Blog

  • Kupujący w odwrocie: Tylko 25% Polaków wierzy w dobry moment na zakup mieszkania

    Kupujący w odwrocie: Tylko 25% Polaków wierzy w dobry moment na zakup mieszkania

    Polski rynek nieruchomości przechodzi w nową fazę – po stronie kupujących zapanowała wyraźna ostrożność, a inicjatywę powoli przejmują sprzedający. Najnowsze badanie nastrojów pokazuje, że odsetek osób uznających obecny czas za dobry na zakup mieszkania spadł do zaledwie 25%, co należy do najsłabszych wyników w ostatnich kwartałach.

    Spadek optymizmu kupujących

    Dane zebrane przez serwis Nieruchomosci-Online.pl za II kwartał 2026 roku nie pozostawiają złudzeń. Tylko 5% ankietowanych stwierdziło, że to „zdecydowanie dobry moment” na zakup, a łączne odpowiedzi pozytywne („zdecydowanie” i „raczej tak”) dały wynik 25%. To spadek o 2 punkty procentowe w porównaniu z poprzednim kwartałem i aż o 10 pp względem III kwartału 2025 roku.

    – Nawet stabilizacja cen w części miast nie przekłada się na poprawę nastrojów kupujących. Ceny przestały rosnąć tak dynamicznie jak w latach 2021–2024, ale wciąż są postrzegane jako bardzo wysokie, zarówno realnie, jak i psychologicznie – komentuje Anna Zachara-Widła z Nieruchomosci-Online.pl.

    Sprzedający coraz śmielej

    W tym samym czasie rośnie grupa właścicieli mieszkań, którzy dostrzegają okazję do sprzedaży. W II kwartale 2026 r. 39% badanych uznało, że to dobry moment na zbycie nieruchomości – to wzrost o 4 pp względem poprzedniego kwartału i o 5 pp rok do roku. Coraz więcej ofert trafia na rynek, co zwiększa presję podażową i stopniowo przesuwa równowagę w stronę nabywców – przynajmniej na papierze.

    Rosnąca przepaść między ofertami a transakcjami

    Mimo że w rzeczywistych transakcjach notarialnych w pierwszym kwartale 2026 r. pojawiły się pierwsze spadki cen – zwłaszcza w segmencie kawalerek i największych mieszkań – rynek ogłoszeń wygląda zupełnie inaczej. Ceny w ofertach nadal rosną, co powoduje narastający rozdźwięk między oczekiwaniami sprzedających a realnymi możliwościami kupujących. Efektem są dłuższe negocjacje i większe korekty cenowe na finiszu sprzedaży.

    Deweloperzy hamują, ale indywidualni trzymają poziom

    Równolegle do zmian nastrojów, dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) pokazują wyraźne wyhamowanie aktywności deweloperów. W maju 2026 r. rozpoczęto budowę 20,4 tys. lokali mieszkalnych – to spadek w porównaniu z kwietniem, ale wzrost o 7,1% rok do roku. Jednak w segmencie deweloperskim starty budów spadły aż o 20,9% w ujęciu miesięcznym (do 11 963 mieszkań), co jest pierwszym tak dużym spadkiem względem kwietnia od dekady. Inwestorzy indywidualni również zmniejszyli tempo – rozpoczęli budowę 8263 domów, o 11,8% mniej niż w kwietniu.

    W okresie styczeń–maj 2026 r. łącznie wystartowało 94 714 budów (stabilizacja – spadek o 0,2% r/r), a deweloperzy są na minusie 2,6% r/r. Segment indywidualny utrzymuje niewielką przewagę nad ubiegłym rokiem, ale dynamika słabnie.

    Liczba oddanych mieszkań poniżej psychologicznej bariery

    Maj przyniósł oddanie 9475 mieszkań deweloperskich – wzrost o 3,6% r/r, ale jednocześnie to pierwszy okres od ośmiu lat, w którym w żadnym miesiącu otwierającym rok liczba przekazanych lokali nie przekroczyła 10 tys.. Łącznie od początku roku oddano 45 290 mieszkań na sprzedaż lub wynajem (spadek o 2,4% r/r – najniższy wynik od 2018 r.). Indywidualni inwestorzy przekazali 28 689 domów, o 2,7% więcej niż rok wcześniej, co potwierdza stabilizującą rolę tego segmentu.

    Pozwolenia – mieszany obraz

    W maju deweloperzy uzyskali zgodę na budowę 14 045 lokali (spadek o 23,6% miesiąc do miesiąca, ale wzrost o 10,6% r/r). W pierwszych pięciu miesiącach wydano wyraźnie więcej pozwoleń niż rok wcześniej, co sugeruje, że projekty są przygotowywane, ale faktyczne rozpoczęcia budów pozostają ostrożne. W segmencie domów jednorodzinnych wydano w maju 8149 pozwoleń, a od początku roku blisko 37 tys., co świadczy o stabilności prywatnych inwestycji.

    Rynek nieruchomości w Polsce wchodzi więc w okres wzmożonej niepewności – kupujący czekają na spadki, sprzedający testują wyższe ceny, a deweloperzy ostrożniej podchodzą do nowych projektów. Wszystkie te sygnały wskazują, że najbliższe miesiące mogą przynieść dalsze korekty, zwłaszcza jeśli rosnąca podaż nie spotka się z adekwatnym popytem.

  • Koniec eldorado wynajmujących? Mieszkań przybywa, a czynsze stoją w miejscu

    Koniec eldorado wynajmujących? Mieszkań przybywa, a czynsze stoją w miejscu

    Maj przyniósł wyraźny wzrost liczby mieszkań na wynajem, ale popyt znów rozczarował. Według danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar, przeanalizowanych przez GetHome.pl, w maju wynajęto lub wycofano z rynku około 43 tys. lokali – to spadek o mniej więcej 2% w ujęciu miesięcznym i 4% rok do roku. Nowych ofert pojawiło się około 46 tys., wyraźnie więcej niż w kwietniu, co podniosło całkowitą podaż do około 86 tys. mieszkań – o 13% więcej niż przed rokiem.

    Gdańsk wyłamuje się z ogólnokrajowego trendu

    Gdańsk wyraźnie odbiega od reszty kraju. W maju liczba dostępnych tam mieszkań spadła trzeci miesiąc z rzędu, do około 3,3 tys. lokali, czyli o 3% w porównaniu z kwietniem. Podczas gdy w większości dużych miast oferta rosła, trójmiejski rynek poszedł pod prąd. Eksperci tłumaczą to silnym uzależnieniem od turystyki – wraz z nadejściem sezonu część właścicieli przenosi lokale z najmu długoterminowego do krótkoterminowego. Mimo ostatnich spadków roczna oferta w Gdańsku jest jednak wciąż o 38% wyższa.

    W innych metropoliach sytuacja była odwrotna: w Warszawie liczba ofert wzrosła do około 16,2 tys. (+5% r/r), w Krakowie do 7,9 tys. (+20%), a we Wrocławiu do 6,5 tys. (+18%). Wzrosty odnotowano też w Łodzi (ok. 3 tys., +11%) i Katowicach (ok. 2,4 tys., +4%). Wyjątkiem pozostał Poznań, gdzie podaż utrzymała się na poziomie około 3,3 tys. lokali.

    Czynsze stabilne lub niższe niż przed rokiem

    Słabszy popyt i rosnąca liczba dostępnych mieszkań przekładają się na stabilizację stawek. W maju mediany czynszów w większości dużych miast nie zmieniły się względem kwietnia lub nieznacznie spadły. W Warszawie typowa stawka wyniosła około 4,2 tys. zł (–7% r/r), w Krakowie 3 tys. zł (bez zmian), a we Wrocławiu obniżyła się do około 2,7 tys. zł (–4%). W Poznaniu mediana sięgnęła około 2,5 tys. zł (–4%), w Łodzi 2,1 tys. zł (–5%), a w Gdańsku około 3 tys. zł (bez zmian). Jedynym wyjątkiem są Katowice, gdzie czynsze są o mniej więcej 10% wyższe niż przed rokiem.

    „Przy dużej liczbie dostępnych mieszkań właściciele mają ograniczone pole manewru. Kluczowe staje się szybkie znalezienie najemcy, a nie maksymalizacja stawki” – zauważa Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

    Nowe regulacje i wrześniowy test

    Rynek najmu przechodzi także zmiany pod wpływem unijnych przepisów. Eksperci łączą spadki liczby ofert w Olsztynie (–23%) i Trójmieście (–11%) z regulacjami dotyczącymi najmu krótkoterminowego, które weszły w życie w kwietniu. W miastach turystycznych właściciele wstrzymują publikację ogłoszeń z obawy przed niejasnościami w egzekwowaniu przepisów.

    Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku w Otodom, podkreśla, że rynek znajduje się w fazie przejściowej, ale cechuje go wysoka płynność. W samej Warszawie stosunek nowych ofert do stanu na koniec miesiąca wyniósł około 75%, co oznacza, że niemal trzy czwarte aktywnej bazy jest co miesiąc odświeżane. Kluczowym momentem ma być wrzesień, kiedy okaże się, czy mieszkania z najmu krótkoterminowego zasilą rynek długoterminowy.

    Średnia cena najmu w miastach wojewódzkich w maju wyniosła 3571 zł, czyli o 1,3% więcej niż w kwietniu. Najdrożej było w Warszawie (4844 zł), najtaniej w Kielcach (1968 zł) i Białymstoku (2090 zł). Wzrosty odnotowano w Warszawie (+1,7%) i Trójmieście (+1,6%), natomiast Kielce przeżyły najgłębszą roczną korektę (–6,7%).

    Preferencje najemców i cyfrowy konsjerż

    Zmieniają się też oczekiwania młodych osób szukających mieszkania. Z raportu „Szczęśliwy dom” wynika, że 71% przedstawicieli pokolenia Z rozważa przeprowadzkę do innego miasta, a 30% planuje pozostać na rynku najmu na stałe. Coraz większe znaczenie ma możliwość zamieszkania ze zwierzętami – w 2026 r. aż 12% wyszukiwań uwzględniało to kryterium, co stanowi dwukrotny wzrost w porównaniu z 2024 r. Najemcy oczekują także prostych, cyfrowych rozwiązań, takich jak aplikacje do zgłaszania usterek czy odbioru przesyłek. Eksperci przewidują, że narzędzia pełniące rolę „cyfrowego konsjerża” staną się standardem.

    „Połączenie danych rynkowych z potrzebami najemców wskazuje na rosnące znaczenie jakości codziennego użytkowania mieszkań. Dla wielu osób lokal staje się przestrzenią regeneracji, a nie tylko adresem” – podsumowuje Paweł Jarząbek. Wynajmujący, którzy dostosują się do tych zmian, mogą liczyć na większe zainteresowanie i lojalność najemców.

  • mPay traci licencję KNF. Klienci mają czas do 30 września na wypłatę środków

    mPay traci licencję KNF. Klienci mają czas do 30 września na wypłatę środków

    29 czerwca 2026 roku Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) cofnęła mPay zezwolenie na świadczenie usług płatniczych w charakterze krajowej instytucji płatniczej. Decyzja jest natychmiast wykonalna, a spółka musi zakończyć działalność w tym zakresie.

    Dlaczego KNF cofnęła licencję?

    Jak wynika z komunikatu nadzoru, powodem jest brak należytego zarządzania. W oficjalnym przekazie czytamy: „Spółka nie zapewnia ostrożnego i stabilnego zarządzania działalnością w zakresie usług płatniczych”. To właśnie te przesłanki legły u podstaw decyzji o odebraniu pozwolenia. mPay, która jeszcze w maju 2026 r. obsługiwała 1,95 mln użytkowników, musi teraz rozwiązać swoje zobowiązania wobec klientów i kontrahentów.

    Co czeka użytkowników mPay?

    Spółka ma czas do 30 września 2026 roku na rozwiązanie wszystkich umów o świadczenie usług płatniczych zawartych z użytkownikami oraz zaspokojenie wszelkich roszczeń z tego tytułu. To samo dotyczy umów z agentami i innymi podmiotami związanymi – pośrednio lub bezpośrednio – z usługami płatniczymi.

    Do tego dnia klienci mogą swobodnie dysponować swoimi środkami. Jak napisano w komunikacie KNF:

    „Do czasu rozliczenia zobowiązań wobec użytkowników usług płatniczych przez spółkę – nie później niż do 30 września 2026 r. – spółka umożliwi posiadaczom rachunków płatniczych oraz posiadaczom instrumentów płatniczych dokonanie z tych rachunków oraz z tych instrumentów wypłat środków lub transferów na rachunki płatnicze prowadzone przez innych dostawców usług płatniczych wskazane przez posiadaczy.”

    W praktyce oznacza to, że każdy, kto ma pieniądze na koncie mPay lub korzysta z instrumentów płatniczych spółki, może je wypłacić lub przelać do innego dostawcy (banku, fintechu) – ale tylko do końca września.

    Zakres usług mPay i sytuacja finansowa

    mPay oferował szeroki wachlarz produktów: wielowalutową kartę debetową Visa, portfel elektroniczny oraz błyskawiczne darmowe przelewy P2P między użytkownikami. Firma umożliwiała zakup biletów komunikacji miejskiej, kolejowych i autokarowych, a także regulowanie opłat za autostrady i parkowanie w strefach płatnych. W ofercie były również pożyczki i ubezpieczenia.

    Mimo rosnącej bazy użytkowników, przychody nie podążały za tym trendem. W ostatnich dwóch kwartałach spółka odnotowała stratę netto w wysokości ponad 2 mln zł. Jej zasoby gotówkowe zmniejszyły się z 2,6 mln zł do 1,5 mln zł.

    Reakcja rynku i główny akcjonariusz

    Decyzja KNF natychmiast odbiła się na notowaniach akcji mPay. Tuż po komunikacie kurs gwałtownie runął – według jednych doniesień spadł z 22 groszy do 12 groszy, czyli niemal o połowę. Inne źródło podawało przecenę o 36% do poziomu 15 groszy. Niezależnie od konkretnej wartości, reakcja inwestorów była jednoznacznie negatywna.

    Największym akcjonariuszem mPay jest Grupa Lew, która posiada 17,5% akcji i głosów.

    Spółka na razie nie odniosła się oficjalnie do decyzji nadzoru.

    Co dalej?

    Dla obecnych użytkowników mPay najważniejszy jest termin 30 września 2026 roku. Do tego dnia spółka musi rozwiązać wszystkie umowy i zaspokoić roszczenia, a klienci mają możliwość wypłaty środków lub transferu do innego dostawcy usług płatniczych. mPay, który jeszcze niedawno obsługiwał blisko 2 mln użytkowników i oferował usługi od kart debetowych po bilety komunikacji, musi teraz zamknąć swoją działalność płatniczą zgodnie z decyzją KNF.

  • Upały paraliżują kolej: PKP Intercity odwołuje 21 pociągów, rząd wstrzymuje ruch towarowy

    Upały paraliżują kolej: PKP Intercity odwołuje 21 pociągów, rząd wstrzymuje ruch towarowy

    Rekordowe upały paraliżują kolej

    Poniedziałek, 29 czerwca, przyniósł ogromne utrudnienia dla pasażerów kolei w całej Polsce. Z powodu ekstremalnych temperatur sięgających nawet 38–39 stopni Celsjusza oraz uszkodzeń infrastruktury, PKP Intercity odwołało 21 pociągów, a Ministerstwo Infrastruktury podjęło decyzję o czasowym wstrzymaniu ruchu pociągów towarowych.

    Które połączenia zostały odwołane?

    Lista odwołanych kursów jest długa i obejmuje zarówno trasy nadmorskie, górskie, jak i kluczowe połączenia między dużymi miastami. Na liście znalazły się m.in. Swarożyca (Szczecin–Kołobrzeg) oraz Flisak (Katowice–Gdynia). Podróżni do Kołobrzegu mogą skorzystać z pociągu R nr 88626 REGA, a do Szczecina – z składu R nr 88693 REGA. Odwołano także Bory Tucholskie (TLK nr 58110/1) na linii Gdynia Główna–Kostrzyn oraz kurs powrotny (TLK nr 85110/1).

    Na linii Warszawa–Łódź z rozkładu zniknęły Jagna (IC 1902/3 Warszawa Wschodnia–Łódź Fabryczna wraz z połączeniem powrotnym IC nr 9102/3), Prząśniczka (IC nr 9106/7 Łódź Fabryczna–Warszawa Wschodnia oraz IC nr 1906/7 Warszawa Wschodnia–Łódź Fabryczna) i Korczak (IC 19132/3 Warszawa Wschodnia–Łódź Fabryczna).

    W górach utknęli pasażerowie Szczelińca (TLK nr 36106/7 Kraków Główny–Jelenia Góra, kurs powrotny TLK nr 63106/7), Sudetów (TLK nr 36102/3 w kierunku Jeleniej Góry, TLK nr 63102/3 powrót do Krakowa) oraz Kozicy (TLK nr 73154/5 Poznań Główny–Zakopane – odcinek Kraków Główny–Zakopane). Przewoźnik wycofał także Strzeleckiego (IC nr 78101 Zbąszynek–Gorzów Wielkopolski, kurs powrotny IC nr 87101) oraz Lubuszanina (IC nr 78103) na tej samej trasie. Dla wielu z tych połączeń spółka zorganizowała zastępczą komunikację autobusową.

    Rząd wstrzymuje ruch towarowy

    Ministerstwo Infrastruktury ogłosiło, że w poniedziałek w godzinach 13:00–19:00 priorytetowo będą obsługiwane pociągi pasażerskie, a ruch towarowy zostanie ograniczony. Resort w komunikacie na platformie X podkreślił, że to działanie zapobiegawcze, mające zminimalizować skutki awarii wywołanych ekstremalnymi temperaturami.

    Skala problemu jest ogromna – według danych PKP Polskich Linii Kolejowych do godziny 13 odwołano już ponad 160 pociągów różnych przewoźników. Już w niedzielę wieczorem przewoźnik zapowiedział wycofanie części składów oraz uruchomienie autobusów zastępczych dla wybranych relacji. Najbardziej opóźnione są połączenia na trasach: Łódź–Warszawa, Gdańsk–Warszawa, Wrocław–Katowice oraz Kołobrzeg–Piła–Poznań.

    Co mogą zrobić pasażerowie?

    PKP Intercity wprowadziło szereg ułatwień. Ważne bilety przewoźnika można wykorzystać u innych operatorów: są akceptowane w pociągach Polregio na terenie całego kraju, w składach Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej na ich trasach oraz u Kolei Mazowieckich w warszawskim węźle kolejowym. Ponadto wydłużono termin bezpłatnego zwrotu biletów – do 2 lipca dla biletów kupionych najpóźniej 29 czerwca. Standardowo zwrot wiąże się z 15-procentową prowizją, ale obecnie jest on darmowy. Pasażerowie z ważnymi biletami mogą też skorzystać z zastępczej komunikacji autobusowej lub przejechać innym składem na podstawie tego samego biletu.

    Przewoźnik w oficjalnym komunikacie tłumaczy:

    W związku z licznymi awariami sieci trakcyjnej spowodowanymi wysokimi temperaturami i utrudnieniami w ruchu PKP Intercity w trosce o komfort pasażerów odwołuje część pociągów i organizuje zastępczą komunikację autobusową dla wybranych połączeń.

    Spółka zaznaczyła, że źródła tych problemów leżą poza zakresem jej bezpośrednich działań – to infrastruktura kolejowa ulega awariom pod wpływem upału. Podróżni niezadowoleni z warunków mogą zgłaszać reklamacje. Przewoźnik udostępnił formularz online, a skargi przyjmowane są także w każdej kasie biletowej oznaczonej logotypem firmy. Dodatkowo przypomina, że przysługuje prawo do złożenia reklamacji związanej z komfortem podróży.

    Co dalej?

    Nie wiadomo jeszcze, czy ograniczenia dla pociągów towarowych zostaną przedłużone na wtorek. Rzecznik PKP PLK przekazał, że ewentualne przedłużenie tych restrykcji będzie rozpatrywane w porannych godzinach we wtorek – po dokładnej analizie sytuacji. Synoptycy prognozują, że w poniedziałek temperatura w najcieplejszych regionach kraju może osiągnąć nawet 38–39 stopni Celsjusza. Chłodniej będzie jedynie na północnym zachodzie oraz nad morzem. Do godziny 20 obowiązują ostrzeżenia trzeciego stopnia przed upałem dla większości województw, w tym m.in. mazowieckiego, wielkopolskiego, małopolskiego, śląskiego, dolnośląskiego i łódzkiego. Służby monitorują sytuację i nie wykluczają kolejnych działań, jeśli upały utrzymają się również w następnych dniach.

  • AI zabierze miliardy z budżetu. Eksperci Banku Światowego biją na alarm

    AI zabierze miliardy z budżetu. Eksperci Banku Światowego biją na alarm

    Sztuczna inteligencja ma przynieść polskiej gospodarce miliardy złotych, ale zanim to nastąpi, może poważnie nadszarpnąć finanse państwa. Według najnowszego raportu Banku Światowego „Navigating the Age of AI: Implications for Poland’s Economy”, do 2035 roku dynamiczny rozwój AI spowoduje znaczący spadek wpływów z podatku PIT i składek na ZUS. To efekt przesunięcia dochodów z pracy na kapitał.

    Czarny scenariusz na horyzoncie

    Eksperci Banku Światowego przewidują, że główne przesunięcie dochodów z pracy w stronę kapitału nastąpi około 2030–2035 roku. Obecnie sztuczną inteligencję wdrożyło w swoich procesach zaledwie 8,4% polskich firm. Za 4–5 lat odsetek ten ma skoczyć do blisko 45%. To właśnie wtedy odczujemy tąpnięcie w budżecie.

    Z szacunków wynika, że tylko z tytułu podatku PIT dochody państwa spadną o równowartość 0,2% PKB, a składki na ubezpieczenia społeczne zmniejszą się aż o 0,6% PKB. Dla państwa to może być prawdziwy wstrząs. Częściową rekompensatę przyniosą wpływy z CIT i VAT – pierwszy w relacji do PKB wzrośnie o 0,1%, drugi o 0,3%. To jednak nie wystarczy, by w pełni zrównoważyć ubytki z podatków od pracy.

    Fiskalna rewolucja konieczna?

    Analitycy Banku Światowego są zgodni – rząd będzie musiał gruntownie przebudować system podatkowy. Kluczowym kierunkiem ma być przeniesienie ciężaru opodatkowania z malejącej bazy pracy na kapitał i tzw. rentę technologiczną. Wśród proponowanych rozwiązań znalazły się: zaostrzenie zasad przyznawania preferencyjnych stawek CIT, skuteczniejsze przeciwdziałanie agresywnemu transferowi zysków przez globalne koncerny technologiczne oraz reforma ulg na innowacje (np. IP Box), tak by faktycznie stymulowały gospodarkę, a nie tylko dotowały zyski kapitałowe.

    Wnioski płynące z raportu są jednoznaczne: jeśli Polska nie przeprowadzi reformy fiskalnej odpowiednio wcześnie, wypracowane dzięki AI zyski odpłyną za granicę, a państwo straci zdolność do finansowania usług publicznych i wspierania pracowników w okresie przejściowym.

    AI to nie tylko zagrożenie

    Eksperci zaznaczają jednak, że rewolucja AI to również ogromna szansa. Ary Naïm, przedstawiciel Grupy Banku Światowego na Polskę, wyraził opinię, że kraj ten może stać się beneficjentem sztucznej inteligencji, wykorzystując ją jako źródło wzrostu produktywności, lepszych miejsc pracy i rozwoju gospodarczego.

    – Wyzwanie nie polega na samym dostępie do AI. Polega na produktywnym wykorzystaniu tej technologii: na mobilizowaniu inwestycji w infrastrukturę i umiejętności, które stanowią podstawę przyszłego wzrostu – dodał.

    Analitycy Banku Światowego wyliczają, że w perspektywie dekady AI może zwiększyć realny PKB Polski o 1,3% (do nawet 12,1%). Skala korzyści będzie zależeć od tempa inwestycji firm, szybkości adaptacji pracowników oraz od tego, czy polityki publiczne będą wspierać tę transformację.

    „Paradoks 5 procent”

    Jarosław Sokolnicki, ekspert AI i założyciel exeAI, zwraca uwagę na inny aspekt dyskusji. Jego zdaniem zbyt często zatrzymujemy się na pytaniu, czy AI zabierze ludziom pracę, a to nie oddaje całej zmiany.

    – Kluczowe pytanie brzmi inaczej: jak AI zmieni logikę pracy, przewagi konkurencyjnej i odpowiedzialności w organizacjach – komentuje.

    Sokolnicki wskazuje na zjawisko, które nazywa „paradoksem 5 procent”.

    – Jeżeli AI przejmuje 95 proc. powtarzalnej pracy, pozostałe 5 proc. nie traci znaczenia. Wręcz przeciwnie, często staje się najważniejszą częścią całego procesu. To tam zostają decyzje, wyjątki, odpowiedzialność, interpretacja i relacje. Praca nie znika równomiernie. Tanieje tam, gdzie jest powtarzalna i łatwa do opisania, ale drożeje tam, gdzie wymaga osądu, doświadczenia i odpowiedzialności – tłumaczy.

    System podatkowy do zmiany

    Raport Banku Światowego pojawia się w kontekście szerszej dyskusji o preferencyjnym opodatkowaniu w Polsce. Jak wynika z danych, liczba płatników na 14% stawce ryczałtu wzrosła w latach 2022-2024 z 73,1 tys. do 99,5 tys., a średni miesięczny przychód z 25 tys. zł do 30 tys. zł. Eksperci ostrzegają, że rewolucja AI może tylko pogłębić problem rozwarstwienia społeczeństwa i kumulacji bogactwa w coraz węższym gronie, ponieważ jeszcze prościej będzie można zastąpić pracę kapitałem.

    Zgodnie z raportem, AI może zacząć generować przyrosty produktywności w Polsce już w ciągu najbliższych trzech lat. Osiągnięcie korzyści w zakresie PKB nie jest jednak przesądzone i będzie wymagało odpowiedniego finansowania, otoczenia biznesu sprzyjającego innowacjom oraz narzędzi rynku pracy pomagających pracownikom przechodzić do nowych ról.

  • Rekordowa dywidenda Develii: 0,73 zł na akcję i 342,8 mln zł dla akcjonariuszy

    Rekordowa dywidenda Develii: 0,73 zł na akcję i 342,8 mln zł dla akcjonariuszy

    Develia szykuje swoim akcjonariuszom prawdziwy zastrzyk gotówki. Zwyczajne Walne Zgromadzenie spółki oficjalnie zatwierdziło wypłatę dywidendy za rok obrotowy 2025 w wysokości 0,73 zł na akcję. Łączna kwota, która trafi do inwestorów, może sięgnąć aż 342,8 mln zł. To najwyższa dywidenda w historii dewelopera.

    Szczegóły uchwały dywidendowej

    Uchwała nr 21 została podjęta 25 czerwca 2026 roku podczas obrad Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia. Dywidendą objęte zostaną wszystkie akcje spółki uczestniczące w dywidendzie na dzień dywidendy, w tym również akcje wyemitowane w ramach programu motywacyjnego – pod warunkiem, że znajdą się na rachunkach papierów wartościowych najpóźniej w tym dniu. Łączna kwota może wynieść maksymalnie 342.764.702,97 zł, co uzależnione jest od liczby akcji uprawnionych w momencie ustalania praw do dywidendy.

    • Dzień dywidendy (D-day): 25 września 2026 r.
    • Termin wypłaty środków: 30 września 2026 r.

    Raport bieżący nr 37/2026 został przekazany do Komisji Nadzoru Finansowego i podpisany przez prezesa zarządu Andrzeja Oślizłę oraz wiceprezesa Pawła Ruszczaka. Develia regularnie nagradza akcjonariuszy już od 9 lat, a łączna stopa dywidendy za ostatnie pięć lat osiągnęła około 45%. Przy obecnym kursie akcji dywidenda daje stopę około 7%, a średnia z ostatnich pięciu lat wynosi blisko 9%. W 2022 roku stopa ta sięgnęła nawet 13,22%, a w kolejnych latach utrzymywała się w okolicach 8%.

    Rekordowe wyniki finansowe w tle

    Decyzja o tak hojnej dywidendzie opiera się na znakomitych wynikach finansowych. W pierwszym kwartale 2026 roku Develia wypracowała 177,2 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Dla porównania, w analogicznym okresie 2025 roku było to 65,28 mln zł – oznacza to poprawę o ponad 170%. Przychody wzrosły jeszcze dynamiczniej: z 253,53 mln zł do 892,11 mln zł, czyli o około 252%. Zysk operacyjny sięgnął 223,44 mln zł (rok wcześniej: 45,49 mln zł), a EBITDA osiągnęła 226,45 mln zł wobec 47,52 mln zł w pierwszym kwartale 2025 roku.

    Wzrosty napędzane są głównie przez wysoki wolumen przekazań mieszkań. W pierwszych trzech miesiącach roku klienci odebrali 1 205 lokali – ponad dwukrotnie więcej niż 523 w roku ubiegłym. Sprzedaż mieszkań wyniosła natomiast 860 sztuk wobec 951 rok wcześniej, co zarząd tłumaczy niską bazą rezerwacji z końcówki 2025 roku. W tym samym okresie spółka wprowadziła do sprzedaży ponad 1 350 nowych lokali, wzmacniając ofertę na kolejne miesiące.

    „Rekordowy wynik za I kwartał wypracowaliśmy dzięki wysokiej liczbie przekazań mieszkań w pierwszych miesiącach roku – 1 205 lokali. Nasz cel na ten rok to przekazanie 3750-3950 mieszkań, czyli 30% więcej niż w 2025 r. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową chcemy podzielić się ubiegłorocznym, rekordowym zyskiem z akcjonariuszami. W maju zarekomendowaliśmy walnemu zgromadzeniu wypłatę dywidendy na poziomie 342,8 mln zł, czyli 0,73 zł na akcję – najwyższej w historii spółki.”
    — Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii

    Plany na 2026 rok i kondycja finansowa

    Zarząd dewelopera podtrzymuje ambitne cele na cały 2026 rok: sprzedaż od 3 600 do 3 800 mieszkań oraz przekazanie od 3 750 do 3 950 lokali. To oznaczałoby około 30% więcej niż w 2025 roku.

    Sytuacja finansowa spółki pozostaje stabilna. Na koniec marca Develia posiadała 729,6 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych – wzrost z 610,4 mln zł na koniec 2025 roku. Jednocześnie zobowiązania finansowe zmalały z 903,9 mln zł do 874,5 mln zł.

    Notowania akcji

    Kurs akcji Develii znajduje się w silnym długoterminowym trendzie wzrostowym. W ciągu ponad trzech lat akcje zyskały ponad 530%, a od końca marca br. wzrosły o kolejne 33%, ustanawiając nowe historyczne rekordy. Przeciętna stopa dywidendy na poziomie około 7-9% w ostatnich latach stawia spółkę w gronie atrakcyjnych dywidendowych firm na GPW.

    Wypłata dywidendy nastąpi 30 września 2026 roku, zgodnie z uchwałą Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia potwierdzoną w oficjalnym raporcie giełdowym.

  • Kotwica ciągnięta przez 130 km. Fińscy prokuratorzy oskarżają kapitana i bosmana o sabotaż kabli na Bałtyku

    Kotwica ciągnięta przez 130 km. Fińscy prokuratorzy oskarżają kapitana i bosmana o sabotaż kabli na Bałtyku

    Fińscy prokuratorzy postawili zarzuty kapitanowi i bosmanowi statku towarowego, który pod koniec 2025 roku uszkodził podmorskie kable telekomunikacyjne na Bałtyku. Akt oskarżenia obejmuje kwalifikowane umyślne uszkodzenie mienia oraz kwalifikowane zakłócanie telekomunikacji – przestępstwa zagrożone karą od 2 do 10 lat więzienia.

    130 kilometrów z opuszczoną kotwicą

    Do zdarzenia doszło 31 grudnia 2025 roku. Fińska firma telekomunikacyjna Elisa zgłosiła awarię jednego ze swoich kabli biegnących między Estonią a Finlandią. Niemal równocześnie szwedzki operator Arelion poinformował o przerwaniu działania innego kabla łączącego te same kraje.

    Fińska Straż Przybrzeżna szybko zawęziła krąg podejrzanych do statku Fitburg – jednostki o długości 132 metrów i nośności 9900 DWT, zarejestrowanej w Saint Vincent i Grenadynach. Od 2021 roku statek jest własnością i jest eksploatowany przez turecką firmę mającą powiązania z Rosją. Płynął z Sankt Petersburga do Izraela.

    Funkcjonariusze zaobserwowali, że jednostka przemieszcza się z opuszczoną kotwicą, gdy wypływała z estońskiej do fińskiej wyłącznej strefy ekonomicznej. Według prokuratury kotwica była ciągnięta po dnie przez 130 kilometrów (ponad 80 mil morskich), a statek próbował uszkodzić nawet osiem kolejnych podmorskich połączeń infrastrukturalnych. Żołnierze weszli na pokład, nakazali podniesienie kotwicy i skierowali jednostkę do portu Kantvik w Finlandii. Na pokładzie znajdowało się 14 członków załogi.

    Fińska służba celna zajęła również przewożony ładunek stali konstrukcyjnej, uznając, że może on naruszać sankcje Unii Europejskiej.

    Spór o jurysdykcję

    Oskarżeni to kapitan, obywatel Rosji, oraz bosman, obywatel Azerbejdżanu. Obaj zaprzeczyli popełnieniu zarzucanych im czynów. Ich adwokaci kwestionują jurysdykcję Finlandii – uszkodzone kable znajdowały się poza fińskimi wodami terytorialnymi, w wyłącznej strefie ekonomicznej Estonii. Decyzja w sprawie ewentualnych zarzutów wobec dwóch innych oficerów ma zapaść w późniejszym terminie.

    To nie pierwszy raz, gdy fińscy prokuratorzy mierzą się z podobnym problemem. W 2025 roku sąd orzekł, że Finlandia nie posiada jurysdykcji w sprawie trzech członków załogi tankowca Eagle S, który w grudniu 2024 roku uszkodził kabel energetyczny EstLink 2, ciągnąc kotwicę przez 90 km i wyrządzając szkody na ponad 70 mln dolarów. To orzeczenie jest obecnie przedmiotem apelacji – prokuratorzy twierdzą, że skutki przestępstwa urzeczywistniły się w Finlandii.

    Fala incydentów na Bałtyku

    Uszkodzenie kabli przez Fitburg to kolejny epizod w serii podobnych zdarzeń w Zatoce Fińskiej. W październiku 2023 roku uszkodzony został gazociąg Balticconnector oraz kable telekomunikacyjne – głównym podejrzanym był chiński kontenerowiec Newnew Polar Bear. W listopadzie 2024 roku przecięto kable między Szwecją a Litwą oraz między Finlandią a Niemcami, a podejrzenia padły na chiński masowiec Yi Peng 3. W grudniu 2024 roku tankowiec Eagle S, powiązany z rosyjską „flotą cieni”, uszkodził kabel EstLink 2.

    Kto zapłaci za bezpieczeństwo?

    Powtarzające się akty sabotażu zwiększają presję na operatorów infrastruktury krytycznej. Michel Jumeau, prezes TDC Net – największego operatora telekomunikacyjnego w Danii, który zarządza m.in. 80 kablami podmorskimi – przyznaje, że zagrożenie rośnie. Firma buduje alternatywne połączenia, które mogą przejąć ruch w przypadku awarii.

    Problemem są jednak koszty. TDC i duński rząd są w sporze o to, kto powinien ponieść wydatki na zwiększenie odporności infrastruktury – klienci, podatnicy czy sama firma. Jak mówi Jumeau, chodzi o inwestycje liczone w miliardach, które trzeba zrealizować w ciągu najbliższych dwóch–trzech lat.

    Ben Wallace, były minister obrony Wielkiej Brytanii, ostrzega, że cywilna infrastruktura jest najsłabszym punktem Europy i stanie się pierwszym celem w razie konfliktu. Jego zdaniem nie ma darmowych pieniędzy – zwiększanie odporności będzie musiało współfinansować społeczeństwo, a klienci mogą być zmuszeni płacić więcej za rachunki telefoniczne, gaz czy wodę.

    TDC zaproponowało podwyżki cen o 35–50 proc., ale duńskie władze odrzuciły ten wniosek. Kolejny pięcioletni okres regulacyjny rozpocznie się w grudniu. Jumeau apeluje o zmianę regulacji, aby umożliwić inwestycje konieczne do zabezpieczenia infrastruktury.

    Fińskie Krajowe Biuro Śledcze oficjalnie zakończyło dochodzenie na początku czerwca. Statek Fitburg został wkrótce zwolniony z przyczyn formalnoprawnych – ponieważ nie miał zamiaru zawijać do Finlandii. Kapitan i trzy inne osoby pozostały zatrzymane i mają zakaz opuszczania Finlandii.

  • 300 zł na wyprawkę szkolną. Od 1 lipca rusza nabór wniosków w programie „Dobry Start”

    300 zł na wyprawkę szkolną. Od 1 lipca rusza nabór wniosków w programie „Dobry Start”

    Już od 1 lipca 2026 roku rodzice i opiekunowie mogą składać wnioski o jednorazowe świadczenie w wysokości 300 zł na każde dziecko uczące się w szkole. Pieniądze pochodzą z rządowego programu „Dobry Start” i mają pomóc w skompletowaniu wyprawki – podręczników, zeszytów, plecaka czy innych przyborów szkolnych. Program realizuje Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który 1 lipca rozpoczyna przyjmowanie wniosków.

    Kto może otrzymać wsparcie?

    Świadczenie przysługuje niezależnie od dochodów rodziny – nie ma tu żadnego kryterium dochodowego, co podkreśla „Rzeczpospolita”. Wsparcie obejmuje uczniów w wieku od 7 do 20 lat. W przypadku dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością granica wieku przesuwa się do 24 lat. ZUS stosuje przy tym zasadę liczenia wieku rocznikowo. Dzięki temu świadczenie mogą dostać również uczniowie ostatnich klas szkół ponadpodstawowych (techników, liceów, szkół policealnych), którzy osiągnęli graniczny wiek jeszcze przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego – wyjaśnia „Rzeczpospolita”. Na przykład uczeń technikum, który ukończył 20 lat przed rozpoczęciem roku szkolnego w tym roku kalendarzowym, nadal może otrzymać świadczenie. Analogiczna zasada dotyczy uczniów z niepełnosprawnością, którzy ukończyli 24 lata przed rozpoczęciem roku szkolnego.

    Z programu nie skorzystają natomiast rodzice dzieci chodzących do tzw. zerówek oraz studenci. Środki przyznawane są raz w roku. Pieniądze można przeznaczyć m.in. na zakup podręczników, zeszytów, plecaka czy innych elementów szkolnej wyprawki – jak czytamy w artykule Business Insider Polska.

    Elektroniczna droga po pieniądze

    Wnioski można składać wyłącznie w formie elektronicznej. Rodzice mają do wyboru cztery kanały:

    • aplikacja mZUS (mobilna),
    • platforma eZUS/PUE ZUS,
    • portale bankowości internetowej,
    • portal Emp@tia.

    We wniosku trzeba podać m.in. numer rachunku bankowego, dane dziecka oraz nazwę szkoły, do której uczęszcza (lub będzie uczęszczać). Składanie wniosku nie wymaga dołączania dodatkowych dokumentów – zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie trzeba załączać aktów urodzenia, zaświadczeń o dochodach czy informacji o innych świadczeniach rodzinnych. Wynika to z informacji podanych przez Interię.

    Terminy: do kiedy złożyć, kiedy przyjdzie przelew?

    Nabór rusza 1 lipca i potrwa do 30 listopada. Jeśli wniosek zostanie złożony do końca sierpnia, ZUS wypłaci świadczenie najpóźniej do 30 września. Dla tych, którzy złożą dokumenty później – we wrześniu, październiku lub listopadzie – pieniądze trafią na konto w ciągu dwóch miesięcy od daty złożenia wniosku. Tak stanowią zapisy resortu – przypomina Interia.

    Rocznikowe liczenie wieku – ważny szczegół

    Jak wyjaśnia „Rzeczpospolita”, ZUS przy liczeniu wieku (20 i 24 lata) stosuje zasadę rocznikową. Oznacza to, że uczniowie ostatnich klas szkół ponadpodstawowych, którzy ukończyli 20 lat (lub 24 w przypadku niepełnosprawności) przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w tym roku kalendarzowym, również mogą ubiegać się o świadczenie. To istotna informacja dla maturzystów i słuchaczy szkół policealnych, którzy w przeciwnym razie mogliby zostać wykluczeni z programu.

    Program w pigułce

    Program „Dobry Start” oferuje jednorazowe wsparcie w wysokości 300 zł na każde dziecko uczące się w szkole. Świadczenie przyznawane jest niezależnie od dochodów rodziny. Pieniądze mają służyć na zakup wyprawki szkolnej, np. podręczników, zeszytów oraz przyborów szkolnych – jak wskazuje Interia. Wniosek można złożyć od 1 lipca do 30 listopada wyłącznie drogą elektroniczną. Przy wnioskach złożonych w lipcu lub sierpniu przelew nastąpi najpóźniej do 30 września, a przy późniejszych – w ciągu dwóch miesięcy od złożenia.

  • Długi w najlepszym wieku. Polacy w średnim roku zarabiają najwięcej, a toną w zobowiązaniach

    Długi w najlepszym wieku. Polacy w średnim roku zarabiają najwięcej, a toną w zobowiązaniach

    Polscy trzydziesto- i czterdziestolatkowie znajdują się w okresie najwyższych zarobków w swoim życiu. Mimo to, zamiast budować kapitał na przyszłość, wielu z nich zmaga się z poważnym zadłużeniem, które rzutuje na ich sytuację emerytalną. Głównym źródłem tych zobowiązań są kredyty hipoteczne, a łączna kwota długu sięga miliardów złotych.

    Portret finansowy pokolenia w szczycie kariery

    Jak wynika z analiz „Parkietu”, osoby w wieku od 36. do 45. roku życia stanowią siłę napędową polskiej gospodarki. Są najbardziej wydajne i przedsiębiorcze, a ich zarobki osiągają szczytowy poziom. Zamiast jednak gromadzić oszczędności, wiele z tych osób mierzy się z wielomiliardowymi zobowiązaniami. Presja konsumpcyjna i aspiracje życiowe sprawiają, że zamiast oszczędzać na emeryturę, często zaciągają kolejne długi.

    Sytuacja wygląda nieco inaczej w zależności od grupy wiekowej. Osoby po czterdziestce i pięćdziesiątce, które statystycznie są w punkcie kulminacyjnym kariery, często mają największe trudności z odłożeniem pieniędzy. Ich życiowe wydatki, w tym spłata kredytów mieszkaniowych, pochłaniają znaczną część dochodów. Grupa w wieku 46-59 lat również boryka się z wyzwaniami – wydatki i obsługa długów ograniczają możliwość budowania oszczędności emerytalnych.

    Marzenia a rzeczywistość: co mówią dane

    Raport Santander Consumer Banku „Polaków portfel własny: Na tropie marzeń” dostarcza dodatkowego kontekstu. W ciągu ostatnich dwóch lat 47 proc. Polaków zrealizowało swoje ważne marzenia. Niestety, 18 proc. respondentów musiało zmienić cele właśnie z powodu braku funduszy.

    Bariera finansowa nie dotyka wszystkich w równym stopniu. Problem częściej występuje u kobiet – 22 proc. z nich wskazało, że to finanse stanęły na przeszkodzie w realizacji marzeń. Wśród mężczyzn odsetek ten wyniósł zaledwie 13 proc. Podobnie wygląda sytuacja rodziców lub opiekunów z nieletnimi dziećmi: 23 proc. z nich napotkało tę barierę, podczas gdy wśród osób bez dzieci na utrzymaniu było to 15 proc.

    Kredyt na okazję – powszechna praktyka

    Aż 24 proc. Polaków przyznało, że w ciągu ostatniego roku przynajmniej raz skorzystało z kredytu, rat lub płatności odroczonych, aby nie stracić dobrej okazji, takiej jak promocja czy wyjazd last minute. Kolejne 9 proc. rozważało taką możliwość.

    Największą otwartość na dodatkowe finansowanie widać wśród młodych dorosłych. W grupie 18-29 lat oraz wśród trzydziestolatków po 36 proc. sięgnęło po takie rozwiązania. Wśród czterdziestolatków było to 35 proc. Dla porównania, wśród seniorów odsetek ten spada do zaledwie 7 proc.

    Oszczędzanie a impulsywne wydatki

    Mimo że 65 proc. badanych deklaruje pilnowanie budżetu nawet przy atrakcyjnych ofertach, to 29 proc. Polaków wydaje więcej, niż początkowo zakładało. Swoje plany najrzadziej realizują najmłodsi dorośli w wieku 18-29 lat – udało się to tylko 38 proc. respondentów z tej grupy. Wśród osób po czterdziestce odsetek ten rośnie do 54 proc., a w grupie po pięćdziesiątce wynosi 52 proc.

    Co ciekawe, z wiekiem bariera finansowa traci na znaczeniu. Wśród seniorów to nie pieniądze, a całkiem inne przeszkody są główną blokadą – wskazało na nie 40 proc. badanych z tej grupy. Dla osób w średnim wieku, które są w szczycie zarobkowym, to jednak właśnie długi i codzienne wydatki często uniemożliwiają budowanie stabilnej przyszłości finansowej. Dane pokazują, że nawet w grupie wiekowej 40-49 lat, która jest w szczycie kariery, aż 35 proc. badanych sięgnęło w ostatnim roku po kredyt lub raty, aby nie stracić okazji. Jednocześnie 65 proc. Polaków pilnuje budżetu, a 29 proc. wydaje więcej niż planowało.

  • Brytyjski system energetyczny pod presją. Drugi alert w tydzień przez upały w Europie

    Brytyjski system energetyczny pod presją. Drugi alert w tydzień przez upały w Europie

    Drugi alert w Wielkiej Brytanii

    Brytyjski operator National Energy System Operator (NESO) po raz drugi w ciągu kilku dni ostrzegł przed możliwym niedoborem mocy. W piątek między 19:00 a 22:00 czasu lokalnego prognozowana luka między podażą a popytem ma wynieść około 671 megawatów. NESO wezwał wytwórców i dostawców do uruchomienia dodatkowych mocy, aby zwiększyć rezerwy i ustabilizować system.

    To już drugi taki komunikat w tym tygodniu – pierwszy pojawił się w środę. Kluczowym czynnikiem w obu przypadkach są ekstremalne temperatury w Europie, które wpływają zarówno na popyt, jak i na podaż energii.

    Dlaczego brytyjski system ma problem?

    Fala upałów, która przetacza się przez kontynent, drastycznie zwiększyła zapotrzebowanie na energię z powodu masowego używania klimatyzacji. Jednocześnie ograniczyła podaż. We Francji, gdzie zanotowano rekordowe 44,3°C w miejscowości Pissos, koncern Électricité de France (EDF) musiał zmniejszyć produkcję w elektrowniach jądrowych o około 4,1 GW – to mniej więcej 7% krajowego zapotrzebowania. Przyczyną jest zbyt wysoka temperatura wody w rzekach, która uniemożliwia skuteczne chłodzenie reaktorów. W skrajnym scenariuszu ograniczenia mogą sięgnąć nawet 18 GW.

    Francja jest głównym eksporterem energii elektrycznej do Niemiec, Belgii i Wielkiej Brytanii. Gdy jej eksport spadł o około 7 GW, kraje te musiały uruchomić droższe elektrownie gazowe.

    Ceny energii poszybowały w górę

    Efekt widać na rynkach hurtowych. Według informacji podanych przez The Guardian, w Wielkiej Brytanii koszt importowanej energii w godzinach szczytu sięgnął około 470 funtów za MWh – nawet sześciokrotnie więcej niż rok wcześniej. W Niemczech stawki na rynku spot przekraczały 545 euro za MWh, a we Francji sięgały 268 euro za MWh.

    Również na brytyjskim rynku intraday ceny na piątkowy wieczór wzrosły powyżej poziomów ustalonych podczas aukcji dzień wcześniej, co sugeruje, że uczestnicy rynku wcześniej nie docenili skali napięcia.

    NESO standardowo utrzymuje rezerwę operacyjną na poziomie około 700 MW. W piątek ten bufor jest jednak wyraźnie ograniczony, ponieważ około 1,1 GW dostępnej mocy nie może zostać wliczone do rezerwy z powodu ograniczeń przesyłowych. To realnie zmniejsza margines bezpieczeństwa.

    A co z Polską?

    Polski system elektroenergetyczny jest powiązany z europejskim rynkiem, więc sytuacja na kontynencie ma znaczenie także dla nas. Jak dotąd Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) zapewniają, że krajowy system jest przygotowany na upały. „Obecnie nie występują ograniczenia w pracy elektrowni systemowych wynikające z poziomu lub temperatury wody” – przekazał PAP Maciej Wapiński, rzecznik PSE. Jednocześnie eksperci przestrzegają przed długotrwałą falą upałów.

    Mirosław Panek z Instytutu Sobieskiego zwraca uwagę, że elektrownie węglowe, gazowe i jądrowe wykorzystujące chłodzenie wodą w obiegu otwartym są wrażliwe na niski poziom wód i wysoką temperaturę. Robert Jeszke z Instytutu Ochrony Środowiska dodaje, że upały wpływają także na sieci przesyłowe – przegrzane przewody tworzą tzw. zwisy, co ogranicza zdolności przesyłowe.

    Polska może jednak liczyć na fotowoltaikę. Zainstalowanych jest już prawie 27 GW paneli słonecznych. W słoneczne dni generują one ogromne ilości energii w godzinach południowych, co obniża ceny. 25 czerwca o godzinie 14:00 cena energii na polskim rynku hurtowym wynosiła zaledwie 43 złote za MWh. Jednak gdy słońce zaszło, a popyt na chłodzenie pozostał wysoki, o 21:00 cena skoczyła do 1442 złotych za MWh.

    Dr Izabela Filipiak z Deloitte zauważa, że od czasu kryzysu w 2015 roku w systemie przybyło dużo nowych mocy OZE, ale elektrownie konwencjonalne postarzały się o kolejne 10 lat, co może wpływać na ich awaryjność i sprawność w trudnych warunkach. Minister energii Miłosz Motyka przyznał, że „ekstremalne upały zawsze są wyzwaniem dla systemu” i dodał, że nie ma państwa w pełni przygotowanego na wszystkie zjawiska pogodowe.

    Podsumowanie

    Napięcia w brytyjskim systemie to sygnał, jak bardzo europejska energetyka stała się wrażliwa na ekstremalne zjawiska pogodowe. Upały jednocześnie zwiększają popyt i ograniczają podaż, a połączenia międzysystemowe sprawiają, że lokalne problemy szybko stają się regionalnymi. W Polsce na razie system działa bez zakłóceń, ale dzisiejsze ceny – od 43 zł do 1442 zł za MWh w ciągu jednego dnia – pokazują, jak dynamiczna potrafi być sytuacja.