Blog

  • Alarmujący raport o PESEL-u: Miliony Polaków wciąż bez ochrony przed oszustami

    Alarmujący raport o PESEL-u: Miliony Polaków wciąż bez ochrony przed oszustami

    Czy wiesz, że Twój numer PESEL może być właśnie wykorzystywany do zaciągania zobowiązań na Twoje nazwisko? Eksperci biją na alarm, a dane ministerstwa cyfryzacji są jednoznaczne.

    Miliony wciąż bez zabezpieczenia

    To nie są spekulacje, a oficjalne dane. Według stanu na koniec 2025 roku, numeru PESEL nie zastrzegło jeszcze 25,4 mln osób pełnoletnich. Zastrzeżonych było wtedy ponad 7,5 mln numerów. To wprawdzie wzrost w stosunku do końca 2024 roku, kiedy liczba ta oscylowała wokół 5,4 mln, ale to wciąż za mało.

    „Zastrzeżenie numeru PESEL jest bardzo przydatne i zabezpiecza przed padnięciem ofiarą przestępstwa polegającego na tym, że ktoś np. zawrze umowę na nasze nazwisko” – wyjaśnia dr Mariusz Sokołowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Warszawskiego.

    Dlaczego tak mało osób się zabezpiecza?

    Eksperci wskazują na dwie główne przyczyny. Po pierwsze, niewiedza na temat realnego ryzyka. Po drugie, błędne przekonanie, że „mnie to nie dotyczy”.

    Radca prawny Marek Niczyporuk z kancelarii Ars Aequi tłumaczy, że wiele osób uważa, iż nie ma oszczędności na tyle wysokich, by ktoś mógł zaciągnąć na nie kredyt. To błąd!

    „Praktyka wskazuje, że często oszustwa dotyczą zaciągania zobowiązań o niskich wartościach na osoby o niekoniecznie wysokim statusie majątkowym. Nagle ofiara musi się zmierzyć z wieloma egzekucjami na stosunkowo niewielkie kwoty” – ostrzega mec. Niczyporuk.

    But wait, there’s more. Okazuje się, że na celowniku oszustów często są właśnie osoby mniej zamożne.

    Polska pionierem w Europie

    Tu pojawia się pozytywny akcent. Dr Agnieszka Goldiszewicz z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej podkreśla, że sama możliwość zastrzeżenia numeru PESEL jest rozwiązaniem innowacyjnym na tle Europy.

    „Do tej pory tylko 23 proc. dorosłej populacji skorzystało z możliwości zastrzeżenia numeru PESEL. Jest to stosunkowo wysoki wynik, biorąc pod uwagę strukturę wiekową uprawnionej populacji, którą w dużej mierze tworzą osoby starsze” – dodaje dr Goldiszewicz.

    Co zmieniło rok 2025?

    Dlaczego w ubiegłym roku nagle przybyło zastrzeżeń? Przyczyn jest kilka. Kluczową są nowe przepisy, które od połowy 2024 roku zobowiązują instytucje finansowe, notariuszy i firmy telekomunikacyjne do sprawdzania statusu PESEL. Rok 2025 był pierwszym pełnym rokiem działania tej usługi.

    Drugim czynnikiem były szeroko zakrojone kampanie informacyjne, które podniosły świadomość zagrożeń.

    Jak będzie wyglądać przyszłość?

    Eksperci przewidują, że liczba zastrzeżeń będzie rosła, ale wolniej. Dr Goldiszewicz prognozuje, że trend wzrostowy utrzyma się, ale prawdopodobnie ulegnie stopniowemu wyhamowywaniu.

    „Z uprawnienia korzystać będą nadal osoby, które dostrzegają potrzebę ochrony zgromadzonych zasobów, a dotychczas nie miały czasu tego uczynić. Najczęściej są to osoby w tzw. średnim wieku, choć także najmłodsi dorośli, działający 'profilaktycznie’” – uzupełnia ekspertka.

    To naprawdę proste!

    Najważniejsza wiadomość na koniec: zastrzeżenie PESEL nie utrudnia życia. Dr Sokołowski przekonuje, że nie wiąże się to z żadnymi niedogodnościami. Jeśli zajdzie potrzeba dokonania czynności urzędowej, urzędnik poinformuje o konieczności odblokowania.

    Samo cofnięcie zastrzeżenia jest proste i można to zrobić w aplikacji mObywatel. To tylko chwila, która może zaoszczędzić lat problemów. Czy to nie warte poświęcenia kilku minut?

    Materiał powstał w oparciu o dane ministerstwa cyfryzacji oraz analizy ekspertów cytowanych przez Forsal.pl.

  • Miliardy wstrzymane. Lawina odwołań paraliżuje kluczowe inwestycje kolejowe

    Miliardy wstrzymane. Lawina odwołań paraliżuje kluczowe inwestycje kolejowe

    Czy wielomiliardowe inwestycje infrastrukturalne, kluczowe dla rozwoju kraju, utknęły w martwym punkcie? Niestety, tak. Dwa gigantyczne projekty kolejowe – Rail Baltica i tunel średnicowy pod Łodzią – nie mają wykonawców, a ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania.

    Giganty bez wykonawcy

    Mowa o prawie 100-kilometrowym odcinku Rail Baltiki pomiędzy Ełkiem a granicą z Litwą oraz o przeszło 7-kilometrowym tunelu pod Łodzią, który ma połączyć Łódź Fabryczną z Łodzią Kaliską i Żabieńcem. To nie są małe przedsięwzięcia. Rail Baltica ma pochłonąć około 5 mld zł, a budowa tunelu – co najmniej 2,3 mld zł.

    Oba projekty mają ogromne znaczenie. Rail Baltica to część transeuropejskiego korytarza, który w przyszłości połączy Niemcy, Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię. Tunel średnicowy jest kluczowy dla rozwoju komunikacyjnego regionu łódzkiego – połączy aglomerację z szybką koleją i poprawi komunikację miejską dzięki nowym podziemnym przystankom. A jednak, jak podaje parkiet.com, wiarygodnych terminów sfinalizowania obu tych projektów nie ma.

    Pętla odwołań, która grozi katastrofą

    Sprawa Rail Baltiki na odcinku Ełk-Białystok to idealny przykład, dlaczego tak się dzieje. PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) zapowiedziały w tym roku podpisanie kontraktów o wartości 30 mld zł, ale osiągnięcie tego celu staje pod znakiem zapytania. Wszystko przez przedłużające się postępowanie przetargowe, które rozpoczęło się w styczniu 2025 roku.

    „Mamy kwiecień 2026 i wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie rozstrzygnięty” – przyznaje Marcin Mochocki, członek zarządu PLK.

    Powód? Lawina odwołań firm budowlanych do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) oraz skargi do Sądu Zamówień Publicznych. Wszystko zaczęło się od sporu o najtańszą ofertę konsorcjum Mirbud-Torpol (ok. 4,5 mld zł), którą zakwestionowano z powodu nieujawnienia kary. To uruchomiło efekt domina.

    KIO kazała odrzucić ofertę Mirbudu, więc PLK wybrały konsorcjum Budimex-PORR (ok. 5 mld zł). Na to odwołało się konsorcjum Track Tec (5,2 mld zł), zarzucając Budimeksowi uchybienia. KIO uwzględniła to odwołanie, nakazując odrzucić ofertę Budimexu i ponownie ocenić pozostałe. Teraz PLK mogą wybrać Track Tec, ale to otworzy drogę do… kolejnych odwołań.

    Ryzyko utraty miliardów z UE

    Tu pojawia się największe niebezpieczeństwo. Termin na wykorzystanie unijnych funduszy na ten odcinek mija w 2029 roku. Dotacja z programu Connecting Europe Facility (CEF) to 800 mln euro (ok. 3,5 mld zł).

    „Fundusze unijne na modernizację odcinka Ełk-Białystok wygraliśmy w konkursie CEF, a zdobycie ich w tej procedurze skutkuje tym, że nie możemy przeznaczyć pieniędzy na inne przetargi” – tłumaczy Marcin Mochocki. – „Komisja Europejska nie może wydłużyć czasu realizacji kontraktu poza rok 2029”.

    Czas nagli. Jeśli odwołania nie ustąpią, może zabraknąć czasu na realizację prac. Wtedy PLK staną przed dramatyczną decyzją.

    „Jeśli w przetargu zostaną złożone kolejne odwołania, to nawet jeśli uda się wreszcie wyłonić wykonawcę, staniemy przed trudnym wyborem. Będziemy musieli zdecydować, czy podpisać z nim umowę, czy unieważnić przetarg, bo nie wystarczy już czasu na realizację robót” – mówi Mochocki.

    Decyzja może zapaść w ciągu tygodni, a nie miesięcy. Jeśli okaże się, że termin jest nierealny, a fundusze unijne przepadną, PLK będą mogły unieważnić przetarg, uznając, że kontrakt nie ma finansowania.

    To nie jest odosobniony przypadek

    Rail Baltica to tylko wierzchołek góry lodowej. Przedłużanie przetargów z powodu odwołań dotyczy wielu innych inwestycji, jak linia Skierniewice–Czachówek, odcinek Czachówek Wschodni–Pilawa czy trasa od Tymbarku do Limanowej.

    „Skala odwołań do KIO jest dziś bezprecedensowa” – ocenia na łamach PB Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – „Wszystkie spółki wykonawcze rzuciły się do jak najszybszego uzupełniania pustych portfeli zamówień”.

    Szukanie wyjścia z impasu

    Marcin Mochocki z PLK proponuje konkretne rozwiązanie: wyłonienie w KIO specjalnego składu orzekającego, który zajmowałby się wyłącznie kluczowymi inwestycjami publicznymi. To mogłoby przyspieszyć procedury. Obecnie te same składy rozpatrują zarówno wielomiliardowe przetargi, jak i zamówienia na materiały eksploatacyjne.

    „Wydłużanie przetargów i opóźnianie realizacji projektów o znaczeniu strategicznym dla państwa szkodzi całej gospodarce. Dlatego konieczne są działania przyspieszające proces rozpatrywania odwołań” – podsumowuje menedżer.

    Potrzebne są też zmiany w sądownictwie i jasne reguły postępowania na wypadek, gdyby sądy wydały inne orzeczenia niż KIO. Bez tego grozi nam dalszy paraliż i realne ryzyko, że miliardy złotych na rozwój infrastruktury po prostu… wyparują.

  • Urzędnicy zajrzą do twoich śmieci? Rząd szykuje nowe narzędzia weryfikacji dla „Czystego Powietrza”

    Urzędnicy zajrzą do twoich śmieci? Rząd szykuje nowe narzędzia weryfikacji dla „Czystego Powietrza”

    Czy wiesz, że wysokość twojego dofinansowania na wymianę kopciucha może zależeć od… deklaracji śmieciowej? Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje istotne zmiany w programie „Czyste Powietrze”, które dadzą urzędnikom nowe, szerokie uprawnienia do weryfikacji danych o gospodarstwach domowych.

    Na czym polegają zmiany?

    Obecnie, aby ustalić poziom wsparcia, konieczne jest przedstawienie zaświadczenia o przeciętnym miesięcznym dochodzie na osobę. Urzędnicy muszą mieć dostęp do baz danych, takich jak ZUS, KRUS czy rejestr PESEL, aby zweryfikować zarobki wnioskodawców.

    Ale tu pojawia się problem. Jak donosi Forsal.pl, obecny system nie obejmuje wszystkich baz, co uniemożliwia pełną ocenę sytuacji. Brakuje podstaw prawnych do sięgania po dane z ewidencji ludności oraz… deklaracji śmieciowych, gdzie wskazywana jest liczba osób w gospodarstwie.

    Nowe źródła danych i wywiady środowiskowe

    I tu wkracza projekt nowelizacji. Nowe przepisy mają rozszerzyć katalog źródeł danych. Urzędnicy będą mogli korzystać nie tylko z rejestru PESEL, ale także z rejestrów prowadzonych przez gminy oraz z danych z deklaracji dotyczących odpadów.

    Dzięki temu będzie można dokładniej sprawdzić, ile osób faktycznie mieszka pod danym adresem i jest współodpowiedzialnych za opłaty komunalne. To kluczowe dla ustalenia realnego dochodu na osobę.

    Ale to nie wszystko! Projekt przewiduje również, że w przypadku wątpliwości co do przedstawionych danych, lokalni urzędnicy – wójt, burmistrz lub prezydent miasta – będą mogli przeprowadzać wywiady środowiskowe.

    „Narzędzie to będzie wykorzystywane w sytuacjach, w których pojawią się wątpliwości dotyczące przedstawionych dokumentów lub rozbieżności w dostępnych danych, a inne środki weryfikacji okażą się niewystarczające” – zaznaczono w projekcie.

    Kiedy wejdą w życie?

    Za cały projekt odpowiedzialne jest Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Przyjęcie nowelizacji przez Radę Ministrów planowane jest na II kwartał 2026 roku.

    Resort podkreśla, że nowe rozwiązania mają przede wszystkim usprawnić proces ustalania poziomu dofinansowania dla uczestników programu. Chodzi o większą precyzję i sprawiedliwość w rozdysponowywaniu publicznych środków na walkę ze smogiem.

    Czy to koniec z niedoprecyzowanymi danymi od wnioskodawców? Wygląda na to, że rząd bierze się za to na poważnie. Śledźcie dalsze informacje – decyzje zapadną już niedługo.

  • OPEC+ naciska na gaz: symboliczny wzrost limitów w cieniu wojny

    OPEC+ naciska na gaz: symboliczny wzrost limitów w cieniu wojny

    Czy światowi producenci ropy mogą uratować sytuację, gdy kluczowy szlak morski jest zablokowany? W niedzielę 5 kwietnia kraje OPEC+ spotkały się, by omówić przyszłość wydobycia w czasach bezprecedensowego kryzysu.

    Papierowa decyzja w realnym chaosie

    Źródła agencji Reutera donoszą, że ośmiu głównych członków OPEC+ wstępnie uzgodniło podniesienie limitów wydobywczych o 206 tysięcy baryłek dziennie na maj. To dokładnie taka sama podwyżka, jaką zatwierdzono na kwiecień na spotkaniu 1 marca – tuż przed tym, jak wojna zaczęła paraliżować dostawy.

    „Wzrost produkcji będzie miał niewielki bezpośredni wpływ na podaż, ale zasygnalizuje gotowość do zwiększenia wydobycia po ponownym otwarciu cieśniny Ormuz” – oceniają informatorzy Reutersa.

    Ale tu pojawia się haczyk. Ta decyzja to w dużej mierze gest, ponieważ fizyczne możliwości zwiększenia pompowania są dramatycznie ograniczone.

    Dlaczego nie mogą po prostu pompować więcej?

    Od końca lutego wojna USA i Izraela z Iranem ograniczyła eksport ropy z kluczowych graczy: Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu i Iraku. To właśnie te kraje, jako jedyne w OPEC+, zdołały znacząco zwiększyć produkcję jeszcze przed konfliktem.

    Inni członkowie, tacy jak Rosja, nie są w stanie zwiększyć wydobycia z powodu zachodnich sankcji i zniszczeń infrastruktury ponoszonych podczas wojny z Ukrainą. Szacuje się, że Rosja utraciła około 40 proc. mocy eksportowych po atakach Ukrainy.

    A sytuacja w Zatoce Perskiej? Równie ponura. Zniszczenia infrastruktury spowodowane atakami rakietowymi i dronami są poważne.

    „Kilku przedstawicieli władz Zatoki Perskiej stwierdziło, że wznowienie normalnej działalności i osiągnięcie celów produkcyjnych zajmie miesiące, nawet jeśli wojna się zakończy za kilka dni, a szlak przez Cieśninę Ormuz zostanie natychmiast ponownie otwarty” – podaje Reuters.

    Skala kryzysu jest historyczna

    Rozpoczęte 28 lutego ataki amerykańsko-izraelskie na Iran i działania odwetowe Teheranu doprowadziły do paraliżu ruchu tankowców w cieśninie Ormuz. Skutek? Gwałtowny wzrost cen ropy na całym świecie.

    Szacuje się, że miesiąc później największe w historii zakłócenia w dostawach ropy naftowej zatrzymały w portach i na tankowcach od 12 do 15 milionów baryłek dziennie. To aż 15 proc. globalnej podaży!

    Analitycy JPMorgan ostrzegają: Ceny ropy mogą wzrosnąć powyżej 150 dolarów za baryłkę – najwyższego poziomu w historii – jeśli blokada przepływu przez Cieśninę Ormuz będzie się utrzymywać do połowy maja.

    Iskierka nadziei na wodzie?

    W sobotę Iran poinformował, że Irak nie ma żadnych ograniczeń w tranzycie przez ten kluczowy szlak. Dane z niedzieli pokazały, że przez cieśninę przepływał tankowiec z iracką ropą.

    Nadal jednak nie wiadomo, czy inne jednostki podejmą ryzyko – informuje źródło bliskie sytuacji w cieśninie, cytowane przez Reutersa. To delikatny, pierwszy krok w potencjalnym odmrażaniu najważniejszej na świecie arterii naftowej.

    Długie miesiące powrotu do normy

    Podsumowując: decyzja OPEC+ to ważny sygnał gotowości, ale w obecnych warunkach ma charakter głównie symboliczny. Realne zwiększenie podaży jest uzależnione od zakończenia konfliktu i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz.

    Nawet wtedy jednak, jak wskazują źródła z Zatoki Perskiej, powrót do normalnych poziomów produkcji i eksportu to proces na długie miesiące. Światowy rynek ropy musi uzbroić się w cierpliwość – i przygotować portfele na dalszą niestabilność.

  • Koniec z anonimowymi kotami? Rząd szykuje rewolucję dla właścicieli mruczków

    Koniec z anonimowymi kotami? Rząd szykuje rewolucję dla właścicieli mruczków

    Czy miliony polskich kotów wkrótce będą miały swój oficjalny „dowód osobisty”? Wygląda na to, że tak! Rządowy projekt ma zostać rozszerzony o kluczową poprawkę, która zmieni zasady gry dla wszystkich miłośników tych zwierząt.

    Co się szykuje?

    Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, posłanka Małgorzata Tracz złożyła poprawkę do rządowego projektu. Jej głównym celem jest wprowadzenie powszechnej rejestracji i czipowania nie tylko psów, ale także kotów. To prawdziwy przełom!

    Gdy rozpoczynaliśmy prace nad KROPiK, nie wiedzieliśmy jeszcze, jaką treść będzie miało projektowane wówczas unijne rozporządzenie dotyczące dobrostanu zwierząt – mówi w „Rz” Małgorzata Tracz.

    Dlaczego to takie ważne?

    Posłanka tłumaczy, że głównym celem jest ograniczenie skutków bezdomności kotów, która jest równie poważnym problemem, co w przypadku psów. Ale to nie wszystko! Na decyzję wpływają też regulacje unijne. Unijne rozporządzenie w sprawie dobrostanu psów i kotów zawiera obowiązek ich czipowania.

    Na konieczność wprowadzenia powszechnego czipowania kotów wcześniej zwracali uwagę także eksperci, m.in. pełnomocnik Ministerstwa Rolnictwa i Rozwojowi Wsi ds. dobrostanu zwierząt.

    A co z kotami wolnożyjącymi?

    Tu też jest plan! Do czipowania kotów wolnożyjących mają być zobowiązane gminy przy okazji ich kastrowania. To sprytne połączenie dwóch ważnych zabiegów.

    A co najlepsze? Zgodnie z kolejną poprawką, organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną zwierząt mają dostać możliwość czipowania za darmo. To realna pomoc!

    Polska potęga kocia

    Czy wiecie, że w Polsce żyje około 7 mln kotów? To plasuje nas w europejskiej czołówce! Jesteśmy na czwartym miejscu w Europie pod względem liczby tych zwierząt. A biorąc pod uwagę odsetek gospodarstw domowych posiadających kota, jesteśmy na drugim miejscu! Co najmniej jednego kota ma 41 proc. polskich gospodarstw – wynika z danych rankomat.pl.

    Dofinansowanie już teraz!

    A tu świetna wiadomość dla właścicieli! Wiele samorządów już teraz oferuje dofinansowanie na sterylizację i czipowanie. Takie wsparcie można znaleźć m.in. w Lublinie, Wrocławiu, Poznaniu czy Gostyniu.

    Główne założenie jest proste: pokrycie w pełni kosztów operacji, która ma zwalczyć problem bezdomności czworonogów. Właściciel nie dostaje pieniędzy do ręki – urząd pokrywa koszty bezpośrednio u weterynarza.

    Na co można liczyć?

    Kwota dofinansowania zależy od kosztu zabiegów. Z cenników wynika, że:

    • Kastracja kocurów: od 100 zł do 180 zł
    • Kastracja psów: 100 zł – 200 zł
    • Sterylizacja kotek: do 300 zł
    • Sterylizacja suczek: nawet 450 zł
    • Założenie czipa: od 50 zł do 200 zł

    Łącznie dofinansowanie może sięgnąć około 500 zł, a nawet więcej! Warto dodać, że dofinansowanie można otrzymać więcej niż raz. Na przykład w Poznaniu właściciel może dwukrotnie w ciągu roku skorzystać z takiego wsparcia.

    Jak się zakwalifikować?

    Aby otrzymać dofinansowanie, zwierzę musi:

    • Mieć przynajmniej pół roku
    • Kwalifikować się do znieczulenia ogólnego

    Od właściciela zwykle oczekuje się potwierdzenia zamieszkania na terenie danej gminy. Nie trzeba być zameldowanym – wystarczy umowa najmu, status studenta lokalnej uczelni lub dokument potwierdzający odprowadzanie podatków w danej miejscowości.

    Decyzja o uruchomieniu wsparcia zależy od samorządu. Warto sprawdzić w lokalnym urzędzie, czy program jest aktualnie prowadzony. W Warszawie na przykład pieniądze można otrzymać już teraz!

    Rewolucja w świecie polskich kotów wydaje się nieunikniona. Połączenie nowych przepisów z istniejącymi programami dofinansowań może realnie poprawić sytuację milionów mruczków. To dobry czas, by być odpowiedzialnym właścicielem!

  • Dlaczego świetne CV nie wystarczy? Te błędy na rozmowie kwalifikacyjnej mogą Cię kosztować pracę

    Dlaczego świetne CV nie wystarczy? Te błędy na rozmowie kwalifikacyjnej mogą Cię kosztować pracę

    Wiesz, że na jedno stanowisko aplikuje czasem kilkuset kandydatów? Nawet najlepsze CV może wtedy wylądować w koszu. O zatrudnieniu decydują detale, a rekruterzy bezlitośnie wskazują najczęstsze potknięcia, które przekreślają szanse. Gotowy na szczerą rozmowę?

    Skupiasz się na sobie, a nie na pracodawcy

    To jeden z podstawowych błędów. Anna Gniadek, specjalistka HR i właścicielka Crispy HR, oraz Dominika Ciechalska, Head of People and Culture w Panowie Programiści, są zgodne: kandydaci skupiają się wyłącznie na swoim doświadczeniu, bez odniesienia do potrzeb firmy.

    „Pisanie o realizowanych zadaniach bez wspominania o ich efektach to częsty błąd. Brakuje informacji o tym, jak to przełożyło się na biznes, jakie wyniki osiągnął kandydat” – tłumaczy Dominika Ciechalska.

    Kluczowe jest podkreślanie wpływu Twoich osiągnięć. Czy usprawniłeś proces? Skróciłeś czas realizacji? Zwiększyłeś efektywność zespołu? Anna Gniadek radzi: „Nawet jeśli mówisz, że chcesz się rozwijać, musisz przełożyć to na korzyść dla organizacji”.

    Traktujesz rekrutację jak egzamin

    Wielu kandydatów wchodzi w tryb szkoły. Uczą się odpowiedzi na pamięć – o wadach, zaletach, motywacji. To od razu słychać.

    „Rekrutacja to jest partnerska rozmowa” – mówi Anna Gniadek.

    Zamiast biernie odpowiadać, warto aktywnie angażować się w dialog. Zadawaj pytania w trakcie, nie tylko na koniec. Pokazujesz w ten sposób, że traktujesz proces poważnie.

    Ale uwaga! Nawet jeśli pytasz, często skupiasz się na kwestiach operacyjnych.

    „Ludzie pytają, jak wygląda dzień pracy, zespół, benefity. Ale to są rzeczy operacyjne, a nie strategiczne, związane z problemami firmy” – wyjaśnia Gniadek.

    Warto pytać o wyzwania firmy, cele stanowiska czy największe trudności zespołu. To pomaga w kolejnych etapach.

    Popełniasz te grzechy główne?

    Oto lista potknięć, które rekruterzy wymieniają najczęściej:

    • Mówisz źle o byłych pracodawcach. To jeden z największych błędów. „Nie wyrzucamy od razu całej walizki, gdy przychodzimy do kogoś w gości” – podkreśla Gniadek.
    • Nie umiesz mówić o sukcesach. „Umiemy mówić o porażkach, ale niekoniecznie o sukcesach. Dla nas sukces musi być czymś totalnie wielkim. Tymczasem sukcesem może być usprawnienie drobnego procesu” – tłumaczy ekspertka.
    • Nie wiesz, jak rozmawiać o pieniądzach. Brak przygotowania i wiedzy o zarobkach na danym stanowisku to ogromny problem. Niektórzy zawyżają stawki, inni są gotowi przyjąć wszystko. Warto sprawdzić raporty branżowe i podać realistyczne widełki.
    • Udzielasz wymijających odpowiedzi. „Najczęściej pojawiającym się wyzwaniem są nieprecyzyjne odpowiedzi na zadane pytanie” – zauważa Ciechalska. Często to, co jest w CV, okazuje się naciąganiem prawdy.

    Myślisz, że wysłanie CV wystarczy? To błąd!

    W natłoku dokumentów trudno się wyróżnić. Wiele osób uważa, że aplikacja przez portal to wystarczający krok.

    „Bardzo często muszę tłumaczyć osobom, że powinny odzywać się do rekruterów, np. na LinkedInie. Ludzie się krępują” – mówi Gniadek.

    Przytacza historię klientki, która po napisaniu do managera, otrzymała odpowiedź następnego dnia i zaproszenie na rozmowę. Aktywność popłaca.

    Nie prosisz o feedback i masz słabe CV

    Osoby, które odchodzą bez informacji zwrotnej, tracą szansę na poprawę. „Warto zwrócić się do rekrutera z prośbą o szczery feedback” – radzi Dominika Ciechalska. Może się okazać, że odrzucenie spowodował mały niuans, który łatwo skorygować.

    A co z CV? Błędy są podstawowe.

    „Dla mnie to jest kosmos. To jest podstawa, a nadal w co drugim CV brakuje klauzuli RODO” – nie kryje zdziwienia Anna Gniadek.

    Dominika Ciechalska dodaje: „Bardzo długie CV, z dużą zawartością tekstu, bez edycji nie wspiera wyłapywania kluczowych informacji”. Chodzi o konkret i zrozumiałość, niekoniecznie o jedną stronę.

    Jak się wyróżnić na konkurencyjnym rynku?

    Ekspertki mają konkretne rady. Po pierwsze, buduj portfolio zawodowe – nie tylko dla kreatywnych zawodów. To może być strona będąca rozwinięciem CV.

    Po drugie, zdobywaj konkretne umiejętności przed aplikowaniem. Sprawdź, jakie narzędzia wymagają ogłoszenia i zacznij się ich uczyć.

    Po trzecie, buduj sieć kontaktów. Uczestnictwo w wydarzeniach branżowych to skuteczny sposób na znalezienie pracy.

    „Ostatnio byłam na konferencji. Przedstawicielka firmy technologicznej poinformowała, że buduje zespół i chętnie porozmawia. Podeszło do niej kilka osób i, z tego co wiem, jedna już tam pracuje” – wspomina Anna Gniadek.

    Warto pojawiać się tam, gdzie pojawia się Twoja praca. To może być klucz do sukcesu.

  • Śmigus-Dyngus 2026: Zabawa wodą może skończyć się mandatem. Nawet 1000 zł kary!

    Śmigus-Dyngus 2026: Zabawa wodą może skończyć się mandatem. Nawet 1000 zł kary!

    Czy wiesz, że tradycyjne oblewanie wodą w Lany Poniedziałek może kosztować Cię nawet 1000 zł grzywny? W tym roku policja i prawo nie będą patrzeć łaskawie na zbyt gorliwych uczestników śmigusa-dyngusa. Oto, na co musisz uważać, aby świętowanie nie skończyło się mandatem.

    Mandaty, które mogą zalać Twój portfel

    Zabawa w oblewanie wodą może szybko przerodzić się w wykroczenie. Jakie są stawki mandatów za nadmierne oblewanie? Oto konkretne kwoty, o których przypomina policja:

    • Oblewanie przechodniów: od 20 do 500 zł
    • Wlewanie wody do klatek schodowych, mieszkań, domów, autobusów/tramwajów itp.: kara do 500 zł
    • Oblanie rowerzysty lub jadącego pojazdu: kara do 500 zł

    Ale to nie wszystko. Jeśli czyn ma charakter chuligański lub sprawca działa pod wpływem alkoholu, środka odurzającego lub innej podobnie działającej substancji, minimalna grzywna to już 1000 zł. W zależności od sytuacji działanie może być też potraktowane jako zanieczyszczanie przestrzeni publicznej, a wtedy grzywna wynosi nie mniej niż 500 zł – i to również dla pomocnika oraz osoby, która do oblania namawia.

    Nie tylko mandat: odpowiedzialność cywilna czai się za rogiem

    Tutaj sprawa robi się naprawdę poważna. Ważne jest podejście osoby oblewanej do tradycji. Podczas gdy rówieśnicy mogą traktować śmigus-dyngus jako dobrą zabawę, osoby starsze czy udające się w eleganckich ubraniach do kościoła mogą postrzegać to inaczej, zwłaszcza gdy dojdzie do zniszczenia odzieży.

    Należy pamiętać, że obecnie wszyscy noszą ze sobą elektronikę – co najmniej telefon komórkowy, czasem tablet, aparat fotograficzny czy słuchawki. Taki sprzęt przy niechcianym kontakcie z wodą staje się bezużyteczny, a sprawca powinien pokryć koszt zakupu nowego. Nieumyślne zniszczenie cudzej własności może skutkować odpowiedzialnością cywilną i koniecznością wypłaty odszkodowania.

    Gdy oblanie jest agresywne, działanie sprawcy można potraktować jako przestępstwo naruszenia nietykalności cielesnej, np. w przypadku zrzucenia balonu z wodą z okna na przechodnia.

    Pojazdy i lokale: tu ryzyko jest podwójne

    W Lany Poniedziałek woda w balonach czy torebkach foliowych bywa zrzucana również na przejeżdżające pojazdy, np. z wiaduktu. Takie działanie stanowi co najmniej zagrożenie bezpieczeństwa – kierowca może być nieoczekiwanie zaślepiony, co może doprowadzić do wypadku. Dodatkowo istnieje możliwość zniszczenia pojazdu – karoserii, lusterek czy wnętrza, w tym przewożonych rzeczy, takich jak nawigacja czy telefon komórkowy.

    Zdarzają się też sytuacje innego rodzaju związane z pojazdami – wlewanie wody lub jej wrzucanie w torebkach lub balonach przez otwarte drzwi autobusów lub tramwaju na przystankach.

    A co, jeśli do oblania wodą dojdzie w kawiarni czy czynnym tego dnia sklepie? Należy pamiętać, że to osoba prowadząca dane miejsce ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo gości oraz ich rzeczy. Bezwzględnie mokrą podłogę trzeba wytrzeć, aby nikt się na niej nie poślizgnął.

    Kradzież wody? Tak, to też wykroczenie!

    Ostatnia rzecz, o której mało kto myśli: źródło pozyskania wody. Gdy potrzeba jej większej ilości, np. do napełniania wiadra, sięga się po nią z różnych miejsc. Wspólnoty czy spółdzielnie mieszkaniowe posiadają krany dostępne dla osób sprzątających teren czy podlewających zieleń – nie jest to jednak woda, która może być przeznaczona na inne cele, albowiem płacą za nią wszyscy mieszkańcy.

    Tak samo w kawiarni czy restauracji woda znajdująca się w toaletach dla klientów służy do celów związanych z korzystaniem z urządzeń sanitarnych. W obu powyższych przypadkach napełnianie wiader wodą stanowi jej kradzież.

    Kto odpowiada za nieletnich?

    Policja ostrzega, że w przypadku, gdy sprawcami są osoby niepełnoletnie, odpowiedzialność poniosą ich prawni opiekunowie. Nieletni w wieku od 13 do 17 lat mogą stanąć przed sądem rodzinnym i nieletnich. Osoby w wieku powyżej 17 lat będą natomiast odpowiadać na równi z innymi obywatelami i w przypadku wykroczeń mogą zostać ukarane mandatem karnym lub nawet wnioskiem do sądu grodzkiego.

    Świętując śmigus-dyngus, pamiętajmy, aby nasza zabawa nie przerodziła się w naruszenie praw innych. Zachowajmy zdrowy rozsądek i szacunek. Bo Lany Poniedziałek ma być radosny, a nie drogi.

  • Rewolucja w księgach wieczystych! Jak nowe przepisy przyspieszą dziedziczenie nieruchomości?

    Rewolucja w księgach wieczystych! Jak nowe przepisy przyspieszą dziedziczenie nieruchomości?

    Czy to koniec długiego stania w kolejkach i gubienia się w gąszczu dokumentów przy dziedziczeniu? Od 17 marca obowiązują zmiany, które mają zrewolucjonizować ten proces. Nowelizacja Prawa o notariacie oraz ustawy o księgach wieczystych i hipotece ma na celu jedno: przyspieszenie i uproszczenie procedur.

    Jeden wpis zamiast trzech

    Do tej pory procedura była rozciągnięta w czasie i pełna formalnych kroków. Po sporządzeniu aktu poświadczenia dziedziczenia notariusz zawiadamiał sąd. Ten wydawał pierwsze postanowienie – o wpisaniu wzmianki do księgi wieczystej. Był to etap przejściowy.

    Dopiero później, gdy spadkobierca samodzielnie złożył wniosek do sądu, zapadało kolejne postanowienie o ujawnieniu nowego właściciela. W efekcie jedna sprawa oznaczała dwa odrębne rozstrzygnięcia i dodatkowy czas oczekiwania.

    Po zmianach ten schemat zostaje uproszczony. Sąd nie będzie już wydawał kilku decyzji w tej samej sprawie. Wystarczy jedno postanowienie, które od razu porządkuje stan prawny nieruchomości.

    Notariusz przejmuje formalności

    Nowelizacja zmienia nie tylko sposób działania sądu, ale też rolę notariusza. Do tej pory to na spadkobiercy spoczywał obowiązek złożenia wniosku o wpis do księgi wieczystej. W praktyce oznaczało to konieczność kolejnej wizyty, kompletowania dokumentów i pilnowania terminów.

    Teraz ten ciężar może zostać przeniesiony na notariusza. Na wniosek spadkobiercy albo zapisobiercy windykacyjnego będzie on mógł złożyć wniosek do księgi wieczystej w formie elektronicznej.

    To zmiana, która upraszcza procedurę, ale też ogranicza ryzyko błędów. Wnioski składane przez profesjonalistę mają być kompletne i poprawne już na etapie ich wysyłki, co dodatkowo przyspieszy ich rozpatrzenie.

    Koniec „martwego czasu” między aktami

    Dotychczasowy system tworzył coś w rodzaju prawnej próżni – okres pomiędzy sporządzeniem aktu poświadczenia dziedziczenia a ostatecznym wpisem do księgi wieczystej. W tym czasie w księdze pojawiała się jedynie wzmianka, a pełne uregulowanie stanu prawnego następowało dopiero później.

    Nowe przepisy ten etap skracają. Dzięki ograniczeniu liczby postanowień i wprowadzeniu elektronicznych wniosków procedura ma być nie tylko prostsza, ale przede wszystkim szybsza. To szczególnie istotne w sytuacjach, gdy od uregulowania wpisu zależy możliwość sprzedaży nieruchomości albo ustanowienia na niej zabezpieczenia.

    Oświadczenie, które porządkuje spadek

    Nowelizacja wprowadza także zmianę mniej widoczną, ale istotną z punktu widzenia porządku prawnego. Chodzi o obowiązek złożenia oświadczenia o składzie spadku już na etapie sporządzania protokołu dziedziczenia.

    Notariusz będzie zobowiązany do ustalenia, czy w skład spadku wchodzą prawa związane z nieruchomościami – takie jak własność, użytkowanie wieczyste czy spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu – i czy dotyczą one nieruchomości położonych w Polsce.

    To oświadczenie stanie się częścią protokołu dziedziczenia. W praktyce oznacza to, że informacje kluczowe dla wpisów do ksiąg wieczystych będą zebrane już na samym początku procedury.

    To niejedyne porządki w przepisach

    Od sierpnia ubiegłego roku obowiązuje nowelizacja ustawy, która wprowadziła uproszczenie procedury związanej ze sprzedażą lub obciążeniem majątku uzyskanego nieodpłatnie, na przykład w drodze spadku lub darowizny.

    Do tej pory, aby sporządzić taką umowę u notariusza, konieczne było przedstawienie zaświadczenia z urzędu skarbowego, potwierdzającego, że należny podatek został zapłacony, nie jest wymagany lub uległ przedawnieniu.

    Po zmianach, taki obowiązek znika w przypadku, gdy zbywany majątek pochodzi od najbliższych członków rodziny. W takich sytuacjach – ponieważ spadek lub darowizna objęte są zwolnieniem z podatku – nie ma potrzeby uzyskiwania dodatkowego potwierdzenia od fiskusa.

    Zwolnienie z obowiązku przedstawiania zaświadczenia jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy nabycie zostanie odpowiednio zgłoszone do urzędu skarbowego.

    W przypadku darowizny należy to zrobić w ciągu sześciu miesięcy od jej otrzymania, a przy dziedziczeniu – od dnia uprawomocnienia się postanowienia sądu o nabyciu spadku.

    Nowelizacja upraszcza również rozliczanie prywatnie ustanowionych rent. Do tej pory zarówno darczyńca, jak i obdarowany musieli co miesiąc składać deklaracje podatkowe dotyczące każdej wypłaty. Zgodnie z nowymi przepisami, wystarczy jedno rozliczenie – jedna deklaracja i jedna wpłata podatku.

    Więcej normalności, mniej biurokracji

    Nowelizacja ustawy o podatku od spadków i darowizn ma przede wszystkim zdjąć z podatników zbędne obowiązki i ograniczyć biurokrację. Dla wielu osób to pozornie drobna zmiana, ale w praktyce oznacza koniec z bieganiem po urzędach po jeden papier, który nie wnosił nic nowego.

    Zmiany obejmują wszystkie najważniejsze prawa ujawniane w księgach wieczystych – od własności nieruchomości, przez użytkowanie wieczyste, po spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu. Ich wspólnym celem jest uporządkowanie procesu i ograniczenie sytuacji, w których stan prawny nieruchomości przez dłuższy czas pozostaje nieaktualny lub niejednoznaczny.

    To prawdziwe trzęsienie ziemi w dziedziczeniu, które ma przynieść więcej normalności i mniej biurokracji.

  • Irak w potrzasku. Ropa płynie nowymi szlakami, a Iran robi wyjątek

    Irak w potrzasku. Ropa płynie nowymi szlakami, a Iran robi wyjątek

    Co robi państwo, którego budżet w 90% zależy od eksportu ropy, gdy kluczowy szlak morski zostaje zablokowany? Szuka rozpaczliwie alternatyw. I właśnie to obserwujemy na Bliskim Wschodzie, gdzie Irak podejmuje ryzykowne, ale konieczne kroki, aby utrzymać swoją gospodarkę na powierzchni.

    Geopolityczna presja zmusza do działania

    Jak przypomina agencja AFP, sektor naftowy generuje około 90 proc. dochodów budżetu Iraku. Blokada cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku transportowego dla ropy i gazu, zmusiła Irak oraz inne kraje regionu do poszukiwania alternatywnych tras eksportowych. To nie jest wybór, to konieczność.

    „Władze Iraku mają niewiele możliwości transportowania surowca z południowych części kraju” — zauważa Kenneth Katzman z think tanku Soufan Center w wypowiedzi dla telewizji Al-Dżazira.

    I tu pojawia się pierwszy, zaskakujący zwrot akcji. Iran, który zaostrzył kontrolę nad cieśniną, zrobił wyjątek dla swojego sąsiada. Według Agencji Reutera, Iran wyłączył Irak z ograniczeń dotyczących przepływu statków przez cieśninę Ormuz. Wybór Bagdadu pokazuje jego uprzywilejowaną pozycję.

    Ale czy to wystarczy? Analitycy patrzą na to posunięcie przez geopolityczny pryzmat.

    „Posunięcie Teheranu potwierdza zamiar oddzielenia Iraku od bloku państw współpracujących ze Stanami Zjednoczonymi” — podkreślił Kenneth Katzman.

    Syria i Turcja: nowe kierunki dla irackiej ropy

    Mimo irańskich ustępstw, Bagdad nie stawia wszystkiego na jedną kartę. Wręcz przeciwnie – dywersyfikuje swoje szlaki eksportowe w tempie, które pokazuje skalę problemu.

    Oto, co dzieje się na północy: W minionym tygodniu rząd w Bagdadzie uruchomił wysyłkę ropy cysternami poprzez terytorium Syrii. Celem są odbiorcy nad Morzem Śródziemnym, a stamtąd surowiec ma trafiać na europejskie rynki. Według przedstawicieli irackiego rządu, Syria ma zagwarantować bezpieczny transport. Eksport przez ten kraj ma być stopniowo zwiększany, co pozwoli na częściowe zrekompensowanie strat.

    To nie wszystko. Rząd centralny oraz władze autonomicznego Regionu Kurdystanu zawarły w połowie marca umowę o wznowieniu dostaw surowca do tureckiego portu Ceyhan. Realizacja tego planu wymaga przekierowania ropy z południa kraju na północ — do połączenia wybudowanego z inicjatywy Irbilu i Ankary, które rozpoczęło działalność w 2013 r.

    Ogromne stawki i wąskie gardła

    Zrozumienie skali wyzwania wymaga spojrzenia na liczby. Przed wybuchem obecnego konfliktu Irak wydobywał dziennie ok. 4,3 mln baryłek ropy, z czego większą część przewożono tankowcami drogą morską. Problem w tym, że alternatywne trasy mają swoje ograniczenia.

    Rurociąg do Turcji pozwala przesyłać jedynie część ropy, podczas gdy produkcja z obszaru Basry na południu w dużej mierze wymaga wykorzystania trasy przez Zatokę Perską i cieśninę Ormuz. Szczegóły dotyczące przewidywanej wielkości nowego eksportu przez Syrię nie zostały jednak ujawnione.

    Decyzja Iraku pokazuje, jak bardzo sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie wpływa na globalny rynek energii. W obliczu konfliktu, który destabilizuje region, kraje takie jak Irak muszą podejmować szybkie i często ryzykowne decyzje. To gra o najwyższą stawkę – przetrwanie gospodarki.

    Czy nowe szlaki przez Syrię i wznowiony eksport do Turcji wystarczą, aby zrównoważyć utratę tradycyjnych morskich dróg? Czas pokaże. Jedno jest pewne: Irak nie zamierza biernie czekać na rozwój wypadków.

  • Ministerstwo Finansów sięga po miliardy. Kto odczuje podatkowy wstrząs?

    Ministerstwo Finansów sięga po miliardy. Kto odczuje podatkowy wstrząs?

    Czy rząd właśnie przygotowuje największą podatkową rewolucję od lat? Ministerstwo Finansów odkurzyło kontrowersyjny projekt i znów chce zmienić zasady gry dla przedsiębiorców. Chodzi o ściągnięcie większych pieniędzy do deficytowego budżetu.

    Nowelizacja PIT i CIT wraca na tapet

    Po kilku miesiącach ciszy, resort finansów wrócił do projektu nowelizacji ustawy o PIT i CIT. To odświeżona wersja wrześniowego projektu z 2025 roku, którego rząd wtedy nie zdążył uchwalić. Wejście w życie zmian zaplanowano na 1 stycznia 2027 roku, a teraz projekt ponownie trafił do uzgodnień i konsultacji.

    „Ustawodawca mimo wprowadzenia rozlicznych sposobów na inwigilację podatników nie rezygnuje z wprowadzania zmian o charakterze 'uszczelniającym’ system podatkowy. Z uzasadnienia projektu wprost wynika, że głównym celem zmian jest ograniczenie schematów optymalizacyjnych i ujednolicenie opodatkowania zdarzeń o podobnym skutku ekonomicznym” – komentuje Radosław Żuk, doradca podatkowy.

    Niestety, nie mamy dobrych wieści dla biznesu. Propozycje MF zmierzają do odebrania lub ograniczenia wielu preferencji podatkowych.

    Estoński CIT traci na atrakcyjności

    Jesienią ubiegłego roku ten sam projekt wywołał ogromne kontrowersje. Mimo to, w obecnej wersji utrzymały się niemal wszystkie krytykowane pomysły.

    Resort planuje silne uderzenie w tzw. estoński CIT. To mechanizm pozwalający firmom płacić niższy podatek dochodowy (10% dla małych i 20% dla dużych), dopóki nie wypłacą zysków. MF chce radykalnie rozszerzyć kategorię tzw. ukrytych zysków. Podatkiem mają być obciążone wszelkie opłaty ponoszone przez „estońską” spółkę na rzecz podmiotów powiązanych i wspólników.

    Zdaniem resortu, jest to konieczne, bo spółki unikają podatku, transferując zyski z najmu, dzierżawy czy leasingu. Projekt kasuje też możliwość wyboru estońskiego CIT w trakcie roku.

    Wyższe stawki dla ryczałtowców i właścicieli mieszkań

    Gorzej ma być również ryczałtowcom i firmom korzystającym z ulgi IP Box.

    MF zamierza ukrócić preferencje dla ryczałtowców niezatrudniających pracowników. Planuje wprowadzić 15-procentowy podatek (obecnie 8,5%) od przychodów z usług powyżej 100 tys. zł. Z 12,5% do 15% ma natomiast wzrosnąć ryczałt od przychodów powyżej 100 tys. zł z najmu na rzecz podmiotów powiązanych.

    To nie koniec. Resort finansów chce opodatkować 17-procentową stawką przychody z umów najmu i dzierżawy własności intelektualnej zawieranych z podmiotem powiązanym.

    Koniec z IP Box dla jednoosobowych firm?

    IP Box to ulga dla innowacyjnych firm, pozwalająca płacić tylko 5-procentowy podatek. Resort finansów chce ją ograniczyć tylko do firm zatrudniających co najmniej trzy osoby.

    To oznacza utratę preferencji przez zdecydowaną większość jednoosobowych działalności gospodarczych, na przykład przez programistów prowadzących własną firmę. Dodatkowo, IP Box ma zostać objęty daniną solidarnościową.

    Miliardy dla budżetu

    Budżet państwa ma na tych zmianach sporo „zarobić”. Szacuje się, że w drugim roku od wprowadzenia nowelizacji wpływy wzrosną o ok. 700 mln zł, a przez dekadę – nawet o ok. 7,3 mld zł.

    Oprócz wymienionych, wśród 31 proponowanych zmian znajdziemy też m.in.:

    • Opodatkowanie sprzedaży auta poleasingowego przed upływem trzech lat.
    • Ograniczenie możliwości skorzystania z ulgi mieszkaniowej (warunkiem jest niekorzystanie z niej w ciągu trzech lat poprzedzających sprzedaż).
    • Wyłączenie amortyzacji nieruchomości w spółkach nieruchomościowych.

    Projekt jest na etapie konsultacji. Jednak biorąc pod uwagę skalę planowanych zmian i potencjalne wpływy do budżetu, przedsiębiorcy powinni się przygotować na podatkowy wstrząs.