Blog

  • KSeF nie odpuszcza: aplikacja Podatnika frustruje, a pułapki czają się na przełomie miesiąca

    KSeF nie odpuszcza: aplikacja Podatnika frustruje, a pułapki czają się na przełomie miesiąca

    Przedsiębiorcy już ponad miesiąc korzystają z obowiązkowego Krajowego Systemu e-Faktur. I chociaż kalendarz pokazuje maj, problemy wciąż są żywe – zwłaszcza przy zamykaniu miesiąca. Czy wiesz, jak bezpiecznie poprawić błędną e-fakturę? Albo dlaczego darmowa aplikacja Podatnika KSeF 2.0 jest tak krytykowana przez ekspertów?

    Darmowe narzędzie, które denerwuje

    Aplikacja Podatnika KSeF 2.0 to darmowe narzędzie dla najmniejszych podatników. Ale jej ograniczenia są znaczące w porównaniu do komercyjnych programów.

    „Szkoda, że aplikacja po zalogowaniu podatnika nie pobiera danych, którymi przecież administracja skarbowa już dysponuje” – zauważa Konrad Filip Turzyński, doradca podatkowy z KNDP.

    Najpierw musisz podać NIP, aby zalogować się, a potem… te same dane trzeba podać ponownie przy wystawianiu faktur. To redundantne wprowadzanie informacji jest tylko początkiem frustracji.

    Aplikacja nie zapisuje żadnych danych podatnika, w tym danych sprzedawcy czy numeru rachunku bankowego. Za każdym razem trzeba je uzupełniać od zera. Nie zapisuje też wersji roboczych – jeśli system wyrzuci błąd, całą pracę trzeba zaczynać od początku.

    Jak sobie poradzić? Dwa triki ekspertów

    Andrzej Pałys, doradca podatkowy z PwC, wskazuje dwa sposoby na radzenie sobie z tym problemem:

    1. Wygenerować z aplikacji plik XML ze swoimi danymi, zapisać go na komputerze, a przy kolejnej fakturze użyć opcji „wczytaj XML”.
    2. Wybrać opcję „Wystaw podobną” na istniejącej fakturze i zmienić tylko potrzebne dane.

    Ale to tylko część problemów.

    Największe pułapki: korekty i daty wsteczne

    Aplikacja Podatnika pozwala wyłącznie na wystawianie faktur korygujących według mechanizmu „było – jest”. KSeF poprzez API nie ma tego ograniczenia – tam można też użyć metody „przez różnicę”, która jest standardem w zagranicznych systemach VAT.

    Nie da się również wystawić faktury z datą wsteczną. To kluczowy problem, ponieważ Ministerstwo Finansów dopuściło wystawianie faktur z datą wsteczną w trybie offline24. Jeśli korzystasz z aplikacji Podatnika, nie możesz wystawić faktury z datą wczorajszą, aby spełnić wymagania tego trybu.

    „Aplikacja pozwala na wystawianie faktur w KSeF wyłącznie z datą bieżącą” – tłumaczy Andrzej Pałys.

    Jeśli chcesz skorzystać z trybu offline24 lub potrzebujesz faktury z datą wsteczną po awarii systemu, musisz użyć komercyjnego oprogramowania z API.

    Nowość: zgłaszanie faktur „scamowych”

    Ministerstwo Finansów pod koniec kwietnia udostępniło w aplikacji funkcjonalność zgłaszania faktur „scamowych” – podejrzanych oszustw lub nadużyć. Faktur scamowych już nie zgłaszamy przez Formularz zgłoszeniowy KSeF.

    Procedura zgłoszenia:

    1. Zaloguj się do Aplikacji Podatnika KSeF 2.0.
    2. Przejdź do zakładki Faktury i Lista faktur.
    3. Wybierz fakturę i zobacz szczegóły.
    4. Użyj opcji „Zgłoszenie nadużycia”.
    5. Wskaż powód, uzupełnij uzasadnienie, potwierdź oświadczenie.
    6. Zatwierdź przyciskiem „Zgłoś”.

    7 największych pułapki KSeF. Czy Ty też się na nich złapiesz?

    Po ponad miesiącu obowiązkowego KSeF, przedsiębiorcy zgłaszają konkretne problemy, które nasilają się na przełomie miesiąca. Jak opisuje Business Insider, KSeF dotyka codziennej praktyki: momentu wystawiania dokumentu, sposobu przekazania, zasad poprawiania błędów i współpracy z księgowością.

    Wbrew pozorom, wdrożenie KSeF to nie zadanie księgowości, ale przedsiębiorcy. On odpowiada za kontakt z kontrahentami, wyłapywanie błędów i ich naprawę. Zła organizacja może sporo kosztować.

    Eksperci z kancelarii LTCA, współpracujący z Business Insider, zebrali najczęstsze pytania – czyli największe pułapki systemu. W e-booku „KSeF w praktyce. Twoja baza wiedzy” znajdziesz odpowiedzi na 7 kluczowych problemów:

    1. Czy można poprawić błędy na e-fakturze w KSeF?
    2. Jak poprawić błędy na e-fakturze w KSeF?
    3. Jak unikać błędów na fakturze w KSeF?
    4. Jaka jest różnica między trybami offline i offline24?
    5. Jak wystawiać faktury dla zagranicznych kontrahentów?
    6. Jakich dokumentów nie znajdę w KSeF?
    7. Kto powinien mieć dostęp do systemu KSeF?

    Wyjaśniają też, dlaczego nie warto zwlekać z wysłaniem faktury do KSeF i co oznacza przesłanie jej w maju zamiast w kwietniu dla nabywcy.

    Wnioski? Darmowa aplikacja Podatnika KSeF 2.0 wymaga poprawki, a system sam w sobie jest pełen pułapek, które – zwłaszcza na przełomie miesięcy – mogą prowadzić do kosztownych błędów. Rozwiązaniem może być komercyjne oprogramowanie lub… dogłębna znajomość zasad, którą można zdobyć z praktycznych przewodników.

  • Płacą za brak pacjentów! Niezwykła recepta na szpitalne bankructwa.

    Płacą za brak pacjentów! Niezwykła recepta na szpitalne bankructwa.

    Czy to możliwe, żeby szpital dostawał pieniądze za to, że nie leczy pacjentów? W polskiej ochronie zdrowia stało się to rzeczywistością. Nowe przepisy Ministerstwa Zdrowia wprowadzają mechanizm, który ma być kołem ratunkowym dla placówek tonących w długach. A tych jest coraz więcej.

    Alarmujące liczby

    Z raportu Związku Powiatów Polskich wynika, że nawet 270 szpitali w Polsce może nadawać się do zamknięcia. Dane resortu zdrowia są równie zatrważające. Zobowiązania samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ) prowadzonych przez powiaty i miasta na prawach powiatu wyniosły na koniec III kwartału 2025 roku 9,3 mld zł i rosły. Przeterminowane zadłużenie zwiększyło się w tym czasie o ponad 1,6 mld zł.

    Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski potwierdził te liczby w odpowiedzi na interpelację poselską. W resorcie trwają konsultacje nad finansowym mechanizmem pożyczkowym, ale szczegółów na razie nie ma.

    Szpitalny „bonus” za rezygnację

    Zamiast czekać na pożyczki, wiele placówek sięga po nowe, kontrowersyjne narzędzie. Już 25 szpitali złożyło wnioski do NFZ o likwidację całodobowych oddziałów. Zachętą jest prosty mechanizm finansowy: szpital może otrzymać połowę dotychczasowego ryczałtu przez dwa lata, nawet jeśli w tym czasie nie przyjmie ani jednego pacjenta na danym oddziale.

    To efekt rozporządzenia Ministra Zdrowia z lutego 2026 r. Przepisy te pozwalają placówkom na zachowanie 50 proc. finansowania w dwóch przypadkach: przy całkowitej likwidacji profilu całodobowego lub przy przekształceniu go w tryb jednodniowy, planowy bądź opiekę długoterminową.

    Pierwsze zgody już są!

    Z 25 złożonych wniosków siedem zostało już rozpatrzonych pozytywnie. Na liście placówek, które otrzymały zielone światło na zmiany, znalazły się m.in.:

    • SP ZOZ w Radzyniu Podlaskim (woj. lubelskie),
    • SP ZOZ w Lesku oraz Leżajsku (woj. podkarpackie),
    • Szpitale w Pile, Chodzieży oraz MSWiA w Poznaniu (woj. wielkopolskie),
    • SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu (woj. opolskie) — tu oddział okulistyki przechodzi na tryb jednodniowy.

    Dwa szpitale — w Golubiu-Dobrzyniu oraz Białymstoku — wycofały swoje wnioski w trakcie procedury.

    Kolejki po zmiany

    Obecnie na decyzję Narodowego Funduszu Zdrowia czeka jeszcze 16 placówek. Najwięcej wniosków płynie z województwa śląskiego (7), gdzie procesem konsolidacji kieruje Jerzy Szafranowicz, współautor reformy szpitalnej. Chęć zamknięcia oddziałów całodobowych zgłosiły tam m.in. szpitale w Katowicach (Kolejowy), Sosnowcu, Gliwicach, Bytomiu, Wodzisławiu Śląskim oraz Lublińcu.

    Na Mazowszu wnioski złożyły placówki w Ciechanowie, Sokołowie Podlaskim, Pionkach i Makowie Mazowieckim. Zmiany planuje także m.in. szpital im. Pirogowa w Łodzi (przejście na tryb planowy w urologii i laryngologii) oraz placówki w Toruniu, Miastku, Turku i Grodzisku Wielkopolskim.

    Cele i warunki

    Ministerstwo tłumaczy, że 50-procentowy „bonus” ma być poduszką finansową dla szpitali, które obawiają się utraty wpływów przy restrukturyzacji. Ma to pomóc w likwidacji tzw. oddziałów dublujących się — takich, które działają blisko siebie i generują niepotrzebne koszty.

    Kluczowym warunkiem zgody NFZ jest zapewnienie, że pacjenci nie zostaną bez opieki. Likwidacja może nastąpić tylko wtedy, gdy w bliskim sąsiedztwie funkcjonuje inna placówka z tym samym profilem całodobowym.

    Według informatora „Rzeczpospolitej”, „zmiana trybu z całodobowego na planowy pozwoli na racjonalizację kosztów przy zachowaniu dostępu do świadczeń”. Dla wielu dyrektorów szpitali to może być jedyna droga na ratowanie budżetów w obliczu rosnących kosztów utrzymania personelu i infrastruktury nocnej.

    Plany resortu na przyszłość

    Wiceminister Maciejewski wyjaśnił, że długoterminowym planem jest głęboka restrukturyzacja i konsolidacja placówek. Szpitale mogą — za zgodą NFZ, opartą o ocenę potrzeb zdrowotnych — wycofywać się z realizacji określonych profili szpitalnych. Ma to prowadzić do koncentracji świadczeń w regionie.

    Dzięki zmianom, oferta szpitali zostanie lepiej dostosowana do lokalnych potrzeb, w tym do zmian demograficznych. Planuje się, że ogłoszenie konkursów na wsparcie projektów inwestycyjnych związanych z wdrażaniem procesów konsolidacyjnych przez podmioty lecznicze rozpocznie się w na przełomie trzeciego i czwartego kwartału 2026 r. — podsumowuje wiceminister.

    Czy więc płacenie za brak pacjentów to tylko tymczasowa poduszka finansowa przed gruntowną przebudową całego systemu szpitalnego? Czas pokaże. Na razie dla wielu placówek jest to jedyny ratunek przed bankructwem.

  • Allegro odpala wakacyjny rewolwer. Kupisz wycieczkę tuż po walizce?

    Allegro odpala wakacyjny rewolwer. Kupisz wycieczkę tuż po walizce?

    Co robią znudzeni sprzedawaniem wszystkiego? Dodają nową kategorię, która kręci się w miliardach! Allegro właśnie ruszyło z serwisem Allegro Wakacje, a partnerem zostało największe polskie biuro podróży – Itaka. To nie jest tylko ciekawostka, to strategiczny ruch w segmencie wartym grube dziesiątki miliardów złotych.

    Gigant e-commerce wkracza na pole giełdowej konkurencji

    Nie będzie łatwo, bo rynek zorganizowanych wyjazdów online ma już utytułowanego króla. Wakacje.pl (należące do Wirtualnej Polski) działają od ponad 25 lat i współpracują z ponad 100 touroperatorami. To potężny, giełdowy gracz. Ale Allegro nie wchodzi do gry po to, żeby być drugim.

    „W ciągu kilku lat chcemy zostać platformą nr 1 w sprzedaży usług turystycznych w regionie” – mówi Marcin Kuśmierz, prezes Allegro.

    Jego platforma ma potężny atut: 15,3 miliona aktywnych kupujących w Polsce i ponad 20 milionów w całym regionie (Czechy, Słowacja, Węgry). Już teraz sprzedaje ponad 1,3 miliona ofert związanych z podróżami – od walizek po akcesoria. W szczycie sezonu w lipcu ubiegłego roku transakcje w tej kategorii sięgały 1,1 miliona – to zakupy średnio co 2,5 sekundy!

    O co tu właściwie chodzi? O 108 miliardów złotych!

    Tu nie chodzi o drobne. Z danych przytoczonych przez Allegro wynika, że Polacy wydają na turystykę około 108 miliardów złotych rocznie. Sam segment zagranicznych wycieczek zorganizowanych urósł w zeszłym roku o 20%, osiągając wartość 27 miliardów zł. Z ofert biur podróży skorzystało blisko 10 milionów osób. Aż 90% osób planujących wyjazdy szuka informacji w internecie. Potencjał jest kolosalny.

    I tu pojawia się Itaka – lider rynku, który w 2025 roku obsłużył 1,8 miliona klientów (wzrost o 13,7% r/r) i w tym roku celuje w przekroczenie bariery 2 milionów. Biuro ma też asy w rękawie: własną markę lotniczą Air 001 oraz cztery wyleasingowane samoloty.

    „Dzięki temu możemy lepiej negocjować z liniami lotniczymi warunki, jesteśmy bardziej elastyczni” – wyjaśnia Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.

    Jak na start wygląda oferta Allegro Wakacje?

    Na początek klienci otrzymają dostęp do około 15–18% oferty Itaki, głównie w formule last minute (wyjazdy z wylotem do 21 dni od rezerwacji). Można wybierać spośród ponad 800 hoteli w 27 krajach. To jednak tylko początek.

    „Zaczynamy od części oferty, ale w kolejnych tygodniach i miesiącach będziemy ją systematycznie rozwijać. Chcemy, żeby nasi klienci mieli jak najszerszy wybór” – podkreśla prezes Kuśmierz.

    Docelowo na platformie ma się znaleźć zdecydowana większość oferty Itaki. Pomysłodawcy zapowiadają też współpracę z kolejnymi touroperatorami, wprowadzenie oferty first minute oraz nowe kierunki i formaty wyjazdów. Co więcej, sprzedaż wkrótce zintegruje się z systemem Allegro Pay, oferując płatności odroczone.

    To więcej niż wycieczki. To budowa superaplikacji

    Wejście w turystykę to kolejny krok w realizacji szerszej strategii Allegro, która od kilku miesięcy wychodzi poza tradycyjny e-commerce. Wcześniej pojawiła się współpraca z Lux Medem w obszarze usług medycznych i z PKO BP w zakresie kart i finansowania.

    „Chcemy włączyć turystykę w portfolio usług Allegro, tworząc unikalną propozycję wartości oraz wzmacniając naszą obecność w obszarach codziennych potrzeb konsumentów” – podsumowuje Marcin Kuśmierz.

    Platforma Allegro Wakacje jest obecnie w fazie pilotażowej, ale ambicje są jasne: przekształcić giganta e-commerce w lidera usług turystycznych online. Walka o portfele Polaków planujących wakacje właśnie zyskała nowego, bardzo poważnego gracza.

  • Szczytujący frank – jak kolejny zwyżkowy tydzień odbije się na kieszeniach Polaków?

    Szczytujący frank – jak kolejny zwyżkowy tydzień odbije się na kieszeniach Polaków?

    Czy czujesz, że oddech franka na karku robi się coraz cieplejszy? Dla tysięcy polskich rodzin, które jeszcze kilka lat temu wiązały swój kredytowy los z tą walutą, każdy jej ruch oznacza realne zmiany w domowym budżecie. A ostatnie dni przyniosły kolejne, wyraźne pchnięcie w górę.

    Wszystkie wskazówki idą w górę

    Wczorajszy kurs franka szwajcarskiego (CHF) do złotego (PLN) wyniósł 4,6405 zł. Co to oznacza w praktyce? Patrząc dzień do dnia, waluta umocniła się o +0,0121 zł. I tutaj zaczyna się robić ciekawie – bo w skali całego tygodnia wzrost był identyczny, także +0,0121 zł. To nie jest przypadek, to wyraźny, stabilny trend zwyżkowy. Jak zauważa Business Insider, dzień wcześniej kurs zamknął się na poziomie 4,6468 zł, także ze wzrostem o tę samą kwotę.

    Dlaczego frank to nie tylko waluta turystów?

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Frank szwajcarski, wprowadzony do obiegu w 1850 roku na terenie Konfederacji Szwajcarskiej, jest używany oficjalnie tylko w dwóch krajach: Szwajcarii i Liechtensteinie. Mimo to, obok dolara i euro, uznawany jest za jedną z najważniejszych i najbezpieczniejszych walut świata.

    „Waluta Szwajcarii jest uważana za jedną z tak zwanych 'bezpiecznych przystani’. Oznacza to, że w momencie kryzysów i finansowych zawirowań na rynkach finansowych inwestorzy uciekają do franka jako do bezpiecznej waluty” – przypomina źródło.

    I właśnie ta cecha ma bezpośredni wpływ na życie wielu Polaków. W ostatnich latach wiele kredytów hipotecznych w Polsce było denominowanych właśnie we franku szwajcarskim. Początkowo atrakcyjne, niskie stopy procentowe w Szwajcarii obiecywały niższe raty. Historia pokazała jednak, jak zmienne mogą być te warunki.

    Historia lubi się powtarzać?

    Mechanizm jest prosty i bolesny: gdy na światowych rynkach pojawia się niepewność, kapitał szuka schronienia. A jednym z ulubionych miejsc do takiej „ucieczki” jest właśnie frank szwajcarski. Wzrost popytu na tę walutę prowadzi do jej umocnienia. A umocnienie franka oznacza wyższe koszty obsługi kredytów dla wszystkich, którzy zobowiązania mają właśnie w CHF.

    Efekt ten był wyraźnie widoczny podczas kryzysu z 2008 roku, kiedy napływ kapitału do „bezpiecznej przystani” znacząco wzmocnił franka. Dziś, gdy kurs konsekwentnie pnie się w górę zarówno dziennie, jak i tygodniowo, pytanie brzmi: czy jesteśmy świadkami początku podobnego zjawiska?

    Dla posiadaczy kredytów frankowych każdy dodatkowy grosz w kursie oznacza realną, miesięczną podwyżkę raty. Aktualny poziom 4,6405 zł to wyraźny sygnał, by uważnie przyglądać się notowaniom i przygotować domowy budżet na ewentualne dalsze wzrosty. Bezpieczna przystań dla światowych inwestorów może właśnie stawać się źródłem finansowych zmartwień dla polskich kredytobiorców.

  • Mundial 2026. Czy rekordowy popyt na bilety zabije amerykańską gospodarkę?

    Mundial 2026. Czy rekordowy popyt na bilety zabije amerykańską gospodarkę?

    Czy największa impreza piłkarska świata może nie przynieść oczekiwanych zysków gospodarce? Branża hotelarska w USA bije na alarm: aż 80% hotelarzy w miastach-gospodarzach mundialu 2026 przyznaje, że rezerwacje pokoi spływają wolniej, niż prognozowano. A wszystko przez rekordowo wysokie ceny biletów i… słabnący popyt.

    500 mln zamówień i bilety za miliony

    Prezes FIFA Gianni Infantino ma swoje wytłumaczenie dla skoku cen. Podczas konferencji Milken Institute ujawnił, że federacja otrzymała 500 milionów zamówień na bilety na tegoroczny mundial! To ponad dziesięć razy więcej niż na turnieje w 2018 i 2022 roku.

    Infantino przyznał jednak, że na rynek w USA ogromny wpływ ma odsprzedaż.

    „Chociaż niektórzy twierdzą, że ceny biletów są wysokie, i tak trafiają one na rynek odsprzedaży po jeszcze wyższych cenach, nawet ponad dwukrotnie wyższych niż nasze” – mówił szef FIFA.

    Fakty są porażające: bilety na finał na portalach aukcyjnych sięgają już ponad 10 000 USD. W jednym przypadku cztery wejściówki na mecz finałowy oferowano nawet za 2,3 miliona dolarów każda. Mimo to Infantino podkreśla, że 25% biletów na fazę grupową można kupić za mniej niż 300 USD, a minimalna cena wynosiła 140 USD.

    Kibice mówią: „Dość!”

    Do krytyki dołączyli nawet amerykańscy kongresmeni, wysyłając w tej sprawie list do FIFA. Afera dotarła na najwyższy poziom polityczny. Donald Trump w rozmowie z „New York Post” skomentował cenę biletów na mecz otwarcia USA-Paragwaj, gdzie bazowa cena w jednej z kategorii miała wynosić 1 120 dolarów.

    „Nie zapłaciłbym czterocyfrowych kwot za wejściówki” – stwierdził były prezydent.

    Eksperci wskazują, że wysokie ceny biletów idą w parze z drogimi przelotami i silnym dolarem, tworząc mieszankę wybuchową, która odstrasza międzynarodowych kibiców. Tymczasem to właśnie oni są kluczowi dla hoteli – zagraniczny fan wydaje średnio ponad 5 000 USD, czyli prawie dwa razy więcej niż zwykły turysta.

    Hotele pustoszeją. Oto dlaczego

    Według raportu American Hotel & Lodging Association (AHLA) aż 65-70% hotelarzy wskazuje na bariery wjazdowe do USA jako główny hamulec dla gości zza granicy. Ale to nie wszystko.

    FIFA wcześniej zablokowała ogromne pule pokoi, tworząc sztuczny popyt. Teraz, gdy te bloki są uwalniane, około połowa hoteli musi gwałtownie szukać klientów na wolnym rynku. Do tego dochodzą rosnące koszty operacyjne – media, ubezpieczenia, praca – które mogą zjeść marże nawet przy dobrym obłożeniu.

    Kansas City vs. Miami – dwie różne rzeczywistości

    Skala problemu jest bardzo nierównomierna. Najgorzej jest w Kansas City, gdzie 85-90% hotelarzy raportuje rezerwacje poniżej prognoz, nawet w porównaniu do typowego sezonu. Podobne nastroje panują w Los Angeles i Nowym Jorku.

    Istnieje jednak wyjątek. W Miami aż 55% hoteli notuje rezerwacje powyżej oczekiwań. Sukces tłumaczony jest silnym, bazowym popytem turystycznym i potwierdzonymi bazami drużyn. To pokazuje, że sama obecność stadionu w kalendarzu mundialu to za mało.

    Co dalej z ekonomicznym snem o mundialu?

    Mundial 2026, który odbędzie się w 16 miastach w USA, Meksyku i Kanadzie między 11 czerwca a 19 lipca, miał być ekonomiczną żyłą złota. Tymczasem okazuje się, że gospodarka może zostać z olbrzymimi oczekiwaniami… i pustymi hotelami.

    Branża ostrzega jeszcze przed jednym: dodatkowe podatki lokalne nakładane w ostatniej chwili mogą ostatecznie zniechęcić tych kibiców, którzy jeszcze się wahają.

    Czy zatem impreza z rekordowym zainteresowaniem biletowym okaże się komercyjną porażką? Odpowiedź poznamy już za kilka tygodni.

  • Rynek mieszkaniowy pęka na dwie części? Oto dowód z kwietnia 2026

    Rynek mieszkaniowy pęka na dwie części? Oto dowód z kwietnia 2026

    Wszyscy czekali na jednoznaczny sygnał z rynku mieszkań. A co dostaliśmy w kwietniu 2026? Prawdziwe trzęsienie ziemi, które pokazuje, że polski rynek nieruchomości zaczyna się wyraźnie dzielić. Czy to ochłodzenie, czy może moment na przemyślane zakupy?

    Marzec był tylko wypaleniem?

    Po rekordowym marcu przyszedł kwiecień i… wyraźny chłód. Dane są jednoznaczne: sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym w Polsce spadła o 22% w stosunku do marca. Deweloperzy w kwietniu sprzedali około 4000 lokali, podczas gdy miesiąc wcześniej było to około 5100. To nie przypadek – w Warszawie spadek wyniósł 20%, w Łodzi aż 27%, a w Trójmieście 21%. Dlaczego?

    Jak mówią eksperci z RynekPierwotny.pl, wyniki marca były efektem wyprzedzonego popytu, a nie trwałego ożywienia. Kupujący ruszyli do deweloperów w obawie przed dalszym wzrostem kosztów kredytu. Potwierdza to drastyczny spadek liczby wniosków kredytowych: z 63,3 tys. w marcu do 42,3 tys. w kwietniu – czyli aż o jedną trzecią.

    „W kolejnych miesiącach popyt będzie stopniowo słabł wraz z rozładowywaniem marcowych rezerwacji” – prognozuje Jan Dziekoński, główny ekonomista RynekPierwotny.pl.

    Ale jest też druga strona medalu. W ujęciu rocznym sprzedaż nadal była wyższa o 24% (wg Otodom Analytics) lub 28% (wg innych źródeł). Zarezerwowanych jest aż 6,7 tys. mieszkań, najwięcej od dwóch lat. Popyt nie zniknął, ale stał się bardziej ostrożny.

    Deweloperzy grają w inną grę w każdym mieście

    Najciekawsza jest jednak rozbieżność w strategiach samych deweloperów. Nie zobaczycie dwóch takich samych rynków.

    W Krakowie i Poznaniu grają na przeczekanie: nowa podaż spadła o 81% w Krakowie i o 71% w Poznaniu! Warszawa zaciągnęła hamulec delikatniej – spadek o 10%.

    A co z resztą kraju? Zupełnie odwrotny kierunek! Wrocław przyspieszył: nowych lokali przybyło o 89%. Prawdziwy boom zanotowała Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, gdzie nowa podaż wzrosła aż o 299%! Deweloperzy świadomie dostosowują podaż do lokalnej konkurencji – na korzyść kupujących w jednych miastach, a na niekorzyść w innych.

    Dwa światy cen i dostępności

    Efekt? Polski rynek mieszkaniowy pęka na dwie części.

    Świat pierwszy: Warszawa, Poznań, Trójmiasto

    • Wybór się kurczy: dostępna pula mieszkań maleje.
    • Najtańsze mieszkania znikają najszybciej. W Warszawie w ciągu kilku miesięcy ubyło ich 20%, w Poznaniu 19%.
    • Nowa podaż koncentruje się w wyższych segmentach, co automatycznie winduje średnią cenę, nawet bez podnoszenia cenników!
    • W Warszawie metr kwadratowy zbliżył się do 20 tys. zł (wzrost o 12% r/r i 2% m/m). Średnia cena mieszkania przekroczyła 1,08 mln zł. Poznań notuje wzrost do 14,3 tys. zł/m².

    Świat drugi: Wrocław, Łódź, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (Katowice i okolice)

    • Oferta rośnie lub pozostaje stabilna. Wrocław ma teraz 10,5 tys. mieszkań w ofercie (wzrost), podobnie Metropolia – 11,2 tys. lokali.
    • Najtańsze mieszkania nie znikają – w Krakowie ich liczba nawet wzrosła o 3%, w Metropolii o 7%, a w Łodzi pozostała stabilna.
    • Ceny są stabilne lub nawet lekko spadają: w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii cena metra to ok. 11,2 tys. zł (spadek o 1%), w Łodzi 11,5 tys. zł, w Krakowie 17,1 tys. zł.

    Co dalej? Sygnały od banków

    Rynek zawisł w próżni. Z jednej strony jest blisko 60 tys. mieszkań w ofercie (wg Otodom), z drugiej – ceny wiodących miast wciąż na historycznych szczytach. Kupujący się wahają.

    Ale jest iskierka nadziei. Z danych NBP wynika, że banki planują w drugim kwartale 2026 roku złagodzić warunki udzielania kredytów hipotecznych. Czy to wystarczy, by przywrócić równowagę?

    Na razie patrzymy na rynek dwóch prędkości. W jednych miastach walka o ostatnie tanie „M” będzie coraz trudniejsza. W innych – kupujący mają wciąż przestrzeń do negocjacji i szerszy wybór. Wygląda na to, że strategia zakupowa na 2026 rok będzie musiała być silnie zależna od lokalizacji.

  • Ponad miliard na tory: ZUE i PKP podpisują gigantyczną umowę!

    Ponad miliard na tory: ZUE i PKP podpisują gigantyczną umowę!

    Czy polska infrastruktura kolejowa czeka na prawdziwe przyspieszenie? Odpowiedź, przynajmniej w części, może być twierdząca. Krakowska spółka ZUE właśnie zamknęła kluczowy etap jednego z większych przetargów ostatnich miesięcy. Wszystko dzięki konsorcjum, które wyłożyło na stół ofertę wartą setki milionów złotych.

    Miliardy na modernizację linii kolejowej 201

    Jak donosił Parkiet, 17 kwietnia 2026 roku Zarząd ZUE S.A. poinformował, że konsorcjum w składzie ZUE (Lider) i Duna Polska sp. z o.o. (Partner) zostało wybrane jako najkorzystniejszy oferent w postępowaniu przetargowym organizowanym przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

    „Zaprojektowanie (w zakresie branży srk i telekomunikacja) i wykonanie robót dla zadania pn.: Odcinek 3 – roboty budowlane na linii kolejowej nr 201 odc. Wierzchucin – Lipowa Tucholska oraz odc. Maksymilianowo – Wierzchucin (w zakresie zabudowy systemu dynamicznej informacji pasażerskiej i systemu monitoringu wizyjnego) w ramach projektu 'Prace na odcinku Maksymilianowo – Kościerzyna’” – tak brzmi pełna nazwa zamówienia.

    A teraz kluczowe liczby. Wartość netto złożonej oferty to 915 mln zł, co daje 1 125,5 mln zł brutto. Wartość podstawowego wynagrodzenia w umowie to 912 mln zł netto (1 121,7 mln zł brutto). Udział ZUE w konsorcjum to 50%. To oznacza, że spółka z Krakowa może liczyć na znaczący zastrzyk finansowy z tego kontraktu.

    Za co konkretnie zapłacą nam podatnicy?

    Przede wszystkim za kompleksową modernizację wyznaczonych odcinków. Kluczowym elementem projektu będzie zabudowa systemu dynamicznej informacji pasażerskiej oraz systemu monitoringu wizyjnego. To realna poprawa komfortu i bezpieczeństwa podróży. Spółka zobowiązała się do realizacji całego zadania w ciągu 38 miesięcy. To ponad trzy lata intensywnych prac, które przełożą się na krajobraz polskiej kolei.

    Ale to nie koniec dobrych wiadomości dla ZUE. Kolejne źródło, również z Parkietu, pokazuje, że firma nie spoczywa na laurach.

    Rumuński ekspans: kolejna duża umowa podpisana

    11 maja 2026 roku ZUE ogłosiła zawarcie kolejnej strategicznej umowy. Tym razem poza granicami kraju.

    „W dniu 11 maja 2026 r. została zawarta umowa pomiędzy konsorcjum w składzie: ZUE, CON-A Operations, UTI Construction and Facility Management (Konsorcjum) a miastem Cluj-Napoca w Rumunii (Zamawiający), dotycząca realizacji inwestycji pn. 'Zaprojektowanie i wykonanie infrastruktury kolejowej oraz robót towarzyszących w celu ułatwienia dostępu dla użytkowników, związane z inwestycją: Kolej Metropolitarna Cluj’” – czytamy w komunikacie.

    To projekt o wartości netto równowartej ok. 385,6 mln zł. Udział ZUE w tym konsorcjum wynosi 33%. Realizacja tego rumuńskiego projektu ma potrwać 36 miesięcy, a na jego efekty klient będzie patrzył przez długie lata – okres gwarancji jakościowej udzielonej przez Konsorcjum wynosi aż 7 lat.

    Kary i terminy: co grozi wykonawcom?

    Umowy tego typu nie są pozbawione ryzyka. W przypadku kontraktu w Rumunii, konsorcjum może zostać obciążone karami, np. za opóźnienia w pracach. Jednak maksymalna łączna suma kar została ograniczona i nie może przekroczyć 15% wartości netto umowy. Pozostałe warunki, jak zapewnia ZUE, są standardowe dla tego rodzaju przedsięwzięć.

    Dwa kontynenty, dwa ogromne projekty, łącznie wartość przekraczająca 1,3 miliarda złotych w portfolio ZUE. Spółka z Krakowa jasno pokazuje, że polskie firmy infrastrukturalne mają potencjał, by zdobywać nie tylko rodzime, ale i międzynarodowe, prestiżowe kontrakty. Teraz pozostaje czekać na efekty ich pracy na torach w Polsce i w Rumunii. Na pewno się o nich usłyszy.

  • Termin dla rodziców przypływa. ZUS ostrzega przed przerwą w 800 plus!

    Termin dla rodziców przypływa. ZUS ostrzega przed przerwą w 800 plus!

    Czy wszyscy rodzice i opiekunowie pamiętają o kluczowej dacie? Zakład Ubezpieczeń Społecznych przypomina o ważnym terminie składania wniosków na nowy okres świadczeniowy programu 800 plus.

    Nowy okres rozliczeniowy startuje już 1 czerwca 2026 roku i potrwa do końca maja 2027 roku. Chcesz otrzymywać świadczenie bez przerw? Wniosek musisz złożyć elektronicznie najpóźniej do 30 czerwca 2026 roku.

    Jak zapewnić ciągłość wypłat?

    Sprawa jest prosta, ale wymaga szybkiego działania. Wszystko zależy od tego, kiedy złożysz formularz.

    Jeśli złożyłeś wniosek do 30 kwietnia, możesz spać spokojnie. Możesz liczyć na ciągłość wypłaty świadczenia. Pierwsze środki z nowego okresu zostaną wypłacone najpóźniej do końca czerwca.

    W przypadku wniosków złożonych w maju lub czerwcu świadczenie za czerwiec również powinno trafić na konta, nawet jeśli pojawi się pewne opóźnienie w przekazaniu środków.

    Ale uwaga! Wnioski złożone po 30 czerwca uprawniają do świadczenia dopiero od miesiąca ich złożenia, bez wyrównania za czerwiec. To oznacza realną przerwę w comiesięcznych wpłatach!

    Gdzie i jak złożyć wniosek?

    Wnioski o świadczenie wychowawcze można składać wyłącznie drogą elektroniczną. Na szczęście ZUS daje nam kilka wygodnych kanałów do wyboru. Rodzice i opiekunowie mogą skorzystać z:

    • platformy eZUS,
    • aplikacji mZUS,
    • portalu Emp@tia,
    • bankowości elektronicznej.

    Do tej pory rodzice i opiekunowie złożyli już ponad 4 miliony wniosków, które dotyczą niemal 5 milionów dzieci. Liczby są ogromne, więc lepiej nie czekać na ostatnią chwilę!

    Zmiany dla ukraińskich rodzin

    Osobne, zaostrzone zasady obowiązują już dla obywateli Ukrainy posiadających status ochrony czasowej (UKR). Dla nich przepisy zmieniły się 1 lutego 2026 roku. Aby otrzymać 800 plus, rodzic lub opiekun musi być aktywny zawodowo, a dziecko — w zależności od wieku — realizować obowiązek szkolny, roczne przygotowanie przedszkolne lub obowiązek nauki w polskiej placówce edukacyjnej. Ten wymóg nie dotyczy dzieci poniżej 6. roku życia.

    Nowe zasady mocno przetrzebiły grono uprawnionych. Jak podaje Business Insider, powołując się na ustalenia „Gazety Wyborczej”, od lutego do początku maja przyznano tylko 50,5 tys. świadczeń. To spadek o ponad 66 procent w porównaniu z początkiem roku.

    Skąd tak drastyczny spadek? Resort wyjaśnia, że przyznanie i wypłata świadczenia często wymaga żmudnego postępowania wyjaśniającego. Urzędnicy muszą ręcznie potwierdzać aktywność zawodową wnioskodawcy, legalność pobytu w Polsce czy wyjaśniać rozbieżności w danych.

    Według „Wyborczej” tylko 117,5 tys. Ukraińców złożyło wnioski po 31 stycznia (o 32,5 tys. mniej niż było uprawnionych). Dotąd rozpatrzono 62,7 tys. wniosków, odrzucono 12,5 tys., a ponad 54 tys. osób wciąż czeka na decyzję ZUS-u.

    „O spełnieniu warunków otrzymania świadczenia wychowawczego rozstrzyga ZUS, a nie przeświadczenie wnioskodawcy, że świadczenie mu przysługuje” – wyjaśniało Ministerstwo Rodziny dla gazety.

    Co z innymi cudzoziemcami?

    Podobne regulacje dotyczące aktywności zawodowej zaczną obowiązywać od 1 czerwca 2026 roku także dla innych cudzoziemców spoza Unii Europejskiej i EFTA, którzy legalnie przebywają w Polsce i mają dostęp do rynku pracy. Zmiany nie obejmują obywateli Polski i państw UE oraz EFTA, a także obywateli Wielkiej Brytanii objętych umową o wystąpieniu.

    Podsumowując: dla polskich rodzin kluczowy jest termin 30 czerwca. Dla ukraińskich rodzin i innych cudzoziemców – spełnienie nowych, zaostrzonych warunków. W obu przypadkach warto działać szybko i skrupulatnie, by nie stracić comiesięcznego wsparcia.

  • Glapiński ostrzega przed podwyżkami stóp. Kto zyskał, kto stracił na dzisiejszych zamieszaniach?

    Glapiński ostrzega przed podwyżkami stóp. Kto zyskał, kto stracił na dzisiejszych zamieszaniach?

    Czy Polska stoi w przededniu kolejnego zacieśniania polityki pieniężnej? Prezes NBP, prof. Adam Glapiński, podczas wczorajszej konferencji prasowej dał wyraźny sygnał – prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych wzrosło. Ale to niejedyna sensacja, która wstrząsnęła rynkami w tym tygodniu.

    Jastrzębi zwrot na Wiejskiej

    Majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej przyniosło decyzję zgodną z oczekiwaniami: stopa referencyjna została utrzymana na poziomie 3,75%. Jednak prawdziwa bomba wybuchła dzień później.

    Podczas konferencji prasowej prezes Glapiński przedstawił wyraźnie jastrzębie stanowisko. Wprost przyznał, że obecnie jesteśmy bliżej podwyżek niż obniżek. Zauważył także, że prawdopodobieństwo podniesienia kosztu pieniądza wzrosło przez ostatni miesiąc. To istotna zmiana w dotychczasowej narracji!

    „Jeśli dynamika cen wyrwie się z przedziału odchyleń wokół celu oraz prognozy będą pokazywać, że taki stan ma się utrzymać, Rada jest gotowa do działania” – powiedział prezes NBP.

    Obroną dla obecnego poziomu stóp może być fakt, że kwietniowa inflacja konsumencka (3,2% r/r) nadal mieści się w celu NBP (2,5% r/r z symetrycznym przedziałem odchyleń +/- 1 pkt proc.). Jednak prezes zwrócił uwagę na niepokojące czynniki, takie jak wyższe ceny paliw, które ograniczają przestrzeń konsumpcyjną. Rynek po tym wystąpieniu nie zmienił zdania – kontrakty dalej sugerują, że czekają nas podwyżki stóp jeszcze w tym roku.

    Geopolityczny rollercoaster i silny złoty

    Tymczasem na arenie międzynarodowej trwa prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Stany Zjednoczone złożyły Iranowi propozycję pokojową, obejmującą m.in. otwarcie cieśniny Ormuz. Donald Trump wyraźnie spieszy się z zakończeniem konfliktu, licząc na ogłoszenie porozumienia jeszcze przed planowaną wizytą w Pekinie (14-15 maja).

    Ale Iran zwleka z odpowiedzią, a do tego doszła do… regularnej bitwy morskiej! W nocy trzy amerykańskie okręty znalazły się pod ostrzałem rakiet, dronów i łodzi szturmowych. Odpowiedź USA również była stanowcza.

    Mimo to, rynki zachowały zimną krew. Dlaczego? Prezydent Trump nazwał te ataki pieszczotliwym mianem „love tap” (miłosne stuknięcie) i podkreślił, że Teheran nadal jest zainteresowany porozumieniem. Inwestorzy najwyraźniej „kupili” tę narrację. Początek piątkowej sesji to delikatny odwrót od dolara, na którym skorzystał też złoty.

    Skandynawski paradoks i czekanie na Amerykę

    Podczas gdy RPP w Polsce i Riksbank w Szwecji pozostawiły stopy bez zmian (szwedzka stopa referencyjna to 1,75%), niespodzianka nadeszła z Norwegii. Norges Bank niespodziewanie podniósł koszt pieniądza z 4% do 4,25%.

    Różnica jest efektem diametralnie odmiennej sytuacji inflacyjnej. W Norwegii CPI wynosi 3,6% r/r, podczas gdy w Szwecji mamy do czynienia z deflacją na poziomie -0,2% r/r. Ta jastrzębia decyzja z Oslo błyskawicznie wzmocniła koronę norweską względem złotego.

    A co dalej? Wszystkie oczy zwrócone są teraz na publikację kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy (NFP), zaplanowaną na godz. 14:30. Po całkiem optymistycznych danych ADP możliwe są niespodzianki, które mogą rozruszać waluty. Dodatkowo, rozczarowujące dane o produkcji przemysłowej z Niemiec (spadek o blisko 3% w marcu) oraz rosnąca inflacja na Węgrzech (2,1% r/r, w tym 0,4% tylko w kwietniu) psują nastroje na Starym Kontynencie.

    Podsumowując: lokalnie dostaliśmy jasny sygnał o możliwych podwyżkach stóp. Globalnie – rynki wstrzymują oddech przed amerykańskimi danymi, udowadniając przy okazji zadziwiającą odporność na geopolityczne wstrząsy. To był intensywny tydzień!

  • Geopolityczna huśtawka: Jak Cieśnina Ormuz podbija ceny ropy i zaskakuje rynki?

    Geopolityczna huśtawka: Jak Cieśnina Ormuz podbija ceny ropy i zaskakuje rynki?

    Czy światowe rynki wpadają w panikę? Po tygodniach względnego spokoju w strategicznej Cieśninie Ormuz znowu wybuchły walki – i to natychmiast odbiło się na notowaniach surowców oraz walut. Zatoka Perska znów jest w centrum geopolitycznego napięcia, a portfele inwestorów drżą w oczekiwaniu na kolejne akty tego dramatu.

    Ropa w szalonym galopie, dolar w natarciu

    Wszystko zaczęło się od poważnej wymiany ognia między siłami USA a Iranem na tym kluczowym szlaku morskim. To nie był jedyny cios – Iran przeprowadził również atak dronowy na infrastrukturę petrochemiczną Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Efekt? Cena baryłki ropy Brent skoczyła z 108 USD do 114 USD w ciągu jednej sesji! Jak podaje Bloomberg, to największy jednodniowy wzrost od początku kwietnia, a od początku roku ropa zdrożała już o 71 proc.

    Prezes Aramco, największego na świecie koncernu naftowego, ostrzegł, że brak dostaw przez Cieśninę Ormuz oznacza, iż na globalny rynek nie dociera 100 mln baryłek ropy tygodniowo.

    Jeśli taka sytuacja utrzyma się jeszcze przez miesiąc, normalizacja na globalnym rynku ropy będzie możliwa dopiero w przyszłym roku. Nic dziwnego, że rynek jest w szoku.

    Gdy trwoga, to do dolara – ta stara prawda znów się potwierdziła. Amerykańska waluta umocniła się wobec euro, a także osłabiła polskiego złotego. Paradoksalnie, w odwrocie znalazło się złoto, które w szczytowym momencie potaniało o około 100 USD za uncję. Ale to nie koniec niespodzianek.

    Bitcoin zaskakuje, Australia podnosi stopy

    Podczas gdy inwestorzy uciekali w stronę dolara, bitcoin zyskiwał na wartości. Kapitał spekulacyjny wyraźnie szuka okazji, a to sugeruje, że niektórzy zaczynają już wypatrywać stóp zwrotu nawet w tak niepewnych czasach.

    W tle tych wszystkich zawirowań mamy też ważną decyzję z drugiego końca świata. Bank Rezerwy Australii po raz trzeci z rzędu podniósł stopy procentowe. Powód? Walka z inflacją sięgającą 4,6% rocznie, którą dodatkowo nakręcają drożejące ceny ropy. Decyzja przełożyła się na umocnienie dolara australijskiego.

    Czy to dopiero początek?

    Sytuacja jest dynamiczna i pełna sprzecznych sygnałów. Z jednej strony pojawiają się głosy ostrzegawcze. Tracy Shuchart z NinjaTrader Group wskazuje, że czynniki hamujące dotychczasowe wzrosty cen – jak wysokie zapasy czy uwolnienie rezerw strategicznych – „praktycznie się wyczerpały”. Jej zdaniem, „docieramy do punktu krytycznego, w którym to zacznie mieć znaczenie”.

    Z drugiej strony niektórzy analitycy upatrują nadziei w dyplomacji. Nikos Tzabouras z Tradu zauważa, że zbliżające się spotkanie prezydentów USA i Chin może być szansą, ponieważ „obie strony mają motywację, by zakończyć konflikt”.

    Jedno jest pewne: Cieśnina Ormuz znowu stała się geopolitycznym epicentrum, od którego kondycji zależą ceny na stacjach benzynowych na całym świecie. Inwestorzy powinni zapinać pasy – bo zapowiada się bardzo wyboista jazda.