Blog

  • Sztuczna inteligencja przewraca polski rynek do góry nogami: kto na tym zarobi, a kto musi się przebranżowić?

    Sztuczna inteligencja przewraca polski rynek do góry nogami: kto na tym zarobi, a kto musi się przebranżowić?

    Czy wyścig o sztuczną inteligencję to tylko domena gigantów z Doliny Krzemowej? Gdzie w tym wszystkim znajduje się polski biznes i czy w ogóle jest miejsce na zarobek? Okazuje się, że rodzime spółki już dziś doświadczają głębokich wstrząsów i niespodziewanych szans wywołanych przez rewolucję AI.

    Zwycięzcy i przegrani rodzimej giełdy

    Gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji to obecnie jeden z głównych czynników, którymi kieruje się globalny kapitał. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że na gorączce złota zarabiają tylko dostawcy łopat – jak NVIDIA czy producenci pamięci. Na warszawskiej giełdzie nie ma takich bezpośrednich graczy, ale są firmy z kolejnych kręgów otaczających tę modną technologię.

    I tu czeka pierwsza niespodzianka. Wśród nieoczywistych beneficjentów hossy AI jest Asbis z indeksu mWIG40. Międzynarodowy dystrybutor elektroniki w ostatnich miesiącach notuje wzrost przychodów rzędu 70 proc. rdr. Skąd ten skok? Zasługa kilkukrotnie wyższych, wysokomarżowych kontraktów na dostawy elementów centrów danych, takich jak serwery czy pamięci. To źródło przychodów ma się utrzymać co najmniej przez kolejne kilka kwartałów.

    Kolejnym polskim potentatem, który może skorzystać, jest KGHM. Dlaczego? Bo miedź i srebro wydobywane przez koncern są niezbędne do budowy centrów danych i zapewnienia im energii elektrycznej. Problem z globalną podażą metali już wcześniej napędzał hossę, a obecnie ceny miedzi są znów blisko szczytów. Dzięki wysokiej dźwigni operacyjnej KGHM, dalsze wzrosty przychodów przekładają się na jeszcze silniejszy wzrost zysków. Potwierdza to dzisiejsza dynamika: notowania surowca utrzymują się powyżej 6 USD za funt, napędzając silną zwyżkę akcji polskiego giganta.

    Gorzki smak rewolucji dla polskiego IT

    Nie wszystkie wieści są jednak tak optymistyczne. Rewolucja AI poważnie uderza w polskie spółki informatyczne. Inwestorzy nie chcą już płacić za proste biznesy bazujące na wynajmie polskich programistów zagranicznym korporacjom. To realny problem dla wielu funduszy, które inwestowały w czasach boomu.

    Żeby utrzymać atrakcyjność w dobie rewolucji AI, spółki IT muszą pilnie zmienić strategie i znaleźć dla siebie nisze.

    Dlaczego wyceny lecą w dół? Polskie software house’y i producenci gier są obecnie postrzegani jako wtórne ofiary strachu przed dysrupcyjnym wpływem AI. Jednak nie wszystko jest stracone. W dłuższej perspektywie może się okazać, że właśnie one skorzystają na nowej technologii, dzięki usprawnieniu procesów i zmniejszeniu kosztów. Kluczowe jest jednak szybkie dostosowanie modeli biznesowych.

    A co z energetyką?

    Teoretycznie ogromne zapotrzebowanie centrów danych na energię elektryczną powinno być pozytywnym sygnałem dla polskich koncernów energetycznych. Niestety, w ich przypadku ten korzystny czynnik nieco ginie w zestawieniu z innymi elementami biznesu, takimi jak wysokość regulowanego wynagrodzenia za dystrybucję czy lokalność rynku energii. Ich ekspozycja na trend AI jest więc ograniczona.

    Kto wygrywa globalny wyścig?

    Wielka gra toczy się oczywiście poza Polską. Widzimy zasysające setki miliardów dolarów spółki, takie jak pozagiełdowe OpenAI i Anthropic czy giganci z NASDAQ: Microsoft i Alphabet. Większość zysków na razie zgarnia bezpośredni dostawca sprzętu, czyli NVIDIA.

    Ale tu pojawia się ciekawy wątek strategiczny. Choć zarówno Google, jak i Microsoft poprawiają wyniki w imponującym tempie, to już nie wystarczy, by zachęcić inwestorów. Liczy się strategia rozwoju AI, w której – według analityków – prym wiedzie kalifornijski Google. Tymczasem firma założona przez Billa Gatesa ma podobno problemy z ustalaniem priorytetów i szuka swojej tożsamości w nowej erze.

    Rewolucja AI nie pyta o zdanie – ona po prostu nadchodzi. Dla jednych polskich firm oznacza to historyczną szansę na wzrost przychodów i zysków, dla innych – pilną potrzebę głębokiej transformacji. Jedno jest pewne: mapa polskiego biznesu już się zmienia, a stawką jest nie tylko zysk, ale i przyszła pozycja na rynku.

  • Żabka wchodzi na kolejny poziom: historia akcji na GPW zaczyna się na nowo!

    Żabka wchodzi na kolejny poziom: historia akcji na GPW zaczyna się na nowo!

    Pamiętacie jeszcze giełdowy debiut Żabki? Akcje nie ruszyły spektakularnie w górę, ale teraz spółka rzuca dwa mocne argumenty na stół, które mogą zmienić historię tego waloru.

    Pierwsza dywidenda już w lipcu

    Rada Dyrektorów Żabka Group złożyła oficjalną rekomendację dla Walnego Zgromadzenia. To zdecydowany ruch: po raz pierwszy w historii firma chce wypłacić dywidendę!

    Kwota to 124,57 mln euro w skali całej spółki, czyli konkretnie 0,12 euro na akcję. Po przeliczeniu na złotego to 0,53 zł na jeden walor przy obecnym kursie. To oznacza stopę dywidendy na poziomie 2,2%. Proponowany dzień ustalenia prawa to 27 lipca, a wypłaty 31 lipca 2026.

    „The Board of Directors has recommended that the General Meeting allocate the standalone profit generated in 2025… the payment of a dividend in an aggregate amount of EUR 124,574,947.38 corresponding to EUR 0.12 per share” – komunikuje oficjalnie spółka.

    Planowana zmiana na stanowisku CEO

    Ale to nie wszystko. Żabka potwierdziła też długo planowaną zmianę w zarządzie. Tomasz Suchański zamierza złożyć rezygnację z funkcji prezesa z dniem 31 grudnia 2026 roku.

    Nowym CEO od 1 stycznia 2027 roku będzie Tomasz Blicharski, obecny dyrektor ds. strategii i rozwoju. Suchański przejmie natomiast kierownictwo w Radzie Dyrektorów.

    Spółka podkreśla, że zmiany były planowane i gwarantują kontynuację dotychczasowej ścieżki rozwoju. Zarówno Suchański, jak i Blicharski współpracują w ramach grupy od ponad 10 lat, gdy liczba sklepów wzrosła blisko trzykrotnie i wartość sprzedaży pięciokrotnie.

    „Do końca 2028 roku stawiamy sobie jasno zdefiniowany cel: 16 tysięcy sklepów w Polsce i Rumunii, przy rocznym tempie otwierania ponad 1300 nowych lokalizacji, z zachowaniem dyscypliny kapitałowej i rentowności sieci” – komentuje przyszły prezes Tomasz Blicharski.

    Czy akcje mają potencjał?

    Notowania Żabki od debiutu w 2024 roku poruszają się w trendzie bocznym. IPO odbyło się przy cenie 21,5 zł, a teraz akcje kosztują około 23,7 zł.

    Według analityków cytowanych przez Parkiet, akcje Żabki są niedowartościowane, a kurs ma dwucyfrowy potencjał wzrostowy. Pierwsza dywidenda i stabilna, planowana zmiana zarządu mogą być sygnałem dla rynku, że spółka wchodzi w nową, bardziej „dojrzałą” fazę.

    Zmiany dotkną też samą Radę Dyrektorów. Krzysztof Krawczyk zakończy sprawowanie mandatu przewodniczącego, a do rady dołączy Krzysztof Aniola jako dyrektor niewykonawczy powołany na roczną kadencję.

    Finał?

    Ostateczna decyzja o wypłacie dywidendy i podziale zysku musi jeszcze zostać zatwierdzona przez Walne Zgromadzenie. Ale kierunek jest jasny: Żabka nie tylko rośnie, ale zaczyna też dzielić się sukcesem z właścicielami akcji.

  • Pentagon załatwia sobie sztuczną inteligencję. Oto giganty technologiczne, które już współpracują

    Pentagon załatwia sobie sztuczną inteligencję. Oto giganty technologiczne, które już współpracują

    Czy najnowocześniejsze technologie AI będą kształtować przyszłość wojny? Pentagon właśnie podpisał porozumienia z największymi firmami technologicznymi świata. To nie przypadek, ale strategiczny ruch, który zmienia oblicze amerykańskiej armii.

    Tajne porozumienie z Google już działa

    Portal The Information doniósł, że Google zawarł porozumienie z Departamentem Obrony USA. Dotyczy ono wykorzystywania modeli AI firmy do tajnych działań.

    Zgodnie z umową Pentagon będzie mógł wykorzystywać AI Google’a do „wszelkich legalnych celów rządowych”. Podobne porozumienia Pentagon zawarł wcześniej z xAI Elona Muska oraz OpenAI.

    Ani Holding Alphabet, do którego należy Google, ani Departament Obrony nie odpowiedzieli na prośbę Agencji Reutera o skomentowanie tych doniesień. Ale to tylko część większej układanki.

    Pentagon buduje siłę bojową AI

    Teraz Pentagon oficjalnie ogłosił współpracę z ośmioma Big Techami. Lista jest imponująca: SpaceX Elona Muska, OpenAI (twórca ChatGPT), Google, Microsoft, Nvidia, Amazon Web Services, Oracle i Reflection – startup zajmujący się sztuczną inteligencją.

    Pentagon zapewnił, że modele i możliwości sztucznej inteligencji tych firm zostały dopuszczone do „zgodnego z prawem użytku operacyjnego”.

    „Niniejsze umowy przyspieszają transformację w kierunku ustanowienia armii Stanów Zjednoczonych jako siły bojowej, w której priorytetem jest sztuczna inteligencja, i wzmocnią zdolność naszych żołnierzy do utrzymywania przewagi decyzyjnej we wszystkich dziedzinach prowadzenia wojny” – czytamy w oświadczeniu Pentagonu.

    Potencjał firm zostanie wykorzystany w najbezpieczniejszych systemach informatycznych Pentagonu w celu „usprawnienia syntezy danych, zwiększenia zrozumienia sytuacji i wsparcia decyzji podejmowanych przez żołnierzy w złożonych środowiskach operacyjnych”.

    Tu pojawia się pytanie: ile to kosztuje? W ubiegłym roku Pentagon zawarł porozumienia z czołowymi firmami AI. Wartość każdego z nich opiewała na 200 mld dol..

    Spór z Anthropic: historia pełna zwrotów akcji

    Do niedawna Claude firmy Anthropic był jedynym modelem sztucznej inteligencji dostępnym w tajnej sieci Pentagonu. Ale sytuacja się zmieniła.

    Prezydent Donald Trump ogłosił, że administracja zerwie powiązania z firmą po tym, jak Anthropic wycofał się z warunków, które zezwalały wojsku na używanie Claude’a do „wszelkich zgodnych z prawem celów”, w tym do produkcji autonomicznej broni i masowego nadzoru.

    Pentagon uznał firmę Anthropic za „zagrożenie dla łańcucha dostaw”. W odpowiedzi Anthropic pozwał administrację Trumpa, a sędzia federalny w Kalifornii w zeszłym miesiącu zablokował działania rządu.

    Ale historia ma kolejny rozdział. Po trwającym od lutego sporze administracja Trumpa wznowiła w ostatnich tygodniach rozmowy z Anthropic. Przyczyną było ogłoszenie przez firmę osiągnięcia ważnych przełomów technologicznych.

    Jej dyrektor generalny, Dario Amodei, odwiedził w zeszłym miesiącu Biały Dom. Zaprezentował Mythos – przełomowy model sztucznej inteligencji, który potrafi identyfikować zagrożenia cyberbezpieczeństwa.

    Wojna przyszłości już się kształtuje

    Jak podkreślił Reuters, Pentagon chce zachować pełną elastyczność w sferze obronności i nie ryzykować wyposażania systemów uzbrojenia w mało wiarygodne AI.

    Teraz ma do dyspozycji narzędzia od największych światowych gigantów. To nie tylko oprogramowanie – to strategiczna decyzja, która może zdefiniować przyszłość bezpieczeństwa narodowego. Era AI w wojsku oficjalnie się rozpoczęła.

  • Letnie plany lecą w powietrze? Dwa giganty tną połączenia z Polski

    Letnie plany lecą w powietrze? Dwa giganty tną połączenia z Polski

    Czy właśnie sprawdziłeś letnie rozkłady lotów, tylko po to, by odkryć, że twoje ulubione połączenie zniknęło? Nie jesteś sam. W ostatnich dniach dwie wiodące linie lotnicze ogłosiły masowe cięcia, które bezpośrednio uderzą w polskich pasażerów.

    Lufthansa: gigantyczne cięcia przez paliwo

    To jedna z największych korekt siatki połączeń w Europie. Lufthansa odwoła do października aż 20 tysięcy lotów, a zmiany obejmą także połączenia z Polski. Od 20 kwietnia do końca maja każdego dnia znika z rozkładu około 120 lotów.

    Decyzja uderzy bezpośrednio w polskich podróżnych. Zawieszone zostały loty z Frankfurtu do Bydgoszczy i Rzeszowa, przynajmniej tymczasowo. To efekt nagłego zamknięcia spółki zależnej Cityline, która obsługiwała część krótszych tras.

    Ale to nie wszystko. Zmiany dotyczą też innych polskich lotnisk. Z końcem maja zniknie także połączenie z Katowic do Frankfurtu, obsługiwane przez Air Dolomiti. Lufthansa zapowiada, że 10 tras będzie realizowanych przez inne lotniska, w tym m.in. w Gdańsku i Wrocławiu.

    Cięcia dotyczą głównie nierentownych połączeń krótkodystansowych. To właśnie te trasy najmocniej odczuły wzrost kosztów operacyjnych.

    A mówiąc o kosztach, tu właśnie jest pies pogrzebany. Jednym z kluczowych powodów decyzji są ceny paliwa. Od początku wojny z Iranem koszt paliwa lotniczego podwoił się. Lufthansa szacuje, że dzięki ograniczeniu lotów zaoszczędzi ponad 40 tysięcy ton paliwa.

    Ryanair zamyka bazę w Grecji

    Tymczasem nad Morzem Egejskim rozgrywa się inny dramat transportowy. Ryanair zamknie swoją bazę operacyjną w Salonikach 25 października. Decyzja ma związek z nieudanymi negocjacjami z operatorem lotniska, firmą Fraport, która zaproponowała podwyżkę opłat o 15 proc.

    I tu też Polska jest na celowniku. Z rozkładu mają zniknąć bezpośrednie loty do Salonik z Poznania oraz z Nowego Dworu Mazowieckiego (lotnisko w Modlinie). Połączenia te funkcjonować będą jedynie do końca sezonu letniego.

    Jest jednak iskierka nadziei dla miłośników Grecji z południa Polski. W sezonie zimowym loty z Krakowa do Salonik będą realizowane dwa razy w tygodniu – w piątki i niedziele. Przewoźnik planuje zwiększenie częstotliwości od wiosny.

    Co to oznacza dla twojej kieszeni?

    Branża zwraca uwagę, że ograniczenie liczby połączeń często przekłada się na wzrost cen biletów na pozostałych trasach. Mniejsza konkurencja i podaż zwykle prowadzą do wyższych stawek.

    Mimo cięć, Lufthansa zapewnia, że pasażerowie nadal będą mieli dostęp do globalnej siatki połączeń przez swoje sześć głównych hubów. Firma podkreśla również, że pracuje nad zabezpieczeniem dostaw paliwa przed sezonem letnim.

    Podsumowując: jeśli planujesz podróż z mniejszych polskich portów lotniczych lub konkretnie do Salonik, czas najwyższy zweryfikować rozkłady. Twoje ulubione, tanie połączenie może już nie istnieć. Śledź komunikaty linii – w tym niestabilnym czasie mogą być one twoim najważniejszym źródłem informacji.

  • XRP za 1000 dolarów? Jeden kluczowy warunek dzieli nas od powtórki cudu z 2017 roku

    XRP za 1000 dolarów? Jeden kluczowy warunek dzieli nas od powtórki cudu z 2017 roku

    Czy XRP może w 2026 roku powtórzyć legendarny, 768-krotny wzrost z 2017 roku? W sieci buzuje od dyskusji, a w centrum debaty znajduje się jeden, często pomijany czynnik. Oto, co mówią liczby i dlaczego wielu ekspertów podchodzi do takich prognoz z dystansem.

    Czy XRP czeka powtórka z historii?

    W 2017 roku cena XRP wystrzeliła z zaledwie 0,005 USD do 3,84 USD. Ten oszałamiający, 768-krotny skok był napędzany tzw. szokiem podażowym, który sztucznie ograniczył dostępność tokenów. Co ciekawe, wówczas XRP tymczasowo oderwało się od trendów Bitcoina i podążało własną ścieżką.

    Teraz, w 2026 roku, w sieci powraca gorąca dyskusja. Na podstawie tego historycznego mnożnika pojawiła się teoretyczna projekcja. Według niej, gdyby podobny szok podażowy wystąpił dziś, XRP mogłoby osiągnąć nawet 1044 USD.

    🔔 In 2017 $XRP Spiked From $0.005 To $3.84 Due To Supply Shock
    Prior to the SEC attack on Ripple, $XRP saw a decouple From $BTC
    That was a 768x Gain
    If we see another supply shock, A 768x Gain From Today’s Price Would Price $XRP at $1,044
    — Crypto Dyl News (@cryptodylnews) April 29, 2026

    Ale zaraz, zaraz… To nie jest żadna oficjalna prognoza. To czysto matematyczne założenie, oparte na przeszłych wynikach. Autorzy sami zaznaczają, że to teoretyczna projekcja, a nie potwierdzony scenariusz rynkowy.

    Fundamenty vs. realia rynku: wielka debata

    Sprawa się komplikuje, bo opinie inwestorów są podzielone. Część z nich twierdzi, że XRP ma dziś znacznie silniejsze podstawy niż w 2017 roku. Mówią o większej użyteczności, rozwiniętych partnerstwach i większej przejrzystości regulacyjnej.

    Ich argument jest prosty: skoro wcześniejszy wzrost nastąpił bez tych atutów, to dlaczego lepsze fundamenty nie miałyby sprzyjać kolejnemu dużemu ruchowi? Na to pytanie odpowiedź ma druga strona barykady.

    Inni uczestnicy debaty, jak użytkownik o pseudonimie Virachocha, kwestionują zasadność takich porównań. Ich zdaniem warunki z 2017 roku były wyjątkowe i nie do powtórzenia. Dzisiejszy rynek jest zupełnie inny.

    Jeden kluczowy warunek: podaż

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Największą przeszkodą dla tak spektakularnego wzrostu jest dziś znacznie większa podaż tokenów w obiegu i wyższa płynność rynku. W przeciwieństwie do 2017 roku, XRP funkcjonuje na globalnym, bardziej dostępnym rynku.

    To generuje ciągłą presję sprzedażową. W komentarzach pod wpisem Crypto Dyl News padł kluczowy warunek: bez istotnego mechanizmu redukcji podaży, takiego jak agresywny model spalania tokenów, warunki sprzed lat prawdopodobnie się nie powtórzą.

    To właśnie ten „niewidoczny” warunek dzieli XRP od teoretycznego rekordu. Współczesny rynek kryptowalut jest znacznie bardziej dojrzały, płynny i regulowany. Powtórzenie identycznych warunków z 2017 roku wydaje się co najmniej wątpliwe.

    Większy obrazek: co z resztą rynku?

    Debata o XRP toczy się na tle szerszych prognoz dla całego sektora. Część analityków wskazuje, że rynek kryptowalut może nie być jeszcze gotowy na pełnoprawną hossę. Przeciwnie, drugi kwartał 2026 roku może przynieść wyraźne spadki.

    W pesymistycznym scenariuszu Bitcoin mógłby spaść nawet poniżej 58 000 USD, co oznaczałoby korektę rzędu 25–30%. Na Ethereum mogłaby spaść jeszcze większa presja, z ceną zbliżającą się do około 1 600 USD.

    Takie ruchy wpisywałyby się w historyczne schematy, gdzie silne wzrosty często poprzedzane są gwałtownymi spadkami. Na nastroje wpływ mogą mieć także rynki tradycyjne, jak potencjalna korekta indeksu S&P 500, oraz decyzje Rezerwy Federalnej.

    Podsumowanie: historia inspiruje, ale nie przewiduje

    Czy XRP ma szansę na powtórkę z 2017 roku? Liczby dają teoretyczną nadzieję, ale realia rynku każą zachować ostrożność. Debata jasno pokazuje jedno: historia może inspirować, ale nie zastępuje analizy obecnej struktury rynku.

    Kluczem jest podaż. Bez mechanizmu jej realnego ograniczenia, trudno mówić o powtórzeniu historycznego szoku. W miarę jak XRP ewoluuje na bardziej uregulowanym rynku, interpretacje jego przeszłych wyników pozostaną punktem spornym. Pytanie o potencjał kolejnego „cudu” prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej.

  • WIG20 przed historycznym przełomem? Wszystko wisi na jednym kluczowym poziomie

    WIG20 przed historycznym przełomem? Wszystko wisi na jednym kluczowym poziomie

    Czy WIG20 jest gotowy na wybicie, które zmieni wszystko? Wszystkie oczy skierowane są teraz na jeden, konkretny pułap.

    Walka o 3500 punktów

    Dla głównego indeksu GPW poziom 3500 punktów to aktualnie granica „być albo nie być”. Jak podkreśla Mikołaj Sobierajski z XTB, jego zdecydowane przekroczenie będzie otwierało przestrzeń dla silnego trendu wzrostowego, który powinien być kontynuowany w kolejnych miesiącach.

    To coś więcej niż techniczny sukces – to sygnał do fundamentalnej zmiany psychologii tłumu, który może przekuć niepewność w samonapędzającą się hossę. Początek maja historycznie sprzyja napływom kapitału zagranicznego na polski rynek. Jeśli do tego dojdzie wyraźne wybicie powyżej 3500 pkt, może uruchomić się mechanizm, w którym wzrost przyciągnie kolejnych kupujących.

    Dwa główne wyzwania

    Ale droga do sukcesu nie jest prosta. Analitycy wskazują na potężne bariery techniczne. Według Pawła Danielewicza z BM Santandera, głównym wyzwaniem dla byków pozostaje węzeł Fibonacciego w okolicy 3470-3495 punktów. Kupujący już dwukrotnie atakowali tę barierę, ale na razie bez powodzenia. Jej trwałe wybicie wygenerowałoby sygnał kontynuacji hossy.

    Z drugiej strony, kluczowym sygnałem słabości, mogącym doprowadzić do zmiany trendu, byłoby przebicie wiarygodnego wsparcia w rejonie 3015-3030 punktów. Rynek balansuje więc między tymi dwoma kluczowymi poziomami.

    Co napędza i co hamuje GPW?

    Kwietniowa sesja wystawiła cierpliwość inwestorów na próbę poprzez geopolityczne turbulencje i presję inflacyjną. Mimo to warszawski parkiet wykazał zadziwiającą odporność.

    Ciekawy przykład? Pomimo presji regulacyjnej związanej z rządowym programem „Ceny Paliw Niżej”, który miał bezpośredni wpływ na przychody Orlenu, kurs akcji paliwowego giganta kontynuował wzrosty. – To pokazuje, że inwestorzy nie przestraszyli się potencjalnych przeszkód – komentuje Sobierajski.

    Banki w roli głównej

    Jednym z najsilniejszych filarów rynku okazuje się sektor bankowy. Mimo że oczekiwania na początku roku były dosyć pesymistyczne, finalne przychody sektora zaskoczyły nawet największych optymistów.

    Decyzja Rady Polityki Pieniężnej o utrzymaniu stóp procentowych, a nawet perspektywa ich ewentualnej podwyżki pod koniec roku, tworzy dla banków korzystne warunki dla marży odsetkowej netto. Analityk XTB wprost wskazuje sektor bankowy jako jeden z najlepszych wyborów inwestycyjnych na polskim rynku kapitałowym w obecnych realiach.

    Czarny scenariusz: podatek od zysków nadzwyczajnych

    Nie wszystko jest jednak optymistyczne. Na horyzoncie pojawia się istotne ryzyko regulacyjne – planowany podatek od zysków nadzwyczajnych. Projektowana ustawa ma dotknąć przede wszystkim Orlen, ale jej konsekwencje mogą być znacznie szersze.

    – Ta ustawa ma mieć dalekosiężne konsekwencje, ponieważ wszystkie kolejne spółki, które w podobny sposób zanotowałyby nadprogramowe zyski, musiałyby się podzielić ze Skarbem Państwa, co może mieć wpływ na ich notowania – ostrzega Mikołaj Sobierajski.

    Czy czeka nas historyczny zwrot?

    Rynek stoi na rozdrożu. Z jednej strony mamy potężny opór techniczny, walkę o psychologiczną barierę 3500 punktów i realne ryzyko regulacyjne. Z drugiej – sezonowy napływ kapitału, zaskakująco dobre wyniki banków oraz udowodnioną w kwietniu odporność na zewnętrzne wstrząsy.

    Wybicie powyżej kluczowego oporu może otworzyć drzwi do wielomiesięcznej hossy. Porażka i zejście poniżej wsparcia oznaczałyby odwrócenie trendu. Gra toczy się o wysoką stawkę, a maj może przynieść rozstrzygnięcie.

  • Dolar poniżej 3 zł i nowy rekord złota? Sprawdzamy, co mówią fundamenty

    Dolar poniżej 3 zł i nowy rekord złota? Sprawdzamy, co mówią fundamenty

    Czy amerykańska waluta faktycznie traci swój blask? A może to złoto, mimo chwilowej przeceny, szykuje się do historycznego rajdu? Przeanalizowaliśmy najnowsze prognozy ekspertów i dane z rynku – oto, co może czekać nas w najbliższych miesiącach.

    Dolar pod presją? Scenariusz kursu poniżej 3 zł staje się realny

    Konflikt na Bliskim Wschodzie tylko chwilowo wzmocnił dolara. Według analityka Piotra Bujko obecne odbicie na kursie USD/PLN to raczej korekta niż trwały zwrot trendu. Inwestorzy wciąż skupiają się na fundamentach makroekonomicznych, które wskazują na potencjalne osłabienie amerykańskiej waluty.

    Kluczowym czynnikiem jest zmiana polityki Rezerwy Federalnej. Po latach restrykcyjnej polityki monetarnej (2022–2025) widać sygnały powrotu do zwiększania płynności. Skup krótkoterminowych obligacji oraz możliwa zmiana kierownictwa sugerują, że priorytetem staje się wsparcie gospodarki i rynków finansowych.

    W praktyce oznacza to większą podaż dolara, co historycznie prowadziło do jego osłabienia.

    Zdaniem Bujki, kurs USD/PLN poniżej 3 zł staje się realnym scenariuszem długoterminowym. Analiza historyczna pokazuje, że przy sprzyjających warunkach kurs dolara wobec złotego może spaść znacząco niżej niż obecnie. W 2008 roku polska waluta potrafiła sprowadzić kurs nawet w okolice 2 zł.

    Złoto vs. S&P 500: kto naprawdę wygrywa?

    Warren Buffett przez dekady przekonywał, że złoto nie jest godnym magazynem wartości i rekomendował fundusz indeksowy S&P 500. Rynek szybko wystawił rachunek tej opinii – od jego słynnej deklaracji z 2005 roku złoto przebiło S&P 500 o 120 punktów procentowych.

    Pięcioletnie dane mówią same za siebie. SPDR Gold Shares ETF zyskał 151%, podczas gdy Vanguard S&P 500 ETF odnotował 82% całkowitego zwrotu – różnica 69 punktów procentowych na korzyść złota. Jednak długoterminowe dane odwracają obraz: w horyzoncie 30-letnim S&P 500 bije złoto z przewagą sięgającą 700 punktów procentowych.

    Odpowiedź nie musi być binarna. Strategowie z Charles Schwab potwierdzają, że złoto systematycznie dominuje nad akcjami w warunkach ekstremalnej inflacji i głębokich zawirowań geopolitycznych. Rozsądne podejście to portfel hybrydowy: zdecydowana większość kapitału w funduszu indeksowym S&P 500 i niewielki procent w złocie jako buforze na czarne scenariusze.

    Bank of America nie traci wiary: cel 6000 USD za uncję

    Pomimo krótkoterminowej korekty, Bank of America pozostaje konsekwentny i utrzymuje 12-miesięczny cel dla złota na poziomie 6000 USD za uncję. Bank argumentuje to trzema kluczowymi czynnikami: rosnącymi deficytami fiskalnymi USA, ograniczoną podażą złota oraz niskim udziałem tego metalu w portfelach inwestorów.

    Prognozy wskazują, że obecna korekta może być jedynie przystankiem w szerszym trendzie wzrostowym. Bank podniósł średnią prognozę ceny złota na 2026 rok do ponad 5000 USD za uncję, sugerując przyspieszenie wzrostów w kolejnych kwartałach.

    John LaForge z Ned Davis Research dodaje, że właśnie teraz jest najlepszy moment na budowanie długoterminowej pozycji w kruszcu. Jego główny wskaźnik sentymentu osiągnął poziom ekstremalnego pesymizmu, który historycznie wielokrotnie poprzedzał odwrócenie trendu.

    Rekordowe buybacki w S&P 500 i ostrzeżenie Buffetta

    Firmy z indeksu S&P 500 zatwierdziły rekordowe programy skupu akcji własnych już na początku 2026 roku. W ciągu pierwszych czterech miesięcy autoryzowano skupy o wartości aż 665 miliardów dolarów. Jeśli tempo się utrzyma, całkowita wartość buybacków może przekroczyć 1,55 biliona dolarów, bijąc rekord z poprzedniego roku.

    Tymczasem Warren Buffett bije na alarm podczas dorocznego spotkania Berkshire Hathaway. Jego zdaniem współczesne rynki coraz bardziej przypominają „kościół z dobudowanym kasynem”, gdzie obok długoterminowego inwestowania rozwija się kultura szybkiego zarabiania.

    BUFFETT SAYS US HAS NEVER HAD MORE INVESTORS IN A „GAMBLING MOOD” BUT OPPORTUNITIES STILL EXIST

    Buffett ostrzega przed rosnącą falą spekulacji, szczególnie krytykując opcje jednodniowe, które – według niego – nie mają nic wspólnego z analizą fundamentalną. Jego przesłanie jest jasne: w świecie pełnym krótkoterminowych pokus kluczowe pozostaje podejście długoterminowe.

    Bitcoin i polski WIG20: co dalej?

    Statystyki pokazują, że Bitcoin często radzi sobie wyjątkowo dobrze w maju. Dane historyczne wskazują średnią stopę zwrotu na poziomie blisko 8% oraz dodatnie zamknięcia w około 60% przypadków. Obecny rok stawia BTC w nietypowej sytuacji – po odbiciu w marcu i kwietniu, może on celować w trzeci „zielony” miesiąc z rzędu, co zdarzyło się dotąd tylko raz, w 2019 roku.

    Na krajowym podwórku WIG20 stoi u progu historycznego starcia z barierą 3500 punktów. Głównym motorem napędowym odporności indeksu okazał się sektor bankowy, który zyskał na jastrzębim podejściu Rady Polityki Pieniężnej. Utrzymanie stóp procentowych na wysokim poziomie pompuje marże odsetkowe banków.

    Podsumowując: choć rynki pełne są sprzecznych sygnałów, fundamenty wskazują na wyraźne trendy. Osłabienie dolara, strukturalne argumenty za wzrostem złota oraz rekordowe buybacki w USA – to tematy, które będą kształtować najbliższe kwartały. Decyzja, po której stronie się opowiedzieć, należy do inwestorów, którzy – jak przypomina Buffett – powinni pamiętać o długoterminowej perspektywie.

  • Nike zamyka kluczowe biura technologiczne. Polski oddział na liście zwolnień

    Nike zamyka kluczowe biura technologiczne. Polski oddział na liście zwolnień

    Czy słynny globalny gigant sportowy traci rozpęd? Nike właśnie potwierdził szczegóły szeroko zakrojonej restrukturyzacji, która obejmie 1,4 tysiąca stanowisk na całym świecie. A co kluczowe dla polskiego rynku pracy – wśród placówek wygaszanych przez koncern znalazło się także biuro technologiczne w Polsce.

    To efekt ogłoszonej dwa tygodnie temu strategii „Win Now”, która ma pomóc firmie odzyskać dynamikę. Ale liczby mówią same za siebie.

    Technologia na pierwszej linii cięć

    Zdecydowana większość z 1,4 tys. zwolnień dotknie dział technologiczny. Jak tłumaczył dyrektor operacyjny Nike, Venkatesh Alagirisamy, zmiany są konieczne, by „przebudować zespół IT, zmodernizować produkcję systemów Air oraz zintegrować łańcuchy dostaw”.

    — Zmiany te doprowadzą do redukcji około 1,4 tys. ról w globalnych operacjach, z czego większość w technologii — napisał Alagirisamy, przyznając, że decyzje te są „bardzo trudne dla bezpośrednio dotkniętych nimi kolegów”.

    I tu pojawia się polski wątek. Zgodnie z najnowszymi doniesieniami, Nike zamyka swoje centra technologiczne w Atlancie, Chinach oraz właśnie w Polsce. Koncern argumentuje, że przenosi operacje IT bliżej głównych biur korporacyjnych, by szybciej reagować na potrzeby biznesu.

    Nie pierwszy taki ruch giganta

    Dla Nike to jednak nie pierwsza taka decyzja w ostatnich miesiącach. To raczej kolejna faza trwającego procesu.

    W styczniu pracę straciło 775 osób, głównie w amerykańskich centrach dystrybucyjnych. Z kolei zeszłego lata miała miejsce runda zwolnień obejmująca około 1 proc. personelu korporacyjnego.

    Zarząd podkreśla, że obecne działania to kontynuacja dostosowywania firmy do tempa współczesnego rynku i przyspieszenia wzrostu. Nowa strategia CEO Elliotta Hilla, który kieruje firmą od dwóch lat, oznacza m.in. odchodzenie od starego modelu sprzedaży i przebudowę całego łańcucha dostaw.

    Nowa mapa technologiczna Nike

    Gdzie zatem będą się teraz koncentrować siły technologiczne giganta? Firma wskazuje na dwa główne ośrodki: Philip H. Knight Campus w Beaverton oraz Nike India Technology Center.

    Jak podaje Business Insider, oprócz tych lokacji Nike planuje utrzymać centra technologiczne w pobliżu swoich biur korporacyjnych w Europie i Chinach. To oznacza konsolidację i większą centralizację kluczowych zespołów.

    Co stoi za decyzjami? Spadająca sprzedaż

    Restrukturyzacja nie dzieje się w próżni. Zbiega się w czasie z mało optymistycznymi prognozami finansowymi koncernu.

    W raporcie za trzeci kwartał fiskalny Nike ostrzegło inwestorów, że sprzedaż będzie nadal spadać do końca roku. Największym problemem pozostaje rynek chiński, gdzie w obecnym kwartale przewidywany jest spadek sprzedaży o aż 20 proc.

    W obliczu takiego spadku popytu w Państwie Środka, zarząd zmuszony jest szukać oszczędności i zwiększać efektywność operacyjną. Niestety, dla pracowników na całym świecie, w tym w Polsce, przekłada się to na niepewność i wypowiedzenia.

    Dla globalnego rynku to sygnał, że nawet najwięksi gracze nie są odporni na wyzwania. A dla polskiego sektora technologicznego – konkretna, bolesna lekcja ekonomii.

  • Koniec z eskalacją? USA wstrzymują projekt „Wolność” i szukają pokoju z Iranem. Rynki eksplodują

    Koniec z eskalacją? USA wstrzymują projekt „Wolność” i szukają pokoju z Iranem. Rynki eksplodują

    Jeszcze dwa dni temu groźba poważnej wojny wisiała w powietrzu. Dziś? Stany Zjednoczone wstrzymują operację i szukają porozumienia. Co to oznacza dla rynków i, co ważniejsze, dla Twojego portfela?

    Donald Trump poinformował w nocy, że USA wycofują się na jakiś czas z operacji „Projekt Wolność”, która miała odblokować tranzyt przez strategiczną Cieśninę Ormuz. To radykalna zmiana tonu w ciągu zaledwie 48 godzin.

    Wygląda na to, że Amerykanie nie chcieli ryzykować kolejnych poważnych prowokacji z Iranem – mówi Marek Rogalski, główny analityk DM BOŚ.

    Deeskalacja czy taktyczny odwrót?

    Administracja Trumpa zdaje się za wszelką cenę szukać wyjścia z konfliktu, który mógłby pogrążyć republikanów w listopadowych wyborach połówkowych. Powrotu do poważnych ataków na Iran nie będzie. Przynajmniej nie teraz.

    I tu pojawia się kluczowy kontekst: szczyt USA-Chiny zaplanowany na 14-15 maja. Trump chce go przedstawić jako swój sukces, a drażnienie Xi Jinpinga – dla którego Iran jest strefą wpływów – nie leży w jego interesie.

    Rynki mówią: kupujemy!

    Reakcja była natychmiastowa. Inwestorzy przeszli z trybu ostrożności na „kupowanie ryzyka”.

    • Dolar wyraźnie traci na szerokim rynku.
    • Wall Street znów bije nowe szczyty, napędzana ciągle dobrą passą spółek technologicznych.
    • Ropa naftowa WTI zjechała poniżej psychologicznej granicy 100 USD za baryłkę. Na wykresie zaczyna być widoczna niebezpieczna formacja potrójnego szczytu.

    Ale uwaga! To wszystko dzieje się, mimo że strategicznie sytuacja niewiele się zmienia. Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, a USA utrzymują blokadę ruchu do irańskich portów. Wojna jest „zamrożona”.

    Co dalej? Pokój w 30 dni?

    Według doniesień agencji Axios, USA intensywnie pracują nad jednostronicowym dokumentem, który miałby stworzyć ramy dla zakończenia konfliktu. To potwierdza scenariusz, w którym Waszyngton desperacko chce wyjść z tej wojny.

    Kluczowe punkty?

    1. Iran ma 48 godzin na ustosunkowanie się do propozycji – możliwe, że chodzi o zawarcie ugody jeszcze przed szczytem z Chinami.
    2. Cieśnina Ormuz ma być „stopniowo” odblokowywana w ciągu miesięcznych negocjacji.

    Rynki interpretują te doniesienia jednoznacznie – jako sygnał do deeskalacji. Ale czy słusznie? Nadzieje na realne porozumienie pokojowe są wciąż oceniane jako niewielkie.

    Nie tylko Bliski Wschód: Jen i dzisiejszy kalendarz

    Na rynku walutowym uwagę zwraca kolejna interwencja Banku Japonii na rynku jena. Para USD/JPY zjechała do poziomu 155. Japońscy decydenci realizują obietnicę przeszkadzania spekulantom, choć realny wpływ na długoterminowy trend jena może być ograniczony.

    Dzisiaj inwestorzy będą też śledzili:

    • Dane ADP z rynku pracy USA (godz. 14:15).
    • Wystąpienia członków FED – Musalema i Goolsbee’go.

    Czy to początek trwałej poprawy nastrojów? Czy tylko chwilowe odprężenie przed kolejnym zwrotem akcji? Jedno jest pewne: administracja Trumpa dała rynkom dokładnie to, czego chciały – chwilę wytchnienia. Jak długo ono potrwa, zależy teraz od Teheranu.

    Na podstawie analiz m.in. z serwisu Comparic.pl.

  • Układy z KNF-em tylko „w ciemno”? Nadzór zmienia zasady gry dla spółek

    Układy z KNF-em tylko „w ciemno”? Nadzór zmienia zasady gry dla spółek

    Czy wyobrażasz sobie przyznanie się do winy, nie znając wysokości kary? Tak właśnie może wyglądać nowa rzeczywistość dla spółek giełdowych w sporach z Komisją Nadzoru Finansowego. Nadzorca przedstawił nowe stanowisko, które znacząco ogranicza możliwość zawierania układów w postępowaniach sankcyjnych.

    Przyspieszenie czy presja?

    Do tej pory spółki mogły pójść na ugodę z KNF na etapie odwoławczym, czyli po złożeniu wniosku o ponowne rozpatrzenie decyzji karnej. Teraz będzie to możliwe najpóźniej w I instancji – czyli przed wydaniem przez Komisję ostatecznej decyzji. Według Piotra Haiduka, partnera w kancelarii Romanowski i Wspólnicy, oznacza to, że aby pójść na układ, spółki muszą przyznać się do winy, nie znając jeszcze wymiaru kary.

    „Celem KNF jest, aby podmioty wnioskujące o układ usuwały naruszenia jak najwcześniej, tj. przed wszczęciem postępowania albo w toku postępowania I instancji, a nie oczekiwały na rozstrzygnięcie decyzji I instancji i dokonywały oceny, czy w świetle nałożonej kar 'opłacalne’ jest dla nich wejście w układ i uzyskanie pomniejszonej kary” – mówi Jacek Barszczewski, dyrektor departamentu komunikacji społecznej KNF.

    Dlaczego to ważna zmiana?

    Postępowania sankcyjne nie są przelewki. Kary mogą być gigantyczne. Firma inwestycyjna może dostać karę do kwoty 21,3 mln zł lub do 10% rocznego przychodu. Z kolei emitent papierów wartościowych, który nienależycie wykonuje obowiązki informacyjne, może liczyć się z karą do 10,4 mln zł lub 2% przychodu.

    Układ był dotąd szansą na złagodzenie tych kwot. Przepisy pozwalają na obniżenie kary pieniężnej nawet od 20 do 90 procent w stosunku do kary, która zostałaby nałożona bez ugody. W praktyce pójście na układ często oznaczało obniżenie kary o nawet 50%.

    Nowe zasady = więcej sporów sądowych?

    Krytycy zmian nie mają wątpliwości – nowe stanowisko KNF może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

    „Moim zdaniem efekt nowego stanowiska może być przeciwny do zamierzonego. Dotychczas możliwość zawarcia układu także na etapie postępowania odwoławczego mogła stanowić zachętę do przyjęcia stanowiska KNF… Obecnie takiej zachęty nie będzie i strona jest raczej kierowana w stronę sporu sądowego z nadzorem” – uważa Piotr Haiduk.

    Zdanie to podziela dr Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Jego zdaniem zmiana zwiększy presję na godzenie się na układ, nawet bardzo niekorzystny, bo będzie to pierwsza i ostatnia szansa na takie rozwiązanie.

    Kto ostatnio odczuł moc KNF?

    Urząd w ostatnich miesiącach nie żartuje z wysokimi karami. Spójrzmy na liczby:

    • Santander Bank Polska (obecnie Erste Bank Polska): 21,1 mln zł kary za naruszenia w działalności inwestycyjnej.
    • XTB: 20 mln zł za niewłaściwe badanie wiedzy klientów i oferowanie zbyt ryzykownych instrumentów.
    • LPP: 15 mln zł za nienależyte wykonanie obowiązków informacyjnych w raporcie za rok 2021/22.

    Co ciekawe, kancelaria Romanowski & Wspólnicy reprezentuje właśnie dwie ostatnio ukarane spółki – XTB i LPP.

    Nowa era dialogu z regulatorem?

    Kluczowy zarzut krytyków jest taki: nowe zasady nie sprzyjają uczciwemu dialogowi. Spółka musi „zgadywać”, na jaką sankcję się naraża, decydując się na układ.

    „Teraz emitent będzie musiał zgadywać jaka sankcja może być przyznana przez nadzór. Bardziej to wygląda jak skazanie bez rozprawy… Trudno przyjąć, aby takie podejście wzmacniało dialog regulatora z rynkiem” – argumentuje Piotr Haiduk.

    W 2024 roku na układ z KNF poszło 9 podmiotów, w 2025 – 12, a w obecnym – 6. Tylko trzy z nich to emitenci giełdowi: LPP, Alior Bank oraz Quercus TFI. Czy po zmianach ta lista będzie jeszcze krótsza? O tym przekonamy się w najbliższych miesiącach. Jedno jest pewne – gra z nadzorcą właśnie stała się znacznie trudniejsza.