Blog

  • Płace w Polsce hamują. Kto w 2026 roku może liczyć na podwyżkę?

    Płace w Polsce hamują. Kto w 2026 roku może liczyć na podwyżkę?

    Czy twoja pensja w tym roku urośnie? Wbrew ogólnemu spowolnieniu na rynku pracy, wiele firm wciąż planuje podwyżki. Ale tempo tych wzrostów wyraźnie zwalnia, a to wcale nie jest zła wiadomość dla gospodarki.

    Blisko co trzecia firma już podniosła płace

    Do końca lutego 2026 roku blisko co trzecia firma w Polsce zwiększyła wynagrodzenia swoich pracowników. To dane z badania Miesięcznego Indeksu Koniunktury przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny (PIE).

    A to nie koniec! Kolejne 25% przedsiębiorstw planuje zrobić to do końca bieżącego roku. Dla porównania, w badaniu z 2024 roku udział firm planujących wzrost wynagrodzeń był o 11 punktów procentowych wyższy i wynosił 36%.

    Instytut zwrócił uwagę, że wśród firm, które zwiększyły już wynagrodzenia swoich pracowników, 25 proc. planuje kolejne podwyżki do końca 2026 r. Takie same plany ma też 25 proc. firm, które pensji nie podniosły.

    Które branże są najbardziej hojne?

    Plany podwyżek rozkładają się nierówno w różnych sektorach. W pierwszych miesiącach 2026 roku pensje podniosło 43% firm usługowych i 33% budowlanych. Najrzadziej taką decyzję podejmowały przedsiębiorstwa z branży TSL – tylko 23% z nich.

    Jeśli chodzi o plany na resztę roku, sytuacja się odwraca. Najczęściej deklarują to firmy budowlane (30%), a najrzadziej przedsiębiorstwa usługowe – 18%. PIE zwrócił uwagę, że w usługach mniej niż co piąta firma planuje podnosić wynagrodzenia do końca 2026 roku, niezależnie od tego, czy na początku roku zwiększyła płace.

    Średnie wynagrodzenie rośnie, ale coraz wolniej

    Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2026 r. wyniosło 9652 zł. Oznacza to wzrost rok do roku o 5,7%.

    I tu pojawia się kluczowy trend: to tempo jest wolniejsze niż prognozowano (prognozy zakładały 6,3%) i stanowi spowolnienie w stosunku do lutego, kiedy wynosiło 6,1%. W lutym średnia płaca wyniosła 9212,13 zł.

    Ekonomiści ING komentują: „Na początku 2026 r. tempo wzrostu płac wyraźnie spadło w związku z mniejszym wzrostem ustawowej płacy minimalnej oraz mniej hojnymi podwyżkami w sektorze publicznym”.

    Dlaczego spowolnienie wzrostu płac to dobry znak?

    Tempo wzrostu płac w gospodarce to jedna z kluczowych danych dla Rady Polityki Pieniężnej przy podejmowaniu decyzji o poziomie stóp procentowych. Zbyt wysokie tempo napędza inflację.

    A teraz najważniejsze: w ostatnich dwóch latach tempo wzrostu płac w Polsce stopniowo hamuje. Pod koniec 2024 roku pożegnaliśmy dwucyfrowe tempo wzrostu płac. Dla porządku: jeszcze na początku 2024 roku dynamika średniego wynagrodzenia sięgała 12%, a w 2022 roku było to aż 15-16%.

    To hamowanie jest dobrą informacją dla gospodarstw domowych, firm i RPP, ponieważ pomaga w stabilizacji cen.

    O czym pamiętać, patrząc na te liczby?

    Przytoczone statystyki dotyczą sektora przedsiębiorstw, czyli firm zatrudniających co najmniej dziesięciu pracowników. Obejmują one około 40% wszystkich pracujących w polskiej gospodarce. Nie uwzględniają więc małych sklepów czy pracowników sektora publicznego, jak nauczyciele czy pielęgniarki.

    Dane te obejmują wynagrodzenie zasadnicze oraz dodatkowe składniki, takie jak premie, nagrody czy wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych. Są to dane nominalne, a dla portfela każdego z nas kluczowe jest to, jak ten wzrost ma się do aktualnej inflacji.

    Podsumowując: rynek pracy zwalnia, ale podwyżki wciąż są w planach wielu firm. Kluczowe jest jednak to, że rosną one w bardziej zrównoważonym tempie, co w dłuższej perspektywie służy całej gospodarce.

  • MFW bije na alarm: globalny dług publiczny zmierza do 100% PKB. Co to oznacza dla Twojego portfela?

    MFW bije na alarm: globalny dług publiczny zmierza do 100% PKB. Co to oznacza dla Twojego portfela?

    Czy światowe gospodarki finansują swoją obronność… kartą kredytową? Najnowsze raporty Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) malują niepokojący obraz finansów publicznych, w którym rosnące wydatki militarne i ogromne deficyty napędzają rekordowe zadłużenie.

    Rekordowa góra długu

    Globalny dług publiczny osiągnął w 2025 roku rekordowy poziom 111 bilionów dolarów. To ponad pięciokrotnie więcej niż w 2000 roku! Za ponad połowę tej astronomicznej sumy odpowiadają tylko dwa kraje: Stany Zjednoczone (38,3 bln USD) i Chiny (18,7 bln USD).

    „Globalna dynamika długu publicznego nie uległa istotnej poprawie w 2025 roku, a wybuch wojny na Bliskim Wschodzie dodał nowe źródło presji fiskalnej” – stwierdził MFW w swoim Monitorze Fiskalnym.

    Ale to nie koniec. Według Instytutu Finansów Międzynarodowych, światowe zadłużenie (publiczne i prywatne) może w latach 2025/2026 sięgnąć 348 bilionów dolarów.

    Wojna z deficytem: USA i Chiny pod ostrzałem

    MFW nie pozostawia złudzeń co do głównych winowajców. Globalny dług publiczny wzrósł w zeszłym roku do prawie 94% światowego PKB i jest na dobrej drodze, aby przekroczyć 100% do 2029 roku. Winne są głównie ogromne deficyty w USA, Chinach i Japonii.

    Stany Zjednoczone „odnotowują deficyt na poziomie 7–8% PKB, pomimo że funkcjonują niemal na pełnych obrotach, bez widocznego planu konsolidacji długu”. Obecna polityka fiskalna zmierza do osiągnięcia przez dług 142% PKB do 2031 roku. Dyrektor ds. Fiskalnych MFW, Rodrigo Valdés, mówi wprost: Waszyngton potrzebuje „wiarygodnego” planu, by zmniejszyć deficyt.

    Również Chiny stoją przed problemem. Oczekuje się, że relacja ich długu do PKB wzrośnie do 127%, ponieważ deficyt budżetowy kraju zwiększył się do prawie 8% PKB.

    Więcej armat, mniej masła?

    Tu pojawia się kluczowy mechanizm. Większość krajów pokrywa koszty zwiększonych wydatków na obronność, generując wyższy deficyt i zaciągając pożyczki. W trakcie typowego „boomu obronnego” aż dwie trzecie wydatków pochodzi z kredytów.

    MFW z niepokojem zauważył, że wiele rządów europejskich uruchomiło klauzule „wyjścia”, ograniczające ich zadłużanie się właśnie po to, by sfinansować gwałtowny wzrost wydatków na armię. Ostrzegł, że doprowadzi to do coraz trudniejszych kompromisów.

    Historia pokazuje, że w okresach konfliktów dług publiczny potrafi wzrosnąć średnio o 14 punktów procentowych PKB. A oszczędności szuka się często tam, gdzie boli najbardziej: w programach socjalnych, służbie zdrowia i edukacji.

    Rosnąca fala odsetek

    Im bardziej rządy się zadłużają, tym wyższe są koszty obsługi tego długu. To proste. Globalne płatności odsetkowe mają wzrosnąć do 2031 roku z obecnych ok. 3% do ok. 5% światowego PKB.

    Oznacza to, że coraz większa część wpływów podatkowych będzie przeznaczana na spłatę odsetek, a nie na inwestycje w opiekę zdrowotną, edukację czy emerytury. Problem zaostrzył się, odkąd banki centralne wstrzymały masowe zakupy obligacji, które wcześniej sztucznie podtrzymywały gospodarkę.

    Kto zapłaci rachunek?

    Prognozy mówią o 29 bilionach dolarów nowych pożyczek rządowych i korporacyjnych w 2026 roku – to mniej więcej dwa razy więcej niż dekadę wcześniej.

    Kraje rozwijające się stoją w obliczu szczególnej presji – wiele z nich wydaje już ponad 10% dochodów wyłącznie na spłatę odsetek od swojego zadłużenia.

    Valdés ostrzegł, że ryzyka kryzysów zadłużenia nie należy ignorować tylko dlatego, że rynki finansowe wciąż „są sprawne”. Zarówno USA, jak i Europa stają się coraz bardziej zależne od niestałych inwestorów, takich jak fundusze hedgingowe.

    MFW wzywa do działania. Dla krajów o największym zadłużeniu „szerokie lub ambitne zobowiązania” już nie wystarczą. Potrzebne są konkretne reformy, jak ograniczenie wydatków na systemy emerytalne i opiekę zdrowotną – co Fundusz zasugerował m.in. Francji, Finlandii i Portugalii.

    Pytanie, które stawia przed nami MFW, brzmi: jak długo można finansować bezpieczeństwo i rozwój za pomocą „karty kredytowej”, zanim rynki finansowe powiedzą „sprawdzam”?

  • Bliski Wschód vs. AI: Dwie siły, które dziś rządzą rynkami

    Bliski Wschód vs. AI: Dwie siły, które dziś rządzą rynkami

    Czy napięcia geopolityczne zdołają ostudzić gorączkę wokół sztucznej inteligencji? Nowy tydzień na rynkach finansowych to klasyczna walka strachu z chciwością, a inwestorzy muszą jednocześnie śledzić dwie równoległe historie.

    Z jednej strony – gorący punkt na mapie świata, czyli Cieśnina Ormuz. Z drugiej – gorący temat na Wall Street, czyli fundamenty gigantów technologicznych napędzających rynek. Oto co naprawdę się dzieje.

    Geopolityka studzi euforię?

    Wall Street rozpoczął tydzień bez impetu. Po serii rekordów na S&P 500 i Nasdaq 100, napięcia na Bliskim Wschodzie skutecznie studzą wcześniejszą euforię. Inwestorzy liczyli na stabilizację po piątkowym ogłoszeniu otwarcia Cieśniny Ormuz przez Iran, ale ruch ten okazał się krótkotrwały.

    Weekendowe fiasko negocjacji między Iranem a USA i ponowne zamknięcie szlaku wodnego szybko przywróciło niepewność.

    Na zamknięciu sesji S&P 500 stracił 0,24%, podczas gdy Nasdaq 100 zdołał wzrosnąć o 0,31%. Dow Jones zakończył dzień praktycznie bez zmian. Rynek pozostaje w zawieszeniu – nie ma jasności co do dalszych rozmów, a amerykańska blokada irańskich statków nadal obowiązuje.

    Ale jest istotne ale. Inwestorzy zaczynają reagować bardziej selektywnie. Zamiast panicznie śledzić każdy nagłówek, próbują ocenić realne ryzyko eskalacji. Droższa ropa podbija koszty i niepokój o inflację, ale sama w sobie nie przesądza już automatycznie o kierunku całego rynku akcji.

    Rotacja kapitału w akcji

    Na poziomie pojedynczych spółek widać wyraźną rotację. W szerokim sektorze technologicznym obraz jest nierówny. W grupie tzw. „Wspaniałej 7” na plusie utrzymały się tylko Apple i Nvidia. Meta Platforms wyraźnie traciła, spadając o 2,6%, a najsłabiej w Nasdaq 100 wypadł Intel, który oddał ponad 4%.

    Na tym tle wyróżnił się segment półprzewodników. Marvell Technology zyskał blisko 6% po doniesieniach, że Google prowadzi rozmowy o wspólnym rozwoju nowych chipów pod modele AI. To potwierdza kluczowy trend: uwaga kapitału przesuwa się w stronę fundamentów firm związanych z infrastrukturą AI.

    Dobre dane ze strony producentów półprzewodników są odczytywane jako potwierdzenie, że popyt na rozwiązania wykorzystywane w sztucznej inteligencji nie słabnie.

    DAX trzyma się mocno, Nasdaq na krawędzi

    Podczas gdy amerykańskie indeksy wahają się, europejski DAX utrzymuje strukturę wzrostową. W momencie analizy indeks znajdował się na poziomie 24.652 pkt., kontynuując trend zapoczątkowany po wybiciu powyżej 22.000 pkt.

    Kluczowym punktem odniesienia dla handlu intraday jest pivot point na 24.629 pkt.. Utrzymanie się powyżej tego poziomu otwiera drogę do testu 24.920 – 25.095 pkt..

    Zupełnie inną historię opowiada amerykański technologiczny indeks NQ. Kwotowany na poziomie 26.800 pkt. wykazuje oznaki skrajnego wyczerpania i jest w stanie wykupienia.

    Ryzyko gwałtownego odreagowania rośnie z każdą sesją bez korekty. Potwierdzają to wskaźniki: relacja VIX do VXV na poziomie 0,888 sugeruje optymizm, ale skew index przy 141,90 wysyła sygnały ostrzegawcze o wycenie ryzyka „grubego ogona”.

    Najbardziej klarownym scenariuszem wydaje się techniczne cofnięcie w stronę poziomów 26.580 pkt. lub nawet 26.420 pkt., które pozwoliłoby rynkowi „złapać oddech”.

    Na co patrzeć dalej?

    Podsumowując, rynek balansuje między dwoma biegunami. Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowym barometrem napięcia geopolitycznego, ale reakcje inwestorów są coraz bardziej wyważone.

    Prawdziwa gra rozgrywa się gdzie indziej – w sektorze technologicznym i wokół tematu AI. To fundamenty największych spółek i długoterminowe trendy wzrostowe związane ze sztuczną inteligencją będą w najbliższych dniach głównym motorem nastrojów. Nawet jeśli geopolityka dostarczy nowych nagłówków, kapitał już szuka stabilnego gruntu w twardych danych i perspektywach wzrostu.

    Czy to oznacza koniec zmienności? Bynajmniej. Ale pokazuje, że rynek dojrzewa i uczy się oddzielać krótkoterminowy szum od długoterminowych fundamentów. A to może być najważniejsza lekcja tego tygodnia.

  • Fed wstrzymuje oddech. Czy wojna z Iranem zrujnuje plany cięcia stóp procentowych?

    Fed wstrzymuje oddech. Czy wojna z Iranem zrujnuje plany cięcia stóp procentowych?

    Co się dzieje, gdy najpotężniejszy bank centralny świata patrzy na Bliski Wschód i widzi więcej pytań niż odpowiedzi? Ostatnie posiedzenie Rezerwy Federalnej pokazało, że geopolityka stała się kluczowym czynnikiem w polityce pieniężnej. I nie chodzi tu o drobne wahania, ale o fundamentalne decyzje, które mogą wpłynąć na portfele na całym świecie.

    Podczas marcowego posiedzenia w dniach 17-18 marca Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian w przedziale 3,50–3,75%. Tylko jeden z decydentów, Stephen Miran, opowiedział się za obniżką o 25 punktów bazowych. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków ankietowanych przez Bloomberg. Warto przypomnieć, że w obecnym cyklu luzowania Fed obniżył już stopy łącznie o 150 punktów bazowych.

    Dwustronne zagrożenie z Bliskiego Wschodu

    Ale to, co naprawdę przykuwa uwagę, to obawy wyrażone w protokole z posiedzenia. Przedstawiciele Fedu jasno wskazali, że ryzyka dla gospodarki USA płynące z konfliktu na Bliskim Wschodzie mają charakter dwustronny. Z jednej strony wojna w Iranie może napędzić wzrost inflacji, a z drugiej – prowadzić do pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Rozwój konfliktu może dodatkowo nasilić oba te zagrożenia.

    Jak wynika z protokołu, przedstawiciele Rezerwy Federalnej obawiają się potencjalnych konsekwencji wojny w Iranie dla gospodarki USA.

    Kluczowym czynnikiem ryzyka są oczywiście rosnące ceny ropy naftowej. Uczestnicy posiedzenia obawiają się, że wyższe koszty energii mogą ograniczyć siłę nabywczą gospodarstw domowych, zaostrzyć warunki finansowe i spowolnić wzrost gospodarczy, także poza Stanami Zjednoczonymi. W takim czarnym scenariuszu możliwe byłoby nawet uzasadnienie dalszych obniżek stóp procentowych.

    Inflacja vs. geopolityka: dylemat Fedu

    Tu pojawia się główny dylemat. Z jednej strony, wielu członków Fedu wskazuje, że utrzymująca się wysoka inflacja może wymagać podwyżek stóp procentowych. Wzrost cen energii może bowiem utrudnić powrót inflacji do celu wynoszącego 2%. Z drugiej strony, pogorszenie koniunktury z powodu kryzysu mogłoby uzasadniać cięcia.

    Decydenci podkreślają jednak, że na tym etapie jest zbyt wcześnie, by jednoznacznie ocenić wpływ wydarzeń geopolitycznych. Kluczowa jest elastyczność.

    Członkowie Fedu zgodnie zaznaczają, że w obecnych warunkach polityka pieniężna nie może być prowadzona według sztywnego planu.

    Choć część decydentów nadal zakłada przyszłe obniżki, ich moment może zostać przesunięty w czasie właśnie ze względu na utrzymującą się inflację i niepewność.

    Ostrzeżenie z Wall Street: nie śpieszcie się!

    Ten ton ostrożności znajduje potwierdzenie w głosach z sektora prywatnego. Prezes Wells Fargo, Charlie Scharf, otwarcie ostrzegł, że obniżenie stóp procentowych przed zakończeniem konfliktu z Iranem mogłoby być poważnym błędem. Jego zdaniem obecna sytuacja geopolityczna wciąż wiąże się z istotnym ryzykiem.

    Według Scharfa, wśród wielu uczestników rynku rośnie zgoda, że warto poczekać na rozwój wydarzeń. Niepewność geopolityczna przekłada się na wahania cen energii, inflację i zmienność na rynkach, co utrudnia przewidywanie skutków decyzji monetarnych.

    Co ciekawe, prezes Wells Fargo zauważa, że dotychczasowy wpływ konfliktu na gospodarkę USA pozostaje ograniczony. Wydatki konsumenckie wciąż rosną, zwiększając się o około 5–7% r/r. To ważny sygnał stabilności. Jednak wyższe ceny paliw już powodują zmiany w strukturze wydatków gospodarstw domowych, co w dłuższej perspektywie może wpłynąć na dynamikę wzrostu.

    Rynek pracy pod lupą, a przyszłość niepewna

    Wracając do protokołu Fedu: rynek pracy w USA pozostaje względnie stabilny, ale jest podatny na negatywne szoki. Większość uczestników marcowego posiedzenia ocenia, że ryzyko dla zatrudnienia jest „przechylone w dół”. Niskie tempo tworzenia nowych miejsc pracy sprawia, że nawet niewielkie pogorszenie koniunktury może przełożyć się na wzrost bezrobocia.

    Patrząc w przyszłość, członkowie Fedu zakładają obecnie bardzo stopniowe luzowanie polityki pieniężnej: po jednej obniżce stóp na koniec 2026 i 2027 roku oraz brak zmian w 2028 roku. To ostrożne podejście w obliczu góry niepewności.

    Najbliższe posiedzenie Rezerwy Federalnej zaplanowano na 27-28 kwietnia. To właśnie wtedy inwestorzy na całym świecie będą wytężać słuch, szukając kolejnych wskazówek. Czy Fed utrzyma kurs, czy może geopolityka wymusi zmianę planów? Na to pytanie odpowiedź poznamy już niebawem.

    Informacje pochodzą z analizy protokołu marcowego posiedzenia Fed oraz wypowiedzi prezesa Wells Fargo dla Comparic.pl.

  • Zondacrypto w ogniu śledztwa. 30 tys. poszkodowanych i zimny portfel wart 4,5 tys. bitcoinów

    Zondacrypto w ogniu śledztwa. 30 tys. poszkodowanych i zimny portfel wart 4,5 tys. bitcoinów

    Czy polska giełda kryptowalut ukrywała przed klientami gigantyczną dziurę w finansach? Właśnie to sprawdza prokuratura, a skala potencjalnej afery jest oszałamiająca.

    Prokuratura Regionalna w Katowicach oficjalnie wszczęła śledztwo w sprawie giełdy Zondacrypto. Sprawę prowadzą funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości z Wrocławia. Chodzi o podejrzenie wprowadzenia w błąd klientów co do możliwości zakupu i przechowywania kryptowalut oraz walut fiducjarnych, co miało doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia ich mieniem.

    „Właściciel giełdy przyznał, że od 2022 r. Zondacrypto nie miała dostępu do tzw. zimnego portfela, gdzie przechowywane miały być środki o wartości około 4500 bitcoinów, co zatajono przed klientami” — poinformowała prokuratura.

    Sprawa obejmuje zdarzenia na terenie całego kraju od 2022 roku. Podstawą do działania były zarówno zawiadomienia klientów, jak i medialne doniesienia o problemach z wypłatą środków. Prokurator Michał Binkiewicz podkreśla, że większość zgłoszeń dotyczy właśnie trudności z wypłatą zdeponowanych funduszy.

    Klucz do fortuny zaginął razem z „królem kryptowalut”

    Tu sprawa robi się naprawdę mroczna. Kluczowym problemem jest brak dostępu do portfela z 4,5 tys. bitcoinów. Klucze do niego miał posiadać Sylwester Suszek, znany jako „król kryptowalut”, założyciel poprzedniczki Zondacrypto – giełdy BitBay.

    Suszek zaginął w marcu 2022 roku w tajemniczych okolicznościach. Miał wówczas 33 lata. Ostatni raz widziano go w firmie paliwowej w Czeladzi, należącej do Mariana W. Co ciekawe, w dniu jego zaginięcia na terenie bazy paliwowej przestały działać kamery monitoringu. W śledztwie dotyczącym zaginięcia Suszka Marianowi W. postawiono już zarzut pozbawienia wolności.

    Instytucje rozkładają ręce. Gdzie szukać pomocy?

    Premier Donald Tusk stwierdził, że poszkodowanych może być nawet 30 tysięcy osób. Co w tej sytuacji mogą zrobić klienci? Odpowiedź instytucji nadzoru jest jasna, ale mało pocieszająca.

    Komisja Nadzoru Finansowego wskazuje, że zgodnie z obecnymi przepisami nie jest właściwym organem w sprawie giełd kryptowalut, ponieważ nie nadzoruje ich działalności. Jacek Barszczewski, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej KNF, wyjaśnia: „W każdym przypadku, jeżeli działania podmiotu noszą znamiona przestępstwa, należy złożyć zawiadomienie do odpowiednich organów ścigania, w tym zakresie właściwe są Policja i Prokuratura

    KNF przypomina, że od dawna ostrzegał przed ryzykami związanymi z kryptowalutami, w tym ich spekulacyjnym charakterem i zaangażowaniem w przedsięwzięcia oszukańcze.

    Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi od 31 stycznia 2025 roku postępowanie wyjaśniające wobec operatora serwisu. Do tej pory otrzymał ponad 200 sygnałów, z czego prawie wszystkie wpłynęły w ciągu ostatnich dwóch tygodni. UOKiK zwraca jednak uwagę, że sprawa może wykraczać poza jego mandat.

    „Pojawiające się wątki dotyczą nie tylko ewentualnego wprowadzania w błąd, ale przede wszystkim możliwego oszustwa, nieprawidłowego dysponowania środkami, procederu prania pieniędzy czy niewyjaśnionego wciąż zaginięcia założyciela Zondacrypto. Tego rodzaju kwestie wykraczają daleko poza mandat UOKiK” – podkreśla Urząd.

    Co robić? Prokuratura wydaje jasny apel

    Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach, prokurator Michał Binkiewicz, apeluje do wszystkich pokrzywdzonych, aby zgłaszali się do najbliższych prokuratur i jednostek policji. Wszystkie zawiadomienia mają trafić do katowickiej prokuratury.

    Dodatkowo, Koalicja Obywatelska na Podkarpaciu uruchomiła specjalną stronę internetową i system bezpłatnej pomocy osobom poszkodowanym. Pomoc skierowana jest do mieszkańców Podkarpacia, ale też osób z całego kraju.

    Tymczasem śledztwo nabiera tempa, a sieć powiązań się zagęszcza. Marian W., poza zarzutami związanymi z zaginięciem Suszka, jest oskarżony o kierowanie międzynarodową grupą przestępczą zajmującą się wyłudzeniami podatku VAT i nielegalnym obrotem paliwami na kwotę blisko 1,3 mld zł. Akt oskarżenia przeciwko niemu i pięciu innym osobom trafił już do sądu.

    Sprawa Zondacrypto to nie tylko problem z wypłatami. To potencjalnie jedna z największych afer finansowych ostatnich lat, z zaginięciem, zimnym portfelem i siecią powiązań kryminalnych w tle. Klienci giełdy muszą uzbroić się w cierpliwość – droga do odzyskania środków dopiero się zaczyna.

  • Węgry wstrzymują gaz dla Ukrainy. Czy nowy premier odwróci tę decyzję?

    Węgry wstrzymują gaz dla Ukrainy. Czy nowy premier odwróci tę decyzję?

    Czy węgierski gaz popłynie z powrotem do Ukrainy? To pytanie wisi w powietrzu po dwóch głośnych deklaracjach z Budapesztu, które mogą zmienić mapę energetyczną regionu.

    Wszystko kręci się wokół uszkodzonego rurociągu Przyjaźń i politycznej rozgrywki, w której stawką są miliardy euro unijnej pomocy.

    Szantaż czy ochrona interesów?

    Pod koniec stycznia rurociąg Przyjaźń, którym Rosja dostarcza przez Ukrainę ropę na Węgry i Słowację, został uszkodzony w rosyjskim ataku. Od tego momentu trwa gorący spór.

    Władze w Kijowie zapewniają, że remontują ropociąg, ale rząd Viktora Orbána utrzymuje, że ukraińskie władze celowo wstrzymują wznowienie tranzytu, i nazywa te działania „szantażem”.

    Odpowiedź Orbána była stanowcza. W nagraniu na Facebooku ogłosił: „Węgry wstrzymują dostawy gazu na Ukrainę do czasu wznowienia dostaw ropy naftowej rurociągiem Przyjaźń”.

    Dopóki Ukraina nie będzie dostarczać ropy naftowej, nie będzie też otrzymywać gazu z Węgier. Będziemy chronić bezpieczeństwo energetyczne Węgier – zaznaczył premier.

    Dodał również, że stopniowo wstrzymujemy dostawy gazu, a nadwyżki będziemy magazynować w kraju. To bezpośrednia odpowiedź na brak rosyjskiej ropy płynącej przez Ukrainę.

    Nowa karta na stole: Peter Magyar i wielka obietnica

    Ale tuż po wyborach parlamentarnych na scenę wkroczył zwycięzca – lider opozycji Peter Magyar. I postawił sprawę zupełnie inaczej.

    Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej skierował bezpośredni apel do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, domagając się sprawnej reakcji na kryzys.

    Jeśli po stronie ukraińskiej rurociąg Przyjaźń jest gotowy do transportu ropy, to powinni go uprzejmie ponownie otworzyć, zgodnie z obietnicą – oświadczył Magyar.

    Dodał również, że oczekujemy też, że Rosja zacznie dostarczać ropę (do rurociągu) zgodnie z umowami. To wyraźne wskazanie, że odpowiedzialność leży po obu stronach konfliktu.

    Ale to nie wszystko. Magyar zagrał o wiele wyższą stawkę.

    90 miliardów euro w zamian za ropę

    Najważniejszą deklaracją Magyara jest propozycja „nowego otwarcia” w relacjach z Ukrainą i Brukselą. Zapowiedział on, że jako nowy premier wycofa weto nałożone przez Viktora Orbána na gigantyczną pożyczkę unijną dla Kijowa w wysokości 90 mld euro.

    Warunek jest jeden: ropa musi płynąć.

    Taki ruch oznaczałby fundamentalną zmianę w węgierskiej polityce zagranicznej, która do tej pory opierała się na blokowaniu inicjatyw wspierających Ukrainę. To oferta, której Kijów nie może zignorować.

    Prezydent Zełenski zapowiedział już, że przesył powinien ruszyć do końca kwietnia, korzystając ze wsparcia finansowego UE. Czy to realny termin?

    Bruksela milczy, sprawa się komplikuje

    W tym samym czasie Komisja Europejska zachowuje powściągliwość. Rzecznik KE, Olof Gill, odmówił odpowiedzi na pytanie, czy Bruksela sfinansuje naprawę rurociągu.

    Na tym etapie nie będziemy udzielać informacji – stwierdził krótko, zapewniając jedynie o stałym kontakcie ze wszystkimi stronami sporu.

    To milczenie Brukseli dodaje niepewności całej sytuacji. Bez jasnego finansowania naprawy, deklaracje o wznowieniu przesyłu do końca kwietnia mogą pozostać tylko obietnicami.

    Co dalej z gazem dla Ukrainy?

    Na razie gaz z Węgier nie płynie. Decyzja Orbána jest jasna: brak ropy = brak gazu. Ale pojawiła się potężna polityczna oferta wymiany: unijne miliardy za otwarcie rurociągu.

    Czy nowy rząd pod przywództwem Petera Magyara zrealizuje tę obietnicę? Czy Zełenski dotrzyma słowa i przesył ruszy do końca kwietnia? I najważniejsze – czy Bruksela sypnie pieniędzmi na naprawę?

    Odpowiedzi na te pytania zadecydują nie tylko o dostawach energii, ale też o kształcie relacji w całym regionie. Gra toczy się o bardzo wysoką stawkę.

  • USA znów otwierają kran z rosyjską ropą. Co na to Bruksela?

    USA znów otwierają kran z rosyjską ropą. Co na to Bruksela?

    Czy Waszyngton łagodzi kurs wobec Kremla? Wbrew własnym zapowiedziom, amerykański Departament Skarbu wydał właśnie drugą z rzędu licencję, która zawiesza sankcje na rosyjską ropę. To decyzja, która może przynieść Moskwie miliardy dolarów.

    Decyzja wbrew zapowiedziom

    Licencja została wydana w piątek przez Urząd ds. Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC). Zgodnie z dokumentem, transakcje związane z rosyjską ropą załadowaną na statki przed 17 kwietnia będą zwolnione z sankcji do 16 maja.

    To już drugi taki przypadek od początku wojny z Iranem. I to pomimo tego, że jeszcze w środę sekretarz skarbu Scott Bessent zapewniał, że poprzednia licencja, która wygasła 11 kwietnia, nie zostanie przedłużona. Departament Skarbu USA nie podał żadnego uzasadnienia dla tej nowej decyzji.

    Co to oznacza dla rynku?

    Mowa o zawieszeniu limitu ceny, jaki państwa G7 (w tym USA i UE) wprowadziły wobec rosyjskiej ropy transportowanej drogą morską. Nowa licencja umożliwia więc sprzedaż tego surowca po cenach rynkowych, bez kar wynikających z sankcji USA.

    Według rosyjskiego wysłannika, Kiriłła Dmitrijewa, decyzja amerykańskich władz obejmie ponad 100 milionów baryłek rosyjskiej ropy, która jest obecnie w transporcie. To ogromna ilość surowca, która znów popłynie na światowe rynki.

    Komisja Europejska: „Rosja nie powinna czerpać korzyści”

    Jak zareagowała na to Bruksela? Rzecznik Komisji Europejskiej skomentował decyzję USA, zauważając, że wyjątek jest ograniczony czasowo i dotyczy statków, które już znajdują się na morzu.

    — Jesteśmy przekonani, że pułap ceny na ropę naftową i sankcje wobec Rosji pozostają uzasadnione i aktualne — zaznaczył rzecznik KE. — Pułap cen ropy naftowej skutecznie ograniczył rosyjskie dochody z eksportu ropy, jednocześnie utrzymując stabilność rynków — dodał.

    Kluczowe było jednak inne stwierdzenie: — Rosja nie powinna czerpać korzyści z wojny z Iranem, co wielokrotnie już mówiliśmy.

    Miliony dolarów dla Moskwy

    Dlaczego ta kwestia jest tak istotna? Według szacunków, od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie Rosja zarabia średnio 150 milionów dolarów dziennie na dodatkowych przychodach ze sprzedaży ropy. Łączne dochody z tego tytułu miały wynieść ponad 4 miliardy dolarów.

    To czyni ją prawdopodobnie największym beneficjentem wojny USA i Izraela przeciwko Iranowi. Wcześniej wydanie podobnej licencji tłumaczono próbą obniżenia cen ropy w reakcji na blokadę cieśniny Ormuz.

    Co dalej z sankcjami UE?

    Komisja Europejska nie zamierza jednak rezygnować z dalszego nacisku. Zaproponowała, by w ramach 20. pakietu sankcji Unia Europejska wprowadziła całkowity zakaz transportu rosyjskiej ropy drogą morską.

    Taki środek miałby zastąpić stosowany obecnie pułap cenowy. Do prac nad tym pakietem ministrowie spraw zagranicznych państw UE wrócą we wtorek na posiedzeniu w Luksemburgu. Do tej pory blokowały go Węgry.

    Pod znakiem zapytania stoi jednak to, czy UE wprowadzi taki zakaz sama, bez partnerów z grupy G7, w tym Stanów Zjednoczonych. Tymczasem rosyjska ropa, dzięki amerykańskiej licencji, może płynąć dalej.

  • Uwaga na fałszywe maile od „KAS”! Oszuści polują na Twoje dane w sezonie rozliczeń

    Uwaga na fałszywe maile od „KAS”! Oszuści polują na Twoje dane w sezonie rozliczeń

    Czy właśnie dostałeś „pilną notyfikację” z urzędu skarbowego? Zanim klikniesz w link, przeczytaj to. W szczycie sezonu podatkowego cyberprzestępcy rozpętali prawdziwą burzę phishingową, celując w miliony Polaków.

    Atak w idealnym momencie

    Trudno o lepszy moment na atak niż teraz. Miliony osób składają właśnie PIT za 2025 rok – termin mija 30 kwietnia. Przedsiębiorcy mają jeszcze mniej czasu, bo deklaracje CIT trzeba złożyć do 31 marca. Kontakt z urzędem skarbowym jest teraz na porządku dziennym – i właśnie na to liczą oszuści.

    Pełnomocnik Rządu ds. Cyberbezpieczeństwa wydał oficjalne ostrzeżenie przed nasilonymi atakami, w których przestępcy podszywają się pod Krajową Administrację Skarbową (KAS) i Ministerstwo Finansów. Skala kampanii jest tak poważna, że zdecydowano się na publiczny komunikat.

    Jak działa pułapka?

    Mechanizm jest prosty, a przez to skuteczny. Oszuści rozsyłają wiadomości o rzekomej „nowej notyfikacji” z KAS. W środku znajduje się link prowadzący do strony łudząco podobnej do panelu logowania do Profilu Zaufanego.

    Kto wpisze tam login i hasło – oddaje je prosto w ręce przestępców.

    A Profil Zaufany to nie zwykłe konto – to cyfrowy klucz do urzędów, deklaracji podatkowych i danych osobowych. W połączeniu z okresem masowego logowania do e-Urzędu Skarbowego, ryzyko wpadki gwałtownie rośnie.

    WAŻNE: Ani KAS, ani Ministerstwo Finansów nie wysyłają linków do logowania w mailach czy SMS-ach. Jeśli taka wiadomość trafi do Twojej skrzynki – to niemal na pewno próba wyłudzenia.

    Konkretne adresy, na które trzeba uważać

    KAS podała nawet przykłady adresów e-mail, z których rozsyłane są fałszywe wiadomości. Wśród nich znalazły się między innymi:

    • KrajowaAdministracja@abnovo.eu
    • KrajowaAdministracja@zato-bungee.de
    • KrajowaAdministracja@rurmet.olsztyn.pl
    • KrajowaAdministracja@umb.pl
    • KrajowaAdministracja@24hoursshopping.com.ua

    Urzędnicy apelują, by dokładnie sprawdzać adresy nadawców oraz linki w takich wiadomościach. Przestępcy wysyłają rzekome wezwania, powiadomienia lub pilne informacje podatkowe, aby wyłudzić dane.

    Trzy kroki, zanim klikniesz

    Pełnomocnik Rządu ds. Cyberbezpieczeństwa radzi, co zrobić, zanim podejmiemy jakąkolwiek akcję:

    1. Sprawdź adres nadawcy. Fałszywe maile często pochodzą z adresów łudząco podobnych do prawdziwych, ale z literówkami lub nietypowymi domenami.
    2. Samodzielnie wyszukaj prawdziwy adres strony instytucji i zweryfikuj, czy link z wiadomości tam prowadzi. Nie klikaj odruchowo!
    3. W razie wątpliwości skontaktuj się bezpośrednio z instytucją, która rzekomo wysłała wiadomość. Lepiej stracić pięć minut na telefon niż dane do Profilu Zaufanego.

    Co robić, jeśli padłeś ofiarą?

    Jeśli podejrzewasz, że mogłeś paść ofiarą oszustwa, działaj szybko. Incydent należy zgłosić do zespołu CSIRT NASK – jednostki odpowiedzialnej za reagowanie na incydenty bezpieczeństwa komputerowego. Zgłoszenie można złożyć przez formularz na stronie CSIRT lub przez usługę „Bezpiecznie w sieci” w aplikacji mObywatel. Podejrzane SMS-y z linkami można przesyłać na bezpłatny numer 8080.

    KAS zaleca również natychmiastowy kontakt z infolinią pod numerem 22 330 03 30 lub z najbliższym urzędem skarbowym, jeśli wiadomość budzi wątpliwości. Administracja zachęca też do korzystania z platformy CERT Polska do zgłaszania incydentów cyberbezpieczeństwa.

    Jeśli istnieje podejrzenie przestępstwa – kradzieży danych, przejęcia konta czy wyłudzenia pieniędzy – sprawę trzeba zgłosić na Policji lub w Prokuraturze. Im szybciej, tym lepiej.

    Jak się chronić? Podstawy bezpieczeństwa

    Oprócz czujności warto wdrożyć kilka praktyk, które utrudnią życie oszustom:

    • Zastrzeż numer PESEL w aplikacji mObywatel – to bariera przed zaciągnięciem kredytu na skradzione dane.
    • Regularnie sprawdzaj, czy Twoje dane nie wyciekły – służy do tego portal BezpieczneDane.gov.pl.
    • Włącz dwuskładnikowe uwierzytelnianie wszędzie, gdzie to możliwe.
    • Używaj silnych i unikalnych haseł.
    • Ustaw niskie limity płatności na kartach i w BLIK-u – nawet jeśli ktoś przejmie dostęp, nie wyprowadzi dużych kwot.

    To nie są nowe porady. Ale w okresie, gdy cyberprzestępcy celowo nasilają ataki, warto je sobie odświeżyć – zanim zrobi to za Ciebie mail z „pilną notyfikacją z urzędu skarbowego”.

    Źródło: Ministerstwo Cyfryzacji / Krajowa Administracja Skarbowa

  • PGG zwalnia 5 tys. górników. Na horyzoncie gigantyczne odprawy i urlopy górnicze

    PGG zwalnia 5 tys. górników. Na horyzoncie gigantyczne odprawy i urlopy górnicze

    Czy polskie górnictwo stoi przed największą transformacją w historii? Właśnie rusza proces, który zmieni oblicze całej branży. Polska Grupa Górnicza (PGG) rozpoczyna redukcję zatrudnienia na niespotykaną skalę.

    Ogromna fala odejść

    Do 2026 roku z PGG odejdzie około 5 tysięcy pracowników. To aż 14 procent obecnej załogi największej spółki węglowej w kraju. Cały proces to efekt realizacji planu wygaszania polskich kopalń i koniecznej restrukturyzacji przedsiębiorstwa.

    Pierwsza grupa górników pożegna się z pracą już w ostatnim tygodniu kwietnia. Wtedy też ruszają pierwsze wypłaty. Ale to dopiero początek długiej drogi.

    Pakiet osłonowy: urlopy i gigantyczne odprawy

    Większość odchodzących pracowników skorzysta z instrumentów osłonowych. Tu mamy dwie główne ścieżki.

    Po pierwsze, urlopy górnicze. To rozwiązanie umożliwiające wcześniejsze odejście z pracy przed uzyskaniem uprawnień emerytalnych, z zachowaniem 80 procent wynagrodzenia przez określony czas. Według planów, do końca 2026 roku z tej formy ma skorzystać około 2,7 tysiąca osób, a z urlopów przeróbkarskich około 200 pracowników.

    Po drugie, mamy prawdziwą gwiazdę programu – jednorazowe odprawy pieniężne. I tu liczby robią wrażenie.

    „Odprawa przysługuje pracownikom, którzy nie mają uprawnień do urlopu górniczego ani urlopu dla pracowników zakładów przeróbki mechanicznej węgla, są zatrudnieni pod ziemią lub na powierzchni kopalni, mają co najmniej 3-letni staż pracy w przedsiębiorstwie objętym ustawą, a do nabycia uprawnień emerytalnych pozostało im więcej niż 12 miesięcy” – informuje PGG.

    Kwota? Aż 170 tysięcy złotych na osobę. Na razie ZUS zweryfikował pozytywnie pierwszą grupę – 500 osób. Oni otrzymają pieniądze już pod koniec kwietnia. Jak podawała spółka na początku kwietnia, z programu skorzystało już 586 osób.

    „Pozostali sukcesywnie będą przechodzili na pakiety osłonowe” – przekazała Polska Grupa Górnicza w informacji cytowanej przez „Dziennik Zachodni”.

    Dlaczego to konieczne? Twarde liczby

    Zmiany kadrowe nie są kaprysem zarządu, a odpowiedzią na twarde realia rynkowe. To konsekwencja spadającego wydobycia i słabszego popytu na węgiel.

    Na koniec ubiegłego roku spółki górnicze notowały łącznie około 8 miliardów złotych strat. Według raportu „Kryzys polskiego górnictwa węgla kamiennego” aż 65 procent wydatków związanych z produkcją węgla w Polsce stanowią koszty pracy. To sprawia, że wydobycie krajowego surowca jest dwukrotnie droższe niż jego import.

    Prezes PGG Łukasz Deja zapewnia, że proces będzie przeprowadzony odpowiedzialnie: „Chcemy spowodować, aby ta redukcja zatrudnienia, która musi nastąpić w związku z mniejszym zapotrzebowaniem na węgiel, była przeprowadzona w sposób bardzo dobry, to jest odpowiedzialny społecznie i zgodnie z ustawą”.

    Władze spółki podkreślają, że proces redukcji etatów będzie przebiegał bez zwolnień grupowych.

    Wygaszanie kopalń – harmonogram do 2049 roku

    Restrukturyzacja zatrudnienia idzie w parze z fizycznym zamykaniem zakładów. PGG sukcesywnie wygasza i likwiduje polskie kopalnie węgla kamiennego.

    1 kwietnia rozpoczęła się likwidacja ruchu „Wujek” w kopalni w Katowicach. Od 1 lipca ruszy likwidacja ruchu „Bielszowice” w kopalni „Ruda” w Rudzie Śląskiej. To dopiero początek.

    Kolejne zamknięcia planowane są na 2028 rok („Bolesław Śmiały”), 2029 rok (Sośnica) i następne, aż do 2049 roku, kiedy ma zostać zamknięta ostatnia kopalnia z sześciu zaplanowanych.

    Pod koniec 2025 roku w całej branży wydobywczej zatrudnionych było 71 tysięcy 411 osób, czyli o około 2,7 tysiąca mniej niż rok wcześniej. Teraz tempo zmian wyraźnie przyspiesza.

    Czy gigantyczne odprawy i urlopy górnicze złagodzą społeczny wymiar tej historycznej transformacji? Odpowiedź poznamy w najbliższych latach. Jedno jest pewne – polskie górnictwo już nigdy nie będzie takie samo.

  • ZUS właśnie przeliczył emerytury. Ponad 133 tys. osób zyskało, a dla części kobiet wzrost może być ogromny!

    ZUS właśnie przeliczył emerytury. Ponad 133 tys. osób zyskało, a dla części kobiet wzrost może być ogromny!

    Czy w tym miesiącu na Twoim koncie pojawiła się wyższa emerytura? To możliwe! Zakład Ubezpieczeń Społecznych właśnie zakończył masowe przeliczenia świadczeń, które dotknęły setki tysięcy Polaków.

    Dobra wiadomość jest taka, że dla większości oznaczało to realny wzrost portfela. Ale prawdziwa sensacja czai się w szczegółach dla konkretnej grupy kobiet.

    Wielkie przeliczenie ZUS: konkrety

    ZUS ogłosił zakończenie ponownego ustalania wysokości tzw. emerytur czerwcowych. Akcja objęła świadczenia przyznane lub przeliczone w czerwcu w latach 2009-2019.

    Łącznie przeliczono 219,5 tys. spraw z 220,2 tys. zaplanowanych, co daje realizację na poziomie 99,7 proc.

    I tu pojawia się pierwszy pozytywny szok. W wyniku tego przeliczenia 133,1 tys. osób (61 proc.) otrzymało wyższe świadczenie! Średnia podwyżka to 163,36 zł miesięcznie.

    Dzięki tej operacji łączna wartość wypłat wzrosła o ponad 21,7 mln zł miesięcznie. Najczęściej podwyżki mieściły się w przedziale od 100 do 200 zł.

    Kluczowa informacja: ZUS działał z urzędu. Oznacza to, że beneficjenci nie musieli składać żadnych wniosków – wszystko odbyło się automatycznie, często przy użyciu zautomatyzowanych systemów.

    Kto zyskał najwięcej? Spójrz na te liczby

    Przeliczenie objęło przede wszystkim emerytury, które stanowiły 91 proc. wszystkich spraw. Co ciekawe, większość świadczeniobiorców to kobiety (72 proc.). Najliczniejszą grupą wiekową były osoby w wieku od 70 do 74 lat (55,9 proc.).

    Ale to nie koniec dobrych wiadomości dla pań. Istnieje bowiem druga, osobna ścieżka podwyżek, która może przynieść naprawdę spektakularne efekty.

    Rewelacja dla kobiet z OFE: emerytura może skoczyć o połowę!

    Oto prawdziwa bomba. ZUS przelicza emerytury kobiet, które przeszły na emeryturę w wieku 60 lat i miały środki w OFE. Po ukończeniu 65 lat ich świadczenie jest liczone na nowo.

    I tu uwaga – średni wzrost emerytury może sięgać nawet ponad 50 proc.!

    Sprawa dotyczy konkretnie kobiet urodzonych w latach 1949–1968, które były w OFE. Jak podaje „Gazeta Prawna”, założenia systemu oznaczają, że w 2026 r. przeliczenie obejmie m.in. kobiety z rocznika 1961, które w tym roku skończą 65 lat.

    Przykłady? Po ponownym przeliczeniu emerytura może wzrosnąć np. z 2200 zł do 3200 zł (wzrost o 45 proc.) czy z 2500 zł do 3800 zł (wzrost o 52 proc.). To dzieje się bez pomniejszania o wcześniej wypłacone środki!

    Ważne zastrzeżenie: Kobiety, które nie przystąpiły do OFE, od razu otrzymują świadczenie dożywotnie i nie mają prawa do tego ponownego przeliczenia. To rodzi kontrowersje i… sprawy sądowe.

    Ciemna strona medalu: rosnąca fala pozwów

    Wzrastająca świadomość przepisów powoduje, że część kobiet – których emerytura nie została ponownie przeliczona – decyduje się na drogę sądową.

    Ich argumenty dotyczą nierównego traktowania ubezpieczonych oraz braku uzasadnienia dla podziału na osoby należące do OFE i te nienależące. Eksperci wskazują, że problem ma charakter systemowy, jednak administracja nie zapowiada zmian, które miałyby go naprawić.

    Podsumowując: Jeśli jesteś beneficjentem emerytury czerwcowej, prawdopodobnie już widzisz efekt przeliczenia. Jeśli jesteś kobietą z roczników 1949-1968 i miałeś OFE, po 65. roku życia czeka Cię dodatkowa, potencjalnie bardzo korzystna korekta. A jeśli nie należysz do żadnej z tych grup… no cóż, system emerytalny potrafi być skomplikowany. Na szczęście ZUS tym razem działał sam.