Blog

  • Czerwony piątek na Wall Street. Koniec dziewięciotygodniowego szaleństwa?

    Czerwony piątek na Wall Street. Koniec dziewięciotygodniowego szaleństwa?

    Czy największa w tym roku wyprzedaż akcji technologicznych to koniec długiej hossy? Piątkowa sesja na Wall Street przyniosła największe dzienne spadki od kwietnia 2025 roku, brutalnie przerywając dziewięciotygodniową serię wzrostów.

    Panika na rynku chipów

    Inwestorzy masowo pozbywali się dotychczasowych faworytów. Indeks Nasdaq Composite zanurkował o 4,18 proc., a S&P 500 spadł o 2,64 proc. Prawdziwą hekatombę przeżył jednak sektor półprzewodników. Indeks Philadelphia SE Semiconductor zaliczył największy jednodniowy spadek procentowy od marca 2020 roku, wymazując z giełdy ponad 1 bilion dolarów rynkowej wartości.

    „Po rekordowej fali wzrostów, jaką obserwowaliśmy przez ostatnie dziewięć tygodni na rynku akcji, a w szczególności w sektorze technologicznym i półprzewodników, tama po prostu dzisiaj pękła” – skomentował Ryan Detrick z Carson Group, cytowany przez Reutersa.

    Akcje Nvidii straciły 6,2 proc., a notowania Intela, Microna, AMD oraz Broadcoma osunęły się w przedziale od 7,9 proc. do nawet 13,3 proc. Piątkowa wyprzedaż osiągnęła nowy poziom intensywności.

    Silne dane z rynku pracy zaszkodziły?

    Paradoksalnie, za ostry zwrot na giełdzie mogą odpowiadać… zbyt dobre wieści o amerykańskiej gospodarce. W maju, już trzeci miesiąc z rzędu, odnotowano pokaźny wzrost liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym – aż o 172 tys. To ponad dwa razy więcej, niż prognozowali ekonomiści.

    Dla inwestorów to jasny sygnał: Rezerwa Federalna może nie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Silny rynek pracy w obliczu rosnącej inflacji daje Fed argument do utrzymania twardej polityki pieniężnej. Decyzja zapadnie już 17 czerwca.

    „Oczywiście, silniejszy od oczekiwań raport z rynku pracy stawia Fed w trudnym położeniu, jeśli chodzi o jakąkolwiek obniżkę stóp procentowych do końca roku. A rynek dostaje furii, uderzając w dotychczasowych największych tegorocznych wygranych” – dodał Detrick.

    Ucieczka w bezpieczne przystanie

    W czasie tej technologicznej krwawej łaźni inwestorzy szukali schronienia w innych sektorach. Przerzucili się na akcje spółek z sektora opieki zdrowotnej i dóbr pierwszej potrzeby.

    Colgate-Palmolive i Coca-Cola odnotowały wzrosty po ponad 3 proc., a Johnson & Johnson zyskał 2 proc. To klasyczny ruch w czasie niepewności – kapitał ucieka z ryzykownych, wysokowzrostowych akcji w kierunku stabilnych, defensywnych spółek.

    Największe IPO w historii jako kolejny wstrząs?

    Na horyzoncie czai się kolejny potencjalny wstrząs. Inwestorzy przygotowują się do największego w historii IPO SpaceX, planowanego na przyszły tygodzie. Przedsięwzięcie Elona Muska ma wejść na giełdę z wyceną 1,77 biliona dolarów.

    Niektórzy analitycy spekulują, że spadek cen chipów, a także bitcoina poniżej 60 tys. dolarów (po raz pierwszy od końca 2024 roku), może wynikać częściowo stąd, że inwestorzy robią miejsce w portfelach na monumentalne IPO SpaceX.

    Co dalej?

    Po dziewięciu tygodniach nieustannego optymizmu, rynek zrobił głęboki oddech. Indeks S&P 500 odnotował pierwszy tygodniowy spadek od dziesięciu tygodni, a Nasdaq stracił przez tydzień około 4 proc. Czy to chwilowa korekta, czy początek większej przeceny? Odpowiedź może przynieść nie tylko decyzja Fed, ale także debiut Muska na Wall Street.

    Jak zauważył Mark Hackett, główny strateg rynkowy w Nationwide: „Inwestorzy trzymali palec na przycisku sprzedaży”. Teraz wszyscy czekają, kto naciśnie go ponownie.

  • OECD przykręca śrubę światowej gospodarce. Czy Polska zda egzamin?

    OECD przykręca śrubę światowej gospodarce. Czy Polska zda egzamin?

    Światowa gospodarka stoi przed nowym wyzwaniem – ostrzega OECD. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju w swoim najnowszym, czerwcowym raporcie zdecydowanie obniżyła prognozy wzrostu. A wszystko przez wojnę na Bliskim Wschodzie, która wymknęła się spod kontroli.

    Powód? Szok podażowy na rynku energii. Konflikt się przedłuża, a zablokowana Cieśnina Ormuz zakłóca kluczowe szlaki transportowe. Ceny energii, już i tak wysokie, nie zamierzają spadać. To prosta droga do spowolnienia wzrostu i przykręcenia inflacyjnej śruby. Niektórym krajom grozi nawet… recesja.

    Globalne prognozy na ostrzu noża

    Organizacja przedstawia dwa scenariusze – w zależności od tego, jak długo potrwają zakłócenia. Jeśli będą „ograniczone czasowo” i ceny energii zaczną spadać od połowy roku, globalny wzrost PKB w 2006 roku wyniesie 2,8 proc. (wcześniej prognozowano 2,9 proc.). A w 2007 roku dynamika mogłaby odbić do 3,1 proc.

    Ale jest też scenariusz pesymistyczny. Jeśli perturbacje utrzymają się do 2007 roku, tegoroczny wzrost może spaść aż do 2,1 proc., a przyszłoroczny do 1,7 proc. OECD ostrzega: „Skutki ekonomiczne tego konfliktu będą prawdopodobnie odczuwalne przez pewien czas, nawet po jego zakończeniu”.

    Gdyby blokada utrzymała się do końca roku, wzrost gospodarczy na świecie w 2007 r. może spowolnić do 1,8 proc. To oznaczałoby najsłabszy wzrost od 2009 roku, nie licząc kryzysu pandemicznego – podkreśla raport.

    Jak podają źródła, w ciągu ostatnich tygodni wojna już zdążyła mocno namieszać na rynkach: cena gazu ziemnego w Azji wzrosła o 80 proc., w Europie o 43,2 proc., ropa naftowa podrożała o 37,9 proc., a pszenica o 6,6 proc..

    A jak wyglądamy my? Polska w raporcie OECD

    Polska, jak na tle tych mrocznych prognoz, wypada całkiem nieźle. Ale nie jest to bezkrytyczny optymizm.

    OECD prognozuje dla nas wzrost PKB na poziomie 3,0 proc. w 2006 roku i 2,7 proc. w roku następnym. To oznacza lekkie przycięcie wstępnych oczekiwań – jeszcze w grudniu 2005 roku organizacja zakładała, że w tym roku urośniemy o 3,4 proc.

    Tutaj pojawia się kluczowy punkt: ekonomiści OECD drastycznie obniżyli prognozę dynamiki inwestycji w Polsce. Z wcześniejszych 11,7 proc. spadła ona do zaledwie 7,0 proc. Dlaczego? Zdaniem analityków, w tym roku dojdzie do szczytu inwestycji finansowanych z funduszy UE, co wyczerpie główne „paliwo wzrostu”. Do tego dochodzi wyższy niż zakładano koszt pieniądza, który zniechęci firmy do inwestowania na kredyt.

    Na pocieszenie warto dodać, że według parkiet.com większość krajowych analityków jest bardziej optymistyczna i spodziewa się wzrostu w granicach 3,4-3,6 proc.

    Zapasy paliw: 123 dni i co dalej?

    Najbardziej palącym problemem, który wyłania się z raportu, jest jednak nie wzrost PKB, a stan strategicznych rezerw.

    Według obliczeń OECD, przy całkowitym odcięciu dostaw, rezerwy ropy i paliw w Polsce starczyłyby na 123 dni konsumpcji. Minimalny poziom bezpieczeństwa określony przez Międzynarodową Agencję Energetyczną (IEA) to 90 dni – więc formalnie wymóg spełniamy.

    Ale jest pewien haczyk. Nasz margines bezpieczeństwa nie jest szczególnie duży. Dla porównania: Holandia ma rezerwy na 526 dni, a Dania na 381. Z globalnego rynku zniknęło już ok. 12,8 mln baryłek ropy dziennie, czyli 12 proc. światowego zużycia.

    Co to oznacza dla przeciętnego Polaka? Mamy bufory wystarczające na krótki wstrząs, ale nie na długotrwałą wojnę na wyczerpanie. Jeśli konflikt się przedłuży, a rząd nadal będzie mroził ceny na stacjach, rezerwy będą topnieć w zastraszającym tempie.

    Cena paliwa to nie tylko koszt — to sygnał. Gdy ropa drożeje, konsumenci i firmy dostają informację: jest niedobór, trzeba oszczędzać. Mrożąc ceny paliw, rząd ten sygnał zagłusza – zauważają analitycy.

    OECD jasno daje do zrozumienia: światowa gospodarka stoi na rozdrożu. Polska ma szansę utrzymać się powyżej średniej, ale kluczowe będzie, jak poradzimy sobie z nową, energetyczną rzeczywistością. I czy nasze strategiczne rezerwy wytrzymają próbę czasu.

  • Nie ma lekko: wzrost PKB wolniejszy, ale krajowy biznes może dać kopa

    Nie ma lekko: wzrost PKB wolniejszy, ale krajowy biznes może dać kopa

    Czy nałożone na siebie fale inwestycji, unijnych pieniędzy i wydatków obronnych utrzymają polską gospodarkę na dobrej trajektorii? Najnowsze prognozy banków pokazują mieszany obraz z jednym wspólnym mianownikiem: potencjał drzemie w krajowych firmach.

    Mniejszy optymizm nad Wisłą

    Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) zrewidował w dół swoje prognozy dla Polski. Co mówią liczby? Wzrost PKB na 2026 rok został obniżony o 0,2 pkt proc. do 3,5 proc. Analogiczna, choć większa korekta czeka 2027 rok – szacunki spadły o 0,2 pkt proc. do zaledwie 2,8 proc.

    „Realny wzrost PKB jest prognozowany na poziomie 3,5 proc. w 2026 r. i 2,8 proc. w 2027 r.”

    Co ma utrzymać koniunkturę? Bank wskazuje dwa kluczowe filary: maksymalne wykorzystanie środków z Funduszu Odbudowy i Odporności (RRF) przed końcem sierpnia 2026 r. oraz rosnące wydatki na obronność, które mają sięgnąć 4,8 proc. PKB.

    Ale uwaga! Eksperci nie ukrywają ryzyk. Na horyzoncie majaczy potencjalna eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz możliwe osłabienie popytu w strefie euro. To główne zagrożenia dla tej prognozy.

    Siła tkwi w lokalności? Potężny impuls dla PKB

    Teraz czas na dobrą wiadomość, a właściwie na potencjał, który może przewartościować te szacunki. Rząd stawia na promocję tzw. local content (komponentu krajowego). I nie są to puste slogany – analitycy PKO BP policzyli, co to oznacza w liczbach.

    Oto bomba: wzrost udziału local content w całej gospodarce o zaledwie 10 proc. przełożyłby się na wzrost PKB aż o 3,6 proc. A gdyby udało się to zrobić tylko w sektorze publicznym? To wciąż imponujący skok PKB o 1,2 proc.

    Dla budżetu państwa też są konkrety. Zdaniem analityków PKO BP realizacja tej strategii w całej gospodarce podniosłaby dochody państwa o około 30 miliardów złotych. To nie są pobożne życzenia, a wyliczenia oparte na nadchodzącej fali inwestycji.

    Historyczna fala nakładów i specjalny „tlen” dla MŚP

    Bo ta fala nadchodzi i to z impetem. Ekonomiści PKO BP prognozują, że w 2026 r. dynamika przyrostu inwestycji wzrośnie ponad dwuipółkrotnie – z ok. 4 proc. do prawie 11 proc. W tym samym roku po raz pierwszy w historii nominalne nakłady na środki trwałe przekroczą 700 mld zł.

    Kluczem do sukcesu jest jednak włączenie w te wielkie projekty małych i średnich przedsiębiorstw. Jak to zrobić? Banki i instytucje już pracują nad konkretnymi rozwiązaniami.

    PKO BP przygotowuje specjalny pakiet usług dla MŚP – od edukacji po finansowanie. Pracuje też nad rewolucyjnym produktem kredytowym z upustami zależnymi od udziału komponentu krajowego w realizowanej inwestycji lub łańcuchu dostaw.

    „Walczymy o to, by pomóc polskim przedsiębiorcom się wyskalować i wesprzeć ich w ekspansji na rynku polskim i międzynarodowym” – podsumowuje dyrektorka Departamentu Relacji Strategicznych BGK Joanna Smolik.

    Eksperci mówią wprost: polskim firmom trzeba dać dźwignię finansową (kredyty, gwarancje), którą określa się jako „tlen” dla biznesu. Ma to wyrównać im warunki konkurowania z międzynarodowymi gigantami.

    Czy zatem mniej optymistyczne prognozy wzrostu to koniec dobrej passy? Bynajmniej. To raczej sygnał, że klucz do szybszego rozwoju może leżeć w lepszym wykorzystaniu potencjału, który mamy tuż pod nosem – w rodzimych firmach. Nadchodząca inwestycyjna fala może być dla nich historyczną szansą, ale tylko jeśli otrzymają odpowiednie wsparcie. Gramy o dodatkowe punkty procentowe PKB i miliardy w budżecie.

  • Za jedną złotówkę! Pepco sprzedaje gigantyczną sieć w Polsce

    Za jedną złotówkę! Pepco sprzedaje gigantyczną sieć w Polsce

    Czy cała sieć 343 sklepów może kosztować tyle, co bułka? Pepco Group właśnie zrealizowało taką transakcję, sprzedając swoją markę Dealz Poland za symboliczną złotówkę. Ale nie dajcie się zwieść pozorom – za tymi okrągłymi liczbami kryje się niezwykle ciekawy, wielopoziomowy układ finansowy.

    Symboliczna cena, ale nie do końca

    Grupa Pepco ogłosiła 3 czerwca, że zawarła przedwstępną umowę sprzedaży 100% kapitału zakładowego Dealz Poland. Nabywcą jest „wyspecjalizowany inwestor z europejskiego sektora handlowego”, którego tożsamość nie została ujawniona.

    Pepco Group zachowa prawo do 35 proc. udziału we wpływach z jakiekolwiek przyszłej sprzedaży Dealz Poland.

    Tu pojawia się pierwszy haczyk. Cena to symboliczne 1 zł, ale Pepco zachowuje lukratywny interes. Jeśli nowy właściciel zrestrukturyzuje sieć i odsprzeda ją z zyskiem, Pepco odzyska 35% z tego zysku. To jakby sprzedać dom za złotówkę, ale zatrzymać prawo do części pieniędzy od następnego kupującego.

    A to nie wszystko. Drugim elementem transakcji jest 18-miesięczne finansowanie od Pepco dla nowego właściciela w równowartości do 20 mln funtów brytyjskich (około 100 mln zł), zabezpieczone na zapasach Dealz. Spółka nie tylko sprzedaje, ale i daje kupującemu kredyt na restrukturyzację.

    Tego nie dało się już ratować

    Powód tej dramatycznej transakcji jest prosty: Dealz ciążył znacząco na wynikach i rentowności grupy. Sieć, którą budowano od 2018 roku i która posiada 344 sklepy w Polsce, zatrudniając półtora tysiąca osób, była po prostu nierentowna.

    W pierwszej połowie roku obrotowego 2026 odpowiadała za około 6,9% przychodów całej grupy, ale jej wynik EBITDA pozostawał ujemny. Koncept zestawienia produktów w Dealz nie wypalił, a sprzedaż porównywalna (LFL) w pierwszej połowie roku obrotowego 2025/2026 spadła o 8,3% rdr. Marża EBITDA spadła do 0,9% z 7,3% rok wcześniej.

    Sprzedaż Dealz Poland stanowi ostatni krok strategicznej transformacji spółki w kierunku modelu opartego wyłącznie o jeden format – powiedział Stephan Borchert, prezes Pepco Group.

    To klasyczny przypadek konfliktu formatów. Pepco, które świetnie radzi sobie w segmencie non-food (odzież, artykuły dla dzieci, wyposażenie domu), nie znalazło klucza do trudnego segmentu FMCG, gdzie Dealz operował (słodycze, napoje, chemia gospodarcza).

    Koniec ery dwóch marek

    Ta transakcja to ostatni gwóźdź do trumny wielomarkowej strategii. Proces odchodzenia od segmentu FMCG Pepco Group rozpoczęło w czerwcu 2025 r. sprzedażą sieci Poundland w Wielkiej Brytanii. Teraz, niemal dokładnie rok później, powtórzyło ten scenariusz w Polsce.

    Po finalizacji transakcji, planowanej najpóźniej na 30 października 2026 r. (i uzależnionej od zgody organów antymonopolowych), Pepco Group stanie się firmą jednoformatową. Będzie działać wyłącznie pod marką Pepco, mając już ponad 4 tys. sklepów w 18 krajach i planując otwarcie kolejnych 250 sklepów własnej marki w 2026 r.

    Co dalej z 343 sklepami Dealz?

    Dla klientów i pracowników zmiana będzie prawie niezauważalna. Wszystkie sklepy, pracownicy, aktywa i zobowiązania Dealz Poland zostaną przeniesione do nowego inwestora. Oznacza to, że transakcja nie powinna powodować masowych zwolnień ani natychmiastowych zamknięć.

    Firma w Polsce nadal będzie działać pod marką Dealz. Szyldy pozostaną, produkty na półkach też, a obsługa sklepów nie ulegnie zmianie. Przemodelowane zostaną natomiast zarządzanie i strategia rozwoju. Nowy właściciel otrzymał olbrzymią sieć – generującą 339 mln euro przychodów rocznie – ale z ogromnym wyzwaniem przywrócenia jej rentowności.

    Rynek detaliczny w Polsce to dziś arena brutalnej konkurencji, a na segment FMCG silnie oddziałują Biedronka, Lidl i Aldi. Nowy właściciel Dealz będzie musiał znaleźć sposób na walkę w tym wymagającym otoczeniu. Tymczasem Pepco, odciążone od problematycznego aktywa, może zająć się tym, co robi najlepiej – dynamiczną ekspansją swojej głównej marki.

  • Niemcy pod ostrzałem surowcowym. Chińskie restrykcje mogą sparaliżować kluczowe przemysły

    Niemcy pod ostrzałem surowcowym. Chińskie restrykcje mogą sparaliżować kluczowe przemysły

    Czy ambitna modernizacja niemieckiej armii i przemysłu technologicznego może się załamać przez brak kilku metali? Na rynku dźwięczą alarmy, a dostawy z kluczowego źródła gwałtownie maleją. To problem, który wykracza daleko poza sektor zbrojeniowy.

    Panika w niemieckim przemyśle

    Sytuacja robi się napięta. — Na rynku panuje atmosfera paniki, by nie powiedzieć czystego przerażenia — mówił niemieckiemu tygodnikowi „Wirtschaftswoche” Christian Hell z firmy handlowej Tradium. Powód?

    Niemcy są silnie uzależnione od Chin w zakresie importu rzadkich metali specjalnych, takich jak gal i german. Chiny od kilku lat mocno ograniczają i wahają eksport tych surowców, a w kwietniu Niemcy niemal w ogóle ich nie otrzymały.

    Według danych z T-Online, eksport germanu z Chin spadł w kwietniu 2025 r. o 93 proc. w porównaniu z marcem. Z 998 kg wysłanych w marcu, w kwietniu nie wysłano prawie nic.

    Jak powiedział Christian Hell: — Całe łańcuchy dostaw są zagrożone. Każdy, kto do tej pory polegał na chińskich dostawach, powinien teraz poszukać alternatyw.

    A to właśnie w Chinach wydobywa się 80 proc. światowego galu i ponad 60 proc. germanu.

    Rząd w Berlinie apeluje, przemysł szuka rozwiązań

    Niemiecki rząd próbuje interweniować. Minister gospodarki Katherina Reiche podczas wizyty w Chinach zaapelowała o zapewnienie niemieckim firmom niezawodnego dostępu do niezbędnych metali. Podkreśliła, że „nowoczesne technologie są nie do pomyślenia bez tych surowców”.

    Alternatywne źródła dostaw udało się znaleźć niektórym potężnym koncernom zbrojeniowym, takim jak Rheinmetall czy Hensoldt. W znacznie gorszej sytuacji są jednak mniejsze firmy i start-upy, np. te pracujące nad dronami.

    Dlaczego te metale są tak ważne?

    Gal i german to tzw. metale podwójnego zastosowania. German używany jest w urządzeniach noktowizyjnych, czujnikach termowizyjnych, detektorach i półprzewodnikach. Gal jest niezbędny do produkcji satelitów, systemów radarowych, sieci 5G oraz układów wysokoczęstotliwościowych w smartfonach i elektronice wojskowej.

    Portal T-Online wskazuje, że „Niewykluczone, iż zatrzymanie dostaw przez Chiny jest reakcją na niemieckie wysiłki zbrojeniowe”.

    Szerszy kontekst handlowy: UE zaostrza kurs, ale Berlin jest ostrożny

    Presja rośnie także dlatego, że chińscy producenci silnie zaznaczają swoją obecność w Niemczech, oferując tańsze produkty w motoryzacji, budowie maszyn i chemii. Według Centre for European Reform, rozwój chińskiego eksportu mógł kosztować niemiecką gospodarkę nawet 400 tys. miejsc pracy.

    W Unii Europejskiej trwają prace nad pakietem nowych, radykalniejszych narzędzi ochrony rynku, jak wyższe cła czy tzw. „narzędzie odporności”.

    Jednak Berlin podchodzi do zmian ostrożnie. Niemcy domagają się, by nowe narzędzia były zgodne z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO) i nie wywołały spirali protekcjonizmu. Niemieckie ministerstwo gospodarki obawia się, że cła mogą być mało skuteczne i zaszkodzić eksporterom.

    Komisarz UE do spraw przemysłu Stéphane Séjourné podkreśla potrzebę zdecydowanej reakcji, gdy strategiczne sektory są zagrożone. Ekonomiści, jak Gabriel Felbermayr z austriackiego Instytutu Badań Ekonomicznych, studzą nastroje, wskazując, że zbyt ostre restrykcje mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.

    Na szali są miliardy euro

    Stawka jest ogromna. W 2025 r. Chiny były największym partnerem handlowym Niemiec, na tamtejszym rynku działa około 5 tys. niemieckich firm. Niemcy, jako trzecia największa gospodarka świata, są szczególnie narażone na turbulencje w globalnym handlu.

    Walka o gwarancje dostaw kluczowych surowców dla przemysłu i transformacji energetycznej staje się więc jednym z najważniejszych frontów europejskiej polityki gospodarczej.

  • Potężny zastrzyk gotówki dla OZE w Polsce. Giganty energetyczne szykują rewolucję?

    Potężny zastrzyk gotówki dla OZE w Polsce. Giganty energetyczne szykują rewolucję?

    Czy czeka nas energetyczne lato pełne inwestycji? Dwie doniesienia z ostatnich tygodni wskazują, że transformacja w Polsce nabiera naprawdę konkretnych kształtów. I to kształtów opiewających na setki milionów złotych!

    Enea zgarnęła ponad 417 mln zł z KPO na panele

    Spółka zależna grupy Enea, Enea Nowa Energia, zawarła z Bankiem Gospodarstwa Krajowego (BGK) umowę pożyczki na kwotę ponad 417 mln zł. Kluczowe jest tu źródło finansowania – są to środki pochodzące z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO).

    Na co pójdą te pieniądze? Cel jest jasny: budowa i rozwój projektów farm fotowoltaicznych o łącznej mocy około 268 MW. Co ciekawe, nie będzie to jedna inwestycja, a aż jedenaście nowych farm.

    „Umowa z BGK to kolejny krok w realizacji strategii Grupy Enea i potwierdzenie ważnej roli Enei Nowa Energia w procesie transformacji energetycznej. Wynegocjowaliśmy korzystne warunki, które pozwolą ograniczyć koszty realizacji inwestycji” – powiedział wiceprezes Enei Nowa Energia ds. finansowych Piotr Skubel, cytowany przez Parkiet.

    Nowe elektrownie słoneczne powstaną w trzech województwach: wielkopolskim, zachodniopomorskim i lubuskim. Skala tej inwestycji jest ogromna. Po jej zrealizowaniu moc zainstalowana Grupy Enea w fotowoltaice wzrośnie blisko czterokrotnie, do około 360 MW.

    But wait, there’s more! Umowa z BGK jest naprawdę korzystna. Obejmuje finansowanie do kwoty 417,5 mln zł na preferencyjnych warunkach. Środki zostaną przeznaczone na refinansowanie do 90% wydatków kwalifikowalnych, które szacuje się na około 464 mln zł. Finansowanie udzielono na okres aż do 15 lat, nie dłużej jednak niż do czerwca 2041 roku.

    A tymczasem R.Power szykuje gigantyczny magazyn energii

    To nie koniec dobrych wiadomości z rynku OZE. Wczoraj, 3 czerwca 2026 roku, spółka z Grupy R.Power zawarła umowę kredytu w formule project finance z bankami Siemens Bank GmbH oraz Erste Group Bank AG.

    Łączna kwota tego finansowania to około 270 mln PLN! Na co zostanie przeznaczona? Na budowę w Polsce magazynu energii elektrycznej o mocy około 150 MW.

    To tzw. BESS (Battery Energy Storage System), czyli kluczowy element stabilizujący sieć z dużą ilością energii z wiatru i słońca. Finansowanie obejmuje długoterminowe wsparcie inwestycyjne oraz pomocnicze, w tym na finansowanie podatku VAT od nakładów.

    Here’s the kicker: uruchomienie środków nastąpi po spełnieniu standardowych warunków, takich jak przedstawienie dokumentacji projektowej i ustanowienie zabezpieczeń. Poszczególne elementy finansowania są oprocentowane na warunkach rynkowych.

    Co to oznacza dla polskiej energetyki?

    Widać wyraźny trend. Z jednej strony mamy państwowego giganta, Eneę, który dzięki środkom unijnym z KPO radykalnie zwiększa swój portfolio w fotowoltaice. Z drugiej – dynamicznie rozwijającą się grupę R.Power, która pozyskuje prywatne finansowanie na nowoczesną infrastrukturę, czyli magazyny.

    To dwa kluczowe puzzle transformacji: więcej zielonej energii i możliwość jej efektywnego przechowywania. Warto przypomnieć, że moc zainstalowana Grupy Enea w OZE wzrosła w 2025 roku o 220,5 MW rok do roku. Teraz dojdzie do tego kolejne 268 MW z paneli i 150 MW z magazynu od R.Power.

    Czy to już rewolucja? Na razie są to konkretne, finansowe decyzje, które zamieniają strategie w realne megawaty. A to najlepszy rodzaj wiadomości dla całego sektora.

  • Nowe otwarcie na Wschód: Nabiał z Polski szturmem zdobywa Koreę

    Nowe otwarcie na Wschód: Nabiał z Polski szturmem zdobywa Koreę

    Dlaczego jeden z najbardziej wymagających rynków świata coraz szerzej otwiera się na polskie produkty mleczarskie? Odpowiedź brzmi: jakość, dyplomacja i strategiczne otwarcie drzwi dla polskich producentów. Od końca maja Korea Południowa oficjalnie dopuściła eksport całej gamy nowych polskich artykułów nabiałowych.

    Przełom po wizycie i audycie

    To nie przypadek, a efekt dyplomatycznych starań i wnikliwej kontroli. Decyzja władz Korei Południowej zapadła po pozytywnym audycie polskiego przemysłu mleczarskiego przeprowadzonym przez ich inspektorów w grudniu ubiegłego roku. Przełom w negocjacjach przyspieszyła wizyta delegacji polskiego rządu w Korei.

    „Otwarcie koreańskiego rynku na kolejne polskie produkty mleczarskie to bardzo dobra wiadomość dla naszych producentów. Korea Południowa jest wymagającym i jednocześnie niezwykle perspektywicznym rynkiem” – podkreśla minister rolnictwa Stefan Krajewski.

    Co ważne, Polska już ma zarejestrowane zakłady i gotowe świadectwa zdrowia, więc eksporterzy nie muszą mierzyć się z dodatkową biurokracją.

    Zielone światło dla polskich specjałów

    Dotychczasowym hitem eksportowym było polskie mleko UHT, które zdobyło serca koreańskich konsumentów. Ale to dopiero początek! Dzięki nowym porozumieniom na półki sklepowe w Korei mogą trafić:

    • mleko dla niemowląt oraz mleka hydrolizowane,
    • mleko zagęszczone i śmietanka (w tym UHT),
    • produkty z hydrolizowanych białek mleka,
    • maślanka oraz czysta laktoza.

    Agnieszka Maliszewska, prezes Polskiej Izby Mleka, przyznaje: „Czekaliśmy na możliwość eksportu śmietany UHT do Korei, ponieważ nasi koreańscy importerzy oczekiwali tego produktu”.

    Rynek wart setki milionów złotych

    Tu liczby mówią same za siebie. Potencjał koreańskiego kierunku jest ogromny. W 2025 roku wartość eksportu polskich towarów rolno-spożywczych na rynek koreański wyniosła prawie 110 mln euro, czyli ponad 465 mln zł. Aż jedną trzecią tej kwoty wygenerowała sprzedaż mleka UHT!

    Produkty mleczarskie mają największy udział w polskim eksporcie rolno-spożywczym do Korei Południowej – w 2025 roku odpowiadały za 34% wartości sprzedaży. Eksport przetworów mlecznych do Korei osiągnął wartość 158,1 mln zł, co stanowiło 15% wzrost rok do roku.

    Najwięcej wysyłamy mleka UHT – w 2025 za 147,1 mln zł, czyli o 18% więcej niż rok wcześniej. Sprzedaż rośnie też dynamicznie w tym roku.

    Wielka szansa, ale i wyzwania

    Korea Południowa jest importerem netto żywności – wartość jej importu rolno-spożywczego w 2025 roku wyniosła aż 42 mld dolarów. To ogromna szansa, ale też arena dla twardej konkurencji. Polska, mimo wzrostów, pozostaje stosunkowo małym dostawcą z zaledwie 0,3% udziałem w koreańskim imporcie rolno-spożywczym.

    Jak zauważa ekspert z PKO BP, dla Polski dywersyfikacja rynków eksportowych jest kluczowa. Korzystna relacja jakości do ceny polskich produktów może sprzyjać dalszemu zwiększaniu sprzedaży.

    Wyzwaniem są jednak rosnące koszty produkcji, które utrudniają konkurencję cenową, oraz choroby zwierzęce mogące ograniczać eksport. Ale jedno jest pewne – nowe otwarcie koreańskiego rynku to potężny zastrzyk energii dla polskiego sektora mleczarskiego i realna szansa na dalszy wzrost. Daleki Wschód staje się coraz ważniejszym punktem na mapie polskiego eksportu!

  • Split Payment już nie ochroni? Rząd przyjął dużą nowelizację VAT z kontrowersjami i ułatwieniami

    Split Payment już nie ochroni? Rząd przyjął dużą nowelizację VAT z kontrowersjami i ułatwieniami

    Myślałeś, że zapłacenie split paymentem automatycznie chroni Twoją firmę przed odpowiedzialnością za VAT sprzedawcy? Rząd właśnie przyjął projekt, który może to zmienić.

    To właśnie stało się podczas wtorkowego posiedzenia Rady Ministrów. Przyjęto projekt nowelizacji ustawy o VAT, który zakłada aż 25 zmian ważnych dla około 2 milionów podatników. Eksperci już wcześniej komentowali, że to „mieszanka uproszczeń i niepokojących rozwiązań”.

    Split payment już nie zawsze jest tarczą

    To jedna z najgłośniejszych zmian. Dotychczas solidarna odpowiedzialność była wyłączona, jeśli nabywca zapłacił za towar w mechanizmie podzielonej płatności. Teraz to się zmienia.

    Zgodnie z projektem, w niektórych sytuacjach nabywca będzie objęty odpowiedzialnością solidarną za zaległości podatkowe sprzedawcy nawet mimo zapłaty split paymentem. Kiedy? W trzech kluczowych przypadkach:

    • Gdy nabywca wiedział lub miał uzasadnione podstawy, aby przypuszczać, że sprzedawca nie wpłaci całego VAT lub jego części.
    • Gdy faktura stwierdza czynności, które nie zostały dokonane albo podaje kwoty niezgodne z rzeczywistością.
    • Gdy faktura potwierdza czynności dokonane w warunkach nadużycia prawa.

    Mówimy o transakcjach między podmiotami niepowiązanymi. Moim zdaniem każda cena uzgodniona między takimi podmiotami jest rynkowa. Odwoływanie się do wartości rynkowej jest więc niezrozumiałe – mówiła Małgorzata Samborska, doradca podatkowy z Grant Thornton, cytowana przez Business Insider.

    Projekt rozszerza także sam zakres odpowiedzialności solidarnej. Chodzi o:

    • Usługi niematerialne z nowego załącznika nr 16 (m.in. doradcze, zarządcze, rachunkowo-księgowe, reklamowe), gdy faktura przekracza 15 tys. zł.
    • Gdy wartość takich usług od jednego podmiotu w miesiącu (bez VAT) przekroczy 50 tys. zł.
    • Według projektu, odpowiedzialność może też dotyczyć transakcji bez uzasadnienia ekonomicznego, gdzie cena jest niższa od wartości rynkowej.

    Pozytywna strona medalu: ułatwienia dla przedsiębiorców

    Nie samym uszczelnianiem żyje podatnik. Projekt przewiduje też sporo zmian ułatwiających życie. Oto najważniejsze:

    • Możliwość sprawdzenia w wykazie podatników VAT statusu podatnika aż pięć lat wstecz. To umożliwi weryfikację na wybrany dzień, a nie tylko na dzień sprawdzenia.
    • Likwidacja obowiązku składania odrębnego zgłoszenia VAT-Z i informacji o spisie z natury przy likwidacji firmy.
    • Likwidacja obowiązku zapłaty VAT w ciągu 14 dni od wewnątrzwspólnotowego nabycia środka transportu.
    • Brak konieczności wskazywania w JPK_VAT podstawy opodatkowania przy nabyciu towarów/usług zwolnionych z VAT od podmiotów niebędących polskimi rezydentami podatkowymi.
    • Przedsiębiorcy nie będą musieli składać zgłoszenia aktualizacyjnego VAT-R przy zmianie siedziby i urzędu skarbowego.

    Nowości: Skład VAT i e-odprawa TAX FREE

    Rząd chce wprowadzić też zupełnie nowe instytucje. Jedną z nich jest tzw. skład VAT. To uproszczenie dla firm w międzynarodowym obrocie towarowym, znane w innych krajach UE. Pozwoli na stosowanie zerowej stawki VAT dla transakcji w składzie – obowiązek podatkowy powstanie dopiero przy wyprowadzeniu towaru.

    Dla podróżnych i sprzedawców dobra wiadomość to e-odprawa TAX FREE. Zmiany umożliwią samodzielne i dobrowolne zadeklarowanie wywozu towarów z dokumentem TAX FREE za pomocą terminali KAS.

    Projekt doprecyzowuje też przepisy o miejscu dostawy energii elektrycznej – zasady mają być jednakowe, niezależnie od dostawy przez system elektroenergetyczny czy poza nim.

    Kalendarz zmian: Kiedy czekają nas nowe przepisy?

    Kluczowe jest to, że zasadnicza część zmian ma wejść w życie 1 października tego roku. Jednak harmonogram jest rozłożony w czasie:

    • 1 lipca 2026 r. – wejście w życie większości przepisów (co do zasady).
    • 1 stycznia 2027 r. – rozpoczęcie obowiązywania części przepisów.
    • 1 stycznia 2028 r. – wejście w życie zapisów dotyczących e-odprawy TAX FREE.

    Projekt trafi teraz do Sejmu. Dla milionów firm w Polsce zaczyna się czas uważnego śledzenia prac parlamentarnych. Kontrowersje wokół rozszerzonej odpowiedzialności są duże, ale ułatwienia również znaczące. To będzie gorący temat na jesień.

  • Arctic Paper leci na łeb. Analitycy tną cele, a zarząd ostrzega o walce o przetrwanie

    Arctic Paper leci na łeb. Analitycy tną cele, a zarząd ostrzega o walce o przetrwanie

    Czy to już dna nie ma? Akcje Arctic Paper biją kolejne rekordy spadków, a eksperci z BM PKO BP dopiero co przytnął ich cenę docelową. Kurs spółki pożegnał się właśnie z poziomem 6 zł, wyznaczając nowy kilkuletni dołek. Od początku roku to blisko 30% straty.

    Kolejny cios od analityków

    We wtorek, 2 czerwca, światło dzienne ujrzał najnowszy raport BM PKO BP. Analitycy nie mieli litości. Cenę docelową dla akcji Arctic Paper obniżyli do 6,30 zł, z poprzednich 8,30 zł. Choć utrzymali rekomendację „trzymaj”, to jasno dali do zrozumienia, że trudne czasy nie mijają.

    W naszej ocenie utrudni to wdrożenie zapowiadanych podwyżek cen papieru o 8 – 10 proc. od II kwartału br. Zakładamy, że faktyczne podwyżki wyniosą 4 – 5 proc. w II kwartale oraz ok. 3 proc. w III kwartale i będą służyć głównie ochronie marż – stwierdzili analitycy, w tym Alicja Marcinkiewicz.

    Głównym problemem pozostaje słaby popyt na rynku papieru. Wykorzystanie mocy produkcyjnych w Europie jest na żenująco niskim poziomie 60-65%. Na horyzoncie nie widać oznak poprawy.

    Dlaczego tak źle? Trzy główne bolączki

    Zarówno zarząd spółki, jak i eksperci, wskazują na trzy główne źródła problemów:

    1. Geopolityka i słaby popyt: Konflikt na Bliskim Wschodzie i brak ożywienia popytu w UE, szczególnie w branży poligraficznej, która ogranicza wydatki marketingowe.
    2. Koszty, koszty, koszty: Zawirowania na rynku surowców windują koszty transportu i chemikaliów powiązanych z ropą. Nawet spadek cen szwedzkiego drewna jest niwelowany przez niekorzystne zmiany kursowe.
    3. Nadpodaż i konkurencja: Niska wykorzystanie mocy produkcyjnych w całej Europie uniemożliwia skuteczne przenoszenie wyższych kosztów na klientów.

    Strategia obronna: zacisnąć pasa i przetrwać

    Spółka nie czeka bezczynnie. Zarząd podjął radykalne decyzje. Wydatki inwestycyjne w 2026 roku zostały obcięte o połowę – do maksymalnie 150 mln zł z 300 mln zł rok wcześniej.

    Ale to, co powiedział prezes Michał Jarczyński, zabrzmiało wyjątkowo mocno. Podczas majowej konferencji wynikowej stwierdził, że jeśli grupie uda się zrealizować programy oszczędnościowe, będzie jedną z nielicznych firm branży, które przetrwają.

    Bieżąca sytuacja po zakończeniu pierwszego kwartału br. wciąż jest wymagająca. Spółka nie widzi szybkiej poprawy popytu, a odbudowa marż ma zależeć głównie od podwyżek cen, kontroli kosztów i ograniczenia inwestycji – zauważa Adam Zajler, analityk BM Banku Millennium.

    Co dalej? Czekanie na cud

    W kolejnych kwartałach Arctic Paper będzie działał w trybie defensywnym. Zarząd nie spodziewa się poprawy popytu w najbliższych 3-5 miesiącach. Wszystkie nadzieje pokładane są w skuteczności własnych działań.

    Analitycy z PKO BP są zgodni: nie oczekują istotnej poprawy rentowności w najbliższym czasie. Przy utrzymującej się presji kosztów i braku poprawy otoczenia rynkowego, odbicie jest mało prawdopodobne.

    Inwestorzy muszą się uzbroić w cierpliwość. Spółka walczy o przetrwanie w ekstremalnie trudnych warunkach, a powrót do dawnych poziomów wyceny wydaje się dziś bardzo odległą perspektywą.

  • Rekord świata w Nowej Dębie. Polska armia dostaje gigantyczny zastrzyk z SAFE

    Rekord świata w Nowej Dębie. Polska armia dostaje gigantyczny zastrzyk z SAFE

    Czy można w jeden dzień podpisać kontrakty zbrojeniowe o wartości 78 miliardów złotych? Okazuje się, że tak. Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił to w sobotę w Nowej Dębie na Podkarpaciu, określając wydarzenie jako bezprecedensowe w historii modernizacji polskiej armii.

    „Absolutny rekord świata”

    W ramach programu SAFE podpisano w ciągu kilku dni 62 kontrakty na łączną kwotę 120 miliardów złotych. W samej sobotę podpisano 29 umów wartych 78 mld zł. To właśnie ten dzień szef MON określił mianem absolutnego rekordu świata.

    Nigdy w historii procesu modernizacji polskiej armii, nigdy w historii procesu zakupów sprzętu dla Wojska Polskiego nie było takiego dnia, w którym podpisujemy w jednym czasie, w jednym dniu 29 umów na 78 mld złotych. To jest absolutny rekord świata. To jest dzień, który zmienia rzeczywistość — powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.

    Kluczowy kontrakt, wart ponad 13 miliardów złotych, zawarto z konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Dotyczy on budowy Narodowej Rezerwy Amunicyjnej i dostaw setek tysięcy sztuk pocisków artyleryjskich w kalibrze 155 mm.

    Huta Stalowa Wola na czele

    Ze 120 mld zł zakontraktowanych z polskim przemysłem, ok. połowa trafi do podkarpackiej Huty Stalowej Woli. To właśnie tam podpisano szereg umów w obecności rządowej delegacji, w tym pełnomocniczki rządu ds. SAFE Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej.

    Co dostanie wojsko? Umowy z HSW obejmują m.in.:

    • 146 bojowych wozów piechoty Borsuk – przyszły podstawowy pojazd opancerzony armii.
    • 96 armatohaubic Krab.
    • 64 samobieżne moździerze Rak na podwoziach Rosomaka.
    • 1000 wozów amunicyjnych, dowodzenia i łączności dla wyrzutni rakiet Homar-K.
    • Setki sztuk sprzętu towarzyszącego dla haubic K9PL.
    • Systemy minowania narzutowego Baobab-K oraz wozy dowodzenia 4×4.

    Pieniądze płyną szerokim strumieniem

    Program SAFE to unijna inicjatywa, w ramach której Polska jest największym beneficjentem z pulą 43,7 mld euro. Środki w formie pożyczek mają sfinansować zakupy sprzętu wojskowego.

    Pierwsza zaliczka w wysokości ponad 6 mld euro już trafiła na konto zarządzane przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Wszystkie zakontraktowane w pierwszej turze dostawy mają trafić do wojska do 2030 roku.

    Oprócz Huty Stalowa Wola, kontrakty podpisały dziesiątki innych firm. Zakłady Rosomaka dostarczą wozy ewakuacji medycznej i dowodzenia. Bydgoska Belma – systemy minerskie i miny. Grupa WB – setki bezzałogowców i amunicji krążącej Warmate.

    Wojsko wzmocni się też w cyberprzestrzeni (szyfratory i systemy kryptograficzne), dostanie nowe transportery rozpoznawcze Kleszcz, hełmy, kamizelki kuloodporne, a Marynarka Wojenna – dwa nowe okręty hydrograficzne.

    Co dalej z SAFE?

    To dopiero pierwszy etap. W najbliższych miesiącach zaplanowano podpisanie umów z państwami partnerskimi, w tym ze Skandynawią, Grecją i Kanadą. Przedstawiciele MON zapowiadają, że zagraniczne kontrakty będą dotyczyły tylko takiego sprzętu, którego nie da się wyprodukować w Polsce – jak np. powietrzne tankowce.

    Jedno jest pewne: program SAFE uruchamia właśnie potężną machinę inwestycyjną, która na lata zwiąże budżet obronny z polskim przemysłem zbrojeniowym. A wszystko po to, by – jak mówił szef MON – nikt nie był w stanie nam zagrozić.