Blog

  • Ścieżka SMART wyłania zwycięzców, ale pula miliardów czeka na kolejnych innowatorów

    Ścieżka SMART wyłania zwycięzców, ale pula miliardów czeka na kolejnych innowatorów

    W Polsce zaczyna działać nowy, uporządkowany system finansowania innowacji. Zamiast rozproszonych programów, firmy mają jasno zdefiniowane ścieżki dla swoich ambitnych projektów. Co to oznacza dla przedsiębiorców? Sprawdźmy, jak wygląda to w praktyce i jakie szanse otwierają się w maju.

    Rewolucja w finansowaniu innowacji

    Jak zmienia się podejście do wspierania innowacji w Polsce? Według Tomasza Modzolewskiego z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), Ścieżka SMART to przejście z rozproszonego systemu na uporządkowany i spójny model finansowania.

    „Ścieżka SMART” to przede wszystkim zmiana podejścia z rozproszonego systemu wsparcia na bardziej uporządkowany i spójny model finansowania innowacji.

    Przedsiębiorcy mają do dyspozycji jasno zdefiniowane ścieżki – osobno na prace B+R oraz na wdrożenie wyników tych prac. To podejście upraszcza i porządkuje proces, pozwalając firmom skupić się na konkretnych celach bez dopasowywania się do złożonych schematów.

    Luka wdrożeniowa – problem adresowany wprost

    Jedną z największych barier w systemie innowacji była dotąd tzw. luka wdrożeniowa – wiele projektów kończyło się na etapie prototypu. Ścieżka SMART adresuje ten problem, umożliwiając finansowanie zarówno badań, jak i inwestycji we wdrożenie ich wyników.

    Co istotne, już na etapie oceny projektu duży nacisk kładzie się na potencjał rynkowy. Liczy się nie tylko nowość rozwiązania, ale także to, czy ma realną szansę na komercjalizację. Dzięki temu wspierane są projekty, które trafiają do gospodarki – również na rynki zagraniczne – wzmacniając konkurencyjność polskich firm.

    Które branże już korzystają?

    Z dotychczasowych projektów wyraźnie widać koncentrację w kilku obszarach. Dużą aktywność obserwujemy w sektorze nowych technologii, w tym IT, sztucznej inteligencji i analityki danych. Silnie reprezentowany jest także przemysł produkcyjny, zwłaszcza projekty związane z automatyzacją i Przemysłem 4.0.

    Dużą dynamikę wykazują również branże medyczna i farmaceutyczna. Coraz więcej projektów dotyczy też cyfryzacji przedsiębiorstw oraz rozwiązania pozwalające na zazielenienie działalności.

    Konkretne przykłady? Wśród projektów można znaleźć innowacyjną zastawkę przezskórną, detektory podczerwieni działające w kosmosie, wsparcie badań nad terapiami onkologicznymi czy nową linię narzędzi skrawających dla przemysłu motoryzacyjnego i lotniczego.

    Majowy wysyp naborów

    Ale to nie tylko o projekty już przyznane. Właśnie rusza kolejna odsłona konkursów z grantami dla innowatorów!

    Od 14 maja MŚP mogą startować w konkursie Ścieżka SMART na wdrożenie wyników prac B+R. Granty pomogą sfinansować także działania związane z własnością przemysłową, umiędzynarodowieniem produktu i rozwojem kompetencji. W puli jest 700 mln zł. Minimalna wartość projektu to 3 mln zł, maksymalna 50 mln zł. Nabór trwa do 11 czerwca.

    Natomiast dzień później zakończy się Ścieżka SMART dla konsorcjów naukowo-przemysłowych (NCBR). W puli jest 350 mln zł. Granty wesprą także przedsięwzięcia dotyczące rozwoju produktów dual use (podwójnego zastosowania).

    NCBR prowadzi również Ścieżkę SMART dla dużych firm. Mogą one ubiegać się o dotacje w pojedynkę do 22 maja. W puli jest również 350 mln zł.

    Nie tylko SMART – cały wachlarz możliwości

    Maj to również czas na inne strategiczne programy:

    • STEP – technologie cyfrowe i deeptech: Od 21 maja MŚP mogą ubiegać się o dotacje na zaawansowane półprzewodniki, sztuczną inteligencję, technologię kwantową i robotykę. PARP przeznaczyła na dwa konkursy 300 mln zł.
    • Biotechnologie: Do 18 czerwca MŚP mogą stanąć w szranki o dofinansowanie projektów inwestycyjnych z branży biotechnologicznej, obejmujących technologie genowe i nanobiotechnologię. Łączny budżet to 300 mln zł.
    • Agrostrateg: Od 14 maja konsorcja naukowo-przemysłowe z sektora rolnego mogą ubiegać się o dofinansowanie projektów B+R odpowiadających na kluczowe wyzwania branży. W puli jest 300 mln zł. Nabór kończy się 28 sierpnia.
    • Hydrostrateg: Pod koniec maja (od 28 maja) konsorcja naukowo-przemysłowe dostaną granty na projekty B+R poprawiające jakość wody. Budżet konkursu Gospostrateg to 200 mln zł.
    • Dotacje regionalne: Przedsiębiorcy z województwa warmińsko-mazurskiego od 20 maja mogą ubiegać się o granty na budowę lub rozwój firmowych centrów B+R. W puli jest 70 mln zł.

    Jak przygotować się do sukcesu?

    Program cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem – w dotychczasowych naborach złożono kilka tysięcy wniosków. Obecnie na 7,6 mld zł dostępnego budżetu, ponad 4 mld zł już zostało przyznanych dla ponad 520 projektów.

    Największe szanse mają projekty dobrze przemyślane i spójne – takie, które łączą wysoki poziom innowacyjności z realnym potencjałem rynkowym. Kluczowe jest także wpisanie się w Krajowe Inteligentne Specjalizacje.

    PARP rozwija działania doradcze i edukacyjne, które pomagają firmom unikać typowych błędów – takich jak brak potencjału wdrożenia, niska innowacyjność czy niejasne wskaźniki rezultatów.

    Wysoki poziom konkurencji sprawia, że wsparcie trafia do najlepiej przygotowanych projektów – o najwyższym poziomie innowacyjności i największym potencjale wdrożeniowym. To przekłada się na realny wpływ na rozwój gospodarki. Kolejne nabory przed nami – czas na przygotowanie wniosków!

  • „Nazwij go grubą świnią”. Jak jedno pytanie demaskuje szpiegów wśród kandydatów na pracę

    „Nazwij go grubą świnią”. Jak jedno pytanie demaskuje szpiegów wśród kandydatów na pracę

    Wyobraź sobie, że prowadzisz rozmowę kwalifikacyjną. Wszystko idzie gładko, a potem pada prośba: „Nazwij Kim Dzong Una grubą świnią”. Twój kandydat nagle się rozłącza, a nagranie z Google Meet robi furorę w sieci. To nie jest żart. To realny test, który ma oddzielić zwykłych programistów od agentów jednego z najbardziej izolowanych reżimów na świecie.

    Wirusowe nagrania, które ujawniają prawdę

    W kwietniu 2026 r. w mediach społecznościowych, zwłaszcza na platformie X, rozeszły się dwa nagrania, które stały się symbolem nowego zagrożenia. Na pierwszym z nich kandydat ubiegający się o pracę w amerykańskiej firmie technologicznej zostaje poproszony o wypowiedzenie obraźliwego zdania pod adresem przywódcy Korei Północnej. Mężczyzna zamiera, a po chwili decyduje, że „życie jest ważniejsze”, i po prostu wychodzi z rozmowy.

    Drugie nagranie, udostępnione przez Simona Wijckmansa, pochodzi bezpośrednio z Google Meet – tam kandydat również zastyga w bezruchu i szybko się rozłącza. Te krótkie filmiki to nie żart rekrutera. Stanowią prostą, choć tymczasową metodę weryfikacji.

    Dlaczego to działa? Lęk o rodzinę

    Reżim w Korei Północnej od pokoleń indoktrynuje swoich obywateli do absolutnej lojalności. Każde publiczne obrażenie Kim Jong Una – nawet za granicą – grozi nie tylko karą dla danej osoby, ale także represjami wobec całej rodziny pozostawionej w kraju. Nawet wytrenowani szpiedzy nie są w stanie podjąć takiego ryzyka.

    Jeden taki test trwa kilkanaście sekund, a może uchronić firmę przed stratami sięgającymi milionów dolarów. W erze zdalnej pracy i AI, gdy fałszowanie tożsamości jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, takie pytania zyskują na znaczeniu jako szybki filtr.

    Masz kreta w firmie? To część ogromnej operacji

    To, co widzimy na nagraniach, nie jest kuriozum. To część dobrze zorganizowanej, wieloletniej operacji północnokoreańskiego reżimu, znanej pod nazwami takimi jak WageMole lub Famous Chollima. Działania te ruszyły na szerszą skalę około 2018 r. i zyskały na znaczeniu wraz z rozpowszechnieniem pracy zdalnej.

    Reżim w Phenianie wysyła tysiące wykształconych obywateli – najczęściej młodych mężczyzn przeszkolonych w programowaniu – do pracy za granicą lub w warunkach zdalnych. Przedstawiają się jako doświadczeni programiści z USA, Kanady, Europy Zachodniej, Japonii czy Korei Południowej.

    Ich celem jest hybrydowe działanie: generowanie twardej waluty dla reżimu ograniczonego sankcjami oraz szpiegostwo przemysłowe. Uzyskują dostęp do wewnętrznych systemów firm, kodu źródłowego, baz danych, a czasem nawet infrastruktury krytycznej. Mogą kraść własność intelektualną i wprowadzać ukryte luki bezpieczeństwa na przyszłość.

    Skala problemu budzi poważny niepokój

    Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz amerykańskich agencji rządowych, program północnokoreańskich pracowników IT generuje dla reżimu od 250 do nawet 600 milionów dolarów rocznie. Pojedynczy taki „pracownik” może zarobić dla siebie i reżimu nawet 300 tysięcy dolarów w ciągu roku, z czego nawet 90 proc. trafia bezpośrednio do budżetu Phenianu.

    Liczba fałszywych tożsamości jest trudna do określenia, ale eksperci mówią już o tysiącach aktywnych operacji. Firmy z listy Fortune 500 przyznają, że w wielu przypadkach zatrudniały takich pracowników, zanim udało się ich wykryć. Wzrost liczby incydentów w 2025 r. wyniósł nawet 220 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem.

    Zagrożenie nie ogranicza się już tylko do Stanów Zjednoczonych. Coraz częściej dotyczy ono także firm europejskich. Startupy, software house’y i międzynarodowe korporacje otrzymują codziennie dziesiątki, a czasem setki podejrzanych aplikacji.

    Ewolucja zagrożenia: Sztuczna inteligencja w służbie reżimu

    Szczególnie niepokojące jest to, że operacja ewoluuje wraz z technologią. Coraz częściej korzysta się z narzędzi sztucznej inteligencji – do generowania realistycznych awatarów, zmiany głosu, tworzenia deepfake’ów wideo czy automatyzacji odpowiedzi podczas rozmów. To sprawia, że tradycyjne metody weryfikacji stają się mniej skuteczne, a ryzyko infiltracji rośnie.

    Reżim opracował cały proces infiltracji z precyzją: od przygotowania fałszywych profili na GitHub i LinkedIn, przez rozmowy kwalifikacyjne z użyciem deepfake’ów, aż po działanie po zatrudnieniu, obejmujące transfery danych i zostawianie „bomb zegarowych” w kodzie.

    Jak się bronić? Praktyczne rady dla firm

    Na etapie rekrutacji warto szczegółowo analizować profile. Na GitHub czerwoną flagą jest data utworzenia konta późniejsza niż pierwsze commity (tzw. „postarzanie”). Na LinkedIn uwagę powinny przykuwać słabe sieci kontaktów i niespójności. Podczas rozmowy kluczowe jest wymuszenie ludzkiej interakcji – wymaganie włączonej kamery i uważna obserwacja. Po zatrudnieniu należy monitorować adresy IP logowań i nietypowe godziny aktywności.

    A co, jeśli ktoś się już wkradł? Najważniejsze jest natychmiastowe, spokojne działanie: ograniczenie dostępu, przegląd logów i zabezpieczenie dowodów. W Polsce sprawę należy zgłosić do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Ministerstwa Finansów.

    Infiltracja takiego pracownika nie kończy się na wycieku danych. To także mimowolne finansowanie programu nuklearnego Korei Północnej i poważne zagrożenie dla całej branży technologicznej. To, co zaczyna się od jednego wirusowego nagrania z rozmowy o pracę, może skończyć się katastrofą bezpieczeństwa dla firmy i jej klientów. Nie lekceważ tego zagrożenia.

  • Sejm załatwił problem właścicieli mieszkań? Kluczowa zmiana idzie do Senatu

    Sejm załatwił problem właścicieli mieszkań? Kluczowa zmiana idzie do Senatu

    Czy jako właściciel nieruchomości kiedykolwiek głowiłeś się nad interpretacjami podatkowymi swojej gminy? Sejm właśnie podjął decyzję, która ma to ułatwić. Posłowie uchwalili nowelizację Ordynacji podatkowej, która przewiduje centralizację informacji w jednej, ogólnodostępnej bazie.

    Centralna baza interpretacji – koniec z szukaniem po gminach

    Dokładnie chodzi o przepis, który zobowiąże wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do publikowania indywidualnych interpretacji w sprawach podatku od nieruchomości w centralnej bazie EUREKA. To ta sama baza, w której od dawna publikowane są interpretacje dotyczące VAT, PIT czy CIT.

    Zmiana to realne ułatwienie dla podatników. Dziś interpretacje są rozproszone na stronach internetowych blisko 2,5 tysiąca gmin i miast. To utrudniało, a czasem wręcz uniemożliwiało, porównanie stanowisk różnych samorządów w tych samych, często spornych kwestiach – na przykład tego, czy dany obiekt to budynek, czy budowla.

    Ustawa ma wejść w życie po upływie trzech miesięcy od dnia ogłoszenia. Teraz trafi do Senatu.

    Co z innymi projektami? Kolejne zmiany w toku

    To nie koniec prac legislacyjnych. W Sejmie na ostatnim posiedzeniu trwały gorące dyskusje nad kilkoma innymi projektami podatkowymi.

    Prace nad zmianami dla biogazowni rolniczych będą kontynuowane w komisjach sejmowych, w tym w komisji ochrony środowiska. Projekt PiS (druk 2168) zakłada opodatkowanie ich niższym podatkiem rolnym zamiast podatkiem od nieruchomości. Rząd jest jednak przeciwny tym zmianom.

    Za to żegnamy się z pomysłem likwidacji opłaty od psa. Posłowie odrzucili w całości projekt PiS, który to zakładał. Przypomnijmy – decyzja o jej pobieraniu należy do rad gmin i jest dobrowolna.

    A co z podatkami od czynności prawnych? Ważne zmiany w procedurach

    Sejm pracował również nad innymi, ważnymi dla przedsiębiorców zmianami w Ordynacji podatkowej. Odbyło się II czytanie rządowego projektu (druk 2288), który ma zakończyć wieloletnie spory sądowe.

    Kluczowa zmiana? Uchylenie artykułu, który pozwalał na zawieszenie biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych przez wszczęcie postępowania karnego skarbowego. Organy podatkowe bywały oskarżane o nadużywanie tego przepisu jedynie po to, by przedłużyć postępowanie.

    Projekt wprowadza jednak nową przesłankę zawieszenia: będzie to możliwe, jeśli szef KAS wszczął postępowanie, by zastosować klauzulę przeciw unikaniu opodatkowania. Przewiduje też, że dokonanie wpisu hipoteki przymusowej lub zastawu skarbowego będzie zawieszało bieg terminu przedawnienia. Ustawa ma wejść w życie 1 października 2026 roku.

    E-papierosy, JPK i VAT na laptopy – co jeszcze się działo?

    Posłowie nie zwolnili tempa. Rozpoczęto prace nad obciążeniem akcyzą e-papierosów na poziomie takim, jak dla e-papierosów z grzałką elektryczną (druk 2457).

    Przeprowadzono też I czytanie projektu wydłużającego terminy na przesyłanie JPK dla podatników PIT i CIT prowadzących księgi rachunkowe. Z danych MF wynika, że dotyczy to 51 tys. podatników PIT i 300 tys. podatników CIT.

    Na koniec – gorący temat. PiS zaproponował rozszerzenie zerowej stawki VAT na laptopy. Rząd wskazuje jednak, że na taką obniżkę nie pozwala unijna dyrektywa VAT. Poseł Janusz Kowalski ripostował, że obecne przepisy też są z nią niezgodne, co potwierdził wiceminister finansów Jarosław Neneman.

    Jak widać, ostatnie posiedzenie Sejmu było bardzo pracowite. Centralna baza interpretacji to krok w dobrą stronę, ale na ostateczny kształt innych propozycji przyjdzie nam jeszcze poczekać.

  • Niespodziewane odwołanie, ostatni kandydat i szybkie rozstrzygnięcie: kto poprowadzi Poczta Polską?

    Niespodziewane odwołanie, ostatni kandydat i szybkie rozstrzygnięcie: kto poprowadzi Poczta Polską?

    Dramatyczne odwołanie, kolejna niespodzianka i konkurs rozstrzygnięty w tydzień – historia zmiany władzy w Poczcie Polskiej nabiera tempo. Oto wszystko, co musisz wiedzieć.

    Niemal w ostatniej chwili do grona kandydatów miała dołączyć Magdalena Gaj – obecnie prezes spółki Exatel, zasiadająca jednocześnie w radzie nadzorczej Poczty Polskiej. Według źródeł portalu wnp.pl to właśnie ona jest faworytką w tej rywalizacji, chociaż odmówiła komentarza w rozmowie telefonicznej.

    Kulisy odwołania Mikosza

    Aby zrozumieć wagę konkursu, trzeba zacząć od… niespodziewanej dymisji. Pod koniec marca rada nadzorcza Poczty Polskiej odwołała prezesa zarządu Sebastiana Mikosza po dwóch latach zarządzania państwową spółką. Ministerstwo Aktywów Państwowych poinformowało o tym na platformie X w środę wieczorem.

    „O dymisji miał dowiedzieć się w drodze powrotnej z Wrocławia, gdzie odbywała się narada kadry kierowniczej spółki” – pisze Business Insider.

    Nasze źródła nie są pewne, czy Mikosz w ogóle wiedział, że rada się zebrała. Odwołany prezes był zaskoczony decyzją, szczególnie że to za jego czasów państwowa spółka wyszła z potężnych tarapatów finansowych.

    Kto chce być prezesem?

    Po tym niespodziewanym odwołaniu ogłoszono konkurs na wybór nowego zarządu. Termin składania ofert upłynął 30 kwietnia, a 7 maja zgłoszenia mają być otwarte. Kandydatów – jak ustalił portal wnp.pl – jest kilkoro.

    O stanowisko prezesa mają ubiegać się:

    • Sławomir Żurawski – pełniący obecnie obowiązki prezesa.
    • Marcin Ledworowski – ekspert w obszarze sztucznej inteligencji i nowych technologii.
    • Magdalena Gaj – faworytka, która dołączyła niemal w ostatniej chwili.

    Kim jest Magdalena Gaj? To prawniczka z wykształcenia, pełniąca w przeszłości ważne funkcje w administracji państwowej. W latach 2012-2016 pełniła funkcję prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W 2024 r. weszła w skład rady nadzorczej Poczty Polskiej, co oznacza, że „od środka” zna realia funkcjonowania spółki. Od kwietnia 2025 r. pełni funkcję prezesa zarządu spółki Exatel, odpowiadając za strategiczny rozwój, usługi bezpieczeństwa i nowoczesne technologie sieciowe.

    Kalendarz decyzji

    22 kwietnia Poczta Polska ogłosiła wszczęcie postępowania kwalifikacyjnego na stanowiska prezesa i czterech wiceprezesów zarządu. 7 maja ma nastąpić otwarcie ofert i wstępna ocena kandydatów.

    Do 14 maja będą trwały rozmowy kwalifikacyjne – zapowiada spółka. Oznacza to, że decyzja o tym, kto będzie prowadził jedną z największych spółek Skarbu Państwa, może być znana już w ciągu tygodnia.

    To będzie gorący maj dla Poczty Polskiej.

  • Polska branża motoryzacyjna w strategicznym rozkroku. Oto, dlaczego chińska ofensywa to dopiero początek

    Polska branża motoryzacyjna w strategicznym rozkroku. Oto, dlaczego chińska ofensywa to dopiero początek

    Czy polskie firmy motoryzacyjne mogą jednocześnie bać się chińskiej konkurencji i z nią współpracować? Okazuje się, że tak, a w dodatku robią to na masową skalę. Najnowsze doniesienia z rynku i bezpośrednio z Pekinu pokazują, że nadchodząca fala chińskich samochodów to nie przyszłość, a teraźniejszość, która zmienia wszystkie zasady gry.

    Rozdarta branża: współpraca vs. cła

    Raport „EuroMotoBarometr 2026. Nastroje Automotive w Europie” firmy Exact x Forrestal maluje obraz polskiego sektora motoryzacyjnego w strategicznym rozkroku. Z jednej strony przedsiębiorcy boją się chińskiej konkurencji, z drugiej – upatrują w niej szans na sukces.

    Tutaj mamy klasyczny paradoks. 56 proc. firm działających w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce współpracuje z chińskimi producentami. Jednocześnie niewiele mniej, bo 54 proc., popiera nałożone na samochody z Chin cła. Chcieliby hamować chińską ekspansję, ale jednocześnie robić z Chinami biznes.

    Udział chińskich aut w rynku europejskim mówi sam za siebie. W 2025 roku wyniósł 5,8 proc., niemal podwajając wynik z 2024 roku. A to dopiero przedsmak tego, co ma nadejść. Prognozy mówią, że do 2035 roku ten udział może sięgnąć 15,5 proc.

    Pekin pokazał, kto wyznacza trendy

    Pod koniec kwietnia 2026 roku w Pekinie rozpoczęły się targi Auto China 2026, największe wydarzenie motoryzacyjne na świecie. To nie były zwykłe targi, a demonstracja siły i technologicznej przewagi.

    Powierzchnia wystawiennicza przekroczyła 380 tys. m kw., a zwiedzający mogli obejrzeć 1451 pojazdów, w tym 181 światowych premier i 71 koncepcyjnych aut.

    Na centralnym stoisku grupy Chery stał Omoda 4, kompaktowy crossover zaprojektowany z myślą o młodszym pokoleniu, który ma wkrótce podbić polski rynek. Ale Omoda, Jaecoo czy BYD to dopiero wierzchołek góry lodowej. W Chinach działa obecnie ponad 130 aktywnych marek produkujących samochody osobowe.

    Multi-powertrain, AI i futurystyczny design

    Chińscy producenci nie ścigają już Europy. Oni wyznaczają standardy. Na targach w Pekinie dominowały trzy główne trendy, które pokazują kierunek rozwoju całej światowej motoryzacji.

    Pierwszy to multi-powertrain – elastyczność wyboru napędu w ramach jednej platformy. Klient może wybrać klasyczny silnik spalinowy, hybrydę, hybrydę plug-in, czystego elektryka lub wersję na ogniwa wodorowe. Platforma GWM One od Great Wall Motor i debiutujący wkrótce w Polsce Ora 5 są tego doskonałym przykładem.

    Drugi trend to AI i autonomiczna jazda na zupełnie nowym poziomie. Xpeng pokazał SUV-a GX napędzanego czterema chipami Turing AI o mocy 3000 TOPS. Mówimy tu o systemie, który fizycznie rozumie otoczenie i potrafi przejąć pełną kontrolę nad autem.

    Trzeci to futurystyczny design. Chińskie auta zrywają z byciem „klonami” i oferują własne, odważne linie, ostre krawędzie i detale inspirowane grami komputerowymi.

    Europa dostosowuje się do nowych reguł

    Najbardziej wymowny jest fakt, że europejscy giganci nie dyktują już warunków w Pekinie. Przeciwnie – muszą dostosować się do chińskich reguł.

    BMW pokazało Neue Klasse w wersjach z dłuższym rozstawem osi stworzonych specjalnie na chiński rynek, z lokalnymi systemami ADAS. Mercedes-Benz zaprezentował elektrycznego GLC L z chińskimi systemami sztucznej inteligencji. Grupa Volkswagen we współpracy z Xpengem stworzyła model ID UNYX 09 w zaledwie 24 miesiące.

    To pokazuje, gdzie przenosi się centrum świata motoryzacji. Chińczycy dyktują, jak mają wyglądać baterie, jak szybko mają się ładować i jak głęboko ma sięgać sztuczna inteligencja.

    Czy Polska jest gotowa na zalew?

    Chiny są już największym eksporterem samochodów na świecie. W 2025 roku wyeksportowały rekordowe 7,1 mln pojazdów. Liderami są Chery (ponad 1,3 mln aut rocznie) i BYD. W Europie udział chińskich marek przekroczył już w niektórych miesiącach 10 proc., a w Polsce notuje się dwucyfrowe wzrosty sprzedaży.

    W Polsce proces adaptacji już trwa. Sieci dealerskie rosną, serwis się rozbudowuje, a kierowcy przekonują się, że chińskie auta nie są już kompromisem. Omoda 4, Ora 5, hybrydy Jaecoo – to tylko pierwsze zwiastuny.

    Eksperci szacują, że przy obecnym tempie chińskie marki mogą osiągnąć 15–25 proc. udziału w rynku europejskim w ciągu czterech–pięciu lat. Niektórzy mówią nawet o 30 procentach w ciągu dekady. To nie chwilowa moda, a systematyczna, państwowo wspierana ofensywa technologiczna, cenowa i wizerunkowa.

    Chińska motoryzacja jest już gotowa na Europę. Pytanie brzmi: czy my jesteśmy gotowi na nią?

  • Amerykańska gospodarka przyspiesza, ale inflacja znów niepokoi. Oto najnowsze dane z USA

    Amerykańska gospodarka przyspiesza, ale inflacja znów niepokoi. Oto najnowsze dane z USA

    Czy gospodarka USA zdołała wyjść z czwartokwartalnego marazmu? Oficjalne dane za pierwszy kwartał 2026 roku nadeszły i mówią wyraźnie: tempo wzrostu rośnie, ale to nie koniec wyzwań.

    Wzrost PKB o 2 proc. – lepiej niż było, gorzej niż oczekiwano

    Departament Handlu USA (BEA) podał, że realny produkt krajowy brutto wzrósł w pierwszym kwartale w tempie 2 proc. (dane annualizowane). To wyraźne przyspieszenie w porównaniu z IV kwartałem 2025 roku, gdy wzrost wyniósł zaledwie 0,5 proc..

    Ale jest haczyk. Wynik okazał się nieco słabszy niż przewidywania rynku. Analitycy średnio spodziewali się wzrostu na poziomie 2,2-2,3 proc., jak donoszą portale biznes.interia.pl i parkiet.com.

    „PKB przyśpieszyło po fatalnym Q4 – jednak wzrost okazał się poniżej oczekiwań” – komentują analitycy XTB, cytowani przez biznes.interia.pl.

    Gdzie tkwi siła napędowa? Sektor AI w świetnej formie

    Za kwartalny wzrost odpowiedzialne były trzy główne filary. Pierwszy to wydatki rządowe, które wzrosły o 4,4 proc., w tym na szczeblu federalnym aż o 9,3 proc..

    Drugi to potężny zastrzyk od biznesu. Wydatki przedsiębiorstw na sprzęt wzrosły o 10,4 proc. To najszybsze tempo od prawie trzech lat, napędzane w dużej mierze inwestycjami w technologię sztucznej inteligencji.

    „To gospodarka na dwóch ekranach. Firmy i inwestorzy związani ze sztuczną inteligencją są w doskonałej formie” – twierdzi Heather Long, główna ekonomistka Navy Federal Credit Union, cytowana przez parkiet.com.

    Trzeci filar to konsumenci. Ich wydatki wzrosły o 1,6 proc., napędzane popytem na usługi. To wynik lepszy niż oczekiwano, choć źródło biznes.interia.pl wskazuje, że tempo wydatków konsumpcyjnych spowolniło w porównaniu z poprzednim kwartałem.

    Rynek pracy pobił półwieczny rekord…

    Tuż obok danych o PKB pojawił się istotny sygnał z rynku pracy. Departament Pracy podał, że liczba początkowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do zaledwie 189 tysięcy w tygodniu kończącym się 25 kwietnia.

    To spadek o 26 tys. względem poprzedniego tygodnia i wynik znacznie poniżej prognoz (212 tys.). Co więcej, był to najniższy odczyt od września 1969 roku.

    …ale inflacja powraca na najwyższy poziom od lat

    Na drugim biegunie mamy niepokojące dane inflacyjne. Indeks cen podstawowych wydatków konsumpcyjnych (core PCE), kluczowy wskaźnik dla Fed, przyspieszył.

    W marcu wzrósł o 0,3 proc. miesiąc do miesiąca, podnosząc roczną stopę do 3,2 proc.. To najwyższy poziom od listopada 2023 roku.

    Gdy uwzględnimy zmienne komponenty, jak żywność i energia, obraz jest jeszcze ciemniejszy. Miesięczny wzrost wyniósł 0,7 proc., a inflacja roczna sięgnęła 3,5 proc.. Wojna w Iranie i gwałtowny wzrost cen ropy naftowej stworzyły nowe wyzwania dla polityki pieniężnej.

    Fed w rozkroku: stopy bez zmian, ale wewnątrz burza

    Dane napłynęły dzień po posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). Fed zdecydował się utrzymać stopy procentowe w przedziale 3,50-3,75 proc. bez zmian.

    Ale to nie był jednogłośny, spokojny głos. W głosowaniu padły cztery głosy przeciwne. Trzech z nich należało do prezydentów regionalnych banków Fed, którzy sprzeciwiali się sformułowaniom sugerującym, że kolejny ruch stóp będzie obniżką.

    To odzwierciedla głębokie różnice zdań wewnątrz instytucji co do reakcji na sprzeczne sygnały: inflację powyżej celu od pięciu lat z rzędu i jednocześnie stabilizujący się rynek pracy.

    „Perspektywy gospodarcze pozostają wysoce niepewne, a konflikty na Bliskim Wschodzie z pewnością je potęgują” – stwierdził szef Fed, Jerome Powell, w środę przed publikacją danych.

    Podkreślił też, że wyższe ceny energii w najbliższym czasie spowodują wzrost inflacji, a zakres skutków konfliktów dla gospodarki pozostaje niejasny. Mimo to aktywność gospodarcza rośnie w solidnym tempie.

    Podsumowując: Amerykańska gospodarka odbiła się od dna, ale na horyzoncie widać nowe chmury. Boom inwestycyjny w AI i rekordowo niskie bezrobocie walczą z powracającą inflacją i geopolityczną niepewnością. Fed, rozdarty wewnętrznie, obserwuje tę walkę z widowni, trzymając stopy w miejscu. Kolejne kwartały pokażą, która strona zwycięży.

  • Kierunek przepływu kapitału i sztuczna inteligencja. O czym dyskutuje śmietanka finansjery na Europejskim Kongresie Gospodarczym?

    Kierunek przepływu kapitału i sztuczna inteligencja. O czym dyskutuje śmietanka finansjery na Europejskim Kongresie Gospodarczym?

    W świecie napięć geopolitycznych, gwałtownych zmian technologicznych i wstrząsów na rynkach, gdzie szukać stabilności i kierunków rozwoju? Świat finansów stoi przed koniecznością głębokiej redefinicji. Odpowiedzi szuka elita biznesu i bankowości, która właśnie spotkała się w Katowicach na Europejskim Kongresie Gospodarczym (EEC).

    Fundamenty pod presją

    Nie ma wątpliwości – sektor finansowy znalazł się w centrum najważniejszych procesów kształtujących przyszłość gospodarki. Banki nie są już wyłącznie dostawcami kapitału. W obliczu rosnącej presji regulacyjnej i niepewności makroekonomicznej coraz częściej stają się strategicznymi partnerami dla biznesu. Współtworzą warunki dla wzrostu inwestycji, innowacji i konkurencyjności.

    O złożoności czynników wpływających dziś na decyzje inwestycyjne mówił m.in. Michał Bolesławski, prezes zarządu ING Banku Śląskiego.

    W centrum uwagi na EEC znalazły się strategie banków wobec nowych regulacji, presji kosztowej i transformacji cyfrowej. Kluczowe pytania? Jak sektor finansowy może efektywniej finansować inwestycje – zarówno wielkie projekty infrastrukturalne, jak i rozwój małych oraz średnich przedsiębiorstw (MŚP).

    Technologia na czele transformacji

    Ale to nie wszystko. Istotnym wątkiem kongresowych debat są zmiany technologiczne, które rewolucjonizują rynek. Fintechy, cyfrowe platformy inwestycyjne oraz narzędzia oparte na danych i sztucznej inteligencji zmieniają sposób funkcjonowania całego sektora.

    Rozwój sztucznej inteligencji redefiniuje modele działania instytucji finansowych, wpływając na obsługę klienta, zarządzanie ryzykiem czy procesy operacyjne. Pojawiają się też zupełnie nowe możliwości, jak tokenizacja aktywów, nowe formy płatności czy rozwój cyfrowych instrumentów finansowych. Wszystko to otwiera nowe horyzonty, ale jednocześnie stawia poważne wyzwania regulacyjne i systemowe.

    A tuż za nimi pojawia się kluczowe pytanie: jak banki mogą wspierać firmy i klientów indywidualnych w odpowiedzialnym i bezpiecznym wykorzystaniu nowych technologii?

    Polska na mapie inwestycji

    Uczestnicy Kongresu przyglądają się również atrakcyjności inwestycyjnej Polski i regionu. Analizują ją w kontekście stabilności regulacyjnej, jakości infrastruktury oraz zdolności do przyciągania kapitału zagranicznego. Wahania kursów walut, zmiany stóp procentowych i globalne przepływy kapitału pozostają jednym z kluczowych czynników wpływających na decyzje inwestorów.

    Nie brakuje także głosów dotyczących konkretnych działań. Jak instytucje finansowe – na przykładzie ING Banku Śląskiego – mogą wspierać przedsiębiorców w zwiększaniu skali działalności i budowaniu międzynarodowej konkurencyjności?

    Bezpieczeństwo w centrum uwagi

    W dobie rosnących zagrożeń nie sposób pominąć kwestii cyberbezpieczeństwa. To jeden z kluczowych obszarów współpracy między sektorem finansowym, klientami oraz instytucjami publicznymi. W tym kontekście pojawia się także szerszy temat suwerenności technologicznej Europy.

    Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach to przestrzeń, gdzie spotykają się różne perspektywy – banków, inwestorów, regulatorów i przedsiębiorców. To tutaj analizowane są mechanizmy rządzące współczesnym rynkiem finansowym i wypracowywane są kierunki jego dalszego rozwoju. A biorąc pod uwagę listę uczestników – wśród których są tacy liderzy jak Tadeusz Białek, Joao Brás Jorge, Przemysław Gdański, Piotr Żabski, Rafał Brzoska, Sebastian Kulczyk czy Michał Sołowow – dyskusje z pewnością nie pozostaną bez echa.

    W świecie finansów trwa wielka przemiana. A Katowice są w tych dniach jej epicentrum.

  • Wysokie koszty energii mogą zahamować wzrost PKB w regionie. Polska trzyma się mocno!

    Wysokie koszty energii mogą zahamować wzrost PKB w regionie. Polska trzyma się mocno!

    Czy kolejny kryzys cen ropy i gazu może wywrócić gospodarki naszego regionu? Dwóch niezależnych analityków przygląda się dokładnie naszej wrażliwości i ostrzega – Słowacja i Rumunia mogą nawet wpać w recesję.

    Niepokojąca zależność

    Analiza S&P Global rzuca jasne światło na kruchość sytuacji. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej w 57% swojego końcowego zużycia energii opierają się na importowanych węglowodorach. Dodatkowo, ich energochłonność jest o 19% wyższa niż średnia w UE, głównie przez duże sektory produkcyjne. Według danych z Parkiet.com, łączny udział ropy i gazu w końcowym zużyciu energii w większości tych krajów wynosi 55–75%. To sprawia, że region jest bardzo podatny na każde wahanie międzynarodowych cen energii.

    „Region pozostaje silnie uzależniony od importu ropy naftowej i gazu, a zatem jest narażony na szoki cenowe” – piszą ekonomiści UniCredit.

    Scenariusz bazowy: Strata bez szoku

    Analitycy S&P Global przygotowali dwa możliwe scenariusze. W pierwszym, bazowym, zakładają średnią cenę ropy Brent na 80 dolarów za baryłkę w 2026 roku i spadek do 65 dolarów w 2027. Ceny gazu ziemnego (TTF) przewidują na poziomie 18 dolarów/MMBtu. W takich warunkach wpływ na zdolność kredytową krajów regionu byłby „możliwy do opanowania”. Gospodarki mają dziś lepsze pozycje niż podczas szoku z 2022 roku – energochłonność spadła, źródła importu energii zdywersyfikowano, a rezerwy walutowe wzrosły.

    Nie bez znaczenia są też fundusze z UE. Kraje członkowskie mają otrzymać znaczne transfery z mechanizmów odbudowy i odporności (RRF) oraz działań na rzecz bezpieczeństwa dla Europy (SAFE), wspierające wzrost w latach 2026-2027.

    Scenariusz stresowy: Droga ropa grozi recesją

    Ale drugi scenariusz, ze znacznie wyższymi cenami ropy – 130 dolarów za baryłkę w 2026 i 100 dolarów w 2027 – przynosi znacznie bardziej niepokojące prognozy. Ekonomiści UniCredit ostrzegają, że „bardziej wyraźny i długotrwały szok mógłby mieć istotny wpływ na region”.

    W tym scenariuszu S&P Global prognozuje średni spadek realnego wzrostu PKB o 1,1 punktu procentowego w 2026 roku dla siedmiu gospodarek regionu. „Oczekujemy, że Słowacja i Rumunia, gdzie konsumpcja prywatna jest już słaba, mogą wejść w recesję i ich gospodarki skurczą się odpowiednio o 0,4 proc. i 1 proc.”. Gospodarki najbardziej energochłonne i uzależnione od importu energii – Turcja, Węgry i Słowacja – prawdopodobnie ucierpią najbardziej.

    Wyższe globalne ceny energii mogą pogorszyć saldo rachunków bieżących o prawie 1,2 pkt proc. PKB, a spadek dochodów pogorszy saldo budżetowe średnio o co najmniej 1,5 pkt proc., zwiększając dług publiczny.

    Które kraje mają tarczę ochronną?

    Nie wszystkie gospodarki są tak samo narażone. Analizy wskazują, że kraje o silnych bilansach publicznych lub zagranicznych, takie jak Czechy i Polska, mogą lepiej złagodzić szok.

    Polska, Czechy i Serbia są mniej narażone, głównie dlatego, że węgiel kamienny i brunatny nadal dominują w ich wytwarzaniu energii elektrycznej i ogrzewaniu sieciowym. Co ciekawe, Rumunia, choć ma znaczne krajowe moce wytwórcze energii, może być zagrożona przez słabszy wzrost PKB i wpływy z podatków, które mogą zmniejszyć poparcie dla koniecznej konsolidacji fiskalnej.

    A jak sytuacja wygląda dla pozostałych krajów? Węgry, które zużywają znaczną ilość gazu do ogrzewania i przemysłu, znajdują się w górnym przedziale ryzyka. Słowenia i Słowacja plasują się bliżej środka, a Bułgaria częściowo łagodzi ryzyko dzięki znaczącej komponentowi jądrowemu w swoim miksie energetycznym.

    Podsumowując, przyszłość gospodarcza regionu mocno zawisła nad cenami surowców. Bezpieczniejsze kraje mogą tylko częściowo chronić się dzięki swoim lokalnym źródłom energii i solidnym bilansom. Te najbardziej uzależnione od importu muszą liczyć na łagodny scenariusz, by nie doświadczyć poważnego spowolnienia.

  • Powrót do kraju z emigracji? Dla Polaków to coraz częściej czysta kalkulacja

    Powrót do kraju z emigracji? Dla Polaków to coraz częściej czysta kalkulacja

    Wydawało się, że wielka fala polskiej emigracji zarobkowej to już zamknięty rozdział? Nowe dane i wypowiedzi ekspertów pokazują, że nie do końca. Ale tym razem ruch idzie w drugą stronę.

    Rewolucja w migracjach

    To nie są już pojedyncze przypadki. Najnowsze dane pokazują, że ruch migracyjny między Polską a krajami Zachodu wyraźnie się odwrócił. Mowa nie tylko o Niemczech czy Wielkiej Brytanii, ale też o Holandii – kraju, który przez lata był jednym z najpopularniejszych kierunków polskiej emigracji zarobkowej po przystąpieniu do UE.

    I tu pojawia się kluczowy fakt: Holandia w 2024 roku odnotowała ujemne saldo migracji z Polską po raz pierwszy w tym stuleciu. To nie przypadek, lecz część większego trendu.

    „Warunkiem numer jeden są jednak kwestie ekonomiczne” – tłumaczy w rozmowie z Business Insiderem dr Dominika Pszczółkowska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

    Liczy się ekonomia

    Tu dochodzimy do sedna sprawy. Według ekspertki, jeśli żyjesz na emigracji, a chcesz żyć jak klasa średnia, to często musisz zdecydować się na powrót do Polski. Decyduje właśnie jedna, kluczowa kwestia.

    I ta kwestia to pieniądze i sprawy materialne. To właśnie one są głównym motorem decyzji o powrocie. Emigranci, z którymi rozmawiali dziennikarze, wprost przyznają, że decyzja prawie zawsze sprowadza się do kalkulacji finansowych.

    Brexit przyspieszył exodus

    Ale nie tylko Holandia. Zauważalny jest też wyraźny exodus Polaków z Wielkiej Brytanii, który znacząco nasilił się po brexicie. Ruch odbywa się już bardziej w stronę Polski, a nie – jak było to tuż po wejściu naszego kraju do Unii – za granicę.

    Podobne tendencje widać w danych z Niemiec. Wygląda na to, że dla wielu rodaków emigracyjna przygoda dobiega końca.

    Co dalej z rynkiem pracy?

    Tutaj pojawia się pytanie dla polskiej gospodarki. Czy powracający emigranci będą siłą napędową dla lokalnych firm i usług? A może ich powrót odzwierciedla głębsze zmiany w europejskim rynku pracy?

    Jedno jest pewne: kalkulacja ekonomiczna wygrywa z sentymentem. Polacy coraz częściej analizują, gdzie mogą osiągnąć wyższy standard życia – i w wielu przypadkach odpowiedź brzmi: w kraju.

    Nowa era migracji

    Czy to oznacza koniec polskiej emigracji? Raczej jej ewolucję. Ruch migracyjny staje się bardziej dwukierunkowy, a decyzje o wyjeździe czy powrocie są coraz bardziej racjonalne i oparte na twardych danych.

    Dla polskich przedsiębiorców i decydentów to ważna informacja. Powracający rodacy to nie tylko konsumenci, ale często też osoby z zagranicznym doświadczeniem zawodowym, które mogą wnieść nową jakość do lokalnej gospodarki.

    Źródło: Business Insider

  • Bałtyk się wiruje! Polska staje się offshore’owym liderem, ale jak chronić nasze nowe źródło energii?

    Bałtyk się wiruje! Polska staje się offshore’owym liderem, ale jak chronić nasze nowe źródło energii?

    Czy Polska może stać się europejskim gigantem energii z morza? Wydaje się, że to pytanie ma już konkretną odpowiedź. Po latach przygotowań jesteśmy o krok od realnego początku pracy nowych, wielkoskalowych źródeł – morskich farm wiatrowych. To nie tylko rewolucja w miksie energetycznym, ale też nowy front w zakresie bezpieczeństwa.

    Gigantyczne moce już za kilka lat

    Prąd z pierwszej działającej farmy, Baltic Power (inwestycji Orlenu i kanadyjskiego Northland Power), popłynie jeszcze w tym roku. Następnie, w 2027 i 2028 r., dołączą projekty PGE Baltica i duńskiego Ørsted oraz Polenergii i norweskiego Equinora.

    Firma Polenergia, kojarzona z Dominiką Kulczyk, wspólnie z Equinorem realizuje w ramach pierwszej fazy dwa projekty: Bałtyk 2 i Bałtyk 3 o łącznej mocy 1,44 GW. Obie farmy, złożone z 100 turbin każda, mają być gotowe w 2028 roku.

    „W warunkach rosnącego zapotrzebowania na energię kluczowe stają się zarówno dywersyfikacja źródeł wytwarzania, jak i zdolność bilansowania, a morska energetyka wiatrowa w istotny sposób odpowiada na oba te wyzwania” – stwierdza Polenergia w komentarzu dla Business Insidera.

    Łączne moce w polskim offshore do 2030 r. mają wynieść 5,9 GW, czyli ponad połowę obecnych mocy wiatrowych zainstalowanych na lądzie. A to tylko początek.

    Polska liderem? Europa patrzy na Bałtyk

    Według danych organizacji Wind Europe za 2025 r., morskie farmy wiatrowe na wodach terytorialnych Starego Kontynentu liczyły 39 GW mocy zainstalowanej. Najwięcej mają Niemcy (9,6 GW), a na kolejnych miejscach są Holandia (4,7 GW) i Dania (2,6 GW).

    Wind Europe przewiduje jednak, że do 2030 r. europejskie moce zainstalowane urosną do 73 GW. I właśnie w tym ogromnym wzroście Polska ma odegrać kluczową rolę. Organizacja wskazuje, że nowym europejskim liderem branży jest Polska.

    Nie tylko energia, ale i bezpieczeństwo

    Tu pojawia się kluczowe pytanie: jak chronić tę nową, krytyczną infrastrukturę? Podobnie jak reszta infrastruktury na Bałtyku, morskie wiatraki są narażone na hybrydowe ataki. NATO stale monitoruje sytuację w akwenie, używa sond i dronów i jest w kontakcie z operatorami.

    Ekspertka ds. offshore z Politechniki Gdańskiej, Klaudia Maciata, rekomenduje w publikacji ABW: ustawowe doprecyzowanie statusu morskich farm wiatrowych jako infrastruktury krytycznej oraz stosowanie radarów czy sensorów akustycznych.

    Wind Europe w nowym opracowaniu odwołuje się do konkluzji szczytu państw regionu Morza Północnego: „ochrona morskich farm wiatrowych nie może być dłużej opcjonalna”.

    Według konkluzji szczytu bezpieczeństwo wszelkiej infrastruktury na morzu powinno opierać się na bliskiej współpracy rządów i biznesu.

    Organizacja zastrzega, że nie chodzi o militaryzację instalacji, ale o ich „wyczulenie” na nietypowe zachowania, które mogłyby odciąć farmy od odbiorców.

    Odstraszanie poprzez jawność

    Eksperci Wind Europe podkreślają ciekawą strategię: rzetelny monitoring i rejestrowanie incydentów potwierdzają ich występowanie, przez co przeciwnik nie może zaprzeczać.

    Według Wind Europe uzyskiwana w ten sposób jawność może sama w sobie działać odstraszająco.

    Wind Europe stwierdza też, że działalność producentów energii służąca ogólnemu bezpieczeństwu powinna być do pewnego stopnia finansowana z publicznych środków. Wymogi związane z ochroną powinny być obowiązkowe na etapie procedur zezwoleniowych – „Bezpieczeństwo to imperatyw, a nie przestrzeń konkurencji”.

    Co dalej?

    Rynek offshore będzie się rozwijał. Na samym Morzu Północnym do 2050 r. ma „wyrosnąć” łącznie 300 GW mocy. Zapotrzebowanie na prąd w Europie będzie rosło wraz z dekarbonizacją.

    „Odporność tych zasobów (morskich farm wiatrowych) jest ściśle związana z szerszą strategiczną odpornością oraz niezależnością energetyczną Europy” – podkreśla Wind Europe.

    Polska, z gigantycznymi projektami na Bałtyku, staje więc nie tylko ważnym producentem energii, ale też kluczowym elementem europejskiej strategicznej odporności. Era offshore nad Bałtykiem rozpoczęła się na serio – i będzie wymagała nie tylko inwestycji, ale i inteligentnej ochrony.