Blog

  • ZUS w ogniu protestów. Pracownicy okupują centralę, a negocjacje zawieszone!

    ZUS w ogniu protestów. Pracownicy okupują centralę, a negocjacje zawieszone!

    Czy w sercu polskiego systemu ubezpieczeń społecznych wybuchła prawdziwa wojna o płace? Od kilku dni centrala Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie jest okupowana przez związkowców, którzy domagają się realnych podwyżek i lepszych warunków pracy. To nie jest zwykły protest – to okupacja z prawdziwego zdarzenia.

    „Śpimy na krzesłach, na wykładzinie”

    Przedstawiciele aż 12 zakładowych organizacji związkowych postanowili nie opuszczać budynku centrali ZUS. Jak relacjonuje „Fakt”, negocjacje w sprawie podwyżek i poprawy warunków zatrudnienia przeciągały się do późnych godzin nocnych.

    Śpimy na krzesłach, na wykładzinie. Nie wyszliśmy z centrali – taką informację przekazała dziennikowi Dagmara Ledzion z Krajowego Związku Zawodowego Inspektorów Kontroli ZUS.

    Ale to nie tylko Warszawa. W czwartek 2 kwietnia protesty rozlały się na całą Polskę. W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia ze wsparcia dla strajkujących m.in. z Krakowa, Słupska i Nowej Soli. Solidarność pracownicza nie zna granic!

    O co walczą związkowcy?

    Bezpośrednią przyczyną eskalacji jest całkowity impas w negocjacjach płacowych. Strona związkowa żąda podwyższenia wynagrodzeń średnio o 1200 zł brutto na pracownika. Tymczasem zarząd ZUS początkowo zaproponował podwyżkę w wysokości zaledwie 170 zł na etat (co daje 241 zł z dodatkowymi składnikami wynagrodzeń).

    Później oferta została nieco poprawiona, ale wciąż daleka od oczekiwań. ZUS podtrzymał propozycję z 2 kwietnia: podwyżki wynagrodzeń w wysokości 200 zł na etat (co stanowi 284 zł z dodatkami) oraz jednorazowej nagrody w wysokości 2000 zł na etat.

    Negocjacje zawieszone do 9 kwietnia

    Tu pojawia się nowy, kluczowy zwrot akcji. W piątek strony zgodnie podpisały oświadczenie o zawieszeniu rozmów!

    Rozmowy zostaną wznowione 9 kwietnia br. w centrali ZUS – poinformowało biuro prasowe Zakładu.

    To nie oznacza jednak końca protestu. Związkowcy zapowiadają, że pozostaną w warszawskiej siedzibie ZUS do momentu rozpoczęcia realnych negocjacji ze strony rządowej. Kluczowym warunkiem jest udział w rozmowach przedstawiciela Ministerstwa Finansów.

    Resort pracy wchodzi do gry

    Sytuacją zainteresowało się również Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W czwartek wiceminister Sebastian Gajewski poinformował o poparciu resortu dla ewentualnych zmian w planie finansowym ZUS, niezbędnych do realizacji zaproponowanych przez zarząd podwyżek – o ile propozycja ta zostałaby zaakceptowana przez stronę związkową.

    Co więcej, zaplanowano już posiedzenie Zespołu problemowego ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych przy Radzie Dialogu Społecznego na 10 kwietnia. Wezmą w nim udział przedstawiciele zarówno MRPiPS, jak i Ministerstwa Finansów.

    „Nie planujemy stąd wychodzić”

    Decyzja o okupacji budynku nie jest przypadkowa – to efekt wielomiesięcznego ignorowania postulatów pracowników. Pracownicy ZUS od dawna wskazują na rosnące obciążenie obowiązkami bez zapewnienia adekwatnego wzrostu wynagrodzeń i zatrudnienia.

    Nie planujemy stąd wychodzić, dopóki nie zacznie się nas poważnie traktować – podkreślili strajkujący, cytowani przez Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ).

    Na szczęście dla klientów, ZUS zapewnia, że pomimo trwających negocjacji obsługa klientów w placówkach odbywa się na bieżąco, a praca Zakładu przebiega bez zakłóceń.

    Czy do 9 kwietnia uda się znaleźć kompromis? Jedno jest pewne – związkowcy nie zamierzają się poddawać. Ich determinacja jest tak wielka, że śpią na krzesłach w centrali. To walka nie tylko o pieniądze, ale o szacunek i godne traktowanie. Będziemy uważnie obserwować rozwój sytuacji!

  • Urlopowe rewolucje: Czy wiesz, że możesz mieć nawet 35 dni wolnego rocznie?

    Urlopowe rewolucje: Czy wiesz, że możesz mieć nawet 35 dni wolnego rocznie?

    Czy myślisz, że twój urlop to tylko te podstawowe 20 lub 26 dni? Czas na przebudzenie! Polskie prawo pracy przeszło cichą rewolucję, a miliony pracowników wciąż nie zdają sobie sprawy z pełni swoich praw.

    Tu nie chodzi tylko o klasyczny urlop wypoczynkowy. Od wiosny 2023 roku obowiązują unijne dyrektywy, które znacząco poszerzyły katalog naszych uprawnień. Efekt? Twój całkowity pakiet dni wolnych może sięgnąć nawet 35 dni rocznie – ale tylko pod warunkiem, że wiesz, jak z niego skorzystać.

    ## Podstawa pozostaje niezmienna

    Zacznijmy od fundamentu. Kodeks pracy wciąż określa podstawowy wymiar urlopu wypoczynkowego w zależności od stażu. 20 dni dla pracujących krócej niż 10 lat i 26 dni dla tych z co najmniej dziesięcioletnim doświadczeniem.

    Ale tu pojawia się pierwsza ważna informacja: do stażu pracy wlicza się nie tylko obecne zatrudnienie, ale też poprzednie okresy pracy – niezależnie od przerw. Do tego dochodzą lata nauki (choć tylko za jeden wybrany okres edukacji).

    Dzięki temu np. pracownik z 2-letnim stażem, który ukończył studia licencjackie, ma prawo od razu do 26 dni urlopu.

    ## Nowa broń w twoim arsenale: urlop opiekuńczy

    Jedną z największych zmian jest wprowadzenie pięciodniowego urlopu opiekuńczego. I tu uwaga – nie zależy on od długości twojego zatrudnienia!

    Przysługuje, gdy wsparcia wymaga ktoś bliski: rodzic, dziecko, małżonek, partner lub osoba mieszkająca we wspólnym gospodarstwie domowym. Możesz go wykorzystać jednorazowo lub podzielić na części, a pracodawca nie może odmówić jego udzielenia.

    Jest jednak haczyk: ten urlop jest bezpłatny. To rozwiązanie ważne społecznie, ale dla wielu może oznaczać realne obciążenie finansowe.

    ## Siła wyższa: elastyczne wolne, które nie czeka

    Kolejna nowość to zwolnienie z powodu tzw. siły wyższej – w wymiarze 2 dni lub 16 godzin rocznie. Przysługuje każdemu, niezależnie od stażu, ale obowiązuje kluczowa zasada: trzeba je wykorzystać w danym roku kalendarzowym.

    Nie ma możliwości przeniesienia niewykorzystanych dni na kolejny rok. Jeśli zapomnisz – po prostu przepadają.

    To wolne jest częściowo płatne (50% wynagrodzenia), a pracownik sam decyduje, czy wykorzysta je w dniach, czy w godzinach. Można zgłosić potrzebę nawet tego samego dnia, a pracodawca nie ma prawa odmówić.

    ## Sprawdzone klasyki, które wciąż działają

    Obok nowości nadal funkcjonują dobrze znane rozwiązania:

    • Zwolnienie na opiekę nad dzieckiem – 2 dni lub 16 godzin rocznie, w pełni płatne, dla osób wychowujących dziecko do 14. roku życia
    • Urlop na żądanie – 4 dni w roku kalendarzowym (wliczane w podstawowy wymiar), o których pracodawca nie może odmówić

    Pamiętaj też, że pracodawca nie może wymagać od ciebie dyspozycyjności podczas urlopu. Odbieranie służbowego telefonu czy bycie „pod mailem” to zaprzeczenie istoty wypoczynku – potwierdził to nawet Sąd Najwyższy.

    ## Więcej praw = więcej zasad

    Nowelizacja przepisów rzeczywiście zwiększyła pulę dostępnych dni wolnych. Na poziomie deklaracji Polska zbliża się do europejskich standardów ochrony życia prywatnego pracowników.

    Ale większa liczba uprawnień oznacza też większą złożoność. Każdy rodzaj wolnego rządzi się innymi zasadami:

    • Urlop opiekuńczy – bezpłatny, bez względu na staż
    • Dni z powodu siły wyższej – częściowo płatne, przepadają z końcem roku
    • Urlopy wypoczynkowe – zależne od stażu pracy
    • Wolne na dziecko – w pełni płatne, do wykorzystania na dwa sposoby

    System staje się coraz bardziej rozbudowany – i coraz mniej intuicyjny. Aby w pełni skorzystać z dostępnych możliwości, nie wystarczy wiedzieć, że istnieją. Trzeba dokładnie orientować się, kiedy i na jakich zasadach można je wykorzystać.

    ## A co z propozycjami zmian?

    W ostatnim czasie pojawiła się petycja dotycząca pracowników Państwowej Inspekcji Pracy. Projekt przewidywał dodatkowe dni urlopu: +6 dni dla tych z 20-dniowym wymiarem, +3 dni po 10 latach pracy i kolejne +6 po 20 latach.

    Miało to zachęcić młodych pracowników do PIP i stanowić rekompensatę za brak podwyżek. Sejmowe Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji poparło wprowadzenie zmian.

    Jednak Sejmowa Komisja do Spraw Petycji ostatecznie odrzuciła petycję. Przewodniczący komisji uznał, że takie zmiany legislacyjne nie powinny zapadać w trybie petycji, lecz przez właściwe organy.

    „Zgodzę się absolutnie z państwem, że propozycja zmiany ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy w tym zakresie nie powinna być rozpatrywana w trybie petycji” – podkreśliła Anita Gwarek z Głównego Inspektoratu Pracy.

    ## Podsumowanie: twoje prawa, twoja odpowiedzialność

    Kluczowa lekcja? Twoje prawa urlopowe są znacznie szersze, niż się wydaje. Od klasycznego wypoczynku, przez opiekę nad bliskimi, po nagłe sytuacje rodzinne – masz narzędzia, by zadbać o work-life balance.

    Ale te narzędzia wymagają twojej świadomości i aktywności. Niektóre z nich (jak dni z powodu siły wyższej) przepadną, jeśli o nich zapomnisz. Inne (jak urlop opiekuńczy) mogą oznaczać wyrzeczenia finansowe.

    Więc zanim zaplanujesz kolejny rok, sprawdź nie tylko kalendarz, ale też swoje uprawnienia. Bo w dzisiejszym systemie wiedza to nie tylko power – to konkretne, dodatkowe dni wolnego.

  • Praca w Wielkanoc 2026: Kiedy musisz pracować, a kiedy przysługuje 100% dodatku?

    Praca w Wielkanoc 2026: Kiedy musisz pracować, a kiedy przysługuje 100% dodatku?

    Planujesz świąteczny wypoczynek, ale obowiązki zawodowe mogą pokrzyżować Twoje plany? Wiele branż funkcjonuje także w czasie Świąt Wielkanocnych. Sprawdź, jakie masz prawa i obowiązki jako pracownik w 2026 roku.

    Co uznaje się za pracę w święto?

    Zgodnie z przepisami, za pracę w święto uważa się czynności wykonywane przez pracownika między godziną 6:00 a tą samą godziną dnia następnego. Chyba że u danego pracodawcy została ustalona inna godzina.

    Kiedy praca w święta jest dozwolona?

    Praca w dni ustawowo wolne jest dopuszczalna tylko w określonych przypadkach. Oto główne wyjątki:

    • Praca w ruchu ciągłym – np. w hutach czy elektrowniach.
    • Transport i komunikacja.
    • Zakładowe straże pożarne i służby ratownicze.
    • Dozór mienia lub ochrona osób.
    • Rolnictwo i hodowla – głównie opieka nad zwierzętami.
    • Praca zmianowa – system dwu- lub trzyzmianowy.
    • Niezbędne remonty – przede wszystkim naprawa awarii, np. trakcji kolejowej.
    • Czynności ze względu na użyteczność społeczną – gastronomia, działalność hotelarska, jednostki gospodarki komunalnej, opieka zdrowotna, całodobowa pomoc.
    • Podmioty kultury, oświaty, turystyki – muzea, teatry, kina, sale koncertowe, hale sportowe, baseny.

    Istnieje jeszcze jedna szczególna sytuacja: konieczność prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia, zdrowia, mienia lub środowiska albo usunięcia awarii. Dotyczy to każdego pracownika.

    Rekompensata za pracę w święto: dzień wolny czy dodatek?

    To kluczowa kwestia dla każdego, kto musi pracować. Zasada jest prosta:

    Pracodawca ma obowiązek zapewnić inny dzień wolny od pracy w danym okresie rozliczeniowym. To przedział czasowy między jeden a cztery miesiące, ustalony u danego pracodawcy.

    Jeśli udzielenie dnia wolnego nie jest możliwe, pracownikowi przysługuje dodatek do wynagrodzenia w wysokości 100% za każdą godzinę pracy w święto.

    A co, jeśli święto wypada w niedzielę? Wtedy obowiązują przepisy o pracy w niedziele. W pierwszej kolejności pracodawca musi zapewnić inny dzień wolny w okresie 6 dni kalendarzowych przed lub po takiej niedzieli. Dopiero gdy to niemożliwe, dzień wolny udzielany jest w okresie rozliczeniowym, a w ostateczności przysługuje dodatek 100%.

    Specyfika pracy w handlu: Wielka Sobota 2026

    Dla branży handlowej obowiązują dodatkowe, szczególne zasady. Czas pracy w święto liczony jest od godziny 24:00 w dniu poprzedzającym święto do godziny 24:00 w święto.

    Co więcej, nie jest możliwe wykonywanie pracy w handlu nieodpłatnie nie tylko w pierwszy i drugi dzień Świąt Wielkanocnych, ale i w Wielką Sobotę po godzinie 14:00. Zakaz ten dotyczy każdej osoby, niezależnie od podstawy zatrudnienia.

    Zgodnie z najnowszymi uregulowaniami, praca w handlu w Wielką Sobotę (4 kwietnia 2026) jest możliwa tylko do godziny 14:00. Może to skutkować skróceniem czasu pracy w tym dniu poniżej 8 godzin. Pracownik zachowuje jednak prawo do wynagrodzenia za nieprzepracowany czas, obliczanego jak za urlop wypoczynkowy.

    Kto NIE dostanie rekompensaty za pracę w święta?

    Istnieje grupa pracowników, którym nie przysługuje żadna rekompensata – ani dzień wolny, ani dodatek. Są to osoby zatrudnione w systemie pracy weekendowej, czyli wykonujące obowiązki wyłącznie w piątki, soboty, niedziele i święta.

    Wymiar czasu pracy w tygodniu ze świętem

    To ważna informacja dla planowania grafiku. Jeśli święto (jak poniedziałek Wielkanocny) przypada w poniedziałek, tygodniowy wymiar czasu pracy w pięciodniowym tygodniu pracy zmniejsza się z 40 do 32 godzin.

    Natomiast święto wypadające w niedzielę nie obniża wymiaru czasu pracy i nie wymaga ustalenia przez pracodawcę innego dnia wolnego.

    Masz jasność co do swoich praw? Pamiętaj, że znajomość przepisów to podstawa spokojnych – nawet tych pracujących – świąt.

  • Zmiany w prawie wywołują efekt domina. Kolejne spółki rezygnują z audytu raportów ESG

    Zmiany w prawie wywołują efekt domina. Kolejne spółki rezygnują z audytu raportów ESG

    Czy obowiązek audytowania raportów zrównoważonego rozwoju dla polskich spółek właśnie odchodzi do lamusa? W ciągu zaledwie kilku dni dwie notowane na GPW firmy poinformowały o częściowym rozwiązaniu umów z tą samą firmą audytorską. I nie jest to przypadek.

    Co się dzieje z VRG S.A.?

    Zarząd VRG S.A. z siedzibą w Krakowie opublikował właśnie raport bieżący nr 5/2026. Jego treść jest konkretna: spółka przekazała Komisji Nadzoru Finansowego pismo od firmy audytorskiej Grant Thornton Polska Prosta Spółka Akcyjna.

    Pismo zawiera wyjaśnienie przyczyn częściowego rozwiązania umowy nr 10563 z dnia 29 lipca 2024 r., dotyczącej atestacji sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju.

    Kluczowy jest tutaj zwrot „w trybie porozumienia stron”. Oznacza to, że decyzja została podjęta wspólnie przez VRG i audytora. Dokument został przekazany KNF 1 kwietnia 2026 r., jako uzupełnienie wcześniejszego raportu nr 4/2026 z 30 marca.

    A co z 11 bit studios?

    Tutaj historia jest bardzo podobna, ale bardziej szczegółowa. 11 bit studios S.A. z Warszawy ogłosiła zawarcie porozumienia o częściowym rozwiązaniu umowy z… tą samą firmą audytorską, Grant Thornton.

    Mowa o umowie nr 10441 z 24 czerwca 2024 r.. Część, która została rozwiązana, dotyczyła wykonania atestacji raportu zrównoważonego rozwoju za okres od 1 stycznia 2025 do 31 grudnia 2025 roku.

    Dlaczego to robią? Klucz leży w prawie

    11 bit studios wprost podaje powód tej decyzji. To zmiana obowiązującego prawa.

    Chodzi konkretnie o wejście w życie Ustawy z dnia 9 lipca 2025 r., która zmieniła m.in. Ustawę o rachunkowości. Ta nowelacja spowodowała, że obowiązek przygotowania i poddania atestacji raportowania zrównoważonego rozwoju za wspomniany okres przestał istnieć.

    To nie wszystko. Grant Thornton, jako kontrahent, zrzekł się wszelkich roszczeń wobec spółki z tytułu niezfakturowanych do dnia podpisania porozumienia prac. Umowa pozostaje w mocy w pozostałym zakresie.

    Co to oznacza dla rynku?

    Dwie różne spółki, ta sama firma audytorska i identyczny zakres usług podlegający rozwiązaniu. To wyraźny sygnał, że zmiana przepisów zaczyna realnie wpływać na praktykę korporacyjną.

    VRG S.A. w swoim komunikacie nie precyzuje bezpośredniej przyczyny, ale kontekst i zbieżność dat z komunikatem 11 bit studios są bardzo wymowne. W obu przypadkach mamy do czynienia z częściowym rozwiązaniem umów, co sugeruje, że współpraca z Grant Thornton w innych obszarach prawdopodobnie trwa.

    To przykład, jak legislacyjne decyzje przekładają się na realne zmiany w umowach i obowiązkach spółek giełdowych. Kto będzie następny?

  • Sanok Rubber Company wzywa akcjonariuszy: 21,50 zł za akcję w ramach skupu własnych papierów

    Sanok Rubber Company wzywa akcjonariuszy: 21,50 zł za akcję w ramach skupu własnych papierów

    Czy notowana na GPW spółka motoryzacyjna właśnie daje sygnał o swojej silnej kondycji finansowej? Sanok Rubber Company S.A. oficjalnie rozpoczął realizację programu skupu własnych akcji, zapraszając wszystkich akcjonariuszy do sprzedaży swoich udziałów po konkretnej cenie. To nie jest zwykła operacja – wszystkie nabyte papiery zostaną umorzone, co może przynieść wymierne korzyści pozostałym inwestorom.

    Szczegóły oferty: do 3,7 mln akcji po 21,50 zł

    Spółka skierowała do akcjonariuszy zaproszenie do składania ofert sprzedaży. Na celowniku jest maksymalnie 3 696 264 akcji zwykłych na okaziciela. To nie byle jaka pula – stanowi ona nie więcej niż 13,75% kapitału zakładowego i ogólnej liczby głosów w spółce.

    Proponowana cena zakupu Akcji nabywanych w ramach Zaproszenia wynosi 21,50 zł za jedną Akcję.

    Cena 21,50 zł za sztukę mieści się w granicach upoważnienia udzielonego zarządowi przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie 19 lutego 2026 roku. Co ciekawe, w czwartek na zamknięciu sesji kurs Sanok Rubber wynosił 21,40 zł, co oznacza, że oferta skupu jest cenowo atrakcyjna.

    Dlaczego umorzenie akcji to ważny ruch?

    Tu pojawia się kluczowy szczegół. Spółka jasno komunikuje, że akcje nabyte w ramach programu zostaną przeznaczone do umorzenia. W praktyce oznacza to trwałe wycofanie ich z obrotu.

    Takie działanie prowadzi do zmniejszenia całkowitej liczby akcji w obiegu. To z kolei może przełożyć się na poprawę kluczowych wskaźników finansowych na jedną akcję (jak EPS – zysk na akcję) i jest często postrzegane jako forma zwrotu kapitału akcjonariuszom oraz sygnał, że zarząd uważa akcje za niedowartościowane.

    Kto przeprowadzi operację?

    Aby cały proces przebiegł sprawnie, Sanok Rubber Company zawarł umowę z profesjonalistą. 3 kwietnia 2026 r. spółka zleciła Trigon Dom Maklerski S.A. z Krakowa przeprowadzenie wszystkich czynności wykonawczych związanych z nabywaniem akcji.

    Dom maklerski będzie odpowiadał za przyjmowanie ofert od akcjonariuszy oraz realizację transakcji na rynku. To standardowa praktyka, która zapewnia transparentność i efektywność całego procesu skupu.

    Kim jest Sanok Rubber Company?

    Dla tych, którzy potrzebują szybkiej powtórki: Sanok Rubber Company jest notowany na GPW od 2007 roku. Spółka specjalizuje się w produkcji elementów gumowych i komponentów dla motoryzacji oraz przemysłu.

    W jej portfolio znajdują się m.in. uszczelki i węże samochodowe, wyroby gumowe do zastosowań przemysłowych oraz komponenty dla producentów OEM w sektorze motoryzacyjnym. To solidny, przemysłowy gracz na polskiej giełdzie.

    Warto dodać, że od pewnego czasu największym pojedynczym akcjonariuszem spółki jest Michał Kiciński – współtwórca i znaczący akcjonariusz CD Projektu, co dodaje pewnej medialnej otoczki tej inwestycji.

    Podsumowując: Sanok Rubber Company wkracza w fazę realizacji zatwierdzonego wcześniej programu skupu. Oferta po 21,50 zł jest na stole, a umorzenie nabytych akcji ma na celu zwiększenie wartości dla pozostałych akcjonariuszy. Teraz wszystko w rękach inwestorów i efektywności działania Domu Maklerskiego Trigon.

  • XTB szykuje hojną dywidendę dla akcjonariuszy. Kluczowe daty już znane!

    XTB szykuje hojną dywidendę dla akcjonariuszy. Kluczowe daty już znane!

    Czy polski gigant finansowy XTB właśnie przygotowuje się do jednej z najhojniejszych wypłat dla swoich inwestorów? Wszystko wskazuje na to, że tak! Rada Nadzorcza spółki dała właśnie zielone światło dla kluczowej rekomendacji Zarządu.

    Zysk, który robi wrażenie

    Na stole jest imponujący zysk netto za 2025 rok, który wyniósł 638 894 000,32 zł. To kwota, która od razu przykuwa uwagę. Ale prawdziwa gratka dla akcjonariuszy kryje się w propozycji jego podziału.

    Zarząd XTB S.A. zaproponował, a Rada Nadzorcza pozytywnie zaopiniowała, aby z tej puli 478 506 851,57 zł trafiło bezpośrednio do kieszeni akcjonariuszy w formie dywidendy. To daje konkretnie 4,07 zł na jedną akcję.

    „Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie zaopiniowała wskazaną powyżej rekomendację Zarządu Spółki” – czytamy w oficjalnym komunikacie opublikowanym na parkiet.com.

    Nie tylko dywidenda

    Ale to nie wszystko! Pozostała część zysku, czyli 160 387 148,75 zł, ma zostać zatrzymana w spółce i zasilić jej kapitał rezerwowy. To strategiczny ruch, który wzmacnia fundamenty finansowe XTB i daje mu większe pole manewru na przyszłość.

    Kluczowe jest to, że Rada Nadzorcza przychyliła się również do propozycji Zarządu dotyczącej konkretnych terminów. I tu mamy bardzo ważne daty dla każdego, kto ma akcje XTB w portfelu.

    Kalendarz inwestora: zaznacz te daty!

    Jeśli jesteś akcjonariuszem XTB, w swoim kalendarzu powinieneś zaznaczyć:

    • 15 czerwca 2026 r. – to dzień dywidendy
    • 24 czerwca 2026 r. – to dzień wypłaty dywidendy

    To oznacza, że już za niecałe trzy miesiące środki mogą zacząć napływać na konta akcjonariuszy. Ale… jest jeden ważny warunek.

    Ostateczna decyzja należy do Walnego Zgromadzenia

    Jak przypomina sam Emitent w komunikacie, ostateczna decyzja dotycząca podziału zysku netto za rok 2025 zostanie podjęta przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki. To kluczowy element całej układanki.

    I właśnie w tym kontekście pojawiła się kolejna, świeża informacja. Zarząd XTB opublikował właśnie projekty uchwał, które będą przedmiotem obrad tego właśnie Walnego Zgromadzenia.

    Co jeszcze na agendzie?

    Zwyczajne Walne Zgromadzenie XTB S.A. zostało zwołane na 8 maja 2026 r.. Oprócz kluczowej decyzji o podziale zysku, na stole znajdą się również inne ważne dokumenty.

    Spółka przekazała do wglądu:

    • Sprawozdanie z działalności Rady Nadzorczej za 2025 rok
    • Sprawozdanie o wynagrodzeniach za ten sam okres
    • Raport niezależnego biegłego rewidenta dotyczący oceny tego sprawozdania o wynagrodzeniach

    To pokazuje, że nadchodzące Walne Zgromadzenie będzie kompleksowym przeglądem działalności spółki za miniony rok, a nie tylko głosowaniem nad dywidendą.

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Propozycja wypłaty dywidendy na poziomie 4,07 zł na akcję to wyraźny sygnał dla rynku. XTB nie tylko generuje solidne zyski, ale jest też gotowy dzielić się nimi z akcjonariuszami. Jednocześnie zatrzymanie części zysku w spółce świadczy o rozsądnym, długoterminowym podejściu do zarządzania kapitałem.

    Wszystkie oczy są teraz zwrócone na 8 maja, kiedy to akcjonariusze podejmą ostateczną decyzję. Jeśli zatwierdzą rekomendację Zarządu, która już otrzymała pozytywną opinię Rady Nadzorczej, w czerwcu możemy być świadkami znaczącego transferu kapitału do inwestorów.

    To doskonały przykład tego, jak dobrze zarządzana spółka z polskiego rynku kapitałowego potrafi nagradzać tych, którzy zaufali jej akcjom. Pozostaje tylko czekać na decyzję Walnego Zgromadzenia i… sprawdzać stan konta pod koniec czerwca!

  • Rewolucja w PIT? Propozycje zmian, które mogą zwiększyć nasze portfele

    Rewolucja w PIT? Propozycje zmian, które mogą zwiększyć nasze portfele

    Czy czeka nas prawdziwa rewolucja podatkowa? W Sejmie pojawiły się konkretne propozycje, które mają realnie zwiększyć dochody netto milionów Polaków. I choć na razie to tylko projekty, klimat polityczny może się szybko zmienić.

    Pierwszy próg podatkowy do 171 tys. zł?

    Do Sejmu trafiła petycja, w której autor proponuje podniesienie wysokości pierwszego progu podatkowego do kwoty 171 tys. zł. Obecnie wynosi on 120 tys. zł, a stawka opodatkowania to 12 proc.

    „Wprowadzenie mechanizmu automatycznej waloryzacji zwiększyłoby przewidywalność systemu podatkowego” – uzasadnia autor petycji.

    Propozycja ma zmniejszyć obciążenia fiskalne osób o niskich i średnich dochodach oraz ograniczyć tzw. karanie awansu płacowego wyższym podatkiem. Chodzi o to, że obecny system powoduje, iż wzrost wynagrodzenia często nie przekłada się proporcjonalnie na wzrost dochodu netto.

    Podwojenie kwoty wolnej do 60 tys. zł

    Ale to nie wszystko! Inny projekt, który trafił do Sejmu jeszcze w ubiegłym roku, zawiera propozycję podwyższenia kwoty wolnej w PIT z 30 do 60 tys. zł. To byłaby prawdziwa rewolucja!

    Autorzy projektu wyliczyli, że zmiana byłaby możliwa bez uszczerbku dla budżetu państwa, ale pod jednym warunkiem.

    Finansowanie zmian: kontrowersyjne pomysły

    Oszczędności potrzebne na sfinansowanie podwyższenia kwoty wolnej miałyby pochodzić z likwidacji programu Rodzina 800 plus oraz dodatkowych emerytur – trzynastej i czternastej.

    Uzasadnienie? Program 800 plus nie spełnił oczekiwań demograficznych, a problemy z systemem emerytalnym narastają. Podwyższenie kwoty wolnej do 60 tys. zł sprawiłoby, że zwolnieni z PIT zostaliby emeryci otrzymujący świadczenia średnio do 5 tys. zł miesięcznie – podczas gdy teraz dotyczy to jedynie seniorów o najniższych emeryturach, do 2,5 tys. zł miesięcznie.

    Drugi próg podatkowy też do zmiany

    Kolejny projekt zakłada podwyższenie kwoty wolnej z 120 tys. zł do 150 tys. zł dla drugiego progu podatkowego (32%). Dodatkowo proponuje się obniżenie pierwszej stawki podatku z obecnych 12 proc. na 10 proc.

    Brak waloryzacji drugiego progu podatkowego sprawia, że zamiast obniżenia podatków mamy do czynienia faktycznie z ich podwyżką. Najmocniej odczuwają to nauczyciele – po podwyżkach w 2024 roku, drugi próg podatkowy objął 36,17 proc. nauczycieli. W tym roku ten procent może być jeszcze większy.

    Kiedy możemy się spodziewać zmian?

    Ministerstwo Finansów odpowiedziało, że prognoza dochodów budżetu państwa na 2026 r. nie zakłada podwyższenia progu dochodowego. Pojawiają się jednak nieoficjalne informacje, że jest to możliwe w kolejnym roku.

    Choć patrząc chłodnym okiem aktualnie nie ma klimatu politycznego do obniżania podatków, sytuacja może się zmienić, gdy zaczną zbliżać się wybory. Wówczas łatwiej skorzystać z funkcjonujących już w obiegu prawnym projektów.

    Jeden wniosek nie powinien budzić wątpliwości: rewolucja w podatkach w najbardziej pożądanym kształcie to w pierwszej kolejności podwojenie do 60 tys. zł kwoty wolnej w PIT, a w drugiej – podwyższenie progów podatkowych. Na konkretne decyzje trzeba poczekać, choć być może krócej, niż się wydaje.

  • Niemiecki szturm na paliwo. Polskie stacje przy granicy nie mieszczą klientów

    Niemiecki szturm na paliwo. Polskie stacje przy granicy nie mieszczą klientów

    Czy wiesz, że litr benzyny może kosztować nawet o 3 złote mniej po naszej stronie granicy? To właśnie ta różnica sprawia, że polskie stacje paliw wzdłuż zachodniej granicy przeżywają prawdziwe oblężenie. Niemieccy kierowcy masowo przekraczają Odrę, by zatankować taniej.

    Korki na dystrybutorach i ręczna regulacja ruchu

    W piątek przed południem na stacjach w Świnoujściu panował wzmożony ruch. Większość klientów to kierowcy samochodów z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi, głównie z obszaru Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Kolejki były tak długie, że samochody nie mieściły się na podjeździe i blokowały ulicę.

    „Kierowcy chcą zatankować, nie mieszczą się na podjeździe, stoją na ulicy… W związku z tym straż miejska reguluje ręcznie ruchem” – powiedział Wojciech Basałygo z Urzędu Miasta w Świnoujściu, w rozmowie z PAP.

    Największy ruch odnotowano na ul. Nowokarsiborskiej, gdzie w niewielkiej odległości znajdują się trzy stacje paliw. To także główna trasa wlotowa i wylotowa do tunelu pod Świną.

    Ceny, które kuszą zza Odry

    Oto, co skłania naszych zachodnich sąsiadów do podróży:

    • Na stacji CircleK Express w Lubieszynie benzyna 95 kosztowała 6,19 zł, a diesel 7,61 zł. Świadkowie relacjonowali, że przy dystrybutorach nie było ani jednego samochodu z polskimi tablicami.
    • Na stacjach BP ceny wynosiły maksymalnie 6,23 zł za benzynę i 7,65 zł za diesla.
    • Na stacjach Orlenu litr benzyny kosztował 6,21 zł, a oleju napędowego 7,59 zł.
    • Rekordowo niską cenę oferowała stacja „Faraon” w Mierzynie – zaledwie 6,15 zł za litr benzyny.

    Pracownicy stacji przyznają, że ruch z Niemiec wzrósł w ostatnich dniach nawet trzykrotnie. Niemieccy kierowcy nie tylko tankują swoje samochody, ale także napełniają 10-litrowe kanistry.

    Po drugiej stronie granicy: ceny biją po kieszeni

    Dla porównania, w niemieckim Pasewalku, oddalonym o ok. 30 km od granicy, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Litr oleju napędowego kosztuje tam ponad 2,40 euro, a benzyna 95-oktanowa (E-10) około 2,15 euro.

    Przeliczając na złotówki, kierowcy w Niemczech płacą za benzynę ponad 9,20 zł, a za diesla niemal 10,50 zł za litr. Różnica jest więc kolosalna. Sytuację pogarszają niemieckie regulacje, pozwalające na zmianę cen tylko raz dziennie. Automobilklub ADAC poinformował, że w środę ceny wzrosły średnio o 7 eurocentów, a w czwartek o kolejne 9 eurocentów.

    Czy zabraknie paliwa? Miasto i rząd reagują

    Władze Świnoujścia zapewniają, że paliwa nie zabraknie, nawet w świąteczny weekend. Zabezpieczając dostawy, Urząd Miasta wystąpił o zgodę na transport cystern z paliwem promem również w nocy między 4 a 6 kwietnia. To konieczne, ponieważ jedyna trasa łącząca części miasta prowadzi przez tunel pod Świną, do którego nie mogą wjeżdżać materiały niebezpieczne.

    Również rząd monitoruje sytuację. Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział, że rząd będzie mógł wprowadzić limity tankowania dla kierowców z Niemiec, jeśli ich zakupy zagrożą ciągłości podaży.

    „Jednym z najbardziej funkcjonalnych jest wprowadzenie limitów tankowania dla obcokrajowców, na przykład do jednego, dwóch tankowań w określonym okresie” – przekonywał minister.

    Na razie jednak „turystyka paliwowa” kwitnie, a polskie stacje przy granicy są oblegane przez zachodnich sąsiadów, którzy po prostu szukają oszczędności.

  • Rekordowe rejestracje i boom na elektryki. Czy to już nowa era polskiej motoryzacji?

    Rekordowe rejestracje i boom na elektryki. Czy to już nowa era polskiej motoryzacji?

    Czy polski rynek motoryzacyjny właśnie przechodzi historyczną transformację? Dane z marca 2026 roku mówią same za siebie: ponad 71,1 tys. zarejestrowanych nowych aut to najlepszy wynik trzeciego miesiąca w historii pomiarów. Ale to nie wszystko. Równolegle obserwujemy prawdziwy boom na samochody elektryczne, napędzany nie tylko dopłatami, ale twardą kalkulacją ekonomiczną.

    Historyczny marzec na rynku nowych aut

    W marcu zarejestrowano w Polsce 63,9 tys. nowych aut osobowych, co stanowi wzrost o 19,6% w porównaniu z marcem 2025 roku. To efekt wyprzedaży rocznika, finalizacji transakcji i zamknięcia roku fiskalnego przez wielu producentów.

    „W minionym miesiącu zarejestrowaliśmy w kraju 63,9 tys. nowych aut osobowych. To najlepszy wynik trzeciego miesiąca w roku w historii prowadzenia pomiarów” — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Samar.

    Skumulowany wynik za pierwszy kwartał to blisko 169,8 tys. pojazdów, co oznacza wzrost rok do roku na poziomie 7,2%. Liderem rynku utrzymała się Toyota, która w I kwartale zarejestrowała blisko 25,6 tys. aut.

    Elektryki wracają do gry

    Tu dzieje się coś naprawdę ciekawego. Udział aut elektrycznych w rynku osobowym skoczył w marcu do 5,3%, z 3,9% w lutym. To może zwiastować odbicie tego segmentu po wcześniejszych spadkach związanych z zakończeniem programu dopłat „NaszAuto”.

    Ale prawdziwa rewolucja dzieje się w sferze zainteresowań. Według danych z portalu Otomoto, liczba zapytań o auta elektryczne wzrosła o 19% w porównaniu z lutym. A w ujęciu rok do roku zainteresowanie nimi jest obecnie wyższe o 12%.

    Kalkulacja, a nie dopłaty

    Kluczowa zmiana polega na motywacji. Zainteresowanie elektrykami przestało być stymulowane wyłącznie przez rządowe programy.

    „Obecna sytuacja na rynku motoryzacyjnym to moment przełomowy: zainteresowanie samochodami elektrycznymi przestało być stymulowane wyłącznie przez dopłaty rządowe, a zaczęło wynikać z twardej kalkulacji ekonomicznej” — mówi Adam Simon z OLX Group/OTOMOTO.

    Analiza pokazuje wyraźny trend: już w drugim tygodniu po pierwszych podwyżkach cen paliw, liczba konkretnych zapytań wysłanych do sprzedawców elektryków wzrosła o 26%, a w trzecim o kolejne 16%. Polacy przestają jedynie przeglądać oferty i zaczynają aktywnie szukać tańszej alternatywy.

    Europa jedzie na prąd

    Polska nie jest samotną wyspą w tym trendzie. Od połowy lutego popyt na samochody elektryczne we Francji, Rumunii i Portugalii wzrósł o 40 do nawet 54%, wykazując stałą dynamikę wzrostową z tygodnia na tydzień.

    „Obserwujemy wyraźną zmianę zachowań konsumenckich na naszych europejskich platformach motoryzacyjnych. Od końca lutego popyt na samochody elektryczne we Francji, Rumunii, Portugalii i Polsce wzrósł nawet o 54%” — mówi Christian Gisy, CEO OLX Group.

    Jednocześnie na każdym z tych rynków odnotowano odwrót od diesli — liczba zapytań o te auta spadła od 2 do nawet 15%.

    Perspektywy na resztę roku

    Prognozy Instytutu Samar są optymistyczne. Przewidują rejestrację w całym 2026 roku około 625 tys. samochodów osobowych oraz 74 tys. aut dostawczych. To oznacza kontynuację stabilnego wzrostu odpowiednio o około 4,6% i 5,5% rok do roku.

    Udział chińskich marek w rynku również rośnie, osiągając w marcu 11,7% wobec 11,4% w lutym. W segmencie dostawczym liderem pozostaje Renault, które zarejestrowało w marcu 3,2 tys. pojazdów.

    Nowa faza dojrzałości

    Obecna niestabilność na rynku paliw, związana m.in. z sytuacją na Bliskim Wschodzie, zdaje się jedynie przyspieszać transformację, która i tak już trwała. Sektor dojrzewa, a zainteresowanie elektromobilnością w Polsce weszło w zupełnie nową fazę — fazę racjonalnego wyboru ekonomicznego.

    Czy to oznacza, że era samochodów spalinowych w Polsce powoli dobiega końca? Na razie wiemy tyle: marzec 2026 zapisze się w historii nie tylko rekordowymi rejestracjami, ale także jako moment, w którym elektryki przestały być modą, a stały się po prostu… dobrą inwestycją.

  • Oszuści zalewają rynek fałszywą kawą. Oto, co kryje się w twoim kubku

    Oszuści zalewają rynek fałszywą kawą. Oto, co kryje się w twoim kubku

    Czy twoja poranna kawa na pewno jest tym, za co ją uważasz? Wysokie ceny na rynku kawy otworzyły nowy, niebezpieczny rozdział: falę podróbek, które trafiają do polskich sklepów. Oszuści nie przebierają w środkach, a ich głównym narzędziem jest… soja.

    Sojowa mistyfikacja: jak to działa?

    Fałszerze wykorzystują soję w różnych postaciach, aby obniżyć koszty produkcji. Do podrabianych kaw dodawana jest mąka sojowa, ekstrakt, białko sojowe lub palone i mielone ziarna soi. Dzięki temu masa produktu wzrasta, a koszty produkcji spadają.

    Palona soja nadaje napojowi ciemniejszy kolor, charakterystyczny aromat i goryczkę. To sprawia, że łatwo pomylić ją z prawdziwą kawą, zwłaszcza w przypadku mieszanek mielonych i rozpuszczalnych. Konsument nie ma możliwości oceny wyglądu całych ziaren, co czyni fałszerstwo szczególnie trudnym do wykrycia.

    „Z jednego kilograma prawdziwej kawy można wytworzyć znacznie większą ilość produktu o zbliżonych cechach wizualnych i smakowych” – alarmuje portal dlahandlu.pl.

    Podrabiają nie tylko zawartość, ale i opakowania

    Oszuści nie ograniczają się do manipulacji składnikami. Na rynku pojawiają się podróbki sygnowane logotypami rozpoznawalnych producentów, takich jak Lavazza. Opakowania są łudząco podobne do oryginałów, ale oferowane w znacznie niższych cenach.

    Giuseppe Lavazza, szef firmy Lavazza, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” potwierdza ten proceder. Mówi wprost: „To jest problem sukcesu, inni mogą próbować cię naśladować”. Przyznaje, że na europejskim rynku pojawiają się nieoryginalne produkty sygnowane jego marką.

    Jednocześnie prezes Lavazza podkreśla stanowisko swojej firmy: „Nigdy nie zmieniamy mieszanek, szanujemy skład kawy. Szanujemy konsumenta i nie chcemy go oszukiwać”.

    Co napędza falę oszustw? Rosnące ceny prawdziwej kawy

    Ten niebezpieczny proceder ma bezpośredni związek z sytuacją na globalnym rynku. Ceny surowca gwałtownie poszły w górę. Według danych FAO, w 2024 roku wzrosły aż o 39 proc.

    Na podwyżki wpłynęły ekstremalne warunki pogodowe w kluczowych krajach produkujących kawę, takich jak Brazylia, Wietnam, Etiopia czy Indonezja. Susze, powodzie i spadki zbiorów, połączone z rosnącym popytem w Chinach i Indiach, znacząco ograniczyły podaż.

    Efekt w Polsce jest wyraźny. W ubiegłym roku kawa mielona zdrożała o ponad 30 proc., a rozpuszczalna o blisko 16 proc. Obecnie najtańsze kilogramowe opakowania w dyskontach kosztują około 40-50 zł. Dla porównania, cena kilograma oryginalnej, dobrej jakości kawy potrafi wahać się od kilkudziesięciu do ponad 100 zł.

    W kawiarniach również widać wzrost cen. Espresso kosztuje średnio ponad 9 zł, a popularne napoje na bazie mleka podrożały nawet o ponad 60 proc.

    Co dalej? Eksperci przewidują kolejne zmiany

    Prognozy na najbliższe miesiące nie są optymistyczne dla portfeli miłośników kawy. Eksperci przewidują dalsze, choć umiarkowane, wzrosty cen na poziomie 4-8 proc. w pierwszej połowie 2026 roku.

    Ewentualne obniżki mogą pojawić się dopiero w drugiej części roku, ale pod jednym, kluczowym warunkiem: poprawy warunków upraw w głównych regionach produkcyjnych.

    Dopóki to nie nastąpi, rynek pozostaje podatny na działanie oszustów, którzy wykorzystują wysokie ceny i chęć znalezienia tańszej alternatywy. Kupując kawę, zwłaszcza w atrakcyjnej cenie, warto zachować czujność. Czasem oszczędność może okazać się bardzo kosztowną pomyłką.