Blog

  • Inflacja w Niemczech spada, ale Bundesbank ostrzega przed „szokiem cen energii”

    Inflacja w Niemczech spada, ale Bundesbank ostrzega przed „szokiem cen energii”

    Najnowsze dane zza Odry przynoszą mieszane sygnały. Z jednej strony roczna inflacja w Niemczech w maju wyhamowała, z drugiej – Bundesbank znacząco obniża prognozy wzrostu gospodarczego i ostrzega, że konflikt na Bliskim Wschodzie wciąż napędza ceny energii.

    Inflacja w dół, ale usługi wciąż drogie

    Federalny Urząd Statystyczny (Destatis) potwierdził wstępne dane: roczna stopa inflacji CPI w Niemczech wyniosła w maju 2,6%. To spadek w porównaniu z kwietniem (2,9%) i marcem (2,7%). W ujęciu miesięcznym ceny konsumpcyjne spadły o 0,2%.

    – Stopa inflacji w maju 2026 r. była nieco niższa niż w poprzednich miesiącach. Ceny energii utrzymywały się na wysokim poziomie w wyniku wojny z Iranem, chociaż obniżka podatku od paliw silnikowych, obowiązująca od początku maja, prawdopodobnie miała wpływ hamujący na wzrost cen – skomentowała Ruth Brand, prezes Destatis.

    Zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP) wyniósł w maju 2,7% rok do roku, również notując spadek o 0,1% w porównaniu z poprzednim miesiącem. Inflacja bazowa, czyli po wyłączeniu cen żywności i energii, ukształtowała się na poziomie 2,5%.

    Energia wciąż pod presją

    Ceny produktów energetycznych wzrosły w maju o 6,6% rok do roku. To jednak wyraźnie mniej niż w kwietniu, gdy wzrost sięgał 10,1%. Za spowolnienie odpowiada głównie tymczasowa obniżka podatku energetycznego od benzyny i oleju napędowego, która weszła w życie 1 maja. Mimo to paliwa silnikowe były w maju o 18% droższe niż rok wcześniej – w kwietniu różnica wynosiła 26,2%.

    Najbardziej dotkliwy wzrost odnotowano w przypadku oleju opałowego, którego cena poszybowała w górę o 47,9% w porównaniu z majem 2025 r. Na szczęście dla gospodarstw domowych, energia elektryczna była tańsza o 5%, gaz ziemny o 2,9%, a ogrzewanie sieciowe o 0,9%.

    Żywność: jaja w górę, masło w dół

    Ceny żywności wzrosły w maju zaledwie o 0,4% rok do roku, ale w poszczególnych kategoriach widać ogromne różnice. Znacznie droższe niż przed rokiem były jaja (+14,6%), ryby i owoce morza (+3,7%) oraz owoce (+3,2%). Z kolei konsumenci odetchnęli przy zakupie tłuszczów i olejów jadalnych, które potaniały o 15,3% – w tym masło aż o 29,1%. Niższe ceny odnotowano też w przypadku ziemniaków (-15,3%) i produktów mlecznych (-6,4%).

    Usługi nie dają za wygraną

    Ceny usług wzrosły w maju o 3,1% rok do roku i – z wyjątkiem kwietnia – utrzymują się powyżej ogólnej inflacji nieprzerwanie od stycznia 2024 r. Najbardziej podrożały usługi zabezpieczenia społecznego (+6,7%), transport pasażerski (+5,9%) oraz naprawy pojazdów (+4,8%). Czynsze netto wzrosły o 1,9%.

    Bundesbank tnie prognozy i ostrzega

    Tego samego dnia, gdy Destatis publikował majowe dane, Bundesbank obniżył prognozę wzrostu PKB Niemiec na 2026 rok do 0,5% z wcześniejszych 0,6%. Powód? Konflikt na Bliskim Wschodzie.

    – Gwałtowny wzrost cen energii osłabia siłę nabywczą i wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych – przyznał prezes Bundesbanku Joachim Nagel. Dodał, że firmy borykają się z drogą energią, problemami z podażą i słabszym popytem, a wysoka niepewność i wyższe stopy procentowe hamują inwestycje prywatne.

    Bank centralny spodziewa się ożywienia dopiero w kolejnych latach: w 2027 r. wzrost ma przyspieszyć do 0,8%, a w 2028 r. do 1,4%. Impulsem mają być spadające ceny energii, umacniająca się gospodarka światowa i silne bodźce fiskalne.

    – Szok cen energii napędza inflację – powiedział wprost Nagel. Według nowej prognozy Bundesbanku, stopa inflacji HICP w tym roku wyniesie 2,9%, w 2027 r. spadnie nieznacznie do 2,7%, a dopiero w 2028 r. obniży się znacząco do 1,9%. Inflacja bazowa w 2028 r. ma jednak nadal wynosić relatywnie wysokie 2,3%.

    Prezes Bundesbanku podkreślił, że nowa prognoza obarczona jest „szczególnie dużą niepewnością” ze względu na sytuację geopolityczną. Ostrzegł też przed rosnącym zadłużeniem: wskaźnik deficytu budżetowego ma sięgnąć 4,9% w 2028 r., a dług publiczny wzrośnie do prawie 70% PKB. To efekt dodatkowych wydatków na obronę, inwestycji pozamilitarnych oraz ulg podatkowych i transferów.

  • Złoto podskoczyło o 3% po wstępnym pokoju USA–Iran. Ale rynek nie był zaskoczony

    Złoto podskoczyło o 3% po wstępnym pokoju USA–Iran. Ale rynek nie był zaskoczony

    Złoto rozpoczęło poniedziałek od mocnego skoku. Cena kruszcu wzrosła o 3,06% i sięgnęła 4 339 USD za uncję – najwyższego poziomu od 9 czerwca. Impulsem było wstępne porozumienie pokojowe między USA a Iranem, ale dane z rynku opcji i dark pooli wyraźnie sugerują, że instytucje przygotowywały się na ten ruch już przed weekendem.

    Porozumienie, które zmieniło nastroje

    Przedstawiciele USA i Iranu ogłosili wstępny pakt kończący wojnę, który przewiduje ponowne otwarcie cieśniny Ormuz – szlaku morskiego odpowiadającego za około jedną czwartą globalnego transportu ropy. Kwestia irańskiego programu nuklearnego nie została jednak rozstrzygnięta i wymaga dalszych negocjacji. Oficjalne podpisanie dokumentu zaplanowano na piątek w Szwajcarii, o czym poinformował premier Pakistanu Shehbaz Sharif w serwisie X.

    Porozumienie natychmiast pociągnęło w dół ceny ropy naftowej – surowiec potaniał do poziomów nienotowanych od ponad trzech miesięcy. To z kolei wpłynęło na oczekiwania co do polityki pieniężnej.

    Dlaczego tańsza ropa wspiera złoto?

    Analityk UBS Giovanni Staunovo zwrócił uwagę, że niższe ceny ropy skłoniły inwestorów do obniżenia oczekiwań co do podwyżki stóp procentowych, co z kolei wsparło notowania złota. Widać to w danych z narzędzia CME FedWatch: prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki stóp w USA spadło z 69% tydzień wcześniej do 53% po ogłoszeniu porozumienia.

    Do tego doszło wyraźne osłabienie dolara amerykańskiego – indeks dolara spadł do najniższego poziomu od dziesięciu dni. Słabsza waluta USA sprawia, że złoto wyceniane w dolarach staje się relatywnie tańsze dla posiadaczy innych walut. W Polsce uncja złota podrożała o 2,70% do 15 865 PLN, częściowo z powodu spadku kursu USD/PLN o 0,30%.

    Uwaga skupiona na Fed

    Staunovo ocenił również, że do trwalszego umocnienia złota potrzebne są szersze zmiany makro – spadek rentowności obligacji, dalszy spadek cen ropy oraz sygnały, że rynkowe oczekiwania co do jastrzębiego Fedu osiągnęły szczyt. Na razie rynek czeka na rozpoczynające się w tym tygodniu posiedzenie Rezerwy Federalnej – pierwsze pod przewodnictwem nowego prezesa Kevina Warsha. Powszechnie oczekuje się utrzymania stóp procentowych bez zmian.

    Co mówią opcje i dark poole?

    Szczególnie wiele mówi struktura rynku instrumentów pochodnych. Reżim opcyjny zmienił się z wzmacniającego (przy ujemnej gamie -457K) na tłumiący (przy dodatniej +115,59K). Oznacza to, że dealerzy nie wzmacniają już ruchu, ale go stabilizują. Poziom 4 376 USD za uncję (odpowiadający 400 USD dla funduszu GLD) stanowi kluczową strefę techniczną. Przełamanie go może otworzyć drogę do dalszych wzrostów.

    Między aktualną ceną a pierwszym dużym klastrem dark pooli (GLD 419–424, czyli około 4 591–4 640 USD) znajduje się 21 dolarów przestrzeni bez istotnych barier ze strony instytucji. Łączna wartość tych dark pooli przekracza 1,5 miliarda dolarów. Poniżej wsparcia znajdują się przy GLD 389,75 (448,2 mln USD) i GLD 374,30 (836,2 mln USD), które zostały przetestowane w dołku. Ściana calli przy GLD 420 (+33,59K) to naturalny cel obecnego impulsu.

    Interesująco wygląda też struktura wygasających w piątek 18 czerwca opcji. Call OI wynosi 635 tysięcy kontraktów, podczas gdy put OI to 344 tysiące. Ta asymetria wskazuje, że rynek pozycjonował się byczo jeszcze przed weekendowym komunikatem z Bliskiego Wschodu. Współczynnik zmienności GVZ spadł z 28,33 do 26,85, a krzywa net vanny przechodzi przez zero – środowisko sprzyja spokojnemu, ukierunkowanemu ruchowi, a nie gwałtownym wahaniom. Dodatkowo niedźwiedzie zamykają pozycje ITM – sprzedaż putów przy GLD 450 (ok. 4 923 USD) wzrosła z 130,1 mln do 178,93 mln dolarów, co wskazuje na realizację zysków po wcześniejszym zabezpieczaniu się przed spadkami.

  • Gorączka SpaceX wśród polskich brokerów – ale analityk mówi o „sekcie” i studzi entuzjazm

    Gorączka SpaceX wśród polskich brokerów – ale analityk mówi o „sekcie” i studzi entuzjazm

    Giełdowy debiut SpaceX za nami. W piątek akcje kosmicznej spółki Elona Muska zadebiutowały na Nasdaq pod symbolem SPCS. Dla polskich inwestorów indywidualnych bezpośredni udział w ofercie publicznej był praktycznie niemożliwy – amerykański rynek IPO pozostaje dla nich zamknięty. To jednak nie oznacza, że muszą stać z boku. Krajowi brokerzy już od pierwszych minut notowań umożliwiają handel akcjami i, jak donoszą, zainteresowanie jest ogromne.

    Gdzie i za ile?

    Polskie domy maklerskie przygotowały się na długo wyczekiwane wejście SpaceX na giełdę. Od razu po starcie notowań akcje spółki pojawiły się w ofercie XTB – klienci mogli składać zlecenia z limitem ceny już od rana. XTB nie pobiera prowizji od handlu, o ile miesięczny obrót nie przekracza 100 tys. euro.

    Z kolei w BM PKO BP prowizja wynosi 0,28% (minimum 38 zł lub 10 USD). BM Pekao ustaliło stawkę 0,25% (min. 8 USD), a BM mBanku – 0,29% (min. 14 zł / 4 USD). Podobne warunki oferuje DM BOŚ (0,29%, min. 14 zł / 4 USD) oraz Erste BM (0,25%, min. 5 USD / 25 zł). Najbardziej agresywną propozycję przedstawił niedawno powracający na polski rynek UniCredit – prowizja wynosi zaledwie 0,03% wartości transakcji (minimum 1 USD) i nie dolicza kosztów przewalutowania.

    Wcześniej możliwość „zakupu” SpaceX udostępniła giełda kryptowalut Kraken poprzez usługę „IPO Access”. Warto jednak pamiętać, że w tym przypadku chodziło o instrument tokenizowany, a nie rzeczywiste akcje.

    Szał na akcje

    Już przed debiutem maklerzy sygnalizowali wysoki popyt ze strony polskich klientów. Jeden z brokerów w rozmowie z „Parkietem” przyznał:

    Jak na debiut spółki spoza GPW śmiało można mówić o szale na akcje.

    Zleceń spływało bardzo dużo. Potwierdzały to także dane agencji Bloomberg – łączny popyt inwestorów indywidualnych na akcje SpaceX w ofercie sięgnął 70 mld dolarów, a przydział dla tej grupy miał wynieść co najmniej 20%. Całość oferty opiewała na 75 mld dolarów, a łączny popyt wszystkich inwestorów przekroczył 250 mld dolarów. Cena emisyjna została ustalona na 135 dolarów za akcję.

    Debiut bez sukcesu? Zdaniem eksperta

    Entuzjazm studzi jednak analityk Piotr Kuczyński. W programie „Prosto z Parkietu” określił on inwestorów skupionych wokół Elona Muska mianem „sekty zwolenników” i przyznał, że do niej nie należy. Jego zdaniem piątkowy debiut nie był sukcesem, mimo że Musk zabezpieczył się na wszelkie sposoby.

    Cena wystartowała na Nasdaq po 150 dolarów, czyli 11% wyżej od IPO, sięgnęła ponad 170 dolarów, ale skończyło się na 19% na plusie, czyli na 160 dolarach. Inaczej mówiąc, nie utrzymał się ten wysoki poziom, potem popyt systematycznie się zmniejszał.

    Ekspert zwrócił również uwagę, że na giełdę trafiło zaledwie 4,3% akcji spółki, co dodatkowo ogranicza płynność i może tłumaczyć gwałtowne wahania kursu w dniu debiutu.

    Co dalej?

    SpaceX pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych spółek świata, ale debiut na giełdzie nie spełnił w pełni oczekiwań tych, którzy liczyli na spektakularny wzrost od samego początku. Dla polskich inwestorów najważniejsze jest jednak to, że od teraz mogą samodzielnie decydować o wejściu w tę inwestycję – bez ograniczeń związanych z amerykańskim rynkiem IPO. Kurs zamknął pierwszy dzień na poziomie 160 dolarów, co wciąż oznacza solidny wzrost, ale po porannym szczycie popyt wyraźnie osłabł.

  • PiS prezentuje program: wyjście z ETS, ulgi dla emerytów i wyższy próg podatkowy

    PiS prezentuje program: wyjście z ETS, ulgi dla emerytów i wyższy próg podatkowy

    Prawo i Sprawiedliwość w niedzielę w Kaliszu rozpoczęło prezentację swojego pakietu wyborczego. Na pierwszy ogień poszły trzy propozycje z zaplanowanych 21. Najwięcej emocji budzi pomysł wyprowadzenia Polski z unijnego systemu handlu emisjami CO₂ (ETS).

    „Największe oszustwo” według Czarnka

    Przemysław Czarnek, który przedstawiał założenia, nie szczędził ostrych słów pod adresem ETS. Określił go mianem „absurdu” oraz „największego oszustwa, jakiemu zostali poddani Polacy”. Jego zdaniem mechanizm ten winduje ceny prądu w kraju i odbiera konkurencyjność polskim firmom.

    Chcemy czystych lasów (…) Będziemy je mieli, tylko nie dzięki absurdalnym zakazom unijnym, ale dzięki nowoczesnym technologiom i rozwojowi polityki środowiskowej – zapowiedział Czarnek.

    Polityk PiS opowiedział się za dywersyfikacją miksu energetycznego. Wymienił w tym kontekście utrzymanie węgla, rozwój atomu oraz stawianie na odnawialne źródła energii, które – jak to ujął – będą stabilne i niezależne od pogody. Czarnek poinformował również, że projekt ustawy dotyczący wyjścia z ETS jest gotowy, a jego uchwalenie miałoby być jednym z pierwszych ruchów nowego gabinetu, gdyby PiS wygrał wybory.

    Seniorzy bez podatku i składki

    Drugi z zaprezentowanych pomysłów to tak zwana „srebrna praca”. Chodzi o całkowite zwolnienie z PIT i składek emerytalno-rentowych dla emerytów, którzy dorabiają. Warunek: ich wynagrodzenie nie może przekraczać 2,5 tys. zł netto. Zdaniem autorów ma to skłonić seniorów do dłuższej aktywności zawodowej i ułatwić firmom ich zatrudnianie. Czarnek argumentował, że takie rozwiązanie pozwoli gospodarce korzystać z wiedzy i doświadczenia osób starszych, ograniczając przy tym potrzebę sprowadzania pracowników z zagranicy.

    Próg podatkowy w górę

    Trzecią propozycją jest podwyższenie drugiego progu podatkowego. Obecnie stawka 32% wchodzi po przekroczeniu dochodu w wysokości 120 tys. zł rocznie. PiS chce przesunąć ten limit do 180 tys. zł. Dla małżonków rozliczających się wspólnie próg ten wzrósłby do 360 tys. zł. Czarnek zadeklarował, że ta zmiana weszłaby w życie z dniem 1 stycznia 2028 r.

    21 obietnic, 100 dni na realizację

    Były minister edukacji zapowiedział, że pozostałe punkty programu będą ujawniane w kolejnych miesiącach. Łącznie PiS planuje przedstawić 21 propozycji. Całość, według zapewnień partii, ma zostać wdrożona w ciągu pierwszych stu dni po ewentualnym przejęciu władzy, jeśli ugrupowanie wygra wybory parlamentarne zaplanowane na 2027 rok.

    Przygotowywaliśmy kompleksowe rozwiązania dla Polaków, będące ambitną wizją rozwoju w najbliższej przyszłości, i ją zrealizujemy – zapewnił Przemysław Czarnek.

    Ostrzeżenia ekspertów: ryzyko polexitu?

    Nie wszyscy podzielają entuzjazm polityków PiS. Jadwiga Emilewicz, była wicepremier i minister w rządzie Mateusza Morawieckiego, obecnie związana z Instytutem Sobieskiego, w rozmowie z Business Insider Polska stwierdziła, że postulat jednostronnego wyjścia z ETS byłby „politycznie i gospodarczo bardzo ryzykowny”. Jej zdaniem w praktyce oznaczałoby to frontalne zderzenie z całym unijnym systemem regulacyjnym w polityce klimatycznej, co w skrajnym scenariuszu mogłoby prowadzić do logiki polexitu w tym obszarze.

    Marta Anczewska z Instytutu Reform poszła jeszcze dalej, mówiąc wprost: „Nie ma możliwości wyjścia z ETS bez polexitu”. Jak wyjaśniła, w przypadku faktycznego opuszczenia Unii Polska byłaby skazana na płacenie ceł, w tym opłat CBAM, oraz straciłaby dostęp do wspólnego rynku i funduszy unijnych, które od ponad 20 lat napędzają jej rozwój.

    Czym jest ETS?

    Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) wystartował w 2005 roku i jest głównym narzędziem walki z emisjami w Europie. Obecnie to największy na świecie rynek dwutlenku węgla. Działa w oparciu o zasadę limitów i handlu: Bruksela co roku obniża pulę dostępnych pozwoleń na emisję CO₂, a firmy muszą posiadać ich odpowiednią liczbę. Część uprawnień dostają za darmo, resztę kupują na aukcjach lub od innych uczestników rynku. Ci, którzy tną emisje szybciej niż konkurencja, mogą na tym zarobić, sprzedając nadwyżki. Zwolennicy systemu podkreślają, że przyspiesza on inwestycje w czyste technologie. Krytycy, w tym PiS, wskazują z kolei, że podnosi on koszty energii i uderza w gospodarki wciąż oparte na węglu.

  • Polski sektor bankowy czeka konsolidacja? Eksperci wskazują, kto może być następny

    Polski sektor bankowy czeka konsolidacja? Eksperci wskazują, kto może być następny

    Rok 2026 przyniósł niespotykane od lat ożywienie na rynku fuzji i przejęć w polskim sektorze finansowym. Wśród najgłośniejszych transakcji znalazł się zakup Santander Bank Polska przez austriacką grupę Erste za około 7 mld euro, przejęcie Goldman Sachs TFI przez ING Bank Śląski, a także finalizowane właśnie przejęcie detalicznej części Citi Handlowego przez VeloBank. To ostatnie stawia pytanie: czy to początek trwałego trendu, czy tylko wyjątkowy epizod?

    Czy będzie mniej banków?

    Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao, od ponad roku forsuje projekt głębokiej transformacji grupy PZU. Zakłada on utworzenie holdingu bankowo-ubezpieczeniowego, na którego czele stanąłby Bank Pekao. Alior Bank – drugi bank w grupie – mógłby zostać sprzedany, połączony z większym podmiotem lub kontynuować samodzielną działalność. Projekt na razie utknął z powodów politycznych, ale pytanie o przyszłość grupy wciąż pozostaje aktualne. Temat ten był przedmiotem debaty zatytułowanej „Fuzje i przejęcia w sektorze bankowym: strategiczny wybór czy rynkowa konieczność?”, którą prezes Stypułkowski poprowadził podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Finansowego.

    Dyskusja w Polsce wpisuje się w szerszy europejski trend. Prezeska Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde opowiada się za większą konsolidacją sektora, by tworzyć instytucje zdolne finansować duże projekty inwestycyjne i konkurować z gigantami z USA i Chin. Symbolem tego podejścia jest UniCredit pod wodzą Andrei Orcela, który prowadzi agresywną ofensywę przejęciową we Włoszech i w Niemczech, gdzie walczy o zwiększenie wpływów w Commerzbanku – właścicielu polskiego mBanku.

    Polski rynek w środku stawki

    Według danych Europejskiego Banku Centralnego na koniec 2024 r. wskaźnik koncentracji CR5 (udział pięciu największych banków w aktywach sektora) wynosił w Polsce 59,4 proc. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego z marca 2026 r. spadł do 54,5 proc. Dla porównania – w Grecji przekracza 90 proc., a w Niemczech jest niższy niż 40 proc. Polska znajduje się więc pośrodku, co zdaniem ekspertów pozostawia przestrzeń do dalszej konsolidacji.

    Michael Machaj, dyrektor zarządzający w J.P. Morgan, mówił podczas debaty EKF, że potencjał do przejęć w Polsce istnieje, ale nie uważa, byśmy stali u progu wielkich transgranicznych fuzji. Zwracał uwagę, że banki coraz częściej konkurują technologią, a nie liczbą oddziałów, a inwestycje w cyberbezpieczeństwo i sztuczną inteligencję łatwiej rozłożyć na kilkadziesiąt milionów klientów.

    Łukasz Jańczak, analityk Erste Securities, ocenia, że trend konsolidacyjny jest widoczny, ale nie przebiega liniowo. Wysokie stopy procentowe w ostatnich latach pozwalały bankom odkładać decyzje o fuzjach i przejęciach. Jego zdaniem trudno jednak oczekiwać, by w perspektywie pięciu czy dziesięciu lat liczba banków w Polsce nie malała. Zaznaczył, że mniejszym graczom coraz trudniej będzie utrzymywać udziały w rynku i generować satysfakcjonujące stopy zwrotu, ale nie spodziewa się gwałtownej fali – raczej stopniowego procesu rozłożonego na wiele lat.

    Minusy konsolidacji

    Michał Sobolewski, analityk BOŚ Banku, podkreśla, że konsolidacja ma też swoje minusy. Z punktu widzenia przejmujących banków jest niemal zawsze korzystna, ale z perspektywy klientów mniejsza liczba podmiotów oznacza słabszą konkurencję, co może przekładać się na mniej atrakcyjne oferty depozytowe czy kredytowe. Zwrócił uwagę, że europejskie banki mogą chcieć zwiększać skalę, ale trudno, by dorównały największym grupom z USA czy Chin wyłącznie dzięki przejęciom na europejskim rynku.

    Kto może być celem przejęć?

    Eksperci są zgodni, że największe banki – PKO BP i Bank Pekao – to przede wszystkim potencjalni nabywcy. PKO BP jest nawet wymieniany jako podmiot mogący uczestniczyć w przyszłej konsolidacji sektora bankowego w Ukrainie. Jeśli chodzi o Pekao, najczęściej pojawia się scenariusz połączenia z Alior Bankiem. Potencjał do kolejnych przejęć mają także Erste Group oraz ING Bank Śląski.

    W gronie instytucji, które analitycy najczęściej wymieniają jako potencjalne cele przejęć, znaleźli się Alior Bank, Bank Millennium i VeloBank. Ten ostatni budzi szczególne zainteresowanie – w spekulacjach pojawia się zarówno jako kandydat do przejęcia przez większy podmiot, jak i jako gracz zdolny do przeprowadzania własnych akwizycji, na przykład wśród banków spoza pierwszej dziesiątki, takich jak Nest Bank. Sam VeloBank zapowiada, że zamierza awansować do pierwszej szóstki największych banków w Polsce, przygotowuje się do debiutu na giełdzie i nie wyklucza kolejnych przejęć.

  • Rewolucja w raportowaniu: Listing Act dzieli informację poufną na dwa etapy

    Rewolucja w raportowaniu: Listing Act dzieli informację poufną na dwa etapy

    Od 5 czerwca 2026 r. emitenci działają w nowej rzeczywistości regulacyjnej. Unijny Listing Act (rozporządzenie 2024/2809) wprowadził fundamentalną zmianę w sposobie traktowania informacji poufnych – zamiast automatycznej publikacji każdego istotnego zdarzenia, priorytetem staje się zarządzanie procesem w czasie.

    Kluczowa zmiana: identyfikacja nie równa się publikacji

    Dotychczas model był prosty – uznanie zdarzenia za informację poufną nakładało obowiązek natychmiastowego raportu (lub formalnego opóźnienia). Listing Act rozdziela te dwa elementy. Teraz informacja może pozostawać poufna przez dłuższy okres bez konieczności ujawniania, o ile rozwija się w ramach tzw. procesu rozciągniętego w czasie. Obowiązek publikacji powstaje dopiero po osiągnięciu zdarzenia końcowego lub końcowej okoliczności.

    Dla emitentów oznacza to większą swobodę w komunikacji z rynkiem, ale jednocześnie większą odpowiedzialność za właściwe rozpoznanie momentu, w którym wewnętrzny proces staje się na tyle zaawansowany, że wymaga ujawnienia.

    Otwarty katalog 35 przykładów – pomoc, ale nie gotowiec

    Komisja Europejska przygotowała „otwarty wykaz” 35 typowych procesów wraz z odpowiadającymi im zdarzeniami końcowymi. Znajdziemy w nim sytuacje takie jak procesy inwestycyjne, transakcje kapitałowe czy działania operacyjne. To wygodny punkt odniesienia, jednak lista nie wyczerpuje wszystkich możliwych sytuacji – wiele złożonych przypadków, zwłaszcza branżowych, wymaga indywidualnej oceny przez emitenta. Emitent musi wtedy dokonać własnej kwalifikacji, często posiłkując się analogią lub rozmowami z interesariuszami.

    Nowy test dla opóźniania publikacji

    Zmiany objęły także mechanizm opóźniania raportów z art. 17 ust. 4 MAR. Do trzech dotychczasowych warunków (uzasadniony interes, poufność, brak wprowadzenia w błąd) doszedł istotny nowy element: opóźniana informacja nie może pozostawać w sprzeczności z ostatnim publicznym komunikatem emitenta dotyczącym tej samej sprawy.

    To brzmi intuicyjnie, ale w praktyce rodzi wyzwania. „Wcześniejsza komunikacja emitenta” obejmuje teraz znacznie szerszy katalog niż tylko raporty ESPI i EBI. Chodzi o wszystkie publiczne wypowiedzi – komunikaty prasowe, wpisy w mediach społecznościowych, wywiady zarządu, webinary, podcasty, prezentacje inwestorskie, a nawet kampanie marketingowe. Jeśli prezes zapowiadał konkretne wyniki lub harmonogram, a później zarząd dowiaduje się, że cele nie zostaną zrealizowane, opóźnienie takiej informacji może być prawnie niedozwolone.

    Co muszą zrobić emitenci?

    Nowe regulacje nie narzucają bezwzględnie aktualizacji polityk informacyjnych, ale – jak wskazują eksperci – odpowiednio przygotowana polityka wewnętrzna pełni rolę „wentyla bezpieczeństwa” w przypadku kontroli ze strony organu nadzoru.

    Emitenci powinni przede wszystkim:

    • Rozdzielić ścieżki decyzyjne – odróżniać etap pośredni od zdarzenia końcowego oraz brak obowiązku publikacji od formalnego opóźnienia.
    • Stworzyć mapę typowych procesów (M&A, wyniki, spory, zamówienia publiczne, projekty inwestycyjne) z przypisanymi zdarzeniami pośrednimi i końcowymi.
    • Wprowadzić test wcześniejszej komunikacji – każde opóźnienie musi poprzedzać sprawdzenie, co spółka już publicznie powiedziała na dany temat.
    • Prowadzić repozytorium komunikacji publicznej – wykraczające poza raporty giełdowe, obejmujące wszystkie kanały.
    • Dokumentować decyzje – od identyfikacji informacji po uzasadnienie, że nie ma sprzeczności z wcześniejszym przekazem.

    Ryzyko i odpowiedzialność

    Większa elastyczność idzie w parze z większym ryzykiem. Błędna identyfikacja momentu końcowego może prowadzić albo do wprowadzenia rynku w błąd (zbyt wczesna publikacja), albo do zarzutu naruszenia obowiązków informacyjnych (zbyt późna). Dodatkowo, ponieważ wiele informacji pozostaje nieujawnionych przez dłuższy czas, rośnie znaczenie kontroli poufności. Każdy przeciek może wymusić natychmiastową publikację.

    Komisja Europejska wyraźnie przesuwa ciężar dowodu na emitenta – to on musi obronić swoje rozstrzygnięcie przed organem nadzoru. Dokumentacja procesu decyzyjnego staje się fundamentem ewentualnej obrony.

    Wnioski

    Listing Act nie upraszcza rzeczywistości – porządkuje ją, przenosząc akcent z formalnego raportowania na świadome zarządzanie informacją w czasie. Dla inwestorów może to oznaczać mniej komunikatów o niedojrzałych etapach procesów, ale większą wagę tych ostatecznych. Dla emitentów – konieczność bliższej współpracy zarządów, działów prawnych, compliance i relacji inwestorskich.

    W nowym reżimie komunikacja publiczna nabiera dodatkowego znaczenia regulacyjnego – to od niej zależy, czy spółka będzie mogła legalnie opóźnić publikację poufnej informacji. ESMA wciąż pracuje nad nowymi wytycznymi dotyczącymi opóźnienia (konsultacje publiczne z lutego 2026 r.), a przyjęty akt delegowany (C(2026) 2149 final) nie został jeszcze opublikowany w Dzienniku Urzędowym UE.

  • Fala drożyzny w powietrzu. Bilety lotnicze pójdą w górę, a linie stracą połowę zysków

    Fala drożyzny w powietrzu. Bilety lotnicze pójdą w górę, a linie stracą połowę zysków

    Koszty paliwa lotniczego wystrzelą w tym roku o 70%, a globalne zyski linii lotniczych stopnieją o połowę – wynika z najnowszych prognoz Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA). To bezpośrednie przełożenie konfliktu na Bliskim Wschodzie i zakłóceń w dostawach surowca. Dla pasażerów oznacza to jedno: droższe bilety, szczególnie na długich trasach i w klasie biznes.

    Lotnicza geopolityka uderza w portfele

    Według danych przywołanych przez IATA, globalne wydatki na paliwo zwiększą się w tym roku o około 100 miliardów dolarów. W efekcie wypracowane przez cały sektor zyski skurczą się do 23 miliardów dolarów – to o połowę mniej niż rok wcześniej. Średnia cena baryłki paliwa lotniczego utrzymuje się na poziomie 146 dolarów, podczas gdy przed rokiem było to około 90 dolarów.

    – Wysokie ceny ropy będą nieuchronnie oznaczać wyższe ceny biletów. Po prostu nie da się tego uniknąć – powiedział Willie Walsh, dyrektor generalny IATA, podczas tegorocznego szczytu zrzeszenia w Rio de Janeiro.

    Walsh przyznał, że dla wielu przewoźników tak drastyczny wzrost kosztów paliwa stanowi zagrożenie egzystencjalne. Dodał jednak, że branża wciąż pozostaje rentowna i odnotowuje wzrost ruchu lotniczego o 2% (po wyłączeniu wpływu konfliktu na Bliskim Wschodzie). Obecna sytuacja nie jest tak paraliżująca jak pandemia COVID-19.

    Kto zapłaci najwięcej? Biznes i dalekie trasy

    Obciążenia cenowe nie rozłożą się równomiernie. Sean Doyle, dyrektor generalny British Airways, wskazał, że najsilniejsze podwyżki odczują pasażerowie podróżujący na trasach międzykontynentalnych oraz osoby latające w klasie biznes. W przypadku przewoźników takich jak BA, obsługujących wiele połączeń dalekobieżnych i segment premium, przełożenie kosztów paliwa na ceny końcowe będzie większe niż u linii rywalizujących wyłącznie na rynku krótkich lotów typowo turystycznych.

    – Nie da się od tego uciec – jeśli paliwo drożeje, bilety też muszą zdrożeć – mówił Doyle. Dodał, że podwyżki najpóźniej dotkną turystyczne loty krótkodystansowe, gdzie klienci są najbardziej wrażliwi na zmiany cen.

    Cargo też pod presją, ale zarobi więcej

    Kryzys paliwowy uderza nie tylko w pasażerów. Segment transportu lotniczego towarów (cargo) również odczuwa wzrost kosztów. IATA prognozuje, że całkowite wydatki na paliwo w 2026 roku sięgną 350 miliardów dolarów – wobec 252 miliardów w 2025 roku. Udział paliwa w kosztach operacyjnych linii lotniczych ma przekroczyć 30% (rok temu było to 25,4%).

    Mimo presji kosztowej, przewoźnicy cargo mają szansę na poprawę rentowności. Według IATA przychody z przewozów towarowych wzrosną w tym roku o 7,2% – do 162 miliardów dolarów – głównie dzięki przenoszeniu wyższych kosztów paliwa na klientów. Wolumeny przewozów (mierzone w tonokilometrach) zwiększą się jednak tylko o 0,7%. Rentowność segmentu cargo ma wzrosnąć o 6,5% po trzech latach spadków.

    Przedstawiciele firm logistycznych – Tomasz Buraś z DHL Express Polska i Krzysztof Osik z DSV – zapewniają, że operacje są zabezpieczone. DHL Express na bieżąco monitoruje sytuację i w razie potrzeby tankuje dodatkowe paliwo na wcześniejszych etapach trasy lub korzysta z alternatywnych lotnisk. DSV utrzymuje płynność łańcuchów dostaw, choć przyznaje, że sytuacja pozostaje napięta.

    Azja napędza, Ameryki i Bliski Wschód w kryzysie

    Obecne zawirowania pogłębiają nierównomierny rozwój rynku cargo. Głównym motorem wzrostu są korytarze handlowe związane z Azją, podczas gdy obie Ameryki oraz regiony bliskowschodnie pozostają pod presją słabnącego popytu i regionalnych zakłóceń. Eksperci zauważają, że rośnie wolumen ładunków o wysokiej wartości (elektronika, technologie), przy słabszych wynikach w tradycyjnych, niższej marży grupach towarowych.

    Co dalej?

    Willie Walsh podsumowuje: – Mówimy o branży, która wciąż jest rentowna i wciąż prognozuje wzrost. Ruch lotniczy wzrósł o 2%. Jeśli wyłączymy z tego wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie, to dla reszty świata warunki rynkowe pozostają całkiem optymistyczne.

    Na razie nie widać zagrożenia fizycznymi brakami paliwa w Europie – Krzysztof Osik z DSV zaznacza, że nawet gdyby wystąpiły, byłyby tymczasowe. Dla pasażerów, zwłaszcza planujących dalekie podróże lub loty służbowe, nadchodzące miesiące przyniosą jednak wyraźnie wyższe koszty biletów.

  • Japoński przełom XTPL. Moduł za dwa razy więcej niż w Chinach trafi do Azji

    Japoński przełom XTPL. Moduł za dwa razy więcej niż w Chinach trafi do Azji

    Wrocławski producent technologii precyzyjnego druku nanomateriałów, XTPL, właśnie zapisał ważny rozdział w swojej historii. Spółka poinformowała o przyjęciu pierwszego zamówienia na zaawansowany moduł Ultra-Precise Dispensing (UPD) z Japonii. Kontrahentem jest notowany na giełdzie japoński producent zautomatyzowanych urządzeń przemysłowych dla sektora elektroniki i półprzewodników. Inwestorzy zareagowali natychmiast – kurs akcji podczas czwartkowej sesji poszybował w górę o około 10%, co było najmocniejszym wzrostem na całym rynku.

    Co to oznacza dla XTPL?

    To nie jest zwykłe zamówienie. Moduł UPD, który trafi do Japonii, wyróżnia się znacznie bardziej zaawansowaną specyfikacją i konstrukcją w porównaniu z modułami wykorzystywanymi w aplikacjach dla wyświetlaczy (tzw. FPD). Przekłada się to wprost na wartość kontraktu. Jak poinformował członek zarządu ds. finansowych Jacek Olszański, wartość jednostkowa sprzedaży modułu jest około dwukrotnie wyższa niż w przypadku chińskiego wdrożenia, które spółka obecnie realizuje.

    Sama dostawa zaplanowana jest na IV kwartał 2026 roku, a przychód z tej transakcji ma zostać rozpoznany w tym samym okresie. To oznacza, że jeszcze w tym roku efekty finansowe tej umowy powinny być widoczne w wynikach spółki.

    Technologiczny wyścig z miedzią w tle

    Kluczowym elementem, który przekonał japońskiego partnera, jest unikalna zdolność XTPL do precyzyjnego dozowania ścieżek miedzianych. Prezes spółki, Filip Granek, zwraca uwagę, że miedź stanowi materiał wyjątkowo wymagający w precyzyjnym nakładaniu, a zespół XTPL osiągnął w tym zakresie poziom, którym obecnie nie dysponuje żadne inne przedsiębiorstwo na świecie. Dla porównania, w aplikacjach dla wyświetlaczy dominuje srebro, które jest znacznie łatwiejsze w obróbce. To właśnie umiejętność pracy z miedzią otwiera XTPL drzwi do nowych, zaawansowanych zastosowań w elektronice.

    Zamówiony moduł zostanie zintegrowany z prototypową maszyną przemysłową, którą buduje japoński klient. Maszyna ta będzie wykorzystywana w procesach poprawy efektywności produkcji (yield management) dla zaawansowanych płytek drukowanych HDI/UHDI PCB oraz podłoży półprzewodnikowych wykorzystywanych w obszarze advanced packaging. To najbardziej zaawansowany, czwarty etap procesu wdrożeniowego, który poprzedza ewentualną decyzję o pełnym wdrożeniu przemysłowym (etap piąty).

    Krok milowy w strategii ekspansji

    Zarząd XTPL podkreśla, że zamówienie jest efektem około rocznego rozwoju relacji między stronami oraz szczegółowej ewaluacji technologicznej. Granek zaznacza, że firma wchodzi na rynek uznawany za jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie i wymagających na świecie. Dodaje, że japoński klient nie znajdował się wcześniej w pipeline projektów wdrożeniowych XTPL, co dodatkowo podkreśla przełomowy charakter transakcji.

    Wartym odnotowania jest fakt, że sprzedaż wspierana jest przez lokalnego dystrybutora w Japonii, firmę Printed Electronics Corporation (PEC).

    Co dalej?

    Projekt w Japonii dołącza do puli pięciu innych projektów XTPL, które znajdują się na czwartym etapie ewaluacji – czyli testów na prototypowej maszynie przemysłowej zintegrowanej z modułem UPD. Spółka komercjalizuje obecnie cztery linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń na linie produkcyjne, urządzenia prototypujące DPS, systemy ODRA oraz nanotusze.

    W momencie publikacji informacji akcje XTPL wyceniane były na około 64-65 złotych, co zrównuje się z ceną docelową oszacowaną przez Erste Group w rekomendacji z 20 maja 2026 roku. Zarząd uznał informację o sprzedaży modułu UPD do Japonii za informację poufną, ponieważ jej realizacja może mieć istotny wpływ na przyszłe przychody, wzmocnienie reputacji spółki jako dostawcy rozwiązań przemysłowych oraz sposób postrzegania jej przez inwestorów.

  • Oponeo z potencjałem wzrostu ponad 30%. Analitycy stawiają na akcje dystrybutora opon

    Oponeo z potencjałem wzrostu ponad 30%. Analitycy stawiają na akcje dystrybutora opon

    Akcje Oponeo ponownie budzą emocje na GPW. Analitycy BM PKO BP podnieśli cenę docelową do 126 zł i utrzymali rekomendację „kupuj”. W poniedziałek 9 czerwca raport opublikował Piotr Łopaciuk, a przy cenie rynkowej z poprzedniej sesji wynoszącej ok. 96 zł oznacza to potencjał wzrostu przekraczający 30%.

    Zaskakujące wyniki za pierwszy kwartał 2026 roku

    Fundamentem optymizmu są wyniki finansowe, które eksplodowały w I kwartale 2026 r. Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej sięgnął 9,28 mln zł wobec zaledwie 3 tys. zł rok wcześniej. Wynik operacyjny (EBIT) wzrósł do 21,48 mln zł z 1,45 mln zł w analogicznym okresie 2025 r.

    Przychody grupy sięgnęły 543,31 mln zł – o 41% więcej niż przed rokiem (385,33 mln zł). Wzrost przyszedł przede wszystkim z Polski (477,65 mln zł, +43,53%), która stanowi prawie 88% całej sprzedaży. Sprzedaż zagraniczna również rosła, choć nieco wolniej: 65,66 mln zł, czyli +24,96% r/r.

    Na poziomie jednostkowym spółka wypracowała 4,13 mln zł zysku netto wobec 71 tys. zł rok wcześniej. Marża EBIT wyniosła 3,95%, a marża EBITDA 5,87%.

    Dlaczego Oponeo zbudowało tak duże zapasy?

    Kluczowym elementem strategii spółki od miesięcy było gromadzenie zapasów – o 70% wyższych niż rok wcześniej. Firma przygotowała się na wprowadzenie ceł antydumpingowych, które jednak dotąd nie zostały nałożone. Analitycy BM PKO BP uważają, że to się zmieni:

    Wydaje się, że otoczenie biznesowe (wzrost cen opon) powinno być dużo bardziej sprzyjające dla posiadającego duży zapas Oponeo. Co najważniejsze, można wreszcie spodziewać się wprowadzenia ceł antydumpingowych już w połowie bieżącego roku – wskazują autorzy raportu.

    Dodatkowym wsparciem mają być stabilizacja kursu złotego oraz rosnące ceny surowców takich jak kauczuk i butadien.

    Rynek opon w stagnacji, Oponeo wyprzedza konkurencję

    Mimo że europejski rynek opon konsumenckich wzrósł według danych ETRMA tylko o 1%, a w Polsce odnotował nawet 2% spadku, grupa Oponeo sprzedała 1,043 mln sztuk opon – o 28,3% więcej niż rok wcześniej. Sprzedaż felg wzrosła o 35,33% do 50,6 tys. sztuk.

    Spółka nie tylko utrzymała marżę brutto, ale także zachowała dyscyplinę kosztową. Ceny opon wzrosły o 5% rok do roku, a Oponeo notuje rosnący udział produktów premium.

    Rowerowe Dadelo w formie, Rotopino po restrukturyzacji

    Pozytywnych niespodzianek dostarcza także Dadelo – rowerowe ramię grupy, w którym Oponeo ma 59% udziałów. W pierwszych miesiącach roku sprzedaż Dadelo wzrosła o 72%, a marża brutto uległa poprawie. Analitycy spodziewają się, że EBIT tego segmentu wzrośnie w tym roku o 70% i będzie stanowił 25% całkowitego wyniku grupy.

    Druga spółka zależna – Rotopino – po restrukturyzacji nie powinna już generować strat. W 2025 r. strata Rotopino wyniosła 3 mln zł.

    Perspektywy: zagranica i powrót do wysokich dywidend

    Dodatkowym potencjalnym motorem wzrostu ma być sprzedaż poza Polską. Obecnie stanowi ona 14% przychodów grupy. Zarząd zapowiada w tym roku próbę rozruszania modelu eksportowego.

    W swoim raporcie Piotr Łopaciuk zwrócił uwagę także na przyszłość dla akcjonariuszy:

    Po dziwnym 2026 r. oczekujemy powrotu do historycznie wysokich dywidend – podkreśla analityk BM PKO BP.

    Wycena została opublikowana w ramach Giełdowego Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego na zlecenie GPW. Pierwsze rozpowszechnienie raportu nastąpiło 9 czerwca o godz. 16:58.

  • Relacje inwestorskie zyskują na znaczeniu, ale spółki wciąż unikają emisji nowych akcji

    Relacje inwestorskie zyskują na znaczeniu, ale spółki wciąż unikają emisji nowych akcji

    Mimo że znaczenie relacji inwestorskich (IR) w polskich spółkach giełdowych systematycznie rośnie, nie przekłada się to na chęć pozyskiwania kapitału poprzez emisję nowych akcji. Takie wnioski płyną z tegorocznego Kongresu Relacji Inwestorskich, podczas którego przeprowadzono badanie wśród uczestników.

    Większa rola IR, ale bez przełożenia na emisje

    Aż 29,1% badanych stwierdziło, że znaczenie relacji inwestorskich w ich firmach istotnie wzrosło w ciągu ostatnich dwóch lat. Kolejne 20,8% odnotowało niewielki wzrost, a 26,3% – brak zmian. Łącznie niemal połowa spółek dostrzega pozytywny trend. Jednak w planach finansowych na najbliższy rok widać wyraźny dystans do finansowania kapitałem własnym. Zaledwie 5,8% respondentów planuje emisję nowych akcji, podczas gdy 17,6% zamierza przeprowadzić skup akcji własnych.

    Zamiast rozwadniać kapitał, spółki wolą dzielić się zyskiem. 64% respondentów deklaruje wypłatę dywidendy w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Popularnością cieszy się też finansowanie dłużne – blisko 20% firm planuje emisję obligacji. Co więcej, na pytanie o starania o pozyskanie funduszy inwestycyjnych najczęstszą odpowiedzią (22,5%) było stwierdzenie, że spółki ich po prostu nie potrzebują.

    Nowelizacja MAR – spółki nie są gotowe

    Podczas kongresu wiele uwagi poświęcono zmianom w rozporządzeniu MAR, które weszły w życie 5 czerwca. Mimo że teoretycznie już obowiązują, brak kompletnej infrastruktury prawnej sprawia, że firmy nie są przygotowane. Tylko 19% spółek zdążyło dostosować wewnętrzne procedury, a 40,5% zajmuje postawę „czekamy i obserwujemy praktykę rynkową”. Organizatorzy zwracają uwagę, że takie podejście niesie ryzyko – to, że inna firma postępuje w dany sposób, nie oznacza automatycznej akceptacji nadzorcy. Akty wykonawcze do MAR mają się pojawić w najbliższych tygodniach, a okres wakacyjny może być wykorzystany na koncepcyjne prace nad zmianami procedur.

    IR jako strategiczna funkcja – tło z badań rynkowych

    Szersze badania rynku potwierdzają, że jakość relacji inwestorskich ma realny wpływ na koszt kapitału. Badanie CFA Society Poland (2025) wskazuje, że komunikacja zarządu i przejrzystość strategii należą do najważniejszych czynników wpływających na decyzje inwestycyjne. Z kolei dane MSCI (2024) pokazują finansowy wymiar ładu korporacyjnego: spółki z najwyższymi ratingami ESG finansowały się średnio na poziomie około 6,8%, podczas gdy podmioty z najniższymi ocenami – około 7,9%, co oznacza różnicę ponad 1 pkt proc. w koszcie kapitału.

    Coraz większe znaczenie mają też dane ESG. Według LSEG Lipper (2025), fundusze klasyfikowane w ramach art. 8 SFDR zarządzają aktywami rzędu blisko 8 bln euro, a fundusze z art. 9 SFDR – około 320–330 mld euro. Brak wiarygodnych danych ESG staje się realną barierą inwestycyjną dla instytucji. Jednocześnie program wsparcia pokrycia analitycznego (PWPA) realizowany przez GPW ma pomóc spółkom z segmentu małych i średnich kapitalizacji w zwiększeniu widoczności informacyjnej, co może poprawić płynność i przyciągnąć inwestorów instytucjonalnych.

    Pomysły na ożywienie rynku kapitałowego

    Uczestnicy kongresu wskazali także możliwe rozwiązania, które mogłyby zahamować falę delistingów. Najwyżej ocenione postulaty to: eliminacja dyskryminacji podatkowej spółek giełdowych (58% wskazań), umożliwienie inwestorom detalicznym nabywania akcji spółek notowanych na zagranicznych rynkach unijnych przy racjonalnym koszcie (41%) oraz preferencje dla spółek giełdowych przy zamówieniach publicznych (41%). Podczas kongresu pojawiły się zapowiedzi, że te koncepcje mogą w najbliższych tygodniach trafić do unijnych dokumentów i zyskać formalny kształt.

    Tegoroczne wyniki badania pokazują, że polskie spółki giełdowe dostrzegają rosnącą wagę relacji inwestorskich, ale w praktyce wciąż preferują dywidendy i dług zamiast pozyskiwania kapitału poprzez emisję nowych akcji. 64% respondentów planuje wypłatę dywidendy, a jedynie 5,8% – emisję akcji, co wyraźnie obrazuje obecny sentyment na rynku.