Blog

  • Rewolucja płacowa 2027? Na stół wchodzi projekt podwyżki płacy minimalnej

    Rewolucja płacowa 2027? Na stół wchodzi projekt podwyżki płacy minimalnej

    Wyobraź sobie, że od przyszłego roku 3 miliony osób w Polsce dostaje nie tylko podwyżkę, ale też zupełnie nową zasadę liczenia wypłaty. Brzmi jak plan na rewolucję? I to jest właśnie to, o czym głośno dyskutuje rząd!

    Trzy propozycje, jedna decyzja

    Spokojnie, nikt nie rzuca haseł przez megafon. Po prostu trwają negocjacje wysokości płacy minimalnej na 2027 rok. Obecne 4806 zł ma pójść w górę – ale o ile? Na stole leżą aż trzy propozycje do rozważenia: związku zawodowe mają swoją, pracodawcy swoją, a Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej kolejną.

    Ostateczną kwotę zaproponuje rząd, a finał tego finansowego thrillera poznamy już niedługo! Ważna data w kalendarzu? Dzisiaj, 8 czerwca 2026 roku, o godz. 13:00 odbędzie się posiedzenie Stałego Komitetu Rady Ministrów. To właśnie tam zapadnie kluczowa decyzja.

    Najważniejsza liczba tygodnia

    Ministerstwo już zarekomendowało konkretny kierunek. Ich propozycja to podniesienie pensji minimalnej do 4986 zł brutto. Łapiecie kalkulatory? To oznacza wzrost o 3,7 proc. w porównaniu z obecnym stanem.

    „Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zarekomendowało, by wynosiło ono 4986 zł brutto, co oznaczałoby wzrost o 3,7 proc. w porównaniu z bieżącym rokiem.”

    Nie jest to jeszcze ostateczna decyzja, ale wiadomo, w którą stronę zmierzają rozmowy. Dla porównania – dziś dostajemy 4806 zł. Różnica robi wrażenie, prawda?

    Ale to nie wszystko! Zmieniają się zasady gry

    Tu dochodzimy do najciekawszej części. W tle tych negocjacji toczą się równoległe prace nad dużą zmianą w samym liczeniu pensji minimalnej. Mówimy o prawdziwej rewolucji, która wejdzie w życie już od stycznia 2027 roku.

    Na czym polega? Chodzi o to, że przez kolejne trzy lata znikną z niej różne dodatki. To nie jest tylko suchy przepis – to ma realny wpływ na miliony portfeli! Im wyższa będzie podwyżka pensji teraz, tym bardziej odczują ją w przyszłości pracownicy (na plus) i pracodawcy (na minus).

    Kto wygra, kto przegra?

    To oczywiście pytanie, na które dziś nikt nie da jednoznacznej odpowiedzi. Negocjacje to proces, a na stole leżą aż trzy różne wizje przyszłości. Pewne jest jedno: dyskusja dotyczy bezpośrednio trzech milionów zatrudnionych w Polsce. To nie są małe liczby!

    Dlatego warto śledzić dzisiejsze decyzje rządu. Od tego, jaka kwota zostanie ostatecznie zaproponowana, zależy nie tylko wysokość przyszłorocznych wypłat, ale też fundament pod nowy system obliczeń.

    Co dalej?

    Po decyzji Stałego Komitetu Rady Ministrów projekt trafi pod obrady rządu, a następnie będzie procedowany w parlamencie. Na finisz przyjdzie czas jesienią. Jednocześnie legislatorzy pracują nad już wspomnianymi zmianami w sposobie liczenia pensji minimalnej.

    Czy to oznacza, że za rok dostaniemy nie tylko więcej pieniędzy, ale też przejrzystszy system? Wszystko na to wskazuje. Ostateczna odpowiedź poznamy już wkrótce. Śledźcie uważnie – bo to jedna z najważniejszych kwestii dla polskiego rynku pracy!

  • Thorium Space rusza na giełdę! Polski deep-tech kosmiczny chce pozyskać 35 mln zł na technologie satelitarne

    Thorium Space rusza na giełdę! Polski deep-tech kosmiczny chce pozyskać 35 mln zł na technologie satelitarne

    Czy polska firma może zmienić oblicze europejskiego rynku bezpiecznej komunikacji kosmicznej? Thorium Space, polska spółka deep-tech działająca w sektorze satelitarnym, właśnie rozpoczęła proces pre-IPO, który poprowadzi ją do debiutu na NewConnect. Celem jest pozyskanie 30-35 milionów złotych na rozwój własnych, kluczowych technologii.

    Ambicje wykraczające poza granice

    Thorium Space specjalizuje się w technologii komunikacji satelitarnej (SATCOM) dla sektora instytucjonalnego, obronnego i infrastruktury krytycznej. Rynek secure SATCOM w Europie rosnie średnio ponad 11 proc. rocznie. Firma widzi swoją szansę w odpowiadaniu na potrzebę niezależnej, europejskiej infrastruktury. Prezes Piotr Mierzejewski w rozmowie z Interią Biznes stwierdził: „Europa znajduje się dziś w momencie przyspieszonej budowy własnych kompetencji w obszarze secure SATCOM”.

    Spółka nie działa w izolacji. Pracuje nad projektami z Europejską Agencją Kosmiczną i partnerami z sektora space tech. Niedawno podpisała także umowę o współpracy z Creotech Instruments. „Synergia wydaje się być oczywista” – mówi Mierzejewski. Dzięki temu Thorium Space może budować bardziej kompleksowe rozwiązania satelitarne, odpowiadając na potrzeby klientów oczekujących pełnych systemów.

    Na co idą pozyskane środki?

    Środki z IPO mają być przeznaczone na konkretne, rozwojowe cele. Firma planuje finansować:

    • Rozwój autorskich chipów BFIC i układów scalonych ASIC dla systemów SATCOM.
    • Rozbudowę payloadów (ładunków) telekomunikacyjnych.
    • Integrację produktów oraz dalszą komercjalizację technologii.

    Finansowanie ma zabezpieczyć realizację kluczowych projektów technologicznych do drugiej połowy 2027 roku. „Największa część środków trafi na rozwój własnych układów scalonych, payloadów telekomunikacyjnych i produktów, które w kolejnych latach mają generować przychody” – podkreśla prezes.

    Przewaga konkurencyjna: własne IP i wyłączność

    Kluczem do sukcesu Thorium Space jest rozwój własnej własności intelektualnej (IP). Spółka posiada wyłączność na sprzedaż wyspecjalizowanych układów BFIC w paśmie Ka aż do 2034 roku. To fundament jej strategii etapowej komercjalizacji – od komponentów i podsystemów do zaawansowanych systemów komunikacji.

    Firma buduje również demonstratora technologii, który planuje wynieść na niską orbitę okołoziemską (LEO) około 2031 roku. Docelowym klientem są instytucje państwowe: rząd, wojsko i instytucje publiczne. „To szansa na zbudowanie niezależnej łączności satelitarnej” – tłumaczy Mierzejewski, wskazując na przykład Starlinka w konflikcie rosyjsko-ukraińskim i potrzebę uniezależnienia się od decyzji zewnętrznych aktorów.

    IPO: nie tylko kapitał, ale też wiarygodność

    Harmonogram oferty jest już ustalony. Spotkania z inwestorami instytucjonalnymi mają odbyć się w dniach 8-10 czerwca 2026, a budowa księgi popytu między 10-12 czerwca. Oferta kierowana jest przede wszystkim do inwestorów kwalifikowanych oraz wybranych inwestorów indywidualnych z minimalnym zapisem o wartości 100 tys. euro. Obsługę prowadzą IPOPEMA Securities i Dom Maklerski INC.

    Prezes przyznaje, że po pre-IPO firma nie będzie potrzebowała więcej kapitału w momencie debiutu. Jednak wejście na giełdę ma też inne znaczenie. „W naszej branży budowanie wiarygodności trwa latami” – mówi. Status spółki publicznej daje transparentność, która jest kluczowa przy wieloletnich projektach i współpracy z agencjami rządowymi.

    Wyścig o co?

    Według Mierzejewskiego, współczesny wyścig kosmiczny nie jest już o to, kto poleci dalej lub wyżej. „To jest wyścig o technologie, dane i kontrolę nad infrastrukturą, z której korzystają państwa, firmy i obywatele” – podkreśla. Sektor kosmiczny stał się elementem budowania przewagi gospodarczej i geopolitycznej.

    Europa ma jednak trudną drogę. „Jeżeli chodzi o rywalizację cenową czy oferowanie produktu na poziomie klienta indywidualnego europejska gospodarka nie ma szans w porównaniu z USA” – przyznaje CEO. Dlatego europejskie firmy muszą skupić się na strategicznych, państwowych projektach, jak program IRIS², w który Thorium Space również chce się włączyć.

    Szczegóły oferty, harmonogram i prezentacja inwestorska będą dostępne na stronie spółki: https://thorium.space. Polski kosmiczny deep-tech wkracza na główny tor finansowy, mając jasny plan na zdobycie kluczowej pozycji w europejskim secure SATCOM.

  • Rynek pracy USA ogłasza paraliż? Nie tym razem! Nowe dane zadziwiły wszystkich

    Rynek pracy USA ogłasza paraliż? Nie tym razem! Nowe dane zadziwiły wszystkich

    Myśleliście, że amerykański rynek pracy zaczyna zwalniać? Najnowsze dane z maja rzucają zupełnie inne światło. Właśnie dostaliśmy solidny dowód na to, że największa gospodarka świata nie zamierza rezygnować ze swojego tempa.

    Mocne, jak się nie spodziewano

    Majowy raport zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (NFP) przyniósł prawdziwą burzę. Przybyło 172 tys. nowych miejsc pracy, podczas gdy ekonomiści spodziewali się zaledwie 85 tys. To nie jest tylko „lepiej niż prognozy” – to wynik dwa razy wyższy od konsensusu i przekraczający nawet najbardziej optymistyczne scenariusze. Tu pojawia się pierwsza niespodzianka.

    Ale jest i druga. Dane za poprzednie miesiące zostały znacząco poprawione w górę o 93 tys., co – jak zauważa analityk z XTB Research – samo w sobie stanowi wyjątkowe zaskoczenie, ponieważ Urząd Statystyki Pracy częściej rewiduje liczby w dół.

    „Chociaż wzrost zatrudnienia skoncentrował się głównie w kilku sektorach, liczba zwolnień również była umiarkowana” – komentuje sytuację CNBC.

    Gdzie rosło zatrudnienie?

    Wzrost nie był rozproszony, ale w kilku kluczowych branżach był naprawdę imponujący. Bezkonkurencyjnym liderem okazała się rekreacja i hotelarstwo, gdzie zatrudniono aż 70 tys. osób. To gigantyczny skok, biorąc pod uwagę, że średnia miesięczna dla tego sektora w ubiegłym roku wynosiła 14 tys.

    Na drugim miejscu znalazły się samorządy lokalne z 55 tys. nowych etatów. Tradycyjnie silny sektor opieki zdrowotnej dodał solidne 35 tys. miejsc, a pomoc społeczna – 12 tys.

    A co z bezrobociem? Tutaj panuje stabilizacja. Stopa bezrobocia w USA utrzymała się na poziomie 4,3%, dokładnie tak, jak miesiąc wcześniej i tak, jak prognozowali ekonomiści. Od co najmniej dwóch lat wskaźnik ten waha się w bardzo wąskim przedziale 4–4,5%.

    Płace i inflacja – dwie strony medalu

    Dobra passa na rynku pracy przekłada się także na portfele pracowników. Średnie zarobki godzinowe wzrosły o 0,3% miesiąc do miesiąca i o 3,4% w skali roku. Oba te wskaźniki są zgodne z oczekiwaniami rynku.

    Ale tutaj właśnie pojawia się kluczowy problem dla Rezerwy Federalnej. Silny rynek pracy, przy jednoczesnym odrodzeniu presji inflacyjnej, zupełnie zmienia scenariusz dla polityki pieniężnej. Według analizy XTB, główna miara inflacji CPI wzrosła w kwietniu do 3,8%, a bardziej niepokojąco rośnie inflacja bazowa.

    „Jako że obawy o rynek pracy bardzo mocno zelżały, Fed będzie mógł skoncentrować się niemal w pełni na drugiej części swojego mandatu, tj. zapewnieniu stabilizacji cen” – czytamy w analizie dla Parkiet.com.

    Co to oznacza dla rynków?

    Te dane to prawdziwy game-changer. Dyskusja o obniżkach stóp procentowych w USA w 2026 roku stała się, według ekspertów, dalece nieaktualna. Teraz pytanie brzmi raczej: „kiedy” nastąpi kolejne zacieśnienie, a nie „czy”.

    To natychmiast odbiło się na rynkach. Dolar umacnia się, a rentowności amerykańskich obligacji skokowo rosną (10-letnie o blisko 10 pb.), co zwykle nie wróży dobrze notowaniom na giełdzie. Wielu inwestorów zastanawia się, czy to właśnie początek wyczekiwanej korekty na Wall Street.

    Podsumowując, amerykański rynek pracy nie tylko się nie załamuje, ale pokazuje nieoczekiwaną siłę. Dla Fed oznacza to, że ma wolną rękę, by skupić się na walce z inflacją. A dla reszty świata – kolejny miesiąc silnego dolara i rosnącej niepewności co do kierunku amerykańskich akcji. Maj 2026 na rynku pracy zapisze się jako miesiąc, który wszystkich zaskoczył.

  • Złoty kontratakuje! Sprawdź, ile dziś zapłacisz za euro, dolara i franka

    Złoty kontratakuje! Sprawdź, ile dziś zapłacisz za euro, dolara i franka

    Polski złoty przejmuje inicjatywę w piątek 5 czerwca 2026 r., umacniając się względem głównych konkurentów na rynku Forex. To zaskakujący ruch, biorąc pod uwagę napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie i czekające rynki raporty. Co dokładnie pokazują dziś wskaźniki?

    Kursy dnia: złoty zyskuje

    O poranku największą zmiennością wykazała się para USD/PLN (-0,11%), wracając w okolice 3,64 zł. Euro także lekko traci (EUR/PLN: -0,03%), natomiast frank minimalnie zyskuje (CHF/PLN: +0,02%), a funt się osłabia (GBP/PLN: -0,07%).

    But wait, there’s more! Narodowy Bank Polski opublikował dziś swoje oficjalne średnie kursy. Wyglądają one następująco:

    • Dolar amerykański (USD/PLN): 3,6392 zł
    • Euro (EUR/PLN): 4,2348 zł
    • Frank szwajcarski (CHF/PLN): 4,6173 zł
    • Funt szterling (GBP/PLN): 4,8966 zł

    Wsparciem dla złotego jest przewidywalna polityka Rady Polityki Pieniężnej, która na czerwcowym spotkaniu utrzymała stopy procentowe bez zmian. Rynek ma jednak dziś przed sobą ważny dzień.

    Co dalej z dolarem? Wszystkie oczy na NFP

    Notowania USD/PLN tracą dziś na wartości, wracając w okolice wsparcia 3,64 zł. Z technicznego punktu widzenia para wciąż znajduje się w konsolidacji między wsparciem 3,58 a oporem 3,67 zł.

    Ale uwaga! Inwestorzy czekają na dzisiejszy raport z amerykańskiego rynku pracy (NFP), który rzuci więcej światła na wycenę kolejnych decyzji Rezerwy Federalnej. Na ten moment rynek nie spodziewa się już żadnych obniżek w tym cyklu, a raczej kieruje się w stronę potencjalnej podwyżki stóp w marcu 2027 r.

    Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest sytuacja geopolityczna. Fiasko rozmów pokojowych z Iranem sprawia, że w niedalekiej przyszłości rynek może wybić powyżej poziomu 3,67 zł.

    Euro wygląda na decyzję EBC

    Tymczasem kurs euro znajduje się w fazie wyczekiwania. Notowania EUR/PLN pozostają wyjątkowo stabilne, utrzymując się w wąskim przedziale wahań 4,23-4,26 zł.

    O co chodzi? Wspólna waluta czeka na przyszłotygodniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (11 czerwca), które – w przeciwieństwie do polskiej RPP – może przynieść podwyżkę stóp procentowych w strefie euro.

    Jeśli komunikat po decyzji EBC okaże się bardziej „gołębi”, to notowania euro mogą spaść w okolice 4,20 zł.

    Na razie jednak trend na parze EUR/PLN pozostaje mocno spadkowy.

    Frank – bezpieczna przystań w korekcie

    Ciekawie przedstawia się sytuacja franka szwajcarskiego, który tradycyjnie jest traktowany przez inwestorów jako „bezpieczna przystań”. Mimo lekkiego pogorszenia rynkowego sentymentu, notowania CHF/PLN wracają poniżej 4,62 zł.

    To efekt postępującej korekty po solidnym wzroście. Przypomnijmy, że od połowy kwietnia do 22 maja notowania CHF/PLN umocniły się o blisko 8 groszy. Napięcia polityczne i osłabienie dolara teoretycznie powinny jednak sprzyjać tej walucie.

    Funt po politycznej burzy

    Ostatni miesiąc nie był łaskawy dla funta, który przecenił się względem złotego o blisko 5 groszy. Powód? Kolejny kryzys polityczny w Wielkiej Brytanii i dywagacje na temat możliwej rezygnacji premiera Keira Starmera.

    Obecnie jednak notowania GBP/PLN wracają powyżej 4,90 zł. Na wykresie widać mieszane sygnały, które wskazują, że rynek nie ma pewności co do dalszego ruchu. Aktualnym scenariuszem może być próba przejścia do trendu bocznego.

    Podsumowując, polski złoty odrabia straty w piątek 5 czerwca, a jego dalsze losy będą zależały od dzisiejszych danych z USA oraz geopolitycznego nastroju. Zagraniczne waluty czekają na impuls.

  • Czarny tydzień na Wall Street? Spokój na rynku walutowym może się dziś skończyć

    Czarny tydzień na Wall Street? Spokój na rynku walutowym może się dziś skończyć

    Czy spadki na rynku technologii w USA i kluczowy raport o amerykańskim rynku pracy wstrząsną dziś globalnymi rynkami? Tymczasem polskie parkiety szykują się do przedłużonego weekendu, co grozi niższą płynnością. Co to oznacza dla kursu złotego?

    Nuda na polskim rynku? Winny długi weekend

    Pojutrze wielu z nas cieszy się dniem wolnym, a to ma bezpośredni wpływ na giełdę. Piątkowy handel w kraju może upłynąć pod znakiem niższej płynności za sprawą przedłużonego weekendu (wczoraj mieliśmy obchody Bożego Ciała). To oznacza, że transakcji może być mniej, a ruchy kursów – mniej dynamiczne. Ale to nie znaczy, że na świecie nic się nie dzieje.

    Na globalnych rynkach uwaga koncentruje się na dwóch rzeczach – powrotu notowań ropy do spadków po wcześniejszym silnym odbiciu oraz korekty na spółkach technologicznych w USA – czytamy w analizie DM BOŚ.

    I tu mamy potencjalnie historyczną chwilę: w efekcie korekty po raz pierwszy od 10 tygodni mamy szansę na czarną, spadkową świecę tygodniową na S&P500. To byłby wyraźny sygnał, że hossa w USA może tymczasowo tracić impet.

    Godzina „H” dla dolara: Raport NFP o 14:30

    Ale prawdziwy test nadejdzie dziś po południu. O godz. 14:30 czasu polskiego Departament Pracy USA opublikuje kluczowe dane z rynku pracy, tzw. raport NFP.

    Ekonomiści zakładają, że w maju stopa bezrobocia pozostała na poziomie 4,3%, a dynamika zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyhamowała do 85 tys. etatów ze 115 tys. w kwietniu. Spodziewane jest także spowolnienie dynamiki płacy godzinowej.

    Dlaczego to takie ważne? Silniejsze dane mogłyby dać wsparcie dolarowi, ustawiając bardziej „jastrzębią” narrację przed spodziewanym w połowie czerwca posiedzeniem Fed. Rośnie grono decydentów opowiadających się za wyższymi stopami procentowami na dłużej.

    Ale jest też druga strona medalu. W czerwcu na czele FOMC po raz pierwszy stanie Kevin Warsh, wobec którego inwestorzy oczekiwali dość dynamicznego luzowania polityki monetarnej. Oznaki ochłodzenia na rynku pracy mogłyby ułatwić forsowanie mniej jastrzębiej narracji.

    Spokój przed burzą? Kursy walutowe dziś

    W oczekiwaniu na ten raport, zmienność na rynku walutowym jest ograniczona. Jak podają analitycy XTB, para EURUSD nieznacznie się umacnia (0,2%), przekraczając poziom 1,163. Prowadzi to do skromnego umocnienia złotego.

    Kurs EURPLN pozostaje wokół rejonu 4,23, a USDPLN ustabilizował się w okolicach 3,64.

    Lepsze dane mogłyby dać wsparcie dolarowi… Ich wpływ na złotego byłby jednak ograniczony – ocenia Marek Rogalski, główny analityk rynkowy DM BOŚ.

    Co dalej? EBC z podwyżką, RPP bez apetytu

    Przyszły tydzień przyniesie decyzję Europejskiego Banku Centralnego. Wszystko wskazuje na to, że EBC dokona pierwszej podwyżki stóp procentowych w obecnym cyklu. Takowy ruch jest obecnie wyceniany przez rynki niemal w pełni, bo w 98%.

    Kluczowe będzie jednak nie to, jaka decyzja zapadnie, a w jakie tony uderzy prezeska Lagarde podczas konferencji prasowej.

    A co z Polską? Po ostatnim posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej wybrzmiał brak apetytu na podwyżki. W przekonaniu Rady obecny poziom stóp ma być adekwatny, by stabilizować inflację.

    Szansę na podwyżkę w 2026 r. postrzegamy jako bardzo niewielką – pisze Michał Jóźwiak z XTB.

    Podsumowując: dziś polski rynek może być senny, ale światowy – gotowy na reakcję. Wszystkie oczy są zwrócone na raport z USA, który może nadać ton dolarowi przed decyzjami głównych banków centralnych. Dla złotego bezpośrednie konsekwencje powinny być ograniczone, ale nie zmienia to faktu, że jesteśmy zależni od tego, co dzieje się za granicą.

  • MF szykuje rewolucję w opłatach dla turystów. Kto zyska, a kto dopłaci?

    MF szykuje rewolucję w opłatach dla turystów. Kto zyska, a kto dopłaci?

    Ministerstwo Finansów opublikowało projekt zmian, które w 2027 roku mogą całkowicie zmienić zasady pobierania opłat w uzdrowiskach i miejscowościach turystycznych. Chodzi o ściągalność i nowe ulgi.

    Nowa ulga dla osób z niepełnosprawnościami

    Resort finansów proponuje rozszerzenie obecnego zwolnienia z opłaty uzdrowiskowej i miejscowej. To prawdziwa rewolucja, bo obecnie przepisy obejmują jedynie osoby niewidome i ich przewodników.

    Z projektu wynika, że ze zwolnienia będą mogły skorzystać trzy kategorie osób:

    • osoby posiadające orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności;
    • dzieci do ukończenia 16. roku życia legitymujące się orzeczeniem o niepełnosprawności;
    • jedna osoba sprawująca nad nimi opiekę lub towarzysząca im podczas pobytu.

    MF twierdzi, że obecne przepisy nie przystają współczesnemu podejściu do równego traktowania osób z niepełnosprawnościami.

    „Taki zakres zwolnienia, ograniczony jedynie do osób niewidomych jest niewystarczający z punktu widzenia wspierania aktywności osób z niepełnosprawnością w stopniu znacznym oraz równego ich traktowania” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

    Oszczędności dla kuracjuszy mogą sięgnąć setek złotych

    Na nowych przepisach zyskają szczególnie osoby, które regularnie korzystają z leczenia uzdrowiskowego lub wyjeżdżają na dłuższe turnusy rehabilitacyjne (trwające dwa lub trzy tygodnie).

    Stawki opłat są ustalane przez gminy, ale ich maksymalny poziom określa ministerstwo. W najpopularniejszych kurortach nad morzem czy w górach wynoszą one obecnie maksymalnie około 6,38 zł za osobę za dobę.

    Gazeta Prawna wyliczyła, że przy najwyższych dopuszczalnych stawkach osoba z niepełnosprawnością i jej opiekun mogliby zaoszczędzić nawet ponad 280 zł podczas trzytygodniowego pobytu w uzdrowisku.

    Jednocześnie z ulgą… proponowana podwyżka stawek

    A tutaj niespodzianka! W tym samym projekcie resort zaproponował także podwyżkę górnych granic stawek.

    Obecnie w 2026 r. wyglądają one następująco:

    • Opłata miejscowa: 3,46 zł dziennie
    • Opłata miejscowa na obszarze ochrony uzdrowiskowej: 4,89 zł dziennie
    • Opłata uzdrowiskowa: 6,67 zł dziennie

    MF proponuje ich podwyżkę do – odpowiednio – 3,56 zł, 5,03 zł oraz 6,86 zł za noc.

    Zmienia się także cały system pobierania

    Tu czeka nas prawdziwa rewolucja administracyjna. Obecnie opłaty pobierają wyznaczeni przez gminę inkasenci.

    Projekt wskazuje, że odpowiedzialni za pobór będą płatnicy, czyli osoby i podmioty świadczące usługi zakwaterowania (hotele, pensjonaty, prywatne kwatery). Za pobór będą mogli otrzymywać wynagrodzenie. Co istotne, nie będą już musieli ustalać celu pobytu turysty, bo obecnie np. pobyty w celach biznesowych są zwolnione z opłaty.

    Jak tłumaczą eksperci, celem zmian jest poprawa ściągalności. „Proponowane zmiany mają na celu poprawę ściągalności opłat oraz wyeliminowanie luk, które potencjalnie pozwalały na uniknięcie tych opłat” – przyznaje Rafał Kran, doradca podatkowy i partner w MDDP, w rozmowie z Business Insider Polska.

    Dodatkowe zmiany dla turystów

    Projekt przewiduje też inne ułatwienia. Zwolnione z opłaty będą pobyty dłuższe niż 30 dni. Gminy uzyskają również możliwość ustalania niższych opłat ze względu np. na wiek turysty, cel jego pobytu czy lokalizację obiektu.

    Zmiany obejmą też podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC). Resort chce podnieść próg, od którego trzeba go płacić przy zakupie używanego sprzętu od osoby prywatnej. Obecnie limit ten wynosi 1000 zł.

    Kiedy wejdą w życie?

    Projektowana ustawa ma wejść w życie od 1 stycznia 2027 roku. Niektóre artykuły mają zacząć obowiązywać wcześniej – 14 dni od dnia ogłoszenia nowych przepisów.

    Jeśli projekt przejdzie całą ścieżkę legislacyjną, przyszłoroczne wakacje i wyjazdy lecznicze mogą wyglądać pod względem formalnym zupełnie inaczej.

  • Rynek staje na głowie: Azja w czerwonych liczbach, a wszystko przez… Iran?

    Rynek staje na głowie: Azja w czerwonych liczbach, a wszystko przez… Iran?

    Gdy Wall Street łapie oddech, azjatyckie parkiety zalewa czerwona fala. Czy to początek długo oczekiwanej korekty? Klucz do odpowiedzi może leżeć nie w spółkach technologicznych, ale na Bliskim Wschodzie, gdzie napięcie z Iranem grozi podpaleniem całego globalnego rynku.

    Noc spadków za oceanem

    Ostatnie godziny przyniosły wyraźne spadki na rynkach azjatyckich. Kospi stracił ponad 4%, Nikkei 1%, a Hang Seng niecały 1%. To ważny sygnał, bo na tygodniowych wykresach po raz pierwszy od 10 tygodni mogą zarysować się spadkowe układy. Ale gdzie szukać przyczyny? Fundamentalnie całą sytuację może rozstrzygnąć wątek globalnej inflacji i ruchów banków centralnych, a tu gigantyczne znaczenie mają ceny ropy naftowej.

    Cicha wojna o czarne złoto

    Ropa nieznacznie tanieje, ale to może być tylko chwilowa ulga. Administracja Donalda Trumpa twierdzi, że jest w środku kluczowej fazy finalnych negocjacji z Iranem. Amerykanie mają naciskać na Teheran, a konkretne odpowiedzi są spodziewane do końca tygodnia. Ale są problemy. Postawa Iranu w kluczowych kwestiach, jak kontrola nad Cieśniną Ormuz, zbytnio się nie zmieniła.

    Doniesienia o nocnych atakach w Zatoce Perskiej wywindowały w górę ceny ropy.

    Scenariusz „zawieszenia broni” i coraz częstszych nocnych incydentów, przy wciąż zamkniętej Cieśninie Ormuz, wygląda na absurdalny na dłuższą metę – zauważają analitycy. Rynki zaczynają się coraz bardziej obawiać dalszej eskalacji, która przedłuży problemy z tranzytem surowców z Zatoki Perskiej na kolejne miesiące.

    Banki centralne w pogotowiu

    Ten geopolityczny wulkan stawia w trudnej pozycji bankierów centralnych. Podwyżka stóp przez ECB na posiedzeniu 11 czerwca jest przesądzona, pytanie tylko o dalsze nastawienie. Dla rynków kluczowe będzie jednak stanowisko FED-u na posiedzeniu z Kevinem Warshem zaplanowanym na 16 czerwca.

    Decyzje będą zależały od danych. Dzisiaj poznaliśmy odczyty PMI dla usług, które finalnie w maju wypadły lepiej względem prognoz dla wielu krajów. Finalny odczyt PMI dla całej strefy euro wyniósł 47,7 pkt. Teraz wszyscy czekają na dane z rynku pracy USA.

    Stawka: dzisiejsze dane z USA

    Wszystkie oczy skierowane są na Departament Pracy USA. Publikacja danych za maj może przechylić szalę. Oczekuje się, że stopa bezrobocia pozostała na poziomie 4,3%, podczas gdy dynamika NFP (prac pozarolniczych) wyhamowała do 85 tys.. Lepsze odczyty będą stwarzać „jastrzębią” presję na FED i mogą nieco podbić dolara.

    Dzisiaj uwagę zwrócą także odczyty z rynku pracy w Kanadzie (publikowane o tej samej porze, tj. o 14:30).

    Waluty pod presją

    Dolar nieco zyskuje dzisiaj na fali podbicia nastrojów „risk-off”. Wyłamuje się z tego trendu jen japoński, co ma związek z testowaniem przez USD/JPY newralgicznego poziomu 160,00 i komentarzami minister finansów Katayamy o gotowości do potencjalnej interwencji.

    Na rynku EUR/USD technicznie linia trendu wzrostowego rysowana od dołków z marca nadal się broni, ale jej ostatnie naruszenie może być ostrzeżeniem. Para może zostać złamana, jeżeli dzisiejsze dane z USA będą lepsze, a rynki zaczną przykładać większą wagę do spekulacji wokół FED-u niż do ECB w przyszłym tygodniu.

    Podsumowując: geopolityka, dane makro i zapowiedzi banków centralnych – te trzy siły ścierają się dziś na globalnych rynkach. Od wyniku tego starcia zależy, czy czerwona fala z Azji dotrze na europejskie i amerykańskie parkiety, czy też uda się ją zatrzymać. Kluczowy dzień właśnie się rozpoczął.

  • Atal ma zielone światło na wielkie przejęcie. O co chodzi w transakcji za ponad 130 mln zł?

    Atal ma zielone światło na wielkie przejęcie. O co chodzi w transakcji za ponad 130 mln zł?

    Jeden z kluczowych warunków został spełniony. Atal S.A. otrzymał właśnie zgodę od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na przejęcie aktywów Grupy Budner. To ważny krok w kierunku finalizacji transakcji wycenionej na 133,5 miliona złotych.

    Co dokładnie kupuje cieszyński deweloper i jaki ma to cel? Zerknijmy na szczegóły.

    Zgoda UOKiK jest już w kieszeni

    Jak podała spółka w raporcie bieżącym, w dniu 3 czerwca 2026 roku Prezes UOKiK wydał zgodę na dokonanie koncentracji. Chodzi o przejęcie przez Atal kontroli nad szeregiem spółek celowych oraz nabycie nieruchomości gruntowych od BD1 Sp. z o.o. To kluczowy warunek zawieszający zawarty wcześniej w umowie przedwstępnej.

    Zgodnie z komunikatami, Atal ma przejąć 100% udziałów w siedmiu spółkach: Budner Inwestycje Sp. z o.o., Słoneczne Wzgórza Sp. z o.o., BD 2, BD 3, BD 4, BD 5 i BD 6 Sp. z o.o.

    Wielki skok na Trójmiasto i bank ziemi

    Dla Atalu to strategiczny ruch. Jak czytamy w komentarzach, transakcja pozwoli mu znacząco umocnić pozycję na rynku mieszkaniowym w Trójmieście.

    „Trójmiasto jest dla Atalu rynkiem o dużym znaczeniu, na którym spółka konsekwentnie buduje swoją pozycję od wielu lat. Region ten wyróżnia się wysoką aktywnością nabywców – zarówno osób kupujących mieszkania na własne potrzeby, jak i klientów traktujących nieruchomości jako inwestycję” – skomentował Zbigniew Juroszek, prezes Atalu, cytowany przez Parkiet.

    Kluczowym nabytkiem jest bank ziemi w Gdańsku, pozwalający zbudować 70 tys. mkw. powierzchni użytkowej mieszkań (PUM). W momencie zawierania umowy przedwstępnej w maju, Grupa Budner miała w ofercie dwa projekty, w tym inwestycję Rytelska z ponad 70 wolnymi lokalami.

    W przygotowaniu były trzy kolejne projekty, w tym Osiedle Malachitowe. Jego pierwszy etap ma obejmować 88 mieszkań i 10 lokali usługowych, a całość ma liczyć 350 mieszkań i blisko 20 lokali usługowych.

    Środki własne i dywidenda. Co dalej?

    Atal podkreśla, że przejęcie jest finansowane ze środków własnych i nie przeszkodzi w wypłacie dywidendy. 24 czerwca Walne Zgromadzenie (gdzie większość akcji kontroluje rodzina Juroszków) będzie głosować nad wypłatą 4,5 zł na akcję.

    Do pełnego sfinalizowania transakcji pozostało jeszcze uzyskanie zgód bankowych oraz decyzji administracyjnych. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Atal znacząco poszerzy swoją ofertę w regionie pomorskim.

    Deweloper w dobrej formie

    Na tle całego rynku Atal prezentuje się mocno. W pierwszym kwartale 2026 roku spółka sprzedała 644 lokale, co oznacza wzrost o 85% w porównaniu ze słabym analogicznym okresem 2025 roku i o 21% więcej niż w IV kwartale ubiegłego roku. Na koniec marca Atal dysponował rekordową ofertą 8,33 tys. lokali.

    Prezes Juroszek ocenia, że trend wzrostu sprzedaży kwartał do kwartału się utrzymuje. Pod koniec maja szacował, że w całym II kwartale br. spółka sprzeda więcej niż 700 lokali, a może nawet istotnie więcej.

    Cel na cały rok, ogłoszony jeszcze przed przejęciem Budnera, to sprzedaż 2,5-3 tys. mieszkań, wobec 1,68 tys. rok wcześniej.

    Czy to początek fali konsolidacji wśród deweloperów? Inne firmy, jak Dom Development, przyznają, że przyglądają się konkurencji, ale preferują zakup samych gruntów. Murapol stawia na rozwój organiczny, a Victoria Dom na razie nie planuje ekspansji przez przejęcia.

    Jedno jest pewne: Atal zielonym światłem od UOKiK rusza do kolejnego dużego nabytku, który ma mu zapewnić silniejszą pozycję w jednym z najcieplejszych rynków w Polsce.

  • WPH zdecydował! Gigantyczny skup akcji własnych rusza za kilka dni

    WPH zdecydował! Gigantyczny skup akcji własnych rusza za kilka dni

    Co robi spółka, gdy cena jej akcji jest atrakcyjna, a przepisy trochę zmuszają do działania? Wirtualna Polska Holding właśnie pokazała, jak to wygląda w praktyce. W środę, 3 czerwca 2026 roku, Zarząd podjął historyczną uchwałę o zakupie własnych akcji za astronomiczną sumę. Ale to dopiero początek całej historii.

    Decyzja zapadła: 3 828 130 akcji wraca do spółki

    Zgodnie z raportem bieżącym nr 17/2026, Zarząd WPH zdecydował o nabyciu dokładnie 3 828 130 akcji zwykłych na okaziciela. To nie jest byle jaka liczba – stanowi ona aż około 12,86% kapitału zakładowego spółki! Kupione pakiety będą dawały prawo do około 9,32% głosów na walnym zgromadzeniu. Po prostu gigantyczna operacja.

    Sprawa opiera się na pełnomocnictwach od akcjonariuszy. Uchwała została podjęta na podstawie upoważnienia zawartego w uchwale nr 6 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia z 23 czerwca 2025 r., która została zmieniona uchwałą nr 21 zaledwie dzień wcześniej – 2 czerwca 2026 r. Wszystko jest więc świeże i zgodne z wolą właścicieli.

    O co właściwie chodzi? To efekt zakończonego wezwania!

    Tutaj sprawa robi się jeszcze ciekawsza. Jak donosi Parkiet, zakończyło się właśnie wezwanie na akcje WPH. Ogłosiła je spółka wraz z trójką założycieli: Jackiem Świderskim, Michałem Brańskim i Krzysztofem Sierotą (oraz ich podmiotami powiązanymi).

    Kluczowy jest tutaj wynik. Inwestorzy złożyli zapisy na sprzedaż niecałych 3,83 miliona akcji. To zaledwie jedna piąta całej puli, o którą zabiegali wzywający! Spółka i założyciele chcieli odkupić prawie 18,45 mln walorów, co stanowiłoby 61,96% wszystkich akcji. Wzywali na wszystkie pozostające w obrocie papiery.

    Gdyby giełdowi inwestorzy odpowiedzieli gremialnie, wzywający posiadaliby 100 proc. akcji i mogliby bez problemu wycofać spółkę z giełdy – choć od początku twierdzili, że takiego zamiaru nie mają.

    Na szczęście (lub na nieszczęście, zależy z czyjej perspektywy) tak się nie stało. WPH zostaje z nami na parkiecie.

    Harmonogram i liczby, które robią wrażenie

    Skoro wiemy już, ile akcji i po co, czas na konkretne daty i kwoty. Według uchwały Zarządu:

    • Cena nabycia każdej akcji została ustalona na 59,00 zł.
    • Całkowita kwota przeznaczona przez spółkę na ten cel to oszałamiające 225 859 670,00 zł (czyli prawie 226 milionów złotych!). Pieniądze pochodzą z kapitału rezerwowego utworzonego z niepodzielonych zysków z lat ubiegłych.
    • Przewidywany termin zawarcia transakcji to 8 czerwca 2026 r.
    • Przewidywany termin rozliczenia to 10 czerwca 2026 r.

    Pośrednikiem w całej operacji jest Erste Bank Polska S.A. – Erste Biuro Maklerskie (dawne Santander Biuro Maklerskie).

    Dlaczego odzew nie był większy? Cena!

    Kluczem do zrozumienia stosunkowo niewielkiej skali zapisów jest właśnie oferowana stawka. 59 zł za akcję. Według analizy KPMG Advisory, ta cena była niższa od wartości godziwej akcji. Inwestorzy po prostu uznali, że nie opłaca im się sprzedawać po tej stawce. To logiczne.

    Co ciekawe, sami założyciele przyznawali, że do ogłoszenia wezwania… trochę zmusiły ich przepisy. Prezes Jacek Świderski tłumaczył wcześniej, że spółka nie mogła prowadzić zwykłego skupu akcji własnych dla obrony przed spadkiem notowań, ponieważ nabycie nawet jednej akcji oznaczałoby automatyczny obowiązek złożenia oferty na wszystkie pozostałe. Stąd taka, a nie inna forma działania.

    Co dalej z tymi akcjami?

    To teraz najważniejsze pytanie. Po zakupie WPH będzie posiadała gigantyczny pakiet własnych akcji. Co z nim zrobi? Na to pytanie odpowiedź jest na razie tajemnicą. Zarząd ma zdecydować o przeznaczeniu nabytych akcji w drodze odrębnej uchwały. Czy zostaną umorzone? Czy będą trzymane w skarbcu spółki? To już temat na kolejny komunikat.

    Jedno jest pewne – w przyszłym tygodniu na koncie WPH ubynie 226 milionów złotych, a w skarbcu przybędzie 12,86% jej własnego kapitału. To operacja na miarę jednego z największych graczy na polskim rynku internetowym. Będziemy uważnie śledzić, co dalej.

  • Polski skarb narodowy błyszczy! NBP pnie się w światowej czołówce złota.

    Polski skarb narodowy błyszczy! NBP pnie się w światowej czołówce złota.

    Czy Polska zasłużyła na miejsce w światowym gronie finansowych gigantów? Wystarczy spojrzeć na liczby: nasz bank centralny właśnie dołączył do elitarnej dziesiątki największych posiadaczy złota na świecie! To nie spekulacje, a oficjalne dane z konferencji prezesa NBP Adama Glapińskiego.

    Zasoby złota NBP: cel 700 ton jest coraz bliżej

    Podczas środowej konferencji prasowej szef Narodowego Banku Polskiego z dumą ogłosił kolejny kamień milowy. Według stanu na koniec kwietnia NBP posiadał 595 ton złota, a tylko w ciągu poprzedniego miesiąca dokupiono 18 ton tego cennego kruszcu. To jednak nie koniec ambicji!

    „Mamy 613 ton złota, a dążymy do 700 ton” – przypomniał prezes NBP Adam Glapiński.

    Ale to nie wszystko. Według danych prezentowanych podczas czwartkowej konferencji, NBP znalazł się w pierwszej dziesiątce banków centralnych świata pod względem posiadanych rezerw złota. „To historyczny moment” – podkreślił szef banku centralnego.

    Polska wśród światowych gigantów

    Złoto w skarbcu NBP to nie tylko sucha statystyka. Jego wartość rynkowa na koniec maja br. wyniosła astronomiczne około 324,2 mld zł. Z tego aż 153,2 mld zł to niezrealizowane przychody – czyli różnica między wyceną posiadanego złota po cenach rynkowych a średnią ceną jego zakupu.

    Na prestiżowej liście największych posiadaczy złota znalazły się:

    • Stany Zjednoczone
    • Niemcy
    • Włochy
    • Francja
    • Chiny
    • Rosja
    • Szwajcaria
    • Indie
    • Japonia
    • Polska

    Trend potwierdzony przez światowe dane

    Ten imponujący zakup nie jest odosobnionym przypadkiem. Dane World Gold Council pokazują, że w pierwszym kwartale 2026 roku banki centralne na całym świecie kupiły około 244 ton złota. A największym nabywcą? Tak jest – po raz kolejny z rzędu był to Narodowy Bank Polski.

    „Mówiłem wielokrotnie, że zasoby złota stabilizują polską gospodarkę” – stwierdził prezes Glapiński. I liczby zdają się potwierdzać tę tezę.

    Tło decyzji: inflacja, gospodarka i stopy procentowe

    Osiągnięcie w zakresie rezerw złota nie jest oderwane od szerszego kontekstu gospodarczego. Podczas tej samej konferencji prezes NBP skomentował również motywacje wtorkowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej.

    Według wstępnych danych GUS inflacja się obniżyła i mieści się blisko celu NBP – powiedział Adam Glapiński. Co więcej, polska gospodarka wciąż rośnie czterokrotnie szybciej niż strefa euro, choć dynamika wzrostu nieco hamuje.

    Kluczowy jest też spadek dynamiki wzrostu płac w I kwartale br., który był najniższy od 5 lat. Z punktu widzenia polityki pieniężnej, spadający impet wynagrodzeń zmniejsza presję inflacyjną.

    „Podsumowując, mamy do czynienia z lekko podwyższoną inflacją, której towarzyszy niższa dynamika płac” – podsumował szef NBP.

    Bez zmian w polityce stóp procentowych

    Rada Polityki Pieniężnej postanowiła pozostawić stopy procentowe bez zmian. Główna stopa procentowa NBP, czyli stopa referencyjna, została utrzymana na poziomie 3,75 proc.. Stopa depozytowa wynosi 3,25 proc., stopa lombardowa – 4,25 proc., stopa redyskontowa weksli 3,8 proc., a stopa dyskontowa weksli – 3,85 proc.

    Warto przypomnieć, że Rada Polityki Pieniężnej w tym roku obniżyła stopy procentowe raz – na początku marca, o 0,25 pkt proc..

    „Sytuacja inflacyjna w Polsce jest relatywnie dobra, w stosunku do innych gospodarek europejskich” – mówił Adam Glapiński. Dodał też, że skala szoku w obecnej sytuacji (wojna na Bliskim Wschodzie) jest niższa od 2022 roku, a stopy procentowe wyższe.

    RPP na bieżąco analizuje sytuację na Bliskim Wschodzie i rynkach. Kolejne decyzje będą uzależnione od napływających danych, a nie od spekulacji na przyszłość. To strategia, która – w połączeniu z rosnącymi rezerwami złota – ma zapewnić stabilność polskiej gospodarce w burzliwych czasach.