Blog

  • Rekordowa dywidenda PKO BP. Ponad 7,6 mld zł trafi do akcjonariuszy w sierpniu

    Rekordowa dywidenda PKO BP. Ponad 7,6 mld zł trafi do akcjonariuszy w sierpniu

    Największy polski bank bije kolejny rekord – tym razem w wypłatach dla swoich właścicieli. PKO Bank Polski rozdzieli między akcjonariuszy ponad 7,6 mld zł z zysku za 2025 rok. To najwyższa dywidenda w historii banku i druga co do wielkości na całej warszawskiej giełdzie (więcej wypłaci w tym roku tylko Orlen – 9,3 mld zł).

    6,14 zł na akcję – konkretne daty

    Akcjonariusze zebrani w poniedziałek na Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu przegłosowali podział zysku netto banku za 2025 rok (przekraczającego 10,2 mld zł). Niemal 75% tej kwoty – dokładnie 7,675 mld zł – trafi do posiadaczy walorów. Na każdą z 1,25 mld akcji przypada 6,14 zł brutto. Dzień dywidendy, czyli moment, w którym trzeba mieć akcje, by otrzymać wypłatę, wyznaczono na 5 sierpnia 2026 r., a sam przelew pieniędzy nastąpi 13 sierpnia 2026 r.

    Pozostała część zysku – około 2,565 mld zł – zasili kapitał rezerwowy banku, z którego w przyszłości mogą być finansowane kolejne dywidendy, w tym także zaliczkowe (zgodnie ze statutem instytucji).

    Rekordowe zyski, wysoka stopa dywidendy

    Grupa kapitałowa PKO BP wypracowała w 2025 roku skonsolidowany zysk netto w wysokości 10,68 mld zł, co jest najlepszym wynikiem w historii zarówno samego banku, jak i całego polskiego sektora bankowego. Sam bank (w ujęciu jednostkowym) zarobił ponad 10,2 mld zł. W stosunku do 2024 roku wynik wzrósł z 9,3 mld zł.

    Przy obecnym kursie akcji wynoszącym 102,7 zł stopa dywidendy sięga 6%. Dla porównania – z zysku za 2024 rok PKO BP wypłacił 5,48 zł na akcję, co łącznie dało 6,85 mld zł (również 75% zysku). Obie wypłaty utrzymują się na poziomie maksymalnym dozwolonym przez Komisję Nadzoru Finansowego.

    Jak zapewnia bank, taka polityka dywidendowa jest zgodna z wcześniejszymi deklaracjami zarządu i rady nadzorczej, a jednocześnie pozwala zachować ostrożne zarządzanie kapitałem oraz minimalne wskaźniki adekwatności kapitałowej wymagane prawem i regulacjami.

    Kto skorzysta najbardziej?

    Największym pojedynczym akcjonariuszem PKO BP jest Skarb Państwa, który posiada 29,43% akcji. Oznacza to, że z tegorocznej dywidendy do budżetu państwa trafi około 2,24 mld zł. Kolejną znaczącą grupą są fundusze emerytalne – OFE kontrolują około jednej piątej kapitału banku. Pozostałe akcje znajdują się w rękach inwestorów zagranicznych, polskich towarzystw funduszy inwestycyjnych oraz inwestorów indywidualnych.

    Rekord, ale nie pierwszy i nie ostatni

    PKO BP systematycznie poprawia wyniki i dzieli się nimi z akcjonariuszami. Tegoroczna dywidenda jest już drugą z rzędu rekordową – w poprzednim roku na ten cel przeznaczono 6,85 mld zł, co wówczas było najwyższą kwotą w dziejach banku. Dziś ten rekord został pobity. W skali całej GPW ustępuje jedynie wypłacie Orlenu, który w 2026 roku przeznacza na dywidendę 9,3 mld zł.

    Decyzja walnego zgromadzenia oznacza, że posiadacze akcji PKO BP mogą spodziewać się przelewu już w połowie sierpnia. Bank obsługuje ponad 12 mln klientów i jest największym uniwersalnym bankiem w kraju.

  • Mostostal Warszawa na rozdrożu: akcjonariusze odrzucili emisję, Acciona czeka na decyzję KNF

    Mostostal Warszawa na rozdrożu: akcjonariusze odrzucili emisję, Acciona czeka na decyzję KNF

    Ratunkowa emisja akcji przepadła, a Hiszpanie nie pójdą na ustępstwa bez zgody nadzoru

    Mostostal Warszawa znalazł się w krytycznym momencie. Walne zgromadzenie akcjonariuszy, które odbyło się 25 czerwca 2026 r., nie przegłosowało żadnej z proponowanych opcji podwyższenia kapitału. Główny akcjonariusz – hiszpańska Acciona Construcción Polonia (posiadająca 62,13% głosów) – jasno dał do zrozumienia, że bez spełnienia dwóch warunków nie wesprze dokapitalizowania.

    Zgodnie z oświadczeniem przesłanym przez Hiszpanów do zarządu, bez natychmiastowego zastrzyku gotówki spółka będzie musiała rozważyć restrukturyzację, upadłość lub likwidację.

    Dlaczego Acciona nie może po prostu wpłacić pieniędzy?

    Acciona Construcción Polonia deklaruje chęć pomocy, ale napotyka na przeszkodę regulacyjną. Gdyby zwiększyła swój udział w ogólnej liczbie głosów, byłaby zobowiązana do ogłoszenia obowiązkowego wezwania na sprzedaż wszystkich pozostałych akcji. Cena w wezwaniu opierałaby się na średnim kursie z ostatnich sześciu miesięcy, który wynosi około 6 zł – podczas gdy kurs otwarcia w poniedziałek to 3,67 zł, a wartość nominalna akcji to zaledwie 1 zł.

    Hiszpanie argumentują, że taka sytuacja stwarza ryzyko arbitrażu i nie oddaje rzeczywistej kondycji spółki. Dlatego zwrócili się do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) z wnioskiem o zgodę na ustawowy wyjątek – możliwość ogłoszenia wezwania po cenie odpowiadającej wartości godziwej, oszacowanej przez niezależnego biegłego. Jeśli KNF wyrazi zgodę, Acciona objęłaby nową emisję po 1 zł i teoretycznie ogłosiłaby wezwanie, na które – jak uważa – nikt by nie odpowiedział.

    „Dalszy postęp w tej sprawie zależy od pozytywnej decyzji KNF oraz uznania przez akcjonariuszy mniejszościowych rzeczywistej wartości rynkowej spółki i wykazania przez nich rzeczywistej gotowości do sprawiedliwego wniesienia wkładu w zapewnienie ciągłości finansowej spółki. Bez tego w najbliższej przyszłości skuteczne dokapitalizowanie Mostostalu nie będzie możliwe. W rezultacie spółka będzie zmuszona rozważyć scenariusze restrukturyzacji, upadłości lub likwidacji.” – napisała Acciona w oświadczeniu.

    Gigantyczna luka finansowa – od lipca brakuje od 425 do 570 mln zł

    Z prognoz przygotowanych przez zarząd Mostostalu wynika, że od lipca 2026 r. spółka będzie potrzebować dodatkowego finansowania w wysokości od 425 mln zł do 570 mln zł, by kontynuować działalność. To nie są żadne luksusy – środki są niezbędne na:

    • kapitał obrotowy i bieżącą działalność – 100–115 mln zł,
    • zabezpieczenie ryzyka gwarancyjnego – 100–240 mln zł,
    • spłatę kredytu udzielonego przez Accionę na projekt Porąbka-Żar – 109 mln zł,
    • dokapitalizowanie – 100 mln zł.

    Co gorsza, 10 instytucji finansowych odmówiło już udzielenia nowego finansowania, a część z tych, które dotychczas współpracowały z firmą, zamraża lub ogranicza istniejące linie. Zarząd nie widzi alternatywnych źródeł pozyskania kapitału.

    KNF milczy, a zegar tyka

    Decyzja Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie wniosku Acciony o odstępstwo od obowiązku ogłoszenia wezwania po standardowej cenie wciąż nie zapadła. W połowie czerwca rzecznik urzędu mówił „Parkietowi”, że nie antycypuje decyzji odnośnie do timingu – sprawa musi stanąć na posiedzeniu komisji. Nie jest to prosta formalność: wnioskujący muszą udowodnić, że znaczne pogorszenie sytuacji finansowej spółki było efektem zdarzeń lub okoliczności, których nie można było przewidzieć. Zarząd tłumaczy problemy z kilkoma kontraktami właśnie takimi zewnętrznymi czynnikami.

    Bez zgody KNF Acciona nie może przeprowadzić podwyższenia kapitału, a bez nowych pieniędzy Mostostal Warszawa – spółka, która jeszcze niedawno realizowała duże kontrakty budowlane – może stanąć przed widmem bankructwa. Na razie pozostaje czekać na ruch nadzoru i ewentualne porozumienie z akcjonariuszami mniejszościowymi, na czele z OFE PZU „Złota Jesień” (posiadającym 19,1% akcji), które dotychczas blokowało emisję bez prawa poboru.

  • Koniec taniego paliwa w Polsce. Oto ceny na stacjach po wygaśnięciu CPN

    Koniec taniego paliwa w Polsce. Oto ceny na stacjach po wygaśnięciu CPN

    1 lipca kierowcy w całej Polsce przecierali oczy ze zdumienia. Na jednej ze szczecińskich stacji Orlenu litr benzyny 95 skoczył z 5,99 zł do 6,82 zł w ciągu jednej nocy. Diesel podrożał z 6,16 zł do prawie 7 zł, a benzyna 98 z 6,68 zł do 7,61 zł. To efekt wygaśnięcia rządowego pakietu CPN (Ceny Paliw Niżej).

    Dlaczego ceny poszły w górę?

    Pakiet CPN obowiązywał od 31 marca. Rząd obniżył wtedy akcyzę do minimum dozwolonego w UE, ściął VAT z 23% na 8% i wprowadził urzędowe ceny maksymalne. Dzięki temu paliwo w Polsce było przez kilka miesięcy najtańsze w Europie. Program od początku miał jednak charakter tymczasowy. W połowie czerwca wróciła normalna akcyza – obyło się wtedy bez szoku, bo nadal działał obniżony VAT i limity cen. 1 lipca zniknęły ostatnie elementy osłony: VAT wrócił do 23%, a mechanizm maksymalnych cen został zniesiony.

    Skala podwyżek w liczbach

    Analitycy z e-petrol.pl zebrali dane z całego kraju. Średnia cena litra benzyny Pb95 wynosi 6,79 zł – to o 89 groszy więcej niż przed tygodniem. Pb98 kosztuje przeciętnie 7,59 zł (wzrost o 98 gr), a olej napędowy – 6,98 zł (o 93 gr więcej). Jedynie autogaz LPG, którego obniżki nie objęły, jest tańszy – średnio 3,29 zł za litr.

    Koniec regulacji przywrócił też wyraźne dysproporcje regionalne. Pb95 najtaniej zatankujemy w województwie śląskim (6,66 zł), najdrożej w zachodniopomorskim (6,78 zł). Diesel jest najtańszy na Górnym Śląsku (6,84 zł), a najdroższy w Kujawsko-Pomorskim (6,95 zł). W przypadku LPG różnice są jeszcze większe – od 3,03 zł w świętokrzyskim do 3,50 zł w zachodniopomorskim.

    Głosy ze stacji i tłumaczenia rządu

    Kierowcy nie kryją zdenerwowania. – Po prostu nie rozumiem, jak można tak ceny podnieść na start wakacji – mówił jeden z nich na szczecińskiej stacji. Pracownicy dystrybutorów też są zaskoczeni. – To po prostu jest źle odbierane przez kierowców. Nie można było przywrócić dawnych stawek jesienią? – pytała jedna z ekspedientek.

    Minister finansów Andrzej Domański tłumaczy decyzję sytuacją na światowych rynkach:

    Pakiet CPN – od samego początku było to bardzo jasno komunikowane – był pakietem tymczasowym, związanym z sytuacją na Bliskim Wschodzie, z wojną na Bliskim Wschodzie, z tym, że ceny ropy wystrzeliły do poziomu nawet 115-116 dolarów za baryłkę. Dzisiaj to jest 70 dolarów.

    Co dalej z cenami?

    Rząd zostawił sobie furtkę do ewentualnych ponownych obniżek VAT lub akcyzy, gdyby napięcia na Bliskim Wschodzie znów podbiły ceny ropy. Na razie jednak trudno liczyć na szybką ulgę. Urszula Cieślak, ekspertka rynku paliw z Reflex, zwraca uwagę, że tym razem wzrost podatku nie zostanie skompensowany spadkami hurtowymi. – Na rynek hurtowy wpływają przede wszystkim warunki makroekonomiczne, takie jak osłabienie złotego i zatrzymanie spadków cen ropy – mówi. Jej zdaniem zniknięcie cen maksymalnych sprawi, że różnice między poszczególnymi stacjami staną się znów wyraźniejsze.

    Koszt CPN dla budżetu

    Program ochronny nie był darmowy. Ministerstwo Finansów wyliczyło, że od końca marca do końca czerwca pakiet CPN pochłonął 4,7 mld zł z budżetu państwa. Miesięcznie było to około 1,6 mld zł. Premier Donald Tusk zapowiadał w połowie czerwca, że dopłaty do paliw zakończą się latem – i tak się stało.

    Analitycy e-petrol.pl podsumowali sytuację krótko:

    Wszystkie paliwa, z wyjątkiem LPG, drastycznie podrożały. Ci, którzy nie zatankowali wczoraj, dziś mogą tego żałować.

    Kierowcy wyruszający na wakacyjne trasy muszą pogodzić się z realiami – era paliw po 6 zł za litr na popularnych stacjach bezpowrotnie się skończyła, przynajmniej na razie.

  • Amerykańska gospodarka zaskakuje: PKB w górę, ale inflacja i konsumpcja nie dają spokoju

    Amerykańska gospodarka zaskakuje: PKB w górę, ale inflacja i konsumpcja nie dają spokoju

    Największa gospodarka świata przyspieszyła w pierwszym kwartale 2026 roku bardziej, niż wcześniej sądzono. Finalny odczyt PKB USA wyniósł 2,1% w ujęciu annualizowanym – to wyraźna rewizja w górę wobec majowego szacunku na poziomie 1,6%. Ekonomiści spodziewali się zaledwie 1,5%, więc dane okazały się pozytywnym zaskoczeniem. Co kryje się za tymi liczbami?

    Zaskakująca rewizja PKB

    Amerykańskie Biuro Analiz Ekonomicznych (BEA) poinformowało w czwartek, że korekta w górę o 0,5 punktu procentowego wynika głównie ze sporych zmian w rachunku importu. Import (odejmowany przy obliczaniu PKB) okazał się niższy niż w drugim szacunku, co automatycznie podbiło wynik. Częściowo zrównoważyła to obniżka wydatków konsumpcyjnych.

    „Realny PKB został zrewidowany w górę o 0,5 pkt proc. w stosunku do drugiego szacunku, co odzwierciedla przede wszystkim korektę w dół importu, który jest odejmowany przy obliczaniu PKB, co zostało częściowo skompensowane korektą w dół wydatków konsumpcyjnych” – wyjaśniło BEA w komunikacie.

    Do wzrostu w I kwartale przyczyniły się przede wszystkim: inwestycje, eksport, wydatki rządowe oraz konsumpcja. Na plus wyróżniły się sektory – informacyjny, administracja federalna, usługi profesjonalne, naukowe i techniczne oraz produkcja dóbr trwałych. Hamulcem okazały się natomiast spadki w handlu detalicznym, handlu hurtowym oraz w sektorze finansów i ubezpieczeń.

    Warto przypomnieć, że jeszcze w IV kwartale 2025 roku wzrost PKB wynosił zaledwie 0,5% – obecne odbicie jest więc wyraźne, choć wciąż daleko do dynamiki z III kwartału 2025 roku (+4,4%). Kwartalny deflator PKB USA wyniósł 3,6% wobec 3,7% w poprzednim odczycie (prognoza zakładała 3,5%).

    Konsumpcja rozczarowuje, ale rynek pracy trzyma się mocno

    Jeden z najważniejszych elementów układanki – wydatki konsumpcyjne – wypadł jednak poniżej oczekiwań. Wzrosły one zaledwie o 0,5% w ujęciu annualizowanym, podczas gdy rynek prognozował 1,4%. To sygnał, że Amerykanie w pierwszych miesiącach roku zacisnęli pasa. Mimo to ogólny obraz gospodarki pozostaje solidny, co potwierdzają dane z rynku pracy.

    Liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych w tygodniu kończącym się 20 czerwca spadła o 12 tys. do 215 tys. – analitycy oczekiwali poziomu 225 tys. To kolejny dowód na napięty rynek pracy. Dodatkowo dochody Amerykanów wzrosły w maju o 0,7% miesiąc do miesiąca, co może podtrzymywać popyt.

    Inflacja rośnie – problem dla Fed

    Czwartek przyniósł też niepokojące wieści dla Rezerwy Federalnej. Preferowany przez Fed wskaźnik inflacji PCE wyniósł w maju 4,1% rok do roku – wyraźnie więcej niż 3,8% w kwietniu i nieco powyżej prognozy (4,0%). W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,4%. Różne miary inflacji bazowej również poszły w górę, choć poszczególne odczyty różnią się w zależności od źródła. Według jednych opracowań wskaźnik PCE Core (bez żywności i energii) wzrósł z 2,7% do 4,4% w skali roku, podczas gdy inne raporty podają dynamikę na poziomie 3,4% – różnica wynika z odmiennej metodyki i okresów odniesienia.

    Jeszcze wyraźniej presję cenową widać w indeksie CPI. Jak wynika z danych opublikowanych w czwartek, inflacja CPI w maju sięgnęła 4,2% w skali roku – najwyżej od 2023 roku. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,5% po wzroście o 0,6% w kwietniu. Inflacja bazowa CPI (bez energii i żywności) wyniosła w maju 2,9% wobec 2,8% miesiąc wcześniej.

    Jak zauważyli analitycy XTB: „Akcje amerykańskie przyspieszają wzrosty przed otwarciem Wall Street, po tym jak dane PKB pokazały dużą rewizję w górę”. Mimo to wyższa inflacja studzi optymizm.

    Mocny wzrost cen może utwierdzić jastrzębią część Fed w przekonaniu, że stopy procentowe powinny pozostać wysokie na dłużej. Jak ostrzegają ekonomiści, w przypadku dalszego przyspieszenia inflacji w kolejnych miesiącach niewykluczone jest nawet zaostrzenie polityki monetarnej.

    Podsumowując: finalny odczyt PKB to najważniejsza rewizja w górę w tym roku, ale gospodarka USA wciąż balansuje między przyspieszeniem a presją cenową. W maju inflacja CPI sięgnęła 4,2% – najwyżej od 2023 roku.

  • Rewolucja na polskich torach: pociągi co pół godziny i rozkład znany z kilkuletnim wyprzedzeniem

    Rewolucja na polskich torach: pociągi co pół godziny i rozkład znany z kilkuletnim wyprzedzeniem

    Polskie koleje szykują się na prawdziwą rewolucję – i to nie tylko w kwestii nowych tras czy superszybkich składów. W poniedziałek odbyła się konferencja, na której spółka CPK oraz Ministerstwo Infrastruktury przedstawiły założenia Horyzontalnego Rozkładu Jazdy (HRJ) – zupełnie nowego modelu planowania połączeń, który ma zmienić sposób, w jaki podróżujemy po kraju.

    Koniec z chaosem

    Obecnie nowe rozkłady jazdy ogłaszane są jesienią, zaledwie na dwa, trzy miesiące przed wejściem w życie, a później są jeszcze korygowane co kilka miesięcy. Dla pasażerów oznacza to wieczną niepewność. HRJ ma to zmienić – rozkłady będą znane z kilkuletnim wyprzedzeniem, co pozwoli lepiej planować codzienne dojazdy do pracy czy szkoły.

    – W HRJ kluczowe jest założenie, że to pasażer na kolei jest najważniejszy. Dlatego system powinien zapewniać stabilność i pewność opracowanego rozkładu jazdy, aby budować przywiązanie pasażera do kolei – podkreślono w komunikacie CPK, wskazując, że takie rozwiązanie z powodzeniem działa m.in. w Austrii i Szwajcarii.

    Rytm jak w zegarku

    Sednem nowego systemu jest cykliczność. Na najważniejszych liniach pociągi będą odjeżdżać w regularnych odstępach czasu – co pół godziny, godzinę lub dwie, w zależności od trasy. Dziś na wielu relacjach odjazdy są przypadkowe, a czekanie na kolejny skład potrafi zająć kilka godzin.

    – Dzięki systemowej koordynacji rozkładów pociągi spotkają się na jednej stacji w tym samym czasie, co pozwoli na szybkie i bezpieczne przesiadki z peronu na peron. Dla podróżnych oznacza to płynną podróż pociągami dalekobieżnymi i regionalnymi w całej Polsce. Wzorujemy się na najlepszych kolejach, które stosują takie rozwiązania, a szczególnie na kolejach szwajcarskich – mówił na konferencji Piotr Malepszak, wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego.

    Piotr Rachwalski z zarządu CPK podkreślał, że głównym celem jest pewność dla pasażera. Ma on wiedzieć, że jeśli spóźni się na jeden pociąg, następny odjedzie za pół godziny lub godzinę, a nie – jak często teraz – za kilka godzin. Częściowo takie rozwiązanie już działa, np. na trasie Warszawa–Trójmiasto, ale docelowo ma objąć cały kraj.

    Konkurencja na torach od 2030

    Nowy rozkład to także odpowiedź na unijne wymogi. Unijny IV pakiet kolejowy nakłada na kraje członkowskie obowiązek otwarcia rynku na konkurencję, a Polska przygotowuje się na to, udostępniając tory nowym operatorom od grudnia 2030 roku. HRJ ma stworzyć ramy, w których różni przewoźnicy będą mogli działać w sposób skoordynowany.

    Kiedy to wszystko wejdzie w życie?

    Sam HRJ ma zacząć obowiązywać od rozkładu 2034/2035, a jego rozwój będzie postępować równolegle z budową Zintegrowanej Sieci Kolejowej. Założenia rozkładu powstały po przeanalizowaniu ponad 2,5 tys. uwag od mieszkańców, organizacji społecznych oraz organizatorów transportu.

    Sieć za 610 mld zł

    W ramach Zintegrowanej Sieci Kolejowej zaplanowano budowę nowych linii o łącznej długości 4,7 tys. km, a także modernizację kolejnych 5,6 tys. km istniejących tras. Szacowany koszt tych inwestycji sięga ok. 610 mld zł. Według założeń podróż między największymi miastami ma zająć do 100 minut, a przejazd przez cały kraj – maksymalnie trzy godziny.

    Program zakłada również stworzenie systemu Kolei Dużych Prędkości (KDP). Pierwszy udostępniony odcinek, między Łodzią a Warszawą o długości około 130 km, ma być gotowy do końca 2032 roku. Do 2035 roku planowane są fragmenty trasy z Łodzi do Poznania i Wrocławia, a pociągi będą mogły rozwijać prędkość do 320 km/h.

    Każdy powiat w siatce

    CPK zapowiada, że docelowo system połączeń dalekobieżnych obejmie każdy powiat – bezpośrednio lub poprzez skoordynowane kursy regionalne i autobusowe. Program inwestycyjny Port Polska obejmuje także budowę centralnego lotniska między Warszawą a Łodzią. Prace nad portem mają ruszyć jeszcze w 2026 r., a CPK planuje oddać obiekt do użytku w 2032 r.

  • Koniec z darmowym cłem z Chin. Od lipca zapłacisz nawet 12 euro więcej za paczkę

    Koniec z darmowym cłem z Chin. Od lipca zapłacisz nawet 12 euro więcej za paczkę

    Już od 1 lipca wchodzą w życie nowe unijne przepisy, które kończą epokę beztroskich zakupów na chińskich platformach. Znika bowiem zwolnienie celne dla paczek o wartości poniżej 150 euro spoza Unii Europejskiej. To oznacza, że każda paczka z Temu, Shein czy AliExpress będzie teraz obciążona dodatkowymi opłatami.

    Jak dokładnie będą naliczane opłaty?

    Nowy system zakłada stałą opłatę w wysokości 3 euro (około 13 zł) od każdej kategorii produktu znajdującej się w przesyłce. Co to oznacza w praktyce? Jeśli zamówisz jedną paczkę, w której znajduje się koszula i dwa swetry, zapłacisz cło w wysokości 6 euro (prawie 26 zł), ponieważ są to dwie różne pozycje w deklaracji celnej. Wszystko przyjedzie w jednym kartonie, ale kategorie są liczone osobno.

    I to jeszcze nie koniec. W listopadzie 2026 roku ma wejść w życie unijna opłata manipulacyjna, która ma pokryć koszty kontroli celnych. Jej dokładna wysokość nie została jeszcze ustalona, ale rynek spodziewa się, że wyniesie kolejne 3 euro od każdej kategorii produktu. W efekcie finalna wartość dodatkowych opłat dla paczki z koszulą i dwoma swetrami może sięgnąć aż 12 euro (czyli ponad 51 zł). Biorąc pod uwagę, że wiele produktów z Chin kosztowało dotychczas dosłownie kilka euro, wzrost cen będzie bardzo odczuwalny.

    Kogo uderzą zmiany?

    Szacuje się, że aż 91% takich małych paczek spoza UE pochodzi właśnie z Chin. Nowe regulacje to więc bezpośredni cios dla gigantów e-commerce takich jak Shein, Temu i AliExpress, które szturmem podbiły europejski rynek, w tym także polski. Platformy te przyzwyczaiły klientów do niskich cen i darmowej wysyłki, a teraz będą musiały zmierzyć się z wyższymi kosztami i dodatkowymi obowiązkami administracyjnymi.

    Powrót do równych zasad gry?

    Europejskie platformy e-commerce od dawna domagały się tych zmian. Kamil Mirowski, kierownik jednej z firm branżowych, w rozmowie z Business Insider Polska skomentował:

    „Ta decyzja to wyczekiwany krok w kierunku przywrócenia równych zasad konkurencji na jednolitym rynku. Dotychczasowe przepisy stawiały europejskich przedsiębiorców w trudniejszej sytuacji względem platform spoza UE, które mogły realizować dostawy bez obciążeń celnych. To kluczowy moment dla stabilizacji europejskiego sektora e-commerce, na którym zyskają zarówno rodzime marki, jak i konsumenci, otrzymujący produkty zgodne z unijnymi standardami bezpieczeństwa.”

    Co to oznacza dla kupujących?

    Dla przeciętnego konsumenta nowe przepisy oznaczają przede wszystkim wzrost kosztów zakupów w azjatyckich sklepach internetowych. Nawet tanie drobiazgi zostaną obciążone stałą opłatą celną. Jeśli dołożymy do tego planowaną opłatę manipulacyjną, całkowity dodatkowy koszt może szybko przekroczyć wartość samego produktu. W praktyce zakupy z Azji staną się znacznie mniej opłacalne, szczególnie przy małych zamówieniach.

    Nowe obowiązki czekają również same platformy. Od teraz każda pozycja towarowa w przesyłce musi być zgłoszona i opodatkowana, co zwiększa biurokrację i koszty operacyjne. Dla sprzedawców droższe staną się też zwroty.

    Zmiany wchodzą w życie z dniem 1 lipca, a dodatkowa opłata manipulacyjna dołączy do nich w listopadzie 2026 roku. Unia Europejska stawia w ten sposób tamę zalewowi tanich towarów z Azji, przywracając równe szanse europejskim sprzedawcom. Dla klientów oznacza to jedno – od teraz każda paczka z Chin będzie kosztować więcej.

  • Bitcoin i złoto toną razem, a w Polsce paliwa idą w górę – 2026 łamie rynkowe reguły

    Bitcoin i złoto toną razem, a w Polsce paliwa idą w górę – 2026 łamie rynkowe reguły

    Rok 2026 zapisuje się w historii rynków finansowych w zupełnie nietypowy sposób. Dwa aktywa, które od lat uchodzą za przeciwwagi – Bitcoin i złoto – jednocześnie tracą na wartości. Tymczasem polscy kierowcy już od jutra odczują skutki powrotu pełnego VAT na paliwa. Oto, co przynosi przełom czerwca i lipca.

    Bitcoin i złoto: bezprecedensowa zbieżność strat

    Jak wynika z danych zestawionych przez stratega rynkowego Charliego Bilello (cytowanego przez Comparic.pl), od początku 2026 roku Bitcoin stracił około 31%, a złoto około 6%. Oba aktywa znalazły się tym samym wśród najsłabszych głównych klas inwestycyjnych tego roku. Co więcej, zwykle w okresach rynkowego stresu – pandemii, wojnie w Ukrainie czy kryzysie bankowym w USA – Bitcoin i złoto rozchodziły się w przeciwnych kierunkach. Teraz jest inaczej.

    „To coś, czego nie widzieliśmy wcześniej w żadnym roku kalendarzowym” – skomentował Bilello.

    Współczynnik korelacji między oboma aktywami, który w 2025 roku oscylował między wartościami dodatnimi i ujemnymi, do czerwca 2026 wyraźnie przesunął się w stronę dodatnią. Stosunek ceny Bitcoina do złota spadł do około 14,6. Analityk Adam Livingston wskazuje, że obecny rok jest „najbardziej wyprzedanym rokiem dla Bitcoina względem złota w historii”.

    Kapitał ucieka więc zarówno z klasycznych, jak i alternatywnych form przechowywania wartości. Eksperci wymieniają wśród przyczyn utrzymujące się wysokie stopy procentowe, zaostrzenie konfliktów geopolitycznych w pierwszym kwartale oraz serię włamań i exploitów na rynku kryptowalut. Bitcoin wyceniany jest obecnie w okolicach 60 000 USD, złoto kosztuje niespełna 4000 USD – w styczniu ustanowiło historyczny szczyt blisko 5600 USD, ale od tamtej pory systematycznie zniżkuje.

    Polscy kierowcy pod presją – paliwa w górę od 1 lipca

    Zupełnie inny obraz rysuje się na krajowym rynku paliw. Od 1 lipca kończy się rządowy program „Ceny Paliwa Niżej”, a do hurtowych cen powraca 23% stawka VAT. Jak prognozują analitycy Reflex, benzyna i olej napędowy podrożeją o 40–60 groszy na litrze, nawet jeśli właściciele stacji zrezygnują z własnej marży.

    W tygodniu od 29 czerwca do 3 lipca Reflex spodziewa się, że benzyna 95 osiągnie 6,50 zł za litr, benzyna 98 – 7,35 zł, a olej napędowy – 6,70 zł. Przy autostradach litr benzyny lub diesla może znów kosztować ponad 7 zł. Nieco tańszy pozostanie autogaz – przewidywana cena to 3,29 zł za litr.

    Paradoksalnie podwyżkom sprzyjającym wzrostom VAT przeciwdziała spadek cen ropy naftowej. Notowania Brent w piątek 26 czerwca wynosiły mniej niż 73 USD za baryłkę, czyli zaledwie 2–3 USD powyżej poziomu sprzed wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Tania ropa to efekt rosnącej podaży z regionu oraz tymczasowego porozumienia USA z Iranem, które przywróciło przepływy przez cieśninę Ormuz.

    Mimo to – jak zauważają analitycy Reflex – rynek zdążył już uwzględnić skutki wyższej akcyzy, ale to powrót pełnego VAT najmocniej uderzy w ceny detaliczne. Prognozy na lato pozostają wyjątkowo niepewne: z jednej strony ropa zbliżyła się do poziomów sprzed konfliktu, z drugiej wygaszany jest program CPN, a dodatkowym ryzykiem jest sezon huraganów. Prezydent USA, uznając amerykańskie ceny paliw za zbyt wysokie, nakazał Departamentowi Sprawiedliwości zbadanie, dlaczego paliwo nie tanieje mimo tańszego surowca.

    Dwa światy, jedna data

    Początek lipca 2026 przynosi więc dwa pozornie sprzeczne zjawiska: światowe aktywa uznawane za bezpieczne przystanie – Bitcoin i złoto – tracą równocześnie, podczas gdy w Polsce kierowcy muszą szykować się na wyższe rachunki na stacjach. Oba trendy mają jednak wspólny mianownik: głębokie zmiany w polityce monetarnej i fiskalnej, które redefiniują dotychczasowe reguły gry. Jak długo potrwa ta anomalia – przekonamy się w nadchodzących miesiącach.

  • Amerykański kapitał zalewa Polskę. Rekordowe 37,4 mld dol. i 329 tys. miejsc pracy

    Amerykański kapitał zalewa Polskę. Rekordowe 37,4 mld dol. i 329 tys. miejsc pracy

    Amerykańskie firmy biją kolejne rekordy nad Wisłą. Z najnowszego raportu Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham) i McKinsey & Company wynika, że w 2024 roku łączna wartość kapitału z USA zainwestowanego w Polsce sięgnęła 37,4 mld dolarów. To aż 18% wszystkich bezpośrednich inwestycji zagranicznych w naszym kraju.

    Nie tylko tania siła robocza

    Firmy z amerykańskim kapitałem zatrudniały w ubiegłym roku 329 tys. osób, a ich łączne przychody wyniosły 88,4 mld dolarów. Dla porównania, w raporcie sprzed trzech lat mówiło się o 26 mld dol. nakładów, 69 mld dol. przychodów i 327 tys. pracowników. Widać więc wyraźnie, że najmniej wzrosła liczba etatów, co sugeruje, że ostatnie inwestycje koncentrowały się głównie na nowoczesnych technologiach i automatyzacji.

    Jak podkreślają autorzy raportu, Polska przestaje być dla amerykańskich firm postrzegana wyłącznie jako kraj niskokosztowej siły roboczej. Coraz częściej lokują u nas zaawansowane funkcje biznesowe.

    Polska jest postrzegana nie tylko jako atrakcyjny rynek, lecz także jako strategiczna platforma wzrostu – zauważył Tomasz Marciniak, partner zarządzający w McKinsey & Company w Polsce.

    Aż 67% badanych amerykańskich inwestorów rozwija w Polsce funkcje oparte na wiedzy, takie jak technologie, inżynieria czy usługi profesjonalne. Co więcej, 77% z nich zwiększało swoją aktywność w ciągu ostatnich pięciu lat.

    Główne obszary inwestycji

    Amerykańskie firmy najchętniej inwestują w przetwórstwo przemysłowe – to blisko 40% ich bezpośrednich inwestycji w Polsce. Coraz większe znaczenie zyskuje też sektor usług profesjonalnych.

    Raport wskazuje sześć kluczowych obszarów przyszłej współpracy. Na czoło wysuwają się technologie cyfrowe i sztuczna inteligencja. Wartość polskiej gospodarki cyfrowej ma do 2030 roku osiągnąć 123 mld dolarów, czyli ponad 10% PKB. Rynek usług chmurowych, który w 2024 roku był wart 1,2 mld dol., ma do 2029 roku przekroczyć 3,6 mld dol. W realizację tych celów włączają się giganci tacy jak Amazon Web Services, Google Cloud czy Microsoft Azure.

    Równie istotnym obszarem jest transformacja energetyczna. Do 2040 roku Polska zamierza przeznaczyć na sektor paliwowo-energetyczny 200 mld euro. W planach jest budowa elektrowni jądrowej o wartości 16 mld dolarów oraz rozwój małych reaktorów modułowych (SMR).

    Amazon dokłada swoje miliardy

    Równolegle z raportem AmCham, swoje ambitne plany wobec Polski ujawnił Amazon. Katarzyna Ciechanowska-Ciosk, country leader Amazon.pl na Polskę, zdradziła w rozmowie z Business Insider Polska, że firma zainwestuje w naszym kraju 23 mld zł w ciągu najbliższych trzech lat. Przypomnijmy, że wcześniej Amazon zainwestował już w Polsce 45 mld zł.

    Największym projektem w najbliższym czasie ma być nowe, w pełni zrobotyzowane centrum logistyczne w Dobromierzu. Będzie to czwarty taki obiekt Amazona na świecie i jeden z najnowocześniejszych w Polsce.

    Roboty będą pomagać, ale nie zastępować ludzi. Na przykład przejmą transport i sortowanie produktów, skracając dystanse pokonywane przez pracowników i przyspieszając realizację zamówień – tłumaczy Ciechanowska-Ciosk.

    Centrum ma obsługiwać pięć tysięcy robotów, a zatrudnienie znajdzie tam ponad tysiąc pracowników już w pierwszym roku działalności.

    Firma podkreśla też szybki rozwój polskiego e-commerce – 55% Polaków robi zakupy online częściej niż przed rokiem, a Amazon notuje największe wzrosty podczas wydarzeń takich jak Prime Day, który w tym roku trwał cztery dni, do 26 czerwca. W 2027 roku na Prime Video zadebiutuje serial dokumentalny o Aleksandrze Kwaśniewskim i jego rodzinie.

    Polska hubem technologicznym

    W Polsce swoje projekty realizują już największe amerykańskie firmy. Boeing ma ośrodki inżynieryjne w Warszawie, Rzeszowie i Gdańsku. Dell prowadzi w Łodzi jedną z siedmiu globalnych fabryk. PepsiCo otworzyło nowoczesną fabrykę przekąsek w pobliżu Środy Śląskiej, zatrudniając 450 osób. Google zatrudnia w Polsce ponad 3 tys. osób, a Waymo, lider w technologii autonomicznych pojazdów, również wskazuje na rosnące znaczenie naszego kraju jako hubu technologicznego.

    Eksperci wskazują na kluczowe czynniki dalszego rozwoju: stabilność regulacyjną, czytelny system podatkowy oraz niezawodne dostawy energii. Podkreślają również potrzebę większego zaangażowania polskich firm na rynku amerykańskim – w 2024 r. wartość polskiego kapitału w USA wyniosła jedynie 600 mln dol.

    Plany na przyszłość

    Aż 58% amerykańskich przedsiębiorstw planuje zwiększyć swoje inwestycje w Polsce w ciągu najbliższych 3-5 lat. Ponad połowa (55%) deklaruje, że obecna sytuacja geopolityczna nie wpłynęła znacząco na ich plany.

  • PSE włącza alarm: trzecie przywołanie na rynku mocy przez krytycznie niskie rezerwy

    PSE włącza alarm: trzecie przywołanie na rynku mocy przez krytycznie niskie rezerwy

    Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) uruchomiły we wtorek, 30 czerwca 2026 r., mechanizm przywołania na rynku mocy. Operator sięga po to narzędzie, gdy dostępna rezerwa mocy spada poniżej bezpiecznego poziomu – a obecnie jest ona niższa niż moc jednej dużej elektrowni węglowej. To dopiero trzecia taka sytuacja od czasu uchwalenia ustawy o rynku mocy pod koniec 2017 roku.

    Co dokładnie oznacza przywołanie?

    Ogłoszenie okresów przywołania na rynku mocy nakłada na uczestników tego rynku – czyli wytwórców i dużych odbiorców – obowiązek realizacji umów zawartych w ramach mechanizmu. Operator sprecyzował, że przywołanie obowiązuje w godzinach 18–19, 19–20 i 20–21.

    „Wytwórcy muszą ją przedstawić do dyspozycji operatora albo wprowadzić do sieci (w zależności od typu jednostki wytwórczej), a odbiorcy objęci umowami mocowymi muszą zredukować swoje zapotrzebowanie” – wyjaśniły PSE w komunikacie.

    Uczestnicy rynku mocy otrzymują stałe wynagrodzenie za pozostawanie w gotowości i realizację obowiązków na żądanie operatora. Koszty tych wypłat pokrywają wszyscy odbiorcy energii – w rachunkach widnieją jako tzw. opłata mocowa.

    Dlaczego rezerwy są tak niskie?

    PSE szacują rezerwę mocy po godzinie 19 na lekko ponad 600 MW. Dla porównania – operator roboczo przyjmuje, że jedna duża elektrownia węglowa ma moc około 1000 MW. Gdy rezerwa spada poniżej tej granicy, PSE uruchamia środki zaradcze.

    Głównym powodem są dwa zjawiska. Po pierwsze, kilka elektrowni węglowych, które normalnie zabezpieczają dostawy wieczorem, gdy fotowoltaika przestaje produkować, przechodzi akurat remonty i jest wyłączonych z eksploatacji. Po drugie, generacja ze źródeł odnawialnych jest wyjątkowo niska – mówi się o tzw. suszy pogodowej, czyli jednoczesnym braku słońca i wiatru. W godzinach 17–18 OZE pokryją zaledwie 1 proc. krajowego zapotrzebowania na energię.

    Dodatkowo wysokie zapotrzebowanie wywołane upałami oraz prognozowana niska generacja wiatrowa pogłębiają problem. Awaryjny import energii nie wchodzi w grę, bo u sąsiadów panuje podobna sytuacja.

    Czy odczują to gospodarstwa domowe?

    Operator uspokaja: okres przywołania na rynku mocy nie ma wpływu na indywidualnych odbiorców i nie powoduje żadnych utrudnień w dostawie prądu. Dotyczy wyłącznie firm i instytucji, które jako jednostki redukcji zapotrzebowania podpisały odpowiednie umowy mocowe.

    „Okresu przywołania na rynku mocy nie należy mylić ze stopniami zasilania – to dwa osobne mechanizmy. Stopnie zasilania, czyli ograniczenia w poborze i dostarczaniu energii elektrycznej, są «środkiem ostatniej szansy»” – podkreśla PSE.

    Przywołanie musi być ogłoszone najpóźniej na osiem godzin przed planowanym czasem dostawy – stąd poranna informacja PSE o wieczornych obowiązkach.

    Trzeci raz w historii

    Mechanizm rynku mocy funkcjonuje od 2018 roku (ustawa uchwalona pod koniec 2017 r.). Dotychczas operator sięgał po przywołanie tylko dwukrotnie – ostatni raz 6 listopada 2024 roku. Aktualna sytuacja pokazuje, że nawet w środku lata, gdy zapotrzebowanie jest wysokie, a produkcja z OZE chwilowa, system potrzebuje dodatkowego wsparcia ze strony umów mocowych.

    PSE podkreśla, że bezpieczna rezerwa mocy powinna wynosić co najmniej 9 proc. zapotrzebowania. Tymczasem dostępna nadwyżka jest obecnie znacznie poniżej tego progu. Kolejne godziny pokażą, czy uruchomienie mechanizmu wystarczy, by ustabilizować pracę sieci.

  • Koniec passy? Zyski banków w 2026 roku mogą stopnieć o 23%

    Koniec passy? Zyski banków w 2026 roku mogą stopnieć o 23%

    Po kilku latach tłustych dla polskiego sektora bankowego nadchodzi wyraźne ochłodzenie. Związek Banków Polskich (ZBP) opublikował właśnie prognozę, z której wynika, że w 2026 roku łączny zysk netto banków może spaść nawet o jedną czwartą w porównaniu z rekordowym 2025 rokiem.

    Rekordowe lata dobiegają końca

    Od 2021 roku polskie banki notowały nieprzerwany wzrost zysków. W 2025 roku wynik netto całego sektora zbliżył się do 50 miliardów złotych – to historyczny poziom. Najnowsze analizy ZBP wskazują jednak, że w tym roku takiego rezultatu nie uda się powtórzyć.

    Trzy scenariusze, jeden kierunek

    Eksperci ZBP przygotowali trzy warianty makroekonomiczne. Scenariusz bazowy zakłada wzrost PKB Polski na poziomie 3,5% oraz utrzymanie głównej stopy procentowej NBP na poziomie 3,75% do końca roku. W tym ujęciu zysk netto sektora ma spaść o około 23% – do 37,9 miliarda złotych.

    Dwa alternatywne scenariusze nie odbiegają dramatycznie od bazowego. W pierwszym (Alt1) założono słabszy wzrost PKB (3,2%) i podwyżkę stopy referencyjnej do 4,25%. W drugim (Alt2) – wyższy wzrost (3,8%) i obniżkę stopy do 3,5%. Różnice w prognozowanym zysku są niewielkie.

    „Ostatecznie utrzymujący się wysoki wynik odsetkowy w połączeniu ze zwiększoną stopą podatku CIT pozwoli sektorowi bankowemu na osiągnięcie w 2026 r. zysku netto na poziomie ok. 37-38 mld zł wobec 49 mld zł w 2025 r., a stopa zwrotu z kapitału ROE spadnie do poziomu ok. 13 proc. wobec 18 proc. w 2025 r.” – czytamy w raporcie ZBP.

    Realne dane za pięć miesięcy już potwierdzają trend

    Opublikowane przez Narodowy Bank Polski dane za okres styczeń–maj 2026 roku pokazują, że spadek już się rozpoczął. Zysk netto w tych pięciu miesiącach wyniósł 17,61 miliarda złotych, czyli o 15,6% mniej niż rok wcześniej. W samym maju banki zarobiły 4,39 miliarda złotych.

    Całkowite przychody operacyjne netto w pierwszych pięciu miesiącach wzrosły zaledwie o 0,1% rdr – do 58,15 miliarda złotych. Przychody odsetkowe spadły o 10%, choć koszty odsetkowe zmniejszyły się jeszcze mocniej (o 22,1%). Przychody z opłat i prowizji urosły o 5,9%, ale koszty administracyjne podskoczyły o 8% – głównie za sprawą wzrostu kosztów pracowniczych (7,2%).

    Wyraźny spadek rezerw i wysoka kapitalizacja

    W obszarze ryzyka widać mieszany obraz. Odpisy z tytułu utraty wartości aktywów finansowych wzrosły o 24,2% w porównaniu z ubiegłym rokiem, ale pozycja rezerw spadła aż o 66%. To może sugerować, że banki ograniczyły tworzenie dodatkowych rezerw na potencjalne straty.

    ZBP podkreśla jednak dobrą sytuację kapitałową sektora. Łączny współczynnik kapitałowy na 2026 rok prognozowany jest na poziomie około 22% – to nieco więcej niż 21,47% w 2025 roku. Jest to poziom istotnie przekraczający minimalne wymagania CRR, nawet po uwzględnieniu wzrostu bufora antycyklicznego do 2%.

    Co to oznacza dla klientów?

    Wysoki bufor kapitałowy daje bankom przestrzeń do zwiększenia akcji kredytowej. ZBP ocenia, że w sprzyjającym otoczeniu gospodarczym i przy dobrej kondycji ekonomicznej klientów można oczekiwać stabilizacji lub nawet niewielkiego spadku ryzyka kredytowego. To dobra wiadomość dla firm i gospodarstw domowych, które planują zaciągnąć kredyt – banki mogą być bardziej skłonne do udzielania nowych pożyczek, mimo niższych zysków.