Blog

  • Potężny zastrzyk gotówki dla OZE w Polsce. Giganty energetyczne szykują rewolucję?

    Potężny zastrzyk gotówki dla OZE w Polsce. Giganty energetyczne szykują rewolucję?

    Czy czeka nas energetyczne lato pełne inwestycji? Dwie doniesienia z ostatnich tygodni wskazują, że transformacja w Polsce nabiera naprawdę konkretnych kształtów. I to kształtów opiewających na setki milionów złotych!

    Enea zgarnęła ponad 417 mln zł z KPO na panele

    Spółka zależna grupy Enea, Enea Nowa Energia, zawarła z Bankiem Gospodarstwa Krajowego (BGK) umowę pożyczki na kwotę ponad 417 mln zł. Kluczowe jest tu źródło finansowania – są to środki pochodzące z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO).

    Na co pójdą te pieniądze? Cel jest jasny: budowa i rozwój projektów farm fotowoltaicznych o łącznej mocy około 268 MW. Co ciekawe, nie będzie to jedna inwestycja, a aż jedenaście nowych farm.

    „Umowa z BGK to kolejny krok w realizacji strategii Grupy Enea i potwierdzenie ważnej roli Enei Nowa Energia w procesie transformacji energetycznej. Wynegocjowaliśmy korzystne warunki, które pozwolą ograniczyć koszty realizacji inwestycji” – powiedział wiceprezes Enei Nowa Energia ds. finansowych Piotr Skubel, cytowany przez Parkiet.

    Nowe elektrownie słoneczne powstaną w trzech województwach: wielkopolskim, zachodniopomorskim i lubuskim. Skala tej inwestycji jest ogromna. Po jej zrealizowaniu moc zainstalowana Grupy Enea w fotowoltaice wzrośnie blisko czterokrotnie, do około 360 MW.

    But wait, there’s more! Umowa z BGK jest naprawdę korzystna. Obejmuje finansowanie do kwoty 417,5 mln zł na preferencyjnych warunkach. Środki zostaną przeznaczone na refinansowanie do 90% wydatków kwalifikowalnych, które szacuje się na około 464 mln zł. Finansowanie udzielono na okres aż do 15 lat, nie dłużej jednak niż do czerwca 2041 roku.

    A tymczasem R.Power szykuje gigantyczny magazyn energii

    To nie koniec dobrych wiadomości z rynku OZE. Wczoraj, 3 czerwca 2026 roku, spółka z Grupy R.Power zawarła umowę kredytu w formule project finance z bankami Siemens Bank GmbH oraz Erste Group Bank AG.

    Łączna kwota tego finansowania to około 270 mln PLN! Na co zostanie przeznaczona? Na budowę w Polsce magazynu energii elektrycznej o mocy około 150 MW.

    To tzw. BESS (Battery Energy Storage System), czyli kluczowy element stabilizujący sieć z dużą ilością energii z wiatru i słońca. Finansowanie obejmuje długoterminowe wsparcie inwestycyjne oraz pomocnicze, w tym na finansowanie podatku VAT od nakładów.

    Here’s the kicker: uruchomienie środków nastąpi po spełnieniu standardowych warunków, takich jak przedstawienie dokumentacji projektowej i ustanowienie zabezpieczeń. Poszczególne elementy finansowania są oprocentowane na warunkach rynkowych.

    Co to oznacza dla polskiej energetyki?

    Widać wyraźny trend. Z jednej strony mamy państwowego giganta, Eneę, który dzięki środkom unijnym z KPO radykalnie zwiększa swój portfolio w fotowoltaice. Z drugiej – dynamicznie rozwijającą się grupę R.Power, która pozyskuje prywatne finansowanie na nowoczesną infrastrukturę, czyli magazyny.

    To dwa kluczowe puzzle transformacji: więcej zielonej energii i możliwość jej efektywnego przechowywania. Warto przypomnieć, że moc zainstalowana Grupy Enea w OZE wzrosła w 2025 roku o 220,5 MW rok do roku. Teraz dojdzie do tego kolejne 268 MW z paneli i 150 MW z magazynu od R.Power.

    Czy to już rewolucja? Na razie są to konkretne, finansowe decyzje, które zamieniają strategie w realne megawaty. A to najlepszy rodzaj wiadomości dla całego sektora.

  • Nowe otwarcie na Wschód: Nabiał z Polski szturmem zdobywa Koreę

    Nowe otwarcie na Wschód: Nabiał z Polski szturmem zdobywa Koreę

    Dlaczego jeden z najbardziej wymagających rynków świata coraz szerzej otwiera się na polskie produkty mleczarskie? Odpowiedź brzmi: jakość, dyplomacja i strategiczne otwarcie drzwi dla polskich producentów. Od końca maja Korea Południowa oficjalnie dopuściła eksport całej gamy nowych polskich artykułów nabiałowych.

    Przełom po wizycie i audycie

    To nie przypadek, a efekt dyplomatycznych starań i wnikliwej kontroli. Decyzja władz Korei Południowej zapadła po pozytywnym audycie polskiego przemysłu mleczarskiego przeprowadzonym przez ich inspektorów w grudniu ubiegłego roku. Przełom w negocjacjach przyspieszyła wizyta delegacji polskiego rządu w Korei.

    „Otwarcie koreańskiego rynku na kolejne polskie produkty mleczarskie to bardzo dobra wiadomość dla naszych producentów. Korea Południowa jest wymagającym i jednocześnie niezwykle perspektywicznym rynkiem” – podkreśla minister rolnictwa Stefan Krajewski.

    Co ważne, Polska już ma zarejestrowane zakłady i gotowe świadectwa zdrowia, więc eksporterzy nie muszą mierzyć się z dodatkową biurokracją.

    Zielone światło dla polskich specjałów

    Dotychczasowym hitem eksportowym było polskie mleko UHT, które zdobyło serca koreańskich konsumentów. Ale to dopiero początek! Dzięki nowym porozumieniom na półki sklepowe w Korei mogą trafić:

    • mleko dla niemowląt oraz mleka hydrolizowane,
    • mleko zagęszczone i śmietanka (w tym UHT),
    • produkty z hydrolizowanych białek mleka,
    • maślanka oraz czysta laktoza.

    Agnieszka Maliszewska, prezes Polskiej Izby Mleka, przyznaje: „Czekaliśmy na możliwość eksportu śmietany UHT do Korei, ponieważ nasi koreańscy importerzy oczekiwali tego produktu”.

    Rynek wart setki milionów złotych

    Tu liczby mówią same za siebie. Potencjał koreańskiego kierunku jest ogromny. W 2025 roku wartość eksportu polskich towarów rolno-spożywczych na rynek koreański wyniosła prawie 110 mln euro, czyli ponad 465 mln zł. Aż jedną trzecią tej kwoty wygenerowała sprzedaż mleka UHT!

    Produkty mleczarskie mają największy udział w polskim eksporcie rolno-spożywczym do Korei Południowej – w 2025 roku odpowiadały za 34% wartości sprzedaży. Eksport przetworów mlecznych do Korei osiągnął wartość 158,1 mln zł, co stanowiło 15% wzrost rok do roku.

    Najwięcej wysyłamy mleka UHT – w 2025 za 147,1 mln zł, czyli o 18% więcej niż rok wcześniej. Sprzedaż rośnie też dynamicznie w tym roku.

    Wielka szansa, ale i wyzwania

    Korea Południowa jest importerem netto żywności – wartość jej importu rolno-spożywczego w 2025 roku wyniosła aż 42 mld dolarów. To ogromna szansa, ale też arena dla twardej konkurencji. Polska, mimo wzrostów, pozostaje stosunkowo małym dostawcą z zaledwie 0,3% udziałem w koreańskim imporcie rolno-spożywczym.

    Jak zauważa ekspert z PKO BP, dla Polski dywersyfikacja rynków eksportowych jest kluczowa. Korzystna relacja jakości do ceny polskich produktów może sprzyjać dalszemu zwiększaniu sprzedaży.

    Wyzwaniem są jednak rosnące koszty produkcji, które utrudniają konkurencję cenową, oraz choroby zwierzęce mogące ograniczać eksport. Ale jedno jest pewne – nowe otwarcie koreańskiego rynku to potężny zastrzyk energii dla polskiego sektora mleczarskiego i realna szansa na dalszy wzrost. Daleki Wschód staje się coraz ważniejszym punktem na mapie polskiego eksportu!

  • Split Payment już nie ochroni? Rząd przyjął dużą nowelizację VAT z kontrowersjami i ułatwieniami

    Split Payment już nie ochroni? Rząd przyjął dużą nowelizację VAT z kontrowersjami i ułatwieniami

    Myślałeś, że zapłacenie split paymentem automatycznie chroni Twoją firmę przed odpowiedzialnością za VAT sprzedawcy? Rząd właśnie przyjął projekt, który może to zmienić.

    To właśnie stało się podczas wtorkowego posiedzenia Rady Ministrów. Przyjęto projekt nowelizacji ustawy o VAT, który zakłada aż 25 zmian ważnych dla około 2 milionów podatników. Eksperci już wcześniej komentowali, że to „mieszanka uproszczeń i niepokojących rozwiązań”.

    Split payment już nie zawsze jest tarczą

    To jedna z najgłośniejszych zmian. Dotychczas solidarna odpowiedzialność była wyłączona, jeśli nabywca zapłacił za towar w mechanizmie podzielonej płatności. Teraz to się zmienia.

    Zgodnie z projektem, w niektórych sytuacjach nabywca będzie objęty odpowiedzialnością solidarną za zaległości podatkowe sprzedawcy nawet mimo zapłaty split paymentem. Kiedy? W trzech kluczowych przypadkach:

    • Gdy nabywca wiedział lub miał uzasadnione podstawy, aby przypuszczać, że sprzedawca nie wpłaci całego VAT lub jego części.
    • Gdy faktura stwierdza czynności, które nie zostały dokonane albo podaje kwoty niezgodne z rzeczywistością.
    • Gdy faktura potwierdza czynności dokonane w warunkach nadużycia prawa.

    Mówimy o transakcjach między podmiotami niepowiązanymi. Moim zdaniem każda cena uzgodniona między takimi podmiotami jest rynkowa. Odwoływanie się do wartości rynkowej jest więc niezrozumiałe – mówiła Małgorzata Samborska, doradca podatkowy z Grant Thornton, cytowana przez Business Insider.

    Projekt rozszerza także sam zakres odpowiedzialności solidarnej. Chodzi o:

    • Usługi niematerialne z nowego załącznika nr 16 (m.in. doradcze, zarządcze, rachunkowo-księgowe, reklamowe), gdy faktura przekracza 15 tys. zł.
    • Gdy wartość takich usług od jednego podmiotu w miesiącu (bez VAT) przekroczy 50 tys. zł.
    • Według projektu, odpowiedzialność może też dotyczyć transakcji bez uzasadnienia ekonomicznego, gdzie cena jest niższa od wartości rynkowej.

    Pozytywna strona medalu: ułatwienia dla przedsiębiorców

    Nie samym uszczelnianiem żyje podatnik. Projekt przewiduje też sporo zmian ułatwiających życie. Oto najważniejsze:

    • Możliwość sprawdzenia w wykazie podatników VAT statusu podatnika aż pięć lat wstecz. To umożliwi weryfikację na wybrany dzień, a nie tylko na dzień sprawdzenia.
    • Likwidacja obowiązku składania odrębnego zgłoszenia VAT-Z i informacji o spisie z natury przy likwidacji firmy.
    • Likwidacja obowiązku zapłaty VAT w ciągu 14 dni od wewnątrzwspólnotowego nabycia środka transportu.
    • Brak konieczności wskazywania w JPK_VAT podstawy opodatkowania przy nabyciu towarów/usług zwolnionych z VAT od podmiotów niebędących polskimi rezydentami podatkowymi.
    • Przedsiębiorcy nie będą musieli składać zgłoszenia aktualizacyjnego VAT-R przy zmianie siedziby i urzędu skarbowego.

    Nowości: Skład VAT i e-odprawa TAX FREE

    Rząd chce wprowadzić też zupełnie nowe instytucje. Jedną z nich jest tzw. skład VAT. To uproszczenie dla firm w międzynarodowym obrocie towarowym, znane w innych krajach UE. Pozwoli na stosowanie zerowej stawki VAT dla transakcji w składzie – obowiązek podatkowy powstanie dopiero przy wyprowadzeniu towaru.

    Dla podróżnych i sprzedawców dobra wiadomość to e-odprawa TAX FREE. Zmiany umożliwią samodzielne i dobrowolne zadeklarowanie wywozu towarów z dokumentem TAX FREE za pomocą terminali KAS.

    Projekt doprecyzowuje też przepisy o miejscu dostawy energii elektrycznej – zasady mają być jednakowe, niezależnie od dostawy przez system elektroenergetyczny czy poza nim.

    Kalendarz zmian: Kiedy czekają nas nowe przepisy?

    Kluczowe jest to, że zasadnicza część zmian ma wejść w życie 1 października tego roku. Jednak harmonogram jest rozłożony w czasie:

    • 1 lipca 2026 r. – wejście w życie większości przepisów (co do zasady).
    • 1 stycznia 2027 r. – rozpoczęcie obowiązywania części przepisów.
    • 1 stycznia 2028 r. – wejście w życie zapisów dotyczących e-odprawy TAX FREE.

    Projekt trafi teraz do Sejmu. Dla milionów firm w Polsce zaczyna się czas uważnego śledzenia prac parlamentarnych. Kontrowersje wokół rozszerzonej odpowiedzialności są duże, ale ułatwienia również znaczące. To będzie gorący temat na jesień.

  • Arctic Paper leci na łeb. Analitycy tną cele, a zarząd ostrzega o walce o przetrwanie

    Arctic Paper leci na łeb. Analitycy tną cele, a zarząd ostrzega o walce o przetrwanie

    Czy to już dna nie ma? Akcje Arctic Paper biją kolejne rekordy spadków, a eksperci z BM PKO BP dopiero co przytnął ich cenę docelową. Kurs spółki pożegnał się właśnie z poziomem 6 zł, wyznaczając nowy kilkuletni dołek. Od początku roku to blisko 30% straty.

    Kolejny cios od analityków

    We wtorek, 2 czerwca, światło dzienne ujrzał najnowszy raport BM PKO BP. Analitycy nie mieli litości. Cenę docelową dla akcji Arctic Paper obniżyli do 6,30 zł, z poprzednich 8,30 zł. Choć utrzymali rekomendację „trzymaj”, to jasno dali do zrozumienia, że trudne czasy nie mijają.

    W naszej ocenie utrudni to wdrożenie zapowiadanych podwyżek cen papieru o 8 – 10 proc. od II kwartału br. Zakładamy, że faktyczne podwyżki wyniosą 4 – 5 proc. w II kwartale oraz ok. 3 proc. w III kwartale i będą służyć głównie ochronie marż – stwierdzili analitycy, w tym Alicja Marcinkiewicz.

    Głównym problemem pozostaje słaby popyt na rynku papieru. Wykorzystanie mocy produkcyjnych w Europie jest na żenująco niskim poziomie 60-65%. Na horyzoncie nie widać oznak poprawy.

    Dlaczego tak źle? Trzy główne bolączki

    Zarówno zarząd spółki, jak i eksperci, wskazują na trzy główne źródła problemów:

    1. Geopolityka i słaby popyt: Konflikt na Bliskim Wschodzie i brak ożywienia popytu w UE, szczególnie w branży poligraficznej, która ogranicza wydatki marketingowe.
    2. Koszty, koszty, koszty: Zawirowania na rynku surowców windują koszty transportu i chemikaliów powiązanych z ropą. Nawet spadek cen szwedzkiego drewna jest niwelowany przez niekorzystne zmiany kursowe.
    3. Nadpodaż i konkurencja: Niska wykorzystanie mocy produkcyjnych w całej Europie uniemożliwia skuteczne przenoszenie wyższych kosztów na klientów.

    Strategia obronna: zacisnąć pasa i przetrwać

    Spółka nie czeka bezczynnie. Zarząd podjął radykalne decyzje. Wydatki inwestycyjne w 2026 roku zostały obcięte o połowę – do maksymalnie 150 mln zł z 300 mln zł rok wcześniej.

    Ale to, co powiedział prezes Michał Jarczyński, zabrzmiało wyjątkowo mocno. Podczas majowej konferencji wynikowej stwierdził, że jeśli grupie uda się zrealizować programy oszczędnościowe, będzie jedną z nielicznych firm branży, które przetrwają.

    Bieżąca sytuacja po zakończeniu pierwszego kwartału br. wciąż jest wymagająca. Spółka nie widzi szybkiej poprawy popytu, a odbudowa marż ma zależeć głównie od podwyżek cen, kontroli kosztów i ograniczenia inwestycji – zauważa Adam Zajler, analityk BM Banku Millennium.

    Co dalej? Czekanie na cud

    W kolejnych kwartałach Arctic Paper będzie działał w trybie defensywnym. Zarząd nie spodziewa się poprawy popytu w najbliższych 3-5 miesiącach. Wszystkie nadzieje pokładane są w skuteczności własnych działań.

    Analitycy z PKO BP są zgodni: nie oczekują istotnej poprawy rentowności w najbliższym czasie. Przy utrzymującej się presji kosztów i braku poprawy otoczenia rynkowego, odbicie jest mało prawdopodobne.

    Inwestorzy muszą się uzbroić w cierpliwość. Spółka walczy o przetrwanie w ekstremalnie trudnych warunkach, a powrót do dawnych poziomów wyceny wydaje się dziś bardzo odległą perspektywą.

  • Rekord świata w Nowej Dębie. Polska armia dostaje gigantyczny zastrzyk z SAFE

    Rekord świata w Nowej Dębie. Polska armia dostaje gigantyczny zastrzyk z SAFE

    Czy można w jeden dzień podpisać kontrakty zbrojeniowe o wartości 78 miliardów złotych? Okazuje się, że tak. Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił to w sobotę w Nowej Dębie na Podkarpaciu, określając wydarzenie jako bezprecedensowe w historii modernizacji polskiej armii.

    „Absolutny rekord świata”

    W ramach programu SAFE podpisano w ciągu kilku dni 62 kontrakty na łączną kwotę 120 miliardów złotych. W samej sobotę podpisano 29 umów wartych 78 mld zł. To właśnie ten dzień szef MON określił mianem absolutnego rekordu świata.

    Nigdy w historii procesu modernizacji polskiej armii, nigdy w historii procesu zakupów sprzętu dla Wojska Polskiego nie było takiego dnia, w którym podpisujemy w jednym czasie, w jednym dniu 29 umów na 78 mld złotych. To jest absolutny rekord świata. To jest dzień, który zmienia rzeczywistość — powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.

    Kluczowy kontrakt, wart ponad 13 miliardów złotych, zawarto z konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Dotyczy on budowy Narodowej Rezerwy Amunicyjnej i dostaw setek tysięcy sztuk pocisków artyleryjskich w kalibrze 155 mm.

    Huta Stalowa Wola na czele

    Ze 120 mld zł zakontraktowanych z polskim przemysłem, ok. połowa trafi do podkarpackiej Huty Stalowej Woli. To właśnie tam podpisano szereg umów w obecności rządowej delegacji, w tym pełnomocniczki rządu ds. SAFE Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej.

    Co dostanie wojsko? Umowy z HSW obejmują m.in.:

    • 146 bojowych wozów piechoty Borsuk – przyszły podstawowy pojazd opancerzony armii.
    • 96 armatohaubic Krab.
    • 64 samobieżne moździerze Rak na podwoziach Rosomaka.
    • 1000 wozów amunicyjnych, dowodzenia i łączności dla wyrzutni rakiet Homar-K.
    • Setki sztuk sprzętu towarzyszącego dla haubic K9PL.
    • Systemy minowania narzutowego Baobab-K oraz wozy dowodzenia 4×4.

    Pieniądze płyną szerokim strumieniem

    Program SAFE to unijna inicjatywa, w ramach której Polska jest największym beneficjentem z pulą 43,7 mld euro. Środki w formie pożyczek mają sfinansować zakupy sprzętu wojskowego.

    Pierwsza zaliczka w wysokości ponad 6 mld euro już trafiła na konto zarządzane przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Wszystkie zakontraktowane w pierwszej turze dostawy mają trafić do wojska do 2030 roku.

    Oprócz Huty Stalowa Wola, kontrakty podpisały dziesiątki innych firm. Zakłady Rosomaka dostarczą wozy ewakuacji medycznej i dowodzenia. Bydgoska Belma – systemy minerskie i miny. Grupa WB – setki bezzałogowców i amunicji krążącej Warmate.

    Wojsko wzmocni się też w cyberprzestrzeni (szyfratory i systemy kryptograficzne), dostanie nowe transportery rozpoznawcze Kleszcz, hełmy, kamizelki kuloodporne, a Marynarka Wojenna – dwa nowe okręty hydrograficzne.

    Co dalej z SAFE?

    To dopiero pierwszy etap. W najbliższych miesiącach zaplanowano podpisanie umów z państwami partnerskimi, w tym ze Skandynawią, Grecją i Kanadą. Przedstawiciele MON zapowiadają, że zagraniczne kontrakty będą dotyczyły tylko takiego sprzętu, którego nie da się wyprodukować w Polsce – jak np. powietrzne tankowce.

    Jedno jest pewne: program SAFE uruchamia właśnie potężną machinę inwestycyjną, która na lata zwiąże budżet obronny z polskim przemysłem zbrojeniowym. A wszystko po to, by – jak mówił szef MON – nikt nie był w stanie nam zagrozić.

  • Wycena atomowej przyszłości Polski. Decydujące tygodnie negocjacji z USA

    Wycena atomowej przyszłości Polski. Decydujące tygodnie negocjacji z USA

    Czy czekają nas jeszcze większe opóźnienia w rozwoju energetyki jądrowej? Tej jesieni może dojść do wielkiej próby sił między polskimi negocjatorami a amerykańskimi partnerami. Wszystko przez kluczową umowę, na której podpisanie już teraz nie ma szans.

    Kłopotliwy czerwcowy plan

    Pierwotnie zakładano, że do końca czerwca 2026 r. zostanie podpisana kompleksowa umowa EPC (Engineering, Procurement, Construction) na budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Choczewie. Realia są jednak zupełnie inne.

    „Dziś nie ma żadnych szans na to, by negocjacje w sprawie EPC udało się zamknąć do końca drugiego kwartału tego roku, jak pierwotnie zakładano” – mówi źródło zbliżone do procesu negocjacji z Amerykanami cytowane przez Business Insider Polska.

    Przyczyną jest, jak wskazano, sporo kwestii, w których strony mają rozbieżne stanowiska. Negocjacje są określane jako „bardzo mozolne” i wciąż trwają.

    Plan B: przedłużenie umowy pomostowej

    Co dalej? Zamiast końcowego kontraktu, negocjatorzy planują inne rozwiązanie.

    Jak przekazano, planowane jest przedłużenie obowiązywania obecnej umowy pomostowej (EDA) do końca roku. Ma to dać stronom przestrzeń, by „móc spokojnie negocjować” wszystkie sporne punkty.

    Ale to tylko wstęp do głównego starcia. Jesienią może bowiem dojść do decydującego momentu.

    Jesienna próba sił

    Źródła wskazują, że nadchodzące miesiące będą kluczowe dla kształtu całego projektu.

    „Rozmowy w sprawie umowy na budowę elektrowni w Choczewie idą bardzo mozolnie. Wydaje się, że jesienią będzie próba sił i zobaczymy, kto będzie bardziej asertywny” – mówi źródło zbliżone do Polskich Elektrowni Jądrowych.

    To właśnie jesienią ma się okazać, która ze stron jest gotowa na większe ustępstwa, a która będzie stać twardo przy swoim stanowisku. Wynik tego starcia przesądzi o dalszych losach i tempie realizacji inwestycji.

    Nie tylko pierwsza elektrownia w grze

    Podczas gdy negocjacje z amerykańskim partnerem toczą się powoli, w tle trwają prace nad kolejnym, ogromnym projektem. Mowa o drugiej elektrowni jądrowej w Polsce.

    Dotarto do założeń kluczowego dokumentu, który określa zasady jej budowy. Wiadomo, że w proces ma być zaangażowany państwowy gigant – PGE. Co ciekawe, w grę wchodzą nie tylko Stany Zjednoczone. Jak ujawniono, w sprawie budowy drugiej elektrowni w grze są trzy kraje.

    To pokazuje, że pomimo trudności w negocjacjach dotyczących pierwszej inwestycji, rząd i spółki skarbu państwa nie spuszczają tempa w planowaniu dalszego rozwoju atomowego miksu energetycznego.

    Podsumowanie: atomowy maraton trwa

    Kluczowy kontrakt EPC nie zostanie podpisany w zaplanowanym terminie czerwcowym. Zamiast tego czeka nas przedłużenie umowy pomostowej i jesienna, decydująca runda negocjacji, która zdefiniuje relacje z amerykańskim partnerem. Jednocześnie, równolegle, toczą się prace nad projektem drugiej elektrowni, gdzie PGE ma odgrywać kluczową rolę, a wśród potencjalnych partnerów są aż trzy państwa.

    Jedno jest pewne: droga Polski do energetyki jądrowej okazuje się dłuższa i bardziej wyboista, niż początkowo zakładano. Teraz wszystko zależy od wyniku jesiennej „próby sił”.

  • GUS pokazuje kiepską pogodę dla inwestycji. Tylko jedna branża świętuje

    GUS pokazuje kiepską pogodę dla inwestycji. Tylko jedna branża świętuje

    Czy przedsiębiorcy widzą szansę na rozwój? Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, odpowiedź dla wielu sektorów brzmi: nie. Ale jest jeden wyjątek, który ma się naprawdę dobrze.

    GUS opublikował najświeższe badania koniunktury dla maja, które pokazują bardzo mieszane nastroje w polskiej gospodarce. Tutaj panuje jedna zasada: im bliżej finansów, tym optymizm większy. Im bliżej produkcji, tym chmury gęstsze.

    Przemysł wciąż pod kreską

    Nie ma się co dziwić – przemysł jest przytłoczony kosztami wojny na Bliskim Wschodzie, unijnymi regulacjami Zielonego Ładu, chińską konkurencją i amerykańskimi cłami. Niewyrównany sezonowo wskaźnik koniunktury wyniósł tu -4,1 proc. Mimo że to lekką poprawę względem kwietnia (o 0,3 pkt proc.), sytuacja bieżąca jest oceniana bardzo źle (-6,8 proc.). Prognozy są mniej negatywne, ale daleko im do optymizmu.

    Budownictwo też pozostaje na lekkim minusie (-1,3 proc.), choć pesymizm względem kwietnia wyraźnie się zmniejszył. Firmy budowlane oceniają obecną sytuację na -3,2 proc., ale prognozy są już… pozytywne (+0,6 proc.).

    W naszym eksportowym kole zamachowym, czyli w transporcie, panują również lekko negatywne nastroje (-1,1 proc.). Tutaj jednak wyraźnie poprawiły się prognozy – wskaźnik prognostyczny skoczył o aż 7,7 pkt proc. w górę od kwietnia.

    Na neutralnym poziomie

    Handel detaliczny? Wskaźnik wyszedł na zero. To oznacza spadek rok do roku, ale poprawę względem kwietnia. Prognozy są negatywne (-1,8 proc.), choć diagnoza obecnej sytuacji jest pozytywna (+1,8 proc.).

    Tu panuje dobry klimat

    Dobre nastroje panują w segmencie informacji (media) i komunikacji (telekomunikacja, poczta, kurierzy). Ogólny wskaźnik wynosi +8,1 proc. Tu szczególnie optymistyczna jest ocena sytuacji bieżącej (+15,7 proc.).

    Branża zakwaterowania i gastronomii wychodzi na plus. Ogólny wskaźnik koniunktury wyniósł w maju 14,7 proc., a to najlepszy wynik od czerwca ubiegłego roku. Składowa prognostyczna jest tu szczególnie pozytywna (+21,6 proc.).

    Eldorado trwa w finansach

    Najlepiej wiedzie się jednak branży finansowo-ubezpieczeniowej. Ogólny wskaźnik koniunktury wyniósł w maju 26,6 pkt proc. i był wyższy rok do roku. Szczególnie dobre są oceny teraźniejszości (+46,1 proc.), choć wizja przyszłości jest już nieco mniej optymistyczna (+7,1 proc.).

    Zła pogoda dla inwestycji – tu wszystkie branże są zgodne

    Co do jednego wszystkie branże są zgodne. Klimat do inwestycji się pogorszył. Paradoksem jest, że to właśnie inwestycje mają odpowiadać za tegoroczny wzrost gospodarczy Polski.

    „Firmy nie chcą ryzykować w niepewnej sytuacji gospodarczej.”

    Spadek inwestycji planuje aż 31,9 proc. firm z branży zakwaterowania i gastronomii oraz 30,6 proc. firm przemysłowych. W przemyśle „znaczący” spadek inwestycji będzie w przypadku aż 17,9 proc. przedsiębiorstw.

    Jakie są główne przeszkody? Wysokie koszty realizacji inwestycji wskazało 48,3 proc. firm produkcyjnych i aż 49,9 proc. przedsiębiorstw handlu detalicznego. Niepewną sytuację makroekonomiczną jako barierę wskazało 35,8 proc. firm produkcyjnych.

    Problemy z zatrudnieniem pracowników najbardziej powstrzymują branżę budowlaną przed inwestycjami – wskazało na tę barierę 16,5 proc. firm. Z pozyskaniem finansowania największe problemy ma sektor zakwaterowania i gastronomii (19,1 proc. wskazań) oraz transportowo-magazynowy (18,3 proc.).

    Mimo tych wyzwań, analitycy sugerują, że polska gospodarka pozostaje w dobrym stanie, będąc liderem wzrostu w Europie. Bardzo zdywersyfikowana struktura polskiego przemysłu stabilizuje szoki w poszczególnych branżach. Ale główny problem inwestycji wciąż pozostaje – firmy boją się ryzykować.

  • Zasiłek dla bezrobotnych idzie w górę! Sprawdź, ile dostaniesz od 1 czerwca.

    Zasiłek dla bezrobotnych idzie w górę! Sprawdź, ile dostaniesz od 1 czerwca.

    Czy stać Cię na bycie bezrobotnym? To nieco przewrotne pytanie zyskuje na aktualności, bo od 1 czerwca 2026 roku zmieniają się stawki zasiłku dla osób poszukujących pracy. To coroczna waloryzacja, która ma pomóc w utrzymaniu płynności finansowej w trudnym okresie i zrekompensować rosnące koszty życia.

    Nowe kwoty na start

    Zgodnie z obwieszczeniem Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, nowe kwoty są już jasno określone. Od czerwca br. zasiłek wyniesie:

    • 1783,90 zł — w okresie pierwszych 90 dni posiadania prawa do świadczenia.
    • 1400,90 zł — w okresie kolejnych dni.

    Ale to nie wszystko! Osoby z długim stażem pracy mogą liczyć na więcej.

    Bonus dla doświadczonych

    Tu jest haczyk, ale w pozytywnym znaczeniu. Jeśli przepracowałeś co najmniej 20 lat, twój zasiłek zostanie podwyższony do 120% standardowej stawki. Oznacza to realny zastrzyk gotówki:

    • 2140,68 zł brutto (około 1948,02 zł netto) przez pierwsze 90 dni.
    • 1681,08 zł brutto (około 1529,78 zł netto) w dalszym okresie.

    Podwyższenie tej podstawowej kwoty pociąga za sobą wzrost wszystkich innych świadczeń, których wysokość jest od niej uzależniona. To dobra wiadomość dla szerszego grona osób.

    Kto ma prawo do zasiłku?

    Nie każda osoba bez pracy automatycznie dostanie wsparcie. Jak wyjaśnia „Gazeta Prawna”, prawo do zasiłku mają osoby zarejestrowane w urzędzie pracy, które spełniają konkretne warunki.

    W ciągu 18 miesięcy przed rejestracją musiały przepracować co najmniej 365 dni z opłacanymi składkami na Fundusz Pracy i zarabiać co najmniej minimalną krajową (w 2026 r. to 4 806 zł).

    Co ważne, świadczenie nie przysługuje osobom zwolnionym dyscyplinarnie lub tym, które odrzucają propozycje pracy bez uzasadnienia.

    Jak długo można pobierać wsparcie?

    Standardowy okres to 180 dni. Jednak w szczególnych przypadkach, takich jak osoby po 50. roku życia z 20-letnim stażem, osoby niepełnosprawne czy samotnie wychowujące dzieci, świadczenie może przysługiwać nawet przez 12 miesięcy.

    Jak to załatwić? Prosto!

    Dobra wiadomość jest taka, że formalności są zminimalizowane. Wniosek o zasiłek nie jest wymagany — wystarczy rejestracja w urzędzie pracy. Urząd automatycznie sprawdzi Twoje prawo do świadczenia i wyda decyzję.

    I pamiętaj, że zasiłek przysługuje nie tylko osobom zatrudnionym na etacie. Mogą się o niego starać także ci, którzy pracowali na umowie zlecenia, agencyjnej lub prowadzili działalność gospodarczą – pod warunkiem opłacania odpowiednich składek.

    Jeśli więc znalazłeś się w trudnej sytuacji zawodowej, nie zwlekaj. Rejestracja w urzędzie pracy to kluczowy krok, który otwiera drogę nie tylko do finansowego wsparcia, ale także do pomocy w znalezieniu nowego zatrudnienia.

  • Czy banki rzeczywiście łupią nas na opłatach? Nowe dane przynoszą zaskakującą odpowiedź

    Czy banki rzeczywiście łupią nas na opłatach? Nowe dane przynoszą zaskakującą odpowiedź

    Czy każda nowa opłata w twoim banku to czysty chciwość, czy może za rekordowymi wynikami kryje się zupełnie inna historia? Najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego i Komisji Nadzoru Finansowego przynoszą odpowiedź, która może cię zaskoczyć.

    Rekordowy wynik prowizyjny: 5,27 mld zł w trzy miesiące!

    Wynik z opłat i prowizji polskiego sektora bankowego w pierwszym kwartale 2026 roku wyniósł oszałamiające 5,27 mld zł. To wzrost rok do roku o blisko 7% – i najwyższe tempo od dwóch lat! Co ciekawe, w ujęciu kwartalnym wynik ten poprawił się o 1,4%, mimo że pierwsze trzy miesiące to zwykle słabszy okres.

    Ale to nie wszystko. Dłuższy obraz jest równie imponujący. W całym 2025 roku ta linia biznesowa przyniosła rekordowe 20,3 mld zł, czyli o 3,5% więcej niż rok wcześniej. W porównaniu z 2018 rokiem to skok o zawrotne 65%.

    „To nie efekt podwyżek opłat i prowizji, ale skutek większej liczby transakcji przeprowadzanych przez klientów” – wskazywał podczas konferencji PKO BP, największy bank w Polsce.

    Dwucyfrowe wzrosty w największych bankach

    W niektórych instytucjach dynamika jest naprawdę spektakularna. W mBanku roczny wzrost wyniku prowizyjnego sięgnął 15%, w Pekao było to 13%, w Millennium 12%, a w PKO BP 10%. Spośród ośmiu największych giełdowych banków pogorszenie zanotował jedynie BNP Paribas (o 4%), tłumacząc to głównie spadkiem prowizji kartowych.

    Ale poczekaj, tutaj pojawia się pierwszy haczyk. Pekao we własnym wyjaśnieniu wspomniał również o „pozytywnym efekcie aktualizacji tabeli opłat (efektywna od listopada 2025 r.)”. Nie wszystkie podwyżki są zatem mitem.

    Czy to naprawdę „łupienie klientów”? Spójrzmy na skalę

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Warto odnieść te rekordowe liczby do wielkości całego sektora bankowego. Otóż aktywa branży od 2018 do końca 2025 roku urosły o aż 93%, czyli prawie się podwoiły.

    Gdy weźmiemy pod uwagę relację rocznego wyniku z opłat i prowizji do tych aktywów, obraz się zmienia. Wskaźnik ten wynosił 0,65% w 2018 roku, ale w 2025 roku spadł do 0,55%. Jeszcze wyraźniej widać to w danych o przychodach prowizyjnych do aktywów – tu spadek jest z 0,89% w 2018 do 0,74% w 2025.

    Co to oznacza? Ano to, że w przeliczeniu na skalę działalności banków, klienci wcale nie płacą relatywnie więcej. Wynik prowizyjny stanowi około 15% całkowitych dochodów operacyjnych polskich banków. Dla porównania, najważniejszy wynik odsetkowy (z kredytów i obligacji) zapewnia aż 78% dochodów.

    Skąd więc te miliardy? Winowajcą jest… twoja aktywność

    Banki jednoznacznie wskazują na dwie główne przyczyny wzrostu: większą liczbę transakcji klientów oraz hossę na rynku kapitałowym. PKO BP podkreślał znaczenie opłat z dynamicznie rosnących funduszy inwestycyjnych i działalności maklerskiej. Pekao wymieniał pozytywne efekty dystrybucji obligacji skarbowych, sprzedaży produktów oraz lepsze rezultaty w obszarach prowizji kartowych i kredytowych.

    Przychody prowizyjne to bardzo szeroka kategoria. Zaliczają się do nich opłaty za: udzielanie finansowania, prowadzenie rachunków, transakcje walutowe, przelewy, karty płatnicze, obsługę gotówkową, działalność maklerską, sprzedaż ubezpieczeń czy bankowość korporacyjną.

    A co z inflacją? Dane GUS przynoszą kolejną niespodziankę

    Według Głównego Urzędu Statystycznego inflacja cen usług finansowych jest bardzo podobna do średniego tempa wzrostu indeksu CPI, a ostatnio nawet nieco niższa. W kwietniu 2026 r. ceny te były o 2,8% wyższe niż rok temu, podczas gdy wzrost cen konsumpcyjnych ogółem wyniósł 3,2%.

    Oczywiście, niektóre pozycje drożeją szybciej. W tym samym kwietniu opłaty za przelewy były wyższe o 5,1%, a „pozostałe usługi” podrożały o 6,1%. Jednak ogólny obraz nie wskazuje na masowe, znaczące podnoszenie cen przez banki.

    Cień na świetnych wynikach: zysk netto sektora pikuje w dół

    I tu pojawia się gorzka pigułka. Wbrew rekordom w prowizjach, cały sektor bankowy przeżywa trudności. Zysk netto w okresie styczeń-kwiecień 2026 roku wyniósł 13,22 mld zł, co oznacza spadek o 19,9% rok do roku. Całkowite przychody operacyjne netto spadły o 0,1%.

    Kluczowy problem leży po stronie odsetkowej. Przychody odsetkowe spadły rdr o 10,3%. Na szczęście dla banków, koszty odsetkowe spadły jeszcze bardziej – o 21,9%. Z drugiej strony, koszty administracyjne wzrosły o 7,1%.

    Warto dodać, że przychody z tytułu opłat i prowizji za cztery miesiące 2026 roku są wyższe o 5,9%, przy wzroście kosztów z tego tytułu o 4,2%.

    Podsumowanie: Mit czy rzeczywistość?

    Rekordowe wpływy z opłat to fakt. Ale czy to dowód na „łupienie” klientów? Dane sugerują coś innego. Wzrost wynika głównie z większej aktywności klientów i rynku kapitałowego, a nie z drastycznych podwyżek. W relacji do ogromnie powiększonych aktywów sektora, obciążenie klientów tymi opłatami nawet nieco spadło.

    Prawdziwym zmartwieniem banków jest co innego – topniejące zyski odsetkowe, które stanowią serce ich biznesu. W tym kontekście zdrowa linia prowizyjna to dla nich nie kaprys, ale element stabilności. Czy to usprawiedliwia każdą nową opłatę? To już musisz ocenić sam, patrząc na swój własny rachunek.

  • Era Ormuzu się kończy? Pierwszy taki rurociąg omija strategiczną cieśninę

    Era Ormuzu się kończy? Pierwszy taki rurociąg omija strategiczną cieśninę

    Co zrobić, gdy jeden strategiczny wąwóz blokuje kluczowe dostawy dla światowej gospodarki? Zbudować własną trasę, a nawet dwie. Właśnie to robią kraje Zatoki Perskiej, reagując na blokadę cieśniny Ormuz przez Iran.

    Zjednoczone Emiraty Arabskie zapowiadają budowę zupełnie nowego typu infrastruktury. Chodzi o pierwszy wieloproduktowy rurociąg naftowy, który ma umożliwić eksport benzyny, oleju napędowego i paliwa lotniczego z ominięciem Ormuz – donosi „Financial Times”. To nie jedyny projekt, który ma zapewnić niezależność.

    Rurociąg, który zmienia układ sił

    „Obecnie zbyt duża część światowej energii wciąż przepływa przez zbyt małą liczbę wąskich gardeł” – podkreśla Sultan Ahmed Al Jaber, prezes Abu Dhabi National Oil Company (Adnoc). To właśnie ta świadomość napędza ogromne inwestycje.

    Nowy rurociąg wieloproduktowy to odpowiedź na ryzyko długotrwałego kryzysu. Philippe Khoury, wiceprezes ds. handlu w Adnoc, mówi wprost: poświęcamy dużo czasu na sprawdzenie, jak możemy wzmocnić nasze kanały dostaw, aby nadal efektywnie obsługiwać klientów, nawet jeśli kryzys się przedłuży.

    Ale to nie wszystko. W tle już powstaje kolejne gigantyczne przedsięwzięcie.

    Podwójna moc przez Fudżajrę

    ZEA są już na półmetku budowy drugiego rurociągu naftowego, który również ma ominąć Ormuz. Projekt, którego budowę przyspieszono z powodu wojny z Iranem, ma zostać uruchomiony w 2027 roku. Jego zadaniem jest podwojenie przepustowości eksportowej Adnoc przez port w Fudżajrze, położony w Zatoce Omańskiej, tuż za strategiczną cieśniną.

    To nie są deklaracje w próżni. ZEA już teraz korzystają z istniejącego rurociągu do Fudżajry, którego maksymalna przepustowość wynosi 1,8 mln baryłek dziennie. To właśnie przez niego przekierowano część eksportu ropy po marcowej blokadzie Ormuz przez Iran.

    Co stracił świat przez zamknięcie Ormuz?

    Skala problemu jest ogromna. Prezes Al Jaber nie pozostawia złudzeń: blokada Ormuz spowodowała najpoważniejsze zakłócenia w dostawach energii w historii. Z powodu zamknięcia cieśniny utracono już ponad miliard baryłek ropy, a co tydzień jej zamknięcia oznacza stratę kolejnych prawie 100 mln baryłek.

    Powrót do normalności będzie długi. Nawet jeśli konflikt zakończyłby się natychmiast, odtworzenie 80% normalnego poziomu dostaw zajęłoby co najmniej cztery miesiące. Pełna normalizacja jest możliwa dopiero w pierwszym lub drugim kwartale 2027 roku.

    Arabia Saudyjska też idzie swoją drogą

    Zjednoczone Emiraty Arabskie nie są osamotnione w dążeniu do uniezależnienia się od Ormuz. Również Arabia Saudyjska omija cieśninę, wysyłając swoją ropę rurociągiem do portu na Morzu Czerwonym. To część szerszego trendu w regionie.

    Właśnie ten trend zauważają najwyższe władze USA. Sekretarz energii USA Chris Wright w rozmowie z CNBC stwierdził jasno: znaczenie cieśniny Ormuz dla globalnego rynku energii spadnie po wojnie z Iranem, ponieważ kraje Zatoki Perskiej budują kolejne rurociągi, aby ją ominąć.

    „To karta, którą można zagrać raz” – powiedział Wright o blokadzie cieśniny przez Iran. „Będą inne drogi dla energii z Zatoki Perskiej”.

    Jego zdaniem, będziemy świadkami spadku strategicznego znaczenia samej cieśniny, ale nie spadku znaczenia produkcji i dostaw energii przez kraje regionu.

    Nie tylko ekonomia, ale i precedens

    Dla prezesa Al Jabera sprawa ma głębszy wymiar. „To nie jest tylko problem ekonomiczny” – mówi. „W rzeczywistości stanowi to niebezpieczny precedens, skoro tylko zaakceptujemy fakt, że jeden kraj może trzymać najważniejszy szlak wodny świata w niewoli”.

    Właśnie dlatego inwestycje w alternatywne trasy są czymś więcej niż tylko zabezpieczeniem logistycznym. To strategiczny ruch, który ma na zawsze zmienić mapę światowych szlaków energii, zmniejszając zależność od pojedynczego, niestabilnego punktu na mapie.

    Źródło: Business Insider Polska, CNBC, Financial Times