Blog

  • AI odpowiada za 40% zwolnień w USA. Banki tną etaty na potęgę

    AI odpowiada za 40% zwolnień w USA. Banki tną etaty na potęgę

    Sztuczna inteligencja coraz częściej pojawia się jako oficjalny powód redukcji etatów. Według najnowszego raportu firmy doradztwa outplacementowego Challenger, Gray & Christmas, w maju 2026 roku aż 40% ze 97 006 zwolnień ogłoszonych przez amerykańskich pracodawców było przypisywanych właśnie AI. To najwyższy miesięczny odsetek od momentu, gdy w 2023 roku firma zaczęła monitorować tę przyczynę.

    Łącznie w 2026 roku pracodawcy w USA wskazali AI jako powód już 87 714 zwolnień. Dla porównania, w całym 2025 roku było to 54 836. Maj 2026 przyniósł największą liczbę redukcji etatów od 2020 roku, kiedy w szczycie pandemii COVID-19 ogłoszono 397 016 cięć. Technologia pozostaje sektorem najbardziej dotkniętym zwolnieniami – i to z dużą przewagą.

    Co mówią autorzy raportu?

    Andy Challenger, ekspert ds. rynku pracy i dyrektor ds. przychodów w Challenger, Gray & Christmas, w oświadczeniu starał się studzić nastroje:

    „AI nie jest jeszcze końcem świata dla rynku pracy, jak niektórzy przewidywali. Tak jak wcześniej arkusze kalkulacyjne czy poczta elektroniczna, ta technologia docelowo zwiększy produktywność pracowników, ale nasze dane pokazują, że firmy już teraz działają, wskazując AI jako powód zwolnień częściej niż jakikolwiek inny”.

    Globalne banki idą na ostro

    Podczas gdy w USA rośnie odsetek zwolnień przypisywanych AI, gigantyczne instytucje finansowe na całym świecie przeprowadzają radykalne redukcje etatów, tłumacząc je automatyzacją i wdrażaniem sztucznej inteligencji.

    Citigroup realizuje plan cięcia 20 000 etatów do 2026 roku, z setkami zwolnień w swojej siedzibie na Manhattanie. Standard Chartered zapowiedział likwidację około 7800 stanowisk w zapleczu (15% etatów w funkcjach korporacyjnych) do 2030 roku. Prezes Bill Winters nazwał te stanowiska „kapitałem ludzkim o niższej wartości”, który ma zostać zastąpiony technologią. Zapewnił jednak, że pracownicy, którzy chcą się przekwalifikować, otrzymają taką możliwość.

    Morgan Stanley zwalnia około 2500 pracowników w działach papierów wartościowych, zarządzania majątkiem i inwestycjami. Goldman Sachs przeprowadza rundy cięć dla osób o słabych wynikach oraz tych uznanych za „ludzkie linie montażowe” gotowe do automatyzacji. HSBC wezwał pracowników, by „nie walczyli z AI”. Prezes Georges Elhedery powiedział: „Wszyscy wiemy, że generatywna sztuczna inteligencja zniszczy niektóre stanowiska i stworzy nowe”. HSBC zapowiada przebudowę, która może objąć nawet 20 000 stanowisk, czyli około 10% zatrudnionych.

    Kto traci najbardziej?

    Analitycy Morgan Stanley wskazują, że firmy z sektora bankowego, technologicznego i usług profesjonalnych straciły w ciągu ostatniego roku co dwudziestego pracownika w wyniku wdrożenia AI. Najbardziej zagrożeni są pracownicy zagraniczni, zwłaszcza w lokalizacjach takich jak Indie czy Polska, oraz młodzi, nowi pracownicy.

    Dyskusja o realnym wpływie AI

    Czy za zwolnieniami faktycznie stoi sztuczna inteligencja, czy to wygodna wymówka? Dyrektor generalny OpenAI, Sam Altman, stwierdził, że firmy uprawiają „AI washing”, czyli zrzucają odpowiedzialność na nową technologię, podczas gdy prawdziwą przyczyną są inne czynniki biznesowe. Z kolei główny ekonomista Apollo Global Management, Torsten Sløk, napisał, że nie widzi „żadnych dowodów na utratę miejsc pracy z powodu AI”, powołując się na raport ADP National Employment.

    Raport Challenera wymienia też inne przyczyny zwolnień w 2026 roku: „warunki rynkowe i gospodarcze” (69 645 redukcji), „zamknięcia” (66 733) oraz „restrukturyzacje” (52 249).

    Co dalej z rynkiem pracy?

    Naukowcy ostrzegają przed zbyt pochopnym cięciem etatów. Fabian Braesemann z Oxford Internet Institute zauważył, że może nadejść moment, w którym potencjał produktywności AI zostanie wykorzystany szybciej niż się wydaje, a wtedy wykwalifikowani pracownicy będą potrzebni. Badania Instytutu Sztucznej Inteligencji w King’s College London pokazują, że w Wielkiej Brytanii sześć na dziesięć osób uważa, iż AI zlikwiduje więcej miejsc pracy niż stworzy, a jedna na pięć spodziewa się wywołania niepokojów społecznych.

  • Cicha fala zwolnień w Polsce. Pracodawcy rezygnują z masowych cięć, ale etatów ubywa pojedynczo

    Cicha fala zwolnień w Polsce. Pracodawcy rezygnują z masowych cięć, ale etatów ubywa pojedynczo

    Polski rynek pracy przechodzi cichą rewolucję. Zamiast głośnych, masowych zwolnień grupowych, firmy coraz częściej decydują się na pojedyncze redukcje etatów — mniej widoczne, ale systematycznie narastające. Zjawisko to nie znajduje pełnego odzwierciedlenia w oficjalnych statystykach, jednak dane z urzędów pracy i firm HR nie pozostawiają złudzeń: liczba osób tracących zatrudnienie z winy pracodawcy rośnie w dwucyfrowym tempie.

    Rekordowe liczby w urzędach pracy

    Jak podaje „Rzeczpospolita”, od stycznia do kwietnia bieżącego roku w urzędach pracy zarejestrowało się blisko 163 tys. osób, które straciły zatrudnienie z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. To o 11 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Dynamika ta pokazuje, że problem narasta, mimo że statystyki nie odnotowują dużej fali zwolnień grupowych.

    Podobne wnioski płyną z obserwacji branży HR. Firma LHH, cytowana przez „Rzeczpospolitą”, informuje, że liczba pracowników objętych programami wsparcia po utracie pracy w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku była o 12 proc. wyższa niż w tym samym okresie 2025 roku – który sam w był pod tym względem rekordowy.

    — Wprawdzie teraz jest mniej dużych zwolnień grupowych, ale za to przybyło pojedynczych redukcji, które nie są tak widoczne w statystykach — mówi Piotr Kuron, dyrektor w LHH.

    Kto jest najbardziej zagrożony?

    Eksperci wskazują na kilka przyczyn zmiany strategii firm. Nacisk na obniżanie kosztów, optymalizacja procesów wewnętrznych oraz pogorszenie koniunktury w wybranych sektorach gospodarki to główne czynniki odpowiedzialne za rozproszone cięcia. Choć sztuczna inteligencja i automatyzacja zaczynają odgrywać rolę w decyzjach kadrowych, ekonomiści podkreślają, że nie są jeszcze dominującym powodem redukcji zatrudnienia.

    Najbardziej narażoną grupą pozostają doświadczeni specjaliści oraz kadra zarządzająca z długim stażem i relatywnie wysokimi wynagrodzeniami. To właśnie oni najczęściej padają ofiarą pojedynczych redukcji, które trudniej wychwycić w zagregowanych raportach.

    Sektor usług biznesowych: koniec ery masowego zatrudniania

    Równolegle zachodzą głębsze zmiany strukturalne w kluczowej dla polskiej gospodarki branży usług biznesowych. Generuje ona 6,1 proc. PKB i odpowiada za blisko 8 proc. zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Jak wynika z doniesień „Pulsu Biznesu”, sektor ten wciąż rozwija się w imponującym tempie – eksport rośnie o 18 proc. rocznie, w sposób wręcz wykładniczy. Jednak sposób, w jaki mierzy się sukces, uległ zasadniczej zmianie.

    — Przez prawie 20 lat nasz sukces mierzono liczbą nowo zatrudnionych pracowników. Dziś mierzy się go kreowaniem wartości, produktywnością i złożonością oferowanych przez nas usług – powiedział jeden z panelistów podczas ABSL Summit 2026.

    Dane to potwierdzają. Według szacunków ABSL, w 2026 roku zatrudnienie w sektorze wzrośnie zaledwie o 1,8 proc. rok do roku. W 2027 roku może nie wzrosnąć wcale. Co więcej, prognozy zakładają, że do 2030 roku sztuczna inteligencja może zmniejszyć liczbę miejsc pracy w ujęciu netto o 10–15 proc.

    Produktywność mierzona eksportem na pracownika gwałtownie przyspiesza. W latach 2016–2023 (siedem lat) wzrosła o 28,7 proc., natomiast w latach 2024–2026 (trzy lata) już o 44,8 proc. Wzrost nie jest już napędzany skalą i masowym zatrudnianiem, lecz efektywnością.

    Nowe wyzwania dla młodych

    Zmiana modelu biznesowego oznacza również trudności dla osób wchodzących na rynek pracy. Z danych, którymi „Puls Biznesu” nie mógł się podzielić w szczegółach, wynika, że w jednym z dużych miast liczba ofert pracy dla juniorów w sektorze usług biznesowych spada, podczas gdy dla seniorów rośnie. Liderzy branży oczekują od pracowników nabycia zaawansowanych kompetencji, na które popyt będzie rósł w erze AI. Adaptacja to jednak proces, który potrwa lata, a w krótkim okresie mogą pojawiać się pęknięcia na rynku pracy – na razie małe, ale z czasem mogą wymknąć się spod kontroli.

    Polski rynek pracy staje przed nowym, cichym wyzwaniem: rosnąca liczba pojedynczych zwolnień, spowolnienie zatrudnienia w kluczowym sektorze i niepewność co do wpływu AI oznaczają, że era łatwego masowego zatrudniania w wielu branżach dobiega końca. Zgodnie z prognozami ABSL, zatrudnienie w usługach biznesowych może w 2027 roku nie wzrosnąć wcale, a do 2030 roku sztuczna inteligencja może zredukować liczbę etatów netto o 10–15 procent.

  • PZU przelewa miliardy: 4,80 zł dywidendy na akcję zatwierdzone

    PZU przelewa miliardy: 4,80 zł dywidendy na akcję zatwierdzone

    Akcjonariusze największego polskiego ubezpieczyciela podjęli decyzję – PZU wypłaci 4,80 zł dywidendy na każdą akcję. Łącznie na ten cel trafi 4,14 mld zł. To więcej niż rok wcześniej, kiedy dywidenda wyniosła 4,47 zł na akcję, a łączna wypłata sięgnęła 3,86 mld zł.

    Kluczowe daty

    Dniem ustalenia praw do dywidendy będzie 17 września 2026 roku, a sama wypłata nastąpi 8 października 2026 roku. Do podziału akcjonariusze przeznaczyli łącznie 6,15 mld zł, na co składa się zysk netto PZU SA za 2025 rok (ponad 5,06 mld zł) oraz 1,09 mld zł z kapitału zapasowego utworzonego z zysku za 2024 rok. Dywidendą objętych jest 863.523.000 akcji. Decyzja jest zgodna z polityką kapitałową i dywidendową grupy na lata 2025–2027 oraz uwzględnia zalecenia KNF dotyczące polityki dywidendowej w 2026 roku.

    Rekordowy zysk

    Za 2025 rok grupa PZU wypracowała 6,7 mld zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom – to wzrost o 25,4% w porównaniu z 2024 rokiem. Wypłacana dywidenda odpowiada 82% zysku wygenerowanego przez PZU SA w 2025 roku oraz 62% zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej całej grupy.

    „Naszym celem w dalszym ciągu pozostaje stabilna, przewidywalna polityka dywidendowa przy jednoczesnym wzmacnianiu potencjału wzrostu grupy. Wyniki za 2025 rok i pierwszy kwartał tego roku potwierdzają skuteczność tego podejścia – utrzymujemy mocną pozycję kapitałową i zdolność do dalszego generowania wartości w kolejnych okresach” – powiedział prezes PZU Bogdan Benczak.

    Absolutorium i karuzela kadrowa

    Na czwartkowym walnym zgromadzeniu akcjonariusze udzielili absolutorium zarówno całemu zarządowi, jak i radzie nadzorczej za 2025 rok. To nie było oczywiste – rok 2025 upłynął pod znakiem istotnych roszad kadrowych. 27 stycznia ze stanowiska prezesa został odwołany Artur Olech, który kierował spółką zaledwie dziewięć miesięcy. Tego samego dnia do rady nadzorczej wszedł Andrzej Klesyk, którego delegowano na trzy miesiące do czasowego pełnienia funkcji prezesa. 3 marca Klesyk objął stanowisko szefa PZU, ale został odwołany już 7 sierpnia, a obowiązki prezesa powierzono Tomaszowi Tarkowskiemu. We wrześniu 2025 roku, po postępowaniu kwalifikacyjnym, nowym prezesem został Bogdan Benczak.

    W kwietniu 2026 roku wybrano nowy zarząd na kolejną kadencję. W jego skład weszli: Bogdan Benczak (prezes), Maciej Fedyna, Tomasz Tarkowski, Elżbieta Häuser‑Schöneich, Jan Zimowicz, Kazimierz Karolczak oraz Rafał Kiliński. Ten ostatni zrezygnował po niespełna miesiącu od nominacji. Absolutorium za 2025 rok otrzymali wszyscy członkowie zarządu, którzy pełnili funkcje w tym okresie, w tym odwołani prezesi Olech i Klesyk, a także Benczak, Fedyna, Grześkowiak, Häuser‑Schöneich, Kulik, Tarkowski i Zimowicz.

    Podobnie skwitowani zostali wszyscy członkowie rady nadzorczej. Na wniosek Skarbu Państwa do rady powołano Martę Małgorzatę Currit – adwokatkę i licencjonowaną doradczynię restrukturyzacyjną z tytułem doktora nauk prawnych, co zwiększyło liczebność rady do dziesięciu osób.

    Nowe zasady wynagrodzeń i plany holdingowe

    Akcjonariusze przegłosowali również zmiany w polityce wynagrodzeń członków zarządu. Powodem jest plan utworzenia struktury holdingowej – w ciągu trzech lat Grupa PZU ma skonsolidować spółki, w tym bank Pekao, co zmieni strukturę aktywów i przychodów. Jak wskazano, wyjątkowa sytuacja rynkowa uzasadnia odstąpienie od standardowych limitów części stałej wynagrodzenia. Proponowany mechanizm poprzedzono porównaniem wynagrodzeń w spółkach publicznych o podobnej skali. W 2025 roku łączne wynagrodzenie członków zarządu PZU wyniosło prawie 16,2 mln zł.

    Pozycja rynkowa

    Grupa PZU to największa instytucja finansowa w Polsce i Europie Środkowo‑Wschodniej. Zarządza aktywami o wartości około 535 mld zł i obsługuje około 22 mln klientów w pięciu krajach. Spółka od 2010 roku notowana jest na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, a Skarb Państwa posiada w niej blisko 34,2% akcji. Decyzja o wypłacie dywidendy wpisuje się w długoterminową strategię: stabilna polityka dywidendowa przy jednoczesnym wzmacnianiu potencjału wzrostu grupy – taki cel wyznacza sobie zarząd w kolejnych okresach.

  • Rząd bierze się za najem krótkoterminowy: rejestr, strefy zakazu i kary do 50 tys. zł

    Rząd bierze się za najem krótkoterminowy: rejestr, strefy zakazu i kary do 50 tys. zł

    Ministerstwo Sportu i Turystyki przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich, który może gruntownie zmienić zasady wynajmu mieszkań turystom w Polsce. W planach jest ogólnopolski rejestr takich lokali, możliwość wprowadzania przez gminy stref całkowicie wyłączonych z najmu krótkoterminowego oraz nowe narzędzia dla wspólnot mieszkaniowych. Za łamanie przepisów grozić będą kary pieniężne sięgające 50 tys. zł.

    Definicja i powody zmian

    Projekt definiuje najem krótkoterminowy jako usługę hotelarską świadczoną na okres krótszy niż 30 dni. Resort argumentuje, że dotychczasowe regulacje są nieprecyzyjne, a znaczna część rynku funkcjonuje poza skutecznym nadzorem państwa. W Ocenie Skutków Regulacji (OSR) podkreślono, że nielegalny najem stanowi nieuczciwą konkurencję dla hoteli, pensjonatów i innych legalnych obiektów noclegowych.

    Potrzebę nowelizacji ministerstwo uzasadnia ochroną osób mieszkających w budynkach wielorodzinnych. W uzasadnieniu przywołano skargi lokatorów dotyczące naruszania ciszy nocnej, zakłóceń porządku oraz poczucia zagrożenia wywołanego ciągłym przepływem obcych osób w bezpośrednim sąsiedztwie ich mieszkań. Przytoczono również stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, który wskazał, że obecne przepisy nie pozwalają skutecznie przeciwdziałać tym problemom.

    Główny cel nowelizacji – jak czytamy w OSR – to doprecyzowanie zasad świadczenia usług hotelarskich w kraju. Resort spodziewa się, że proponowane rozwiązania podniosą poziom bezpieczeństwa w turystyce i poprawią komfort życia mieszkańców budynków, w których prowadzony jest najem krótkoterminowy.

    Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych

    Kluczowym elementem reformy ma być Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych (CWTON) – ogólnopolska baza apartamentów, mieszkań i domów wynajmowanych turystom. Każdy zgłoszony obiekt otrzyma indywidualny numer identyfikacyjny, który trzeba będzie umieszczać w internetowych ogłoszeniach. Dzięki temu łatwiej będzie sprawdzić legalność działalności.

    Za wynajmowanie bez wpisu do ewidencji, brak numeru w ofertach lub naruszenie obowiązków przez platformy pośredniczące przewidziano administracyjne kary pieniężne do 50 tys. zł. Celem tych przepisów jest większa przejrzystość rynku i ułatwienie identyfikacji podmiotów świadczących usługi noclegowe.

    Strefy zakazu najmu turystycznego

    Projekt przyznaje radom gmin nowe kompetencje – będą mogły wyznaczać strefy, w których wynajem mieszkań turystom będzie całkowicie zakazany. Rozwiązanie to ma być stosowane przede wszystkim tam, gdzie najem krótkoterminowy wywołuje konflikty z mieszkańcami lub negatywnie wpływa na funkcjonowanie lokalnej społeczności. Innymi słowy, to władze lokalne podejmą decyzję, które dzielnice lub obszary zostaną wyłączone z możliwości wynajmu turystycznego.

    Większe uprawnienia dla mieszkańców i wspólnot

    Nowelizacja daje mieszkańcom i wspólnotom mieszkaniowym prawo do wnioskowania o kontrolę lokali wynajmowanych turystom. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości obiekt może stracić wpis do rejestru. Jeśli właściciel nie zgodzi się na inspekcję, jego wpis zostanie zawieszony. To nowe narzędzie ma umożliwić lokatorom realne egzekwowanie porządku w swoich budynkach.

    Surowe sankcje

    Projekt przewiduje administracyjne kary pieniężne w wysokości do 50 tys. zł. Grzywny grożą przede wszystkim za prowadzenie działalności bez wpisu do ewidencji, brak numeru identyfikacyjnego w ogłoszeniach oraz za uchybienia ze strony platform pośredniczących. Resort uzasadnia nowelizację licznymi sygnałami od mieszkańców o problemach z ciszą nocną, porządkiem i bezpieczeństwem. Nowe przepisy mają wzmocnić nadzór i podnieść komfort życia osób mieszkających w budynkach z najmem krótkoterminowym.

    Więcej niż unijne wymogi

    W OSR zaznaczono, że większość proponowanych rozwiązań wykracza poza obowiązki wynikające z unijnego rozporządzenia STR (short-term rental). Jak stwierdzono w dokumencie:

    „Pozostałe przepisy projektu ustawy wykraczają poza bezpośredni związek z rozporządzeniem STR”.

    Oznacza to, że część regulacji to autorska inicjatywa polskiego rządu, a nie implementacja prawa Unii Europejskiej.

    Co dalej?

    Projekt nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich został przygotowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki i trafi do dalszych prac legislacyjnych. Rząd przekonuje, że zmiany poprawią bezpieczeństwo i uporządkują rynek, a nowe przepisy pomogą przeciwdziałać nielegalnej działalności na rynku noclegowym.

  • Benzyna po 6 zł, diesel po 6,20 zł. Minister energii znów kręci gałkę w dół

    Benzyna po 6 zł, diesel po 6,20 zł. Minister energii znów kręci gałkę w dół

    Dobre wieści dla kierowców – od piątku 19 czerwca na stacjach benzynowych zapłacimy mniej. Minister energii Miłosz Motyka opublikował nowe maksymalne ceny paliw, które znów zostały obniżone. Najbardziej zyskają właściciele diesli. Resort energii regularnie aktualizuje dzienne limity od końca marca.

    Nowe limity – konkretne liczby

    Zgodnie z obwieszczeniem, które ukazało się w Monitorze Polskim, od piątku obowiązują następujące stawki maksymalne:

    • benzyna Pb95 – 6,00 zł/l
    • benzyna Pb98 – 6,66 zł/l
    • olej napędowy – 6,20 zł/l

    To spadek odpowiednio o 6 groszy na litrze dla obu benzyn i aż 16 groszy na litrze dla diesla w porównaniu z czwartkowymi limitami. Jeszcze w czwartek 18 czerwca kierowcy płacili maksymalnie 6,06 zł za Pb95, 6,72 zł za Pb98 i 6,36 zł za olej napędowy.

    Co stoi za obniżkami?

    Na spadek cen wpływają wydarzenia międzynarodowe. Jak informują media, wstępne porozumienie między USA a Iranem przyczyniło się do stabilizacji sytuacji na rynkach. W czwartek ceny ropy spadły o ponad 1%, choć – jak podają doniesienia – obniżki były mniejsze od zeszłotygodniowych. Na skalę spadków wpłynęła również decyzja Fed o utrzymaniu stóp procentowych i sygnały o możliwej podwyżce w ciągu pół roku.

    Minister energii Miłosz Motyka wskazał natomiast w wywiadzie dla Programu Trzeciego Polskiego Radia, że wstępne porozumienie USA-Iran przyczynia się do stabilizacji sytuacji międzynarodowej oraz spadku cen ropy. Jak podkreślił, resort zakładał, że przy cenie ropy w okolicach 80 dolarów za baryłkę i koszcie importowanego paliwa na poziomie 1000 dolarów za tonę lub mniej, możliwe będzie wygaszanie nadzwyczajnych mechanizmów ochronnych. Warunki te zostały spełnione, dlatego od 16 czerwca nie obowiązuje już tymczasowa ulga akcyzowa.

    Codzienne limity zamiast ulg

    Głównym narzędziem ograniczającym ceny na stacjach pozostały codziennie aktualizowane limity publikowane przez ministra energii. Nowe stawki ogłaszane są każdego dnia roboczego w Monitorze Polskim i wchodzą w życie następnego dnia. Wzór, według którego wyliczane są maksymalne ceny, uwzględnia średnie krajowe ceny hurtowe, akcyzę, opłatę paliwową, marżę detaliczną w wysokości 30 groszy na litrze oraz podatek VAT.

    Do 30 czerwca nadal obowiązuje obniżona, 8-procentowa stawka VAT na paliwa. Dopiero po tej dacie – o ile rząd nie podejmie innej decyzji – wróci standardowa stawka.

    Koncern Orlen również odpowiada na spadek cen surowca. W czwartek firma ponownie obniżyła ceny hurtowe. Po korekcie metr sześcienny benzyny Eurosuper 95 kosztuje 5 257 zł, Super Plus 98 – 5 868 zł, a oleju napędowego Ekodiesel – 5 439 zł. Paliwa taniały także w środę.

    Program CPN odchodzi do lamusa

    Rząd stopniowo wygasza pakiet CPN (Ceny Paliwa Niżej), uruchomiony w odpowiedzi na kryzys paliwowy związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Premier Donald Tusk, komentując decyzję o rezygnacji z ulgi akcyzowej, przyznał, że program był kosztowny, ale – jak to ujął – w najbardziej krytycznym momencie udało się ochronić ludzi.

    „Kosztowało to dużo, ale się opłaciło. (…) W najbardziej krytycznym momencie udało się ochronić ludzi. Obecnie odchodzimy od tego mechanizmu akcyzowego. Wkrótce podejmiemy kolejne decyzje dotyczące VAT-u, cały czas monitorując sytuację na rynkach światowych” – mówił premier.

    Jednocześnie we wtorek 16 czerwca rząd przyjął projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych (windfall tax). Danina ma objąć przedsiębiorców zajmujących się wytwarzaniem i obrotem paliwami pozyskanymi poza terytorium Polski. Podatek będzie liczony od nadwyżki przychodów osiągniętej od marca do grudnia 2026 roku. W zamierzeniu rządu to firmy paliwowe mają sfinansować koszty pakietu CPN.

    Co dalej z cenami?

    Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział w wywiadzie, że prognozy na najbliższe dni są korzystne dla kierowców – wszystko wskazuje na to, że ceny paliw będą nadal spadać.

  • 84,5 mld zł w błędzie – NIK wskazuje na nieprawidłowości w budżecie, MF ripostuje

    84,5 mld zł w błędzie – NIK wskazuje na nieprawidłowości w budżecie, MF ripostuje

    Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała analizę, z której wynika, że wydatki budżetu państwa na 2025 rok zostały zawyżone aż o 84,5 mld zł. Powodem są – zdaniem kontrolerów – błędy w obliczeniach stabilizującej reguły wydatkowej (SRW). Ministerstwo Finansów nie zgadza się z tą oceną i twierdzi, że działało zgodnie z prawem.

    Czym jest stabilizująca reguła wydatkowa?

    SRW to mechanizm ustalający nieprzekraczalny limit wydatków dla całego sektora finansów publicznych w danym roku. Według NIK, kwota wydatków SRW na 2025 r. została ustalona na 1895,8 mld zł. Tymczasem – po skorygowaniu błędów – prawidłowa kwota powinna wynosić 1811,2 mld zł. Różnica to właśnie 84,5 mld zł.

    Skąd wzięła się różnica?

    NIK wylicza konkretne źródła zawyżenia. Po pierwsze, w obliczeniach nie wyeliminowano zaliczek netto na zakup sprzętu wojskowego w 2023 r., co zawyżyło kwotę o 51,7 mld zł. Po drugie, uwzględniono tzw. opłatę mocową, która nie jest źródłem finansowania wydatków objętych regułą – efekt: 8 mld zł. Kolejny błąd dotyczy skarbowych papierów wartościowych. W kwocie startowej z 2024 r. uwzględniono maksymalną wartość papierów planowanych do nieodpłatnego przekazania (24 mld zł), podczas gdy przy podziale limitu na 2025 r. wzięto pod uwagę jedynie 150 mln zł dla Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem NIK, należało uwzględnić tylko papiery przekazywane jednostkom spoza reguły. Skutek: zawyżenie o 23,6 mld zł. Dodatkowo niecelowo uwzględniono działanie dyskrecjonalne związane z systemem SENT dla betonu, które w 2025 r. było obarczone wysokim ryzykiem i niemożliwe do wdrożenia na czas. Wartość tego działania to 1,2 mld zł.

    Ministerstwo Finansów nie zgadza się z zarzutami

    Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych wiceminister finansów Hanna Majszczyk stanowczo odparła zarzuty.

    „Kwota wydatków w ramach stabilizującej reguły wydatkowej (SRW) na 2025 r. została policzona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa; zarzut NIK dot. nieprawidłowości jest wizją kontrolerów na temat tego, jak powinna być skonstruowana reguła” – mówiła Majszczyk.

    Wiceminister dodała, że w samej analizie NIK na stronach 26 i 123 znajduje się stwierdzenie, iż reguła została policzona zgodnie z przepisami. „To, co jest napisane w tych materiałach, w żadnym przypadku nie może być traktowane jako zarzut do niewykonania czegoś lub wykonania źle, czy też przekroczenia jakiegokolwiek limitu” – podkreśliła.

    Spór o interpretację

    NIK podtrzymuje swoje stanowisko. W raporcie czytamy, że kwota startowa z 2024 r. (1724,2 mld zł) została określona na podstawie nierzetelnych obliczeń, co doprowadziło do zawyżenia o 84,5 mld zł. Izba jednoznacznie stwierdza, że po odjęciu tej wielkości od kwoty ujętej w ustawie budżetowej na 2025 r. otrzymuje się kwotę 1811,2 mld zł – i właśnie tyle, zdaniem NIK, powinna wynieść poprawnie ustalona kwota wydatków SRW.

    Która strona ma rację? Na razie pozostaje to kwestią interpretacji przepisów. Ministerstwo Finansów podkreśla, że działało zgodnie z obowiązującym prawem, a NIK ma swoją wizję. Spór może mieć znaczenie dla przyszłych limitów budżetowych – ale to już temat na kolejne analizy.

  • Orlen wchodzi na Morze Barentsa. 60 mln baryłek więcej i perspektywa LNG dla Polski

    Orlen wchodzi na Morze Barentsa. 60 mln baryłek więcej i perspektywa LNG dla Polski

    Orlen właśnie zrobił kolejny krok w stronę energetycznej niezależności. W czwartek, 18 czerwca 2026 roku, spółka córka Orlen Upstream Norway podpisała umowę przejęcia 20% udziałów w złożu Goliat na norweskim szelfie kontynentalnym od Vår Energi – norweskiej spółki zależnej włoskiego ENI. To nie tylko powiększenie portfela, ale też otwarcie zupełnie nowego obszaru operacyjnego na Morzu Barentsa.

    Skokowy wzrost zasobów

    Dzięki transakcji zasoby gazu i ropy Orlenu w Norwegii rosną o 15% – o prawie 60 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Konkretnie: udokumentowane zasoby przypadające na Orlen w ramach samego Goliat to ponad 36 mln boe, a uruchomienie wydobycia z sąsiedniego wyniesienia Goliat Ridge doda kolejne 22 mln boe. Łącznie daje to około 58 mln boe, w tym ok. 3 mld m sześc. gazu.

    – Jedną transakcją zwiększamy skokowo nasze zasoby gazu i ropy w Norwegii o 15 proc. Ten zakup otwiera nowy rozdział w historii działalności Grupy Orlen – mówi Ireneusz Fąfara, prezes Orlenu. – Obiecaliśmy Polakom zapewnienie niezależności i bezpieczeństwa energetycznego oraz możliwie najniższe ceny. Dlatego utrzymaliśmy ceny gazu na niezmienionym poziomie, chroniąc naszych klientów przed skutkami geopolitycznych zawirowań. I dlatego konsekwentnie powiększamy własną bazę surowcową.

    Produkcja pójdzie w górę

    Obecne wydobycie z Goliat wynosi 22–25 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie (boe/d), z czego na Orlen przypadnie początkowo ok. 4–5 tys. boe/d. To podbije łączne wydobycie Orlenu w Norwegii (obecnie ok. 100 tys. boe/d) o 4–5%. Ale to dopiero początek. Spółka planuje w ciągu najbliższych czterech lat inwestycje, które do końca dekady zwiększą wydobycie z tych koncesji trzykrotnie – z ok. 4 tys. do 12 tys. boe/d.

    – W ciągu najbliższych czterech lat przeprowadzimy inwestycje, które zwiększą możliwości wydobycia z przejętych koncesji. Dzięki temu do końca dekady wydobycie z tych aktywów wzrośnie trzykrotnie – z ok. 4 do 12 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie – wyjaśnia Wiesław Prugar, wiceprezes Orlenu ds. wydobycia. – Złoża Goliat i Goliat Ridge będą produkować co najmniej do 2040 r., zapewniając Orlen Upstream Norway stabilne przychody i dobre warunki do dalszego rozwoju.

    Norweskie LNG w Polsce? To możliwe

    Kluczowym elementem strategii jest dostęp do gazu. Orlen informuje, że po 2040 roku gaz z Goliat będzie mógł być eksportowany jako LNG z terminalu w Hammerfest. To oznacza, że surowiec może trafić do Polski nie tylko przez Baltic Pipe, ale także do terminali LNG w Świnoujściu i Gdańsku, gdzie Orlen ma już zabukowane moce odbiorcze. To dywersyfikacja, która wzmacnia bezpieczeństwo dostaw.

    Złoże Goliat zostało odkryte w 2000 roku, produkcję rozpoczęto w 2016 r. przy użyciu unikalnej pływającej jednostki produkcyjno-magazynowo-przeładunkowej (FPSO) o okrągłej konstrukcji, przystosowanej do trudnych warunków Morza Barentsa. Platforma jest w stanie produkować do 100 tys. baryłek ropy dziennie, a magazyny w kadłubie mieszczą ok. miliona baryłek.

    Dlaczego Włosi sprzedają?

    Vår Energi (ENI) pozbywa się 20% udziałów z dwóch powodów. Po pierwsze, aby zmniejszyć nadmierną ekspozycję na jedno złoże (dotąd miała 65%) i reinwestować środki w inne aktywa. Po drugie – ENI i Equinor szukały silnego finansowo i kompetentnego technicznie partnera, który aktywnie wesprze dalszy rozwój i pomoże wydobyć dodatkowy potencjał poszukiwawczy.

    Co dalej?

    Transakcja wymaga jeszcze standardowej zgody norweskich władz. Po jej uzyskaniu udziałowcami Goliat będą: Vår Energi (operator, 45% udziałów), Equinor (35%) i Orlen Upstream Norway (20%). Wartości umowy nie ujawniono. Orlen konsekwentnie realizuje strategię zwiększania własnego wydobycia – obecnie wydobywa w Norwegii ok. 4,5 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie, a do 2030 roku chce osiągnąć poziom 6 mld m sześc., a docelowo nawet 12 mld m sześc. z norweskich złóż.

  • Stała baza USA w Polsce: rząd rusza z przygotowaniami, koszt nawet kilkunastu miliardów złotych

    Stała baza USA w Polsce: rząd rusza z przygotowaniami, koszt nawet kilkunastu miliardów złotych

    Polski rząd przechodzi od politycznych deklaracji do konkretnych działań w sprawie stałej amerykańskiej obecności wojskowej. Premier Donald Tusk poinformował, że wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zaproponował projekt uchwały rządu dotyczący utworzenia stałej bazy sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Polsce. To przedsięwzięcie o ogromnej skali organizacyjnej i finansowej.

    Rząd nie chce czekać na realizację obietnic

    Przed wtorkowym posiedzeniem Rady Ministrów premier przekazał, że polski rząd nie może biernie oczekiwać na wypełnienie zobowiązania prezydenta USA Donalda Trumpa o „kolejnych żołnierzach amerykańskich w Polsce”. – Musimy przygotować się do realizacji tej decyzji tak, by żołnierze amerykańscy mieli gdzie stacjonować – podkreślił Tusk.

    Chodzi o stworzenie warunków logistycznych, finansowych, organizacyjnych, mieszkaniowych. To jest wbrew pozorom bardzo poważne przedsięwzięcie organizacyjnie i finansowo – jeśli myślimy na serio o stałej bazie, to musimy zacząć przygotowywać Polskę do tego – zaznaczył premier.

    We wtorek rano zebrał się również Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego. To pomocnicze ciało przy rządzie miało omówić gwarancje finansowe, infrastrukturalne i logistyczne dla zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce.

    Koszt budowy i ambitny harmonogram

    Wiceszef MON Paweł Zalewski w rozmowie z TOK FM zdradził szacunkowe koszty. Zapytany o cenę budowy stałej bazy odpowiedział: „Kilka miliardów, kilkanaście miliardów złotych”.

    Na pytanie o źródła finansowania Zalewski stwierdził, że mimo odziedziczenia budżetu w trudnej kondycji, „na bezpieczeństwo pieniądze będą”. Dodał, że świadoma tego jest Rada Ministrów, a premier Tusk „bardzo silnie poparł pana premiera Kosiniaka-Kamysza”.

    Rządowi zależy na tempie. Według wiceszefa MON celem jest zamknięcie rozmów dotyczących tego, jakie konkretne oddziały amerykańskie znajdą się w Polsce w ciągu kilku do kilkunastu miesięcy. Co więcej, budowa „miasteczka” dla Amerykanów ma ruszyć jeszcze w tym roku.

    Strategiczne znaczenie i nazwa „Fort Trump”

    Paweł Zalewski wyjaśnił, dlaczego stałe bazy mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa. – Stałe bazy są ważne, dlatego że zmieniają przekaz strategiczny dla naszego głównego adwersarza, którym jest Rosja – powiedział. Jak dodał, stała obecność oznacza głębokie zaangażowanie Amerykanów w obronę Polski, ponieważ będą bronić swoich interesów – w tym przemysłu zbrojeniowego oraz, już niedługo, technologii jądrowej.

    Zapytany, czy baza mogłaby nosić nazwę „Fort Trump”, wiceszef MON odparł, że „to świetna nazwa”, ale priorytetem pozostaje trwałość amerykańskiej obecności.

    Uchwała przyjęta – pierwszy krok

    Rada Ministrów zebrała się we wtorek 16 czerwca i zatwierdziła uchwałę inicjującą proces tworzenia stałej bazy Sił Zbrojnych USA na terytorium Polski. Dokument umożliwia rozpoczęcie wstępnych działań: prowadzenie konsultacji i uzgodnień ze stroną amerykańską, a także przygotowanie propozycji dotyczących lokalizacji bazy, potrzebnej infrastruktury, szacunkowych kosztów oraz źródeł finansowania.

    Wizyta prezydenta Nawrockiego w USA

    Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce była jednym z tematów rozmów prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem USA w Waszyngtonie. Szef Biura Polityki Międzynarodowej KPRP Marcin Przydacz poinformował, że Donald Trump potwierdził „zobowiązanie sojusznicze”, w tym wynikające z artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego.

    Prezydent USA zapewnił, że planowane ograniczenie amerykańskiej obecności w Europie Zachodniej nie dotknie Polski. Ponownie potwierdził swoją publiczną deklarację o wysłaniu do naszego kraju dodatkowych 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

    Przydacz zapowiedział, że prezydent Nawrocki zaprosi szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza na spotkanie w celu omówienia dalszych kroków. Warto przypomnieć, że już na początku czerwca minister obrony narodowej przekazał sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce.

  • Fiński gigant satelitarny z polskim DNA: ICEYE wyceniony na 44 miliardy złotych

    Fiński gigant satelitarny z polskim DNA: ICEYE wyceniony na 44 miliardy złotych

    Fińsko-polska spółka ICEYE, produkująca satelity radarowe, właśnie przeszła spektakularną zmianę wartości. Jej wycena skoczyła z 4 miliardów złotych przed rokiem do 44 miliardów złotych – to efekt najnowszej rundy finansowania, która przyniosła firmie ponad 450 milionów euro kapitału świeżego.

    Rekordowa runda finansowania

    Na czele rundy serii F, ogłoszonej we wtorek 9 czerwca, stanął amerykański fundusz General Atlantic. Do grona inwestorów dołączyły fińskie instytucje: Solidium, Tesi, Varma, Ilmarinen oraz Lifeline Ventures. Strategicznym inwestorem został gigant telekomunikacyjny Nokia. W transakcji wzięli udział także katarski Qatar Investment Authority i amerykański TCV. Łączna wartość rundy, wliczając sprzedaż akcji przez dotychczasowych akcjonariuszy, przekroczyła 1 miliard euro.

    „Nowoczesna obronność w coraz większym stopniu opiera się na połączeniu bezpiecznej łączności z obrazem sytuacji dostępnym w czasie rzeczywistym. Mocne strony Nokii i ICEYE wzajemnie się uzupełniają i mogą służyć obronności, odporności oraz suwerenności technologicznej Europy” – skomentował Justin Hotard, CEO Nokii.

    Polski akcent w kosmosie

    ICEYE współtworzy Polak Rafał Modrzewski (wraz z Finem Pekką Laurilą). Dziś firma zatrudnia ponad tysiąc osób w dziewięciu krajach, a jej ważnym oddziałem jest Warszawa. Państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego zainwestował w spółkę ok. 85 mln zł (ok. 20 mln euro). Z kolei w radzie nadzorczej, jak zdradził Modrzewski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, dominują obecnie Polacy.

    Model biznesowy ICEYE opiera się na dwóch nogach. Po pierwsze, sprzedaje obrazy satelitarne i analizy z własnej konstelacji. Po drugie, buduje całe konstelacje na zamówienie rządów. Polska była jednym z pierwszych krajów, które zakupiły własną konstelację – Wojsko Polskie zakontraktowało sześć satelitów mikroSAR, a pierwszy z nich został już oficjalnie przejęty przez żołnierzy.

    Satelity na potęgę

    ICEYE posiada obecnie największą na świecie konstelację satelitów radarowych SAR (Synthetic Aperture Radar). Firma wystrzeliła w ciągu roku kilkadziesiąt kolejnych satelitów. Obecnie produkuje jednego satelitę tygodniowo, a do końca roku tempo ma wzrosnąć do dwóch tygodniowo, co daje 100 satelitów radarowych rocznie. Obecna zdolność produkcyjna wynosi około 50 satelitów rocznie, a od 2028 r. ma ich być sto.

    Przychody spółki rosną błyskawicznie: w 2025 r. wyniosły 250 mln euro, w bieżącym roku prognozowane są na 500 mln euro, a przyszłoroczne mają przekroczyć 1 mld euro. Firma podwoiła przychody przez ostatnie pięć lat z rzędu. Marża utrzymuje się powyżej 60%. Portfel zamówień sięga 1,5 mld euro.

    Własne konstelacje radarowe od ICEYE zamówiło już kilka europejskich państw. Wśród nich są Polska, Szwecja, Finlandia, Niemcy, Holandia, Grecja i Portugalia. Największym kontraktem jest niemiecki – o wartości 1,7 mld euro, realizowany przez joint venture Rheinmetall ICEYE Space Solutions (60% Rheinmetall, 40% ICEYE). W jego ramach w ciągu 24 miesięcy ma zostać wystrzelonych 40 satelitów – największa konstelacja satelitarna w Europie. Dla porównania, cztery satelity dla Wojska Polskiego firma dostarczyła w 12 miesięcy.

    Europa potrzebuje własnych oczu na niebie

    Rafał Modrzewski od dłuższego czasu podnosi temat suwerenności kosmicznej Europy. W artykule opublikowanym w Politico przekonuje, że Stary Kontynent powinien zbudować własną konstelację dostarczającą informacje strategiczne i wywiadowcze. Jego zdaniem Europa powinna postawić na tysiąc satelitów – to ambitna, ale realna liczba, biorąc pod uwagę, że sam Starlink ma ich kilka tysięcy.

    „To chodzi tak naprawdę o suwerenny dostęp do informacji” – tłumaczy Modrzewski. Amerykanie, jak zauważa, decydują, kiedy i komu dostarczyć dane, co wykorzystali podczas konfliktu w Ukrainie, uzależniając dostęp do danych od negocjacji w sprawie zasobów naturalnych.

    ICEYE pozostaje kluczowym graczem na rynku obserwacji Ziemi. Dzięki nowemu kapitałowi firma chce rozwinąć działalność w kolejnych krajach i odpowiedzieć na rosnący popyt ze strony rządów oraz klientów komercyjnych. Spółka kooperuje m.in. z Polską Grupą Zbrojeniową oraz niemieckim Rheinmetallem.

  • Polacy trzymają miliardy na depozytach. Eksperci: bez zmiany nawyków nie będzie emerytur

    Polacy trzymają miliardy na depozytach. Eksperci: bez zmiany nawyków nie będzie emerytur

    Polskie gospodarstwa domowe zgromadziły około 3 bilionów złotych oszczędności, ale zdecydowana większość wciąż leży na bankowych depozytach. Tylko 320 mld zł trafiło do OFE, 50,4 mld zł do PPK, a 450 mld zł do funduszy inwestycyjnych. Środki ulokowane w ETF-ach to zaledwie 15,4 mld zł. Ta struktura budzi niepokój – zarówno w kontekście przyszłych emerytur, jak i finansowania gospodarki.

    Debata o „gorsecie regulacji”

    Podczas Europejskiego Kongresu Finansowego odbyła się debata pod hasłem „Fundusze w gorsecie regulacji. Jak uwolnić kapitał?”. Uczestnicy – przedstawiciele administracji, nadzoru, rynku funduszy i emerytur – zgodzili się, że kluczowym problemem jest niska skłonność Polaków do podejmowania ryzyka inwestycyjnego. Bez zmiany tych przyzwyczajeń trudno będzie zbudować kapitał potrzebny zarówno na godne emerytury, jak i na rozwój kraju.

    Paweł Borys, partner zarządzający MCI Capital, zwracał uwagę, że z perspektywy makroekonomicznej pozostawanie oszczędności w kraju jest pozytywne, ale powinny być one lepiej dywersyfikowane. – Kluczowym problemem jest sama struktura oszczędności – duża część kapitału pozostaje na depozytach bankowych i nie finansuje inwestycji obarczonych ryzykiem – mówił. Podkreślał, że rynek kapitałowy może dać wyższe stopy zwrotu i lepsze finansowanie firm, ale ostrzegał przed krótkoterminowymi spekulacjami, np. kontraktami CFD.

    Co blokuje inwestycje?

    Jurand Drop, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, przypomniał, że kapitał powinien trafiać tam, gdzie jest najbardziej produktywny – a Polska wciąż oferuje atrakcyjne możliwości wzrostu. Ostrzegał przed utożsamianiem inwestycji zagranicznych z większym bezpieczeństwem, wskazując na ryzykowne aktywa cyfrowe.

    Dużo miejsca poświęcono funduszom ETF. Rosną one w popularność na świecie, ale w Polsce OFE nie mogą w nie inwestować. Maciej Karasiński z Allianz PTE podchodził ostrożnie, podkreślając, że ETF-y nie zastąpią aktywnego zarządzania. Ze strony KNF padły deklaracje, że regulator jest otwarty na tworzenie przepisów wspierających rozwój rodzimych ETF-ów, również z myślą o zagranicznych inwestorach.

    Suwak bezpieczeństwa pod lupą

    Kontrowersje budzi tzw. suwak bezpieczeństwa w OFE, który na dziesięć lat przed emeryturą przenosi oszczędności z funduszy do ZUS. Krytycy mówią o odpływie dziesiątek miliardów złotych rocznie z rynku kapitałowego. Mikołaj Raczyński, wiceprezes PFR ds. inwestycji, wskazał, że systematyczna sprzedaż akcji przez zarządzających stwarza ryzyka dla płynności rynku. Proponował transfer aktywów do ZUS lub innych instytucji, by oszczędności mogły dalej pracować.

    Maciej Bitner z GPW zwracał uwagę, że fundusze zdefiniowanej daty w PPK są zbyt konserwatywne. Utrzymywanie wyższego udziału akcji przez dłuższy czas mogłoby znacząco podnieść przyszłe świadczenia – zagraniczne fundusze emerytalne schodzą z akcji znacznie wolniej niż polskie.

    Potrzeba wielkich zmian

    Podczas XX Forum Funduszy, którego gospodarzem była IZFiA, rozmawiano o tym, że drobne korekty nie wystarczą. Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej ostrzegał: – Dzwonek alarmowy ostrzegający o kondycji finansów publicznych bije już mocno i głośno. Deficyt sięga około 7 proc. PKB, a przeglądy ratingowe mogą przynieść negatywne zmiany. Kotecki podkreślał, że problemem nie są rekordowe inwestycje publiczne, lecz niski poziom inwestycji prywatnych.

    Prezes GPW Tomasz Bardziłowski wskazywał, że inwestorzy zagraniczni patrzą przede wszystkim na perspektywy wzrostu – a Polska pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się krajów. Jednocześnie dotychczasowe silniki, jak tania siła robocza, wyczerpują się, więc konieczne są nowe źródła rozwoju. Przytoczył dane: gdyby polskie rozwiązania emerytalne przypominały amerykańskie, aktywa w OFE i PPK mogłyby wynosić nawet 6 bln zł, zamiast obecnych około 350 mld zł.

    Według Magdaleny Łapsy-Parczewskiej z KNF, bez edukacji finansowej i wyrobienia nawyku długoterminowego oszczędzania nawet najlepiej skonstruowane produkty nie odniosą sukcesu. Jej zdaniem odpowiedzialność za wysokość przyszłej emerytury w coraz większym stopniu spoczywa na samych obywatelach.

    Rok zmian w PPK?

    Jurand Drop zapowiedział, że Ministerstwo Finansów jeszcze w tym roku przedstawi propozycje zmian w PPK, ale zastrzegł, że nie należy spodziewać się rewolucji. Resort podkreśla, że PPK zdobyły zaufanie uczestników właśnie dzięki stabilności zasad. Branża postuluje częstsze autozapisy i poluzowanie ograniczeń inwestycyjnych.

    Według szacunków przedstawionych podczas forum, Polska potrzebuje około 250 mld zł dodatkowego kapitału krajowego i podobnej kwoty zagranicznego, aby zbliżyć skalę rynku kapitałowego do poziomu niemieckiego. Dyskusja pokazała, że gorset regulacji nie musi być wyłącznie ograniczeniem – ale bez odważnych modernizacji i większej skłonności do ryzyka trudno będzie o przełamanie impasu.