Blog

  • Bezrobocie w Polsce spada drugi miesiąc z rzędu. Ale ofert pracy jest coraz mniej

    Bezrobocie w Polsce spada drugi miesiąc z rzędu. Ale ofert pracy jest coraz mniej

    Główny Urząd Statystyczny potwierdził w środę, że stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła w maju 5,9%. To drugi z rzędu miesięczny spadek – w kwietniu wskaźnik ten kształtował się na poziomie 6,0%. Odczyt jest zgodny z wcześniejszym szacunkiem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz z oczekiwaniami ekonomistów ankietowanych przez PAP Biznes.

    915,9 tys. bezrobotnych

    Liczba zarejestrowanych bezrobotnych w urzędach pracy na koniec maja wyniosła 915,9 tys. To oznacza spadek o 18,4 tys. w porównaniu do kwietnia (934,3 tys.). Zmniejszyła się również liczba nowo rejestrujących się bezrobotnych – w maju było ich 81,6 tys. wobec 89,3 tys. w kwietniu. Wiosenne miesiące zazwyczaj przynoszą poprawę w kilku sektorach, co tłumaczy comiesięczny spadek bezrobocia. Wcześniej – od maja 2025 do lutego 2026 roku – stopa bezrobocia systematycznie rosła. Obecny drugi z rzędu spadek może więc oznaczać zmianę trendu.

    Rok do roku – gorzej

    Perspektywa roczna nie napawa już takim optymizmem. W maju 2025 roku stopa bezrobocia wynosiła zaledwie 5,1%, co oznacza, że obecny odczyt jest o 0,8 punktu procentowego wyższy. W ujęciu liczbowym różnica jest jeszcze bardziej widoczna: w porównaniu z majem ubiegłego roku (782,8 tys.) w rejestrach przybyło ponad 130 tys. bezrobotnych. Wiosenne ożywienie po zimowym pogorszeniu nie zdołało jeszcze odwrócić rocznego trendu – rynek pracy wciąż znajduje się w gorszym punkcie niż rok temu.

    Niepokojący sygnał od pracodawców

    Sama stopa bezrobocia nie oddaje jednak pełnego obrazu. Liczba zgłaszanych przez firmy ofert pracy w maju wyraźnie spadła. Pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 33,2 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej – to o 5,1 tys. mniej niż miesiąc wcześniej. Niższa liczba nowych ofert sugeruje, że firmy wciąż zachowują ostrożność w kwestii rekrutacji. Na ograniczone zapotrzebowanie na pracowników mogą wpływać wysokie koszty zatrudnienia, niepewność co do przyszłego popytu oraz strategia przedsiębiorstw, które wolą najpierw w pełni wykorzystać istniejące zasoby kadrowe.

    Polska wciąż w czołówce UE

    Mimo rocznego pogorszenia, na tle Unii Europejskiej sytuacja w Polsce wciąż wygląda dobrze. Należy jednak pamiętać o różnicach metodologicznych. GUS i resort pracy opierają się na danych z rejestrów urzędów pracy, podczas gdy Eurostat stosuje Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL).

    Według metodologii Eurostatu stopa bezrobocia w Polsce w kwietniu 2026 roku wyniosła zaledwie 3,0%. To plasuje Polskę na drugim miejscu w Unii, zaraz za Bułgarią. Dla porównania, średnia unijna wynosiła wtedy 6,0%, a w strefie euro 6,3%. Z perspektywy międzynarodowej Polska wciąż należy więc do krajów o relatywnie niskim bezrobociu. Wewnętrzne zróżnicowanie pozostaje jednak spore – według danych resortu stopa bezrobocia wahała się od 3,8% w województwie wielkopolskim do 9,4% w warmińsko-mazurskim. Najniższy poziom odnotowano w powiecie poznańskim (1,4%).

    Majowy odczyt pokazuje więc obraz złożony: z jednej strony mamy kontynuację spadku stopy bezrobocia i sezonowe ożywienie, z drugiej – słabsze wyniki rok do roku i wyraźne schłodzenie popytu na pracowników ze strony przedsiębiorców. Tymczasem liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych w maju wyniosła 81,6 tys., co jest typowym obrazem dla tej pory roku, gdy wiosna i początek lata poprawiają sytuację w budownictwie, usługach, rolnictwie, turystyce i części handlu – czyli w sektorach silnie zależnych od sezonu.

  • Banki luzują politykę kredytową – zdolność kredytowa rośnie nawet o 130 tys. zł

    Banki luzują politykę kredytową – zdolność kredytowa rośnie nawet o 130 tys. zł

    Polski rynek kredytów hipotecznych przechodzi w czerwcu nieoczekiwaną zmianę. Po kilku miesiącach ograniczania dostępnych kwot, część banków nagle zwiększyła maksymalne finansowanie, a w jednym przypadku różnica w porównaniu z poprzednim miesiącem wyniosła ponad 130 000 złotych. To sygnał, że instytucje finansowe zaczynają luzować politykę kredytową, choć eksperci apelują o ostrożność w interpretacji tych ruchów.

    Które banki podniosły limity?

    Analiza portalu HREIT obejmująca czerwiec 2026 r. wskazuje na wyraźne zmiany w ofertach największych graczy. W zestawieniu przygotowanym dla typowego gospodarstwa domowego – trzyosobowej rodziny mieszkającej w Warszawie, z miesięcznym dochodem netto na poziomie 15 000 zł, bez innych zobowiązań kredytowych i z czystą historią w Biurze Informacji Kredytowej – najwyższe kwoty finansowania zaproponowały trzy instytucje: Bank BPS, ING Bank Śląski oraz BNP Paribas.

    Szczególnie mocno wyróżnił się ING Bank Śląski, który po wcześniejszym spadku zdolności kredytowej odwrócił trend i zwiększył maksymalną kwotę finansowania o ponad 130 000 zł względem poprzedniego miesiąca. To największa podwyżka odnotowana w czerwcu. Drugim bankiem, który znacząco podniósł dostępne limity, jest Bank Millennium. Instytucja ta powróciła do poziomów oscylujących wokół 1 mln zł dostępnego kredytu, co również stanowi istotny wzrost w stosunku do ostatnich tygodni.

    Banki akceptują wyższe obciążenie budżetów domowych

    Równie ważnym zjawiskiem, jakie wyłania się z danych, jest rosnąca akceptacja banków dla wysokiego wskaźnika DSTI (Debt Service-to-Income), czyli relacji miesięcznej raty kredytu do dochodów gospodarstwa domowego. Jak wynika z wyliczeń, średnia wartość DSTI w symulacjach czerwcowych przekroczyła 51%. Dla porównania, jeszcze w połowie 2025 roku średnia ta oscylowała wokół 47%. Wzrost o kilka punktów procentowych oznacza, że instytucje finansowe są obecnie bardziej skłonne zaakceptować sytuację, w której rata kredytu pochłania ponad połowę miesięcznych dochodów rodziny.

    Ta zmiana nie jest jeszcze powszechna, ale zestawienie ofert poszczególnych banków pokazuje, że luzowanie kryteriów przybiera na sile. Dla klienta oznacza to wyższą zdolność kredytową bez konieczności zmiany dochodów lub wkładu własnego.

    Kredytobiorcy ostrożniejsi niż przed laty

    Co charakterystyczne dla obecnego rynku, sami kredytobiorcy podchodzą do zobowiązań znacznie bardziej rozważnie niż w czasach hossy na rynku nieruchomości. Jak wynika z doniesień serwisu pb.pl, osoby zaciągające obecnie hipoteki wykazują znacznie większą ostrożność niż jeszcze kilka lat temu. Przed podpisaniem umowy starannie analizują koszty, korzystają z porad ekspertów, a zamiast gonić za najniższą ratą, wybierają stabilne warunki finansowe na dłuższy okres.

    Takie podejście wynika zapewne z lekcji, jaką wielu kredytobiorców odebrało w okresie gwałtownych wahań stóp procentowych i inflacji. Polacy stali się bardziej świadomi ryzyka i nie kierują się już wyłącznie minimalną miesięczną opłatą. Banki z kolei, choć zaostrzają kryteria w innych obszarach, w czerwcu zdecydowały się na zwiększenie dostępnych kwot kredytów hipotecznych.

    Czy to początek trwałego trendu?

    Eksperci podkreślają jednak, że obecne wzrosty nie oznaczają jeszcze trwałego przełomu. Wahania zdolności kredytowej pozostają częstym zjawiskiem, a banki regularnie korygują swoje modele oceny klientów. Niemniej jednak dla osób planujących zakup mieszkania obecna sytuacja oznacza realnie wyższe dostępne finansowanie niż jeszcze miesiąc temu. To, czy czerwiec 2026 roku okaże się punktem zwrotnym w polityce kredytowej banków, zależeć będzie od decyzji poszczególnych instytucji w nadchodzących tygodniach i miesiącach.

  • Nasdaq traci 1200 pkt. w dwa dni – czy to dopiero początek przeceny?

    Nasdaq traci 1200 pkt. w dwa dni – czy to dopiero początek przeceny?

    Po długim okresie wzrostów na światowych rynkach akcji w ostatnich dniach doszło do gwałtownego odwrotu, który szczególnie mocno uderzył w sektor technologiczny. Kontrakty terminowe na indeks Nasdaq 100 w ciągu dwóch sesji straciły ponad 1200 punktów, a inwestorzy zastanawiają się, czy to tylko techniczne odreagowanie, czy początek głębszej korekty.

    Jastrzębi Fed i rosnące obawy inflacyjne

    Rezerwa Federalna pod przewodnictwem Kevina Warsha utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale jej przekaz został odebrany przez rynek jako znacznie bardziej restrykcyjny. Bank centralny zrewidował w górę prognozy inflacyjne na ten rok, co – zdaniem analityków – oddala perspektywę obniżek stóp. Walka z inflacją pozostaje priorytetem, nawet jeśli miałoby to osłabić rynek akcji.

    Reakcja Wall Street była natychmiastowa: indeks Dow Jones stracił 0,98%, S&P 500 spadł o 1,21%, a Nasdaq 100 zamknął sesję blisko 1% pod kreską. Co więcej, coraz więcej uczestników rynku zaczęło dopuszczać możliwość podwyżki stóp procentowych jeszcze w październiku.

    Wielka ekspiracja opcji jako katalizator zmienności

    Zaledwie kilka dni przed obecną wyprzedażą rynki mierzyły się z tzw. big opex – wielką ekspiracją opcji w USA, która z powodu święta Juneteenth została przesunięta z piątku na czwartek 18 czerwca. To wydarzenie samo w sobie generuje podwyższoną zmienność, ponieważ dealerzy muszą wtedy rebalansować pozycje gamma na kluczowych poziomach, co może prowadzić do gwałtownych ruchów niezależnie od danych makroekonomicznych. W połowie miesiąca analitycy ostrzegali, że ekspiracja ta może wywołać silniejsze ruchy – i rzeczywiście, w kolejnych dniach zmienność znacząco wzrosła.

    AI pod presją – inwestorzy realizują zyski

    Wtorkowa sesja przyniosła prawdziwy wstrząs na rynku technologicznym. Impulsem do wyprzedaży były wcześniejsze spadki na giełdach azjatyckich. Zdaniem analityków, inwestorzy zaczęli masowo realizować zyski na spółkach, które w ostatnich miesiącach najmocniej korzystały z boomu na sztuczną inteligencję. Część komentatorów określiła to jako pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy dla sektora AI po długim okresie niemal nieprzerwanych wzrostów.

    Indeks Nasdaq 100 spadł o 3,29%, cofając się do poziomów nienotowanych od połowy czerwca. S&P 500 również zakończył dzień na minusie, podczas gdy Dow Jones stracił jedynie nieznacznie – głównie ze względu na mniejszy udział spółek technologicznych w jego składzie.

    DAX broni kluczowego wsparcia

    Na europejskich parkietach również widać niepewność. Niemiecki indeks DAX oscyluje w okolicach 25.038 punktów po obronie strefy 24.953 pkt., którą analitycy uznają za najważniejsze krótkoterminowe wsparcie. Utrzymanie tej strefy pozwoliłoby rynkowi pozostać w paśmie konsolidacji. Jeśli jednak cena zamknie się poniżej 24.953 pkt. na interwale godzinowym, otworzy to drogę w kierunku niższej strefy popytowej w rejonie 24.820 punktów.

    Co dalej z Nasdaq?

    Obecna cena kontraktów terminowych na Nasdaq znajduje się poniżej istotnych średnich i poziomów wsparcia. Uwaga inwestorów kieruje się obecnie w rejon 29.317 – 29.183 punktów, który wyznacza pierwszą realną stację popytu na wyższym interwale. Dopóki rynek nie odzyska poziomu 30.050 punktów (zamknięcie na H1), kontrolę nad układem sił nadal sprawuje strona podażowa. Analitycy podkreślają, że dalsze spadki w kierunku 29.317 – 29.183 pkt. pozostają scenariuszem bazowym na najbliższą sesję.

  • Koniec monopolu na gaz? PGE, Enea, Unimot i Orlen dzielą się nowym terminalem FSRU

    Koniec monopolu na gaz? PGE, Enea, Unimot i Orlen dzielą się nowym terminalem FSRU

    Przez lata Orlen (dawniej PGNiG) kontrolował niemal cały import gazu do Polski – jego udział w sprzedaży błękitnego paliwa do końcowych odbiorców sięgał 90,7%. Teraz ta dominacja zaczyna pękać. W wyniku procedury Open Season ogłoszonej przez Gaz-System aż cztery podmioty zakontraktowały długoterminowy dostęp do planowanego drugiego pływającego terminala LNG (FSRU 2) w Zatoce Gdańskiej.

    Oprócz samego Orlenu, moce rezerwacyjne zdobyły dwie największe państwowe grupy energetyczne – PGE i (nieoficjalnie) Enea – oraz prywatna spółka paliwowa Unimot. To pierwszy przypadek, gdy więcej niż jeden podmiot uzyskał dostęp do infrastruktury LNG zarządzanej przez Gaz-System.

    Większe moce, większy apetyt

    Początkowo terminal FSRU 2 miał mieć zdolność regazyfikacji na poziomie 4,5 mld m³ rocznie. Jednak zainteresowanie rynku przewyższyło ofertę 39 slotów rocznie, co skłoniło Gaz-System do podjęcia decyzji o zwiększeniu parametrów technicznych. Docelowa moc wyniesie 6,1 mld m³ gazu rocznie, a liczba dostępnych slotów wzrośnie do 58 rocznie.

    Łącznie w latach 2030–2039 zakontraktowano 47 slotów rocznie, a w okresie 2040–2044 – 35 slotów. Po zwiększeniu parametrów łączny poziom rezerwacji w całym okresie świadczenia usług sięga 74%.

    Sławomir Hinc, prezes Gaz-Systemu, określił wyniki Open Season jako wyraźny sygnał płynący z rynku.

    Uczestnicy potwierdzili, że widzą w Polsce miejsce do dalszego rozwoju działalności handlowej, budowania nowych łańcuchów dostaw oraz zwiększania wykorzystania LNG jako istotnego elementu systemu energetycznego. To potwierdzenie zasadności naszej strategii inwestycyjnej i kolejny krok w budowie nowoczesnej infrastruktury energetycznej oraz konkurencyjnego rynku dla Polski i całego regionu.

    Dla porównania: w ubiegłym roku roczne zapotrzebowanie odbiorców krajowych na gaz wynosiło według Gaz-System ponad 16 mld m³. Łączne możliwości importu LNG samego Orlenu – po uruchomieniu FSRU 2 oraz już istniejących terminali – przekroczą to zapotrzebowanie. Po uruchomieniu wszystkich obiektów Polska będzie dysponować zdolnościami importowymi gazu sięgającymi około 50 mld m³ rocznie – wylicza prezes.

    Elektroenergetyka idzie na własne

    Dla PGE i Eeny to strategiczna zmiana. Obie spółki od lat toczyły trudne negocjacje z Orlenem w sprawie cen gazu, a teraz zyskają możliwość samodzielnego importu surowca z globalnego rynku. Jak poinformowała PGE, szacowany poziom zaangażowania finansowego spółki wynosi około 2,8 mld zł w ciągu 15 lat, począwszy od daty uruchomienia terminalu.

    – Dywersyfikacja źródeł dostaw paliw, w tym gazu, jest jednym z kluczowych elementów strategii spółki – podkreśla Dariusz Lubera, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Zakontraktowanie mocy regazyfikacyjnych w projekcie FSRU 2 umożliwia nam import gazu z rynku globalnego i zwiększa elastyczność operacyjną Grupy PGE w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym. Inwestycje w dostęp do rynku LNG stanowią istotne wsparcie dla zapewnienia stabilnych dostaw energii i skutecznej realizacji transformacji energetycznej.

    Z kolei Unimot Energia i Gaz, spółka zależna Unimotu, zawarła umowy na 12 slotów regazyfikacyjnych rocznie przez 15 lat, począwszy od 2030 r. Łączna wartość kontraktu to 2 109 mln zł. W pierwszym kwartale 2026 r. sprzedaż gazu ziemnego Grupy Unimot wzrosła o około 80% rdr, do 1,6 TWh, co znacznie przewyższyło wzrost krajowej konsumpcji, który w tym okresie wyniósł ok. 15% rdr.

    – Pozyskane zdolności regazyfikacyjne są ważnym elementem budowy pozycji Grupy Unimot na rynku gazu ziemnego – zaznacza Adam Sikorski, prezes Unimotu. – Dostęp do infrastruktury LNG w rejonie Gdańska wzmocni nasze możliwości handlowe, zwiększy elastyczność portfela zakupowego i wpisuje się w strategiczny kierunek rozwoju Grupy Unimot w obszarze paliw przejściowych oraz bezpieczeństwa dostaw.

    Co dalej?

    Nowy terminal FSRU 2 ma powstać w sąsiedztwie już istniejącego FSRU 1 w Zatoce Gdańskiej. Jego uruchomienie planowane jest na 2030 rok. Tym samym Polska będzie dysponować trzema terminalami LNG (w tym jednym w Świnoujściu) o łącznej mocy regazyfikacji przekraczającej 20 mld m³ gazu rocznie. Choć Orlen wciąż pozostaje największym graczem z 90,7-proc. udziałem w sprzedaży końcowej, pojawienie się trzech niezależnych importerów od 2030 roku może skutecznie przełamać jego monopol na polskim rynku gazu.

  • Polscy miliarderzy łączą siły. „Polska Przedsiębiorcza” ma wpłynąć na wybory

    Polscy miliarderzy łączą siły. „Polska Przedsiębiorcza” ma wpłynąć na wybory

    Grupa największych nazwisk polskiego biznesu, na czele z twórcą InPostu Rafałem Brzoską i miliarderem Michałem Sołowowem, ogłosiła wspólny program gospodarczy. Inicjatywa „Polska Przedsiębiorcza” to nie tylko zbiór postulatów – jej twórcy otwarcie mówią, że chcą wpłynąć na programy partii politycznych przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.

    Za projektem stoi Think Tank The Company – fundacja założona na początku lutego 2026 r., która dziś skupia już około 2,5 tys. firm z ponad 100 branż. W prace think tanku zaangażowanych jest ponad 200 osób, a w gronie inicjatorów znaleźli się m.in. Małgorzata Adamkiewicz (Adamed), Krzysztof Pawiński (Maspex) i Dariusz Gałęzewski (Oshee).

    Cztery filary dla polskiej gospodarki

    Program opiera się na czterech priorytetach. Pierwszy to odbudowa etosu przedsiębiorcy. Rafał Brzoska zwraca uwagę, że w krajach takich jak Francja czy Wielka Brytania biznesmen traktowany jest jako partner państwa, a polscy politycy rzadko pokazują takie podejście. Oto, co mówił:

    „U nas fakt, że przedsiębiorcy nie są dla państwa partnerem, widać w twardych statystykach – start-upy finansują się i rejestrują działalność za granicą nie dlatego, że nie są patriotami, tylko dlatego, że tam jest łatwiej.”

    Drugi filar to tania energia, m.in. z małych reaktorów jądrowych (SMR). Michał Sołowow podkreślił, że Polska ma obecnie jedne z najdroższych cen energii na świecie:

    „Przez wysokie ceny energii tracimy konkurencyjność.”

    Trzeci punkt to radykalne uproszczenie podatków i upowszechnienie tzw. estońskiego CIT. Krzysztof Pawiński zadeklarował:

    „W przyszłym roku zaprezentujemy kompletną propozycję, razem z oceną skutków regulacji. Chcemy udowodnić, że podatki mogą być proste.”

    Ostatni filar to internacjonalizacja i budowa silnej marki „Made in Poland”. Dariusz Gałęzewski pytał retorycznie:

    „Gdzie jest menedżer odpowiedzialny za budowę marki ‚Made in Poland’?”

    Konkurencyjność przez innowacje, nie niskie koszty

    Przedsiębiorcy zgodnie powtarzają, że model rozwoju oparty na taniej sile roboczej wyczerpał się. Adam Malinowski, dyrektor generalny think tanku, wskazał:

    „Koszty pracy nie są i nie będą już naszą przewagą.”

    Nową szansą ma być produktywność, technologia i sprawność państwa.

    Małgorzata Adamkiewicz zwracała uwagę, że Polska zajmuje dopiero 22. miejsce w Europie pod względem innowacyjności.

    „Trzeba stworzyć warunki dla biznesu, żeby innowacje powstawały w Polsce” – argumentowała, dodając, że jeden przełomowy produkt potrafi podnieść PKB nawet o jedną trzecią.

    Paweł Jarski z Elemental Holding wskazał na bariery biurokratyczne. Jego zdaniem Polska powinna brać przykład z Singapuru – prostego systemu podatkowego i przyjaznego państwa. Zwrócił też uwagę na tempo realizacji inwestycji:

    „W USA jest to możliwe w ciągu ośmiu miesięcy, w Polsce trzeba czekać ponad dwa lata.”

    Wybory jako motor zmian

    Moment ogłoszenia inicjatywy jest celowy – za rok odbędą się wybory parlamentarne. Biznes, poprzez edukację społeczeństwa, chce wywrzeć presję na partie polityczne. Program ma być realnym mechanizmem współpracy między biznesem, administracją i ekspertami.

    Think Tank The Company nie poprzestanie na własnym gronie. Tomasz Misiak, członek rady biznesu fundacji, zapowiedział:

    „Zbiór praktycznych rozwiązań i postulatów, które stworzyliśmy, przekażemy rządowi.”

    Dokument ma trafić także do wszystkich liczących się organizacji przedsiębiorców. Misiak dodał:

    „Chcemy z nim wyjść szeroko do wszystkich przedsiębiorców niezależnie od ich wielkości, aby wspólnie działać na rzecz realnej poprawy warunków prowadzenia biznesu w Polsce.”

    W programie uwzględniono również propozycje deregulacyjne z inicjatywy SprawdzaMY – część z nich została już przyjęta przez rząd, ale wiele wciąż czeka na realizację. Think Tank The Company zamierza wspierać ekspercko dalsze prace w rządowym zespole deregulacyjnym.

    Twarde dane, które niepokoją

    Fundacja przypomina, że obecnie zaledwie 3 proc. młodych Polaków chce zakładać własne firmy. To efekt – zdaniem przedsiębiorców – złego wizerunku biznesu i skomplikowanych przepisów. Program „Polska Przedsiębiorcza” ma zmienić tę tendencję, oferując konkretne rozwiązania na najbliższe 18 miesięcy.

  • Niemiecki PMI pikuje w dół – gospodarka znów o krok od recesji

    Niemiecki PMI pikuje w dół – gospodarka znów o krok od recesji

    Najnowsze dane PMI z Niemiec nie pozostawiają złudzeń – największa gospodarka Europy wyraźnie traci impet. Indeks kompozytowy, będący wskaźnikiem wyprzedzającym PKB, spadł w czerwcu do 48 punktów, czyli poniżej granicy oddzielającej wzrost od kurczenia się. To trzeci z rzędu miesiąc spadku aktywności gospodarczej i najszybsze tempo w tym okresie. Ryzyko powrotu Niemiec do recesji w drugim kwartale 2026 roku staje się realne.

    Niemcy: usługi w najgłębszym kryzysie od 43 miesięcy

    Głównym źródłem słabości jest sektor usług – kluczowy składnik niemieckiego PKB. Wskaźnik PMI dla usług spadł z 48,1 pkt w maju do 46,8 pkt, co jest najniższym odczytem od listopada 2022 roku, czyli od 43 miesięcy. Firmy usługowe odnotowały przyspieszenie spadku aktywności i zmniejszenie napływu nowych zamówień.

    Nieco lepiej radzi sobie przemysł. Wskaźnik PMI dla przetwórstwa przemysłowego uplasował się na poziomie 50,0 pkt – dokładnie na granicy wzrostu. To stagnacja, ale bez pogłębiania się spadków, które dotykają usługi. Eksperci S&P Global, którzy przygotowują raporty PMI, zwracają jednak uwagę na utrzymującą się ostrożność klientów i firm.

    „Zła wiadomość jest taka, że aktywność biznesowa spada trzeci miesiąc z rzędu i najszybciej w tym okresie, co jeszcze bardziej zwiększa prawdopodobieństwo, że gospodarka ponownie wejdzie w fazę recesji w drugim kwartale” – komentuje Phil Smith, dyrektor ds. ekonomicznych w S&P Global Market Intelligence.

    Smith podkreśla, że sektor usług wciąż stanowi obciążenie, a tempo spadku nowych miejsc pracy przyspieszyło. Jednocześnie dane nie wykazują jeszcze wyraźnego wpływu wojny na Bliskim Wschodzie na niemiecki rynek pracy, ale utrzymujący się spadek zatrudnienia dodatkowo ogranicza popyt wewnętrzny.

    Strefa euro trzyma się lepiej

    Na tle Niemiec reszta strefy euro wypada nieco korzystniej. Wstępny wskaźnik kompozytowy PMI dla całej strefy euro (obejmujący 5 tysięcy firm z ośmiu krajów) wzrósł w czerwcu do 49,5 pkt wobec 48,5 pkt miesiąc wcześniej, przebijając prognozy ekonomistów (49,1 pkt). To wciąż odczyt poniżej granicy 50 pkt, ale tendencja jest już lekko wzrostowa.

    Chris Williamson, główny ekonomista ds. biznesu w S&P Global Market Intelligence, wskazuje na oznaki ożywienia w turystyce i rekreacji po zakłóceniach spowodowanych konfliktem na Bliskim Wschodzie. Sektor wytwórczy w strefie euro korzysta natomiast z budowania zapasów przez klientów, którzy obawiają się przyszłych podwyżek cen i problemów z dostawami. Wskaźnik przemysłowy spadł jednak do 51,3 pkt z 51,6 w maju, podczas gdy PMI usługowy podniósł się do 48,9 pkt z 47,7, przekraczając konsensus prognoz.

    Francja i Wielka Brytania – dane z kluczowych rynków

    Z punktu widzenia polskiej gospodarki istotne są dane z Francji i Wielkiej Brytanii – to odpowiednio trzeci i czwarty największy kraj, do którego trafiają polskie towary. We Francji wszystkie wskaźniki PMI poprawiły się w porównaniu z majem, ale wciąż pozostają w strefie spadkowej. Kompozytowy wzrósł do 47,6 pkt z 44,9, przemysłowy do 50,7 pkt z 49,7, a usługowy do 47,4 pkt z 44,3. Joe Hayes, starszy główny ekonomista w S&P Global Market Intelligence, tłumaczy słabość francuskiej gospodarki silniejszą presją inflacyjną od początku wojny na Bliskim Wschodzie, która osłabiła siłę nabywczą klientów.

    Z kolei w Wielkiej Brytanii nastąpiło pogorszenie wszystkich odczytów. Indeks usługowy spadł do 48,7 pkt, najniższego poziomu od 41 miesięcy, a kompozytowy obniżył się do 49,4 pkt z 49,7. „Presja cenowa pozostaje wysoka. Firmy wskazują na szok energetyczny i ograniczenia podaży spowodowane wojną na Bliskim Wschodzie jako na zaostrzenie istniejącej presji kosztowej wynikającej z polityki rządowej” – opisuje Chris Williamson w odniesieniu do Wielkiej Brytanii.

    Inflacja słabnie, ale ryzyko recesji rośnie

    Jest jednak i dobra wiadomość. Presja inflacyjna w Niemczech zaczyna ustępować. Jak zaznacza Phil Smith, koszty nakładów wzrosły najwolniej od czasu wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, a tempo wzrostu cen oferowanych przez firmy spadło do najniższego poziomu od trzech miesięcy. Niższe ceny energii przekładają się już na przedsiębiorstwa.

    Mimo to perspektywy wzrostu komplikują napięcia geopolityczne oraz wyższe koszty finansowania. Po czerwcowej podwyżce stóp przez Europejski Bank Centralny kredyt stał się droższy, co ogranicza inwestycje i konsumpcję. Bundesbank w swoich prognozach nadal zakłada wzrost niemieckiej gospodarki o 0,5% w 2026 roku, licząc głównie na zwiększone wydatki publiczne na modernizację infrastruktury i rozwój zdolności obronnych.

  • BNP Paribas wraca ze zmienną stopą. Tylko jeden duży bank trzyma się z boku

    BNP Paribas wraca ze zmienną stopą. Tylko jeden duży bank trzyma się z boku

    Czerwiec przyniósł na polski rynek hipoteczny dwie istotne nowiny. Po pierwsze – BNP Paribas po niemal 3,5 roku przerwy ponownie zaczął oferować kredyty ze zmiennym oprocentowaniem. Po drugie – dystans cenowy między hipotekami ze stałą a zmienną stopą powiększył się do najwyższego poziomu od wielu miesięcy. Oba zjawiska zmieniają układ sił dla klientów planujących zakup mieszkania.

    Koniec trzech i pół roku bez oferty zmiennej

    BNP Paribas formalnie nigdy nie wycofał kredytów ze zmiennym oprocentowaniem na stałe, ale ich sprzedaż została wstrzymana w związku z planowanym wdrożeniem wskaźnika WIRON. Gdy zastąpienie WIBOR-u nie doszło do skutku, bank zdecydował się na powrót. Dzięki temu klienci mogą znów wybierać między oprocentowaniem okresowo stałym a zmiennym.

    Po tym ruchu Bank Millennium pozostaje jedynym dużym bankiem komercyjnym, który nie ma w ofercie zmiennej stopy. Instytucja wycofała się z tego segmentu zimą 2023 roku i jak dotąd nie zapowiedziała wznowienia. W praktyce oznacza to, że niemal wszyscy aktywni gracze na rynku hipotecznym dają klientom pełną swobodę wyboru.

    Liderzy rankingu bez zmian, marże stabilne

    Najnowsze zestawienie kredytów ze zmiennym oprocentowaniem, przygotowane dla modelowej rodziny (2+1, Warszawa, mieszkanie 55 m² za 740 tys. zł, wkład własny 20%, dochód netto 15 tys. zł miesięcznie), pokazuje, że czołówka nie drgnęła. Bank Pekao, mBank oraz ING Bank Śląski pozostają na podium. Korekty marż miały charakter kosmetyczny – zaledwie kilka punktów bazowych. Średnia marża w rynku utrzymała się na poziomie 1,81 punktu procentowego, co potwierdza ogólną stabilizację.

    Różnica między oprocentowaniem rośnie – za spokój trzeba płacić

    O ile same marże są stabilne, o tyle relacja między oprocentowaniem stałym a zmiennym zmienia się dynamicznie. Według analizy Bankier.pl dystans między najtańszymi ofertami tych dwóch typów kredytów wzrósł w czerwcu do niemal 0,7 punktu procentowego na korzyść zmiennej stopy. To największa różnica od miesięcy. W porównaniu z majem przewaga zmiennej zwiększyła się o 0,08 pp.

    Przekłada się to bezpośrednio na wysokość raty. Dla kredytu w wysokości 500 tys. zł wybór okresowo stałego oprocentowania oznacza dziś dopłatę przekraczającą 200 zł miesięcznie. To cena za gwarancję, że rata nie zmieni się przez co najmniej pięć lat.

    NBP uspokaja, ale rynek reaguje

    Podczas czerwcowej konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej prezes NBP podkreślał, że obecny poziom stóp procentowych jest odpowiedni i nie ma powodów do dyskusji o zmianach. Mimo to bankowe cenniki nie stoją w miejscu. W ostatnich tygodniach obserwowano nieznaczne wzrosty wskaźników WIBOR, szczególnie WIBOR 6M. Marże pozostają względnie stabilne, ale seria drobnych korekt w ofertach systematycznie pogłębia różnicę między obiema formami oprocentowania.

    Historyczne różnice – droższa opcja potrafiła się obronić

    Jesienią 2021 roku odnotowano znacznie większy dystans między najtańszymi kredytami stałymi a zmiennymi: wynosił on wówczas 1,54 pp, a w niektórych bankach sięgał nawet 3,6 pp. Z perspektywy czasu wielu kredytobiorców, którzy wybrali wtedy droższe oprocentowanie stałe, uniknęło gwałtownego wzrostu rat po serii podwyżek stóp procentowych.

    Eksperci przypominają, że obecnie różnice między stawkami WIBOR 1M, 3M i 6M są większe niż zwykle – to efekt niepewności co do przyszłej polityki pieniężnej. W długim horyzoncie czasowym na całkowity koszt kredytu największy wpływ mają marża banku oraz dodatkowe opłaty, w tym prowizje i obowiązkowe ubezpieczenia. To właśnie te składniki powinny stanowić główne kryterium wyboru oferty hipotecznej.

    Dzięki powrotowi BNP Paribas rynek zmiennego oprocentowania znów oferuje szeroki wybór. Jednocześnie rosnąca premia za stałą ratę stawia klientów przed trudną decyzją: zapłacić więcej za przewidywalność czy skorzystać z niższego kosztu i zaakceptować ryzyko zmian stóp. Odpowiedź zależy od indywidualnej sytuacji i apetytu na ryzyko – jedno jest pewne: obie opcje są dziś mocno zróżnicowane cenowo.

  • Hipermarket z biblioteką? E.Leclerc omija zakaz handlu i otwiera sklepy w każdą niedzielę

    Hipermarket z biblioteką? E.Leclerc omija zakaz handlu i otwiera sklepy w każdą niedzielę

    Czy regał z książkami wystarczy, by duży sklep spożywczy mógł legalnie działać w niedzielę niehandlową? Sieć E.Leclerc właśnie to udowodniła. Od połowy czerwca hipermarket w Radomiu jest otwarty siedem dni w tygodniu, wykorzystując kontrowersyjną lukę w prawie.

    Kącik Czytelniczy zamiast zamkniętych drzwi

    Od 14 czerwca 2026 roku placówka E.Leclerc przy ul. Toruńskiej 1 w Radomiu działa w każdą niedzielę, w godzinach od 10 do 17. Sieć poinformowała o tym na Facebooku. Sekret tkwi w wydzieleniu wewnątrz marketu specjalnej strefy – tzw. Kącika Czytelniczego, który działa w ramach nowo powołanego Klubu Czytelnika. Aby zostać jego członkiem, wystarczy wypełnić krótki formularz w Punkcie Obsługi Klienta. Dzięki temu sklep formalnie zyskał status placówki prowadzącej działalność kulturalną.

    Nie pierwszy i nie ostatni

    E.Leclerc nie jest prekursorem tej metody. Z podobnych rozwiązań korzystały już sieci takie jak Intermarché, Eurospar czy Polo Market. Co więcej, 31 maja 2026 roku strefę czytelniczą otwarto także w sklepie E.Leclerc przy ul. Rostockiej 15 w Szczecinie. Tam klienci mogą robić zakupy i korzystać z kącika w każdą niedzielę od 10 do 18. Placówka promowała się na Facebooku, zapraszając na kawę, słodkości i strefę rodzinną.

    Zainteresowanie ministerstwa

    Otwarcie „czytelni” w Radomiu nie umknęło uwadze władz. Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zwróciła się do Głównego Inspektora Pracy z wnioskiem o pilną kontrolę w radomskim E.Leclercu oraz o objęcie postępowania nadzorem. Co ciekawe, z czasem posty promujące czytelnię zniknęły z profilu sklepu w Radomiu.

    Sieć E.Leclerc w komentarzu dla „Rzeczpospolitej” wyjaśniła, że decyzje o uruchamianiu stref czytelniczych są podejmowane indywidualnie przez przedsiębiorców prowadzących poszczególne sklepy.

    Skala problemu ogromna

    Dane Państwowej Inspekcji Pracy pokazują, że obchodzenie zakazu handlu to nie incydenty. W 2025 roku PIP przeprowadziła 2198 kontroli, obejmujących 2434 placówki handlowe. W co trzeciej skontrolowanej stwierdzono naruszenia przepisów dotyczących powierzania pracownikom czynności związanych z handlem w niedziele objęte zakazem. To dowód, że problem stał się powszechną praktyką.

    Związkowcy: kary nie odstraszają

    Praktyka od dawna budzi sprzeciw związków zawodowych. Alfred Bujara, przewodniczący sekretariatu handlowego NSZZ „Solidarność”, wskazuje na nieproporcjonalność kar do zysków. W jego ocenie kary za otwieranie sklepu w niehandlowe niedziele są zbyt niskie i powinny być znacznie bardziej dotkliwe. Związek zamierza wnioskować w tej sprawie do minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

    W 2026 roku tylko osiem niedziel handlowych

    Przypomnijmy, że w 2026 roku ustawowo dozwolonych jest tylko osiem niedziel handlowych. Najbliższa z nich przypada 28 czerwca, a kolejne to 30 sierpnia, 6 grudnia, 13 grudnia oraz 20 grudnia. W pozostałe niedziele sklepy mogą działać jedynie w oparciu o wyjątki przewidziane w ustawie – dla stacji paliw, aptek, placówek pocztowych, sklepów na lotniskach i dworcach, punktów gastronomicznych oraz placówek, w których handluje sam właściciel. Do tego katalogu, za sprawą Kącików Czytelniczych, próbują dopisać się kolejne sklepy, w tym sieć E.Leclerc.

  • Koniec ery prywatyzacji? Minister Balczun stawia na giełdę i bezpieczeństwo gospodarcze

    Koniec ery prywatyzacji? Minister Balczun stawia na giełdę i bezpieczeństwo gospodarcze

    Świat się zmienił, a wraz z nim rola państwa w gospodarce. Na Forum Gospodarczym „Rzeczpospolitej” w Warszawie minister aktywów państwowych Wojciech Balczun jasno dał do zrozumienia, że czasy nieograniczonej globalizacji i ślepej wiary w samoregulujący się rynek odchodzą w przeszłość. Jego wystąpienie, będące częścią debaty o bezpieczeństwie gospodarczym, wyznacza nowy kurs dla polskich spółek Skarbu Państwa.

    Bezpieczeństwo zamiast dogmatów

    Panel zatytułowany „Bezpieczeństwo gospodarcze przestało być hasłem – stało się strategią” zgromadził przedstawicieli biznesu i instytucji finansowych. Wśród uczestników znaleźli się m.in. Barbara Misiewicz-Jagielak z Polpharmy, Michał Popiołek z mBanku, Andrzej Sterczyński z Unibepu, Janusz Władyczak z KUKE, Michał Wypychewicz z Koronea Family Office oraz Adam Grabowski z Polmleku. Dyskusja koncentrowała się na skuteczności działań państwa i firm w budowaniu odporności ekonomicznej oraz na tym, czy jesteśmy gotowi ponieść koszty tego procesu.

    Minister Balczun, który udzielił wywiadu tuż przed panelem, postawił sprawę jasno: wydarzenia ostatnich lat – pandemia, wojna w Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie – całkowicie zrewidowały myślenie o roli państwa. Jak powiedział:

    To, co się wydarzyło w ostatnich latach – kwestia wojny w Ukrainie, pandemia i sytuacja na Bliskim Wschodzie – uświadomiło wszystkim, jak kluczową kwestią jest bezpieczeństwo. A bezpieczeństwo to również wpływ de facto państwa na pewne obszary gospodarki.

    Według Balczuna Europa zapłaciła wysoką cenę za optymalizację łańcuchów dostaw i uzależnienie się od Azji. Ocenił, że kontynent okazał się w pewnym stopniu bezbronny w obliczu geopolitycznego tąpnięcia, co potwierdza konieczność odbudowy strategicznych kompetencji przemysłowych, w tym produkcji leków i nawozów.

    Koniec prywatyzacji, czas na upublicznienie

    Jednym z najważniejszych wątków była przyszłość spółek Skarbu Państwa. Balczun wyraźnie odciął się od słowa „prywatyzacja”. Podczas Polskiego Kongresu Gospodarczego stwierdził:

    Ja w ogóle nie lubię słowa „prywatyzacja”, a lubię słowo „upublicznienie”. Bardzo bym chciał, żeby spółki wchodziły na giełdę, żeby polska giełda się wzmacniała, żeby stawała się jednym z centrów finansowych Europy.

    Zaznaczył jednak, że państwo nie straci kontroli nad strategicznymi podmiotami. – To zbyt istotny konglomerat finansowy z punktu widzenia całej gospodarki, żeby państwo straciło pozycję – mówił o PZU i PKO BP, podkreślając, że rozważanych jest kilka scenariuszy, w tym tzw. kompromis duński, ale najważniejsze jest zabezpieczenie pozycji Skarbu Państwa.

    W przypadku mniejszych, mniej istotnych spółek, rząd ma sięgać po narzędzia w postaci Agencji Rozwoju Przemysłu, która może szukać inwestora lub przeprowadzać likwidacje.

    Orlen i KGHM – polscy czempioni

    Minister wskazał dwóch kandydatów do roli międzynarodowych czempionów. Orlen – według Balczuna naturalny lider, który powinien jednak zostać bardziej precyzyjnie sprofilowany. – Odziedziczyliśmy grupę, która nagle zaczęła zajmować się usługami kurierskimi czy zarządzaniem grupą medialną Polska Press. To mimo wszystko nie jest jej core business – powiedział, zdradzając, że trwają rozmowy dotyczące przyszłości Orlen Paczki. Przyznał też, że Polska Press powinna zmienić właściciela.

    Z kolei KGHM – jak podkreślił – osiąga rekordowe wyniki, a kopalnia Sierra Gorda, niegdyś krytykowana, jest dziś jednym z głównych motorów biznesowych grupy. Minister zwrócił uwagę na sprzyjający klimat dla miedzi, która trafia na listy surowców strategicznych, oraz na otwierającą się przestrzeń eksploracji w Ameryce Południowej i Maroku.

    Kapitał ma narodowość

    Balczun wielokrotnie podkreślał, że współczesny świat odchodzi od dogmatu, iż kapitał nie ma narodowości. – Nowy porządek świata będzie się wykuwał nie tylko poprzez siłę armii, ale również poprzez siłę kapitału – argumentował. Według niego pandemia, wojna i konflikt na Bliskim Wschodzie pokazały, że kapitał jest narzędziem polityki i wpływania na porządek świata.

    W tym kontekście resort aktywów państwowych stawia na model aktywnego właściciela i rozwijanie local content – polityki przemysłowej, która wspiera krajowych dostawców i producentów. W materiałach ministerstwa podkreślono, że budowa local contentu staje się osią polityki przemysłowej, a nie jedynie dodatkiem.

    Co dalej z PZU i PKO BP?

    Balczun zapewnił, że państwo nie straci kontroli nad strategicznymi aktywami finansowymi. W przypadku grupy PZU komitet sterujący analizuje kilka scenariuszy, w tym wariant holdingowy, znany jako kompromis duński. Minister podkreślił, że nie wyobraża sobie, by operacja ta spowodowała utratę uprawnień Skarbu Państwa. – To zbyt istotny konglomerat finansowy z punktu widzenia całej gospodarki – powtórzył, dodając, że zarówno PZU, jak i PKO BP mają gigantyczny potencjał.

  • Setki miliardów dolarów na stole. Gdańsk gospodarzem kluczowej konferencji o odbudowie Ukrainy

    Setki miliardów dolarów na stole. Gdańsk gospodarzem kluczowej konferencji o odbudowie Ukrainy

    Już w najbliższy czwartek Gdańsk stanie się centrum globalnych rozmów o przyszłości Ukrainy. Na terenie Amber Expo spotka się blisko 4000 podmiotów z całego świata, by dyskutować o odbudowie zniszczonego kraju. W grę wchodzą setki miliardów dolarów, a polskie firmy – według zapowiedzi – mają zgarnąć lwią część kontraktów.

    Kto przyjedzie do Gdańska?

    Wśród gości znajdą się najważniejsze postacie unijnej polityki – przewodnicząca Komisji Europejskiej, kanclerz Niemiec oraz ministrowie z kilkunastu państw. Ukrainę będzie reprezentować premiera Julia Swyrydenko, a nie prezydent Wołodymyr Zełenski. Ta decyzja Kijowa wywołała dyskusje. Polski wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak‑Kamysz skomentował: „Powinien być na tej konferencji, bo jest współorganizatorem i współzapraszającym”.

    Premier Donald Tusk studzi jednak emocje: „Nieważne, kto nam utrudnia pracę – w Warszawie i w Kijowie – ta konferencja i tak się odbędzie. Nieważne, kto przyjedzie do Gdańska, zrobimy swoje”.

    W tle politycznych napięć pojawił się też symboliczny gest – prezydent Andrzej Duda przyznał Zełenskiemu Order Orła Białego. Jak wyjaśnił rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, moment na taki krok był odpowiedni.

    Kontrakty warte setki miliardów

    Koszt odbudowy Ukrainy szacuje się na setki miliardów dolarów. W Gdańsku ma zostać podpisanych blisko 200 umów, z czego większość dotyczyć będzie polskich przedsiębiorstw. Setki firm z Polski – głównie z branży budowlanej, maszynowej i energetyki odnawialnej – już teraz działają na ukraińskim rynku.

    Biznes apeluje o to, by polityczne spory nie przesłoniły tej historycznej szansy. Dariusz Szymczycha, wiceprezes Polsko‑Ukraińskiej Izby Gospodarczej, cytowany przez TVN24, mówi: „Mamy świetny sektor MŚP, dobrze zarządzany, bardzo ambitny, z dobrymi produktami i dobrą pozycją na Ukrainie. Nie możemy pozwolić, by historyczne spory i teatralne gesty zniszczyły naszą przyszłość”.

    Podobnie uważa Piotr Ciarkowski, dyrektor firmy BIKOR i wiceprezes Polskiej Unii Inwestycji Gospodarczych: „Ten potencjał trzeba wykorzystać. Jeśli jako Polacy nie staniemy się głównym graczem w odbudowie Ukrainy, to będzie ogromna porażka”.

    BGK uruchamia tanie pożyczki

    Rządowe wsparcie dla firm już płynie. Prezes Banku Gospodarstwa Krajowego Mirosław Czekaj poinformował, że wartość podpisanych umów na niskooprocentowane pożyczki dla polskich przedsiębiorców realizujących działania na rzecz odbudowy Ukrainy sięga już 169 mln złotych. Maksymalna kwota wsparcia to 10 mln zł, przy 2‑procentowym oprocentowaniu i okresie spłaty do 10 lat. Największym zainteresowaniem cieszą się branże przemysłowa i handlowa.

    Dodatkowe preferencje czekają na sektor medyczny – niższe oprocentowanie i dłuższy okres spłaty. BGK pomaga też w rozliczeniach z ukraińskimi kontrahentami, otwierając akredytywy i wystawiając regwarancje. Od lutego 2022 roku bank udzielił wsparcia polskim eksporterom w Ukrainie na ponad 130 mln zł w ramach 60 transakcji.

    Team Poland i fundusze unijne

    Podczas konferencji przedstawiona zostanie oferta Team Poland – inicjatywy zrzeszającej BGK, PFR, KUKE, PAIH oraz ARPP. To zintegrowany pakiet finansowy i pozafinansowy dla firm zainteresowanych odbudową. BGK jest już sygnatariuszem umowy gwarancyjnej z Komisją Europejską w ramach programu Ukraine Facility. To pierwsza tego typu umowa podpisana przez krajowy bank rozwoju z UE – BGK dysponuje w niej największą pulą środków spośród wszystkich zaangażowanych instytucji. Co istotne, po raz pierwszy wprowadzono mechanizm zabezpieczający przed ryzykiem wojennym dla sektora dual‑use.