Blog

  • Twoje oszczędności w ZUS zaraz skoczą o 10%. Zobacz, o ile może wzrosnąć twoja przyszła emerytura

    Twoje oszczędności w ZUS zaraz skoczą o 10%. Zobacz, o ile może wzrosnąć twoja przyszła emerytura

    Co zyskasz, jeśli zaczekasz z emeryturą zaledwie kilka tygodni? Nawet 380 zł więcej co miesiąc – wszystko dzięki corocznej waloryzacji kapitału, którą ZUS przeprowadza w czerwcu. W tym roku wskaźnik jest naprawdę solidny.

    Co to za czerwcowa magia w ZUS?

    Co roku w czerwcu Zakład Ubezpieczeń Społecznych zwiększa wartość składek zgromadzonych na naszych kontach emerytalnych. To tzw. waloryzacja kapitału. Podwyższeniu podlega stan środków zebranych do 31 grudnia roku poprzedniego. Proces ten dotyczy wszystkich pracujących, którzy jeszcze nie pobierają świadczenia. Co ważne, waloryzacji podlegają też środki na subkoncie w ZUS, które posiada każdy urodzony po 1968 roku.

    Jeśli to możliwe, warto zaczekać kilka tygodni i złożyć wniosek już w lipcu.

    Mówiąc wprost: przejście na emeryturę po waloryzacji gwarantuje wyższe miesięczne świadczenie. Dlaczego? Bo ZUS dzieli zgromadzony kapitał przez średnią liczbę miesięcy dalszego życia. Większy kapitał = wyższa emerytura.

    Ile dokładnie wyniesie podwyżka w 2026 roku?

    Resort rodziny podał już konkretną liczbę. Wskaźnik waloryzacji za 2025 r. wyniesie 9,81 proc. Oznacza to, że zgromadzone środki wzrosną niemal o jedną dziesiątą. To najmniej od czterech lat, ale wciąż bardzo dobry wynik – w XXI wieku tylko pięć razy waloryzacja była wyższa.

    Wysokość tej dopłaty zależy od inflacji oraz tempa wzrostu przypisu składek z poprzedniego roku. Niższa inflacja w 2025 roku przełożyła się na nieco niższy, ale wciąż imponujący wskaźnik.

    Konkretne liczby: ile możesz zyskać?

    Przeciętny stan konta Polaka w ZUS szacuje się na ok. 300 tys. zł. Po czerwcowej waloryzacji kwota ta skoczy do prawie 330 tys. zł. Daje to 30 tys. zł wzrostu oszczędności z dnia na dzień!

    Oczywiście, im wyższy stan konta, tym więcej ZUS dopisze. Są osoby, które w tym miesiącu „wzbogacą się” o 70, 80, a nawet 100 tys. zł. Dotyczy to głównie osób z bardzo długim stażem pracy lub tych, które od początku kariery zarabiały bardzo dobrze.

    A teraz najważniejsze: jak to przekłada się na przyszłą emeryturę?

    • Przykład 1: 60-letnia kobieta z kapitałem 500 tys. zł. Przed waloryzacją jej emerytura wyniosłaby 1859 zł. Po waloryzacji, gdy jej kapitał urośnie do 549 tys. zł, świadczenie skoczy do 2042 zł. To ponad 180 zł więcej co miesiąc.
    • Przykład 2: 70-letni mężczyzna z kapitałem 700 tys. zł. Przed czerwcem dostałby 3875 zł. Po dopisaniu waloryzacji (kapitał: 768,5 tys. zł) jego emerytura wyniesie 4256 zł. Różnica to aż 380 zł miesięcznie.
    • Przykład 3: 65-letni mężczyzna z kapitałem 800 tys. zł. Jeśli przejdzie na emeryturę w listopadzie (po waloryzacji), dostanie ok. 3950 zł. Gdyby zrobił to w maju, świadczenie wyniosłoby 3590 zł. Różnica to prawie 400 zł na stałe.

    Kluczowa jest tu zasada: im więcej środków na koncie i im starsza osoba (co oznacza dzielenie kapitału przez mniejszą liczbę miesięcy życia), tym większy skok emerytury po waloryzacji.

    Ważne rozróżnienie: to nie jest waloryzacja dla emerytów

    To kluczowe! Czerwcowa waloryzacja dotyczy wyłącznie kapitału osób pracujących. Emeryci mają swoją osobną waloryzację miesięcznych świadczeń, która odbywa się w marcu. To dwa odrębne procesy.

    Dlatego jeśli myślisz o przejściu na emeryturę, czerwiec jest najmniej korzystnym miesiącem. Warto przeczekać go i złożyć wniosek 1 lipca lub później. Ta jedna decyzja może zapewnić ci kilkaset złotych więcej co miesiąc do końca życia. Twoje przyszłe „ja” ci podziękuje.

  • Bitcoin w zapaści: wieloryby wyprzedają, a 40% podaży jest na stracie. Gdzie jest dno?

    Bitcoin w zapaści: wieloryby wyprzedają, a 40% podaży jest na stracie. Gdzie jest dno?

    Czy Bitcoin wraca do scenariusza z 2022 roku, a może tym razem jest zupełnie inaczej? Nowe analizy firmy CryptoQuant rzucają zimne światło na stan rynku i działanie największych graczy, a eksperci zastanawiają się, czy znany wszystkim czteroletni cykl halvingu jeszcze się powtórzy.

    Wieloryby redukują ekspozycję, a delfiny zwalniają

    Raport CryptoQuant nie pozostawia złudzeń: struktura rynku wyraźnie się pogarsza. Najwięksi posiadacze (tzw. wieloryby z 1 000–10 000 BTC) przeszli z fazy akumulacji do ograniczania ekspozycji. Roczna dynamika ich sald spadła poniżej zera, a obraz rynku zaczyna przypominać ten z bessy w 2022 roku.

    Ale to nie wszystko. Spowolnienie dotyczy też większej grupy instytucjonalnych „delfinów” (100–1 000 BTC), wśród których dominują fundusze ETF i korporacje. Choć ich salda nadal rosną rocznie, tempo wzrostu wyraźnie osłabło. Miesięczny wzrost sald w obu grupach jest bliski zeru, a salda delfinów od września 2025 tworzą coraz niższe szczyty – historyczny sygnał słabnącego popytu.

    Paradoks rekordowych hodlerów

    Tu pojawia się ciekawy paradoks. Choć podaż w rękach długoterminowych inwestorów (hodlerów) osiągnęła rekordowy poziom 15,8 mln BTC, CryptoQuant interpretuje to jako znak ostrzegawczy. Dlaczego?

    Według analityków firmy, tak wysoki udział długoterminowych posiadaczy sugeruje ograniczony napływ nowych uczestników rynku. W praktyce coraz więcej podaży jest zamrożone, a popyt nie rośnie na tyle szybko, by napędzać dalsze wzrosty. Rekord hodlerów może więc maskować problem braku świeżego kapitału.

    Gdzie analitycy szukają dna?

    Tim Sun z HashKey Group szacuje, że po ostatniej korekcie udział podaży BTC w niezrealizowanej stracie wzrósł do niemal 50% – to najwyższy poziom od końca bessy w 2022 r. Gdzie więc może być dno?

    Według jego wyliczeń, obszar absolutnego dna rynku mógłby znajdować się między 40 000 a 45 000 USD. Jednak bardziej prawdopodobny scenariusz to ukształtowanie lokalnego minimum w strefie 55 000–60 000 USD, pod warunkiem braku dalszej eskalacji napięć USA-Iran i utrzymania stóp procentowych Fed.

    Trwałe odbicie rynku będzie zależało przede wszystkim od złagodzenia polityki monetarnej i poprawy globalnych warunków płynnościowych – podkreśla Sun.

    Aż 40% podaży jest „pod kreską”

    Podobne wnioski ma analityk CryptoQuant o pseudonimie „Darkfost”. Jego zdaniem Bitcoin wciąż porusza się w trudnym do nawigacji szerokim przedziale, a około 40% całkowitej podaży BTC znajduje się obecnie na stracie. Przy cenie około 73 700 USD oznacza to, że blisko 40% monet zostało kupionych drożej i jest teraz utrzymywanych poniżej ceny zakupu.

    „BTC kontynuuje handel w klastrze dystrybucji między 66 000 a 80 000 USD, gdzie kupujący i sprzedający wciąż toczą walkę o kontrolę” – napisał Darkfost.

    Czy ten cykl będzie inny? Pytanie o halving

    Tymczasem inny analityk, CryptoCon, patrzy na sytuację przez pryzmat historii cykli. Porównując obecną bessę do poprzednich, doszedł do zaskakującego wniosku.

    Patrząc ściśle na proporcje tej bessy w porównaniu do innych, jasne jest, że ludzie są zbyt zdesperowani, by zamienić to w okazję do zakupu – twierdzi CryptoCon.

    Ekspert kwestionuje nawet święty graal krypto-inwestorów: teorię cyklu halvingu. Jego zdaniem, skoro czteroletni schemat jest już powszechnie znany, rynek może zacząć się przed nim „chronić” poprzez zmienne narracje, a sam cykl może nie powtórzyć się tak, jak dotąd.

    CryptoCon dopuszcza nawet scenariusz „nieudanego cyklu”, w którym Bitcoin nie ustanowi nowego rekordu wszech czasów. Dla porównania przywołuje złoto, które po szczycie z lat 80. spadało przez około trzy dekady, zanim odbiło. Zastrzega jednak, że nie przewiduje takiego losu dla BTC w tym cyklu.

    Podsumowanie: rynek szuka równowagi

    Pogarszająca się aktywność wielorybów, rekordowy, lecz potencjalnie niedźwiedzi udział hodlerów, oraz fakt, że 40-50% podaży jest na stracie, tworzą obraz rynku pod presją. Analitycy wskazują potencjalne strefy dna, ale jednocześnie ostrzegają, że entuzjazm do akumulacji na niższych poziomach może być przedwczesny. Wszyscy zgadzają się w jednym: klucz do trwałego odbicia leży po stronie globalnej płynności i polityki monetarnej głównych banków centralnych.

  • Premier bez umów o pracę? Zobacz, jak Tusk zatrudnia w swoim biurze

    Premier bez umów o pracę? Zobacz, jak Tusk zatrudnia w swoim biurze

    Premier Donald Tusk nie ma ani jednego pracownika na etacie w swoim biurze poselskim. Kto mógłby tak pracować? Okazuje się, że tylko dwie osoby – i to na umowach zlecenie.

    Wyjątek w Sejmie

    Z oficjalnego rocznego sprawozdania finansowego za 2025 rok wynika, że łączny koszt działalności biura premiera to 179,6 tys. zł. Największą część tej kwoty stanowiły wynagrodzenia dla pracowników. Ale jest jeden szczegół: na umowy o pracę premier nie wydał ani złotówki. Całość – 148,1 tys. zł – przeznaczył na umowy zlecenia.

    To kolejny rok z rzędu, kiedy biuro najważniejszego polityka w kraju funkcjonuje bez etatowych pracowników. Jak to możliwe?

    — W biurze pracują dwie osoby, obydwie na podstawie umów zleceń. Decyzja o zawarciu umów zlecenia była decyzją podjętą przez pracowników, ponieważ są oni zatrudnieni na podstawie umów o pracę w innym miejscu — tłumaczą przedstawiciele biura w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

    Premier kontra inni liderzy

    W realiach sejmowych to absolutny wyjątek. Inni partyjni liderzy wybierają tradycyjne ścieżki.

    • Dla porównania, prezes PiS Jarosław Kaczyński w swoim biurze podpisuje wyłącznie umowy o pracę.
    • Co ciekawe, nawet lider Konfederacji Sławomir Mentzen, znany z liberalnych poglądów gospodarczych i sympatii do elastycznych form zatrudnienia, wydał z poselskiego ryczałtu więcej na etaty niż na zlecenia.

    Premier Tusk jest zatem unikalnym przypadkiem.

    Krytyka Lewicy i rosnący trend

    Ta sytuacja nie umknęła uwadze koalicji z Lewicy. Łukasz Michnik, rzecznik Nowej Lewicy, stwierdził dla „Rzeczpospolitej”, że biuro premiera stało się „zwierciadłem, w którym odbijają się realia obecnego rynku pracy w Polsce”.

    A te realia, według danych GUS, są jednoznaczne. Pod koniec drugiego kwartału 2025 r. wyłącznie na umowach cywilnoprawnych zarobkowało już 1,45 mln Polaków. To najwyższy wynik od 2023 roku.

    Dla pracodawców takie rozwiązanie oznacza mniejsze koszty. Dla pracowników – brak stabilizacji, urlopów i płatnych zwolnień lekarskich. Fakt, że taką formę rozliczeń preferuje szef rządu, na pewno nie uciszy dyskusji o problemie tzw. śmieciówek.

    Nie tylko zatrudnienie: zmiany w finansowaniu biur

    Ale to nie koniec nowości dotyczących finansowania działalności parlamentarzystów. W tle pojawiają się też inne zmiany.

    • Od stycznia 2026 roku wzrósł miesięczny ryczałt na prowadzenie biur poselskich do około 25 tys. zł.
    • Podwyższono również ryczałt na wynajem mieszkań w Warszawie dla parlamentarzystów spoza stolicy – do 4,7 tys. zł miesięcznie.
    • Zwiększono także roczny ryczałt hotelowy, który obecnie wynosi 10 tys. zł.

    Nowe zasady dla „kilometrówek”

    Kancelaria Sejmu przygotowała również nowy model rozliczania kosztów podróży służbowych posłów.

    • Za jazdy lokalne w okręgu wyborczym poseł będzie otrzymywał ryczałt odpowiadający 1500 km miesięcznie, bez szczegółowego rozliczania.
    • Rozliczenia będą według stawek ministra infrastruktury: 0,89 zł/km dla aut do 900 cm³ i 1,15 zł/km dla większych oraz elektryków.
    • Oznacza to, że miesięczny ryczałt może wynieść maksymalnie 1725 zł.
    • Wyjazdy poza okręg będą już wymagały szczegółowej delegacji z datą, trasą i liczbą kilometrów.

    Podsumowując, polityka kadrowa w biurze premiera Tuska rzuca nowe światło na dyskusję o elastyczności zatrudnienia w Polsce. Czy najwyższe stanowiska w państwie powinny iść w parze z najwyższymi standardami zatrudnienia? Odpowiedź pozostaje otwarta.

  • AI w urzędach: Rewolucja, którą próbują okiełznać… ale ludzie muszą być

    AI w urzędach: Rewolucja, którą próbują okiełznać… ale ludzie muszą być

    Sztuczna inteligencja już nie tylko mówi o przyszłości, ona dziś pracuje w polskich urzędach. Aż 77 proc. ankietowanych urzędników przyznaje, że ma styczność z technologią AI co najmniej raz dziennie, głównie do wyszukiwania faktów (59 proc.) i redagowania dokumentów (46 proc.). Ale co się stanie, gdy algorytm popełni błąd? Tu pojawia się pierwszy problem.

    Nie ma zrzucania odpowiedzialności na maszynę

    Na cyfrową rewolucję zareagowała szefowa służby cywilnej, Anita Noskowska-Piątkowska. Wydała specjalne wytyczne. Co mówią? Urzędnicy posługujący się AI „muszą się spodziewać konsekwencji, łącznie z odpowiedzialnością dyscyplinarną”. Sztuczna inteligencja nie zdejmuje z człowieka odpowiedzialności za błędy w decyzjach czy pismach. Liczy się tylko efekt końcowy – i ten jest na barkach urzędnika.

    „Urzędnicy posługujący się AI „muszą się spodziewać konsekwencji, łącznie z odpowiedzialnością dyscyplinarną”” – wytyczne szefowej służby cywilnej.

    „Karmienie” AI danymi? To pułapka!

    Drugi potężny hamulec dla pełnego wdrożenia AI w urzędach jest jeszcze większy. To przepisy o ochronie danych osobowych. Urzędnicy nie mogą ot tak „nakarmić” ogólnodostępnych modeli AI poufnymi informacjami o obywatelach. Wprowadzanie danych poufnych do systemów zewnętrznych jest kategorycznie zabronione przez RODO. Bez bezpiecznych, dedykowanych systemów, automatyzacja trudniejszych zadań stoi w miejscu.

    Polski plan: Szkolenia, przepisy i audyt

    Aby opanować ten technologiczny żywioł, państwo przygotowuje systemowe wsparcie. W planach są centralne szkolenia organizowane przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Nad stworzeniem dedykowanych ram prawnych dla służb i urzędników pracuje już Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

    Ale zanim powstaną nowe przepisy, resort musi poznać skalę zjawiska. Obecnie MSWiA prowadzi szeroko zakrojony audyt i zbiera w urzędach informacje o tym, w jaki dokładnie sposób i do jakich zadań AI jest tam obecnie wykorzystywana.

    Polski szturm na unijną AI: Ludzie muszą pozostać

    Tymczasem na poziomie unijnym Polska wyciągnęła ostrzegawczy kartę. Komisja Europejska chce zastąpić sztuczną inteligencją zespół prawników działających w unijnym serwisie doradczym Your Europe Advice (YEA). Serwis udziela bezpłatnych porad przedsiębiorcom i przekazuje sprawy do sieci SOLVIT, która zajmuje się konkretnymi skargami.

    Polska, wspierana przez 23 innych państw członkowskich, ostrzega: likwidacja YEA oznacza paraliż. W 2025 r. do YEA trafiło ponad 20 tys. próśb, eksperci udzielili ponad 14 tys. odpowiedzi. Sieć SOLVIT przyjmuje rocznie prawie 8 tys. zgłoszeń. Gdzie trafiłyby tysiące pytań, gdyby ludzie z YEA odeszli?

    „Brak odnowienia umowy o świadczenie usług YEA doprowadzi do natychmiastowego przekierowania ogromnego napływu zapytań bezpośrednio do sieci SOLVIT” – czytamy w dokumente przygotowanym przez Warszawę. Tysiące skomplikowanych pytań natychmiast zaleją biura SOLVIT, paraliżując system.

    „Choć AI może podnieść wydajność serwisów doradczych, to nie zastąpi dogłębnej analizy prawnej i oceny kontekstowej dokonywanej przez wykwalifikowanych ekspertów.”

    Polski dokument podkreśla: AI może zwiększyć wydajność, ale nie zastąpi dogłębnej analizy prawnej. Ludzka wiedza prawnicza musi pozostawać kluczowa. Wiceszef resortu rozwoju, Michał Baranowski, przedstawił tę inicjatywę w Brukseli.

    Rewolucja AI w administracji trwa, ale jak pokazują zarówno krajowe wytyczne, jak i unijne ostrzeżenia Warszawy, nie ma drogi na skróty. Bez ludzi, ich odpowiedzialności i specjalistycznej wiedzy, systemy mogą się zawalić pod własnym ciężarem.

  • Półtora miliona złotych dziennie wpadają do Polski. Unijny budżet wciąż płynie

    Półtora miliona złotych dziennie wpadają do Polski. Unijny budżet wciąż płynie

    Czy zastanawiałeś się, jak wiele pieniędzy naprawdę wpływa do Polski z unijnego budżetu? Ministerstwo Finansów właśnie opublikło najnowsze dane, które pokazują skalę tego finansowego tsunami. Od początku roku już ponad 10,3 miliarda euro trafiło do naszej gospodarki. I to nie wszystko.

    Polska na gigantycznym plusie

    W samym kwietniu przepływ był naprawdę imponujący: do kraju wpłynęło ponad 1 miliard euro. Od początku 2026 roku sytuacja jest jednoznacznie korzystna dla Polski. Na koniec kwietnia nasze saldo rozliczeń z Brukselą wyniosło niemal 7,2 miliarda euro na plusie. A to oznacza, że w ciągu ostatnich pięciu miesięcy Polska każdego dnia była średnio na plusie około półtora miliona złotych!

    Ministerstwo poinformowało również, że od początku członkostwa w Unii Europejskiej (od 1 maja 2004 r.) Polska otrzymała od Wspólnoty niemal 279 mld euro, a wpłaciła ponad 102,7 mld euro.

    Skąd płyną te gigantyczne środki?

    Najwięcej od początku roku, bo ponad 6,2 miliarda euro, Polska otrzymała z tytułu Polityki Spójności. Kolejne niemal 3,6 miliarda euro trafiło ze Wspólnej Polityki Rolnej.

    Nasze wpłaty do wspólnej kasy, choć znaczące, są znacznie mniejsze. Od stycznia Polska wpłaciła do budżetu UE ponad 3,1 miliarda euro, a w samym kwietniu ponad 776 milionów euro. To właśnie te wpływy i odpływy dają nam w kwietniu saldo na plusie w wysokości 285 milionów euro. W cztery poprzednie miesiące było jeszcze lepiej!

    Warto było czekać?

    Historia bilansu z UE od czasu akcesji robi wrażenie. Od 1 maja 2004 roku Polska otrzymała od Wspólnoty niemal 279 miliardów euro. Za wspólny budżet zapłaciła ponad 102,7 miliardów euro. Tym samym od tego czasu Polska na członkostwie w UE „zarobiła” niemal 175,1 miliardów euro. To suma, która trudno się mieści w głowie.

    Polska pozostaje jednym z największych beneficjentów unijnego budżetu. I te najnowsze dane pokazują, że pozycja ta wciąż jest bardzo mocna. Środki płyną w tempie, które zapewnia stabilność finansowania wielu kluczowych projektów w kraju.

    Podsumowując, pierwsze miesiące 2026 roku pokazują, że współpraca z UE dla Polski oznacza przede wszystkim gigantyczną nadwyżkę finansową. To nie tylko bilans rozliczeń, ale konkretne pieniądze w budżecie, które napędzają rozwój infrastruktury, rolnictwa i wielu innych sektorów. A bilans od akcesji? To już prawdziwa historia finansowego sukcesu.

  • To samo święto, inne miasta! Dwie giełdowe spółki zwołują Walne w jednym terminie

    To samo święto, inne miasta! Dwie giełdowe spółki zwołują Walne w jednym terminie

    Czy inwestorzy będą musieli wybierać? 26 czerwca 2026 roku o godzinie 11:00 to data, którą warto zaznaczyć w kalendarzu. Dlaczego? Ponieważ dokładnie w tym samym momencie odbędą się dwa kluczowe wydarzenia dla polskiego rynku kapitałowego.

    Co łączy INPRO i IZOBLOK?

    Oba podmioty zdecydowały się zwołać swoje Zwyczajne Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy na tę samą godzinę i dzień. Zbieżność terminów jest wręcz fascynująca! To czysty przypadek, czy może strategiczne działanie? W każdym razie, akcjonariusze obu spółek będą mieli przed sobą ważne decyzje.

    Zarząd INPRO S.A. zwołuje na dzień 26 czerwca 2026 roku Zwyczajne Walne Zgromadzenie („Walne Zgromadzenie” lub „WZ”), które odbędzie się o godzinie 11:00 w Novotel Gdańsk Marina w Gdańsku, przy ul. Jelitkowska 20.

    W tym samym czasie, ale w zupełnie innym miejscu Polski, swoje zgromadzenie rozpocznie IZOBLOK S.A.

    Zarząd IZOBLOK S.A. przekazuje ogłoszenie o zwołaniu na dzień 26 czerwca 2026 r. na godzinę 11:00 w Chorzowie przy ul. Legnickiej 15, Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Emitenta.

    Gdzie się wybrać? Decyzja należy do akcjonariuszy!

    Wygląda na to, że fani zarządzania portfelem w Dzień Ojca będą mieli pełne ręce roboty. Gdańsk czy Chorzów? To zależy od tego, w którym z tych spółek trzymacie swoje udziały.

    INPRO zaprasza swoich inwestorów nad morze, do eleganckiego hotelu Novotel Gdańsk Marina. Z kolei IZOBLOK organizuje spotkanie w swojej siedzibie na Śląsku. Dwie różne lokalizacje, ta sama misja: podjęcie kluczowych uchwał dla przyszłości spółek.

    Co znajdziemy w agendach?

    Pełne treści ogłoszeń oraz projekty uchwał zostały już przekazane jako załączniki do oficjalnych raportów bieżących. Parkiet.com już o tym poinformował.

    IZOBLOK dodatkowo udostępnia wszystkie dokumenty na swojej stronie internetowej dla inwestorów. To transparentne podejście, które warto docenić.

    Wszelkie informacje i dokumenty, dotyczące Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia udostępniane są na stronie internetowej Emitenta pod adresem: https://izoblok.pl/relacje-inwestorskie/walne-zgromadzenia/.

    Kto będzie reprezentował spółki?

    W Gdańsku podpis pod dokumentami złożyli Krzysztof Maraszek, Prezes Zarządu INPRO S.A., oraz Elżbieta Marks, Prokurent. W Chorzowie dokumenty sygnowali Przemysław Skrzydlak, Prezes Zarządu IZOBLOK S.A., oraz członek zarządu Stein Inge Liasjø.

    Na co zwrócić uwagę?

    To klasyczny przykład, jak giełdowe życie potrafi płatać figle. Dwie spółki, jeden termin, godzina i minuta. Dla akcjonariuszy posiadających udziały w obu podmiotach oznacza to konieczność wyboru. Dla rynku jest to ciekawy przypadek do obserwacji.

    Jeśli jesteście akcjonariuszem którejś z tych firm, warto już teraz zapoznać się z materiałami. Pełna treść ogłoszeń i projektów uchwał jest dostępna. Pora przeanalizować, jakie decyzje będą podejmowane 26 czerwca.

    W końcu, czy może być lepszy sposób na Dzień Ojca niż udział w Walnym Zgromadzeniu?

    Informacje na podstawie oficjalnych raportów bieżących spółek opublikowanych przez Parkiet.com.

  • Akcyza na paliwa po latach stagnacji? Ministerstwo szykuje rewolucyjną zmianę

    Akcyza na paliwa po latach stagnacji? Ministerstwo szykuje rewolucyjną zmianę

    Czy stawki akcyzy na paliwa wreszcie pójdą w górę? Ministerstwo Finansów ujawniło plany gruntownej zmiany w sposobie ustalania tej daniny, a w centrum zainteresowania znalazły się benzyna i olej napędowy.

    Zmiana paradygmatu

    Resort finansów planuje zmiany w stawce podatku akcyzowego na kolejne okresy. Dotychczasowy kompromis z biznesem z 2021 roku może zostać zastąpiony nowymi, dynamicznymi wskaźnikami makroekonomicznymi, takimi jak prognozowana inflacja.

    Główna zmiana systemowa ma polegać na tym, że nowe stawki podatku akcyzowego nie będą już podawane z góry w określonej kwocie. To prawdziwa rewolucja w podejściu do tego podatku!

    Paliwa na celowniku

    Najbardziej rewolucyjnym elementem nowej strategii jest chęć włączenia do mapy drogowej benzyny oraz oleju napędowego. Wiceminister finansów Jarosław Neneman argumentuje, że stawki akcyzy na te produkty od dłuższego czasu nie rosły.

    I tutaj pojawia się kluczowy kontekst. Ministerstwo Finansów w swoim sprawozdaniu wskazuje na regularny spadek udziału dochodów z akcyzy w relacji do PKB – z poziomu 3,5% w 2016 r. do poziomu 2,4% w 2025 r.

    „Stawki akcyzy na paliwa silnikowe, mające największy udział w dochodach z akcyzy ogółem, od lat utrzymywane są na niezmienionym poziomie lub tymczasowo obniżane” – ocenił resort finansów.

    Problemy z dochodami

    Dochody z podatku akcyzowego w ubiegłym roku przekroczyły 92,5 mld zł, to mniej o ponad 5,6 mld zł od kwoty prognozowanej w ustawie budżetowej na 2025 r. Resort wyjaśnia, że utrzymywanie stawek na nominalnie niezmienionym poziomie prowadzi do sytuacji, gdzie relacja wpływów z akcyzy do PKB spada, ponieważ wzrost spożycia wyrobów akcyzowych jest niższy niż nominalne tempo wzrostu PKB.

    Eksperci już biją na alarm. „Zapowiadana kolejna mapa podwyżek może doprowadzić do załamania się rynku legalnych wyrobów akcyzowych” – alarmuje Szymon Parulski, doradca podatkowy w kancelarii Parulski i Wspólnicy, cytowany przez Business Insider.

    Ryzyko „turystyki akcyzowej”

    Doradcy podatkowi ostrzegają przed niebezpiecznymi konsekwencjami. Ekspert zauważa, że polskie obciążenia fiskalne już teraz przewyższają te w państwach ościennych, co promuje niebezpieczne zjawiska rynkowe.

    „Czy chcemy zachęcać do turystyki akcyzowej, która miała miejsce przed wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej, kiedy Polacy chętnie jeździli po używki do sąsiadów?” – pyta retorycznie ekspert.

    Jasne światło w tunelu

    Nie wszystkie dane są jednak negatywne. Według Ministerstwa Finansów w ubiegłym roku nastąpił spadek luki VAT w stosunku do 2024 r. – wyniosła 4,9% wobec 7,8%. To znacząca poprawa!

    Rośnie też efektywność działania służb skarbowych. Efektywność egzekucji należności budżetowych według stanu na koniec 2025 r. wyniosła 48,12%, rosnąc o 1,56 pkt proc. w porównaniu do 2024 r.

    W zakresie podatku VAT efektywność osiągnęła na koniec 2025 r. poziom 50,41%, co oznacza wzrost o 1,94 pkt proc. względem roku poprzedniego.

    Co dalej z paliwami?

    Planowane zmiany stoją przed politycznymi wyzwaniami. Jak podkreśla Dziennik Gazeta Prawna, na drodze tych planów może stanąć polityka – prezydent Karol Nawrocki w kampanii wyborczej deklarował wetowanie wszelkich podwyżek podatków.

    Czy po latach stagnacji stawki akcyzy na paliwa wreszcie wzrosną? Ministerstwo Finansów ma konkretny plan, ale jego realizacja zależy od wielu czynników – zarówno ekonomicznych, jak i politycznych. Na razie możemy obserwować, jak rozwinie się ta podatkowa rozgrywka.

  • Co dziesiąty Polak już płaci podatek 32 proc. Firmy wypadają z wpłatami? Mamy liczby!

    Co dziesiąty Polak już płaci podatek 32 proc. Firmy wypadają z wpłatami? Mamy liczby!

    Polski system podatkowy nigdy nie był spokojniejszy. A jednocześnie nigdy tak bardzo nie naciskał na nasze portfele i portfele największych firm. Nowe dane pokazują historię z dwóch perspektyw: rekordową liczbę osób w drugim progu PIT i ogromny spadek wpłat od korporacji. Jesteście gotowi na tę miksturę?

    Rekordowy tłok w drugim progu: już 2,5 miliona Polaków

    Dane Ministerstwa Finansów są jednoznaczne. Już co dziesiąty podatnik rozliczający się na zasadach ogólnych płaci stawkę 32 proc. PIT. To niespełna 2,5 miliona osób – historyczny rekord od wprowadzenia tego podatku w Polsce! Mechanizm jest prosty: próg dochodowy od kilku lat stoi w miejscu (120 tys. zł rocznie), a wynagrodzenia systematycznie rosną. Efekt? Coraz więcej osób przekracza magiczną granicę.

    Ministerstwo Finansów oficjalnie nie planuje zmian: dzięki zamrożeniu progu budżet ma zyskać w tym roku 11,6 mld zł dodatkowych wpływów.

    To najważniejszy element planu walki z wysokim deficytem fiskalnym. Skutkiem ubocznym jest jednak skłanianie podatników o wysokich zarobkach do „ucieczki” na działalność gospodarczą i rozliczania się ryczałtem. W przyszłym roku czekają nas wybory, więc ostateczna decyzja o ewentualnych zmianach spocznie na premierze Donaldzie Tusku.

    Tymczasem firmy płacą mniej. Dużo mniej

    Ale budżet nie żyje tylko z PIT-ów. Kluczowym filarem są wpływy od największych graczy. I tu mamy niespodziankę. Według analizy raportów rocznych największych spółek, łączna kwota podatków i parapodatków (bez ZUS od pracowników) spadła w 2025 roku o aż 21,3 mld zł!

    W ujęciu bezwzględnym największe firmy wniosły do budżetu 129 mld zł (lub 147 mld zł, licząc z ZUS). Spadek jest więc drastyczny i pokazuje, jak bardzo zmienia się krajobraz podatkowy wśród korporacyjnych gigantów. Gdzie szukać przyczyn? Wśród nich na pewno są wahania na rynku paliw, które uderzają w największych płatników.

    ZUS dla artystów vs. przywileje dla wybranych. Burza nad Wisłą

    Rząd, szukając nowych rozwiązań, przyjął projekt dopłat do składek ZUS dla artystów z niskimi dochodami (do 125% płacy minimalnej). Pomysł wywołał istną burzę! Krytycy zarzucają mu łamanie zasady zdefiniowanej składki i określają jako transfer od biednych do bogatych.

    Ale czy to naprawdę nowość? W Polsce od dawna istnieją całe grupy zawodowe cieszące się przywilejami emerytalnymi, do których dopłacamy z budżetu: górnicy, mundurowi, sędziowie i prokuratorzy. Co więcej, budżet finansuje też tzw. wakacje składkowe dla jednoosobowych działalności. Debata o artystach odsłania więc szerszy problem istniejących nierówności w systemie.

    Firmy nie boją się wojny? I kwartał zaskakuje

    Mimo geopolitycznych napięć i drożejących paliw, polskie średnie i duże przedsiębiorstwa (powyżej 50 pracowników) zaczęły rok z przytupem. Zysk z ich działalności wzrósł w I kwartale o prawie jedną czwartą r/r, a wydatki inwestycyjne poszły w górę o blisko 9%.

    Na wyniki złożyło się kilka czynników: firmy wydobywcze i hurtownicy skorzystali na wzroście cen surowców, ale poprawę widać też w eksporcie elektroniki związanej z transformacją cyfrową. Dobrze trzyma się też rodzima motoryzacja. Inwestorzy wierzą w kontynuację tego trendu – indeks WIG zyskał w tym roku już 16%.

    Wiara ta ma solidne podstawy. Strumień unijnych pieniędzy nie ustaje. W najbliższych dniach do Polski ma wpłynąć kolejna transza z KPO o wartości ponad 7 mld euro, a rząd podpisał już pierwsze umowy w ramach programu SAFE.

    Ciemne chmury: demografia i konsumenci

    Nie wszystko jednak wygląda tak różowo. Dane GUS przynoszą kolejne zatrważające wieści. Wskaźnik dzietności w Polsce spadł w ubiegłym roku do 1,07 – to kolejne historyczne minimum. Dotychczasowe programy wsparcia nie odwróciły trendu, co zwiastuje poważny kryzys dla systemu emerytalnego i rynku pracy.

    Słabsze niż oczekiwano były też dane o sprzedaży detalicznej za kwiecień (wzrost zaledwie o 1,3%). To sygnał, że optymizm firm i inwestorów nie przekłada się w pełni na zachowania konsumentów, a popyt wewnętrzny wciąż pozostaje słaby.

    Światełko w tunelu: Visa stawia na Polskę

    Na koniec jednak dobra wiadomość z rynku pracy i innowacji. Visa ogłosiła otwarcie w Polsce dużego hubu technologicznego, który ma stworzyć kilka tysięcy miejsc pracy przy projektach związanych z AI i zaawansowanymi technologiami. To ważny sygnał, że polskie centra usług mogą awansować od zadań wykonawczych do kluczowych, decyzyjnych ról w globalnych korporacjach.

  • Inflacja zrobiła oszałamiającą niespodziankę! Ekonomiści mają się czego obawiać.

    Inflacja zrobiła oszałamiającą niespodziankę! Ekonomiści mają się czego obawiać.

    Wszyscy oczekiwali mocnego wzrostu cen, a GUS sprezentował nam zupełnie inną scenę. Czy po majowym odczytu inflacji można już mówić o spokojniejszych portfelach Polaków?

    Zaskoczenie bez precedensu

    W piątek Główny Urząd Statystyczny opublikował szybki szacunek inflacji za maj 2026 roku. Rynek był gotowy na wzrost do 3,7 proc. rok do roku, a nawet na niewielkie przyspieszenie w ujęciu miesięcznym. Ale rzeczywistość okazała się… piękniejsza.

    Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w maju tylko o 3,1 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca 2025 roku. To oznacza spadek względem kwietnia, gdzie inflacja wynosiła 3,2 proc.. Skala zaskoczenia jest ogromna – odchylenie od prognoz wyniosło aż 0,6 punktu procentowego. Jak komentują ekonomiści Pekao, to druga największa pozytywna niespodzianka inflacyjna w historii.

    „Polska gospodarka kolejny raz pokazuje odporność na zewnętrzne szoki” – napisał na platformie X minister finansów Andrzej Domański.

    Ale to nie wszystko. W ujęciu miesięcznym sytuacja jest jeszcze bardziej niesamowita.

    Deflacja miesięczna! To się rzadko zdarza

    W porównaniu z kwietniem 2026 r. ceny w maju spadły średnio o 0,3 proc.. To pierwszy spadek cen w ujęciu miesięcznym od roku i zjawisko, które w ostatnich latach należało do rzadkości. Sam fakt, że indeks CPI w skali miesiąca zszedł poniżej zera, jest dla rynku ważnym sygnałem.

    Co napędzało ten korzystny trend? Odpowiedź jest jasna i znajduje się w naszych koszykach.

    Żywność potaniała, paliwa wciąż na fali

    Najbardziej wymowny wkład do zaskakująco niskiego odczytu dał segment żywności. Ceny żywności i napojów bezalkoholowych w maju wzrosły rok do roku zaledwie o 0,5 proc.. W ujęciu miesięcznym produkty spożywcze potaniały aż o 1 proc..

    „Sprawcą tej giga niespodzianki są ceny żywności, które sezonowo w maju zazwyczaj rosną, a w tym roku GUS zaraportował ich spadek o 1 proc. mdm. Nowalijki lubią mieszać w wiosennych odczytach cen żywności, ale tegoroczny spadek w maju jest najgłębszy od co najmniej 15 lat” – komentują ekonomiści Banku Pekao.

    Inaczej wygląda sytuacja na stacjach. Paliwa i smary do prywatnych środków transportu zdrożały w ciągu roku o 12,3 proc., co stanowi najwyższy wzrost wśród głównych kategorii. W ujęciu miesięcznym odnotowano w tej grupie minimalny spadek o 0,1 proc.. Nośniki energii (prąd, gaz, inne paliwa) są o 5 proc. droższe niż rok temu.

    Co zrobi RPP? Argument za spokojem

    Cały odczyt stawia w nowym świetle dyskusję o dalszej polityce monetarnej w Polsce. Już we wtorek 2 czerwca decyzję ws. stóp procentowych podejmie Rada Polityki Pieniężnej.

    Szybki szacunek inflacji, dużo niższy od prognoz, raczej nie pozostawia wątpliwości: stopy procentowe pozostają bez zmian, na poziomie 3,75 proc.. I tak bardzo nikłe ryzyko podwyżki stóp procentowych teraz jest po prostu zerowe.

    „Majowe dane potwierdzają, że nasilone w ostatnim czasie oczekiwania na podwyżki stóp procentowych są przesadzone” – komentuje dział analiz PKO BP.

    Ekonomiści z ING dodają: „Dobra wiadomość dla RPP. Naszym zdaniem w 2026 stopy bez zmian”.

    Kluczowy będzie wydźwięk lipcowej projekcji inflacyjnej Narodowego Banku Polskiego, która pierwszy raz uwzględni skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie.

    Perspektywy: krótkotrwała ulga czy trwały trend?

    Analitycy mBanku ostrzegają, że majowy wynik może być krótkotrwały. „Taki wynik jest jednak krótkotrwały – III kwartał przyniesie solidne przyśpieszenie” – napisali na platformie X. Uważają, że w czerwcu inflacja będzie rosnąc w zbliżonym tempie, ale w lipcu są szanse zobaczyć wynik „z dwójką z przodu”.

    Pełne dane GUS dotyczące struktury inflacji w maju zostaną opublikowane w połowie czerwca. Wtedy rynek otrzyma kompletniejszy obraz tego, co naprawdę dzieje się z cenami w polskiej gospodarce.

    Dla kredytobiorców złotowych i wszystkich obserwujących portfel, maj 2026 na razie przyniósł oddech. Czas pokaże, czy to tylko chwilowa ulga.

  • Sejm postawił kropkę nad 'i’ w sprawach frankowych. To przełom, na który setki tysięcy czekało lata!

    Sejm postawił kropkę nad 'i’ w sprawach frankowych. To przełom, na który setki tysięcy czekało lata!

    Nie milkną echa głosowania w Sejmie, które może na zawsze zmienić oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości. W piątek 230 posłów zagłosowało za przyjęciem ustawy mającej usprawnić i przyspieszyć rozpatrywanie tzw. spraw frankowych. Przeciw było 175, a 23 wstrzymało się od głosu. Ta decyzja to nie tylko suchy fakt polityczny, ale realna nadzieja dla setek tysięcy Polaków i oddech dla duszących się pod lawiną pozwów sądów.

    Z automatu, bez wniosków, bez oczekiwania

    Zapomnijcie o miesiącach czekania na decyzję sądu w sprawie zabezpieczenia. Nowe przepisy wprowadzają prawdziwą rewolucję. Obowiązek spłacania rat przez kredytobiorcę będzie wstrzymywany z mocy prawa w chwili, gdy bank otrzyma odpis pozwu. I to aż do czasu prawomocnego zakończenia postępowania!

    Kluczowe słowo? Automatycznie. To rozwiązanie nie wymaga wydawania żadnych dodatkowych orzeczeń ani zarządzeń przez sędziów. Po prostu działa, od momentu doręczenia pisma. Koniec z procedurami, które przeciągały procesy w czasie.

    „Ustawa jest potrzebna, aby ten gigantyczny ciężar jak najszybciej zdjąć z wokand” – wskazywała pełnomocniczka MS ds. ochrony praw konsumenta Aneta Wiewiórowska-Domagalska, cytowana przez serwis PB.pl.

    Koniec z dwoma procesami w jednej sprawie

    Kolejny kluczowy element to położenie kresu paraliżującej praktyce dublowania postępowań. Do tej pory wyglądało to tak: konsument pozywał bank, a bank odpowiadał osobnym pozwem o zwrot kapitału. Dwa procesy, dwie wokandy, dwukrotne marnowanie czasu sądu i stron.

    Od teraz ma być inaczej. Ustawa umożliwia dokonywanie rozliczenia roszczeń banku i konsumenta w jednym postępowaniu sądowym i jednym orzeczeniu. Bank będzie mógł dochodzić roszczenia wzajemnego w tym samym procesie, a termin na takie powództwo wydłużono do zakończenia postępowania w I instancji. To gigantyczne uproszczenie.

    Sądy dostają nowe narzędzia

    Ustawa idzie z duchem czasu i daje sądom więcej swobody w prowadzeniu postępowań. Chodzi o to, by sprawy szły szybciej, ale bez uszczerbku dla ich merytorycznego rozpatrzenia. Co się zmienia?

    • Więcej posiedzeń niejawnych – sądy będą mogły częściej rozstrzygać sprawy frankowe bez fizycznej obecności stron.
    • Technologia na pomoc – otwiera się furtka dla przesłuchiwania świadków w ramach zdalnych posiedzeń online.
    • Zeznania na piśmie – strony będą mogły składać swoje zeznania w formie pisemnej, co przyspieszy procedurę.
    • Odciążenie sędziów – w przypadku cofnięcia pozwu lub apelacji, postępowanie będą mogli umarzać referendarze sądowi.

    Dlaczego ta ustawa jest potrzebna jak powietrze?

    Statystyki mówią same za siebie i tłumaczą, dlaczego legislacyjny pośpiech jest tu jak najbardziej wskazany. Dane przytaczane przez Ministerstwo Sprawiedliwości, za pośrednictwem portalu Business Insider, malują obraz sądów sparaliżowanych jedną kategorią spraw.

    W sądach okręgowych sprawy frankowe to wciąż 25% całej kolejki spraw cywilnych. To dużo. Ale w sądach apelacyjnych skala problemu jest już dramatyczna – tam aż 70% wszystkich oczekujących spraw to właśnie „franki”.

    Nie bez powodu Aneta Wiewiórowska-Domagalska stwierdziła: „Polskie sądy II instancji stały się właściwie 'sądami jednej sprawy’ – 76% załatwień to franki.” Aby wymiar sprawiedliwości mógł wrócić do normalnego funkcjonowania, ten gigantyczny balast musi w końcu zostać usunięty.

    Co dalej? Droga do Senatu

    Ustawa, po przyjęciu przez Sejm, trafia teraz do Senatu. To tam odbywać się będzie kolejny akt tej legislacyjnej historii. Warto przypomnieć, że jeszcze na etapie prac w Sejmie przyjęto trzy poprawki klubu KO, które wykreśliły z projektu kontrowersyjne zapisy dotyczące tzw. zarzutu potrącenia.

    Czy nowe przepisy rzeczywiście odblokują wokandy i przyniosą ulgę zarówno frankowiczom, jak i sądom? Czas pokaże. Jedno jest pewne – piątkowe głosowanie w Sejmie to najważniejszy i najbardziej konkretny krok w tej sprawie od lat. Setki tysięcy oczu są teraz zwrócone w stronę Senatu.