Blog

  • Trzy weta Nawrockiego: największa reforma podatkowa XXI wieku odrzucona

    Trzy weta Nawrockiego: największa reforma podatkowa XXI wieku odrzucona

    Prezydent Karol Nawrocki w czwartek zawetował trzy ustawy, wśród nich kluczową nowelizację Ordynacji podatkowej i Kodeksu karnego skarbowego – największą w tym stuleciu reformę systemu podatkowego. To nie koniec: po raz trzeci odrzucił też ustawę o rynku kryptoaktywów, a weto objęło również nowelizację dotyczącą świadczeń zdrowotnych. Równocześnie prezydent podpisał siedem innych ustaw, w tym dwie podatkowe.

    Dlaczego prezydent odrzucił reformę podatkową?

    Ustawa nad którą pracowało Ministerstwo Finansów (druk nr 2288) miała usunąć przepis pozwalający fiskusowi na wszczynanie postępowań karnoskarbowych tylko po to, by zawiesić bieg przedawnienia zobowiązań. Wiceminister finansów Jarosław Neneman podkreślał, że resortowi zależało na tym, aby podatki po pięciu latach rzeczywiście się przedawniały. Problem w tym, że nowela przewidywała również możliwość ścigania przestępców skarbowych nawet po przedawnieniu zobowiązania – co budziło poważne wątpliwości konstytucyjne.

    Neneman przyznał, że to właśnie ten przepis wzbudza największe obawy opinii publicznej. W swoim wystąpieniu argumentował:

    Przestępca, który okradł Skarb Państwa na miliony, nie powinien być bezkarny tylko dlatego, że urząd przez pięć lat nie był w stanie zobowiązania wyegzekwować (z różnych powodów).

    Biuro Legislacyjne Senatu oceniło jednak, że propozycja ta czyni przedawnienie „jedynie pozornym” i jest niezgodna z konstytucją.

    Prezydent Nawrocki w nagraniu na platformie X argumentował podobnie:

    „Państwo nie może tworzyć sytuacji, w której obywatel działa zgodnie z obowiązującymi przepisami, a po latach dowiaduje się, że państwo znalazło tylną furtkę na obejście własnych reguł” – mówił prezydent.

    Nawrocki wskazał, że nowela tworzyła mechanizmy pozwalające dochodzić roszczeń podatkowych bez faktycznego ograniczenia czasowego, co narusza art. 2 i art. 217 Konstytucji RP. Zwrócił też uwagę na ryzyko utraty prawa podatników do obrony – po przedawnieniu mogą bowiem zniszczyć dokumentację, a nowe przepisy narażałyby ich na postępowania wiele lat później. Prezydent ostrzegł również, że nowe regulacje mogłyby zakłócić konstytucyjny podział władzy, dając sądom karnym możliwość przejęcia zadań należących do administracji skarbowej i sądów administracyjnych.

    Nowelizacja przewidywała także zmianę sposobu liczenia terminu przedawnienia dla dochodzenia podatku od przychodów z nieujawnionych źródeł – pięcioletni bieg miałby się rozpoczynać od końca roku kalendarzowego następującego po roku powstania obowiązku podatkowego. Dodatkowo likwidowano przesłankę zawieszania przedawnienia przez wszczęcie postępowania karnego skarbowego, ale wprowadzano nową podstawę zawieszenia w przypadku postępowań dotyczących unikania opodatkowania.

    Kryptoaktywa i zdrowie – trzecie weto i „wrzutka” językowa

    Trzecie weto do ustawy o rynku kryptoaktywów potwierdza, że prezydent konsekwentnie blokuje regulacje w tej dziedzinie. Z kolei nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej przewidywała m.in. dostęp do leczenia antyretrowirusowego dla osób żyjących z HIV niezależnie od statusu ubezpieczeniowego oraz finansowanie badań pacjentów z WZW C w zakładach karnych z NFZ zamiast z budżetu Ministerstwa Zdrowia. Do ustawy dołączono jednak przepis wydłużający o rok termin na przedłożenie certyfikatu znajomości języka polskiego (poziom B1) dla lekarzy spoza Unii Europejskiej, np. z Ukrainy – do 1 maja 2027 r. Miało to ułatwić działanie szpitalom. Prezydent uznał, że cały pakiet wymaga ponownej analizy.

    Co prezydent podpisał?

    Podpis zyskały dwie nowelizacje podatkowe. Pierwsza (druk 2445) wydłuża termin na składanie plików JPKPIT i JPKCIT do 31 lipca po zakończeniu roku podatkowego. Druga (druk 2489) przedłuża o rok zwolnienia z podatku od spadków i darowizn dla środków przeznaczonych na usuwanie skutków powodzi.

    Prezydent zatwierdził też nowelizację ustawy o kuratorach sądowych, o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, a także ustawy związane z rozwojem e-zdrowia oraz udziałem Polski w systemie Eurodac.

    W efekcie trzy kontrowersyjne projekty – w tym kluczowa reforma podatkowa – wracają do Sejmu. Siedem pozostałych ustaw weszło w życie zgodnie z procedurą.

  • Zcash w ogniu krytyki: ukryta od lat luka w Orchard Pool wywołała panikę i 50-procentowy krach ZEC

    Zcash w ogniu krytyki: ukryta od lat luka w Orchard Pool wywołała panikę i 50-procentowy krach ZEC

    Gdyby nie czujność inżyniera bezpieczeństwa i wsparcie sztucznej inteligencji, sieć Zcash mogłaby zostać potajemnie zalana fałszywymi tokenami. Publiczne ujawnienie krytycznej podatności w puli Orchard wywołało w tym tygodniu błyskawiczną wyprzedaż ZEC – kurs runął o ponad połowę, a kapitalizacja projektu skurczyła się o niemal 3 mld USD. Deweloperzy stanęli przed wyścigiem z czasem.

    Tajemnicza luka, która przetrwała cztery lata

    Podatność istniała w sieci Zcash od maja 2022 roku. Znajdowała się w sercu łańcucha – w puli Orchard, czyli mechanizmie odpowiadającym za prywatne transakcje oparte na dowodach wiedzy zerowej (zero-knowledge proofs). Błąd umożliwiał manipulację procesem kryptograficznej weryfikacji, co w praktyce oznaczało możliwość tworzenia nieograniczonej liczby podrobionych tokenów ZEC.

    Dopiero 29 maja 2026 roku inżynier ds. bezpieczeństwa Taylor Hornby natknął się na defekt podczas ukierunkowanego audytu. W przeanalizowaniu skomplikowanego obwodu kryptograficznego pomógł mu model sztucznej inteligencji Claude Opus 4.8, opublikowany zaledwie dzień wcześniej. Hornby nie tylko zidentyfikował lukę, ale opracował i przetestował działający exploit – narzędzie zdolne wygenerować nieograniczoną liczbę fałszywych tokenów w sieci testowej.

    Awaryjna akcja ratunkowa w dwóch aktach

    Po zgłoszeniu problemu do Zcash Open Development Lab (ZODL) natychmiast uruchomiono procedurę awaryjną. Jak wyjaśnił Josh Swihart z ZODL, zespół przeprowadził dwuetapową aktualizację. Najpierw wdrożono soft fork, który tymczasowo wyłączył transakcje Orchard – chodziło o ograniczenie ryzyka bez zdradzania pełnego obrazu zagrożenia. Drugim etapem był hard fork o oznaczeniu NU6.2, aktywowany 3 czerwca, który trwale wyeliminował źródło problemu i przywrócił działanie puli.

    Shielded Labs, niezależna grupa wspierająca bezpieczeństwo sieci, podkreśliła, że rzeczywiste wykorzystanie luki przed łataniem jest relatywnie mało prawdopodobne – defekt był na tyle subtelny, że przez lata umykał specjalistom od kryptografii. Mimo to, z uwagi na właściwości prywatności puli Orchard, nie istnieje dziś kryptograficzna metoda pozwalająca jednoznacznie potwierdzić, czy ktoś wcześniej nie wygenerował fałszywych coinów.

    Rynek w panice – kurs ZEC runął, ale nie na długo

    Sama informacja o potencjalnym fałszowaniu tokenów wystarczyła, by wywołać panikę wśród inwestorów. Cena ZEC spadła z okolic 630 USD do minimum w pobliżu 303 USD, co oznaczało spadek o ponad 50% w ciągu kilkudziesięciu godzin. Kapitalizacja projektu stopniała o blisko 3 mld USD.

    Wśród tych, którzy zareagowali natychmiastowo, znalazł się współzałożyciel BitMEX Arthur Hayes. Na platformie X napisał: „Niestety, z powodu exploita w Orchard Pool musiałem sprzedać całą naszą pozycję w ZEC”. Hayes dodał, że nielegalną emisję tokenów uważa za mało prawdopodobną, ale przyznał, iż nie można kryptograficznie udowodnić, że do niej nie doszło. Wraz z ZEC pozbył się także pozycji w Hyperliquid i Near Protocol.

    Odbicie i lekcja na przyszłość

    Gdy emocje opadły, kurs ZEC zaczął odrabiać straty. W ciagu ostatniej doby (stan na 8 czerwca) wzrósł o 13,5%, do 428,67 USD, co oznacza odbicie o 41,5% względem minima z 5 czerwca. Mimo to token pozostaje daleko od poziomów sprzed kryzysu.

    Deweloperzy podkreślają, że incydent pozwolił przetestować procedury reagowania i zacieśnić współpracę z kluczowymi podmiotami sieci, takimi jak pule wydobywcze ViaBTC i Foundry. Shielded Labs współpracuje już nad kolejną aktualizacją, która ma umożliwić niezależną weryfikację integralności podaży ZEC.

    Przypadek Zcash to kolejne ostrzeżenie dla całego rynku kryptowalut stawiających na zero-knowledge proofs. Jak zauważył Mert Mumtaz z Helius, błędy w obwodach kryptograficznych są trudne do wykrycia, ale gdy już wyjdą na jaw, potrafią zachwiać zaufaniem do całego projektu. Pytanie, czy inwestorzy zdążą odbudować wiarę w Zcash, zanim kolejna luka – jeśli istnieje – zostanie ujawniona.

  • AI wywraca rynek pracy do góry nogami? „Zagrożony jest każdy pracownik umysłowy”

    AI wywraca rynek pracy do góry nogami? „Zagrożony jest każdy pracownik umysłowy”

    Informacje o zwolnieniach związanych ze sztuczną inteligencją pojawiają się coraz częściej – i nie dotyczą już tylko fabryk czy magazynów. Pracownicy umysłowi również zaczynają się niepokoić. Eksperci ostrzegają, że zagrożenie nie jest chwilowe, a strukturalne – i może dotknąć praktycznie każdego, kto pracuje głównie głową.

    „Zagrożony jest każdy pracownik umysłowy”

    Michael Housman, założyciel firmy AI-ccelerator specjalizującej się w edukacji i doradztwie w zakresie AI, w rozmowie z Business Insiderem stwierdza wprost: „Szczerze mówiąc, zagrożony jest każdy pracownik umysłowy”. Jego zdaniem żaden sektor nie jest bezpieczny. Jednocześnie Housman przedstawił sześć konkretnych kroków, które mogą pomóc zabezpieczyć karierę przed wpływem AI.

    Dramatyczne liczby potwierdza raport Światowego Forum Ekonomicznego „Global Risks Report 2026”. Szacuje się w nim, że do 2030 roku nawet 92 mln pracowników na całym świecie może zostać wypartych z rynku pracy przez AI.

    To cecha, a nie błąd

    Jeszcze dalej idzie Dario Amodei, CEO firmy Anthropic (twórcy modelu Claude). W swoim najnowszym eseju dotyczącym polityki publicznej pisze wprost, że utrata miejsc pracy może być nieodłączną cechą sztucznej inteligencji, a nie tylko jej efektem ubocznym. Jak argumentuje: „istnieje realna możliwość, że mimo prób łagodzenia skutków AI doprowadzi do znaczącej i trwałej utraty miejsc pracy” i że może to być „wewnętrzna właściwość tej technologii oraz sposobu, w jaki szeroko naśladuje ludzkie poznanie”.

    To zmienia optykę. Jeśli systemy AI są projektowane tak, by wykonywać coraz więcej pracy poznawczej człowieka, to masowe zwolnienia przestają być tylko kwestią złych decyzji firm – stają się naturalnym następstwem działania technologii. Amodei już wcześniej ostrzegał, że AI może wyeliminować połowę stanowisk dla początkujących pracowników umysłowych w ciągu pięciu lat oraz podnieść bezrobocie do poziomu 10–20 proc.. W najnowszym eseju odchodzi jednak od konkretnych prognoz na rzecz rozwiązań systemowych.

    Co zrobić, gdy praca zniknie na stałe?

    Amodei w swoim eseju przedstawia dwutorowe podejście: spowolnić negatywne skutki i sprawiedliwie dzielić korzyści. Wzywa do lepszego „mierzenia i monitorowania” wpływu AI na rynek pracy, w tym rozszerzenia statystyk rządowych. Opowiada się za „zachętami sprzyjającymi zatrudnieniu”, takimi jak:

    • ubezpieczenie dochodu dla pracowników zmuszonych do przyjęcia gorzej płatnej pracy z powodu AI,
    • ulgi podatkowe dla firm utrzymujących zatrudnienie,
    • granty na szkolenia zawodowe,
    • lepsze systemy dopasowania pracowników do ofert pracy.

    Jeśli jednak okaże się, że AI trwale zmniejszy zapotrzebowanie na pracę ludzi, rządy – zdaniem Amodeiego – będą musiały pójść dalej. W eseju sugeruje wprowadzenie długoterminowego wsparcia dochodowego, na przykład powszechnego dochodu podstawowego, finansowanego z podatków od firm AI lub wyższych podatków od zysków kapitałowych. Wspomina też o idei powszechnych rachunków kapitałowych jako sposobie na bardziej równomierne rozdzielenie bogactwa tworzonego przez AI.

    Zmiana tonu liderów branży

    Jak donosi Business Insider, esej Amodeiego pojawia się w momencie, gdy czołowi liderzy AI – w tym on sam oraz Sam Altman – zmieniają narrację. Wcześniej podkreślali destrukcyjny wpływ technologii, teraz częściej mówią o korzyściach dla pracowników i społeczeństwa. Ta zmiana tonu zbiega się z przygotowaniami do historycznych ofert publicznych ich firm.

    Mimo to Amodei pozostaje realistą. W swojej nocie politycznej podkreśla: jeśli potencjał AI rzeczywiście okaże się tak ogromny, jak twierdzą jego twórcy, społeczeństwo musi mieć plan dla pracowników, którzy mogą nie odnieść automatycznie korzyści z tego wzrostu. Anthropic deklaruje, że chce pomagać firmom-klientom w znajdowaniu nowych źródeł przychodów i „robieniu więcej z obecnymi pracownikami”, zamiast skupiać się wyłącznie na redukcji kosztów.

    Na razie jednak jedno jest pewne: zarówno Housman, jak i Amodei apelują, by nie bagatelizować ryzyka. Tempo zmian może być znacznie szybsze, niż się spodziewamy.

  • Synektik bije rekordy: zysk skacze o ponad 50%, a portfel zamówień pęka w szwach

    Synektik bije rekordy: zysk skacze o ponad 50%, a portfel zamówień pęka w szwach

    Spółka medtech z GPW dostarcza kolejne powody do optymizmu. Synektik opublikował wyniki za pierwsze półrocze roku obrotowego 2025/2026, które pokazują dynamiczny wzrost na wielu płaszczyznach. Zarówno przychody, jak i zysk netto poszybowały w górę, a wartość nowo pozyskanych kontraktów przekroczyła 311 mln zł. To więcej niż dwukrotność wyników z analogicznego okresu rok wcześniej.

    Wyniki finansowe w pigułce

    Skonsolidowany zysk netto z działalności kontynuowanej wyniósł 82,87 mln zł wobec 55,16 mln zł przed rokiem – oznacza to wzrost o ponad 50%. Całkowity zysk netto sięgnął 331,3 mln zł, uwzględniając jednorazowy zysk z wydzielenia spółki Syn2bio. Przychody grupy zwiększyły się o 35%, osiągając 441,16 mln zł. EBITDA wzrosła o 46% do 118,03 mln zł, a zysk operacyjny zamknął się kwotą 107,69 mln zł.

    Które segmenty napędzają wyniki?

    Największym motorem pozostaje segment zaawansowanych urządzeń medycznych, systemów IT i usług serwisowych. Przychody w tej części biznesu zwiększyły się o 36% do 413,6 mln zł, a EBITDA segmentu skoczyła o 46% do 121 mln zł. Dział radiofarmaceutyków radzi sobie dobrze – przychody wzrosły o 17% do 27,5 mln zł, a EBITDA o 13% do 8,7 mln zł.

    Spółka chwali się rosnącymi przychodami powtarzalnymi, które w pierwszym półroczu sięgnęły 208,2 mln zł – to wzrost o 28% rok do roku. Dzięki nim wyniki stają się bardziej przewidywalne i mniej zależne od pojedynczych kontraktów.

    Rekordowy portfel zamówień

    W pierwszym półroczu grupa pozyskała kontrakty na dostawy sprzętu medycznego o wartości 311 mln zł. To ponad dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Na start drugiej połowy roku Synektik wkracza z backlogiem i aktywnymi projektami sprzedażowymi o łącznej wartości blisko 280 mln zł.

    II kwartał – jeszcze lepsze tempo

    Sam drugi kwartał roku obrotowego (styczeń–marzec 2026) przyniósł imponujące dynamiki. Skonsolidowany zysk netto z działalności kontynuowanej wyniósł 39,8 mln zł – ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. EBITDA wzrosła o 91% do 58,4 mln zł, a przychody ze sprzedaży skoczyły o 71% do 213,2 mln zł. Rentowność EBITDA sięgnęła 27,4%, czyli o blisko 3 punkty procentowe więcej.

    Ekspansja w kraju i za granicą

    Synektik podpisał umowę z amerykańską firmą HistoSonics na wyłączną dystrybucję systemu Edison w Polsce, Czechach, na Słowacji oraz w krajach bałtyckich. Edison wykorzystuje technologię histotrypsji – bezoperacyjnego niszczenia nowotworów wątroby za pomocą ultradźwięków. System działa już w ponad 150 placówkach w USA, a procedura dopuszczenia do rynku unijnego jest w toku.

    Firma rozwija też działalność na Ukrainie jako dystrybutor systemów da Vinci, przygotowuje pierwsze dostawy do krajów bałtyckich i kontynuuje ekspansję w Europie Środkowej. Spółka korzysta z krajowych środków z KPO, które napędzają modernizację polskich szpitali.

    Dywidenda i giełdowa hossa

    Od początku 2023 roku kurs akcji Synektiku wzrósł o blisko 1100%, a polityka dywidendowa robi równie duże wrażenie. Jeszcze w 2020 roku akcjonariusze otrzymywali 0,36 zł na akcję, a w 2026 roku wypłata sięgnęła 10,75 zł na akcję – to wzrost o ponad 2800% w sześć lat. Przy obecnym kursie około 280 zł stopa dywidendy wynosi około 3,55%. Średni wskaźnik wypłaty to aż 97,5%.

    Co dalej?

    Prezes i założyciel Synektika, Cezary Kozanecki, nie kryje optymizmu:

    Mamy podstawy, by sądzić, że druga połowa roku w naszym wykonaniu również będzie stała pod znakiem dynamicznego rozwoju naszej działalności, na co wpływ będzie mieć m.in. trwający w Polsce intensywny proces modernizacji systemu opieki zdrowotnej z wykorzystaniem środków z KPO. Kontynuujemy geograficzną ekspansję… Dywersyfikacja produktowa oraz geograficzna działalności, w połączeniu z rosnącymi przychodami powtarzalnymi, stanowi solidny fundament dla wzrostu wartości Grupy w kolejnych latach.

    Obecnie kurs znajduje się około 15% poniżej historycznych szczytów, a perspektywy na drugą połowę roku – z backlogiem 280 mln zł i rosnącą dywersyfikacją – wyglądają solidnie.

  • Polska bije rekordy wzrostu miliarderów. Wyprzedzamy całą Europę

    Polska bije rekordy wzrostu miliarderów. Wyprzedzamy całą Europę

    Jeszcze kilka lat temu nikt nie mówił o Polsce w kontekście dóbr luksusowych. Dziś to właśnie Warszawa, a nie Paryż, Berlin czy Londyn, przyciąga najbogatszych i najbardziej ekskluzywne marki. Skąd ta zmiana? Odpowiedzią jest tempo, w jakim rośnie u nas liczba miliarderów dolarowych.

    Ponad 120% wzrostu w pięć lat

    Z najnowszego raportu firmy konsultingowej Frank Knight, cytowanego przez szwedzki dziennik „Svenska Dagbladet”, wynika, że w ciągu najbliższych pięciu lat liczba miliarderów dolarowych w Polsce wzrośnie o 123% – z obecnych 13 do 29. To najszybsze tempo w całej Europie. Dla porównania, w Szwecji, która zajmuje drugie miejsce na Starym Kontynencie, przyrost ma wynieść 81%.

    Światowym liderem wzrostu liczby miliarderów w tym zestawieniu jest Arabia Saudyjska. Jednak skok, jaki ma nastąpić nad Wisłą, stawia nas tuż za nią i daleko przed resztą europejskich gospodarek.

    Luksusowe marki w Warszawie

    Szwedzka gazeta zwraca uwagę, że symbolem tego trendu jest otwarty niedawno w Warszawie salon Maybacha. Poza stolicą Polski podobny salon działa od 2022 roku jedynie w Szanghaju – mieście, według magazynu „Forbes”, zamieszkałym przez ponad 90 miliarderów.

    To nie jedyny przykład. Rolls-Royce odnotował w Polsce rekordowy rok sprzedaży. Co więcej, w planach jest otwarcie w Warszawie showroomu, w którym klienci będą mogli zamawiać auta marek Rolls-Royce, McLaren i Aston Martin, a przy ich konfiguracji wybierać materiały wykończeniowe z 24-karatowego złota.

    Warszawa centrum luksusu dla całego regionu

    „Svenska Dagbladet” podkreśla, że Warszawa staje się miejscem ekspansji luksusowych marek na cały region Europy Środkowo-Wschodniej. To nie przypadek. Polska gospodarka, mimo wyzwań, notuje stabilny wzrost, a zagraniczni inwestorzy dostrzegają potencjał. W ankiecie Business Sweden z 2025 roku ponad połowa szwedzkich firm zadeklarowała plany zwiększenia inwestycji w Polsce.

    Dziennik przypomina, że w ponad trzy dekady od upadku komunizmu Polska stała się jedną z 20 największych gospodarek świata, z PKB na poziomie 3,5–3,6%. Z prognoz Komisji Europejskiej wynika, że w Europie tylko Malta ma rozwijać się szybciej. Do pozytywnych wskaźników zalicza się również utrzymujące się niskie bezrobocie oraz znaczny wzrost konsumpcji gospodarstw domowych.

    A jak wypadamy w szerszym rankingu? Jest niuans

    Choć wzrost zamożności najbogatszych jest imponujący, to spojrzenie na całościowy obraz gospodarki przynosi nieco inne wnioski. W maju Warsaw Enterprise Institute przedstawił V edycję Wskaźnika Bogactwa Narodów – indeksu opracowanego przez ekonomistę Karola Zdybla, który obok PKB bada również jakość wydatków publicznych. Klasyfikacja obejmuje kraje Unii Europejskiej i OECD.

    W tegorocznym zestawieniu 38 państw najwyższe miejsca przypadły Irlandii, Szwajcarii i Norwegii (która po raz kolejny wyprzedziła Stany Zjednoczone). Polska uplasowała się na 27. pozycji, utrzymując lokatę z ubiegłego roku. Jednak liczba przyznanych punktów spadła – z 68,6 w 2024 roku do 66,2 w 2025 roku.

    Raport podkreśla, że o ile globalny skok ekonomiczny Polski zasługuje na uznanie, o tyle stale obniżająca się efektywność wydatków publicznych budzi coraz większy niepokój.

  • Polska kocha ulgi: kto nie płaci podatków i ZUS? Lista jest długa

    Polska kocha ulgi: kto nie płaci podatków i ZUS? Lista jest długa

    Rządowy projekt dopłat do składek ZUS dla najmniej zarabiających artystów wywołał prawdziwą burzę. Według sondażu Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”, aż 74 proc. badanych jest przeciwnych pomysłowi, by państwo płaciło za artystów emerytury i składki. W przestrzeni publicznej pojawia się argument, że to kolejna uprzywilejowana grupa. Problem w tym, że – jak wynika z analizy Business Insider Polska – lista osób, które już dziś płacą niższe podatki lub składki, albo nie płacą ich wcale, jest zaskakująco długa.

    PIT równy zero – kto załapuje się na kwotę wolną?

    Z podatku dochodowego (PIT) w ogóle nie muszą się rozliczać osoby o niskich dochodach. Kwota wolna od podatku wynosi 30 tys. zł. Małżonkowie mogą skorzystać z podwójnej kwoty wolnej, czyli nie płacą PIT, jeśli ich łączny dochód nie przekracza 60 tys. zł.

    Do tego dochodzą tak zwane ulgi zerowe. Dzięki nim osoby, których przychód nie przekracza 115 825 zł rocznie, również mogą nie płacić podatku. Z tej opcji korzystają:

    • Młodzi do 26. roku życia – ulga obejmuje przychody z pracy, umów zlecenia, praktyk absolwenckich, stażu uczniowskiego oraz zasiłków macierzyńskich.
    • Osoby powracające do kraju – nie tylko Polacy, którzy wracają z zagranicy, mogą cieszyć się zerowym PIT nawet przez cztery lata po powrocie.
    • Pracujący seniorzy.
    • Rodziny 4+ – małżonkowie wychowujący co najmniej czworo dzieci, po uwzględnieniu wspólnego rozliczenia, ulgi na dzieci i kwoty wolnej, mogą osiągnąć dochód nawet w okolicach 270 tys. zł i nie zapłacić ani złotówki podatku.

    Ulgi, preferencje i niższe stawki – nie tylko dla artystów

    Mnóstwo Polaków płaci po prostu mniejszy podatek, korzystając z preferencji. Wspólne rozliczenie małżonków stosuje około 8 milionów podatników. Z rozliczenia jako osoba samotnie wychowująca dziecko korzysta około 600 tys. osób.

    Nie brakuje też ulg, które potrafią całkowicie wyzerować podatek. Przykładem jest ulga termomodernizacyjna – limit odliczenia od dochodu wynosi 53 tys. zł, a dla małżonków aż 106 tys. zł. Najpopularniejsza jest jednak ulga na dziecko, która jako jedyna jest odliczana bezpośrednio od podatku, a nie od dochodu. Przedsiębiorcy rozliczający się według skali PIT mają do wyboru kilkanaście różnych ulg.

    Osobną historią są programiści, którzy spełniają warunki ulgi IP Box – mogą płacić podatek w wysokości zaledwie 5 proc. Niższy podatek płacą też osoby z tak zwanymi 50-procentowymi kosztami uzyskania przychodów – to około 300 tys. podatników z kilkudziesięciu zawodów twórczych, badawczych i artystycznych.

    Kto płaci niższe składki ZUS?

    Jak zwraca uwagę Izabela Leśniewska, doradca podatkowy z Alo-2, przywileje składkowe to nie tylko domena artystów. – Z punktu widzenia składkowego z ulg korzystają służby mundurowe, wojsko, policja, sędziowie i prokuratorzy – wylicza ekspertka. Niskie składki w porównaniu z etatowcami płacą również rolnicy, którzy podlegają pod KRUS.

    Przedsiębiorcy mogą skorzystać z całej drabinki ulg: ulgi na start przez pierwsze sześć miesięcy działalności, preferencyjnego ZUS przez kolejne 24 miesiące, a następnie małego ZUS Plus przez następne 36 miesięcy.

    Ekspertka zwraca też uwagę na mechanizmy prawne pozwalające na zmniejszenie obciążeń. Jej zdaniem, jeśli ktoś ma przychody z dwóch różnych umów, ale nie są to umowy o pracę, składki płaci tylko od jednej z nich. Podobnie działa to w przypadku przedsiębiorcy, który może uniknąć wysokiego ZUS-u przez zbieg tytułów ubezpieczenia. Osoby przed 26. rokiem życia mają możliwość przejścia na umowę zlecenie, co pozwala im nie płacić ani składek, ani podatku w ramach ulgi dla młodych.

    Do tego dochodzi nagminne, jak to określa doradczyni, niepłacenie składek przez studentów, którzy po skończeniu studiów (około 24. roku życia) zapisują się do szkoły średniej, by przez kolejne dwa lata zachować status ucznia i uniknąć ZUS. – Doktorat po studiach nie daje takich możliwości, ale technikum po studiach już tak – podkreśla Leśniewska.

    Ile kosztuje obsługa dopłat?

    Dyskusja o przywilejach dla artystów przesłania jednak inny, poważniejszy problem. Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek rady nadzorczej ZUS, zwraca uwagę na ukryte koszty administracyjne nowego prawa. Jego zdaniem, aby dopłacić 100 zł do składek artysty, państwo w pierwszym roku będzie musiało dołożyć około 8,50 zł na samą obsługę administracyjną. Co ważne, Kozłowski podkreśla, że dopłaty dla artystów nie są tożsame z emeryturami górniczymi czy rolniczymi. Listę wyłączeń i preferencji w ZUS, którą na portalu X przedstawił Marek Skawiński, były dyrektor Departamentu Polityki Makroekonomicznej w Ministerstwie Finansów, jest – jak sam zaznacza – niekompletna. Obejmuje ona m.in. duchownych, nianie i, od 2026 roku, marynarzy.

  • Polski dług droższy niż w Niemczech. Eurostat wskazuje na 4,5% koszt obsługi

    Polski dług droższy niż w Niemczech. Eurostat wskazuje na 4,5% koszt obsługi

    Koszty obsługi polskiego długu publicnego biją unijne rekordy – ale w niechlubnym znaczeniu. Najnowsze dane Eurostatu pokazują, że Polska płaci za swoje zadłużenie ponad dwa razy więcej niż Niemcy, a w zestawieniu ustępuje tylko Rumunii.

    Eurostat: Polska z kosztem długu na poziomie 4,5%

    Opublikowany w poniedziałek raport europejskiego urzędu statystycznego ujawnia szacunkowy koszt obsługi długu brutto sektora instytucji rządowych i samorządowych. Dla Polski wynosi on 4,5% – to drugi najwyższy wynik wśród krajów, dla których dostępne były dane. Wyższy wskaźnik zanotowała tylko Rumunia (5,2%).

    Dla porównania, Czechy i Włochy mają koszt na poziomie około 3%, a większość państw Europy Zachodniej notuje wartości poniżej 2%: Niemcy 1,8%, Francja, Finlandia i Szwecja po 1,9%, Holandia 1,7%, Luksemburg 1,5%. Najniższy wskaźnik odnotowano w Irlandii – zaledwie 1,4%.

    Jak podaje Eurostat, „w większości krajów UE, dla których dostępne były dane, koszt długu publicznego nieznacznie wzrósł lub pozostał stabilny w latach 2024‑2025”. W Polsce koszty zadłużenia wzrosły rok do roku. Spadkiem mogło się pochwalić siedem państw – największy odnotowano w Estonii (-0,8 pkt proc.), Szwecji (-0,3 pkt proc.) i Chorwacji (-0,2 pkt proc.).

    Co oznacza „pozorny koszt długu”?

    Eurostat posługuje się wskaźnikiem „apparent cost of general government gross debt” – czyli pozornym kosztem długu publicznego brutto. To nic innego jak średnie efektywne oprocentowanie całego państwowego zadłużenia w danym roku. Nie odzwierciedla ono rynkowego kosztu nowego długu, ale pokazuje uśredniony koszt historyczny – mieszankę starych, bardzo tanich obligacji wyemitowanych przy zerowych stopach oraz nowych, droższych papierów z czasów wysokiej inflacji.

    Dlaczego to ważne? Wskaźnik ten sygnalizuje trendy. Jeśli rośnie – jak obecnie w Polsce – oznacza to, że stare, tanie obligacje wygasają, a państwo zmuszone jest emitować nowe, znacznie drożej oprocentowane papiery dłużne. To realny obraz obciążenia budżetu.

    Dług publiczny przekroczył 2 biliony złotych

    Niemal równocześnie z danymi Eurostatu Ministerstwo Finansów opublikowało aktualizację stanu państwowego długu publicznego (PDP). Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku wyniósł on 2008,2 mld zł – czyli po raz pierwszy przekroczył barierę 2 bilionów złotych. To wzrost o 94,6 mld zł (+4,9%) w porównaniu z końcem 2025 roku.

    Relacja PDP do PKB wzrosła do 50,6%, czyli o 1,7 pkt proc. więcej niż na koniec ubiegłego roku. Z kolei dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (liczony według kryterium z Maastricht) osiągnął na koniec marca 2444,3 mld zł (ponad 2,4 bln zł), a jego relacja do PKB wyniosła 61,6% – o 1,9 pkt proc. więcej niż w IV kwartale 2025 r.

    Resort finansów wskazał główne przyczyny wzrostu zadłużenia w pierwszym kwartale: zwiększenie skonsolidowanego zadłużenia Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 o 12,4 mld zł, Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych o 6,3 mld zł oraz w mniejszym stopniu Krajowego Funduszu Drogowego i Funduszu Pomocy. Część zmian niwelowały transakcje CIRS oraz wzrost depozytów na rachunkach ministerstwa i Skarbu Państwa.

    Te dwie publikacje – unijna i krajowa – składają się na spójny obraz: Polska nie tylko ma wysoki koszt obsługi długu na tle UE, ale też sama kwota zadłużenia dynamicznie rośnie. W kolejnych kwartałach, wraz z wygasaniem tanich obligacji, koszt ten może jeszcze wzrosnąć, co będzie dodatkowym obciążeniem dla budżetu państwa.

  • Upadek North Fish zostawił pracowników bez pieniędzy. Niektórzy walczą o dziesiątki tysięcy złotych

    Upadek North Fish zostawił pracowników bez pieniędzy. Niektórzy walczą o dziesiątki tysięcy złotych

    Sieć restauracji North Fish, niegdyś popularna zwłaszcza w galeriach handlowych, przeszła do historii. Jej właściciel, należąca do Michała Sołowowa spółka North Food Polska, utraciła płynność finansową w listopadzie 2025 r., a w styczniu złożyła wniosek o upadłość. Sąd oddalił go, uznając, że majątek dłużnika nie wystarczy nawet na pokrycie kosztów postępowania. Dla byłych pracowników i kontrahentów zaczęła się walka o pieniądze.

    Zwolnienia grupowe i niezapłacone należności

    W marcu 2026 r. większość załogi dostała wypowiedzenia w ramach zwolnień grupowych. Problem w tym, że jak podaje portal TVP Kielce, część zwolnionych nie otrzymała pełnych kwot wynikających z umów o pracę – chodzi o zaległe pensje, odprawy oraz ekwiwalenty za niewykorzystane urlopy. Kwoty, których domagają się poszkodowani, wahają się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych na osobę.

    Nie wszyscy zdecydowali się na drogę sądową od razu. Część byłych pracowników liczy na wypłaty z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP). To instytucja, która w pewnych przypadkach pokrywa należności pracownicze po ogłoszeniu upadłości lub – jak w tym przypadku – po oddaleniu wniosku z powodu braku majątku.

    Kontrahenci też czekają na pieniądze

    Na brak płatności skarżą się także firmy współpracujące z North Food Polska. Jedną z nich jest studio Duklas+, które przez ponad dekadę przygotowywało dla sieci materiały reklamowe i sesje zdjęciowe.

    „Poszliśmy na ustępstwa i zgodziliśmy się zrezygnować z części należności. Chwilę po podpisaniu porozumienia otrzymaliśmy informację, że przelew został wstrzymany. Odnieśliśmy wrażenie, że firma zlecała nam pracę, wiedząc, że nie będzie w stanie za nią zapłacić” – mówi Magdalena Duklas, przedstawicielka studia.

    Dodaje, że jej zdaniem doszło też do naruszenia praw autorskich – trzy kampanie reklamowe zostały wykorzystane bez podpisanej umowy i zapłaty.

    Długi sięgają 20 mln zł, wierzycieli blisko 200

    Według doniesień medialnych zobowiązania North Food Polska sięgają około 20 mln zł, a wierzycieli jest blisko 200. Sama spółka w latach 2020–2024 wygenerowała łączną stratę netto przekraczającą 50 mln zł. Najgorszy był rok 2020 (16,8 mln zł straty), a nieco lepszy 2023, gdy strata wyniosła około 1,8 mln zł. W 2024 r. znów wzrosła – do 4,35 mln zł.

    Jak podkreśla sędzia Tomasz Durlej, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kielcach, sąd oddalił wniosek o upadłość, stwierdzając, że majątek dłużnika nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania (m.in. wynagrodzenia syndyka, ogłoszeń, opłat sądowych). Jednocześnie zarządzono przeprowadzenie postępowania likwidacyjnego.

    Co dalej z roszczeniami?

    Adwokat Grzegorz Płatek z Kancelarii Płatek wyjaśnia, że ogłoszenie upadłości jest obowiązkiem dłużnika w ciągu 30 dni od powstania stanu niewypłacalności. W przypadku North Food termin ten został przekroczony – wniosek złożono dopiero pod koniec stycznia, choć płynność utracono już w listopadzie.

    Dla pracowników kluczowe może być skorzystanie z FGŚP. Jak tłumaczy mec. Płatek, ustawa przewiduje, że niewypłacalność zachodzi nie tylko w razie ogłoszenia upadłości, ale także gdy sąd oddali wniosek z powodu braku majątku. Z funduszu można otrzymać m.in. zaległe wynagrodzenia, ekwiwalent za urlop i odprawy – jednak z pewnymi limitami i za określone okresy.

    Pracownicy muszą zgromadzić odpowiednie dokumenty: umowę o pracę, aneksy, wypowiedzenie, paski płacowe, świadectwo pracy, potwierdzenia niewypłaconych należności. Następnie mogą kierować pozwy do sądu pracy. Sąd, zasądzając należność, nadaje z urzędu rygor natychmiastowej wykonalności do wysokości pełnego miesięcznego wynagrodzenia pracownika.

    Mecenas Płatek przestrzega jednak, że wyrok sądu pracy nie gwarantuje faktycznego odzyskania pieniędzy, jeśli spółka nie ma majątku. „Wyrok daje tytuł do egzekucji, ale skuteczność egzekucji zależy od tego, czy komornik znajdzie majątek” – dodaje.

    W trudniejszym położeniu są kontrahenci, którzy nie mogą liczyć na FGŚP. Powinni jak najszybciej dochodzić swoich należności – przez wezwanie do zapłaty, pozew, wniosek o zabezpieczenie, a po uzyskaniu tytułu wykonawczego – skierowanie sprawy do komornika. W przypadku North Fish nie wiadomo jednak, czy cokolwiek uda się odzyskać.

  • Kraków pogrąża konkurencję. Zaskakujące dane demograficzne 2025 roku

    Kraków pogrąża konkurencję. Zaskakujące dane demograficzne 2025 roku

    Kraków oficjalnie wyrasta na demograficznego lidera wśród największych polskich miast. Według najnowszego „Raportu o stanie gminy za 2025 rok” stolica Małopolski odnotowała w ubiegłym roku najwyższe tempo wzrostu liczby mieszkańców – 0,92%. To wynik, który zostawia w tyle Warszawę, Gdańsk, a nawet Wrocław.

    Szczegóły raportu: kto przybył, a kto ubył

    Na koniec 2025 roku w Krakowie mieszkało 816 614 osób – o 7 446 więcej niż rok wcześniej. Głównym motorem wzrostu okazała się migracja. Dodatnie saldo migracji wyniosło 5 824 osoby (7,18‰), co jest najlepszym wynikiem wśród dużych miast. Do miasta przyjechało 12 514 osób, a wyjechało 6 690.

    Jednocześnie przyrost naturalny pozostał ujemny, ale poprawił się względem 2024 roku: z -502 do -394 osób. Współczynnik przyrostu naturalnego wyniósł -0,5‰. W 2025 roku urodziło się 6 980 dzieci (spadek o 1,1% w porównaniu z 7 057 w 2024 roku), a zmarło 7 374 osób (spadek z 7 559). Wzrosła też liczba zawartych małżeństw – z 4 260 do 4 477.

    Konkurencja daleko w tyle

    Drugie miejsce w zestawieniu zajęła Warszawa ze wzrostem 0,15%, a trzecie Gdańsk – 0,14%. Wzrost w Krakowie był więc ponad sześciokrotnie wyższy niż w stolicy. Pozostałe duże miasta zanotowały spadki: Wrocław spadł o -0,14%, Poznań o -0,36%, a Łódź o -0,9%. Co ciekawe, tylko w Krakowie, Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu saldo migracji było dodatnie. Kraków z wynikiem 7,18‰ znacząco wyprzedził Gdańsk (3,16‰), Warszawę (2‰) i Wrocław (1,24‰).

    Czy oficjalne dane oddają cały obraz?

    Równolegle pojawia się pytanie, na ile statystyki Głównego Urzędu Statystycznego oparte na meldunkach odzwierciedlają rzeczywistą liczbę mieszkańców. Coraz więcej samorządów kwestionuje te dane, wskazując na rozbieżności sięgające nawet jednej trzeciej populacji – szczególnie we Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. W Warszawie oficjalna liczba mieszkańców to niespełna 1,9 mln, ale szacunki oparte na danych z telefonów komórkowych czy zużycia wody mówią o ponad 2 mln osób.

    Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, zwraca uwagę, że mimo oficjalnego wyludniania się niektórych metropolii deweloperzy wciąż dostarczają tysiące nowych mieszkań, a one znajdują nabywców.

    „Jeśli naprawdę mielibyśmy do czynienia z gwałtownym spadkiem liczby mieszkańców, trudno byłoby racjonalnie uzasadnić skalę inwestycji deweloperskich w największych miastach” – mówi Wielgo.

    Dodaje, że kluczowa dla rynku mieszkaniowego jest nie tyle ogólna liczba mieszkańców, ile liczba gospodarstw domowych, która rośnie. Ludzie zajmują dziś więcej, często mniejszych lokali niż kiedyś, co napędza popyt. W Łodzi, według oficjalnych danych jednym z najszybciej wyludniających się miast, tylko w latach 2020–25 oddano do użytku około 33 tys. mieszkań, a w Warszawie aż ponad 108 tys. – co pokazuje, że mimo spadków liczby ludności, popyt na nowe lokale wciąż istnieje.

    Wyzwania dla mniejszych ośrodków

    Ekspert przestrzega jednak przed przenoszeniem optymizmu na wszystkie regiony. Jego zdaniem w mniejszych miastach, szczególnie oddalonych od największych aglomeracji lub dużych zakładów pracy, może dojść do znacznego wyludnienia, a w konsekwencji do bardzo niskich cen mieszkań. Ratunku dla takich miejscowości upatruje w rozwoju turystyki.

    Na razie Kraków święci triumfy. Przyrost migracyjny i poprawiająca się sytuacja naturalna stawiają go w wyjątkowej pozycji na tle innych metropolii. Pytanie, czy ten trend się utrzyma, a inne miasta zdołają odwrócić spadkową tendencję.

  • XRP na rozdrożu: historyczna strefa wyprzedania kontra scenariusz głębokiej korekty

    XRP na rozdrożu: historyczna strefa wyprzedania kontra scenariusz głębokiej korekty

    Właśnie nadeszła ta chwila, na którą niektórzy czekali miesiącami – ale czy jest to zapowiedź dalszej przepaści, czy może historyczna okazja? Rynek kryptowalut w końcu pokazał presję sprzedażową, a XRP znalazł się w samym jej centrum, łamiąc kluczowe poziomy. W tym chaosie głosy analityków dzielą się między ostrzeżenia o głębszych spadkach, a wizje potencjalnego wzrostu o ponad 1000%. Jakie są fakty?

    Przełamanie, które wszystko zmienia

    Analizę zaczynamy od twardych danych technicznych. Analityczka CasiTrades alarmuje, że XRP przełamał istotne wsparcie i formuje obecnie spadkową podfalę 3 w teorii fal Elliotta. Jest to zwykle najsilniejsza i najszybsza część korekty, która może błyskawicznie sprowadzić ceny do kluczowych poziomów. Z jej mapy rynku wynika trzyetapowy scenariusz:

    1. Gwałtowny spadek w stronę 0,92 USD (cel wskazywany przez rozszerzenie Fibonacciego 1,618).
    2. Odbicie w okolice 1,20 USD działające jako opór.
    3. Finalny ruch w dół do strefy wsparcia przy 0,87 USD.

    „The crypto market is finally starting to see some selling pressure come through, and XRP is breaking below a very important support level.” – napisała CasiTrades w poście z 4 czerwca.

    Oczywiście, jak sama analityczka przypomina, rynek rzadko porusza się podręcznikowo. Istnieje mniej prawdopodobny scenariusz szybszego zakończenia korekty, który wymagałby jednak decydującego przebicia poziomu 1,30 USD.

    A może jednak… historyczna szansa?

    Tu pojawia się druga strona medalu. Podczas gdy CasiTrades ostrzega, inni analitycy patrzą na wykresy i widzą coś zupełnie innego – rzadką, historyczną okazję.

    Analityk Cryptollica zwraca uwagę na fakt, że miesięczny wskaźnik RSI dla XRP wszedł w strefę wyprzedania. I nie jest to byle jakie wyprzedanie. Tak głęboki reset zdarzył się tylko cztery razy w ciągu 13-letniej historii tokena. Poprzednie wystąpienia tego sygnału poprzedzały znaczące punkty zwrotne: wzrosty w 2017 roku, ożywienie rynku w 2020 i dno bessy w 2022. Czy teraz czeka nas kolejna transformacja cyklu?

    „XRP IS BACK IN A ZONE IT HAS ONLY SEEN 4 TIMES IN 13 YEARS” – grzmi Cryptollica w swoim analitycznym wpisie.

    Dane on-chain i plany dużych graczy

    Na tym nie koniec optymistycznych sygnałów. Platforma analityczna Santiment zarejestrowała w sobotę uderzający ruch: gwałtowny napływ 22,8 mln XRP na giełdy, po którym niemal natychmiast nastąpił jeszcze większy odpływ – 25,24 mln tokenów. Dane on-chain sugerują, że ten ruch zbiegł się z lokalnym dołkiem cenowym. Co to oznacza? Kiedy drobni inwestorzy panicznie wyprzedawali, ktoś większy spokojnie skupował.

    Javon Marks wskazuje na wieloletni wykres i powtarzające się formacje klina zniżkującego oraz historyczne fałszywe wybicia. Jego zdaniem obecna kompresja cenowa może zakończyć się wybiciem generującym 10-krotny zysk. Cel? Powyżej 15 USD.

    „$XRP’s target remains above $15 and a shift looks to be nearing. That is a more than 1,000% increase…” – twierdzi Marks.

    Gdzie leży prawda? Kluczowy zakres akumulacji

    Wydaje się, że wszyscy analitycy zgadzają się co do jednego: XRP handluje obecnie w kluczowym przedziale. Analityk CryptoPatel definiuje go jako strefę akumulacji między 1,10 a 1,30 USD. To właśnie tutaj decyduje się krótkoterminowy los tokena.

    Według CryptoPatela, poprzednia faza konsolidacji XRP poprzedziła wzrost rzędu 835%, a obecny dwutygodniowy wykres prezentuje podobny układ po 66-procentowej korekcie od szczytu. Jego zdaniem przełamanie poniżej tej strefy mogłoby odsłonić wsparcie w zakresie 0,85-0,65 USD – obszar, który określa jako potencjalny „pokoleniowy poziom wejścia”.

    W momencie, gdy analitycy snują swoje prognozy, XRP wyceniany jest na około 1,12 USD, odnotowując niewielki wzrost.

    Podsumowanie: oczekiwanie na rozstrzygnięcie

    Mamy więc do czynienia z klasycznym starciem pesymistycznych i optymistycznych scenariuszy. Z jednej strony techniczna analiza fal wskazuje na ryzyko dalszych spadków aż do strefy 0,87 USD. Z drugiej, historycznie rzadkie sygnały RSI, dane on-chain i podobieństwa do poprzednich formacji wzrostowych sugerują, że może tuż za rogiem czai się historyczna szansa.

    Jedno jest pewne: XRP znalazł się w krytycznym momencie. To, czy rynek wybierze scenariusz głębszej korekty, czy też potwierdzi historyczny wzór i rozpocznie nowy hossyjny cykl, rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach. Inwestorzy powinni uważnie obserwować zarówno poziom 1,30 USD (jako potencjalny sygnał zmiany trendu), jak i dolne granice zakresu akumulacji.