Blog

  • Polacy biją rekord bogactwa. Aktywa finansowe przekroczyły 4 biliony zł

    Polacy biją rekord bogactwa. Aktywa finansowe przekroczyły 4 biliony zł

    Polskie gospodarstwa domowe nigdy nie były tak zamożne, przynajmniej jeśli chodzi o finanse. Najnowsze dane Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) pokazują, że łączna wartość aktywów finansowych Polaków na koniec pierwszego kwartału 2026 roku sięgnęła zawrotnego poziomu 4 bilionów 102 miliardów 156 milionów złotych.

    To absolutny rekord w historii pomiarów. W porównaniu do pierwszego kwartału 2025 roku aktywa wzrosły aż o 15,3%, a w ujęciu kwartalnym – o 4,3%.

    Gotówka króluje, ale nie tylko

    Co ciekawe, mimo rosnących zysków z inwestycji, Polacy wciąż pozostają konserwatywni. „Struktura aktywów gospodarstw domowych w pierwszym kwartale 2026 r. nadal wskazuje, że Polacy najchętniej trzymają oszczędności na kontach i w gotówce” – czytamy w raporcie PFR.

    Największym składnikiem naszego finansowego portfela są depozyty bieżące, które stanowią 26,3% wszystkich aktywów. To prawdziwa góra pieniędzy – aż 1 bilion 80 miliardów 276 milionów złotych, co oznacza wzrost o 12% w porównaniu z rokiem poprzednim.

    Na drugim miejscu uplasowała się gotówka, która odpowiada za 11,1% aktywów (ponad 456 miliardów złotych). Trzecie miejsce zajmują uprawnienia emerytalno-rentowe z udziałem na poziomie 10,6%. Ich wartość na koniec marca 2026 r. wyniosła 434,5 mld zł.

    Jak zauważa Kamil Pastor, ekonomista PKO BP, wartość gotówki w obiegu może być już jeszcze wyższa. „W lipcu najpewniej wartość gotówki w obiegu, włącznie z kasami banków, przekroczyła już barierę 500 mld PLN, po 498,1 mld zł odnotowanych w czerwcu” – mówi Pastor. Jego zdaniem to nie tylko efekt szarej strefy, ale przede wszystkim dowód bogacenia się polskich rodzin. Ekonomista dodaje, że wzrost gotówki może być też związany z używaniem złotego przez Ukraińców w transferach do Ukrainy, choć precyzyjne dane są trudne do oszacowania.

    Zadłużenie też rośnie, ale wolniej

    Dobra wiadomość jest taka, że nasze długi rosną znacznie wolniej niż majątek. Aktywa finansowe netto, czyli po odjęciu zobowiązań, wyniosły 3 biliony 210 miliardów 793 miliony złotych. W porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku to wzrost o 18,4%, a w ujęciu kwartalnym – o 4,9%.

    Tymczasem zobowiązania Polaków sięgnęły ponad 891 miliardów złotych, czyli zaledwie o 5,2% więcej niż rok temu. Dominują w nich długoterminowe kredyty i pożyczki, które stanowią aż 92,2% wszystkich zobowiązań. Nic dziwnego – to głównie kredyty mieszkaniowe.

    Co napędzało wzrost?

    Największy skok kwartalny odnotowano w kategorii „inne udziały kapitałowe”, która urosła o 61,5 miliarda złotych. Ta pozycja obejmuje udziały w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, spółkach osobowych, spółdzielniach oraz towarzystwach ubezpieczeń wzajemnych. Drugim motorem wzrostu były depozyty bieżące (+44,4 miliarda złotych). Łącznie kwartalny przyrost aktywów wyniósł 168 mld zł.

    A co z akcjami?

    Choć na rynku kapitałowym dzieje się sporo, Polacy wciąż nie są zapalonymi inwestorami giełdowymi. Wartość akcji notowanych, które zgromadziły gospodarstwa domowe, to zaledwie 120 miliardów złotych – niecałe 3% udziału w strukturze aktywów. Dla porównania, jak wynika z danych PFR, wartość akcji w aktywach polskich gospodarstw domowych jako procent PKB wynosi zaledwie 3%, podczas gdy w Niemczech to prawie 15%, w Danii ponad 18%, a w Szwecji aż ponad 24%.

    Jak podsumowuje PFR, trzy najważniejsze składniki – depozyty bieżące, gotówka i uprawnienia emerytalne – odpowiadały łącznie za 48,1% wszystkich aktywów finansowych polskich gospodarstw domowych. To dowód, że tradycyjne formy oszczędzania wciąż dominują, nawet gdy rekordowe kwoty spływają na konta.

  • Zielone światło z Brukseli: Kolejne 7,9 mld euro płynie do Polski z KPO

    Zielone światło z Brukseli: Kolejne 7,9 mld euro płynie do Polski z KPO

    Komisja Europejska dała zielone światło dla kolejnej transzy pieniędzy dla Polski z Krajowego Planu Odbudowy. W poniedziałek ogłoszono pozytywną ocenę piątego wniosku o płatność na kwotę 7,9 mld euro (ok. 33 mld zł). To efekt realizacji konkretnych reform i inwestycji – w tym programu laptopów dla nauczycieli oraz zakupu dziesiątek nowych tramwajów.

    Rekordowy wniosek: 7,9 mld euro na drodze

    Polska złożyła piąty wniosek o płatność w ramach KPO 19 czerwca 2026 r. System wypłat opiera się na rozliczaniu zobowiązań – dopiero po wdrożeniu reform i projektów Komisja zatwierdza środki. Tym razem Bruksela uznała, że wszystkie warunki zostały spełnione.

    Zatwierdzenie wniosku zwiększa łączną kwotę wypłaconą Polsce z funduszu odbudowy do 42 mld euro, co stanowi 76,85% całej puli przewidzianej w KPO. Do końca roku Polska musi jeszcze złożyć ostatnie wnioski – KE czeka na nie do 30 września 2026 r.

    Laptopy i tramwaje – co obejmuje piąty wniosek?

    Kluczowym elementem piątej transzy był program „Laptop dla nauczyciela”. Jak podkreśliła KE w komunikacie, bon o wartości 2,5 tys. zł otrzymało już ponad 500 tys. nauczycieli – to przeszło 65% całej kadry pedagogicznej w kraju. Dodatkowo 16,5 tys. szkół podstawowych i średnich zostało wyposażonych w nowe laptopy i tablety do celów edukacyjnych. Celem tych działań było wzmocnienie odporności placówek na zakłócenia takie jak pandemia COVID-19, gdy lekcje prowadzono zdalnie.

    Drugą dużą inwestycją jest zakup 88 nowoczesnych tramwajów dla trzech miast: Krakowa, Poznania i Wrocławia. Środki z KPO zasilą też projekty związane z inteligentną infrastrukturą przesyłu energii elektrycznej, w tym rozwój centrum danych dla rynku energii.

    W ramach wniosku Polska przyjęła także ustawę o działalności kosmicznej, która ma promować wykorzystanie danych satelitarnych, oraz nowelizację Prawa energetycznego. Nowe przepisy wprowadzają jednolite zasady przyłączania do sieci elektroenergetycznej w całym kraju, nakazują publikację danych o dostępnej zdolności przyłączeniowej i umożliwiają elektroniczne składanie wniosków o przyłączenie.

    Polska blisko pełnego wykorzystania KPO

    Łączna pula funduszy dla Polski w ramach KPO wynosi 54,72 mld euro – z czego 25,28 mld euro to bezzwrotne dotacje, a 29,44 mld euro to preferencyjne pożyczki (pulę pożyczkową zmniejszono wcześniej z 34,5 mld euro). Jak poinformowało Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, do tej pory w ramach programu podpisano ponad 1,1 mln umów o łącznej wartości ponad 232,4 mld zł, co stanowi 96,5% całej alokacji.

    Resort podkreśla, że Polska jest blisko pełnego wykorzystania środków. Minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapewniała, że kraj zainwestuje 100% dostępnych pieniędzy, czyli około 240 mld zł. W piątek KE przyjęła też ostatnią rewizję polskiego KPO, która – zdaniem ministerstwa – ma znacząco ułatwić i usprawnić końcowe rozliczenie programu.

    Co dalej?

    Po pozytywnej ocenie Komisji Europejskiej piąty wniosek trafia teraz do oceny reprezentantów państw członkowskich. Mają na to miesiąc, a ostateczną decyzję podejmie Komitet Ekonomiczno-Finansowy – organ doradczy UE złożony z ekspertów krajów członkowskich. Po uzyskaniu zgody pieniądze trafią do polskiego budżetu.

    Polska ma czas na zrealizowanie wszystkich zaplanowanych reform i inwestycji do końca 2026 r. – aby zamknąć cały fundusz, konieczne jest rozliczenie się do sierpnia, a ostatnie wnioski o płatność KE oczekuje do końca września.

  • Cyberatak na Żabkę. Hakerzy zażądali 5 tys. euro za dane

    Cyberatak na Żabkę. Hakerzy zażądali 5 tys. euro za dane

    Do publicznej wiadomości sprawa wyszła, gdy do franczyzobiorców i mediów zaczęły trafiać e-maile od nieznanych nadawców, którzy twierdzili, że mają dostęp do danych sieci i żądają zapłaty. Żabka potwierdziła, że doszło do nieautoryzowanego dostępu do jej systemów, a postępowanie prowadzi prokuratura.

    Śledztwo i zaangażowane służby

    Zawiadomienie o włamaniu wpłynęło do poznańskiego oddziału Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) we wtorek, a dwa dni później CBZC potwierdziło, że nadzór nad postępowaniem sprawuje Prokuratura Rejonowa Poznań–Wilda. W wyjaśnianiu incydentu uczestniczy także CERT Polska. Jak podał zespół prasowy CBZC, postępowanie dotyczy ataku hakerskiego zgłoszonego dwa dni temu, ale na obecnym etapie służby nie ujawniają szczegółów.

    „Z uwagi na wczesny etap postępowania oraz dobro prowadzonych czynności, na obecną chwilę nie ujawniamy szczegółowych informacji” – przekazało CBZC.

    Żabka przed złożeniem oficjalnego zawiadomienia poinformowała o zdarzeniu inspektora ochrony danych w firmie oraz Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Biuro prasowe sieci zapewniło, że spółka współpracuje z organami ścigania w celu wyjaśnienia sprawy.

    Jak doszło do włamania?

    Incydent wykryto pod koniec ubiegłego tygodnia – firma natychmiast zareagowała i zablokowała nieuprawniony dostęp zgodnie z wewnętrznymi procedurami bezpieczeństwa. Według doniesień portali dlahandlu.pl i bnbn.pl, hakerzy dostali się do sieci poprzez przejęte konto zewnętrznego usługodawcy. Portal bnbn.pl precyzuje, że wśród zaatakowanych narzędzi znalazł się system Jira, wykorzystywany do zarządzania projektami i zgłaszania błędów technicznych.

    Incydent dotyczył systemów służących do wymiany informacji między centralą sieci a franczyzobiorcami. Jak podaje biuro prasowe Żabki, sprawca wykorzystał zewnętrzne konto dostawcy usług, aby uzyskać dostęp do wybranych zasobów technicznych. Dzięki szybkiej reakcji firmy udało się ograniczyć zakres nieuprawnionego dostępu. Firma zapewnia, że sklepy działają bez zakłóceń, a podstawowe procesy sprzedażowe nie zostały naruszone.

    Dane pod ochroną

    Portal Niebezpiecznik informował, że w wyniku ataku wyciekły dane osobowe pracowników i partnerów, którzy mieli konta dostępowe w infrastrukturze Żabki. Według tego samego źródła prawdopodobnie wyciekły również dane części klientów. Niebezpiecznik dodał, że incydent był nietypowy, ponieważ cyberprzestępcy wystawili wykradzione dane na sprzedaż za „śmiesznie niską cenę”. Z kolei Żabka podkreśla, że dane klientów aplikacji Żappka oraz dane transakcyjne nie zostały naruszone – spółka zapewnia, że atak nie wpłynął na bezpieczeństwo danych klientów.

    Okup i presja na spółkę

    Cyberprzestępcy zażądali 5 tys. euro za wykradzione dane. Niebezpiecznik określił tę kwotę jako „śmiesznie niską” w przypadku tego typu ataków. Hakerzy nie tylko wystawili dane na sprzedaż za taką cenę, ale także rozesłali wiadomości e-mail o ataku do firm współpracujących z Żabką, do franczyzobiorców oraz do dziennikarzy. Jak podaje bnbn.pl, działanie to miało na celu wywarcie dodatkowej presji na spółkę, by zapłaciła okup. Sami przestępcy informowali o zdarzeniu partnerów biznesowych i media.

    Szerokie zjawisko cyberataków

    Portal bnbn.pl podkreśla, że ataki na duże sieci handlowe wpisują się w szerszy trend, w którym cyberprzestępcy stosują coraz bardziej zaawansowane metody. Żabka jest kolejną firmą w Polsce, która mierzy się z konsekwencjami włamania do systemów IT.

    Co dalej?

    Postępowanie w sprawie cyberataku na Żabkę prowadzone jest przez CBZC i Prokuraturę Rejonową Poznań–Wilda, a w śledztwo zaangażowany jest również CERT Polska. Na razie służby nie ujawniają szczegółów prowadzonych czynności, powołując się na wczesny etap dochodzenia i dobro śledztwa. Żabka zapewnia, że sklepy działają normalnie, a sprzedaż nie została zakłócona.

  • Rekordowy kwartał Grupy Modivo: przychody po raz pierwszy przebiły 3 mld zł, ale inwestorzy nie są zachwyceni

    Rekordowy kwartał Grupy Modivo: przychody po raz pierwszy przebiły 3 mld zł, ale inwestorzy nie są zachwyceni

    Grupa Modivo, dawniej znana jako CCC, po raz pierwszy w historii przekroczyła w kwartale granicę 3 miliardów złotych przychodów. Choć to kamień milowy, wstępne wyniki finansowe za drugi kwartał roku obrotowego 2026/2027 rozczarowały rynek – kurs akcji spadł nawet o 10% na otwarciu piątkowej sesji.

    Z przedstawionych przez zarząd danych wynika, że przychody grupy sięgnęły około 3,05 mld zł, co oznacza wzrost o 3% rok do roku. Poprawiła się także marża brutto – z 49,5% do 50,7% – głównie dzięki rosnącemu udziałowi wysokomarżowych marek licencyjnych i własnych. Skorygowana EBITDA (bez uwzględnienia m.in. wyników sieci Worldbox) wzrosła o 2% rdr, osiągając 340 mln zł. Jednak raportowana EBITDA spadła o 32% rdr, a zysk operacyjny obniżył się aż o 66%.

    HalfPrice ciągnie w górę całą grupę

    Największym motorem wzrostu pozostaje sieć HalfPrice, sprzedająca towary po obniżonych cenach. Jej przychody w drugim kwartale wyniosły 769 mln zł – o 54% więcej niż rok wcześniej. EBITDA formatu sięgnęła 129 mln zł, niemal dwa razy więcej niż przed rokiem. Sieć HalfPrice powiększyła się w ciągu roku ze 179 do 241 sklepów.

    Solidnie wypadł również segment CCC, który wygenerował blisko 1,3 mld zł przychodu – wzrost o 13% rdr. Sprzedaż porównywalna (LFL) wzrosła o 4%, a poziom zapasów w CCC został zredukowany o 16% rdr (spadek o ponad 300 mln zł).

    Modivo.com pod presją transformacji

    Inaczej wygląda sytuacja w kanale internetowym. Przychody Modivo.com spadły o 13% rdr, do 806 mln zł. Zarząd tłumaczy to m.in. trwającą zmianą modelu biznesowego – w portfolio produktowym rośnie udział wysokomarżowych marek własnych i licencyjnych, a wydatki na performance marketing są zastępowane organicznym generowaniem ruchu, głównie przez program lojalnościowy MODIVOclub. Dodatkowo w segmencie zaksięgowano jednorazowy koszt kampanii wizerunkowej wszystkich szyldów w wysokości 30 mln zł. Mimo spadku przychodów marża brutto w Modivo.com poprawiła się z 41,3% do 45,8%.

    Reakcja rynku – wyniki poniżej oczekiwań

    Mimo rekordowych przychodów, wyniki operacyjne okazały się niższe od prognoz. Analitycy ankietowani przez „Parkiet” spodziewali się 3,08 mld zł przychodu, 163 mln zł zysku operacyjnego i 389 mln zł EBITDA. Tymczasem opublikowane dane były jeszcze gorsze od tych oczekiwań. Kurs akcji Modivo, który w ostatnich dniach się umacniał, na otwarciu piątkowej sesji spadł nawet o około 10% (do 89,9 zł z 99 zł w czwartek), po czym wyhamował do 5–6% spadku.

    Analityk ostrzega przed ryzykiem finansowania

    Negatywnie wyniki ocenił Janusz Pięta, analityk biura maklerskiego mBanku. W swojej analizie zwrócił uwagę na kilka niepokojących sygnałów.

    – Wyniki oceniam negatywnie. Choć skorygowana EBITDA była o ok. 4% poniżej naszych oczekiwań, spółka zaksięgowała wyższe pozostałe koszty operacyjne, co przełożyło się na spadek raportowanej EBITDA o ponad 20% rok do roku oraz wynik o ponad 10% poniżej moich oczekiwań – mówi Janusz Pięta.

    Analityk wskazał na znaczącą erozję marży brutto w segmencie CCC oraz wzrost kosztów w Modivo.com. Zauważył też, że grupa ograniczyła wykorzystanie faktoringu odwrotnego, ale poziom zapasów wzrósł w porównaniu z poprzednim kwartałem.

    – Może to wskazywać, że instytucje finansowe redukują limity dostępne dla spółki. Gdyby to się potwierdziło, może to oznaczać utrudnienia w realizacji planów ekspansji – ostrzega Janusz Pięta.

    Bilans i ekspansja

    Grupa na koniec lipca 2026 r. liczyła łącznie 1561 sklepów – o 460 więcej niż rok wcześniej, przy łącznej powierzchni handlowej 1,27 mln mkw. (wzrost o 36%). Zadłużenie brutto zmniejszyło się w kwartale o 106 mln zł, a wykorzystanie faktoringu odwrotnego spadło o 327 mln zł. Zapasy w Modivo.com zostały zredukowane o ponad 260 mln zł, co w przeliczeniu na metr kwadratowy oznacza spadek o 16%.

    Grupa, która jeszcze pół roku temu przeszła rebranding z CCC na Modivo, pokazuje zróżnicowany obraz. Z jednej strony rekordowy przychód i dynamiczny rozwój HalfPrice, z drugiej – presja na rentowność w e-commerce i niepewność co do dalszego finansowania. Kolejne miesiące pokażą, czy strategia organicznego wzrostu i wyższej marży przyniesie oczekiwane efekty.

  • Top analitycy zdradzają kulisy: Jak naprawdę powstają rekomendacje giełdowe?

    Top analitycy zdradzają kulisy: Jak naprawdę powstają rekomendacje giełdowe?

    Czy analitykom giełdowym można ufać? Dlaczego dwaj eksperci potrafią zupełnie inaczej wycenić tę samą spółkę? I czy Excel naprawdę wystarczy, by oszacować wartość firmy? W długim wywiadzie dla „Parkietu” Emil Popławski (BM Pekao), Sylwia Jaśkiewicz (DM BOŚ) oraz Tomasz Sokołowski (Erste BM) – trzej najlepsi analitycy ostatniego rankingu tej gazety – odsłaniają kulisy swojej pracy.

    Praca analityka od kuchni

    Jak wygląda typowy dzień analityka? Zdecydowanie nie jest to praca od 9.00 do 17.00.

    Emil Popławski opisuje, że jego poranek startuje już około siódmej. Potem czeka go analiza raportów, rozmowy z klientami i publikacje. Wieczorem wracają nowe dane z firm i rynków zagranicznych. To zawód, który regularnie wykracza poza standardowe 9–17.

    Sylwia Jaśkiewicz zauważa, że w tym fachu trudno oddzielić życie zawodowe od prywatnego. Rynek działa non stop, więc odcięcie się od niego bywa niemożliwe. Mówi, że jej dzień tak naprawdę zaczyna się poprzedniego dnia.

    Tomasz Sokołowski potwierdza ten obraz – około 17.30 zamyka komputer, poświęca czas rodzinie, ale wieczorem, między 21 a 22, znów sprawdza, co wydarzyło się na światowych rynkach.

    Jak czytać rekomendacje?

    Zdaniem Popławskiego pierwsza strona raportu ma kluczowe znaczenie – powinna od razu wskazywać, dlaczego dana spółka jest warta uwagi lub nie. Radzi, by nie ograniczać się do samej ceny docelowej czy rekomendacji. Aby dobrze zrozumieć spółkę, warto przeczytać cały dokument, który rozwija argumentację.

    Tomasz Sokołowski zwraca uwagę na sytuacje, gdy analityk wyraźnie zmienia swoje nastawienie do spółki.

    Jeżeli przez długi czas utrzymywał rekomendację 'sprzedaj’, a nagle przechodzi do 'kupuj’, oznacza to, że wydarzyło się coś naprawdę istotnego.

    Podobnie jest z dużymi zmianami ceny docelowej – jeśli analityk podnosi ją o kilkadziesiąt procent dla dużej, szeroko analizowanej spółki, to sygnał, że dostrzegł coś, co zmienia perspektywy przedsiębiorstwa.

    Wycena to nie tylko matematyka

    Model DCF potrafi policzyć praktycznie wszystko, ale jego wynik zależy od przyjętych założeń. Jak wyjaśnia Popławski, może on matematycznie wygenerować bardzo wysoką wartość, ale jeśli końcowy rezultat nie przystaje do realiów rynkowych, trzeba wrócić do założeń. Doświadczenie odgrywa tu ogromną rolę.

    Sylwia Jaśkiewicz dodaje, że wycenę zawsze sprawdza się na tle metod porównawczych oraz szerszego otoczenia rynkowego – każda branża działa w konkretnym kontekście gospodarczym, a firmy wzajemnie na siebie oddziałują. Do tego dochodzą czynniki, których praktycznie nie da się zapisać w Excelu – zmiany geopolityczne, nowe regulacje czy przekształcenia łańcuchów dostaw.

    Przygotowanie rekomendacji – ile to trwa?

    Wstępną opinię o spółce można zbudować nawet w ciągu jednego dnia, ale to dopiero pierwsze spojrzenie. Przygotowanie pełnej rekomendacji, w zależności od stopnia skomplikowania przedsiębiorstwa, może potrwać od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy.

    Jak podkreśla Emil Popławski, początkujący analitycy często popełniają błąd zbytniej gonitwy – chcą jak najszybciej opublikować rekomendację, nie zagłębiając się dostatecznie w temat. Z drugiej strony są tacy, którzy analizują każdy szczegół tak długo, że nigdy nie finalizują raportu. Kluczowym wyzwaniem jest znalezienie właściwej równowagi.

    Nie ma analityka bez błędów

    Wszyscy rozmówcy są zgodni: każdy analityk będzie miał w swojej karierze trafne i nietrafione rekomendacje. Prognozujemy przyszłość, a nie opisujemy przeszłość. Kluczowe jest jednak to, aby każda decyzja inwestycyjna była poprzedzona rzetelną analizą i opierała się na logicznych przesłankach.

    Tomasz Sokołowski przyznaje:

    Sam również miałem rekomendacje, które z perspektywy czasu oceniam jako nieudane. Czasem problemem nie były nawet prognozy wyników finansowych, lecz błędna ocena tego, jak rynek będzie wyceniał daną spółkę.

    Jak ocenić analityka?

    W długim okresie rynek bardzo dobrze weryfikuje analityków. Najważniejsze są rzetelność procesu, spójność argumentacji i gotowość do zmiany zdania, gdy zmieniają się fundamenty. Jak podsumowuje Sokołowski, w tej pracy reputacja jest jednym z najcenniejszych aktywów.

  • Miedź bije historyczny rekord – 14 144 dol. za tonę na LME

    Miedź bije historyczny rekord – 14 144 dol. za tonę na LME

    Ceny miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) właśnie przebiły kolejną psychologiczną barierę. W czwartek, 7 sierpnia 2026 roku, kontrakty trzymiesięczne osiągnęły 14 144 dolary za tonę, co jest najwyższym poziomem w historii notowań. To wzrost o 0,52 proc. w porównaniu z poprzednim zamknięciem i jednocześnie kontynuacja mocnego trendu wzrostowego – od początku roku metal zdrożał – w zależności od źródła – od 12 do 14 proc..

    Rekord znalazł odzwierciedlenie również na nowojorskiej giełdzie COMEX, gdzie funt miedzi wyceniano na 6,7263 dolara – o 0,15 proc. więcej niż dzień wcześniej.

    Dlaczego miedź drożeje?

    Na wzrost cen wpływa kilka nakładających się czynników. Krótkoterminowa podaż jest ograniczona, tymczasem popyt ze strony centrów danych oraz sieci energetycznych systematycznie rośnie. Do tego dochodzą intensywne zakupy Chin, które opróżniają giełdowe magazyny, oraz duży import miedzi do Stanów Zjednoczonych – realizowany w obawie przed przyszłymi cłami administracji Trumpa.

    Jak podaje bankier.pl, analitycy ING Bank NV oceniają:

    „Fundamenty rynku miedzi pozostają korzystne. Napięte rynki fizyczne, niskie zapasy i ograniczona podaż z kopalń powinny nadal wspierać ceny”.

    W dłuższym horyzoncie wzrost cen wspierają dwa trwałe trendy: elektryfikacja gospodarki (w szczególności rozbudowa sieci energetycznych i infrastruktury dla centrów danych) oraz spadająca zawartość miedzi w rudach wydobywanych z istniejących kopalń, co utrudnia i podraża uruchamianie nowych złóż.

    Zapasy topnieją, a Chiny kupują hurtowo

    Według danych z Parkietu, łączne zapasy LME i SHFE (Szanghajskiej Giełdy Metali) spadły do najniższego poziomu od siedmiu miesięcy i wynoszą 293 tony – to spadek o 61 proc. od marca. Tymczasem zapasy na giełdzie COMEX osiągnęły rekordowe 656 ton, co stanowi aż 69 proc. całkowitych zapasów monitorowanych przez giełdy. W lipcu do amerykańskich portów dotarło ponad 200 000 ton miedzi – najwięcej w danych IHS Markit od 2014 roku.

    Według analityków Bloomberg Intelligence, w nadchodzącym roku luka między globalnym popytem a podażą może powiększyć się nawet o pół miliona ton – wpływ na to będą miały zarówno przedłużający się konflikt wokół Iranu, jak i utrzymująca się odporność chińskiej produkcji. Przy tak niskich zapasach każdy dodatkowy niedobór szybko odbija się na notowaniach.

    Pogoda paraliżuje chilijskie kopalnie

    Dodatkowym czynnikiem zaostrzającym sytuację podażową są potężne burze w Chile – kraju odpowiadającym za ponad jedną piątą światowej produkcji miedzi. Pod koniec lipca intensywne opady śniegu, gwałtowne powodzie i silne wiatry pochłonęły 13 ofiar śmiertelnych i zakłóciły działalność głównych producentów.

    Antofagasta, notowana na londyńskiej giełdzie chilijska firma, wstrzymała wydobycie i przetwórstwo w swoim zakładzie Los Pelambres. Globalna firma górnicza Barrick ewakuowała pracowników. Lundin Mining poinformował, że wznowienie działalności kopalni Caserones w regionie Atacama może potrwać od dwóch do trzech tygodni – linie energetyczne obsługujące kopalnię uszkodziły obfite opady śniegu. Ulewy zakłóciły też pracę kopalni Candelaria, choć ta kontynuowała działalność, wykorzystując zapasy rudy, i później przywróciła pełną wydajność.

    KGHM na najwyższym poziomie od 5 lat

    Rekord na rynku miedzi to dobra wiadomość dla akcjonariuszy KGHM. W czwartek około godziny 10:15 akcje lubińskiego kombinatu kosztowały 351,75 zł, o 0,26 proc. więcej niż dzień wcześniej. Jak zauważa bankier.pl, kurs jest obecnie najwyżej od 5 lat.

    Silna korekta cen na LME wskazuje na presję na krótkoterminowe dostawy – kontrakty terminowe były notowane z premią 99,50 USD za tonę w kontraktach trzymiesięcznych, wobec około 30 USD na przełomie lipca i sierpnia. To najwyższa wartość od stycznia.

    Co dalej?

    Departament Handlu USA miał przedstawić rekomendację dotyczącą ceł na miedź rafinowaną do 30 czerwca, ale decyzja nadal nie została ogłoszona. Ceny w USA pozostają wyższe niż na LME, co utrzymuje rentowność handlu. Chińscy producenci wciąż kupują od ręki, utrzymując niskie zapasy. Nowe kopalnie stają się coraz trudniejsze do znalezienia i droższe w budowie.

  • Koniec z developerem, który znika po sprzedaży. Projekt nowelizacji trafił do konsultacji

    Koniec z developerem, który znika po sprzedaży. Projekt nowelizacji trafił do konsultacji

    Scenariusz, w którym nabywca mieszkania po roku odkrywa wadę, a spółka, która budowała jego dom, już nie istnieje, może wkrótce odejść do przeszłości. Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii projekt nowelizacji ustawy deweloperskiej trafił właśnie do konsultacji i ma ukrócić praktykę błyskawicznego rozwiązywania spółek celowych.

    Pięć lat obowiązkowego istnienia spółki

    Kluczowym elementem nowelizacji jest nowy artykuł 41b. Zgodnie z propozycją spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjna lub prosta akcyjna nie będzie mogła zostać rozwiązana wcześniej niż pięć lat od wydania ostatniego lokalu. Mechanizm ma wejść w życie po 24-miesięcznym vacatio legis. Jak wyjaśnia Aleksandra Krupińska, prawnik Polskiego Związku Firm Deweloperskich, spółka może zakończyć sprzedaż, rozliczyć inwestycję, spłacić finansowanie i zamknąć rachunek powierniczy, ale wykreślenie z rejestru będzie możliwe dopiero po upływie pięciu lat od wydania ostatniego lokalu. Chodzi o to, by przez ten czas istniał podmiot, do którego można kierować roszczenia z tytułu rękojmi.

    Cena mieszkania raz na zawsze

    Projektowany artykuł 36a wprowadza fundamentalną zmianę w kwestii cen. Ustalona w umowie cena lokalu nie będzie mogła być podwyższana ani waloryzowana na niekorzyść kupującego. Adwokat Katarzyna Gabrysiak zwraca uwagę, że deweloper nie będzie mógł jednostronnie podnieść ceny mieszkania tylko dlatego, że wzrosły koszty materiałów budowlanych, robocizny czy finansowania. Ryzyko wzrostu kosztów przejmuje firma. Zdaniem Mariusza Urbańskiego z INWI przepisy tworzą niezwykle szczelny system, w praktyce zamykający deweloperom furtkę do jednostronnego podnoszenia cen.

    Wyższy zwrot rezerwacji i trudniejsze odstąpienie

    Zmieniają się także zasady rezerwacji. Jeśli deweloper odmówi zawarcia umowy, będzie musiał zwrócić opłatę rezerwacyjną w poczwórnej, a nie podwójnej wysokości. Deweloper będzie mógł odstąpić od umowy tylko w przypadku braku zapłaty lub niestawienia się na odbiór, po formalnych wezwaniach. To znaczne ograniczenie dotychczasowych możliwości.

    Więcej jawności i nowy odbiór

    Projekt rozbudowuje obowiązki informacyjne. W ofertach i ogłoszeniach trzeba będzie zamieszczać rzuty lokali z podaniem wymiarów pomieszczeń. Wizualizacje stworzone przez sztuczną inteligencję muszą być odpowiednio oznaczone, podobnie jak zdjęcia pochodzące z innych realizacji. Kupujący zyska prawo wglądu do dokumentacji technicznej przed odbiorem i dodatkowe 14 dni na zgłoszenie wad od podpisania protokołu. Wady będzie można zgłaszać elektronicznie, a deweloper lub jego pełnomocnik będzie musiał wziąć udział w odbiorze.

    Rozbudowany ma być Portal DOM. Znajdą się w nim informacje o opóźnieniach wobec harmonogramu, dacie rozpoczęcia sprzedaży, ostrzeżeniach i decyzjach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, postanowieniach nadzoru budowlanego oraz ewentualnej upadłości dewelopera.

    Eksperci: brakuje realnych zabezpieczeń finansowych

    Część prawników ma poważne wątpliwości, czy zakaz likwidacji rzeczywiście ochroni kupujących. Adwokat Mateusz Stawski, specjalizujący się w sporach budowlanych, twierdzi, że proponowany zakaz likwidacji spółek deweloperskich i przeniesienie odpowiedzialności za wady na wspólników realnie nie zwiększą ochrony nabywców. Jego zdaniem skutkiem zmian będzie istnienie spółki pięć lat dłużej, ale bez majątku i środków na usunięcie wad. Wyrok przeciwko takiej spółce może być niewykonalny, a zarząd będzie zobowiązany złożyć wniosek o upadłość. Stawski proponuje zamiast tego obowiązek ustanowienia zabezpieczeń finansowych, np. gwarancji bankowej, ubezpieczeniowej lub ubezpieczenia.

    Podobnie wypowiada się Wojciech Adamowicz, radca prawny z kancelarii White Owl. Zwraca uwagę, że przejście odpowiedzialności na wspólników i pięcioletnie ograniczenie utrudnią likwidację, ale nie zapewnią majątku na zaspokojenie roszczeń. Karol Szumański z Marshall Real Estate ocenia przepisy jako krok w dobrym kierunku, ale nie rozwiązujący problemu całkowicie.

    Nowe obowiązki i dalsze kroki

    Zmiany oznaczają też więcej pracy dla firm. Grzegorz Kawęcki z Pekabex Development wskazuje, że banki będą wymagały od deweloperów dokładniejszego raportowania postępów budowy, rozliczeń z wykonawcami i podwykonawcami oraz bieżącego śledzenia przepływów pieniężnych. Większość przepisów ma wejść w życie w ciągu trzech miesięcy od ogłoszenia, choć część rozwiązań otrzyma dłuższe, sięgające dwóch lat terminy. Obecnie projekt jest w konsultacjach.

  • Prezydent wysyła ustawę do Trybunału, a kurs Orlenu ledwo drgnął. Dlaczego rynek nie skacze z radości?

    Prezydent wysyła ustawę do Trybunału, a kurs Orlenu ledwo drgnął. Dlaczego rynek nie skacze z radości?

    Najpierw była euforia i wzrosty o 23% w miesiąc, potem historyczne szczyty, a teraz… delikatne rozczarowanie. W czwartek akcje Orlenu kosztowały 146,48 zł, ale droga do tego poziomu była wyboista. W ostatnich dniach kurs spadł o ponad 7% po rekordowym rajdzie, a chwilę wcześniej rynek otrzymał decyzję prezydenta, która – przynajmniej teoretycznie – powinna być paliwem dla zwyżek.

    Prezydencki prezent (którego rynek nie chce)

    Karol Nawrocki skierował ustawę o windfall tax do Trybunału Konstytucyjnego. Dla firm, które miały zapłacić dodatkowy podatek, to sygnał z potencjalnie ogromnym znaczeniem. Po pierwsze, wejście daniny w życie zostaje odsunięte w czasie. Po drugie, Trybunał może orzec, że ustawa jest niezgodna z konstytucją, całkowicie wywracając stolik.

    Mimo tych teoretycznie dobrych wieści, reakcja giełdy była więcej niż skromna. Notowania PKN Orlen wzrosły zaledwie o 0,1%, a akcje Unimotu nawet lekko spadły. Dlaczego inwestorzy nie rzucili się do kupna?

    Odpowiedź leży w wycenach. Analitycy z Trigon jeszcze przed decyzją prezydenta szacowali, że windfall tax uderzyłby w Orlen kwotą około 6 mld zł. W przypadku Unimotu potencjalny koszt był znacznie niższy i wynosił od 60 do 200 mln zł. Rynek od dawna dyskontował te scenariusze, a ryzyko podatkowe było już wliczone w ceny akcji. Decyzja Nawrockiego to krok w dobrą stronę, ale nie gwarancja – podatek wcale nie został anulowany, a jedynie odroczony z szansą na kasację. To za mało, by wywołać prawdziwą euforię.

    Korekta po szaleńczym rajdzie

    Nastroje wokół Orlenu w ostatnich dniach psuł też inny czynnik – naturalna realizacja zysków. Kilka tygodni wcześniej kurs spółki należał do najsilniejszych na całej GPW. W ciągu miesiąca akcje zyskały około 23% i wspięły się na historyczne maksima. Przy tak dynamicznym wzroście pojawienie się sprzedających było tylko kwestią czasu.

    Presja podażowa okazała się wystarczająco silna, by zepchnąć kurs poniżej poziomu 145 zł. W pewnym momencie podczas jednej sesji akcje traciły blisko 4%, a w ciągu kilku dni skumulowany spadek sięgnął ponad 7%.

    Ropa i techniczne wsparcie

    Na sentyment wpływa również sytuacja na globalnym rynku surowców. Ceny ropy naftowej zaczęły spadać po sygnałach mówiących o możliwej deeskalacji napięć na Bliskim Wschodzie. Mniejsze obawy geopolityczne oznaczają niższą wycenę surowca, a to bezpośrednio ciąży na spółkach energetycznych takich jak Orlen.

    Z technicznego punktu widzenia kluczowym poziomem wsparcia może być okolica 135 zł. Analitycy zwracają uwagę, że średnia skala korekt podczas poprzedniej fali wzrostowej wynosiła około 14%. Jeśli historia się powtórzy, przecena właśnie w okolice 135 zł jest realnym scenariuszem. Co ważne, nie musiałoby to oznaczać końca hossy dla Orlenu – raczej głębsze odreagowanie po bardzo silnym rajdzie.

    Fundamenty pod kontrolą

    Mimo krótkoterminowych zawirowań, kondycja finansowa Orlenu pozostaje stabilna. Rentowność kapitałów własnych (ROE) wynosi solidne 8,83%, a wskaźnik C/Z na poziomie 9,56 jest znacznie niższy niż średnia dla całego WIG-u (21,17), co sugeruje konserwatywną wycenę. Spółka notuje również wskaźnik C/WK na poziomie 0,84, co oznacza, że akcje są handlowane poniżej wartości księgowej. Przy zadłużeniu na bezpiecznym poziomie 42,73% i dobrej marży operacyjnej (8,31%) Orlen pozostaje jednym z kluczowych graczy na polskim i międzynarodowym rynku.

    Na razie inwestorzy wstrzymują się z większymi decyzjami, czekając na rozwój wydarzeń w Trybunale Konstytucyjnym i dalsze sygnały z rynku ropy. Najbliższe sesje pokażą, czy korekta pogłębi się do wsparcia w okolicach 135 zł, czy też rynek uzna obecne poziomy za okazję do zakupów.

  • Konsorcjum z Trakcją wybuduje odcinek C-E 20 za prawie 1,2 mld zł netto

    Konsorcjum z Trakcją wybuduje odcinek C-E 20 za prawie 1,2 mld zł netto

    PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. (PKP PLK) podpisały z konsorcjum, w którego skład wchodzą Trakcja S.A. oraz Sarinż sp. z o.o., umowę na modernizację linii kolejowej C-E 20 na odcinku Skierniewice – Czachówek Wschodni. Maksymalna wartość kontraktu sięga niemal 1,2 mld zł netto, a prace na odcinku podstawowym mają zostać zakończone w ciągu 48 miesięcy od daty podpisania umowy.

    Umowa została zawarta 22 lipca 2026 roku pomiędzy konsorcjum firm (Wykonawcą) a PKP PLK (Zamawiającym). Liderem konsorcjum jest Trakcja S.A. z siedzibą w Warszawie, a partnerem Sarinż sp. z o.o., również z Warszawy. Obie firmy będą odpowiadać za zaprojektowanie i wykonanie robót budowlanych na wskazanym odcinku linii kolejowej C–E 20.

    Zakres prac i opcje dodatkowe

    Przedmiot umowy został podzielony na zakres podstawowy oraz trzy zakresy opcjonalne. Opcje te dają zamawiającemu elastyczność w rozszerzaniu projektu o dodatkowe zadania w przyszłości.

    W ramach zakresu podstawowego konsorcjum wykona zasadniczą część inwestycji. Do tego dochodzą trzy opcje:

    • Opcja na interfejs – dotycząca zmian w urządzeniach sterowania ruchem kolejowym i systemie ETCS.
    • Prawo opcji nr 1 – rozszerzenie prac na linii kolejowej nr 12 na odcinku Mszczonów – Tarczyn.
    • Prawo opcji nr 2 – rozszerzenie prac na linii kolejowej nr 12 na odcinku Tarczyn – Czachówek Wschodni.

    Zamawiający może skorzystać z Prawa opcji nr 1 i nr 2 w całości lub w części w okresie 24 miesięcy od dnia zawarcia Umowy, a za pisemną zgodą wykonawcy – również później. Opcja na interfejs może być uruchamiana przez cały okres realizacji robót oraz w okresie gwarancji.

    Milionowe wartości i harmonogram

    Maksymalna łączna wartość umowy wynosi 1 199 941 074,95 zł netto. Na tę kwotę składają się:

    • Zakres podstawowy: 578,3 mln zł netto (część podstawowa) plus 48,5 mln zł netto (wynagrodzenie warunkowe)
    • Prawo opcji nr 1: 351,0 mln zł netto oraz 33,6 mln zł netto
    • Prawo opcji nr 2: 169,4 mln zł netto oraz 16,7 mln zł netto
    • Opcja na interfejs: 2,5 mln zł netto

    Zakładany udział Trakcja S.A. w realizacji umowy wynosi 75%. Ostateczny podział prac zostanie ustalony w osobnej umowie wykonawczej między członkami konsorcjum.

    Kluczowe terminy

    Termin zakończenia wszystkich robót dla zakresu podstawowego oraz opcji (o ile zostaną uruchomione) wynosi 48 miesięcy od dnia zawarcia Umowy. Po zakończeniu robót wykonawca będzie miał nie więcej niż 8 miesięcy na dostarczenie zamawiającemu zezwoleń na dopuszczenie do eksploatacji podsystemów strukturalnych, zgodnie z Ustawą o transporcie kolejowym.

    Zamawiający zakłada, że realizacja Opcji na interfejs zajmie co najmniej 6 miesięcy, jednak nie dłużej niż 4 lata od dnia jej uruchomienia.

    Decyzja zarządu i znaczenie kontraktu

    Umowa została zawarta w wyniku wyboru oferty konsorcjum jako najkorzystniejszej w postępowaniu przetargowym w trybie przetargu nieograniczonego. Jak poinformował zarząd Trakcja S.A., publikacja tej informacji wynika z faktu, że „realizacja ww. projektu stanowi znaczący udział w portfelu zamówień realizowanych przez Spółkę oraz ma wpływ na utrzymanie bieżących i zwiększenie przyszłych przychodów i wyników Spółki”.

    Warto dodać, że 3 sierpnia 2026 roku raport o podpisaniu umowy został opublikowany ponownie – tym razem wyłącznie w celu poprawy metadanych i uzyskania walidacji technicznej ESAP. Treść merytoryczna komunikatu pozostała bez zmian.

  • LPP sypie rekordami: zysk skoczył o 40%, ale w Bangladeszu szykuje się zmiana

    LPP sypie rekordami: zysk skoczył o 40%, ale w Bangladeszu szykuje się zmiana

    Gdańska grupa odzieżowa LPP właśnie pochwaliła się wynikami, które robią wrażenie – przychody poszły w górę o blisko jedną piątą, a zyski wystrzeliły o 40%. Jednocześnie spółka poważnie analizuje swoją strategię w Bangladeszu, skąd pochodzi co czwarta dostawa.

    Wyniki kwartału: powrót do wysokiej dynamiki

    W drugim kwartale roku obrotowego (maj–lipiec 2026) przychody LPP w walutach stałych wzrosły o 18,5% w porównaniu z tym samym okresem 2025 r. To – jak podaje zarząd – najszybsze tempo od trzeciego kwartału 2025 roku. Skorygowany zysk operacyjny (EBIT) był o około 40% wyższy niż rok temu, a zysk netto rósł w podobnym tempie. Analitycy spodziewali się wzrostu EBIT o 41%, więc dane są zbieżne z rynkowymi prognozami.

    W całej grupie utrzymała się marża brutto na poziomie 56–57%, co przy dyscyplinie kosztowej przełożyło się na lepsze wyniki. Sprzedaż w sklepach dojrzałych (LFL) wzrosła o 1,8%.

    Sinsay napędza ekspansję, ale LFL w dół

    LPP otworzyło w kwartale 230 nowych salonów, z czego 212 to Sinsay. Łączna powierzchnia handlowa grupy przekroczyła 3,24 mln metrów kwadratowych i jest o 21% większa niż przed rokiem. Na 2026 rok zaplanowanych jest około 750 nowych lokalizacji samego Sinsaya.

    Ciekawostka: mimo intensywnego rozwoju, sprzedaż LFL w Sinsay spadła o 1,2%. Z kolei starsze marki (Reserved, Cropp, House) odnotowały łączny wzrost LFL o 5,4% (z wyłączeniem Mohito, które również zanotowało spadek). Zarząd podkreśla jednak, że w obu przypadkach dynamiki były najlepsze od czterech kwartałów.

    Nowe centrum w Rumunii i sytuacja w Europie Południowo-Wschodniej

    Region Europy Południowo-Wschodniej jako jedyny zanotował ujemny wskaźnik LFL, co firma tłumaczy niekorzystnym otoczeniem makroekonomicznym. LPP uruchomiło w lipcu nowe centrum dystrybucyjne w Rumunii, które zastąpiło magazyn spalony w czerwcu 2025 r. Pełną zdolność operacyjną nowego obiektu planuje się osiągnąć na przełomie listopada i grudnia 2026 r.

    Bangladesz pod lupą – możliwe ograniczenie zamówień

    Bangladesz odpowiada za około 25% wolumenu zakupów LPP (w 2020 r. było to ponad 30%). CFO Marcin Bójko przyznaje, że obecna sytuacja na tamtejszym rynku zmusiła firmę do fundamentalnego przemyślenia źródeł zaopatrzenia w średnim terminie. Ewentualne ograniczenie zamówień na sezon wiosna–lato 2027 może wynieść od kilku do kilkunastu procent.

    LPP podkreśla, że dostawy na sezon jesienno–zimowy 2026 są w pełni zabezpieczone i odbywają się zgodnie z harmonogramem. Spółka nie widzi ryzyka dla dostępności kolekcji ani wpływu na marżę brutto. Firma zaprzecza też doniesieniom o zaległościach płatniczych wobec fabryk w Bangladeszu – wszystkie zobowiązania regulowane są na bieżąco.

    „Rozmowy i analizy trwają i nie chciałbym podawać szczegółów, ale na dziś można szacować, że skala ewentualnego ograniczenia zamówień w perspektywie sezonu wiosna–lato 2027 mogłaby wynieść od kilku do kilkunastu procent” – mówi Marcin Bójko, CFO LPP.

    Firma nie zamierza całkowicie rezygnować z Bangladeszu, ale prowadzi stały dialog z lokalnymi instytucjami branżowymi. Jeśli nie przyniesie to oczekiwanych rezultatów, LPP ma możliwości relokacji zamówień na inne rynki, gdzie współpracuje z dostawcami.

    Reakcja rynku

    Po czwartkowej publikacji wstępnych wyników akcje LPP rosły o 1,55%, do 22,34 tys. zł, odwracając poranne spadki wywołane doniesieniami z Bangladeszu. Pełny raport za pierwsze półrocze, wraz z ostatecznymi danymi, poznamy 17 września 2026 r.