Blog

  • Koniec fikcyjnych kar? MS chce bezwzględnego więzienia dla pijanych kierowców z zakazem

    Koniec fikcyjnych kar? MS chce bezwzględnego więzienia dla pijanych kierowców z zakazem

    Ministerstwo Sprawiedliwości szykuje rewolucję w karaniu pijanych kierowców. Po głośnych wypadkach z udziałem nietrzeźwych osób, które dodatkowo miały sądowe zakazy prowadzenia pojazdów, resort przedstawił projekt radykalnie zaostrzający sankcje. Najważniejsza zmiana? Obowiązkowe, bezwzględne więzienie dla kierowców łamiących zakaz prowadzenia pojazdów pod wpływem alkoholu lub narkotyków.

    Co dokładnie zakłada projekt?

    Nowelizacja przewiduje, że sąd będzie zobligowany do orzeczenia kary pozbawienia wolności wobec kierowcy, który prowadzi pojazd w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środków odurzających, jednocześnie naruszając sądowy zakaz. Możliwość zawieszenia wykonania tej kary będzie przysługiwać jedynie w wyjątkowych przypadkach.

    Resort chce wyeliminować kilka obecnie stosowanych przez sądy możliwości łagodzenia odpowiedzialności. Przede wszystkim chodzi o:

    • Warunkowe zawieszenie kary – dziś jest ono możliwe nawet wobec nietrzeźwych kierowców, u których stężenie alkoholu jest niższe niż 1,5 promila. Nowe przepisy mają to wykluczyć.
    • Warunkowe umorzenie postępowania – obecnie sąd może umorzyć sprawę, jeśli uzna, że szkodliwość czynu i wina sprawcy są niewielkie, a jego postawa nie budzi zastrzeżeń. Po zmianach ta możliwość zniknie nawet dla osób po raz pierwszy złapanych na jeździe po alkoholu.
    • Zamianę kary więzienia na grzywnę lub prace społeczne – tak zwana kara wolnościowa nie będzie już dostępna dla tej grupy sprawców. Sąd będzie musiał wymierzyć karę pozbawienia wolności.

    Planowany projekt zakłada również wyłączenie możliwości umorzenia spraw wobec kierowców mających powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi, ale posiadających uprawnienia do kierowania, lub wobec trzeźwych osób, które prowadzą pojazdy mimo zakazu.

    Eksperci: to może być zbyt surowe

    Część prawników wyraża poważne obawy co do proponowanych rozwiązań. Zwracają uwagę, że obligatoryjne kary więzienia znacząco ograniczą możliwość indywidualizacji kary przez sędziów. Prof. Andrzej Sakowicz z Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, cytowany przez „Rzeczpospolitą”, uważa, że obecne przepisy pozwalają na adekwatną reakcję sądów, a po raz pierwszy nie nadużywano możliwości warunkowego umorzenia postępowania wobec nietrzeźwych kierowców. Jego zdaniem proponowane przepisy w części przypadków mogą być zbyt surowe.

    Choć każdorazowo musimy pamiętać o okolicznościach danej sprawy, to są sytuacje, w których adekwatne będzie poprzestanie na karze ograniczenia wolności nie niższej niż od 4 miesięcy albo grzywnie w wysokości co najmniej 150 stawek dziennych – mówi prof. Sakowicz.

    Jeszcze ostrzej projekt ocenia dr Grzegorz Bogdan z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ekspert nie kryje, że proponowane zmiany „trąci populizmem”. Zwraca uwagę na paradoks: złagodzenie kary (zamiana na grzywnę lub prace społeczne) będzie nadal możliwe wobec sprawcy śmiertelnego wypadku komunikacyjnego, zagrożonego karą do 8 lat pozbawienia wolności. Tymczasem kierowca jadący pod wpływem alkoholu – który stwarza potencjalne zagrożenie, ale którego czyn zagrożony jest karą tylko do 3 lat więzienia – z tej możliwości nie skorzysta.

    Wypadek – nawet ze skutkiem śmiertelnym – to czyn popełniony nieumyślnie. Prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub bez uprawnień jest tymczasem intencjonalne i świadome – zauważa dr Bogdan.

    Podobne wątpliwości budzi fakt, że możliwość złagodzenia kary ma pozostać dla sprawcy umyślnego przestępstwa sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, za które grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Ekspert przewiduje, że po ewentualnym głośnym incydencie pojawią się naciski, by katalog wyłączeń dalej rozszerzać.

    Projekt zmian został przedstawiony przez Ministerstwo Sprawiedliwości po głośnych wypadkach z udziałem nietrzeźwych kierowców, którzy łamali sądowe zakazy. Szczegóły propozycji ujawniła „Rzeczpospolita”.

  • Dolar w odwrocie: USD/PLN poniżej 3,75 zł. Co stoi za nagłym osłabieniem?

    Dolar w odwrocie: USD/PLN poniżej 3,75 zł. Co stoi za nagłym osłabieniem?

    Dolar w ostatnich dniach ostro traci na wartości – para USD/PLN spadła poniżej 3,75 zł, a euro kosztuje już tylko 4,31 zł. W ciągu dwóch tygodni amerykańska waluta straciła wobec złotego około 6 groszy. Co stoi za tą nagłą przeceną?

    Fed mniej jastrzębi niż zakładano

    Główny powód to zmiana oczekiwań co do polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej. Na lipcowym posiedzeniu FOMC stopa funduszy federalnych pozostała na poziomie 3,50–3,75 proc., co nie było zaskoczeniem. Zaskoczeniem była natomiast liczba głosów sprzeciwu: aż trzech z dwunastu gubernatorów opowiedziało się za podwyżką stóp. To nietypowa sytuacja – w ostatnich dwóch dekadach przyzwyczailiśmy się do decyzji z co najwyżej jednym głosem przeciw.

    Nowy prezes Fed Kevin Warsh zagłosował za utrzymaniem stóp, choć w komentarzu po posiedzeniu używał „jastrzębiej” retoryki. Zapytany, dlaczego nie poparł podwyżki, wskazał na rekordowy od 42 dni wzrost rentowności obligacji skarbowych – jego zdaniem rynek sam zaostrzył warunki finansowe, wyręczając bank centralny. W efekcie rynek terminowy wycenia obecnie około 65 proc. prawdopodobieństwa wrześniowej podwyżki stóp (wg narzędzia FedWatch grupy CME).

    Do tego doszły gorsze od oczekiwań dane o amerykańskim PKB. Wskaźnik jest annualizowany – symuluje całoroczną dynamikę na podstawie ostatniego kwartału, więc spadek wzrostu nie jest tak ostry, jak sugeruje surowa liczba. Niemniej sygnalizuje problem: im słabsza gospodarka, tym słabszy rynek pracy, co przez podwójny mandat Fed może wpływać na decyzje o stopach.

    Bank Japonii najprawdopodobniej interweniował

    Trzecim czynnikiem jest gwałtowny ruch na parze USD/JPY. W czwartek 30 lipca dolar spadł z ponad 163 jenów do poniżej 159 jenów w ciągu kilkudziesięciu minut. Takie zachowanie kursu zwykle oznacza interwencję banku centralnego – w tym wypadku najpewniej Banku Japonii. To pierwsza taka akcja od trzech miesięcy, wymuszona spadkiem wartości jena do najniższego poziomu od 40 lat. Tokio chce powstrzymać dalszy wzrost kosztów utrzymania w kraju dotkniętym drożyzną paliw wynikającą z wojny na Bliskim Wschodzie. Na razie BOJ oficjalnie nie potwierdził interwencji, ale większość analityków wskazuje go jako odpowiedzialnego.

    Bank Anglii coraz bliżej obniżki stóp

    Po drugiej stronie Atlantyku funt również traci – kurs GBP/PLN spadł z 5,04 zł do 5,02 zł po tym, jak Bank Anglii pozostawił stopę na poziomie 3,75 proc., ale aż trzech z dziewięciu członków komitetu głosowało za jej cięciem. To sygnał, że obniżka jest coraz bliżej – teraz wystarczy przekonać jeszcze dwóch kolejnych głosujących.

    Inflacja w Polsce i strefie euro rośnie

    Ze wzrostem inflacji konsumenckiej mamy do czynienia także w Polsce. Według szybkiego szacunku GUS, w lipcu wskaźnik CPI wyniósł 3,0 proc. rok do roku – powyżej celu inflacyjnego NBP wynoszącego 2,5 proc. Cel ten był jednorazowo osiągnięty w czerwcu, gdy paliwa były tańsze i obowiązywały obniżone stawki VAT. W lipcu przywrócono jednak 23-procentowy VAT na benzyny i olej napędowy, a do tego doszedł globalny wzrost cen produktów naftowych. W efekcie ceny paliw w Polsce skoczyły o 15,8 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem i o 13,9 proc. względem czerwca.

    Podobnie w strefie euro – wstępne dane Eurostatu wskazują, że zharmonizowany indeks cen konsumpcyjnych (HICP) w lipcu wyniósł 2,9 proc., wobec 2,8 proc. w czerwcu. To piąty miesiąc z rzędu z dynamiką cen przekraczającą 2-proc. cel EBC. Ekonomiści spodziewają się, że Europejski Bank Centralny zacznie podnosić stopy już od września.

    Cięcie polskich stóp coraz mniej pewne

    Jeszcze niedawno prezes NBP Adam Glapiński sugerował, że po wakacjach Rada Polityki Pieniężnej może zdecydować się na cięcie stóp procentowych. Eskalacja wojny na Bliskim Wschodzie sprawiła jednak, że rynek nie widzi już żadnych szans na obniżki. Pojawiają się nawet prognozy, że w ciągu 12 miesięcy w Polsce można spodziewać się jednej lub dwóch podwyżek o 25 punktów bazowych. Z punktu widzenia relacji walutowych zaostrzenie polityki NBP miałoby jedną dobrą stronę – powinno stanowić osłonę dla złotego, zwłaszcza gdy stopy będą podnosić Fed i EBC.

    Kolejne posiedzenie FOMC odbędzie się we wrześniu. Wówczas okaże się, czy Fed zdecyduje się na podwyżkę, czy jednak Warsh przeforsuje dalsze oczekiwanie.

  • Rosnące koszty zmieniają podejście Polaków do remontów

    Rosnące koszty zmieniają podejście Polaków do remontów

    Remont mieszkania to dla wielu Polaków nie tylko wyzwanie organizacyjne, ale i finansowe. Z najnowszego badania wynika, że aż 55% rodaków ostatnie prace modernizacyjne wykonało własnymi siłami lub z pomocą rodziny i znajomych. Tylko co czwarty ankietowany zdecydował się na zatrudnienie profesjonalnej ekipy na każdym etapie.

    Samodzielność czy fachowcy?

    Dane pochodzą z raportu „To my. Polacy o nieruchomościach – II kwartał 2026”, przygotowanego przez agencję Inquiry na zlecenie serwisu Nieruchomosci-online.pl. Badanie przeprowadzono w maju na reprezentatywnej próbie 1003 dorosłych Polaków.

    Pełną samodzielność zadeklarowało 30% respondentów, a kolejne 25% wykonało prace przy doraźnym wsparciu bliskich. W grupie tej przeważają właściciele domów – 36% z nich remontuje w pojedynkę, podczas gdy wśród posiadaczy mieszkań odsetek ten wynosi 25%. Odwrotnie jest w przypadku zlecania wszystkiego fachowcom: taką opcję wybrało 30% właścicieli mieszkań i zaledwie 18% właścicieli domów.

    Coraz większą popularność zyskuje model mieszany – 20% badanych powierza specjalistom tylko najtrudniejsze zadania, resztę robiąc samodzielnie. W praktyce oznacza to, że proste prace, takie jak malowanie ścian, montaż mebli czy drobne naprawy, wykonują sami, a do fachowców trafiają instalacje elektryczne, hydrauliczne oraz bardziej skomplikowane modernizacje. Autorzy raportu podkreślają, że trend ten napędzają rosnące ceny materiałów budowlanych oraz stawki za robociznę. W ostatnich latach koszty te znacząco wzrosły, co zmusza wiele osób do szukania oszczędności poprzez samodzielne działanie. Prace remontowe pozostają jednym z poważniejszych wydatków w domowych budżetach, dlatego Polacy coraz dokładniej planują zakres prac i rozkładają je w czasie, zamiast decydować się na gruntowną przebudowę od razu.

    Kto najchętniej bierze sprawy w swoje ręce?

    Największą aktywność remontową wykazują Polacy w wieku 35–44 lata – aż 70% z nich ostatnie prace wykonało osobiście lub z pomocą rodziny. To jednocześnie grupa uznawana za najbardziej aktywną na rynku nieruchomości. Można przypuszczać, że chęć oszczędności oraz gotowość do samodzielnych działań tłumaczą tak wysoki odsetek.

    Ile wydajemy na remont?

    Zakres remontów w polskich domach i mieszkaniach jest raczej skromny. Jedynie 18% respondentów określiło ostatnie prace jako remont generalny. Reszta ograniczała się do odświeżenia pojedynczych pomieszczeń, drobnych modernizacji lub napraw. Najczęściej były to mniejsze projekty – wymiana elementów wyposażenia, poprawa komfortu użytkowania czy kosmetyczne zmiany.

    Kwoty przeznaczane na ten cel również pozostają umiarkowane. Połowa ankietowanych wydała nie więcej niż 15 tys. zł, a spora część tej grupy zmieściła się nawet w budżecie do 5 tys. zł. Przedział od 15 tys. do 30 tys. zł wskazało 18% badanych. Dane te sugerują, że zamiast gruntownych przebudów Polacy coraz częściej wybierają etapowe remonty rozłożone w czasie, co pozwala lepiej kontrolować wydatki.

    Aranżacja bez remontu

    Zmiana wyglądu mieszkania nie zawsze wiąże się z dużymi pracami. Aż 40% respondentów deklaruje, że przynajmniej raz w roku wymienia dekoracje lub elementy wystroju. Z kolei 30% odświeża wnętrza poprzez przemeblowanie. Takie drobne zabiegi pozwalają zmienić charakter pomieszczeń bez konieczności ponoszenia kosztów związanych z wynajęciem ekipy remontowej. W czasach wysokich cen usług budowlanych niewielkie modernizacje, które dają efekt odświeżenia przy znacznie niższym budżecie, zyskują na popularności.

    Badanie „To my. Polacy o nieruchomościach – II kwartał 2026” przeprowadziła w maju agencja Inquiry na zlecenie Nieruchomosci-online.pl na reprezentatywnej grupie 1003 dorosłych Polaków.

  • Iberia kontra kryzys. Hiszpania i Portugalia wyprzedzają Europę

    Iberia kontra kryzys. Hiszpania i Portugalia wyprzedzają Europę

    Prognozy gospodarcze dla strefy euro poszły w rozsypkę, ale nie każdy region Starego Kontynentu został dotknięty w równym stopniu. Podczas gdy największe gospodarki Wspólnoty hamują, Półwysep Iberyjski notuje wyniki, które przyciągają uwagę inwestorów.

    Perspektywy, które legły w gruzach

    Jeszcze na przełomie 2025 i 2026 roku ekonomiści prognozowali wzrost PKB w strefie euro na poziomie około 1,3 proc. za cały 2026 rok. Główną siłą napędową miały być Niemcy, których gospodarka — napędzana stymulusem fiskalnym w sektory infrastruktury i obrony — miała urosnąć o ponad 1 proc. Taka perspektywa sprawiła, że od grudnia 2025 do lutego 2026 kapitał inwestycyjny zaczął płynąć ze Stanów Zjednoczonych do Europy. Indeks Euro Stoxx 600 zyskał wtedy ok. 13 proc., podczas gdy S&P 500 przyniósł około 7 proc.

    Przełom nastąpił na przełomie lutego i marca, wraz z wybuchem konfliktu na linii Stany Zjednoczone–Iran. Eskalacja doprowadziła do zablokowania Cieśniny Ormuz — kluczowego szlaku transportu surowców energetycznych dla Europy. Ceny energii poszybowały w górę, co przełożyło się na wzrost oczekiwań inflacyjnych i rewizję prognoz wzrostu. Obecnie rynek oczekuje, że PKB w strefie euro wyniesie w 2026 roku zaledwie 0,6 proc., a w 2027 roku 1,2 proc. Prognozy dla samych Niemiec to odpowiednio 0,6 proc. i 1,1 proc.

    Hiszpania i Portugalia na fali

    Mimo trudnej sytuacji, inwestorzy wciąż mogą znaleźć w Europie atrakcyjne rynki. Przykładem jest Półwysep Iberyjski. Dynamika PKB Hiszpanii w latach 2026–2027 jest prognozowana na 2,3 proc. i 1,8 proc. Z kolei Portugalia ma urosnąć odpowiednio o 1,9 proc. i 1,8 proc.

    Te prognozy przekładają się już na wyniki giełdowe. Indeks hiszpańskich spółek Ibex 35 zyskał od początku roku ponad 12 proc., a portugalski PSI 20 wzrósł ponad 8 proc. Dla porównania, niemiecki DAX zanotował stopę wzrostu na poziomie zaledwie 3 proc. Co więcej, hiszpański rynek akcji bije również amerykański S&P 500, który od początku roku przyniósł 9 proc.

    Hiszpania jest czwartą co do wielkości gospodarką Unii Europejskiej. Wśród jej mocnych stron ekonomiści wymieniają silny popyt krajowy, wzrost populacji napędzany imigracją oraz odporny rynek pracy.

    Zaskakujące dane za drugi kwartał

    Tymczasem najnowsze, opublikowane 30 lipca dane pokazują, że strefa euro zaskoczyła rynek pozytywnie. Wzrost PKB w drugim kwartale wyniósł 0,4 proc. kwartał do kwartału, po spadku o 0,2 proc. w pierwszych trzech miesiącach roku. Średnia prognoz zakładała zwyżkę o zaledwie 0,2 proc. W ujęciu rocznym PKB strefy euro wzrósł o 1 proc., czyli dwukrotnie więcej niż oczekiwano.

    – Patrząc naprzód, podejrzewamy, że strefa euro będzie nadal dość dobrze znosić szok energetyczny związany z Iranem i prognozujemy wzrost PKB na poziomie około 0,25 proc. na kwartał przez najbliższy rok lub coś koło tego. Istnieją ryzyka spadkowe, jeśli ceny energii pozostaną bardzo wysokie, ale te ryzyka mogą być mniejsze, niż powszechnie się zakłada – komentuje Andrew Kenningham, ekonomista z firmy badawczej Capital Economics.

    Niemcy, Francja i Włochy też lepiej od prognoz

    Pozytywnie zaskoczyły również największe gospodarki regionu. PKB Niemiec wzrósł w drugim kwartale o 0,2 proc. kwartał do kwartału, wobec prognoz zakładających 0,1 proc. Jak zauważa Timo Wollmershaeuser, szef prognoz w niemieckim instytucie Ifo, mimo rosnących cen energii gospodarka utrzymała trajektorię ożywienia dzięki ekspansywnej polityce fiskalnej i impulsom z zagranicy, zwłaszcza w sektorze wytwórczym. Z kolei Carsten Brzeski z ING wskazuje, że niektóre branże przemysłowe skorzystały na tym, iż azjatyccy konkurenci ucierpieli bardziej z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz. To pierwszy raz od lockdownów pandemicznych, gdy niemiecka gospodarka nie skurczyła się przez cztery kwartały z rzędu.

    Francuski PKB również wzrósł o 0,2 proc. kwartał do kwartału, co uchroniło kraj przed techniczną recesją. Wzrost wsparły odbicie w wydatkach gospodarstw domowych oraz wyższe dostawy z sektora lotniczego. Włochy zanotowały dynamikę na poziomie 0,2 proc., po 0,3 proc. w pierwszym kwartale. Najlepiej wypadła Hiszpania, której wzrost PKB przyspieszył z 0,6 proc. do 0,7 proc. kw./kw., a w ujęciu rocznym sięgnął 2,7 proc.

  • Węgry gaszą Paks. Rekordowa susza zmusza do wyłączenia jedynej elektrowni jądrowej

    Węgry gaszą Paks. Rekordowa susza zmusza do wyłączenia jedynej elektrowni jądrowej

    Po raz pierwszy od 44 lat węgierska elektrownia jądrowa Paks zostanie całkowicie wyłączona. Powód? Rekordowo niski poziom Dunaju, który służy do chłodzenia reaktorów. Premier Peter Magyar mówi o „okresie krytycznym” i „ogromnym obciążeniu” sieci energetycznej, a rząd wprowadza nadzwyczajne kroki, by uniknąć blackoutu.

    Krytyczny niedobór wody

    Elektrownia położona około 120 km na południe od Budapesztu wykorzystuje wodę z Dunaju do chłodzenia reaktorów. Wielomiesięczna susza i następujące po sobie fale upałów sprawiły, że poziom rzeki spadł do rekordowo niskiego poziomu. Władze prognozują dalsze obniżanie się stanu wody w nadchodzących dniach. Według prognoz znaczących opadów w najbliższym czasie nie będzie, a temperatury w regionie mogą ponownie przekroczyć 38°C.

    Jak doszło do wyłączenia?

    Premier Magyar poinformował, że produkcja energii w elektrowni była stopniowo ograniczana. Proces wygaszania bloków trwał przez cały tydzień:

    • W poniedziałek wieczorem moc bloku nr 1 zmniejszono o 254 MW.
    • We wtorek blok nr 3 ograniczono o 237 MW.
    • W środę blok nr 3 został tymczasowo całkowicie wyłączony.
    • W czwartek moc bloku nr 2 ograniczono o 50%.
    • Obecnie jedynie blok nr 2 pracuje, dysponując mocą 233 MW – cała siłownia pracuje na poziomie nieco ponad 10% standardowych możliwości.

    Łączna moc czterech bloków wynosi około 2000 MW, a elektrownia wytwarza blisko połowę energii elektrycznej na Węgrzech. W piątek moc całego obiektu wynosiła jeszcze 965 MW, a w nocy spadła do zaledwie 240 MW. W niedzielę zakład ma zostać całkowicie zatrzymany – po raz pierwszy od 44 lat.

    Konsekwencje dla energetyki i gospodarki

    Premier Magyar ostrzegł, że sieć energetyczna i usługi publiczne zostaną w najbliższych dniach poddane ogromnemu obciążeniu. W nagraniu na Facebooku wezwał przedsiębiorstwa, samorządy i gospodarstwa domowe do znacznego ograniczenia zużycia energii w godzinach wieczornego szczytu. Na początek rząd liczy na dobrowolne oszczędności – duże przedsiębiorstwa zostały wezwane do dobrowolnego zmniejszenia poboru energii.

    W sobotę wieczorem weszło w życie rządowe rozporządzenie, które umożliwia odłączenie dużych odbiorców przemysłowych od sieci, jeśli nie spełnią wymogów dotyczących redukcji zużycia. Operator systemu przesyłowego MAVIR może otrzymać uprawnienia do nakazywania redukcji oraz czasowego odłączania największych odbiorców. Jeśli dobrowolne ograniczenia okażą się niewystarczające, MAVIR będzie mógł narzucić obowiązkowe redukcje.

    Skutki suszy odczuwa nie tylko energetyka. Niskie stany wody zakłócają żeglugę, turystykę, rolnictwo i działalność przemysłową. Władze węgierskie objęły już restrykcjami wodnymi ponad 100 miast i miejscowości. Sytuację monitorują także sąsiednie kraje, w tym Słowacja.

    Gospodarstwa domowe bezpieczne?

    Premier zapewnił, że gospodarstwa domowe będą objęte ewentualnymi ograniczeniami w ostatniej kolejności.

    „Ciężar ten w pierwszej kolejności poniosą państwo, duże przedsiębiorstwa, zakłady przemysłowe oraz instytucje, które mogą przesunąć w czasie zużycie energii. Operator systemu zdecyduje się na odcięcie prądu w węgierskich domach dopiero wtedy, gdy wyczerpane zostaną wszelkie inne możliwości” – powiedział Magyar.

    Co dalej?

    Rząd nie wyklucza, że elektrownia Paks pozostanie wyłączona przez kilka tygodni. Premier Magyar zapowiedział w piątek, że po wyłączeniu zakład może być zamknięty właśnie przez kilka tygodni. Wszystko zależy od poziomu Dunaju i ewentualnych opadów. Na razie prognozy są pesymistyczne – fala upałów w regionie nie ustępuje, a woda w rzece nadal opada. To pierwsze całkowite zatrzymanie Paks od 44 lat i zarazem najpoważniejszy test dla węgierskiego systemu energetycznego od dekad.

  • Nvidia: rynek obawia się 'obiegu zamkniętego’ w finansowaniu AI. Koszt ubezpieczenia długu podwojony

    Nvidia: rynek obawia się 'obiegu zamkniętego’ w finansowaniu AI. Koszt ubezpieczenia długu podwojony

    Narracja się zmienia

    Przez ostatnie dwa lata Nvidia była symbolem boomu sztucznej inteligencji. Każde kwartalne wyniki biły rekordy, a popyt na jej układy wydawał się nie do zaspokojenia. W ostatnich dniach narracja zaczęła się jednak zmieniać. To nie fundamenty się pogorszyły – zamówienia nadal są ogromne, a przewaga technologiczna pozostaje niezagrożona. Nvidia wciąż sprzedaje praktycznie każdy wyprodukowany układ, utrzymuje imponujące marże i generuje ogromne przepływy pieniężne. Problemem stały się doniesienia, że spółka coraz aktywniej finansuje swoich klientów, aby ci mogli kupować jej produkty.

    Chodzi o mechanizm, który analitycy nazywają „finansowaniem w obiegu zamkniętym”. Nvidia obejmuje udziały kapitałowe lub gwarantuje dług firm takich jak OpenAI czy CoreWeave. Te same firmy następnie wydają otrzymane pieniądze na sprzęt Nvidii. W ten sposób popyt na chipy może być wyższy, niż wynikałoby to z rzeczywistego zapotrzebowania użytkowników końcowych.

    CDS w górę

    Rynek długu zareagował szybko. Spread pięcioletniego swapu ryzyka kredytowego (CDS) Nvidii wzrósł w poniedziałek do 82 punktów bazowych – najwyższego poziomu w historii tego kontraktu. Jak podaje Parkiet, powołując się na ICE Data Services, jest to największy jednodniowy wzrost od listopada 2025 roku. Koszt ubezpieczenia długu Nvidii wzrósł prawie dwukrotnie w porównaniu z końcem maja.

    Nie oznacza to jednak, że spółce grozi bankructwo. Implikowane prawdopodobieństwo niewypłacalności wyceniane jest na 6,5 proc. To raczej sygnał, że inwestorzy zaczęli wyżej wyceniać ryzyko związane z ogromnymi zobowiązaniami finansowymi w sektorze AI.

    Miliardowe kontrakty

    Skala potencjalnych umów jest trudna do przeoczenia. Według doniesień Bloomberga Nvidia pracuje nad nową rundą kontraktów infrastrukturalnych o wartości ponad 750 mld USD.

    Już w piątek wieczorem spółka ujawniła wspólne przedsięwzięcie z SK Group (spółką matką SK Hynix). Obie firmy zbudują na Półwyspie Koreańskim centra danych AI o mocy ponad dwóch gigawatów. Szacunkowa wartość projektu: ponad 500 mld USD.

    Nvidia prowadzi też zaawansowane rozmowy z OpenAI. Chodzi o zagwarantowanie 250 mld USD na dzierżawę kampusu centrum danych o mocy 10 gigawatów, który spółka zależna SoftBank buduje w Ohio. Rozważane jest również finansowanie zakupu chipów OpenAI na kwotę 350 mld USD.

    Do tego dochodzi 1 mld USD zainwestowany w Naver Corp na centrum danych w Korei Południowej (we współpracy z Brookfield) oraz 5 mld USD w ramach długoterminowego partnerstwa z Safe Superintelligence, laboratorium założonym przez współzałożyciela OpenAI Ilję Sutskevera.

    Obieg zamknięty

    Eksperci zwracają uwagę, że problem ma charakter strukturalny.

    Chociaż inwestycje i partnerstwa Nvidii wzmacniają zaufanie do długoterminowego rozwoju AI, inwestorzy nadal obawiają się finansowania opartego na obiegu zamkniętym – powiedział Gary Tan, zarządzający portfelem w Allspring Global Investments. Kapitał jest coraz częściej wykorzystywany do finansowania przyszłych klientów AI i wdrożeń infrastruktury.

    Billy Leung, strateg inwestycyjny w Global X Management, dodaje:

    To zarówno sygnał ostrzegawczy o presji finansowej w rozwoju AI, jak i sygnał popytu – powiedział.

    Ryzyko systemowe

    Obawy sięgają poziomu globalnych instytucji. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) oraz Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) uznały finansowanie w obiegu zamkniętym za ryzyko systemowe.

    Nvidia nie jest jedyną firmą, która stosuje ten model. Google zgodził się zabezpieczyć płatności leasingowe w pięciu centrach danych dla Anthropic, pomagając konkurentowi OpenAI uzyskać pożyczkę w wysokości 35 mld USD.

    Co więcej, Nvidia oferuje startupom AI strukturę „oblicz teraz, zapłać później”, która rozwiązuje problem gotówki klienta, ale jednocześnie pozwala Nvidii księgować przychody. Większość wynikających z tego zobowiązań wykracza poza standardowe ujawnienia zadłużenia. Łączne pozabilansowe zobowiązania Big Tech z tytułu AI szacowane są na 1,65 bln USD.

    Co dalej?

    Negocjacje z OpenAI są na wczesnym etapie i mogą zakończyć się fiaskiem lub zmianą warunków. Ani Nvidia, ani OpenAI nie skomentowały doniesień. Tymczasem Nvidia ogłosiła, że w samym 2026 roku wartość tego typu umów wyniesie ponad 540 mld USD, nie licząc potencjalnego porozumienia z OpenAI. Firma posiada już udziały w OpenAI, Marvell, IREN, CoreWeave i Nebius.

    Rynek kredytowy uznał, że taki model ma swoją cenę i zaczął ją naliczać. Pytanie, które dziś zadają sobie inwestorzy, nie dotyczy jednak tego, czy Nvidia jest świetną spółką. Chodzi o to, jak odporny okaże się obecny model wzrostu w mniej sprzyjających warunkach kapitałowych.

  • Schrony w Polsce: 18 mln zł za obiekt w małej gminie, a w planach gigantyczne podziemne szpitale

    Schrony w Polsce: 18 mln zł za obiekt w małej gminie, a w planach gigantyczne podziemne szpitale

    Polska systematycznie rozbudowuje infrastrukturę ochrony ludności. Najnowszym przykładem jest kontrakt na budowę schronu w Borku Wielkopolskim, który pomieści niemal 300 osób. To jednak tylko jeden element szerszego planu, który obejmuje również wielomilionowe inwestycje w podziemne placówki medyczne w czterech miastach województwa kujawsko-pomorskiego.

    Schron na boisku szkolnym za 18 mln zł

    Firma Mirbud, jeden z największych generalnych wykonawców w Polsce, podpisała z gminą Borek Wielkopolski umowę o wartości około 18 mln zł. W ramach kontraktu zaprojektuje i wybuduje schron dla 290 osób. Obiekt powstanie na terenie boiska szkolnego.

    „W razie zagrożenia zapewni czasowe schronienie uczniom, pracownikom szkoły oraz mieszkańcom gminy. Będzie mógł zostać wykorzystany między innymi podczas klęsk żywiołowych, awarii przemysłowych i innych zdarzeń kryzysowych” – informuje komunikat Mirbudu.

    Inwestycja realizowana jest w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Firma odpowiada za przygotowanie dokumentacji projektowej, uzyskanie decyzji oraz wykonanie robót budowlanych. Zakończenie prac zaplanowano do końca listopada 2026 roku.

    To nie pierwsze zadanie Mirbudu w obszarze budownictwa ochronnego. W lipcu spółka podpisała z gminą Stryków umowy na zaprojektowanie i budowę dwóch podziemnych schronów kategorii S-1 – na terenie targowiska miejskiego w Strykowie oraz pod boiskiem szkolnym w Niesułkowie.

    Podziemne szpitale w stylu fińskim

    Jeszcze ambitniejsze plany ma województwo kujawsko-pomorskie. W Bydgoszczy, Toruniu, Włocławku oraz Świeciu powstaną podziemne schrony medyczne przy szpitalach. Łączny koszt inwestycji to 270 mln zł, a zakończenie robót przewidziano na rok 2029.

    Obiekty wzorowane są na rozwiązaniach z Finlandii, gdzie schrony buduje się pod parkingami, obiektami sportowymi i budynkami użyteczności publicznej. W Polsce będą to konstrukcje typu dual-use – na co dzień pełniące funkcję parkingów lub przestrzeni rehabilitacyjnej, a w sytuacji kryzysowej gotowe do przyjęcia pacjentów i personelu.

    W schronach znajdą się sale operacyjne (mniejsze od standardowych, przeznaczone na niezbędne procedury chirurgiczne i diagnostyczne), niezależne źródła energii, ujęcia wody oraz systemy wentylacji i filtracji powietrza.

    „W sytuacji kryzysowej zapewnią bezpieczeństwo pacjentom i personelowi oraz umożliwią prowadzenie niezbędnych procedur medycznych” – napisał w mediach społecznościowych marszałek województwa Piotr Całbecki.

    Podziemne placów powstaną przy Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu, Centrum Onkologii w Bydgoszczy, Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Włocławku oraz Wojewódzkim Szpitalu Zdrowia Psychicznego w Świeciu.

    W Toruniu, Bydgoszczy i Włocławku zaplanowano dwupoziomowe schrony o powierzchni od 1,5 tys. do 1,8 tys. m kw. Jeden poziom przeznaczono na tymczasowe ukrycie dla około 450–500 osób, drugi, niżej położony, ma działać jako placówka medyczna. W Świeciu powstanie jeden poziom o powierzchni 720 m kw., który pomieści 250 osób. Na co dzień będzie wykorzystywany jako przestrzeń rehabilitacyjna i terapeutyczna.

    Miliony z budżetu państwa

    Wszystkie te inwestycje wpisują się w rządowy Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025–2026. Z budżetu państwa zabezpieczono miliardy złotych, które trafiają m.in. do samorządów na budowę i modernizację schronów.

    Dodatkowo nowe przepisy nakładają na deweloperów obowiązek projektowania podziemnych kondygnacji w nowo powstających budynkach tak, by mogły one pełnić funkcję miejsc doraźnego schronienia.

    Obie opisane inwestycje – zarówno schron w Borku Wielkopolskim, jak i podziemne placówki medyczne w Kujawsko-Pomorskiem – są już w fazie realizacji. Mirbud ma czas do końca listopada 2026 roku, a województwo kujawsko-pomorskie planuje zakończenie prac około 2029 roku.

  • APS Energia wchodzi w drony. Z Ukraińcami uruchomi produkcję w Polsce – 2 tys. bezzałogowców miesięcznie

    APS Energia wchodzi w drony. Z Ukraińcami uruchomi produkcję w Polsce – 2 tys. bezzałogowców miesięcznie

    Giełdowa spółka APS Energia postawiła na branżę dronów. 29 lipca 2026 roku zarząd spółki poinformował w raporcie bieżącym (nr 16/2026) o objęciu udziałów w ukraińskiej firmie Swarm Industries z siedzibą w Kijowie. To element szerszego projektu, który zakłada budowę w Polsce zakładu produkującego bezzałogowce dla wojsk NATO i służb cywilnych. Docelowa zdolność produkcyjna ma wynieść co najmniej 2 tys. dronów miesięcznie. APS Energia jest spółką notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Projekt jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na systemy bezzałogowe, rozwiązania dual-use oraz lokalne zdolności produkcyjne w Europie Środkowo-Wschodniej. Inwestycja w Swarm Industries to realizacja zamierzenia biznesowego APS Energii w zakresie rozwoju kompetencji w obszarze zaawansowanych systemów dronowych.

    20-procentowy udział i prawie 202 tys. euro

    Po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego APS Energia będzie posiadać 20,03% kapitału zakładowego Swarm Industries i tyle samo głosów na zgromadzeniu wspólników. Łączna wartość zaangażowania kapitałowego polskiej spółki to 201,5 tys. EUR. Transakcja została zakwalifikowana jako informacja poufna na podstawie art. 17 ust. 1 Rozporządzenia MAR. Raport został przekazany do Komisji Nadzoru Finansowego. Spółka podała, że objęcie udziałów jest realizacją kompleksowego zamierzenia biznesowego w zakresie budowy i rozwoju kompetencji w obszarze zaawansowanych systemów dronowych. Raport bieżący nr 16/2026 został sporządzony zgodnie z wymogami Rozporządzenia MAR i zawierał szczegółowe informacje, w tym dane rejestrowe Swarm Industries, identyfikator LEI APS Energii (259400E3RDWMIUQHME95), klasyfikację NACE (sektor C), datę sporządzenia (29 lipca 2026 roku), klasyfikację wielkości spółki jako średnia jednostka i duża grupa, a także informację, że dokument jest oryginałem w języku polskim. Raport składał się z treści głównej, metadanych ESAP, wersji angielskiej, informacji o podmiocie oraz podpisów. Transakcja została uznana przez zarząd za informację poufną, co wymagało natychmiastowego przekazania do publicznej wiadomości zgodnie z przepisami MAR.

    Własna spółka w Polsce i produkcja w Wilczkowicach Górnych

    W ramach docelowej struktury organizacyjnej Grupy APS Energia ma powstać osobna spółka zależna na prawie polskim. To właśnie ona zajmie się opracowywaniem własnych technologii oraz produkcją systemów dronowych. Fabryka zostanie ulokowana w istniejącym zapleczu produkcyjnym APS Energii w Wilczkowicach Górnych. Nowy podmiot będzie wykorzystywał kompetencje APS Energii w produkcji przemysłowej, systemach zasilania i infrastrukturze technicznej, a także doświadczenie rynkowe i technologiczne Swarm Industries. Współpraca ma się opierać na synergii polskiego zaplecza przemysłowego i ukraińskiego know-how, przy uwzględnieniu specyfiki regulacyjnej prawa ukraińskiego. Założyciele Swarm Industries pozostają partnerami w projekcie. Swarm Industries jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością zarejestrowaną w Kijowie. Wspólne przedsięwzięcie z Swarm Industries ma na celu połączenie polskich i ukraińskich kompetencji w produkcji zaawansowanych systemów dronowych.

    Cel: drony jako główne źródło przychodów

    Zarząd APS Energii podkreśla, że celem projektu jest uczynienie produkcji dronów podstawowym strumieniem przychodów nowego segmentu działalności emitenta. Inicjatywa odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na systemy bezzałogowe, rozwiązania dual-use oraz lokalne zdolności produkcyjne w Europie Środkowo-Wschodniej. Projekt uwzględnia specyfikę regulacyjną prawa ukraińskiego, a założyciele Swarm Industries pozostają partnerami w przedsięwzięciu. Zarząd ocenia, że inwestycja może mieć istotny wpływ na przyszłą sytuację gospodarczą, finansową oraz perspektywy rozwoju spółki i całej grupy kapitałowej.

    Znaczenie dla przyszłości spółki

    Zarząd APS Energii ocenia, że inwestycja w Swarm Industries stanowi istotny krok w rozwoju spółki w segmencie systemów bezzałogowych i rozwiązań dual-use. Może mieć istotny wpływ na przyszłą sytuację gospodarczą, finansową oraz perspektywy rozwoju samego emitenta i całej Grupy APS Energia.

    Raport bieżący w tej sprawie podpisali Piotr Szewczyk, Prezes Zarządu, oraz Paweł Szumowski, Wiceprezes Zarządu. Dokument został sporządzony i opublikowany 29 lipca 2026 roku jako informacja poufna przekazana do Komisji Nadzoru Finansowego. W raporcie wskazano również, że nowa spółka zależna będzie działać w ramach Grupy APS Energia, a produkcja dronów ma stać się podstawowym źródłem przychodów w nowym segmencie działalności.

  • BMW uruchamia program dobrowolnych odejść. Tysiące miejsc pracy do likwidacji

    BMW uruchamia program dobrowolnych odejść. Tysiące miejsc pracy do likwidacji

    Kolejny niemiecki gigant motoryzacyjny zapowiada masową redukcję zatrudnienia. BMW planuje zlikwidować około 8 tys. miejsc pracy na całym świecie, a większość z tych cięć ma objąć rodzimy rynek producenta – Niemcy. Koncern porozumiał się już z radą zakładową w sprawie programu dobrowolnych odejść, który ma ruszyć w październiku i potrwać do końca 2027 roku.

    Kogo obejmą zwolnienia?

    Program skierowany jest przede wszystkim do pracowników działów badawczo-rozwojowych, planowania oraz innych funkcji korporacyjnych. Osoby zatrudnione bezpośrednio przy liniach montażowych nie muszą obawiać się redukcji – zwolnienia nie obejmują pracowników produkcyjnych. BMW zamierza także spłaszczyć strukturę zarządzania i ograniczyć liczbę stanowisk menedżerskich.

    Jak podaje agencja Bloomberg, firma zamierza zaoferować pakiety dobrowolnych odejść tysiącom pracowników w Niemczech. Na razie nie ujawniono dokładnych kosztów programu, ale według źródeł AFP ma on pochłonąć miliony euro. Pierwszych odejść można spodziewać się jeszcze w tym roku.

    Dlaczego BMW tnie koszty?

    Głównym powodem restrukturyzacji są słabe wyniki sprzedaży w Chinach, czyli największym pojedynczym rynku BMW. Koncern odczuwa spadek popytu oraz rosnącą konkurencję ze strony lokalnych producentów, na czele z BYD. Szczególnie widoczne jest to w segmencie samochodów elektrycznych, gdzie chińskie marki zdobywają coraz większe udziały.

    Do tego dochodzą skutki napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie oraz amerykańska polityka celna. W zeszłym miesiącu BMW wydało ostrzeżenie dotyczące zysków, a według Bloomberga firma może stać się w tym roku najmniej rentownym spośród największych europejskich producentów samochodów.

    Nowe kierownictwo przyspiesza zmiany

    Nowy prezes BMW Milan Nedeljković objął stanowisko w maju i od razu zapowiedział zaostrzenie działań oszczędnościowych. Symbolem nowego kursu było wycofanie się z tegorocznego salonu samochodowego w Paryżu. Koncern liczy, że program redukcji kosztów przełoży się na poprawę rentowności od 2028 roku.

    Niemiecka motoryzacja w kryzysie

    BMW to ostatni z dużych niemieckich producentów, który decyduje się na tak szeroką restrukturyzację. Wcześniej podobne plany ogłosiły Volkswagen, Mercedes, Audi i Porsche – w przypadku VW mówi się nawet o redukcji zatrudnienia o 100 tys. osób i zamknięciu kilku zakładów. Branża zmaga się ze spadkiem sprzedaży w Chinach, wysokimi kosztami produkcji w Europie oraz rosnącą presją chińskich konkurentów.

    Ile osób pracuje w BMW?

    Na koniec 2025 roku BMW zatrudniało w Niemczech 87 436 osób, czyli ponad połowę całej globalnej załogi liczącej około 154 tys. pracowników. Już wcześniej liczba pracowników w kraju spadła o 2,3% rok do roku, co pokazuje, że proces dostosowawczy trwa od dłuższego czasu.

    Inwestycje mimo oszczędności

    Pomimo cięć kosztów BMW nie rezygnuje z wydatków na przyszłość. Koncern kontynuuje rozwój nowej platformy pojazdów Neue Klasse, na którą w ostatnich latach przeznaczył miliardy euro. Kolejne modele oparte na tej architekturze mają pomóc w rywalizacji z Teslą oraz chińskimi producentami samochodów elektrycznych.

    Co dalej?

    Szczegóły programu zostaną przedstawione pracownikom podczas spotkania z udziałem prezesa Nedeljkovicia oraz przedstawicieli rady pracowników. BMW opublikuje wyniki finansowe za drugi kwartał w czwartek tego tygodnia.

  • Fundusz AI stracił 35 mld dolarów w kilka godzin. Ken Griffin zgarnął łupy

    Fundusz AI stracił 35 mld dolarów w kilka godzin. Ken Griffin zgarnął łupy

    Jedna z najbardziej spektakularnych przecen na Wall Street rozegrała się w środku tygodnia. Fundusz hedgingowy Situational Awareness, prowadzony przez byłego badacza OpenAI Leopolda Aschenbrennera, jeszcze na początku lipca zarządzał aktywami wartymi około 45 miliardów dolarów. W ciągu kilku godzin jego portfel stopniał do niespełna 10 miliardów.

    Lawina wezwań do depozytu

    Gdy kursy największych spółek technologicznych zaczęły ostro spadać, banki udzielające funduszowi finansowania zażądały dodatkowych zabezpieczeń. Seria wezwań do uzupełnienia depozytu zmusiła Aschenbrennera do natychmiastowej wyprzedaży części aktywów, co jeszcze bardziej pogłębiło spadki i przyspieszyło krach.

    Przyczyną gwałtownej przeceny były silne spadki spółek związanych z infrastrukturą sztucznej inteligencji. Straty pogłębiły również inwestycje zakładające spadek kursu Adobe – fundusz obstawiał obniżkę notowań producenta oprogramowania.

    Ken Griffin wchodzi do gry

    Ken Griffin, założyciel potężnego funduszu Citadel, błyskawicznie wyczuł okazję. Jak donosi Bloomberg, skontaktował się z Aschenbrennerem, a negocjacje ciągnęły się aż do czwartkowego otwarcia giełdy. Ostatecznie Citadel przejął większość publicznie notowanego portfela funduszu po obniżonych cenach. Do grona przejętych spółek należały m.in. CoreWeave i Bloom Energy, a także SanDisk, SK Hynix oraz Nebius Group.

    Kim jest Leopold Aschenbrenner?

    Urodzony w Niemczech, Aschenbrenner wyemigrował do Stanów Zjednoczonych jako nastolatek. W 2021 roku ukończył z wyróżnieniem Uniwersytet Columbia, choć nie miał wcześniejszego doświadczenia w zarządzaniu funduszami. Rozpoznawalność przyniosła mu praca jako badacz AI w OpenAI oraz głośny esej o zagrożeniach związanych z wyścigiem technologicznym. Po opuszczeniu OpenAI w 2024 roku stworzył fundusz oparty na założeniu, że rozwój AI znacząco zwiększy zapotrzebowanie na półprzewodniki, układy pamięci, centra danych i energię.

    Mimo spadków wciąż na plusie

    Choć w lipcu fundusz stracił około 67 procent wartości, od początku roku wciąż notuje wzrost rzędu 80 procent. Dla porównania, do końca czerwca 2026 roku stopa zwrotu po opłatach wynosiła aż 439 procent, co czyniło go jedną z największych sensacji wśród funduszy hedgingowych. Po transakcji z Citadel fundusz zachował udziały w prywatnych spółkach, takich jak startup Anthropic, których wartość szacuje się na około 5 miliardów dolarów.

    Szerszy obraz: nerwowość na rynkach

    Analitycy zwracają uwagę, że załamanie Situational Awareness wpisuje się w szerszą falę wyprzedaży funduszy mocno skoncentrowanych na sektorze AI. Goldman Sachs podał w tym tygodniu, że fundusze inwestujące w azjatyckie spółki technologiczne odnotowały największy miesięczny spadek w historii. Morgan Stanley z kolei wskazał, że wiele hedge fundów w pośpiechu ograniczało zaangażowanie w AI, co tylko pogłębiło przecenę.

    Poprawa nastrojów po transakcji

    Po ogłoszeniu przejęcia aktywów przez Citadel amerykański indeks spółek półprzewodnikowych zanotował w czwartek najlepszą sesję od kwietnia 2025 roku. Dzień później rekordowo wzrósł południowokoreański indeks Kospi. Część inwestorów uznała, że zakończenie przymusowej wyprzedaży zmniejszyło presję podażową. Inni ostrzegają jednak, że jeśli inne fundusze również mają silnie lewarowane pozycje w AI, obecne wydarzenia mogą być dopiero początkiem szerszej redukcji ryzyka. W komentarzach pojawiają się nawet porównania do upadku funduszu Long-Term Capital Management w 1998 r. oraz pierwszej fazy kryzysu finansowego z 2008 r.

    Przyszłość funduszu

    Fundusz zachował cenne udziały w spółkach prywatnych, a jego zarządzający wciąż ma szansę na odbudowę wartości. Na koniec pierwszego kwartału największymi pozycjami funduszu były akcje spółek Nebius Group, Sandisk, Micron i CoreWeave – wszystkie straciły w bieżącym miesiącu ponad 35 procent. W portfelu znajdowały się również m.in. Broadcom, Intel, Bitdeer Technologies, HIVE Digital Technologies oraz T1 Energy. Fundusz próbował pozyskać dodatkowy kapitał od dotychczasowych inwestorów i kredytodawców, a rozważano też sprzedaż części aktywów bezpośrednio inwestorom, zanim ostatecznie zdecydowano się na transakcję z Citadel.