Blog

  • CPN kosztuje 1,6 miliarda miesięcznie. Czy budżet da radę?

    CPN kosztuje 1,6 miliarda miesięcznie. Czy budżet da radę?

    Rządowe wsparcie dla kierowców w postaci pakietu „Ceny Paliw Niżej” (CPN) od miesięcy tłumi rosnące koszty tankowania. Ale ile ten program faktycznie kosztuje finansów publicznych, które już są mocno napięte?

    Łagodny szok i umiarkowane koszty?

    W porównaniu z gigantycznymi programami pomocnymi z ostatnich lat CPN nie jest najhojniejszy. Tarcze antyinflacyjne (obejmujące np. obniżki VAT na żywność i paliwa) kosztowały około 30–40 mld zł rocznie. Zamrożenie cen energii dla gospodarstw domowych pochłonęło 20–30 mld zł rocznie, a w latach 2023–2025 na ten cel wydano ponad 83 mld zł. Największe były działania pandemiczne, gdzie pomoc dla firm i pracowników sięgnęła nawet 200–300 mld zł.

    Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, wskazuje: „Owszem, obecnie wdrażane działania rządu nie są tak szerokie i kosztowne jak w przypadku tarcz antyinflacyjnych. Ale to dobrze, bo skala obecnego szoku jest mniejsza”.

    Inflacja po wybuchu wojny w Ukrainie i kryzysie energetycznym sięgała nawet 18 proc. Obecnie prognozy mówią o 3–4 proc., a w pesymistycznym scenariuszu o 5–6 proc.

    271 nieprawidłowości na stacjach

    Wiceminister Wojnarowski podał, że Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła już 4230 kontroli stosowania ceny maksymalnej na stacjach paliw. Stwierdzono 271 nieprawidłowości, czyli dotyczą to około 6 proc. skontrolowanych stacji.

    Pakiet CPN został wydłużony do 15 maja 2026 roku po opublikowaniu rozporządzeń obniżających VAT na paliwo z 23 do 8 proc. oraz akcyzę. Akcyza jest obniżona o 29 gr za litr benzyny i 28 gr za litr oleju napędowego, czyli do najniższego poziomu dopuszczonego przez UE.

    „Koszt pakietu CPN dla budżetu to 1,6 mld zł miesięcznie” – przypomniał wiceminister.

    Czy budżet udźwignie CPN?

    W odniesieniu do wielkości budżetu państwa koszty programu wydają się umiarkowane. Karol Pogorzelski ocenia: „Nie są to małe pieniądze, ale nie jest to kwota, której nie dałoby się udźwignąć”. Dodaje, że w grudniu 2025 r. Ministerstwo Finansów znalazło oszczędności na 50 mld zł.

    Budżet państwa na 2026 r. zakłada dochody ok. 647 mld zł, wydatki niemal 919 mld zł i limit deficytu do 272 mld zł. Minister finansów Andrzej Domański nie mówił dotychczas o konieczności nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej. Zdaniem ekonomistów być może rzeczywiście uda się tego uniknąć – o ile sytuacja nie ulegnie gwałtownemu pogorszeniu.

    Napięte finanse i ryzyko długotrwałego szoku

    Ale ekonomiści ostrzegają: w szerszym kontekście CPN może być istotnym obciążeniem.

    „Jeśli założymy, że szok energetyczny wygaśnie w ciągu kilku miesięcy i koszt programu sięgnie kilku miliardów złotych, to sytuacja nie jest dramatyczna” – mówi Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska. „Problem pojawi się jednak, jeśli wysokie ceny paliw utrzymają się do końca roku”.

    W takim scenariuszu skala działań rządu będzie musiała być większa, a ich czas trwania dłuższy, co przełoży się na wyraźnie wyższe koszty. „W ujęciu rocznym koszt rzędu 20 mld zł to około 0,5 proc. PKB. To już istotna wielkość” – podkreśla Bielski.

    „Szczególnie w sytuacji, gdy punkt startowy deficytu wynosi ok. 7 proc. PKB. Od kilku lat rządzący balansują na granicy bezpieczeństwa fiskalnego, a dokładanie kolejnych kosztów oznacza zwiększanie tego ryzyka” – dodaje.

    Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, podsumowuje: „Sytuacja finansów publicznych jest bardzo napięta. Wcześniejsze programy pomocowe czy rosnące wydatki na obronność znacząco ograniczyły przestrzeń fiskalną państwa na reagowanie na kolejne szoki”.

    Co z LPG i przyszłością programu?

    Ministerstwo Energii pozostaje w stałym kontakcie z KAS i monitoruje sytuację. „Działania wspierające stabilność cenową będą podejmowane w oparciu o wpływ konfliktu na krajowy rynek paliw, prognozy rynkowe oraz sytuację makroekonomiczną Polski” – mówił Wojnarowski.

    Zasygnalizował też, że jeśli zajdzie taka potrzeba, w najbliższych tygodniach ministerstwo będzie się starało „pochylić nad mechanizmem dotyczącym LPG”.

    Podkreślił również, że ceny paliw w kraju są jednymi z najniższych w Europie i zakłada się, że dopóki sytuacja na Bliskim Wschodzie nie zostanie opanowana, wsparcie dla Polaków będzie kontynuowane.

  • Inflacja w Europie znów leci w górę! Co to oznacza dla kredytów i gospodarki?

    Inflacja w Europie znów leci w górę! Co to oznacza dla kredytów i gospodarki?

    Czy stabilność cen w Europie jest tylko mirażem? Wstępne szacunki za kwietni 2026 roku mówią jasno: inflacja w strefie euro prawdopodobnie przyspieszyła do 3 proc., najwyższego poziomu od października 2023 roku.

    Ta wartość znacznie przekracza średniookresowy cel inflacyjny EBC wynoszący 2 proc. i przewyższa też ostateczny odczyt z marca, który wynosił 2,6 proc. Co napędza ten niepokojący wzrost?

    Energia – główny winowajca

    Ekonomiści szacują, że wzrost był napędzany wyłącznie przez energię. Winny jest dalszy wzrost cen paliw transportowych oraz ponowna presja na wzrost cen gazu i energii elektrycznej. W efekcie inflacja bazowa, która wyklucza zmienne składniki takie jak energia i żywność, mogła spaść z 2,3 proc. do 2,1 proc. r/r, a inflacja cen żywności prawdopodobnie się ustabilizowała.

    Oczekuje się, że inflacja bazowa utrzyma się na stabilnym poziomie około 2,3 proc., co sugeruje, że ceny bazowe nie zareagowały jeszcze na niedawny szok energetyczny. Przyszła trajektoria inflacji w dużej mierze zależy od zmian cen energii.

    „W naszym scenariuszu bazowym inflacja zasadnicza będzie nadal rosła w nadchodzących miesiącach i wyniesie średnio około 3,5 proc. w drugiej połowie 2026 r., podczas gdy inflacja bazowa ustabilizuje się na poziomie 2 proc. lub nieco powyżej w dającej się przewidzieć przyszłości” – stwierdzają specjaliści włoskiego banku UniCredit, cytowani przez Parkiet.com.

    Co na to gospodarka i akcja kredytowa?

    A tu pojawia się ciekawe, choć może przejściowe, zjawisko. Marcowe dane Europejskiego Banku Centralnego przynoszą umiarkowanie optymistyczny obraz. Choć napięcia geopolityczne i wojna pogorszyły nastroje przedsiębiorstw, akcja kredytowa dla firm… niespodziewanie przyspieszyła.

    W marcu 2026 r. dynamika kredytów dla przedsiębiorstw wzrosła do 3,2 proc. z 3,0 proc. miesiąc wcześniej. Jeszcze wyraźniej widać to w ujęciu miesięcznych przepływów – wartość nowych kredytów zwiększyła się do 27 miliardów euro wobec 19 miliardów euro w lutym, pisze portal PB.pl.

    Eksperci ostrzegają jednak, że obecne ożywienie może mieć charakter przejściowy. Przedsiębiorstwa coraz częściej wstrzymują decyzje inwestycyjne z powodu rosnącej niepewności. Banki już sygnalizują zmianę trendu – spodziewany jest wyraźny spadek wolumenu nowych kredytów oraz zaostrzenie standardów ich udzielania.

    Sytuacja gospodarstw domowych jest bardziej stabilna: wzrost ich kredytów utrzymał się na poziomie 3,0 proc., a miesięczny napływ nowych pożyczek pozostał bez zmian (19 mld euro). Jednak wzrost inflacji, napędzany kosztami energii, negatywnie wpływa na marże firm i dochody konsumentów, co może stopniowo ograniczać popyt na kredyt.

    Wyzwanie dla Christine Lagarde i EBC

    Rosnące ceny energii przesunęły ryzyko dla perspektyw inflacji w górę, a ryzyko dla aktywności gospodarczej i rynków finansowych w dół, tworząc „niewygodną sytuację” dla Rady Prezesów EBC. Co może zrobić bank centralny?

    Według prezes Lagarde, w obliczu szoków podażowych banki centralne mogą je „przejrzeć”, jeśli szoki są umiarkowane i krótkotrwałe. Kluczową zmienną są oczekiwania inflacyjne. Jeśli wzrost cen energii będzie silny i trwały, zagrożą oczekiwaniami, EBC będzie priorytetowo traktować stabilność cen nad aktywność gospodarczą.

    Badanie opublikowane przez EBC pokazuje, że inflacja w strefie euro może osiągnąć nawet 4 proc. w ciągu najbliższych 12 miesięcy! W marcu mediana oczekiwań inflacyjnych na najbliższe 12 miesięcy wzrosła do 4 proc., a na trzy lata – do 3 proc.

    Rynki finansowe szybko przewartościowały perspektywy. Kontrakty terminowe już dyskontują około dwóch podwyżek stóp procentowych do końca roku. Prezes Lagarde stoi przed trudnym wyzwaniem komunikacyjnym, próbując znaleźć równowagę między unikaniem przesadnej reakcji i stanowczym zobowiązaniem do działania.

    Biorąc pod uwagę wysoką niepewność, ekonomiści UniCredit wątpią, aby Lagarde próbowała wpływać na ceny rynkowe. Decyzje EBC będą uzależnione od danych, a bank dokona ponownej oceny i w razie potrzeby podejmie działania.

    W Hiszpanii inflacja w kwietniu już wyniosła 3,5 proc. wobec 3,4 proc. miesiąc wcześniej. W całej strefie euro oczekiwany jest wzrost do 2,9 proc. Fakt, że inflacja znów przyspiesza, będzie kluczowym czynnikiem dla przyszłych decyzji Europejskiego Banku Centralnego i naszych portfelów.

  • Elon Musk robi X Twoim bankiem? Nowe Cashtagi to tylko początek rewolucji

    Elon Musk robi X Twoim bankiem? Nowe Cashtagi to tylko początek rewolucji

    Czy platforma społecznościowa może być jednocześnie Twoim domowym kantorem i terminalem maklerskim? Elon Musk postanowił to sprawdzić, wprowadzając właśnie nową funkcję, która może zmienić sposób, w jaki myślimy o mediach społecznościowych i finansach.

    Cashtagi: rynkowe wykresy na wyciągnięcie ręki

    Premiera miała miejsce 14 kwietnia. Nowa funkcja o nazwie Cashtagi pozwala użytkownikom przeglądać wykresy akcji i kryptowalut w czasie rzeczywistym bez opuszczania aplikacji X. Jak to działa? Wystarczy poprzedzić symbol giełdowy lub token kryptowalutowy znakiem dolara (np. $BTC), by zamienić go w klikalny link prowadzący do danych rynkowych.

    Dotknięcie tagu wyświetla wykres cenowy oraz powiązane posty na platformie – wszystko w jednym miejscu. Na razie funkcja dostępna jest dla użytkowników iPhone’ów w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

    Szef działu produktu w X, Nikita Bier, ogłaszając premierę, nie ukrywał ambicji: „X zawsze był najlepszym źródłem wiadomości finansowych dla traderów i inwestorów. Każdego dnia alokowane są miliardy dolarów w oparciu o to, co ludzie czytają na osi czasu”.

    𝕏 has always been the best source of financial news for traders and investors. Billions of dollars are allocated every day based on what people read on Timeline.

    Today we’re launching our new Cashtags feature in the US and Canada on iPhone, bringing real-time financial data to… pic.twitter.com/c8s7X9gHTO

    — Nikita Bier (@nikitabier) April 14, 2026

    Od informacji do zlecenia w jeden klik

    To nie jest tylko pasywny podgląd danych. Pilotażowa integracja z kanadyjską firmą maklerską Wealthsimple pokazuje, gdzie zmierza ten projekt. Użytkownicy w Kanadzie mogą składać zlecenia na aktywa bezpośrednio z poziomu X, dotykając wbudowanego przycisku przekierowującego ich do platformy maklerskiej. Ważne: X nie pełni roli brokera.

    Wizja jest jasna: połączyć dyskusję z danymi i umożliwić płynne przejście od informacji do działania. Ekosystem kryptowalutowy Solany potwierdził, że Cashtagi będą działać w jej sieci. Dane cenowe dostarczy Jupiter Exchange, dane historyczne – Birdeye, a infrastrukturę bazową opracują Dialect i Helius.

    X Money: superaplikacja, która ma wszystko zmienić

    Cashtagi to tylko przedsmak. Kluczem do długofalowego celu Muska – przekształcenia X w aplikację do wszystkiego – ma być X Money. To platforma bankowa i płatnicza wbudowana w sieć społecznościową.

    Według informacji od pierwszych testerów, którzy mają wczesny dostęp, usługa oferuje konkurencyjne korzyści: 3% cashbacku przy kwalifikujących się zakupach oraz 6-procentowe oprocentowanie oszczędności gotówkowych – wartość około 15-krotnie wyższą niż średnia w USA.

    Musk, współzałożyciel PayPal, postrzega płatności jako kluczowy element tworzenia tzw. superaplikacji, na wzór chińskiego WeChat. Jak Musk powiedział pracownikom w lutym: „Chcemy, aby w aplikacji X można było, jeśli się tego chce, przeżyć całe swoje życie”.

    Oczekuje się, że X Money zaoferuje również darmowe przelewy między użytkownikami, metalową kartę debetową Visa spersonalizowaną nazwą użytkownika oraz AI concierge zbudowanego przez startup Muska – xAI.

    Ambitny plan, ale góra wyzwań

    Wizja jest ogromna, ale realia pokazują, że droga do superaplikacji w USA jest wyboista. X Money wciąż nie posiada licencji płatniczych w kilku stanach, w tym w Nowym Jorku i Massachusetts, gdzie ustawodawcy otwarcie kwestionują, czy Musk jest godny zaufania w zarządzaniu pieniędzmi obywateli.

    Prowadzenie platformy płatniczej w USA wymaga licencji ze wszystkich 50 stanów. Musk, podczas spotkania z pracownikami w 2023 roku, przewidywał, że X uzyska niezbędne zgody „w ciągu kilku miesięcy”. Obecnie X posiada licencje w 44 stanach.

    Richard Crone, obserwator branży płatniczej, ocenia szanse X Money sceptycznie: „Obiecał tę wizję ponad dwa lata temu i mówił, że zrealizuje ją w ciągu roku. To może być spóźniona inicjatywa o ograniczonej sile przebicia”.

    Do tego dochodzą praktyczne przeszkody. Weterani branży wskazują, że X wciąż brakuje infrastruktury sprawiającej, że zakupy na platformie byłyby bezproblemowe, co jest wymogiem dla każdej aplikacji aspirującej do obsługi prawdziwego handlu.

    Rewolucja czy kolejna obietnica?

    Musk ma jednak potężne atuty: platformę z 600 milionami użytkowników miesięcznie, bazę twórców treści już opłacanych przez X oraz własną historię współtworzenia pionierskich usług płatniczych.

    Twórcy, którzy obecnie otrzymują od X wynagrodzenie za zaangażowanie, mają zostać przeniesieni z platformy Stripe na X Money – co gwarantuje systemowi początkową bazę aktywnych kont.

    Premiera Cashtagów trafiła w wyjątkowo sprzyjający moment dla kryptowalut. BTC przekroczył poziom 75 000 dolarów, osiągając najwyższy pułap od miesiąca, a Ethereum zbliżyło się do 2 400 dolarów. Dla platformy, która chce stać się centrum aktywności finansowej, trudno wyobrazić sobie lepsze tło.

    Czy X faktycznie stanie się miejscem, gdzie przeżyjesz całe swoje cyfrowe życie? Elon Musk postawił wszystko na jedną kartę. Świat finansów i technologii wstrzymuje oddech, czekając na rezultat.

  • Die Polen kommen! Niemiecka prasa o nowej gospodarczej rewolucji

    Die Polen kommen! Niemiecka prasa o nowej gospodarczej rewolucji

    Pamiętasz to stare zdanie? „Die Polen kommen” – Polacy nadchodzą. Niemiecka prasa używała go w latach 90., opisując robotników budowlanych i sezonowych pracowników z Polski. Ale dziś ten slogan nabrał zupełnie nowego znaczenia. Teraz chodzi o polskich przedsiębiorców przejmujących niemieckie firmy. To nie żart – to potwierdzony trend. I niemiecki biznes nie tylko patrzy, ale również sam coraz częściej przenosi się do Polski.

    Niemiecki kryzys – polska szansa

    O tym, jak dynamicznie zmienia się sytuacja, mówi w rozmowie z Business Insiderem dr Lars Gutheil, dyrektor Polsko‑Niemieckiej Izby Przemysłowo‑Handlowej. „Niemcy są w długotrwałym kryzysie. Próbujemy z niego wyjść. To teraz duża szansa dla Polski, ponieważ niemieckie firmy patrzą w tym kierunku” – mówi Gutheil.

    Wśród niemieckich problemów wymienia wysokie ceny energii i trudności ze znalezieniem wykwalifikowanej siły roboczej. Ale to dopiero początek. Jego prognozy wzrostu niemieckiej gospodarki spadły aż o 50 proc. do poziomu 0,5 proc. z 1 proc. Jego recepta? „Musimy stać się tańsi. Musimy znaleźć sposób na znaczne zmniejszenie biurokracji”. Kto więc korzysta na tej sytuacji?

    Są firmy, które opuszczają niemiecki rynek i przenoszą się do Polski, ponieważ znajdują tu wykwalifikowanych pracowników – podkreśla Gutheil.

    Polska wygrywa konkurencyjnością

    Widać przenoszenie produkcji z Niemiec do Polski, a nawet zastępowanie lokalizacji. Z niemieckiej perspektywy jest to nieco niepokojące, ale dla nas – świetna wiadomość. Przeprowadzona przez Izbę ankieta wśród zagranicznych inwestorów potwierdza korzystną dla Polski perspektywę. Polska zajmuje 2. miejsce pod względem atrakcyjności inwestycyjnej wśród 14 krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Ustępuje jedynie Litwie.

    Gutheil przyznaje, że skala optymizmu zaskoczyła zwłaszcza w tak trudnym czasie geopolitycznym. W ostatnim roku udział odpowiedzi określających sytuację gospodarczą w Polsce jako dobrą wzrósł aż o 18,6 punktu procentowego do 43,1 proc. Co jest naszym największym atutem?

    Polska wygrywa spójnością otoczenia operacyjnego: infrastrukturą, logistyką, siecią dostawców i usługami. Kraj pozostaje dla wielu firm „konstruktywnie przewidywalny”. Co więcej, niemal wszystkie badane obecne w Polsce firmy nie żałują decyzji o postawieniu na Polskę. Aż 94,5 proc. wskazało, że zainwestowałoby po raz kolejny.

    Gigantyczne niemieckie pieniądze już tutaj są

    Według danych NBP niemieckie inwestycje bezpośrednie w Polsce osiągnęły 265,4 mld zł. A trend przenoszenia produkcji i zastępowania lokalizacji jest tylko wzmacniany przez globalne zawirowania.

    Jak widać, od lat mówimy o skracaniu łańcuchów dostaw. Po raz pierwszy widzimy również rezultaty. Sprawy naprawdę nabierają tempa – mówi Gutheil.

    Atrakcyjność Polski ma jednak rysy dotyczące przewidywalności państwa. Gutheil wymienia: „To obciążenia podatkowe. To przewidywalność i niezawodność systemu prawnego”. Przypomina też zapowiedzi deregulacyjne polskiego rządu i zestawia je z odczuciem inwestorów. „Nowy rząd zaczął od obietnicy: uczynimy proces legislacyjny bardziej przejrzystym. (…) jak dotąd, przynajmniej w przypadku inwestorów, to się nie sprawdziło” – twierdzi.

    Jest jeden warunek: wspólna łódź

    Gutheil pytany o ryzyko napięć wynikających z przenoszenia produkcji z Niemiec do Polski odpowiada, że nie widzi takiego zagrożenia. To decyzja ekonomiczna dotycząca najlepszego sposobu rozwoju biznesu. Jednak przypomina o fundamentalnej zależności.

    Z polskiej perspektywy Niemcy są zdecydowanie najważniejszym partnerem biznesowym. Więc jeśli w Niemczech nie dzieje się dobrze, to złe wieści także dla Polski.

    „Jesteśmy w tej samej łodzi” – podsumowuje. I ta łódź płynie w stronę wspólnych, gigantycznych projektów.

    Niemcy czekają na Port Polska i więcej

    Pytany o kluczowe dla niemieckich firm publiczne polskie projekty, Lars Gutheil wskazuje na Port Polska. „To ogromny projekt, a Niemcy są już w niego zaangażowani. Niemiecka firma już wygrała przetarg na system obsługi bagażu” – dodaje.

    Niemiecki biznes widzi też szanse w energetyce. „Mamy silną lądową i morską energetykę wiatrową. To również coś, w czym niemieckie firmy starają się wziąć udział jako część projektu” – mówi Gutheil. Według jego zdania współpraca może objąć też obronność, nie tylko Rheinmetall, ale także np. obronę przeciwdronową.

    „Die Polen kommen” – to zdanie ma dziś zupełnie nowy sens. Polacy nadchodzą nie jako robotnicy, ale jako równorzędni partnerzy biznesowi i atrakcyjne miejsce dla niemieckiego kapitału. Rewolucja w relacjach gospodarczych trwa, a jej tempo „naprawdę nabiera tempa”.

  • Bitcoin po 250 000 USD za 18 miesięcy? Draper obstaje przy swoim, Brandt chłodzi głowy!

    Bitcoin po 250 000 USD za 18 miesięcy? Draper obstaje przy swoim, Brandt chłodzi głowy!

    Czy można nadal wierzyć w prognozę, która od lat ewoluuje w czasie? Znany inwestor wrócił do jednej z najbardziej rozpoznawalnych prognoz rynkowych, a jego argument jest zaskakująco prosty.

    Draper resetuje zegar: Bitcoin za 250 tysięcy dolarów z powodu słabego dolara

    Tim Draper, amerykański miliarder, w opublikowanym 14 kwietnia 2026 r. wpisie na platformie X ponownie podtrzymał swoją prognozę. Według niego Bitcoin (BTC) może osiągnąć poziom 250 000 USD w ciągu 18 miesięcy. To odświeżenie jego wieloletniej tezy, choć z nowym horyzontem czasowym.

    Kluczowy argument Drapera nie dotyczy technologii blockchain, lecz klasycznej makroekonomii. Miliarder napisał:

    „Mam powody sądzić, że Bitcoin osiągnie 250 000 USD w ciągu 18 miesięcy … ostatecznie oczekuję wyższej wartości, ponieważ Bitcoin rośnie, a dolar traci na wartości pod presją inflacyjną.”

    To jasne przesunięcie akcentów. Potencjalny wzrost nie ma wynikać z krótkoterminowego tradingu, ale z słabości walut fiducjarnych i inflacyjnego obciążenia dolara. Poziom 250 000 USD był już wskazywany wcześniej, m.in. w kontekście roku 2022 czy 2025. Obecny wpis to więc faktyczne ponowne „zresetowanie” terminu realizacji tego samego celu.

    Peter Brandt studzi zachwyt: „To tylko kanał, nie formacja dna!”

    Ale nie wszyscy patrzą na rynek z takim optymizmem. Do gry wchodzi doświadczony trader, Peter Brandt. Jego analiza techniczna stawia pod znakiem zapytania realność tak gwałtownego wzrostu.

    W tweetach z 27 kwietnia 2026 r. Brandt stwierdza, że obecna struktura rynku nie potwierdza początku silnej hossy. Bitcoin porusza się w rosnącym kanale równoległym.

    Bitcoiners
    Those of you predicting $250,000 in 2026 need to stop with the mushrooms
    This is called a channel $BTC
    While it does not preclude further price gains, it is NOT a bullish bottoming pattern

    Taka struktura, choć dopuszcza wzrosty, nie jest uznawana za klasyczną formację dna (jak podwójne dno), która zapowiadałaby nową, dynamiczną fazę wzrostową. Według Brandta, scenariusz rajdu do 250 000 USD jest mało prawdopodobny bez zdecydowanego wybicia z tego kanału przy dużym wolumenie.

    Rynkowa rzeczywistość: stabilizacja w kanale i strach inwestorów

    A jak wygląda sytuacja na żywo? Po gwałtownej wyprzedaży pod koniec stycznia 2026 r. (kurs spadł koło 60 000 USD), rynek odrobił część strat. Jednak odbicie nie było jednolite.

    Wiosną Bitcoin ustabilizował się w przedziale 76 000–78 000 USD, utrzymując się w granicach opisywanego kanału. W momencie pisania artykułu za jednego BTC płaciło się około 76 300 USD, co oznaczało dzienny spadek o ponad 1,6%.

    Dodatkowe dane również nie napawają optymizmem: w ciągu ostatniej doby z rynku instrumentów pochodnych wyparowało 271,41 mln USD, z przewagą likwidacji pozycji długich. Wskaźnik strachu i chciwości nadal wskazuje na dominujący strach wśród inwestorów.

    Perspektywa długoterminowa vs. analiza techniczna

    Mamy więc klasyczne zderzenie dwóch podejść. Z jednej strony Draper i jego długoterminowa, makroekonomiczna teza o Bitcoinie jako aktywie chroniącym przed inflacją dolara. Sam przyznaje, że jego droga z BTC była wyboista – od nieudanego wydobycia z użyciem sprzętu Butterfly Labs po utratę środków w upadku Mt. Gox – ale to go nie zniechęciło.

    Z drugiej strony stoi Brandt z chłodną, techniczną analizą obecnej struktury rynku, która nie wskazuje na fundamenty pod paraboliczny wzrost.

    Która wizja się spełni? Czy presja inflacyjna na fiducjarne walety wywinduje BTC, czy też rynek najpierw potrzebuje technicznego „resetu”? Odpowiedź poznamy… za około 18 miesięcy.

    Źródło: Comparic.pl

  • Rosja zamyka granice dla Brukseli: Kolejny pakiet sankcji UE, a Moskwa odpowiada rozszerzeniem „czarnych list”

    Rosja zamyka granice dla Brukseli: Kolejny pakiet sankcji UE, a Moskwa odpowiada rozszerzeniem „czarnych list”

    Czy sankcje zadziałają? W tej wojnie ekonomicznej każda kolejna decyzja jednej strony od razu spotyka się z reakcyjnym ruchu drugiej. Unia Europejska przyjęła już dwudziesty pakiet sankcji. Ale Rosja nie siedzi bezczynnie – jej MSZ właśnie ogłosiło rozszerzenie listy osób, które mają zakaz wjazdu do kraju. Co tym razem zostało uznane za „bezprawną” akcję Brukseli?

    „Destrukcyjna polityka Brukseli nie jest w stanie wpłynąć na politykę zagraniczną naszego kraju” – napisało rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

    Według oświadczenia MSZ Rosji, działania UE „rażąco naruszają normy prawa międzynarodowego” ponieważ omijają Radę Bezpieczeństwa ONZ. Rosyjska odpowiedź jest jednak konkretna.

    Kogo dotknęła reakcja Moskwy?

    Kreml znacznie rozszerzył listę przedstawicieli instytucji UE, państw członkowskich UE i szeregu innych krajów europejskich popierających antyrosyjską politykę Brukseli, którym odmawia się wjazdu do Federacji Rosyjskiej. Na liście znajdują się osoby, które według Moskwy:

    • uczestniczyły w podejmowaniu decyzji w sprawie udzielenia pomocy wojskowej Ukrainie,
    • były zaangażowane w działania mają na celu podważenie integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej,
    • były odpowiedzialne za wprowadzenie sankcji antyrosyjskich,
    • szkodziły stosunkom Rosji z państwami trzecimi.

    Wprowadzono także restrykcyjne środki wobec działaczy społeczeństwa obywatelskiego oraz przedstawicieli środowiska akademickiego państw europejskich, a także deputowanych parlamentów krajowych państw członkowskich UE.

    But wait, there’s więcej. Sankcje mają dosięgnąć też wszystkich tych, którzy opowiadali się za – jak to określił rosyjski MSZ – „bezprawnym zajęciem rosyjskich aktywów państwowych lub wykorzystaniem zysków kapitałowych z nich uzyskanych”. To bezpośredni i twardy komunikat.

    Co w pakietu 20 zawarła UE?

    W czwartek ubiegłego tygodniu UE przyjęła dwudziesty pakiet sankcji wobec Rosji, jednomyślnie zaakceptowała także udzielenie pożyczki Ukrainie w wysokości 90 mld euro. Decyzje, które wcześniej były blokowane przez Węgry.

    „To jasny sygnał dla Rosji, że nie zdoła nas przeczekać. To również jasny sygnał dla Rosji, że Ukraina jest dla nas ważniejsza niż dla niej i że będziemy ją nadal wspierać” – powiedziała szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, cytowana przez PAP.

    Pakiet ma uderzyć w rosyjską gospodarkę i machinę wojenną. Jest wymierzony przede wszystkim w sektor energetyczny i ma być podstawą przyszłego zakazu świadczenia usług morskich w odniesieniu do rosyjskiej ropy naftowej oraz rosyjskich produktów ropopochodnych. Obejmuje m.in. 120 nowych wpisów na listę sankcyjną – osób, instytucji i firm.

    Konkretne liczby? Do unijnej listy sankcyjnej dopisano 60 osób i organizacji związanych z rosyjskim kompleksem wojskowo-przemysłowym. Nałożono też bardziej rygorystyczne ograniczenia eksportowe na towary i technologie podwójnego zastosowania. Na czarną listę trafiło ponadto 20 instytucji finansowych lub kredytowych, objętych zakazem transakcji oraz 46 statków z floty cieni – tankowców potajemnie transportujących rosyjską ropę. Na liście sankcyjnej znalazło się też 36 podmiotów związanych z energetyką. Po raz pierwszy uruchomiono narzędzie przeciwdziałające obchodzeniu przepisów.

    Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas w ubiegłym tygodniu na szczycie na Cyprze informowała, że UE już rozpoczęła działania w sprawie kolejnego, 21. pakietu sankcji wobec Rosji.

    Kolejny pakiet sankcji ma jeszcze bardziej uderzyć w rosyjską flotę cieni oraz przygotować grunt pod wprowadzenie całkowitego zakazu transportu rosyjskiej ropy naftowej drogą morską. Pierwotna propozycja KE zakładała wprowadzenie zakazu na ropę już teraz, ale państwa członkowskie postanowiły jednak poczekać z tą decyzją, by skonsultować ją z krajami G7 i Koalicją ds. Limitu Cen.

    Wojna sankcji nie ma końca

    Tu nie ma miejsca na kompromisy. Bruksela wywiera presję, a Moskwa odpowiada rozszerzeniem swoich restrykcji i oświadczeniem, że „jest gotowa bronić swoich interesów narodowych”.

    „Musimy utrzymać tę presję, dopóki Putin nie zrozumie, że dzięki tej wojnie niczego nie zyska” – podkreśliła Kaja Kallas w unijnym komunikacie.

    Czy to wystarczy? Sankcje ewidentnie uderzają w rosyjski przemysł i finanse, ale Moskwa odpowiada zamykaniem granic dla kolejnych osób z Europy. Gospodarczy ping-pong trwa.

  • Majówka a płatności: Jak ominąć przerwę w Elixirze i dostać pieniądze od razu

    Majówka a płatności: Jak ominąć przerwę w Elixirze i dostać pieniądze od razu

    Planujesz opłacić fakturę na koniec miesiąca lub wysłać komuś pieniądze na długi weekend? Uważaj! Zwykły przelew zlecony w czwartek może utknąć w systemie na trzy dni. Ale jest na to szybki sposób.

    W najbliższy piątek, 1 maja, system Elixir, który obsługuje krajowe przelewy międzybankowe w złotych, będzie miał przerwę w funkcjonowaniu. To oficjalny komunikat Krajowej Izby Rozliczeniowej (KIR). Co to dla nas oznacza?

    ## Kluczowy deadline: czwartek, godzina 16:00

    Jeśli chcesz, aby Twój standardowy przelew międzybankowy został rozliczony przed weekendem, musisz zdążyć przed czwartkowym popołudniem. Przelewy zlecone po godzinie 16:00 w czwartek, 30 kwietnia, zostaną rozliczone dopiero w porannej sesji kolejnego dnia roboczego, czyli w poniedziałek, 4 maja.

    Dlatego terminowe płatności warto zaplanować i zlecić wcześniej – przypomina KIR.

    System Elixir działa w dni robocze w trzech sesjach: o 9:30, 13:30 i 16:00. W dni wolne, takie jak 1 maja, te sesje po prostu się nie odbywają.

    ## Ratunek: Express Elixir działa non-stop

    Ale spokojnie, nie musisz czekać do poniedziałku. Jest wyjście! System Express Elixir, obsługujący przelewy natychmiastowe, działa w trybie ciągłym, także w weekendy i święta.

    To oznacza, że nawet w piątek 1 maja możesz wysłać pieniądze, które trafią na konto odbiorcy w ciągu kilku minut. Pamiętaj jednak, że za tę szybkość banki mogą pobrać dodatkową opłatę.

    ## Jak działają zwykłe przelewy? Sprawdź sesje swojego banku!

    To, o której dokładnie dojdzie przelew, zależy nie tylko od sesji NBP, ale też od wewnętrznych harmonogramów twojego banku. Każda instytucja ma swoje własne sesje wychodzące i przychodzące.

    Oto przykłady:

    • PKO Bank Polski: sesje wychodzące: 8:00, 11:45, 14:30; sesje przychodzące: 11:30, 15:10, 17:30.
    • mBank: sesje wychodzące: 5:55, 9:55, -13:25; sesje przychodzące: 11:15, 15:00, 18:30.
    • ING Bank Śląski: sesje wychodzące: do 8:10, 11:30, 14:30; sesje przychodzące: po 11:00, po 15:00, po 17:30.
    • Alior Bank: sesje wychodzące: 8:20, 12:20, 15:20; sesje przychodzące: 10:30, 14:30, 16:45.

    Jak to działa w praktyce? Jeśli wyślesz przelew z PKO do Aliora o 11:05, pieniądze powinny dotrzeć tego samego dnia około 15:20. Jeśli zrobisz to o 17:00, trafią na konto dopiero następnego dnia rano.

    ## A co z BLIKiem i przelewami zagranicznymi?

    Darmową alternatywą dla płatnego Express Elixiru może być BLIK na telefon. Pozwala on na natychmiastowy transfer między bankami obsługującymi system, ale ma limity: zwykle do 500, 1000 zł jednorazowo i 5000 zł dziennie.

    Jeśli chodzi o przelewy w euro, system Euro Elixir również nie będzie działał 1 maja, bo to dzień wolny w całej UE. Standardowe przelewy SEPA w euro między bankami unijnymi zazwyczaj dochodzą następnego dnia roboczego i są bezpłatne.

    ## Planuj z głową i wybierz prędkość

    Podsumowując: majówka to nie czas na zwłokę w płatnościach. Jeśli potrzebujesz pilnie przesłać pieniądze w piątek, twój jedyny pewny wybór to Express Elixir. A jeśli nie zależy ci na czasie – pamiętaj o czwartkowym deadline’ie o 16:00, żeby nie czekać na przelew aż do poniedziałku.

    Teraz już wiesz, jak omijać bankowe przeszkody. Udanej majówki – także finansowej!

  • Pekin ostrzega Brukselę: nowe przepisy „Made in Europe” mogą wywołać wojnę handlową

    Pekin ostrzega Brukselę: nowe przepisy „Made in Europe” mogą wywołać wojnę handlową

    Czy europejska ochrona własnego przemysłu przyniesie nam miejsca pracy, czy tylko nowe sankcje i większe ceny? Spór między UE i Chinami właśnie przybrał konkretną, groźną formę. Chiński ministerstwo handlu ostrzegło: jeśli Bruksela wprowadzi kontrowersyjną „Ustawę o akceleratorze przemysłowym”, Pekin „nie będzie miał innego wyjścia” i odpowie.

    Szokująca reakcja na „Made in Europe”

    Wszystko zaczęło się od planów Unii, która chce chronić swoje strategiczne branże. Projekt Industrial Accelerator Act (IAA), nazywany też „Made in Europe”, został przedstawiony w marcu. Skupia się na sektorach kluczowych dla przyszłości: pojazdy elektryczne, akumulatory, zielone technologie i produkcja stali.

    „Jeśli UE będzie kontynuować wprowadzanie ustawodawstwa, szkodząc tym samym interesom chińskich firm, Chiny nie będą miały innego wyjścia, jak podjąć środki zaradcze w celu zdecydowanej ochrony uzasadnionych praw i interesów swoich przedsiębiorstw” – czytamy w chińskim oświadczeniu cytowanym przez France24.

    Tu jest sedno. Nowe przepisy wymagają, aby firmy ubiegające się o publiczne finansowanie spełniały minimalne wymagania dotyczące wykorzystania komponentów wyprodukowanych w UE. Dodatkowo, zagraniczne firmy (szczególnie z sektorów akumulatorów i EV) mogłyby być zobowiązane do tworzenia partnerstw z europejskimi przedsiębiorstwami i transferu wiedzy technologicznej.

    Dlaczego Pekin tak się gniewa?

    Mimo że w tekście ustawy nie wymieniono Chin bezpośrednio, powszechnie uważa się, że jest ona wymierzone właśnie w chińskich producentów. Ich szybka ekspansja na europejskim rynku elektryków i baterii budziła już wcześniej zaniepokojenie.

    Chiny nie tylko wyraziły „poważne zaniepokojenie”, ale też nazwały projekt „systemową dyskryminację”. Chińska Izba Handlowa przy UE (CCCEU) ostrzegła, że nowa strategia grozi podważeniem zaufania i stworzeniem dodatkowych barier dla inwestycji.

    But wait, there’s more! Konflikt nie ogranicza się tylko do tej ustawy. Tuż przed tym ostrzeżeniem, 23 kwietnia, UE przyjęła 20. pakiet sankcji wobec Rosji, obejmujący około 27 firm z Chin i Hongkongu. Oskarżono je o dostarczanie technologii podwójnego zastosowania.

    Reakcja Pekina była błyskawiczna. W ciągu doby Chiny objęły siedem europejskich firm zbrojeniowych własnymi ograniczeniami eksportowymi, zakazując im dostępu do towarów podwójnego zastosowania. Wśród nich była np. belgijska FN Herstal.

    Gospodarcza rzeczywistość jest bezlitosna

    Ten spór ma bardzo konkretne podłoże gospodarcze. Deficyt handlowy UE z Chinami wzrósł o 15 proc. w 2025 roku. A chińska nadwyżka handlowa z Europą skoczyła aż o 42 proc. na początku 2026 roku.

    Tymczasem Europa wciąż jest uzależniona od Chin w kluczowych obszarach, takich jak minerały ziem rzadkich czy komponenty do baterii. To daje Pekinowi realne narzędzia nacisku.

    Nowa ustawa przemysłowa ma tę zależność ograniczyć i chronić europejskie miejsca pracy przed „niezdrową konkurencją”, jak mówią unijni urzędnicy. Ale ryzyko jest ogromne: może zaostrzyć konflikt handlowy na niespotykaną skalę.

    Projekt IAA jest obecnie na etapie międzyinstytucjonalnych prac legislacyjnych. Trafił do Parlamentu Europejskiego i Rady UE. Decyzje Brukseli w najbliższych tygodniach mogą więc zdefiniować przyszłość nie tylko europejskiego przemysłu, ale też relacji z jednym z największych partnerów gospodarczych.

    Chińskie ostrzeżenie jest jasne. Europa musi teraz wybrać między ochroną swoich fabryk i ryzykiem szeroko zakrojonej odpowiedzi Pekinu. Gra jest o wysoką stawkę.

  • Polskie 500+ to była rewolucja. Ale czy działa dobrze? Oto bilans po 10 latach

    Polskie 500+ to była rewolucja. Ale czy działa dobrze? Oto bilans po 10 latach

    Czy ogromny przelew z budżetu może realnie zmienić życie setek tysięcy rodzin? Mija właśnie dekada od rozpoczęcia jednej z największych transformacji polskiej polityki społecznej. Zamiast skromnych, warunkowych zasiłków, rodziny otrzymują hojne, uniwersalne świadczenie. Efekty? Mówią same za siebie, ale analitycy wskazują też na ciemne strony tego systemu.

    Od skąpstwa do hojności

    Rewolucja była głęboka. W 2005 roku Polska przeznaczała na świadczenia dla rodzin z dziećmi mniej niż jeden procent PKB (0,92%). Mniej wydawały wtedy tylko Włochy i Grecja. Prawie 20 lat później kraj wydaje już 3,03% PKB – to niemal najwyższy wynik w Unii Europejskiej. Więcej przeznaczają jedynie Niemcy, Luksemburg, Finlandia i Dania. Polski wydatek prorodzinny jest wyższy niż średnia w UE, w krajach naszego regionu, a nawet – uwaga – w krajach skandynawskich (2,89%).

    Jak wydawaliśmy te pieniądze?

    Kluczowym instrumentem stał się program 500+, przekształcony później w 800+. Według profesora Juliana Auleytnera, ekonomisty, który opracował koncepcję programu, rodzice, którzy otrzymywali pieniądze od samego początku, uzyskali na dziecko już 68 100 zł. Co z tym zrobili? Jak mówi profesor w rozmowie z Business Insiderem: „Jedni rodzice odkładali te środki na rachunku oszczędnościowym, by zapewnić 'wyprawkę’ na pełnoletność, inni inwestowali w edukację: korepetycje, języki, sport, a jeszcze inni te pieniądze zmarnotrawili”.

    Ale jest w tym systemie coś fundamentalnie nowego. Zbudowaliśmy najbardziej uniwersalny system transferów socjalnych dla rodzin z dziećmi w Europie – wynika z analizy ekonomistów Anny Bownik, Leszka Morawskiego i Michała Brzezińskiego. W 2024 roku wszystkie grupy dochodowe – od najbiedniejszych po najbogatsze – otrzymywały ponad 100% rekompensaty za niezbędne koszty wychowania dziecka.

    Co osiągnęliśmy?

    Efekty są wymierne i trudne do przecenienia.

    1. Dramatyczny spadek ubóstwa. Stopa tak zwanej deprywacji materialnej (zagrożenia ubóstwem lub wykluczeniem) wśród dzieci skurczyła się z 26,1% w 2015 r. do 15,3% w 2025 r. Dla porównania, w UE wskaźnik ten wynosi 24%, a w Niemczech 23,4%. To jedna z najbardziej pozytywnych zmian społeczno-ekonomicznych ostatnich dekad.

    2. Chwilowy wzrost dzietności. W latach 2015-17, po wprowadzeniu programu, współczynnik dzietności wzrósł z 1,32 do 1,48. Badania wskazują, że program zwiększył liczbę urodzeń o 6%, szczególnie w rodzinach o niskich dochodach. Jak zaznaczają ekonomiści, bez tego świadczenia dzietność byłaby na jeszcze głębszej trajektorii spadkowej.

    Mocne uderzenie, ale gdzie są słabości?

    Eksperci nie mają jednak wątpliwości – system ma poważne wady. W swojej analizie badacze wymieniają trzy fundamentalne problemy.

    Pierwszy: efektywność. System jest mało zróżnicowany i bardzo uniwersalny – w 2024 roku 86% wszystkich świadczeń miało charakter powszechny, z czego aż 69% stanowiło tylko jedno świadczenie (800+). To oznacza wysoką nieefektywność w walce z ubóstwem.

    „Za ten sam koszt fiskalny można byłoby jeszcze mocniej zredukować ubóstwo, gdyby większa część środków trafiała do najbardziej potrzebujących rodzin” – piszą autorzy analizy.

    Drugi: podatność na populizm. Dane pokazują, że hojność systemu jest mocno podnoszona w latach wyborczych (upowszechnienie 500+ w 2019, waloryzacja w 2024). W efekcie świadczenia skaczą nagle, by przez kolejne lata stopniowo tracić realną wartość. System staje się zakładnikiem cyklu wyborczego.

    Trzeci: brak równowagi. Polski model opiera się niemal wyłącznie na pieniądzach. Autorzy ostrzegają:

    „[…] same transfery pieniężne są niewystarczające, aby osiągnąć cele pronatalistyczne i rozwój kapitału ludzkiego dzieci – niezbędne są równoczesne inwestycje w infrastrukturę opieki instytucjonalnej (żłobki, przedszkola) oraz polityki wspierające równowagę między pracą a życiem prywatnym„.

    Drogi sukces?

    Warto wspomnieć też o kosztach. Fiskalny koszt narodzin jednego dodatkowego dziecka w ramach programu szacuje się na ekstremalnie wysokie około 389 tysięcy dolarów – kwotę wielokrotnie wyższą niż w analogicznych programach w innych krajach.

    System wsparcia rodzin w Polsce przeszedł pozytywną rewolucję. Ale czy może działać lepiej? Według ekonomistów – tak. Kluczem jest większa różnorodność instrumentów, odporność na polityczne cykle i uzupełnienie finansowego wsparcia inwestycjami w usługi, które realnie ułatwiają łączenie rodzicielstwa z pracą. To będzie kolejne wyzwanie dla polityki społecznej.

  • Zamach na Trumpa w Hiltonie. Jak 31-latek z Kalifornii omijał ochronę Secret Service?

    Zamach na Trumpa w Hiltonie. Jak 31-latek z Kalifornii omijał ochronę Secret Service?

    Co może zdziałać jeden człowiek uzbrojony w strzelbę, pistolet i noże na ekskluzywnej gali korespondentów, gdzie obecny jest prezydent Stanów Zjednoczonych? Niech za odpowiedź posłuży dramatyczna scena, która rozegrała się w sobotę w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Na szczęście dla Donalda Trumpa, agentom Secret Service udało się udaremnić plan napastnika.

    Celem była administracja Trumpa

    Pełniący obowiązki prokuratora generalnego USA Todd Blanche nie pozostawił wątpliwości. W wywiadzie dla NBC News stwierdził, że napastnik powstrzymany podczas corocznej gali korespondentów Białego Domu prawdopodobnie zamierzał zabić członków administracji Donalda Trumpa i samego prezydenta.

    „Wygląda na to, że rzeczywiście obrał sobie za cel osoby pracujące w administracji, w tym prawdopodobnie prezydenta” — powiedział Blanche, cytowany przez agencje AP i Reuters oraz dziennik „Washington Post”.

    Tutaj pojawia się pierwszy kluczowy szczegół. Prokurator ujawnił, że podejrzany najprawdopodobniej podróżował pociągiem z Los Angeles do Chicago, a następnie do Waszyngtonu. To nie była spontaniczna akcja, a zaplanowana podróż.

    Kim jest niedoszły zamachowiec?

    Tu pojawiają się kolejne zaskakujące informacje. Zgodnie z doniesieniami dziennika „Los Angeles Times”, zatrzymany to 31-letni Cole Tomas Allen z miasta Torrance w Kalifornii. To nie jest typowy przestępca.

    Allen jest zarejestrowany jako wyborca niezależny. Co więcej, ma imponujące wykształcenie: uzyskał dyplom z inżynierii mechanicznej na politechnice CalTech i studiował informatykę na uczelni Cal State Dominguez Hills. W grudniu 2024 r. został nawet „nauczycielem miesiąca” w firmie oferującej korepetycje i usługi doradcze.

    Ale to nie koniec. Policja ustaliła, że Allen miał wynajęty pokój w hotelu Hilton w Waszyngtonie, gdzie odbywała się gala. Jak podkreśla portal pb.pl, bez problemu zameldował się jako zwyczajny gość i w bagażu wniósł do pokoju broń, w tym strzelbę. Podczas bankietu po prostu zjechał z nią do lobby.

    Hollywoodzka rzeczywistość

    Okoliczności zdarzenia przywodzą na myśl film z 1993 roku. Jak przypomina pb.pl, „Na linii ognia” („In the Line of Fire”) z Clintem Eastwoodem i Johnem Malkovichem obrazował próbę zamachu na prezydenta USA podczas bankietu w hotelu.

    W realu, po 33 latach, zmienił się jedynie cel bankietu. Tym razem była to coroczna impreza organizowana przez Stowarzyszenie Korespondentów Białego Domu (WHCA). Donald Trump, który zerwał tradycję uczestniczenia prezydentów w tym wydarzeniu (nie był ani razu w pierwszej kadencji, ani po objęciu drugiej w 2025 r.), tym razem się na niej pojawił.

    Globalna fala solidarności… i krytyki

    Wiadomość o zdarzeniu wywołała natychmiastową reakcję na arenie międzynarodowej. Przywódcy wielu państw wyrazili solidarność z prezydentem Trumpem.

    Wśród nich byli przywódcy Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii, a także władze Unii Europejskiej, Indii, Kanady i Izraela. Prezydent Francji Emmanuel Macron na platformie X podkreślił: „Zbrojny atak, którego celem był prezydent Stanów Zjednoczonych jest nie do przyjęcia. W Demokracji nie ma miejsca na przemoc”, zapewniając Trumpa o swoim „pełnym poparciu”.

    Jednak, jak zauważa pb.pl, komentarze ze świata są też krytyczne. Zdumiewa, że w jednym miejscu poza Białym Domem, wśród wielkiego tłumu, obecni byli jednocześnie prezydent, wiceprezydent i jeszcze kilka osób z konstytucyjnej kolejki do awaryjnego objęcia Białego Domu. W takich okolicznościach rygory bezpieczeństwa powinny być wyśrubowane.

    Co dalej?

    Cole Allen, jak czytamy w pb.pl, doczeka się oskarżenia o usiłowanie zabójstwa prezydenta USA, jeśli wcześniej jako niepoczytalny nie trafi do zakładu zamkniętego. Jego manifest, który zdążył upowszechnić, sugerował, że gdyby był agentem irańskim, łatwo mógłby przemycić karabin maszynowy.

    Donald Trump zbesztanie mediów, które planował na galii, jedynie odłożył w czasie. Powtórzony bankiet odbędzie się pod koniec maja. Prezydent stara się teraz maksymalnie wykorzystać groźny incydent politycznie i wizerunkowo. To dla niego kolejne, po cudownym ocaleniu w Butler w 2024 roku, doświadczenie, które może umacniać jego pozycję w oczach części elektoratu.

    Jedno jest pewne: ten incydent na długo zostanie w pamięci Waszyngtonu i zmusi służby do bolesnej rewizji procedur. A świat? Czeka na lepsze wieści ze stolicy USA.