Blog

  • Polski kapitał wchodzi do ElevenLabs. Nad Wisłą powstaje AI Lab Poland z gigantycznym budżetem

    Polski kapitał wchodzi do ElevenLabs. Nad Wisłą powstaje AI Lab Poland z gigantycznym budżetem

    To historyczny moment dla polskiej sceny technologicznej. Fundusz Vinci z grupy Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) zainwestował w ElevenLabs – jednego z globalnych liderów w dziedzinie sztucznej inteligencji audio. To pierwszy przypadek, gdy polski inwestor instytucjonalny pojawia się w akcjonariacie tej spółki.

    Inwestycja, która ma być sygnałem

    W ramach rozszerzonej rundy serii D Vinci wyłożył 11 mln USD, czyli około 42 mln zł. Dla porównania, sama wycena ElevenLabs sięga obecnie 11 mld dolarów, co czyni firmę „decacornem”. Wcześniej w spółkę zainwestowały już takie fundusze jak Andreessen Horowitz, Sequoia czy BlackRock.

    Minister finansów Andrzej Domański podkreślał podczas konferencji, że nie chodzi tu jednak wyłącznie o kwotę.

    — Tu nie chodzi o kwoty — chodzi o bardzo jasny sygnał, że polskie państwo jest zainteresowane, aby wspierać polskie firmy — powiedział Domański.

    Jego zdaniem sztuczna inteligencja zmienia światową gospodarkę tak, jak kiedyś elektryczność czy internet, a Polska nie może stać z boku.

    AI Lab Poland – nowy hub technologiczny

    Centralnym elementem transakcji jest projekt AI Lab Poland. To ma być nowoczesny ekosystem łączący kapitał, technologię oraz środowisko naukowe i biznesowe.

    — Chcemy, aby polskie firmy nie tylko korzystały z rewolucji technologii AI, ale były jej aktywnymi uczestnikami — dodał minister.

    W ramach inicjatywy powstanie ekosystem spółek AI, które otrzymają nie tylko finansowanie, ale też dostęp do eksperckiej wiedzy i doświadczenia światowych autorytetów. Planowane jest również identyfikowanie i wspieranie rodzimych startupów z szansą na globalny sukces. Projekt zakłada rozwój kompetencji od edukacji akademickiej, przez programy stażowe, aż po zatrudnienie w sektorze AI.

    Mati Staniszewski, współzałożyciel ElevenLabs, wskazał, że chcą wykorzystać energię z ElevenLabs Warsaw Summit i sprawić, by kolejne przełomowe technologie powstawały właśnie w Polsce.

    — Razem chcemy stworzyć miejsce, które będzie łączyć naukowców, przedsiębiorców i twórców technologii pracujących nad kolejną generacją rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji — skomentował Staniszewski.

    Pół miliarda złotych w perspektywie

    Przedstawiciele BGK szacują, że wartość projektów uruchomionych w ramach AI Lab Poland w najbliższych latach może sięgnąć nawet pół miliarda złotych. Prezes BGK, Mirosław Czekaj, podkreślił, że współpraca Vinci z renomowanymi światowymi funduszami może trwale zwiększyć zainteresowanie zagranicznego kapitału Polską.

    — Ta inwestycja ma szansę wywołać silny efekt mnożnikowy, inicjując projekty o wartości setek milionów złotych — mówił Czekaj.

    Kolejny jednorożec w portfelu Vinci

    Dla Funduszu Vinci to kolejna inwestycja w spółkę o statusie jednorożca. W swoim portfolio ma już m.in. kosmiczny startup Iceye. Obecnie Vinci zarządza kapitałem o wartości 1,1 mld zł w ramach funduszy private equity i venture capital. Poza sztuczną inteligencją priorytetowe obszary to robotyzacja, transformacja energetyczna, technologie kosmiczne, bezpieczeństwo oraz nowoczesna medycyna.

    ElevenLabs zostało założone w 2022 roku przez Matiego Staniszewskiego i Piotra Dąbkowskiego. Firma specjalizuje się w systemach generowania i przetwarzania głosu: od syntezy mowy, przez transkrypcję, po dubbing i konwersacyjnych asystentów AI. Jest uznawana za jedną z pierwszych, które osiągnęły poziom generowania głosu trudny do odróżnienia od ludzkiego. Obecnie zatrudnia ponad 400 pracowników w 14 biurach na całym świecie, a jej przewidywane roczne przychody (ARR) sięgają 500 mln dolarów.

    Jak zapowiedział Mirosław Czekaj, wartość przełomowych projektów inwestycyjnych uruchomionych dzięki AI Lab Poland w ciągu najbliższych kilku lat może sięgnąć nawet pół miliarda złotych.

  • Rząd szykuje uderzenie w alkohol. Czterokrotna podwyżka opłaty za „małpki” i wyższa akcyza na zdrowie

    Rząd szykuje uderzenie w alkohol. Czterokrotna podwyżka opłaty za „małpki” i wyższa akcyza na zdrowie

    Ministerstwo Finansów proponuje podniesienie akcyzy na alkohol oraz czterokrotne zwiększenie opłaty od tzw. małpek. Wpływy z tych podwyżek mają trafić do Narodowego Funduszu Zdrowia. To powrót do rozwiązań, które rok temu zawetował prezydent Karol Nawrocki.

    Powrót do zawetowanej ustawy

    Projekt opublikowany na stronach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zakłada urealnienie dotychczasowej mapy drogowej podwyżek akcyzy. W 2027 roku stawki mają być takie same, jak przewidywała ustawa z 7 listopada 2026 roku – ta sama, której prezydent nie podpisał. Przypomnijmy: zawetowana nowelizacja zakładała podwyżki akcyzy na alkohol o 15% w 2026 roku i 10% w 2027 roku. Obecnie obowiązująca mapa drogowa przewiduje wzrost stawek tylko o 5% w każdym z tych lat. Nowy projekt przywraca więc wyższe tempo wzrostu podatku na przyszły rok.

    Czterokrotna podwyżka za „małpki”

    Równie istotna zmiana dotyczy małych opakowań alkoholu o pojemności do 300 ml, potocznie nazywanych „małpkami”. Ministerstwo Finansów chce podnieść tzw. opłatę ALK z obecnych 25 zł do 100 zł za każdy pełny litr 100-procentowego alkoholu. To czterokrotny wzrost.

    Cel jest dwojaki. Po pierwsze, całość wpływów z tej opłaty ma zasilić budżet NFZ – podobnie jak dodatkowe pieniądze z wyższej akcyzy. Po drugie, rząd chce w ten sposób ograniczyć dostępność ekonomiczną małpek. W uzasadnieniu projektu czytamy:

    „Ma na celu dalsze zmniejszenie dostępności ekonomicznej tego rodzaju produktów i w konsekwencji zmniejszenie konsumpcji alkoholu. Zakłada się spadek sprzedaży w odniesieniu do liczby litrów 100-proc. alkoholu oferowanego w opakowaniach jednostkowych do 300 ml o 25 proc.”

    Resort finansów spodziewa się więc, że wyższa opłata odbije się na nawykach zakupowych konsumentów.

    Premier: „Nie mam zdania”

    Podczas środowej (17 czerwca) konferencji prasowej premier Donald Tusk został zapytany o te plany. Jego odpowiedź była początkowo powściągliwa. „Nie znam sprawy” – odparł na wstępie, odnosząc się do projektu Ministerstwa Finansów dotyczącego czterokrotnego podniesienia podatku na „małpki”. Na pytanie, czy czterokrotna podwyżka to dobry pomysł i czy koalicja ją poprze, odpowiedział: „Nie mam zdania. Nie znam projektu”.

    Tusk przyznał jednak, że jest otwarty na opodatkowanie alkoholu i cukru. „Ja bym nie miał nic przeciwko temu, że jeśli mamy gdzieś ściągać pieniądze, to z alkoholu i z cukru, bo to powinno przynieść też korzyści zdrowotne” – stwierdził. Premier zauważył, że poprzednie rozwiązanie zostało zawetowane przez prezydenta Nawrockiego, ale nie wie, jakie stanowisko prezydent zajmie wobec małpek. Zadeklarował, że przedstawi precyzyjne stanowisko rządu, gdy projekt trafi do oficjalnych konsultacji.

    Co dalej?

    Zgodnie z informacjami podanymi w mediach, projekt ma zostać przyjęty przez rząd w trzecim kwartale 2026 roku. Oznacza to, że nowe stawki mogłyby obowiązywać już od początku 2027 roku. Środki uzyskane z podwyżki akcyzy mają być przeznaczone na zwiększenie dotacji podmiotowej dla NFZ, a całość wpływów z opłaty od małpek również trafi do NFZ. Resort finansów liczy, że wyższe podatki i opłaty nie tylko zwiększą wpływy do NFZ, ale także zmniejszą spożycie alkoholu, zwłaszcza wśród osób sięgających po tanie, małe butelki.

    Nowe przepisy będą wymagać akceptacji parlamentu i podpisu prezydenta. W przypadku małpek – podobnie jak wcześniej przy akcyzie – kluczowe będzie stanowisko głowy państwa. Premier Tusk zaznaczył, że nie zna opinii prezydenta Nawrockiego w tej sprawie, ale być tym razem będzie ona mniej krytyczna niż wobec poprzedniej ustawy.

  • Polski elektryk ma termin: 2029. Foxconn i EMP finalizują umowę na gigafabrykę w Jaworznie

    Polski elektryk ma termin: 2029. Foxconn i EMP finalizują umowę na gigafabrykę w Jaworznie

    Projekt polskiego samochodu elektrycznego wkracza w decydującą fazę. ElectroMobility Poland (EMP) jest o krok od sfinalizowania strategicznego partnerstwa z tajwańskim gigantem Foxconn. Umowa joint venture, która ma zostać podpisana jesienią tego roku, zakłada budowę ogromnego hubu elektromobilności w Jaworznie na Śląsku. Pierwsze auto ma zjechać z taśmy w czwartym kwartale 2029 roku.

    Strategiczne partnerstwo z Foxconnem

    Jak poinformował prezes EMP Cyprian Gronkiewicz podczas posiedzenia sejmowej komisji infrastruktury, rozpoczął się już proces notyfikacji spółki joint venture w Komisji Europejskiej. Większość udziałów w przyszłym JV ma należeć do strony polskiej. Wybór tajwańskiego koncernu na partnera strategicznego to kluczowy moment – Foxconn to globalny dostawca elektroniki, kontrolujący 46 proc. rynku i współpracujący z takimi firmami jak Apple, Google, Open AI czy Nvidia.

    Gronkiewicz podkreślił, że siostrzana spółka Foxconnu – Foxtron – rozwija gałąź elektromobilności i ma gotową platformę pod samochody. „Nasze JV będzie opierało się już na kolejnej generacji tych platform. Mamy zapewniony transfer know-how” – zaznaczył. Dodał, że ośrodek decyzyjny pozostanie w Polsce. „Budujemy platformę, budujemy swoje kompetencje technologiczne, a całe IP wytworzone przez to JV zostaje w Polsce” – wyjaśnił.

    Finansowanie z KPO i harmonogram budowy

    13 maja EMP oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) podpisały umowę inwestycyjną na dofinansowanie projektu w wysokości 4,5 mld zł. Pieniądze pochodzą z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Budowa fabryki ma ruszyć na początku 2027 roku. EMP posiada już wszystkie wymagane pozwolenia – środowiskowe i budowlane – oraz ma wybranego generalnego wykonawcę i wynegocjowane umowy.

    Trzy modele SUV-ów i europejska ekspansja

    Premier Donald Tusk na nagraniu opublikowanym na platformie X ujawnił szczegóły dotyczące planów produkcyjnych. „To są trzy rodzaje SUV-ów, średniej wielkości. Będziemy mieli wyłączność na sprzedaż tych samochodów w Europie” – mówił. Docelowo EMP ma produkować około 400 tys. pojazdów elektrycznych rocznie. Nazwa nowej marki na razie nie jest znana – premier zapowiedział, że wstrzyma się z ujawnieniem, dopóki nie ruszy budowa fabryki.

    Projekt zakłada rozwój – na bazie technologii Foxconn – początkowego portfolio składającego się z trzech modeli i stworzenie nowej europejskiej marki z siedzibą i zarządzaniem w Polsce. EMP ma licencję na podwozie samochodu elektrycznego z wyłącznością na całą Europę, co pozwoli sprzedawać pojazdy nie tylko w kraju, ale i na Starym Kontynencie.

    Miejsca pracy i wpływ na region

    Budowa hubu elektromobilności w Jaworznie oznacza znaczący rozwój rynku pracy w regionie. Docelowo, do 2035 roku, w samej fabryce ma znaleźć zatrudnienie prawie 4 tys. osób, co według EMP przełoży się na blisko 20 tys. miejsc pracy u dostawców.

    Głos premiera: trzy kierunki działań

    Donald Tusk przypomniał, jakie kroki podjął jego rząd, by doprowadzić do realizacji projektu. Wymienił: reaktywację działalności EMP, znalezienie nowego partnera – tajwańskiego koncernu Hon Hai Technology Group (części Foxconnu) – oraz pozyskanie 4,5 mld zł z KPO. „Umowa będzie podpisana jesienią, a więc po wakacjach” – stwierdził premier.

    Projekt ma szerszy wymiar niż tylko motoryzacja. Współpraca z Foxconnem obejmuje także budowę fabryki półprzewodników na Dolnym Śląsku. Sam hub w Jaworznie został określony przez prezesa EMP jako „pierwsza fabryka Foxconna w Europie, w którą jako inwestor prywatny inwestuje środki finansowe i jest to zaplecze do ekspansji na Europę w dziedzinie samochodów elektrycznych”.

  • Katarski LNG wraca na rynek. Szybszy niż oczekiwano restart po otwarciu Ormuzu

    Katarski LNG wraca na rynek. Szybszy niż oczekiwano restart po otwarciu Ormuzu

    QatarEnergy planuje znacznie szybsze niż przewidywali analitycy wznowienie produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG) po odblokowaniu Cieśniny Ormuz. Według informacji dla odbiorców, w ciągu pierwszego miesiąca od przywrócenia bezpiecznej żeglugi zakład ma osiągnąć około 50% swoich pełnych mocy, a w kolejnym miesiącu wzrost ma sięgnąć blisko 80%.

    Tak dynamiczny harmonogram jest możliwy dzięki intensywnym przygotowaniom, które Katar prowadził przez ostatnie miesiące — mimo że kluczowa infrastruktura pozostawała wyłączona z powodu konfliktu.

    Atak na Ras Laffan i trzy miesiące przerwy

    Produkcja w największym na świecie kompleksie LNG, Ras Laffan, została wstrzymana na początku wojny. W marcu irański atak rakietowy poważnie uszkodził instalacje, które jeszcze niedawno odpowiadały za niemal jedną piątą globalnych dostaw gazu skroplonego. Równie istotnym problemem okazało się zamknięcie Cieśniny Ormuz — przez ponad trzy miesiące eksport na dużą skalę był praktycznie niemożliwy.

    Część mocy pozostanie wyłączona na lata

    Nie wszystkie moce produkcyjne wrócą jednak w krótkim czasie. Dwie linie produkcyjne zostały na tyle poważnie uszkodzone, że ich pełna odbudowa potrwa lata. Oznacza to, że nawet po szybkim restarcie większości eksportu, Katar przez dłuższy czas nie osiągnie pełnych zdolności sprzed konfliktu.

    Przygotowania od kwietnia

    Katar już od kwietnia prowadził testy instalacji i prace serwisowe, aby skrócić czas potrzebny do wznowienia działalności. Część linii produkcyjnych funkcjonowała w ograniczonym zakresie, co pozwalało utrzymać minimalne dostawy do krajów regionu i zachować gotowość do szybkiego zwiększenia produkcji.

    Przełom w cieśninie

    W środę, jak podaje CNBC, co najmniej trzy irańskie tankowce opuściły blokadę Marynarki Wojennej USA w Cieśninie Ormuz. Dwa supertankowce — Diona i Hero 2, należące do National Iranian Tanker Company i objęte amerykańskimi sankcjami — przewoziły łącznie 3,8 mln baryłek irańskiej ropy. Trzeci tankowiec, z milionem baryłek, opuścił linię blokady w środę. Według CNBC armatorzy mają już przekierowywać kolejne tankowce na cieśninę Ormuz.

    Wstępne porozumienie między USA a Iranem, które ma zostać podpisane w piątek w Szwajcarii, przewiduje swobodny ruch statków handlowych przez cieśninę oraz zniesienie blokady irańskich portów. Mimo deklaracji Waszyngtonu, część uczestników rynku pozostaje ostrożna — istnieją obawy związane z obecnością min morskich i ryzykiem incydentów.

    Wpływ na rynek i ceny

    W ostatnich tygodniach Katar zdołał wysłać jedynie niewielką liczbę transportów LNG, głównie do odbiorców w Azji, z wykorzystaniem środków maskujących lokalizację statków. Skala eksportu była znacznie niższa niż normalnie, co przełożyło się na napięcia na rynku. Ceny LNG w Europie i Azji nadal pozostają podwyższone względem poziomów sprzed konfliktu.

    Powrót katarskiego LNG na światowe rynki może pomóc złagodzić globalny kryzys podaży. Z danych Institute for Energy Economics and Financial Analysis wynika, że Polska pokrywa ok. 20% swojego zapotrzebowania na LNG dostawami z Kataru.

    Kluczowa rola Kataru

    Według Bloomberga, ponowne uruchomienie katarskiego eksportu będzie jednym z kluczowych czynników dla globalnego rynku gazu w nadchodzących miesiącach. Nawet częściowy powrót do produkcji może zwiększyć podaż i zmniejszyć presję cenową w Europie i Azji. Mimo ambitnych planów restarty, pełne przywrócenie zdolności produkcyjnych sprzed konfliktu potrwa lata z powodu poważnych uszkodzeń w Ras Laffan.

    QatarEnergy poinformował odbiorców, że spodziewa się wzrostu produkcji do około 50% wydajności w ciągu miesiąca od zapewnienia bezpiecznej żeglugi i do około 80% w ciągu dwóch miesięcy. Katar sprowadza teraz swoje gazowce do Ras Laffan, które od lutego nie mogły zawinąć do terminalu. Kompleks ten, który w ubiegłym roku odpowiadał za prawie 20% światowego eksportu LNG, przez ponad trzy miesiące pozostawał w zasadzie wyłączony z działania.

  • Ropa poniżej 80 dolarów. Umowa USA–Iran otwiera cieśninę Ormuz

    Ropa poniżej 80 dolarów. Umowa USA–Iran otwiera cieśninę Ormuz

    Cena ropy Brent po raz pierwszy od trzech miesięcy spadła poniżej 80 dolarów za baryłkę. Wtorkowa sesja przyniosła gwałtowną wyprzedaż – benchmark globalny tracił prawie 4% i oscylował w okolicach 79,61 dol., kierując się w stronę najdłuższej serii spadków w tym roku. Załamanie wywołały dwa czynniki: zapowiedź tymczasowego porozumienia między USA a Iranem oraz deklaracja natychmiastowego otwarcia cieśniny Ormuz.

    Amerykańsko-irański przełom

    W piątek 19 czerwca w Szwajcarii ma dojść do oficjalnego podpisania kilkunastopunktowego memorandum między Waszyngtonem a Teheranem. Prezydent Donald Trump ogłosił, że nakazał natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz i zakończenie blokady irańskich portów. Na platformie Truth Social napisał: „Statki świata, uruchomcie silniki. Niech ropa popłynie!”.

    Już w poniedziałek rynek zareagował błyskawicznie – ropa WTI z dostawą na lipiec kosztowała 80,61 dol. (-5,03%), a Brent z dostawą na sierpień 83,33 dol. (-4,58%). To najniższe wyceny od marca.

    Banki tną prognozy

    Wiodące instytucje z Wall Street obniżyły swoje prognozy. Morgan Stanley spodziewa się, że średnia cena Brent w III kwartale wyniesie 90 dol. (poprzednio 100 dol.), a w IV kwartale spadnie do 80 dol. (obniżka o 15 dol.). Goldman Sachs zakłada, że eksport z Zatoki Perskiej osiągnie poziom sprzed wojny do końca lipca – miesiąc wcześniej niż wcześniej przewidywano. Średnia cena Brent w IV kwartale według Goldman Sachs to 80 dol., czyli o 10 dol. mniej niż poprzednie prognozy.

    Analitycy Morgan Stanley piszą: „Wiele kwestii pozostaje do negocjacji, a kluczowe ryzyka nadal istnieją, ale na razie jest to kluczowy krok w kierunku deeskalacji konfliktu i zwiększenia eksportu ropy przez cieśninę Ormuz. Do września przewidujemy powrót 50% produkcji, a do grudnia 80%”.

    RBC Capital Markets zachowuje ostrożność – według nich osiągnięcie poziomów dostaw sprzed wojny zajmie miesiące.

    Eksperci studzą optymizm

    Mimo pozytywnych sygnałów wiele przeszkód pozostaje nierozwiązanych. Cieśnina została zaminowana, co oznacza, że żegluga będzie początkowo możliwa jedynie dwoma wąskimi korytarzami. Usunięcie min może potrwać tygodnie. Do tego dochodzi niedobór tankowców gotowych do załadunku, wysokie koszty ubezpieczeń i obawy przed ponowną eskalacją.

    Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego, ocenia, że normalizacja dostaw cieśniną Ormuz to perspektywa nawet początku 2027 roku. „Rynek od tygodni dyskontował perspektywę zbliżającego się końca wojny. Zakładając kontynuację deeskalacji, ropa powinna stopniowo tanieć, lecz potencjał spadkowy się wyczerpuje” – mówi. Bujak widzi realną obniżkę do ok. 75 dol. za baryłkę, ale skalę przeceny będzie ograniczać niepełne wznowienie żeglugi i sezonowy wzrost popytu.

    Dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw, studzi emocje: „O trwałej zmianie można będzie mówić dopiero wtedy, gdy porozumienie zostanie wdrożone, a jego skutki dla podaży ropy będą widoczne w praktyce”.

    Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, przypomina, że poprzednie kryzysy z lat 1990 i 2022 pokazują, iż „najgorsze już dawno powinniśmy mieć za sobą i trend pozostaje spadkowy”. Zastrzega jednak, że dopóki fizyczny rynek jest napięty, ceny nie powinny spaść poniżej 78–80 dol.. Jego zdaniem pełne przywrócenie żeglugi w cieśninie Ormuz nie będzie możliwe w najbliższym czasie; w optymistycznym scenariuszu może nastąpić na przełomie 2026 i 2027 roku.

    Co dalej?

    Ceny ropy są już prawie 30% niższe od tegorocznego szczytu, gdy Brent kosztował 126 dol.. Nadal jednak brakuje konkretów co do wdrożenia umowy – kwestie bezpieczeństwa żeglugi, zasad korzystania z cieśniny oraz odpłatności za przepływ pozostają niejasne. Przedstawiciele sektora energetycznego Zatoki Perskiej przyznają, że zostali zasypani pytaniami od kupujących, ale armatorzy potrzebują większej jasności, zanim podejmą ryzyko. Tymczasem awaryjne dostawy ropy naftowej dla USA osiągnęły właśnie najniższy poziom od 1983 roku – wynika z poniedziałkowych danych.

    Jak podkreślają eksperci, nawet przy optymistycznym scenariuszu rynek może wejść w okres nadpodaży. IEA prognozowała jeszcze jesienią 2025 roku, że w 2026 r. nadwyżka może sięgnąć 4 mln baryłek dziennie. Wszystko sprowadza się do jednego: ile potrwa, zanim ropa popłynie szerokim strumieniem. A na to pytanie na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

  • Kredyty mieszkaniowe wciąż na fali. Maj z kolejnym wzrostem, ale eksperci studzą emocje

    Kredyty mieszkaniowe wciąż na fali. Maj z kolejnym wzrostem, ale eksperci studzą emocje

    Polacy nie przestają brać kredytów na mieszkania. Maj przyniósł kolejny solidny wzrost liczby wniosków, a średnia kwota pożyczki utrzymuje się powyżej pół miliona złotych. Analitycy wskazują jednak, że euforia z marca może być już za nami, a na horyzoncie widać stabilizację.

    Ponad 45 tysięcy wniosków w maju

    Z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) wynika, że w maju 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 45,1 tysiąca osób. To wynik o 17% lepszy niż w maju 2025 roku i o 6,7% wyższy niż w kwietniu tego roku. Średnia kwota, o jaką wnioskowali klienci, wzrosła o 8,1% rok do roku, osiągając poziom 505,6 tysiąca złotych. To już trzeci miesiąc z rzędu, gdy wartość ta przekracza pół miliona złotych, niewiele ustępując rekordowemu marcowi (506,4 tys. zł). Łączna wartość wszystkich zapytań kredytowych była wyższa aż o 33% w porównaniu z majem ubiegłego roku.

    Refinansowanie napędza rynek

    Wzrost popytu to nie tylko efekt zakupu nowych mieszkań. Coraz większą rolę odgrywa refinansowanie – czyli zastępowanie starych, droższych kredytów nowymi, na korzystniejszych warunkach. Jak szacuje BIK, refinansowanie stanowi już około 30% nowej akcji kredytowej. To zjawisko, które widać było już w danych za pierwszy kwartał 2026 roku. Z raportu AMRON-SARFiN wynika, że udział kredytów refinansowych wzrósł wtedy z 8% rok wcześniej do 28%. Sprzyjały temu niższe stopy procentowe – według NBP średnie oprocentowanie nowych hipotek spadło do 5,97%, czyli o ponad 1,5 punktu procentowego rok do roku.

    Eksperci: czeka nas stabilizacja, nie spadek

    Mimo utrzymującego się wysokiego popytu, główny analityk Grupy BIK, Waldemar Rogowski, spodziewa się w najbliższych miesiącach stabilizacji liczby wnioskodawców na poziomie 40-45 tysięcy.

    „O dobrym popycie na kredyty świadczy większa o blisko 17% rok do roku liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w maju. Dynamika ta jednak z miesiąca na miesiąc będzie spadała, co jest bezpośrednio związane z efektem bazy” – wyjaśnia Rogowski.

    Analityk dodaje, że za wartość majowego odczytu BIK Indeksu Popytu odpowiadają dwa czynniki: rosnąca liczba wnioskujących i rosnąca kwota kredytu. Ponieważ w kolejnych miesiącach większy wpływ na indeks będzie miała liczba wnioskodawców, która prawdopodobnie utrzyma się w przedziale 40-45 tysięcy, wartość indeksu będzie spadać. Jak podkreśla Rogowski, nie będzie to jednak oznaczać pogorszenia koniunktury na rynku.

    Rekordowy kwartał za nami

    Majowe dane wpisują się w bardzo dobry trend z początku roku. W pierwszym kwartale 2026 roku banki z zestawienia „Pulsu Biznesu” udzieliły hipotek o łącznej wartości 30,46 mld zł, co oznacza wzrost o 12% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Liczba udzielonych kredytów wzrosła o 8,9%, do 44,1 tysiąca sztuk. Pełne dane AMRON-SARFiN są jeszcze wyższe – w całej Polsce zawarto ponad 73 tysiące umów kredytowych o wartości 33,4 mld zł, co oznacza wzrost rok do roku odpowiednio o 52% i 64%.

    Liderem rynku pod względem wartości udzielonych kredytów był PKO BP z wynikiem 10,56 mld zł, co stanowi około jednej trzeciej całego rynku. Za nim uplasowały się ING Bank Śląski (5,94 mld zł) i mBank (3,92 mld zł). Pod względem liczby udzielonych kredytów prowadził ING (13,7 tys.), przed mBankiem (7,4 tys.) i Pekao (6,5 tys.).

    Co dalej?

    Eksperci zwracają uwagę, że popyt na kredyty mieszkaniowe wciąż napędzają rosnąca zdolność kredytowa Polaków, będąca efektem niższych stóp procentowych i wzrostu wynagrodzeń (w kwietniu 2026 roku wzrost o 6,6% rok do roku). Z drugiej strony, dane AMRON-SARFiN pokazują, że ożywieniu po stronie popytu nie towarzyszy podobny entuzjazm deweloperów – w pierwszym kwartale rozpoczęto budowę zaledwie 30,9 tysiąca mieszkań, o ponad 15% mniej niż rok wcześniej. To najsłabsze otwarcie roku od 2023 roku. W najbliższych miesiącach kluczowe będzie obserwowanie, czy popyt utrzyma się na stabilnym poziomie 40-45 tysięcy wniosków miesięcznie, co prognozuje BIK.

  • Permira szykuje gigantyczny pakiet akcji Allegro. Czy to koniec rajdu?

    Permira szykuje gigantyczny pakiet akcji Allegro. Czy to koniec rajdu?

    Notowania Allegro od marca sypały rekordami, a kurs wystrzelił o ponad 35%. Właśnie w tym momencie jeden z największych inwestorów – fundusz Permira – ogłasza plany sprzedaży potężnego pakietu akcji za pomocą przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB). Operacja może rzucić na rynek blisko 131 mln walorów, co grozi krótkoterminową korektą. Czy hossa wytrzyma to uderzenie?

    35% w trzy miesiące – kurs Allegro w szampańskim nastroju

    Od 24 marca 2026 roku notowania Allegro wzrosły z 25,64 zł do 34,76 zł na połowę czerwca, co daje wzrost o 35,56% – dynamika, która robi wrażenie. Ten ruch odbywał się w ramach widocznego, trwającego trzy miesiące kanału wzrostowego. Z punktu widzenia analizy technicznej na wykresie uformowała się bycza formacja „filiżanka z uszkiem”, a notowania są o krok od sygnału „złotego krzyża” – przecięcia średniej 50-dniowej z 200-dniową od dołu. Zjawisko to bywa uznawane przez inwestorów za sygnał do kontynuacji wzrostów. Co więcej, kurs kilkukrotnie odbił się od oporu w rejonie 35,81 zł, co wskazuje na istotną barierę podażową. Właśnie w tym newralgicznym momencie nadciąga informacja o potencjalnej wyprzedaży ze strony Permiry.

    Permira szykuje ABB – 131 mln akcji na sprzedaż

    Fundusz Permira, jeden z głównych akcjonariuszy Allegro od czasów przed debiutem giełdowym, rozpoczął proces sprzedaży około 131 mln akcji spółki. Transakcja prowadzona jest w formule przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB). Za jej przeprowadzenie odpowiadają renomowane instytucje: BofA Securities, Morgan Stanley oraz PKO BP Securities. Ich udział gwarantuje profesjonalne przeprowadzenie procesu wśród inwestorów instytucjonalnych. Transakcja oznacza kolejny etap wychodzenia inwestora z jednej z największych spółek z GPW.

    Wielkość oferty jest znacząca – przy całkowitej liczbie wyemitowanych akcji Allegro wynoszącej około 1,06 mld, pakiet może stanowić ponad 12% kapitału spółki. Taka podaż niemal natychmiast wpływa na równowagę popytu i podaży. Proces ten, prowadzony w formule ABB, jest operacją o dużej skali – na rynek może trafić pakiet stanowiący ponad 12% wszystkich akcji. W ABB oferta zazwyczaj zawiera dyskonto względem bieżącej ceny rynkowej, aby zachęcić fundusze do szybkiego zakupu tak dużej partii. To właśnie wysokość tego dyskonta będzie kluczowa dla dalszych notowań.

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Kluczowe znaczenie będzie miała ostateczna cena sprzedaży i poziom zdyskontowania. Jeśli dyskonto będzie niewielkie (np. około 5%, czyli cena blisko 32 zł), a księga popytu zapełni się szybko, rynek może odebrać to jako sygnał siły i dowód zainteresowania instytucji. Z kolei głębokie dyskonto może wywołać reakcję łańcuchową i sprowadzić notowania do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego w okolicy 32,70 zł, a w pesymistycznym scenariuszu nawet do wsparcia 30,32 zł.

    Warto podkreślić, że sama sprzedaż przez Permirę nie zmienia sytuacji operacyjnej ani perspektyw biznesowych Allegro. To kolejny etap stopniowego wychodzenia funduszu z inwestycji – proces trwający od lat. Inwestorzy będą analizować, czy to jednorazowa operacja, czy pierwszy krok w serii dalszych dezinwestycji. Jeśli uzna się to za jednorazowy „overhang” podaży, kurs może szybko powrócić do trendu wzrostowego.

    Allegro zmierza do pełnego free floatu

    Według danych Bloomberga na 12 czerwca w wolnym obrocie znajdowało się już około 1,01 mld akcji (z 1,06 mld wyemitowanych). Sprzedaż pakietu Permiry może doprowadzić do sytuacji, w której 100% akcji będzie dostępne dla inwestorów na rynku publicznym. To istotna zmiana z punktu widzenia struktury właścicielskiej spółki. Pełny free float zazwyczaj zwiększa płynność obrotu i może przyciągać dodatkowe zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych. Permira od lat sukcesywnie zmniejsza swój udział, a obecna sprzedaż to kolejny krok w tym procesie.

    Notowania Allegro w ciągu ostatniego miesiąca (do dnia ogłoszenia) wzrosły o 12,6%. Na obecnym etapie nie podano jednak ceny sprzedaży ani szczegółowego harmonogramu oferty. Dla uczestników rynku kluczowe znaczenie będzie miała informacja o ewentualnym dyskoncie względem aktualnego kursu giełdowego oraz poziomie zainteresowania inwestorów instytucjonalnych.

    Przyszłość kursu zależy od tego, jak inwestorzy zareagują na ostateczne warunki ABB. Czy po tej operacji kurs szybko wróci do trendu wzrostowego, czy też przecena okaże się głębsza? Odpowiedź poznamy w najbliższych dniach, gdy księga popytu zostanie zamknięta.

  • Deficyt budżetowy po maju sięgnął 108,2 mld zł. Ponad 19 mld zł w miesiąc

    Deficyt budżetowy po maju sięgnął 108,2 mld zł. Ponad 19 mld zł w miesiąc

    Deficyt budżetowy po maju – 108,2 mld zł

    W poniedziałek 15 czerwca Ministerstwo Finansów opublikowało szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa po maju 2026 roku. Deficyt budżetowy wyniósł 108 mld 214,2 mln zł – to wzrost o prawie 19 mld zł w porównaniu z kwietniem, gdy deficyt sięgał 89 mld 294,3 mln zł. W ciągu jednego miesiąca budżetowa dziura powiększyła się o 18,9 mld zł.

    W okresie od stycznia do maja 2026 roku dochody budżetu państwa wyniosły 233 mld 328,2 mln zł, a wydatki – 341 mld 542,4 mln zł. Oznacza to, że w ciągu pięciu miesięcy wydano o ponad 108,2 mld zł więcej, niż wpłynęło do budżetu. Na dochody podatkowe przypadło nieco ponad 201,9 mld zł, co stanowi 36,4% rocznego planu tych dochodów.

    Dochody i wydatki na tle planu rocznego

    Z szacunków MF wynika, że dochody ogółem zrealizowano w 36,1% kwoty zaplanowanej na cały rok, która wynosi 647,2 mld zł. Wydatki budżetowe zrealizowano natomiast w 37,2% rocznego budżetu opiewającego na 918,94 mld zł. Ustawa budżetowa na 2026 rok przewiduje maksymalny deficyt w wysokości 271,74 mld zł. Po pięciu miesiącach wykorzystano już prawie 40% tego limitu – dokładnie 39,8% (108,2 mld zł).

    Resort finansów podał także, że dochody podatkowe po maju wyniosły 201,9 mld zł, co stanowi 36,4% planu na cały rok. Oznacza to, że tempo realizacji dochodów podatkowych jest nieco wyższe niż ogólnych dochodów (36,1%), ale nadal niższe niż w przypadku wydatków (37,2%).

    Tempo wydatków wyższe niż dochodów

    Z danych MF wynika, że po pięciu miesiącach 2026 roku wydatki budżetowe zostały zrealizowane w 37,2% planu, podczas gdy dochody sięgnęły 36,1%. Oznacza to, że strona wydatkowa rośnie szybciej niż strona dochodowa. W praktyce przekłada się to na systematyczny wzrost deficytu – z 69,6 mld zł w marcu, przez 89,3 mld zł w kwietniu, do 108,2 mld zł w maju. W samym kwietniu deficyt wzrósł o 19,7 mld zł, a w maju o 18,9 mld zł.

    Deficyt rośnie z miesiąca na miesiąc

    Dane resortu finansów pokazują systematyczny wzrost deficytu w 2026 roku:

    • po marcu – 69,6 mld zł,
    • po kwietniu – 89 mld 294,3 mln zł,
    • po maju – 108 mld 214,2 mln zł.

    Porównując marzec i maj, deficyt wzrósł o ponad 38,6 mld zł (z 69,6 do 108,2 mld zł). Oznacza to, że w ciągu dwóch miesięcy (kwiecień–maj) budżetowa dziura powiększyła się o blisko 38,6 mld zł. Przy tym sam maj przyniósł wzrost o 18,9 mld zł, a kwiecień o 19,7 mld zł. Tempo przyrostu deficytu utrzymuje się na zbliżonym poziomie.

    Resort finansów opublikował szacunkowe dane w poniedziałek, nie podając szczegółowych prognoz na kolejne miesiące. Po maju deficyt budżetowy sięgnął 108,2 mld zł, co stanowi prawie 40% dopuszczalnego limitu na cały 2026 rok (271,74 mld zł). Dalsze wykonanie budżetu będzie zależeć od realizacji dochodów i wydatków w kolejnych miesiącach.

  • TikTok Shop startuje w Polsce. Zakupy bez klikania w wyszukiwarkę

    TikTok Shop startuje w Polsce. Zakupy bez klikania w wyszukiwarkę

    W poniedziałek 15 czerwca TikTok oficjalnie włączył w Polsce swoją platformę zakupową TikTok Shop. Tym samym aplikacja znana dotąd z krótkich filmów i transmisji na żywo zamienia się w pełnoprawny kanał sprzedażowy, w którym to algorytm, a nie użytkownik, decyduje, co można kupić.

    TikTok Shop wystartował tego samego dnia także w Austrii, Belgii i Holandii – to czwarta fala europejskiej ekspansji firmy ByteDance. Wcześniej funkcja działała już w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech i Irlandii. Rejestracja polskich sprzedawców ruszyła dwa tygodnie wcześniej, 1 czerwca.

    Cztery sposoby na zakupy w aplikacji

    Zakupy w TikTok Shop można robić na cztery sposoby. Pierwszy to krótkie filmy w sekcji „Dla Ciebie” – marki i twórcy oznaczają w nich produkty, a kliknięcie przenosi do oferty. Drugi to interaktywne transmisje LIVE, w których prowadzący prezentuje towary na żywo i odpowiada na pytania widzów. Trzeci kanał to profile marek, które pełnią funkcję osobnych wirtualnych witryn w obrębie aplikacji. Czwarty to dedykowana zakładka Shop w głównym menu.

    Platforma postawiła na BLIK jako główną metodę płatności, a do tego akceptuje karty, Apple Pay i Google Pay. Po stronie logistyki TikTok Shop współpracuje z InPostem, DPD i GLS. Dostawy na terenie kraju mają trwać nie dłużej niż cztery dni robocze. Jak zwracał uwagę Adam Zaorski, odpowiedzialny za uruchomienie TikTok Shop w Polsce, wybór BLIK-a i InPostu jako partnerów startowych to świadoma decyzja, która ma budować zaufanie użytkowników do nowego modelu zakupów.

    Ile zapłacą sprzedawcy? Promocyjna prowizja na start

    Warunki finansowe dla sprzedawców wzbudzają największe zainteresowanie. Standardowa stawka prowizji w TikTok Shop wynosi 9% od każdej transakcji, a w kategorii elektronika 7%. To stawki rynkowe, ale platforma sięgnęła po agresywny ruch marketingowy – firmy, które dołączą jako pierwsze, przez pierwsze 90 dni płacą zaledwie 2% prowizji, czyli niemal pięciokrotnie mniej niż standardowo. Wśród marek modowych i kosmetycznych dostępnych od pierwszego dnia znalazły się Reserved, Sinsay, Mohito, Modivo, Rossmann i Eveline Cosmetics. Elektronikę reprezentują Samsung i MediaMarkt.

    Twórcy też zarobią – wystarczy 1,5 tys. obserwujących

    Drugim filarem modelu jest sieć afiliacyjna dla twórców. Do programu afiliacyjnego mogą dołączyć twórcy, którzy przeszli weryfikację i mają aktywne konto z przynajmniej półtora tysiąca obserwujących. Oznacza to, że na sprzedaży mogą zarabiać nie tylko najwięksi influencerzy, ale też mniejsi twórcy z lokalnymi, zaangażowanymi społecznościami.

    Dla polskich sprzedawców platforma uruchomiła także program „Sell Across Europe” – pozwala on dotrzeć do klientów w wielu krajach UE w ramach jednego procesu rejestracji. Oznacza to, że przedsiębiorca z Polski może oferować produkty użytkownikom we Francji, Niemczech, Włoszech i innych rynkach, gdzie TikTok Shop już działa.

    Skala zjawiska: 14,2 mln polskich użytkowników i 100 tys. sprzedawców w UE

    Potencjał nowego kanału jest ogromny. TikTok deklaruje, że w Polsce korzysta z niego ponad 14,2 mln osób – więcej niż czyta największe polskie portale informacyjne. W całej Unii Europejskiej platforma skupia już blisko 100 mln aktywnych użytkowników i ponad 100 tys. sprzedawców. Globalne wyniki TikTok Shop również robią wrażenie: w 2025 r. wygenerował 64,3 mld dolarów wartości towarów (GMV), co oznaczało wzrost o 94% rok do roku, a prognozy na 2026 r. mówią o 112 mld dolarów.

    Wartość polskiego rynku e-commerce w 2025 r. sięgnęła niemal 92 mld zł, a prognozy na 2026 r. zakładają wzrost o 7%. TikTok Shop wchodzi w niego nie jako kolejny marketplace, ale jako platforma oferująca model „content-first”, w którym zakupy są efektem oglądania rozrywki, a nie planowanego wyszukiwania. Czy to początek końca dominacji Allegro? Na razie gigant z chińskimi korzeniami stawia na szybkie budowanie zaufania i niskie prowizje, a polscy konsumenci mogą testować nowy sposób robienia zakupów bez opuszczania ulubionej aplikacji.

  • Polskie gminy się kurczą. OECD: czas porzucić iluzję wzrostu

    Polskie gminy się kurczą. OECD: czas porzucić iluzję wzrostu

    Blisko 80% polskich gmin traci mieszkańców, a w najmniejszych wiejskich samorządach odsetek ten sięga 84%. Od końca 2020 roku Polska straciła już ponad milion mieszkańców, a prognozy GUS są bezlitosne: do 2040 roku liczba ludności spadnie w 1978 samorządach. Tylko 499 gmin ma szansę utrzymać lub zwiększyć populację. Eksperci OECD mówią wprost – czas przestać walczyć z demografią i zacząć się do niej dostosowywać.

    OECD: adaptacja zamiast odwracania trendu

    Podczas konferencji Fundacji Mission Possible i Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA głos zabrał Marc Bournisien de Valmont, koordynator projektu „Shrinking Smartly and Sustainably” z OECD. Jego przesłanie było jasne:

    Regiony dotknięte depopulacją nie powinny skupiać się wyłącznie na próbach odwrócenia trendu. Muszą aktywnie dostosowywać się do nowych warunków, zapewniając dostęp do wysokiej jakości usług i poprawiając jakość życia mieszkańców.

    Ekspert podkreślił, że kluczowe jest utrzymanie wysokiej jakości życia przy mniejszej liczbie ludności, efektywne wykorzystanie infrastruktury oraz racjonalizacja wydatków publicznych. W krajach OECD takich jak Finlandia, Portugalia, Hiszpania czy Czechy wdraża się już konkretne rozwiązania: dostosowanie transportu publicznego, planowanie przestrzenne ograniczające rozlewanie się miast, rewitalizację pustostanów oraz nowe modele współpracy między samorządami.

    Uderzenie w rynek pracy i finanse lokalne

    Zmiany demograficzne to nie tylko puste ulice – to realny cios w lokalne budżety i rynek pracy. Od 2010 roku liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce spadła o ponad 3 mln, mimo że liczba cudzoziemców zarejestrowanych w ZUS przekroczyła 1,3 mln. Bank Gospodarstwa Krajowego prognozuje, że do 2060 roku problem będzie dotyczył 95% polskich gmin, a skala spadku osób w wieku produkcyjnym może sięgnąć około 30%.

    Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Possible, zwraca uwagę na długoterminową perspektywę:

    Przez lata w debacie publicznej dominowało przekonanie, że kryzys demograficzny można stosunkowo łatwo odwrócić. Dziś wiemy, że konieczne jest przygotowanie gmin i powiatów na długoterminową zmianę. Potrzebujemy rozwiązań, które pozwolą utrzymać wysoką jakość życia, nawet przy mniejszej liczbie mieszkańców.

    Podwójne wyzwanie: depopulacja i transformacja energetyczna

    W regionach węglowych problem jest szczególnie złożony. Depopulacja i transformacja energetyczna zachodzą tam równocześnie, a eksperci ostrzegają, że Polska popełnia błąd traktując je jako odrębne wyzwania. Paweł Pomian, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, ocenił, że największym zagrożeniem dla tych regionów jest prowadzenie transformacji w taki sposób, jakby liczba mieszkańców miała stale rosnąć, podczas gdy w rzeczywistości jest ich z roku na rok mniej.

    Jego zdaniem regiony węglowe – takie jak Wałbrzych, Bogatynia czy Konin – są dziś poligonem doświadczalnym dla całej Polski. To, co dzieje się tam teraz, stanie się codziennością setek innych gmin. Sprawiedliwa transformacja musi więc odpowiadać nie tylko na pytanie o nowe miejsca pracy po odejściu od węgla, ale przede wszystkim o to, kto będzie mieszkał w tych regionach za 10, 20 i 30 lat.

    Co dalej?

    Dyskusja o zarządzaniu depopulacją dopiero się rozpędza. Kolejnym krokiem są warsztaty w Krakowie 19 czerwca, podczas których samorządowcy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej będą wymieniać doświadczenia. Eksperci OECD przekonują, że regiony, które wcześnie dostosują się do zmian demograficznych, mogą zachować dobrobyt i odporność nawet w obliczu kurczącej się populacji. Pytanie, czy polskie samorządy – i ich mieszkańcy – są gotowi porzucić iluzję wzrostu i zacząć działać w nowej rzeczywistości.