Blog

  • Polska firma pod ostrzałem (nie)postępu. Dlaczego sztuczna inteligencja nas omija?

    Polska firma pod ostrzałem (nie)postępu. Dlaczego sztuczna inteligencja nas omija?

    Sztuczna inteligencja ma dać Polsce 105 miliardów dolarów wartości dodanej do 2030 roku, a aż 61 proc. godzin pracy jest technicznie możliwych do zautomatyzowania. Te liczby brzmią jak przepis na gospodarczy skok. Dlaczego więc polskie firmy, zamiast płynąć na tej fali, stoją na hamulcu?

    Potencjał gigantyczny, realizacja… niekoniecznie

    Szacunki McKinsey Global Institute są imponujące. Według nich automatyzacja w 10 największych gospodarkach Europy może wygenerować do 2030 r. nawet 1,9 bln dol. dodatkowej wartości. Polska, z dużym udziałem przemysłu i logistyki, jest w tym scenariuszu liderem. Mamy przed sobą szansę na znaczące 105 mld dol. dla naszej gospodarki. Ale tu pojawia się kluczowy, niewypowiedziany warunek.

    Potencjał ten dotyczy zarówno agentów AI w zadaniach wymagających analizy, jak i robotów w pracy fizycznej.

    Niestety, z tego technicznego potencjału polskie przedsiębiorstwa korzystają w bardzo ograniczonym stopniu. Jak donosi Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, wykorzystanie AI w polskich firmach wciąż jest zjawiskiem niszowym. Nawet w branżach o największym potencjale automatyzacji, tylko około 23 proc. przedsiębiorstw stosuje narzędzia AI.

    Hamulce na pełnej mocy: brak specjalistów i rozproszone dane

    Gdzie leży problem? Przede wszystkim w zasobach ludzkich. Biznesy – zwłaszcza małe i mikroprzedsiębiorstwa, które stanowią większość podmiotów gospodarczych w Polsce – nie mają jak załapać się na falę AI. Brak specjalistów to czołowa bariera.

    Według danych przytoczonych przez Business Insider Polska, tylko około 25 proc. firm deklaruje dostęp do wykwalifikowanej kadry IT, która mogłaby wdrożyć i utrzymywać sztuczną inteligencję. Co gorsza, nawet wśród firm już korzystających z AI, niemal połowa (47 proc.) wskazuje na niedobór specjalistów. Główne przyczyny? Brak doświadczenia kandydatów (79 proc.), brak odpowiedniego wykształcenia (75 proc.) i niedopasowanie kompetencji (61 proc.).

    Co robią firmy, by to zmienić? Alarmujące jest to, że niemal połowa (48 proc.) nie podejmuje żadnych działań. Pozostałe inwestują w rozwój pracowników (23 proc.), korzystają z outsourcingu (15 proc.) lub rekrutują nowych (10 proc.).

    Polski krajobraz AI: Tradycjonaliści vs. Pionierzy

    Polskie firmy dzielą się na cztery wyraźne grupy. Najliczniejsi są „Tradycjonaliści” (46 proc.), czyli organizacje o niskiej dojrzałości technologicznej. Kolejni są „Technologiczni nowicjusze” (36 proc.), którzy eksperymentują z AI, ale jeszcze jej nie wdrożyli. Dopiero na końcu mamy „Cyfrowych praktyków” (12 proc.) i prawdziwych wizjonerów – „Pionierów innowacji” (6 proc.), dla których AI to realna przewaga konkurencyjna.

    Jest jednak iskierka nadziei. AI rozwija się w Polsce oddolnie. Kompetencje związane ze sztuczną inteligencją często zdobywane są poza formalnymi strukturami – w prywatnych eksperymentach, po godzinach pracy i bez oficjalnego wsparcia firm. To rodzi zarówno szansę na wzrost naturalnych innowatorów, jak i ryzyko związane z nierównym dostępem czy bezpieczeństwem danych.

    Przyszłość to praca z AI, a nie dla AI

    Co ciekawe, eksperci wskazują, że przyszłość to nie masowe zwolnienia, a zmiana sposobu pracy. W Polsce największą grupę mają stanowić tzw. role agent-centric (29 proc.), gdzie ludzie będą ściśle współpracować z AI, nadzorując jej działanie i interpretując wyniki.

    Kluczowe stają się kompetencje miękkie: zdolność uczenia się, zarządzanie zmianą, a także umiejętne promptowanie i komunikacja z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Autorzy raportu McKinsey podkreślają, że samo „doklejenie” AI do istniejących procesów rzadko przynosi efekty. Prawdziwy skok następuje, gdy firmy przeprojektowują całe przepływy pracy.

    Ostatecznie, jak wynika z badania Bilansu Kapitału Ludzkiego, o sukcesie decyduje nie tylko technologia i budżet, ale kultura organizacyjna wspierająca innowacje i eksperymentowanie. Bez tego nawet największy potencjał pozostanie tylko niezrealizowanymi liczbami w raporcie.

    Problem nie jest wyłącznie polski. Jak zauważa Parkiet, inwestor Mark Cuban wskazuje na przykład USA, gdzie 33 mln firm również nie ma specjalistów ani budżetów na wdrożenie AI. Wygląda na to, że wyścig o sztuczną inteligencję w biznesie dopiero się zaczyna, a bariera kompetencyjna jest uniwersalna. Polska ma szansę stać się jej bohaterem lub… smutnym przykładem niewykorzystanej szansy.

  • Benefit Systems: Rekordowy zysk i hossa na GPW, ale czy wiesz, o ile wzrosły akcje?

    Benefit Systems: Rekordowy zysk i hossa na GPW, ale czy wiesz, o ile wzrosły akcje?

    Czy jedna polska spółka może jednocześnie zrewolucjonizować rynek benefitów pracowniczych i być jednym z najlepszych inwestycji na GPW? Wystarczy spojrzeć na Benefit Systems, którego akcje w piątek wystrzeliły do nowego szczytu.

    A to wszystko za sprawą wyników za pierwszy kwartał 2026 roku, które przeszły najśmielsze oczekiwania inwestorów. Mowa o skoku, który naprawdę robi wrażenie.

    Rekordowa liczba na wykresie

    W piątek, 15 maja, akcje Benefit Systems wzrosły o 7,43%, sięgając poziomu 4308 zł. To nie byle co – to nowy historyczny szczyt notowań spółki.

    Ale prawdziwy rozmach widać w szerszej perspektywie. Od dołka z 2022 roku kurs akcji (BFT) zyskał aż 779%. To jeden z absolutnie najlepszych wyników na całej polskiej giełdzie. Inwestorzy po prostu oszaleli na punkcie tych liczb.

    A te liczby, opublikowane w raporcie za I kw. 2026, są naprawdę monumentalne.

    Wyniki, które zapierają dech

    Zacznijmy od zysku netto, bo tu jest prawdziwy „wow” efekt. Skonsolidowany zysk netto przypisany akcjonariuszom wyniósł 229,57 mln zł. Rok wcześniej było to 56,7 mln zł. To oznacza ponad czterokrotny wzrost rentowności grupy w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy!

    Przychody też nie pozostają w tyle. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły do 1 383,91 mln zł z 951,99 mln zł w analogicznym okresie 2025 roku.

    Marcin Fojudzki, członek zarządu Benefit Systems, pozytywnie ocenił wejście grupy w 2026 rok, podkreślając, że pierwsze miesiące potwierdzają utrzymanie korzystnych trendów operacyjnych i sprzedażowych.

    Ale skąd ten gigantyczny skok? Kluczem jest strategia, która łączy wzrost organiczny z akwizycjami – i ta mieszanka działa wyśmienicie.

    Polska dalej na pierwszym miejscu

    Dla Benefit Systems Polska wciąż jest rynkiem numer jeden. I tu dynamika jest imponująca: przychody w segmencie polskim wzrosły o 18,6% rok do roku.

    Głównym motorem jest rosnąca baza klientów. Liczba kart sportowych (takich jak popularny MultiSport) zwiększyła się do 1 871,8 tys. sztuk. Grupa nie zapomina też o infrastrukturze – na koniec marca posiadała w Polsce 295 własnych klubów fitness.

    Ekspansja zagraniczna przyspiesza

    Prawdziwą siłą napędową wyników okazuje się jednak ekspansja poza Polskę. Benefit Systems z sukcesem rozwija swoją obecność w Czechach, na Słowacji, w Chorwacji, Bułgarii i Turcji.

    W segmencie Unii Europejskiej przychody poszły w górę o 33% w porównaniu do I kw. 2025 roku. Liczba kart sportowych sięgnęła 714,7 tys., co daje wzrost o niemal 21% r/r.

    Wszystkie rynki UE notują dwucyfrową dynamikę: Słowacja +38,6%, Czechy +20,2%, Bułgaria +15,6%, Chorwacja +13,4%. Największy nominalny przyrost kart miał miejsce w Czechach.

    Turcja – czarny koń w portfolio

    A potem jest Turcja. Rynek, który może niedługo stać się filarem międzynarodowego rozwoju. Liczba aktywnych kart sportowych wyniosła tam na koniec marca 61,6 tys. Co to oznacza? Niemal trzykrotny wzrost w stosunku do stanu sprzed roku!

    Równolegle rozwija się infrastruktura – sieć klubów fitness w Turcji liczyła już 146 obiektów. Takie tempo nie zdarza się często.

    Co dalej? Zarząd nie zwalnia tempa

    Pomimo już tak spektakularnych wyników, zarząd Benefit Systems podtrzymał swoje ambitne cele strategiczne i finansowe na cały 2026 rok. Koncentracja jest na rentownym wzroście, zwiększaniu efektywności operacyjnej i dalszym rozwoju na perspektywicznych rynkach.

    Polska pozostaje najważniejszym rynkiem, ale rosnąca skala działalności zagranicznej coraz wyraźniej napędza całą maszynę. Spółka deklaruje, że jest dobrze przygotowana do dalszego rozwoju, zarówno organizacyjnie, jak i finansowo.

    Jedno jest pewne: piątkowa hossa na akcjach Benefit Systems to nie był przypadek. To była reakcja rynku na twarde, rekordowe dane i klarowną, skutecznie realizowaną strategię. Kto wie, czy nowy szczyt z 4308 zł okaże się tylko przystankiem w dalszej drodze w górę.

  • Polski rynek pracy się stabilizuje, ale zasady gry zmieniły się na dobre

    Polski rynek pracy się stabilizuje, ale zasady gry zmieniły się na dobre

    Czy polski rynek pracy odradza się po okresie chłodzenia? Najnowsze dane pokazują wyraźny trend stabilizacji, ale firmy stawiają dziś zupełnie nowe warunki.

    Kwietniowa stabilizacja w trudnym otoczeniu

    Według raportu Grant Thornton, w kwietniu 2026 r. na największych portalach rekrutacyjnych opublikowano około 265 tysięcy nowych ofert pracy. To spadek zaledwie o 1% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Co ciekawe, ten wynik pojawił się pomimo napiętej sytuacji geopolitycznej i ryzyka wzrostu cen energii.

    Jak podkreślają autorzy raportu, poprawa pojawia się w trudnym otoczeniu. Wojna w Iranie i zamknięcie cieśniny Ormuz podbiły ryzyko wzrostu cen energii, a mimo to firmy nie wstrzymały rekrutacji.

    To już drugi miesiąc wzrostu z rzędu! Barometr Ofert Pracy Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) w kwietniu poszedł w górę o 9 punktów, korygując wcześniejszą tendencję spadkową.

    Gdzie przybywa ofert? Miasta i regiony w natarciu

    Ożywienie najmocniej widać w największych miastach. W sześciu z dziesięciu analizowanych aglomeracji liczba ofert była wyższa niż rok wcześniej.

    Warszawa wciąż króluje z 45,7 tys. ofert w kwietniu, a w przeliczeniu na mieszkańców przegrywa tylko z Katowicami. Z drugiej strony mamy Łódź z zaledwie 7,7 ofertami na 1000 mieszkańców oraz Bydgoszcz i Lublin, gdzie liczba ogłoszeń jest najniższa.

    Jeśli chodzi o regiony, po wyłączeniu pracy sezonowej, wzrost odnotowano we wszystkich województwach. Najwięcej nowych ogłoszeń przybyło w województwach: podlaskim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim.

    Kto dziś ma największe szanse? Ranking branż

    Tutaj obraz jest wyjątkowo selektywny. Jedna branża zdecydowanie wyprzedza konkurencję.

    Ochrona zdrowia notuje wzrost liczby ofert o 12% rok do roku! Szczególny popyt widać na pielęgniarki (+14%) i lekarzy (+13%). W innych sektorach sytuacja jest bardziej zróżnicowana.

    W usługach profesjonalnych przybywa ofert dla radców prawnych i aplikantów, ale ubywa dla doradców podatkowych. Marketing i branże kreatywne wykazują oznaki stabilizacji z rosnącym popytem na grafików, ale spadkiem zapotrzebowania na specjalistów od marketingu i e-commerce.

    IT pozostaje „płaskie” (-1%) ze stabilnym popytem na programistów i wzrostem w cyberbezpieczeństwie. W finansach wzrost dotyczy głównie szeregowych specjalistów.

    Najgorzej wygląda sytuacja w segmencie prac fizycznych (-5%), a w handlu detalicznym i magazynach spadki sięgają nawet 8-9%.

    Koniec z hojnymi benefitami. Firmy wracają do podstaw

    Tu właśnie kryje się największa zmiana. Nie w liczbie ofert, ale w ich treści. Średnia liczba benefitów w ogłoszeniu spadła do pięciu – to najniższy poziom od 2020 roku! Rok temu pracodawcy oferowali nawet siedem dodatków.

    Dziś wracają do absolutnego minimum: prywatna opieka medyczna (67% ofert), pakiety sportowe (51%) i szkolenia (49%). I to właśnie te dwa ostatnie benefity są najbardziej ograniczane. Udział ofert ze szkoleniami spadł z ~75% do 49%, a z elastycznym czasem pracy z 35% do zaledwie 25%.

    Nowy klucz rekrutacji: doświadczenie ponad wszystko

    Lista wymagań w ogłoszeniach się skraca, ale to nie oznacza łatwiejszego startu. Wręcz przeciwnie – rośnie kluczowe znaczenie doświadczenia zawodowego.

    To jest dziś warunek 68% ofert, podczas gdy jeszcze kilka lat temu dotyczyło to 62% ogłoszeń. Wykształcenie, dyspozycyjność i języki są nadaj ważne, ale to konkretne doświadczenie stało się przepustką do pracy.

    Firmy coraz częściej szukają „gotowych” pracowników, ograniczając inwestycje w długie szkolenia i wdrożenia. To wyraźna zmiana reguł gry.

    Co z bezrobociem? Pierwszy spadek od miesięcy

    Dobra wiadomość płynie też z oficjalnych statystyk. Po okresie wzrostów, stopa bezrobocia w kwietniu 2026 r. spadła do 6,0% z 6,1% w marcu – podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

    Eksperci z BIEC wskazują, że na aktywność rekrutacyjną firm wciąż wpływają: osłabiona koniunktura gospodarcza, wysokie ceny surowców energetycznych oraz ogólna niepewność.

    Nowa rzeczywistość rynku pracy

    Rynek pracy w Polsce dojrzewa i stabilizuje się na nowych zasadach. Popyt wraca do poziomów sprzed roku, ale firmy tną koszty, ograniczają benefity i podnoszą poprzeczkę kandydatom, stawiając na gotowe doświadczenie.

    To już nie jest „rynek pracownika”. Równowaga przesuwa się na korzyść pracodawców, którzy podejmują bardziej pragmatyczne decyzje. Dla osób wkraczających na rynek, zwłaszcza młodych, oznacza to konieczność szybszego zdobywania cennego doświadczenia. Gra toczy się o zupełnie nowe stawki.

  • Inwestycja w nieruchomości w 2026? Zapomnij o intuicji, czas na kalkulator

    Inwestycja w nieruchomości w 2026? Zapomnij o intuicji, czas na kalkulator

    Czy kupno mieszkania w Polsce to nadal dobry sposób na pomnożenie kapitału? Dane mówią, że zainteresowanie jest ogromne — w kwietniu 2026 wartość zapytań o kredyty hipoteczne skoczyła o blisko 30 proc. rok do roku. Ale eksperci biją na alarm: rynek stał się wyjątkowo bezwzględny. Sukces już nie zależy od wyboru lokalizacji, ale od precyzyjnych, często nudnych, obliczeń.

    Mocne dane, ale jeszcze mocniejsze wymagania

    BIK podaje, że w kwietniu liczba osób składających wnioski kredytowe była wyższa o blisko 19 proc. Jednocześnie średnia wartość wnioskowanego kredytu przekroczyła już 500 tys. zł. To oznacza jedną rzecz: decyzje inwestycyjne są dziś większe, droższe i znacznie bardziej ryzykowne. Kluczowe pytanie brzmi nie „czy kupić”, ale „czy ta inwestycja przetrwa okresy pustostanu i wyższe koszty utrzymania?”

    Duże miasta: stabilność za wysoką cenę

    Warszawa, Kraków, Wrocław czy Trójmiasto nadal przyciągają początkujących inwestorów największym i najbardziej płynnym rynkiem najmu. Ale eksperci z Marshall Real Estate są zgodni: 100 tys. zł przestało być kwotą pozwalającą swobodnie wejść w inwestycję. To dziś przede wszystkim wkład własny pod kredyt.

    Jeszcze kilka lat temu wielu inwestorów wychodziło z założenia, że praktycznie każda nieruchomość będzie rosła na wartości i bez problemu znajdzie najemcę. Dziś rynek jest znacznie bardziej wymagający — mówi Tomasz Kozioł z Marshall Real Estate.

    Inwestorzy muszą dziś analizować koszty utrzymania, lokalizację, sezonowość i realny potencjał najmu. Zdaniem ekspertów, często wygrywają mieszkania z rynku wtórnego w dobrych lokalizacjach po remoncie, które oferują bardziej przewidywalny zwrot niż nowe projekty deweloperskie.

    Mniejsze miasta: uwaga na pułapkę

    Niższe ceny w miastach powiatowych kuszą osoby z kapitałem około 100 tys. zł. Ale to właśnie tutaj czyha pułapka na początkujących. Tańszy zakup nie zawsze oznacza dobrą inwestycję.

    W mniejszych miejscowościach kluczowe jest sprawdzenie rzeczywistego popytu na najem. Sam fakt, że mieszkanie jest tańsze, nie oznacza jeszcze, że będzie dobrze pracowało — podkreśla Tomasz Kozioł.

    Eksperci radzą, by przed zakupem dokładnie przeanalizować lokalny rynek pracy, obecność uczelni, nowych inwestycji i liczbę potencjalnych najemców. W wielu małych miastach problemem jest też ograniczona płynność rynku – sprzedaż może potrwać znacznie dłużej. Kluczowe jest nie tylko wejście w inwestycję, ale też przygotowanie scenariusza wyjścia.

    Apartamenty turystyczne: koniec łatwych zysków

    Przez lata apartamenty w kurortach były synonimem szybkiego zarobku. Dziś rynek najmu krótkoterminowego wygląda zupełnie inaczej. Rosnąca liczba inwestycji, wysokie koszty utrzymania i profesjonalna konkurencja sprawiają, że samo atrakcyjne położenie nie wystarcza.

    Karol Szumański z Marshall Real Estate zwraca uwagę, że początkujący często patrzą tylko na stawki wynajmu w sezonie, ignorując całoroczne koszty administracyjne, media czy prowizje operatorów najmu. To one radykalnie obniżają rentowność.

    Rynek nad morzem coraz mocniej premiuje projekty całoroczne, z dostępem do infrastruktury i atrakcji poza sezonem. W 2026 roku ogromnego znaczenia nabiera też standard wykończenia apartamentu – budżetowe lokale przegrywają z lepiej zaprojektowanymi.

    Excel jest ważniejszy niż emocje

    Zdaniem ekspertów największe błędy początkujących rzadko wynikają z lokalizacji. Znacznie częściej problemem są zbyt optymistyczne założenia finansowe.

    Wielu kupujących zakłada pełne obłożenie najmu przez cały rok, nie uwzględnia kosztów remontów, pustostanów czy wzrostu rat kredytu — przestrzegają eksperci.

    To ostrożniejsze podejście widać w danych GUS: choć liczba pozwoleń na budowę rośnie, to liczba rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych spadła w I kwartale 2026 r. o 11,4 proc. rok do roku.

    Przed wpłatą pierwszej raty trzeba sobie odpowiedzieć na kluczowe pytania:

    • Jakie są realne koszty administracyjne i eksploatacyjne?
    • Czy prognozy najmu są poparte rzeczywistymi danymi?
    • Jak wygląda konkurencja w okolicy?
    • Kto będzie zarządzał najmem?
    • Czy lokalizacja ma potencjał całoroczny?
    • Ile podobnych inwestycji powstaje w regionie?
    • Jak łatwo będzie sprzedać nieruchomość za kilka lat?

    Nowe trendy: od lokalizacji do strategii

    Rynek ewoluuje. Jak zauważa Karol Szumański, mieszkanie w Warszawie, apartament nad morzem i nieruchomość w górach to dziś trzy różne produkty inwestycyjne odpowiadające na odmienne potrzeby.

    Wybór lokalizacji coraz rzadziej sprowadza się do odpowiedzi na pytanie 'gdzie kupić’. Znacznie ważniejsze staje się to, jaką funkcję nieruchomość ma pełnić w portfelu inwestora — mówi Szumański.

    W dużych miastach kluczowa jest stabilność i płynność rynku, napędzana przez studentów i pracowników korporacji. W lokalizacjach turystycznych, jak Zakopane czy Kościelisko, potencjalne zyski są wyższe, ale rośnie też zmienność i ryzyko sezonowości. Tam liczy się realny całoroczny potencjał.

    W górach na stawki najmu realnie wpływają walory widokowe i kameralność inwestycji. Rośnie też znaczenie segmentu premium, który jest odporny na konkurencję cenową, ponieważ klienci szukają całego doświadczenia pobytowego.

    Inwestorzy coraz częściej patrzą w perspektywie 5-10 lat, analizując nie tylko bieżące zyski, ale też przyszłą wartość odsprzedaży. Rośnie znaczenie dywersyfikacji portfela i trendów takich jak workation czy marka miejsca w social mediach.

    Podsumowanie: policz, zanim kupisz

    Jak podsumowuje Karol Szumański, 100 tys. zł może dziś oznaczać zupełnie coś innego dla różnych inwestorów – dla jednych to wkład własny na pierwsze mieszkanie, dla innych kolejny etap budowania portfela. W obu przypadkach zasada jest jedna: w 2026 roku wygrywają nie najbardziej emocjonujące inwestycje, lecz te najlepiej policzone. Rynek nagradza precyzję, a nie przeczucie.

  • Fala zwolnień uderza w producentów. Po meblach i sałatkach, kto następny?

    Fala zwolnień uderza w producentów. Po meblach i sałatkach, kto następny?

    Dramatyczne zwolnienia w polskich zakładach produkcyjnych to już nie tylko pojedyncze przypadki. W ciągu ostatnich tygodni dwie branże: meblarska i spożywcza, ogłosiły duże redukcje zatrudnienia, a ich przyczyny są uderzająco podobne. Czy to początek szerszego, niepokojącego trendu?

    Najpierw Legnica: 200 miejsc pracy do likwidacji

    Zaledwie kilka miesięcy po głośnym przejęciu firma Green Factory podjęła brutalną decyzję. Producent popularnych sałatek zapowiedział zwolnienia grupowe obejmujące aż 200 osób w swoim zakładzie w Legnicy, który przejął od szwajcarskiego koncernu Eisberg w 2025 roku. Powód? Firma wskazuje na rosnące koszty i brak długoterminowej rentowności.

    Dla zatrudnionych to ogromny cios. Spora część załogi to osoby z 20–30-letnim stażem, często zbliżające się do wieku emerytalnego. Pracownicy apelują: „To dla nas życiowa tragedia”.

    Ponad połowa pracowników zapisała się do nowo powstałego związku zawodowego NSZZ „Solidarność”, który negocuje warunki zwolnień.

    A tu dochodzi kolejny aspekt, który może dotknąć każdego konsumenta. Produkty z Legnicy trafiały do największych sieci handlowych w Polsce, takich jak Biedronka i Lidl. Zamknięcie zakładu może oznaczać problemy z dostępnością części popularnych sałatek.

    Ale to nie koniec. IKEA i cała branża meblarska w ogniu

    Tymczasem w Wielbarku koło Szczytna fabryka IKEA zapowiedziała zwolnienie 240 osób. Powody? Znów spadek zamówień i dostosowanie produkcji do potrzeb. Zwolnienia dotkną pracowników produkcji i administracji. Redukcje zatrudnienia przeprowadza też fabryka IKEA w Goleniowie i – co ważne – również polskie firmy meblarskie.

    Według prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli Jana Szynaki, trudna sytuacja branży trwa od 2-3 lat. Wszystkie zakłady produkujące meble w Polsce wprowadziły ograniczenia.

    „Obecna sytuacja geopolityczna (…) to wszystko ma wpływ na eksport polskich mebli” – podkreśla Szynaka w rozmowie z PAP.

    Wspólny mianownik: rosnące koszty i spadek popytu

    Oto, co łączy obie te pozornie różne historie. W branży meblarskiej wysokie koszty energii elektrycznej, paliwa i drewna znacząco podnoszą koszty produkcji. Do tego dochodzą wyższe koszty pracownicze. Efekt? Eksport do Anglii, Niemiec czy Francji staje się coraz mniej rentowny, a sprzedaż w Europie spadła o 10-15%.

    W przypadku producenta sałatek argumentacja jest niemal identyczna: rosnące koszty i brak rentowności.

    Kluczowe jest też przesunięcie priorytetów konsumentów. Szynaka zauważa, że w niespokojnych czasach zakup mebli nie jest już priorytetem, bo nie jest to produkt pierwszej potrzeby.

    Skala jest ogromna

    Liczby mówią same za siebie. W samych dwóch ogłoszonych przypadkach 440 osób straci pracę. A to tylko wierzchołek góry lodowej. W branży meblarskiej w Polsce pracuje 230 tysięcy osób, a w sektorach okołomeblarskich kolejne 100 tysięcy. Każda kolejna fala zwolnień będzie miała ogromny wpływ na lokalne społeczności i gospodarkę.

    Czy te dwa przypadki to zapowiedź szerszej fali restrukturyzacji w polskim przemyśle? Wszystko wskazuje na to, że rosnące koszty i zmieniający się popyt zmuszają firmy do trudnych decyzji. A ich skutki odczują nie tylko pracownicy, ale także klienci w całym kraju.

  • Koszyk zakupowy w Polsce najtańszy od miesięcy! Co wieszczy najnowsze zestawienie?

    Koszyk zakupowy w Polsce najtańszy od miesięcy! Co wieszczy najnowsze zestawienie?

    Czy w czasie globalnych napięć możliwy jest wyraźny spadek cen żywności w naszych sklepach? Okazuje się, że tak – i to nie tylko w skali tygodnia, ale i całego roku.

    Dobra wiadomość: średnia cena w dół

    Obecnie za przeciętny koszyk podstawowych produktów spożywczych płacimy średnio 106 zł i 29 gr. Tak wynika z najnowszego zestawienia ekspertów aplikacji PanParagon. To oznacza, że w sklepach jest relatywnie tanio.

    Cena koszyka skurczyła się w ujęciu tygodniowym o 2 zł 51 gr i są to najniższe stawki od początku roku – podają specjaliści z Business Insider Polska.

    Dla porównania, na początku roku ceny potrafiły przebijać 113 zł. Obniżki mają też charakter sezonowy – zwykle o tej porze roku obserwujemy spadki cen.

    Hitem zniżek są pomidory malinowe

    Najbardziej powody do zadowolenia mają amatorzy pomidorów malinowych. Można je teraz kupić za 17 zł i 19 gr. To spadek aż o 13,9 proc. w porównaniu do poprzedniego tygodnia.

    Spadków cen jest jednak więcej. Jabłka tanieją na przykład o ponad 4 proc., a cukier biały – o 3,5 proc.

    To jednak nie wszystkie pozytywne informacje z poprzedniego zestawienia. Według wcześniejszych danych, w ujęciu tygodniowym najbardziej taniał także olej rzepakowy (o 6,1 proc.) czy ziemniaki (o 5,2 proc.).

    A gdzie jest drożej?

    Niestety, nie wszystkie trendy są korzystne. Są artykuły, które drożeją. Za olej rzepakowy trzeba płacić aż o 7,5 proc. więcej niż w poprzednim tygodniu. W górę idą również ceny marchwi (o 6,3 proc.).

    Według wcześniejszych analiz, drożały też jabłka (o 4 proc.) oraz marchew (o 3,8 proc.).

    Najdroższym produktem koszyka jest niezmiennie pierś kurczaka – tu 1 kg kosztuje obecnie 23 zł 44 gr.

    Branża ostrzega przed wzrostami

    Mimo aktualnych spadków, branża obawia się, że ceny mogą gwałtownie wzrosnąć. Wiadomościhandlowe.pl podają, że właściciel sieci Biedronka spodziewa się powrotu inflacji cen żywności w drugiej połowie roku.

    Jak poinformowała Ana Luisa Virginia, dyrektorka finansowa grupy Jeronimo Martins, za zmianą trendu mają stać rosnące koszty paliw, nawozów oraz produkcji rolnej.

    Skąd mamy tak dokładne dane?

    Wszystkie informacje pochodzą z analizy paragonów dokonywanej przez aplikację PanParagon. Dlaczego to wiarygodne źródło?

    Dane z paragonów mówią nam prawdę o tym, ile Polacy średnio płacą za poszczególne artykuły. Analizujemy 14 podstawowych produktów, które znajdują się na zakupowych listach większości Polaków.

    PanParagon to popularna aplikacja, dzięki której można wyszukiwać promocje oraz przechowywać paragony. Każdego miesiąca do systemu trafia miliony dowodów zakupu. Tak obszerne, anonimowe dane dają możliwość tworzenia rzetelnych analiz dotyczących rzeczywistych cen produktów czy realnej inflacji.

    Z narzędzia korzystają mieszkańcy zarówno wielkich miast, jak i mniejszych ośrodków. I ci, którzy kupują w dyskontach, i ci, którzy preferują osiedlowe warzywniaki. Daje to zatem pełny przekrój cenowy.

    Podsumowując: dziś płacimy mniej, ale warto korzystać z tej sytuacji, bo eksperci ostrzegają przed możliwymi podwyżkami już za kilka miesięcy.

  • Abonament RTV nie zniknął. Czeka nas podwyżka i wysokie kary

    Abonament RTV nie zniknął. Czeka nas podwyżka i wysokie kary

    Myślałeś, że temat abonamentu RTV już zniknął z agendy? Wiele osób miało nadzieję na zniesienie tej opłaty, ale rzeczywistość okazuje się znacznie mniej przyjemna. Zamiast likwidacji, przygotuj się na kolejne podwyżki i naprawdę dotkliwe kary za uchylanie się od płacenia. To będzie uderzenie w domowy budżet.

    Nowe stawki już zatwierdzone. Będzie drożej

    Wszystko jest już przesądzone. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) zatwierdziła nowe, wyższe stawki, które zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku. Co to oznacza dla twojego portfela?

    • Miesięczna opłata za radio wzrośnie do 10,80 zł.
    • Miesięczna opłata za telewizor (lub telewizor z radiem) skoczy do 34,50 zł.

    Dla porównania, w 2026 roku stawki wynoszą odpowiednio 9,50 zł za radio i 30,50 zł za telewizor. KRRiT tłumaczy podwyżki coroczną waloryzacją powiązaną z inflacją.

    Ale tu nie chodzi tylko o wyższe opłaty. Prawdziwym szokiem mogą być kary.

    Uważaj na gigantyczne mandaty

    Jeśli myślałeś, że możesz po prostu przestać płacić lub nie rejestrować odbiornika, to przygotuj się na poważne konsekwencje. Wysokość kar za brak rejestracji jest zatrważająca.

    • Kara za brak rejestracji telewizora to aż 1035 zł.
    • Kara za brak rejestracji radia wynosi 324 zł.

    To nie są puste groźby. Jak przypomina „Gazeta Prawna”, Poczta Polska, która monitoruje płatności, nalicza od zaległości odsetki jak od długów podatkowych, a do upomnienia dolicza dodatkowe koszty administracyjne. W przypadku dalszego ignorowania obowiązku, sprawa może wylądować w egzekucji administracyjnej, co oznacza przymusowe ściągnięcie długu z twojego konta lub wynagrodzenia.

    Kto może odetchnąć z ulgą? Sprawdź zwolnienia

    Na szczęście nie wszyscy muszą się martwić o te podwyżki. Prawo przewiduje całą gamę zwolnień z opłaty abonamentowej. To realna ulga dla wielu gospodarstw domowych.

    Najważniejsze grupy zwolnione to:

    • Osoby, które ukończyły 75. rok życia. W ich przypadku zwolnienie działa automatycznie – nie muszą składać żadnych wniosków.
    • Seniorzy, których emerytura nie przekracza kwoty 4451,78 zł brutto miesięcznie. Dotyczy to osób, które ukończyły 60. rok życia.
    • Osoby bezrobotne.
    • Osoby niewidome, niesłyszące oraz z niepełnosprawnościami, w tym inwalidzi wojenni i wojskowi zaliczeni do I grupy inwalidzkiej.

    Aby skorzystać z ulgi (poza automatycznym zwolnieniem dla 75-latków), należy udać się do placówki Poczty Polskiej z dowodem osobistym oraz decyzją ZUS lub innego organu emerytalnego potwierdzającą wysokość świadczenia. Zwolnienie zaczyna obowiązywać od miesiąca następującego po złożeniu dokumentów.

    Czy abonament RTV kiedykolwiek zniknie?

    Choć Ministerstwo Kultury pracuje nad zmianami i planuje przeniesienie finansowania mediów publicznych do budżetu państwa, dopóki nowa ustawa nie zostanie uchwalona, obowiązuje stary system. To kluczowa informacja dla wszystkich, którzy po wcześniejszych zapowiedziach przestali płacić.

    Zapowiedzi reformy nie zwalniają z obowiązku płacenia aktualnych opłat i nie kasują powstałych zaległości. Dlatego lepiej nie ryzykować i uregulować sprawy już teraz, zanim na koncie pojawią się wysokie odsetki i koszty egzekucyjne.

    To nie jest temat, który możesz zignorować. Wysokie stawki i jeszcze wyższe kary sprawiają, że abonament RTV w 2027 roku może być naprawdę bolesny dla domowego budżetu. Sprawdź, czy kwalifikujesz się do zwolnienia i zadbaj o formalności zawczasu.

  • Awaria Profilu Zaufanego! Co zrobić, gdy miliony Polaków nie mogą zalogować się do e-usług?

    Awaria Profilu Zaufanego! Co zrobić, gdy miliony Polaków nie mogą zalogować się do e-usług?

    W poniedziałek rano dosłownie wszyscy w Polsce, którzy korzystają z internetowych usług publicznych, mogli spotkać się z nieoczekowaną przeszkodą. Profil Zaufany – kluczowe narzędzie do potwierdzania tożsamości w sieci i podpisywania dokumentów – doświadczyło poważnej awarii technicznej. Ministerstwo Cyfryzacji oficjalnie poinformowało, że logowanie, uwierzytelnianie i korzystanie z Podpisu Zaufanego są aktualnie niemożliwe. Ale co w takiej sytuacji?

    Panika? Nie, czas na alternatywy

    Awaria dotyka milionów użytkowników, którzy codziennie załatwiają sprawy przez internet. To nie tylko frustracja, ale realne wydłużenie realizacji wielu planów. Ministerstwo Cyfryzacji jednak działa i doradza. Do czasu naprawy resort zaleca korzystanie z alternatywnych metod, jak np. aplikacja mObywatel.

    „Obecnie występują przejściowe utrudnienia z dostępem do Profilu Zaufanego. W związku z tym zarówno logowanie, jak i uwierzytelnianie się za pomocą Profilu Zaufanego i korzystanie z Podpisu Zaufanego nie są aktualnie możliwe” – napisało ministerstwo na platformie X. „Pracujemy nad rozwiązaniem problemu, a o wszelkich zmianach będziemy informować na bieżąco” – dodał resort.

    Profil Zaufany jest niezwykle ważnym narzędziem. Dzięki nim możemy zalogować się do e-Urzędu Skarbowego, Internetowego Konta Pacjenta (IKP), Platformy Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS) czy platformy ePUAP. To elektroniczny klucz do świata administracji.

    Profil Zaufany – niezbędny, szybki i… łatwy do założenia

    Warto przypomnieć, jak ważne jest to narzędzie w codziennym życiu. A jeśli jeszcze go nie ma – jak łatwo można go aktywować.

    Profil Zaufany umożliwia załatwianie wielu spraw bez wizyty w urzędzie. To podstawa przy sprawach podatkowych (np. rozliczenie PIT), zdrowotnych (e-recepty, e-skierowania), związanych z dokumentami (zgłoszenie utraty dowodu) czy kontaktem z ZUS (składki, świadczenia).

    Zakładanie go jest dziś banalnie proste. Najszybszy sposób? Aktywacja przez bank!

    Cała procedura odbywa się online i zajmuje kilka minut. Bank wykorzystuje dane już potwierdzone przy zakładaniu rachunku, więc nie trzeba odwiedzać urzędu. To proces złożony z pięciu kroków:

    1. Wejście na stronę profilu lub do bankowości i wybór opcji założenia przez bank.
    2. Logowanie do banku (internet/mobile) i potwierdzenie operacji (np. SMS).
    3. Sprawdzenie aktualności danych (telefon, e-mail, dane osobowe).
    4. Aktywacja – bank przekazuje dane, profil jest gotowy automatycznie.
    5. Korzystanie – logowanie i podpisywanie online. Profil jest bezpłatny.

    Metoda bankowa jest znacznie szybsza niż wizyta w punkcie potwierdzającym (urząd, ZUS) i pozwala uniknąć drukowania i ręcznego podpisania wniosków.

    Co robić podczas awarii?

    Ministerstwo pracuje nad naprawą. Na razie trzeba sięgnąć po inne, oficjalne metody potwierdzania tożsamości, jak wspomniany mObywatel. Jeśli Profil Zaufany jest już aktywowany – czekamy na informacje o jego ponownym działaniu. Jeśli nie – awaria może być motywacją do jego szybkiego założenia, gdy system wróci do normy.

    Warto też pamiętać o bezpieczeństwie: korzystajmy tylko z oficjalnych stron banku i administracji oraz dokładnie sprawdzajmy każdą autoryzowaną operację.

    Wkrótce miliony Polaków znowu będą mogły łatwo zalogować się do ZUS, sprawdzić receptę czy wysłać PIT bez wychodzenia z domu. Na razie – trzymamy rękę na pulsie.

  • Wall Street robi zwrot w stronę Ethereum. Gigant finansowy wykupuje ETF-y mimo hossy

    Wall Street robi zwrot w stronę Ethereum. Gigant finansowy wykupuje ETF-y mimo hossy

    Co robi instytucjonalny gigant, gdy rynek kryptowalut notuje spadki? Zamiast panikować, podwójnie stawia na drugą co do wielkości kryptowalutę świata. Najnowsze dane ujawniają ruch, który może zaskoczyć nawet wytrawnych obserwatorów Wall Street.

    Wells Fargo wchodzi mocno w ETH

    Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł znaczącą zmianę w strategii jednego z największych amerykańskich banków. Wells Fargo wyraźnie zwiększył pozycje w funduszach ETF opartych na Etherze – wynika z formularza 13F złożonego w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).

    Najbardziej spektakularny wzrost dotyczył iShares Ethereum Trust ETF (ETHA) od BlackRocka. Liczba akcji wzrosła z około 672 600 w IV kwartale 2025 r. do około 1,1 mln w I kwartale 2026 r. To imponujący wzrost o 63,5%.

    Ale to nie wszystko! Bank zwiększył także udział w Bitwise Ethereum ETF (ETHW). Pozycja urosła z około 186 800 akcji do ponad 257 000 akcji, czyli o 37%. Łączna wartość ETF-ów na Ether posiadanych przez Wells Fargo w I kwartale 2026 r. wyniosła około 21,5 mln USD.

    Zakupy wbrew trendom rynkowym

    Tu zaczyna się prawdziwa historia. Zwiększenie ekspozycji na ETF-y na Ether nastąpiło w okresie wyraźnej słabości rynku. Według danych z CoinGlass Ethereum zanotowało dwa kolejne kwartalne spadki: około 28% w IV kwartale 2025 r. oraz 29% w I kwartale 2026 r.

    W tym samym czasie ETF-y spot na Ether odnotowywały odpływy. Łącznie przez trzy kolejne miesiące umorzeń z funduszy odpłynęło około 769 mln USD.

    Na tym tle decyzja Wells Fargo nabiera szczególnego znaczenia. Bank zwiększał zaangażowanie w produkty powiązane z Etherem mimo presji cenowej i odpływu kapitału z tej kategorii funduszy. To pokazuje odmienne zachowanie instytucji wobec szerszego trendu rynkowego.

    Bitcoin wciąż króluje, ale…

    Mimo wzrostu ekspozycji na Ether, ETF-y na Bitcoina nadal pozostają dominującą częścią kryptowalutowego portfela Wells Fargo. Największą pozycję stanowi iShares Bitcoin Trust ETF (IBIT), którego wartość wynosi około 250 mln USD.

    Zmiany w ETF-ach bitcoinowych były jednak bardziej zróżnicowane. Wells Fargo nieznacznie zmniejszył pozycję w IBIT, ale jednocześnie zwiększył udziały w Bitwise Bitcoin ETF Trust (BITB) oraz Grayscale Bitcoin Mini Trust ETF (BTC).

    Pozycja w BITB wzrosła o około 24%, a w Grayscale Bitcoin Mini Trust ETF (BTC) o około 41%. Dane wskazują więc raczej na rotację między produktami bitcoinowymi niż na jednoznaczne ograniczenie ekspozycji na Bitcoina.

    Dramatyczna rotacja w akcjach spółek

    Najbardziej spektakularne zmiany widać jednak w akcjach spółek powiązanych z rynkiem kryptowalut. Wells Fargo dokonał prawdziwego zwrotu w swoich inwestycjach.

    Bank zdecydowanie ograniczył udział w Galaxy Digital (GLXY), firmie Michaela Novogratza. Pozycja banku spadła z około 2,5 mln akcji w IV kwartale 2025 r. do zaledwie około 78 600 akcji w I kwartale 2026 r. Oznacza to redukcję o blisko 97% i szacunkowe zmniejszenie ekspozycji o 54,7 mln USD.

    Jednocześnie Wells Fargo znacząco zwiększył zaangażowanie w Strategy, spółkę Michaela Saylora i największego na świecie publicznego posiadacza Bitcoina. Liczba akcji wzrosła z około 322 700 do około 726 000.

    To wzrost o około 403 000 akcji, czyli 125%. Szacunkowa ekspozycja banku na Strategy zwiększyła się o 41,6 mln USD.

    Czy to początek nowego trendu?

    Decyzja Wells Fargo nie jest odosobniona. Inne instytucje również zaczynają dostrzegać potencjał Ethereum. Jak zauważa Comparic.pl, Jane Street zwiększa stan posiadania ETH przy jednoczesnym zmniejszaniu ekspozycji na ETF-y Bitcoina.

    Komentator rynkowy Deci wskazał w tweecie: „$ETH is slowly crossing the line from 'crypto beta’ into its own asset class. Jane Street cutting reported BTC ETF exposure while adding ETH funds doesn’t mean they’re suddenly ETH maxis.. but it does show the rotation is becoming real.”

    Instytucje zaczynają traktować Ethereum nie tylko jako altcoina, ale jako infrastrukturę finansową nowej generacji. Tokenizacja funduszy rynku pieniężnego przez JPMorgan, eksplozja zastosowań w DeFi oraz integracja blockchaina Ethereum z tradycyjnym systemem finansowym to argumenty, które coraz mocniej rezonują na Wall Street.

    Pomimo spadku ceny Ethereum o 5,5% w ciągu trzech dni, sieć zanotowała 74,58 mln USD zrealizowanych zysków – najwyższy poziom od trzech tygodni. To pokazuje, że doświadczeni inwestorzy z niższą bazą kosztową realizują zyski nawet podczas korekty.

    Czy obserwujemy prawdziwy zwrot w postrzeganiu Ethereum przez wielki kapitał? Wszystko wskazuje na to, że tak. A skoro takie instytucje jak Wells Fargo stawiają na ETH nawet w trudnych czasach, może warto przyjrzeć się tej kryptowalucie bliżej?

  • Wall Street na celowniku Trumpa: 3700 transakcji i milionowe zyski na big techach w jednym kwartale

    Wall Street na celowniku Trumpa: 3700 transakcji i milionowe zyski na big techach w jednym kwartale

    Czy urzędnik na najwyższym szczeblu powinien aktywnie grać na giełdzie? Najnowsze dane z amerykańskiego Office of Government Ethics pokazują skalę aktywności, która właśnie rozpaliła gorącą debatę w Waszyngtonie. W pierwszym kwartale 2026 r. prezydent USA Donald Trump zgłosił ponad 3,7 tys. transakcji na amerykańskiej giełdzie.

    Technologiczna rewolucja w portfelu prezydenta

    Łączna wartość tych operacji mieści się w szerokim przedziale od 220 mln do 750 mln dolarów, a wyraźnym centrum zainteresowania są giganty technologiczne i firmy związane z AI. Wśród 36 transakcji wycenionych na 1-5 mln dol. każda znalazły się m.in. papiery Nvidii, Microsoftu, Adobe, Oracle, Broadcom, Motoroli, Amazona, Texas Instruments i Della.

    To nie koniec listy. Według informacji z Business Insider Polska, w portfelu znajdują się także pozycje w AMD, Intelu, Alphabet, Goldman Sachs, Airbnb, DoorDash czy Micron, co pokazuje ogromne skupienie na sektorze nowych technologii.

    Przenikliwe timingi i milionowe zyski

    Serwis NOTUS zwrócił uwagę na ciekawe zbieżności dat. Na przykład, tydzień po zakupie akcji Nvidii za 1-5 mln dolarów, spółka ogłosiła duże porozumienie dotyczące chipów z Metą. Według NOTUS, Trump kupił też papiery Nvidii za 0,5-1 mln dol. na tydzień przed oficjalnym zezwoleniem Departamentu Handlu na sprzedaż niektórych chipów tej firmy do Chin.

    But wait, there’s more. Okazuje się, że analiza dat transakcji wskazuje, iż prezydent kupował akcje masowo podczas marcowych spadków wywołanych konfliktem z udziałem Iranu. To był czas, gdy indeks S&P 500 spadł o ponad 8%, by później odbić o 19%.

    Efekt? Przy założeniu, że skład portfela nie zmienił się od końca marca, prezydent USA osiągnął co najmniej 20-procentowe zyski. W przypadku takich firm jak AMD, Intel, Iridium Communications, Bloom Energy, Intuitive Machines, Marvell Technology czy SanDisk, przekroczyły one nawet 100%.

    „Nie ma konfliktu interesów” – zapewnia Biały Dom

    W oświadczeniach nie ma informacji, czy prezydent sam podejmował decyzje. Część operacji opisano jako wykonane „bez jego inicjatywy”, choć znaczenie tego oznaczenia nie jest jasne.

    Davis Ingle z biura prasowego Białego Domu napisał w oświadczeniu dla CNBC, że majątek prezydenta znajduje się w funduszu powierniczym zarządzanym przez jego dzieci. „Nie ma konfliktu interesów” – zapewnił Ingle.

    Prezydencki rzecznik dodał, że jego biznesami formalnie zarządzają synowie – Donald Trump Jr. i Eric Trump – choć część transakcji mogła być realizowana przez doradców finansowych.

    Kongres mobilizuje się. Zakaz handlu akcjami wchodzi do gry

    Sam fakt tak dużej liczby transakcji i ich skali wywołał w Waszyngtonie dyskusję o potencjalnych konfliktach interesów i ponownie rozpalił debatę o ograniczeniu handlu akcjami przez osoby pełniące funkcje publiczne.

    W amerykańskim Kongresie trwają obecnie prace nad kilkoma projektami ustaw. Najbardziej znaną inicjatywą jest ponadpartyjny projekt „Restore Trust in Congress Act”, zgłoszony przez republikanina Chipa Roya i demokratę Setha Magazinera. Zakłada on zakaz posiadania i handlu pojedynczymi akcjami przez członków Kongresu, ich małżonków i dzieci.

    Projekt uzyskał już poparcie ponad 120 sygnatariuszy w Izbie Reprezentantów. Specjalna petycja przygotowana przez Annę Paulinę Lunę ma wymusić procedowanie ustawy nawet bez zgody liderów partii. Wciąż trwa dyskusja, czy zakaz powinien objąć również prezydenta i wiceprezydenta.

    W Senacie procedowany jest także projekt ETHICS Act, który zakłada zakaz handlu akcjami przez członków Kongresu, prezydenta i wiceprezydenta. Mimo szerokiego poparcia społecznego, temat pozostaje politycznie drażliwy, a spory dotyczą zakresu zakazu i ewentualnych wyjątków.

    Jedno jest pewne: kilka projektów uzyskało już poparcie komisji lub trafiło pod obrady Izby, jednak żaden kompleksowy zakaz nie został dotąd przyjęty. Czy aktywność inwestycyjna z pierwszego kwartału 2026 roku przyspieszy te zmiany? Odpowiedź poznamy już niedługo.