Blog

  • Unia bierze się za stal. Nowe cła i rewolucyjna zasada „melt and pour”

    Unia bierze się za stal. Nowe cła i rewolucyjna zasada „melt and pour”

    Od 1 lipca br. do Unii Europejskiej nie będzie już tak łatwo wwieźć taniej stali z zewnątrz. Państwa członkowskie zatwierdziły właśnie pakiet ostrych regulacji, który ma wstrzymać zalew importu i uratować europejskie hutnictwo przed zapaścią. Bruksela wprowadza zarówno wyższe cła, jak i zupełnie nowe narzędzie kontroli pochodzenia surowca.

    Stalowy sufit – niższe limity, wyższe cła

    Kluczową zmianą jest drastyczne zaostrzenie systemu kontyngentów taryfowych. Roczny limit bezcłowego importu stali zostanie ścięty do 18,3 mln ton. Wszystko, co trafi na rynek UE powyżej tego progu, będzie obłożone cłem w wysokości 50% – dotychczas było to 25%.

    Bruksela pomyślała jednak o elastyczności dla firm: niewykorzystane kwoty będzie można przenosić między kwartałami w obrębie tego samego roku kalendarzowego. To ukłon w stronę przedsiębiorców, którzy muszą żonglować dostawami w zmiennych warunkach rynkowych.

    Śledztwo w hucie – rewolucyjna procedura „melt and pour”

    Największą innowacją nowych przepisów jest wymóg „melt and pour” („wytop i odlew”). Importerzy będą musieli precyzyjnie udokumentować, w którym kraju stal została pierwotnie wytopiona i po raz pierwszy odlana. Celem jest uderzenie w proceder reeksporterów, którzy dotychczas maskowali faktyczne pochodzenie surowca, przerzucając go przez państwa pośredniczące. Nowe narzędzie ma radykalnie zwiększyć przejrzystość handlu i utrudnić obchodzenie kontyngentów.

    Milczący cel – chińska stal

    Oficjalnie w dokumentach mówi się o konieczności „stopniowego wycofywania się z importu rosyjskich wyrobów stalowych”. Wspólną deklarację w tej sprawie wydały Rada UE, Parlament Europejski oraz Komisja Europejska. Jednak nieoficjalnie komentatorzy są zgodni – nowe taryfy uderzą przede wszystkim w tanią chińską stal, zalewającą globalne rynki. Bruksela idzie tym samym śladem co administracja Donalda Trumpa, który wprowadził analogiczne 50-procentowe cło, by chronić amerykański rynek przed produktami z Państwa Środka.

    Kryzys w liczbach – dramat europejskich hut

    Decyzja o zaostrzeniu reguł zapadła w momencie, gdy unijne hutnictwo znajduje się w głębokiej defensywie. Przyczyny są dobrze znane: globalna nadprodukcja, rosnące koszty energii oraz gigantyczne nakłady na zieloną transformację. Według prognoz Komisji Europejskiej do 2027 roku światowa nadwyżka mocy produkcyjnych w produkcji stali sięgnie 721 mln ton – to równowartość pięciokrotności rocznego zapotrzebowania całej Wspólnoty.

    Skutki dla europejskiego przemysłu są już widoczne gołym okiem. W 2024 roku unijne huty wykorzystywały zaledwie 67% swoich mocy produkcyjnych. Import systematycznie odbiera im udziały w rynku. Bilans dwóch ostatnich dekad jest wręcz druzgocący: od 2007 roku w UE zlikwidowano około 65 mln ton zdolności produkcyjnych w sektorze stalowym, a zatrudnienie spadło nawet o 100 tys. miejsc pracy.

    „Stal ma fundamentalne znaczenie”

    Nowe przepisy to nie tylko techniczna regulacja, ale także silny akcent polityczny. „Stal ma fundamentalne znaczenie dla europejskiej bazy przemysłowej, transformacji ekologicznej oraz bezpieczeństwa Europy” – oświadczył Michael Damianos, minister energii, handlu i przemysłu Cypru, który sprawuje obecnie prezydencję w Radzie UE. Jak dodał, dzisiejsza decyzja tworzy silniejsze ramy reagowania na zakłócenia rynku światowego i ma zapewnić większą przewidywalność zarówno producentom stali, jak i branżom, które ten surowiec wykorzystują.

    Co to oznacza dla polskiego konsumenta?

    Dla przeciętnego Kowalskiego nowe regulacje mogą przełożyć się na wyższe ceny produktów zawierających stal – od samochodów po sprzęt AGD. Jednak dla stabilności unijnego przemysłu i bezpieczeństwa dostaw w strategicznym sektorze jest to krok, który Bruksela uznała za niezbędny. Najbliższe miesiące pokażą, czy tarcza antyimportowa faktycznie powstrzyma napływ taniej stali i da europejskim hutom oddech, na który czekają od lat.

    Nowe regulacje wchodzą w życie 1 lipca 2026 roku.

  • Miliard dolarów w krypto aktywach przejęty! Czy to koniec dla irańskiego systemu finansowego?

    Miliard dolarów w krypto aktywach przejęty! Czy to koniec dla irańskiego systemu finansowego?

    Czy kryptowaluty, które miały być dla Iranu szansą na uniknięcie sankcji, właśnie stały się ich ofiarą? Departament Skarbu USA uderzył w samo serce cyfrowej gospodarki Teheranu, nakładając sankcje na największą giełdę kryptowalutową w tym kraju. Ale to nie koniec historii — to początek gigantycznej konfiskaty.

    Waszyngton zaciska pętlę

    Administracja Donalda Trumpa nie zwalnia tempa. W trakcie trwających, ale jak dotąd bezowocnych, wysiłków dyplomatycznych z Iranem, Waszyngton zdecydował się na kolejny radykalny ruch gospodarczy. Departament Skarbu USA nałożył sankcje na największą irańską giełdę kryptowalut Nobitex, jej prezesa, trzech współzałożycieli oraz trzy inne lokalne platformy.

    Oskarżenia są poważne. Według amerykańskiego rządu, Nobitex „ułatwiał płatności związane z działalnością terrorystyczną Iranu, próbami unikania sankcji oraz transakcjami powiązanymi z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC)”.

    „Nobitex pomógł również Bankowi Centralnemu Iranu uzyskać dostęp do stablecoinów o wartości setek milionów dolarów, wykorzystywanych do podtrzymania spadającej wartości irańskiego riala” — poinformował Departament w komunikacie prasowym.

    Ale to nie wszystko. Platforma miała umożliwić przepływ setek milionów dolarów do irańskiego banku centralnego oraz IRGC, tworząc równoległy, nieformalny system finansowy. Co gorsza dla reżimu, po rozpoczęciu amerykańskich operacji bojowych w Iranie, Nobitex pomagał wyprowadzać aktywa reżimu mimo blokad internetu.

    Operacja „Epic Fury” i miliard dolarów w portfelach

    Tu zaczyna się prawdziwa akcja. Sankcje na giełdy to tylko element szerszej kampanii. W ramach ekonomicznego komponentu operacji Trumpa o kryptonimie „Epic Fury” Stany Zjednoczone przejęły dotąd irańskie aktywa kryptowalutowe o łącznej wartości miliarda dolarów.

    Jak ujął to sekretarz? Dosadnie: „Po prostu bezpardonowo przejęliśmy portfele. Niektórzy mogą w tej chwili pisać na klawiaturze i nawet nie zdawać sobie sprawy, że ich portfel został przejęty”. Środki te mają być przetrzymywane „w imieniu narodu irańskiego”.

    A skala? Sankcje uderzyły w platformy odpowiedzialne za co najmniej 72% wszystkich cyfrowych przepływów aktywów do Iranu w 2025 roku. To gigantyczne uderzenie w infrastrukturę.

    Kryptowaluty — broń obosieczna

    Paradoks polega na tym, że ten sam system, który stał się bronią państwa, był też deską ratunkową dla milionów zwykłych Irańczyków. W obliczu spadku riala o blisko 90 procent od 2018 roku i inflacji rzędu 40-50 procent, obywatele masowo uciekali do Bitcoina i stablecoinów, by chronić oszczędności.

    Teraz ci sami ludzie mogą stracić dostęp do kluczowej linii życia. Dla nich kryptowaluty były jedynym skutecznym sposobem ochrony przed załamaniem systemu bankowego.

    Tymczasem według ustaleń agencji Reuters, Nobitex kontrolowany jest przez dwóch braci z rodziny Kharrazi – jednej z najpotężniejszych dynastii Republiki Islamskiej, mającej bliskie powiązania z nowym najwyższym przywódcą. Giełda stanowczo odrzuca te zarzuty, zaprzeczając bezpośrednim powiązaniom z rządem.

    Rynek drży, a dyplomacja milczy

    To prowadzi do kluczowego pytania, które elektryzuje globalnych inwestorów: Czy to właśnie te działania zepchnęły Bitcoina poniżej poziomu 60 tysięcy dolarów w minionym tygodniu? Ogłoszenie przejęcia miliarda dolarów w aktywach działa na rynek jak silny bodziec strachu.

    Na arenie międzynarodowej sankcje zostały ogłoszone w momencie, gdy Iran zapowiedział zawieszenie komunikacji z USA w odpowiedzi na nasilenie działań militarnych Izraela w Libanie. Prezydent Trump ogłosił później, że przywódcy Izraela i Hezbollahu zgodzili się wstrzymać walki, choć izraelska armia nadal prowadzi ostrzał.

    Równolegle w Waszyngtonie rozpoczęły się kolejne negocjacje pokojowe z udziałem dyplomatów Izraela i Libanu. Jednak gospodarcza wojna z Iranem zdaje się toczyć własnym, coraz bardziej zaostrzonym rytmem.

    Nowy front sankcji jest otwarty. Czy uderzenie w cyfrowe portfele okaże się skuteczniejsze niż dekady tradycyjnych restrykcji? Milion Irańczyków, którzy polegali na kryptowalutach, i globalni inwestorzy obserwujący spadki na rynku, czekają na odpowiedź.

    Źródło: CNN, Comparic.pl

  • UOKiK ostrzega przed zmowami na rynku pracy. Czy twoja firma także wchodzi w „układy”?

    UOKiK ostrzega przed zmowami na rynku pracy. Czy twoja firma także wchodzi w „układy”?

    Czy pracodawcy w Polsce zawierają tajne porozumienia, żeby nie podkupywać sobie pracowników? Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie ma co do tego wątpliwości i z całą stanowczością rusza do walki z tymi praktykami. Najnowsze doniesienia pokazują, że sprawa jest dużo szersza, niż się wydawało.

    Nowe tropy na Dolnym Śląsku: przeszukania w pięciu spółkach

    Prezes UOKiK wszczął właśnie postępowanie wyjaśniające dotyczące podejrzenia niedozwolonych porozumień na rynku pracy przez przedsiębiorstwa działające na terenie województwa dolnośląskiego. To zupełnie nowa, odrębna sprawa!

    W ramach działań, za zgodą sądu i przy wsparciu policji, przeprowadzono przeszukania w siedzibach spółek z powiatu bolesławieckiego i Wrocławia. Chodzi o: Toyota Boshoku Poland, Toyota Boshoku Europe, Bader Polska, Gerresheimer Bolesławiec oraz Hoerbiger Automotive.

    Urząd analizuje, czy przedsiębiorcy mogli uzgadniać wysokość wynagrodzeń, benefity, a także zawierać porozumienia o niezatrudnianiu pracowników konkurencyjnych firm. Podejrzenia dotyczą podmiotów z różnych branż: produkcji przemysłowej, motoryzacyjnej, farmaceutycznej i logistycznej.

    „Przedsiębiorcy działający na lokalnym rynku mają dostęp do tej samej puli pracowników i rywalizują o nich. Dlatego wspólne ustalenia, które mają uniemożliwić lub utrudnić zmianę pracodawcy, stanowią ograniczenie konkurencji na rynku” – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

    A co z głośną sprawą Dino Polska? Tam zarzuty są już konkretne

    To nie są jedyne czynności Urzędu. W innym, zaawansowanym już postępowaniu, UOKiK postawił zarzuty zmowy spółce Dino Polska oraz czterem przewoźnikom: Euro Finannce, Jar-Trans, Martrans Logistics i Mati-Trans. Zarzuty otrzymało też pięciu menedżerów – trzech z Dino oraz po jednym z firm Martrans i Mati-Trans.

    Na czym miała polegać zmowa? Firmy transportowe obsługujące centra dystrybucyjne Dino mogły umówić się, że nie będą zatrudniać kierowców pracujących u innych uczestników porozumienia. Istniał trzymiesięczny „okres karencji”, w trakcie którego kierowca nie mógł przejść do innego przewoźnika obsługującego sieć Dino.

    Kary są realne: nawet 10% obrotu firmy i 2 mln zł dla menedżera

    Dlaczego Urząd tak zaciekle walczy z tymi praktykami? Bo to tzw. „no-poach agreements” – porozumienia o niepodbieraniu pracowników. Bezpośrednio uderzają w konkurencję o wynagrodzenia. W efekcie pensje mogą być niższe lub rosnąć wolniej. Pracownicy tracą możliwość swobodnej zmiany pracy.

    Konsekwencje są bardzo dotkliwe. Za udział w takiej zmowie przedsiębiorcy grozi kara do 10% rocznego obrotu. Menedżerom odpowiedzialnym za zawarcie ustaleń grozi grzywna do 2 mln zł.

    To dopiero początek? UOKiK patrzy też na inne sieci

    Sprawa Dino i przewoźników wpisuje się w szerszą aktywność UOKiK. Obecnie Urząd prowadzi też postępowanie przeciwko Jeronimo Martins Polska (właściciel sieci Biedronka) i współpracującym z nią przewoźnikom. Toczy się również postępowanie wyjaśniające dotyczące praktyk sieci Lidl i jej kontrahentów.

    Postępowanie na Dolnym Śląsku jest na razie wyjaśniające i toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnym firmom. Jeśli dowody potwierdzą podejrzenia, UOKiK wszcznie formalne postępowanie antymonopolowe. Jedno jest pewne – Urząd nie odpuszcza i daje jasny sygnał: zmowy na rynku pracy nie ujdą płazem.

  • Niemiecki przemysł w podwójnym potrzasku: braki materiałów i spadek zamówień. Polsce też grozi odbicie?

    Niemiecki przemysł w podwójnym potrzasku: braki materiałów i spadek zamówień. Polsce też grozi odbicie?

    Niemiecka gospodarka, największa w Europie, dostaje ostatnio solidny cios. Z jednej strony kurczą się zapasy kluczowych półproduktów, z drugiej – dramatycznie spada popyt na niemieckie towary. Najnowsze dane i analizy wskazują, że kryzys na Bliskim Wschodzie odciska coraz głębsze piętno na przemyśle u naszych zachodnich sąsiadów, a to może mieć bezpośrednie konsekwencje dla polskich eksporterów.

    15,9% firm z „wąskimi gardłami”

    Instytut Ifo w Monachium opublikował majowe badanie, z którego wynika, że odsetek przedsiębiorstw przemysłowych zgłaszających niedobory półproduktów wzrósł do 15,9% – w kwietniu było to 13,8%. Przyczyną są zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw wywołane konfliktem na Bliskim Wschodzie, w szczególności blokada cieśniny Ormuz, która utrudnia transport ropy naftowej i produktów ropopochodnych.

    Klaus Wohlrabe, szef badań Ifo, cytowany przez „Handelsblatt”, nie kryje zaniepokojenia:

    „Łańcuchy dostaw pozostają napięte. W szczególności sektory o wysokim zapotrzebowaniu na półprodukty ropopochodne i energochłonne odczuwają skutki napięć geopolitycznych.”

    Wohlrabe dodaje, że liczba firm zgłaszających braki jest niepokojąco wysoka i ostrzega: „Jest całkiem możliwe, że kilka firm będzie musiało ograniczyć produkcję w wyniku niedoborów.”

    Chemia, guma, elektryka – najbardziej poszkodowane

    Dane Ifo pokazują ogromne zróżnicowanie między sektorami. Najgorzej jest w branży chemicznej, gdzie niedobory materiałów zgłasza ponad 30% firm. Niemal co czwarta firma (dokładnie 23,7%) w branży wyrobów gumowych i plastikowych ma problemy z dostawami. W przemyśle elektrycznym odsetek sięga 25% (co czwarta firma).

    Na tym tle stosunkowo dobrze radzi sobie motoryzacja, gdzie tylko 10% przedsiębiorstw narzeka na braki. Sektory konsumenckie, takie jak produkcja żywności (6,9%) czy napojów (0%), pozostają na razie praktycznie nietknięte przez problemy z zaopatrzeniem.

    Zamówienia w dół – gwałtownie, i to bardziej niż prognozowano

    Do obrazu narastających problemów logistycznych dochodzą fatalne dane o popycie. W poniedziałek niemiecki urząd statystyczny poinformował, że w kwietniu wielkość zamówień w przemyśle spadła o 3,8% w porównaniu z poprzednim miesiącem. Ekonomiści prognozowali spadek o około 2%, więc rzeczywistość okazała się znacznie gorsza. Marcowy wzrost zamówień został jednocześnie zrewidowany w dół – z 5% na 4,5%.

    Za spadek odpowiadają głównie kontrahenci zagraniczni: zamówienia z zagranicy skurczyły się o 4,2%, a w strefie euro aż o 11,1%. Pozytywnie wypadły jedynie rynki spoza eurolandu, gdzie odnotowano wzrost o 0,8%. Zamówienia krajowe spadły o 2,9%.

    Groźba recesji w drugim kwartale

    Ralph Solveen, starszy ekonomista w Commerzbanku, cytowany przez Reutersa, ocenia, że niepewność związana z przyszłym rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie będzie nadal hamować popyt na niemieckie dobra. Jego zdaniem niemiecka gospodarka skurczy się w drugim kwartale. To pesymistyczna prognoza, która może odbić się na całej Europie Środkowej.

    Co to oznacza dla Polski?

    Niemcy są największym partnerem handlowym Polski – odpowiadają za największą część naszego eksportu i importu. Wiele polskich firm jest bezpośrednio włączonych w niemieckie łańcuchy dostaw: dostarczają komponenty, półprodukty i usługi dla niemieckich producentów, zwłaszcza w branży motoryzacyjnej i przemyśle maszynowym. Gdy niemiecka gospodarka zwalnia, automatycznie spada popyt na polskie towary, co może przełożyć się na niższe przychody firm, redukcję zamówień, a w dłuższej perspektywie – na problemy z zatrudnieniem.

    Oba zjawiska – braki materiałowe i spadek popytu – łączą się w niebezpieczną pętlę. Firmy, które mają problem z dostępem do półproduktów, nie są w stanie realizować zamówień, co dodatkowo pogłębia spadek produkcji. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie nie wygaśnie, niemiecki przemysł może stanąć przed poważną próbą, a konsekwencje odczujemy również nad Wisłą.

    Podsumowując: majowe badanie Ifo i kwietniowe dane o zamówieniach to dwa sygnały ostrzegawcze. Niemiecki przemysł zmaga się z niedoborami w kluczowych sektorach (chemia, guma, elektronika) oraz z gwałtownym spadkiem zamówień – szczególnie z eurolandu. Analitycy obawiają się recesji w drugim kwartale. Dla Polski, której gospodarka jest silnie powiązana z niemiecką, to bardzo niepokojące informacje. Najbliższe tygodnie pokażą, czy łańcuchy dostaw odżyją, czy czeka nas dłuższa stagnacja u naszego głównego partnera handlowego.

  • Czarnomorski port w ogniu: kolejne ataki na infrastrukturę Kernel Holding

    Czarnomorski port w ogniu: kolejne ataki na infrastrukturę Kernel Holding

    Rosyjska ofensywa dronów przeciwko ukraińskiej infrastrukturze portowej nie zwalnia tempa. Kolejne noce przynoszą nowe raporty o zniszczeniach w kluczowych obiektach jednego z największych graczy na rynku zbożowym. Jak wygląda sytuacja spółki notowanej na GPW?

    Terminal w Chornomorsku uszkodzony

    Kernel Holding S.A. potwierdził, że jego terminal w porcie Chornomorsk uległ uszkodzeniu w wyniku ataku dronów na obwód odeski w nocy z 4 na 5 czerwca 2026 roku.

    Spółka wskazuje w oficjalnym komunikacie ESPI, że uszkodzeniu uległa infrastruktura do magazynowania i przeładunku zboża, co spowodowało rozsypanie się ziarna i zakłóciło działanie terminalu. Poważne straty odnotowano również w pomocniczych pomieszczeniach magazynowych.

    „The Company is currently conducting cleanup operations and assessing the extent of the damage and related losses. The full operational impact of the attack remains uncertain at this stage,”

    Ale to nie koniec złych wiadomości. Trzy dni później spółka opublikowała kolejny, jeszcze bardziej alarmujący raport.

    Powtórzone ataki: pożar i zniszczony nabrzeże

    W nocy z 5 na 6 czerwca i z 6 na 7 czerwca 2026 doszło do kolejnych uderzeń w infrastrukturę portową spółki w obwodzie odeskim.

    Tym razem bezpośrednie trafienie drona w magazyn śruty roślinnej wywołało pożar, który doprowadził do częściowej utraty zapasów. Inny dron uderzył w ścianę nabrzeża (keję), co wymaga dodatkowych napraw.

    Na szczęście, jak podaje Kernel Holding, nie odnotowano ofiar śmiertelnych wśród personelu.

    Powtarzające się uderzenia napinają logistykę

    Spółka nie ukrywa, że sytuacja jest poważna. W komunikacie z 8 czerwca czytamy:

    „Repeated attacks continue to strain logistics and storage capacity.”

    Cały operacyjny i finansowy wpływ tych ataków pozostaje w trakcie oceny. Kluczowe pytanie brzmi: jak długo potrwa odbudowa i przywrócenie pełnej przepustowości terminalu?

    W pierwszym raporcie spółka ostrzegała, że uszkodzenia „may have an adverse effect on the terminal’s grain handling capacity and disrupt normal operations during the recovery period„. Teraz, po kolejnych uderzeniach, presja na logistykę i moce magazynowe jest jeszcze większa.

    Co dalej z notowaniami Kernel Holding?

    Spółka zarejestrowana w Luksemburgu (adres: Boulevard Joseph II 8A, L-1840 Luxembourg) jest istotnym graczem sektora spożywczego na GPW. Inwestorzy z niepokojem obserwują rozwój sytuacji, a pełny obraz strat finansowych dopiero się wyklaruje.

    Zboże jest kluczowym towarem eksportowym Ukrainy, a uszkodzenia w portach bezpośrednio przekładają się na globalne łańcuchy dostaw i ceny. Dalsze ataki mogą oznaczać kolejne wzrosty niepewności na rynku.

    Kernel Holding zapewnia, że na bieżąco ocenia sytuację. Na razie trwają operacje porządkowe i naprawcze. Będziemy śledzić kolejne komunikaty ESPI.

    Informacje na podstawie oficjalnych komunikatów ESPI opublikowanych przez Kernel Holding S.A. w serwisie Parkiet.

  • Rewolucja płacowa 2027? Na stół wchodzi projekt podwyżki płacy minimalnej

    Rewolucja płacowa 2027? Na stół wchodzi projekt podwyżki płacy minimalnej

    Wyobraź sobie, że od przyszłego roku 3 miliony osób w Polsce dostaje nie tylko podwyżkę, ale też zupełnie nową zasadę liczenia wypłaty. Brzmi jak plan na rewolucję? I to jest właśnie to, o czym głośno dyskutuje rząd!

    Trzy propozycje, jedna decyzja

    Spokojnie, nikt nie rzuca haseł przez megafon. Po prostu trwają negocjacje wysokości płacy minimalnej na 2027 rok. Obecne 4806 zł ma pójść w górę – ale o ile? Na stole leżą aż trzy propozycje do rozważenia: związku zawodowe mają swoją, pracodawcy swoją, a Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej kolejną.

    Ostateczną kwotę zaproponuje rząd, a finał tego finansowego thrillera poznamy już niedługo! Ważna data w kalendarzu? Dzisiaj, 8 czerwca 2026 roku, o godz. 13:00 odbędzie się posiedzenie Stałego Komitetu Rady Ministrów. To właśnie tam zapadnie kluczowa decyzja.

    Najważniejsza liczba tygodnia

    Ministerstwo już zarekomendowało konkretny kierunek. Ich propozycja to podniesienie pensji minimalnej do 4986 zł brutto. Łapiecie kalkulatory? To oznacza wzrost o 3,7 proc. w porównaniu z obecnym stanem.

    „Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zarekomendowało, by wynosiło ono 4986 zł brutto, co oznaczałoby wzrost o 3,7 proc. w porównaniu z bieżącym rokiem.”

    Nie jest to jeszcze ostateczna decyzja, ale wiadomo, w którą stronę zmierzają rozmowy. Dla porównania – dziś dostajemy 4806 zł. Różnica robi wrażenie, prawda?

    Ale to nie wszystko! Zmieniają się zasady gry

    Tu dochodzimy do najciekawszej części. W tle tych negocjacji toczą się równoległe prace nad dużą zmianą w samym liczeniu pensji minimalnej. Mówimy o prawdziwej rewolucji, która wejdzie w życie już od stycznia 2027 roku.

    Na czym polega? Chodzi o to, że przez kolejne trzy lata znikną z niej różne dodatki. To nie jest tylko suchy przepis – to ma realny wpływ na miliony portfeli! Im wyższa będzie podwyżka pensji teraz, tym bardziej odczują ją w przyszłości pracownicy (na plus) i pracodawcy (na minus).

    Kto wygra, kto przegra?

    To oczywiście pytanie, na które dziś nikt nie da jednoznacznej odpowiedzi. Negocjacje to proces, a na stole leżą aż trzy różne wizje przyszłości. Pewne jest jedno: dyskusja dotyczy bezpośrednio trzech milionów zatrudnionych w Polsce. To nie są małe liczby!

    Dlatego warto śledzić dzisiejsze decyzje rządu. Od tego, jaka kwota zostanie ostatecznie zaproponowana, zależy nie tylko wysokość przyszłorocznych wypłat, ale też fundament pod nowy system obliczeń.

    Co dalej?

    Po decyzji Stałego Komitetu Rady Ministrów projekt trafi pod obrady rządu, a następnie będzie procedowany w parlamencie. Na finisz przyjdzie czas jesienią. Jednocześnie legislatorzy pracują nad już wspomnianymi zmianami w sposobie liczenia pensji minimalnej.

    Czy to oznacza, że za rok dostaniemy nie tylko więcej pieniędzy, ale też przejrzystszy system? Wszystko na to wskazuje. Ostateczna odpowiedź poznamy już wkrótce. Śledźcie uważnie – bo to jedna z najważniejszych kwestii dla polskiego rynku pracy!

  • Thorium Space rusza na giełdę! Polski deep-tech kosmiczny chce pozyskać 35 mln zł na technologie satelitarne

    Thorium Space rusza na giełdę! Polski deep-tech kosmiczny chce pozyskać 35 mln zł na technologie satelitarne

    Czy polska firma może zmienić oblicze europejskiego rynku bezpiecznej komunikacji kosmicznej? Thorium Space, polska spółka deep-tech działająca w sektorze satelitarnym, właśnie rozpoczęła proces pre-IPO, który poprowadzi ją do debiutu na NewConnect. Celem jest pozyskanie 30-35 milionów złotych na rozwój własnych, kluczowych technologii.

    Ambicje wykraczające poza granice

    Thorium Space specjalizuje się w technologii komunikacji satelitarnej (SATCOM) dla sektora instytucjonalnego, obronnego i infrastruktury krytycznej. Rynek secure SATCOM w Europie rosnie średnio ponad 11 proc. rocznie. Firma widzi swoją szansę w odpowiadaniu na potrzebę niezależnej, europejskiej infrastruktury. Prezes Piotr Mierzejewski w rozmowie z Interią Biznes stwierdził: „Europa znajduje się dziś w momencie przyspieszonej budowy własnych kompetencji w obszarze secure SATCOM”.

    Spółka nie działa w izolacji. Pracuje nad projektami z Europejską Agencją Kosmiczną i partnerami z sektora space tech. Niedawno podpisała także umowę o współpracy z Creotech Instruments. „Synergia wydaje się być oczywista” – mówi Mierzejewski. Dzięki temu Thorium Space może budować bardziej kompleksowe rozwiązania satelitarne, odpowiadając na potrzeby klientów oczekujących pełnych systemów.

    Na co idą pozyskane środki?

    Środki z IPO mają być przeznaczone na konkretne, rozwojowe cele. Firma planuje finansować:

    • Rozwój autorskich chipów BFIC i układów scalonych ASIC dla systemów SATCOM.
    • Rozbudowę payloadów (ładunków) telekomunikacyjnych.
    • Integrację produktów oraz dalszą komercjalizację technologii.

    Finansowanie ma zabezpieczyć realizację kluczowych projektów technologicznych do drugiej połowy 2027 roku. „Największa część środków trafi na rozwój własnych układów scalonych, payloadów telekomunikacyjnych i produktów, które w kolejnych latach mają generować przychody” – podkreśla prezes.

    Przewaga konkurencyjna: własne IP i wyłączność

    Kluczem do sukcesu Thorium Space jest rozwój własnej własności intelektualnej (IP). Spółka posiada wyłączność na sprzedaż wyspecjalizowanych układów BFIC w paśmie Ka aż do 2034 roku. To fundament jej strategii etapowej komercjalizacji – od komponentów i podsystemów do zaawansowanych systemów komunikacji.

    Firma buduje również demonstratora technologii, który planuje wynieść na niską orbitę okołoziemską (LEO) około 2031 roku. Docelowym klientem są instytucje państwowe: rząd, wojsko i instytucje publiczne. „To szansa na zbudowanie niezależnej łączności satelitarnej” – tłumaczy Mierzejewski, wskazując na przykład Starlinka w konflikcie rosyjsko-ukraińskim i potrzebę uniezależnienia się od decyzji zewnętrznych aktorów.

    IPO: nie tylko kapitał, ale też wiarygodność

    Harmonogram oferty jest już ustalony. Spotkania z inwestorami instytucjonalnymi mają odbyć się w dniach 8-10 czerwca 2026, a budowa księgi popytu między 10-12 czerwca. Oferta kierowana jest przede wszystkim do inwestorów kwalifikowanych oraz wybranych inwestorów indywidualnych z minimalnym zapisem o wartości 100 tys. euro. Obsługę prowadzą IPOPEMA Securities i Dom Maklerski INC.

    Prezes przyznaje, że po pre-IPO firma nie będzie potrzebowała więcej kapitału w momencie debiutu. Jednak wejście na giełdę ma też inne znaczenie. „W naszej branży budowanie wiarygodności trwa latami” – mówi. Status spółki publicznej daje transparentność, która jest kluczowa przy wieloletnich projektach i współpracy z agencjami rządowymi.

    Wyścig o co?

    Według Mierzejewskiego, współczesny wyścig kosmiczny nie jest już o to, kto poleci dalej lub wyżej. „To jest wyścig o technologie, dane i kontrolę nad infrastrukturą, z której korzystają państwa, firmy i obywatele” – podkreśla. Sektor kosmiczny stał się elementem budowania przewagi gospodarczej i geopolitycznej.

    Europa ma jednak trudną drogę. „Jeżeli chodzi o rywalizację cenową czy oferowanie produktu na poziomie klienta indywidualnego europejska gospodarka nie ma szans w porównaniu z USA” – przyznaje CEO. Dlatego europejskie firmy muszą skupić się na strategicznych, państwowych projektach, jak program IRIS², w który Thorium Space również chce się włączyć.

    Szczegóły oferty, harmonogram i prezentacja inwestorska będą dostępne na stronie spółki: https://thorium.space. Polski kosmiczny deep-tech wkracza na główny tor finansowy, mając jasny plan na zdobycie kluczowej pozycji w europejskim secure SATCOM.

  • Rynek pracy USA ogłasza paraliż? Nie tym razem! Nowe dane zadziwiły wszystkich

    Rynek pracy USA ogłasza paraliż? Nie tym razem! Nowe dane zadziwiły wszystkich

    Myśleliście, że amerykański rynek pracy zaczyna zwalniać? Najnowsze dane z maja rzucają zupełnie inne światło. Właśnie dostaliśmy solidny dowód na to, że największa gospodarka świata nie zamierza rezygnować ze swojego tempa.

    Mocne, jak się nie spodziewano

    Majowy raport zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (NFP) przyniósł prawdziwą burzę. Przybyło 172 tys. nowych miejsc pracy, podczas gdy ekonomiści spodziewali się zaledwie 85 tys. To nie jest tylko „lepiej niż prognozy” – to wynik dwa razy wyższy od konsensusu i przekraczający nawet najbardziej optymistyczne scenariusze. Tu pojawia się pierwsza niespodzianka.

    Ale jest i druga. Dane za poprzednie miesiące zostały znacząco poprawione w górę o 93 tys., co – jak zauważa analityk z XTB Research – samo w sobie stanowi wyjątkowe zaskoczenie, ponieważ Urząd Statystyki Pracy częściej rewiduje liczby w dół.

    „Chociaż wzrost zatrudnienia skoncentrował się głównie w kilku sektorach, liczba zwolnień również była umiarkowana” – komentuje sytuację CNBC.

    Gdzie rosło zatrudnienie?

    Wzrost nie był rozproszony, ale w kilku kluczowych branżach był naprawdę imponujący. Bezkonkurencyjnym liderem okazała się rekreacja i hotelarstwo, gdzie zatrudniono aż 70 tys. osób. To gigantyczny skok, biorąc pod uwagę, że średnia miesięczna dla tego sektora w ubiegłym roku wynosiła 14 tys.

    Na drugim miejscu znalazły się samorządy lokalne z 55 tys. nowych etatów. Tradycyjnie silny sektor opieki zdrowotnej dodał solidne 35 tys. miejsc, a pomoc społeczna – 12 tys.

    A co z bezrobociem? Tutaj panuje stabilizacja. Stopa bezrobocia w USA utrzymała się na poziomie 4,3%, dokładnie tak, jak miesiąc wcześniej i tak, jak prognozowali ekonomiści. Od co najmniej dwóch lat wskaźnik ten waha się w bardzo wąskim przedziale 4–4,5%.

    Płace i inflacja – dwie strony medalu

    Dobra passa na rynku pracy przekłada się także na portfele pracowników. Średnie zarobki godzinowe wzrosły o 0,3% miesiąc do miesiąca i o 3,4% w skali roku. Oba te wskaźniki są zgodne z oczekiwaniami rynku.

    Ale tutaj właśnie pojawia się kluczowy problem dla Rezerwy Federalnej. Silny rynek pracy, przy jednoczesnym odrodzeniu presji inflacyjnej, zupełnie zmienia scenariusz dla polityki pieniężnej. Według analizy XTB, główna miara inflacji CPI wzrosła w kwietniu do 3,8%, a bardziej niepokojąco rośnie inflacja bazowa.

    „Jako że obawy o rynek pracy bardzo mocno zelżały, Fed będzie mógł skoncentrować się niemal w pełni na drugiej części swojego mandatu, tj. zapewnieniu stabilizacji cen” – czytamy w analizie dla Parkiet.com.

    Co to oznacza dla rynków?

    Te dane to prawdziwy game-changer. Dyskusja o obniżkach stóp procentowych w USA w 2026 roku stała się, według ekspertów, dalece nieaktualna. Teraz pytanie brzmi raczej: „kiedy” nastąpi kolejne zacieśnienie, a nie „czy”.

    To natychmiast odbiło się na rynkach. Dolar umacnia się, a rentowności amerykańskich obligacji skokowo rosną (10-letnie o blisko 10 pb.), co zwykle nie wróży dobrze notowaniom na giełdzie. Wielu inwestorów zastanawia się, czy to właśnie początek wyczekiwanej korekty na Wall Street.

    Podsumowując, amerykański rynek pracy nie tylko się nie załamuje, ale pokazuje nieoczekiwaną siłę. Dla Fed oznacza to, że ma wolną rękę, by skupić się na walce z inflacją. A dla reszty świata – kolejny miesiąc silnego dolara i rosnącej niepewności co do kierunku amerykańskich akcji. Maj 2026 na rynku pracy zapisze się jako miesiąc, który wszystkich zaskoczył.

  • Złoty kontratakuje! Sprawdź, ile dziś zapłacisz za euro, dolara i franka

    Złoty kontratakuje! Sprawdź, ile dziś zapłacisz za euro, dolara i franka

    Polski złoty przejmuje inicjatywę w piątek 5 czerwca 2026 r., umacniając się względem głównych konkurentów na rynku Forex. To zaskakujący ruch, biorąc pod uwagę napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie i czekające rynki raporty. Co dokładnie pokazują dziś wskaźniki?

    Kursy dnia: złoty zyskuje

    O poranku największą zmiennością wykazała się para USD/PLN (-0,11%), wracając w okolice 3,64 zł. Euro także lekko traci (EUR/PLN: -0,03%), natomiast frank minimalnie zyskuje (CHF/PLN: +0,02%), a funt się osłabia (GBP/PLN: -0,07%).

    But wait, there’s more! Narodowy Bank Polski opublikował dziś swoje oficjalne średnie kursy. Wyglądają one następująco:

    • Dolar amerykański (USD/PLN): 3,6392 zł
    • Euro (EUR/PLN): 4,2348 zł
    • Frank szwajcarski (CHF/PLN): 4,6173 zł
    • Funt szterling (GBP/PLN): 4,8966 zł

    Wsparciem dla złotego jest przewidywalna polityka Rady Polityki Pieniężnej, która na czerwcowym spotkaniu utrzymała stopy procentowe bez zmian. Rynek ma jednak dziś przed sobą ważny dzień.

    Co dalej z dolarem? Wszystkie oczy na NFP

    Notowania USD/PLN tracą dziś na wartości, wracając w okolice wsparcia 3,64 zł. Z technicznego punktu widzenia para wciąż znajduje się w konsolidacji między wsparciem 3,58 a oporem 3,67 zł.

    Ale uwaga! Inwestorzy czekają na dzisiejszy raport z amerykańskiego rynku pracy (NFP), który rzuci więcej światła na wycenę kolejnych decyzji Rezerwy Federalnej. Na ten moment rynek nie spodziewa się już żadnych obniżek w tym cyklu, a raczej kieruje się w stronę potencjalnej podwyżki stóp w marcu 2027 r.

    Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest sytuacja geopolityczna. Fiasko rozmów pokojowych z Iranem sprawia, że w niedalekiej przyszłości rynek może wybić powyżej poziomu 3,67 zł.

    Euro wygląda na decyzję EBC

    Tymczasem kurs euro znajduje się w fazie wyczekiwania. Notowania EUR/PLN pozostają wyjątkowo stabilne, utrzymując się w wąskim przedziale wahań 4,23-4,26 zł.

    O co chodzi? Wspólna waluta czeka na przyszłotygodniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (11 czerwca), które – w przeciwieństwie do polskiej RPP – może przynieść podwyżkę stóp procentowych w strefie euro.

    Jeśli komunikat po decyzji EBC okaże się bardziej „gołębi”, to notowania euro mogą spaść w okolice 4,20 zł.

    Na razie jednak trend na parze EUR/PLN pozostaje mocno spadkowy.

    Frank – bezpieczna przystań w korekcie

    Ciekawie przedstawia się sytuacja franka szwajcarskiego, który tradycyjnie jest traktowany przez inwestorów jako „bezpieczna przystań”. Mimo lekkiego pogorszenia rynkowego sentymentu, notowania CHF/PLN wracają poniżej 4,62 zł.

    To efekt postępującej korekty po solidnym wzroście. Przypomnijmy, że od połowy kwietnia do 22 maja notowania CHF/PLN umocniły się o blisko 8 groszy. Napięcia polityczne i osłabienie dolara teoretycznie powinny jednak sprzyjać tej walucie.

    Funt po politycznej burzy

    Ostatni miesiąc nie był łaskawy dla funta, który przecenił się względem złotego o blisko 5 groszy. Powód? Kolejny kryzys polityczny w Wielkiej Brytanii i dywagacje na temat możliwej rezygnacji premiera Keira Starmera.

    Obecnie jednak notowania GBP/PLN wracają powyżej 4,90 zł. Na wykresie widać mieszane sygnały, które wskazują, że rynek nie ma pewności co do dalszego ruchu. Aktualnym scenariuszem może być próba przejścia do trendu bocznego.

    Podsumowując, polski złoty odrabia straty w piątek 5 czerwca, a jego dalsze losy będą zależały od dzisiejszych danych z USA oraz geopolitycznego nastroju. Zagraniczne waluty czekają na impuls.

  • Czarny tydzień na Wall Street? Spokój na rynku walutowym może się dziś skończyć

    Czarny tydzień na Wall Street? Spokój na rynku walutowym może się dziś skończyć

    Czy spadki na rynku technologii w USA i kluczowy raport o amerykańskim rynku pracy wstrząsną dziś globalnymi rynkami? Tymczasem polskie parkiety szykują się do przedłużonego weekendu, co grozi niższą płynnością. Co to oznacza dla kursu złotego?

    Nuda na polskim rynku? Winny długi weekend

    Pojutrze wielu z nas cieszy się dniem wolnym, a to ma bezpośredni wpływ na giełdę. Piątkowy handel w kraju może upłynąć pod znakiem niższej płynności za sprawą przedłużonego weekendu (wczoraj mieliśmy obchody Bożego Ciała). To oznacza, że transakcji może być mniej, a ruchy kursów – mniej dynamiczne. Ale to nie znaczy, że na świecie nic się nie dzieje.

    Na globalnych rynkach uwaga koncentruje się na dwóch rzeczach – powrotu notowań ropy do spadków po wcześniejszym silnym odbiciu oraz korekty na spółkach technologicznych w USA – czytamy w analizie DM BOŚ.

    I tu mamy potencjalnie historyczną chwilę: w efekcie korekty po raz pierwszy od 10 tygodni mamy szansę na czarną, spadkową świecę tygodniową na S&P500. To byłby wyraźny sygnał, że hossa w USA może tymczasowo tracić impet.

    Godzina „H” dla dolara: Raport NFP o 14:30

    Ale prawdziwy test nadejdzie dziś po południu. O godz. 14:30 czasu polskiego Departament Pracy USA opublikuje kluczowe dane z rynku pracy, tzw. raport NFP.

    Ekonomiści zakładają, że w maju stopa bezrobocia pozostała na poziomie 4,3%, a dynamika zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyhamowała do 85 tys. etatów ze 115 tys. w kwietniu. Spodziewane jest także spowolnienie dynamiki płacy godzinowej.

    Dlaczego to takie ważne? Silniejsze dane mogłyby dać wsparcie dolarowi, ustawiając bardziej „jastrzębią” narrację przed spodziewanym w połowie czerwca posiedzeniem Fed. Rośnie grono decydentów opowiadających się za wyższymi stopami procentowami na dłużej.

    Ale jest też druga strona medalu. W czerwcu na czele FOMC po raz pierwszy stanie Kevin Warsh, wobec którego inwestorzy oczekiwali dość dynamicznego luzowania polityki monetarnej. Oznaki ochłodzenia na rynku pracy mogłyby ułatwić forsowanie mniej jastrzębiej narracji.

    Spokój przed burzą? Kursy walutowe dziś

    W oczekiwaniu na ten raport, zmienność na rynku walutowym jest ograniczona. Jak podają analitycy XTB, para EURUSD nieznacznie się umacnia (0,2%), przekraczając poziom 1,163. Prowadzi to do skromnego umocnienia złotego.

    Kurs EURPLN pozostaje wokół rejonu 4,23, a USDPLN ustabilizował się w okolicach 3,64.

    Lepsze dane mogłyby dać wsparcie dolarowi… Ich wpływ na złotego byłby jednak ograniczony – ocenia Marek Rogalski, główny analityk rynkowy DM BOŚ.

    Co dalej? EBC z podwyżką, RPP bez apetytu

    Przyszły tydzień przyniesie decyzję Europejskiego Banku Centralnego. Wszystko wskazuje na to, że EBC dokona pierwszej podwyżki stóp procentowych w obecnym cyklu. Takowy ruch jest obecnie wyceniany przez rynki niemal w pełni, bo w 98%.

    Kluczowe będzie jednak nie to, jaka decyzja zapadnie, a w jakie tony uderzy prezeska Lagarde podczas konferencji prasowej.

    A co z Polską? Po ostatnim posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej wybrzmiał brak apetytu na podwyżki. W przekonaniu Rady obecny poziom stóp ma być adekwatny, by stabilizować inflację.

    Szansę na podwyżkę w 2026 r. postrzegamy jako bardzo niewielką – pisze Michał Jóźwiak z XTB.

    Podsumowując: dziś polski rynek może być senny, ale światowy – gotowy na reakcję. Wszystkie oczy są zwrócone na raport z USA, który może nadać ton dolarowi przed decyzjami głównych banków centralnych. Dla złotego bezpośrednie konsekwencje powinny być ograniczone, ale nie zmienia to faktu, że jesteśmy zależni od tego, co dzieje się za granicą.