Blog

  • Będziemy korzystać z AI, a nie ona z nas. Premier zapowiada gigantyczny program dla polskich szkół

    Będziemy korzystać z AI, a nie ona z nas. Premier zapowiada gigantyczny program dla polskich szkół

    Czy przyszłość polskiej gospodarki rysuje się tylko w czarnych barwach przez sztuczną inteligencję? Premier Donald Tusk podczas Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie postawił sprawę jasno: pora przestać się bać i zacząć działać. I to na ogromną skalę.

    Od alarmistów do współtwórców

    Podczas swojego wystąpienia szef rządu wskazał, że wraz z rozwojem nowych technologii pojawiają się obawy o bezpieczeństwo, rynek pracy, zdrowie psychiczne czy szeroko rozumianą suwerenność. W jego ocenie fakty nie są jednak aż tak pesymistyczne, a przewidywania nie powinny być tak alarmistyczne.

    „Nie powinniśmy zamieniać się w współczesnych luddystów, którzy traktują nowe technologie jako zagrożenie dla swojej egzystencji. Nie powinniśmy też bezkrytycznie wierzyć prognozom mówiącym, że sztuczna inteligencja przejmie kontrolę nad światem lub całkowicie wyprze człowieka z rynku pracy” – tłumaczył Donald Tusk.

    Kluczowe, jego zdaniem, jest budowanie poczucia kontroli i świadomości, że to ludzie powinni wykorzystywać sztuczną inteligencję, a nie odwrotnie.

    Gigantyczna inwestycja w młodych talentów

    Tu dochodzimy do kluczowego ogłoszenia. Premier poinformował o decyzji, która ma zmienić polską edukację.

    „Podjęliśmy decyzję o przeznaczeniu blisko 2 mld zł ze środków głównie europejskich na projekt „Laboratoria sztucznej inteligencji”, który trafi do szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całym kraju” – mówił szef rządu.

    Ile szkół to obejmie? Mowa o 8 tysiącach szkół podstawowych i 4 tysiącach szkół ponadpodstawowych. Dostawy specjalistycznego sprzętu już się rozpoczęły i mają zakończyć się w drugiej połowie lipca. Placówki były wytypowane tak, aby były proporcjonalnie geograficznie rozproszone po całej Polsce.

    Co znajdzie się w takim laboratorium? Jego wyposażenie będzie obejmować: laptop, jednostkę centralną usług AI, urządzenie sieciowe i inne niezbędne elementy. Celem jest, aby dzieci rzeczywiście miały poczucie, że te zaawansowane narzędzia są w ich zasięgu.

    Walka o suwerenność technologiczną

    To nie jest jedyna inicjatywa rządu. Premier zapowiedział również, że państwo będzie aktywnie budować suwerenność technologiczną.

    „Chodzi też o to, aby nie być uzależnionym od wąskiej grupy dostawców czy jednego dostawcy. (…) to, co możemy zrobić i będziemy robić, to budowanie suwerenności technologicznej w taki sposób, aby mieć przynajmniej możliwość wyboru pomiędzy różnymi konkurującymi podmiotami” – oświadczył Tusk. Dodał, że taką drogę obrały już Francja, Dania i Niemcy.

    Dlaczego to tak ważne? Szef rządu przyznał, że rozwój nowoczesnych technologii może stanowić potężne wyzwanie dla państwa, „uzależniając na rynku cyfrowym Polskę od firm globalnych albo największych potęg światowych”.

    Statystyki są wymowne: w 2025 r. deficyt Polski w handlu produktami cyfrowymi wyniósł 45 mld zł, podczas gdy w 2016 r. wynosił 9 mld zł.

    Test suwerenności dla państwowych zakupów

    Aby te cele realizować, rząd wprowadzi konkretne mechanizmy kontroli.

    „Będziemy testować wszystkie projekty, które byśmy kupowali albo współfinansowali, pod kątem ewentualnego zagrożenia zależności, na ile dany projekt zostawia państwu polskiemu kontrolę nad własnymi systemami i danymi” – zapowiedział premier.

    Mowa o tzw. teście suwerenności dla dużych zakupów technologicznych państwa. Dotyczyć on będzie projektów o wartości powyżej 5 mln zł (15 mln zł w przypadku inwestycji infrastrukturalnych).

    Końcowy przekaz premiera jest jasny: zamiast bezradnie obserwować rozwój technologii, Polska ma być aktywnym współtwórcą tej rzeczywistości. A fundamentem tej strategii są właśnie młodzi ludzie, którzy już za kilka lat będą mogli kształtować cyfrową przyszłość kraju, mając za sobą praktyczne doświadczenie zdobyte w szkolnych laboratoriach.

  • Młodzi Polacy przeciwko biegowi szczurów. Awans nie jest priorytetem, ale AI już tak

    Młodzi Polacy przeciwko biegowi szczurów. Awans nie jest priorytetem, ale AI już tak

    Czy można chcieć robić karierę, ale jednocześnie nie gonić za awansem i krzywić się na sztuczną inteligencję? Ostatni raport Deloitte pokazuje, że dla młodych Polaków to nie sprzeczność, a nowy model sukcesu zawodowego. Oto jak pokolenia Z i millenialsi z Polski radykalnie zmieniają reguły gry na rynku pracy, stawiając na pierwszym miejscu zupełnie inne wartości niż ich globalni rówieśnicy.

    Finansowy realpolityk wstrzymuje życiowe plany

    Zanim zaczniemy mówić o karierze, trzeba spojrzeć na twarde liczby. Ponad połowa młodych Polaków opóźnia takie kroki jak zakup mieszkania, założenie rodziny czy dalsza edukacja. Powód? Pieniądze. W Polsce taką sytuację finansową przyznaje 55% zetek i 52% millenialsów.

    Koszt życia to dla nich największa obawa – wskazuje go 32% pokolenia Z i 39% millenialsów. Problem z dostępnością mieszkań jest szczególnie widoczny: zakup własnego M pozostaje poza zasięgiem 59% „zetek” i 52% millenialsów w Polsce. To więcej niż globalna średnia, która wynosi odpowiednio 51% i 40%. Co więcej, aż 71% zetek i 52% millenialsów przyznaje, że dostępność mieszkań wpływa bezpośrednio na ich decyzje zawodowe.

    Koszty życia, ceny mieszkań czy wydatki na dojazdy przekładają się na gotowość młodych do zmiany pracy i podejmowania długoterminowych zobowiązań zawodowych. Pracodawcy muszą myśleć nie tylko o konkurencyjnym wynagrodzeniu, ale także o elastyczności i benefitach odpowiadających na wyzwania finansowe – komentuje Monika Matysiak-Szymańska, partnerka w dziale Advisory Deloitte Polska.

    Awans? Tak, ale bez pośpiechu i bez przeciążenia

    Polscy millenialsi i zetki definiują sukces zupełnie inaczej. Tylko 30% generacji Z i 22% millenialsów w Polsce preferuje szybki rozwój kariery. Zamiast tego, 36% wybiera stopniowe zdobywanie doświadczenia. Priorytetem staje się work-life balance i stabilność, a nie częste zmiany ról.

    Co ze stanowiskami kierowniczymi? Tutaj też panuje umiarkowany entuzjazm. Jedynie 4% polskich respondentów uznaje awans na menedżera za główny cel zawodowy. Ale nie znaczy to, że młodzi nie chcą być liderami. Wręcz przeciwnie – 68% zetek i 59% millenialsów chciałoby w przyszłości objąć stanowiska kierownicze, choć globalnie te odsetki są jeszcze wyższe.

    Młodzi chcą łączyć stanowiska liderskie z życiem osobistym. Elastyczność, jasna ścieżka rozwoju i poczucie, że leadership nie oznacza przeciążenia, są dla nich kluczowe – mówi Monika Stołowska, dyrektorka HR Deloitte w Polsce.

    Miłość-hate relationship ze sztuczną inteligencją

    Tu robi się jeszcze ciekawiej. Młodzi Polacy chętnie korzystają z AI – już 58% pokolenia Z i 57% millenialsów w Polsce używa narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. To trochę mniej niż globalna średnia, która sięga 74%. Sztuczna inteligencja przestaje być dla nich tylko narzędziem do zwiększania produktywności. Coraz częściej wspiera rozwój zawodowy i planowanie kariery. 68% zetek i 73% millenialsów wykorzystuje AI do szukania nowych ścieżek rozwoju.

    Ale jest jedno wielkie „ale”. Jednocześnie rośnie sceptycyzm wobec gotowości firm na tę zmianę. Co trzeci młody pracownik uważa, że organizacje nie nadążają za tempem transformacji technologicznej i nie są przygotowane do pełnego wykorzystania potencjału AI.

    Ten sceptycym jest na tyle głęboki, że obserwujemy go nawet wśród świeżych absolwentów. Business Insider zauważa, że choć oni sami używają AI każdego dnia, to za każdym razem, gdy ktoś o niej wspomni w kontekście szans, krzywią się z niesmakiem. Podczas ostatnich uroczystości absolutoryjnych za oceanem, gdy przemawiający mówili o tym, jak „AI otwiera przed nimi nowe możliwości”, reakcją absolwentów nie były wiwaty, tylko… zwyczajne buczenie.

    Przeciążenie cyfrowe i niedostateczne wsparcie ze strony pracodawców to wyzwania, z którymi firmy będą musiały się zmierzyć, by w pełni wykorzystać potencjał AI – zauważa Jan Michalski, partner i lider GenAI w Europie Środkowej w Deloitte.

    Firmy w pułapce pokoleniowej zmiany wiedzy

    Zmiany pokoleniowe wymuszają na firmach nie tylko pozyskiwanie nowych talentów, ale także skuteczny transfer wiedzy. To może być kluczowe wyzwanie najbliższych lat. Dlaczego?

    Bo młodzi pracownicy mają wątpliwości co do odporności swoich zespołów. Tylko 57% zetek i 60% millenialsów w Polsce wierzy, że ich zespoły poradziłyby sobie po odejściu kluczowych ekspertów. Wysoka rotacja, brak czasu i niewystarczające mechanizmy przekazywania wiedzy to główne bariery.

    Wiele firm nie jest przygotowanych na utratę kluczowych kompetencji. Skuteczny transfer wiedzy będzie jednym z najważniejszych wyzwań najbliższych lat – podsumowuje Monika Stołowska.

    Podsumowując, młodzi Polacy wchodzą na rynek pracy z nowym zestawem priorytetów. Nie ścigają się o awanse, ale nie rezygnują z ambicji liderowania. Korzystają z AI, ale nie wierzą, że firmy nadążają za tą technologią. I przede wszystkim – stawiają finansową i życiową stabilność nad szybki rozwój kariery. To wyzwanie dla pracodawców, ale też wyraźny sygnał, że reguły gry się zmieniły.

  • EBC ma już dość. Podwyżka stóp procentowych w czerwcu prawie pewna!

    EBC ma już dość. Podwyżka stóp procentowych w czerwcu prawie pewna!

    Inflacja wymyka się spod kontroli, a ceny energii ciągną w górę wszystko inne. Czy to koniec ery taniego pieniądza w Europie? Wszystko wskazuje na to, że tak – kluczowi decydenci Europejskiego Banku Centralnego wysyłają bowiem zdecydowane sygnały, że w czerwcu musimy spodziewać się podwyżki stóp procentowych.

    Kurs euro rośnie. Rynek już gra podwyżką

    Inwestorzy nie czekają na oficjalne komunikaty. Kurs euro już zyskuje na wartości po jastrzębich sygnałach płynących z EBC. Rynek niemal w pełni wycenia podwyżkę o 25 punktów bazowych podczas posiedzenia 11 czerwca. Część inwestorów spodziewa się nawet, że będzie to początek serii ruchów.

    Ale to nie tylko spekulacje. O podwyżce w czerwcu otwarcie mówi członkini zarządu EBC Isabel Schnabel, uznawana za jedną z najbardziej restrykcyjnie nastawionych osób w radzie.

    Biorąc pod uwagę skalę i trwałość obecnego szoku, ignorowanie go nie jest już według mnie możliwe. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że podwyżka stóp w czerwcu będzie konieczna

    Schnebel w rozmowie z agencją Reuters podkreśliła, że taka decyzja jest konieczna niezależnie od sytuacji geopolitycznej – nawet gdyby konflikt się zakończył. Jej zdaniem szkody wyrządzone infrastrukturze energetycznej i globalnym łańcuchom dostaw są zbyt głębokie.

    Co takiego spłatało bankierów? Inflacja bije w cel!

    Głównym motorem jest oczywiście inflacja, która wymknęła się spod kontroli. Najnowsze dane Eurostatu są druzgocące. Inflacja w strefie euro wzrosła w maju do 3,2% z 3,0% w kwietniu. To pierwszy raz od 2023 roku, gdy wskaźnik przekroczył próg 3%.

    To jednak nie wszystko. Bankierów centralnych budzi niepokój inflacja bazowa (HICP), która nie uwzględnia cen energii i żywności. Ten wskaźnik również wzrósł – do 2,5% z 2,2% miesiąc wcześniej. To kluczowy sygnał, że droga energia infekuje całą gospodarkę.

    • Inflacja w sektorze energetycznym: 10,9%
    • Wzrost cen usług: 3,5%

    Decydenci EBC boją się tzw. efektów drugiej rundy, czyli sytuacji, w której rosnące koszty energii prowadzą do wzrostu cen innych towarów i usług, a w konsekwencji mogą uruchomić spiralę płacowo-cenową.

    Nie tylko Schnabel. Kto jeszcze opowiada się za ostrzejszą polityką?

    Podkładką pod czerwcową decyzję mają być nowe projekcje makroekonomiczne EBC, w których – w powszechnym przekonaniu – bank podwyższy prognozy przyszłej inflacji. Nawet szefowa EBC Christine Lagarde sugerowała, że przewidywania inflacji na poziomie 2,6% w tym roku prawdopodobnie zostaną zrewidowane w górę.

    Inni przedstawiciele banku również nie pozostawiają złudzeń. Litewski bankier centralny Gediminas Šimkus ocenił, że druga podwyżka stóp po czerwcu „jest bardziej prawdopodobna niż nie”.

    EBC jest w punkcie, w którym dalsze zwlekanie z zacieśnianiem polityki pieniężnej nie jest już możliwe ze względu na skutki kryzysu energetycznego. Dotychczasowe, optymistyczne scenariusze szybkiej normalizacji cen surowców się nie spełniły.

    To nie początek cyklu? Dlaczego ten kryzys jest inny

    Choć podwyżka w czerwcu wydaje się pewna, nie wszyscy wierzą, że to początek długiej serii. Członek zarządu EBC Philip R. Lane wskazuje, że obecny szok energetyczny ma inny charakter niż ten z 2022 roku. Jest przede wszystkim podażowy, a warunki dla silnego popytu w Europie nie są obecnie tak sprzyjające jak po pandemii.

    Podkreśla również inną istotną różnicę: w 2022 roku bank zaczynał podwyżki od stóp poniżej zera. Dziś główna stopa referencyjna EBC wynosi 2%. To zupełnie inny punkt wyjścia.

    Decyzje o ewentualnych kolejnych ruchach, jak mantra powtarzają przedstawiciele banku, będą zależeć od napływających danych. Czerwcowa podwyżka może być więc dostosowaniem incydentalnym, a nie sygnałem początku agresywnego cyklu.

    Co z gospodarką? Euro słabnie, ale euro mocniejsze

    Perspektywy gospodarcze dla strefy euro są coraz bardziej wymagające. Wskaźniki koniunktury, jak badania PMI, wskazują na narastającą presję. Europa jako importer netto energii szczególnie mocno odczuwa skutki wzrostu cen surowców.

    Mimo to, sam kurs euro może odnieść korzyści. Jeśli napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie ulegną złagodzeniu, może to osłabić dolara amerykańskiego, który pełni rolę bezpiecznej przystani. W takim środowisku kurs EUR/USD mógłby według niektórych analiz wrócić powyżej poziomu 1,18 dolara.

    Jedno jest pewne. Era niezmiennych, niskich stóp procentowych w strefie euro właśnie dobiega końca. EBC nie ma już komfortu czekania. Inflacja bije w cel, a bank musi zareagować. Pierwszy krok nastąpi prawdopodobnie już za kilka dni.

  • Truskawki znikały z giełdy w mgnieniu oka? Teraz możesz sam je zerwać!

    Truskawki znikały z giełdy w mgnieniu oka? Teraz możesz sam je zerwać!

    Czy też zastanawiasz się, gdzie podziały się wszystkie polskie truskawki? W tym roku na giełdach owoce „schodzą na pniu”, a każda dostawa natychmiast znika. Ale już nie musisz ich gonić – możesz sam po nie wyjechać! Sezon ruszył pełną parą, a ceny spadają. To doskonała wiadomość dla wszystkich wielbicieli tych smaków.

    Fruwający towar na giełdzie

    Na rynku owoców sezonowych trwa aktualnie intensywny ruch. Truskawki są towarem specyficznym, bo ze względu na swoją niską trwałość, muszą być sprzedawane bardzo szybko. Dlatego towar na giełdzie nie zalega, jest rozchwytywany na pniu, tym bardziej że w tym sezonie tempo dojrzewania krajowych zbiorów jest szybkie. Jak powiedział „Faktowi” Maciej Kmera z giełdy owocowo-warzywnej w Broniszach pod Warszawą, truskawki „schodzą na pniu”, a każda dostawa natychmiast znika. Rano rolnicy sprzedają owoce zebrane poprzedniego dnia, a po południu – świeżo zerwane.

    „Truskawki bardzo reagują na warunki pogodowe. Wystarczy kilka cieplejszych dni, by rynek się zmienił” – mówi w rozmowie z „Faktem” Maciej Kmera.

    Ekspert zapowiada, że wraz z wyższymi temperaturami podaż truskawek może gwałtownie wzrosnąć. Teraz dostawy nie zaspokajają do końca potrzeb sprzedawców i klientów, bo są opóźnione z powodu niesprzyjających warunków atmosferycznych.

    A może samozbiory? Nowy trend prosto z pola!

    Owoce można nabyć nie tylko w sklepach, ale również w czasie samozbiorów organizowanych przez rolników w całym kraju. To świetna alternatywa dla handlu detalicznego. Chętni mogą skorzystać np. z oferty pani Marianny, która zaprasza na swoje pola w Kiernozi (woj. łódzkie) oraz Brzozowie (woj. mazowieckie). Rolniczka oferuje świeże truskawki odmian Rumba, Verdi oraz Faith. Jak podkreśla, owoce pochodzą z własnej, pokoleniowej plantacji i nie ma na nich pozostałości środków ochronnych roślin.

    Podczas samozbiorów za kilogram truskawek trzeba u niej zapłacić 15 zł. To konkurencyjna cena w porównaniu do rynku hurtowego! Na samozbiory zaprasza również pani Marta z powiatu płońskiego na Mazowszu. U niej za kilogram zebranych truskawek także trzeba zapłacić 15 zł.

    „Samozbiory to świetny sposób, aby nic się nie zmarnowało, skrócić drogę produktu »prosto od rolnika«, promować swoje gospodarstwo i budować relacje z klientami” – podkreślają autorzy wpisu, który pojawił się na profilu MyZbieramy – samozbiory.

    Ile kosztują truskawki? Spadki na giełdzie!

    Szybkie tempo dotyczy nie tylko znikania truskawek z giełdy, ale też zmian w ich cenniku. Na początku maja owoce były wyceniane nawet na powyżej 30 zł za 1 kg, jednak w miarę ich przybywania ceny spadają. Aktualnie ceny wahają się od ok. 20 do 25 zł/kg, zależnie od odmiany, jakości towaru i aktualnego popytu. Znacznie tańsze są obecnie truskawki z Grecji lub Serbii.

    Co ciekawe, szybko sprzedają się zarówno truskawki krajowe, jak i importowane. Niektóre z zagranicznych odmian były na rynku już od jesieni, np. greckie. Niedawno z kolei zaczęły pojawiać się truskawki z Serbii, które wizualnie podobne są do polskich.

    Na rynku coraz więcej jest polskich truskawek, których kolejne plony stopniowo wypierają te najwcześniejsze partie owoców. To oznacza, że najlepsze dla lokalnych smakoszy nadchodzą! Szykujcie słoiki na dżemy i placek na sezonowe wypieki – czeka nas kilka tygodni prawdziwej truskawkowej uczty.

  • Rekordowa emerytura i rosnący trend: Polacy w podeszłym wieku zmieniają rynek pracy

    Rekordowa emerytura i rosnący trend: Polacy w podeszłym wieku zmieniają rynek pracy

    Czy twoja emerytura może być wyższa niż pensja prezesa? W Polsce okazuje się, że to możliwe — a trend łączenia pracy ze świadczeniem emerytalnym jest coraz silniejszy, choć tempo rośnie nieco wolniej.

    Nowe dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pokazują, że pod koniec 2025 roku pracowało blisko 880 tysięcy emerytów. To oznacza wzrost o ponad 52% w ciągu dekady! W samym grudniu 2025 roku ZUS naliczył dokładnie 879,5 tys. osób łączących pracę z emeryturą. Choć trend jest wyraźny, dynamika nieco osłabła — w ciągu ostatniego roku grupa powiększyła się zaledwie o 7 tysięcy osób.

    — Liczba pracujących emerytów rośnie od wielu lat, jednak w ostatnim roku ten wzrost spowolnił. Może to wynikać z kilku różnych czynników — wyjaśniał członek zarządu ZUS Paweł Jaroszek.

    Kto bije rekordy?

    A o rekordach można mówić wprost! Jak przekazał PAP rzecznik regionalny ZUS Wojciech Ściwiarski, najwyższą emeryturę w Polsce — około 54 tys. zł brutto miesięcznie — pobiera mieszkaniec Śląska. Na emeryturę przeszedł dopiero w wieku 86 lat, a w jego dokumentach widnieje ponad 67 lat pracy.

    Wśród kobiet rekordzistką jest mieszkanka regionu obsługiwanego przez Oddział ZUS w Bydgoszczy. Jej miesięczna emerytura to ponad 42 tys. zł brutto. Na zasłużony odpoczynek zdecydowała się w wieku 81 lat, po przepracowaniu 61 lat.

    Kim są pracujący emeryci?

    Statystyczny portret pracującego emeryta jest bardzo wyraźny. W tej grupie dominują kobiety, które stanowią 58,2%. Przeciętny wiek to 67,8 roku, przy czym mężczyźni są starsi (średnio 69,5 roku), a kobiety młodsze (66,6 roku). Niemal wszyscy (blisko 97%) osiągnęli już powszechny wiek emerytalny.

    Gdzie ich najwięcej? Największa koncentracja jest w województwie mazowieckim (16,5% całej grupy) oraz śląskim (13,8%). Na przeciwnym biegunie plasuje się województwo opolskie z udziałem 2,3%.

    Gdzie pracują i co z tego mają?

    Pracujący seniorzy najchętniej znajdują zatrudnienie w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej (17,2%). Kolejne branże to handel hurtowy i detaliczny oraz naprawa pojazdów (12,5%), przetwórstwo przemysłowe (10,5%) oraz edukacja (10,1%).

    Najpopularniejszą formą zatrudnienia jest wciąż umowa o pracę (dla 37% aktywnych emerytów). Na umowie-zleceniu pracuje 26,4%. Wśród tych, którzy dodatkowo odprowadzają składki emerytalne i rentowe, aż 58% ma etat.

    Rzecznik ZUS podkreśla korzyści: wyższe dochody, zachowanie więzi społecznych i aktywnego trybu życia. Co ważne, po osiągnięciu powszechnego wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet, 65 dla mężczyzn) można zarabiać bez ograniczeń, o ile świadczenie nie zostało podwyższone do kwoty minimalnej.

    — Wydłużenie aktywności zawodowej i późniejsze przejście na emeryturę ma znaczny wpływ na wysokość emerytury, z każdym dodatkowo przepracowanym rokiem przyszła emerytura wzrośnie i to sporo nawet o około 8-12 proc. — wskazuje Wojciech Ściwiarski.

    Wniosek? Model „emerytury i pracy” zyskuje na popularności. Dla jednych to sposób na lepsze życie, dla innych — jak pokazują rekordziści — szansa na naprawdę imponujące świadczenie. Polska siła robocza się starzeje, ale wcale nie oznacza to spowolnienia.

  • Śląsk szykuje gigantyczny hit! Czy największy park rozrywki już za rok?

    Śląsk szykuje gigantyczny hit! Czy największy park rozrywki już za rok?

    Wyobraźcie sobie rodzinny weekend, który nie kończy się na zakupach. W Gliwicach powstaje projekt, który może zmienić mapę rozrywki w Polsce. Czy lipiec 2027 stanie się datą otwarcia jednej z największych atrakcji dla rodzin?

    Gigant buduje fundamenty

    Na Śląsku, w pobliżu kompleksu handlowego Europa Centralna, trwa budowa parku rozrywki o powierzchni 67 tysięcy metrów kwadratowych. Za tę wartą 50 milionów euro (ponad 210 milionów złotych) inwestycję odpowiada firma Momentum Leisure, znana z sieci parków Majaland.

    Ale tutaj wszystko będzie nowe. W przeciwieństwie do poprzednich projektów spółki, park w Gliwicach będzie funkcjonował pod zupełnie nową marką i motywem przewodnim. To pierwszy tak duży projekt firmy w Polsce i jeden z większych tego typu obiektów powstających obecnie w kraju.

    SpongeBob, Psi Patrol i… rollercoastery

    Projekt celuje w jeden z najszybciej rosnących rynków: rodziny z dziećmi. Autorzy informują, że park został zaprojektowany z myślą o dzieci w wieku 3-12 lat i ich rodzinach.

    Klimat zapewnią globalne franczyzy. Wśród motywów przewodnich znajdą się postaci Nickelodeon, takie jak SpongeBob Kanciastoporty, Psi Patrol i Wojownicze Żółwie Ninja, a także Smerfy. Koncepcję przygotowała amsterdamska Leisure Expert Group, specjalizująca się w projektach tematycznych.

    „To będzie zupełnie nowa koncepcja” – podkreślał Wouter Dekkers, CEO Momentum Leisure, cytowany przez portal strefabiznesu.pl.

    Kiedy ruszą rollercoastery?

    Kluczowym elementem oferty będą dwie kolejki górskie od niemieckich producentów Zierer i Gerstlauer. Jeden z nich częściowo wyjedzie poza budynek, co w Polsce nadal jest rzadkością.

    Otwarcie zaplanowano na lipiec 2027. Na miejscu widać już prefabrykowaną konstrukcję żelbetową głównej hali i ukończone fundamenty. Trwają zaawansowane prace nad infrastrukturą podziemną, strefami technicznymi i układem komunikacyjnym.

    W drugim kwartale tego roku planowane jest zakończenie prac konstrukcyjnych oraz montaż elewacji i dachu, aby przejść do wykończenia wnętrz i instalacji atrakcji.

    Nie tylko Gliwice, ale cały region

    Lokalizacja przy Europa Centralna nie jest przypadkowa. To model, który w Europie Zachodniej skutecznie zwiększa ruch i czas spędzany przez klientów.

    Inwestor liczy, że lokalizacja przy skrzyżowaniu autostrad A1 i A4 oraz bliskość granicy z Czechami pozwolą przyciągnąć gości nie tylko z Polski, ale również z krajów sąsiednich. Według szacunków, park może odwiedzać od 400 tysięcy do 600 tysięcy osób rocznie.

    Nowa inwestycja ma być dalszym ciągiem strategii rozwoju Momentum Leisure w Polsce, rozszerzając działalność na regiony przygraniczne z Niemcami i Czechami – łącznie rynek liczący ponad 40 milionów mieszkańców.

    200 miejsc pracy i nowy punkt spotkań

    Po uruchomieniu park zapewni zatrudnienie około 200 osobom. Rekrutacja ma rozpocząć się już w 2026 roku. Miejsca pracy obejmą zarządzanie, obsługę techniczną i bezpośrednią obsługę gości. Firma podkreśla, że inwestycja będzie generować zamówienia dla lokalnych dostawców.

    „Myślę, że ten park doskonale wpisuje się w naszą wizję rozwoju miasta, ponieważ stanie się ważnym miejscem spotkań. Miejscem, w którym będą rodzić się nowe znajomości, gdzie będzie można odpocząć i po prostu dobrze spędzić czas” – mówiła prezydent Gliwic Katarzyna Kuczyńska-Budka podczas ceremonii wmurowania kamienia węgielnego.

    Już za niewiele ponad rok Gliwice mogą stać nie tylko centrum handlowym, ale także największym magnesem rozrywkowym dla całego południa Polski.

  • Elita XRP w zasięgu ręki? To trzeba wiedzieć o dystrybucji majątku w Ripple

    Elita XRP w zasięgu ręki? To trzeba wiedzieć o dystrybucji majątku w Ripple

    Czy uważasz, że bycie w gronie największych posiadaczy kryptowaluty to przywilej zarezerwowany dla nielicznych? Nowe dane dotyczące rozkładu bogactwa w sieci XRP mogą cię zaskoczyć. Okazuje się, że wejście do finansowej elity tego aktywa jest łatwiejsze, niż się wydaje. A trwałe w niej pozostanie? To już zupełnie inna historia.

    Klucz do Top 10% jest zaskakująco przystępny

    Analiza przeprowadzona przez entuzjastę kryptowalut BagMana przyniosła jasne i konkretne liczby. Według danych z listy najbogatszych posiadaczy XRP, aby znaleźć się w gronie 10% największych graczy, wystarczy posiadać zaledwie 2 175 tokenów. Przy kursie około 1,31-1,43 USD (dane z obu źródeł) daje to równowartość zaledwie około 3 110 USD, czyli niespełna 11 352 zł. Ten próg przekracza obecnie 784 798 kont.

    Jeśli jednak marzysz o miejscu w absolutnej światowej elicie, czyli w górnym 1%, musisz sięgnąć po więcej. Granica ta przebiega na poziomie 45 110 XRP. Przy wspomnianej cenie oznacza to portfel wart około 64 508 USD, czyli 235 454 zł. To wciąż stosunkowo skromna kwota w porównaniu z analogicznymi progami w tradycyjnych klasach aktywów.

    Just over 45,000 $XRP to join the 1%

    2,175 $XRP to be in the top 10%

    XRP Rich List pic.twitter.com/66LuG9zDfM

    — XRP Bags💰👨🏽‍🚀 BagMan (@XRPBags) May 13, 2026

    BagMan podsumował to krótko: „Nieco ponad 45 000 XRP, aby dołączyć do 1%“. Ten poziom spełnia obecnie 78 480 kont.

    Ale to dopiero początek. Prawdziwa przepaść jest wyżej

    Pełna struktura dystrybucji pokazuje, jak gwałtownie rośnie koncentracja majątku na samym szczycie. Różnice między kolejnymi progami rosną wykładniczo.

    • Próg 5% wymaga już tylko 7 544 XRP (ok. 10 788 USD / 39 376 zł).
    • Próg 2% to 22 037 XRP (ok. 31 513 USD / 114 972 zł).
    • Aby wejść do górnego 0,5%, potrzeba 80 895 XRP (ok. 115 680 USD / 422 232 zł).
    • Próg 0,1% znajduje się już na poziomie 280 663 XRP, co wycenia się na około 401 348 USD (1 464 920 zł).

    Jednak prawdziwa władza w sieci XRP skupiona jest na absolutnym szczycie. Przedział 0,01%, zajmowany przez zaledwie 785 kont, wymaga posiadania ponad 3,8 miliona tokenów. Przy aktualnych cenach odpowiada to zawrotnej kwocie około 5,48 miliona USD, czyli blisko 20 milionów złotych.

    Przeskok od progu 1% do 0,01% jest niemal 85-krotnie większy w przeliczeniu na liczbę tokenów. To wyraźny obraz silnej koncentracji kapitału wśród wąskiej grupy największych graczy.

    A co z tymi, którzy wytrwają? Ostrzeżenie z Twittera

    Na temat posiadaczy XRP pojawiła się także intrygująca, choć bardziej spekulatywna narracja. Analityk znany jako @TheTimeTraveler stwierdził wprost: „Mówiłem wam, że 90% posiadaczy XRP odejdzie w zapomnienie”.

    Jego teza opiera się na statystykach. Twierdzi on, że szansa na posiadanie XRP wynosi zaledwie 1,5% globalnej populacji. Dla porównania: prawdopodobieństwo urodzenia się w USA to 3%, a zamieszkiwania tam – 10%. Na tej podstawie sugeruje, że posiadacze XRP są już grupą wyjątkową.

    I told you that 90% of XRP holders would fade away.

    You have won the lottery by being Born in the USA. (3%)
    You have win the lottery if you live in the USA. (10%)
    You have won the lottery if you own XRP. (1.5%)

    The winners are the 0.01%

    — 𝚃𝚒𝚖𝚎 𝚃𝚛𝚊𝚟𝚎𝚕𝚎𝚛 (@TheTimeTraveler) May 26, 2026

    Według tej prognozy, z już nielicznej grupy posiadaczy, ostatecznymi beneficjentami mają być jedynie ci, którzy wytrwają na pozycji – szacowani przez autora na 0,01%. To dokładnie ten sam przedział, który w analizie dystrybucji bogactwa wymaga posiadania milionów tokenów.

    Narracja ta, jak zauważono na portalu Comparic.pl, pomija istotny kontekst. Wskaźnik 1,5% odzwierciedla też nierówny dostęp do rynków finansowych na świecie. Jest to jednak klasyczny element przekazu, który łączy psychologię rzadkości z apelem o długoterminowe trzymanie aktywów.

    Co to oznacza dla ciebie?

    Dane pokazują wyraźnie: dolne i środkowe warstwy dystrybucji XRP są relatywnie dostępne. Próg wejścia do 10% największych posiadaczy to równowartość średniego samochodu. Prawdziwa finansowa przepaść otwiera się dopiero powyżej pierwszego percentyla, gdzie kwoty rosną do setek tysięcy, a potem milionów dolarów.

    Rozkład majątku pokazuje silną koncentrację kapitału na samym szczycie, co może wpływać na zmienność rynku. Jednocześnie narracje krążące wokół tego aktywa podkreślają jego wyjątkowość i rzadkość, sugerując, że tylko najbardziej wytrwali zbiorą ostateczne żniwo.

    Czy to realna analiza, czy skuteczna narracja marketingowa? To już pytanie, na które każdy inwestor musi odpowiedzieć sobie sam.

  • Polscy emeryci majątek mają, ale w gotówce żyją z miesiąca na miesiąc. Nowe dane otwierają oczy

    Polscy emeryci majątek mają, ale w gotówce żyją z miesiąca na miesiąc. Nowe dane otwierają oczy

    Czy wyobrażasz sobie być właścicielem mieszkania wartego kilkaset tysięcy złotych, a jednocześnie martwić się o opłaty za prąd i jedzenie? To nie jest hipotetyczna sytuacja, a codzienność wielu polskich seniorów. Najnowsze dane analityków ukazują szokującą dysproporcję między „bogactwem na papierze” a realną gotówką w portfelu emeryta.

    Bogaty dom, pusty portfel: polska specyfika

    Ekonomiści VeloBanku, analizując dane Europejskiego Banku Centralnego i Eurostatu, wyciągnęli jednoznaczny wniosek. W gospodarstwach domowych Polaków w wieku 65-74 lata aż 89,7% majątku stanowią nieruchomości. To najwyższy udział mieszkań w strukturze majątku w całej Unii Europejskiej! Dla porównania, aktywa finansowe – czyli gotówka, lokaty czy obligacje – to zaledwie 9,6% ich majątku.

    „Ograniczona dostępność środków finansowych przy wysokim udziale nieruchomości w majątku przekłada się na rosnące ryzyko tzw. ubóstwa płynnościowego, czyli trudności w finansowaniu codziennych potrzeb bez konieczności sprzedaży posiadanych aktywów. W Polsce to zjawisko ma szczególnie wyraźny charakter” – wskazuje Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.

    Mówiąc wprost: polscy seniorzy są właścicielami kapitału, ale jest on „zamrożony” w czterech ścianach. Na codzienne wydatki, nagłe potrzeby czy remonty mają często bardzo ograniczone środki.

    12,5 miesiąca życia z oszczędności. Na Zachodzie nawet 10 razy dłużej

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Jak długo przeciętny polski emeryt mógłby przeżyć, żyjąc wyłącznie ze swoich oszczędności? Odpowiedź może niepokoić.

    Według wyliczeń ekspertów, oszczędności polskich seniorów wystarczają średnio na pokrycie ok. 12,5 miesiąca konsumpcji (na poziomie 50% średniego wynagrodzenia krajowego).

    Porównajmy to z Zachodem:

    • Niemcy: ponad 50 miesięcy
    • Francja: ok. 54 miesiące
    • Holandia: 36 miesięcy
    • Belgia i Dania: ponad 50-60 miesięcy
    • Luksemburg: rekordowe 81 miesięcy
    • Czechy: 38 miesięcy

    Różnica jest kolosalna. Podczas gdy emeryt w Niemczech czy Francji ma finansową poduszkę bezpieczeństwa na ponad 4 lata, polski senior musi radzić sobie z zapasem na nieco ponad rok.

    Europa bogatych w gotówkę vs. Europa bogatych w cegły

    Analiza pokazuje wyraźne modeje bogactwa w Europie. Piotr Arak zwraca uwagę na trzy główne:

    1. Europa Zachodnia (Niemcy, Francja, Holandia, Belgia, Dania, Austria, Szwecja): Dominuje model wysokich aktywów finansowych (80–220 tys. euro) i bardzo wysokiej płynności (55–150 miesięcy konsumpcji).
    2. Polska i Europa Środkowo-Wschodnia (Słowacja, Chorwacja, Rumunia, Bułgaria, Łotwa, Litwa): Udział nieruchomości w majątku sięga 56–90%, ale aktywa finansowe są niskie (3–12 tys. euro), a płynność ograniczona do zaledwie 2–7 miesięcy.
    3. Europa Południowa: Model mieszany z umiarkowaną płynnością.

    Polska jest przypadkiem szczególnie skrajnym nawet na tle regionu CEE. Dominacja nieruchomości ogranicza dostęp do gotówki, a uwolnienie środków często wymaga sprzedaży mieszkania lub zadłużenia” – komentuje ekonomista VeloBanku.

    Skala różnicy: 40 tys. zł vs. prawie 400 tys. zł

    Liczby mówią same za siebie. Przeciętne oszczędności polskiego gospodarstwa emerytów (wiek 65-74 lata) to około 9,3 tys. euro (ok. 40 tys. zł).

    Tymczasem za zachodnią granicą:

    • Niemcy: ok. 97 tys. euro
    • Francja: 88 tys. euro

    To około 9-10 razy więcej! Co więcej, polski emeryt posiada średnio ok. 30% wartości nieruchomości niemieckiego emeryta i mniej niż 10% jego aktywów finansowych.

    Pułapka polskiego modelu emerytalnego

    Dlaczego tak jest? Ekonomiści wskazują, że to dziedzictwo transformacji gospodarczej.

    Polski model bogactwa emerytalnego, ukształtowany po transformacji gospodarczej, prowadzi do sytuacji, w której gospodarstwa domowe są bogate w aktywa, ale ubogie w płynność” – podsumowuje Piotr Arak.

    Problem narasta w kontekście starzejącego się społeczeństwa, rosnących kosztów życia i wydłużającej się długości życia. Nawet posiadając relatywnie wysoki majątek, wielu seniorów staje przed realnym ryzykiem braku środków na codzienne wydatki. Mieszkanie jest, ale gotówki na życie – coraz mniej. To wyzwanie, które wymaga poważnej debaty, nie tylko ekonomicznej, ale i społecznej.

  • Złoty znów pod ostrzałem! Zobacz aktualne kursy USD, EUR, CHF i GBP

    Złoty znów pod ostrzałem! Zobacz aktualne kursy USD, EUR, CHF i GBP

    Piątek, 29 maja, przyniósł kolejne wyraźne osłabienie polskiej waluty względem głównych konkurentów na rynku Forex. Prawdziwy test złotego miał miejsce jednak w poniedziałek, 1 czerwca 2026 r., gdy Narodowy Bank Polski (NBP) opublikował swoje oficjalne kursy średnie.

    Dolar amerykański (USD/PLN) kosztował tego dnia 3,6319 zł, euro (EUR/PLN) 4,2341 zł, frank szwajcarski (CHF/PLN) 4,6378 zł, a funt szterling (GBP/PLN) 4,8924 zł.

    Dlaczego złoty traci na wartości?

    Kurs złotego traci ze względu na pogorszenie rynkowego sentymentu. Inwestorzy liczyli, że pokój między USA a Iranem zostanie ogłoszony w niedzielę, zamiast tego otrzymali informację o wymianie ognia.

    Dowództwo Centralne USA przeprowadziło kolejne „uderzenia w samoobronie” na cele wojskowe w południowej części Iranu. Teheran odpowiedział uderzeniem na bazę lotniczą w Kuwejcie.

    Z drugiej strony wsparciem dla złotego pozostaje dzisiejszy odczyt PKB. Według szacunków GUS wzrósł on w I kw. 2026 r. aż o 3,5 pkt. proc. rok do roku. To pokazuje, że polska gospodarka wciąż rozwija się bardzo szybko mimo zawirowań wywołanych wojną na Bliskim Wschodzie.

    Euro w oczekiwaniu na decyzję EBC

    Nieco inna sytuacja ma miejsce w przypadku notowań EUR/PLN, które pozostają w ostatnich tygodniach wyjątkowo stabilne. Kurs euro utrzymuje się w wąskim przedziale wahań 4,23-4,26 zł.

    Złotemu sprzyjają relatywnie dobre dane z polskiej gospodarki, spadająca inflacja oraz ostrożne podejście Rady Polityki Pieniężnej do dalszych zmian stóp procentowych. Jednocześnie inwestorzy nadal mają nadzieję na szybkie zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie.

    Na ten moment nie widać jednak silnych impulsów, które mogłyby wywołać większy ruch na EUR/PLN. Takim może okazać się decyzja Europejskiego Banku Centralnego wraz z oczekiwaną podwyżką stóp procentowych.

    Frank szwajcarski jako „bezpieczna przystań”

    Ciekawie wygląda para CHF/PLN, ponieważ frank szwajcarski tradycyjnie jest traktowany przez inwestorów jako tzw. bezpieczna przystań. Oznacza to, że w momentach rosnącej niepewności na rynkach kapitał zaczyna odpływać z bardziej ryzykownych aktywów i trafia właśnie do franka.

    Mimo lekkiego pogorszenia rynkowego sentymentu notowania CHF/PLN wracają w rejon 4,63 zł.

    Z drugiej strony wsparciem dla franka pozostaje wiarygodność Szwajcarskiego Banku Narodowego oraz solidne fundamenty gospodarki.

    Funt brytyjski stabilizuje po politycznej burzy

    Funt przecenił się w maju względem złotego o blisko 5 groszy, co miało związek z kolejnym kryzysem politycznym w Wielkiej Brytanii i dywagacjami na temat możliwej rezygnacji premiera Keira Starmera. Obecnie jednak notowania GBP/PLN wracają powyżej 4,89 zł.

    „Choć brytyjski premier nie zamierza dobrowolnie ustąpić z urzędu, tak niepewność może ciążyć na notowaniach brytyjskiej waluty” – zauważa analityk portalu Comparic.

    Na wykresie dostrzegane są mieszane sygnały, które wskazują, że rynek nie ma pewności względem dalszego ruchu pary walutowej GBP/PLN. Aktualnym scenariuszem jest próba przejścia do trendu bocznego.

    Co dalej z dolarem?

    Z technicznego punktu widzenia para USD/PLN wciąż znajduje się w konsolidacji między wsparciem 3,58 zł a oporem 3,67 zł. Bazowym scenariuszem pozostaje dalsza konsolidacja w tym zakresie.

    Perspektywy dolara są ściśle związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie. Jeśli porozumienie USA-Iran zostanie zawarte, dolar mógłby dalej mocno tracić na wartości.

    Jednak, według analityków, dołek na parze USD/PLN jest już za nami i w najbliższych miesiącach nie zobaczymy dolara poniżej 3,50 zł.

  • Skarbówka może sparaliżować twoją firmę jednym kliknięciem. Tak się bronić!

    Skarbówka może sparaliżować twoją firmę jednym kliknięciem. Tak się bronić!

    Wyobraź sobie, że w poniedziałek rano logujesz się do bankowości, a tam… kompletna blokada. Nie zapłacisz ZUS-u, podatków, ani pensji pracownikom. To nie scenariusz filmu katastroficznego, a rzeczywistość setek polskich przedsiębiorców każdego roku. Jak do tego dochodzi? I co najważniejsze – jak się na to przygotować?

    Paraliż na żądanie fiskusa

    Nawet ponad tysiąc firm rocznie doświadcza blokady rachunku bankowego lub rachunku w SKOK. Wśród nich około 300 to blokady STIR, uruchamiane, gdy pojawia się podejrzenie wyłudzeń podatkowych. Ale tu jest haczyk: iskrą, która może doprowadzić do takiej blokady, może być zwykła, tzw. nietypowa transakcja, a nawet przypadkowy przelew. To oznacza, że zagrożona jest praktycznie każda, nawet uczciwie działająca firma.

    „Blokada rachunku bankowego powoduje paraliż każdej organizacji. Powoduje, że firma nie może prowadzić działalności operacyjnej, zapłacić podatków i ZUS, wynagrodzenia pracownikom itd. To z kolei generuje kolejne problemy” – przyznaje Mateusz Jamróz, prawnik w Kancelarii Kopeć Zaborowski, w rozmowie z Business Insider Polska.

    Dewastujące skutki są natychmiastowe. Dlatego kluczowe jest, aby zawczasu zabezpieczyć firmę przed takim scenariuszem. Ale zanim przejdziemy do konkretnych wskazówek, zobaczmy, co jeszcze może zwrócić uwagę systemów.

    Nie tylko tytuł przelewu. Uważaj na te kwoty!

    Okazuje się, że nie tylko „podejrzane” tytuły przelewów mogą uruchomić alarm. Również same kwoty przelewów mogą spowodować interwencję banku, który wstrzyma środki.

    Szczególnemu monitorowaniu podlegają wpłaty na konto powyżej równowartości 15 tys. euro (63,5 tys. zł). Przy takich transakcjach bank ma obowiązek przekazać informację do Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Zapisano to wprost w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy.

    Ale uwaga! Pod lupę może wpaść także przelew na dużo skromniejszą kwotę. Nawet 10 tys. zł może wzbudzić czujność, jeśli takie zachowanie nie będzie pasować do profilu klienta. Jeśli dotąd na koncie nie realizowano tak dużych wpłat, a operacje opiewały na wyraźnie mniejsze kwoty, bank może zacząć się przyglądać.

    Co wtedy robi bank? Jeśli wpłata nie przekroczy progu 15 tys. euro, to KAS nie musi być informowany. Decyzja leży po stronie instytucji. Wszelkie podejrzenia uruchamiają procedury bezpieczeństwa, co może prowadzić do czasowego zablokowania środków aż do wyjaśnienia sprawy.

    Kiedy bank dzwoni do skarbówki? Sprawdź listę

    Kiedy skarbówka musi zostać powiadomiona przez bank o podejrzanych operacjach? Biznes Interia wskazuje konkretne sytuacje, które zapalają czerwone światło:

    • Przelew na podejrzanie dużą kwotę.
    • Przelewy na mniejsze kwoty, ale wykonywane często, które w sumie składają się na sporą sumę.
    • Podejrzane tytuły realizowanych przelewów.
    • Gdy różni nadawcy przelewają na konto podobne kwoty, co może wskazywać na dywersyfikację wpłat lub nierejestrowany handel.

    Jak widać, czynników jest sporo, a granica między „standardową operacją” a „podejrzaną transakcją” bywa bardzo cienka.

    Tak przygotujesz swoją firmę na wypadek blokady

    Skoro ryzyko jest realne, co robić? Eksperci prawni, jak cytowany wcześniej mec. Jamróz, dają bardzo konkretne i skuteczne wskazówki. Kluczowa jest proaktywność i przygotowanie procedur na czarny scenariusz.

    Po pierwsze, nie wkładaj wszystkich jajek do jednego kosza. Rozważ założenie przynajmniej jednego konta zapasowego w innym banku. Dzięki temu, jeśli główne konto zostanie zablokowane, firma będzie miała płynność finansową, aby opłacić najpilniejsze zobowiązania, takie jak pensje czy ZUS.

    Po drugie, ustal wewnętrzne procedury. Wskaż osobę lub dział odpowiedzialny za kontakt z bankiem i urzędem skarbowym w razie problemów. Miej przygotowane wzory pism oraz listę niezbędnych dokumentów, które trzeba będzie błyskawicznie przedstawić, aby udowodnić uczciwość transakcji i przyspieszyć odblokowanie.

    Pamiętaj, że w przypadku blokady STIR czas ma ogromne znaczenie. Im szybciej i profesjonalniej zareagujesz, tym większa szansa na uniknięcie długotrwałego paraliżu działalności. Zabezpieczenie firmy przed tym ryzykiem to nie fanaberia, a jeden z kluczowych elementów zarządzania kryzysowego w dzisiejszych realiach.

    Nie daj się zaskoczyć. Działaj, zanim zrobi to za ciebie system.