handlu międzynarodowym. Jeśli do tej roli dodać funkcję magazynu wartości, całkowity rynek adresowalny Bitcoina mógłby być ogromny. Bitwise szacuje, że przy szerokiej adopcji rynek BTC może przekroczyć wartość globalnego rynku złota, szacowanego na około 34 bln USD.

    Dla porównania: Bitcoin kosztuje około 74 500 USD (kapitalizacja ~1,4 bln USD), a złoto 4 854 USD za uncję (wartość rynkowa >33,7 bln USD). Hougan wcześniej wskazywał, że przejęcie 17% rynku „store of value” w ciągu dekady mogłoby podnieść cenę BTC do 1 mln USD.

    Bitcoin w praktyce: jak na nim zarobić bez sprzedaży?

    Bitcoin ewoluuje w kierunku stabilnego, długoterminowego aktywa, traktowanego jako cyfrowy odpowiednik złota. Inwestorzy coraz częściej szukają sposobów na generowanie dochodu bez pozbywania się kryptowaluty. Popularne stają się pożyczki zabezpieczone BTC oraz korzystanie z protokołów DeFi do stakingu i dostarczania płynności.

    Warto jednak pamiętać o ryzyku związanym z platformami trzecimi i smart kontraktami. Eksperci rekomendują edukację i podejście długoterminowe, traktując Bitcoina jako element zdywersyfikowanego portfela.

    Bonus: Niemcy masowo tankują w Polsce

    I na koniec ciekawostka z zupełnie innego podwórka. Wprowadzenie maksymalnych cen paliw w Polsce spowodowało prawdziwy najazd kierowców z Niemiec na stacje przygraniczne. Różnica w cenie sięga nawet 60 centów na litrze.

    Minister Energii Miłosz Motyka zapowiedział możliwość wprowadzenia limitów tankowania dla obcokrajowców, jeśli napływ zagranicznych kierowców zagrozi bezpieczeństwu energetycznemu kraju. Koncern Orlen monitoruje sytuację, a rząd utrzymuje strategiczne rezerwy w gotowości. To pokazuje, jak globalne kryzysy cenowe przekładają się na lokalne, przygraniczne realia.

    Materiały na podstawie analiz opublikowanych na Comparic.pl.

  • Członek rady nadzorczej Ekopolu Górnośląskiego Holding S.A. kupuje akcje spółki. To już trzecia transakcja w tym miesiącu!

    Członek rady nadzorczej Ekopolu Górnośląskiego Holding S.A. kupuje akcje spółki. To już trzecia transakcja w tym miesiącu!

    Czy to sygnał głębokiego przekonania o przyszłości spółki? Członek rady nadzorczej Ekopolu Górnośląskiego Holding S.A. nie tylko kupił akcje, ale zrobił to trzykrotnie w ciągu zaledwie dwóch tygodni. To nie przypadek, a zgodna z prawem deklaracja.

    Co dokładnie się wydarzyło?

    Jakub Szymański, członek Rady Nadzorczej spółki, dokonał serii transakcji zakupu akcji Ekopolu Górnośląskiego Holding S.A. w kwietniu 2026 roku. Spółka z siedzibą w Piekarach Śląskich poinformowała o tym w oficjalnych raportach bieżących.

    Pierwsza transakcja miała miejsce 2 kwietnia 2026 roku. Spółka otrzymała zawiadomienie o tej operacji 7 kwietnia 2026 roku.

    Ale to nie koniec historii! Tutaj pojawia się prawdziwa ciekawostka.

    Kolejne transakcje w drugim tygodniu kwietnia

    Okazuje się, że Jakub Szymański nie poprzestał na jednym zakupie. W kolejnym tygodniu dokonał dwóch kolejnych transakcji nabycia akcji.

    Dokładne daty to 10 kwietnia 2026 roku oraz 13 kwietnia 2026 roku. Spółka poinformowała, że otrzymała zawiadomienia o tych transakcjach 14 kwietnia 2026 roku.

    Wszystkie te działania zostały zgłoszone zgodnie z obowiązującymi przepisami. Mowa konkretnie o Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r., zwanym rozporządzeniem w sprawie nadużyć na rynku (MAR).

    Zarząd Ekopolu Górnośląskiego Holding S.A. informuje o otrzymaniu zawiadomień o dokonanych transakcjach nabycia akcji Emitenta przez Jakuba Szymańskiego – członka Rady Nadzorczej, tj. osobę pełniącą obowiązki nadzorcze Emitenta.

    Dlaczego to takie ważne?

    Transakcje dokonywane przez osoby pełniące funkcje zarządcze lub nadzorcze w spółkach publicznych podlegają ścisłej kontroli i obowiązkowi ujawniania. Ma to na celu zapewnienie przejrzystości rynku i przeciwdziałanie nadużyciom.

    W obu przypadkach podstawą prawną raportów był Art. 19 ust. 3 Rozporządzenia MAR – dotyczący informacji o transakcjach wykonywanych przez osoby pełniące obowiązki zarządcze.

    Spółka dołączyła do swoich komunikatów skany otrzymanych zawiadomień, co jest standardową procedurą.

    Kto podpisał raporty?

    Oba raporty bieżące (nr 9/2026 i nr 10/2026) zostały podpisane przez tę samą osobę. Andrzej Piecuch, Prezes Zarządu Ekopolu Górnośląskiego Holding S.A., jest sygnatariuszem obydwu dokumentów, datowanych odpowiednio na 7 i 15 kwietnia 2026 roku.

    Trzy transakcje w tak krótkim czasie z pewnością zwracają uwagę inwestorów śledzących notowania spółki. To konkretny ruch osoby mającej wgląd w wewnętrzne sprawy firmy. Co o tym sądzicie? Dajcie znać w komentarzach!

    Informacje pochodzą z oficjalnych raportów bieżących spółki opublikowanych przez portal Parkiet.com.

  • GPW w grze: Które studia mają potencjał, a które właśnie rozczarowały?

    GPW w grze: Które studia mają potencjał, a które właśnie rozczarowały?

    Warszawska Giełda Papierów Wartościowych świętuje 35-lecie, a indeks WIG przebił właśnie 130 tys. punktów, bijąc rekordy. Ale czy wszyscy gracze na parkiecie cieszą się z tej hossy? Okazuje się, że nie. Branża producentów gier to jeden z sektorów, który na obecny trend wzrostowy się nie załapał.

    Na rynku głównym jest ich ponad 20, a na NewConnect trzykrotnie więcej. Niestety, częściej słyszymy o porażkach niż sukcesach. Ostatnio rozczarowała premiera „Cooking Simulator 2” od Big Cheese Studio, która zebrała zaledwie 45% pozytywnych opinii na Steamie. Prawdziwym szokiem była jednak sytuacja The Farm 51, które obiecywało rozwój, a nawet wejście w sektor obronny. Tymczasem spółka właśnie utraciła płynność i złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości.

    CD Projekt: Lider z przestrzenią do wzrostu

    Ale nie wszędzie jest tak ponuro. Wśród kilkudziesięciu notowanych studiów, analitycy regularnie biorą pod lupę tylko kilku. I tu pojawia się światełko w tunelu. Dla siedmiu z ośmiu spółek, dla których znaleziono aktualne rekomendacje, implikują one potencjał wzrostowy.

    Na czele stoi niewątpliwy lider – CD Projekt. Jego akcje są obecnie wyceniane na 252 zł, podczas gdy średnia cena docelowa z raportów to 282 zł. To daje 12% przestrzeni do zwyżki! Jak to możliwe, skoro od lat nie wypuszczał dużych premier? Spółka skutecznie monetyzuje dotychczasowe hity.

    W 2025 roku rentowność netto z działalności kontynuowanej wyniosła 60,1%, a zysk netto sięgnął 595 mln zł. Przychody wzrosły o 9% do 867 mln zł, napędzane wysoką sprzedażą „Cyberpunka” z dodatkiem „Widmo Wolności” oraz „Wiedźmina 3”. Kluczowe dla przyszłej wyceny będą wieści o nowym „Wiedźminie”, którego marketing ma w najbliższych miesiącach przybrać na sile.

    Kto jeszcze ma w co grać?

    Lista niedowartościowanych spółek jest dłuższa. Analitycy widzą potencjał w: Bloober Team, Huuuge, 11 bit studios, PlayWay i Creepy Jar.

    Przyjrzyjmy się Blooberowi. Akcje kosztują 24,5 zł, a średnia cena docelowa to 35 zł. To 43% przestrzeni do zwyżki! Spółka zapowiada intensywny rozwój i ma ambitne plany. Niedawno ogłosiła plan motywacyjny, którego jeden komponent wejdzie w życie, jeśli spółka osiągnie w latach 2026-2029 500 mln zł EBITDA. Drugi – jeśli do końca 2028 r. kapitalizacja osiągnie 1,2 mld zł, co oznacza cenę 62 zł za akcję.

    Co ciekawe, według portalu Comparic.pl, Bloober Team wchodzi w nowy etap, zapowiadając siedem projektów horrorów w produkcji i ofensywę informacyjną. Prezes Piotr Babieno deklaruje:

    „Bloober Team wchodzi w nowy rozdział!… Od lat nasza ambicja była jasna: zbudować jeden z czołowych horror house na świecie.”

    Notowania spółki od około 5 miesięcy utrzymują się powyżej kluczowego poziomu 23 zł, a ostatnia korekta rzędu 35% wpisuje się w historyczne schematy, które w przeszłości poprzedzały dalsze wzrosty.

    Huuuge to kolejny kandydat. Akcje kosztują niespełna 23 zł, a cel analityków to 30 zł (ponad 30% potencjału). To wciąż dużo mniej niż cena podczas IPO w 2021 roku, która wynosiła 50 zł. Spółka przeprowadziła największą ofertę publiczną w sektorze gier w historii GPW, a po restrukturyzacji deklaruje dalszy rozwój.

    Wysoki, dwucyfrowy potencjał implikują też wyceny dla PlayWaya (+27%), 11 bit studios (+29%) oraz Creepy Jar (+37%).

    A co z dywidendami?

    Nie wszystkie spółki są niedowartościowane. Walory Ten Square Games notowane są powyżej średniej ceny docelowej, ale to nie znaczy, że należy je ignorować. Jej wielkim atutem jest wysoka dywidenda.

    Grupa zamknęła 2025 rok z zyskiem netto 77 mln zł i proponuje wypłatę 63,7 mln zł, czyli 10 zł na akcję. Przy obecnej cenie daje to stopę dywidendy na poziomie ponad 9%!

    Podsumowując, choć cała branża nie dogania giełdowej hossy, wśród producentów gier na GPW wciąż można znaleźć prawdziwe perełki z konkretnym potencjałem wzrostu. Kluczowe, by trzymać się faktów i twardych danych, które – jak widać – wcale nie muszą być ponure.

  • Auto Partner publikuje wyniki za 2025 rok. Sprzedaż rośnie, ale zyski spadają

    Auto Partner publikuje wyniki za 2025 rok. Sprzedaż rośnie, ale zyski spadają

    Czy rok 2025 był dla Auto Partner SA kolejnym rokiem sukcesu? Spółka właśnie opublikowała skonsolidowany i jednostkowy raport roczny, odsłaniając wszystkie karty finansowe.

    I choć przychody poszły wyraźnie w górę, to w niektórych kluczowych obszarach widać spadki. Przyjrzyjmy się twardym danym.

    Wzrost sprzedaży, ale co z dołkiem?

    Zacznijmy od dobrej wiadomości. Przychody ze sprzedaży w ujęciu skonsolidowanym wyniosły w 2025 roku 4,42 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 312 mln zł w porównaniu z 4,11 mld zł w roku poprzednim. To solidny, ponad 7-procentowy skok.

    W ujęciu jednostkowym sytuacja wygląda bardzo podobnie – przychody na poziomie 4,42 mld zł wobec 4,11 mld zł w 2024.

    Ale tu pojawia się pierwsze „ale”. Mimo wyższych przychodów, zysk netto grupy kapitałowej spadł. W 2025 roku wyniósł 198,9 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 208 mln zł. To spadek o około 4,3%.

    Gdzie ukryła się rentowność?

    Spójrzmy na zysk z działalności operacyjnej. Tutaj również widać delikatne osłabienie. W ujęciu skonsolidowanym wyniósł on 280,3 mln zł, co jest wynikiem niższym od 289,3 mln zł z 2024 roku.

    Co ciekawe, w raporcie jednostkowym spadek jest nieco większy – z 273,7 mln zł do 248,4 mln zł. To sugeruje, że część kosztów lub wyzwań operacyjnych mogła dotyczyć bezpośrednio spółki matki.

    Raport powinien zostać przekazany Komisji Nadzoru Finansowego, spółce prowadzącej rynek regulowany oraz do publicznej wiadomości za pośrednictwem agencji informacyjnej zgodnie z przepisami prawa.

    Mocna strona bilansu i gotówka

    Nie wszystkie wskaźniki są jednak w odwrocie. Aktywa razem grupy kapitałowej wzrosły znacząco z 2,03 mld zł do 2,33 mld zł. To potężny wzrost o ponad 300 mln zł, świadczący o dalszej ekspansji i inwestycjach.

    Podobnie kapitał własny poszybował z 1,23 mld zł do 1,41 mld zł. Wartość księgowa na jedną akcję wzrosła dzięki temu z 9,45 zł do 10,82 zł. To dobra informacja dla akcjonariuszy.

    A co z płynnością? Przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej w skonsolidowanym raporcie były na plusie i wyniosły 152 mln zł, co jest wynikiem lepszym niż 124 mln zł rok wcześniej.

    Pełna transparentność

    Oprócz suchych liczb, Auto Partner opublikował cały pakiet dokumentów, które składają się na pełny obraz roku 2025. W załącznikach znalazły się między innymi:

    • Skonsolidowane Sprawozdanie Finanowe
    • Sprawozdanie Zarządu z działalności Spółki i Grupy Kapitałowej za rok 2025
    • Sprawozdanie z badania od firmy audytorskiej
    • Sprawozdanie z atestacji Sprawozdania Zrównoważonego Rozwoju

    To pokazuje, że spółka podchodzi do obowiązków informacyjnych bardzo rzetelnie.

    Podsumowując, rok 2025 był dla Auto Partner SA rokiem kontrastów. Z jednej strony mocny wzrost sprzedaży i dalsze powiększanie majątku firmy. Z drugiej – wyzwania, które przełożyły się na lekki spadek rentowności. Inwestorzy z pewnością będą teraz analizować, czy ta tendencja jest chwilowa, czy może nowym trendem. Dane są już publicznie dostępne, a decyzje – w ich rękach.

    Źródło: Parkiet.com

  • Front w Ukrainie: Rosja przyspiesza, ale Ukraina zaskakuje nową dynamiką

    Front w Ukrainie: Rosja przyspiesza, ale Ukraina zaskakuje nową dynamiką

    Czy rosyjskie natarcie faktycznie zyskało nowy impet? Najnowsze dane z frontu pokazują alarmujący wzrost tempa, ale jednocześnie ukraińska odpowiedź przynosi niespodziewane rezultaty, jakich nie widziano od lat.

    Alarmujące tempo rosyjskiej ofensywy

    Dane ukraińskiego projektu analitycznego DeepState, opublikowane w komunikatorze Telegram, nie pozostawiają wątpliwości. W marcu rosyjskie wojska zajęły o 27 proc. więcej terytorium niż w lutym – łącznie 160 km². Co ciekawe, ogólna liczba ataków spadła jedynie o 2 proc., co wskazuje na wyraźny wzrost intensywności i jakości prowadzonych operacji.

    Gdzie koncentruje się rosyjska presja? Tradycyjnie najwięcej ataków przypada na odcinek pokrowski (29 proc.), następnie konstantynowski (20 proc.) i hulajpolski (19 proc.). Łącznie te trzy sektory stanowią dwie trzecie wszystkich działań szturmowych sił rosyjskich.

    Największe zdobycze terytorialne Rosjan odnotowano właśnie na odcinku hulajpolskim – to 24 proc. ich marcowych sukcesów. Kolejne są odcinki słowiański (19 proc.) i pokrowski (15 proc.). Analizy wskazują też na problemy na tzw. odcinku kurskim, gdzie odnotowano 13 proc. strat terytorialnych, mimo że ataki stanowiły zaledwie 2 proc. aktywności.

    Matematyka okupacji: Donieck do 2029 roku?

    Analitycy DeepState przedstawiają także długoterminową prognozę, opartą na utrzymaniu obecnego tempa. Jeśli marcowe postępy się utrzymają, Rosjanie będą w stanie zająć obwód doniecki w grudniu 2029 roku.

    „To tylko gra liczbowa, ale jest w tym ziarno prawdy. Na przykład, aby osiągnąć deklarowany przez nich cel zajęcia obwodu w 2026 roku, muszą co miesiąc okupować ponad 600 km kwadratowych obwodu donieckiego. A takie liczby w ostatnich latach pojawiły się tylko raz, i to w najtrudniejszym okresie w listopadzie 2024 roku” – podsumowali eksperci.

    Tymczasem kwestia Donbasu pojawia się także w kontekście dyplomatycznym. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wskazał, że z sygnałów płynących z negocjacji wynika, iż Ukraina może otrzymać gwarancje bezpieczeństwa od USA dopiero po zakończeniu wojny i wycofaniu wojsk z Donbasu. Sekretarz stanu USA Marco Rubio zaprzeczył jednak, jakoby Waszyngton żądał od Kijowa oddania regionu Moskwie, tłumacząc, że gwarancje mogą obowiązywać po zakończeniu konfliktu.

    Nieoczekiwany zwrot: ukraińska kontra

    Podczas gdy Rosja zwiększa tempo, Ukraina demonstruje nową, skuteczną dynamikę obrony. Eksperci ds. wojskowości, z którymi rozmawiał Business Insider, wskazują, że ukraińskie siły nie tylko spowalniają natarcie, ale i odzyskują teren.

    „Co istotne, w lutym Ukraińcy wyzwolili więcej terytorium na teatrze działań, niż Rosjanie zajęli” – mówi George Barros, analityk konfliktów z Instytutu Studiów nad Wojną (ISW). „To coś nowego” – podkreśla. „Ostatni raz widzieliśmy, by ukraińskie siły zdobyły więcej terenu, niż rosyjskie wojska zajęły, w 2023 r. podczas dużej, lecz ograniczonej kontrofensywy” – przypomina.

    Eksperci wskazują, że ukraińskie ukierunkowane kontrataki napędzają nową dynamikę na polu walki, a w osiąganiu tych sukcesów pomagają nowe technologie.

    Dwie strony medalu

    Obraz, który wyłania się z najnowszych analiz, jest złożony. Z jednej strony Rosja notuje wymierny wzrost tempa ofensywy i zdobyczy terytorialnych w marcu. Z drugiej – Ukraina demonstruje zdolność do skutecznego spowalniania tego natarcia i odzyskiwania inicjatywy w kluczowych obszarach, osiągając rezultaty nie widziane od czasu kontrofensywy w 2023 roku.

    Front pozostaje w ruchu, a każdy miesiąc przynosi nowe dane, które mogą zmieniać strategiczne kalkulacje obu stron tego wyniszczającego konfliktu.

  • Wskaźnik Przyszłej Inflacji znów w górę. Minister finansów wskazuje winnego

    Wskaźnik Przyszłej Inflacji znów w górę. Minister finansów wskazuje winnego

    Czy inflacja w Polsce znów przyspiesza? Wszystko na to wskazuje, a winny jest jeden, dobrze nam znany czynnik.

    Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen, w kwietniu 2026 r. wzrósł do 84,4 pkt. z 83,8 pkt. w marcu. To już drugi z rzędu miesiąc ze wzrostowymi tendencjami — podało Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych.

    Główny winowajca: konflikt na Bliskim Wschodzie

    Raport BIEC nie pozostawia wątpliwości. Główną przyczyną tej gwałtownej zmiany jest konflikt na Bliskim Wschodzie i zmienność sytuacji w tym regionie. Uczestnicy rynku stali się wyjątkowo wrażliwi na wszelkie wydarzenia związane z konfliktem.

    „Nawet jeśli dojdzie do stabilizacji, to skutki obecnej sytuacji będą jeszcze przez jakiś czas odczuwalne w wielu gospodarkach świata, w tym również w Polsce” — wskazano w raporcie.

    Ten sam ton słyszymy z najwyższych szczebli władzy. Minister finansów Andrzej Domański w rozmowie z PAP stwierdził wprost: „Ten wzrost to jest w całości efekt tego, co widzimy na Bliskim Wschodzie”.

    Ceny surowców poszybowały w górę

    Ale co konkretnie napędza ten wzrost? Oczywiście surowce. Największy wpływ na wyższe wartości WPI miał wzrost cen surowców na światowych rynkach.

    Podkreślono, że wskaźnik cen surowców MFW w ciągu ostatnich dwóch miesięcy wzrósł o blisko 122 proc., głównie za sprawą drożejącej ropy naftowej i gazu. Rosły również ceny miedzi — o blisko 30 proc. — a także nawozów sztucznych (wzrost o 26 proc. w skali roku).

    Minister Domański potwierdza ten mechanizm: „wyższe ceny ropy przekładają się na wyższe ceny paliw”. Zaznacza przy tym, że efekt ten częściowo łagodzi rządowy program paliwowy.

    Oczekiwania inflacyjne rosną w siłę

    I tu dochodzimy do kluczowego zjawiska — psychologii rynku. W marcu znacząco wzrosły oczekiwania inflacyjne konsumentów. W lutym grupa respondentów uważających, że ceny będą rosły szybciej niż dotychczas, wynosiła około 16 proc. W marcowych badaniach wzrosła do 26 proc.

    Ale to nie wszystko. Nasiliły się również oczekiwania inflacyjne przedsiębiorstw. Przewaga firm planujących w najbliższym czasie podwyżki cen nad odsetkiem firm planujących obniżki wzrosła do ponad 12 punktów procentowych wobec około 8 pkt. proc. przed miesiącem.

    Największą skłonność do podnoszenia cen wykazują przedsiębiorstwa przetwórstwa ropy naftowej i przetwórstwa metali. Jedyną branżą, która nie planuje podwyżek, a nawet niewielki spadek cen, jest branża odzieżowa.

    Prognozy: ostrożny optymizm rządu

    Mimo tych niepokojących sygnałów, Ministerstwo Finansów podtrzymuje swoją prognozę inflacji na poziomie 3 proc. Domański zaznacza, że prognozy instytucji rynkowych stopniowo zbliżają się do szacunków resortu.

    „W ministerstwie finansów długo mieliśmy jedną z niższych prognoz wzrostu gospodarczego. Teraz widzimy, że instytucje rynkowe zmierzają ze swoimi prognozami do naszych prognoz, podobnie z inflacją” — wyjaśnił minister.

    Miedzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że średnioroczna inflacja CPI w Polsce w 2026 r. ukształtuje się na poziomie 3,3 proc., a w 2027 r. wyniesie 3,3 proc.

    Co dalej? Wszystko zależy od konfliktu

    Klucz do przyszłości leży w geopolityce. Raport MFW prognozuje globalny wzrost na poziomie 3,1 proc. w 2026 r., przy założeniu, że konflikt bliskowschodni okaże się krótkotrwały. Fundusz wskazuje, że średnia cena ropy wyniesie 82 dol. za baryłkę.

    Jednak w scenariuszu przedłużającego się konfliktu cena ropy mogłaby sięgnąć 110 dol., a globalny wzrost spaść do 2,5 proc.

    Eksperci BIEC ostrzegają: „Im dłużej konflikt ten będzie utrzymywał się, tym większe przełożenie będzie miał na wzrost cen”. Rosnąć będą nie tylko ceny samych surowców, ale również koszty ich transportu i przetwarzania.

    Dodatkowo, wraz z destabilizacją sytuacji geopolitycznej wzrosły rentowności obligacji skarbu państwa, co może skutkować podrożeniem pozyskiwania każdej formy pieniądza na rynku, w tym kredytów bankowych.

    Minister Domański uspokaja jednak co do kondycji polskiej gospodarki: „Mamy dobrze zdywersyfikowaną, zróżnicowaną gospodarkę, która jest odporna na zewnętrzne kryzysy”. Jak dodaje, Polska ma wiele silników wzrostu i nie jest oparta tylko na eksporcie lub konsumpcji wewnętrznej.

    Podsumowując, droga inflacji w najbliższych miesiącach będzie w dużej mierze zależała od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. Wszystkie oczy są zwrócone w tamtą stronę.

    Na podstawie raportu Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych oraz wypowiedzi ministra finansów Andrzeja Domańskiego dla PAP.