Blog

  • Ognisko na działce? Uważaj na sąsiada i mandat do 5000 zł!

    Ognisko na działce? Uważaj na sąsiada i mandat do 5000 zł!

    Planujesz wieczór przy ognisku na własnej działce? Zanim rozpalisz, sprawdź lokalne przepisy – w wielu gminach jest to po prostu zakazane, a za złamanie zasad możesz zapłacić słono. Nawet jeśli myślisz, że to Twoja ziemia i Twoja sprawa, prawo mówi co innego. Oto, na co musisz uważać, by uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki w formie wysokiej grzywny.

    Sprawdź, czy Twoja gmina na to pozwala

    Pierwszy krok to zawsze weryfikacja lokalnych przepisów. Okazuje się, że wiele gmin w Polsce zabrania rozpalania ognisk – nawet w celach rekreacyjnych – na prywatnych posesjach. Zamiast tego wyznaczają do tego specjalne miejsca. Taki zakaz może obowiązywać przez cały rok lub tylko sezonowo, na przykład w okresie zwiększonego ryzyka pożarów czy suszy. Jeśli w Twojej gminie nie ma szczególnych ograniczeń, teoretycznie możesz rozpalić. Ale to dopiero początek historii.

    Kluczowe przepisy przeciwpożarowe

    Jeśli lokalne prawo nie zabrania, musisz bezwzględnie przestrzegać przepisów przeciwpożarowych. Wynikają one z rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 7 czerwca 2010 r.. Zgodnie z nim, ogniska nie można rozpalać w trzech kluczowych sytuacjach:

    • W miejscu, gdzie może to spowodować zapalenie się materiałów palnych lub sąsiednich obiektów.
    • W odległości mniejszej niż 10 metrów od miejsca omłotów lub palnych płodów rolnych.
    • W odległości mniejszej niż 100 metrów od granicy lasu.

    To jednak nie wszystko, co może zepsuć Ci imprezę.

    Sąsiad ma prawo się sprzeciwić

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Nawet na swojej działce nie jesteś królem. Przepisy przeciwpożarowe jasno stanowią, że ogniska nie można rozpalać w odległości mniejszej niż 4 metry od granicy sąsiedniej działki. Jeśli je złamiesz i rozpalisz bliżej, sąsiad ma pełne prawo zażądać, abyś je ugasił. Ignorowanie takiego żądania może Cię drogo kosztować – za naruszenie tych przepisów grozi mandat w wysokości 500 zł.

    A co, jeśli dym i tak będzie im przeszkadzał? To prowadzi nas do kolejnego punktu.

    Uwaga na dym – to nie tylko uciążliwość

    Dym z Twojego ogniska może stać się źródłem poważnych problemów prawnych. Jeśli przedostaje się na działkę sąsiada, narusza to przepisy kodeksu cywilnego o tzw. szkodliwych immisjach. Zanieczyszczanie powietrza, a tym bardziej sytuacja, gdy dym dostaje się do czyjegoś domu, może być podstawą do roszczeń.

    Jest jednak sytuacja jeszcze groźniejsza. Jeśli dym z Twojego ogniska przedostanie się na drogę publiczną, stwarzając zagrożenie dla ruchu drogowego przez ograniczenie widoczności, popełniasz wykroczenie. Kara za takie działanie może sięgnąć nawet 1500 zł.

    Największa kara czeka za… sprzątanie ogrodu

    Tu jest prawdziwy haczyk! Wielu z nas pamięta czasy, gdy palenie liści i gałęzi po wiosennych porządkach było normą. Dziś jest to co do zasady zakazane i może skończyć się najwyższymi karami.

    Zakaz wynika wprost z ustawy o odpadach oraz ustawy o utrzymaniu czystości w gminach. Odpady zielone (trawa, liście, gałęzie) są objęte obowiązkiem selektywnego zbierania. Oznacza to, że nie ma możliwości legalnego spalania ich na własnej posesji. Powinny trafić do brązowego pojemnika na bioodpady lub do lokalnego Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK).

    I teraz najważniejsze: za spalanie liści w ogrodzie grozi mandat w wysokości 500 zł. Jeśli jednak sprawa trafi do sądu, sędzia może nałożyć grzywnę sięgającą nawet 5000 zł. To cena, za którą można zorganizować niejedną, legalną, imprezę.

    Podsumowując, beztroskie rozpalenie ogniska może okazać się bardzo kosztownym pomysłem. Zanim to zrobisz, sprawdź lokalne zakazy, zmierz odległości, uprzejmie poinformuj sąsiadów i pod żadnym pozorem nie wrzucaj do ogniska zielonych odpadów. Lepiej dmuchać na zimne, zwłaszcza gdy mandat może wynieść pięć tysięcy.

  • Trump podważa fundamenty NATO. Polska w ogniu pytań o Patriotów

    Trump podważa fundamenty NATO. Polska w ogniu pytań o Patriotów

    Czy najważniejszy sojusz obronny świata traci sens? Donald Trump swoimi ostatnimi działaniami i słowami rzuca głęboki cień na przyszłość NATO, a polska obronność staje się nieoczekiwanym elementem tej niebezpiecznej układanki.

    NATO w ogniu krytyki

    Niemieckie media biją na alarm. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze wprost, że „Trump nadal osłabia NATO”. Jego retoryka podważa samą istotę sojuszu. „Dlaczego mielibyśmy im pomóc, jeżeli oni nam nie pomagają” – takie słowa amerykańskiego prezydenta, zdaniem gazety, oznaczają, że Trump właściwie „w połowie już opuścił NATO”.

    „Siła odstraszania zależy od tego, czy potencjalny agresor jest przekonany, że w przypadku ataku napotka silny militarny opór. Trump właśnie tutaj zasiał wątpliwość” – czytamy w „FAZ”.

    Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, gwarantujący zbiorową obronę, przestaje być postrzegany jako nienaruszalny fundament. Zastępuje go transakcyjna logika wzajemnych przysług. A tu pojawia się problem, bo Europa nie chce świadczyć przysługi w konflikcie z Iranem.

    Europejski opór i jego konsekwencje

    „Sueddeutsche Zeitung” donosi, że „NATO znalazło się pod ciężkim ostrzałem”, a głównym strzelcem jest sam Donald Trump. Prezydent USA „od początku wojny przeciwko Iranowi jest wściekły na swoich europejskich sojuszników”, w tym na niemieckiego kanclerza Friedricha Merza.

    Powód? Postawa Europy, że „to nie jest ich wojna”. Trump odwraca tę logikę przeciwko sojusznikom: „Jeżeli Iran nie jest wojną Europy, to Ukraina nie jest wojną Ameryki. Jeżeli europejskie kraje NATO nie pomogą Ameryce, to Ameryka nie musi pomagać Europie”.

    To nie są puste groźby. Jak zauważa „FAZ”, Władimir Putin z pewnością uważnie to zarejestrował. Rosyjski przywódca może teraz częściej brać pod uwagę scenariusz, w którym Ameryka pozostanie z boku w przypadku ataku na terytorium NATO.

    Polska na celowniku Pentagonu?

    I tu pojawia się wątek, który bezpośrednio dotyka Polski. Według informacji z portalu pb.pl, intensywność walk z Iranem powoduje bardzo szybkie wyczerpywanie się amerykańskich zasobów uzbrojenia, zwłaszcza rakietowych.

    W związku z tym Pentagon na razie wstępnie sonduje u sojuszników w Europie ewentualność przerzucenia sprzedanych im przez USA cennych broni na bliskowschodni teatr działań wojennych.

    We wtorek nieoficjalnie upowszechniło się takie oczekiwanie wobec Polski. Chodzi konkretnie o zabranie jednego zestawu rakiet Patriot spośród tych, które od grudnia 2025 r. zapewniają Warszawie obronę przeciwko atakom pocisków balistycznych. To kluczowa różnica w stosunku do wcześniejszych systemów, które niszczyły tylko cele aerodynamiczne.

    Odpowiedź ministra obrony, Władysława Kosiniaka-Kamysza, była natychmiastowa i jednoznaczna: „o jakimkolwiek osłabieniu zasobów już wprowadzonych do służby w siłach zbrojnych nie ma mowy”.

    Pytanie o amerykańską wiarygodność

    Tu jednak otwiera się zupełnie inny, niepokojący rozdział. Jak zauważa pb.pl, nieuchronnie pojawia się kwestia wiarygodności Stanów Zjednoczonych w harmonogramie dostaw do Polski nowego sprzętu zgodnie z podpisanymi kontraktami.

    Czy sojusznik, który sam wyczerpuje zapasy i rozgląda się za sprzętem u partnerów, będzie w stanie terminowo realizować swoje zobowiązania? To pytanie wisi w powietrzu, podsycane przez ogólną atmosferę niepewności wokół NATO.

    Tymczasem konflikt z Iranem, który jest źródłem tych napięć, sam w sobie budzi poważne wątpliwości prawne. „Rhein-Neckar-Zeitung” zwraca uwagę, że eksperci Bundestagu potwierdzili niezgodny z prawem międzynarodowym charakter tej wojny. To rodzi pytania o dalsze korzystanie przez USA z niemieckiej bazy w Ramstein.

    Sprawa jest poważna. Jak podsumowuje „Sueddeutsche Zeitung”: „Dla NATO, którego potencjał odstraszania opiera się w znacznym stopniu na przekonaniu, że Ameryka w razie czego pomoże Europie, jest to katastrofalne. Te uderzenia trafiają Sojusz prosto w serce”. A Polska, chcąc nie chcąc, znalazła się na pierwszej linii tego nowego, niebezpiecznego rozdania.

  • mBank zamyka rok 2025 z gigantycznym zyskiem. Ale akcjonariusze nie dostaną dywidendy

    mBank zamyka rok 2025 z gigantycznym zyskiem. Ale akcjonariusze nie dostaną dywidendy

    Czy bank może zarobić miliardy i jednocześnie nie wypłacić ani grosza akcjonariuszom? Okazuje się, że tak. Właśnie takie decyzje podjęło najwyższe gremium jednego z największych banków w Polsce.

    Walne Zgromadzenie podjęło kluczowe uchwały

    31 marca 2026 roku odbyło się XXXIX Zwyczajne Walne Zgromadzenie mBanku S.A.. To kluczowe wydarzenie w życiu spółki, podczas którego akcjonariusze podejmują najważniejsze decyzje dotyczące jej przyszłości. Zarząd banku niezwłocznie po spotkaniu opublikował oficjalny komunikat w systemie ESPI, informując o podjętych uchwałach.

    Zarząd spółki mBank S.A. podaje do wiadomości treść uchwał, które zostały podjęte przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie mBanku S.A. w dniu 31 marca 2026 r.

    Treść samych uchwał została załączona do raportu jako osobny dokument. To standardowa procedura, która zapewnia pełną przejrzystość działań wobec inwestorów i Komisji Nadzoru Finansowego. Raport został oznaczony jako raport bieżący nr 10/2026.

    Co dokładnie postanowiono? Sprawa zysków

    Ale to nie jedyny komunikat, który tego dnia opuścił siedzibę mBanku. Kilka minut później opublikowano kolejny, znacznie bardziej konkretny raport. I tu zaczyna się prawdziwa historia.

    XXXIX ZWZ podjęło dwie kluczowe uchwały dotyczące pieniędzy. Pierwsza dotyczyła podziału zysku netto za miniony rok. A ten zysk jest naprawdę imponujący.

    Gigantyczne liczby, które zostają w banku

    Przyjrzyjmy się liczbom, bo są one oszałamiające. Według uchwały, zysk netto mBanku S.A. za 2025 rok wyniósł aż 3 547 318 501,51 złotych. To prawie 3,55 miliarda złotych czystego zysku!

    Ale to nie wszystko. Bank miał również zgromadzone niepodzielone zyski z lat ubiegłych. Łączna kwota tych środków to dodatkowe 3 651 549 717,30 złotych. Razem daje to pulę ponad 7,2 miliarda złotych zysków, które czekały na decyzję akcjonariuszy.

    I jaka była ta decyzja? Zarówno zysk za 2025 rok, jak i niepodzielone zyski z poprzednich lat… zostają w całości niepodzielone. To oficjalne brzmienie uchwały.

    Co to oznacza dla inwestorów? Brak dywidendy

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Druga z opublikowanych wiadomości miała bardzo wymowny tytuł, który nie pozostawiał wątpliwości: „XXXIX ZWZ mBanku S.A. – uchwała w sprawie podziału zysku netto za rok 2025 oraz uchwała w sprawie podziału niepodzielonego zysku z lat ubiegłych – brak wypłaty dywidendy”.

    Raport, oznaczony numerem 11/2026, stwierdza to wprost: „Uchwały te nie przewidują wypłaty dywidendy”. Ta sama informacja w wersji angielskiej brzmi: „These resolutions do not provide for dividend payment”.

    To jasny i klarowny komunikat dla wszystkich akcjonariuszy. Pomimo wygenerowania miliardowych zysków, bank nie planuje w tym momencie ich dystrybucji w formie dywidendy. Cała kwota zostaje zatrzymana w spółce.

    Dlaczego to takie ważne?

    Decyzja o niewypłacaniu dywidendy zawsze jest tematem żywo komentowanym na rynku. Z jednej strony, akcjonariusze, zwłaszcza mali inwestorzy, często liczą na regularny dochód z posiadanych akcji. Z drugiej strony, zatrzymanie zysku w spółce może oznaczać, że zarząd i akcjonariusze widzą lepsze możliwości jego wykorzystania.

    Te miliardy złotych mogą zostać przeznaczone na dalszy rozwój banku, inwestycje w nowe technologie, zwiększenie kapitałów własnych (co jest istotne w kontekście wymogów regulacyjnych) lub na inne strategiczne cele. Decyzja taka sugeruje, że władze spółki wierzą, iż reinwestycja zysku przyniesie w przyszłości większą wartość niż jego natychmiastowa wypłata.

    Kto podpisał decyzje?

    Oficjalne komunikaty, jak wymagają tego przepisy, zostały podpisane przez osobę reprezentującą spółkę. W obu przypadkach był to Maciej Mołdawa, który pełni funkcję Wicedyrektora ds. nadzoru inwestycyjnego w Departamencie Compliance. Podpisy złożono 31 marca 2026 roku.

    Co dalej z mBankiem?

    Decyzja XXXIX ZWZ jest faktem. Ponad 7,2 miliarda złotych zysku pozostanie w mBanku. Dla inwestorów jest to sygnał do analizy długoterminowej strategii banku. Gdzie zostaną ulokowane te środki? Czy przełożą się na szybszy wzrost i wyższą wartość spółki w przyszłości?

    Odpowiedzi na te pytania przyniosą dopiero kolejne kwartały i lata. Jedno jest pewne – mBank zamknął 2025 rok w znakomitej formie finansowej, a teraz jego zarząd dostaje potężne narzędzie w postaci zatrzymanych zysków do dalszego sterowania rozwojem. Rynek z pewnością będzie bacznie obserwował, jak to narzędzie zostanie wykorzystane.

    Informacje pochodzą z oficjalnych raportów bieżących mBanku S.A. opublikowanych za pośrednictwem serwisu Parkiet.com.

  • Masło za grosze! Lidl i Biedronka biją się o klienta w przedświątecznej promocji

    Masło za grosze! Lidl i Biedronka biją się o klienta w przedświątecznej promocji

    Szukasz okazji na przedświąteczne zakupy? Dwie największe sieci dyskontowe właśnie ogłosiły promocje na masło, które mogą przyprawić o zawrót głowy.

    Lidl bije rekord: 0,99 zł za kostkę

    Siecią, która w tym tygodniu rzuca wyzwanie konkurencji, jest Lidl. W ramach swojej promocji oferuje kostkę masła marki Mlekovita (200 g) za jedyne 0,99 zł. To prawdziwy hit cenowy!

    Poza promocją kostka takiego masła kosztuje w tej sieci 4,99 zł, co i tak jest dobrą ceną na tle konkurencji. Jednak promocja przebija konkurencję.

    Ale uwaga! Ta cena obowiązuje tylko przy zakupie trzech sztuk produktu. To idealna okazja, żeby zrobić zapasy na święta.

    Biedronka nie pozostaje w tyle

    Konkurencja nie śpi. Biedronka również proponuje swoim klientom promocyjną cenę masła. W jej sklepach kostka masła Mleczna Dolina (200 g) to wydatek rzędu 1,99 zł – również przy zakupie trzech sztuk.

    Walka o klienta przed Wielkanocą rozgrzewa się na dobre!

    Kluczowe warunki i krótki czas

    Aby skorzystać z promocji w Lidlu, należy aktywować kupon w aplikacji Lidl Plus. W przypadku Biedronki trzeba zeskanować kartę lub aplikację Moja Biedronka.

    I tu ważna informacja – limit dzienny na zakup masła w promocji w obydwu sieciach to trzy opakowania na klienta. Nie da się zrobić większych zapasów w ramach jednej wizyty.

    Tylko przez jeden dzień!

    Oferta w Lidlu, o której mowa, była ważna 27 marca 2026 roku. Jednak sieć ma w zanadrzu kolejną okazję.

    Według informacji z portalu Dziennik.pl, w niedzielę handlową 29 marca Lidl ponownie oferuje masło Mlekovita w tej samej, promocyjnej cenie 0,99 zł za kostkę, przy tych samych warunkach. Oferta ważna jest tylko tego jednego dnia.

    To oznacza, że jeśli przegapiłeś piątkową promocję, masz ostatnią szansę w niedzielę! Pamiętaj, aby sprawdzić aktualne gazetki promocyjne, ponieważ oferty są bardzo czasowe.

    Inne okazje na rynku

    Warto dodać, że to nie jedyne promocje. Na przykład w sieci Stokrotka w weekendowej promocji podobne masło oferowane jest na zasadzie dwa plus jeden gratis. Można tam też znaleźć masło klarowane – pół kilograma za 15,99 zł, czyli o 4 zł taniej niż poza promocją.

    Przedświąteczny czas to prawdziwy raj dla poszukiwaczy okazji. Wystarczy rozejrzeć się po gazetkach, by znaleźć produkt, który akurat jest nam potrzebny, w atrakcyjnej cenie. Udanych zakupów!

  • Iran gotowy na pokój, Trump szuka wyjścia. Czy wojna w Zatoce Perskiej zmierza ku końcowi?

    Iran gotowy na pokój, Trump szuka wyjścia. Czy wojna w Zatoce Perskiej zmierza ku końcowi?

    Czy po miesiącach napięć i ataków w Zatoce Perskiej widać pierwsze oznaki deeskalacji? Z jednej strony Teheran deklaruje wolę zakończenia konfliktu, z drugiej Waszyngton rozważa zmianę strategii. A rynki finansowe już reagują gwałtownymi ruchami.

    Prezydent Iranu: Mamy wolę zakończyć ten konflikt

    Prezydent Iranu Masud Pezeszkian ogłosił, że jego kraj jest gotowy zakończyć wojnę ze Stanami Zjednoczonymi. Jest jednak jeden kluczowy warunek.

    „Posiadamy niezbędną wolę zakończenia tego konfliktu, pod warunkiem spełnienia niezbędnych warunków, zwłaszcza gwarancji niezbędnych do zapobieżenia powtórzeniu się agresji” – powiedział prezydent Iranu w rozmowie telefonicznej z przewodniczącym Rady Europejskiej, Antonio Costą.

    Pezeszkian podkreślił, że każda decyzja o zakończeniu wojny z USA i Izraelem musi „gwarantować bezpieczeństwo i interesy narodu irańskiego”. Iran przedstawił już swoje warunki pokojowe. Należą do nich zakończenie wojny na wszystkich frontach i uznanie jego suwerenności nad Cieśniną Ormuz.

    Trump gotowy na dyplomatyczne zakończenie?

    Tymczasem po drugiej stronie oceanu również słychać sygnały zmiany kursu. Donald Trump i jego doradcy doszli do wniosku, że misja mająca na celu otwarcie Cieśniny Ormuz wydłużyłaby konflikt poza zakładany harmonogram.

    Jak podaje „The Wall Street Journal”, Trump zdecydował, że USA powinny osiągnąć swoje podstawowe cele – zniszczenie irańskiej floty i zasobów pocisków – a następnie zakończyć działania zbrojne i naciskać na Teheran dyplomatycznie, by wznowił swobodny przepływ handlu.

    Jeśli dyplomacja zawiedzie, Waszyngton ma naciskać na sojuszników w Europie i Zatoce Perskiej, by to oni przejęli kontrolę nad odblokowaniem strategicznej cieśniny. Opcje militarne, choć istnieją, nie są priorytetem.

    Izrael: Wykonaliśmy już ponad połowę

    Premier Izraela Benjamin Netanjahu poinformował, że jego państwo zrealizowało już znaczną część celów w wojnie z Iranem. – Wykonaliśmy już ponad połowę, jeśli chodzi o sukces misji – zaznaczył w rozmowie ze stacją Newsmax.

    Szef izraelskiego rządu wskazał, że armia uderzyła w kluczowe elementy potencjału militarnego Iranu, w tym systemy rakietowe, zakłady produkujące uzbrojenie oraz naukowców zaangażowanych w program nuklearny.

    „W tej wojnie chodzi o uniemożliwienie takiego wyniku” – powiedział Netanjahu, odnosząc się do irańskich ambicji nuklearnych.

    Ostra retoryka Teheranu

    Mimo deklaracji gotowości do rozmów, irańska retoryka wobec USA pozostaje bardzo ostra. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi zaapelował do władz Arabii Saudyjskiej o usunięcie z kraju amerykańskich wojsk.

    Wcześniej oskarżył siły USA o wykorzystywanie mieszkańców regionu jako „żywych tarcz”. Przypomniał też o irańskim ataku na bazę lotniczą Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej, w wyniku którego, według Associated Press, rannych zostało ponad 20 amerykańskich żołnierzy.

    Rynki już świętują?

    Tu dochodzimy do najciekawszego wątku. Wiadomości o możliwej deeskalacji natychmiast odbiły się na rynkach finansowych. I to jak!

    Ropa Brent tanieje o 3 proc. do 104,10 USD. To bezpośrednia reakcja na perspektywę zakończenia konfliktu w kluczowym regionie naftowym.

    Na amerykańskich giełdach prawdziwa euforia: S&P500 rośnie o 2,5 proc., Nasdaq Composite zwiększa wartość o 3,6 proc., a Dow Jones idzie w górę o 2,15 proc. Nawet złoto, tradycyjna przystań w czasach niepewności, drożeje o 3 proc. do 4649,56 USD, co jest efektem wyraźnego osłabienia dolara.

    Czy to już koniec wojny? Zdecydowanie za wcześnie, by to ogłosić. Ale po raz pierwszy od miesięcy główni gracze otwarcie mówią o możliwości zakończenia konfliktu. A rynki, jak widać, wierzą, że tym razem może być poważnie.

  • Selvita publikuje wyniki za 2025 rok: Grupa wraca na plus, ale spółka-matka pod kreską

    Selvita publikuje wyniki za 2025 rok: Grupa wraca na plus, ale spółka-matka pod kreską

    Czy rok 2025 był dla Selvity przełomowy? Spółka właśnie opublikowała pełen pakiet raportów rocznych, ujawniając dane, które każą spojrzeć na jej kondycję z dwóch różnych perspektyw.

    Grupa Kapitałowa: Zielone światło po czerwonym roku

    Zacznijmy od dobrej wiadomości. Cała Grupa Kapitałowa Selvity odnotowała w 2025 roku zysk netto na poziomie 813 tys. zł. To wyraźna poprawa w porównaniu ze stratą netto w wysokości 6 098 tys. zł zanotowaną rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wzrosły do imponujących 364 471 tys. zł.

    Raport niezależnego biegłego rewidenta potwierdza rzetelność skonsolidowanych sprawozdań finansowych.

    Kluczowy wskaźnik EBIT (zysk z działalności operacyjnej) dla Grupy wyniósł 12 539 tys. zł, co stanowi mocny odwrót od straty operacyjnej w 2024 roku. Co więcej, przepływy pieniężne z działalności operacyjnej utrzymują się na wysokim poziomie – 73 257 tys. zł.

    Selvita SA: Operacyjne wyzwania spółki-matki

    Tu obraz jest nieco bardziej złożony. W ujęciu jednostkowym, czyli patrząc wyłącznie na spółkę-matkę Selvita SA, zysk netto w 2025 roku wyniósł 6 587 tys. zł. Brzmi nieźle, ale to znacznie mniej niż 41 419 tys. zł zysku netto osiągniętego w 2024 roku.

    Prawdziwym punktem zapalnym jest wynik operacyjny. Selvita SA odnotowała stratę z działalności operacyjnej (EBIT) w wysokości 11 566 tys. zł. To pogorszenie względem roku 2024, kiedy strata operacyjna wyniosła 1 285 tys. zł. Przychody ze sprzedaży wzrosły nieznacznie do 168 636 tys. zł.

    Mocne strony bilansu i przepływy

    Nie wszystko jest czarno-białe. Spójrzmy na bilans. Kapitał własny Grupy Kapitałowej utrzymał się na stabilnym poziomie 321 730 tys. zł. W przypadku samej Selvity SA kapitał własny nawet nieznacznie wzrósł do 228 549 tys. zł.

    Gotówka? Grupa zakończyła rok z 24 218 tys. zł środków pieniężnych. Selvita SA miała ich 5 081 tys. zł. Warto odnotować, że spółka-matka wygenerowała dodatnie przepływy pieniężne z działalności operacyjnej (9 491 tys. zł), choć były one niższe niż rok wcześniej.

    Pełny pakiet dokumentów

    Oficjalne komunikaty, opublikowane za pośrednictwem Parkiet.com, obejmują cały wymagany prawem zestaw dokumentów. Znajdziemy w nich nie tylko suche liczby, ale także listy Prezesa Zarządu do akcjonariuszy, oceny Rady Nadzorczej oraz szczegółowe sprawozdania z działalności.

    Kluczowy element? Raport obejmuje również część dotyczącą zrównoważonego rozwoju, co podkreśla nowoczesne podejście spółki do raportowania. Wszystkie dokumenty są dostępne w formatach PDF, XHTML oraz w zabezpieczonym formacie XAdES.

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Podsumowując, rok 2025 przyniósł Selvicie mieszane sygnały. Z jednej strony widzimy wyraźną poprawę wyników całej Grupy Kapitałowej i powrót na ścieżkę zysku. Z drugiej, spółka-matka mierzy się z wyzwaniami na poziomie operacyjnym, co przełożyło się na pogłębioną stratę EBIT.

    Dane finansowe przeliczono na euro przy użyciu średniego kursu NBP za 2025 rok wynoszącego 4,2372 PLN. Wszystkie raporty zostały przekazane do Komisji Nadzoru Finansowego, co zamyka formalny proces sprawozdawczy za miniony rok.

  • Cavatina Holding publikuje wyniki za 2025 rok. Zysk operacyjny w górę, ale co z gotówką?

    Cavatina Holding publikuje wyniki za 2025 rok. Zysk operacyjny w górę, ale co z gotówką?

    Czy rok 2025 był dla Cavatina Holding rokiem kontynuacji wzrostu, czy może pojawiły się pierwsze oznaki spowolnienia? Spółka właśnie opublikowała skonsolidowane i jednostkowe raporty roczne, odsłaniając kluczowe liczby za miniony okres.

    Skonsolidowany obraz: mocny wzrost przychodów

    Patrząc na całą Grupę Kapitałową, widać wyraźny progres w kluczowych obszarach. Przychody z najmu i aranżacji wzrosły do 161,6 mln zł z 132,3 mln zł rok wcześniej. To solidny skok.

    Ale prawdziwym motorem okazał się zysk z działalności operacyjnej, który w skonsolidowanym ujęciu wyniósł 126,8 mln zł wobec 93,0 mln zł w 2024 roku. To wzrost o ponad 36%! Spółka odnotowała też przychody ze sprzedaży mieszkań na poziomie 128,4 mln zł.

    Raport powinien zostać przekazany Komisji Nadzoru Finansowego, spółce prowadzącej rynek regulowany oraz do publicznej wiadomości za pośrednictwem agencji informacyjnej zgodnie z przepisami prawa.

    Jednostkowe spojrzenie: stabilny zysk netto

    Gdy przyjrzymy się samej spółce dominującej, Cavatina Holding S.A., obraz jest nieco inny, ale nadal stabilny. Zysk netto wyniósł 46,8 mln zł, co jest zbliżone do wyniku z 2024 roku (49,1 mln zł).

    Co ciekawe, udział w zyskach jednostek zależnych i współkontrolowanych utrzymał się na bardzo podobnym, wysokim poziomie – 65,4 mln zł w 2025 roku.

    Tu jest haczyk: przepływy pieniężne pod lupą

    I tu dochodzimy do najciekawszego, a może niepokojącego wątku. W ujęciu skonsolidowanym przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej były ujemne i wyniosły -79,5 mln zł. Dla porównania, rok wcześniej były dodatnie na poziomie 65,0 mln zł. To znacząca zmiana.

    W ujęciu jednostkowym sytuacja też nie wygląda różowo – tutaj przepływy operacyjne również były na minusie (-55,3 mln zł), choć nieco mniejszym niż w 2024 roku (-47,6 mln zł).

    Skąd więc pieniądze na działalność? Odpowiedź kryje się w działalności finansowej. W skonsolidowanym raporcie przepływy z tej działalności wyniosły ogromne 291,1 mln zł (wobec 79,2 mln zł w 2024). W jednostkowym – 136,4 mln zł.

    Mocne strony: aktywa i kapitał własny w górę

    Nie ma jednak wątpliwości, że Grupa się rozrasta. Aktywa razem w skonsolidowanym bilansie wzrosły do 4,02 mld zł z 3,51 mld zł. Kapitał własny przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej również nieznacznie wzrósł do 1,19 mld zł.

    W spółce jednostkowej kapitał własny wyniósł 1,29 mld zł, a aktywa razem 2,52 mld zł.

    Co z akcjonariuszami?

    Dla inwestorów kluczowe są wskaźniki na akcję. W skonsolidowanym raporcie zysk netto na akcję wyniósł 0,13 zł, co jest spadkiem względem 0,43 zł w 2024 roku. W raporcie jednostkowym sytuacja wygląda lepiej – tutaj wskaźnik ten wyniósł 1,84 zł (wobec 1,93 zł rok wcześniej).

    Średnia ważona liczby akcji w obu przypadkach pozostawała niezmienna i wynosiła 25 426 034.

    Podsumowanie: rozwój, ale z wyzwaniami

    Rok 2025 przyniósł Cavatinie Holding wyraźny wzrost przychodów operacyjnych i zysku z tej działalności. Grupa zwiększyła skalę swoich aktywów. Jednocześnie raporty jasno pokazują, że ten rozwój jest w dużej mierze finansowany z zewnątrz, o czym świadczą ujemne przepływy operacyjne i bardzo wysokie dodatnie przepływy z działalności finansowej. To kluczowy obszar do obserwacji w nadchodzących kwartałach.

    Pełne raporty, w tym Sprawozdanie Zarządu, skonsolidowane i jednostkowe sprawozdania finansowe oraz oświadczenia Rady Nadzorczej, zostały opublikowane zgodnie z wymogami regulacyjnymi. Materiały pierwotnie pojawiły się na portalu Parkiet.com.

  • Marzec 2026: Najgorszy miesiąc europejskich akcji od lat. Co się stało?

    Marzec 2026: Najgorszy miesiąc europejskich akcji od lat. Co się stało?

    Czy to już koniec marcowej jatki na europejskich parkietach? Choć ostatnie sesje przyniosły oddech, to marzec 2026 zapisze się w historii jako jeden z najtrudniejszych miesięcy dla inwestorów od lat. Co wywołało tę falę wyprzedaży i czy widać już światełko w tunelu?

    Piątkowa przecena i inflacyjne widmo

    W piątek, 27 marca, sytuacja wyglądała groźnie. Wartość głównego barometru Stoxx Europe 600 zmniejszała się o 1,0 proc. w trakcie sesji. Mimo to, indeks wciąż notował wzrost o 0,3 proc. w ujęciu tygodniowym, co dawało nadzieję na przerwanie serii trzech spadków z rzędu.

    Dlaczego nastroje się pogorszyły? Osłabł optymizm wywołany wcześniej przez wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, które sugerowały możliwość rychłego zakończenia wojny z Iranem. Kluczowy surowiec, ropa Brent, nadal kosztowała powyżej 100 USD za baryłkę, podtrzymując wysoką presję inflacyjną. Do tego dochodziły mocne słowa z Frankfurtu.

    Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde ostrzegła, że rynki finansowe nie doceniają skali negatywnych skutków ekonomicznych wojny z Iranem. Jej zdaniem skala szoku „prawdopodobnie przekracza nasze obecne wyobrażenia”.

    Dodatkowym ciosem były dane o inflacji. Wstępne liczby z Hiszpanii za marciec pokazały największy miesięczny wzrost cen od 2022 roku. Inwestorzy z niepokojem czekali na dane z Niemiec i całej strefy euro.

    Gdzie padały najcięższe ciosy?

    W piątek spadała wartość ponad 80 proc. spółek ze Stoxx Europe 600. Prawdziwym pogromcą nastrojów było Dino Polska, które straciło 17 proc. po rozczarowujących wynikach kwartalnych. Pozytywnym wyjątkiem była AstraZeneca (zwyżka 3,2 proc.), która poinformowała o dobrych wynikach badań klinicznych.

    Podaż przeważała w 17 z 19 głównych segmentów rynku. Najmocniej taniały spółki medialne (-2,25 proc.), głównie za sprawą niemieckiego CTS Eventim (-17,4 proc.). Inwestorzy realizowali też zyski na akcjach spółek naftowych (-1,75 proc.) i przemysłowych (-1,7 proc.).

    Giełdy narodowe również były w czerwieni: DAX spadał o 1,2 proc., CAC40 tracił 0,8 proc., a FTSE100 notował zniżkę 0,5 proc.

    Marzec 2026: Najgorszy miesiąc od lat

    I choć tydzień zakończył się lepiej, to podsumowanie całego marca jest druzgocące. Stoxx Europe 600, mimo zwyżki 0,4 proc. na zamknięciu ostatniej sesji, stracił w marcu 8 proc. To oznacza najgorszy miesiąc od czerwca 2022 roku! W całym pierwszym kwartale indeks spada o 1,6 proc.

    Co ciekawe, ostatniego dnia marca na rynku utrzymywała się przewaga popytu. Powodem? Ponownie nadzieje na zakończenie wojny USA z Iranem. The Wall Street Journal donosił, że prezydent Trump sygnalizował taką decyzję doradcom.

    Kto zyskał, a kto stracił pod koniec miesiąca?

    Słabnący dolar pomógł surowcom. Mocno drożały koncerny górnicze, jak Antofagasta (5,25 proc.) czy Endeavour Mining (4,25 proc.). W górę poszły też spółki zbrojeniowe, np. niemiecki Rheinmetall (2,5 proc.) czy brytyjski BAE Systems (3,2 proc.).

    Największą ofiarą ostatniej sesji marca był jednak Unilever, który stracił 7,3 proc. Inwestorzy negatywnie zareagowali na wiadomość o połączeniu jego biznesu żywności z amerykańskim McCormick.

    Ostatecznie, popyt przeważał w 13 z 19 segmentów. Liderami były spółki surowcowe (2,1 proc.), usług finansowych (1,7 proc.) i przemysłowe (1,1 proc.).

    Podsumowanie kwartału: Mieszane uczucia

    Marzec pozostawił głębokie blizny na wszystkich głównych giełdach:

    • DAX: Wzrost 0,5 proc. we wtorek, ale spadek 10 proc. w marcu. W całym kwartale traci ponad 7 proc. – najgorzej od początku 2020 roku.
    • CAC40: Zwyżka 0,6 proc. na zamknięciu, ale miesięczna strata prawie 9 proc. W kwartale spada trochę ponad 4 proc.
    • FTSE100: Wzrost 0,5 proc., ale marcowy spadek prawie 7 proc. przerywa serię ośmiu miesięcy wzrostów. Mimo to, w kwartale notuje 2,5 proc. zwyżkę.
    • WIG20: Polski indeks zyskał we wtorek prawie 1,8 proc., ale w marcu stracił niemal 3 proc. Dzięki dobrym styczniowi i lutemu, w całym kwartale notuje prawie 5 proc. wzrost.

    Marzec 2026 był brutalną lekcją pokory. Wojna, inflacja i wahania nastrojów politycznych wystarczyły, by przekreślić wcześniejsze zyski. Teraz wszyscy czekają, czy kwiecień przyniesie wiosenne ożywienie, czy kolejne zimne prysznice.

  • Kryzys energetyczny wchodzi w nową fazę. UE szykuje „zestaw narzędzi” i ostrzega: to nie będzie krótkie

    Kryzys energetyczny wchodzi w nową fazę. UE szykuje „zestaw narzędzi” i ostrzega: to nie będzie krótkie

    Czy Europa jest gotowa na kolejny, długotrwały szok energetyczny? Wszystko na to wskazuje, bo blokada kluczowego szlaku transportowego już teraz kosztuje Unię miliardy i zmusza Brukselę do przygotowania nadzwyczajnych środków.

    Cena konfliktu: 14 miliardów euro w 30 dni

    Unijny komisarz ds. energii Dan Joergensen nie pozostawia wątpliwości. 30 dni kryzysu na Bliskim Wschodzie zwiększyło już unijne wydatki na import paliw kopalnych o 14 miliardów euro. To dopiero początek.

    „W miarę jak kryzys na Bliskim Wschodzie wkracza w drugi miesiąc, staje się jasne, że stoimy w obliczu bardzo poważnej sytuacji” – powiedział Joergensen po spotkaniu ministrów energii państw UE, cytowany przez Interię.

    I tu pojawia się kluczowy problem. Chociaż w UE nie ma bezpośrednich niedoborów ropy i gazu, na rynku pojawiają się ograniczenia w dostawach oleju napędowego i paliwa lotniczego. Do tego dochodzi wpływ rosnących cen gazu na ceny energii elektrycznej.

    Winowajca: Zablokowana Cieśnina Ormuz

    Źródło problemu jest dobrze znane. Jak podaje portal BnBn.pl, blokada Cieśniny Ormuz – przez którą przepływa około 20% globalnych dostaw ropy – natychmiast odbiła się na cenach.

    Skutki są druzgocące: ropa Brent sięgnęła nawet 126 dolarów za baryłkę, a ceny gazu w Europie poszybowały w górę o ponad 60%. To nie wszystko. Unia wchodzi w ten kryzys ze słabymi zapasami – magazyny gazu są wypełnione w mniej niż 30%, co jest najniższym poziomem od 2022 roku.

    Transport pod lupą: sektor z największym potencjałem oszczędności

    Gdzie szukać oszczędności? Bruksela nie ma wątpliwości. Komisja Europejska apeluje o zmniejszenie zużycia paliw, szczególnie w transporcie. To logiczny ruch, bo jak wskazuje Międzynarodowa Agencja Energii, transport odpowiada za około 45% globalnego popytu na ropę.

    W samej Unii liczby też są wymowne: transport zużywa około 31% energii końcowej, a paliwa (benzyna i diesel) odpowiadają za ponad 90% energii w transporcie drogowym.

    Co konkretnie proponuje Komisja? Wśród rekomendacji pojawiają się:

    • Praca zdalna,
    • Obniżenie limitów prędkości na autostradach,
    • Większe wykorzystanie transportu publicznego i wspólnych przejazdów,
    • Ograniczenie podróży lotniczych tam, gdzie istnieją alternatywy.

    „Zestaw narzędzi” od Brukseli. Co w nim będzie?

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Komisja Europejska nie zamierza zostawiać państw członkowskich samych sobie. Szykuje „zestaw narzędzi”, który kraje będą mogły zastosować, by złagodzić skutki kryzysu.

    Co znajdzie się w tym pakiecie? Według informacji agencji Reuters, będą w nim propozycje dotyczące obniżenia stawek podatkowych za energię elektryczną.

    „Przygotowujemy też różne możliwości i szanse, które będą bardziej przypominać te, z których korzystaliśmy w czasie kryzysu w 2022 roku” – zapowiedział komisarz Joergensen.

    Kluczowe jest jednak skoordynowane działanie. Komisarz podkreśla, że państwa członkowskie muszą działać wspólnie. „Unikajmy rozdrobnionych reakcji na szczeblu krajowym i sygnałów zakłócających rynki” – zaznaczył.

    Państwa już reagują. Co dalej?

    Niektóre kraje nie czekają na unijne wytyczne. Hiszpania przygotowała już pakiet wsparcia wart 5 miliardów euro. Włochy tymczasowo obniżyły akcyzę na paliwa o 0,25 euro na litr, a Austria pracuje nad podobnymi rozwiązaniami.

    Jednak, jak podkreśla wiceprzewodnicząca KE Roxana Mînzatu, problemem są przede wszystkim rosnące ceny energii, a nie jej dostępność. Europa nie zmaga się z fizycznym brakiem surowców.

    Nadzwyczajne posiedzenie ministrów energii UE, zaplanowane na wtorek, ma przynieść konkretne decyzje. W grę wchodzą zmiany w podatkach, pomoc publiczna oraz korekty w systemie handlu emisjami.

    Komisarz Joergensen kończy jednak pesymistyczną nutą, która powinna dać do myślenia wszystkim: „Nie powinniśmy się łudzić, że konsekwencje tego kryzysu dla rynków energii będą krótkotrwałe, bo nie będą”. Europa szykuje się na długi marsz.

  • JSW: Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie zakończone pełnym sukcesem. Skarb Państwa dominuje.

    JSW: Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie zakończone pełnym sukcesem. Skarb Państwa dominuje.

    Czy wiesz, kto tak naprawdę decyduje o losach jednego z kluczowych graczy na polskiej scenie przemysłowej? 31 marca 2026 roku odbyło się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Jastrzębskiej Spółki Węglowej S.A. (JSW S.A.), a jego wyniki nie pozostawiają złudzeń co do struktury władzy w spółce.

    Wszystkie uchwały przyjęte, zero sprzeciwów

    Zarząd JSW S.A. opublikował właśnie oficjalny raport z przebiegu zgromadzenia. A wiadomości są jednoznacznie pozytywne. Wszystkie projekty uchwał, które zostały poddane pod głosowanie, zostały przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie podjęte. To czysta formalność? Być może, ale w świecie korporacyjnych raportów taka płynność jest zawsze dobrą informacją.

    Co więcej, spółka informuje, że nie doszło do odstąpienia od rozpatrzenia któregokolwiek z punktów planowanego porządku obrad. Cała agenda została zrealizowana. I tu wisienka na torcie: do protokołu podczas obrad nie zgłoszono żadnych sprzeciwów. Spotkanie przebiegło więc gładko i bez zakłóceń.

    Tutaj liczą się głosy: dominacja Skarbu Państwa

    Ale prawdziwa historia rozgrywa się w liczbach. W osobnym raporcie Zarząd JSW ujawnił listę akcjonariuszy posiadających co najmniej 5% głosów na tym Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu. I jest tylko jeden podmiot, który spełnia to kryterium.

    Nazwa akcjonariusza: Skarb Państwa
    Liczba głosów: 64 387 333

    Te liczby robią wrażenie. Udział Skarbu Państwa w głosach na samym zgromadzeniu wyniósł aż 94,63%. To niemal absolutna kontrola nad przebiegiem obrad. Jeśli spojrzymy na cały kapitał spółki, udział ten kształtuje się na poziomie 54,84% ogólnej liczby głosów.

    Co to oznacza dla JSW?

    Przebieg zgromadzenia i ujawniona struktura głosów pokazują jasną i stabilną sytuację własnościową. Dominująca pozycja Skarbu Państwa zapewnia przewidywalność w kluczowych, strategicznych decyzjach. Brak sprzeciwów i przyjęcie wszystkich uchwał sugerują, że przedstawione plany lub zmiany spotkały się z pełną akceptacją głównego akcjonariusza.

    Raporty, opublikowane przez portal parkiet.com, zostały podpisane przez wiceprezesów Zarządu: Jolantę Gruszkę (ds. Handlu) oraz Artura Wojtkowa (ds. Pracy i Polityki Społecznej). Dokumenty sporządzono w oparciu o obowiązujące przepisy prawa, w tym Ustawę o ofercie.

    Podsumowując, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie JSW S.A. przeszło do historii jako wydarzenie efektywne i pozbawione kontrowersji. Przy pełnej dominacji Skarbu Państwa, spółka może teraz skupić się na wdrażaniu przyjętych uchwał i dalszym realizowaniu swojej strategii.