Blog

  • MF szykuje rewolucję w opłatach dla turystów. Kto zyska, a kto dopłaci?

    MF szykuje rewolucję w opłatach dla turystów. Kto zyska, a kto dopłaci?

    Ministerstwo Finansów opublikowało projekt zmian, które w 2027 roku mogą całkowicie zmienić zasady pobierania opłat w uzdrowiskach i miejscowościach turystycznych. Chodzi o ściągalność i nowe ulgi.

    Nowa ulga dla osób z niepełnosprawnościami

    Resort finansów proponuje rozszerzenie obecnego zwolnienia z opłaty uzdrowiskowej i miejscowej. To prawdziwa rewolucja, bo obecnie przepisy obejmują jedynie osoby niewidome i ich przewodników.

    Z projektu wynika, że ze zwolnienia będą mogły skorzystać trzy kategorie osób:

    • osoby posiadające orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności;
    • dzieci do ukończenia 16. roku życia legitymujące się orzeczeniem o niepełnosprawności;
    • jedna osoba sprawująca nad nimi opiekę lub towarzysząca im podczas pobytu.

    MF twierdzi, że obecne przepisy nie przystają współczesnemu podejściu do równego traktowania osób z niepełnosprawnościami.

    „Taki zakres zwolnienia, ograniczony jedynie do osób niewidomych jest niewystarczający z punktu widzenia wspierania aktywności osób z niepełnosprawnością w stopniu znacznym oraz równego ich traktowania” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

    Oszczędności dla kuracjuszy mogą sięgnąć setek złotych

    Na nowych przepisach zyskają szczególnie osoby, które regularnie korzystają z leczenia uzdrowiskowego lub wyjeżdżają na dłuższe turnusy rehabilitacyjne (trwające dwa lub trzy tygodnie).

    Stawki opłat są ustalane przez gminy, ale ich maksymalny poziom określa ministerstwo. W najpopularniejszych kurortach nad morzem czy w górach wynoszą one obecnie maksymalnie około 6,38 zł za osobę za dobę.

    Gazeta Prawna wyliczyła, że przy najwyższych dopuszczalnych stawkach osoba z niepełnosprawnością i jej opiekun mogliby zaoszczędzić nawet ponad 280 zł podczas trzytygodniowego pobytu w uzdrowisku.

    Jednocześnie z ulgą… proponowana podwyżka stawek

    A tutaj niespodzianka! W tym samym projekcie resort zaproponował także podwyżkę górnych granic stawek.

    Obecnie w 2026 r. wyglądają one następująco:

    • Opłata miejscowa: 3,46 zł dziennie
    • Opłata miejscowa na obszarze ochrony uzdrowiskowej: 4,89 zł dziennie
    • Opłata uzdrowiskowa: 6,67 zł dziennie

    MF proponuje ich podwyżkę do – odpowiednio – 3,56 zł, 5,03 zł oraz 6,86 zł za noc.

    Zmienia się także cały system pobierania

    Tu czeka nas prawdziwa rewolucja administracyjna. Obecnie opłaty pobierają wyznaczeni przez gminę inkasenci.

    Projekt wskazuje, że odpowiedzialni za pobór będą płatnicy, czyli osoby i podmioty świadczące usługi zakwaterowania (hotele, pensjonaty, prywatne kwatery). Za pobór będą mogli otrzymywać wynagrodzenie. Co istotne, nie będą już musieli ustalać celu pobytu turysty, bo obecnie np. pobyty w celach biznesowych są zwolnione z opłaty.

    Jak tłumaczą eksperci, celem zmian jest poprawa ściągalności. „Proponowane zmiany mają na celu poprawę ściągalności opłat oraz wyeliminowanie luk, które potencjalnie pozwalały na uniknięcie tych opłat” – przyznaje Rafał Kran, doradca podatkowy i partner w MDDP, w rozmowie z Business Insider Polska.

    Dodatkowe zmiany dla turystów

    Projekt przewiduje też inne ułatwienia. Zwolnione z opłaty będą pobyty dłuższe niż 30 dni. Gminy uzyskają również możliwość ustalania niższych opłat ze względu np. na wiek turysty, cel jego pobytu czy lokalizację obiektu.

    Zmiany obejmą też podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC). Resort chce podnieść próg, od którego trzeba go płacić przy zakupie używanego sprzętu od osoby prywatnej. Obecnie limit ten wynosi 1000 zł.

    Kiedy wejdą w życie?

    Projektowana ustawa ma wejść w życie od 1 stycznia 2027 roku. Niektóre artykuły mają zacząć obowiązywać wcześniej – 14 dni od dnia ogłoszenia nowych przepisów.

    Jeśli projekt przejdzie całą ścieżkę legislacyjną, przyszłoroczne wakacje i wyjazdy lecznicze mogą wyglądać pod względem formalnym zupełnie inaczej.

  • Rynek staje na głowie: Azja w czerwonych liczbach, a wszystko przez… Iran?

    Rynek staje na głowie: Azja w czerwonych liczbach, a wszystko przez… Iran?

    Gdy Wall Street łapie oddech, azjatyckie parkiety zalewa czerwona fala. Czy to początek długo oczekiwanej korekty? Klucz do odpowiedzi może leżeć nie w spółkach technologicznych, ale na Bliskim Wschodzie, gdzie napięcie z Iranem grozi podpaleniem całego globalnego rynku.

    Noc spadków za oceanem

    Ostatnie godziny przyniosły wyraźne spadki na rynkach azjatyckich. Kospi stracił ponad 4%, Nikkei 1%, a Hang Seng niecały 1%. To ważny sygnał, bo na tygodniowych wykresach po raz pierwszy od 10 tygodni mogą zarysować się spadkowe układy. Ale gdzie szukać przyczyny? Fundamentalnie całą sytuację może rozstrzygnąć wątek globalnej inflacji i ruchów banków centralnych, a tu gigantyczne znaczenie mają ceny ropy naftowej.

    Cicha wojna o czarne złoto

    Ropa nieznacznie tanieje, ale to może być tylko chwilowa ulga. Administracja Donalda Trumpa twierdzi, że jest w środku kluczowej fazy finalnych negocjacji z Iranem. Amerykanie mają naciskać na Teheran, a konkretne odpowiedzi są spodziewane do końca tygodnia. Ale są problemy. Postawa Iranu w kluczowych kwestiach, jak kontrola nad Cieśniną Ormuz, zbytnio się nie zmieniła.

    Doniesienia o nocnych atakach w Zatoce Perskiej wywindowały w górę ceny ropy.

    Scenariusz „zawieszenia broni” i coraz częstszych nocnych incydentów, przy wciąż zamkniętej Cieśninie Ormuz, wygląda na absurdalny na dłuższą metę – zauważają analitycy. Rynki zaczynają się coraz bardziej obawiać dalszej eskalacji, która przedłuży problemy z tranzytem surowców z Zatoki Perskiej na kolejne miesiące.

    Banki centralne w pogotowiu

    Ten geopolityczny wulkan stawia w trudnej pozycji bankierów centralnych. Podwyżka stóp przez ECB na posiedzeniu 11 czerwca jest przesądzona, pytanie tylko o dalsze nastawienie. Dla rynków kluczowe będzie jednak stanowisko FED-u na posiedzeniu z Kevinem Warshem zaplanowanym na 16 czerwca.

    Decyzje będą zależały od danych. Dzisiaj poznaliśmy odczyty PMI dla usług, które finalnie w maju wypadły lepiej względem prognoz dla wielu krajów. Finalny odczyt PMI dla całej strefy euro wyniósł 47,7 pkt. Teraz wszyscy czekają na dane z rynku pracy USA.

    Stawka: dzisiejsze dane z USA

    Wszystkie oczy skierowane są na Departament Pracy USA. Publikacja danych za maj może przechylić szalę. Oczekuje się, że stopa bezrobocia pozostała na poziomie 4,3%, podczas gdy dynamika NFP (prac pozarolniczych) wyhamowała do 85 tys.. Lepsze odczyty będą stwarzać „jastrzębią” presję na FED i mogą nieco podbić dolara.

    Dzisiaj uwagę zwrócą także odczyty z rynku pracy w Kanadzie (publikowane o tej samej porze, tj. o 14:30).

    Waluty pod presją

    Dolar nieco zyskuje dzisiaj na fali podbicia nastrojów „risk-off”. Wyłamuje się z tego trendu jen japoński, co ma związek z testowaniem przez USD/JPY newralgicznego poziomu 160,00 i komentarzami minister finansów Katayamy o gotowości do potencjalnej interwencji.

    Na rynku EUR/USD technicznie linia trendu wzrostowego rysowana od dołków z marca nadal się broni, ale jej ostatnie naruszenie może być ostrzeżeniem. Para może zostać złamana, jeżeli dzisiejsze dane z USA będą lepsze, a rynki zaczną przykładać większą wagę do spekulacji wokół FED-u niż do ECB w przyszłym tygodniu.

    Podsumowując: geopolityka, dane makro i zapowiedzi banków centralnych – te trzy siły ścierają się dziś na globalnych rynkach. Od wyniku tego starcia zależy, czy czerwona fala z Azji dotrze na europejskie i amerykańskie parkiety, czy też uda się ją zatrzymać. Kluczowy dzień właśnie się rozpoczął.

  • Atal ma zielone światło na wielkie przejęcie. O co chodzi w transakcji za ponad 130 mln zł?

    Atal ma zielone światło na wielkie przejęcie. O co chodzi w transakcji za ponad 130 mln zł?

    Jeden z kluczowych warunków został spełniony. Atal S.A. otrzymał właśnie zgodę od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na przejęcie aktywów Grupy Budner. To ważny krok w kierunku finalizacji transakcji wycenionej na 133,5 miliona złotych.

    Co dokładnie kupuje cieszyński deweloper i jaki ma to cel? Zerknijmy na szczegóły.

    Zgoda UOKiK jest już w kieszeni

    Jak podała spółka w raporcie bieżącym, w dniu 3 czerwca 2026 roku Prezes UOKiK wydał zgodę na dokonanie koncentracji. Chodzi o przejęcie przez Atal kontroli nad szeregiem spółek celowych oraz nabycie nieruchomości gruntowych od BD1 Sp. z o.o. To kluczowy warunek zawieszający zawarty wcześniej w umowie przedwstępnej.

    Zgodnie z komunikatami, Atal ma przejąć 100% udziałów w siedmiu spółkach: Budner Inwestycje Sp. z o.o., Słoneczne Wzgórza Sp. z o.o., BD 2, BD 3, BD 4, BD 5 i BD 6 Sp. z o.o.

    Wielki skok na Trójmiasto i bank ziemi

    Dla Atalu to strategiczny ruch. Jak czytamy w komentarzach, transakcja pozwoli mu znacząco umocnić pozycję na rynku mieszkaniowym w Trójmieście.

    „Trójmiasto jest dla Atalu rynkiem o dużym znaczeniu, na którym spółka konsekwentnie buduje swoją pozycję od wielu lat. Region ten wyróżnia się wysoką aktywnością nabywców – zarówno osób kupujących mieszkania na własne potrzeby, jak i klientów traktujących nieruchomości jako inwestycję” – skomentował Zbigniew Juroszek, prezes Atalu, cytowany przez Parkiet.

    Kluczowym nabytkiem jest bank ziemi w Gdańsku, pozwalający zbudować 70 tys. mkw. powierzchni użytkowej mieszkań (PUM). W momencie zawierania umowy przedwstępnej w maju, Grupa Budner miała w ofercie dwa projekty, w tym inwestycję Rytelska z ponad 70 wolnymi lokalami.

    W przygotowaniu były trzy kolejne projekty, w tym Osiedle Malachitowe. Jego pierwszy etap ma obejmować 88 mieszkań i 10 lokali usługowych, a całość ma liczyć 350 mieszkań i blisko 20 lokali usługowych.

    Środki własne i dywidenda. Co dalej?

    Atal podkreśla, że przejęcie jest finansowane ze środków własnych i nie przeszkodzi w wypłacie dywidendy. 24 czerwca Walne Zgromadzenie (gdzie większość akcji kontroluje rodzina Juroszków) będzie głosować nad wypłatą 4,5 zł na akcję.

    Do pełnego sfinalizowania transakcji pozostało jeszcze uzyskanie zgód bankowych oraz decyzji administracyjnych. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Atal znacząco poszerzy swoją ofertę w regionie pomorskim.

    Deweloper w dobrej formie

    Na tle całego rynku Atal prezentuje się mocno. W pierwszym kwartale 2026 roku spółka sprzedała 644 lokale, co oznacza wzrost o 85% w porównaniu ze słabym analogicznym okresem 2025 roku i o 21% więcej niż w IV kwartale ubiegłego roku. Na koniec marca Atal dysponował rekordową ofertą 8,33 tys. lokali.

    Prezes Juroszek ocenia, że trend wzrostu sprzedaży kwartał do kwartału się utrzymuje. Pod koniec maja szacował, że w całym II kwartale br. spółka sprzeda więcej niż 700 lokali, a może nawet istotnie więcej.

    Cel na cały rok, ogłoszony jeszcze przed przejęciem Budnera, to sprzedaż 2,5-3 tys. mieszkań, wobec 1,68 tys. rok wcześniej.

    Czy to początek fali konsolidacji wśród deweloperów? Inne firmy, jak Dom Development, przyznają, że przyglądają się konkurencji, ale preferują zakup samych gruntów. Murapol stawia na rozwój organiczny, a Victoria Dom na razie nie planuje ekspansji przez przejęcia.

    Jedno jest pewne: Atal zielonym światłem od UOKiK rusza do kolejnego dużego nabytku, który ma mu zapewnić silniejszą pozycję w jednym z najcieplejszych rynków w Polsce.

  • WPH zdecydował! Gigantyczny skup akcji własnych rusza za kilka dni

    WPH zdecydował! Gigantyczny skup akcji własnych rusza za kilka dni

    Co robi spółka, gdy cena jej akcji jest atrakcyjna, a przepisy trochę zmuszają do działania? Wirtualna Polska Holding właśnie pokazała, jak to wygląda w praktyce. W środę, 3 czerwca 2026 roku, Zarząd podjął historyczną uchwałę o zakupie własnych akcji za astronomiczną sumę. Ale to dopiero początek całej historii.

    Decyzja zapadła: 3 828 130 akcji wraca do spółki

    Zgodnie z raportem bieżącym nr 17/2026, Zarząd WPH zdecydował o nabyciu dokładnie 3 828 130 akcji zwykłych na okaziciela. To nie jest byle jaka liczba – stanowi ona aż około 12,86% kapitału zakładowego spółki! Kupione pakiety będą dawały prawo do około 9,32% głosów na walnym zgromadzeniu. Po prostu gigantyczna operacja.

    Sprawa opiera się na pełnomocnictwach od akcjonariuszy. Uchwała została podjęta na podstawie upoważnienia zawartego w uchwale nr 6 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia z 23 czerwca 2025 r., która została zmieniona uchwałą nr 21 zaledwie dzień wcześniej – 2 czerwca 2026 r. Wszystko jest więc świeże i zgodne z wolą właścicieli.

    O co właściwie chodzi? To efekt zakończonego wezwania!

    Tutaj sprawa robi się jeszcze ciekawsza. Jak donosi Parkiet, zakończyło się właśnie wezwanie na akcje WPH. Ogłosiła je spółka wraz z trójką założycieli: Jackiem Świderskim, Michałem Brańskim i Krzysztofem Sierotą (oraz ich podmiotami powiązanymi).

    Kluczowy jest tutaj wynik. Inwestorzy złożyli zapisy na sprzedaż niecałych 3,83 miliona akcji. To zaledwie jedna piąta całej puli, o którą zabiegali wzywający! Spółka i założyciele chcieli odkupić prawie 18,45 mln walorów, co stanowiłoby 61,96% wszystkich akcji. Wzywali na wszystkie pozostające w obrocie papiery.

    Gdyby giełdowi inwestorzy odpowiedzieli gremialnie, wzywający posiadaliby 100 proc. akcji i mogliby bez problemu wycofać spółkę z giełdy – choć od początku twierdzili, że takiego zamiaru nie mają.

    Na szczęście (lub na nieszczęście, zależy z czyjej perspektywy) tak się nie stało. WPH zostaje z nami na parkiecie.

    Harmonogram i liczby, które robią wrażenie

    Skoro wiemy już, ile akcji i po co, czas na konkretne daty i kwoty. Według uchwały Zarządu:

    • Cena nabycia każdej akcji została ustalona na 59,00 zł.
    • Całkowita kwota przeznaczona przez spółkę na ten cel to oszałamiające 225 859 670,00 zł (czyli prawie 226 milionów złotych!). Pieniądze pochodzą z kapitału rezerwowego utworzonego z niepodzielonych zysków z lat ubiegłych.
    • Przewidywany termin zawarcia transakcji to 8 czerwca 2026 r.
    • Przewidywany termin rozliczenia to 10 czerwca 2026 r.

    Pośrednikiem w całej operacji jest Erste Bank Polska S.A. – Erste Biuro Maklerskie (dawne Santander Biuro Maklerskie).

    Dlaczego odzew nie był większy? Cena!

    Kluczem do zrozumienia stosunkowo niewielkiej skali zapisów jest właśnie oferowana stawka. 59 zł za akcję. Według analizy KPMG Advisory, ta cena była niższa od wartości godziwej akcji. Inwestorzy po prostu uznali, że nie opłaca im się sprzedawać po tej stawce. To logiczne.

    Co ciekawe, sami założyciele przyznawali, że do ogłoszenia wezwania… trochę zmusiły ich przepisy. Prezes Jacek Świderski tłumaczył wcześniej, że spółka nie mogła prowadzić zwykłego skupu akcji własnych dla obrony przed spadkiem notowań, ponieważ nabycie nawet jednej akcji oznaczałoby automatyczny obowiązek złożenia oferty na wszystkie pozostałe. Stąd taka, a nie inna forma działania.

    Co dalej z tymi akcjami?

    To teraz najważniejsze pytanie. Po zakupie WPH będzie posiadała gigantyczny pakiet własnych akcji. Co z nim zrobi? Na to pytanie odpowiedź jest na razie tajemnicą. Zarząd ma zdecydować o przeznaczeniu nabytych akcji w drodze odrębnej uchwały. Czy zostaną umorzone? Czy będą trzymane w skarbcu spółki? To już temat na kolejny komunikat.

    Jedno jest pewne – w przyszłym tygodniu na koncie WPH ubynie 226 milionów złotych, a w skarbcu przybędzie 12,86% jej własnego kapitału. To operacja na miarę jednego z największych graczy na polskim rynku internetowym. Będziemy uważnie śledzić, co dalej.

  • Polski skarb narodowy błyszczy! NBP pnie się w światowej czołówce złota.

    Polski skarb narodowy błyszczy! NBP pnie się w światowej czołówce złota.

    Czy Polska zasłużyła na miejsce w światowym gronie finansowych gigantów? Wystarczy spojrzeć na liczby: nasz bank centralny właśnie dołączył do elitarnej dziesiątki największych posiadaczy złota na świecie! To nie spekulacje, a oficjalne dane z konferencji prezesa NBP Adama Glapińskiego.

    Zasoby złota NBP: cel 700 ton jest coraz bliżej

    Podczas środowej konferencji prasowej szef Narodowego Banku Polskiego z dumą ogłosił kolejny kamień milowy. Według stanu na koniec kwietnia NBP posiadał 595 ton złota, a tylko w ciągu poprzedniego miesiąca dokupiono 18 ton tego cennego kruszcu. To jednak nie koniec ambicji!

    „Mamy 613 ton złota, a dążymy do 700 ton” – przypomniał prezes NBP Adam Glapiński.

    Ale to nie wszystko. Według danych prezentowanych podczas czwartkowej konferencji, NBP znalazł się w pierwszej dziesiątce banków centralnych świata pod względem posiadanych rezerw złota. „To historyczny moment” – podkreślił szef banku centralnego.

    Polska wśród światowych gigantów

    Złoto w skarbcu NBP to nie tylko sucha statystyka. Jego wartość rynkowa na koniec maja br. wyniosła astronomiczne około 324,2 mld zł. Z tego aż 153,2 mld zł to niezrealizowane przychody – czyli różnica między wyceną posiadanego złota po cenach rynkowych a średnią ceną jego zakupu.

    Na prestiżowej liście największych posiadaczy złota znalazły się:

    • Stany Zjednoczone
    • Niemcy
    • Włochy
    • Francja
    • Chiny
    • Rosja
    • Szwajcaria
    • Indie
    • Japonia
    • Polska

    Trend potwierdzony przez światowe dane

    Ten imponujący zakup nie jest odosobnionym przypadkiem. Dane World Gold Council pokazują, że w pierwszym kwartale 2026 roku banki centralne na całym świecie kupiły około 244 ton złota. A największym nabywcą? Tak jest – po raz kolejny z rzędu był to Narodowy Bank Polski.

    „Mówiłem wielokrotnie, że zasoby złota stabilizują polską gospodarkę” – stwierdził prezes Glapiński. I liczby zdają się potwierdzać tę tezę.

    Tło decyzji: inflacja, gospodarka i stopy procentowe

    Osiągnięcie w zakresie rezerw złota nie jest oderwane od szerszego kontekstu gospodarczego. Podczas tej samej konferencji prezes NBP skomentował również motywacje wtorkowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej.

    Według wstępnych danych GUS inflacja się obniżyła i mieści się blisko celu NBP – powiedział Adam Glapiński. Co więcej, polska gospodarka wciąż rośnie czterokrotnie szybciej niż strefa euro, choć dynamika wzrostu nieco hamuje.

    Kluczowy jest też spadek dynamiki wzrostu płac w I kwartale br., który był najniższy od 5 lat. Z punktu widzenia polityki pieniężnej, spadający impet wynagrodzeń zmniejsza presję inflacyjną.

    „Podsumowując, mamy do czynienia z lekko podwyższoną inflacją, której towarzyszy niższa dynamika płac” – podsumował szef NBP.

    Bez zmian w polityce stóp procentowych

    Rada Polityki Pieniężnej postanowiła pozostawić stopy procentowe bez zmian. Główna stopa procentowa NBP, czyli stopa referencyjna, została utrzymana na poziomie 3,75 proc.. Stopa depozytowa wynosi 3,25 proc., stopa lombardowa – 4,25 proc., stopa redyskontowa weksli 3,8 proc., a stopa dyskontowa weksli – 3,85 proc.

    Warto przypomnieć, że Rada Polityki Pieniężnej w tym roku obniżyła stopy procentowe raz – na początku marca, o 0,25 pkt proc..

    „Sytuacja inflacyjna w Polsce jest relatywnie dobra, w stosunku do innych gospodarek europejskich” – mówił Adam Glapiński. Dodał też, że skala szoku w obecnej sytuacji (wojna na Bliskim Wschodzie) jest niższa od 2022 roku, a stopy procentowe wyższe.

    RPP na bieżąco analizuje sytuację na Bliskim Wschodzie i rynkach. Kolejne decyzje będą uzależnione od napływających danych, a nie od spekulacji na przyszłość. To strategia, która – w połączeniu z rosnącymi rezerwami złota – ma zapewnić stabilność polskiej gospodarce w burzliwych czasach.

  • Czerwony piątek na Wall Street. Koniec dziewięciotygodniowego szaleństwa?

    Czerwony piątek na Wall Street. Koniec dziewięciotygodniowego szaleństwa?

    Czy największa w tym roku wyprzedaż akcji technologicznych to koniec długiej hossy? Piątkowa sesja na Wall Street przyniosła największe dzienne spadki od kwietnia 2025 roku, brutalnie przerywając dziewięciotygodniową serię wzrostów.

    Panika na rynku chipów

    Inwestorzy masowo pozbywali się dotychczasowych faworytów. Indeks Nasdaq Composite zanurkował o 4,18 proc., a S&P 500 spadł o 2,64 proc. Prawdziwą hekatombę przeżył jednak sektor półprzewodników. Indeks Philadelphia SE Semiconductor zaliczył największy jednodniowy spadek procentowy od marca 2020 roku, wymazując z giełdy ponad 1 bilion dolarów rynkowej wartości.

    „Po rekordowej fali wzrostów, jaką obserwowaliśmy przez ostatnie dziewięć tygodni na rynku akcji, a w szczególności w sektorze technologicznym i półprzewodników, tama po prostu dzisiaj pękła” – skomentował Ryan Detrick z Carson Group, cytowany przez Reutersa.

    Akcje Nvidii straciły 6,2 proc., a notowania Intela, Microna, AMD oraz Broadcoma osunęły się w przedziale od 7,9 proc. do nawet 13,3 proc. Piątkowa wyprzedaż osiągnęła nowy poziom intensywności.

    Silne dane z rynku pracy zaszkodziły?

    Paradoksalnie, za ostry zwrot na giełdzie mogą odpowiadać… zbyt dobre wieści o amerykańskiej gospodarce. W maju, już trzeci miesiąc z rzędu, odnotowano pokaźny wzrost liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym – aż o 172 tys. To ponad dwa razy więcej, niż prognozowali ekonomiści.

    Dla inwestorów to jasny sygnał: Rezerwa Federalna może nie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Silny rynek pracy w obliczu rosnącej inflacji daje Fed argument do utrzymania twardej polityki pieniężnej. Decyzja zapadnie już 17 czerwca.

    „Oczywiście, silniejszy od oczekiwań raport z rynku pracy stawia Fed w trudnym położeniu, jeśli chodzi o jakąkolwiek obniżkę stóp procentowych do końca roku. A rynek dostaje furii, uderzając w dotychczasowych największych tegorocznych wygranych” – dodał Detrick.

    Ucieczka w bezpieczne przystanie

    W czasie tej technologicznej krwawej łaźni inwestorzy szukali schronienia w innych sektorach. Przerzucili się na akcje spółek z sektora opieki zdrowotnej i dóbr pierwszej potrzeby.

    Colgate-Palmolive i Coca-Cola odnotowały wzrosty po ponad 3 proc., a Johnson & Johnson zyskał 2 proc. To klasyczny ruch w czasie niepewności – kapitał ucieka z ryzykownych, wysokowzrostowych akcji w kierunku stabilnych, defensywnych spółek.

    Największe IPO w historii jako kolejny wstrząs?

    Na horyzoncie czai się kolejny potencjalny wstrząs. Inwestorzy przygotowują się do największego w historii IPO SpaceX, planowanego na przyszły tygodzie. Przedsięwzięcie Elona Muska ma wejść na giełdę z wyceną 1,77 biliona dolarów.

    Niektórzy analitycy spekulują, że spadek cen chipów, a także bitcoina poniżej 60 tys. dolarów (po raz pierwszy od końca 2024 roku), może wynikać częściowo stąd, że inwestorzy robią miejsce w portfelach na monumentalne IPO SpaceX.

    Co dalej?

    Po dziewięciu tygodniach nieustannego optymizmu, rynek zrobił głęboki oddech. Indeks S&P 500 odnotował pierwszy tygodniowy spadek od dziesięciu tygodni, a Nasdaq stracił przez tydzień około 4 proc. Czy to chwilowa korekta, czy początek większej przeceny? Odpowiedź może przynieść nie tylko decyzja Fed, ale także debiut Muska na Wall Street.

    Jak zauważył Mark Hackett, główny strateg rynkowy w Nationwide: „Inwestorzy trzymali palec na przycisku sprzedaży”. Teraz wszyscy czekają, kto naciśnie go ponownie.

  • OECD przykręca śrubę światowej gospodarce. Czy Polska zda egzamin?

    OECD przykręca śrubę światowej gospodarce. Czy Polska zda egzamin?

    Światowa gospodarka stoi przed nowym wyzwaniem – ostrzega OECD. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju w swoim najnowszym, czerwcowym raporcie zdecydowanie obniżyła prognozy wzrostu. A wszystko przez wojnę na Bliskim Wschodzie, która wymknęła się spod kontroli.

    Powód? Szok podażowy na rynku energii. Konflikt się przedłuża, a zablokowana Cieśnina Ormuz zakłóca kluczowe szlaki transportowe. Ceny energii, już i tak wysokie, nie zamierzają spadać. To prosta droga do spowolnienia wzrostu i przykręcenia inflacyjnej śruby. Niektórym krajom grozi nawet… recesja.

    Globalne prognozy na ostrzu noża

    Organizacja przedstawia dwa scenariusze – w zależności od tego, jak długo potrwają zakłócenia. Jeśli będą „ograniczone czasowo” i ceny energii zaczną spadać od połowy roku, globalny wzrost PKB w 2006 roku wyniesie 2,8 proc. (wcześniej prognozowano 2,9 proc.). A w 2007 roku dynamika mogłaby odbić do 3,1 proc.

    Ale jest też scenariusz pesymistyczny. Jeśli perturbacje utrzymają się do 2007 roku, tegoroczny wzrost może spaść aż do 2,1 proc., a przyszłoroczny do 1,7 proc. OECD ostrzega: „Skutki ekonomiczne tego konfliktu będą prawdopodobnie odczuwalne przez pewien czas, nawet po jego zakończeniu”.

    Gdyby blokada utrzymała się do końca roku, wzrost gospodarczy na świecie w 2007 r. może spowolnić do 1,8 proc. To oznaczałoby najsłabszy wzrost od 2009 roku, nie licząc kryzysu pandemicznego – podkreśla raport.

    Jak podają źródła, w ciągu ostatnich tygodni wojna już zdążyła mocno namieszać na rynkach: cena gazu ziemnego w Azji wzrosła o 80 proc., w Europie o 43,2 proc., ropa naftowa podrożała o 37,9 proc., a pszenica o 6,6 proc..

    A jak wyglądamy my? Polska w raporcie OECD

    Polska, jak na tle tych mrocznych prognoz, wypada całkiem nieźle. Ale nie jest to bezkrytyczny optymizm.

    OECD prognozuje dla nas wzrost PKB na poziomie 3,0 proc. w 2006 roku i 2,7 proc. w roku następnym. To oznacza lekkie przycięcie wstępnych oczekiwań – jeszcze w grudniu 2005 roku organizacja zakładała, że w tym roku urośniemy o 3,4 proc.

    Tutaj pojawia się kluczowy punkt: ekonomiści OECD drastycznie obniżyli prognozę dynamiki inwestycji w Polsce. Z wcześniejszych 11,7 proc. spadła ona do zaledwie 7,0 proc. Dlaczego? Zdaniem analityków, w tym roku dojdzie do szczytu inwestycji finansowanych z funduszy UE, co wyczerpie główne „paliwo wzrostu”. Do tego dochodzi wyższy niż zakładano koszt pieniądza, który zniechęci firmy do inwestowania na kredyt.

    Na pocieszenie warto dodać, że według parkiet.com większość krajowych analityków jest bardziej optymistyczna i spodziewa się wzrostu w granicach 3,4-3,6 proc.

    Zapasy paliw: 123 dni i co dalej?

    Najbardziej palącym problemem, który wyłania się z raportu, jest jednak nie wzrost PKB, a stan strategicznych rezerw.

    Według obliczeń OECD, przy całkowitym odcięciu dostaw, rezerwy ropy i paliw w Polsce starczyłyby na 123 dni konsumpcji. Minimalny poziom bezpieczeństwa określony przez Międzynarodową Agencję Energetyczną (IEA) to 90 dni – więc formalnie wymóg spełniamy.

    Ale jest pewien haczyk. Nasz margines bezpieczeństwa nie jest szczególnie duży. Dla porównania: Holandia ma rezerwy na 526 dni, a Dania na 381. Z globalnego rynku zniknęło już ok. 12,8 mln baryłek ropy dziennie, czyli 12 proc. światowego zużycia.

    Co to oznacza dla przeciętnego Polaka? Mamy bufory wystarczające na krótki wstrząs, ale nie na długotrwałą wojnę na wyczerpanie. Jeśli konflikt się przedłuży, a rząd nadal będzie mroził ceny na stacjach, rezerwy będą topnieć w zastraszającym tempie.

    Cena paliwa to nie tylko koszt — to sygnał. Gdy ropa drożeje, konsumenci i firmy dostają informację: jest niedobór, trzeba oszczędzać. Mrożąc ceny paliw, rząd ten sygnał zagłusza – zauważają analitycy.

    OECD jasno daje do zrozumienia: światowa gospodarka stoi na rozdrożu. Polska ma szansę utrzymać się powyżej średniej, ale kluczowe będzie, jak poradzimy sobie z nową, energetyczną rzeczywistością. I czy nasze strategiczne rezerwy wytrzymają próbę czasu.

  • Nie ma lekko: wzrost PKB wolniejszy, ale krajowy biznes może dać kopa

    Nie ma lekko: wzrost PKB wolniejszy, ale krajowy biznes może dać kopa

    Czy nałożone na siebie fale inwestycji, unijnych pieniędzy i wydatków obronnych utrzymają polską gospodarkę na dobrej trajektorii? Najnowsze prognozy banków pokazują mieszany obraz z jednym wspólnym mianownikiem: potencjał drzemie w krajowych firmach.

    Mniejszy optymizm nad Wisłą

    Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) zrewidował w dół swoje prognozy dla Polski. Co mówią liczby? Wzrost PKB na 2026 rok został obniżony o 0,2 pkt proc. do 3,5 proc. Analogiczna, choć większa korekta czeka 2027 rok – szacunki spadły o 0,2 pkt proc. do zaledwie 2,8 proc.

    „Realny wzrost PKB jest prognozowany na poziomie 3,5 proc. w 2026 r. i 2,8 proc. w 2027 r.”

    Co ma utrzymać koniunkturę? Bank wskazuje dwa kluczowe filary: maksymalne wykorzystanie środków z Funduszu Odbudowy i Odporności (RRF) przed końcem sierpnia 2026 r. oraz rosnące wydatki na obronność, które mają sięgnąć 4,8 proc. PKB.

    Ale uwaga! Eksperci nie ukrywają ryzyk. Na horyzoncie majaczy potencjalna eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz możliwe osłabienie popytu w strefie euro. To główne zagrożenia dla tej prognozy.

    Siła tkwi w lokalności? Potężny impuls dla PKB

    Teraz czas na dobrą wiadomość, a właściwie na potencjał, który może przewartościować te szacunki. Rząd stawia na promocję tzw. local content (komponentu krajowego). I nie są to puste slogany – analitycy PKO BP policzyli, co to oznacza w liczbach.

    Oto bomba: wzrost udziału local content w całej gospodarce o zaledwie 10 proc. przełożyłby się na wzrost PKB aż o 3,6 proc. A gdyby udało się to zrobić tylko w sektorze publicznym? To wciąż imponujący skok PKB o 1,2 proc.

    Dla budżetu państwa też są konkrety. Zdaniem analityków PKO BP realizacja tej strategii w całej gospodarce podniosłaby dochody państwa o około 30 miliardów złotych. To nie są pobożne życzenia, a wyliczenia oparte na nadchodzącej fali inwestycji.

    Historyczna fala nakładów i specjalny „tlen” dla MŚP

    Bo ta fala nadchodzi i to z impetem. Ekonomiści PKO BP prognozują, że w 2026 r. dynamika przyrostu inwestycji wzrośnie ponad dwuipółkrotnie – z ok. 4 proc. do prawie 11 proc. W tym samym roku po raz pierwszy w historii nominalne nakłady na środki trwałe przekroczą 700 mld zł.

    Kluczem do sukcesu jest jednak włączenie w te wielkie projekty małych i średnich przedsiębiorstw. Jak to zrobić? Banki i instytucje już pracują nad konkretnymi rozwiązaniami.

    PKO BP przygotowuje specjalny pakiet usług dla MŚP – od edukacji po finansowanie. Pracuje też nad rewolucyjnym produktem kredytowym z upustami zależnymi od udziału komponentu krajowego w realizowanej inwestycji lub łańcuchu dostaw.

    „Walczymy o to, by pomóc polskim przedsiębiorcom się wyskalować i wesprzeć ich w ekspansji na rynku polskim i międzynarodowym” – podsumowuje dyrektorka Departamentu Relacji Strategicznych BGK Joanna Smolik.

    Eksperci mówią wprost: polskim firmom trzeba dać dźwignię finansową (kredyty, gwarancje), którą określa się jako „tlen” dla biznesu. Ma to wyrównać im warunki konkurowania z międzynarodowymi gigantami.

    Czy zatem mniej optymistyczne prognozy wzrostu to koniec dobrej passy? Bynajmniej. To raczej sygnał, że klucz do szybszego rozwoju może leżeć w lepszym wykorzystaniu potencjału, który mamy tuż pod nosem – w rodzimych firmach. Nadchodząca inwestycyjna fala może być dla nich historyczną szansą, ale tylko jeśli otrzymają odpowiednie wsparcie. Gramy o dodatkowe punkty procentowe PKB i miliardy w budżecie.

  • Za jedną złotówkę! Pepco sprzedaje gigantyczną sieć w Polsce

    Za jedną złotówkę! Pepco sprzedaje gigantyczną sieć w Polsce

    Czy cała sieć 343 sklepów może kosztować tyle, co bułka? Pepco Group właśnie zrealizowało taką transakcję, sprzedając swoją markę Dealz Poland za symboliczną złotówkę. Ale nie dajcie się zwieść pozorom – za tymi okrągłymi liczbami kryje się niezwykle ciekawy, wielopoziomowy układ finansowy.

    Symboliczna cena, ale nie do końca

    Grupa Pepco ogłosiła 3 czerwca, że zawarła przedwstępną umowę sprzedaży 100% kapitału zakładowego Dealz Poland. Nabywcą jest „wyspecjalizowany inwestor z europejskiego sektora handlowego”, którego tożsamość nie została ujawniona.

    Pepco Group zachowa prawo do 35 proc. udziału we wpływach z jakiekolwiek przyszłej sprzedaży Dealz Poland.

    Tu pojawia się pierwszy haczyk. Cena to symboliczne 1 zł, ale Pepco zachowuje lukratywny interes. Jeśli nowy właściciel zrestrukturyzuje sieć i odsprzeda ją z zyskiem, Pepco odzyska 35% z tego zysku. To jakby sprzedać dom za złotówkę, ale zatrzymać prawo do części pieniędzy od następnego kupującego.

    A to nie wszystko. Drugim elementem transakcji jest 18-miesięczne finansowanie od Pepco dla nowego właściciela w równowartości do 20 mln funtów brytyjskich (około 100 mln zł), zabezpieczone na zapasach Dealz. Spółka nie tylko sprzedaje, ale i daje kupującemu kredyt na restrukturyzację.

    Tego nie dało się już ratować

    Powód tej dramatycznej transakcji jest prosty: Dealz ciążył znacząco na wynikach i rentowności grupy. Sieć, którą budowano od 2018 roku i która posiada 344 sklepy w Polsce, zatrudniając półtora tysiąca osób, była po prostu nierentowna.

    W pierwszej połowie roku obrotowego 2026 odpowiadała za około 6,9% przychodów całej grupy, ale jej wynik EBITDA pozostawał ujemny. Koncept zestawienia produktów w Dealz nie wypalił, a sprzedaż porównywalna (LFL) w pierwszej połowie roku obrotowego 2025/2026 spadła o 8,3% rdr. Marża EBITDA spadła do 0,9% z 7,3% rok wcześniej.

    Sprzedaż Dealz Poland stanowi ostatni krok strategicznej transformacji spółki w kierunku modelu opartego wyłącznie o jeden format – powiedział Stephan Borchert, prezes Pepco Group.

    To klasyczny przypadek konfliktu formatów. Pepco, które świetnie radzi sobie w segmencie non-food (odzież, artykuły dla dzieci, wyposażenie domu), nie znalazło klucza do trudnego segmentu FMCG, gdzie Dealz operował (słodycze, napoje, chemia gospodarcza).

    Koniec ery dwóch marek

    Ta transakcja to ostatni gwóźdź do trumny wielomarkowej strategii. Proces odchodzenia od segmentu FMCG Pepco Group rozpoczęło w czerwcu 2025 r. sprzedażą sieci Poundland w Wielkiej Brytanii. Teraz, niemal dokładnie rok później, powtórzyło ten scenariusz w Polsce.

    Po finalizacji transakcji, planowanej najpóźniej na 30 października 2026 r. (i uzależnionej od zgody organów antymonopolowych), Pepco Group stanie się firmą jednoformatową. Będzie działać wyłącznie pod marką Pepco, mając już ponad 4 tys. sklepów w 18 krajach i planując otwarcie kolejnych 250 sklepów własnej marki w 2026 r.

    Co dalej z 343 sklepami Dealz?

    Dla klientów i pracowników zmiana będzie prawie niezauważalna. Wszystkie sklepy, pracownicy, aktywa i zobowiązania Dealz Poland zostaną przeniesione do nowego inwestora. Oznacza to, że transakcja nie powinna powodować masowych zwolnień ani natychmiastowych zamknięć.

    Firma w Polsce nadal będzie działać pod marką Dealz. Szyldy pozostaną, produkty na półkach też, a obsługa sklepów nie ulegnie zmianie. Przemodelowane zostaną natomiast zarządzanie i strategia rozwoju. Nowy właściciel otrzymał olbrzymią sieć – generującą 339 mln euro przychodów rocznie – ale z ogromnym wyzwaniem przywrócenia jej rentowności.

    Rynek detaliczny w Polsce to dziś arena brutalnej konkurencji, a na segment FMCG silnie oddziałują Biedronka, Lidl i Aldi. Nowy właściciel Dealz będzie musiał znaleźć sposób na walkę w tym wymagającym otoczeniu. Tymczasem Pepco, odciążone od problematycznego aktywa, może zająć się tym, co robi najlepiej – dynamiczną ekspansją swojej głównej marki.

  • Niemcy pod ostrzałem surowcowym. Chińskie restrykcje mogą sparaliżować kluczowe przemysły

    Niemcy pod ostrzałem surowcowym. Chińskie restrykcje mogą sparaliżować kluczowe przemysły

    Czy ambitna modernizacja niemieckiej armii i przemysłu technologicznego może się załamać przez brak kilku metali? Na rynku dźwięczą alarmy, a dostawy z kluczowego źródła gwałtownie maleją. To problem, który wykracza daleko poza sektor zbrojeniowy.

    Panika w niemieckim przemyśle

    Sytuacja robi się napięta. — Na rynku panuje atmosfera paniki, by nie powiedzieć czystego przerażenia — mówił niemieckiemu tygodnikowi „Wirtschaftswoche” Christian Hell z firmy handlowej Tradium. Powód?

    Niemcy są silnie uzależnione od Chin w zakresie importu rzadkich metali specjalnych, takich jak gal i german. Chiny od kilku lat mocno ograniczają i wahają eksport tych surowców, a w kwietniu Niemcy niemal w ogóle ich nie otrzymały.

    Według danych z T-Online, eksport germanu z Chin spadł w kwietniu 2025 r. o 93 proc. w porównaniu z marcem. Z 998 kg wysłanych w marcu, w kwietniu nie wysłano prawie nic.

    Jak powiedział Christian Hell: — Całe łańcuchy dostaw są zagrożone. Każdy, kto do tej pory polegał na chińskich dostawach, powinien teraz poszukać alternatyw.

    A to właśnie w Chinach wydobywa się 80 proc. światowego galu i ponad 60 proc. germanu.

    Rząd w Berlinie apeluje, przemysł szuka rozwiązań

    Niemiecki rząd próbuje interweniować. Minister gospodarki Katherina Reiche podczas wizyty w Chinach zaapelowała o zapewnienie niemieckim firmom niezawodnego dostępu do niezbędnych metali. Podkreśliła, że „nowoczesne technologie są nie do pomyślenia bez tych surowców”.

    Alternatywne źródła dostaw udało się znaleźć niektórym potężnym koncernom zbrojeniowym, takim jak Rheinmetall czy Hensoldt. W znacznie gorszej sytuacji są jednak mniejsze firmy i start-upy, np. te pracujące nad dronami.

    Dlaczego te metale są tak ważne?

    Gal i german to tzw. metale podwójnego zastosowania. German używany jest w urządzeniach noktowizyjnych, czujnikach termowizyjnych, detektorach i półprzewodnikach. Gal jest niezbędny do produkcji satelitów, systemów radarowych, sieci 5G oraz układów wysokoczęstotliwościowych w smartfonach i elektronice wojskowej.

    Portal T-Online wskazuje, że „Niewykluczone, iż zatrzymanie dostaw przez Chiny jest reakcją na niemieckie wysiłki zbrojeniowe”.

    Szerszy kontekst handlowy: UE zaostrza kurs, ale Berlin jest ostrożny

    Presja rośnie także dlatego, że chińscy producenci silnie zaznaczają swoją obecność w Niemczech, oferując tańsze produkty w motoryzacji, budowie maszyn i chemii. Według Centre for European Reform, rozwój chińskiego eksportu mógł kosztować niemiecką gospodarkę nawet 400 tys. miejsc pracy.

    W Unii Europejskiej trwają prace nad pakietem nowych, radykalniejszych narzędzi ochrony rynku, jak wyższe cła czy tzw. „narzędzie odporności”.

    Jednak Berlin podchodzi do zmian ostrożnie. Niemcy domagają się, by nowe narzędzia były zgodne z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO) i nie wywołały spirali protekcjonizmu. Niemieckie ministerstwo gospodarki obawia się, że cła mogą być mało skuteczne i zaszkodzić eksporterom.

    Komisarz UE do spraw przemysłu Stéphane Séjourné podkreśla potrzebę zdecydowanej reakcji, gdy strategiczne sektory są zagrożone. Ekonomiści, jak Gabriel Felbermayr z austriackiego Instytutu Badań Ekonomicznych, studzą nastroje, wskazując, że zbyt ostre restrykcje mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.

    Na szali są miliardy euro

    Stawka jest ogromna. W 2025 r. Chiny były największym partnerem handlowym Niemiec, na tamtejszym rynku działa około 5 tys. niemieckich firm. Niemcy, jako trzecia największa gospodarka świata, są szczególnie narażone na turbulencje w globalnym handlu.

    Walka o gwarancje dostaw kluczowych surowców dla przemysłu i transformacji energetycznej staje się więc jednym z najważniejszych frontów europejskiej polityki gospodarczej.