Blog

  • ZUS właśnie przeliczył emerytury. Ponad 133 tys. osób zyskało, a dla części kobiet wzrost może być ogromny!

    ZUS właśnie przeliczył emerytury. Ponad 133 tys. osób zyskało, a dla części kobiet wzrost może być ogromny!

    Czy w tym miesiącu na Twoim koncie pojawiła się wyższa emerytura? To możliwe! Zakład Ubezpieczeń Społecznych właśnie zakończył masowe przeliczenia świadczeń, które dotknęły setki tysięcy Polaków.

    Dobra wiadomość jest taka, że dla większości oznaczało to realny wzrost portfela. Ale prawdziwa sensacja czai się w szczegółach dla konkretnej grupy kobiet.

    Wielkie przeliczenie ZUS: konkrety

    ZUS ogłosił zakończenie ponownego ustalania wysokości tzw. emerytur czerwcowych. Akcja objęła świadczenia przyznane lub przeliczone w czerwcu w latach 2009-2019.

    Łącznie przeliczono 219,5 tys. spraw z 220,2 tys. zaplanowanych, co daje realizację na poziomie 99,7 proc.

    I tu pojawia się pierwszy pozytywny szok. W wyniku tego przeliczenia 133,1 tys. osób (61 proc.) otrzymało wyższe świadczenie! Średnia podwyżka to 163,36 zł miesięcznie.

    Dzięki tej operacji łączna wartość wypłat wzrosła o ponad 21,7 mln zł miesięcznie. Najczęściej podwyżki mieściły się w przedziale od 100 do 200 zł.

    Kluczowa informacja: ZUS działał z urzędu. Oznacza to, że beneficjenci nie musieli składać żadnych wniosków – wszystko odbyło się automatycznie, często przy użyciu zautomatyzowanych systemów.

    Kto zyskał najwięcej? Spójrz na te liczby

    Przeliczenie objęło przede wszystkim emerytury, które stanowiły 91 proc. wszystkich spraw. Co ciekawe, większość świadczeniobiorców to kobiety (72 proc.). Najliczniejszą grupą wiekową były osoby w wieku od 70 do 74 lat (55,9 proc.).

    Ale to nie koniec dobrych wiadomości dla pań. Istnieje bowiem druga, osobna ścieżka podwyżek, która może przynieść naprawdę spektakularne efekty.

    Rewelacja dla kobiet z OFE: emerytura może skoczyć o połowę!

    Oto prawdziwa bomba. ZUS przelicza emerytury kobiet, które przeszły na emeryturę w wieku 60 lat i miały środki w OFE. Po ukończeniu 65 lat ich świadczenie jest liczone na nowo.

    I tu uwaga – średni wzrost emerytury może sięgać nawet ponad 50 proc.!

    Sprawa dotyczy konkretnie kobiet urodzonych w latach 1949–1968, które były w OFE. Jak podaje „Gazeta Prawna”, założenia systemu oznaczają, że w 2026 r. przeliczenie obejmie m.in. kobiety z rocznika 1961, które w tym roku skończą 65 lat.

    Przykłady? Po ponownym przeliczeniu emerytura może wzrosnąć np. z 2200 zł do 3200 zł (wzrost o 45 proc.) czy z 2500 zł do 3800 zł (wzrost o 52 proc.). To dzieje się bez pomniejszania o wcześniej wypłacone środki!

    Ważne zastrzeżenie: Kobiety, które nie przystąpiły do OFE, od razu otrzymują świadczenie dożywotnie i nie mają prawa do tego ponownego przeliczenia. To rodzi kontrowersje i… sprawy sądowe.

    Ciemna strona medalu: rosnąca fala pozwów

    Wzrastająca świadomość przepisów powoduje, że część kobiet – których emerytura nie została ponownie przeliczona – decyduje się na drogę sądową.

    Ich argumenty dotyczą nierównego traktowania ubezpieczonych oraz braku uzasadnienia dla podziału na osoby należące do OFE i te nienależące. Eksperci wskazują, że problem ma charakter systemowy, jednak administracja nie zapowiada zmian, które miałyby go naprawić.

    Podsumowując: Jeśli jesteś beneficjentem emerytury czerwcowej, prawdopodobnie już widzisz efekt przeliczenia. Jeśli jesteś kobietą z roczników 1949-1968 i miałeś OFE, po 65. roku życia czeka Cię dodatkowa, potencjalnie bardzo korzystna korekta. A jeśli nie należysz do żadnej z tych grup… no cóż, system emerytalny potrafi być skomplikowany. Na szczęście ZUS tym razem działał sam.

  • Wampiry energetyczne w Twoim domu. Te sprzęty po cichu podnoszą rachunki za prąd

    Wampiry energetyczne w Twoim domu. Te sprzęty po cichu podnoszą rachunki za prąd

    Wysokie rachunki za prąd to problem wielu polskich gospodarstw. Szukasz sposobów na oszczędności? Zanim zaczniesz wyrywać wtyczki ze wszystkich gniazdek, poznaj fakty. Eksperci wyjaśniają, które urządzenia są prawdziwymi „wampirami energetycznymi” i jak mądrze ograniczać zużycie energii.

    Czy odłączanie urządzeń od prądu oszczędza energię?

    Nie jest tajemnicą, że wiele urządzeń pobiera prąd nawet wtedy, gdy są wyłączone, choć pozostają podłączone do gniazdka. To zjawisko nazywane jest trybem czuwania lub „wampiryzmem energetycznym”.

    Jak wskazuje serwis RMF FM, wspominane „wampiry energetyczne” mogą być odpowiedzialne za zauważalną część miesięcznego zużycia energii elektrycznej.

    Z tego względu od dłuższego czasu konsumenci zachęcani są do korzystania z listew zasilających z wyłącznikiem bądź inteligentnych gniazdek. Pozwalają one na całkowite odcięcie zasilania do sprzętów, które nie są w danym momencie wykorzystywane.

    Najwięksi pożeracze prądu w Twoim domu

    Ale uwaga! Nie wszystkie urządzenia warto odłączać. Tutaj trzeba zachować rozsądek.

    Lodówki, systemy alarmowe czy niektóre inteligentne urządzenia muszą być stale podłączone. Ich częste odłączanie może prowadzić do uszkodzeń lub zagrożeń elektrycznych.

    A które sprzęty są największymi winowajcami wysokich rachunków?

    Jak wyliczył serwis Rachuneo.pl, najwięcej energii w domu pochłaniają płyta indukcyjna i bojler elektryczny — ich roczne koszty mogą przekroczyć 1000 zł. Sporo zapłacimy też za korzystanie z piekarnika czy lodówki, która pracuje bez przerwy.

    Na liście „pożeraczy prądu” znajdują się także: pralka, żelazko, suszarka do ubrań, klimatyzacja, ogrzewanie elektryczne oraz komputery i ładowarki. Szczególnie ostatnia pozycja jest cichym generatorem kosztów.

    Te sprzęty pobierają prąd, nawet jeśli są wyłączone

    Wracając do wampirów… Jak wyjaśnia serwis RMF FM, najwięcej prądu w trybie czuwania pobierają komputery, ekspresy do kawy, suszarki do włosów czy ładowarki. Nawet wyłączone, potrafią generować zauważalne koszty.

    Badania australijskiej firmy EES pokazują, że większość urządzeń pobiera prąd w trybie czuwania, choć są wyjątki — np. tylko 2,7 proc. lamp i 3 proc. wentylatorów sufitowych pobierało prąd po wyłączeniu.

    Roczne straty energii z powodu „wampirów energetycznych” mogą sięgać kilkuset złotych na gospodarstwo domowe. Skala oszczędności zależy jednak od liczby i rodzaju urządzeń oraz sposobu ich użytkowania.

    Jak obniżyć rachunki za prąd? Praktyczne wskazówki

    Oto kilka sprawdzonych sposobów, które pomogą Ci płacić mniej:

    1. Sprawdź, ile kosztuje korzystanie z danego sprzętu – pomnóż jego moc (w watach) przez czas pracy, podziel przez 1000 i pomnóż przez cenę 1 kWh. Przykład? Telewizor o mocy 60 W używany 4 godziny dziennie to koszt ok. 88 zł rocznie.

    2. Wybieraj urządzenia z wysoką klasą energetyczną – na sprzętach AGD i RTV znajdziesz etykiety z prostą skalą od A do G. Kupując nowe sprzęty, warto zdecydować się na urządzenia z klasą najbliższą literze A.

    3. Wprowadź dobre nawyki – korzystaj z pełnych załadunków w zmywarce i pralce, unikaj trybu stand-by w sprzęcie RTV, prasuj większe partie ubrań naraz.

    Według ekspertów, nowe urządzenia zużywają mniej energii w trybie czuwania niż starsze modele, ale coraz więcej z nich wymaga stałego połączenia z siecią. To paradoks współczesnej technologii.

    Pamiętaj też, że zmiana dostawcy energii może przynieść dodatkowe oszczędności. Warto skorzystać z porównywarek cen prądu, by znaleźć najlepszą ofertę.

    Walka z wysokimi rachunkami to nie tylko odłączanie wtyczek. To przede wszystkim świadome zarządzanie energią w domu. Małe zmiany mogą przynieść duże oszczędności!

  • Ponad tysiąc kontroli, setki naruszeń. PIP ujawnia szokującą skalę problemów w sieciach handlowych

    Ponad tysiąc kontroli, setki naruszeń. PIP ujawnia szokującą skalę problemów w sieciach handlowych

    Czy twoja ulubiona sieć sklepów dba o bezpieczeństwo swoich pracowników? Wyniki najnowszych kontroli Państwowej Inspekcji Pracy są tak jednoznaczne, że aż przerażają.

    Od początku stycznia 2025 roku do 9 kwietnia 2026 roku inspektorzy przeprowadzili 1364 kontrole w ogólnopolskich sieciach handlowych. I tu zaczyna się prawdziwy szok – naruszenia przepisów wykryto w aż 1189 z nich. To oznacza, że problemy występowały w ponad 87% skontrolowanych placówek!

    Gdzie tkwi problem?

    Jak poinformowała w Sejmie Ewa Skierska z PIP, zdecydowana większość uchybień dotyczyła technicznego bezpieczeństwa pracy. Chodzi głównie o magazynowanie i składowanie asortymentu oraz niezapewnienie drożnych dróg komunikacyjnych i ewakuacyjnych.

    „Wykazane zostały m.in. przypadki składowania towarów w miejscach do tego niewyznaczonych, bezpośrednio na paletach ustawionych na hali sprzedaży, poza przestrzenią magazynową” – mówiła Skierska.

    Ale to nie wszystko. Sporadycznie stwierdzano też naruszenia przepisów prawnej ochrony pracy. Nieprawidłowości w sporządzaniu rozkładów czasu pracy ujawniono w 2,7% kontroli, a nieprawidłowe prowadzenie ewidencji czasu pracy w 2,3%.

    Skargi płyną strumieniem

    W omawianym okresie PIP zarejestrowała 705 skarg na ogólnopolskie sieci handlowe. Dotyczyły one zarówno BHP, jak i prawnej ochrony pracy. Co ciekawe, ponad 48% z nich oceniono jako bezzasadne, ale jedną czwartą uznano za zasadne.

    I tu dochodzimy do konkretnego przypadku, który wywołał szeroką akcję kontrolną.

    Zimno jak w lodówce – akcja w sieci Dino

    Pracownicy skarżyli się na warunki, a kontrolerzy sprawdzili znaną sieć. Po doniesieniach o skrajnie niskich temperaturach – w jednym ze sklepów w Skierniewicach odnotowano zaledwie 3,2°C na stanowisku kasowym – ruszyła szeroka akcja.

    W sieci Dino przeprowadzono 461 kontroli. W 367 z nich wydano środki prawne, łącznie 1316 decyzji nakazowych. Specjalna infolinia dla pracowników zebrała 31 zgłoszeń.

    A jakie konkretnie problemy wykryto? Oto lista:

    • 136 decyzji dotyczących zbyt niskiej temperatury w pomieszczeniach pracy
    • 24 decyzje dotyczące niezabezpieczenia stanowisk kasowych przed zimnem z zewnątrz
    • 7 decyzji dotyczących braku ogrzewania w pomieszczeniach sanitarnych
    • 6 decyzji dotyczących niezapewnienia pracownikom odzieży chroniącej przed zimnem

    Do PIP wpłynęło też 30 indywidualnych skarg na niskie temperatury w Dino, z czego w 11 przypadkach zasadność skarg potwierdzono.

    Mandaty, które nikogo nie straszą?

    Podczas kontroli w całym sektorze ujawniono 182 wykroczenia przeciwko prawom pracownika. Na 26 osób nałożono grzywny w drodze mandatów karnych na łączną kwotę 31 tys. zł. Skierowano też 8 wniosków do sądu.

    Ale czy to wystarczy? Przewodnicząca „Solidarności” w sklepach sieci Biedronka i Dino, Gabriela Kaim, nie ma wątpliwości.

    „Mandaty nakładane na pracodawców sieci handlowych są bardzo niskie. Pracodawcy śmieją się nam w twarz” – stwierdziła podczas dyskusji w Sejmie.

    Z kolei Karol Tyszka z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji podkreśla, że patologie trzeba piętnować, ale też „trzymać proporcje i nazywać rzeczy po imieniu”.

    Nadchodzą zmiany

    Czy sytuacja się poprawi? Już 8 lipca wchodzi w życie reforma Państwowej Inspekcji Pracy. Nowe przepisy dadzą inspekcji uprawnienia do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę.

    I tu ważna zmiana: maksymalna wysokość grzywny, jaką PIP może nałożyć w postępowaniu mandatowym, wzrośnie z 2 tys. do 5 tys. zł, a w przypadku ponownego naruszenia – z 5 tys. do 10 tys. zł.

    Czy wyższe kary zmuszą sieci handlowe do większej dbałości o warunki pracy swoich pracowników? Czas pokaże. Na razie skala wykrytych naruszeń mówi sama za siebie.

  • Ceny gazu w Europie na huśtawce. Czy otwarcie Ormuz to koniec problemów?

    Ceny gazu w Europie na huśtawce. Czy otwarcie Ormuz to koniec problemów?

    Czy spokój na rynku gazu to tylko chwilowa iluzja? W ciągu kilku dni ceny na europejskim hubie TTF przeżyły gwałtowny zjazd, ale analitycy ostrzegają, że nad głowami konsumentów wisi wciąż „znaczne ryzyko wzrostu”. Co naprawdę dzieje się z cenami tego kluczowego surowca?

    Nagły spadek po deklaracji Trumpa

    Rynek zareagował gwałtownie na doniesienia o otwarciu kluczowego szlaku transportowego. Najbardziej płynny kontrakt gazowy na holenderskim hubie TTF zniżkował do poziomu 38,27 euro za MWh na giełdzie ICE Endex. To spadek o niemal 10 proc. względem poprzedniego rozliczenia i najniższy poziom od 2 marca.

    Taki ruch nastąpił po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił na platformie Truth Social, że „Cieśnina Ormuz jest całkowicie otwarta i gotowa do prowadzenia działalności oraz pełnego przepływu”. To była odpowiedź na wcześniejsze napięcia – konflikt na Bliskim Wschodzie doprowadził bowiem do niemal całkowitego zamknięcia tej cieśniny, co odcięło około 1/5 globalnych dostaw skroplonego gazu ziemnego (LNG).

    Ale czy to już koniec zmartwień?

    Nie tak szybko. Eksperci zachowują ostrożność. Yahdian Falah z firmy handlowej Trianel określił otwarcie Ormuz jako „najbardziej oczekiwaną wiadomość”, ale dodał: „Choć jest to rozwiązanie tymczasowe, dodatkowo zmniejsza ryzyko eskalacji. Teraz kluczowe będzie to, kiedy przez cieśninę przepłynie pierwszy statek z LNG”.

    Alex Froley z agencji ICIS zwraca uwagę, że w cieśninie czeka około 14 załadowanych ładunków LNG, ale na razie nie wyruszyły w drogę. Faktyczne przywrócenie eksportu może potrwać. Fabio Reale z Clarksons wskazuje, że ponowne uruchomienie pełnych dostaw z Kataru może zająć kilka tygodni i wykraczać poza obecny, dwutygodniowy rozejm ogłoszony 7 kwietnia.

    W tle wciąż wisi miecz Damoklesa

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Kilka dni wcześniej, gdy benchmarkowe kontrakty w Amsterdamie (ICE Entawex Dutch TTF) stały na poziomie 45,49 euro za MWh, analityk Bloomberg Intelligence Patricio Alvarez wydał jasne ostrzeżenie.

    „Nadal istnieje ryzyko eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, a ceny gazu w Europie stoją w obliczu znacznego ryzyka wzrostu” – napisał Alvarez w rynkowej nocie.

    Jego „Scenariusz B”, czyli rozszerzonego konfliktu, jest przerażający: cena gazu w Europie może wzrosnąć 2-krotnie, a nawet 3-krotnie w stosunku do poziomów sprzed otwarcia Ormuz. W Azji ryzyko gwałtownych wzrostów jest jeszcze większe, zwłaszcza że import LNG przez kraje tego regionu spadł do najniższego poziomu od niemal 6 lat.

    Jakie są prognozy na resztę roku?

    Wszystko zależy od tempa przywracania dostaw. Analitycy snują różne scenariusze:

    • Scenariusz optymistyczny: Jeśli cieśnina otworzy się już w przyszłym miesiącu, a produkcja LNG w Katarze wznowi się latem, średnia cena gazu w 2026 roku może wynieść około 45 euro za MWh (Montel News).
    • Scenariusz bazowy: Pełne otwarcie Ormuz w drugiej połowie maja i stopniowy powrót mocy produkcyjnych do końca sierpnia. W tym wariancie cena utrzymywałaby się nieco powyżej 40 euro za MWh do końca roku (Wood Mackenzie).
    • Szacunki instytucji: Energy Aspects prognozuje średnią na poziomie 42 euro, ABN Amro około 45 euro, a bardziej ostrożny bank SEB nawet 55 euro za MWh.

    Tom Marzec Manser z Wood Mackenzie podsumowuje: „Gdy tylko zobaczymy ruch uwięzionych ładunków LNG (…), na rynku TTF może pojawić się dalsza presja spadkowa”. Inwestorzy i konsumenci wstrzymują więc oddech, czekając na pierwszy statek, który przepłynie przez odblokowaną, ale wciąż niepewną, Cieśninę Ormuz.

    Podsumowując: chwilowa ulga na rynku jest faktem, ale fundamenty wciąż są kruche. Geopolityka dyktuje tu warunki, a każde zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie może w mgnieniu oka cofnąć cały cenowy postęp. Bądźmy czujni.

  • Bankowe miliardy topnieją. Co naprawdę dzieje się z zyskami polskich kredytodawców?

    Bankowe miliardy topnieją. Co naprawdę dzieje się z zyskami polskich kredytodawców?

    Czy złote lata polskiej bankowości dobiegły końca? Najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego przynoszą szokującą informację: zysk netto sektora po dwóch miesiącach 2026 r. wyniósł niecałe 6,1 mld zł, spadając o 25 proc. rok do roku. To jednocześnie o 17 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2024 r. i 1 proc. mniej niż w 2023 r.

    Ale spokojnie, to niekoniecznie oznacza katastrofę. Aby zrozumieć tę zagadkę, trzeba zajrzeć głębiej w strukturę wyników. Oto, co naprawdę dzieje się za kulisami bankowych ksiąg.

    Podatkowa pięść rządu

    Pierwszy i największy cios przyszedł ze strony państwa. Od stycznia 2026 r. stawka CIT dla banków wzrosła do 30 proc. (z 19 proc.). W kolejnych latach ma stopniowo spadać, ale nadal będzie wyższa niż przed podwyżką. Skutki? Efektywna stopa podatkowa po dwóch miesiącach wynosi około 39 proc., podczas gdy rok temu było to 25 proc.

    Rząd szacował, że w pierwszym roku podwyżka CIT dla kredytodawców zapewni budżetowi państwa dodatkowe 6,5 mld zł.

    To jednak nie wszystko. Koszty administracyjne poszły w górę o 8,5 proc., do 11,1 mld zł, głównie przez podwyżki dla pracowników. Do tego doszła specyficzna struktura składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, która w tym roku w całości obciąża wyniki I kwartału. Analitycy szacują, że gdyby skorygować wynik netto o ten efekt, spadek wyniósłby 17 proc., a nie raportowane 25 proc.

    Kluczowy wynik odsetkowy pod lupą

    Tu sytuacja jest bardziej złożona. Wynik odsetkowy, który stanowi 78 proc. dochodów banków, po dwóch miesiącach 2026 r. wyniósł 17,9 mld zł, co oznacza spadek o 4,2 proc. rok do roku. W samym lutym widać było pogorszenie o 10 proc. w stosunku do stycznia.

    Ale jest haczyk! Po korekcie o różną liczbę dni w miesiącach, lutowy wynik był już tylko nieznacznie (0,4 proc.) gorszy niż w styczniu. W ujęciu rocznym spadł o niespełna 5 proc., co pokazuje wciąż dużą odporność na spadek stóp procentowych.

    Co pomaga bankom? Przyrost wolumenów – kredyty i depozyty rosną po około 7 proc. rok do roku. Pomaga też większy udział kredytów o stałym oprocentowaniu, transakcje hedgingowe i duży udział obligacji w portfelu.

    „Czynnikiem pomagającym wynikowi odsetkowemu jest przyrost wolumenów” – mówi Łukasz Jańczak, analityk Erste Securities, cytowany przez Business Insider Polska.

    Marża odsetkowa netto (NIM) jednak spada. Jej szczyt przypadł na końcówkę 2024 r. (3,75 proc.), a na koniec stycznia 2026 r. było to około 3,46 proc., czyli o 0,27 pkt proc. mniej niż rok temu.

    Polskie banki vs. europejscy giganci

    Tu pojawia się ciekawa perspektywa. Gdy polski sektor mierzy się z wyzwaniami, europejscy giganci w 2025 r. świętowali rekordy. Piętnaście największych grup bankowych wypracowało łącznie zysk netto na poziomie 135 mld euro (ok. 570 mld zł), czyli o 11 proc. więcej rok do roku.

    Liderem jest brytyjski HSBC z zyskiem 21 mld euro. Dla porównania, cały polski sektor bankowy zarobił w 2025 r. ok. 11,2 mld euro (48 mld zł). Nawet rekordowy wynik PKO BP (10,7 mld zł) stanowi zaledwie jedną ósmą zysku HSBC.

    „Polskie banki, opierające się głównie na wzroście organicznym w jednym kraju, nie mają realnych szans na dogonienie europejskich gigantów pod względem sumy bilansowej czy nominalnych zysków. Za to mogą pochwalić się najwyższymi marżami i wskaźnikami rentowności” – komentuje Łukasz Jańczak dla Parkiet.com.

    Co dalej w 2026 roku?

    Perspektywy? W Polsce pewne jest, że zyski netto banków będą mniejsze niż w 2025 r. z powodu wyższego CIT. Jeśli chodzi o wyniki operacyjne, dominuje scenariusz niepewności.

    Przed zawirowaniami geopolitycznymi rynek zakładał dalsze obniżki stóp. Obecnie ta perspektywa się oddala, co niekoniecznie jest dla banków jednoznacznie dobrą wiadomością.

    „Jednocześnie bowiem w gospodarce rośnie ryzyko stagflacji, czyli wysokiej inflacji przy niskim wzroście PKB, co negatywnie może odbić się na popycie na kredyty i jakości portfela” – ostrzega Łukasz Jańczak.

    Podsumowując: polskie banki wchodzą w 2026 rok z wyraźnie obciążonym przez podatki wynikiem netto, ale z wciąż odpornym rdzeniem operacyjnym. Na horyzoncie widać jednak nowe chmury – nie tylko podatkowe, ale i makroekonomiczne. Gra o utrzymanie wysokiej rentowności w nowych warunkach właśnie się rozpoczęła.

  • Wall Street bije rekordy! Co napędza tę hossę?

    Wall Street bije rekordy! Co napędza tę hossę?

    Czy to już koniec geopolitycznych zmartwień dla inwestorów? Amerykańskie giełdy nie zwalniają tempa, a klucz do sukcesu leży w doniesieniach z Bliskiego Wschodu. Piątkowa sesja na Wall Street zapowiada się w zielonych barwach, kontynuując imponujący trend z całego tygodnia.

    Optymizm płynie z Bliskiego Wschodu

    Kluczowym czynnikiem poprawy nastrojów jest sytuacja geopolityczna. Prezydent USA Donald Trump poinformował, że wojna z Iranem jest „bardzo bliska zakończenia”, a konflikt określił jako przebiegający pomyślnie. To jednak nie wszystko!

    Ogłoszono 10-dniowe zawieszenie broni między Izraelem a Libanem, które ma się rozpocząć o godzinie 17.00 czasu wschodniego. Według przewodniczącego irańskiego parlamentu, wstrzymanie ataków Izraela na Liban było kluczowym warunkiem rozpoczęcia negocjacji między USA a Iranem.

    „W przypadku USA i Iranu kolejna runda rozmów osobistych może odbyć się prawdopodobnie, być może, w przyszły weekend” – powiedział Donald Trump w czwartek.

    Rynek interpretuje te sygnały jako potencjalny punkt zwrotny. Analitycy wskazują, że nawet częściowa deeskalacja może podtrzymać trend wzrostowy.

    Rekord za rekordem

    Czwartkowa sesja przyniosła kolejne historyczne maksima. Dow Jones Industrial na zamknięciu wzrósł o 0,24 proc. do 48 578,72 pkt. S&P 500 zyskał 0,26 proc., kończąc dzień na poziomie 7 041,28 pkt. Nasdaq Composite zwyżkował o 0,36 proc. do 24 102,70 pkt.

    Ale to nie są odosobnione sukcesy! W środę indeksy S&P 500 i Nasdaq osiągnęły kluczowe kamienie milowe – pierwszy po raz pierwszy zamknął się powyżej 7000 pkt, a drugi po raz pierwszy powyżej 24000 pkt. Co więcej, Nasdaq odnotował 11 z rzędu dzień wzrostów – najdłuższą serię od 8 listopada 2021 roku.

    W ujęciu tygodniowym wzrosty są jeszcze bardziej imponujące. Dow Jones zyskał 1,4 proc., S&P 500 wzrósł o 3,3 proc., a Nasdaq aż o 5,2 proc. Indeksy nie tylko odrobiły wcześniejsze straty, ale i ustanawiały nowe maksima.

    Inwestorzy łączą nadzieję z ostrożnością

    Akcje rosły w ostatnich dniach w nadziei na ostateczne zawarcie pokoju. Indeks S&P 500 rozpoczął tydzień od zniwelowania wszystkich strat poniesionych od początku wojny z Iranem. Rynek zdaje się wierzyć w happy end.

    Jednakże, część strategów apeluje o rozwagę. Zwracają uwagę, że szybki powrót indeksów do rekordów w ciągu zaledwie 11 dni nie musi oznaczać trwałości trendu. Inwestorzy wciąż zachowują ostrożność przed weekendowymi negocjacjami.

    „Historia kryzysów geopolitycznych pokazuje, że okazują się one świetnymi okazjami do zakupów. Właściwie znajdujemy się teraz w takiej sytuacji” – powiedział Ed Yardeni, założyciel Yardeni Research, w rozmowie z Business Insider.

    Ewentualne załamanie rozmów lub eskalacja napięć mogłyby szybko odwrócić sentyment. Przepływ przez strategiczną Cieśninę Ormuz nadal jest zakłócony, a ceny ropy pozostają około 36 proc. powyżej poziomów sprzed konfliktu.

    Co dalej? Wyniki i Fed w tle

    W centrum uwagi pozostaje sezon wyników spółek. Przed piątkowym otwarciem raporty publikują m.in. State Street, Truist Financial czy Ally Financial. Negatywnie wyróżnił się Netflix, którego akcje spadły o ponad 9 proc. po rozczarowującej prognozie.

    Ponadto, piątek nie przyniesie istotnych publikacji makroekonomicznych. Dlatego inwestorzy skupią się na wystąpieniach przedstawicieli Rezerwy Federalnej, w tym Mary Daly, Toma Barkina oraz Christophera Wallera.

    Mimo optymizmu, rynek wciąż stoi przed wieloma niewiadomymi. Eksperci radzą, by inwestorzy koncentrowali się na dywersyfikacji portfela i wykorzystywali zmienność do stopniowego dostosowywania ekspozycji. Hossa jest faktem, ale trwałość trendu – jak na razie – pozostaje pytaniem.

  • Zondacrypto ujawnia portfel z 4,5 tys. BTC. Jest jeden gigantyczny problem

    Zondacrypto ujawnia portfel z 4,5 tys. BTC. Jest jeden gigantyczny problem

    Czy można posiadać ponad 330 milionów dolarów w Bitcoinie i jednocześnie nie mieć do nich dostępu? Jak się okazuje, w świecie kryptowalut – tak. Prezes największej polskiej giełdy właśnie wyjawił szokujące szczegóły, które wyjaśniają wiele, ale budzą jeszcze więcej pytań.

    Publiczne wyznanie prezesa

    W czwartek, 16 kwietnia 2026 roku, Przemysław Kral, prezes Zondacrypto, opublikował na platformie X nagranie, które wstrząsnęło polskim rynkiem krypto. Jego głównym punktem było ujawnienie adresu portfela kryptowalutowego należącego do spółki.

    „Podjąłem decyzję o upublicznieniu adresu portfela zawierającego 4500 bitcoinów o wartości 330 milionów dolarów, by uciąć bezpodstawne oskarżenia o rzekome przywłaszczenie środków” – napisał Kral.

    Adres to 16aEn4p6hK4FMpLtJGpoQZMZ946sDg1Z6n. Według prezesa, portfel zawierający 4 500 BTC figuruje we wszystkich audytach spółki od lat, a środki na nim są nienaruszone i widoczne dla każdego w publicznym rejestrze blockchain.

    Kluczowa postać, która zniknęła

    I tu pojawia się sedno całej afery. Przemysław Kral przyznał, że klucz prywatny do tego portfela miał Sylwester Suszek, założyciel i wieloletni prezes giełdy BitBay, której następcą jest Zondacrypto.

    Według Krala, dysponuje on dokumentem podpisanym przez Suszka w momencie sprzedaży spółki, który wskazuje, że portfel z 4 500 BTC jest jej aktywem. Problem w tym, że Sylwester Suszek zaginął w marcu 2022 roku i nigdy nie przekazał kluczy prywatnych nowemu kierownictwu.

    „Kiedy Sylwester ma zgodnie z tymi dokumentami przekazać klucze prywatne do tego adresu, zamiast to zrobić, znika. (…) Apeluję do niego, żeby wykonał umowę i żeby przekazał klucze prywatne” – mówił prezes Zondacrypto w nagraniu.

    Run na giełdę i odpowiedź na zarzuty

    Wystąpienie prezesa było odpowiedzią na medialne doniesienia, które – według niego – wywołały panikę wśród klientów i próbę „runu na giełdę”.

    Kral poinformował, że w ciągu trzech dni (w tym w wielkanocny poniedziałek) klienci zlecili około 25 000 wypłat. To wolumen, który w normalnych warunkach giełda obsługiwała przez kwartał. Prezes podkreślił, że mimo tej skali operacji, Zondacrypto utrzymała płynność.

    Zarzuty mediów były poważne. Portal money.pl, powołując się na analityków firmy Recoveris, informował o spadku rezerw bitcoinów giełdy o 99% oraz problemach użytkowników z wypłatą środków, szczególnie BTC i Ethereum.

    Giełda w ogniu polityki i śledztwa

    Sprawa Zondacrypto wykracza daleko poza rynek kryptowalut. Prokuratura Krajowa poinformowała, że z inicjatywy Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka prokuratorzy zbadają pojawiające się w mediach informacje o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu giełdy. Czynności te będą realizowane w ramach śledztwa dotyczącego zaginięcia Sylwestra Suszka.

    Premier Donald Tusk oświadczył też, że z informacji od ABW wynika, iż na przełomie października i listopada 2025 roku Przemysław Kral dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji związanych z politykami prawicy. Miało to miejsce miesiąc przed głosowaniem w Sejmie nad pierwszym wetem prezydenta do ustawy o rynku kryptoaktywów.

    Co dalej z „zablokowanymi” milionami?

    Przemysław Kral zapewnia, że spółka pozostaje rentowna – według przedstawionych danych w ostatnich latach wypracowała ponad 260 mln zł czystego zysku. Zapowiedział też podjęcie kroków prawnych wobec portali money.pl i Wirtualna Polska.

    Jednak komentarz przedsiębiorcy Tomasza Mentzena na X podsumowuje nastrój: „Zonda utraciła dostęp do swojego cold walletu z setkami milionów PLN lata temu wraz ze zniknięciem Sylwestra Suszka. (…) Jest to tragiczna informacja dla wszystkich klientów”.

    Sprawa pokazuje kruchość zaufania w świecie, gdzie miliardy mogą być zamrożone przez zaginięcie jednej osoby i brak jednego klucza. Na razie 4 500 Bitcoinów czeka w limbo, a klienci Zondacrypto – na dalszy rozwój wydarzeń.

  • Frankowicze, uwaga! Sejm pracuje nad ustawą, która może wstrzymać Twoje raty. Ale jest haczyk…

    Frankowicze, uwaga! Sejm pracuje nad ustawą, która może wstrzymać Twoje raty. Ale jest haczyk…

    Czy wiesz, że już samo złożenie pozwu do banku mogłoby automatycznie wstrzymać obowiązek spłaty Twojego kredytu frankowego? To jeden z kluczowych zapisów projektu ustawy, nad którym właśnie pracują sejmowe komisje. Ale to nie wszystko – w tle rozbrzmiewają też kluczowe wyroki unijnego Trybunału.

    Co zmieni projektowana ustawa?

    Rząd przyjął projekt ustawy „o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących zawartych z konsumentami umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego” już pod koniec września ubiegłego roku. Jej głównym celem jest odciążenie sądów i przyspieszenie tysięcy toczących się spraw.

    Ustawa poprawi działanie sądów okręgowych i sądów apelacyjnych. Szybsze załatwianie spraw CHF to lepszy dostęp wszystkich obywateli do sądów – zaznaczało jesienią Ministerstwo Sprawiedliwości.

    I tu dochodzimy do sedna. Zgodnie z projektem, obowiązek spłacania rat przez kredytobiorcę byłby wstrzymywany z mocy prawa w chwili doręczenia bankowi pozwu. I to automatycznie, bez potrzeby wydawania dodatkowych orzeczeń. To brzmi jak ogromna ulga dla tysięcy osób.

    Jedno postępowanie zamiast dwóch

    Ale to nie koniec zmian. Projekt przewiduje, że bank będzie miał możliwość dochodzenia roszczenia wzajemnego na wypadek, gdyby umowa okazała się nieważna. Chodzi o to, aby rozliczenie roszczeń obu stron odbywało się w jednym postępowaniu, a nie – jak teraz – w dwóch oddzielnych sprawach sądowych.

    Dodatkowo, sądy miałyby szersze możliwości rozpoznawania takich spraw na posiedzeniach niejawnych, a świadkowie mogliby być przesłuchiwani zdalnie. Po cofnięciu pozwu sprawy umarzać mogliby referendarze sądowi.

    Gorąca dyskusja o „zarzucie potrącenia”

    Prace w komisjach sejmowych wróciły pełną parą. Jak zapowiedział wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, kluczowa będzie dyskusja o zapisach dotyczących tzw. zarzutu potrącenia. To właśnie ten element wzbudza największe kontrowersje.

    – Ten przepis odnoszący się do tzw. zarzutu potrącenia, to jest masakra i ogromny ukłon w stronę banków, wszystkie pozostałe przepisy mają znaczenie prawie zerowe – oceniała podczas grudniowego posiedzenia posłanka Małgorzata Wassermann (PiS).

    O co chodzi? Projekt przewiduje, że zarzut potrącenia może zostać podniesiony aż do zamknięcia rozprawy przed sądem drugiej instancji. Krytycy obawiają się, że banki będą wykorzystywać ten przepis do celowego wydłużania i opóźniania procesów.

    Czy ustawa jest „probankowa”?

    Zdaniem wiceministra Myrchy takie zarzuty są bezzasadne. Jego zdaniem, wydłużenie terminu na zgłoszenie zarzutu ma zachęcić do załatwienia wszystkich wzajemnych roszczeń w jednym postępowaniu, a nie na jego wczesnym etapie.

    Sprawę komplikują (lub wyjaśniają) najnowsze orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE. TSUE zajmował się już kwestiami potrąceń i stwierdził, że uwzględnienie przez sąd zarzutu potrącenia zgłoszonego przez bank nie jest sprzeczne z unijnym prawem. Postawił jednak ważny warunek: konsument musi zostać poinformowany o konsekwencjach stwierdzenia nieważności umowy.

    Wyroki TSUE, które wszystko zmieniają

    Nie są to jedyne ważne orzeczenia. Trybunał wydał też trzy kluczowe wyroki dotyczące przedawnienia roszczeń banków w sprawach frankowych. Wskazał w nich, że przepisy chroniące konsumenta nie oznaczają automatycznie, że bank traci prawo do odzyskania pieniędzy.

    W jednym z wyroków TSUE orzekł, że sąd może – w wyjątkowych okolicznościach – uwzględnić przedawnione roszczenie banku, jeśli wymagają tego względy słuszności. W innym wskazał, że uznanie długu przez konsumenta może przerwać bieg przedawnienia na korzyść banku.

    Eksperci, o których pisze Interia, wskazują, że te orzeczenia mogą wpłynąć na kształt projektu ustawy. Prace nad nim wyraźnie przyspieszają.

    Co dalej?

    Początek ostatniego posiedzenia komisji wyznaczono na czwartek w południe. Według wstępnych planów wiceministra Myrchy, możliwe jest, aby już na kolejnym posiedzeniu Sejmu projekt został przyjęty przez Izbę. Czy tak się stanie? Czas pokaże. Jedno jest pewne – dla setek tysięcy frankowiczów w Polsce nadchodzą kluczowe tygodnie.

  • Polska gospodarka na fali? Minister finansów nie zmienia prognoz mimo światowego kryzysu naftowego

    Polska gospodarka na fali? Minister finansów nie zmienia prognoz mimo światowego kryzysu naftowego

    Czy polska gospodarka może być oazą stabilności, gdy świat pogrąża się w jednym z największych kryzysów naftowych w historii? Minister finansów Andrzej Domański nie ma wątpliwości i twardo trzyma się optymistycznych prognoz.

    Optymizm w cieniu wojny

    Mimo wojny na Bliskim Wschodzie i gwałtownego wzrostu cen ropy, rząd utrzymuje swoje założenia. Oczekujemy wzrostu gospodarczego w tym roku na poziomie około 3,5–3,6 proc. — stwierdza Andrzej Domański w rozmowie z Business Insider Polska. Co więcej, podkreśla, że według ostatniego raportu Banku Światowego Polska będzie obok Malty najszybciej rosnącą gospodarką w Europie.

    A to nie wszystko! Minister, przebywający na spotkaniach MFW i G20 w Waszyngtonie, wskazuje na kolejne mocne strony. Mamy najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej i według ostatnich prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego będziemy w tym roku najszybciej rozwijającą się dużą gospodarką europejską — argumentuje.

    Giełda bije rekordy

    Polska giełda, która jest swego rodzaju barometrem przyszłej koniunktury, od początku roku — mimo napięć geopolitycznych — notuje rekordy. Najstarszy indeks szerokiego rynku WIG ustanawia właśnie rekordy wszechczasów. To pokazuje, że nasz model gospodarczy się sprawdza — nawet w sytuacji, gdy świat doświadcza poważnych wstrząsów — przekonuje Domański.

    Inflacyjna przeszkoda i rządowa tarcza

    Ale jest jeden problem, który dotyka każdego kierowcy. Wojna, wywołana atakiem na Iran, doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej i paliw. Skutki widać w danych GUS: inflacja w marcu wyniosła 3 proc., podczas gdy miesiąc wcześniej było to 2,1 proc.

    Rząd nie zamierza jednak zmieniać oficjalnej prognozy inflacji na cały 2026 rok. Już dziś widać, że wpływ sytuacji na Bliskim Wschodzie na inflację w Polsce był ograniczony — ocenia minister. Jak to możliwe? Otóż rząd uruchomił specjalny program.

    Pakiet „Ceny Paliwa Niżej”

    W odpowiedzi na rosnące ceny, pod koniec marca ogłoszono czasowy pakiet regulacji „Ceny Paliwa Niżej” (CPN). W jego ramach wprowadzono kluczowe ulgi:

    • Obniżenie podatku VAT z 23 do 8 proc. (obowiązuje do 30 kwietnia).
    • Czasową redukcję akcyzy (do 15 kwietnia).
    • Codzienne publikowanie maksymalnych cen paliw w dni robocze przez resort energii.

    Planujemy utrzymać obniżoną akcyzę na paliwa po 15 kwietnia, a obniżony VAT obowiązuje do końca kwietnia. Będziemy na bieżąco analizować sytuację — deklaruje szef resortu finansów.

    Kosztowna ochrona i nowe pomysły

    To wsparcie ma swoją cenę. Każdy miesiąc takiej polityki oznacza ubytek w państwowej kasie na poziomie ok. 1,6 mld zł. A Polska już ma jeden z najwyższych w UE deficytów sektora finansów publicznych (6,6 proc. PKB) i jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu.

    Skąd wziąć pieniądze? Minister zapowiada nowe narzędzie. Tak, pracujemy nad rozwiązaniem określanym jako windfall tax — stwierdza, odnosząc się do podatku od ponadnormatywnych zysków koncernów energetycznych. Szczegóły przedstawimy w kwietniu — zapowiada.

    Długodystansowa wizja

    Kluczem do utrzymania pozycji ma być inwestycja w przyszłość. Minister wymienia dwa filary: inwestycje w kapitał ludzki (edukacja, współpraca biznesu z uczelniami) oraz dokończenie transformacji energetycznej w kierunku źródeł odnawialnych i atomu, co wymaga setek miliardów złotych.

    Trwa globalny wyścig o inwestycje. Nie chcemy konkurować dotacjami — chcemy wygrywać jakością kapitału ludzkiego i stabilnością systemu energetycznego — przekonuje Domański.

    Mimo chmur na globalnym horyzoncie, minister finansów gra ostro w ataku. Czas pokaże, czy ta strategia oprze się kolejnym wstrząsom.

  • Powell może zostać! Polityczna bitwa o fotel szefa Fed rozgrzewa Waszyngton

    Powell może zostać! Polityczna bitwa o fotel szefa Fed rozgrzewa Waszyngton

    Czy Jerome Powell, nazwany przez Donalda Trumpa „katastrofą” dla kraju, może mimo wszystko pozostać szefem najpotężniejszego banku centralnego świata? Okazuje się, że prawo i polityczna rozgrywka dają mu taką szansę, a termin 15 maja wcale nie musi oznaczać jego końca.

    Kadencja się kończy, ale prawo mówi co innego

    Kadencja Powella na stanowisku przewodniczącego Rezerwy Federalnej wygasa 15 maja. Donald Trump już nominował jego następcę – Kevina Warsha. Tutaj jednak pojawia się pierwszy haczyk: nominacja musi zostać zatwierdzona przez Senat. A jeśli do tego nie dojdzie? Powell ma prawo pozostać.

    „Tak stanowi prawo. Tak robiliśmy już kilkakrotnie” – powiedział Powell na marcowej konferencji prasowej, potwierdzając, że jeśli Warsh nie zostanie zatwierdzony do 15 maja, on sam pozostanie tymczasowo przewodniczącym Fed.

    Ale Donald Trump nie zamierza na to pozwolić. „W takim razie będę musiał go zwolnić” – oświadczył prezydent w rozmowie z Fox Business. Przyznał jednak, że takie działanie jest „prawnie wątpliwe”.

    Kluczowe przesłuchanie i senator z wetem

    Sprawa nabiera tempa. Komisja Bankowa Senatu zaplanowała przesłuchanie w sprawie zatwierdzenia nominacji Warsha już na 21 kwietnia. To ostatnia prosta, ale…

    Tu pojawia się drugi, potężny problem. Republikański senator z Karoliny Północnej, Thom Tillis, kluczowy członek komisji, zapowiedział, że nie zagłosuje za zatwierdzeniem Warsha, dopóki nie zakończy się śledztwo karne Departamentu Sprawiedliwości w sprawie Powella.

    I tu robi się naprawdę ciekawie. Śledztwo, prowadzone przez prokurator generalną Dystryktu Kolumbii Jeanine Pirro, oficjalnie dotyczy renowacji budynków. Sam Powell nie ma jednak wątpliwości: to polityczny odwet za prowadzenie polityki pieniężnej wbrew oczekiwaniom prezydenta.

    Trump w potrzasku: chce, ale nie może?

    Donald Trump przyznał, że to śledztwo może utrudnić mu doprowadzenie do objęcia stanowiska przez Warsha w przyszłym miesiącu. Prezydent jasno powiedział, że chce, żeby Powell odszedł z Fed – ale nie na tyle, by poprosić Pirro o odwołanie dochodzenia.

    „Wstrzymywałem się od zwolnienia go. Chciałem go zwolnić, ale nienawidzę być kontrowersyjny” – stwierdził Trump.

    Tymczasem Powell jest nieugięty. W zeszłym miesiącu oświadczył, że nie ustąpi z Fed, dopóki śledztwo karne Departamentu Sprawiedliwości się nie zakończy.

    „Nie mam zamiaru opuszczać Rady, dopóki śledztwo nie zostanie całkowicie i definitywnie zakończone, zapewniając przejrzystość i definitywność” – deklarował szef Fed.

    Historia pełna zwrotów akcji

    Ta polityczna bitwa ma głębokie korzenie. Powell został powołany na stanowisko szefa Fed przez Donalda Trumpa w listopadzie 2017 r. Później został ponownie wybrany przez Joe Bidena. W 2025 roku, po objęciu prezydentury w swojej drugiej kadencji, Trump atakował Powella i groził jego odwołaniem, co było krytycznie oceniane w związku z obawami o naruszenie niezależności banku centralnego.

    Prezydent wielokrotnie krytykował Powella za to, że nie obniżył stóp procentowych, nazywając go „katastrofą” dla kraju. Tymczasem kadencja Powella jako gubernatora Fed kończy się dopiero w styczniu 2028 roku.

    Walka o fotel szefa Fed przyspiesza, a jej wynik może zmienić kierunek globalnej polityki monetarnej. Czy Powell wykorzysta prawną furtkę i przeczeka burzę? Czy może Trump znajdzie sposób na przeforsowanie swojego kandydata? Jedno jest pewne – Waszyngton znów jest w centrum globalnej gry o pieniądz.