Blog

  • Musk vs. Altman: Wojna Tytanów trafia do sądu. Stawka? Przyszłość AI i 134 mld dolarów

    Musk vs. Altman: Wojna Tytanów trafia do sądu. Stawka? Przyszłość AI i 134 mld dolarów

    Po latach internetowych utarczek i oskarżeń, dwa największe nazwiska technologicznego świata stanęły naprzeciwko siebie w sądzie. Elon Musk kontra Sam Altman – czy ten proces zadecyduje o przyszłości sztucznej inteligencji?

    Ring w federalnym sądzie

    Spór, który rozgrywał się głównie w internecie, właśnie przeniósł się do federalnego sądu w Kalifornii. Proces między Elonem Muskiem a szefem OpenAI, Samem Altmanem, oficjalnie się rozpoczął i ma potrwać nawet miesiąc. BBC porównuje to starcie do walki bokserskiej wagi ciężkiej, a jeden z obserwatorów – do pojedynku King Konga z Godzillą.

    OpenAI określiło pozew Muska jako bezpodstawną „kampanię nękania”. Firma napisała w poniedziałek w poście na X, że „nie może się doczekać, aby przedstawić swoją sprawę w sądzie, gdzie zarówno prawda, jak i prawo będą po jej stronie”.

    O co chodzi w tym procesie?

    Sprawa sięga roku 2018, kiedy Musk odszedł z zarządu OpenAI. Teraz pozwał zarówno firmę, jak i jej szefów – Altmana oraz Grega Brockmana. Jego zarzuty są poważne. Twierdzi, że OpenAI złamało obietnice utrzymania laboratorium sztucznej inteligencji jako organizacji non-profit.

    Po jego odejściu firma utworzyła spółkę zależną nastawioną na zysk, co – jak twierdzi Musk – miało nigdy nie nastąpić. To nie jest zwykły spór biznesowy. Musk zarzuca OpenAI odejście od pierwotnej misji, z jaką organizacja powstała w 2015 roku. Według niego firma miała działać jako podmiot non-profit i rozwijać sztuczną inteligencję dla dobra publicznego.

    Stawka jest astronomiczna

    W grę wchodzą niewyobrażalne pieniądze. Prawnicy Muska wskazują, że potencjalne odszkodowanie może sięgnąć nawet 134 miliardy dolarów. Ale to nie wszystko. Eksperci zwracają uwagę, że wynik procesu może wpłynąć na przyszłość całego sektora AI.

    Sprawa dotyka kluczowego pytania: czy rozwój sztucznej inteligencji powinien być kontrolowany przez prywatne firmy nastawione na zysk, czy działać w modelu bardziej otwartym i publicznym?

    Bez taryfy ulgowej dla miliarderów

    Proces odbywa się przed 10-osobową ławą przysięgłych, a nad jego przebiegiem czuwa sędzia Yvonne Gonzalez Rogers. Już na starcie dała jasno do zrozumienia, że status i majątek stron nie zapewnią im specjalnego traktowania.

    Sędzia obiecała, że bogactwo, władza i sława, które Musk i Altman wnoszą do sądu, nie zapewnią im „żadnego specjalnego traktowania”.

    Musk może zostać wezwany na mównicę do złożenia zeznań już we wtorek. Ale to nie koniec technologicznych gwiazd w tej sprawie. Na liście świadków znajduje się także prezes Microsoftu, Satya Nadella.

    Z jednej strony OpenAI przygotowuje się do dalszego rozwoju i potencjalnych dużych ruchów biznesowych. Z drugiej – ewentualna przegrana mogłaby skomplikować te plany zarówno finansowo, jak i wizerunkowo.

    Jedno jest pewne: bez względu na werdykt, żaden z tych technologicznych tytanów nie wyjdzie z tej sali sądowej bez szwanku. A branża AI z zapartym tchem obserwuje, jak ten proces kształtuje jej przyszłe reguły gry.

  • Szokująca decyzja Pentagonu. Amerykańska armia opuszcza Europę?

    Szokująca decyzja Pentagonu. Amerykańska armia opuszcza Europę?

    Czy Stany Zjednoczone redefiniują swoją rolę w Europie? To pytanie nabiera nowego znaczenia po decyzji podjętej w najwyższych kręgach władzy w Waszyngtonie. Pentagon właśnie ogłosił plan, który zmieni układ sił na Starym Kontynencie.

    Pentagon mówi: „Czas się zwijać”

    Szef Pentagonu Pete Hegseth podjął kluczową decyzję. Nakazał wycofanie około 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy z Niemiec. Oficjalne oświadczenie w tej sprawie wydał rzecznik resortu Sean Parnell.

    „Decyzja ta jest następstwem gruntownej analizy rozmieszczenia sił w Europie i wynika z potrzeb oraz warunków panujących na miejscu” – poinformował Parnell.

    Najważniejszy szczegół? Cała operacja ma zostać zakończona w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy. To oznacza, że do połowy 2027 roku w Niemczech może zabraknąć znaczącej części amerykańskiego kontyngentu.

    Niemiecka reakcja: „Przewidzieliśmy to”

    Berlin nie został zaskoczony. Minister obrony Niemiec Boris Pistorius skomentował wiadomość krótko: „Decyzja ta była do przewidzenia”. Ale to nie koniec niemieckiej odpowiedzi.

    Niemiecki minister nie zamierza siedzieć z założonymi rękami. Pistorius zapowiedział konkretne działania:

    • Bundeswehra się powiększa
    • Szybciej kupujemy sprzęt
    • Tworzymy infrastrukturę

    To wyraźny sygnał, że Europa szykuje się do przejęcia większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo.

    Liczby, które mówią wszystko

    Obecnie w Niemczech stacjonuje ok. 35-36,5 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Wycofanie 5 tysięcy oznacza redukcję o około 14-15% obecnego stanu. To nie pierwsza taka decyzja – już w 2020 roku Donald Trump zapowiadał wycofanie 9,5 tysięcy żołnierzy, zarzucając Berlinowi niewypełnianie zobowiązań wobec NATO.

    Co ciekawe, część z tamtych wojsk miała trafić do Polski, ale te plany nie zostały wtedy zrealizowane.

    Dlaczego teraz?

    Kontekst jest kluczowy. Decyzja zapadła krótko po tym, jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz ostro skrytykował wojnę prowadzoną przez administrację Donalda Trumpa z Iranem. Niemiecki przywódca stwierdził, że Stany Zjednoczone są „upokarzane” przez Iran, a administracja nie ma „żadnej naprawdę przekonującej strategii” zakończenia konfliktu.

    Ta krytyka wyraźnie nie pozostała bez echa w Waszyngtonie.

    Europa musi stanąć na nogi

    Pistorius nie ograniczył się do komentarzy o Bundeswehrze. Minister wyraził przekonanie, że NATO musi się stać bardziej europejskie, aby pozostać trwale transatlantyckie. To rewolucyjne stwierdzenie!

    „My, Europejczycy, musimy wziąć na siebie większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo” – podkreślił niemiecki minister.

    To nie są puste słowa. Pistorius zapowiedział, że będzie omawiał kolejne zadania z partnerami z europejskiej grupy E5, czyli z Wielką Brytanią, Francją, Polską i Włochami.

    Co z wycofanymi wojskami?

    Tu pojawia się największa niewiadoma. Telewizja CBS, powołując się na anonimowych urzędników ministerstwa, podaje możliwy scenariusz: część sił może wrócić do Stanów Zjednoczonych, a następnie zostać wysłana za granicę, prawdopodobnie w region Indo-Pacyfiku.

    To sugeruje globalną realokację sił, a nie ich całkowitą redukcję.

    Amerykańsko-niemiecka współpraca trwa

    Mimo napięć, Pistorius podkreślił ciągłość współpracy: „Ściśle współpracujemy z Amerykanami w Ramstein, w Grafenwoehr, we Frankfurcie i w innych miejscach na rzecz pokoju i bezpieczeństwa w Europie, na rzecz Ukrainy i wspólnego odstraszania”.

    To ważne zapewnienie w czasie, gdy Rosja wciąż stanowi poważne zagrożenie dla stabilności kontynentu.

    Co to oznacza dla Polski?

    Decyzja Pentagonu ma daleko idące konsekwencje dla całej Europy Środkowo-Wschodniej. Zwiększenie odpowiedzialności Europy za własne bezpieczeństwo może oznaczać większe obciążenie finansowe i logistyczne dla państw takich jak Polska.

    Jednocześnie, realokacja amerykańskich sił może otworć nowe możliwości współpracy wojskowej w regionie. Czy Warszawa stanie się jeszcze ważniejszym partnerem strategicznym dla Waszyngtonu? Czas pokaże.

    Bez względu na wszystko, jedno jest pewne – układ sił w Europie właśnie się zmienia. I to nie za rok czy dwa, ale w ciągu najbliższych miesięcy. Przygotujmy się na nową rzeczywistość.

  • Super Środa na Wall Street: AI vs. Bliski Wschód. Jak wyjdzie to starcie?

    Super Środa na Wall Street: AI vs. Bliski Wschód. Jak wyjdzie to starcie?

    Wystarczyły tygodnie optymizmu, a światowe rynki znów są na szczytach. Hossa napędzana sztuczną inteligencją wydaje się nie do zatrzymania, ale w tle wciąż wisi groźba poważnego konfliktu. Czy dziś wszystko się może zmienić?

    Nerwowa środa na amerykańskich giełdach to nie przypadek. Inwestorzy czekają na dwie kluczowe rzeczy: decyzję Rezerwy Federalnej oraz lawinę wyników kwartalnych gigantów technologicznych. Według analityków z Comparic, ta „Super Środa” może być pierwszym poważnym testem dla obecnego optymizmu.

    Wszystkie oczy na Fed i Big Tech

    W tym tygodniu mamy prawdziwy maraton posiedzeń banków centralnych. Żadnych zmian stóp procentowych się nie spodziewamy, ale słowa bankierów będą kluczowe. Dlaczego? Ponieważ ceny ropy znów przekroczyły 100 dolarów za baryłkę, co odżywiło dyskusję o inflacji i przyszłych podwyżkach.

    „O ile po powołaniu Kevin Warch będzie mieć pełną niezależność od Trumpa, trudno wyobrazić sobie, aby na 'dzień dobry’ podniósł stopy” – zauważa dr Przemysław Kwiecień z XTB, cytowany przez Comparic.

    Oznacza to, że presja na wyższe stopy może nawet zaszkodzić dolarowi, podczas gdy inne banki centralne (jak EBC) mogą być gotowe do działania.

    Ale to nie koniec. Dziś raporty publikują „sponsorzy” rewolucji AI: Microsoft, Amazon, Meta i Alphabet (Google). Każda z nich wydaje rocznie dziesiątki miliardów na infrastrukturę pod sztuczną inteligencję. Według portalu PB.pl, tylko te cztery firmy zwiększyły ostatnio swoje nakłady inwestycyjne w skali roku o łączną kwotę 94 mld dolarów.

    Teraz inwestorzy chcą widzieć efekty. „Rynek oczekuje, że raporty pokażą realne efekty ogromnych inwestycji w sztuczną inteligencję” – czytamy w analizie.

    Czy AI wytrzyma presję faktów?

    Nastroje wokół technologii są już nieco nadszarpnięte. Doniesienia, że OpenAI nie osiągnęło celów wzrostu, podważyły narrację o szybkich zyskach z AI. Efekt? Akcje Oracle spadły, a pod presją znalazły się też Broadcom i Nvidia.

    Analitycy z Esaliens TFI zauważają jednak, że powrót optymizmu wokół AI znów napędza amerykańskie indeksy, choć widać wyraźny podział.

    „Mamy do czynienia z historią dwóch rynków – producentów półprzewodników, którzy są na fali, a także twórców oprogramowania, którzy mają pod górkę” – mówi Aleksander Jerzewski z Esaliens TFI w rozmowie z Parkietem.

    Wtorkowa sesja na Wall Street zakończyła się już lekkimi spadkami, co może wskazywać na rosnącą ostrożność przed kluczowymi danymi.

    Cień nad Cieśniną Ormuz

    Podczas gdy Wall Street żyje AI, główny niepokój dla globalnej gospodarki płynie z zupełnie innego kierunku – Bliskiego Wschodu.

    Konflikt wokół Iranu i kluczowej dla światowych dostaw ropy Cieśniny Ormuz utrzymuje ceny surowca na wysokim poziomie. To bezpośrednio przekłada się na wyższą inflację.

    Eksperci Esaliens TFI ostrzegają, że choć gospodarki „jeszcze zniosą” obecną cenę ropy, to dalsza eskalacja byłaby groźna. W niektórych krajach Azji wprowadzono już np. czterodniowy tydzień pracy w wybranych branżach, by ograniczyć zużycie paliwa.

    „Jesteśmy blisko poważnego zagrożenia, jeżeli cieśnina Ormuz nie zostanie w najbliższym czasie efektywnie odblokowana” – alarmuje Adam Szymko, dyrektor inwestycyjny Esaliens TFI.

    Szybki koniec konfliktu byłby ogromnym impulsem dla rynków, ale na razie scenariusz ten wydaje się odległy.

    A gdzie w tym wszystkim Polska?

    Co ciekawe, pomimo globalnych zawirowań polska waluta zachowuje imponującą stabilność. Według danych z poranka środy, euro kosztowało 4,25 zł, a dolar 3,63 zł.

    Analitycy są także umiarkowanie optymistyczni wobec polskiego rynku akcji, który może korzystać na wyższej inflacji. Szczególnie dotyczy to sektora bankowego, stanowiącego połowę indeksu WIG20.

    „Banki jeszcze przez lata będą korzystać z wysokich rentowności obligacji, które systematycznie skupują” – przekonuje dyrektor inwestycyjny Andrzej Bieniek (Esaliens TFI).

    Dodaje, że polska gospodarka nadal wygląda relatywnie dobrze na tle Europy, a napływ środków z KPO jest dodatkowym wsparciem.

    Super Środa właśnie się rozpoczyna. Czy giganty technologiczne pokażą, że wydane miliardy na AI się zwracają? Czy Fed zachowa zimną krew przy cenie ropy powyżej 100 dolarów? Odpowiedzi na te pytania mogą nadać ton rynkom na wiele nadchodzących tygodni. Wstrzymajmy oddech.

  • Abonament RTV znika? Niezupełnie! Rząd szykuje nową, powszechną opłatę

    Abonament RTV znika? Niezupełnie! Rząd szykuje nową, powszechną opłatę

    Myśleliście, że zrzucicie z karku obowiązek opłacania radia i telewizji? Czas na zimny prysznic. Polski rząd szykuje właśnie rewolucję, ale w zupełnie innym kierunku, niż wielu z nas liczyło.

    Koniec z opodatkowaniem sprzętu

    Obecny model, gdzie płacimy za samo posiadanie odbiornika, odchodzi do lamusa. Serwis Dziennik donosi, że rząd planuje zastąpić abonament RTV nową opłatą audiowizualną. I tutaj jest najważniejsza zmiana: nie będzie już obciążać telewizora czy radia, ale… podatnika.

    Nowa opłata audiowizualna ma zostać przypisana bezpośrednio do osoby podatnika – informuje serwis Dziennik.

    Kiedy to się wydarzy? Kalendarz jest już ustalony. Wejście nowej opłaty zaplanowano na 1 stycznia 2027 roku.

    Ile zapłacimy? Kwota, która ucieka z portfela

    Oto sedno sprawy. Miesięczna stawka ma wynosić około 8-9 złotych. Ale uwaga – prawie nikt jej nie uniknie. Dlaczego? Bo pieniądze będą pobierane automatycznie, w trakcie rozliczania rocznego zeznania podatkowego przez Urząd Skarbowy.

    Kwota ta podlegać będzie corocznej waloryzacji, więc z czasem może nieznacznie wzrosnąć. Co więcej, nowa danina ma objąć nie tylko osoby fizyczne (PIT), ale także firmy (CIT).

    Dla porównania, wciąż obowiązujący w 2026 roku abonament RTV to 30,50 zł miesięcznie za telewizor i 9,50 zł za radio. Płacąc z góry za cały rok, można dostać 10% zniżki, co daje roczny koszt 329,40 zł za telewizor i 102,60 zł za radio.

    Kto będzie zwolniony? Nowa lista ulg

    Opłata ma być powszechna, ale rząd przewidział system zwolnień dla najbardziej potrzebujących. Z nowej opłaty audiowizualnej zwolnieni mają być:

    • Seniorzy po ukończeniu 75. roku życia,
    • Uczniowie i studenci do 26. roku życia,
    • Osoby o niskich dochodach (poniżej płacy minimalnej),
    • Osoby z niepełnosprawnościami,
    • Bezrobotni.

    To szersza lista niż obecne zwolnienia z abonamentu RTV, które automatycznie dotyczą tylko osób po 75. roku życia.

    A co ze starymi długami? Fiskus nie zapomni

    Tu ważna informacja dla tych, którzy mają zaległości z obecnym abonamentem. Nie ma mowy o amnestii. Poczta Polska zachowuje prawo do ścigania dłużników aż do 31 grudnia 2028 roku. Dopiero po tej dacie stare długi ulegną przedawnieniu.

    Pamiętajcie, że za niepłacenie abonamentu w 2026 roku grozi kara w wysokości 30-krotności miesięcznej opłaty. W przypadku telewizora to aż 819 zł.

    Co dalej? Ruszają prace legislacyjne

    Rząd ma przyjąć ostateczny projekt techniczny ustawy wprowadzającej nową opłatę na przełomie II i III kwartału. Wysoka, wynosząca około 30%, ściągalność obecnego abonamentu jest jednym z kluczowych argumentów za tą reformą.

    Podsumowując: stary, znienawidzony abonament RTV faktycznie ma zniknąć. Ale na jego miejsce pojawi się nowa, powszechna opłata, która w automatyczny sposób trafi do budżetu za pośrednictwem Urzędu Skarbowego. Rewolucja nadchodzi, ale nasze portfele wciąż będą co miesiąc lżejsze – choć tym razem o nieco mniejszą kwotę.

  • Ostatnie słowo Powella wstrząśnie rynkiem? Dziś wieczorem wszystko się wyjaśni

    Ostatnie słowo Powella wstrząśnie rynkiem? Dziś wieczorem wszystko się wyjaśni

    Czy dzisiejszy dzień przejdzie do historii? Wszystko wskazuje na to, że to właśnie dziś wieczorem usłyszymy ostatnie słowa Jerome’a Powella jako przewodniczącego Fed. Chociaż stopy procentowe najprawdopodobniej pozostaną na poziomie 3,50%-3,75%, to cały świat finansów wstrzymuje oddech, czekając na jego komunikat.

    W końcu to nie sama decyzja jest dziś najważniejsza, ale to, co Powell powie o przyszłości inflacji i polityki monetarnej USA. A to może wstrząsnąć rynkami!

    Stopy bez zmian? To tylko formalność

    Dziś o godzinie 20:00 czasu polskiego Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) ogłosi swoją decyzję. Konsensus rynkowy jest wyraźny – będzie to trzecia z rzędu pauza w cyklu decyzyjnym.

    Rynek przygotował się już na to, że stopy procentowe zostaną utrzymane w dotychczasowym przedziale 3,50%-3,75%, dlatego uwaga inwestorów skupi się na treści komunikatu oraz pożegnalnej konferencji prasowej.

    Prawdziwa rozgrywka zaczyna się dopiero po ogłoszeniu decyzji.

    Każde słowo Powella może wywołać burzę

    Kluczowe dla interpretacji dzisiejszej decyzji będzie komentarz Powella dotyczący wpływu wysokich cen surowców oraz inflacji na przyszłe decyzje banku. Fed znajduje się w wyjątkowo niewygodnym położeniu.

    Z jednej strony wojna w Iranie i skok cen energii zwiększają ryzyko ponownego nasilenia presji inflacyjnej. Z drugiej – gospodarka zaczyna odczuwać skutki podwyższonej niepewności.

    Powell prawdopodobnie zachowa dużą ostrożność, by nie stawiać swojego następcy w trudnym położeniu, jednak każde jego słowo dotyczące przyszłej ścieżki inflacji i stóp może wywołać znaczną zmienność na parze EUR/USD.

    Nowa era za pasem – Kevin Warsh przejmuje stery

    I tu dochodzimy do drugiego kluczowego wątku. Kadencja Jerome’a Powella wygasa 15 maja 2026 r., a to może być jego ostatnie posiedzenie jako przewodniczącego.

    Jego potencjalnym następcą jest Kevin Warsh, który zapowiada „zmianę reżimu” w Fed. Rynki sceptycznie podchodzą do jego deklaracji, obawiając się zwiększonego wpływu administracji Trumpa na decyzje banku centralnego.

    Warto zauważyć, że przejście od ery Powella do ery Warsha następuje w momencie, gdy amerykańska gospodarka wysyła mieszane sygnały. Z jednej strony mamy solidne dane o PKB, z drugiej zaś uporczywą inflację podsycaną przez ceny energii.

    Ta zmiana personalna może być kluczowym czynnikiem wpływającym na wyprzedaż amerykańskiej waluty w kolejnych miesiącach.

    Kurs EUR/USD testuje kluczowy poziom 1,17 dol.

    Niepewność przed decyzją Fed doskonale widać na rynku walutowym. Notowania EUR/USD testują barierę 1,17 dol., której przełamanie mogłoby ponownie otworzyć drogę do 1,16 dol.

    Powrót notowań w ten rejon jest doskonałym odzwierciedleniem narastającej niepewności przed wieczornym komunikatem Fed. Rynek będzie szukał sygnałów, czy obecne władze monetarne sugerują kontynuację dotychczasowej strategii, czy też pozostawiają przestrzeń do jej modyfikacji.

    Przełamanie poziomu 1,17 dol. mogłoby otworzyć drogę do głębszej przeceny, szczególnie jeśli Powell w swojej mowie podkreśli uporczywość inflacji.

    Inflacja nie odpuszcza – liczby mówią same za siebie

    Presja inflacyjna jest realna i widać to w danych. Marcowy wskaźnik CPI wzrósł o 3,3 proc. rok do roku, a ceny energii skoczyły o 10,9 proc. w ciągu miesiąca. Ceny benzyny poszybowały w górę o 21,2 proc. miesiąc do miesiąca.

    Taki układ może wskazywać na to, że nawet jeśli bazowa część koszyka nie przyspiesza gwałtownie, to szok paliwowy znów komplikuje ścieżkę powrotu inflacji do celu.

    Płynność w tle – Fed zmniejsza zakupy bonów

    W tle samej decyzji o stopach jest jeszcze jeden techniczny, ale istotny temat. Chodzi o zakupy bonów skarbowych w ramach zarządzania rezerwami.

    Oficjalny harmonogram operacji pokazuje, że w okresie 14 kwietnia-13 maja planowana skala zakupów została zmniejszona do około 25 mld USD z około 40 mld USD miesiąc wcześniej.

    To może oddziaływać na rynek pieniężny i krótki koniec krzywej rentowności.

    Gotowi na wszystko?

    Dzisiejsze posiedzenie Fed nie jest klasycznym wydarzeniem, w którym rynek czeka przede wszystkim na zmianę stóp procentowych. Decyzja wydaje się przesądzona, ale jej otoczenie jest wyjątkowo istotne.

    Kluczowe będzie to, czy Powell utrzyma strategię „czekaj i obserwuj”, czy też zasugeruje bardziej jastrzębie podejście w odpowiedzi na ryzyka inflacyjne. Dla inwestorów najważniejszy będzie każdy sygnał dotyczący tego, czy Fed nadal widzi przestrzeń do obniżek, czy zaczyna przygotowywać rynek na dłuższy okres wysokich stóp.

    Jedno jest pewne – po dzisiejszym wieczorze rynek już nie będzie taki sam. Ostatnie słowa Powella jako szefa Fed mogą zdeterminować trend na amerykańskiej walucie na najbliższe tygodnie, a nawet miesiące. Szykujcie się na emocje!

  • Trump szoruje po dniu. Nowy sondaż pokazuje, co naprawdę myślą Amerykanie

    Trump szoruje po dniu. Nowy sondaż pokazuje, co naprawdę myślą Amerykanie

    Czy Donald Trump zmierza ku największemu kryzysowi swojej drugiej kadencji? Najnowsze sondaże nie pozostawiają złudzeń – poparcie dla prezydenta osiągnęło najniższy poziom, a Amerykanie są coraz bardziej krytyczni wobec jego działań w kluczowych obszarach.

    Gospodarka na czele obaw

    Gospodarka pozostaje kluczowym problemem dla 29 proc. respondentów, wyprzedzając zagrożenia dla demokracji (24 proc.), opiekę zdrowotną (12 proc.) czy przestępczość (10 proc.). Największe obawy budzą inflacja oraz rosnące koszty życia – wskazało je aż 45 proc. badanych.

    Negatywne oceny działań prezydenta w obszarze gospodarki wyraziło 68 proc. ankietowanych, z czego ponad połowa określiła swoją dezaprobatę jako „zdecydowaną”. W porównaniu z poprzednim rokiem liczba osób krytykujących politykę gospodarczą wzrosła o 7 pkt proc.

    Poparcie dla jego polityki gospodarczej wynosi obecnie 27 proc., co jest wynikiem znacznie gorszym niż w jego pierwszej kadencji.

    Spadek zaufania jest zauważalny także wśród zwolenników partii rządzącej. W elektoracie Republikanów poparcie dla działań antyinflacyjnych administracji Trumpa obniżyło się o 10 pkt proc. Nawet wśród Republikanów, którzy w większości (78 proc.) nadal popierają Trumpa, aż 41 proc. krytykuje jego politykę gospodarczą.

    Rosnące ceny i polaryzacja społeczna

    Czterech na dziesięciu Amerykanów uważa, że ich sytuacja finansowa pogorszyła się w ciągu ostatniego roku. Wśród Demokratów aż 55 proc. wskazuje na pogorszenie swojej sytuacji materialnej, podobnie jak 46 proc. osób niezależnych. W kontrze do tych danych, 34 proc. Republikanów deklaruje poprawę swoich finansów.

    Jednym z najczęściej wymienianych problemów są rosnące ceny benzyny, które szczególnie dotykają pracowników fizycznych oraz osoby z niższym wykształceniem. Średnia cena benzyny w USA wzrosła o ponad 40 proc. i wynosi obecnie ok. 4,18 dol. za galon.

    Zaledwie 22 proc. Amerykanów ocenia pozytywnie działania prezydenta w kwestii kosztów życia, co oznacza spadek o 3 pkt proc. w porównaniu do poprzedniego badania.

    Wojna z Iranem dzieli społeczeństwo

    Znaczący spadek popularności Trumpa rozpoczął się po decyzji o rozpoczęciu działań wojennych przeciwko Iranowi 28 lutego. Mimo zawieszenia broni ogłoszonego 7 kwietnia, oceny działań prezydenta w związku z tym konfliktem pozostają podzielone.

    Jedynie jedna trzecia respondentów popiera politykę Trumpa w tej sprawie. Niemal wszyscy Demokraci i większość niezależnych wyrażają sprzeciw, podczas gdy 74 proc. Republikanów ją aprobuje.

    Co istotne, aż 61 proc. ankietowanych sprzeciwia się dalszej eskalacji militarnej. W grupie osób poniżej 30. roku życia odsetek ten wzrasta do 74 proc.

    Kluczowi niezależni wyborcy

    Rosnące ceny energii i niepopularna wojna z Iranem wpływają również na preferencje polityczne niezależnych wyborców, którzy mogą zdecydować o wyniku listopadowych wyborów środka kadencji.

    Według sondażu Reuters/Ipsos 34 proc. niezależnych wyborców deklaruje poparcie dla Demokratów, podczas gdy Republikanów popiera 20 proc. Co czwarty badany z tej grupy wciąż nie podjął decyzji.

    Mieszane oceny w innych obszarach

    Sondaż wskazuje na niewielką poprawę w postrzeganiu polityki imigracyjnej prezydenta – popiera ją 44 proc. badanych. Mimo to, większość Amerykanów pozostaje krytyczna wobec podejścia administracji Trumpa do tej kwestii.

    Jednocześnie rośnie poparcie dla zaostrzenia przepisów wyborczych. Aż trzy czwarte respondentów opowiada się za obowiązkowym dokumentem tożsamości przy głosowaniu, a większość z nich również za wymogiem potwierdzenia obywatelstwa.

    Najnowszy sondaż Reuters/Ipsos, przeprowadzony w całym kraju i online, zebrał odpowiedzi od 1269 dorosłych Amerykanów, w tym 1014 zarejestrowanych wyborców, a margines błędu wynosił 3 pkt proc. Badanie zostało przeprowadzone w dniach 15-20 kwietnia.

  • Rewolucja na rynku ropy: ZEA wychodzą z OPEC! Co to oznacza dla cen?

    Rewolucja na rynku ropy: ZEA wychodzą z OPEC! Co to oznacza dla cen?

    Czy OPEC straci swoją moc? Po ponad 50 latach członkostwa, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) wychodzą z organizacji. Decyzja zapadła – kraj złożył formalne oświadczenie i od 1 maja nie będzie już częścią kartelu. To poważny cios dla grupy koordynującej produkcję największych eksporterów ropy naftowej na świecie.

    Co stało się?

    Według państwowej agencji prasowej ZEA, WAM, kraj podjął decyzję o rezygnacji z członkostwa zarówno w OPEC, jak i w OPEC+. Ministerstwo Energii ZEA oświadczyło, że po kompleksowej analizie polityki produkcyjnej i możliwości wydobywczych, wystąpienie z OPEC leży w interesie narodowym kraju.

    Minister energii Suhail Al Mazrouei stwierdził dla CNBC, że ZEA podjęły decyzję o wyjściu w momencie, który będzie „minimalnie zakłócający” dla pozostałych producentów w grupie.

    „Nasz wyjazd w tym momencie jest właściwym czasem, ponieważ będzie miał minimalny wpływ na cenę ropy i minimalny wpływ na naszych przyjaciół w OPEC i OPEC+” – oświadczył Al Mazrouei.

    Dlaczego właśnie teraz?

    Decyzja zapadła po kilku tygodniach ataków rakietowych i dronowych na ZEA ze strony Iranu. Blokada cieśniny Ormuz przez Teheran również poważnie ograniczyła możliwości eksportu ropy przez ZEA, zagrażając fundamentom ich gospodarki.

    Ale to nie tylko wojna. ZEA przez niemal sześć dekad odgrywały wpływową rolę w decyzjach OPEC. W lutym były trzecim co do wielkości producentem ropy w grupie, za Arabią Saudyjską i Irakiem.

    Analicy wskazują, że wyjście ZEA z OPEC i OPEC+ wygląda przede wszystkim na próbę odzyskania swobody wydobycia po latach napięć wokół limitów produkcji. ZEA od lat zwiększają moce wydobywcze i chcą dojść do poziomu 5 mln baryłek dziennie do 2027 r. Problem? Porozumienie OPEC+ przez długi czas zmuszało kraj do utrzymywania wydobycia wyraźnie poniżej jego możliwości technicznych.

    Co to zmienia dla rynku?

    Tuż po decyzji kontrakty na ropę WTI z dostawą w maju drożały o 3,60 proc. do 99,88 USD za baryłkę, a czerwcowe kontrakty na ropę Brent o 2,73 proc. do 111,18 USD za baryłkę.

    W krótkim terminie wpływ na realną podaż może być ograniczony – wojna z Iranem i napięcia w Cieśninie Ormuz nadal utrudniają logistykę eksportu z regionu.

    Ale w średnim terminie konsekwencje mogą być już znacznie większe. Jeśli ZEA odzyskają pełną swobodę wydobycia, mogą próbować szybciej wykorzystać rozbudowane moce produkcyjne. To zwiększa ryzyko presji na spadek cen ropy, zwłaszcza jeśli napięcia wojenne osłabną.

    Wyjście jednego z kluczowych producentów z Zatoki Perskiej osłabia wiarygodność całego mechanizmu koordynacji podaży OPEC.

    Kto następny?

    Wyjście ZEA z OPEC to piąty taki ruch w ostatniej dekadzie. W 2016 roku, po kilku miesiącach członkostwa, z organizacji wystąpiła Indonezja, w 2019 r. Katar, rok później Ekwador, a w 2023 r. Angola.

    Czy to początek większych zmian w globalnym kartelu? Decyzja ZEA pokazuje, że napięcia w ramach OPEC są realne. Arabia Saudyjska, która odgrywa wiodącą rolę w organizacji i ograniczała podaż, może być szczególnie niezadowolona.

    ZEA mają geograficznie korzystne położenie tuż przy Cieśninie Ormuz, a ich infrastruktura naftowa nie ucierpiała znacząco w ostatnim czasie. Mogą więc skorzystać na zwiększeniu wydobycia ponad narzucane przez OPEC limity.

    Dla świata to dobra wiadomość – jeśli ZEA będą produkować więcej, to do kupienia będzie więcej tańszej ropy.

    Źródło: CNBC, CNN, Reuters, S&P Global

  • JSW w 2025: Miliardowe straty, odpisy i restrukturyzacja. Co wiemy przed raportem?

    JSW w 2025: Miliardowe straty, odpisy i restrukturyzacja. Co wiemy przed raportem?

    Czy węgiel w Polsce wciąż jest czarnym złotem, czy już tylko źródłem miliardowych strat? Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) przygotowuje się do publikacji kluczowych wyników, a wstępne dane oraz decyzje księgowe nie napawają optymizmem.

    Miliardy w czerwonych liczbach

    JSW szacuje skonsolidowaną stratę netto za 2025 rok na poziomie 6,255 mld zł. To ogromna kwota, choć nieco niższa niż w rekordowo trudnym 2024 roku, kiedy strata wyniosła 7,3 mld zł. Przychody spółki oscylowały wokół 9,41 mld zł, ale i tak zakończyły się stratą brutto ze sprzedaży na poziomie 2,21 mld zł.

    Dla porównania w 2024 r. podstawowa działalność JSW była nierentowna — grupa zanotowała wtedy prawie 760 mln zł straty na sprzedaży przy przychodach rzędu 11,33 mld zł.

    Tutaj pojawia się kluczowe zastrzeżenie. Spółka podkreśla, że zaprezentowane wyniki to szacunki uzyskane podczas prac nad raportem i mogą ulec zmianie. Wszystkie ostateczne liczby poznamy już 30 kwietnia.

    Górnicze odpisy: jedna kopalnia zyskała, trzy straciły

    Ale to nie koniec finansowych wstrząsów. Zarząd JSW zakończył właśnie testy na utratę wartości aktywów w segmencie węgla. Decyzje księgowe dotyczące czwartego kwartału 2025 roku są znaczące.

    Spółka zarejestruje odpisy aktualizujące wartość (tzw. impairment loss) dla trzech kopalń:

    • KWK Budryk: ~322,0 mln zł
    • KWK Knurów-Szczygłowice: ~904,8 mln zł
    • KWK Borynia-Zofiłowka, część Zofiłowka: ~823,2 mln zł

    To jednak nie wszystko. Do listy strat dochodzi również należność od spółki JSW KOKS S.A. w wysokości około 301,5 mln zł.

    Jest jednak jeden pozytywny akcent w tym morzu czerwonych liczb. Zarząd zatwierdził odwrócenie odpisu dla aktywów kopalni KWK Pniówek w kwocie około 733,9 mln zł. Te kwoty również są szacunkowe, a finał poznamy w rocznych sprawozdaniach finansowych. Co ważne, JSW zapewnia, że te czysto księgowe operacje nie wpływają na bieżącą działalność operacyjną ani płatności handlowe spółki i całej grupy.

    Restrukturyzacja nieunikniona. Co dalej z JSW?

    Przy tak głębokich stratach pytanie o przyszłość spółki jest nieuniknione. Z informacji podanych przez serwis Business Insider wynika, że w tym roku ze spółki odejdzie 4 tys. osób. W ramach specjalnej ustawy 3 tys. pracowników skorzysta z urlopów górniczych (de facto wcześniejszych emerytur), a kolejny 1 tys. odejdzie dobrowolnie za jednorazową odprawą. Obecnie w JSW zatrudnionych jest 21 tys. osób.

    Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun planuje rozmowy w sprawie restrukturyzacji całej grupy. Zapowiedział też, że JSW przyspieszyła poszukiwania komercyjnego finansowania na rynkach międzynarodowych. Potencjalnie do pozyskania jest 1,5 mld dolarów, co – według ministra – ma trwale ustabilizować sytuację.

    Produkcja trwa, ale czy przynosi zysk?

    Mimo finansowych turbulencji, koła produkcyjne w JSW się kręcą. W 2025 roku spółka wydobyła łącznie 13 mln ton węgla, w tym 11 mln ton cennego węgla koksowego i 2 mln ton węgla energetycznego. Wyprodukowała także 3,15 mln ton koksu.

    Czy nowy kapitał i redukcja zatrudnienia będą wystarczające, aby wyprowadzić polskiego giganta węglowego na prostą? Ostateczna odpowiedź na to pytanie zacznie się klarować już za dwa dni, wraz z publikacją pełnego raportu za 2025 rok.

  • Cieśnina Ormuz wciąż zablokowana, a Fed zmienia włodarza. Oto czego bać się na rynkach?

    Cieśnina Ormuz wciąż zablokowana, a Fed zmienia włodarza. Oto czego bać się na rynkach?

    Czy rynek gotuje nam miesiące ekstremalnej niepewności? Wygląda na to, że powoli zaczynamy oswajać się z wizją, w której ropa po 100 dolarów, niepewny dolar i spragnione podwyżek banki centralne wracają na stałe do gry. A to wszystko na tle trwającej blokady kluczowego dla surowca szlaku morskiego.

    Jastrzębie zamiast gołębi

    Miniony tydzień pokazał, że światowe banki centralne mocno trzymają nerwy na wodzy. Bank Japonii utrzymał stopy bez zmian, ale aż 3 z 9 członków jego komitetu zagłosowało za podwyżką! Dodatkowo podniósł roczną prognozę inflacji do 2,8% z poprzednich 1,9%, winę zrzucając głównie na drożejącą ropę.

    Tymczasem Rezerwa Federalna zakończyła prawdopodobnie ostatnie posiedzenie pod batutą Jerome’a Powella.

    Choć od stóp nic się nie zmieniło, nad rynkiem wisi już duża zmiana. Nowym szefem Fed ma zostać Kevin Warsh, który – jak donosi Comparic.pl – planuje gruntowną reformę polityki pieniężnej. Rezygnacja z forward guidance, zmiana preferowanej miary inflacji i cięcie bilansu banku – to ma nadejść już w połowie maja.

    Zegar tyka, ropa drożeje

    Ale to nie polityka, a geopolityka napędza dziś największe lęki inwestorów. I tu jest największy problem.

    Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta. To kluczowy szlak transportowy dla światowej ropy. Według wyliczeń Bloomberg, Iranowi magazyny mogą wystarczyć jedynie na 12-22 dni. Jeśli blokada się przeciągnie, już w połowie maja może być zmuszony do ograniczenia produkcji o 1,5 miliona baryłek dziennie.

    Efekt? Ropa Brent na czerwcowym kontrakcie zbliża się już do 108 USD za baryłkę. Niektórzy analitycy, jak donosi Interia Biznes, sugerują, że cena może rosnąć o 5 dolarów tygodniowo wraz z każdym kolejnym tygodniem blokady.

    A co z polskim podwórkiem? Inflacja znów zaskakuje

    Ta presja z surowców już bije po polskich kieszeniach. Wstępne dane GUS za kwiecień pokazały, że inflacja CPI wyniosła 3,2% r/r, przekraczając prognozy rynku (3%).

    Głównym motorem wzrostu cen są paliwa, drożejące o 8,4 proc. r/r w bezpośrednim związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie i blokadą Ormuz – komentował dla Interii analityk DM BOŚ, Konrad Ryczko.

    Na rynku walutowym złoty doświadcza typowego napięcia. Choć nieco zyskiwał do euro i dolara, to presja geopolityki wciąż jest odczuwalna. Zdaniem Mirosława Budzickiego z PKO BP, rynek już częściowo „wycenił” negatywne scenariusze, ale przestrzeń dla złotego jest ograniczona przez „jastrzębi” przekaz zza oceanu.

    Podsumowując, rynek stoi na rozdrożu. Z jednej strony mamy realne, podażowe szoki, które stopy procentowe są w stanie ograniczyć tylko retoryką. Z drugiej – nadciągającą zmianę w amerykańskiej polityce pieniężnej. Jedyne, co pewne, to to, że era taniego pieniądza i niskiej inflacji może właśnie dobiegać końca – a my powinniśmy się na to przygotować.

  • Depresja u najważniejszego partnera handlowego. Co dalej z eksportem?

    Depresja u najważniejszego partnera handlowego. Co dalej z eksportem?

    Czy najgorsze nastroje konsumenckie od ponad trzech lat w Niemczech mogą poważnie zahamować nasz eksport? Najnowsze dane od GfK i Norymberskiego Instytutu Decyzji Rynkowych (NIM) nie pozostawiają złudzeń: nastroje są na poziomie bliskim panice. I to już drugi miesiąc z rzędu.

    Wskaźnik klimatu konsumenckiego dla maja 2026 r. spadł do -33,3 punktu. To oznacza gwałtowny spadek o 5,2 pkt w porównaniu z poprzednim miesiącem. Jak podaje Parkiet.com, wynik ten jest znaczącym rozczarowaniem i dużo gorszy od prognozowanego -29,5.

    „Nastroje konsumentów spadły jeszcze bardziej niż w poprzednim miesiącu i wynoszą obecnie -33,3 punktu. To najniższy poziom od lutego 2023 r.” – wyjaśnia Rolf Bürkl, dyrektor ds. klimatu konsumenckiego w NIM.

    Ostatni raz tak źle było w lutym 2023 roku. Analitycy są zgodni: ten głęboki pesymizm wśród niemieckich gospodarstw domowych to wyraźne ostrzeżenie. A dla Polski, dla której Niemcy są głównym odbiorcą eksportu (26,5% całości w okresie styczeń-luty), to poważny sygnał alarmowy.

    Co załamało niemieckiego konsumenta?

    Głównym winowajcą jest wojna w Iranie i jej konsekwencje. W marcu inflacja w Niemczech skoczyła z 1,9 proc. do 2,7 proc., głównie z powodu rosnących cen energii. Konsumenci zareagowali błyskawicznie i pesymistycznie.

    Najbardziej dramatycznie wyglądają oczekiwania dochodowe. Wskaźnik spadł w kwietniu o kolejne 18,1 punktu i osiadł na poziomie -24,4 pkt. „Oczekiwania dochodowe dosłownie się załamują z powodu rosnącej inflacji” – komentuje Bürkl.

    Portfele zamknięte na głucho

    Skłonność do zakupów, czyli gotowość do wydawania pieniędzy, też leci w dół. Spadła o 3,5 pkt do -14,4 pkt. To najniższy poziom od dwóch lat w ujęciu długoterminowym.

    Jedyna rzecz, która ma się dobrze, to chęć oszczędzania. Skłonność do oszczędzania utrzymuje się na wysokim poziomie (16,1 pkt), po niewielkim spadku o 2,4 pkt. W obecnej sytuacji gospodarczej Niemcy uważają, że trzymanie pieniędzy w garści to najlepsza strategia.

    Widmo recesji powraca

    Pesymizm konsumentów nie kończy się na ich własnych portfelach. Pogarsza się również ich ocena przyszłości całej gospodarki. Wskaźnik oczekiwań gospodarczych na najbliższe 12 miesięcy spadł o 6,8 pkt do -13,7.

    To poziom zbliżony do odnotowanego w kwietniu 2022 r., na początku wojny na Ukrainie.

    W raporcie czytamy, że narastają obawy, iż „wstępna poprawa koniunktury w niemieckiej gospodarce może ulec poważnemu pogorszeniu”. Szczególnie jeśli konflikt w Iranie będzie się przedłużał, a rząd nie wdroży skutecznych środków zaradczych.

    Co to oznacza dla Polski?

    Badanie klimatu konsumenckiego GfK, prowadzone od 1974 roku, uznawane jest za kluczowy wyznacznik rozwoju gospodarczego Niemiec. Mierzy poziom zaufania konsumentów i ich skłonność do wydawania pieniędzy.

    Gdy ten wskaźnik tak gwałtownie spada, oznacza to tylko jedno: niemieckie gospodarstwa domowe zaciskają pasa. A mniej wydających konsumentów za Odrą to potencjalnie mniejsze zamówienia dla polskich firm. Gwałtowny spadek nastrojów u naszego największego partnera handlowego to sygnał, który w Warszawie powinien rozbrzmiewać wyjątkowo głośno. Czas przygotować się na ewentualne turbulencje.