Blog

  • SpaceX i Musk szykują rewolucję w AI. W grze kwoty, o których trudno mówić spokojnie

    SpaceX i Musk szykują rewolucję w AI. W grze kwoty, o których trudno mówić spokojnie

    Czy największe przejęcie w historii technologii może być dziełem firmy, której głównym celem jest podbój kosmosu? Wszystko wskazuje na to, że Elon Musk właśnie przenosi wyścig o sztuczną inteligencję na zupełnie nowy poziom, a stawką są dziesiątki miliardów dolarów.

    Według doniesień „New York Timesa”, SpaceX, należące do Elona Muska, prowadzi zaawansowane rozmowy ze start-upem Cursor. Rozważane są dwie opcje: pełne przejęcie firmy jeszcze w tym roku lub wspólna inwestycja o wartości 10 miliardów dolarów. Niektóre źródła, jak Comparic.pl, mówią nawet o potencjalnej wycenie przejęcia na zawrotne 60 miliardów dolarów.

    Kluczowy moment dla Muska i SpaceX

    To nie jest przypadkowa inwestycja. Decyzja zapada w niezwykle ważnym momencie dla SpaceX, które przygotowuje się do debiutu giełdowego. Wejście na giełdę może nastąpić już w czerwcu, choć nie jest jasne, czy transakcja z Cursor odbędzie się przed, czy po tej historycznej ofercie publicznej. Włączenie zaawansowanej technologii AI do portfolio ma jeden nadrzędny cel: podbicie wyceny SpaceX przed wejściem na rynek publiczny.

    Przedsiębiorca od dawna podkreśla, że rozwój sztucznej inteligencji i eksploracja kosmosu są ze sobą ściśle powiązane.

    Dlaczego akurat Cursor?

    Cursor to nie byle jaki start-up. Założony w 2022 roku przez absolwentów MIT, specjalizuje się w tworzeniu narzędzi do pisania kodu wspomaganych przez AI. W ciągu niespełna dwóch lat firma osiągnęła 100 milionów dolarów rocznego przychodu i pozyskała 3,4 miliarda dolarów od funduszy venture capital.

    Ale to nie tylko kwestia finansów. Cursor stał się symbolem nowej fali w programowaniu, tzw. „vibe coding”, gdzie aplikacje tworzy się niemal wyłącznie komendami w języku naturalnym. Analizy rynkowe wskazują, że kodowanie jest obecnie dominującym przypadkiem użycia AI, wyprzedzając inne zastosowania o cały rząd wielkości.

    Moc obliczeniowa jako klucz do sukcesu

    Tu pojawia się kluczowy element układanki – infrastruktura. Jak zauważył „NYT”, ograniczony dostęp do mocy obliczeniowej stanowił barierę w rozwoju Cursora. Współpraca z SpaceX i xAI ma to zmienić.

    SpaceX, poprzez posiadane xAI, ma dostęp do Colossusa – jednego z najpotężniejszych superkomputerów na świecie, zlokalizowanego w ogromnym centrum danych w Memphis w stanie Tennessee. Colossus składa się z dziesiątek tysięcy procesorów graficznych (GPU). Dzięki tej transakcji, ta niesamowita moc zostanie zaprzęgnięta do budowy własnego, autorskiego modelu generatywnego do kodowania dla Cursora.

    Koniec z blitzscalingiem, czas na klientów biznesowych

    Musk zdaje się porzucać strategię „blitzscalingu”, czyli błyskawicznego zdobywania rynku kosztem rentowności, która w świecie AI okazuje się zawodna. Zamiast walczyć o miliony użytkowników płacących drobne kwoty, jak to robi OpenAI z ChatGPT, SpaceX celuje w klientów biznesowych.

    Dlaczego? Klient korporacyjny (np. ChatGPT Enterprise) płaci od 45 do 75 dolarów miesięcznie za użytkownika. Przy minimalnych zamówieniach, jedna średnia firma może generować blisko 100 000 dolarów rocznego przychodu. Pojedynczy konsument to w tym samym czasie jedynie 240 dolarów rocznie.

    Wyścig z gigantami

    To także ruch strategiczny w wyścigu z konkurencją. Rosnąca presja ze strony OpenAI czy Anthropic, które same oferują narzędzia dla programistów, wywierała presję na Cursor. Partnerstwo z SpaceX ma pozwolić na bezpośrednie starcie, np. z Anthropic, którego przychody wzrosły dwukrotnie między lutym a kwietniem 2026 roku, osiągając 30 miliardów dolarów, głównie dzięki popularności Claude Code.

    Elon Musk, który współtworzył OpenAI, a później założył xAI, rozwija projekty takie jak chatbot Grok czy koncepcje kosmicznych centrów danych. Teraz, z Cursorem i potęgą Colossusa, może być o krok bliżej realizacji swojej wizji, w której AI i podbój kosmosu idą w parze. Rynek technologiczny wstrzymuje oddech.

  • Bańka AI czy nowa rzeczywistość? Prawie połowa centrów danych w USA opóźniona

    Bańka AI czy nowa rzeczywistość? Prawie połowa centrów danych w USA opóźniona

    Rynek ma poważny problem z rozróżnieniem rzeczywistości od marzeń. Oto najnowsze sygnały, które każą zadać pytanie: czy hossa napędzana sztuczną inteligencją to bańka, która lada moment pęknie?

    Prawie połowa planowanych centrów danych w USA opóźniona lub anulowana

    Zacznijmy od twardych danych. Bloomberg podaje, że niemal połowa centrów danych planowanych w Stanach Zjednoczonych jest obecnie opóźniona lub całkowicie anulowana. Główny powód? Wąskie gardła w imporcie kluczowych komponentów i elektroniki – przede wszystkim z Chin.

    Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak zwracają uwagę eksperci z Parkiet.com, problemy z podzespołami i materiałami to jedno, ale fundamentalne pytania dotyczą samej opłacalności miliardowych inwestycji w AI. Coraz częściej słychać głosy, że tezy biznesowe uzasadniające gigantyczne nakłady na rozwój infrastruktury AI mają coraz mniejsze umocowanie w rzeczywistości.

    Rynek w równoległym wszechświecie

    Tymczasem na giełdach dzieje się coś zaskakującego. Mimo wojny na Bliskim Wschodzie, szoków naftowych i dziesiątek tysięcy zwolnień, rynek akcji zdaje się być w swoim własnym świecie. Erik Gordon, profesor przedsiębiorczości i ekspert rynkowy, w rozmowie z Business Insiderem nie zostawia na inwestorach suchej nitki.

    Rynek wzrusza ramionami na wojnę na Bliskim Wschodzie, inflację, szalone ceny ropy i dziesiątki tysięcy zwolnień.

    Jego zdaniem rynek stworzył własny wszechświat, w którym jedynymi realnymi rzeczami są firmy mające „AI” w nazwie. To niebezpieczne oderwanie od rzeczywistości, które – jak ostrzega gorąco – może skończyć się bolesną korektą.

    Narracja coraz bardziej przypomina obietnice Muska

    Co gorsza, historia się powtarza. ChatGPT jest z nami od ponad trzech lat, a z każdą nową wersją popularnych chatbotów obserwujemy coraz bardziej alarmistyczną narrację. Zmiany w modelach są coraz bardziej kosmetyczne, a atmosfera wokół kolejnych premier przypomina raczej marketingowy spektakl niż prawdziwy przełom.

    Pojawia się też coraz więcej pytań o tzw. „Claude Mythos” – rzekomo rewolucyjny model AI, o którym dowiedzieliśmy się początkowo z wycieku danych. Eksperci z Parkiet.com wskazują, że jeśli do wycieku faktycznie doszło, to zdolności modelu nie pokrywają się z obietnicami firmy. Jeśli wyciek był kontrolowany, to mamy do czynienia z próbą sterowania sentymentem. W obu przypadkach budzi to poważne wątpliwości etyczne i biznesowe.

    AI spala miliardy, a pracowników nie ubywa

    Kolejny ciekawy paradoks: w amerykańskich spółkach technologicznych słyszymy o „fali zwolnień w AI” przynajmniej raz w tygodniu. A jednak, jak wynika z danych w publikacjach 10‑Q i 10‑K składanych do SEC, deklarowana liczba pracowników w większości z tych firm nie spada, a często nawet rośnie.

    To dobitnie pokazuje, że narracja liderów AI coraz bardziej przypomina obietnice Elona Muska dotyczące Hyperloopa czy kolonii na Marsie. Z tą różnicą, że Tesla i SpaceX zarabiają na siebie – a firmy AI wciąż przepalają miliardy dolarów rocznie, bez perspektyw na szybką poprawę rentowności.

    Czy to już pękanie bańki?

    Opóźnienia centrów danych, rosnące koszty komponentów, coraz bardziej oderwana od fundamentów wycena spółek AI – to wszystko składa się na obraz rynku, który może być bliski poważnego przewartościowania.

    Kamil Szczepański, analityk rynków finansowych XTB, ostrzega, że jeśli wyceny będą musiały ostatecznie zmierzyć się z rzeczywistością, ryzyko głębokiej korekty jest bardzo realne. A na razie – jak wskazuje Erik Gordon – inwestorzy wolą udawać, że żadne zagrożenia nie istnieją.

    Czy ta bańka pęknie? Odpowiedź poznamy prawdopodobnie szybciej, niż wielu by chciało.

  • Chiny wygrywają na wojnie w Iranie? Nobel z ekonomii nie ma wątpliwości

    Chiny wygrywają na wojnie w Iranie? Nobel z ekonomii nie ma wątpliwości

    Czy konflikt na Bliskim Wschodzie może na stałe zmienić globalny układ sił w energetyce? Według laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Paula Krugmana – tak, a największym beneficjentem będą… Chiny.

    Dlaczego Chiny zyskują na kryzysie?

    Wojna USA i Izraela z Iranem doprowadziła do blokady Cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku transportowego, przez który płynie około 20 proc. światowej ropy i 25 proc. skroplonego gazu ziemnego. Skutek? Gwałtowny wzrost cen paliw kopalnych, który zmusza państwa na całym świecie do szukania alternatyw.

    A tu właśnie pojawiają się Chiny. Krugman, pisząc na swoim blogu na Substack, wprost stwierdza, że „największym geopolitycznym zwycięzcą niechęci Trumpa do rewolucji energetycznej będą Chiny, które dominują w produkcji infrastruktury odnawialnych źródeł energii”.

    Bezkonkurencyjna przewaga w elektrotechnice

    Krugman podkreśla, że Chiny mają bezkonkurencyjną pozycję w dziedzinie, którą nazywa „elektrotechniką” – a więc w produkcji paneli słonecznych, turbin wiatrowych, baterii i pojazdów elektrycznych. To właśnie „sedno rewolucji energetycznej”.

    Ekonomista odpiera też zarzuty, jakoby Chiny tylko produkowały i eksportowały technologie OZE, ale same ich nie wykorzystywały. Wskazuje na dynamiczny wzrost zużycia czystej energii w samych Chinach.

    „Dzięki obecnej dominacji w elektrotechnice Chiny zdobywają doświadczenie i wiedzę, a w tym obszarze obecnie żadne inne państwo nie może im dorównać” – napisał Krugman.

    Rekordowy eksport fotowoltaiki – liczby mówią same za siebie

    A ta dominacja widać już w twardych danych. Jak podaje japoński Nikkei Asia, powołując się na dane think tanku Ember, eksport chińskich urządzeń fotowoltaicznych w marcu 2026 roku osiągnął 68 GW. To odpowiednik całkowitej mocy zainstalowanej w Hiszpanii – europejskiego lidera OZE.

    I to nie wszystko: w marcu 50 krajów pobiło historyczne rekordy w imporcie chińskiej fotowoltaiki, a kolejne 60 odnotowało najwyższy poziom od sześciu miesięcy. Szczególnie widać to w Azji, gdzie eksport chińskich technologii fotowoltaicznych wzrósł dwukrotnie – do 39 GW. Główni odbiorcy? Indie, Malezja, Japonia i Laos.

    Wojna podbija ceny, ale nie wszędzie popyt

    Analityk brytyjskiego think tanku Euan Graham zwraca uwagę, że to właśnie ostatnie skoki cen ropy i gazu, wywołane blokadą Cieśniny Ormuz, napędzają popyt na zieloną energię. Co ciekawe, na Bliskim Wschodzie wzrostów nie widać – wojna po prostu wyhamowała tam handel.

    A co z resztą chińskiego eksportu? Japoński portal Nikkei Asia zauważa, że fotowoltaika jest tu wyjątkiem – eksport ogólnie maleje, ale w OZE rośnie. I jest jeszcze jeden kluczowy atut: Chiny wykorzystują jedynie 40 proc. swoich mocy produkcyjnych w tej branży, więc mają gigantyczny bufor, by zaspokoić każdy wzrost popytu.

    Ironia losu: przez wojnę przewaga Chin może stać się trwała

    Krugman nie szczędzi gorzkich słów pod adresem USA. Prezydent Donald Trump wielokrotnie mówił o utrzymaniu amerykańskiego przywództwa, ale zdaniem noblisty wojna z Iranem przynosi odwrotny skutek – osłabia zaufanie do Stanów i popycha inne kraje w stronę chińskiego rynku.

    Jego konkluzja jest brutalna dla zwolenników paliw kopalnych:

    „Kiedy Ameryka – jeśli w ogóle – uwolni się od obsesji na punkcie paliw kopalnych, przewaga Chin w produkcji odnawialnych źródeł energii będzie już nie do nadrobienia”.

    Krugman dodaje też, że przyszłość energetyczna kreowana przez Chiny nadejdzie szybciej właśnie dzięki „katastrofie w Iranie”.

    Co to oznacza dla globalnej gospodarki?

    Konflikt, który miał zdestabilizować rynki, paradoksalnie przyspiesza transformację energetyczną i umacnia pozycję Państwa Środka. Chiny nie tylko są gotowe na rewolucję OZE – one już w niej przewodzą, a wojna w Iranie tylko pogłębia tę przewagę.

  • Revolut a komornik i fiskus: czy Twoje pieniądze są naprawdę bezpieczne?

    Revolut a komornik i fiskus: czy Twoje pieniądze są naprawdę bezpieczne?

    Myślisz, że trzymanie kasy w Revolucie to świetny sposób, żeby zniknąć z radaru komornika albo urzędu skarbowego? Czas rozwiać te wątpliwości. Sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

    Komornik a Revolut: czy widzi Twoje konto?

    Revolut, jako zagraniczna instytucja finansowa, nie jest obecnie objęty polskim systemem OGNIVO. To elektroniczne narzędzie, które – jak wyjaśnia serwis Infor.pl – służy do wymiany informacji między bankami i SKOK-ami a organami egzekucyjnymi. Dzięki niemu komornicy mogą szybko ustalić, w których polskich bankach dłużnik posiada rachunki.

    Skoro Revolut nie ma siedziby ani oddziału w Polsce, nie figuruje w OGNIVO. Oznacza to, że komornik nie widzi automatycznie środków zgromadzonych na koncie w tym fintechu. Samo Ministerstwo Finansów przyznaje, że środki na zagranicznych rachunkach nie podlegają standardowemu mechanizmowi zajęcia.

    Ale uwaga! To nie jest całkowita niewidzialność

    Nie daj się zwieść. Jak podkreśla serwis Infor.pl, brak automatycznego dostępu nie oznacza, że pieniądze są całkowicie bezpieczne. Jeśli komornik uzyska numer Twojego rachunku i odpowiednią podstawę prawną, może próbować zająć środki – tyle że procedura będzie bardziej skomplikowana i wymaga współpracy międzynarodowej.

    Każda sprawa związana z egzekucją długu jest rozpatrywana indywidualnie. Revolut nie stanowi gwarancji ochrony przed odpowiedzialnością finansową.

    Fiskus też Cię widzi – rozwiewamy mit

    Wielu użytkowników wierzy, że skoro Revolut to zagraniczna usługa, polski fiskus nie ma do niej dostępu. To błędne myślenie. Jak przypomina serwis Bankier.pl, od 2022 roku Revolut działa na podstawie litewskiej licencji bankowej i podlega unijnym regulacjom.

    Oznacza to, że musi raportować dane o polskich rezydentach podatkowych do litewskich organów, które następnie przekazują je polskiemu fiskusowi. Dotyczy to m.in. salda konta, dochodów z inwestycji, a nawet historii transakcji.

    Coroczne raporty i szczegółowe informacje

    Co istotne, Revolut przekazuje coroczne raporty o kontach polskich rezydentów. W przypadku podejrzenia nieprawidłowości polski urząd skarbowy może uzyskać takie informacje jak: potwierdzenie posiadania konta, dane o dochodach (w tym odsetkach), saldo konta oraz historię transakcji.

    Fiskus nie ma co prawda stałego, bezpośredniego wglądu do kont Revolut, ale w razie potrzeby może zdobyć szczegółowe dane – podobnie jak z każdego innego banku w UE.

    Podsumowanie: mit o bezpiecznej przystani

    Jak podkreśla serwis Bankier.pl, ukrywanie dochodów na Revolucie to mit. Banki w UE – w tym Revolut – muszą raportować dane podatkowe. Próba zatajenia środków może skończyć się kontrolą skarbową i poważnymi konsekwencjami prawnymi.

    Na koniec ciekawostka: nieoficjalne doniesienia wskazują, że Revolut chce otworzyć swoje biuro w Polsce. Jeśli do tego dojdzie, egzekwowanie należności z kont polskich klientów fintechu stanie się znacznie łatwiejsze. Póki co, pamiętaj – pieniądze na Revolucie nie są całkowicie poza zasięgiem komornika ani fiskusa.

  • Panama zarabia miliony na chaosie w Ormuz. Ostatecznie zapłacimy za to w sklepach

    Panama zarabia miliony na chaosie w Ormuz. Ostatecznie zapłacimy za to w sklepach

    Jak długo jeszcze będziemy płacić za zakłócenia na Bliskim Wschodzie? Globalny kryzys transportowy, który rozpoczął się w lutym, właśnie znalazł kolejną, bardzo drogą ofiarę – nasze portfele. Tutaj nie ma wątpliwości: ceny produktów w sklepach będą musiały wzrosnąć.

    Desperacja przewoźników = rekordowe zarobki Panamy

    Blokada strategicznej cieśniny Ormuz trwa już od blisko dwóch miesięcy. To bezpośredni efekt wydarzeń z 28 lutego, kiedy siły USA i Izraela zaatakowały Iran. Teheran w odwecie uderzył w państwa Zatoki Perskiej i praktycznie zamknął ten kluczowy szlak.

    Sytuację pogorszyła decyzja Waszyngtonu o zablokowaniu irańskich portów. Mimo że obecnie obowiązuje zawieszenie broni, powrót do normalności wydaje się odległą perspektywą.

    Kraje azjatyckie, najbardziej dotknięte kryzysem, desperacko szukają nowych źródeł zaopatrzenia w ropę i gaz oraz alternatywnych szlaków morskich. Firmy transportowe, chcąc ominąć zablokowane trasy, masowo kierują swoje jednostki w stronę Ameryki Środkowej.

    Efekt? Administracja Kanału Panamskiego drastycznie podniosła opłaty.

    Dziesięciokrotny wzrost kosztów, który uderzy w każdego

    Here’s the kicker: obecnie za przepłynięcie jednego statku przedsiębiorstwa muszą zapłacić nawet 4 miliony dol.. To nie jest przesada.

    Jeszcze niedawno ta sama usługa kosztowała średnio od 300 do 400 tys. dolarów. Oznacza to dziesięciokrotny wzrost kosztów, który ostatecznie zostanie przerzucony na barki konsumentów na całym świecie. Potwierdziła to sama Administracja Kanału Panamskiego, informację podało radio France Info.

    Skutki są już druzgoczące dla gospodarki

    Ormuz nie był tylko szlakiem dla surowców. Przez tę cieśninę przechodziła około jedna piąta światowej ropy i LNG. Szlak ten służył też do transportu od 20 do nawet 45 proc. kluczowych środków produkcji rolno-spożywczej.

    Utrudnienia w tranzycie przez cieśninę Ormuz spowodowały już znaczący wzrost cen paliw i nawozów na rynkach światowych. To przekłada się na koszty produkcji, a finalnie – na ceny w sklepach.

    W standardowych warunkach przez Kanał Panamski przepływa około 6 procent towarów w handlu światowym. Teraz ten procent kosztuje wielokrotnie więcej.

    But wait, there’s more…

    Paraliż handlu to bezpośredni efekt wydarzeń z 28 lutego.

    Każdy dzień trwania tego kryzysu oznacza kolejne miliony dolarów dodatkowych kosztów dla logistyki globalnej i kolejne punkty procentowe na naszych rachunkach. Panama zarabia krocie na chaosie, ale ostatecznym beneficjentem tej sytuacji nie będzie żaden kraj – tylko inflacja.

  • Czy 2 biliony złotych mogą zmienić Polskę? Morawiecki i Kaczyński prezentują nową strategię gospodarczą

    Czy 2 biliony złotych mogą zmienić Polskę? Morawiecki i Kaczyński prezentują nową strategię gospodarczą

    Polska dysponuje prawie 3,6 bilionami złotych oszczędności prywatnych, ale poziom inwestycji pozostaje poniżej średniej UE. Jak przekuć tę potencjał w konkretną siłę gospodarczą i suwerenność? Nie tylko zwiększyć PKB, ale budować narodowe zasoby – takie jest przesłanie nowego programu gospodarczego przedstawionego przez Mateusza Morawieckiego.

    Program, opublikowany jako raport „Powered by Poland”, nie jest tylko teorią. To sześć konkretnych filarów mających przekształcić Polskę z „zależnej gospodarki rynkowej” w „gospodarkę suwerenną, zdolną akumulować kapitał, know-how i własność intelektualną” – czytamy w dokumencie.

    Filar 1: Mobilizacja krajowego kapitału

    Jak przekonać Polaków do większego inwestowania? Raport proponuje szereg atrakcyjnych ulg i programów:

    IP Box+ – 4% CIT/PIT przez pięć lat dla technologii, AI i patentów rozwijanych w Polsce.

    Super-ulga 200% – podwójne odliczenie kosztów na robotyzację, automatyzację i sztuczną inteligencję.

    — Rozszerzona ulga B+R obejmująca także prototypy i wdrożenia przemysłowe.

    Refundacja dla startupów – do 40% kosztów B+R refundowanych kwartalnie.

    System gwarancji państwowych dla wysokoryzykowych projektów w sektorach strategicznych.

    Nie mniej ważne są ulgi na zatrudnianie talentów technologicznych oraz zwrotne ulgi inwestycyjne powiązane z konkretnymi efektami, jak wzrost eksportu.

    Filar 2: Zamówienia publiczne dla polskiego przemysłu

    Strategia proponuje nacjonalizację strumienia zamówień publicznych. Spółki Skarbu Państwa powinny maksymalizować udział polskiego kapitału i skracać łańcuchy dostaw do poziomu krajowego.

    A tutaj pojawia się kluczowy argument Mateusza Morawieckiego, który wybrzmiewał również w jego nowszych wypowiedziach: wydatki na obronność sięgające 4–5% PKB nie mogą być tylko zakupem gotowego sprzętu.

    „Jeśli nie podejdziemy na poważnie do budowania polskiego zasobu w dłuższej perspektywie, to będziemy niestety nie tylko bardzo mocno opóźnieni w rozwoju” – wskazał były premier.

    I dodał konkret: w ciągu najbliższych 10 lat Polska może wydać na obronność około 2 bilionów złotych. Według Morawieckiego, około 85% tego budżetu powinno być wydawane w Polsce, w polski prywatny przemysł zbrojeniowy. To stało się kołem zamachowym dla sektora dual-use.

    Filar 3: Tania i stabilna energia

    Sektor produkcyjny potrzebuje taniej energii. Raport proponuje obniżenie jej kosztów o co najmniej 30%, rewizję systemu EU ETS oraz stworzenie Specjalnych Stref Energetycznych dla przemysłu energochłonnego.

    Kluczowe są długoterminowe kontrakty (CfD/CCfD) stabilizujące ceny oraz rozwój energetyki jądrowej, SMR i krajowych OZE.

    Filar 4: Przyspieszenie procedur – śmiertelny wróg inwestycji

    Tu strategia mówi jasno: radykalne przyspieszenie. Rozszerzenie zasady „milczącej zgody”, wiążące terminy dla urzędów, jedno okienko inwestycyjne oraz pełna cyfryzacja.

    Mateusz Morawiecki podkreślił to także osobiście: tempo podejmowania decyzji jest kluczowe dla przewagi konkurencyjnej, szczególnie w sektorach zaawansowanych technologii.

    Filar 5: Przedefiniowanie polityki inwestycyjnej

    Pomysł jest prosty: przejść od szerokich ulg do grantów gotówkowych i ulg powiązanych z efektami. Warunkowość wsparcia dla inwestorów zagranicznych: dostęp do pomocy publicznej w zamian za realny udział polskich firm w łańcuchu dostaw.

    Filar 6: Przemysł obronny jako filar gospodarki

    Strategia nakreśla trzy kierunki: polonizacja zakupów (twarde wymagania udziału polskiego przemysłu), model ekosystemu PGZ + silny sektor prywatny oraz realny offset i transfer technologii przy zakupach zagranicznych.

    Suwerenność informacyjna – cel nadrzędny

    Raport „Powered by Poland” znajduje silne echo w słowach Jarosława Kaczyńskiego, który w ostatnich dniach mówił o koniecznej „przebudowie ustroju” dla rozwoju gospodarczego.

    Kaczyński wskazał również, że dla zapewnienia Polsce „gospodarczej przyszłości”, konieczne jest zdobycie najważniejszych kwalifikacji w najnowocześniejszych działach gospodarki, takich jak sztuczna inteligencja, oraz stworzenie przesłanki do „suwerenności informacyjnej”, w tym tworzenie chmur obliczeniowych i platform.

    „W tej sferze – jak mówił – 'jesteśmy zupełnie uzależnieni od czynników zewnętrznych, co ma rozległe skutki w najróżniejszych dziedzinach’” – relacjonuje Biznes.interia.pl.

    Czy to wystarczy?

    Program „Powered by Poland” jest ambitny i konkretny. Łączy finansowe instrumenty (ulgi, gwarancje) z strategicznym kierunkowaniem potężnych strumieni pieniędzy (zamówienia publiczne, budżet obronny). Wszystko to ma jeden cel: przejście od modelu zależności do gospodarki suwerennej. Czy te propozycje mogą przekuć potencjał polskich oszczędności w realną siłę? Czas pokaże, ale wizja jest już na papierze.

  • Carrefour kurczy się w Polsce. 73 sklepy zniknęły w rok, a wyniki nie napawają optymizmem

    Carrefour kurczy się w Polsce. 73 sklepy zniknęły w rok, a wyniki nie napawają optymizmem

    Czy to już początek końca Carrefoura nad Wisłą? Francuski gigant handlowy nie ma łatwego życia w Polsce. Najnowsze dane są bezlitosne: w ciągu roku z mapy zniknęły 73 sklepy sieci, a wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku potwierdzają, że Polska pozostaje jednym z najsłabszych ogniw w grupie.

    704 sklepy i spadająca sprzedaż

    Na koniec marca 2026 roku Carrefour miał w Polsce 704 placówki. Rok wcześniej było ich 777. To jasny sygnał, że sieć się kurczy. Co gorsza, nie chodzi tylko o liczbę sklepów – pogorszyły się też wyniki finansowe.

    Sprzedaż porównywalna (LFL) spadła o 2,9 proc., a wartość sprzedaży wyniosła 548 mln euro. W ujęciu organicznym spadek sięgnął aż 4,3 proc. Carrefour przyznaje wprost: w kraju widoczne są pogarszające się nastroje konsumenckie.

    Europa patrzy na Belgię, a w tle Polska

    To nie są odosobnione problemy. Carrefour od jakiegoś czasu analizuje sprzedaż części swoich biznesów w Europie. Najbardziej zaawansowane rozmowy dotyczą Belgii – zainteresowanie tamtejszym oddziałem wyraził niemiecki fundusz Aurelius.

    Zmiany wpisują się w szerszą strategię Carrefoura. Firma chce skoncentrować się na trzech kluczowych rynkach – Francji, Hiszpanii i Brazylii, które generują większość przychodów i zysków operacyjnych.

    Pozostałe kraje, w tym Polska, trafiły do kategorii rynków „do rozważenia”. Oznacza to, że w grę wchodzą różne scenariusze – od dalszego rozwoju po częściową lub całkowitą sprzedaż biznesu.

    Kto może przejąć Carrefoura w Polsce?

    W przypadku ewentualnej sprzedaży nie brakuje potencjalnych zainteresowanych. Wśród nich wymienia się m.in. właściciela Biedronki, choć spółka nie komentuje oficjalnie takich planów. Żabka podchodzi do sprawy z dystansem i nie widzi istotnego wpływu zmian na rynek w krótkim terminie.

    W grze pojawia się także ukraińska grupa Fozzy, która już testuje swoją obecność w Polsce. Jednocześnie państwowa Krajowa Grupa Spożywcza wykluczyła udział w ewentualnym przejęciu.

    Na razie bez decyzji

    Władze Carrefoura przyznają, że analizowały różne scenariusze, ale dotychczasowe oferty nie spełniały ich oczekiwań. Decyzje dotyczące Belgii mogą być jednak sygnałem, że proces zmian przyspiesza. Jeśli dojdzie do sprzedaży, kolejne rynki – w tym Polska – mogą znaleźć się w centrum uwagi inwestorów.

    Prezes grupy Alexandre Bompard ocenił globalne wyniki jako dobre, podkreślając, że firma realizuje strategię Carrefour 2030 i poprawia swoją konkurencyjność. Jednocześnie zaznaczył, że koncern nie widzi istotnego wpływu napięć na Bliskim Wschodzie na swoją działalność i podtrzymuje cele finansowe na 2026 rok.

    Póki co, klienci w Polsce mogą spodziewać się dalszych zmian. Carrefour wciąż ma w kraju 94 hipermarkety, 141 supermarketów, 463 sklepy convenience oraz 6 placówek typu soft dyskont. Jednak przy obecnym tempie spadku liczby sklepów i słabnących wynikach, francuski gigant będzie musiał wkrótce podjąć trudne decyzje.

  • KGHM wraca do gry! Gigant srebra po 40% załamaniu gotowy na nowe rekordy?

    KGHM wraca do gry! Gigant srebra po 40% załamaniu gotowy na nowe rekordy?

    Czy to już koniec paniki na GPW? Akcje KGHM, które w ostatnich tygodniach przeżyły prawdziwy rollercoaster, wracają do łask inwestorów. Po spektakularnym wzroście i równie gwałtownym spadku, polski gigant surowcowy znów pokazuje pazur.

    Kursowa huśtawka, jakiej dawno nie było

    Akcjonariusze KGHM nie mogą narzekać na brak emocji. Tylko od września 2025 r. kurs giganta wzrósł o blisko 200%, aby następnie, licząc od historycznego szczytu, przecenić się o blisko 40%. To efekt szaleństwa na rynku metali szlachetnych, które napędzało i hamowało notowania spółki.

    Zarówno szalone wzrosty, jak i paniczna wyprzedaż były spowodowane sytuacją na rynku surowcowym. Złoto, srebro i miedź w ostatnich dniach były niezwykle zmienne. Ale wygląda na to, że po gwałtownej przecenie na rynek wracają kupujący.

    „Żeby uspokoić nieco panikę, warto zerknąć na wykres kontraktów na miedź. Tu podobne 'załamania’ pojawiają się dość cyklicznie. Wcześniejsze krachy sięgały około 25% – teraz mamy 'tylko’ 15% spadek” – wskazuje analityk Łukasz Nowacki.

    Siła tkwi w fundamentach: drugi producent srebra na świecie!

    O co tyle hałasu? O potęgę, którą wielu mogło przeoczyć. Mimo ostatniego cofnięcia, gigant wciąż ma wiele do zaoferowania. I to na skalę światową.

    Według najnowszego rankingu „World Silver Survey 2026” wydanego przez The Silver Institute, grupa kapitałowa KGHM była w ubiegłym roku drugim największym producentem srebra na świecie. Pozyskała 1347 ton (43,3 mln uncji) tego metalu.

    Co więcej, KGHM dysponuje największą kopalnią srebra na świecie – pod tym pojęciem instytut rozumie wszystkie kopalnie koncernu w Polsce. W ubiegłym roku pozyskano z nich 41,1 mln uncji srebra.

    A to nie wszystko! Od 2024 roku KGHM nie tylko wydobywa, ale także produkuje sztabki złota. Roczna produkcja przekracza 2 tony, co czyni spółkę wyjątkową na europejskim rynku.

    Prognozy: zyski mają poszybować, ale co z cenami metali?

    Aktualne prognozy dla kursu akcji KGHM pokazują bardzo pozytywny sentyment. Konsensus analityków wciąż zakłada dalsze umocnienie kursu, z rozpiętością prognoz od ok. 155 zł do 360 zł.

    Na ten moment inwestorzy zdają się wyceniać scenariusz dalszej poprawy fundamentów KGHM. Ale kluczowe będą ceny surowców.

    Analityk Jakub Szkopek z Erste Securities Polska szacuje, że w tym roku średnia rynkowa cena srebra będzie oscylować w pobliżu 80 USD za uncję (w przyszłym 60 USD). Dla porównania, średnia ubiegłoroczna wynosiła 40 USD, a rekord z końca stycznia tego roku to ponad 115 USD. Obecnie kurs to ponad 77 USD.

    Jeśli chodzi o miedź, analityk szacuje, że w tym roku jej średnia cena wyniesie około 12 tys. USD za tonę (obecnie przekracza 13,3 tys. USD).

    Mocny wynik kwartalny już za rogiem?

    I tu dochodzimy do najciekawszego. Mimo prognozowanych spadków cen kluczowych metali, lubiński koncern ma zanotować ponadprzeciętne zyski.

    „W samym I kwartale zysk EBITDA grupy może przekroczyć 4,9 mld zł, wobec niespełna 2,5 mld zł rok wcześniej. W mojej ocenie rynek taką wartość uwzględnia już w kursie akcji spółki” – mówi Jakub Szkopek.

    W całym 2026 roku szacuje on skonsolidowany zysk EBITDA koncernu na poziomie 16,6 mld zł. Dla porównania, w 2025 roku wyniósł on niespełna 10,3 mld zł.

    Warto dodać, że sam analityk w ostatniej analizie (z 10 lutego) rekomenduje sprzedaż akcji KGHM, wyceniając je na 245,3 zł. W środę na otwarciu sesji kosztowały one 325 zł.

    KGHM wyróżnia się na tle zagranicznych konkurentów szerszą dywersyfikacją (miedź, srebro, złoto, molibden) i bezkonkurencyjną skalą produkcji srebra. Rynek wyprzedza analityków, a kolejne aktualizacje rekomendacji mogą przynieść podwyższenie cen docelowych. Emocje gwarantowane.

  • Magna Polonia pokazuje siłę: przychody wzrosły dwukrotnie, a zysk netto rośnie

    Magna Polonia pokazuje siłę: przychody wzrosły dwukrotnie, a zysk netto rośnie

    Jak prezentują się wyniki polskiej spółki inwestycyjnej po roku intensywnego rozwoju? Magna Polonia S.A. właśnie opublikowała swój raport roczny za 2025 rok, a liczby mówią same za siebie – to rok znaczącego wzrostu.

    Przychody wystrzeliły w górę

    Kluczowy wskaźnik – przychody z podstawowej działalności operacyjnej – wzrósł do 8 447 tys. zł w 2025 roku. To imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że rok wcześniej wynosił 4 185 tys. zł. Czyli mówimy o ponad dwukrotnym wzroście! Oprócz tego firma odnotowała 178 tys. zł z pozostałych przychodów operacyjnych i 799 tys. zł przychodów finansowych.

    Zysk netto ogółem wyniósł 1 581 tys. zł, co stanowi wzrost w porównaniu z 1 212 tys. zł w 2024 roku. Co ważne, cały ten zysk – dokładnie 1 581 tys. zł – przypadł akcjonariuszom spółki. Zysk brutto także poszedł w górę, osiągając 1 922 tys. zł wobec 1 562 tys. zł rok wcześniej.

    Co mówi skonsolidowany obraz Grupy?

    Sprawdźmy, jak wygląda sytuacja całej Grupy Kapitałowej Magna Polonia. Wyniki są jeszcze bardziej interesujące!

    Przychody ze sprzedaży na poziomie skonsolidowanym wyniosły aż 20 936 tys. zł, wobec 19 152 tys. zł w 2024. Do tego doszły pozostałe przychody operacyjne (8 361 tys. zł) oraz przychody finansowe (10 149 tys. zł).

    Zysk netto dla akcjonariuszy na poziomie skonsolidowanym to 4 057 tys. zł (wzrost z 3 784 tys. zł rok wcześniej). Zysk netto ogółem osiągnął 4 969 tys. zł. Zysk na jedną akcję zwykłą wyniósł 0,29 zł w porównaniu z 0,27 zł w 2024 roku.

    Raport powinien zostać przekazany Komisji Nadzoru Finansowego, spółce prowadzącej rynek regulowany oraz do publicznej wiadomości za pośrednictwem agencji informacyjnej zgodnie z przepisami prawa.

    Sytuacja finansowa pod lupą

    Przyjrzyjmy się teraz kluczowym wskaźnikom majątkowym spółki. Aktywa razem Magna Polonia S.A. na koniec 2025 roku wyniosły 122 349 tys. zł (wzrost z 121 246 tys. zł).

    Kapitał własny jest naprawdę solidny i wyniósł 121 391 tys. zł, co przekłada się na wartość księgową na jedną akcję zwykłą w wysokości 8,72 zł (wzrost z 8,61 zł). Zobowiązania są minimalne – tylko 958 tys. zł, z czego zaledwie 55 tys. zł to zobowiązania długoterminowe.

    W ujęciu skonsolidowanym sytuacja także wygląda stabilnie. Aktywa razem Grupy to 114 295 tys. zł, a kapitał własny – 106 725 tys. zł. Kapitał własny przypadający na akcjonariuszy Spółki dominującej to 101 460 tys. zł, co daje wartość księgową na akcję 7,29 zł.

    Przepływy pieniężne – gdzie płyną środki?

    Warto zwrócić uwagę na przepływy pieniężne, które pokazują dynamikę działalności. W skonsolidowanym ujęciu przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej były dodatnie i wyniosły 4 534 tys. zł (rok wcześniej -31 tys. zł).

    Przepływy z działalności inwestycyjnej były ujemne (-3 740 tys. zł), co sugeruje inwestycje, ale ten wynik jest znacznie lepszy niż -17 808 tys. zł w 2024. Całkowite przepływy pieniężne netto w skonsolidowanym ujęciu wyniosły -347 tys. zł, co i tak jest ogromną poprawą wobec -18 463 tys. zł rok wcześniej.

    Struktura kapitałowa i akcjonariat

    Liczba akcji pozostaje niezmieniona i wynosi 13 921 975 sztuk. Średnia ważona liczba akcji również utrzymuje się na tym poziomie. Kapitał akcyjny to 13 922 tys. zł.

    Co zawiera cały raport?

    Raport roczny, który spółka opublikowała 24 kwietnia 2026 roku za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 roku, to kompletny pakiet dokumentów. Znajdziemy w nim sprawozdanie finansowe, sprawozdanie z działalności, opinię audytora oraz list do akcjonariuszy.

    Nie zabrakło też oficjalnego stanowiska Zarządu Magna Polonia S.A., które jest częścią dokumentacji. To kompleksowy obraz sytuacji spółki i jej strategii.

    Jak informuje Parkiet.com, raport został opublikowany w odpowiedniej formie z załącznikami XAdES, przygotowanymi przez Notoria SA. Wszystkie dane finansowe prezentowane są zarówno w złotych, jak i przeliczone na euro według oficjalnych kursów NBP.

    To był rok wyraźnego wzrostu dla Magna Polonia. Spółka nie tylko zwiększyła skalę działalności, ale także umocniła swoją pozycję finansową. Akcjonariusze mogą być zadowoleni – ich zysk netto rośnie, a wartość księgowa na akcję także poszła w górę. Czekamy na dalsze informacje o strategii na kolejny rok!

  • Ceny paliw biją rekordy, a Amerykanie mają dość. Wojna z Iranem może kosztować Trumpa wybory

    Ceny paliw biją rekordy, a Amerykanie mają dość. Wojna z Iranem może kosztować Trumpa wybory

    Czy prezydent Donald Trump może przegrać wybory z powodu wojny? Nowe sondaże wskazują, że większość Amerykanów ma już dość konfliktu z Iranem, a za rosnące ceny paliw obwinia właśnie Biały Dom. To poważny cios dla Republikanów na kilka miesięcy przed kluczowymi wyborami.

    Zdecydowana większość chce końca wojny

    Badania opinii publicznej w USA ważą coraz więcej, bo zbliżamy się do tzw. wyborów połówkowych. I wyniki są jednoznaczne. W sondażu, który przeprowadzono od piątku do niedzieli, 66 proc. respondentów opowiedziało się za szybkim zakończeniem konfliktu.

    Z kolei 27 proc. uznało, że USA powinny dążyć do osiągniecia wszystkich swoich celów w Iranie, nawet jeśli wojna potrwa znacznie dłużej. 6 proc. ankietowanych nie udzieliło odpowiedzi.

    Wśród zwolenników Partii Republikańskiej prezydenta Trumpa 40 proc. poparło zakończenie konfliktu w krótkim czasie, nawet kosztem rezygnacji z celów USA. Natomiast 57 proc. opowiedziało się za dłuższym zaangażowaniem.

    Paliwo droższe niż przez trzy lata

    Konflikt wywołał również poważne skutki gospodarcze, w tym gwałtowny wzrost cen energii, co zwiększyło obawy o globalną inflację. Reuters zwraca uwagę, że jednym z najbardziej odczuwalnych efektów wojny w Stanach Zjednoczonych są rosnące ceny benzyny.

    Od początku wojny na Bliskim Wschodzie ceny benzyny w USA wzrosły do około 4 dol. za galon (około 3,785 l), czyli o około dolara więcej niż przed wybuchem wojny. W poniedziałek średnia cena paliwa przekroczyła tę kwotę po raz pierwszy od ponad trzech lat — wynika z danych serwisu GasBuddy.

    Dwie trzecie respondentów spodziewa się dalszego wzrostu cen paliwa w nadchodzącym roku, w tym 40 proc. sympatyków Republikanów. Ankietowani dwa razy częściej spodziewali się w ciągu najbliższego roku wzrostu cen paliw niż ich spadku.

    Trump w ogniu krytyki

    Około 77 proc. zarejestrowanych wyborców uznało w sondażu Reuters/Ipsos, że Trump ponosi co najmniej część odpowiedzialności za niedawny wzrost cen, spowodowany jego decyzją o rozpoczęciu wraz z Izraelem wojny z Iranem. Tak oceniają wyborcy Republikanów (55 proc.), jak i niezależnych (82 proc.) oraz Demokratów (95 proc.).

    Sondaż wykazał również, że około 77 proc. Amerykanów uważa ceny paliw za bardzo poważny problem. Większość badanych (ponad 50 proc.) uważa, że konflikt wpłynie negatywnie na ich sytuację finansową. Wśród Republikanów taki pogląd podziela 39 proc. respondentów.

    Gospodarka „kwitnie”? Wyborcy się nie zgadzają

    Trump zdobył swoją drugą prezydenturę w 2024 r. m.in. dzięki obietnicom walki z wysoką inflacją. Od tego czasu wielokrotnie przekonywał, że gospodarka USA „kwitnie”. Jednak 70 proc. badanych nie zgadza się z taką oceną. Dodatkowo około 82 proc. respondentów uważa, że inflacja wciąż jest zbyt wysoka.

    A tu czeka nas prawdziwy polityczny wstrząs. Wojna obciąża finanse domowe i uderza w notowania Partii Republikańskiej przed zbliżającymi w listopadzie wyborami połówkowymi do Kongresu.

    Poważne konsekwencje polityczne

    Republikanie Donalda Trumpa zmierzą się z wyborcami w listopadowych wyborach środka kadencji, które zdecydują o utrzymaniu — bądź nie — niewielkiej większości w Izbie Reprezentantów i Senacie. Partia Trumpa będzie walczyć o utrzymanie większości w Izbie. Jak podkreśliła Agencja Reutera, rośnie także ryzyko utraty kontroli nad Senatem.

    Niezadowolenie amerykańskiego społeczeństwa z wojny z Iranem przekłada się na preferencje wyborcze. Około 58 proc. wyborców — w tym 20 proc. zwolenników Republikanów i 66 proc. niezależnych — zadeklarowało, że nie zamierza poprzeć kandydatów podzielających podejście Trumpa do konfliktu z Iranem.

    Trwająca od miesiąca wojna rozprzestrzeniła się na cały Bliski Wschód, powodując śmierć tysięcy ludzi. I choć cele polityczne mogą być dalekosiężne, to amerykańska opinia publiczna wydaje swój werdykt już teraz. W portfelach i w urnach wyborczych.