Blog

  • Atomowy gigant płynie na ratunek światowej ropie. To najpotężniejszy lotniskowiec Europy!

    Atomowy gigant płynie na ratunek światowej ropie. To najpotężniejszy lotniskowiec Europy!

    Najpotężniejszy okręt Europy właśnie rusza w stronę najbardziej gorącego punktu na światowej mapie. Francuski lotniskowiec Charles de Gaulle (R91), jedyny europejski atomowiec tej klasy, przekroczył Kanał Sueski i kieruje się na południe Morza Czerwonego – prosto w stronę zablokowanej cieśniny Ormuz.

    Misja: odblokować 20% światowej ropy

    To nie jest zwykły rejs. Pod koniec stycznia 2026 r. okręt wypłynął z bazy w Tulonie na rutynowe ćwiczenia na północnym Atlantyku. Jednak po atakach Stanów Zjednoczonych i Izraela 28 lutego 2026 r., w wyniku których zginął najwyższy irański przywódca, sytuacja zmieniła się diametralnie. Teheran odpowiedział zamknięciem strategicznej cieśniny 4 marca. W efekcie utknęło tam około 2000 statków handlowych, a składki ubezpieczeniowe dla żeglugi wzrosły czterokrotnie. Dlaczego to takie ważne? Przez Ormuz przepływa niemal 20 proc. światowej ropy naftowej.

    Koalicja morska pod przewodnictwem Francji i Wielkiej Brytanii jest gotowa eskortować tankowce przez Cieśninę Ormuz, jeśli Iran zgodzi się na amerykańską propozycję zakończenia wojny – informuje Bloomberg.

    Już 3 marca Charles de Gaulle został pilnie przekierowany. Francja i Wielka Brytania wspólnie przewodzą wielonarodowej inicjatywie, popartej przez ponad 40 państw, której celem jest przywrócenie bezpiecznej żeglugi.

    Pływająca twierdza z napędem atomowym

    Dlaczego akurat ten okręt?

    Francuski lotniskowiec to prawdziwa legenda i unikat na skalę kontynentu. Jest flagowym okrętem Marine Nationale i jedynym w Europie napędzanym energią jądrową lotniskowcem w pełnej gotowości bojowej. To też jedyny poza amerykańskimi, który łączy w sobie napęd atomowy z systemem startu katapultowego CATOBAR. Co to oznacza?

    • Napęd jądrowy: Dzięki dwóm reaktorom K15 może płynąć praktycznie bez limitu zasięgu. Nie musi tankować jak zwykłe okręty.
    • System CATOBAR: Dwie katapulty parowe wyrzucają samoloty, a trzy hydrauliczne liny hamują je przy lądowaniu. Dzięki temu może operować cięższymi, w pełni uzbrojonymi maszynami, nawet przy trudnych warunkach.

    Na pokładzie znajduje się około 20 myśliwców wielozadaniowych Rafale Marine. Towarzyszy mu potężna grupa bojowa: osiem fregat oraz dwa okręty desantowe klasy Mistral. To nie jest samotny wysłannik, lecz cała pływająca baza wojskowa.

    Kluczowe dane techniczne

    Charles de Gaulle to istna pływająca twierdza:

    • Wyporność: 42 tys. 500 t przy pełnym obciążeniu
    • Długość: 261,50 m
    • Załoga: około 1777–2000 osób
    • Prędkość maksymalna: 30 węzłów (56 km/h)
    • Autonomia: nieograniczona dzięki napędowi jądrowemu; pełne zaopatrzenie na 45 dni.
    • Grupa lotnicza: Może wykonywać 100 lotów dziennie przez 7 dni bez przerwy.

    Porównanie z konkurencją

    W kontekście europejskiej marynarki Charles de Gaulle pozostaje absolutnym liderem. Jedyny konkurent pod względem rozmiaru to brytyjski HMS Queen Elizabeth (ok. 65-70 tys. t). Jednak Brytyjczycy zrezygnowali z napędu jądrowego na rzecz turbin gazowych i systemu startu pionowego STOVL, który operuje lżejszymi myśliwcami F-35B.

    Amerykańskie lotniskowce klasy Nimitz i Gerald R. Ford to giganty o wyporności 100–110 tys. t, ale francuski „mały brat” ma podobne kluczowe cechy: nieograniczony zasięg i system katapultowy. Z kolei chiński program lotniskowcowy szybko rośnie, ale jego okręty mają mniejsze doświadczenie bojowe.

    Dlaczego ta misja ma znaczenie dla nas wszystkich?

    Oficjalny komunikat z kancelarii prezydenta Macrona jest jasny. Decyzja o skierowaniu lotniskowca ma zasygnalizować gotowość koalicji do zabezpieczenia cieśniny. Francja podkreśla, że nie jest stroną wojny, ale oferta eskorty tankowców jest aktualna, jeśli Iran przestanie atakować statki.

    Napięcie jest ogromne. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiedział, że dzięki „nowym protokołom” zapewniony zostanie bezpieczny przepływ przez cieśninę. Jednak przedstawiciele branży transportu morskiego mówią wprost: jest zbyt wcześnie i utrzymuje się za duża niepewność, aby myśleć o szybkim wznowieniu rejsów.

    Historia w służbie bezpieczeństwa

    To nie pierwsza tak poważna misja dla tego weterana. Od wejścia do służby 18 maja 2001 r. brał udział w niemal wszystkich większych operacjach Francji i NATO. Jego szlak bojowy prowadził od Afganistanu (operacja Héraclès) przez Libię (operacja Harmattan) aż po walkę z ISIS w Iraku i Syrii.

    W 2025 r. zakończył pierwszą pełną misję na Pacyfiku. Teraz, w maju 2026 r., jego kurs prowadzi wprost w epicentrum światowego kryzysu gospodarczego. Cieśnina Ormuz jest kluczowym punktem na mapie globalnych dostaw energii. Decyzje podejmowane teraz mogą wpłynąć na ceny paliw na całym świecie.

    Gotowość jest ogłoszona. Oręż – najnowocześniejszy w Europie. Cel – jasny. Teraz wszystko zależy od decyzji politycznych w Teheranie i Waszyngtonie.

  • Bańka AI pęka? Legendarni inwestorzy ostrzegają! A tuż za rogiem czają się… podwyżki stóp?

    Bańka AI pęka? Legendarni inwestorzy ostrzegają! A tuż za rogiem czają się… podwyżki stóp?

    Czy czeka nas powtórka z historii? Paul Tudor Jones, legendarny miliarder, i Michael Burry, który przewidział kryzys z 2008 roku, biją na alarm! Ich zdaniem obecny szał na sztuczną inteligencję coraz bardziej przypomina końcową fazę bańki dot-comów z przełomu wieków.

    Hossa, euforia i… zaślepienie?

    Nagle wszyscy są ekspertami od sztucznej inteligencji, a spółki z hasłem „AI” w nazwie biją rekordy wycen. Według Comparic.pl Michael Burry twierdzi, że inwestorzy w ogóle przestali reagować na twarde dane makro. Decyzje podejmowane są wyłącznie pod wpływem narracji technologicznej, a nie realnych fundamentów biznesowych. A to prosta droga do… spektakularnej korekty.

    Paul Tudor Jones porównuje obecny boom do bańki internetowej z lat 90. i uważa, że rynek wszedł w jej najbardziej ryzykowną fazę.

    Jones wierzy, że cały cykl hossy może potrwać jeszcze 1-2 lata, ale koniec może być gwałtowny. A to nie jedyne niebezpieczeństwo na horyzoncie.

    Nie tylko AI. W Polsce szykuje się prawdziwy trzęsienie ziemi

    Gdy światowi inwestorzy patrzą w chmury technologicznego szału, w Polsce dzieje się coś, co może wstrząsnąć rynkiem finansowym u nas. Grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości złożyła w Sejmie projekt ustawy, który może oznaczać zakaz działalności kryptowalutowej w kraju.

    Co dokładnie proponują? Według portalu Comparic.pl projekt przewiduje:

    • Wpisanie kryptoaktywów do katalogu zakazanych praktyk rynkowych.
    • Potencjalny zakaz funkcjonowania giełd i kantorów kryptowalutowych.
    • Nowe uprawnienia dla służb – Prezes UOKiK mógłby wnioskować do ABW o blokadę rachunków w 24h, a operatorzy telekomunikacyjni mieliby blokować strony związane z handlem kryptowalutami.
    • Surowe sankcje – nawet do 10 lat więzienia za prowadzenie działalności na dużą skalę.

    Przedsiębiorcy mieliby tylko 2 miesiące na zamknięcie działalności od wejścia ustawy w życie.

    Złoto wciąż w grze, ale…

    Tymczasem cena złota utrzymuje się w pobliżu 4700 USD za uncję. Ale tu pojawia się kolejny ciekawy wątek. Premier Indii, Narendra Modi, zaapelował do swoich 1,4 mld obywateli, by… przestali kupować złoto i biżuterię na cały rok! Powód? Chce odciążyć rezerwy walutowe kraju, mocno nadszarpnięte przez import ropy naftowej i właśnie złota.

    Czy to oznacza spadek cen kruszcu? Nie tak szybko. Morgan Stanley utrzymuje cel dla złota na poziomie 5200 USD do końca 2026 roku. Kluczem jest tu nie geopolityka, a polityka monetarna Fed. Bank uważa, że cena wystrzeli w górę, gdy rynek zacznie wyceniać obniżki stóp procentowych, które spodziewane są w 2027 roku.

    Prezes NBP ostrzega: Polska stoi w obliczu podwyżek stóp

    A skoro już o stopach mowa – sprawy w Polsce też się komplikują. Prezes NBP Adam Glapiński po majowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej jasno dał do zrozumienia, że prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych wyraźnie wzrosło. Retoryka banku centralnego stała się zdecydowanie bardziej „jastrzębia”.

    Dlaczego? Dwa główne scenariusze:

    1. Przekroczenie górnej granicy celu inflacyjnego (3,5%).
    2. Wysokie ryzyko dalszego wzrostu cen w prognozach NBP, nawet jeśli formalnie inflacja będzie poniżej celu.

    Głównym winowajcą są ceny energii, napędzane przez konflikt na Bliskim Wschodzie, które podnoszą koszty w całej gospodarce.

    Srebro i Bitcoin też nie próżnują

    Na koniec dwie szybkie informacje dla spekulantów:

    • Srebro w ciągu trzech dni podrożało o ponad 10%, wracając w okolice 80 USD za uncję. To mocny sygnał techniczny wskazujący na możliwą zmianę trendu. Czy cel 100 USD jest w zasięgu ręki?
    • Bitcoin po odbiciu o 36% od marcowego dna znajduje się w okolicach 82-83 tys. USD. Ale uwaga! Wskaźnik RSI wskazuje na wykupienie rynku. Analityk znany jako Chiefy widzi strukturę podobną do tej z 2022 roku i ostrzega przed scenariuszem spadku nawet do… 42 tys. USD. Wszystko może się jednak zmienić, jeśli BTC obroni kluczową strefę wsparcia 78-80 tys. USD.

    Jak widać, rynek finansowy to jeden wielki wulkan emocji. Od euforii wokół AI, przez polityczne trzęsienia ziemi w Polsce, po zmagania banków centralnych z inflacją. Jedno jest pewne – na nudę nie można narzekać. A ostrzeżenia legendarnych inwestorów zawsze warto traktować poważnie.

  • Zapisane na stacjach! Ceny paliw lecą w dół – minister energii publikuje aktualne limity

    Zapisane na stacjach! Ceny paliw lecą w dół – minister energii publikuje aktualne limity

    Czy w końcu możemy odetchnąć po kilku miesiącach szalejących cen na stacjach paliw? Wygląda na to, że tak! Ministerstwo Energii ogłosiło nowe, niższe maksymalne ceny obowiązujące od 12 maja, a prognozy analityków na kolejne dni są jeszcze bardziej optymistyczne. To prawdziwy prezent dla kierowców.

    Twarde limity na każdy dzień

    Zasada jest prosta: każdego dnia minister energii publikuje maksymalne stawki, które obowiązują przez kolejną dobę. Wyjątkiem są weekendy, gdzie piątkowe limity działają aż do poniedziałku włącznie.

    Ostatnie obwieszczenie jest wyjątkowo przyjemne dla portfela. Oto pułapy cenowe na wtorek, 12 maja 2026 roku:

    • Benzyna 95 – nie więcej niż 6,30 zł/l
    • Benzyna 98 – nie więcej niż 6,81 zł/l
    • Olej napędowy (ON) – nie więcej niż 6,93 zł/l

    Te obniżki są możliwe dzięki specjalnemu pakietowi podatkowemu „CPN”, który obniża VAT na paliwa z 23% do 8% i zmniejsza stawkę akcyzy. Pakiet ten obowiązuje do 15 maja 2026 roku.

    A to dopiero początek? Prognozy są jeszcze lepsze!

    Jeśli myślicie, że to już koniec dobrych wiadomości, to jesteście w błędzie! Analitycy z firmy Reflex spoglądają dalej w przyszłość i ich prognozy na tydzień 9-11 maja są naprawdę piorunujące.

    Według ich szacunków ceny na stacjach mają spaść jeszcze bardziej. Diesel ma potanieć o kolejne 30 groszy i zejść do poziomu 6,90 zł/l, ponownie zniżając się poniżej magicznej granicy 7 złotych. Benzyna 95 ma stracić 25 groszy, osiągając cenę 6,17 zł/l, a autogaz ma być tańszy o 8 groszy.

    To prawdziwe odwrócenie trendu, bo jeszcze w poprzednim tygodniu większość paliw drożała. Benzyna 95 podrożała wtedy o 18 groszy, diesel o 12, a benzyna 98 o 19 groszy.

    Skąd ta nagła zmiana? Odpowiedź leży na Bliskim Wschodzie

    Ten nagły zwrot w cenach ma swoje źródło tysiące kilometrów od polskich stacji – w Zatoce Perskiej. Kluczem jest gwałtowny spadek cen ropy naftowej na światowych rynkach.

    Ropa Brent w ciągu zaledwie tygodnia potaniała o 8 USD za baryłkę na rynku terminowym. Jeszcze wyraźniejszy był spadek na rynku spot, gdzie cena spadła o 17 USD za baryłkę. W efekcie cena baryłki Brent oscyluje teraz wokół 100 USD.

    Co wywołało tę przecenę? Rynek zareagował optymistycznie na doniesienia o możliwym porozumieniu pokojowym między USA a Iranem. Stany Zjednoczone przekazały Iranowi 14-punktowe memorandum pokojowe i czekają na odpowiedź Teheranu.

    Prezydent Trump ponownie zagroził wznowieniem ataków, jeśli Iran odrzuci propozycję.

    Mimo zawieszenia broni, sytuacja pozostaje napięta. Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około 1/5 światowych dostaw ropy, pozostaje w praktyce zablokowana. Przez ten strategiczny szlak wodny przepływają tylko pojedyncze statki.

    Co dalej z programem CPN?

    W tej chwili to właśnie rządowy pakiet „CPN” jest głównym buforem chroniącym kierowców przed pełnymi wahnięciami cen na światowych rynkach. Według wyliczeń Ministerstwa Energii, program kosztuje budżet 1,6 mld zł miesięcznie, ale pozwala kierowcom zaoszczędzić nawet 3 mld zł w tym samym czasie.

    Resort energii rekomenduje utrzymanie tego wsparcia, a minister Miłosz Motyka zapowiada, że decyzja zapadnie w tym tygodniu po konsultacjach z ministrem finansów. Analitycy Reflex oceniają jednak, że przy wciąż napiętej sytuacji geopolitycznej pełne wycofanie się z pakietu już w połowie maja jest mało prawdopodobne.

    Im niższe będą globalne ceny ropy, tym łatwiej będzie rządowi zrezygnować z tego mechanizmu bez bolesnych skutków dla portfeli kierowców. Na razie jednak niepewność wokół Cieśniny Ormuz sprawia, że taka decyzja byłaby przedwczesna.

    Jedno jest pewne: nadchodzący tydzień zapowiada się dla kierowców wyjątkowo korzystnie. Najwyższa pora zatankować do pełna!

  • Prezydent Nawrocki stawia Polaków przed wyborem. Kontrowersyjne referendum klimatyczne już w Senacie

    Prezydent Nawrocki stawia Polaków przed wyborem. Kontrowersyjne referendum klimatyczne już w Senacie

    Czy polityka klimatyczna Unii Europejskiej jest dla Polski zbyt droga? Czy też może to rezygnacja z niej okaże się jeszcze kosztowniejsza? Prezydent Karol Nawrocki złożył w Senacie wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum w tej sprawie. Data głosowania jest już proponowana – 27 września. Propozycja od samego początku wzbudza ogromne emocje i ściera skrajne opinie ekspertów.

    Właśnie padło konkretne, jednoznaczne pytanie, które ma trafić do urn. Jego treść już teraz wywołuje burzę. O co dokładnie chodzi i jaki jest prawdziwy cel tej inicjatywy?

    Pytanie, które dzieli

    Prezydenckie pytanie referendalne brzmi: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Od momentu publikacji jest ono krytykowane za tendencyjność i sugerowanie „właściwej” odpowiedzi.

    W otoczeniu głowy państwa słyszymy jednak, że tak ostre postawienie sprawy było konieczne – mówi Business Insiderowi osoba związana z Pałacem Prezydenckim. – Ludzie punktowo słyszeli o niektórych [dyrektywach], ale bez mocnego komunikatu całość tych faktów się nie przebije.

    Uzasadnienie wniosku przekonuje, że unijny kurs na neutralność klimatyczną „dotyka praktycznie wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej”. Wymienia się tu gospodarstwa domowe, które mają płacić więcej za ogrzewanie i transport w ramach systemu ETS2, właścicieli nieruchomości zmuszonych do termomodernizacji, rolników oraz pracowników branż energochłonnych.

    Gigantyczne koszty czy gigantyczne straty? Dwa oblicza debaty

    Strona prezydencka nie owija w bawełnę swoich argumentów. Powołuje się na wyliczenia, według których koszt wdrożenia polityki klimatycznej dla Polski w ciągu najbliższych 14 lat ma wynieść 3,5 bln zł. To średnio 6 proc. PKB rocznie. Za każdy dodatkowy procent redukcji emisji do 2040 roku mielibyśmy płacić – według tych danych – 57 mld zł więcej.

    Jesteśmy głęboko przekonani, że nas na to nie stać – mówi ekspert z kręgu Karola Nawrockiego. – Politycy, urzędnicy, ale i przedstawiciele biznesu w kuluarach wypowiadają się o unijnej polityce klimatycznej dużo ostrzej niż publicznie. Ktoś musi podnieść flagę.

    Prezydenccy doradcy wskazują też na globalny kontekst: UE odpowiada za jedynie 6 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych, podczas gdy reszta świata je zwiększa. Przykład? Emisje w Chinach od 1990 roku wzrosły o ponad 318 proc., a w Indiach – o ponad 223 proc.

    Ale nie wszyscy zgadzają się z tą narracją. Barbara Rogala z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki ocenia pytanie referendalne jako „nieuczciwe intelektualnie”.

    Bardzo skomplikowane, złożone i dotyczące wielu obszarów naszego życia problemy zostają sprowadzone do jednego hasła, a polityka klimatyczna staje się kozłem ofiarnym – mówi Rogala. – Wysokie ceny energii w dużej mierze wynikają z kryzysów, które nie mają nic wspólnego z dążeniami do ograniczania emisji.

    Przypomina też o kosztach braku działania. W rekordowych latach koszty suszy w Polsce sięgają nawet 11 mld zł.

    To skutki zmiany klimatu, które obserwujemy tu i teraz, a nie w jakimś odległym, wyobrażonym scenariuszu – argumentuje. – Bez polityki klimatycznej bylibyśmy na ścieżce do dużo większego globalnego wzrostu temperatur niż jesteśmy obecnie.

    Rozłam w prezydenckim zapleczu i głosy z zewnątrz

    Inicjatywa referendalna wywołała natychmiastowe reperkusje. Z prezydenckiej Rady ds. Energii i Zasobów Naturalnych odszedł Andrzej Guła, prezes Polskiego Alarmu Smogowego. W liście otwartym napisał: „Wyrzucenie całego konceptu polityki gospodarczej do kosza byłoby ogromnym błędem”.

    Zamiast rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach, które mogą poprawić jakość życia milionów ludzi w Polsce, brniemy w antagonizujący konflikt – ocenia Guła. – Odejście od konkretnych prac nad tymi rozwiązaniami na rzecz politycznej wojny jest dla mnie rozczarowaniem.

    Inni eksperci, jak Michał Hetmański z Fundacji Instrat, przyznają, że polityka klimatyczna UE wymaga korekt, szczególnie wobec przemysłu energochłonnego, ale podkreślają jej strategiczny sens.

    Jako Europa nie możemy trwać w zależności od drogich, importowanych paliw kopalnych – mówi Hetmański. – Od zeszłego roku UE daje nowe narzędzia wsparcia dla czystego przemysłu. Dlaczego niemiecki minister finansów przekazuje swoim branżom prawie 2 mld euro, a polski nie chce przeznaczyć na to samo nawet 2 mld zł?

    Co dalej?

    Senat musi teraz rozpatrzyć wniosek. Jego przyjęcie otworzyłoby drogę do wrześniowego głosowania, które – niezależnie od wyniku – zapowiada się na jedną z najgorętszych debat politycznych tego roku. Czy rzeczywiście uda się „podnieść flagę” i zmienić kurs Unii, jak chcą tego autorzy inicjatywy? Czy może, jak ostrzegają przeciwnicy, „stawiamy ludzi pod ścianę”, zamiast prowadzić merytoryczną dyskusję o przyszłości kraju? Odpowiedź poznamy już niedługo.

  • Tajwański gigant Foxconn wchodzi do gry w Polsce. To może być największa inwestycja dekady?

    Tajwański gigant Foxconn wchodzi do gry w Polsce. To może być największa inwestycja dekady?

    Czy Polska może stać się europejskim hubem dla produkcji kluczowych technologii przyszłości, takich jak serwery AI i półprzewodniki? Wszystko wskazuje na to, że gigantyczny tajwański inwestor właśnie poważnie rozważa taki scenariusz. Według rozmów z wiceministrem rozwoju i technologii Michałem Jarosem, wielkie tajwańskie przedsięwzięcie jest coraz bliżej realizacji.

    Tysiące miejsc pracy i miliardy dolarów w grze

    O co dokładnie chodzi? Tajwańska organizacja branżowa TEEMA, skupiająca około 3 tysięcy firm odpowiadających za 25 proc. tajwańskiego PKB, chce ulokować w Polsce produkcję związaną z półprzewodnikami i sektorem ICT. Na czele TEEMA stoi prezes giganta Foxconn, którego przychód w 2025 roku wyniósł aż 250 miliardów dolarów – to tyle, co jedna czwarta polskiego PKB! Foxconn zatrudnia nawet 900 tysięcy osób w 24 krajach.

    „Ich zdaniem nasz kraj jest bardzo dobrym miejscem do ulokowania produkcji związanej z półprzewodnikami i szerzej sektorem ICT” – mówi wiceminister Michał Jaros dla Business Insider Polska.

    Jeśli chodzi o skalę, tajwańscy inwestorzy mówią otwarcie o miliardach dolarów i tysiącach miejsc pracy. To nie jest mała, lokalna inwestycja, a projekt o znaczeniu strategicznym dla całego regionu.

    Gdzie stanie nowy park technologiczny? Kluczowe miasta i data decyzji

    Tu pojawia się pierwsze wielkie pytanie: gdzie powstanie ten park technologiczny? Wiceminister Jaros ujawnił pięć miast, które są brane pod uwagę: Wrocław, Łódź, Katowice, Poznań i Gdańsk. Ostateczny wybór ma jednak należeć do strony tajwańskiej.

    I tutaj ważna wskazówka: ostateczna lokalizacja ma zostać ogłoszona podczas Taiwan Expo w Warszawie w dniach 22-24 czerwca. To będzie druga edycja tego wydarzenia w Europie, a do Polski ma wtedy przyjechać około 100 tajwańskich przedsiębiorców szukających partnerów biznesowych.

    Po ogłoszeniu lokalizacji należy spodziewać się kolejnych kroków: pierwszej wersji biznesplanu, decyzji CAPEX, pozyskania gruntów do końca 2026 roku i rozpoczęcia prac inwestycyjnych.

    To nie tylko montownia. Polski rząd stawia na transfer wiedzy

    Foxconn znany jest z efektywnych montowni, ale polski rząd ma większe ambicje. Chodzi o to, by inwestycja generowała nie tylko produkcję, ale też „myśl technologiczną”. Dlatego kluczowe jest ulokowanie parku przy dużym ośrodku akademickim – stąd wskazanie na miasta z silnymi politechnikami.

    „Chodzi o dostęp do kadry inżynierskiej i o to, by inwestycja ta generowała nie tylko produkcję, ale też 'myśl technologiczną’. Żeby wokół parku powstawały polskie firmy kooperujące z tajwańskimi” – podkreśla wiceminister Jaros.

    Produkcja miałaby obejmować m.in. nowoczesne serwery do AI (Foxconn współpracuje z Nvidią, Apple i OpenAI) oraz półprzewodniki – również dla potrzeb rozwijanego w Polsce przemysłu motoryzacyjnego. To ma być projekt długoterminowy, budujący cały szerszy łańcuch wartości, włączając w to chemię i materiały.

    Co Tajwańczycy oczekują od Polski? Nie chodzi o granty

    Co ciekawe, tajwańska strona – przynajmniej na tym etapie – nie zgłasza oczekiwań dotyczących grantów. To nie jest zwykła inwestycja prywatna, ale projekt wspierany przez administrację Tajwanu. Partnerzy oczekują natomiast ułatwień administracyjnych, takich jak „one stop shop” dla strategicznego inwestora oraz zmian w przepisach dotyczących zatrudniania wyspecjalizowanej kadry.

    Rząd pracuje nad wprowadzeniem przepisów, które ograniczą obowiązek uzyskiwania zezwoleń na pracę dla wybranych grup specjalistów, na wzór rozwiązań czeskich. Wsparcie od państwa ma być „takie jak dla innych inwestorów”.

    Potężny impuls dla polskiej gospodarki

    Rozmowy z Tajwanem wpisują się w szerszy kontekst wzrostu znaczenia tego partnera dla Polski. Wymiana handlowa między naszymi krajami osiągnęła w 2025 roku rekordowy poziom 2,54 mld dolarów, a obecnie w Polsce działa już ponad 40 firm z kapitałem tajwańskim, które zainwestowały około 100 mln dolarów.

    Wizja wiceministra Jarosa jest jasna: „Moim marzeniem jest to, abyśmy stworzyli przemysłowe centrum produkcji nowych technologii w Europie. Abyśmy byli dla tajwańskiej produkcji bramą do Europy”. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już za kilka miesięcy poznamy konkretne zarysy tej wielkiej gospodarczej szansy.

    Na podstawie wywiadu opublikowanego przez Business Insider Polska.

  • Rząd zatwierdził Osobiste Konta Inwestycyjne. Czy to koniec dominacji lokat?

    Rząd zatwierdził Osobiste Konta Inwestycyjne. Czy to koniec dominacji lokat?

    Jak zainwestować 100 tysięcy złotych bez płacenia podatku Belki? Odpowiedź na to pytanie właśnie przestała być abstrakcją. Rząd przyjął projekt ustawy o Osobistych Kontach Inwestycyjnych (OKI), który ma zmienić reguły gry dla milionów oszczędzających Polaków. To nie jest tylko kolejne konto, ale potencjalna rewolucja w sposobie budowania majątku przez gospodarstwa domowe.

    Co to za konta i jak to działa?

    OKI to polska wersja szwedzkiego systemu ISK, z którego korzysta już blisko połowa dorosłych obywateli tego kraju. Mechanizm jest prosty: aktywa do wartości 100 000 zł będą całkowicie wolne od podatku od zysków kapitałowych. Jednak uwaga – to pułap dla akcji, funduszy inwestycyjnych czy obligacji. Dla środków na lokatach bankowych i obligacjach skarbowych osobny, niższy próg zwolnienia wynosi 25 000 zł. To właśnie ma skłonić Polaków do dywersyfikacji oszczędności.

    Ale co się dzieje, gdy przekroczysz te limity? Wchodzi w życie nowy mechanizm: podatek od wartości aktywów. Jego stawka ma wynosić 19% wartości stopy referencyjnej NBP. Przy obecnych parametrach w 2027 roku realne obciążenie wyniesie około 0,85% wartości nadwyżki ponad próg. Kluczowe: płacisz go niezależnie od tego, czy w danym roku osiągnąłeś zysk, czy stratę.

    Dlaczego to może być przełom?

    Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA), widzi w tym szansę na zmianę mentalności. „To potencjalnie element zmiany modelu budowania majątku przez gospodarstwa domowe — od dominacji depozytów bankowych i nieruchomości w stronę bardziej zdywersyfikowanych form oszczędzania” – wskazuje w rozmowie z Business Insider Polska.

    Oznacza to zachętę do inwestowania na warszawskiej giełdzie, której główny indeks WIG20 w ostatnim roku urósł o ponad 47%. Chodzi o przełamanie przekonania, że giełda jest zarezerwowana tylko dla profesjonalistów.

    Elastyczność jakiej nie znałeś

    Osobiste Konta Inwestycyjne przynoszą kilka kluczowych ułatwień w porównaniu do znanych IKE czy IKZE.

    • Możesz mieć kilka kont OKI jednocześnie – na przykład jedno w banku na lokaty, a drugie w domu maklerskim na akcje.
    • Podstawowe operacje (otwarcie, wpłaty, wypłaty) mają być bezpłatne, co zwiększa dostępność.
    • Możliwe są wypłaty transferowe między instytucjami bez utraty ulgi podatkowej.
    • Środki na OKI można będzie łatwo dziedziczyć, wskazując osoby uprawnione do przejęcia aktywów.

    Jest jednak ważne zastrzeżenie. Limity zwolnienia (100 tys. i 25 tys. zł) dotyczą sumy aktywów na wszystkich Twoich kontach OKI, a nie każdego z osobna. System fiskusa będzie te dane agregował.

    Na co mogą trafić Twoje pieniądze?

    Ustawa precyzuje listę „aktywów kwalifikowanych”. Znajdą się na niej:

    • Akcje spółek notowanych na GPW
    • Obligacje (w tym skarbowe papiery oszczędnościowe) i bony skarbowe
    • Listy zastawne
    • Jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych (TFI) i ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych (UFK)

    Istotne ograniczenie: aktywa muszą być denominowane w złotych, aby wspierać lokalny rynek. Nie będzie więc możliwości bezpośredniego zakupu zagranicznych akcji.

    Kiedy start? Trochę później niż planowano

    Tu pojawia się pierwsza ważna informacja dla niecierpliwych. Początkowo planowano start programu na 1 lipca 2026 roku. Ostatecznie rząd przesunął datę. Ustawa formalnie wejdzie w życie 1 lipca 2026, ale realne funkcjonowanie kont i nowe zasady podatkowe zaczną obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2027 roku.

    W drugiej połowie 2026 roku będzie obowiązywał okres przejściowy z obniżonymi limitami zwolnień. Ministerstwo Finansów ma nadzieję, że nowy instrument przyciągnie do 2040 roku nawet 74-75 miliardów złotych dodatkowego kapitału na polski rynek. Jak podaje Comparic, jego wprowadzenie może uszczuplić wpływy z podatku Belki o około miliard złotych rocznie.

    Gotowy na zmianę? Rewolucja w twoim portfelu ma nazwę – OKI.

  • Luksus fałszywego wyboru. Prezes BNP Paribas mówi, jak bank łączy ESG z finansowaniem obronności

    Luksus fałszywego wyboru. Prezes BNP Paribas mówi, jak bank łączy ESG z finansowaniem obronności

    Czy w dzisiejszych, niespokojnych czasach bank musi wybierać między finansowaniem zielonej transformacji a bezpieczeństwem państwa? Prezes BNP Paribas Bank Polska, Przemek Gdański, udziela jasnej odpowiedzi: to nie jest wybór, a jedynie kolejność priorytetów. I to właśnie on zdradza, jak bank radzi sobie w świecie skrajnej niepewności, wzmacniając jednocześnie polską gospodarkę i cyberbezpieczeństwo.

    „Nie jesteśmy wyłącznie dawcą kapitału”

    W rozmowie z Business Insider Polska, przed rozpoczęciem Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, Przemek Gdański precyzyjnie określił rolę swojej instytucji.

    „W naszym przypadku trzeba to ująć precyzyjnie: nie jesteśmy wyłącznie dawcą kapitału. Chcemy być partnerem transformacji” – mówi prezes.

    BNP Paribas konsekwentnie stawia na ESG, a cele zrównoważonego finansowania są mierzalne i wpisane w strategię do 2030 roku. Bank oferuje m.in. sustainability-linked loans, gdzie koszt kredytu zależy od osiągnięcia celów środowiskowych przez klienta. Wartość takiego finansowania w banku na koniec 2025 roku wyniosła imponujące 13,9 mld zł.

    Obronność – strategiczny obszar rozwoju

    Ale prawdziwym game-changerem jest nowa definicja „strategicznego finansowania” po 2022 roku. Odporność gospodarki i państwa nabrała zupełnie nowego znaczenia.

    „Dziś obserwujemy bardzo wyraźny wzrost liczby projektów i transakcji związanych ze wzmacnianiem potencjału obronnego Polski. Skala tych procesów jest bezprecedensowa” – podkreśla Gdański.

    I tutaj kluczowa informacja: BNP Paribas jest otwarty na finansowanie obronności i posiada do tego kompetencje. Jako część Grupy BNP Paribas – numeru 1 w UE pod względem sumy bilansowej i ósmego największego banku świata – instytucja korzysta z międzynarodowego doświadczenia w sektorach defence i aerospace.

    Jak pogodzić czołgi z ESG?

    Czy finansowanie inwestycji obronnych stoi w sprzeczności z politykami ESG? Zdaniem prezesa Gdańskiego, żyjemy w czasach, w których „nie można sobie pozwolić na luksus fałszywego wyboru”. Bezpieczeństwo jest potrzebą podstawową, a dopiero po jego zapewnieniu można realizować cele wyższego rzędu, jak kwestie środowiskowe.

    „Nie widzę sprzeczności pomiędzy budowaniem bezpieczeństwa Polski i Europy a odpowiedzialnym podejściem do ESG” – zapewnia szef banku.

    Wyścig o klientów i nowe realia

    Mimo geopolitycznej niepewności, bank obserwuje poprawę. Widoczny jest wzrost zapotrzebowania na finansowanie, zarówno obrotowe, jak i inwestycyjne, napędzany częściowo przez sektor obronny.

    Jednocześnie BNP Paribas BP zakończył „czyszczenie” portfela z nieaktywnych klientów i wkracza w fazę dynamicznego pozyskiwania nowych. W I kwartale przybyło mu 55 tys. klientów detalicznych. Cel jest ambitny: do 2030 roku bank chce zwiększyć bazę o milion aktywnych klientów detalicznych netto.

    Gdzie szukać rentowności w świecie niższych stóp?

    Niższe stopy procentowe to wyzwanie dla całego sektora, ale polskie banki – jak przypomina prezes – mają historycznie duże zdolności adaptacyjne.

    Banki będą szukać nowych źródeł przychodów w:

    1. Przychodach prowizyjnych.
    2. Obszarach takich jak wymiana walut i usługi transakcyjne.
    3. Dalszym podnoszeniu efektywności kosztowej – tutaj kluczową rolę odgrywa technologia, a konkretnie sztuczna inteligencja.

    AI w BNP Paribas to dziś przede wszystkim współpracownik, a nie decydent. Pomaga pracownikom szybciej odnajdywać regulacje, a w przyszłości ma dostarczyć spersonalizowanych asystentów zarówno dla pracowników, jak i klientów.

    Trzy filary sukcesu do 2030 roku

    Strategia banku jest czytelna i oparta na liczbach. Oto trzy kluczowe mierniki sukcesu:

    1. Zwiększenie bazy o milion aktywnych klientów detalicznych netto.
    2. Wzrost udziału w finansowaniu przedsiębiorstw z ok. 8% do 10%.
    3. Dostarczenie klientom 25 mld zł dodatkowego zrównoważonego finansowania.

    W świecie pełnym zmienności, jak podsumowuje Przemek Gdański, sukces będzie polegał nie tylko na liczbach, ale także na tym, czy bank pozostanie szybki, zwrotny i zdolny do adaptacji. W takich czasach klienci cenią bezpieczeństwo, stabilność i przewidywalność partnera – a to działa na korzyść dużych, międzynarodowych instytucji.

    Jedno jest pewne: era prostych wyborów w finansach się skończyła. Dziś liczy się umiejętność łączenia pozornie sprzecznych celów i bycia partnerem w najważniejszych transformacjach naszej epoki.

  • Medicalgorithmics zalicza finansową rewolucję: ulga od akcjonariusza i rozmowy z globalnym graczem

    Medicalgorithmics zalicza finansową rewolucję: ulga od akcjonariusza i rozmowy z globalnym graczem

    Jak wygląda tydzień, który może odmienić przyszłość polskiej spółki technologicznej? Akcje Medicalgorithmics wystrzeliły w tym tygodniu, ale nie bez powodu. Za tym dynamicznym początkiem tygodnia kryją się dwie znaczące wiadomości, które malują obraz firmy w trakcie strategicznej transformacji.

    Zmiana warunków pożyczki i konwersja na akcje

    Medicalgorithmics właśnie dogadał się ze swoim największym akcjonariuszem, amerykańskim funduszem Biofund. Chodzi o zmianę warunków umowy pożyczki z 2024 roku, która teraz ma zostać przekształcona w akcje spółki. Zgodnie z porozumieniem, pożyczka ma zostać skonwertowana na 500 tysięcy akcji po cenie 33 zł za sztukę. Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do walnego zgromadzenia akcjonariuszy.

    „Decydując się na konwersję pożyczki, w istocie kupujemy ponad 500 tys. akcji spółki po 33 zł i obligujemy się do ich niesprzedawania do 20 stycznia 2027 r. To wyraz naszego przekonania o potencjale spółki oraz zobowiązanie wobec pozostałych akcjonariuszy” – wyjaśnia Paul Lewicki, współzałożyciel Biofund, cytowany przez Parkiet.com.

    I to nie jest jedyna dobra wiadomość dla bilansu spółki. Nowe warunki oferty Biofund są dla Medicalgorithmics dużo korzystniejsze. Fundusz zrezygnował z prawa do 3% prowizji od przychodów od nowych klientów i obniżył oprocentowanie pożyczki z 18,5% do zaledwie 14%.

    „Konwersja pożyczki na akcje będzie stanowiła dla spółki bardzo duże odciążenie. Pozwoli nam to poprawić bilans, a także przyszłe wyniki i przepływy pieniężne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę tempo naszego wzrostu w perspektywie najbliższych 2-3 lat” – mówi Michał Zapora, członek zarządu Medicalgorithmics.

    Nagły skok na giełdzie i wielka tajemnica

    Tymczasem na parkiecie GPW działy się rzeczy niezwykłe. W poniedziałek, 11 maja, akcje Medicalgorithmics nagle wystrzeliły o 13%, osiągając poziom powyżej 30 zł po raz pierwszy od połowy marca. Wartość rynkowa spółki w ciągu chwili urosła o około 30 milionów złotych.

    A wszystko przez ogłoszony tuż przed sesją news. Spółka podpisała niewiążący list intencyjny z potencjalnym strategicznym inwestorem! Kim jest ten podmiot? Wiadomo, że to luksemburska spółka holdingowa należąca do grupy technologii medycznych, której większościowym udziałowcem jest spółka publiczna notowana w Szwecji.

    Co dalej z potencjalnym inwestorem?

    List wyraża zamiar ewentualnej strategicznej inwestycji w spółkę lub nabycia jej akcji. Na razie jednak wszystko jest na bardzo wczesnym etapie. Strony przewidują okres analizy i due diligence, który potrwa do 90 dni od daty podpisania dokumentu.

    Warto podkreślić, że zarząd Medicalgorithmics wyraźnie zaznacza: list intencyjny ma charakter niewiążący. Nie tworzy on po żadnej ze stron obowiązku doprowadzenia transakcji do końca. Oficjalna nazwa zainteresowanego inwestora pozostaje na razie tajemnicą, strzeżoną przez wcześniej podpisaną umowę o poufności.

    Po tych doniesieniach sytuacja finansowa Medicalgorithmics prezentuje się w zupełnie nowym świetle. Z jednej strony ulga w bilansie dzięki przychylnemu akcjonariuszowi, z drugiej – potencjalne otwarcie na strategicznego, międzynarodowego inwestora. Kolejne tygodnie pokażą, czy te dwie ścieżki zbiegną się w jedną, jeszcze silniejszą pozycję polskiej firmy na globalnym rynku medtech.

  • Gotówka dla akcjonariuszy: Dwie spółki mają konkretne plany co do zysków za 2025 rok

    Gotówka dla akcjonariuszy: Dwie spółki mają konkretne plany co do zysków za 2025 rok

    Czy akcjonariusze mogą zacierać ręce? Na polskim rynku pojawiły się pierwsze konkretne sygnały dotyczące podziału zysków za ubiegły rok.

    Przedstawiamy dwie różne strategie firm, które właśnie ujawniły plany – jedna chce zasilić portfele inwestorów, druga postawiła na wzmocnienie fundamentów.

    ## Spółka autostradowa szykuje ponad 113 mln zł dywidendy

    Zacznijmy od dobrych wiadomości dla posiadaczy akcji związanych z autostradami. Spółka zależna od Stalexport Autostrady, Stalexport Autostrada Małopolska S.A. (SAM S.A.), właśnie otrzymała pozytywną ocenę swojego wniosku o podział zysku za 2025 rok.

    Rada Nadzorcza spółki wydała pozytywną opinię, co otwiera drogę do finalnej zgody Walnego Zgromadzenia.

    O co chodzi w propozycji zarządu? Chodzi o naprawdę konkretne liczby. Zarząd proponuje, aby:

    • Cały zysk netto za 2025 rok, czyli 74 709 120,81 zł, został przeznaczony na wypłatę dywidendy.
    • Dodatkowo na ten sam cel ma zostać przekazane 39 035 806,58 zł z zysków zgromadzonych w latach poprzednich.

    A tu najlepsza informacja: łączna kwota dywidendy ma wynieść 226 725 227,22 zł.

    Ale zaraz… czy to znaczy, że na rękę zostanie mniej? Niezupełnie! To sprytne posunięcie. Okazuje się, że z tej całości 112 980 299,83 zł to już wypłacona zaliczka na poczet dywidendy za 2025 rok.

    Wypłata tej zaliczki nastąpiła już wcześniej, na podstawie decyzji z listopada 2025 roku, ze środków rezerwowych spółki.

    Co to oznacza dla akcjonariusza? Pozostała część, którą należy się inwestorom, to 113 744 927,39 zł. I to są pieniądze, na które można już liczyć w najbliższym czasie. Termin wypłaty tej kwoty został wyznaczony na dzień 5 czerwca 2026 roku.

    ## Lentex idzie w drugą stronę – cały zysk zasili kapitał zapasowy

    Nie wszystkie spółki patrzą na zysk jak na nagrodę do natychmiastowego podziału. Lentex S.A. z Lublińca ogłosił zupełnie inną koncepcję.

    Zarówno zarząd, jak i rada nadzorcza tej spółki są zgodni: zysk netto za 2025 rok w wysokości 15 395 297,83 zł powinien zostać w całości przeznaczony na kapitał zapasowy spółki.

    Rada Nadzorcza Lentexu pozytywnie zaopiniowała ten właśnie wniosek zarządu. To klasyczna decyzja o reinwestycji, która ma na celu wzmocnienie fundamentów finansowych firmy i zabezpieczenie jej przyszłego rozwoju.

    Kluczowe różnice są więc wyraźne:

    • Stalexport (SAM S.A.) – strategia dystrybucyjna, gotówka dla akcjonariuszy już w czerwcu.
    • Lentex S.A. – strategia reinwestycyjna, budowa kapitału na przyszłe projekty.

    ## Co dalej? Ostateczne decyzje należą do akcjonariuszy

    Warto pamiętać, że powyższe propozycje to na razie plany zarządów, które uzyskały zielone światło od rad nadzorczych.

    Jak podkreślono w komunikacie Stalexportu, ostateczne decyzje w sprawie podziału zysku i wypłaty dywidendy podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy spółki.

    Podobnie jest w przypadku Lentexu – ostateczne słowo będzie należało do zwyczajnego walnego zgromadzenia.

    To ciekawe studium przypadku dwóch różnych podejść do zarządzania zyskiem. Jedna firma daje sygnał o silnej płynności i chęci nagrodzenia inwestorów. Druga pokazuje strategiczne myślenie długoterminowe i troskę o stabilność.

    Dla rynku kapitałowego w Polsce to ważne sygnały na początek sezonu dywidendowego. Będziemy obserwować, jakie decyzje podejmą inne spółki. A na razie inwestorzy SAM S.A. mogą już patrzeć w kalendarz na początek czerwca.

  • Zapomnijcie o listach! Poczta Polska rzuca się na budownictwo i wywołuje falę uderzeniową.

    Zapomnijcie o listach! Poczta Polska rzuca się na budownictwo i wywołuje falę uderzeniową.

    Co ma wspólnego listonosz z deweloperem? W Polsce wkrótce może być to naprawdę dużo. Państwowy gigant, Poczta Polska, właśnie podjął historyczną decyzję, która może przewartościować cały krajowy rynek nieruchomości.

    Gigant budzi się ze snu

    Po dekadach Poczta Polska dokonuje najbardziej radykalnej zmiany w swojej historii. Zamiast skupiać się tylko na listach i paczkach, oficjalnie chce wejść w biznes deweloperski. Kluczem do tego jest wniosek o zmianę statutu złożony do Krajowego Rejestru Sądowego.

    Zmiana zakłada rozszerzenie działalności o budownictwo mieszkaniowe, przygotowanie terenów pod osiedla i pełną działalność deweloperską. To nie są mgliste plany – to konkretny, formalny krok, który otwiera spółce drogę do zupełnie nowego świata.

    Biuro prasowe Poczty Polskiej tonuje emocje, przekonując, że firma nie porzuca swojej misji, a jedynie optymalizuje gigantyczny majątek.

    Ale skala tego majątku jest oszałamiająca. Oto powód, dla którego ten ruch może zmienić zasady gry.

    Potęga ukryta w całej Polsce

    Obroń się, deweloperzy! Poczta Polska dysponuje portfelem, o którym wielu z was może tylko marzyć. Mowa o ponad 6 tysiącach nieruchomości w całym kraju.

    To nie byle jakie działki na obrzeżach. Chodzi o około 2 milionów m2 powierzchni użytkowej, często w ścisłych centrach miast, oraz liczne działki o ogromnym potencjale. Wiele z tych budynków jest niedostatecznie wykorzystywanych lub stoi pustych. Teraz mają zacząć zarabiać na potęgę.

    Przemysłowe podejście do zarządzania

    To nie będzie przypadkowa gra. Zarząd Poczty przyjął już „Regulamin komercjalizacji nieruchomości”, który wprowadza rygorystyczne, przemysłowe zasady. Sprzedaż to ostateczność – priorytetem jest najem i dzierżawa.

    Aby przyciągnąć najemców, spółka szykuje elastyczne narzędzia:

    • do 180 dni bezczynszowych w roku dla trudnych lokalizacji,
    • mechanizm „early access” – możliwość rozpoczęcia prac remontowych przed dopełnieniem formalności,
    • rozliczanie nakładów inwestycyjnych w czynszu – najemca remontuje, a koszt odbija sobie w niższych opłatach.

    Strategia jest jasna: zamienić uśpione aktywa w stały strumień przychodów.

    Od zabytkowych urzędów do galerii i mieszkań

    Najbardziej spektakularnym elementem całego planu jest projekt „Galerii Poczty Polskiej”. To nie żart! Wytypowano już 32 zabytkowe obiekty (m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy i Toruniu).

    Ich przeznaczenie? Mają zostać przekształcone w wielofunkcyjne centra handlowo-usługowo-społeczne, często z częścią mieszkalną. Poczta zamierza połączyć rewitalizację historycznej infrastruktury z nowoczesnymi funkcjami komercyjnymi, przywracając życie zapomnianym perełkom architektury.

    W praktyce Poczta Polska zaczyna działać jak potężny, państwowy fundusz nieruchomościowy.

    Gra o miliardy złotych

    O jakich pieniądzach tu mowa? Eksperci szacują, że przy aktywnym skomercjalizowaniu 60–70% posiadanej powierzchni, Poczta Polska może wygenerować z samego najmu przychody rzędu od 600 mln do nawet 1,2 mld zł rocznie.

    To nie są liczby, które tylko ładnie wyglądają w raporcie. To realne środki, które mogą pokryć koszty modernizacji infrastruktury pocztowej i trwale zmienić układ sił na rynku. Państwowy gigant, dysponujący najlepszymi lokalizacjami w miastach, może stać się poważną konkurencją dla prywatnych deweloperów.

    Czy właśnie obserwujemy narodziny nowego, największego gracza na polskim rynku nieruchomości? Wszystko na to wskazuje. Listy i paczki to tylko początek tej historii.