Blog

  • Koniec ery tanich paczek z Chin? UE znosi zwolnienie celne od lipca 2026

    Koniec ery tanich paczek z Chin? UE znosi zwolnienie celne od lipca 2026

    Czy Twoje zakupy z Temu, Shein czy AliExpress wkrótce podrożeją o kilkadziesiąt procent? Unia Europejska właśnie ogłosiła koniec pewnej ery, a Ministerstwo Finansów potwierdza: tanie paczki spoza Wspólnoty przestaną być przywilejem.

    Rewolucja w Dzienniku Urzędowym

    Do tej pory przesyłki spoza Unii Europejskiej o wartości do 150 euro były zwolnione z cła. Ten wyjątek, wprowadzony dawno temu, traci rację bytu w dobie cyfryzacji i masowego importu. W Dzienniku Urzędowym UE opublikowano rozporządzenie Rady 2026/382, które od 1 lipca 2026 roku likwiduje to zwolnienie. To nie jest spekulacja – to fakt prawny.

    Nowa opłata: 3 euro od każdej pozycji

    Oto, jak będzie wyglądać nowa rzeczywistość. Od 1 lipca 2026 roku za każdą pozycję w przesyłce o wartości do 150 euro trzeba będzie zapłacić 3 euro należności celnych. Mechanizm ma obowiązywać przez dwa lata – do 1 lipca 2028 roku.

    Opłata obejmuje dwa scenariusze: import rozliczany w systemie IOSS (schemat VAT dla sprzedaży na odległość) oraz towary wysyłane jako przesyłki pocztowe.

    But wait, there’s more. Ta zmiana uderzy przede wszystkim w klientów platform sprzedających tanie towary spoza Wspólnoty. Mówimy tu głównie o gigantach z Dalekiego Wschodu.

    Dlaczego UE to robi? Walka z nadużyciami

    Komisja Europejska nie owija w bawełnę. Jako powód zmian wskazuje nadużycia. Dotychczasowe zwolnienie celne było wykorzystywane do zaniżania wartości przesyłek i sztucznego dzielenia zamówień na mniejsze paczki – tak aby każda mieściła się w magicznym limicie 150 euro.

    Skala importu tanich towarów spoza UE gwałtownie rosła w ostatnich latach. Według unijnych urzędników praktyki te podkopują konkurencyjność europejskich firm i uszczuplają budżet Unii. To zdecydowana odpowiedź na rosnący problem.

    Ile realnie dopłacą klienci?

    Przejdźmy do konkretów. W praktyce zamówienia z popularnych chińskich platform – Temu, Shein czy AliExpress – staną się droższe. Oto prosty przykład: kto zamówi trzy pozycje w jednej paczce, zapłaci 9 euro cła niezależnie od wartości poszczególnych rzeczy.

    Przy zakupach rzędu kilku euro za sztukę, dodatkowe 3 euro na pozycję to odczuwalny skok ceny. To może znacząco zmienić ekonomikę drobnych, impulsywnych zakupów online.

    Cyfryzacja zamiast papierowych wyjątków

    Ministerstwo Finansów wyjaśnia logikę stojącą za zmianą. Dawne zwolnienie wprowadzono po to, by nie obciążać administracji celnej drobnymi formalnościami – koszt obsługi małej paczki był nieproporcjonalnie wysoki.

    Dziś czasy się zmieniły. Dane o wszystkich importowanych towarach są dostępne elektronicznie. Cyfrowe środowisko celne pozwala naliczać należności nawet od najdrobniejszych przesyłek – bez dodatkowej pracy po stronie urzędników. Stary argument stracił rację bytu.

    Podsumowując: era darmowego cła dla małych przesyłek dobiega końca. Od lipca 2026 roku za każdy przedmiot w taniej paczce zza granicy UE zapłacimy symboliczną, ale odczuwalną opłatę. To cios wymierzony w nieuczciwe praktyki i wyraźny sygnał dla globalnych platform sprzedażowych. Przygotujcie portfele.

  • AI pożera energię. Czy boom technologiczny zderzy się z surowcową ścianą?

    AI pożera energię. Czy boom technologiczny zderzy się z surowcową ścianą?

    Czy sztuczna inteligencja może się rozwijać w nieskończoność? Najwięksi gracze technologiczni – Microsoft, Amazon, Alphabet (Google) i Meta – przeznaczają na nią setki miliardów dolarów rocznie. Ale jest jeden problem, który może zatrzymać ten pęd: energia.

    Rekordowe inwestycje w fundamenty AI

    Skala zaangażowania gigantów tech jest oszałamiająca. W 2019 roku globalne inwestycje w AI wynosiły około 80 mld dolarów. Zaledwie sześć lat później, w 2025 roku, ta kwota ma wzrosnąć do 383 mld dolarów. To pokazuje, jak szybko sztuczna inteligencja stała się kluczowym frontem technologicznej rywalizacji.

    Pieniądze płyną przede wszystkim w infrastrukturę: centra danych, zaawansowane chipy i systemy przetwarzania. Bez tych fundamentów rozwój AI po prostu by się zatrzymał. Rynek centrów danych rośnie mniej więcej od 2019 roku, napędzany przez inwestycje takich firm jak AWS, Meta, OpenAI i Google.

    Energia – nowa granica rozwoju

    I tu pojawia się kluczowe wyzwanie. Eksperci z S&P Global zwracają uwagę, że boom na AI może zderzyć się z bardzo konkretną barierą – dostępnością i kosztem energii.

    „Rynek dopiero zaczyna dostrzegać wpływ trwałych zmian w bezpieczeństwie energetycznym” – podkreślają analitycy.

    Centra danych zużywają ogromne ilości prądu. To sprawia, że cały sektor technologiczny staje się wyjątkowo wrażliwy na ceny ropy i gazu, stabilność dostaw oraz napięcia geopolityczne. Te czynniki zaczynają odgrywać równie ważną rolę, co same innowacje.

    Geopolityka i chłodzący entuzjazm

    Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie już teraz wpływa na koszty działalności firm technologicznych i ich plany inwestycyjne. Wysokie ceny energii mogą ograniczyć wydatki Big Techu, obniżyć rentowność projektów AI i zwiększyć presję na wyniki finansowe.

    Według analityków ewentualne cięcia nakładów – jeśli ceny energii utrzymają się na wysokim poziomie – mogą stać się katalizatorem szerszej korekty na rynkach akcji.

    Jeszcze niedawno inwestycje w AI były głównym motorem wzrostów na globalnych giełdach. Dziś, jak zauważa Reuters, rosnące koszty energii, niepewność gospodarcza i napięcia geopolityczne studzą entuzjazm inwestorów. To nie koniec boomu, ale sygnał, że jego dalszy rozwój będzie znacznie bardziej uzależniony od czynników zewnętrznych.

    Nowa era centrów danych

    Centra danych, które powstają dzisiaj, to zupełnie inne bestie niż te sprzed 15 lat. To gigantyczne komputery budowane pod kątem przetwarzania danych dla AI. Ich moce systematycznie rosną.

    Jeszcze kilka lat temu centra danych miały zwykle moc 10-15 MW. Dziś standardem jest ponad 100 MW. A to nie jest szczyt możliwości. W ramach projektu Stargate Project, mającego na celu budowę zaawansowanej infrastruktury dla AI, powstaje centrum o mocy przekraczającej 1 GW – to ekwiwalent reaktora nuklearnego.

    Zapotrzebowanie na AI rośnie, a wraz z nim konsumpcja energii. W niedalekiej przyszłości centra danych mogą potrzebować nawet kilka razy więcej prądu niż dzisiejsze obiekty.

    Europa i szansa dla Polski

    Najpotężniejszym rynkiem centrów danych są ciągle Stany Zjednoczone, gdzie trafia od 60 do 65 proc. globalnych inwestycji. Azja, zwłaszcza Chiny, również dynamicznie zwiększa swoje moce. A Europa?

    Tu też widać wzrost, napędzany dążeniem do suwerenności technologicznej. Praktycznie każdy kraj chce mieć u siebie duże inwestycje. Przykłady? Stargate Project ma powstać w Norwegii, projekt Mistral we Francji, a Niemcy również chcą inwestować.

    Czy Polska może być regionalnym hubem dla Europy Środkowo-Wschodniej? Giampiero Frisio z Grupy ABB uważa, że tak, zwłaszcza biorąc pod uwagę populację i wielkość kraju. Wyzwaniem jest zapewnienie odpowiedniego miksu energetycznego.

    Energia stanowi 30-60 proc. kosztów operacyjnych centrum danych. Chodzi nie tylko o cenę, ale o to, czy w ogóle da się podłączyć do sieci obiekt zużywający tak ogromne ilości prądu. Sieci są przeciążone. Nieprzypadkowo wiele inwestycji lokuje się na obszarach z dużym udziałem OZE lub energii jądrowej, jak Skandynawia czy Francja.

    Przyszłość zależy od energii

    Boom na sztuczną inteligencję wchodzi w nową fazę. Kluczowe znaczenie ma nie tylko technologia, ale też energia – jej cena, dostępność i bezpieczeństwo dostaw. Przyszłość AI będzie zależeć nie tylko od innowacji, ale również od sytuacji geopolitycznej i rynku surowców. To fundamentalna zmiana, która może na nowo zdefiniować tempo rozwoju całego sektora.

    Jak podkreśla Frisio, jeśli Europa chce pozostać uprzemysłowionym, rozwijającym się kontynentem, musi inwestować w AI i centra danych. I to zlokalizowane na swoim terenie – dla bezpieczeństwa i niezależności. Rewolucja trwa, ale jej paliwem jest teraz coś więcej niż tylko kod.

  • The Farm 51 na krawędzi: Wniosek o upadłość, ale walka o Chernobylite 2 trwa

    The Farm 51 na krawędzi: Wniosek o upadłość, ale walka o Chernobylite 2 trwa

    Czy to koniec drogi dla jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich studiów gamingowych? The Farm 51 Group S.A., notowany na NewConnect producent gier, złożył do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości. Ale nie wszystko stracone – to ruch taktyczny.

    Ostrożnościowy manewr w toku restrukturyzacji

    Jak podała spółka w oficjalnym komunikacie ESPI, wniosek złożony 2 kwietnia 2026 r. ma charakter ostrożnościowy i prewencyjny. W ocenie zarządu służy to dochowaniu obowiązków wynikających z przepisów prawa upadłościowego. Kluczowy jest tu jednoczesny wniosek o wstrzymanie rozpoznania sprawy.

    „Priorytetem Spółki pozostaje przeprowadzenie postępowania o zatwierdzenie układu i zawarcie układu z wierzycielami” – czytamy w raporcie.

    Zgodnie z art. 9a ust. 2 Prawa upadłościowego, złożenie takiego wniosku skutkuje automatycznym wstrzymaniem jego rozpoznania od momentu obwieszczenia o dniu układowym. To daje firmie przestrzeń do działania.

    Chernobylite 2 wciąż na horyzoncie

    Tu pojawia się światełko w tunelu. The Farm 51 prowadzi aktywne rozmowy z potencjalnymi inwestorami. Cel? Pozyskanie finansowania na dwa kluczowe fronty: proces restrukturyzacji oraz bieżącą działalność operacyjną.

    A co najważniejsze dla fanów – środki te mają być przeznaczone m.in. na przygotowanie gry Chernobylite 2 do premiery. Spółka zaznacza jednak, że na dzień publikacji raportu rozmowy te wciąż trwają, a ich wynik nie jest przesądzony.

    Nie tylko Farm 51. Drugi gracz w tarapatach

    Okazuje się, że problemy finansowe dotykają więcej podmiotów z branży. Jak donosi portal pb.pl, tydzień wcześniej podobny krok – złożenie wniosku o upadłość – podjął Cherrypick Games, notowany na GPW od 2017 roku.

    Powody? Niższe niż oczekiwane przychody z gry Angst: A Tale of Survival oraz przedłużające się negocjacje dotyczące połączenia ze spółką Event Horizon. Co ciekawe, pozytywne zakończenie tych rozmów może wpłynąć na decyzję o wycofaniu wniosku upadłościowego.

    Co dalej z Farm 51?

    Spółka zapowiada, że będzie informować o dalszych istotnych etapach postępowania restrukturyzacyjnego oraz o ewentualnych rezultatach rozmów z inwestorami. Na razie wszystko wisi na włosku, ale drzwi do porozumienia z wierzycielami i dokończenia projektu Chernobylite 2 pozostają otwarte.

    Walka o przetrwanie polskiego studia gamingowego weszła w decydującą fazę. Czy uda się znaleźć inwestora i wyprowadzić firmę na prostą? Czas pokaże.

  • Azbest na dachu? Czas ucieka, a ARiMR już nie pomoże. Gdzie szukać wsparcia w 2026?

    Azbest na dachu? Czas ucieka, a ARiMR już nie pomoże. Gdzie szukać wsparcia w 2026?

    Czy wiesz, że masz obowiązek usunąć azbest ze swojego dachu? I to nie za dziesięć lat, a już do 2032 roku. Jeśli jesteś rolnikiem, pewnie pamiętasz program ARiMR. Ale czy w 2026 roku wciąż można liczyć na państwowe dofinansowanie? Sprawdzamy, jakie są fakty.

    Era ARiMR się skończyła. Co dalej?

    Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) prowadziła nabory na wymianę dachów z azbestem w latach 2022–2024. Program był skierowany do budynków rolniczych i finansowany z Krajowego Planu Odbudowy. Rolnicy mogli wtedy dostać nawet 20 000 zł (40 zł/m², max 500 m²), z opcją zaliczki do 50%.

    Ale to już przeszłość. ARiMR nie prowadzi nowych naborów w 2026 roku.

    Wsparcie jest dostępne tylko dla tych, którzy podpisali umowy przed końcem 2024 roku. Dla nich termin na zrealizowanie prac został wydłużony do 31 marca 2026. Co będzie potem? Tego nikt nie wie. Eksperci spekulują, że pomoc dla rolników może trafić pod skrzydła Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska (NFOŚiGW).

    Gdzie więc szukać pomocy? Ścieżki lokalne!

    Klucz do finansowania w 2026 roku leży w Twojej gminie. To dobra wiadomość!

    Jeśli Twój budynek gospodarczy ma dach z eternitu, możesz ubiegać się o dotację w ramach lokalnych programów usuwania azbestu, finansowanych właśnie przez NFOŚiGW. W niektórych przypadkach można dostać nawet 100% dofinansowania kosztów! Wniosek składasz w urzędzie miasta lub gminy.

    Niestety, te programy zazwyczaj obejmują tylko demontaż, transport i utylizację materiałów azbestowych. Nie finansują zakupu i montażu nowego pokrycia dachowego.

    A co z domami mieszkalnymi?

    Dla właścicieli domów sytuacja wygląda podobnie, ale są dodatkowe opcje. Możesz skorzystać z:

    1. Programów gminnych/miejskich – często oferują bezpłatny odbiór i utylizację azbestu.
    2. Ulgi termomodernizacyjnej – pozwala odliczyć koszty wymiany dachu od podatku dochodowego.
    3. Programu Czyste Powietrze – tu uwaga! Program nie finansuje wymiany pokrycia dachu, ale można w nim dostać dotację na materiały termoizolacyjne i ocieplenie dachu.

    Konkretny przykład: Śląsk działa!

    Nie są to tylko puste zapowiedzi. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w Katowicach ogłosił nabór wniosków na usuwanie azbestu w województwie śląskim.

    Nabór trwa do 30 kwietnia 2026 roku, a wnioski można składać już teraz. Dofinansowanie może pokryć do 100% kosztów kwalifikowanych (demontaż, transport, unieszkodliwienie). Ważne: wnioskodawcą jest gmina, a korzyści czerpią mieszkańcy.

    Podsumowanie: Nie zwlekaj, działaj lokalnie

    Podsumowując: ogólnopolski program ARiMR się zakończył. W 2026 roku szukaj wsparcia w swojej gminie (programy NFOŚiGW) lub rozważ ulgę podatkową. Pamiętaj, że azbestu nie wolno usuwać samodzielnie – jest szkodliwy, a za nielegalne działania grożą wysokie kary. Prace musi wykonać specjalistyczna firma, a całość zgłosić do gminy.

    Zegar tyka. Ostateczny termin na pozbycie się azbestu w Polsce to rok 2032. Najwyższy czas sprawdzić, co Twoja gmina ma do zaoferowania.

    Materiał powstał w oparciu o informacje z portalu Forsal.pl.

  • Kalendarz rolnika 2026: Jeden dzień zwłoki może kosztować 1% dopłaty. Oto kluczowe daty

    Kalendarz rolnika 2026: Jeden dzień zwłoki może kosztować 1% dopłaty. Oto kluczowe daty

    Czy wiesz, że jeden dzień opóźnienia może kosztować cię realne pieniądze? Mowa o dopłatach bezpośrednich na 2026 rok, które wiążą się z bardzo konkretnymi obowiązkami i datami granicznymi. Czasu na działanie jest coraz mniej, a konsekwencje spóźnienia są wyjątkowo dotkliwe finansowo.

    Kluczowe daty, które musisz zapamiętać

    Zacznijmy od absolutnych podstaw. Podstawowy termin na złożenie wniosku o dopłaty bezpośrednie 2026 trwa od 15 marca do 15 maja 2026 roku. To Twój główny przedział czasowy na działanie.

    Ale co, jeśli coś pójdzie nie tak? Tutaj pojawia się bufor bezpieczeństwa, ale… jest on dość kosztowny. Do 9 czerwca 2026 nadal możesz złożyć wniosek, jednak będzie to związane z karą. I uwaga – po 9 czerwca 2026 roku wniosek nie będzie już w ogóle rozpatrywany.

    Spóźnienie kosztuje. I to konkretnie

    Oto zasada, o której musi pamiętać każdy rolnik: w przypadku nie złożenia lub nie uzupełnienia wniosku w terminie obowiązuje kara w wysokości 1% pomniejszenia dopłaty za każdy dzień roboczy opóźnienia.

    Liczy się moment wysłania dokumentów w oficjalnej aplikacji eWniosekPlus przez PUE. Każdy dzień zwłoki to realna strata pieniędzy, a kara naliczana jest automatycznie i dotyczy całej należnej dopłaty.

    ARiMR jasno podkreśla, że terminów składania wniosków i zmian nie można przywrócić, a to oznacza, że spóźnienie zawsze oznacza stratę.

    I tu dochodzimy do najgorszego scenariusza. Wnioski złożone po 9 czerwca 2026 roku przepadają całkowicie. Nie ma możliwości przywrócenia terminu. W praktyce oznacza to nie tylko utratę dopłat, ale też konieczność pokrycia wszystkich kosztów prowadzenia gospodarstwa z własnej kieszeni.

    Zmiany, poprawki i załączniki – tu też czyhają pułapki

    Wielu rolników zapomina, że liczy się nie tylko sam wniosek, ale też jego późniejsze modyfikacje i załączniki. Tutaj też obowiązują ścisłe terminy:

    • Od 1 czerwca 2026 – można wprowadzać zmiany bez żadnych konsekwencji.
    • Od 2 do 9 czerwca 2026 – zmiany są możliwe, ale z karą 1% dziennie.

    Dotyczy to m.in. dodawania nowych działek, zwiększania powierzchni, zmniejszania deklaracji, dodania zwierząt czy uzupełnienia dokumentów. Każda taka zmiana po terminie oznacza pomniejszenie dopłaty.

    Podobnie jest z załącznikami. Wszystkie dokumenty należy składać w terminie składania głównego wniosku lub w trakcie postępowania. Dokumenty złożone między 2 a 9 czerwca również spowodują obniżenie dopłaty. Nawet jeśli sam wniosek był złożony w porę, spóźnione załączniki mogą go „pociągnąć” w dół.

    Nowy schemat pomocowy? Uważaj na datę!

    W 2026 roku obowiązuje szczególna zasada. Jeśli po 16 maja rolnik po raz pierwszy zgłasza nowy schemat pomocowy, traktuje się to jak zupełnie nowy wniosek. Nie jest to zwykła poprawka, tylko nowe zgłoszenie, które podlega wszystkim zasadom spóźnienia. Kara nalicza się od nowa, nawet jeśli reszta wniosku była złożona wcześniej.

    A co, jeśli ARiMR znajdzie błąd? Jest jeszcze jedna szansa

    Jeżeli w trakcie kontroli administracyjnej przeprowadzonej przez ARiMR zostaną wykryte nieprawidłowości, rolnik ma czas na reakcję. Do 15 września 2026 roku może wprowadzić poprawki po wykryciu takich błędów. Ważne: ten termin nie dotyczy standardowych zmian wprowadzanych z własnej inicjatywy rolnika.

    Kiedy pieniądze trafią na konto?

    Wypłaty dopłat bezpośrednich za 2026 rok odbywają się w dwóch etapach. Zaliczki wypłacane są automatycznie, bez konieczności składania dodatkowych wniosków, po wydaniu odpowiedniego rozporządzenia przez ministra rolnictwa.

    Płatności końcowe wypłacane są po zakończeniu całego postępowania, wydaniu decyzji i przeprowadzeniu kontroli. Ostateczny termin ich wypłaty to 30 czerwca 2027 roku. Środki trafią na konto bankowe wskazane we wniosku.

    Podsumowując: kalendarz na 2026 rok jest napięty, a margines błędu niewielki. Kluczowe daty – 15 maja dla wniosków, 9 czerwca jako ostateczny deadline z karą i 30 czerwca 2027 na finalną wypłatę – warto wpisać w gospodarski kalendarz grubym flamastrem. Jak podaje Forsal.pl, w tej grze czas to naprawdę pieniądz.

  • ONDE z potężnym kontraktem na Litwie! To już drugi duży projekt w tym roku

    ONDE z potężnym kontraktem na Litwie! To już drugi duży projekt w tym roku

    Czy polskie firmy budowlane z branży OZE zdobywają Europę? Toruńska spółka ONDE S.A. właśnie udowodniła, że tak, podpisując wielomilionowy kontrakt na budowę farmy wiatrowej w Republice Litewskiej.

    Szczegóły umowy

    Wartość umowy to aż 28,5 mln euro netto, co według kursu NBP z 3 kwietnia 2026 roku przekłada się na około 121,9 mln złotych. Umowa została zawarta z litewską spółką celową należącą do grupy kapitałowej inwestora z sektora odnawialnych źródeł energii. Zakres prac obejmuje wykonanie prac projektowych oraz budowlanych w formule BoP.

    Zarząd ONDE S.A. z siedzibą w Toruniu informuje, że zawarł umowę na wykonanie prac projektowych oraz budowlanych dla farmy wiatrowej położonej na terenie Republiki Litewskiej.

    Termin realizacji jest dość odległy, ale jasno określony. Cała inwestycja ma zostać odebrana przez Inwestora najpóźniej do dnia 31 grudnia 2027 roku.

    Jak będą wyglądały płatności i zabezpieczenia?

    Płatności będą dokonywane na podstawie faktur, zgodnie z realizacją tzw. kamieni milowych. Inwestor ma na ich uregulowanie 30 dni od daty faktury.

    A co z opóźnieniami? W umowie przewidziano kary umowne, ale ich łączna kwota jest ograniczona. Maksymalnie nie może przekroczyć 20% całkowitej wartości kontraktu. Wykonanie umowy przez ONDE zabezpieczone będzie gwarancjami bankowymi. Początkowo będzie to 10% wartości umowy, a w kolejnych latach zabezpieczenie spadnie do 5%.

    Ważny warunek rozpoczęcia

    Tu jest ciekawy szczegół. Przystąpienie ONDE do realizacji prac jest uzależnione od pisemnego polecenia rozpoczęcia, które musi wydać Inwestor. Ma na to 30 dni od dnia podpisania umowy. Jeśli tego nie zrobi, ONDE może wypowiedzieć umowę, dając Inwestorowi dodatkowe co najmniej 14 dni na decyzję.

    Druga duża wygrana ONDE w tym roku

    I tu pojawia się kontekst, który naprawdę robi wrażenie. To już druga istotna umowa, o której ONDE poinformowało w 2026 roku!

    23 marca spółka otrzymała zlecenie od inwestora z Europy Zachodniej na budowę magazynu energii. Jego wartość to około 41,3 mln zł. Co więcej, umowa zawiera prawo opcji na wykonanie prac dodatkowych o wartości kolejnych 12 mln zł. Termin na ten projekt to 31 sierpnia 2027 roku, a polecenie rozpoczęcia prac ONDE ma otrzymać nie później niż 30 kwietnia 2026 roku.

    Firma w dobrej formie finansowej

    Skąd ONDE bierze siłę na realizację takich projektów? Po trzech kwartałach 2025 roku spółka odnotowała przychody na poziomie 641,2 mln zł i zysk netto w wysokości 18 mln zł. To solidna podstawa do dalszej ekspansji.

    Podsumowując, toruńska spółka konsekwentnie buduje swoją pozycję na europejskim rynku OZE. Kontrakt na Litwie, razem z wcześniejszym zleceniem z Europy Zachodniej, pokazuje wyraźny kierunek rozwoju i rosnące zaufanie międzynarodowych inwestorów. Czekamy na kolejne dobre wieści!

  • Podatek od „wojennych zysków” energetyków? Piątka krajów UE naciska na Brukselę

    Podatek od „wojennych zysków” energetyków? Piątka krajów UE naciska na Brukselę

    Czy firmy energetyczne, które zarabiają na skutkach konfliktu, powinny ponieść część kosztów kryzysu? To pytanie stawia pięciu unijnych ministrów finansów w ostrym liście do Brukseli. Ich odpowiedź jest jasna: tak, i to natychmiast.

    Piątka naciska na Hoekstrę

    Ministrowie finansów Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Portugalii i Austrii wystosowali wspólny apel do komisarza UE ds. klimatu, Wopke’a Hoekstry. W liście datowanym na piątek wzywają do wprowadzenia w całej Unii podatku od nadzwyczajnych zysków spółek energetycznych.

    Powód? Jak wskazali, to reakcja na drastyczny wzrost cen ropy naftowej i gazu, wywołany wojną USA i Izraela z Iranem.

    „Umożliwiłoby to sfinansowanie tymczasowej ulgi, szczególnie dla konsumentów, oraz zahamowanie rosnącej inflacji bez nakładania dodatkowych obciążeń na budżety publiczne” – napisali ministrowie.

    Sygnatariusze podkreślają, że taki krok wysłałby jasny komunikat: „ci, którzy czerpią zyski z konsekwencji wojny, muszą dołożyć swoją cegiełkę do odciążenia ogółu społeczeństwa”.

    Śladami Tuska i lekcji z 2022 roku

    Co ciekawe, pomysł nie jest nowy. Ministrowie przypomnieli, że w 2022 roku wprowadzono podobny podatek nadzwyczajny, by walczyć z wysokimi cenami energii. Teraz, wobec nowych zakłóceń rynku, domagają się od Komisji szybkiego opracowania podobnego, ogólnounijnego instrumentu.

    Ale to nie wszystko! Podobną ścieżką idzie Warszawa. Jak donosi Business Insider, propozycja unijna jest podobna do deklaracji polskiego rządu w ramach inicjatywy CPN (Ceny Paliw Niżej). Premier Donald Tusk zapowiedział, że w przypadku stwierdzenia nadmiernych zysków koncernów paliwowych możliwe będzie zastosowanie podatku od nadmiarowych zysków (tzw. windfall tax).

    Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański tłumaczył w Trójce, że rząd nie wyklucza tego kroku ze względu na wysokie marże rafineryjne w branży. Polski pakiet CPN, przyjęty 27 marca, wprowadza już obniżkę VAT i akcyzy oraz maksymalną cenę detaliczną paliw.

    Niemcy: podatek i ograniczenia cenowe

    Temat jest gorący zwłaszcza w Niemczech. Tamtejszy wicekanclerz i minister finansów Lars Klingbeil (SPD) zaapelował do koalicyjnych partnerów z CDU o dalsze działania w walce z rosnącymi cenami. Wśród jego postulatów jest właśnie nałożenie na firmy paliwowe podatku od nadzwyczajnych zysków.

    Ale Niemcy nie czekają. Od środy obowiązuje tam przepis, który pozwala stacjom benzynowym podwyższać ceny tylko raz w ciągu dnia – w południe. Za niestosowanie się do nowych zasad grożą kary do 100 tys. euro.

    Mimo to, jak podał ADAC, w czwartek po południu ceny znów poszły w górę. Litr benzyny E10 kosztował 2,198 euro (o ok. 9 centów więcej), a oleju napędowego 2,415 euro (wzrost o ok. 11 centów). To były wartości maksymalne, a nie średnie dzienne.

    Biznes mówi: „Nie”

    Przeciwko pomysłowi nowego podatku ostro protestuje niemiecki biznes. Niemieckie Stowarzyszenie Paliw i Energii, reprezentujące rafinerie i stacje, skrytykowało inicjatywę.

    W ich ocenie, wrażenie, że firmy osiągają nieuzasadnione zyski, jest błędne, a podatek nie ma uzasadnienia. „Naszym głównym celem jest utrzymanie dostaw paliw w Niemczech w coraz trudniejszych warunkach” – brzmi oświadczenie stowarzyszenia.

    Co dalej?

    Unijny list to na razie apel. W dokumencie nie podano szczegółów – ani proponowanej wysokości podatku, ani listy firm, które miałby objąć. Decyzja leży teraz po stronie Komisji Europejskiej.

    Jedno jest pewne: presja na sektor energetyczny, by wziął na siebie część ciężaru kryzysu, rośnie z kilku stron jednocześnie. Bruksela musi się teraz do tego odnieść. A my? Czekamy na decyzje, które mogą uderzyć po kieszeniach zarówno koncernów, jak i zwykłych kierowców.

  • Nowe twarze w zarządach: Gamivo i Legimi ogłaszają zmiany personalne

    Nowe twarze w zarządach: Gamivo i Legimi ogłaszają zmiany personalne

    Czy polskie spółki technologiczne szykują się do nowych wyzwań? W ostatnich dniach na parkiecie pojawiły się komunikaty o zmianach w zarządach dwóch znanych firm. To nie przypadek – to strategiczne ruchy, które mogą zdefiniować ich najbliższą przyszłość.

    Gamivo SA z nowym prezesem i zarządem

    Na początku tygodnia Gamivo SA ogłosiło kompletną odnowę swojego zarządu. Zmiany zostały oficjalnie potwierdzone komunikatem z 30 marca 2026 roku.

    Nowym Prezesem Zarządu spółki został Mateusz Śmieżewski. To nie jedyna nowa twarz – do zarządu dołączyli również trzej nowi członkowie: Tomasz Lewandowski, Bartłomiej Skarbiński oraz Marek Sutryk. Wszystkie powołania zostały odnotowane dokładnie o 12:19:06 tego samego dnia.

    Oficjalną wersją komunikatu jest pełna treść zawarta w załącznikach do raportu. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnych należy zapoznać się z pełną treścią raportu i wszystkich załączników.

    Komunikat, który pojawił się na portalu Parkiet, zawierał szereg załączników z formularzami dla każdego z nowych członków zarządu. To standardowa procedura, ale pokazuje, jak poważnie spółka podchodzi do tych zmian.

    Legimi nie pozostaje w tyle

    Ale to nie koniec newsów z rynku! Zaledwie kilka dni później, 3 kwietnia 2026 roku, swoją decyzję ogłosiła spółka Legimi SA. Tutaj zmiany dotyczą Rady Nadzorczej.

    Komunikat został opublikowany o 16:56:29 i zawierał między innymi życiorys nowego członka rady – Sebastiana Wawrzyniaka. Dokumenty podpisali Mikołaj Małaczyński (Prezes Zarządu) oraz Mateusz Frukacz (Członek Zarządu).

    Co ciekawe, oba komunikaty zawierają podobne zastrzeżenie od Notorii SA:

    Poniższe streszczenie ma charakter wyłącznie informacyjny i zostało przygotowane przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. Notoria SA nie ponosi odpowiedzialności za decyzje podjęte na podstawie streszczenia wygenerowanego przez sztuczną inteligencję.

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Dwie spółki, dwa różne obszary zmian, ale jeden wspólny mianownik – ruch personalny na najwyższych szczeblach. Gamivo kompletnie wymienia zarząd, podczas gdy Legimi wzmacnia swoją radę nadzorczą.

    Warto zwrócić uwagę na timing – zmiany w Gamivo nastąpiły pod koniec marca, a w Legimi na początku kwietnia. Czy to przygotowania do nowych strategii na drugi kwartał? Tego na razie nie wiemy, ale na pewno warto śledzić dalsze komunikaty obu spółek.

    Dla inwestorów kluczowe jest to, że obie spółki działają transparentnie i zgodnie z regulacjami rynku kapitałowego. Pełne dokumenty są dostępne w załącznikach, a komunikaty pojawiły się na oficjalnym kanale informacyjnym.

    Pamiętajcie jednak – jak podkreślają same komunikaty – decyzje inwestycyjne należy podejmować na podstawie pełnej dokumentacji, a nie samych streszczeń. Nowe zarządy i rady dopiero pokażą, na co je stać!

  • CPD S.A. w ogniu zmian: Akcjonariusz zgłasza przełom?

    CPD S.A. w ogniu zmian: Akcjonariusz zgłasza przełom?

    Czy w strukturach własnościowych CPD S.A. właśnie dokonał się znaczący przełom? Spółka złożyła w czwartek niejedno, a dwa oficjalne raporty do KNF, informując o otrzymaniu zawiadomień od akcjonariusza. To sygnał, który nie może umknąć uwadze inwestorów śledzących warszawski parkiet.

    Co wiemy na pewno?

    Zarząd CPD S.A. z siedzibą w Warszawie poinformował, że 3 kwietnia 2026 roku otrzymał od akcjonariusza zawiadomienie o zmianie stanu posiadania akcji Emitenta. Informacja ta została opublikowana w dwóch raportach bieżących: nr 17/2026 oraz nr 18/2026. Oba dokumenty zostały sporządzone tego samego dnia.

    Zarząd CPD S.A. z siedzibą w Warszawie [„Emitent”] informuje, iż w dniu 3 kwietnia 2026 roku Emitent otrzymał od akcjonariusza zawiadomienie o zmianie stanu posiadania akcji Emitenta.

    Kluczowy jest tutaj zapis o podstawie prawnej. Spółka wskazuje, że działania te mieszczą się w ramach Art. 70 pkt 1 Ustawy o ofercie, który reguluje kwestie nabycia lub zbycia znacznego pakietu akcji. To nie jest drobna korekta w portfelu – to ruch, który zgodnie z prawem wymaga oficjalnego zgłoszenia.

    Detale techniczne raportów

    Choć treść główna obu komunikatów jest identyczna, różnią się one numeracją i załącznikami. To sugeruje, że mogą dotyczyć albo różnych akcjonariuszy, albo kolejnych etapów tej samej transakcji. W załącznikach znajdziemy:

    • W raporcie nr 17/2026: plik RB_17_2026_Załącznik.pdf zatytułowany „Zawiadomienie akcjonariusza o zmianie stanu posiadania akcji i głosów”.
    • W raporcie nr 18/2026: plik RB_18_2026_Załącznik.pdf zatytułowany „Zawiadomienie akcjonariusza o zmianie udziału w ogóle akcji i głosów”.

    Oba raporty zostały podpisane przez Rafała Kijonkę, Prezesa Zarządu CPD S.A., co nadaje im pełnię oficjalności.

    Dlaczego to ważna informacja?

    Dla rynku kapitałowego każda zmiana w strukturze akcjonariatu spółki notowanej na giełdzie jest sygnałem do uważnej analizy. Zgłoszenie zgodnie z art. 70 ustawy oznacza, że przekroczone zostały określone prawem progi posiadania akcji lub głosów. Może to wskazywać na:

    • Wejście nowego, strategicznego inwestora do spółki.
    • Zwiększenie zaangażowania przez obecnego większego akcjonariusza.
    • Restrukturyzację wewnątrz grupy kapitałowej.

    Pełne szczegóły, w tym dane o akcjonariuszu i skali zmian, znajdują się w załączonych plikach PDF. To właśnie tam inwestorzy powinni szukać odpowiedzi na kluczowe pytania: kto i o ile zmienił swoją pozycję?

    Co dalej?

    CPD S.A. działa transparentnie, natychmiast informując rynek o zaistniałej sytuacji prawnej. Kolejnym krokiem będzie analiza treści załączników przez analityków i inwestorów. Czy zmiana okaże się inwestycyjnym bodźcem, czy może sygnałem ostrzegawczym? Na to pytanie odpowiedzą już nie komunikaty ESPI, ale reakcje rynku i ewentualne kolejne oficjalne oświadczenia spółki. Jedno jest pewne – na CPD S.A. znów warto zwrócić baczną uwagę.

    Informacje pochodzą z oficjalnych raportów bieżących spółki CPD S.A. opublikowanych za pośrednictwem systemu ESPI.

  • Kto trzyma władzę? Spółki giełdowe ujawniają listy głównych akcjonariuszy

    Kto trzyma władzę? Spółki giełdowe ujawniają listy głównych akcjonariuszy

    Czy zastanawialiście się, kto naprawdę ma decydujący głos w kluczowych spółkach notowanych na GPW? Właśnie otrzymaliśmy oficjalne odpowiedzi, prosto z raportów bieżących złożonych do Komisji Nadzoru Finansowego. To nie spekulacje, a twarde dane prawne.

    Red Carpet Media Group: lista jest w załączniku

    Zaczynamy od Red Carpet Media Group S.A. Zarząd spółki, reprezentowany przez prezesa Leszka Kułaka, złożył 1 kwietnia 2026 roku raport bieżący nr 7/2026. Jego tematem była lista akcjonariuszy posiadających co najmniej 5% liczby głosów na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu, które odbyło się 31 marca 2026 roku.

    Zarząd Spółki Red Carpet Media Group S.A przekazuje w załączeniu listę akcjonariuszy posiadających co najmniej 5 % liczby głosów na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Emitenta w dniu 31 marca 2026 roku.

    Kluczowy szczegół? Pełna lista znajduje się w załączonym dokumencie PDF. Ujawnienie to jest obowiązkowe i wynika z art. 70 pkt 3 Ustawy o ofercie.

    Legimi S.A.: konkretne liczby i nazwiska

    Tu sprawa jest bardziej przejrzysta. Legimi S.A. (skrót: LEGIMI SA) opublikowała 3 kwietnia 2026 roku raport bieżący nr 3/2026, w którym podała nie tylko nazwy, ale i dokładne udziały głównych graczy. Chodzi o akcjonariuszy z co najmniej 5% głosów na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu z 3 kwietnia 2026 roku.

    Zarząd, podpisany przez prezesa Mikołaja Małaczyńskiego i członka zarządu Mateusza Frukacza, ujawnił trzy kluczowe podmioty:

    • Wirtualna Polska Media S.A. – posiadała 721 877 zarejestrowanych akcji, co dało 39,78% głosów na NWZ i 35,59% w ogólnej liczbie głosów.
    • Pan Mikołaj Małaczyński – posiadał 359 625 akcji, co przełożyło się na 31,11% głosów na NWZ i 27,83% ogółu.
    • Pan Mateusz Frukacz – posiadał 323 145 akcji, odpowiadających za 29,11% głosów na NWZ i 26,04% ogółu.

    Podstawa prawna? Ta sama – art. 70 pkt 3 Ustawy o ofercie.

    Dlaczego to ważne?

    Te raporty to nie tylko formalność. Dla inwestorów i obserwatorów rynku są one jasnym sygnałem, gdzie skupiona jest realna siła głosu. Pokazują, kto ma największy wpływ na kluczowe decyzje podczas walnych zgromadzeń. W przypadku Legimi widać wyraźną dominację trzech podmiotów, podczas gdy struktura Red Carpet Media Group wymaga zajrzenia do załącznika.

    Oba komunikaty opublikował serwis Parkiet.com. To klasyczny przykład przejrzystości, jakiej wymaga polski rynek kapitałowy – i świetna lekcja dla każdego, kto chce zrozumieć, kto naprawdę rządzi w spółkach.

    Śledźcie dalej takie raporty. Często kryją się za nimi najciekawsze historie o władzy i kontroli nad rodzimymi firmami.