Blog

  • Ważne zmiany w INTERSPORCIE Polska! Co zdecydowało Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie?

    Ważne zmiany w INTERSPORCIE Polska! Co zdecydowało Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie?

    Czy jeden dzień może zmienić oblicze zarządzania w dużej spółce? 7 kwietnia 2026 roku okazał się kluczową datą dla INTERSPORT Polska S.A. Właśnie tego dnia odbyło się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, które podjęło istotne decyzje dla przyszłości firmy.

    Co wiemy o samym zgromadzeniu?

    Spółka z siedzibą w Cholerzynie (Cholerzyn 382, 32-060 Liszki) oficjalnie poinformowała, że Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie rozpatrzyło wszystkie punkty planowanego porządku obrad. To ważna formalność, wskazująca na sprawne przeprowadzenie procedur. Co ciekawe, podczas posiedzenia nie zgłoszono do protokołu żadnych sprzeciwów. Czy oznacza to pełną zgodę akcjonariuszy? Na to wygląda!

    INTERSPORT Polska S.A. przekazuje w załączeniu do niniejszego raportu treść uchwał z wynikami głosowania powziętych na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Spółki, które odbyło się w dniu 7 kwietnia 2026 roku.

    Wszystkie szczegóły, czyli treść uchwał wraz z wynikami głosowania, zostały załączone do raportu bieżącego nr 8/2026, który został złożony do Komisji Nadzoru Finansowego. To standardowa procedura dla spółek publicznych, gwarantująca transparentność.

    A tu prawdziwa bomba: nowa twarz w Radzie Nadzorczej

    Ale to nie wszystko! Tego samego dnia światło dzienne ujrzał kolejny raport. Okazuje się, że zgromadzenie nie tylko debatowało, ale i podjęło konkretną, personalną decyzję. Dokonano zmian w składzie Rady Nadzorczej Spółki.

    Na mocy Uchwały nr 4, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie powołało na stanowisko członka Rady Nadzorczej Pana Tarasa Gerega. Decyzja ta weszła w życie ze skutkiem od dnia 7 kwietnia 2026 roku. Nowy członek rady zaczyna więc pracę natychmiast.

    Kim jest nowy członek rady nadzorczej?

    Spółka w swoim komunikacie podała kluczowe informacje o nowym nominacie. Po pierwsze, zapewniła, że Pan Taras Gerega nie prowadzi działalności konkurencyjnej w stosunku do działalności INTERSPORT. To fundamentalna kwestia, zapobiegająca konfliktowi interesów.

    Po drugie, spółka poinformowała, że nie jest on wpisany do Rejestru Dłużników Niewypłacalnych. To standardowe oświadczenie, mające na celu weryfikację wiarygodności finansowej osoby obejmującej tak odpowiedzialne stanowisko.

    Wszystkie te działania zostały podjęte zgodnie z prawem, a konkretnie na podstawie § 5 pkt 4 i 5 Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 29 marca 2018 roku. To ten sam akt prawny, który reguluje przekazywanie informacji bieżących i okresowych przez emitentów papierów wartościowych.

    Podsumowanie dnia pełnego decyzji

    7 kwietnia 2026 roku zapisze się w historii INTERSPORT Polska S.A. jako dzień sprawnego zarządzania i strategicznych zmian. Spółka nie tylko przeprowadziła kluczowe zgromadzenie bez sprzeciwów, ale także wzmocniła swój organ nadzorczy o nowego członka – Tarasa Geregę.

    Wszystkie dokumenty, w tym raporty bieżące nr 8/2026 i 9/2026, zostały przekazane do KNF, a podpisał je Prezes Zarządu, Aivars Bunde. To pokazuje, że zmiany są wprowadzane w sposób uporządkowany i w pełni zgodny z regulacjami rynku kapitałowego. Czekamy na dalszy rozwój sytuacji w tej znanej sieci sportowej!

  • One More Level: Czy akcje polskiego dewelopera gier szykują się do skoku o 30%?

    One More Level: Czy akcje polskiego dewelopera gier szykują się do skoku o 30%?

    Branża gier w Polsce to nie tylko CD Projekt. Czy inny rodzimy producent, One More Level, właśnie przygotowuje się do dynamicznej zwyżki? Analiza techniczna wskazuje na wyraźną zmianę nastrojów.

    Od stagnacji do impulsu

    Przez dłuższy czas na notowaniach One More Level panowała cisza. Brakowało jednoznacznego kierunku, a nawet naruszenie głównej linii trendu wzrostowego nie spotkało się z reakcją strony podażowej. Konsolidacja trwała, ale nie przekreśliła to optymistycznego scenariusza.

    Koniec marca przyniósł jednak wyraźną zmianę. To była pierwsza od dawna próba kontynuacji impulsu wzrostowego. Kurs zaczął się oddalać od wstęgi średnich kroczących EMA21-50, jednocześnie testując statyczny opór w rejonie 2,65 zł. Sprzedający byli aktywni, co pokazało cofnięcie z 26 marca, ale nie udało im się rozwinąć pełnej fazy realizacji zysków.

    Techniczne wsparcie rośnie w siłę

    Średnia EMA21 na trwałe przyjęła rolę dynamicznego wsparcia i teraz wywiera rosnącą presję na kontynuację wzrostu. To kluczowy sygnał dla traderów.

    Ale to nie wszystko. Struktura ostatnich świec na wykresie wyraźnie się poprawiła. Widać dominację białych korpusów, a ewentualne górne cienie są relatywnie szybko negowane. To techniczny żargon, który w praktyce oznacza: popyt zaczyna przejmować kontrolę.

    „W połączeniu z sygnałem kupna na wskaźniku MACD wskazuje to na przejmowanie inicjatywy przez stronę popytową” – podkreśla Piotr Kaźmierkiewicz, analityk BM Pekao, w rozmowie z Parkiet.com.

    Kluczowa bariera i potencjalny cel

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Wszystkie oczy są zwrócone na poziom 2,88 zł. To magiczna granica dla tej akcji.

    „Kluczowym poziomem pozostaje bariera 2,88 zł – jej trwałe wybicie otworzyłoby przestrzeń do rozpoczęcia nowej fali wzrostowej” – dodaje analityk.

    A o co konkretnie chodzi? O potencjalny, bardzo konkretny zysk. Jeśli kurs trwale przebije wspomnianą barierę, a rynek będzie kontynuował analogię do poprzedniej fali wzrostowej z grudnia i stycznia, nowy ruch może mieć określony cel.

    Cel na horyzoncie: nawet 3,68 zł?

    Tak, dobrze widzisz. Analityk z BM Pekao wskazuje, że potencjalny zasięg nowej fali wzrostowej może sięgnąć okolic 3,68 zł. Porównując to z obecnym obszarem oporu, mówimy o potencjalnym ruchu sięgającym nawet około 30%.

    To nie jest gwarancja, ale wyraźny sygnał z analizy technicznej. Rynek gier w Polsce ma drugiego, coraz ciekawszego gracza na parkiecie. Średnie wspierają, struktura świec poprawia się, a wskaźnik MACD daje sygnał kupna. Wszystko wisi na włosku kluczowego przebicia.

    Czy One More Level wykorzysta ten impuls? Inwestorzy z pewnością będą bacznie obserwować, czy poziom 2,88 zł padnie. Jeśli tak, scenariusz wskazany przez analityków może zacząć się realizować na naszych oczach.

  • Księżycowy finisz Trumpa: Cztery misje Artemis przed 2029 rokiem

    Księżycowy finisz Trumpa: Cztery misje Artemis przed 2029 rokiem

    Czy Ameryka zdąży postawić człowieka na Księżycu przed końcem drugiej kadencji Donalda Trumpa? Administracja wyznaczyła programowi Artemis bardzo konkretny i ambitny harmonogram, a szef NASA Jared Isaacman publicznie zadeklarował, że agencja zrealizuje wszystkie misje księżycowe jeszcze przed końcem prezydentury w styczniu 2029 roku.

    To nie jest przyspieszenie za wszelką cenę, lecz powrót do sprawdzonej metody działania. Dzięki temu Artemis II ma wystartować i okrążyć Księżyc z czteroosobową załogą na pokładzie.

    Nowy rytm dla starego marzenia

    Po udanym, ale bezzałogowym locie Artemis I w listopadzie 2022 roku, program wszedł w fazę, którą wielu określało mianem „paraliżu decyzyjnego”. Przez kolejne trzy lata NASA nie przeprowadziła żadnej kolejnej misji.

    Przyczyny były wielorakie: rakieta Space Launch System (SLS) i kapsuła Orion okazały się droższe i bardziej skomplikowane w produkcji, koszty programu przekroczyły już 40 mld dolarów. Kluczowe elementy, jak lądownik Human Landing System (HLS) firmy SpaceX czy nowe skafandry księżycowe, napotkały poważne opóźnienia.

    Z chwilą powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu program otrzymał nowe wsparcie. Jared Isaacman, zaprzysiężony na stanowisko administratora NASA w grudniu 2024 roku, otwarcie deklaruje powrót do filozofii regularnych, powtarzalnych lotów.

    Klucz do sukcesu leży w rytmie. Apollo 11 nie pojawiło się od razu — przypomina Isaacman.

    Ambitny plan: Lądowanie w 2028 roku

    Obecny plan jest wyraźnym zwrotem. Artemis II, pierwszy załogowy lot wokół Księżyca, ma wystartować. Kolejna misja, Artemis III, zaplanowana jest na połowę 2027 roku i ma przede wszystkim zmniejszyć ryzyko.

    Ale najważniejsze są Artemis IV i V: obie mają przynieść pierwsze załogowe lądowania na powierzchni Księżyca już w 2028 roku, a więc jeszcze w trakcie drugiej kadencji Trumpa.

    Pełne wsparcie deklarują zarówno wykonawcy (SpaceX, Blue Origin, Boeing, Lockheed Martin), jak i liderzy Kongresu odpowiedzialni za budżet kosmiczny. NASA wraca do modelu, który kiedyś pozwolił Ameryce zdobyć Księżyc w mniej niż dekadę.

    Wymiar geopolityczny i polityczny deadline

    Program Artemis nie jest już tylko technicznym wyzwaniem. Ma wyraźny wymiar geopolityczny. Chiny planują własne załogowe lądowanie na Księżycu około 2030 roku i już budują stację kosmiczną Tiangong.

    Stany Zjednoczone chcą być pierwsze i udowodnić przewagę demokratycznego systemu opartego na współpracy z prywatnymi firmami. Artemis Accords, podpisane przez ponad 50 krajów, wzmacniają tę pozycję, tworząc międzynarodowe ramy współpracy pod przywództwem USA.

    W efekcie deklaracja czterech misji przed końcem kadencji to nie tylko plan techniczny. To polityczny deadline, który ma przynieść Trumpowi wymierny sukces — wielkie osiągnięcie jego drugiej prezydentury. Hasło „człowiek na Księżycu za Trumpa” pojawiło się już w mediach.

    Ryzyko pośpiechu i lekcje z historii

    Historia amerykańskiej eksploracji kosmicznej pokazuje, że łączenie politycznych deadline’ów ze skomplikowaną techniką bywało tragiczne. Wystarczy przypomnieć pożar Apollo 1 czy katastrofy wahadłowców Challenger i Columbia.

    Isaacman wielokrotnie powtarza, że priorytetem jest bezpieczeństwo. Jednak polityczny deadline wywiera realną presję. Jeśli przełoży się ona na skracanie testów, ryzyko poważnej awarii dramatycznie wzrośnie.

    NASA stoi przed klasycznym dylematem: jak pogodzić polityczną presję na szybki sukces z żelazną koniecznością zachowania najwyższych standardów bezpieczeństwa.

    Na razie jednak deklaracja czterech misji Artemis przed końcem kadencji Trumpa brzmi jak jasny sygnał: Ameryka znów chce być numerem jeden w kosmosie. Czy uda się utrzymać to tempo bez kompromisów w bezpieczeństwie — pokaże najbliższe miesiące.

  • Kubota S.A. kontynuuje skup akcji własnych. Nowe dane i rosnący udział w kapitale

    Kubota S.A. kontynuuje skup akcji własnych. Nowe dane i rosnący udział w kapitale

    Czy spółka z Łodzi konsekwentnie realizuje swój plan motywacyjny? Najnowsze raporty do KNF nie pozostawiają wątpliwości. Kubota S.A. właśnie opublikowała kolejne dane dotyczące trwającego skupu akcji własnych, a liczby mówią same za siebie.

    Najnowszy ruch na parkiecie

    Zarząd spółki Kubota S.A. z siedzibą w Łodzi poinformował, że w dniach od 30 marca do 3 kwietnia 2026 roku nabył kolejne 412 akcji własnych. Transakcje zostały przeprowadzone za pośrednictwem Domu Maklerskiego BDM S.A., a średnia cena zakupu wyniosła 13,79 zł za akcję. To już drugi taki komunikat w krótkim czasie.

    „Zagregowane oraz szczegółowe informacje dotyczące transakcji nabycia akcji własnych zostały przedstawione w załączeniu do niniejszego raportu” – czytamy w oficjalnym komunikacie.

    Całościowy obraz skupu

    Ale to nie wszystko. Spójrzmy na szerszą perspektywę. Łącznie, od rozpoczęcia programu 1 września 2025 roku do 3 kwietnia 2026 roku, Emitent nabył już 28 920 akcji własnych. To imponująca liczba, która przekłada się na realny wpływ na strukturę własności.

    Oto kluczowe liczby:

    • 28 920 akcji – łączna liczba nabytych akcji własnych
    • 1,9478% – udział nabytych akcji w kapitale zakładowym spółki
    • 1,9478% – udział w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu

    Dla porównania, w raporcie z 30 marca 2026 roku podano, że od września 2025 do 27 marca 2026 skupiono 28 508 akcji, co stanowiło 1,9200% kapitału. Widać zatem wyraźny, kolejny krok naprzód.

    Podstawa prawna i cel

    Skąd ta determinacja? Cały proces ma solidne umocowanie. Skup akcji własnych Spółki przeprowadzany jest na podstawie uchwały numer 15 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki z dnia 30 czerwca 2025 r.

    Cel jest konkretny i został jasno określony: skup realizowany jest w sprawie ustanowienia Skupu Akcji dla Programu Motywacyjnego 2025-2027. To długoterminowa strategia, a nie jednorazowy ruch.

    Co to oznacza dla spółki?

    Nabywanie akcji własnych to zawsze istotny sygnał dla rynku. W przypadku Kuboty S.A. działania te są bezpośrednio powiązane z programem motywacyjnym, co może wskazywać na dbałość o długoterminowe zaangażowanie kluczowych osób w spółce.

    Warto zauważyć, że każdy etap skupu jest skrupulatnie raportowany do Komisji Nadzoru Finansowego, a szczegółowe dane transakcyjne są udostępniane w załącznikach, takich jak „Zestawienie transakcji 30.03-03.04.2026_dane szczegółowe”.

    Podpisy pod najnowszym raportem złożyły Alina Sztoch, Prezeska Zarządu, oraz Joanna Kwiatkowska, Wiceprezeska Zarządu, co nadaje komunikatom oficjalny i wiążący charakter.

    Czy program motywacyjny 2025-2027 przyniesie oczekiwane efekty? Czas pokaże. Jedno jest pewne – Kubota S.A. działa zgodnie z przyjętym harmonogramem i nie zwalnia tempa. Kolejne raporty z pewnością przyniosą nowe dane do analizy.

  • Bumech wbija łopatę w RPA: Przejęcie kopalni Maranda i 26% skok kursu

    Bumech wbija łopatę w RPA: Przejęcie kopalni Maranda i 26% skok kursu

    Czy polski Bumech właśnie odkrył swoją żyłę złota, a właściwie cynku i miedzi, na drugim końcu świata? Odpowiedź brzmi: tak, i to dosłownie. Notowana na GPW spółka kontrolowana przez Marcina i Annę Sutkowskich podpisała właśnie umowę, która daje jej kontrolę nad bogatą kopalnią w Republice Południowej Afryki. I rynek zareagował entuzjastycznie.

    Kurs leci w górę jak winda w kopalni

    Akcje Bumechu zareagowały na komunikat wzrostem o 26%, do poziomu 28,70 zł. To jasny sygnał od inwestorów, którzy dostrzegli potencjał w tym śmiałym, transkontynentalnym ruchu. Po tych informacjach kurs spółki gwałtownie wzrósł.

    Co dokładnie kupił Bumech?

    Mowa o kopalni Maranda, zlokalizowanej we wschodniej części prowincji Limpopo w RPA, na terenie Maranda 932LT. To nie byle jaki zakątek – złoże znajduje się w formacji geologicznej pasa Murchison Greenstone Belt na Kratonie Kaapvaal.

    Kopalnia jest głębinowa, z mineralizacją od 100 metrów pod powierzchnią. Co najciekawsze, dotychczasowe wydobycie realizowane było na zaledwie 10% obszaru koncesyjnego, na głębokości od 100 do 330 metrów. To oznacza, że ogromna część potencjału wciąż czeka na odkrycie.

    Skarbiec pełen metali

    O co tyle szumu? O surowce, które są dziś na wagę złota. Kopalnia Maranda dysponuje złożami rud cynku, miedzi, srebra i pirytu. Ostatnie szacunki, pochodzące jeszcze z czasów, gdy wydobycie zawieszono w 2005 roku, mówią o 1,1 mln ton siarczków o średniej zawartości 23% cynku i 3% miedzi.

    Ale to nie wszystko. Z komunikatu spółki dowiadujemy się, że przeliczone zasoby przemysłowe są znacznie większe i sięgają 6-8 milionów ton rudy. Historyczne średnie zawartości metali w wydobytej rudzie to 23% Zn, 3,9% Cu, 300 ppm In, 30 ppm Ag.

    A tu wisienka na torcie: transakcja obejmuje też drugi obszar górniczy – pole Burgersdorp o powierzchni ok. 850 ha z koncesją na wydobycie złota metodą powierzchniową. Zawartość złota in situ oscyluje tam w przedziale 2.1 – 3.9 g na tonę.

    Skomplikowana transakcja, jasne cele

    Umowa została zawarta z Booysen Family Trust (BFT) i Maranda Mining Company PTY LTD (MMC). To nie jest proste przejęcie, a misternie utkana struktura joint venture.

    Powstaną dwie spółki:

    1. Maranda Minerals Company PTY LTD – przejmie koncesje na wydobycie. W spółce tej 70% udziałów będzie miała Svea Mining Exploration PTY LTD (w której Bumech, przez swoją spółkę zależną SIST, ma 51%, a 49% MMC). Pozostałe 30% trafi do uprawnionych obywateli RPA, zgodnie z lokalną regulacją Broad-Based Black Economic Empowerment.
    2. Giyani Mining Exploration PTY LTD – przejmie operacyjne prowadzenie kopalni i infrastruktury. Tutaj SIST (Bumech) będzie miał 51% udziałów, a 49% BFT.

    „Transakcja została zaplanowana jako etapowy proces, obejmujący m.in. przejęcie aktywów, uporządkowanie struktury właścicielskiej oraz przygotowanie projektu do dalszego skalowania” – napisano w komunikacie.

    Ile to wszystko kosztuje?

    Łączna wartość transakcji to 60 mln randów (ok. 13 mln zł). Ale to dopiero początek wydatków. Na modernizację i zwiększenie wydajności kopalni w latach 2026-2028 Bumech zobowiązał się do wydania kolejnych ok. 120 mln randów (26 mln zł). Łącznie mówimy więc o nakładach rzędu 39 mln zł.

    Dla porównania, na koniec września ubiegłego roku spółka miała 11,8 mln zł płynnych środków finansowych.

    Ambitne plany na przyszłość

    Obecnie kopalnia może wydobyć i przetworzyć do 180 tysięcy ton rudy rocznie. Plany są jednak dużo śmielsze. Strony umowy zobowiązały się do przeprowadzenia pełnej inwentaryzacji geologicznej w standardzie JORC oraz inwestycji, które mają m.in.:

    • Zwiększyć zdolności wydobywcze kopalni Maranda.
    • Rozpocząć wydobycie ze złoża Burgersdorp.
    • Zwiększyć zdolności przetwórcze zakładu wzbogacania rud do 800 tys. ton rudy rocznie.

    Bumech, który na co dzień zajmuje się wydobyciem węgla w kopalni „Silesia” oraz produkcją maszyn górniczych, zdecydowanie poszerza więc swoje horyzonty. I wygląda na to, że inwestorzy w tę wizję uwierzyli.

  • Złoto w odwrocie: bezpieczna przystań stała się źródłem płynności?

    Złoto w odwrocie: bezpieczna przystań stała się źródłem płynności?

    Czy to możliwe, by złoto, tradycyjna bezpieczna przystań, zachowywało się wbrew logice podczas wojny? Od początku marca, czyli od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie, cena kruszcu spadła o około 20 proc. To jeden z największych miesięcznych spadków w historii.

    Główni sprzedający: banki centralne

    Głównym graczem napędzającym tę wyprzedaż jest Bank Centralny Turcji. W ciągu zaledwie dwóch tygodni od rozpoczęcia konfliktu sprzedał lub wykorzystał w operacjach swapowych około 60 ton złota o wartości ponad 8 mld dolarów. To największy tygodniowy spadek rezerw złota Turcji od sierpnia 2018 roku.

    Celem tych działań jest przede wszystkim obrona tureckiej liry oraz zapewnienie płynności w warunkach gwałtownego wzrostu kosztów energii wywołanego wojną.

    Kolejnym znaczącym sprzedawcą pozostaje Bank Rosji, który kontynuuje wyprzedaż złota głównie w celu finansowania wydatków budżetowych związanych z wojną w Ukrainie.

    Masowy exodus z funduszy ETF

    Ale to nie wszystko. Równolegle inwestorzy instytucjonalni i detaliczni masowo wycofują kapitał z funduszy ETF opartych na złocie. Szacunki wskazują na odpływy rzędu 8–11 mld dolarów w marcu. To jeden z największych miesięcznych odpływów w historii tej klasy aktywów.

    Emily Avioli, wiceprezes i strateg inwestycyjny w Merrill Lynch, analizuje ten paradoks. Jej zdaniem za przeceną stoją krótkoterminowe czynniki, a nie zmiany fundamentalne.

    Co naprawdę stoi za spadkiem?

    Avioli identyfikuje trzy główne mechanizmy. Po pierwsze, realizacja zysków po ogromnym rajdzie. Złoto rosło dynamicznie od 2022 roku, a w styczniu cena przekroczyła 5400 USD za uncję.

    Po drugie, wyczerpanie płynności instytucjonalnej. Gdy na początku konfliktu wzrosła awersja do ryzyka, zarządzający funduszami potrzebowali gotówki, sprzedając nawet aktywa „bezpieczne”.

    Po trzecie, umocnienie dolara. Od początku konfliktu inwestorzy masowo uciekali w stronę amerykańskiej waluty jako safe haven, co osłabiło relatywną atrakcyjność złota.

    Biorąc pod uwagę historyczną rolę złota jako środka wymiany i środka przechowywania wartości, tradycyjnie postrzegano je jako alternatywę dla dolara – mówi Emily Avioli z Merrill Lynch.

    Czy fundamenty są nadal silne?

    Merrill Lynch podkreśla, że strukturalne fundamenty złota pozostają nienaruszone. Mowa o wysokich deficytach fiskalnych, zakupach banków centralnych oraz długoterminowej słabości dolara.

    Banki centralne na całym świecie kontynuują dywersyfikację rezerw, zwiększając zasoby złota. Trend ten, zapoczątkowany po zamrożeniu rosyjskich rezerw w 2022 roku, nabrał trwałego charakteru.

    Kiedy odwrót?

    Analitycy Merrill Lynch spodziewają się powrotu popytu, gdy geopolityczna niepewność zacznie opadać. Gdy niepewność związana z konfliktem na Bliskim Wschodzie ustąpi, do głosu mają powrócić fundamenty: osłabienie dolara, zakupy banków centralnych i obawy fiskalne.

    Firma utrzymuje złoto jako strategiczny dywersyfikator portfela. Przecena o 16-20% boli, ale w kontekście rajdu z ostatnich dwóch lat – kiedy złoto wzrosło z około 1800 do ponad 5400 USD za uncję – wciąż pozostaje korektą w ramach silnego trendu.

    Mamy więc do czynienia z jedną z największych fal paniki na rynku złota w historii. Z jednej strony wynika ona z potrzeby zabezpieczenia własnych interesów w obliczu wybuchu wojny. Z drugiej to klasyczna realizacja zysków po wielomiesięcznym rajdzie cen.

    W efekcie złoto, tradycyjnie postrzegane jako bezpieczna przystań, tym razem stało się źródłem płynności w obliczu kryzysu. Ale czy na długo? Zdaniem analityków – nie.

  • Di Volio S.A. nabiera tempa: kolejne transakcje skupu akcji własnych na NewConnect

    Di Volio S.A. nabiera tempa: kolejne transakcje skupu akcji własnych na NewConnect

    Czy zarząd Di Volio S.A. wysyła inwestorom wyraźny sygnał? Firma z Krakowa kontynuuje realizację swojego programu skupu akcji własnych, a najnowsze dane pokazują, że proces nabiera tempa.

    Nowe transakcje, wyższe ceny

    Zgodnie z oficjalnymi komunikatami opublikowanymi przez portal Parkiet, zarząd spółki dokonał kolejnych zakupów. W pierwszym tygodniu akcji przybyło sporo!

    W okresie od 30 marca do 3 kwietnia 2026 roku na rynku NewConnect nabyto:

    • 110 akcji w dniu 30 marca po średniej cenie 3 233 zł za sztukę.
    • 1 932 akcje w dniu 31 marca po średniej cenie 3 200 zł za sztukę.

    To nie są pierwsze ruchy spółki w tym miesiącu. Wcześniej, 24 marca, Di Volio zakupiło 846 akcji po średniej cenie 2 900 zł.

    Zarząd Spółki informuje, iż będzie dalej realizował upoważnienie Walnego Zgromadzenia do nabycia 1 000 000 (jeden milion) sztuk akcji… w terminie do dnia 9 maja 2028 r.

    Portfel własnych akcji rośnie

    Każda taka transakcja zwiększa pulę akcji własnych, które firma trzyma w swoim skarbcu. I tu mamy konkretne liczby.

    Nowo nabyte akcje z ostatniego tygodnia stanowią 0,01% kapitału zakładowego i tyle samo głosów na Walnym Zgromadzeniu.

    Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej. Łącznie, po ostatnich transakcjach, Di Volio posiada już 72 672 własnych akcji. To daje 0,38% udziału w kapitale i prawie 0,38% głosów na WZA.

    Co ciekawe, średnia cena zakupu całego tego portfela wynosi 1 907 zł, co pokazuje, jak ceny transakcyjne ewoluowały w czasie.

    Cel jest jasno określony

    To nie są przypadkowe ruchy. Cały proces odbywa się w ramach programu zatwierdzonego przez Walne Zgromadzenie 9 maja 2025 roku. Cel jest ambitny i bardzo konkretny.

    Zarząd ma mandat na skup aż miliona akcji o łącznej wartości nominalnej 200 000 zł. Na realizację tego planu ma czas do 9 maja 2028 roku, chyba że wcześniej wyczerpie środki przeznaczone na ten cel.

    Spółka zobowiązała się też do regularnego informowania rynku. Zbiorcze dane o tygodniowych transakcjach będą publikowane w pierwszy poniedziałek po danym tygodniu, pod warunkiem, że choć jedna transakcja zostanie zawarta.

    Co to oznacza dla rynku?

    Skup akcji własnych to zawsze ważny komunikat. Di Volio S.A., działając na podstawie przyjętego regulaminu i uchwały WZA, konsekwentnie realizuje swój plan. Inwestorzy obserwujący NewConnect z pewnością zwrócili uwagę nie tylko na wolumen, ale i na ceny transakcyjne, które w ostatnich tygodniach wyraźnie przekraczały średnią historyczną zakupu.

    Czy to początek większej serii? Czy środki na skup wyczerpią się przed 2028 rokiem? Na te pytania odpowie tylko czas i kolejne oficjalne komunikaty spółki. Jedno jest pewne – zarząd Di Volio nie zwalnia tempa.

  • Kwota wolna od podatku do 60 tys. zł? Koalicjant rusza z projektem!

    Kwota wolna od podatku do 60 tys. zł? Koalicjant rusza z projektem!

    Czy obietnica wyborcza dotycząca podatków wreszcie nabierze realnych kształtów? Polski Stronnictwo Ludowe szykuje się do złożenia w Sejmie projektu, który ma podnieść kwotę wolną od podatku do 60 tysięcy złotych. I to nie od razu, ale w trzech etapach.

    Ruch koalicjanta

    Pod koniec marca Rada Naczelna PSL przyjęła uchwały rekomendujące klubowi parlamentarnemu złożenie kilku projektów ustaw. Jeden z nich dotyczy nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Poseł PSL Marek Sawicki zapowiedział, że projekt trafi do Sejmu już wkrótce.

    „Chcemy zrealizować jedną z obietnic Koalicji Obywatelskiej oraz premiera Donalda Tuska i wprowadzić kwotę wolną od podatku do 60 tys. złotych” – oświadczył Sawicki.

    Plan na trzy lata

    Tu pojawia się kluczowy szczegół. Podwyżka nie miałaby nastąpić z dnia na dzień. Ludowcy proponują stopniowe wprowadzanie zmian.

    „Chcemy to rozpisać na trzy lata: w pierwszym roku będzie to 35 tysięcy, w drugim 45 tysięcy, a w trzecim 60 tysięcy złotych” – dodał poseł PSL.

    To nie wszystko. Projekt zakłada również wprowadzenie emerytury bez podatku oraz powiązanie programu 800+ z kwotą wolną od podatku. Sawicki zapowiedział też złożenie innych projektów, m.in. dotyczącego zablokowania likwidacji spółdzielni mieszkaniowych.

    Obietnica premiera a budżetowa rzeczywistość

    Zwiększenie kwoty wolnej od podatku z 30 tys. zł do 60 tys. zł było jednym ze stu konkretów Koalicji Obywatelskiej przed wyborami w 2023 roku. Premier Donald Tusk wielokrotnie podkreślał swoje zaangażowanie w tę sprawę.

    „To jest moja twarda obietnica, że do końca tej kadencji (…) ma nastąpić podwyższenie kwoty wolnej” – mówił premier w maju ubiegłego roku.

    Zaznaczył jednak, że realizacja zależy od sytuacji deficytowej, aby nie przekroczyć granicy grożącej utratą środków europejskich.

    Minister finansów studzi emocje

    Pod koniec lipca ubiegłego roku minister finansów Andrzej Domański przedstawił mniej optymistyczną prognozę. Poinformował, że kwota wolna od podatku w wysokości 60 tys. zł nie zmieści się w budżecie na 2026 rok.

    Ale nie ma co tracić nadziei! Minister dodał jednocześnie, że resort finansów pracuje nad tym, by kwota wolna w wysokości 60 tys. zł weszła w życie.

    Projekt PSL to pierwszy konkretny krok legislacyjny, który ma na celu wypełnienie tej obietnicy. Teraz wszystko zależy od dalszej drogi parlamentarnej i… stanu budżetu. Będziemy śledzić rozwój sytuacji!

  • „Brama łez” w ogniu. Iran grozi zablokowaniem kluczowej cieśniny, a Huti już uderzyli

    „Brama łez” w ogniu. Iran grozi zablokowaniem kluczowej cieśniny, a Huti już uderzyli

    Co się stanie, gdy kolejna kluczowa arteria światowego handlu zostanie zablokowana? To nie jest już tylko hipotetyczne pytanie. Jemeńscy rebelianci Huti przystąpili do wojny na Bliskim Wschodzie po stronie Iranu, a Teheran otwarcie grozi zamknięciem strategicznej cieśniny Bab al-Mandab. Globalna gospodarka stoi przed widmem nowego, potężnego wstrząsu.

    Huti wchodzą do gry

    Ruch Huti z Jemenu otwarcie przyłączył się do konfliktu, wystrzeliwując pociski balistyczne w cele w Izraelu. Oświadczyli, że będą walczyć, dopóki agresja na Iran się nie zakończy. To posunięcie natychmiast postawiło w centrum uwagi cieśninę Bab al-Mandab („Brama łez”) u wybrzeży Jemenu.

    Dlaczego ten punkt na mapie jest tak newralgiczny? To kluczowa brama dla ruchu morskiego w kierunku Kanału Sueskiego.

    „Ich zaangażowanie grozi zaostrzeniem i tak już niestabilnej wojny, co będzie miało istotne konsekwencje dla stabilności regionalnej, handlu międzynarodowego i warunków humanitarnych” – powiedział Farea al-Muslimi, analityk ds. Jemenu w Chatham House, cytowany przez „FT”.

    Katastrofalne skutki dla gospodarki

    Blokada lub poważne zakłócenia w cieśninie Bab al-Mandab miałyby katastrofalne skutki dla światowej gospodarki. Szczególnie biorąc pod uwagę, że cieśnina Ormuz została już praktycznie zablokowana dla większości statków.

    Cieśnina Bab al-Mandab, położona między Jemenem a Rogiem Afryki, łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i Oceanem Indyjskim. Przepływa przez nią około 12% światowego handlu i znaczne ilości ropy naftowej i gazu.

    Zaangażowanie Huti grozi rozszerzeniem konfliktu, biorąc pod uwagę ich sprawdzoną zdolność do zakłócania szlaków żeglugowych wokół Półwyspu Arabskiego i na Morzu Czerwonym.

    Iran wyciąga kolejny as z rękawa

    Ale to nie wszystko. Wysoki rangą irański urzędnik ostrzegł agencję Reuters, że sojusznicy Iranu zablokują również cieśninę Bab al-Mandab, jeżeli sytuacja wymknie się spod kontroli.

    „Nie są prowadzone negocjacje z USA, które chcą, by Iran poddał się pod presją” – powiedział urzędnik. Dodał, że Waszyngton żąda otwarcia cieśniny Ormuz w zamian za „puste obietnice”.

    Źródło Reutersa poszło nawet dalej, grożąc, że jeżeli Stany Zjednoczone zaatakują irańskie elektrownie, „cały region i Arabia Saudyjska pogrążą się w całkowitej ciemności”.

    „Poważna i głęboko niepokojąca eskalacja”

    Ruch rebeliantów z Jemenu został określony jako „poważna i głęboko niepokojąca eskalacja”. Jak podkreślił analityk al-Muslimi, potencjalnego wpływu na kluczowe szlaki morskie, „zwłaszcza na Morzu Czerwonym i w cieśninie Bab al-Mandab, nie można przecenić”.

    Huti już wcześniej udowodnili swoją skuteczność. Po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. wystrzelili setki pocisków i dronów w kierunku Izraela i poważnie zakłócili przepływ towarów przez Morze Czerwone przez około dwa lata.

    Teraz, według doniesień Reutersa, są gotowi ponownie uderzyć na kluczowy szlak wodny w geście solidarności z Teheranem. Posunięcie to pogłębiłoby światowy kryzys naftowy i gospodarczy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie.

    Arabia Saudyjska w trybie awaryjnym

    W obliczu zamknięcia cieśniny Ormuz Arabia Saudyjska już uruchomiła plan awaryjny. Królestwo transportuje ropę rurociągiem do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, szukając alternatyw dla zablokowanych szlaków morskich.

    Wojna, która rozpoczęła się od ataku USA i Izraela na Iran 28 lutego, trwa już piąty tydzień. Jak podaje Business Insider Polska, powoduje ona największe w historii zakłócenia w dostawach energii, uderzając w globalną gospodarkę i podsycając obawy o inflację.

    Ruch na szlaku przez Bab al-Mandab jest od kilku lat ograniczony z powodu ataków sprzymierzonych z Iranem rebeliantów Huti. Teraz grozi mu całkowite sparaliżowanie. „Brama łez” może wkrótce zasłużyć na swoją nazwę w nowy, globalnie bolesny sposób.

  • Ultimatum Trumpa w akcji: Amerykańskie rakiety uderzają w kluczową irańską wyspę Chark

    Ultimatum Trumpa w akcji: Amerykańskie rakiety uderzają w kluczową irańską wyspę Chark

    Co się dzieje, gdy ultimatum mija, a strategiczna cieśnina pozostaje zamknięta? Amerykańskie siły pokazują, że ich słowa nie są pustymi groźbami, uderzając w samo serce irańskiego eksportu ropy.

    Wybuchy na kluczowej wyspie

    We wtorek na irańskiej wyspie Chark w Zatoce Perskiej słychać było wybuchy — przekazała półoficjalna agencja irańska Mehr, cytowana przez dpa. To nie są odgłosy ćwiczeń. To realny atak na wyspę, przez którą przechodzi około 90 proc. eksportu irańskiej ropy. Wyspa jest położona u południowo-zachodnich wybrzeży Iranu.

    Ale co dokładnie zostało trafione? Tutaj plotki i raporty nabierają tempa.

    Cel: doki, baza i lotnisko

    Według brytyjskiego dziennika „The Telegraph”, rakiety trafiły w dok, bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i lotnisko znajdujące się na tej kluczowej wyspie. Amerykański „Wall Street Journal” podaje jeszcze bardziej konkretne liczby: siły USA zaatakowały 50 celów wojskowych na wyspie Chark.

    Nie wiadomo, jakie cele na Chark są atakowane — podkreśla dpa.

    USA od początku podkreślały, że ich celem są wyłącznie obiekty militarne, a nie petrochemiczne. To ważne rozróżnienie w kontekście globalnych dostaw energii.

    Ostrzeżenie przed upływem ultimatum

    Timing tego ataku jest kluczowy. Do zdarzenia doszło na kilkanaście godzin przed upływem wyznaczonego przez prezydenta USA Donalda Trumpa ultimatum. W poniedziałek Trump zapowiedział, że jeśli do godziny 20 we wtorek (godzina 2 w środę czasu polskiego) nie zostanie otwarta zablokowana przez Iran cieśnina Ormuz, to kraj ten „nie będzie miał elektrowni, mostów i powróci do epoki kamienia łupanego”.

    Wtorkowe ataki na Chark można uznać za ostrzeżenie dla Teheranu, że Trump traktuje swoje groźby poważnie — podkreślił „The Telegraph”. To nie pierwszy raz, gdy wyspa jest pod ostrzałem.

    Powtórka z marca?

    Siły amerykańskie ostrzelały wyspę Chark już w połowie marca. Wtedy również USA podkreślały, że celem były wyłącznie obiekty militarne. W marcu media informowały, że prezydent USA Donald Trump rozważał atak na Chark. Spekulowały, że zajęcie wyspy mogłoby wywrzeć presję na Iran i zmusić go do ponownego otwarcia cieśniny Ormuz.

    I tu dochodzimy do sedna całego konfliktu.

    Źródło problemu: zablokowany Ormuz

    Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zablokował ruch statków przez Ormuz krótko po wybuchu wojny USA i Izraela z Iranem. Ta irańska blokada cieśniny, przez którą monarchie regionu Zatoki Perskiej eksportują ropę naftową i skroplony gaz ziemny, spowodowała już gwałtowny wzrost cen paliw na światowych rynkach.

    Presja rośnie, a zegar tyka. Atak na wyspę Chark to jasny sygnał, że Waszyngton nie zamierza czekać w nieskończoność. Globalny rynek energii wstrzymuje oddech, czekając na kolejny ruch Teheranu. Czy blokada zostanie zniesiona, zanim ultimatum wygaśnie? Odpowiedź może nadejść wraz z kolejnymi doniesieniami z Zatoki Perskiej.