Blog

  • Cyber_Folks: Polski gigant e-commerce, który urosł o 600%. Czy to dopiero początek?

    Cyber_Folks: Polski gigant e-commerce, który urosł o 600%. Czy to dopiero początek?

    Czy na polskiej giełdzie rośnie właśnie własny odpowiednik globalnego Shopify? Gdy wszyscy patrzą za ocean, na GPW cicho buduje się potęga – Cyber_Folks, spółka, której wartość od 2022 roku wzrosła o ponad 600%. Ale to nie koniec historii. Jej kluczowa spółka-córka, Shoper, właśnie dostała od analityków podwyższoną rekomendację „kupuj”. O co tyle szumu?

    Ekosystem, a nie tylko hosting

    Kluczem do zrozumienia fenomenu jest spojrzenie na grupę jako całość. Ekspert giełdowy Krzysztof Abramowicz, którego analizę przytacza Comparic.pl, podkreśla: trzeba traktować ich jako ekosystem do e-commerce, a nie tylko jako firmę hostingową.

    Cyber_Folks to trójgłowy organizm:

    • Cyber_Folks (spółka matka) – sprzedaje usługi hostingowe i domeny.
    • Shoper – jedna z największych w Polsce platform do e-sklepów.
    • Vercom – zajmuje się komunikacją marketingową (e-mail, SMS, powiadomienia push).

    W 2025 roku łączne przychody grupy wyniosły około 874 mln PLN. Vercom był największy (471,2 mln PLN), Shoper dołożył 220,5 mln PLN, a hosting – 182 mln PLN.

    Motor wzrostu: Shoper wchodzi na wyższy bieg

    I tu dochodzimy do najświeższych newsów. Analitycy Biura Maklerskiego Millennium podwyższyli rekomendację dla Shoper do „kupuj” (z „akumuluj”) w raporcie z 8 kwietnia. Jednocześnie obniżyli cenę docelową do 51,9 zł z 57,6 zł.

    Dlaczego ta zmiana? Shoper, po przejęciu przez Cyber_Folks, jest w fazie transformacji. Ewoluuje od platformy e-commerce z usługami marketingowymi w stronę skalowalnego modelu SaaS, skupionego na technologii, AI i dźwigni operacyjnej.

    „Po przejęciu przez cyber_Folks przed rokiem Shoper znajduje się obecnie w fazie przejściowej – od solidnej platformy e-commerce dla sprzedawców (…) do skalowalnej platformy skupionej na rozwoju technologii, wykorzystaniu AI, poprawie doświadczenia merchanta” – czytamy w raporcie analityków.

    I ten model działa! Rok 2025 przyniósł wymierne wzrosty.

    Twarde liczby nie kłamią

    Wyniki Shoper za 2025 rok są imponujące:

    • GMV Sklepy: 11,8 mld zł (wzrost o 10%)
    • GMV Omnichannel: 21 mld zł (wzrost o 45%)

    W samym IV kwartale 2025:

    • Przychody: 59,8 mln zł (+9%)
    • EBITDA: 22,7 mln zł (+15%) – rośnie szybciej niż przychody!
    • Zysk netto: 13,6 mln zł (-1%)

    Spółka poprawia rentowność dzięki dźwigni operacyjnej i redukcji kosztów, m.in. ograniczając niskomarżowe usługi SEO.

    Wielka szansa: integracja z PrestaShop

    Rok 2025 był przełomowy strategicznie. Dzięki integracji PrestaShop z grupą Cyber_Folks, Shoper zyskuje dostęp do około 700 tysięcy merchantów i rynków Europy Zachodniej.

    „Integracja z PrestaShop otwiera przed Shoperem nowy etap rozwoju. Funkcjonujemy w środowisku o znacznie większej skali, z dostępem do nowych rynków, większej bazy klientów oraz rozbudowanego ekosystemu technologicznego” – wskazał prezes Shoper, Jakub Dwernicki.

    To otwiera ogromny potencjał cross-sellu w ramach całego ekosystemu.

    Cel: 100 mln zł EBITDA w 2026 roku

    Wracając do grupy macierzystej – ambicje są ogromne. Zarząd Cyber_Folks celuje w 100 mln zł EBITDA w 2026 roku i 115 mln zł w 2027. Historycznie grupa rosła w tempie 35-37% rocznie, napędzana strategią przejęć (Shoper, PrestaShop).

    Motorem skalowania jest właśnie Shoper, którego realna łączna prowizja od e-sklepów to obecnie 0,9%. Zdaniem Abramowicza, dzięki temu grupa nadal może rosnąć po 20% rocznie.

    Ryzyko vs. potencjał

    Inwestycja nie jest pozbawiona wyzwań. Bieżąca wycena akcji Cyber_Folks to 178,40 PLN, przy wskaźniku C/Z na poziomie 40,73 – co świadczy o wysokich oczekiwaniach rynku. Analitycy wskazują na ryzyka: wysoką wycenę, wrażliwość na spowolnienie w e-commerce, niezadowolenie części klientów z polityki cenowej hostingu oraz konieczność dalszych, kosztownych inwestycji w rozwój Shopera poza Polską.

    Jednak po znaczącej przecenie akcji Shoper (spadek o ponad 37% od jesieni 2025) i obecnym odbiciu, wielu widzi okazję. Kurs Shoper testuje kluczowy poziom wsparcia w okolicach 37,50 zł, od którego odbijał się już wielokrotnie w przeszłości.

    Podsumowując: Polski gigant e-commerce nie zwalnia tempa. Z jednej strony grupa Cyber_Folks zbudowała potężny, rosnący ekosystem. Z drugiej – jej najważniejsza jednostka, Shoper, przechodzi właśnie technologiczną metamorfozę, która ma przynieść wyższą skalowalność i marże. Czy to połączenie napędzi kolejne 600% wzrostu? Rynek z niecierpliwością śledzi każdy krok.

  • BlackRock wraca z miliardem złotych! Czy to początek nowego trendu na rynku ETF-ów?

    BlackRock wraca z miliardem złotych! Czy to początek nowego trendu na rynku ETF-ów?

    Czy największy fundusz inwestycyjny świata właśnie dał sygnał do powrotu instytucji na rynek kryptowalut? Zaledwie kilka dni po upłynnieniu aktywów za ponad 300 milionów dolarów, BlackRock dokonał gwałtownego zwrotu i zainwestował około 243 miliony dolarów (blisko miliard złotych) w ETF-y na Bitcoina i Ethereum. To nie jest zwykła wahadłowa gra – to potężny ruch, który może zdefiniować nadchodzące tygodnie.

    Giganci ładują kasę

    6 kwietnia fundusz iShares Bitcoin Trust (IBIT) od BlackRocka przyciągnął około 181,9 miliona dolarów. Nie był to jedyny cel giganta – jego fundusz iShares Ethereum Trust (ETHA) zanotował napływy netto rzędu 60,8 miliona dolarów. Ale to nie był solowy występ.

    Tego samego dnia amerykańskie spotowe ETF-y na Bitcoina odnotowały łącznie napływy netto w wysokości około 471,4 miliona dolarów. To jedna z najsilniejszych sesji w ostatnich tygodniach! Do akcji wkroczyli też inni giganci: fundusz Fidelity przyciągnął około 147,3 miliona dolarów, a ARK Invest i 21Shares wspólnie pozyskały około 118,8 miliona dolarów.

    „To dopiero pierwszy etap długiego harmonogramu nowych produktów po stronie zarządzania aktywami” – powiedziała Amy Oldenburg, szefowa działu aktywów cyfrowych w Morgan Stanley, którego nowy trust odnotował świetny debiut.

    Marzec 2026: punkt zwrotny?

    Kontekst nadaje tym zakupom ogromne znaczenie. Marzec 2026 roku okazał się być przełomowy dla segmentu ETF-ów. Spotowe fundusze ETF na Bitcoina przerwały czteromiesięczną serię odpływów, odnotowując napływy netto w wysokości 1,32 miliarda dolarów.

    Był to pierwszy dodatni wynik miesięczny w tym roku. Wcześniejsze odpływy sprawiły, że cały pierwszy kwartał 2026 roku i tak zamknął się lekkim odpływem netto rzędu 500 milionów dolarów, ale trend wyraźnie się odwrócił.

    BlackRock kupuje, gdy Bitcoin spada

    Najnowsze dane tylko potwierdzają siłę tego odwrócenia. W czwartek, 9 kwietnia, napływy do amerykańskich ETF-ów spot na Bitcoina ponownie przyspieszyły, przerywając dwudniową serię odpływów netto. I znów na czele stanął BlackRock.

    iShares Bitcoin Trust od BlackRocka przyciągnął 269,3 miliona USD – był to dla tego funduszu najlepszy dzień od początku marca. Łącznie 12 funduszy zanotowało 358,1 miliona USD napływów netto. Mocne wyniki osiągnęły też Fidelity (53,3 mln USD) oraz nowy Morgan Stanley Bitcoin Trust (14,9 mln USD), który był głównym kontrybutorem mimo dopiero drugiego dnia notowań.

    A tu jest najciekawsze: dzieje się to w okresie, gdy cena Bitcoina spadła z tegorocznego maksimum na poziomie 97 000 USD do okolic 72 100 USD. Skala napływów do IBIT pokazuje, że fundusz BlackRocka utrzymuje mocną pozycję mimo szerszego odwrotu od aktywów cyfrowych. Od początku 2026 r. produkt zanotował już 1,5 mld USD napływów netto.

    Robert Mitchnick, szef działu aktywów cyfrowych w BlackRocku, mówił w marcu, że inwestorzy w IBIT są „nieproporcjonalnie nastawieni na długoterminowe kup i trzymaj”.

    Co dalej? Instytucje nie śpią

    To odwrócenie trendu sugeruje, że instytucje, z BlackRockiem na czele, zaczęły ponownie traktować korektę cenową jako okazję do akumulacji. Morgan Stanley nie zwalnia tempa – bank złożył już wnioski dotyczące dopuszczenia do obrotu ETF-u na stakowany Ether (ETH) oraz SolanaETF.

    Ostatnie dni napływów sprawiły też, że amerykańskie ETF-y spot na Bitcoina zbliżyły się do ponownego wyjścia na dodatnie saldo od początku roku. Po zakończeniu 2025 r. z łącznymi napływami netto na poziomie 56,59 mld USD, obecny wynik wynosi 56,51 mld USD. Do powrotu do poziomu z początku roku brakuje już tylko 80 mln USD.

    Czy to początek nowej, długoterminowej fali instytucjonalnego kapitału, czy tylko chwilowa reakcja na poprawę nastrojów geopolitycznych? Uczestnicy rynku będą to obserwować z zapartym tchem. Jedno jest pewne – gdy BlackRock wykonuje ruch, cały rynek patrzy.

  • NBP liderem zakupów złota. Kto jeszcze napędza rynek?

    NBP liderem zakupów złota. Kto jeszcze napędza rynek?

    Czy wiedzieliście, że polski bank centralny był w lutym największym kupcem złota na świecie? To nie żart! Podczas gdy inwestorzy wstrzymują oddech przed kluczowymi danymi z USA, Narodowy Bank Polski konsekwentnie powiększa swoje rezerwy, a za nim podążają inni gracze. Oto, co dzieje się na rynku cennego kruszcu.

    NBP nie zwalnia tempa

    W czwartek prezes Adam Glapiński ogłosił, że NBP dokupił złota, wykorzystując spadek cen po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Jak poinformował, bank zwiększył rezerwy do wysokości 580 ton. To jednak nie koniec planów!

    „Wykorzystaliśmy spadek cen po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie i dokupiliśmy złota do wysokości 580 ton” – powiedział prezes NBP Adam Glapiński.

    Z inicjatywy prezesa zarząd NBP podjął decyzję o dalszym zwiększeniu rezerw do poziomu 700 ton. Dzięki temu Polska znajdzie się w elitarnej dziesiątce państw o największych zasobach złota na świecie. Skala i tempo zakupów będą zależały od uwarunkowań rynkowych.

    Ale to nie wszystko. Dane za pierwszy kwartał 2026 roku są jeszcze bardziej imponujące. W lutym NBP kupił 20 ton kruszcu. Polskie zakupy stanowiły wówczas niemal 75 proc. wszystkich transakcji dokonanych przez banki centralne na całym świecie – wyprzedziliśmy pod tym względem takie potęgi jak Chiny czy Indie. Obecnie w rezerwach NBP znajduje się już 570 ton złota, co plasuje Polskę na 12. miejscu na świecie.

    Kto kupuje, a kto sprzedaje?

    NBP nie jest sam w swoich zakupach. Dokupywały też banki centralne Uzbekistanu, Brazylii, Kazachstanu i Kirgistanu. Pomimo spowolnienia w stosunku do tempa z 2025 r., banki centralne Azji Środkowej i Wschodniej oraz Europy kontynuują zakupy netto, a na czele na początku 2026 r. znajdują się Polska i Uzbekistan. Złoto stanowi obecnie około 88 proc. całkowitych rezerw Uzbekistanu.

    Sprzedawały natomiast banki: Ghany, Singapuru, Rosji, Kataru i Meksyku. Złota pozbywały się też ETF-y, które zanotowały odpływ kapitału o 12 mld dol. w marcu, głównie te z Ameryki Północnej (-13 mld dol. mdm). W Europie doszło do odpływu 54 mln dol. ze złotych ETF, a w Azji był napływ o 2 mld dol. – podaje Gold.org.

    Ale tutaj czeka nas niespodzianka. Tylko w pierwszym tygodniu kwietnia fundusze ETF zwiększyły swoje zasoby złota o 21 ton. Znaczny odpływ kapitału w marcu zmniejszył o połowę globalny napływ kapitału do fizycznie zabezpieczonych funduszy ETF na złoto w pierwszym kwartale. Niemniej jednak, zmienny początek roku nadal oznaczał siódmy z rzędu kwartał napływu netto.

    Cena pod presją, ale trend wzrostowy

    Cena złota w kontraktach terminowych w piątek spada o 1,2 proc. do 4758 dol. za uncję. Obciążona jest umocnieniem dolara i niepewnością związaną z zawieszeniem broni między USA a Iranem. Jednak notowania zmierzają ku trzeciemu z rzędu tygodniowemu wzrostowi. W skali tygodnia złoto zyskuje 1,7 proc.

    Cena złota spot spadła o niecałe 10 proc. od początku wojny z Iranem 28 lutego, a wysokie ceny energii wywołują obawy o przyśpieszenie inflacji i perspektywę wyższych stóp procentowych.

    Analizy pokazują interesujący paradoks. Jak podkreśla Łukasz Wydra, analityk Cashify Gold, powrót kapitału do funduszy ETF przy jednoczesnych zakupach banków centralnych to rzadki sygnał zgrania się dwóch największych sił rynkowych. Rynek przestał reagować na dobre dane z USA, które zazwyczaj spychały cenę złota w dół.

    „Dziś, mimo silnego dolara, kruszec stabilnie trzyma się powyżej kluczowych poziomów, co sugeruje, że inwestorzy boją się już nie kryzysu, a trwale rosnących kosztów życia i energii w Europie” – zauważa Łukasz Wydra z Cashify Gold.

    Co dalej z ceną?

    Wszystkie oczy zwrócone są teraz na Bliski Wschód i dane z USA. Kruche, dwutygodniowe zawieszenie broni między USA a Iranem uległo w piątek dalszemu osłabieniu, gdy Waszyngton oskarżył Teheran o złamanie obietnic dotyczących Cieśniny Ormuz.

    „Brakuje jasności co do sposobu, w jaki rozwija się zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie i co to oznacza dla rynków energii… dlatego wchodzimy w fazę oczekiwania (jeśli chodzi o złoto) przed ostatnią sesją tygodnia” – powiedział dla Reutersa Kyle Rodda, starszy analityk rynku finansowego w Capital.com.

    Ten sam analityk przedstawia dwa możliwe scenariusze: „Jeśli sytuacja się załamie, (złoto) może dość szybko wrócić do poziomu około 4000 dol. Ale jeśli zawieszenie broni się utrzyma i porozumienie pokojowe stanie się bardziej prawdopodobne, możemy przekroczyć 5000 dol.”

    W wycenie złota istotne będą dane o amerykańskim indeksie cen konsumpcyjnych za marzec, które mają zostać opublikowane. Mogą one dostarczyć dalszych wskazówek na temat kierunku polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej USA. Rynek kontraktów na stopy w Chicago wycenia 31-procentowe prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych o co najmniej 25 punktów bazowych i to dopiero w grudniu. W czwartek było to 20 proc.

    Nie tylko banki centralne

    Oprócz NBP jest jeszcze ktoś, kto kupuje złoto w dużych ilościach w ostatnich dniach. Chodzi o Indie, gdzie popyt na złoto nieznacznie wzrósł w tym tygodniu przed ważnym festiwalem Akshaya Tritiya 19 kwietnia. To drugie co do wielkości święto kupowania złota w Indiach po Dhanteras.

    Jednocześnie jednak w Chinach premie handlujących złotem spadły ze względu na spowolnienie popytu detalicznego.

    Spadające wskaźniki zmienności VIX i MOVE otworzyły przestrzeń do dużych zakupów bez wywoływania paniki cenowej. Jak podsumowuje Łukasz Wydra: „Skoro fundusze inwestycyjne zaczęły w kwietniu gwałtownie nadrabiać zaległości, wchodzimy w fazę, w której złoto zyskuje na wartości nie dlatego, że świat się wali, ale dlatego, że pieniądz traci swoją realną siłę nabywczą.”

    Rynek złota nigdy nie był tak ciekawy. Z jednej strony mamy agresywne zakupy banków centralnych na czele z NBP, z drugiej – powrót funduszy ETF i niepewność geopolityczną. Jedno jest pewne: złoto wciąż pozostaje w centrum uwagi największych graczy finansowych.

  • Euvic Solutions łapie sztorm na AI! Kontrakt za 20 mln USD i kredyt od PKO BP. Czy to koniec 45% korekty?

    Euvic Solutions łapie sztorm na AI! Kontrakt za 20 mln USD i kredyt od PKO BP. Czy to koniec 45% korekty?

    Czy polska spółka technologiczna właśnie złapała drugi oddech w wyścigu o sztuczną inteligencję? Euvic Solutions, spółka zależna Euvic S.A., podpisała właśnie umowę, która może być przełomem. Mowa o kontrakcie wartym 20-22 mln USD netto na budowę fabryki AI!

    Wielki kontrakt z Grecji

    Umowa ramowa została zawarta z grecką firmą KIEFER TEK LTD z siedzibą w Maroussi. Na jej podstawie Euvic Solutions otrzymał zamówienie na wykonanie kluczowej instalacji. Chodzi o specjalistyczny system serwerowy NVIDIA, który ma stanowić element infrastruktury obliczeniowej klienta.

    Zakres prac jest kompleksowy. Spółka zajmie się zarówno instalacją fizyczną (sprzętową), jak i logiczną (oprogramowania). To nie jest zwykły przetarg – to budowa pełnego środowiska do przetwarzania AI.

    Finansowanie z polskiego giganta

    Ale to nie wszystko! Aby zrealizować to ambitne przedsięwzięcie, potrzebne było solidne finansowanie. I tu pojawia się PKO Bank Polski. Bank udzielił spółce zależnej Euvic kredytu celowego na kwotę 23,5 mln zł.

    Zabezpieczeniem transakcji jest poręczenie udzielone przez Euvic S.A. Poręczenie to zostało udzielone do kwoty 35,25 mln zł i obejmuje również odsetki, prowizje i pozostałe koszty. Co ważne, obowiązuje ono najpóźniej do 8 września 2029 roku. To daje spółce długi horyzont czasowy na realizację projektu.

    Drugi duży kontrakt w portfolio

    To nie jedyna dobra wiadomość dla Euvic. Jak donosi portal Comparic.pl, spółka podpisała również umowę ze Skarbem Państwa – Centrum e-Zdrowia. Jej wartość to 37,73 mln zł netto.

    Przedmiotem tej umowy jest, podobnie jak w przypadku greckiego kontraktu, kompleksowa realizacja systemu NVIDIA przeznaczonego do zadań z zakresu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Umowa z Centrum e-Zdrowia obowiązuje przez 60 miesięcy, co gwarantuje stabilny strumień przychodów na lata.

    „Przedmiotem umowy jest kompleksowa realizacja dostawy, instalacji, konfiguracji oraz uruchomienia systemu NVIDIA przeznaczonego do realizacji zadań z zakresu sztucznej inteligencji (AI), w tym uczenia maszynowego (ML), obejmującego zintegrowany zestaw sprzętu i oprogramowania” – czytamy w komunikacie przytoczonym przez Comparic.pl.

    Kurs pod presją, ale fundamenty rosną

    Tu pojawia się najciekawszy paradoks. Pomimo zdobywania tak dużych kontraktów, kurs akcji Euvic od końca 2025 roku spadł o około 45%. To znacząca korekta, która zwróciła uwagę inwestorów.

    Portal Comparic.pl zwraca uwagę, że historycznie podobne spadki w przypadku tej spółki kończyły się odbiciem. Co więcej, od połowy lutego kurs przestał spadać, co może sugerować budowanie dna wyceny. Przez ponad 10 lat na NewConnect spółka zyskała ponad 1000%, a jej notowania charakteryzują się raczej długoterminowym trendem wzrostowym przerywanym okresowymi korektami.

    Podsumowanie: AI napędza biznes

    Euvic Solutions konsekwentnie buduje swoją pozycję w segmencie sztucznej inteligencji. Dwa potwierdzone, wielomilionowe kontrakty – jeden zagraniczny, drugi krajowy – pokazują, że model biznesowy spółki znajduje uznanie zarówno na rynku europejskim, jak i w sektorze publicznym w Polsce.

    Finansowanie od PKO BP daje kapitał na rozwój, a długi termin poręczenia redukuje krótkoterminowe ryzyko płynności. Czy 45% korekta kursu to sygnał do uważnej obserwacji? Dane fundamentalne spółki – przynajmniej te związane z nowymi zamówieniami – mówią same za siebie.

  • Wyciek SWIFT ujawnia plan: XRP i Stellar jako przyszłość płatności transgranicznych?

    Wyciek SWIFT ujawnia plan: XRP i Stellar jako przyszłość płatności transgranicznych?

    Czy globalna infrastruktura płatnicza, obsługująca 155 bilionów dolarów rocznie, właśnie otrzymała swój cyfrowy plan modernizacji? Wyciek wewnętrznej dokumentacji SWIFT rzuca nowe światło na kierunek, w którym zmierza świat finansów. I w centrum tej transformacji znajdują się dwie znane kryptowaluty.

    Nie eksperymenty, a konkretne elementy systemu

    Ripple (XRP) i Stellar Lumens (XLM) pojawiają się w dokumentach SWIFT nie jako egzotyczne projekty, lecz jako konkretne elementy nadchodzącego systemu płatniczego. To zasadnicza zmiana narracji. Kluczem do tej integracji jest przyjęcie przez SWIFT standardu ISO 20022 – nowego globalnego złotego standardu przesyłania wiadomości finansowych.

    Zgodność ich sieci z ISO 20022 sprawia, że mogą przyjmować i generować komunikaty w tym samym formacie, którego SWIFT wymaga od banków po migracji standardu.

    Ale to nie tylko kwestia technicznej kompatybilności. Ripple Labs współpracuje już z co najmniej 30 dużymi bankami działającymi w ekosystemie SWIFT, w tym z Santander, Deutsche Bank, Royal Bank of Canada i SEB. To istniejąca sieć relacji instytucjonalnych.

    „Bitcoin dla banków” wkracza do gry

    Popularny badacz blockchain, SMQKE, zwrócił uwagę na fragment dokumentacji dotyczący konkurencji w płatnościach transgranicznych. W sekcji opisującej pomijanie pośredników (dezintermediację), Ripple i Stellar zostały wymienione wprost jako rozwiązania komercyjne do przekazów zagranicznych, obok MoneyGram, PayPal i Payoneer.

    Dokument pozycjonuje XRP jako narzędzie infrastrukturalne, zaprojektowane do usprawnienia finansów instytucjonalnych i modernizacji płatności międzynarodowych. Nie chodzi o spekulację, a o użyteczność. W tym kontekście XRP pełni funkcję aktywa pomostowego, umożliwiającego szybki transfer wartości między systemami finansowymi.

    Jaką rolę mogą pełnić XRP i XLM?

    Dokumentacja wskazuje na kilka ścieżek integracji. SWIFT przygotowuje bramkę wieloaktywową (multi-asset gateway), której celem jest rozszerzenie zakresu współpracujących blockchainów. W tym modelu XRP i XLM mogłyby pełnić funkcję aktywów pomostowych – waluty pośredniczącej w transakcjach między różnymi jurysdykcjami i walutami.

    SWIFT potwierdził już wcześniej testy XRP oraz HBAR w swojej sieci, a w bieżącym roku ogłosił plany dodania rejestru opartego na blockchainie. Inne ścieżki mogą prowadzić przez stablecoiny lub utrzymywanie płynności na żądanie.

    Praktyka, nie teoria: banki już testują

    Odpowiedź na pytanie o gotowość banków płynie z praktyki. Dokument opisuje program pilotażowy z udziałem dwunastu banków, które testowały XRP pod kątem równoważenia płynności w czasie rzeczywistym. W tym modelu XRP ułatwiło transgraniczny przepływ wartości i zmniejszyło zależność od kont prefinansowanych (nostro/vostro), które tradycyjnie zamrażają ogromne kwoty kapitału.

    Wyniki pokazują, że rozwiązania oparte na blockchainie poprawiają efektywność kapitałową i usprawniają procesy rozliczeniowe w warunkach rzeczywistych. To silny argument biznesowy.

    Skala potencjalnej rewolucji

    Nawet marginalne przejęcie części ogromnego wolumenu SWIFT przez sieci DLT oznaczałoby strukturalną zmianę w sposobie funkcjonowania międzynarodowych przepływów pieniężnych. Roczny obrót SWIFT to kwota 60-krotnie większa niż obecna kapitalizacja całego globalnego rynku kryptowalut.

    Pytaniem pozostaje nie to, czy integracja nastąpi, lecz w jakiej formie i tempie zostanie wdrożona. Określenie XRP mianem „Bitcoina dla banków” odzwierciedla szerszą zmianę: instytucje finansowe priorytetowo traktują wydajność, zgodność i integrację, a nie wartość spekulacyjną. Jeśli adopcja będzie postępować, systemy oparte na blockchainie mogą na nowo zdefiniować globalny obrót handlowy.

  • Polska na szczycie świata: 20. gospodarka globu i historyczny awans do G20

    Polska na szczycie świata: 20. gospodarka globu i historyczny awans do G20

    Czy Polska właśnie stała się pełnoprawnym graczem na światowej arenie gospodarczej? Dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego z końca 2025 roku są jednoznaczne: nasz kraj to 20. największa gospodarka świata. A to dopiero początek wielkich zmian.

    Świat zachwycony „europejskim czempionem wzrostu”

    Informacja o polskim awansie obiegła glob. Po tym, jak 16 marca agencja Associated Press opublikowała tekst „Polska jest obecnie wśród 20 największych gospodarek świata. Jak do tego doszło?”, zacytowało go 292 redakcje internetowe w 33 krajach – od NBC News po brytyjski The Independent. Najwięcej materiałów ukazało się w USA (187), Indiach (20) i Szwecji (16).

    Zagraniczne media podkreślały historię polskiej transformacji po 1989 roku, konsekwentne reformy i odporność na gospodarcze turbulencje. Wskazywały na mocne fundamenty: stabilne instytucje, dobrze wykształcone młode pokolenie, pełną integrację z UE oraz rosnącą rolę innowacji.

    W zagranicznych przekazach Polska przestała być opisywana jako „wschodzący rynek”, a zaczęła być traktowana jako dojrzały partner gospodarczy, określany mianem „europejskiego czempiona wzrostu” – zaznacza Tomasz Lubieniecki z Instytutu Monitorowania Mediów.

    Szczególnie wymowna była zmiana tonu w mediach zachodnioeuropejskich. Londyński The Times opublikował poradnik dla Brytyjczyków rozważających przeprowadzkę do Polski, zachwalając rosnącą jakość życia i atrakcyjność kraju.

    Historyczny krok: Polska z głosem w G20

    Ale to nie koniec dobrych wiadomości. Oto największa wisienka na torcie! We wtorek 14 kwietnia minister finansów Andrzej Domański po raz pierwszy weźmie udział w posiedzeniu grupy G20 na prawach pełnego członka. To historyczny moment dla polskiej dyplomacji gospodarczej.

    Jesteśmy w G20 po to, aby wzrost gospodarczy Polski był trwały i bezpieczny. Dlatego jesteśmy przy głównym stole i to tworzy historyczną szansę dla Polski – przekonuje minister Domański.

    Jednym z tematów rozmów na szczycie będzie wpływ wydarzeń w rejonie Zatoki Perskiej na globalną gospodarkę. Polska nie będzie już tylko obserwatorem, ale aktywnym uczestnikiem tych kluczowych dyskusji.

    Polska misja gospodarcza na Daleki Wschód

    Tuż przed szczytem G20, już w sobotę, rusza kolejna ważna inicjatywa. Polska delegacja rządowa jedzie z misją gospodarczą do Korei Południowej i Japonii. Na jej czele stoi premier Donald Tusk, który spotka się m.in. z prezydentem i premierem Korei.

    Cel jest konkretny. „Korea jest istotnym partnerem gospodarczym Polski, ale nasz kraj notuje deficyt w wymianie handlowej z Seulem. Celem misji gospodarczej jest poprawa i zrównoważenie tej wymiany” – czytamy w serwisie Business Insider. Dlatego w delegacji uczestniczą także minister rolnictwa oraz szefowie kluczowych instytucji finansowych.

    Kraj podzielony: duma vs. codzienne wyzwania

    Jak ten sukces przyjęto nad Wisłą? Temat awansu Polski był od stycznia do marca 2026 roku opisywany w 2,3 tys. publikacji w mediach tradycyjnych, z łącznym zasięgiem 77,5 mln potencjalnych kontaktów. W mediach społecznościowych pojawiło się 27 tys. postów i komentarzy.

    I tu pojawia się rozdźwięk. Dla jednych awans to obiektywny dowód na „cud gospodarczy” i powód do głębokiej dumy pod hasłem „Powered by Poland”. Dla innych te same statystyki są pretekstem do podkreślania rozbieżności między liczbami a codziennym doświadczeniem.

    Podczas gdy na portalach zagranicznych przekaz MFW o Polsce wzmacnia obraz naszego państwa jako stabilnej, rozwiniętej gospodarki, w kraju ta sama informacja często staje się punktem odniesienia w polaryzujących społeczeństwo sporach politycznych – podsumowuje ekspert IMM.

    Debata w sieci koncentrowała się też na aspiracjach Polski do stałej obecności w G20. Sceptycy zachowują pragmatyzm, wskazując, że sama wielkość PKB to za mało, a o przyszłej pozycji zadecydują wyzwania jak demografia czy innowacyjność.

    Nowa era polskiej gospodarki

    Niezależnie od wewnętrznych sporów, fakty są niepodważalne. Polska nie tylko dołączyła do elitarnego grona 20 największych gospodarek świata, ale także zyskała głos przy głównym stole globalnych decyzji w G20. Jednocześnie ruszają konkretne misje gospodarcze mające poprawić naszą pozycję handlową.

    To nie jest już opowieść o „wschodzącym rynku”. To historia dojrzałego partnera gospodarczego, który ma zarówno osiągnięcia, jak i ambicje, by kształtować globalne reguły gry. Czas pokaże, jak wykorzystamy tę historyczną szansę.

  • Japonia w akcji: strategiczne rezerwy ropy idą do walki z kryzysem

    Japonia w akcji: strategiczne rezerwy ropy idą do walki z kryzysem

    Co robi kraj, który importuje niemal całą ropę, gdy kluczowy szlak transportowy zamiera? Japonia nie czeka na rozwój wypadków i sięga po swoje strategiczne zapasy.

    Rząd w Tokio ogłosił właśnie kolejny, zdecydowany krok. W maju zostanie uwolniona ropa ze strategicznych rezerw państwowych w ilości odpowiadającej 20 dniom krajowego zapotrzebowania. To druga faza działań mających zapewnić stabilność dostaw.

    – W celu zagwarantowania stabilnych dostaw ropy, w ramach drugiej fazy, która rozpocznie się na początku maja, uwolnimy równowartość około 20 dni konsumpcji z rezerw państwowych – oświadczyła premier Sanae Takaichi, cytowana przez Forsal.pl.

    Dlaczego teraz?

    Odpowiedź leży tysiące kilometrów od wybrzeży Japonii. Blisko 95% ropy zużywanej przez ten kraj pochodzi z Bliskiego Wschodu. A tam sytuacja jest napięta. Ruch statków w cieśninie Ormuz – absolutnie kluczowym szlaku transportowym – został praktycznie wstrzymany. To odwet Iranu za naloty przeprowadzone przez USA i Izrael pod koniec lutego.

    Tokio już w połowie marca zareagowało, uwalniając zapasy państwowe i prywatne odpowiadające łącznie 45 dniom zużycia. Teraz idzie o krok dalej.

    Nie tylko rezerwy

    Uwolnienie ropy to nie jedyne działanie japońskiego rządu. Premier Takaichi podkreśliła, że kraj intensyfikuje starania na rzecz dywersyfikacji importu ropy. Szuka alternatywnych źródeł, by zmniejszyć zależność od jednego, niestabilnego regionu.

    Ale to nie wszystko. Rząd skupia się też na rynku wewnętrznym. Szefowa gabinetu poleciła ministrom pilne rozwiązanie problemów z dostępnością konkretnych, deficytowych produktów. Mowa tu m.in. o oleju opałowym dla rolnictwa, oleju napędowym dla transportu oraz rozcieńczalnikach do farb.

    Minister gospodarki, Ryosei Akazawa, zapewnił, że kraj zabezpieczył niezbędne ilości paliw i będzie na bieżąco usuwał ewentualne zakłócenia logistyczne.

    Jak duży jest bufor bezpieczeństwa?

    Na szczęście Japonia nie zaczyna od zera. Kraj od lat budował swoją poduszkę bezpieczeństwa. Łączne rezerwy ropy Japonii szacowane są obecnie na około 254 dni krajowego zapotrzebowania. To potężny bufor, który daje czas na znalezienie rozwiązań i uspokojenie rynku.

    Władze w Tokio jasno komunikują, że ich celem jest zapewnienie ciągłości dostaw i stabilności rynku paliwowego. Monitorują sytuację i są gotowe na dalsze kroki. W obliczu zagrożeń dla bezpieczeństwa energetycznego, Japonia pokazuje, że potrafi działać szybko i zdecydowanie.

  • Atal startuje w 2026 roku z 500 przekazanymi lokalami. Czy to początek rekordowego roku?

    Atal startuje w 2026 roku z 500 przekazanymi lokalami. Czy to początek rekordowego roku?

    Czy polski rynek deweloperski w końcu nabiera rozpędu? Jeden z kluczowych graczy, Atal, właśnie opublikował pierwsze twarde dane za 2026 rok, a one mogą być zapowiedzią dużych zmian.

    Pierwsze liczby 2026 roku są na stole

    Zarząd Atal S.A. poinformował właśnie, że w I kwartale 2026 roku Grupa przekazała nabywcom łącznie 500 lokali mieszkalnych i usługowych. To pierwszy oficjalny sygnał, jak spółka zarządzana przez Zbigniewa Juroszka radzi sobie w nowym roku.

    Zarząd ATAL S.A. informuje, że według danych zagregowanych na dzień dzisiejszy, w przychodach I kwartału 2026 roku Grupa ATAL S.A. uzna łącznie 500 lokali mieszkalnych i usługowych przekazanych w tym okresie nabywcom.

    Gdzie konkretnie oddano klucze? Liderem okazało się Trójmiasto (127 lokali), tuż za nim uplasowała się Łódź (97). Kolejne w kolejności były: Katowice (88), Wrocław (72), Poznań (50), Kraków (42) i Warszawa (24). To ciekawa mapa aktywności, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych zapowiedzi prezesa.

    Cel: 2,5-3 tys. mieszkań rocznie. Realny?

    Te 500 lokali to dopiero początek. Przypomnijmy, że pod koniec marca prezes Zbigniew Juroszek stawiał sobie bardzo konkretne cele.

    W 2026 r. spodziewamy się wzrostu wolumenu sprzedaży oraz zdecydowanie większej liczby przekazań, rzędu 2,5-3 tys. Weszliśmy w ten rok bardzo silni. Widzimy zdecydowanie większy ruch w biurach sprzedaży – mówił Zbigniew Juroszek dla Pulsu Biznesu.

    To ambitny plan, biorąc pod uwagę, że w całym 2025 roku Atal sprzedał 1 678 mieszkań i lokali usługowych, a przekazał klientom 2 065 jednostek. Jeśli pierwszy kwartał jest miarodajny, roczny cel przekazań na poziomie 2,5-3 tysięcy wydaje się w zasięgu ręki.

    Strategia: rozwój w jednych miastach, hamulec w innych

    Kluczem do sukcesu ma być selektywne podejście. Prezes Juroszek już wcześniej wskazywał, gdzie spółka przyspiesza, a gdzie zwalnia.

    Rozwijamy ofertę m.in. w Krakowie i Warszawie, natomiast w Łodzi wstrzymujemy się z nowymi inwestycjami – informował Zbigniew Juroszek.

    Co ciekawe, dane za I kwartał pokazują, że Łódź, pomimo wstrzymania nowych inwestycji, była drugim najaktywniejszym rynkiem pod względem przekazań (97 lokali). To pokazuje siłę wcześniej zgromadzonego portfela. Atal ma zabezpieczone zasoby gruntowe na wiele lat – około 1 mln m kw. powierzchni użytkowej w budowie i przygotowaniu.

    Eksperci: „Atal wyraźnie się wyróżnia”

    Optymizm zarządu podzielają niektórzy analitycy. David Sharma z Trigon DM ocenia, że spółka znajduje się w rekordowym cyklu inwestycyjnym.

    Obecnie spółka znajduje się w rekordowym cyklu inwestycyjnym, z największą w swojej historii liczbą mieszkań w budowie, co może przełożyć się na rekordowe wyniki finansowe w 2026 r. Szacujemy, że sprzedaż dewelopera wyniesie około 2,8 tys. lokali, a liczba przekazań sięgnie 3,3 tys. – mówi David Sharma.

    To nawet nieco więcej, niż sam zarząd sobie zakłada. Kluczowy będzie jednak ogólny klimat na rynku.

    Czy wiosna przyniesie ożywienie?

    Eksperci rynku nieruchomości, jak Marcin Drogomirecki z Grupy Morizon-Gratka, wskazują, że początek roku był powolny, ale widzą szansę na poprawę.

    Ożywienie przyszło dopiero w drugiej połowie lutego. O ile po stronie popytu widać już wyraźną poprawę, o tyle aktywność sprzedających nadal pozostaje umiarkowana – mówi Drogomirecki.

    Jego zdaniem, aby wiosną doszło do prawdziwego ożywienia, konieczne jest zwiększenie podaży ofert i bardziej realistyczne podejście sprzedających do cen. Na ustabilizowanym rynku klienci nie czują presji i nie są skłonni przepłacać.

    Pierwszy kwartał 2026 roku dla Atala wygląda solidnie. 500 przekazanych lokali to dobry fundament pod realizację ambitnych, rocznych planów. Jeśli ruch w biurach sprzedaży utrzyma się, a rynek spełni oczekiwania ekspertów co do wiosennego ożywienia, możemy być świadkami naprawdę mocnego roku tego giełdowego dewelopera.

  • Uważaj! Możesz stracić nieruchomość, którą użytkujesz od lat. Kluczowy jest ten jeden wniosek

    Uważaj! Możesz stracić nieruchomość, którą użytkujesz od lat. Kluczowy jest ten jeden wniosek

    Czy wiesz, że samo korzystanie z ziemi czy domu przez dziesięciolecia nie czyni cię jeszcze właścicielem? To szokujące, ale prawdziwe. Dopóki nie przejdziesz formalnej procedury, ta nieruchomość wciąż może należeć do kogoś innego. A krewni dawnych właścicieli coraz częściej i skutecznie upominają się o swoje prawa.

    Czym jest zasiedzenie? Legalna droga do własności

    To sposób nabycia własności nieruchomości przez długotrwałe i nieprzerwane jej posiadanie. Jest to mechanizm prawny, który pozwala uporządkować los porzuconych gruntów, działek bez jasnego właściciela lub tych, których status prawny jest niejasny. Dotyczy to często przypadków sięgających czasów wojny, gdy rodziny opuszczały kraj, zostawiając po sobie ziemię czy gospodarstwa.

    Dziś problem najczęściej dotyczy niezabudowanych działek używanych jako pastwiska, ogródki czy po prostu sąsiadujących z zabudowaną posesją. Ludzie się do nich przyzwyczajają, ale zwlekają z formalnym przejęciem. Tymczasem czas działa na ich niekorzyść.

    Kluczowe warunki: posiadanie, czas i dowody

    Aby zasiedzieć nieruchomość, trzeba spełnić konkretne, prawne warunki. Oto one:

    1. Posiadanie samoistne

    Zgodnie z art. 172 § 1 Kodeksu cywilnego, musisz władać nieruchomością nieprzerwanie jako posiadacz samoistny. Oznacza to, że zachowujesz się tak, jakbyś był właścicielem: uprawiasz ziemię, ogradzasz teren, wykonujesz remonty, płacisz podatki. Te działania muszą być zauważalne dla otoczenia i nie mogą wynikać z innego tytułu prawnego (np. dzierżawy).

    2. Upływ czasu – 20 lub 30 lat

    Okres zależy od twojej wiary:

    • 20 lat – jeśli objąłeś nieruchomość w dobrej wierze, będąc przekonanym, że nabyłeś ją prawidłowo (np. kupując od kogoś, kto wydawał się właścicielem).
    • 30 lat – jeśli działałeś w złej wierze, wiedząc, że nieruchomość do ciebie nie należy.

    W obu przypadkach posiadanie musi być nieprzerwane i samoistne.

    3. Dowody posiadania

    Fakt nieprzerwanego użytkowania trzeba udowodnić w sądzie. Pomocne będą:

    • Zeznania świadków,
    • Pisemne oświadczenia,
    • Dowody opłacania podatku od nieruchomości (nawet jeśli były wystawione na inne nazwisko),
    • Dokumenty z gminy potwierdzające prowadzenie gospodarki na działce.

    Dziedziczenie prawa do zasiedzenia? Prawie niemożliwe

    Tu ważna uwaga: samego prawa do zasiedzenia nie można odziedziczyć, zapisać w testamencie ani sprzedać. To nie jest prawo majątkowe. Jest jednak istotny wyjątek.

    Zgodnie z art. 176 § 1 KC, jeśli posiadacz zmarł, a jego spadkobierca przejął faktyczne posiadanie, może doliczyć do swojego czasu posiadania czas użytkowania poprzednika.

    Przykład: Dziadek użytkował działkę w dobrej wierze przez 15 lat. Wnuk kontynuuje posiadanie po jego śmierci. Po kolejnych 5 latach może złożyć wniosek o zasiedzenie, sumując okresy. Pamiętaj jednak: każda przerwa w użytkowaniu przerywa bieg zasiedzenia i zmusza do zaczęcia wszystkiego od nowa!

    Procedura krok po kroku: od wniosku do księgi wieczystej

    Zasiedzenie nie dzieje się automatycznie. To proces sądowy.

    1. Złóż wniosek do sądu rejonowego właściwego dla miejsca położenia nieruchomości. Dołącz:

      • Wypis z księgi wieczystej (numer znajdziesz w sądzie lub urzędzie gminy),
      • Wypis i wyrys z ewidencji gruntów,
      • Dowody posiadania (zeznania, opłaty, zdjęcia),
      • Dowód uiszczenia opłaty sądowej – 2000 zł.
    2. Czekaj na rozstrzygnięcie. Postępowanie może trwać od kilku miesięcy do nawet 5 lat. Sąd może ogłosić publiczne obwieszczenie, by dotrzeć do wszystkich zainteresowanych.

    3. Prawomocne orzeczenie sądu stanowi podstawę do wpisania cię jako właściciela do księgi wieczystej.

    Co z poprzednim właścicielem? Zero odszkodowania

    To może być szokujące, ale po uprawomocnieniu się wyroku o zasiedzeniu, poprzedni właściciel traci wszelkie prawa do nieruchomości. Nie przysługuje mu żadne odszkodowanie ani rekompensata finansowa – nawet jeśli nie wiedział, że ktoś inny użytkuje jego działkę.

    Nie tylko domy i działki

    Zasiedzenie dotyczy też rzeczy ruchomych (np. maszyny, pojazdy) i praw (np. służebności). Dla ruchomości w dobrej wierze okres to tylko 3 lata. Uwaga: rzeczy skradzione, porzucone lub z przestępstwa nie mogą być zasiedziane.

    Podsumowując: jeśli od lat użytkujesz czyjąś nieruchomość, nie zwlekaj. Formalne potwierdzenie zasiedzenia to jedyna droga, by zabezpieczyć swoją pozycję przed roszczeniami spadkobierców i stać się pełnoprawnym właścicielem. Czas zaczyna działać na twoją korzyść dopiero wtedy, gdy złożysz ten kluczowy wniosek.

  • Fotoradary w rękach straży miejskiej? Lewica naciska, ale rząd mówi: nie ma potrzeby

    Fotoradary w rękach straży miejskiej? Lewica naciska, ale rząd mówi: nie ma potrzeby

    Czy pamiętacie czasy, gdy straż miejska mogła mierzyć prędkość za pomocą fotoradarów? Ta era skończyła się dekadę temu, ale teraz politycy chcą ją przywrócić. I wywołali niemałe zamieszanie!

    Koniec pewnej ery

    Wszystko zmieniło się 1 stycznia 2016 roku. Właśnie wtedy straż miejska straciła uprawnienia do pomiaru prędkości z użyciem fotoradarów na mocy nowelizacji ustawy. Ta decyzja budziła ogromne emocje wśród kierowców.

    Dlaczego? Wielu uważało, że gminy nie kierują się względami bezpieczeństwa, lecz w ten sposób… uzupełniają swoje budżety. I nie były to tylko plotki!

    Odebranie tych uprawnień było realizacją postulatu Najwyższej Izby Kontroli. W raporcie z 2014 roku wskazano, że działania części funkcjonariuszy były motywowane przede wszystkim chęcią zwiększania dochodów gmin.

    NIK była bezlitosna. Podkreślała, że straże miejskie nie powinny korzystać z mobilnych fotoradarów. Według Izby, zaangażowanie strażników przy urządzeniach przenośnych było w wielu przypadkach podyktowane „nie tyle troską o bezpieczeństwo, co przede wszystkim chęcią pozyskiwania środków do budżetu gmin”.

    Lewica stawia pytania

    Ale historia lubi zataczać koło. W sierpniu 2024 roku grupa posłów Lewicy złożyła interpelację do Ministerstwa Infrastruktury. Poseł Daria Gosek-Popiołek wskazała, że samorządy od lat sygnalizują problem.

    Utrata kompetencji przez straż miejską ma znacząco utrudniać działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drogach. I liczby są przerażające.

    Według danych KGP, w 2023 roku z winy kierujących doszło do 19 058 wypadków. Zginęły 1622 osoby, a 22 328 zostało rannych. Jedną z głównych przyczyn? Niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

    Posłowie postawili konkretne pytania:

    • Ile wniosków od samorządów dotyczących instalacji fotoradarów wpłynęło do GITD w ciągu ostatnich 12 miesięcy?
    • Jakie jest stanowisko ministerstwa wobec ewentualnych zmian przepisów?

    Odpowiedź resortu: ograniczone możliwości

    Ministerstwo Infrastruktury nie pozostawiło tych pytań bez odpowiedzi. I podało konkretne dane.

    Według Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, od października 2023 do września 2024 roku wpłynęło 769 wniosków o instalację fotoradarów. Aż 197 z nich (26%) pochodziło od samorządów.

    Ale jest haczyk. Zasady finansowania określone przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad znacząco ograniczają możliwość realizacji wielu zgłoszonych lokalizacji.

    Mimo to, są pozytywne przykłady! Fotoradary pojawiły się między innymi:

    • między Borczem a Babim Dołem przy DK nr 20
    • w Gniewomirowicach przy DK nr 94
    • w Prudniku przy DK nr 41
    • w Częstochowie przy DK nr 46
    • w Rzeszowie

    To tylko niektóre z kilkunastu wymienionych lokalizacji.

    Będzie powrót do przeszłości?

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy straż miejska odzyska uprawnienia do kontroli prędkości?

    Ministerstwo Infrastruktury, powołując się na MSWiA, wskazało, że temat ten jest analizowany przez grupę roboczą. Działa ona w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego od 21 maja 2024 roku.

    Ale wnioski nie napawają optymizmem dla zwolenników zmian. Zespół przeanalizował przepisy i doszedł do klarownych konkluzji.

    Ustawodawca przyznał strażom gminnym kompetencje w zakresie porządku publicznego, wyłączając z ich zakresu bezpieczeństwo publiczne, które należy m.in. do Policji. Bezpieczeństwo ruchu drogowego pozostaje domeną wyspecjalizowanych służb.

    I tu pada kluczowe stwierdzenie. W ocenie MSWiA, przy rosnącej liczbie odcinkowych pomiarów prędkości oraz działaniach Policji i ITD, nie ma obecnie potrzeby angażowania straży miejskich w kontrolę prędkości przy użyciu urządzeń rejestrujących.

    Co dalej?

    Nie oznacza to jednak, że temat został zamknięty na zawsze. Ministerstwo podkreśliło, że analizy i opinie zespołu mogą stanowić punkt wyjścia do ewentualnych przyszłych zmian.

    Czy to oznacza, że za kilka lat znów zobaczymy strażników miejskich z fotoradarami? Na razie rząd mówi stanowcze „nie”, ale w polityce… nigdy nic nie wiadomo. Śledźcie dalszy rozwój sytuacji!

    Na podstawie materiałów Forsal.pl