Blog

  • Prawie 9 mln seniorów dostało pisma z ZUS. Sprawdź nowe kwoty po waloryzacji

    Prawie 9 mln seniorów dostało pisma z ZUS. Sprawdź nowe kwoty po waloryzacji

    Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) rozesłał właśnie decyzje do blisko 8,9 miliona emerytów i rencistów w całej Polsce. W kopercie znalazły się nie jedna, a dwie ważne informacje: nowa wysokość świadczenia po corocznej waloryzacji oraz potwierdzenie przyznania trzynastej emerytury. Łącznie ZUS wysłał niemal 9 mln takich pakietów.

    Nowe kwoty po waloryzacji

    Decyzje waloryzacyjne zawierają szczegółowe informacje: nową wysokość emerytury lub renty, kwotę składki na ubezpieczenie zdrowotne oraz zaliczkę na podatek dochodowy. Dzięki temu odbiorca może dokładnie obliczyć, ile pieniędzy faktycznie wpłynie na jego konto.

    Waloryzacja w 2026 roku odbyła się z urzędu – nikt nie musiał składać wniosków. Wskaźnik wyniósł 5,3 procent, co przełożyło się na wzrost wszystkich świadczeń długoterminowych. W efekcie najniższa emerytura została podniesiona do 1 978,49 zł brutto. Tę samą kwotę otrzymują teraz osoby pobierające rentę rodzinną lub rentę z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Podniesione zostały również kwoty dodatków:

    • dodatek pielęgnacyjny – od marca wynosi 366,68 zł
    • dodatek dla sieroty zupełnej – wzrósł do 689,17 zł

    Trzynasta emerytura w tej samej kopercie

    W tej samej kopercie znajduje się również decyzja o przyznaniu trzynastej emerytury – dodatkowego rocznego świadczenia pieniężnego. W 2026 roku wynosi ona 1 978,49 zł brutto, czyli tyle, ile najniższa emerytura po marcowej waloryzacji. Świadczenie przysługuje każdemu, kto na dzień 31 marca miał prawo do emerytury, renty lub innego długoterminowego świadczenia wypłacanego przez ZUS. Pismo ma charakter informacyjny – potwierdza przyznanie trzynastki, więc nie wymaga żadnej odpowiedzi.

    Pisma do przedsiębiorców i zalegających ze składkami

    Choć główna akcja wysyłkowa dotyczy emerytów i rencistów, ZUS regularnie rozsyła dokumenty także do innych grup. Na początku roku instytucja wysłała informacje o stanie konta do ponad 3,4 miliona płatników składek – głównie przedsiębiorców. Z takiego pisma można dowiedzieć się, czy na koncie jest nadpłata, niedopłata, czy saldo zerowe. W piśmie znajduje się też łączna kwota wpłat z poprzedniego roku i informacja, na jakie należności zostały rozliczone. Osoby spłacające dług w ratach znajdą w dokumencie również informację o pozostałej do spłaty kwocie. Dokument można też znaleźć w wersji elektronicznej na koncie płatnika w eZUS. Przedsiębiorcy powinni dokładnie sprawdzić te dane, bo pozwala to wychwycić ewentualne nieprawidłowości, zanim narosną w poważniejszy problem.

    Osobna kategoria pism dotyczy ulg w spłacie należności. ZUS informuje w nich o możliwości rozłożenia zaległości na raty, a w wyjątkowych sytuacjach – nawet o umorzeniu długu. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z takich możliwości, a ZUS sam o nich przypomina w wysyłanych pismach. Wczesne wystąpienie o ulgę może uchronić przed narastaniem odsetek i kosztami egzekucji. Wniosek o ulgę można złożyć samodzielnie, a rozłożenie długu na raty pozwala uniknąć działań egzekucyjnych.

    Co zrobić po otrzymaniu pisma?

    Nawet jeśli pismo ma charakter informacyjny, warto sprawdzić, czy podane kwoty są zgodne z oczekiwaniami. Gdy odbiorca nie zgadza się z decyzją, ma prawo złożyć odwołanie – ale obowiązują tu konkretne terminy, więc zwłoka działa na jego niekorzyść.

    Coraz więcej dokumentów ZUS udostępnia także na platformie eZUS. Dokumenty elektroniczne często pojawiają się wcześniej niż papierowe, a regularne sprawdzanie konta pozwala na bieżąco śledzić sprawy i nie przegapić ważnych terminów. Założenie konta w eZUS daje stały wgląd w swoje sprawy. Trzecia zasada – jeśli masz zadłużenie, nie unikaj kontaktu z ZUS, tylko jak najszybciej wystąp o ulgę.

    Łącznie z waloryzacji skorzystało blisko 9 mln świadczeniobiorców, a nowe stawki obowiązują od marca 2026 roku. Najniższa emerytura wynosi teraz 1 978,49 zł brutto, a trzynasta emerytura – tyle samo.

  • Polska staje się gazowym hubem. Trzeci terminal LNG – i to bez pieniędzy z budżetu

    Polska staje się gazowym hubem. Trzeci terminal LNG – i to bez pieniędzy z budżetu

    Gaz-System, państwowy operator gazociągów, podjął decyzję o budowie drugiego pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej. Oznacza to, że w Polsce powstaną łącznie trzy instalacje do odbioru skroplonego gazu – w tym dwie pływające jednostki FSRU. Premier Donald Tusk ogłosił to we wtorek przed posiedzeniem Rady Ministrów, podkreślając, że inwestycja ma charakter komercyjny i nie obciąży budżetu państwa.

    Komercyjny projekt bez budżetowego wsparcia

    „Podjęliśmy decyzję – konkretnie Gaz-System – o kolejnej inwestycji, która utwierdzi rolę Polski jako hubu gazowego. To ma oczywiście wymiar międzynarodowy, to nie chodzi tylko o Polskę, interes jest na wielką skalę” – powiedział Donald Tusk. Jak wyjaśnił, będzie to już trzeci terminal LNG w kraju. Pierwszy, lądowy im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu, działa od 2016 roku. Drugi, pływający, kończy właśnie budowę w Zatoce Gdańskiej. Trzeci, również pływający, powstanie w tej samej lokalizacji.

    Premier zaznaczył, że inwestycja nie wymaga wsparcia z budżetu: „Zainteresowanie świata komercyjnego tym przedsięwzięciem jest na tyle duże, że nie będzie wymagać ta inwestycja wsparcia z budżetu.”

    Rynek dał zielone światło

    Decyzja zapadła po zakończeniu procedury open season – badania zapotrzebowania rynku na usługi regazyfikacji. Zgłosiły się cztery podmioty, a ich zainteresowanie przewyższyło początkową przepustowość planowaną przez spółkę. W efekcie Gaz-System postanowił zwiększyć parametry techniczne nowego terminala z pierwotnie planowanych 4,5 mld m³ do 6,1 mld m³ gazu rocznie.

    – Wyniki open season są wyraźnym sygnałem płynącym z rynku. Uczestnicy potwierdzili, że widzą w Polsce miejsce do dalszego rozwoju działalności handlowej, budowania nowych łańcuchów dostaw oraz zwiększania wykorzystania LNG jako istotnego elementu systemu energetycznego – skomentował Sławomir Hinc, prezes Gaz-Systemu.

    Wcześniej w historii procedury open season tylko jeden podmiot uzyskiwał dostęp do infrastruktury LNG zarządzanej przez spółkę. Tym razem dostęp uzyskało więcej niż jeden. Po zwiększeniu mocy regazyfikacyjnych pozostaną jeszcze wolne sloty, które w przyszłości zostaną zaoferowane uczestnikom rynku. Łącznie zakontraktowano 47 slotów rocznie w latach 2030–2039 oraz 35 slotów w latach 2040–2044.

    Giganci podpisują umowy

    Jeszcze tego samego dnia dwa duże podmioty ogłosiły zawarcie długoterminowych umów na usługi regazyfikacji w ramach procedury FSRU 2.

    PGE Polska Grupa Energetyczna podpisała z Gaz-Systemem umowę na 15 lat. Szacowany poziom zaangażowania finansowego spółki to około 2,8 mld zł przez cały okres obowiązywania umowy, licząc od uruchomienia terminalu. PGE zawarła także z operatorem i pozostałymi użytkownikami terminalu umowę współdzielenia slotów, co stanowi element dywersyfikacji źródeł dostaw gazu dla grupy kapitałowej.

    Z kolei Unimot – za pośrednictwem swojej spółki zależnej Unimot Energia i Gaz – zawarł komplet umów przydzielających prawo do 12 slotów regazyfikacyjnych rocznie przez 15 lat, od 2030 roku. Łączna szacunkowa wartość netto opłat za regazyfikację wynosi 2,109 mld zł. Unimot podkreśla, że usługi będą świadczone w regulowanym modelu taryfowym („koszt-plus”), co zapewnia przewidywalność kosztów. Na zabezpieczenie potencjalnych roszczeń spółka zależna musi ustanowić kaucje i gwarancje bankowe do kwoty 317 mln zł, z czego kaucja nie przekroczy 177 mln zł.

    Warunkowe zielone światło

    Umowy mają jednak charakter warunkowy. Operator – GAZ-SYSTEM – ma czas do 31 lipca 2026 roku na podjęcie ewentualnej negatywnej Ostatecznej Decyzji Inwestycyjnej. Jeśli taka decyzja zapadnie, projekt zostanie anulowany, a wszystkie podpisane umowy wygasną.

    Wizja na przyszłość

    Prezes Sławomir Hinc zapowiedział, że dzięki budowie dwóch terminali FSRU oraz już zrealizowanym inwestycjom w infrastrukturę gazową, Polska będzie dysponowała zdolnościami importowymi gazu sięgającymi około 50 mld m³ rocznie. „To nie tylko wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju i regionu, ale także stworzenie warunków do budowy konkurencyjnego hubu gazowego” – dodał.

    Nowy terminal FSRU 2 ma być zlokalizowany w rejonie Gdańska, w sąsiedztwie pierwszego pływającego terminala, którego uruchomienie planowane jest na przełom 2027 i 2028 roku. Uruchomienie FSRU 2 przewidziano na 2030 rok. Drugi terminal FSRU będzie wyposażony w jednostkę zdolną do regazyfikacji od 4,5 do 6,1 mld m³ gazu rocznie.

  • 260 zł więcej na emeryturze – najnowsze dane ZUS pokazują skalę zmian

    260 zł więcej na emeryturze – najnowsze dane ZUS pokazują skalę zmian

    Marcowa waloryzacja przyniosła polskim emerytom wyraźny wzrost świadczeń. Średnia emerytura podskoczyła o około 260 zł miesięcznie, ale najnowsze dane ZUS ujawniają, że nie wszyscy seniorzy odczuli tę podwyżkę w równym stopniu.

    Przeciętna emerytura w górę, ale…

    Według najnowszego biuletynu ZUS, przeciętne świadczenie emerytalne wypłacane w kwietniu 2026 r. wyniosło 4490,94 zł. To o niemal 260 zł więcej niż w lutym, gdy średnia kształtowała się na poziomie 4249 zł. Efekt marcowej waloryzacji widać gołym okiem – w marcu średnia sięgnęła nawet 4509,64 zł, co było szczytowym punktem. W kwietniu odnotowano nieznaczny spadek (o niespełna 20 zł), co jest naturalną korektą po miesięcznych wahaniach.

    Pełny obraz dają dane za poszczególne miesiące 2026 roku: styczeń – 4233,64 zł, luty – 4249 zł, marzec – 4509,64 zł, kwiecień – 4490,94 zł. Wzrost jest ewidentny, ale średnia to tylko jedna strona medalu.

    Przybywa emerytów, rosną wydatki

    Liczba osób pobierających emerytury również nieznacznie wzrosła. W styczniu ZUS obsługiwał 6 mln 425 tys. emerytów, a w kwietniu już 6 mln 434 tys.. Choć na początku roku liczba świadczeniobiorców zwykle spada, wiosną znów zaczyna rosnąć. Łącznie z rencistami ZUS wypłacał świadczenia 8 mln 101 tys. osób w kwietniu.

    To oznacza coraz większe obciążenie dla budżetu. Pod koniec 2023 roku miesięczny koszt emerytur wynosił 21,75 mld zł. W grudniu 2025 było to już 27,204 mld zł, a po tegorocznej waloryzacji skoczył do 28,914 mld zł w marcu i 28,895 mld zł w kwietniu. W ciągu zaledwie czterech miesięcy 2026 roku na konta emerytów trafiło 112,279 mld zł – o niemal 9 mld zł więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku (103,667 mld zł).

    Kto dostaje najwięcej, a kto najmniej?

    Raport ZUS dotyczący struktury świadczeń po waloryzacji rzuca światło na nierówności w systemie. Najczęściej wypłacana emerytura (dominanta) mieści się w przedziale 3001–3400 zł – taką kwotę otrzymuje co dziesiąty senior (9,2% emerytów). To niemal 1000–1500 zł mniej od przeciętnego świadczenia.

    Z drugiej strony szybko rośnie liczba dobrze sytuowanych emerytów. 800,3 tys. osób dostaje już ponad 7000 zł miesięcznie, z czego 188,5 tys. przekracza próg 10 000 zł, a 12,4 tys. seniorów cieszy się emeryturą powyżej 15 000 zł. W ciągu roku grupa z emeryturą powyżej 7000 zł powiększyła się o blisko jedną trzecią.

    Jednocześnie 462,8 tys. emerytów otrzymuje świadczenie poniżej ustawowego minimum (1978,49 zł brutto). Wśród nich 30,1 tys. osób dostaje nie więcej niż 500 zł, a 8,8 tys. nawet poniżej 100 zł miesięcznie. Obie te grupy urosły w ciągu ostatniego roku, odpowiednio z 27,7 tys. i 7,9 tys.

    Emerytura a płeć – przepaść w świadczeniach

    Dane ZUS potwierdzają utrzymującą się lukę emerytalną między kobietami a mężczyznami. Aż 71% mężczyzn na emeryturze pobiera świadczenie powyżej 4000 zł, a 50,6% przekracza 5000 zł. Wśród kobiet odsetek ten wynosi odpowiednio 35,7% i 20,3%. Co więcej, 44,2% kobiet musi zadowolić się emeryturą nie wyższą niż 3200 zł.

    Różnice wynikają przede wszystkim z niższego wieku emerytalnego kobiet (60 lat wobec 65 dla mężczyzn) oraz krótszego stażu pracy, co przekłada się na niższe kapitały emerytalne.

    Podsumowując, marcowa waloryzacja podniosła średnią emeryturę, ale struktura wypłat pozostaje bardzo zróżnicowana. Rosnąca liczba świadczeniobiorców i wyższe świadczenia oznaczają dla budżetu państwa dodatkowe wydatki rzędu niemal 9 mld zł w ciągu pierwszych czterech miesięcy roku w porównaniu z rokiem poprzednim.

  • Chiny uratowały rynek ropy? Import spadł, ceny nie eksplodowały

    Chiny uratowały rynek ropy? Import spadł, ceny nie eksplodowały

    Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa już ponad sto dni, a światowa podaż ropy skurczyła się o 14 proc. od 28 lutego. Mimo to ceny surowca nie wystrzeliły w górę do przewidywanych 200 dolarów za baryłkę. Kluczową rolę odegrały w tym Chiny, które w ostatnich miesiącach radykalnie ograniczyły import.

    Pekin hamuje szok podażowy

    Jak wynika z analiz cytowanych przez CNBC, chiński import ropy spadł z 11,7 mln baryłek dziennie w lutym do niespełna 9 mln baryłek pod koniec maja. To redukcja o prawie 3 mln baryłek dziennie, która – zdaniem strategów rynkowych – pomogła złagodzić skutki blokady Cieśniny Ormuz.

    Analitycy J.P. Morgan określili obecny poziom cen jako „wyjątkowo spokojny” jak na cztery miesiące konfliktu. Z kolei eksperci Societe Generale zwrócili uwagę, że 14-procentowy spadek podaży podbił ceny „zaledwie” o około 30 proc. Dla porównania – embargo naftowe OPEC z 1973 r. ograniczyło podaż o około 7 proc., ale wywołało wzrost cen rzędu 134 proc. W ocenie francuskiego banku skalę szoku udało się zrównoważyć dzięki kilku czynnikom: strategicznym uwolnieniom zapasów, uspokajającym sygnałom z Waszyngtonu oraz wzrostowi produkcji w Brazylii i Wenezueli.

    „Redukcja chińskiego importu to jedna z największych rekompensat za szok, ustępująca jedynie przekierowaniom ropy przez Arabię Saudyjską i większa niż skoordynowane uwolnienia ropy z USA, Europy i Japonii” – podkreślili analitycy Societe Generale.

    Analitycy podzieleni w prognozach

    Co dalej z cenami? Zdania ekspertów są podzielone. J.P. Morgan zakłada, że Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta w czerwcu – wówczas Brent do końca 2026 r. utrzyma się na poziomie około 100 dolarów za baryłkę. Jeśli zamknięcie potrwa dłużej, w trzecim kwartale cena wzrośnie o około 5 dol., a w czwartym – nawet o 15 dol., gdyż zapasy będą kurczyć się szybciej.

    Zupełnie inny scenariusz rysują analitycy Fitch. Ich zdaniem wznowienie żeglugi pod koniec lipca spowoduje „gwałtowny spadek cen ropy Brent” – od września średnia może wynieść 70 dol. za baryłkę. Obecną wyższą wycenę traktują jako „tymczasowy logistyczny szok podażowy”, a nie trwałą utratę mocy produkcyjnych.

    „Niewidzialna ręka” i miliard baryłek w magazynach

    O wpływie Chin na stabilizację rynku pisze również CNN. Eksperci zwracają uwagę, że Pekin nie tylko ograniczył zakupy, ale też przez lata gromadził ogromne rezerwy. Według Rystad Energy przed wybuchem wojny w Iranie Chiny systematycznie budowały zapasy, wykorzystując tanie dostawy ropy z Rosji i Iranu. Obecnie chińskie rezerwy strategiczne i komercyjne przekraczają 1 mld baryłek.

    Dodatkowo Pekin ograniczył eksport produktów rafinowanych, takich jak olej napędowy i benzyna, by zabezpieczyć rynek krajowy. Boom na samochody elektryczne również robi swoje: według Międzynarodowej Agencji Energetycznej chińska flota EV zmniejszyła konsumpcję ropy o 1 mln baryłek dziennie w ubiegłym roku.

    A co po otwarciu Cieśniny?

    W poniedziałek cena ropy Brent wynosiła poniżej 78 dol. za baryłkę – to spory spadek w porównaniu do szczytu na poziomie 114 dol. sprzed czterech miesięcy. Analitycy przestrzegają jednak, że szybkie odblokowanie Cieśniny Ormuz może doprowadzić do nadpodaży. Według prognoz IMF, gdy produkcja na Bliskim Wschodzie wróci do normy, wzrost podaży przewyższy wzrost popytu o 4,7 mln baryłek dziennie w przyszłym roku. Chiny, z ich gigantycznymi rezerwami i elastyczną polityką importową, ponownie mogą okazać się kluczowym stabilizatorem globalnego rynku.

  • Komputery kwantowe uderzą w banki wcześniej niż w Bitcoina? Tim Draper mówi o zagrożeniu, a Trump już działa

    Komputery kwantowe uderzą w banki wcześniej niż w Bitcoina? Tim Draper mówi o zagrożeniu, a Trump już działa

    Czy banki są bardziej narażone niż Bitcoin?

    Miliarder i inwestor Tim Draper twierdzi, że rozwój komputerów kwantowych stanowi obecnie poważniejsze zagrożenie dla tradycyjnego systemu bankowego niż dla sieci Bitcoina. Według niego zasoby BTC są „bezpieczniejsze” niż pieniądze przechowywane w walutach fiducjarnych w bankach.

    Wszyscy panikują z powodu kwantowego łamania szyfrowania Bitcoina, podczas gdy banki działają na przestarzałej infrastrukturze, która sprawia, że Bitcoin wygląda jak Fort Knox. Nawet gdyby coś stało się blockchainowi, operatorzy pełnych węzłów mogą cofnąć się do ostatniego bezpiecznego bloku. Sieć przetrwa. Dolar i banki nie mają takiej opcji.

    – Tim Draper, założyciel Draper Associates, Draper Fisher Jurvetson (DFJ) oraz Draper Venture Network

    Draper argumentuje, że społeczność Bitcoina ma mechanizmy obronne – w skrajnej sytuacji sieć mogłaby przeprowadzić hard forka i wrócić do ostatniego bezpiecznego bloku, ale tylko przy szerokim konsensusie górników i operatorów węzłów.

    Trump podpisuje rozporządzenia – USA przygotowuje się na erę kwantową

    Równolegle amerykańska administracja nie czeka na pierwsze ataki. Prezydent Donald Trump podpisał dwa rozporządzenia wykonawcze (EO 14409 i EO 14411), które mają przygotować Stany Zjednoczone na nadejście komputerów kwantowych. Pierwsze z nich, zatytułowane „Zabezpieczenie państwa przed zaawansowanymi atakami kryptograficznymi”, nakłada na agencje federalne obowiązek migracji kluczowych systemów do kryptografii postkwantowej (PQC) zatwierdzonej przez NIST.

    Terminy są konkretne: do końca 2030 r. wszystkie zasoby o wysokiej wartości mają przejść na postkwantowe mechanizmy wymiany kluczy, a do końca 2031 r. pełna migracja podpisów cyfrowych. NIST ma uruchomić pilotażowy program migracji – projekt ma zostać ukończony najpóźniej do 31 grudnia 2027 r.

    Zagrożenie „zbierz teraz, odszyfruj później”

    Biały Dom zwraca uwagę na scenariusz nazywany „Harvest now, decrypt later” – cyberprzestępcy lub wrogie państwa mogą już dziś gromadzić zaszyfrowane dane, licząc na ich odszyfrowanie w przyszłości za pomocą wydajnych komputerów kwantowych. Obecnie stosowane standardy kryptograficzne mogą wkrótce okazać się niewystarczające.

    Co z Bitcoinem? 7 milionów BTC może być zagrożonych

    Kwestia bezpieczeństwa blockchaina również budzi emocje. Na początku czerwca Niezależna Rada Doradcza ds. Komputerów Kwantowych i Blockchaina przy Coinbase oszacowała, że około 7 milionów BTC znajduje się na adresach, które mogłyby być podatne na przyszłe ataki kwantowe. Wśród nich są historyczne adresy powiązane z Satoshim Nakamoto oraz część dużych zimnych portfeli giełd. Firma Project Eleven ostrzega, że tzw. Q-Day – moment złamania obecnych zabezpieczeń przez komputer kwantowy – może nastąpić już około 2030 r.

    W odpowiedzi społeczności Bitcoina, Ethereum, XRP i Tron rozpoczęły prace nad migracją do standardów odpornych na ataki kwantowe. Jedną z propozycji jest BIP 360 (Pay-to-Merkle-Root), który zakłada adresy chronione przed potencjalnymi atakami kwantowymi.

    Draper nie rezygnuje z prognozy 250 000 USD

    Tim Draper od lat słynie z prognozy, że Bitcoin osiągnie 250 000 USD. Po raz pierwszy postawił ją w 2018 roku, potem przesuwał termin z powodu załamania rynku w 2022 i restrykcyjnych regulacji w USA. Na początku 2026 r. podtrzymał swoje stanowisko – według najnowszej wersji BTC ma osiągnąć ten poziom w ciągu najbliższych 18 miesięcy.

    Drugie rozporządzenie: innowacje kwantowe

    Oprócz działań ochronnych Trump podpisał również EO 14411 – „Wprowadzanie nowej ery innowacji kwantowych”. Rozporządzenie nakazuje aktualizację krajowej strategii rozwoju technologii informacji kwantowej (QIST) oraz uruchomienie programu komputerów kwantowych wspierających odkrycia naukowe. W ciągu 60 dni Sekretarz Wojny ma zidentyfikować co najmniej trzy projekty czujników kwantowych nowej generacji. Celem jest wzmocnienie łańcuchów dostaw i rozwój kadr, by USA zachowały konkurencyjność w technologicznym wyścigu.

    Podsumowanie

    Podczas gdy inwestorzy i eksperci debatują, kto pierwszy padnie ofiarą komputerów kwantowych – banki czy Bitcoin – amerykańska administracja już wprowadza konkretne regulacje. Terminy migracji do kryptografii postkwantowej wyznaczono na lata 2030–2031, a pilotażowy program ruszy do grudnia 2027 r. Dla posiadaczy kryptowalut i klientów banków to sygnał, że era kwantowa zbliża się szybciej, niż mogłoby się wydawać.

  • Polacy hamują z zakupami. Kwietniowa sprzedaż detaliczna ostro poniżej prognoz

    Polacy hamują z zakupami. Kwietniowa sprzedaż detaliczna ostro poniżej prognoz

    Kwietniowe dane GUS o sprzedaży detalicznej rozczarowały. Zamiast spodziewanego wzrostu o 3,5% rok do roku, odczyt w cenach stałych wyniósł zaledwie 1,3% – najmniej od kilku kwartałów. Ekonomiści przecierają oczy, a prognozy analityków rozminęły się z rzeczywistością o ponad dwa punkty procentowe.

    W ujęciu miesięcznym sprzedaż spadła o 0,8%. Nawet w cenach bieżących (uwzględniających inflację) dynamika wyniosła tylko 2,8%, podczas gdy konsensus zakładał 4,2%.

    Marzec na piku, kwiecień na hamulcu

    Kontrast z marcem jest uderzający. W marcu sprzedaż w cenach stałych skoczyła aż o 8,7% r/r – najwięcej od 2022 r., jak określił to Bank Pekao. Miesiąc do miesiąca wzrost wyniósł 18,1%. Kwiecień przyniósł gwałtowne zejście w dół, ale część tej dynamiki tłumaczy się układem kalendarza. Wielkanoc w 2026 r. wypadła na początku kwietnia, przez co część świątecznych wydatków trafiła jeszcze do marca, a sam kwiecień miał o jeden dzień roboczy i jedną niedzielę handlową mniej niż rok wcześniej.

    Nie interpretujemy kwietniowego spowolnienia jako oznaki fundamentalnej słabości. Kwiecień tylko częściowo skorzystał z pozytywnego efektu Wielkanocy, a jednocześnie w pełni odczuł poświąteczny spadek zakupów – komentuje Marcin Luziński, ekonomista Erste Bank Polska.

    Paliwa w górę, odzież i żywność w dół

    Najmocniej zaskoczyła sprzedaż paliw – wzrosła o 25,6% r/r i 13,4% w porównaniu z marcem. Ekonomiści spodziewali się stabilizacji po wejściu programu CPN, ale możliwe, że Polacy nadal tankowali przezornie, a wpływ miały też wielkanocne wyjazdy.

    Po drugiej stronie znalazła się żywność – spadek o 5,8% r/r i 1,5% m/m. Spadła też sprzedaż odzieży i obuwia (-9,5% r/r, prawie -12% w stosunku do marca). Luziński wskazuje, że to nastąpiło po wyjątkowo silnym marcu, który był wsparty opóźnionym wejściem kolekcji wiosennej przez chłodny luty. Sprzedaż mebli i sprzętu RTV/AGD wzrosła tylko o 1% r/r wobec prawie 8% w marcu. Ekonomiści Pekao oceniają: „To ważny miernik głosowania portfelem i w ostatnich miesiącach o hamowaniu sprzedaży dóbr trwałych zadecydowały zapewne obawy o sytuację ekonomiczną i finansową konsumentów”.

    E-commerce zwalnia, ale nie wszędzie

    W kwietniu wartość sprzedaży przez internet wzrosła zaledwie o 0,5% r/r. Udział e-commerce w sprzedaży ogółem spadł z 8,8% do 8,6%. Wewnątrz tego kanału widać jednak wyraźne różnice. Udział online wzrósł w kategorii mebli, RTV i AGD – z 17,3% do 20,2% – oraz w prasie i książkach – z 19,5% do 20,4%. Z kolei w przypadku tekstyliów, odzieży i obuwia udział internetu obniżył się z 25,4% do 24,4%.

    Konsument pod presją?

    Perspektywy dla siły nabywczej Polaków nie są już tak korzystne jak wcześniej. Dynamika płac w sektorze przedsiębiorstw hamuje, a inflacja rośnie. W kwietniu CPI wyniósł 3,2% r/r – najwyżej od dziesięciu miesięcy – i może sięgnąć 4% w kolejnych miesiącach. W efekcie realny wzrost płac w firmach wyniósł tylko około 2% r/r, najniżej od 2,5 roku.

    Na razie nastroje konsumenckie trzymają się nieźle, ale analitycy Banku Pekao ostrzegają: „Podwyższona inflacja uszczupli portfele Polaków, a kondycja rynku pracy nie pozwoli na zrekompensowanie tego podwyżkami wynagrodzeń. Tak więc okres prawdziwie obniżonych nastrojów konsumenckich dopiero przed nami”.

    Odbicie w maju?

    Część ekonomistów spodziewa się, że maj przyniesie poprawę dzięki ustąpieniu negatywnego efektu przesunięcia świąt. Krystian Jaworski z Credit Agricole BP ocenia: „Wraz z ustąpieniem negatywnego efektu przesunięcia świąt Wielkanocy, poziom sprzedaży detalicznej zwiększy się w maju”.

    Szerszy obraz gospodarki w I kwartale jest jednak przyzwoity – GUS podał w zaktualizowanym odczycie PKB wzrost o 3,5% r/r (nieco powyżej wstępnych 3,4%). Głównym motorem była konsumpcja gospodarstw domowych, ale inwestycje dodały tylko 0,3 pkt proc. – częściowo przez mroźną zimę, która przesunęła wiele inwestycji budowlanych.

    Kwiecień pokazał, że polski konsument nie zachowuje się tak przewidywalnie, jak zakładała większość prognoz. Zmienność – słaby styczeń, stabilny luty, rekordowy marzec, rozczarowujący kwiecień – wpisuje się w zygzak, który widać także w przemyśle. Czy maj przyniesie wyprostowanie tej ścieżki? Odpowiedź poznamy za miesiąc.

  • Koniec ery banków? Bain prognozuje drastyczny spadek udziałów w rynku. Co z Polską?

    Koniec ery banków? Bain prognozuje drastyczny spadek udziałów w rynku. Co z Polską?

    Tradycyjne banki tracą grunt pod nogami, a według najnowszego raportu Bain & Company proces ten może gwałtownie przyspieszyć. Do 2030 roku ich udział w globalnych przychodach sektora finansowego może spaść z obecnych około 80% do zaledwie 65%. Choć nominalnie przychody banków wciąż mogą rosnąć, to ich dominacja wyraźnie topnieje na rzecz fintechów, platform technologicznych i nowych modeli płatności.

    Globalna rewolucja finansowa

    Bain & Company szacuje, że obecna globalna pula przychodów w finansach wynosi od 8 do 10 bilionów dolarów. Do końca dekady może urosnąć do 15–17 bilionów, ale tradycyjne instytucje będą miały w niej coraz mniejszy kawałek. Dla porównania: na początku lat 2000. banki kontrolowały około 95% rynku o wartości 2,9 biliona dolarów. Teraz alternatywni gracze – fintechy, private credit, stablecoiny czy systemy oparte na AI – przejęli już około 20%.

    Raport wskazuje, że erozja dotyka praktycznie wszystkich segmentów. Najbardziej widać ją w zarządzaniu majątkiem, ale nie omija bankowości detalicznej (kredyty, hipoteki, depozyty, płatności). Nawet bankowość korporacyjna, choć w mniejszym stopniu, odczuwa napór konkurencji.

    Polski front walki o klienta

    W Polsce zjawisko to jest bardzo wyraźne. Brytyjski Revolut ma już ponad 5 milionów klientów i rozbudowuje ofertę o rachunki, karty, oszczędności, inwestycje, a nawet planuje wejście w hipoteki. Rodzime XTB skutecznie zagospodarowało niszę prostego inwestowania detalicznego, budując masową platformę. Szwedzka Klarna i inne firmy BNPL przejęły część rynku kredytu konsumenckiego, a cyfrowe portfele jak Google Pay i Apple Pay sprawiają, że bank staje się dla użytkownika coraz mniej widoczny. Do Polski wdarł się też niemiecki fintech Trade Republic, który pojawił się we wrześniu ubiegłego roku.

    Czy polskie banki są odporne?

    Analitycy, z którymi rozmawiał „Parkiet”, studzą jednak czarny scenariusz. Piotr Rychlicki z Ipopema Securities zwraca uwagę, że poprzednie 15% udziałów fintechy przejmowały przez ponad dwie dekady, a Bain zakłada kolejne 15% w ciągu 4–5 lat – jego zdaniem to zbyt pesymistyczne tempo. Łukasz Jańczak z Erste Securities dodaje, że polskie banki są bardzo cyfrowe i nowoczesne, często bardziej niż zachodnie, i oferują zbliżone usługi do globalnych fintechów. – Trudno dziś wskazać kluczową usługę oferowaną przez globalne fintechy, której nie byłyby w stanie zapewnić także banki – ocenia.

    Dlaczego nowym fintechom jest trudno?

    Równolegle pojawia się inna perspektywa – z punktu widzenia inwestorów. Fundusz Digital Ocean Ventures, który wystartował w 2024 roku i pozyskał 45 milionów złotych od PFR Ventures oraz prywatnych inwestorów, dotychczas sfinalizował osiem transakcji. Żadna z nich nie jest fintechem konsumenckim. Dlaczego? Piotr Widacki, zarządzający funduszem, tłumaczy, że zbudowanie nowej aplikacji finansowej w Polsce jest dziś niezwykle trudne.

    „Koszt pozyskania użytkownika często wynosi kilkaset złotych, przy miesięcznym przychodzie na poziomie kilkunastu złotych. Zwrot z inwestycji w klienta trwa latami” – mówi Piotr Widacki.

    Polskie banki są tak zaawansowane technologicznie, że nowe aplikacje konsumenckie rzadko wnoszą istotną wartość – z bankowości mobilnej korzysta już prawie 90% klientów, a statystyczny Polak wykonuje ponad 400 transakcji bezgotówkowych rocznie.

    Przyszłość leży w B2B i compliance

    Zamiast walczyć z bankami o klienta detalicznego, coraz więcej startupów decyduje się na współpracę z nimi w modelu B2B. Digital Ocean Ventures widzi największy potencjał w rozwiązaniach infrastrukturalnych dla sektora finansowego – compliance, operacje, AML czy obsługa klienta. – Sztuczna inteligencja wyraźnie obniża koszt tworzenia produktów i przyspiesza ich wdrożenie – podkreśla Piotr Widacki. Przykładami polskich firm o globalnej skali są Vodeno (przejęte przez UniCredit), Zen czy Ramp Network. Co ważne, wiele banków tworzy szybkie ścieżki pilotażowe dla nowych rozwiązań, choć pełne wdrożenie produkcyjne trwa zwykle od 12 do 18 miesięcy.

    Presja nie znika

    Marta Szostak, Associate Partner w Bain & Company, ostrzega, że pytanie nie brzmi już, czy banki powinny się transformować, ale jak szybko i jak głęboko. Dodaje:

    „Sama skala działalności nie wystarczy, jeśli nie będzie przekładała się na lepsze doświadczenie klienta i szybsze wdrażanie innowacji.”

    Wśród kluczowych wyzwań raport wymienia kończącą się erę „banku dla wszystkich”, rosnącą rolę zaufania i konieczność wykorzystania danych oraz sztucznej inteligencji. Jeśli banki tego nie zrobią, mogą stać się jedynie zapleczem infrastrukturalnym dla innych graczy. Tymczasem Digital Ocean Ventures stawia na osiem startupów, w tym Muzaic.ai, 1Security, Gaius-Lex i inne – żaden nie jest typowym fintechem, ale wszystkie wspierają cyfrową transformację sektora.

  • 67 tys. emerytów z prawem do rekompensaty? Rząd szykuje ustawę naprawczą

    67 tys. emerytów z prawem do rekompensaty? Rząd szykuje ustawę naprawczą

    Nawet kilkadziesiąt tysięcy osób, które przeszły na wcześniejszą emeryturę przed 2012 rokiem, może mieć szansę na wyrównanie zaniżonych świadczeń. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przygotowało projekt ustawy, który ma naprawić skutki kontrowersyjnej zmiany prawa sprzed 14 lat.

    67 tysięcy poszkodowanych

    Problem dotyczy osób, które po osiągnięciu powszechnego wieku emerytalnego zamiast wyższej emerytury otrzymały niższą niż dotychczasowa. Powodem było wprowadzenie 1 stycznia 2013 roku przepisu (art. 25 ust. 1b ustawy emerytalnego), który nakazywał pomniejszać podstawę wyliczenia nowego świadczenia o sumę kwot pobranych wcześniejszych emerytur.

    Z danych przekazanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych wynika, że przepisy projektowanej ustawy mogą objąć około 67 tysięcy osób. To głównie mężczyźni urodzeni w latach 1949–1952 oraz w 1954 roku, a także kobiety z roczników 1954–1959, którzy złożyli wniosek o wcześniejszą emeryturę przed 6 czerwca 2012 roku, a powszechny wiek emerytalny osiągnęli po 31 grudnia 2012 roku.

    Nauczyciele wśród poszkodowanych

    Sprawa zyskała rozgłos między innymi dzięki interwencji poselskiej. Do MRPiPS zwrócił się poseł Łukasz Horbatowski, który opisał sytuację nauczycieli. Jednym z przykładów jest nauczyciel matematyki i informatyki (rocznik 1954), który przeszedł na wcześniejszą emeryturę 1 grudnia 2007 roku. Gdy w 2019 roku po ukończeniu 65 lat wystąpił o przeliczenie świadczenia, nowa emerytura okazała się niższa od dotychczasowej. ZUS uzasadnił to przepisami sprzed 2013 roku.

    Resort w odpowiedzi przyznał, że część emerytów z roczników innych niż 1953 została rzeczywiście pokrzywdzona sposobem wprowadzenia spornego przepisu.

    Co zakłada projekt ustawy?

    Projekt ustawy (UD204) przewiduje możliwość ponownego ustalenia wysokości emerytury powszechnej dla osób, które złożyły wniosek o wcześniejszą emeryturę przed 6 czerwca 2012 roku, a prawo do emerytury powszechnej zostało im przyznane po 2012 roku. Kluczowe zmiany to:

    • ustalenie wysokości świadczenia na moment złożenia wniosku bez pomniejszania podstawy o kwoty pobranych wcześniejszych emerytur
    • brak uwzględniania rocznych waloryzacji kapitału początkowego i składek w okresie pobierania wcześniejszej emerytury
    • następnie podwyższenie tak ustalonej emerytury o coroczne waloryzacje marcowe

    Rozwiązanie ma objąć również osoby, które nadal pobierają wcześniejsze emerytury i nie wystąpiły jeszcze o emeryturę powszechną.

    Proces legislacyjny wciąż trwa

    Projekt ustawy trafił już do uzgodnień międzyresortowych, konsultacji publicznych i opiniowania. Obecnie w resorcie analizowane są zgłoszone uwagi. Po zakończeniu tych prac dokument trafi do Stałego Komitetu Rady Ministrów, a ostateczny kształt ustawy wyłonią kolejne etapy procesu legislacyjnego.

    Pierwotnie zakładano, że ustawa wejdzie w życie 1 czerwca 2026 roku. Termin ten już minął, a prace nadal trwają. Jak tłumaczyło wcześniej ministerstwo, złożoność materii i konieczność przeprowadzenia wyliczeń dla różnych wariantów decydują o długości prowadzonych prac.

    Sądowe wygrane bez systemowego rozwiązania

    Część seniorów nie czeka na rządowe przepisy i kieruje sprawy do sądów. Jak donosiły media, osoby poszkodowane coraz częściej wygrywają takie sprawy, domagając się wyrównań. Problem potencjalnie może dotyczyć nawet około 200 tysięcy osób – głównie kobiet z roczników 1954–59 i mężczyzn z lat 1949–52 oraz 1954. Jednak dokładne koszty budżetowe ewentualnej ustawy naprawczej dla wszystkich poszkodowanych wciąż nie zostały oszacowane.

    Zgodnie z projektem, proponowane rozwiązanie ma dotyczyć wyłącznie osób, których wniosek o wcześniejszą emeryturę wpłynął przed 6 czerwca 2012 roku, a prawo do emerytury powszechnej przyznano po 2012 roku.

  • SpaceX po IPO – analitycy stawiają nawet 500 USD, ale średnia Wall Street to 235 USD

    SpaceX po IPO – analitycy stawiają nawet 500 USD, ale średnia Wall Street to 235 USD

    Debiut, który podzielił rynek

    Zaledwie kilka dni po pierwszym dniu notowań akcje SpaceX zdążyły już wywołać spore rozbieżności wśród analityków. Choć pojawiają się odważne, entuzjastyczne prognozy, to jednak główny nurt Wall Street pozostaje wyraźnie bardziej ostrożny. Najbardziej optymistyczne scenariusze sięgają nawet 500 dolarów za akcję, co oznaczałoby potencjalny zysk rzędu około 270% w stosunku do ceny z IPO, która wyniosła 135 dolarów.

    Cztery rekomendacje, średnia znacznie niższa

    Według danych z platformy TipRanks, zestawionych 18 czerwca, średnia cena docelowa dla papierów SpaceX, wyliczona na podstawie czterech rekomendacji, wynosi 235,25 dolara. To znacznie mniej niż najbardziej śmiałe przewidywania. Z tych czterech ocen trzy brzmią „Kupuj”, a jedynie jedna to „Sprzedaj”. W efekcie spółka klasyfikowana jest obecnie jako walór typu „Umiarkowany Kupuj” – ostrożny konsensus, który mocno kontrastuje z odważniejszymi głosami spoza mainstreamu.

    401 dolarów od Arete. Kluczowy jest Starlink V3

    Rekomendację „Kupuj” z ceną docelową na poziomie 401 dolarów wystawiła firma Arete. Analityk Andrew Beale uzasadnił ją przede wszystkim potencjałem drzemiącym w nowej generacji satelitów Starlink V3. W swojej analizie podkreślił, że te satelity mogą otworzyć przed firmą znaczące możliwości w segmencie szerokopasmowego internetu dla przedmieść, wykraczając poza dotychczasową bazę klientów. Beale określił SpaceX jako przedsiębiorstwo, które skutecznie dzieli złożone wyzwania inżynieryjne na mniejsze etapy, równocześnie rozwijając możliwości w zakresie transportu kosmicznego, łączności i sztucznej inteligencji. Jego zdaniem wysoka cena docelowa odzwierciedla ogromny długoterminowy potencjał spółki.

    Starlink napędza wycenę – 7,5 mld USD EBITDA

    Podobnego zdania jest Gabelli Funds. Zarządzający portfelem John Belton nazwał SpaceX „ostateczną spółką wzrostową” i poparł swoją tezę liczbami. Zwrócił uwagę, że sam Starlink wygenerował w zeszłym roku około 7,5 miliarda dolarów EBITDA, przy wzroście przychodów rzędu 50% i marżach EBIT przekraczających 40%.

    „Uważam, że jest to firma z ogromnym potencjałem wzrostu przed nią. To zdecydowanie będzie historia długoterminowa i myślę, że zajmie trochę czasu, zanim akcje znajdą swoje miejsce na rynkach publicznych. Ale przed nami wiele ekscytujących możliwości.”

    500 dolarów od Aitken Mount – argumenty i insiderzy

    Jeszcze bardziej byczo, bo aż na 500 dolarów, wycenia SpaceX australijska Aitken Mount Capital Partners. Przedstawiciel firmy Angus Aitken wskazał na kilka kluczowych katalizatorów. Po pierwsze, ograniczony free float, czyli niewielka liczba akcji w wolnym obrocie. Po drugie, oczekiwanie, że Elon Musk oraz inni kluczowi insiderzy zatrzymają swoje udziały. Po trzecie, przekonanie, że SpaceX będzie systematycznie dostarczać solidne wzrosty przychodów i zysków, idące w parze z kolejnymi przełomami technologicznymi.

    Jay Woods z Freedom Capital Markets dodał, że kluczową datą do śledzenia będzie 11 sierpnia – pierwszy zaplanowany raport finansowy spółki. Tego dnia 20% insiderów będzie mogło sprzedać akcje. Jeśli kurs akcji utrzyma się na poziomie 30% powyżej ceny IPO (czyli 175,5 dolara) przez 5–10 kolejnych dni, wówczas odblokowane zostanie kolejne 10% udziałów.

    Podsumowanie

    Zaledwie kilka dni po debiucie giełdowym SpaceX ma już na koncie cztery rekomendacje z Wall Street. Średnia cena docelowa na poziomie 235,25 dolara wyraźnie kontrastuje z odważnymi prognozami sięgającymi 500 dolarów. Najbliższym, konkretnym testem dla nowego waloru będzie pierwszy raport finansowy, opublikowany już 11 sierpnia.

  • Allegro i InPost zawieszają spór. Giganty negocjują nową umowę dostaw

    Allegro i InPost zawieszają spór. Giganty negocjują nową umowę dostaw

    Dwa największe polskie e-commerce’owe molochy – Allegro i InPost – postanowiły odłożyć na bok sądowe animozje i usiąść do stołu negocjacyjnego. 18 czerwca 2026 roku spółki podpisały niewiążący list intencyjny, który ma utorować drogę do nowej, długoterminowej umowy ramowej na dostawy paczek do punktów odbioru (out‑of‑home).

    Nowa umowa – niższe ceny i wieloletnie zobowiązania

    Zgodnie z komunikatem giełdowym Allegro, przewidywana nowa umowa ma objąć przede wszystkim obniżone ceny dostaw oraz zrewidowaną formułę indeksacji cen. Obie strony chcą też ustalić wieloletnie zapisy dotyczące wolumenu, przepustowości i poziomu świadczonych usług.

    „Oczekuje się, że nowa umowa, po jej zawarciu, zastąpi dotychczasową umowę i będzie obowiązywać do dnia 31 grudnia 2031 r., zapewniając obu stronom większą przewidywalność oraz bezpieczeństwo w ramach długoterminowego planowania operacyjnego i finansowego” – poinformowano w oficjalnym raporcie bieżącym spółki, opublikowanym na podstawie art. 17 ust. 1 rozporządzenia MAR.

    Obecna umowa, jak wynika z wcześniejszych doniesień, została podpisana w 2020 roku na siedem lat. Jeśli negocjacje zakończą się sukcesem, nowy kontrakt zastąpi ją i zapewni stabilność współpracy aż do końca 2031 roku.

    Spór o 98,7 mln zł na razie odłożony

    W tle całej sprawy leży konflikt, który narastał od ubiegłego roku. InPost uznał, że Allegro eksponuje na swojej platformie własne formy dostawy, utrudniając klientom wybór paczkomatu. Firma oszacowała kary na 98,7 mln zł i skierowała sprawę do sądu arbitrażowego. Allegro konsekwentnie uznawało te roszczenia za bezpodstawne i nie zapłaciło żądanej kwoty. Rozstrzygnięcie arbitrażu planowane było na koniec 2026 roku.

    Teraz jednak – na czas negocjacji nowej umowy – postępowanie zostaje zawieszone. Strony uzgodniły to w podpisanym liście intencyjnym. W komunikacie czytamy, że „Strony uzgodniły również zawieszenie aktualnie toczącego się postępowania arbitrażowego na czas trwania negocjacji Nowej Umowy”.

    Rafał Brzoska: staramy się wyciszać

    Jesienią 2025 roku szef InPostu Rafał Brzoska mówił na konferencji prasowej: „Staramy się wyciszać, tonować i nie podgrzewać atmosfery wbrew temu, co nasi koledzy z Allegro robili i jakie działania podjęli parę miesięcy temu. Z drugiej strony jako zarząd mamy obowiązek dbać o interes akcjonariuszy”. Dziś, po podpisaniu listu, wyraźnie widać, że obie firmy wolą współpracować niż procesować się.

    Co dalej?

    List intencyjny ma charakter niewiążący – ostateczne porozumienie nie jest przesądzone. Negocjacje nad nową umową ramową mają potrwać „w nadchodzących miesiącach”. Jeśli dojdzie do skutku, zastąpi ona dotychczasową umowę i zapewni stabilność współpracy aż do końca 2031 roku. W dokumencie podkreślono, że skuteczność listu pozostaje uzależniona od zawarcia nowej umowy.

    Raport bieżący nr 16/2026 podpisały osoby reprezentujące spółkę – Gary McGann i Marcin Kuśmierz, obaj jako dyrektorzy. Allegro.eu to luksemburska spółka akcyjna (société anonyme) z siedzibą w Luksemburgu. List intencyjny został podpisany przez spółkę zależną Allegro – Allegro sp. z o.o. – oraz InPost sp. z o.o. Przewidywana nowa umowa ma regulować współpracę w zakresie usług dostaw poza domem. Strony uzgodniły, że na czas negocjacji zawieszają aktualnie toczące się postępowanie arbitrażowe. List intencyjny jest dokumentem niewiążącym, a jego skuteczność pozostaje uzależniona od zawarcia nowej umowy.