Blog

  • Benzyna po 6 zł, diesel po 6,20 zł. Minister energii znów kręci gałkę w dół

    Benzyna po 6 zł, diesel po 6,20 zł. Minister energii znów kręci gałkę w dół

    Dobre wieści dla kierowców – od piątku 19 czerwca na stacjach benzynowych zapłacimy mniej. Minister energii Miłosz Motyka opublikował nowe maksymalne ceny paliw, które znów zostały obniżone. Najbardziej zyskają właściciele diesli. Resort energii regularnie aktualizuje dzienne limity od końca marca.

    Nowe limity – konkretne liczby

    Zgodnie z obwieszczeniem, które ukazało się w Monitorze Polskim, od piątku obowiązują następujące stawki maksymalne:

    • benzyna Pb95 – 6,00 zł/l
    • benzyna Pb98 – 6,66 zł/l
    • olej napędowy – 6,20 zł/l

    To spadek odpowiednio o 6 groszy na litrze dla obu benzyn i aż 16 groszy na litrze dla diesla w porównaniu z czwartkowymi limitami. Jeszcze w czwartek 18 czerwca kierowcy płacili maksymalnie 6,06 zł za Pb95, 6,72 zł za Pb98 i 6,36 zł za olej napędowy.

    Co stoi za obniżkami?

    Na spadek cen wpływają wydarzenia międzynarodowe. Jak informują media, wstępne porozumienie między USA a Iranem przyczyniło się do stabilizacji sytuacji na rynkach. W czwartek ceny ropy spadły o ponad 1%, choć – jak podają doniesienia – obniżki były mniejsze od zeszłotygodniowych. Na skalę spadków wpłynęła również decyzja Fed o utrzymaniu stóp procentowych i sygnały o możliwej podwyżce w ciągu pół roku.

    Minister energii Miłosz Motyka wskazał natomiast w wywiadzie dla Programu Trzeciego Polskiego Radia, że wstępne porozumienie USA-Iran przyczynia się do stabilizacji sytuacji międzynarodowej oraz spadku cen ropy. Jak podkreślił, resort zakładał, że przy cenie ropy w okolicach 80 dolarów za baryłkę i koszcie importowanego paliwa na poziomie 1000 dolarów za tonę lub mniej, możliwe będzie wygaszanie nadzwyczajnych mechanizmów ochronnych. Warunki te zostały spełnione, dlatego od 16 czerwca nie obowiązuje już tymczasowa ulga akcyzowa.

    Codzienne limity zamiast ulg

    Głównym narzędziem ograniczającym ceny na stacjach pozostały codziennie aktualizowane limity publikowane przez ministra energii. Nowe stawki ogłaszane są każdego dnia roboczego w Monitorze Polskim i wchodzą w życie następnego dnia. Wzór, według którego wyliczane są maksymalne ceny, uwzględnia średnie krajowe ceny hurtowe, akcyzę, opłatę paliwową, marżę detaliczną w wysokości 30 groszy na litrze oraz podatek VAT.

    Do 30 czerwca nadal obowiązuje obniżona, 8-procentowa stawka VAT na paliwa. Dopiero po tej dacie – o ile rząd nie podejmie innej decyzji – wróci standardowa stawka.

    Koncern Orlen również odpowiada na spadek cen surowca. W czwartek firma ponownie obniżyła ceny hurtowe. Po korekcie metr sześcienny benzyny Eurosuper 95 kosztuje 5 257 zł, Super Plus 98 – 5 868 zł, a oleju napędowego Ekodiesel – 5 439 zł. Paliwa taniały także w środę.

    Program CPN odchodzi do lamusa

    Rząd stopniowo wygasza pakiet CPN (Ceny Paliwa Niżej), uruchomiony w odpowiedzi na kryzys paliwowy związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Premier Donald Tusk, komentując decyzję o rezygnacji z ulgi akcyzowej, przyznał, że program był kosztowny, ale – jak to ujął – w najbardziej krytycznym momencie udało się ochronić ludzi.

    „Kosztowało to dużo, ale się opłaciło. (…) W najbardziej krytycznym momencie udało się ochronić ludzi. Obecnie odchodzimy od tego mechanizmu akcyzowego. Wkrótce podejmiemy kolejne decyzje dotyczące VAT-u, cały czas monitorując sytuację na rynkach światowych” – mówił premier.

    Jednocześnie we wtorek 16 czerwca rząd przyjął projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych (windfall tax). Danina ma objąć przedsiębiorców zajmujących się wytwarzaniem i obrotem paliwami pozyskanymi poza terytorium Polski. Podatek będzie liczony od nadwyżki przychodów osiągniętej od marca do grudnia 2026 roku. W zamierzeniu rządu to firmy paliwowe mają sfinansować koszty pakietu CPN.

    Co dalej z cenami?

    Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział w wywiadzie, że prognozy na najbliższe dni są korzystne dla kierowców – wszystko wskazuje na to, że ceny paliw będą nadal spadać.

  • 84,5 mld zł w błędzie – NIK wskazuje na nieprawidłowości w budżecie, MF ripostuje

    84,5 mld zł w błędzie – NIK wskazuje na nieprawidłowości w budżecie, MF ripostuje

    Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała analizę, z której wynika, że wydatki budżetu państwa na 2025 rok zostały zawyżone aż o 84,5 mld zł. Powodem są – zdaniem kontrolerów – błędy w obliczeniach stabilizującej reguły wydatkowej (SRW). Ministerstwo Finansów nie zgadza się z tą oceną i twierdzi, że działało zgodnie z prawem.

    Czym jest stabilizująca reguła wydatkowa?

    SRW to mechanizm ustalający nieprzekraczalny limit wydatków dla całego sektora finansów publicznych w danym roku. Według NIK, kwota wydatków SRW na 2025 r. została ustalona na 1895,8 mld zł. Tymczasem – po skorygowaniu błędów – prawidłowa kwota powinna wynosić 1811,2 mld zł. Różnica to właśnie 84,5 mld zł.

    Skąd wzięła się różnica?

    NIK wylicza konkretne źródła zawyżenia. Po pierwsze, w obliczeniach nie wyeliminowano zaliczek netto na zakup sprzętu wojskowego w 2023 r., co zawyżyło kwotę o 51,7 mld zł. Po drugie, uwzględniono tzw. opłatę mocową, która nie jest źródłem finansowania wydatków objętych regułą – efekt: 8 mld zł. Kolejny błąd dotyczy skarbowych papierów wartościowych. W kwocie startowej z 2024 r. uwzględniono maksymalną wartość papierów planowanych do nieodpłatnego przekazania (24 mld zł), podczas gdy przy podziale limitu na 2025 r. wzięto pod uwagę jedynie 150 mln zł dla Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem NIK, należało uwzględnić tylko papiery przekazywane jednostkom spoza reguły. Skutek: zawyżenie o 23,6 mld zł. Dodatkowo niecelowo uwzględniono działanie dyskrecjonalne związane z systemem SENT dla betonu, które w 2025 r. było obarczone wysokim ryzykiem i niemożliwe do wdrożenia na czas. Wartość tego działania to 1,2 mld zł.

    Ministerstwo Finansów nie zgadza się z zarzutami

    Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych wiceminister finansów Hanna Majszczyk stanowczo odparła zarzuty.

    „Kwota wydatków w ramach stabilizującej reguły wydatkowej (SRW) na 2025 r. została policzona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa; zarzut NIK dot. nieprawidłowości jest wizją kontrolerów na temat tego, jak powinna być skonstruowana reguła” – mówiła Majszczyk.

    Wiceminister dodała, że w samej analizie NIK na stronach 26 i 123 znajduje się stwierdzenie, iż reguła została policzona zgodnie z przepisami. „To, co jest napisane w tych materiałach, w żadnym przypadku nie może być traktowane jako zarzut do niewykonania czegoś lub wykonania źle, czy też przekroczenia jakiegokolwiek limitu” – podkreśliła.

    Spór o interpretację

    NIK podtrzymuje swoje stanowisko. W raporcie czytamy, że kwota startowa z 2024 r. (1724,2 mld zł) została określona na podstawie nierzetelnych obliczeń, co doprowadziło do zawyżenia o 84,5 mld zł. Izba jednoznacznie stwierdza, że po odjęciu tej wielkości od kwoty ujętej w ustawie budżetowej na 2025 r. otrzymuje się kwotę 1811,2 mld zł – i właśnie tyle, zdaniem NIK, powinna wynieść poprawnie ustalona kwota wydatków SRW.

    Która strona ma rację? Na razie pozostaje to kwestią interpretacji przepisów. Ministerstwo Finansów podkreśla, że działało zgodnie z obowiązującym prawem, a NIK ma swoją wizję. Spór może mieć znaczenie dla przyszłych limitów budżetowych – ale to już temat na kolejne analizy.

  • Orlen wchodzi na Morze Barentsa. 60 mln baryłek więcej i perspektywa LNG dla Polski

    Orlen wchodzi na Morze Barentsa. 60 mln baryłek więcej i perspektywa LNG dla Polski

    Orlen właśnie zrobił kolejny krok w stronę energetycznej niezależności. W czwartek, 18 czerwca 2026 roku, spółka córka Orlen Upstream Norway podpisała umowę przejęcia 20% udziałów w złożu Goliat na norweskim szelfie kontynentalnym od Vår Energi – norweskiej spółki zależnej włoskiego ENI. To nie tylko powiększenie portfela, ale też otwarcie zupełnie nowego obszaru operacyjnego na Morzu Barentsa.

    Skokowy wzrost zasobów

    Dzięki transakcji zasoby gazu i ropy Orlenu w Norwegii rosną o 15% – o prawie 60 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Konkretnie: udokumentowane zasoby przypadające na Orlen w ramach samego Goliat to ponad 36 mln boe, a uruchomienie wydobycia z sąsiedniego wyniesienia Goliat Ridge doda kolejne 22 mln boe. Łącznie daje to około 58 mln boe, w tym ok. 3 mld m sześc. gazu.

    Jedną transakcją zwiększamy skokowo nasze zasoby gazu i ropy w Norwegii o 15 proc. Ten zakup otwiera nowy rozdział w historii działalności Grupy Orlen – mówi Ireneusz Fąfara, prezes Orlenu. – Obiecaliśmy Polakom zapewnienie niezależności i bezpieczeństwa energetycznego oraz możliwie najniższe ceny. Dlatego utrzymaliśmy ceny gazu na niezmienionym poziomie, chroniąc naszych klientów przed skutkami geopolitycznych zawirowań. I dlatego konsekwentnie powiększamy własną bazę surowcową.

    Produkcja pójdzie w górę

    Obecne wydobycie z Goliat wynosi 22–25 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie (boe/d), z czego na Orlen przypadnie początkowo ok. 4–5 tys. boe/d. To podbije łączne wydobycie Orlenu w Norwegii (obecnie ok. 100 tys. boe/d) o 4–5%. Ale to dopiero początek. Spółka planuje w ciągu najbliższych czterech lat inwestycje, które do końca dekady zwiększą wydobycie z tych koncesji trzykrotnie – z ok. 4 tys. do 12 tys. boe/d.

    W ciągu najbliższych czterech lat przeprowadzimy inwestycje, które zwiększą możliwości wydobycia z przejętych koncesji. Dzięki temu do końca dekady wydobycie z tych aktywów wzrośnie trzykrotnie – z ok. 4 do 12 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie – wyjaśnia Wiesław Prugar, wiceprezes Orlenu ds. wydobycia. – Złoża Goliat i Goliat Ridge będą produkować co najmniej do 2040 r., zapewniając Orlen Upstream Norway stabilne przychody i dobre warunki do dalszego rozwoju.

    Norweskie LNG w Polsce? To możliwe

    Kluczowym elementem strategii jest dostęp do gazu. Orlen informuje, że po 2040 roku gaz z Goliat będzie mógł być eksportowany jako LNG z terminalu w Hammerfest. To oznacza, że surowiec może trafić do Polski nie tylko przez Baltic Pipe, ale także do terminali LNG w Świnoujściu i Gdańsku, gdzie Orlen ma już zabukowane moce odbiorcze. To dywersyfikacja, która wzmacnia bezpieczeństwo dostaw.

    Złoże Goliat zostało odkryte w 2000 roku, produkcję rozpoczęto w 2016 r. przy użyciu unikalnej pływającej jednostki produkcyjno-magazynowo-przeładunkowej (FPSO) o okrągłej konstrukcji, przystosowanej do trudnych warunków Morza Barentsa. Platforma jest w stanie produkować do 100 tys. baryłek ropy dziennie, a magazyny w kadłubie mieszczą ok. miliona baryłek.

    Dlaczego Włosi sprzedają?

    Vår Energi (ENI) pozbywa się 20% udziałów z dwóch powodów. Po pierwsze, aby zmniejszyć nadmierną ekspozycję na jedno złoże (dotąd miała 65%) i reinwestować środki w inne aktywa. Po drugie – ENI i Equinor szukały silnego finansowo i kompetentnego technicznie partnera, który aktywnie wesprze dalszy rozwój i pomoże wydobyć dodatkowy potencjał poszukiwawczy.

    Co dalej?

    Transakcja wymaga jeszcze standardowej zgody norweskich władz. Po jej uzyskaniu udziałowcami Goliat będą: Vår Energi (operator, 45% udziałów), Equinor (35%) i Orlen Upstream Norway (20%). Wartości umowy nie ujawniono. Orlen konsekwentnie realizuje strategię zwiększania własnego wydobycia – obecnie wydobywa w Norwegii ok. 4,5 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie, a do 2030 roku chce osiągnąć poziom 6 mld m sześc., a docelowo nawet 12 mld m sześc. z norweskich złóż.

  • Stała baza USA w Polsce: rząd rusza z przygotowaniami, koszt nawet kilkunastu miliardów złotych

    Stała baza USA w Polsce: rząd rusza z przygotowaniami, koszt nawet kilkunastu miliardów złotych

    Polski rząd przechodzi od politycznych deklaracji do konkretnych działań w sprawie stałej amerykańskiej obecności wojskowej. Premier Donald Tusk poinformował, że wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zaproponował projekt uchwały rządu dotyczący utworzenia stałej bazy sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Polsce. To przedsięwzięcie o ogromnej skali organizacyjnej i finansowej.

    Rząd nie chce czekać na realizację obietnic

    Przed wtorkowym posiedzeniem Rady Ministrów premier przekazał, że polski rząd nie może biernie oczekiwać na wypełnienie zobowiązania prezydenta USA Donalda Trumpa o „kolejnych żołnierzach amerykańskich w Polsce”. – Musimy przygotować się do realizacji tej decyzji tak, by żołnierze amerykańscy mieli gdzie stacjonować – podkreślił Tusk.

    Chodzi o stworzenie warunków logistycznych, finansowych, organizacyjnych, mieszkaniowych. To jest wbrew pozorom bardzo poważne przedsięwzięcie organizacyjnie i finansowo – jeśli myślimy na serio o stałej bazie, to musimy zacząć przygotowywać Polskę do tego – zaznaczył premier.

    We wtorek rano zebrał się również Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego. To pomocnicze ciało przy rządzie miało omówić gwarancje finansowe, infrastrukturalne i logistyczne dla zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce.

    Koszt budowy i ambitny harmonogram

    Wiceszef MON Paweł Zalewski w rozmowie z TOK FM zdradził szacunkowe koszty. Zapytany o cenę budowy stałej bazy odpowiedział: „Kilka miliardów, kilkanaście miliardów złotych”.

    Na pytanie o źródła finansowania Zalewski stwierdził, że mimo odziedziczenia budżetu w trudnej kondycji, „na bezpieczeństwo pieniądze będą”. Dodał, że świadoma tego jest Rada Ministrów, a premier Tusk „bardzo silnie poparł pana premiera Kosiniaka-Kamysza”.

    Rządowi zależy na tempie. Według wiceszefa MON celem jest zamknięcie rozmów dotyczących tego, jakie konkretne oddziały amerykańskie znajdą się w Polsce w ciągu kilku do kilkunastu miesięcy. Co więcej, budowa „miasteczka” dla Amerykanów ma ruszyć jeszcze w tym roku.

    Strategiczne znaczenie i nazwa „Fort Trump”

    Paweł Zalewski wyjaśnił, dlaczego stałe bazy mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa. – Stałe bazy są ważne, dlatego że zmieniają przekaz strategiczny dla naszego głównego adwersarza, którym jest Rosja – powiedział. Jak dodał, stała obecność oznacza głębokie zaangażowanie Amerykanów w obronę Polski, ponieważ będą bronić swoich interesów – w tym przemysłu zbrojeniowego oraz, już niedługo, technologii jądrowej.

    Zapytany, czy baza mogłaby nosić nazwę „Fort Trump”, wiceszef MON odparł, że „to świetna nazwa”, ale priorytetem pozostaje trwałość amerykańskiej obecności.

    Uchwała przyjęta – pierwszy krok

    Rada Ministrów zebrała się we wtorek 16 czerwca i zatwierdziła uchwałę inicjującą proces tworzenia stałej bazy Sił Zbrojnych USA na terytorium Polski. Dokument umożliwia rozpoczęcie wstępnych działań: prowadzenie konsultacji i uzgodnień ze stroną amerykańską, a także przygotowanie propozycji dotyczących lokalizacji bazy, potrzebnej infrastruktury, szacunkowych kosztów oraz źródeł finansowania.

    Wizyta prezydenta Nawrockiego w USA

    Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce była jednym z tematów rozmów prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem USA w Waszyngtonie. Szef Biura Polityki Międzynarodowej KPRP Marcin Przydacz poinformował, że Donald Trump potwierdził „zobowiązanie sojusznicze”, w tym wynikające z artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.

    Prezydent USA zapewnił, że planowane ograniczenie amerykańskiej obecności w Europie Zachodniej nie dotknie Polski. Ponownie potwierdził swoją publiczną deklarację o wysłaniu do naszego kraju dodatkowych 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

    Przydacz zapowiedział, że prezydent Nawrocki zaprosi szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza na spotkanie w celu omówienia dalszych kroków. Warto przypomnieć, że już na początku czerwca minister obrony narodowej przekazał sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce.

  • Fiński gigant satelitarny z polskim DNA: ICEYE wyceniony na 44 miliardy złotych

    Fiński gigant satelitarny z polskim DNA: ICEYE wyceniony na 44 miliardy złotych

    Fińsko-polska spółka ICEYE, produkująca satelity radarowe, właśnie przeszła spektakularną zmianę wartości. Jej wycena skoczyła z 4 miliardów złotych przed rokiem do 44 miliardów złotych – to efekt najnowszej rundy finansowania, która przyniosła firmie ponad 450 milionów euro kapitału świeżego.

    Rekordowa runda finansowania

    Na czele rundy serii F, ogłoszonej we wtorek 9 czerwca, stanął amerykański fundusz General Atlantic. Do grona inwestorów dołączyły fińskie instytucje: Solidium, Tesi, Varma, Ilmarinen oraz Lifeline Ventures. Strategicznym inwestorem został gigant telekomunikacyjny Nokia. W transakcji wzięli udział także katarski Qatar Investment Authority i amerykański TCV. Łączna wartość rundy, wliczając sprzedaż akcji przez dotychczasowych akcjonariuszy, przekroczyła 1 miliard euro.

    „Nowoczesna obronność w coraz większym stopniu opiera się na połączeniu bezpiecznej łączności z obrazem sytuacji dostępnym w czasie rzeczywistym. Mocne strony Nokii i ICEYE wzajemnie się uzupełniają i mogą służyć obronności, odporności oraz suwerenności technologicznej Europy” – skomentował Justin Hotard, CEO Nokii.

    Polski akcent w kosmosie

    ICEYE współtworzy Polak Rafał Modrzewski (wraz z Finem Pekką Laurilą). Dziś firma zatrudnia ponad tysiąc osób w dziewięciu krajach, a jej ważnym oddziałem jest Warszawa. Państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego zainwestował w spółkę ok. 85 mln zł (ok. 20 mln euro). Z kolei w radzie nadzorczej, jak zdradził Modrzewski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, dominują obecnie Polacy.

    Model biznesowy ICEYE opiera się na dwóch nogach. Po pierwsze, sprzedaje obrazy satelitarne i analizy z własnej konstelacji. Po drugie, buduje całe konstelacje na zamówienie rządów. Polska była jednym z pierwszych krajów, które zakupiły własną konstelację – Wojsko Polskie zakontraktowało sześć satelitów mikroSAR, a pierwszy z nich został już oficjalnie przejęty przez żołnierzy.

    Satelity na potęgę

    ICEYE posiada obecnie największą na świecie konstelację satelitów radarowych SAR (Synthetic Aperture Radar). Firma wystrzeliła w ciągu roku kilkadziesiąt kolejnych satelitów. Obecnie produkuje jednego satelitę tygodniowo, a do końca roku tempo ma wzrosnąć do dwóch tygodniowo, co daje 100 satelitów radarowych rocznie. Obecna zdolność produkcyjna wynosi około 50 satelitów rocznie, a od 2028 r. ma ich być sto.

    Przychody spółki rosną błyskawicznie: w 2025 r. wyniosły 250 mln euro, w bieżącym roku prognozowane są na 500 mln euro, a przyszłoroczne mają przekroczyć 1 mld euro. Firma podwoiła przychody przez ostatnie pięć lat z rzędu. Marża utrzymuje się powyżej 60%. Portfel zamówień sięga 1,5 mld euro.

    Własne konstelacje radarowe od ICEYE zamówiło już kilka europejskich państw. Wśród nich są Polska, Szwecja, Finlandia, Niemcy, Holandia, Grecja i Portugalia. Największym kontraktem jest niemiecki – o wartości 1,7 mld euro, realizowany przez joint venture Rheinmetall ICEYE Space Solutions (60% Rheinmetall, 40% ICEYE). W jego ramach w ciągu 24 miesięcy ma zostać wystrzelonych 40 satelitów – największa konstelacja satelitarna w Europie. Dla porównania, cztery satelity dla Wojska Polskiego firma dostarczyła w 12 miesięcy.

    Europa potrzebuje własnych oczu na niebie

    Rafał Modrzewski od dłuższego czasu podnosi temat suwerenności kosmicznej Europy. W artykule opublikowanym w Politico przekonuje, że Stary Kontynent powinien zbudować własną konstelację dostarczającą informacje strategiczne i wywiadowcze. Jego zdaniem Europa powinna postawić na tysiąc satelitów – to ambitna, ale realna liczba, biorąc pod uwagę, że sam Starlink ma ich kilka tysięcy.

    „To chodzi tak naprawdę o suwerenny dostęp do informacji” – tłumaczy Modrzewski. Amerykanie, jak zauważa, decydują, kiedy i komu dostarczyć dane, co wykorzystali podczas konfliktu w Ukrainie, uzależniając dostęp do danych od negocjacji w sprawie zasobów naturalnych.

    ICEYE pozostaje kluczowym graczem na rynku obserwacji Ziemi. Dzięki nowemu kapitałowi firma chce rozwinąć działalność w kolejnych krajach i odpowiedzieć na rosnący popyt ze strony rządów oraz klientów komercyjnych. Spółka kooperuje m.in. z Polską Grupą Zbrojeniową oraz niemieckim Rheinmetallem.

  • Polacy trzymają miliardy na depozytach. Eksperci: bez zmiany nawyków nie będzie emerytur

    Polacy trzymają miliardy na depozytach. Eksperci: bez zmiany nawyków nie będzie emerytur

    Polskie gospodarstwa domowe zgromadziły około 3 bilionów złotych oszczędności, ale zdecydowana większość wciąż leży na bankowych depozytach. Tylko 320 mld zł trafiło do OFE, 50,4 mld zł do PPK, a 450 mld zł do funduszy inwestycyjnych. Środki ulokowane w ETF-ach to zaledwie 15,4 mld zł. Ta struktura budzi niepokój – zarówno w kontekście przyszłych emerytur, jak i finansowania gospodarki.

    Debata o „gorsecie regulacji”

    Podczas Europejskiego Kongresu Finansowego odbyła się debata pod hasłem „Fundusze w gorsecie regulacji. Jak uwolnić kapitał?”. Uczestnicy – przedstawiciele administracji, nadzoru, rynku funduszy i emerytur – zgodzili się, że kluczowym problemem jest niska skłonność Polaków do podejmowania ryzyka inwestycyjnego. Bez zmiany tych przyzwyczajeń trudno będzie zbudować kapitał potrzebny zarówno na godne emerytury, jak i na rozwój kraju.

    Paweł Borys, partner zarządzający MCI Capital, zwracał uwagę, że z perspektywy makroekonomicznej pozostawanie oszczędności w kraju jest pozytywne, ale powinny być one lepiej dywersyfikowane. – Kluczowym problemem jest sama struktura oszczędności – duża część kapitału pozostaje na depozytach bankowych i nie finansuje inwestycji obarczonych ryzykiem – mówił. Podkreślał, że rynek kapitałowy może dać wyższe stopy zwrotu i lepsze finansowanie firm, ale ostrzegał przed krótkoterminowymi spekulacjami, np. kontraktami CFD.

    Co blokuje inwestycje?

    Jurand Drop, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, przypomniał, że kapitał powinien trafiać tam, gdzie jest najbardziej produktywny – a Polska wciąż oferuje atrakcyjne możliwości wzrostu. Ostrzegał przed utożsamianiem inwestycji zagranicznych z większym bezpieczeństwem, wskazując na ryzykowne aktywa cyfrowe.

    Dużo miejsca poświęcono funduszom ETF. Rosną one w popularność na świecie, ale w Polsce OFE nie mogą w nie inwestować. Maciej Karasiński z Allianz PTE podchodził ostrożnie, podkreślając, że ETF-y nie zastąpią aktywnego zarządzania. Ze strony KNF padły deklaracje, że regulator jest otwarty na tworzenie przepisów wspierających rozwój rodzimych ETF-ów, również z myślą o zagranicznych inwestorach.

    Suwak bezpieczeństwa pod lupą

    Kontrowersje budzi tzw. suwak bezpieczeństwa w OFE, który na dziesięć lat przed emeryturą przenosi oszczędności z funduszy do ZUS. Krytycy mówią o odpływie dziesiątek miliardów złotych rocznie z rynku kapitałowego. Mikołaj Raczyński, wiceprezes PFR ds. inwestycji, wskazał, że systematyczna sprzedaż akcji przez zarządzających stwarza ryzyka dla płynności rynku. Proponował transfer aktywów do ZUS lub innych instytucji, by oszczędności mogły dalej pracować.

    Maciej Bitner z GPW zwracał uwagę, że fundusze zdefiniowanej daty w PPK są zbyt konserwatywne. Utrzymywanie wyższego udziału akcji przez dłuższy czas mogłoby znacząco podnieść przyszłe świadczenia – zagraniczne fundusze emerytalne schodzą z akcji znacznie wolniej niż polskie.

    Potrzeba wielkich zmian

    Podczas XX Forum Funduszy, którego gospodarzem była IZFiA, rozmawiano o tym, że drobne korekty nie wystarczą. Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej ostrzegał: – Dzwonek alarmowy ostrzegający o kondycji finansów publicznych bije już mocno i głośno. Deficyt sięga około 7 proc. PKB, a przeglądy ratingowe mogą przynieść negatywne zmiany. Kotecki podkreślał, że problemem nie są rekordowe inwestycje publiczne, lecz niski poziom inwestycji prywatnych.

    Prezes GPW Tomasz Bardziłowski wskazywał, że inwestorzy zagraniczni patrzą przede wszystkim na perspektywy wzrostu – a Polska pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się krajów. Jednocześnie dotychczasowe silniki, jak tania siła robocza, wyczerpują się, więc konieczne są nowe źródła rozwoju. Przytoczył dane: gdyby polskie rozwiązania emerytalne przypominały amerykańskie, aktywa w OFE i PPK mogłyby wynosić nawet 6 bln zł, zamiast obecnych około 350 mld zł.

    Według Magdaleny Łapsy-Parczewskiej z KNF, bez edukacji finansowej i wyrobienia nawyku długoterminowego oszczędzania nawet najlepiej skonstruowane produkty nie odniosą sukcesu. Jej zdaniem odpowiedzialność za wysokość przyszłej emerytury w coraz większym stopniu spoczywa na samych obywatelach.

    Rok zmian w PPK?

    Jurand Drop zapowiedział, że Ministerstwo Finansów jeszcze w tym roku przedstawi propozycje zmian w PPK, ale zastrzegł, że nie należy spodziewać się rewolucji. Resort podkreśla, że PPK zdobyły zaufanie uczestników właśnie dzięki stabilności zasad. Branża postuluje częstsze autozapisy i poluzowanie ograniczeń inwestycyjnych.

    Według szacunków przedstawionych podczas forum, Polska potrzebuje około 250 mld zł dodatkowego kapitału krajowego i podobnej kwoty zagranicznego, aby zbliżyć skalę rynku kapitałowego do poziomu niemieckiego. Dyskusja pokazała, że gorset regulacji nie musi być wyłącznie ograniczeniem – ale bez odważnych modernizacji i większej skłonności do ryzyka trudno będzie o przełamanie impasu.

  • Polski kapitał wchodzi do ElevenLabs. Nad Wisłą powstaje AI Lab Poland z gigantycznym budżetem

    Polski kapitał wchodzi do ElevenLabs. Nad Wisłą powstaje AI Lab Poland z gigantycznym budżetem

    To historyczny moment dla polskiej sceny technologicznej. Fundusz Vinci z grupy Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) zainwestował w ElevenLabs – jednego z globalnych liderów w dziedzinie sztucznej inteligencji audio. To pierwszy przypadek, gdy polski inwestor instytucjonalny pojawia się w akcjonariacie tej spółki.

    Inwestycja, która ma być sygnałem

    W ramach rozszerzonej rundy serii D Vinci wyłożył 11 mln USD, czyli około 42 mln zł. Dla porównania, sama wycena ElevenLabs sięga obecnie 11 mld dolarów, co czyni firmę „decacornem”. Wcześniej w spółkę zainwestowały już takie fundusze jak Andreessen Horowitz, Sequoia czy BlackRock.

    Minister finansów Andrzej Domański podkreślał podczas konferencji, że nie chodzi tu jednak wyłącznie o kwotę.

    — Tu nie chodzi o kwoty — chodzi o bardzo jasny sygnał, że polskie państwo jest zainteresowane, aby wspierać polskie firmy — powiedział Domański.

    Jego zdaniem sztuczna inteligencja zmienia światową gospodarkę tak, jak kiedyś elektryczność czy internet, a Polska nie może stać z boku.

    AI Lab Poland – nowy hub technologiczny

    Centralnym elementem transakcji jest projekt AI Lab Poland. To ma być nowoczesny ekosystem łączący kapitał, technologię oraz środowisko naukowe i biznesowe.

    — Chcemy, aby polskie firmy nie tylko korzystały z rewolucji technologii AI, ale były jej aktywnymi uczestnikami — dodał minister.

    W ramach inicjatywy powstanie ekosystem spółek AI, które otrzymają nie tylko finansowanie, ale też dostęp do eksperckiej wiedzy i doświadczenia światowych autorytetów. Planowane jest również identyfikowanie i wspieranie rodzimych startupów z szansą na globalny sukces. Projekt zakłada rozwój kompetencji od edukacji akademickiej, przez programy stażowe, aż po zatrudnienie w sektorze AI.

    Mati Staniszewski, współzałożyciel ElevenLabs, wskazał, że chcą wykorzystać energię z ElevenLabs Warsaw Summit i sprawić, by kolejne przełomowe technologie powstawały właśnie w Polsce.

    — Razem chcemy stworzyć miejsce, które będzie łączyć naukowców, przedsiębiorców i twórców technologii pracujących nad kolejną generacją rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji — skomentował Staniszewski.

    Pół miliarda złotych w perspektywie

    Przedstawiciele BGK szacują, że wartość projektów uruchomionych w ramach AI Lab Poland w najbliższych latach może sięgnąć nawet pół miliarda złotych. Prezes BGK, Mirosław Czekaj, podkreślił, że współpraca Vinci z renomowanymi światowymi funduszami może trwale zwiększyć zainteresowanie zagranicznego kapitału Polską.

    — Ta inwestycja ma szansę wywołać silny efekt mnożnikowy, inicjując projekty o wartości setek milionów złotych — mówił Czekaj.

    Kolejny jednorożec w portfelu Vinci

    Dla Funduszu Vinci to kolejna inwestycja w spółkę o statusie jednorożca. W swoim portfolio ma już m.in. kosmiczny startup Iceye. Obecnie Vinci zarządza kapitałem o wartości 1,1 mld zł w ramach funduszy private equity i venture capital. Poza sztuczną inteligencją priorytetowe obszary to robotyzacja, transformacja energetyczna, technologie kosmiczne, bezpieczeństwo oraz nowoczesna medycyna.

    ElevenLabs zostało założone w 2022 roku przez Matiego Staniszewskiego i Piotra Dąbkowskiego. Firma specjalizuje się w systemach generowania i przetwarzania głosu: od syntezy mowy, przez transkrypcję, po dubbing i konwersacyjnych asystentów AI. Jest uznawana za jedną z pierwszych, które osiągnęły poziom generowania głosu trudny do odróżnienia od ludzkiego. Obecnie zatrudnia ponad 400 pracowników w 14 biurach na całym świecie, a jej przewidywane roczne przychody (ARR) sięgają 500 mln dolarów.

    Jak zapowiedział Mirosław Czekaj, wartość przełomowych projektów inwestycyjnych uruchomionych dzięki AI Lab Poland w ciągu najbliższych kilku lat może sięgnąć nawet pół miliarda złotych.

  • Rząd szykuje uderzenie w alkohol. Czterokrotna podwyżka opłaty za „małpki” i wyższa akcyza na zdrowie

    Rząd szykuje uderzenie w alkohol. Czterokrotna podwyżka opłaty za „małpki” i wyższa akcyza na zdrowie

    Ministerstwo Finansów proponuje podniesienie akcyzy na alkohol oraz czterokrotne zwiększenie opłaty od tzw. małpek. Wpływy z tych podwyżek mają trafić do Narodowego Funduszu Zdrowia. To powrót do rozwiązań, które rok temu zawetował prezydent Karol Nawrocki.

    Powrót do zawetowanej ustawy

    Projekt opublikowany na stronach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zakłada urealnienie dotychczasowej mapy drogowej podwyżek akcyzy. W 2027 roku stawki mają być takie same, jak przewidywała ustawa z 7 listopada 2026 roku – ta sama, której prezydent nie podpisał. Przypomnijmy: zawetowana nowelizacja zakładała podwyżki akcyzy na alkohol o 15% w 2026 roku i 10% w 2027 roku. Obecnie obowiązująca mapa drogowa przewiduje wzrost stawek tylko o 5% w każdym z tych lat. Nowy projekt przywraca więc wyższe tempo wzrostu podatku na przyszły rok.

    Czterokrotna podwyżka za „małpki”

    Równie istotna zmiana dotyczy małych opakowań alkoholu o pojemności do 300 ml, potocznie nazywanych „małpkami”. Ministerstwo Finansów chce podnieść tzw. opłatę ALK z obecnych 25 zł do 100 zł za każdy pełny litr 100-procentowego alkoholu. To czterokrotny wzrost.

    Cel jest dwojaki. Po pierwsze, całość wpływów z tej opłaty ma zasilić budżet NFZ – podobnie jak dodatkowe pieniądze z wyższej akcyzy. Po drugie, rząd chce w ten sposób ograniczyć dostępność ekonomiczną małpek. W uzasadnieniu projektu czytamy:

    „Ma na celu dalsze zmniejszenie dostępności ekonomicznej tego rodzaju produktów i w konsekwencji zmniejszenie konsumpcji alkoholu. Zakłada się spadek sprzedaży w odniesieniu do liczby litrów 100-proc. alkoholu oferowanego w opakowaniach jednostkowych do 300 ml o 25 proc.”

    Resort finansów spodziewa się więc, że wyższa opłata odbije się na nawykach zakupowych konsumentów.

    Premier: „Nie mam zdania”

    Podczas środowej (17 czerwca) konferencji prasowej premier Donald Tusk został zapytany o te plany. Jego odpowiedź była początkowo powściągliwa. „Nie znam sprawy” – odparł na wstępie, odnosząc się do projektu Ministerstwa Finansów dotyczącego czterokrotnego podniesienia podatku na „małpki”. Na pytanie, czy czterokrotna podwyżka to dobry pomysł i czy koalicja ją poprze, odpowiedział: „Nie mam zdania. Nie znam projektu”.

    Tusk przyznał jednak, że jest otwarty na opodatkowanie alkoholu i cukru. „Ja bym nie miał nic przeciwko temu, że jeśli mamy gdzieś ściągać pieniądze, to z alkoholu i z cukru, bo to powinno przynieść też korzyści zdrowotne” – stwierdził. Premier zauważył, że poprzednie rozwiązanie zostało zawetowane przez prezydenta Nawrockiego, ale nie wie, jakie stanowisko prezydent zajmie wobec małpek. Zadeklarował, że przedstawi precyzyjne stanowisko rządu, gdy projekt trafi do oficjalnych konsultacji.

    Co dalej?

    Zgodnie z informacjami podanymi w mediach, projekt ma zostać przyjęty przez rząd w trzecim kwartale 2026 roku. Oznacza to, że nowe stawki mogłyby obowiązywać już od początku 2027 roku. Środki uzyskane z podwyżki akcyzy mają być przeznaczone na zwiększenie dotacji podmiotowej dla NFZ, a całość wpływów z opłaty od małpek również trafi do NFZ. Resort finansów liczy, że wyższe podatki i opłaty nie tylko zwiększą wpływy do NFZ, ale także zmniejszą spożycie alkoholu, zwłaszcza wśród osób sięgających po tanie, małe butelki.

    Nowe przepisy będą wymagać akceptacji parlamentu i podpisu prezydenta. W przypadku małpek – podobnie jak wcześniej przy akcyzie – kluczowe będzie stanowisko głowy państwa. Premier Tusk zaznaczył, że nie zna opinii prezydenta Nawrockiego w tej sprawie, ale być tym razem będzie ona mniej krytyczna niż wobec poprzedniej ustawy.

  • Polski elektryk ma termin: 2029. Foxconn i EMP finalizują umowę na gigafabrykę w Jaworznie

    Polski elektryk ma termin: 2029. Foxconn i EMP finalizują umowę na gigafabrykę w Jaworznie

    Projekt polskiego samochodu elektrycznego wkracza w decydującą fazę. ElectroMobility Poland (EMP) jest o krok od sfinalizowania strategicznego partnerstwa z tajwańskim gigantem Foxconn. Umowa joint venture, która ma zostać podpisana jesienią tego roku, zakłada budowę ogromnego hubu elektromobilności w Jaworznie na Śląsku. Pierwsze auto ma zjechać z taśmy w czwartym kwartale 2029 roku.

    Strategiczne partnerstwo z Foxconnem

    Jak poinformował prezes EMP Cyprian Gronkiewicz podczas posiedzenia sejmowej komisji infrastruktury, rozpoczął się już proces notyfikacji spółki joint venture w Komisji Europejskiej. Większość udziałów w przyszłym JV ma należeć do strony polskiej. Wybór tajwańskiego koncernu na partnera strategicznego to kluczowy moment – Foxconn to globalny dostawca elektroniki, kontrolujący 46 proc. rynku i współpracujący z takimi firmami jak Apple, Google, Open AI czy Nvidia.

    Gronkiewicz podkreślił, że siostrzana spółka Foxconnu – Foxtron – rozwija gałąź elektromobilności i ma gotową platformę pod samochody. „Nasze JV będzie opierało się już na kolejnej generacji tych platform. Mamy zapewniony transfer know-how” – zaznaczył. Dodał, że ośrodek decyzyjny pozostanie w Polsce. „Budujemy platformę, budujemy swoje kompetencje technologiczne, a całe IP wytworzone przez to JV zostaje w Polsce” – wyjaśnił.

    Finansowanie z KPO i harmonogram budowy

    13 maja EMP oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) podpisały umowę inwestycyjną na dofinansowanie projektu w wysokości 4,5 mld zł. Pieniądze pochodzą z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Budowa fabryki ma ruszyć na początku 2027 roku. EMP posiada już wszystkie wymagane pozwolenia – środowiskowe i budowlane – oraz ma wybranego generalnego wykonawcę i wynegocjowane umowy.

    Trzy modele SUV-ów i europejska ekspansja

    Premier Donald Tusk na nagraniu opublikowanym na platformie X ujawnił szczegóły dotyczące planów produkcyjnych. „To są trzy rodzaje SUV-ów, średniej wielkości. Będziemy mieli wyłączność na sprzedaż tych samochodów w Europie” – mówił. Docelowo EMP ma produkować około 400 tys. pojazdów elektrycznych rocznie. Nazwa nowej marki na razie nie jest znana – premier zapowiedział, że wstrzyma się z ujawnieniem, dopóki nie ruszy budowa fabryki.

    Projekt zakłada rozwój – na bazie technologii Foxconn – początkowego portfolio składającego się z trzech modeli i stworzenie nowej europejskiej marki z siedzibą i zarządzaniem w Polsce. EMP ma licencję na podwozie samochodu elektrycznego z wyłącznością na całą Europę, co pozwoli sprzedawać pojazdy nie tylko w kraju, ale i na Starym Kontynencie.

    Miejsca pracy i wpływ na region

    Budowa hubu elektromobilności w Jaworznie oznacza znaczący rozwój rynku pracy w regionie. Docelowo, do 2035 roku, w samej fabryce ma znaleźć zatrudnienie prawie 4 tys. osób, co według EMP przełoży się na blisko 20 tys. miejsc pracy u dostawców.

    Głos premiera: trzy kierunki działań

    Donald Tusk przypomniał, jakie kroki podjął jego rząd, by doprowadzić do realizacji projektu. Wymienił: reaktywację działalności EMP, znalezienie nowego partnera – tajwańskiego koncernu Hon Hai Technology Group (części Foxconnu) – oraz pozyskanie 4,5 mld zł z KPO. „Umowa będzie podpisana jesienią, a więc po wakacjach” – stwierdził premier.

    Projekt ma szerszy wymiar niż tylko motoryzacja. Współpraca z Foxconnem obejmuje także budowę fabryki półprzewodników na Dolnym Śląsku. Sam hub w Jaworznie został określony przez prezesa EMP jako „pierwsza fabryka Foxconna w Europie, w którą jako inwestor prywatny inwestuje środki finansowe i jest to zaplecze do ekspansji na Europę w dziedzinie samochodów elektrycznych”.

  • Katarski LNG wraca na rynek. Szybszy niż oczekiwano restart po otwarciu Ormuzu

    Katarski LNG wraca na rynek. Szybszy niż oczekiwano restart po otwarciu Ormuzu

    QatarEnergy planuje znacznie szybsze niż przewidywali analitycy wznowienie produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG) po odblokowaniu Cieśniny Ormuz. Według informacji dla odbiorców, w ciągu pierwszego miesiąca od przywrócenia bezpiecznej żeglugi zakład ma osiągnąć około 50% swoich pełnych mocy, a w kolejnym miesiącu wzrost ma sięgnąć blisko 80%.

    Tak dynamiczny harmonogram jest możliwy dzięki intensywnym przygotowaniom, które Katar prowadził przez ostatnie miesiące — mimo że kluczowa infrastruktura pozostawała wyłączona z powodu konfliktu.

    Atak na Ras Laffan i trzy miesiące przerwy

    Produkcja w największym na świecie kompleksie LNG, Ras Laffan, została wstrzymana na początku wojny. W marcu irański atak rakietowy poważnie uszkodził instalacje, które jeszcze niedawno odpowiadały za niemal jedną piątą globalnych dostaw gazu skroplonego. Równie istotnym problemem okazało się zamknięcie Cieśniny Ormuz — przez ponad trzy miesiące eksport na dużą skalę był praktycznie niemożliwy.

    Część mocy pozostanie wyłączona na lata

    Nie wszystkie moce produkcyjne wrócą jednak w krótkim czasie. Dwie linie produkcyjne zostały na tyle poważnie uszkodzone, że ich pełna odbudowa potrwa lata. Oznacza to, że nawet po szybkim restarcie większości eksportu, Katar przez dłuższy czas nie osiągnie pełnych zdolności sprzed konfliktu.

    Przygotowania od kwietnia

    Katar już od kwietnia prowadził testy instalacji i prace serwisowe, aby skrócić czas potrzebny do wznowienia działalności. Część linii produkcyjnych funkcjonowała w ograniczonym zakresie, co pozwalało utrzymać minimalne dostawy do krajów regionu i zachować gotowość do szybkiego zwiększenia produkcji.

    Przełom w cieśninie

    W środę, jak podaje CNBC, co najmniej trzy irańskie tankowce opuściły blokadę Marynarki Wojennej USA w Cieśninie Ormuz. Dwa supertankowce — Diona i Hero 2, należące do National Iranian Tanker Company i objęte amerykańskimi sankcjami — przewoziły łącznie 3,8 mln baryłek irańskiej ropy. Trzeci tankowiec, z milionem baryłek, opuścił linię blokady w środę. Według CNBC armatorzy mają już przekierowywać kolejne tankowce na cieśninę Ormuz.

    Wstępne porozumienie między USA a Iranem, które ma zostać podpisane w piątek w Szwajcarii, przewiduje swobodny ruch statków handlowych przez cieśninę oraz zniesienie blokady irańskich portów. Mimo deklaracji Waszyngtonu, część uczestników rynku pozostaje ostrożna — istnieją obawy związane z obecnością min morskich i ryzykiem incydentów.

    Wpływ na rynek i ceny

    W ostatnich tygodniach Katar zdołał wysłać jedynie niewielką liczbę transportów LNG, głównie do odbiorców w Azji, z wykorzystaniem środków maskujących lokalizację statków. Skala eksportu była znacznie niższa niż normalnie, co przełożyło się na napięcia na rynku. Ceny LNG w Europie i Azji nadal pozostają podwyższone względem poziomów sprzed konfliktu.

    Powrót katarskiego LNG na światowe rynki może pomóc złagodzić globalny kryzys podaży. Z danych Institute for Energy Economics and Financial Analysis wynika, że Polska pokrywa ok. 20% swojego zapotrzebowania na LNG dostawami z Kataru.

    Kluczowa rola Kataru

    Według Bloomberga, ponowne uruchomienie katarskiego eksportu będzie jednym z kluczowych czynników dla globalnego rynku gazu w nadchodzących miesiącach. Nawet częściowy powrót do produkcji może zwiększyć podaż i zmniejszyć presję cenową w Europie i Azji. Mimo ambitnych planów restarty, pełne przywrócenie zdolności produkcyjnych sprzed konfliktu potrwa lata z powodu poważnych uszkodzeń w Ras Laffan.

    QatarEnergy poinformował odbiorców, że spodziewa się wzrostu produkcji do około 50% wydajności w ciągu miesiąca od zapewnienia bezpiecznej żeglugi i do około 80% w ciągu dwóch miesięcy. Katar sprowadza teraz swoje gazowce do Ras Laffan, które od lutego nie mogły zawinąć do terminalu. Kompleks ten, który w ubiegłym roku odpowiadał za prawie 20% światowego eksportu LNG, przez ponad trzy miesiące pozostawał w zasadzie wyłączony z działania.