Blog

  • XTB aktualizuje kluczową uchwałę przed Walnym Zgromadzeniem. O co chodzi?

    XTB aktualizuje kluczową uchwałę przed Walnym Zgromadzeniem. O co chodzi?

    Czy zarząd XTB szykuje się do dużego ruchu na rynku własnych akcji? Właśnie opublikowano aktualizację kluczowego dokumentu, który trafi pod głosowanie akcjonariuszy już w maju. To wyraźny sygnał, że broker przygotowuje grunt pod istotne decyzje.

    Ważna aktualizacja na kilka tygodni przed ZWZ

    Zarówno parkiet.com, jak i oficjalny raport bieżący spółki donoszą o ważnym ruchu. Zarząd XTB S.A. zaktualizował projekt uchwały dotyczący upoważnienia do nabycia akcji własnych oraz utworzenia kapitału rezerwowego na ten cel. Ten punkt (numer 13) jest już wpisany w porządek obrad Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia.

    Co konkretnie się zmieniło? Aktualizacja polega na zmianie parametrów wskazanych w § 2 ust. 2 tej uchwały. Dokładne liczby znajdziemy w załączniku do raportu, ale sama informacja o korekcie jest niezwykle wymowna. Spółka precyzyjnie doprecyzowuje warunki potencjalnego buybacku.

    Zaktualizowany projekt uchwały zostanie przedstawiony Radzie Nadzorczej Spółki do rozpatrzenia i zaopiniowania, a opinia Rady Nadzorczej w tym zakresie zostanie zamieszona na stronie internetowej Spółki.

    Data i miejsce są już znane

    To nie jest pierwszy komunikat w tej sprawie. Już 3 kwietnia XTB oficjalnie zwołał Walne Zgromadzenie. Odbędzie się ono 8 maja 2026 roku o godzinie 11:30 w siedzibie spółki w Warszawie przy ulicy Prostej 67.

    Zwołanie nastąpiło na podstawie odpowiednich przepisów Kodeksu spółek handlowych. Co istotne, poza zaktualizowanym projektem jednej uchwały, pozostałe dokumenty związane ze Zgromadzeniem nie uległy zmianie.

    Co to oznacza dla inwestorów?

    Aktualizacja projektu uchwały na tak krótko przed samym spotkaniem akcjonariuszy nie jest codziennością. Wskazuje na to, że zarząd XTB przywiązuje dużą wagę do tego punktu agendy i chce przedstawić akcjonariuszom jak najbardziej precyzyjne brzmienie.

    • Cel: Upoważnienie zarządu do nabycia akcji własnych (tzw. buyback).
    • Środek: Utworzenie kapitału rezerwowego na sfinansowanie tego nabycia.
    • Status: Projekt uchwały został zaktualizowany i trafi do Rady Nadzorczej.
    • Kiedy decyzja? Głosowanie odbędzie się 8 maja 2026 r. podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia.

    Wszystkie oczy są teraz zwrócone na opinię Rady Nadzorczej, która musi się wypowiedzieć na temat zaktualizowanego projektu. Będzie ona kluczowym głosem przed ostatecznym głosowaniem akcjonariuszy. Czy XTB szykuje się do aktywnego zarządzania strukturą kapitałową? Wszystko wskazuje na to, że tak. Majowy dzień przyniesie ostateczną odpowiedź.

  • BlackRock rzuca rękawicę Invesco. Nowy ETF IQQ to rewolucja dla inwestorów?

    BlackRock rzuca rękawicę Invesco. Nowy ETF IQQ to rewolucja dla inwestorów?

    Czy dominacja Invesco na rynku ETF-ów technologicznych właśnie dobiega końca? Największy zarządzający aktywami świata, BlackRock, złożył oficjalny wniosek o nowy fundusz, który ma bezpośrednio zaatakować pozycję giganta. To może być najgorętsza bitwa na Wall Street w tym roku.

    Nowy gracz wchodzi do gry

    BlackRock złożył wniosek do amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) o utworzenie funduszu iShares Nasdaq-100 ETF. Kluczowy szczegół? Planowany produkt ma być notowany pod tickerem „IQQ”. To nieprzypadkowe podobieństwo do „QQQ” – symbolu funduszu Invesco, który od lat rządzi tym segmentem.

    Sama giełda Nasdaq odniosła się do tej inicjatywy pozytywnie, wskazując, że rozszerzenie dostępu do indeksu Nasdaq-100 ma na celu poprawę efektywności, płynności i dostępności ekspozycji na ten benchmark.

    Indeks Nasdaq-100 to nie byle co. Obejmuje 100 największych niefinansowych spółek notowanych na Nasdaq, w tym takie potęgi jak Nvidia czy Apple. To czysta esencja sektora high-tech, która przyciąga kapitał inwestorów szukających ekspozycji na megacaps.

    Gigant pod ostrzałem

    A teraz liczby, które wyjaśniają, dlaczego to tak duża sprawa. Fundusz Invesco QQQ Trust ETF zarządza aktywami o wartości około 376 miliardów dolarów. To jeden z największych ETF-ów na świecie i kluczowy gracz w segmencie.

    Wejście BlackRock to bezpośrednie zagrożenie dla tej dominacji. I rynek zareagował błyskawicznie. Po ogłoszeniu planów BlackRock, akcje Invesco spadły o prawie 4%. To wyraźny sygnał, że inwestorzy dostrzegają realne ryzyko. Dla porównania, notowania BlackRock zanotowały jedynie niewielki spadek o 0,6%.

    Co to oznacza dla Twojego portfela?

    Dla przeciętnego inwestora pojawienie się nowego gracza to przede wszystkim szansa. Większa konkurencja na rynku funduszy ETF historycznie prowadzi do obniżenia opłat za zarządzanie. A niższe koszty bezpośrednio przekładają się na wyższe zwroty netto z inwestycji.

    Nowy fundusz IQQ może stać się realną alternatywą dla tych, którzy chcą inwestować w największe spółki technologiczne świata. Według danych VettaFi, tylko nieliczne fundusze ETF śledzą wyłącznie indeks Nasdaq 100, co oznacza duży potencjał wzrostu dla nowego produktu.

    Wojna dopiero się zaczyna

    Szczegóły dotyczące opłat za nowy ETF nie zostały jeszcze ujawnione. Ale analitycy rynkowi już spekulują, że BlackRock może zaoferować konkurencyjne warunki, by przyciągnąć kapitał od dotychczasowych klientów Invesco.

    BlackRock, zarządzający aktywami przekraczającymi 10 bilionów dolarów, konsekwentnie rozszerza swoje portfolio produktów iShares. Ten ruch wpisuje się w szerszą strategię demokratyzacji inwestycji i zapewnienia dostępu do najważniejszych benchmarków.

    Czy IQQ faktycznie rozbije dominację QQQ? Na to pytanie odpowie rynek. Ale jedno jest pewne – dla inwestorów szukających ekspozycji na technologię, wybór właśnie stał się ciekawszy. Warto obserwować dalsze decyzje SEC i czekać na ogłoszenie struktury kosztów nowego funduszu. Gra o setki miliardów dolarów właśnie się rozpoczyna.

  • Lewarowane ETF-y na mWIG40 wchodzą na GPW. Ekspozycja do 200% i brak margin call!

    Lewarowane ETF-y na mWIG40 wchodzą na GPW. Ekspozycja do 200% i brak margin call!

    Czy polska giełda właśnie dostała nową, potężną broń dla aktywnych inwestorów? Od środy na Głównym Rynku GPW notowane są dwa zupełnie nowe fundusze ETF, które mogą zrewolucjonizować sposób gry na średnich spółkach.

    To nie są zwykłe, pasywne instrumenty. BETA ETF mWIG40TRlv i BETA ETF mWIG40TRsh to flagowe produkty z segmentu tradingowego, skierowane do tych, którzy na rynku nie śpią.

    Czym są te nowe „bestie”?

    Oba fundusze opierają się na indeksie średnich spółek – mWIG40. Kluczowa różnica? Mocna lewaracja. Jeden fundusz oferuje ekspozycję +200% na długo, a drugi -100% na krótko. To pierwszy taki instrument ETF na tym indeksie w historii!

    Ale to nie wszystko. Tu chodzi o wygodę i bezpieczeństwo. Przewagą nad popularnymi kontraktami CFD jest brak dziennego spreadu, który potrafi „zjeść” zyski, oraz – co kluczowe – brak ryzyka margin call. To oznacza, że inwestor nie dostanie wezwania do uzupełnienia depozytu, nawet podczas gwałtownych zawirowań.

    „Tradingowe BETA ETF nie są odpowiednie dla inwestorów preferujących pasywną strategię 'kup i trzymaj’” – podkreśla się w materiałach.

    To narzędzia dla odważnych, akceptujących wysokie ryzyko. Straty, podobnie jak zyski, są tu zwielokrotnione. Dla aktywnych graczy stanowią jednak atrakcyjną alternatywę dla kontraktów terminowych, oferując niższy próg wejścia i mniej skomplikowane zarządzanie.

    Siła rażenia: portfolio BETA ETF rośnie

    Dzięki tym debiutom oferta tradingowych funduszy BETA ETF powiększyła się do 15 produktów. Animatorem i koordynatorem całej oferty jest Dom Maklerski BOŚ.

    A jak wygląda szerszy obraz? Rynek ETF na GPW eksploduje. Według Michała Kobzy, członka zarządu GPW, w pierwszym kwartale 2026 roku obroty ETF-ami oraz instrumentami ETC i ETN sięgnęły blisko 60% poziomu z całego, rekordowego 2025 roku. To wzrost niemal trzykrotny rok do roku!

    Obecnie inwestorzy mają do dyspozycji 19 ETF-ów na rynku głównym, 6 na GlobalConnect i 6 instrumentów ETC/ETN.

    Co mówią szefowie?

    Kazimierz Szpak, prezes BETA TFI, nie kryje entuzjazmu: „Po rekordowym 2025 roku z napływami netto +568 mln zł początek obecnego roku wygląda jeszcze bardziej imponująco. Po pierwszym kwartale 2026 r. napłynęło już 576 mln zł nowych aktywów, czyli więcej niż w całym poprzednim roku”.

    Podkreśla, że wprowadzenie lewarowanych ETF-ów na mWIG40 daje inwestorom nowe możliwości aktywnego wykorzystania zmienności. Jego zdaniem, dotychczasowe cztery rozwiązania tradingowe, stanowiące około 9% aktywów oferty, generują już 33% udziału w obrotach wszystkich funduszy Beta ETF.

    Jacek Dekarz, prezes AgioFunds TFI SA, zwraca uwagę na charakter instrumentów: „Kolejne dwa ETF-y z rodziny BETA. Tym razem raczej o charakterze spekulacyjno-tradingowym dla doświadczonych inwestorów”. Przestrzega jednak przed trzymaniem ich długoterminowo ze względu na erozję wartości.

    Nie ma wątpliwości, że GPW konsekwentnie buduje swoją pozycję. Jak zapowiada Michał Kobza z GPW, „już niedługo planujemy liczne kolejne debiuty w segmencie ETF”.

    Czy to początek nowej ery dla polskich day-traderów? Rynek właśnie dostał dwa potężne narzędzia. Teraz wszystko w rękach inwestorów.

  • Oracle tnący 30 tys. etatów jednym e-mailem. To już nowa norma w erze AI?

    Oracle tnący 30 tys. etatów jednym e-mailem. To już nowa norma w erze AI?

    Czy gigant technologiczny może zwolnić dziesiątki tysięcy pracowników w jeden dzień, wysyłając tylko e-mail? Okazuje się, że tak. Oracle właśnie przeprowadził jedną z największych fal zwolnień w swojej historii, a sposób, w jaki to zrobił, szokuje nawet branżę przyzwyczajoną do szybkich zmian.

    Nagła burza w Oracle

    Według doniesień serwisu India Today, pracę mogło stracić od 20 do nawet 30 tysięcy osób. To mniej więcej 18% globalnej załogi firmy. Ale prawdziwy szok wywołał sposób komunikacji.

    Zaskoczeni pracownicy informowali w mediach społecznościowych, że wiadomości o zwolnieniu otrzymali już o świcie. „Właśnie dostałem e-mail o 5 rano. Ponad 20 lat służby — miło” — relacjonował jeden z użytkowników Reddita.

    Proces przebiegał błyskawicznie i bez wcześniejszych konsultacji. W wielu przypadkach dostęp do firmowych systemów był blokowany niemal natychmiast po otrzymaniu wiadomości. Część pracowników z wieloletnim stażem podkreślała, że nie odbyły się żadne wcześniejsze rozmowy ani ostrzeżenia.

    Które działy ucierpiały najbardziej?

    Redukcje zatrudnienia objęły różne segmenty działalności Oracle. Z informacji serwisu bnbn.pl wynika, że najbardziej ucierpiały dwa konkretne działy: Revenue and Health Sciences oraz SaaS/Virtual Operations Services. Skala była druzgocąca – w niektórych zespołach pracę straciło nawet 30% pracowników.

    Czy to tylko korekta zatrudnienia, czy coś więcej? Otóż, zwolnienia zbiegają się w czasie z intensywnymi inwestycjami Oracle. Firma wyraźnie przesuwa zasoby.

    Prawdziwy powód? Inwestycje w AI i centra danych

    Decyzja Oracle ma związek z dużą reorganizacją. Koncern chce ograniczyć koszty i jednocześnie zwiększyć inwestycje w rozwój sztucznej inteligencji oraz infrastruktury centrów danych. To strategiczny zwrot.

    Według doniesień, cięcia mają przynieść oszczędności rzędu 8–10 milionów dolarów. Te środki zostaną przesunięte na finansowanie nowych technologii. Firma, podobnie jak inni giganci technologiczni, koncentruje się na wyścigu w sektorze AI.

    Analogiczne działania podjął wcześniej Amazon, który na początku roku również ograniczył zatrudnienie, aby sfinansować nowe projekty technologiczne.

    Eksperci mają wątpliwości

    Nie wszyscy eksperci są jednak przekonani, że inwestycje w AI to jedyny powód tak głębokich redukcji. Część z nich wskazuje, że sztuczna inteligencja może być wygodnym uzasadnieniem dla korekty wcześniejszego nadmiernego zatrudnienia.

    Eksperci zwracają uwagę, że Oracle nie jest wyjątkiem. Coraz więcej globalnych firm technologicznych decyduje się na podobne kroki. Automatyzacja i rozwój AI prowadzą do redukcji etatów, szczególnie w obszarach operacyjnych i administracyjnych. W ostatnich miesiącach zwolnienia ogłosiły także inne giganty, m.in. Meta czy Block.

    Trend dociera nad Wisłę?

    Wątpliwości wokół roli AI w zwolnieniach pojawiają się także na polskim rynku pracy. Jako przykład podawane są zwolnienia grupowe w krakowskim oddziale Aldi Nord z ubiegłego roku, które objęły blisko 100 osób.

    Jeden ze zwolnionych wtedy pracowników mówił wprost: „AI zaczyna nas zastępować i to dzieje się skokowo”. Czy to zapowiedź tego, co czeka także inne sektory w Polsce?

    Oracle postawił mocną tezę swoją decyzją. Inwestycje w przyszłość odbywają się kosztem tysięcy miejsc pracy dziś. Pytanie, ilu innych gigantów pójdzie tą samą drogą.

  • Local content zdefiniowany! Rząd rusza z repolonizacją polskiej gospodarki

    Local content zdefiniowany! Rząd rusza z repolonizacją polskiej gospodarki

    Czy polskie firmy w końcu dostaną swój czas na wielkich inwestycjach? Premier Donald Tusk i minister Wojciech Balczun właśnie postawili kropkę nad „i”, przedstawiając długo wyczekiwaną definicję local content. To nie tylko papier, to sygnał do zmiany zasad gry.

    Historyczny moment dla polskiej gospodarki

    W czwartek, 9 kwietnia, w siedzibie Apatora w Ostaszewie, oficjalnie zainaugurowano projekt „Local content. Z korzyścią dla Polski”. Miejsce nie było przypadkowe – Apator to polska grupa przemysłowa notowana na GPW, produkująca m.in. liczniki energii i rozwiązania dla inteligentnych sieci.

    „To jest moment dosyć historyczny” – powiedział minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, cytowany przez Interię.

    Szef MAP podkreślił, że repolonizacja ma wielki sens i wykracza poza doraźne działania. „W pewnym sensie kończy się etap transformacji polskiej gospodarki. Jesteśmy jedną z największych gospodarek świata” – dodał.

    Czym jest local content? Oto oficjalna definicja

    Po miesiącach prac i konsultacji rząd przedstawił kluczowe narzędzie. Jak tłumaczy Wojciech Balczun, local content to „wartość towarów i usług wyprodukowanych lub świadczonych przez podmiot krajowy”.

    „Funkcjonujemy w ekosystemie UE, szanujemy zasady, regulacje, natomiast chcemy żeby to wszystko co będzie identyfikowane z 'local content’ powstawało tutaj” – wyjaśnił minister.

    To dopiero początek. Jak wcześniej ujawniał Business Insider Polska, cały pakiet na rzecz local content ma składać się z pięciu elementów. Oprócz definicji będą to wskaźniki KPI dla spółek Skarbu Państwa, metodologia liczenia, kodeks dobrych praktyk oraz Polityka zakupowa państwa.

    Suwerenność i bezpieczeństwo w centrum

    Podczas prezentacji premier Tusk nie owijał w bawełnę. Mówił wprost o suwerenności gospodarczej.

    „W świecie tak niepewnym słowo 'suwerenność’ bezpośrednio przekłada się na kwestie bezpieczeństwa” – podkreślił szef rządu.

    Kluczowe jest, aby decyzje o tym, co, gdzie i dla kogo produkujemy zapadały w Polsce. „Wybieramy przede wszystkim Polskie, Polska to musi być pierwszy wybór” – zaznaczył Tusk.

    I dodał stanowczo: „Tak będziemy egoistami, będziemy dbali przede wszystkim o swój interes. Po polskiej stronie nie ma już frajerów”.

    Gigantyczne koło zamachowe dla gospodarki

    Dlaczego to takie ważne? Minister Balczun wylicza: tylko sektor energetyczny ma zainwestować w najbliższej dekadzie bilion złotych. A jeśli zsumować wszystkie inwestycje sektora publicznego i spółek Skarbu Państwa, mówimy o kilku bilionach złotych.

    „To jest gigantyczne koło zamachowe dla polskiej gospodarki” – zauważył szef MAP.

    Chodzi o to, by pieniądze w jak największym stopniu zostawały w Polsce i napędzały nasz wzrost gospodarczy. Resort wskazuje kluczowe sektory: morską energetykę wiatrową, energetykę jądrową i przemysł obronny.

    Zmiana mentalności już trwa

    To nie jest tylko o nowych przepisach. Jak wcześniej mówił Balczun w rozmowie z Business Insider Polska, chodzi o impuls do zmiany myślenia, zmiany mentalności.

    „W krajach tzw. starej Europy oczywiste jest, że w pierwszej kolejności stawia się na rodzimych dostawców” – wyjaśniał minister.

    Już teraz widać efekty. Niektóre spółki Skarbu Państwa powołały pełnomocników ds. local content. A na horyzoncie są ogromne projekty, w których udział polskich firm ma być znacznie większy niż dotychczasowe kilkuprocentowe wartości.

    Ruszamy w nowy etap. Polska gospodarka dostaje narzędzia, by więcej czerpać z własnego potencjału. Czas na lokalną wartość dodaną!

  • 34 miliony dolarów w debiucie! Morgan Stanley wchodzi do gry o Bitcoin z najtańszym ETF-em

    34 miliony dolarów w debiucie! Morgan Stanley wchodzi do gry o Bitcoin z najtańszym ETF-em

    Czy gigant finansowy może zrewolucjonizować rynek ETF-ów na Bitcoina? Morgan Stanley właśnie udzielił na to głośnej odpowiedzi, uruchamiając własny fundusz z rekordowo niską opłatą. I pierwsze dane są więcej niż obiecujące.

    MSBT startuje z hukiem

    Fundusz ETF spot na Bitcoina od Morgan Stanley, oznaczony tickerem MSBT, rozpoczął notowania 8 kwietnia 2026 roku. I od razu pokazał klasę. W pierwszym dniu obrotu osiągnął wolumen około 34 mln USD, przy 1 658 176 akcjach i cenie zamknięcia 20,47 USD. To wynik, który przekroczył nawet wcześniejsze prognozy analityków.

    „Dzięki MSBT rozszerzamy naszą ofertę produktową, aby sprostać rosnącemu zainteresowaniu klientów aktywami cyfrowymi” – powiedziała Ally Wallace, Dyrektorka globalnej strategii ETF w Morgan Stanley Investment Management.

    Sekretna broń: najniższa opłata na rynku

    Kluczem do strategii Morgan Stanley jest agresywna polityka kosztowa. Opłata za zarządzanie wynosi zaledwie 0,14%. Bank określa to jako najniższą opłatę wśród bitcoinowych ETP w momencie publikacji.

    To stawia nowy fundusz w bezpośredniej konkurencji z dotychczasowymi liderami niskokosztowego segmentu. Dla porównania, Grayscale Bitcoin Mini Trust oferował opłatę 0,15%, a BlackRock iShares Bitcoin Trust – 0,25%. Mimo to fundusz BlackRocka pozostaje liderem rynku pod względem skali, z aktywami pod zarządzaniem na poziomie 63 mld USD.

    Potęga dystrybucji: 16 000 doradców

    Tutaj pojawia się prawdziwa siła Morgan Stanley. Firma dysponuje siecią około 16 000 doradców finansowych, którzy zarządzają ogromnymi aktywami. To właśnie ta skala dystrybucji może być kluczowa dla sukcesu MSBT.

    Eric Balchunas, starszy analityk Bloomberga, ocenił, że może to być „prawdopodobnie największy debiut ETF-u na spot BTC od czasu ich uruchomienia”. Przed debiutem prognozował dla nowego produktu 5 mld USD aktywów pod zarządzaniem w pierwszym roku oraz 30 mln USD wolumenu w pierwszym dniu notowań – ten drugi cel został już przekroczony.

    Bitcoin odbija, ETF-y wracają do łask

    Co ciekawe, debiut MSBT zbiegł się z wyraźnym odbiciem na rynku kryptowalut. Bitcoin zanotował wzrost o ponad 7,5%, rosnąc z poziomu 67 700 USD do około 72 800 USD, po czym ustabilizował się w okolicach 71 000 USD.

    Równolegle poprawiła się sytuacja w segmencie funduszy ETF. Notowane w USA ETF-y spot na Bitcoina odnotowały napływy netto na poziomie około 471 mln USD w jednym dniu – był to najlepszy wynik od około sześciu tygodni. Największy udział w tych napływach miały fundusze od BlackRocka oraz Fidelity Investments.

    Mimo tego ożywienia, rynek ETF-ów bitcoinowych wciąż odrabia straty. Od listopada inwestorzy wycofali z tego segmentu niemal 5 mld USD. Dotychczasowe odbicie pozostaje częściowe – w marcu odnotowano napływy na poziomie 1,32 mld USD, a w kwietniu około 150 mln USD.

    Techniczne zaplecze i przyszłość

    Morgan Stanley podał również, że usługi przechowywania aktywów cyfrowych dla MSBT będą świadczyć Coinbase oraz BNY Mellon. To ważny element budujący zaufanie do nowego produktu.

    Czy MSBT wykorzysta swoją niską opłatę i potężną sieć dystrybucji, by stać się nową siłą na rynku? Pierwszy dzień wskazuje, że ma ku temu solidne podstawy. Rynek ETF-ów na Bitcoina właśnie dostał nowego, poważnego gracza.

  • Bitcoin a komputery kwantowe: Czy pośpiech jest gorszy od zagrożenia?

    Bitcoin a komputery kwantowe: Czy pośpiech jest gorszy od zagrożenia?

    Czy przyszłość Bitcoina wisi na włosku z powodu komputerów kwantowych? A może to właśnie zbyt szybka reakcja stanowi największe niebezpieczeństwo? Oto, co mówią eksperci.

    Alarm czy fałszywy alarm?

    Debata rozgorzała na nowo po ostatnich badaniach Google oraz California Institute of Technology, które zwróciły uwagę na postępy w obliczeniach kwantowych. Niektórzy, jak CEO Coinbase Brian Armstrong, wzywają do przyspieszenia prac nad zabezpieczeniami. Ale nie wszyscy się z tym zgadzają.

    Samson Mow, założyciel firmy Jan3, stanowczo ostrzega przed pochopnym działaniem. Jego zdaniem zbyt szybkie wdrożenie kryptografii post-kwantowej może przynieść więcej szkód niż korzyści. Kluczowym problemem są potencjalne nowe podatności oraz spadek efektywności sieci.

    „Mówiąc wprost: uczynić Bitcoina odpornym na komputery kwantowe tylko po to, by zostać zhakowanym przez zwykłe komputery”

    – podkreślił Samson Mow, wskazując na ryzyko błędów implementacyjnych.

    Gdzie tkwi prawdziwe ryzyko?

    Według analityków z Bernstein, zagrożenie kwantowe nie jest ani natychmiastowe, ani egzystencjalne. W swoim raporcie określili je raczej jako „cykl modernizacyjny możliwy do zarządzania”. Ich zdaniem branża ma od 3 do 5 lat na przygotowanie i wdrożenie niezbędnych zabezpieczeń.

    Co ważne, ryzyko nie dotyczy całej sieci równomiernie. Najbardziej narażone są starsze portfele, szczególnie te z wczesnych lat istnienia Bitcoina, gdzie klucze publiczne zostały trwale ujawnione.

    Według szacunków, około 1,7 mln BTC znajduje się w starych adresach typu P2PK. W tej puli mieści się nawet około 1,1 mln BTC przypisywanych Satoshiemu Nakamoto. To właśnie te „uśpione” monety, o wartości szacowanej na około 68 mld USD, są wskazywane jako szczególnie podatne.

    Techniczna pułapka i społeczne wyzwanie

    Jednym z głównych argumentów przeciwników pośpiechu jest wpływ nowych podpisów kryptograficznych na wydajność. Podpisy post-kwantowe mogą być wielokrotnie większe od obecnych. To bezpośrednio przekłada się na przepustowość sieci i może oznaczać konieczność ponownego otwarcia sporu o rozmiar bloku – tzw. „Blocksize Wars 2.0”.

    Pierwsza fala tego konfliktu w latach 2015-2017 doprowadziła do głębokich podziałów. Samson Mow ostrzega, że podobny scenariusz może powrócić, jeśli zmiany zostaną wprowadzone bez szerokiego konsensusu.

    I tu pojawia się kluczowe wyzwanie. Według Grayscale i ich dyrektora ds. badań Zacha Pandla, problem odporności Bitcoina na komputery kwantowe jest w dużej mierze wyzwaniem społecznym. Architektura Bitcoina ogranicza potencjalne wektory ataku, ale osiągnięcie porozumienia w społeczności co do kierunku zmian pozostaje główną barierą.

    Kto ma podjąć działanie i co dalej?

    Zdaniem Bernstein, przejście do standardów postkwantowych najprawdopodobniej zostanie przeprowadzone przez społeczność deweloperów open source Bitcoina oraz głównych współtwórców protokołu. To oni odpowiadają za proponowanie i wdrażanie zmian w oparciu o mechanizm konsensusu.

    Tymczasem branża nie próżnuje. Przykładowo, Solana oraz XRP Ledger już eksperymentują z rozwiązaniami post-kwantowymi, a Fundacja Ethereum opublikowała swój harmonogram w tym obszarze w lutym.

    Eksperci są zgodni: bezpośrednie zagrożenie ze strony komputerów kwantowych nie istnieje obecnie. Budowa maszyn o mocy wystarczającej do realnego naruszenia bezpieczeństwa Bitcoina pozostaje odległa o lata z powodu barier technologicznych i kosztów.

    Przygotowania do ery post-kwantowej powinny być kontynuowane, ale bez presji czasu, która mogłaby zagrozić stabilności całego ekosystemu. Jak podsumowuje raport Bernstein, kluczowe jest tempo postępu technologii kwantowych oraz zdolność społeczności do wdrożenia nowych standardów bezpieczeństwa. Zegar tyka, ale nie ma jeszcze powodu do paniki.

  • Erbud wstrzymuje dywidendę i szykuje gruntowny przegląd. Co z fabryką modułów?

    Erbud wstrzymuje dywidendę i szykuje gruntowny przegląd. Co z fabryką modułów?

    Czy duża, zdywersyfikowana grupa budowlana może pozwolić sobie na wypłatę dywidendy, gdy jeden z jej kluczowych segmentów generuje milionowe straty? Zarząd ERBUD S.A. właśnie udzielił na to pytanie jasnej odpowiedzi, rekomendując zatrzymanie całego zysku w spółce. To jednak tylko część większej układanki, która właśnie się układa.

    Kapitał na przyszłość zamiast wypłat

    W dniu 8 kwietnia 2026 roku zarząd ERBUD S.A. podjął kluczową uchwałę. Zarekomendował, aby cały zysk netto za rok obrotowy 2025, wynoszący 40 101 111,59 zł, został przeznaczony na kapitał zapasowy spółki. Ostateczną decyzję podejmą akcjonariusze na Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu.

    „Przeznaczanie zysku netto Spółki w całości na kapitał zapasowy Spółki ma na celu zbudowanie silnej bazy kapitałowej Grupy Kapitałowej Spółki na nadchodzące lata obrotowe, w tym na potrzeby finansowania działalności operacyjnej Grupy Kapitałowej Spółki i realizowanych przez nią projektów” – czytamy w oficjalnym komunikacie.

    Decyzja nie wzięła się znikąd. Zarząd wskazuje, że rekomendacja uwzględnia ocenę potrzeb kapitałowych niezbędnych do realizacji celów strategicznych grupy w nadchodzących latach, także w kontekście aktualnych warunków rynkowych.

    Przegląd strategiczny w toku

    Ale to nie wszystko. Okazuje się, że grupa, w której 33% akcji należy do niemieckiego Wolf & Mueller, a 21% do prezesa Dariusza Grzeszczaka, rozpoczęła przegląd opcji strategicznych dla swoich głównych linii biznesowych. Celem jest zapewnienie wzrostu wartości dla akcjonariuszy.

    „Działamy obecnie w bardzo dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym. Tworzy to z jednej strony wiele wyzwań, z drugiej zaś szans rozwojowych dla tak dużej i zdywersyfikowanej organizacji, jak nasza” – skomentował w komunikacie prasowym prezes Dariusz Grzeszczak.

    Wśród potencjalnych opcji wymieniono reorganizację struktury grupy oraz pozyskanie dodatkowego finansowania (dług lub equity) dla spółek zależnych. Autorzy raportu zaznaczają jednak, że „harmonogram, jak i ostateczny rezultat przeglądu są niepewne”. Więcej szczegółów może pojawić się na czwartkowej konferencji wynikowej.

    Mocne nogi i jedna kulawa

    Dlaczego ten przegląd i decyzja o zatrzymaniu zysku są tak istotne? Odpowiedź kryje się w wynikach segmentowych za 2025 rok. Grupa jest mocno zdywersyfikowana: Erbud matka zajmuje się generalnym wykonawstwem, oddzielne spółki w Polsce i Niemczech odpowiadają za usługi serwisowe dla przemysłu, a uruchomiona pod koniec 2021 roku spółka MOD21 – za produkcję drewnianych modułów. W grupie jest też notowana od 2021 roku na GPW firma Onde, budująca instalacje OZE i drogi.

    I tu pojawia się kluczowy problem. Podczas gdy trzy „dojrzałe” linie biznesowe (budownictwo kubaturowe, usługi dla przemysłu w Polsce i za granicą oraz OZE/infrastruktura) wypracowały w sumie ponad 90 mln zł zysku operacyjnego – o prawie 25% więcej niż w 2024 roku – to segment budownictwa modułowego poniósł 69 mln zł straty operacyjnej. Strata pojawiła się już na poziomie brutto ze sprzedaży (23 mln zł), mimo niemal podwojenia przychodów tego segmentu do 174 mln zł.

    Portfel zamówień i plany na 2026 rok

    Mimo wyzwań, grupa nie stoi w miejscu. Na koniec grudnia 2025 roku wartość portfela zamówień wyniosła 2,46 mld zł. W tym na budownictwo kubaturowe przypadało 1,3 mld zł, na Onde 0,69 mld zł, a na usługi dla przemysłu za granicą i w kraju odpowiednio 0,18 mld zł i 0,17 mld zł. Fabryka MOD21 miała w portfelu zlecenia za 115 mln zł. Do realizacji w 2026 roku przypadało 2 mld zł z tego portfela.

    Co ciekawe, podczas gdy Erbud wstrzymuje się z dywidendą, jej spółka zależna Onde planuje wypłatę. Rada nadzorcza Onde zarekomendowała wypłatę 0,31 zł na akcję, co daje łączną kwotę 16,9 mln zł z 27,7 mln zł zysku netto (stopa dywidendy na poziomie 3,3%).

    Czy zatem decyzja o zatrzymaniu zysku i przegląd strategiczny to oznaka kłopotów, czy raczej przemyślany ruch w trudnym czasie? Wszystko wskazuje na to drugie. Jak podkreśla prezes Grzeszczak, „uznaliśmy, że to dobry moment, aby uważnie przyjrzeć się naszemu biznesowi, zidentyfikować obszary najbardziej perspektywiczne i tam się wzmocnić, a zreorganizować się tam, gdzie mamy potrzeby”. Czas pokaże, jakie konkretnie zmiany przyniesie ten proces.

    Źródło: parkiet.com

  • Gigant AI kontra górnicy Bitcoina: walka o gigawaty mocy i przyszłość rynku

    Gigant AI kontra górnicy Bitcoina: walka o gigawaty mocy i przyszłość rynku

    Czy sztuczna inteligencja właśnie stała się największym konkurentem dla wydobycia Bitcoina? Wszystko wskazuje na to, że tak, a na linii frontu tej bitwy o zasoby stoi firma Anthropic, która ogłosiła właśnie swoją największą w historii umowę.

    Nowy gracz w walce o tanią energię

    Firma Anthropic ogłosiła nawiązanie współpracy z Google i Broadcom w zakresie zapewnienia mocy obliczeniowej TPU nowej generacji o wartości „kilku gigawatów”. Umowa ma zostać wdrożona w 2027 roku, a sama firma określiła ją jako swoje najważniejsze dotychczasowe osiągnięcie. To nie wszystko – przychody Anthropic wzrosły z 9 mld dolarów na koniec 2025 roku do imponujących 30 mld dolarów w ujęciu rocznym.

    Podpisaliśmy umowę z Google i Broadcomem na dostawy gigawatów mocy obliczeniowej opartej na TPU nowej generacji, która zostanie uruchomiona w 2027 roku i będzie służyć do szkolenia oraz obsługi zaawansowanych modeli Claude — Anthropic (@AnthropicAI) 6 kwietnia 2026 r.

    Według serwisu Cambridge Tracker wydobycie Bitcoinów zużywa na całym świecie około 13–25 gigawatów mocy w trybie ciągłym. Fakt, że jedna firma AI zapewnia sobie dostęp do wielu gigawatów w ramach jednej umowy, pokazuje, jak szybko ta branża staje się równorzędnym konkurentem o tę samą infrastrukturę energetyczną.

    Dlaczego górnicy Bitcoina zmieniają front?

    Decyzja górników zmierza coraz wyraźniej w jednym kierunku. Firma Core Scientific przekierowała znaczną część mocy z kopania kryptowalut na infrastrukturę do hostingu sztucznej inteligencji w ramach umowy z CoreWeave. Firmy Iris Energy i Hut 8 zwiększyły swoje przychody z działalności w zakresie AI i wysokowydajnych obliczeń.

    Riot Platforms, MARA Holdings i Genius Group poinformowały w zeszłym tygodniu o sprzedaży ponad 19 000 BTC ze swoich zasobów. To sugeruje, że kopanie przestaje się opłacać przy obecnych cenach i poziomie trudności.

    Górnik Bitcoina dysponujący mocą obliczeniową rzędu jednego gigawata osiąga przychody, które zależą od ceny Bitcoina i trudności sieci. Ten sam gigawat wynajęty firmie zajmującej się AI zapewnia stałą stawkę z przewidywalnymi przepływami pieniężnymi.

    Przy cenie Bitcoina wynoszącej 69 000$, trudności w wydobywaniu na rekordowo wysokim poziomie oraz rosnących kosztach energii, wynajem rozwiązań AI często okazuje się bardziej opłacalny.

    Sukces, który staje się wyzwaniem

    Anthropic w połowie lutego informował, że osiągnął 14 mld dol. przychodów w ujęciu rocznym. Niespełna dwa miesiące później ta liczba wzrosła do ponad 30 mld dol. Jeśli uda się utrzymać to tempo, firma odnotuje czwarty rok z rzędu ponad dziesięciokrotny wzrost przychodów.

    Ale ten sukces ma swoją cenę. W ramach rozszerzonej współpracy z Google i Broadcomem Anthropic ma uzyskać dostęp do ok. 3,5 GW mocy opartej na TPU od 2027 r., choć Broadcom zastrzega, że skala wykorzystania tej infrastruktury zależy od dalszego sukcesu komercyjnego spółki.

    Brak dostępu do mocy obliczeniowej jest największym wyzwaniem stojącym przed twórcami modeli Claude. Firma w pewnym sensie stała się ofiarą swojego sukcesu – modele stały się tak popularne, że nie jest ona w stanie zapewnić użytkownikom nieprzerwanego dostępu.

    Koszt szybkiego wzrostu

    W ubiegłym tygodniu Anthropic ogłosił dwie niepopularne zmiany. Pierwszą było obniżenie limitów konsumpcji tokenów w godzinach szczytu dla zasubskrybowanych użytkowników. Drugą – finalne odcięcie użytkowników planów Pro i Max od finansowania OpenClaw limitami wbudowanymi w subskrypcję.

    Wiele osób, widząc, jak to ostatnio działa w praktyce, postanowiło przenieść swoje projekty do konkurencji. Niektórzy klienci zaczęli zwracać uwagę na jeszcze jeden problem: według nich Claude Code w marcu stał się „głupszy”.

    Według raportu opublikowanego na platformie Github, nowsze wersje tego narzędzia gorzej radzą sobie ze skomplikowanymi, wieloetapowymi zadaniami. Anthropic twierdzi, że to najprawdopodobniej błąd, a nie ukryta optymalizacja.

    Co dalej z wydobyciem Bitcoina?

    Nie oznacza to jednak, że wydobywanie Bitcoina wymiera. Moc obliczeniowa sieci nadal osiąga rekordowe poziomy powyżej 1 zetahasha na sekundę.

    Górnicy, którzy przetrwają obecny cykl, mogą jednak mniej przypominać przedsiębiorstwa energetyczne zajmujące się wydobywaniem Bitcoina, a bardziej firmy infrastrukturalne, które przy okazji wydobywają Bitcoina, udostępniając swoje rzeczywiste aktywa w postaci taniej energii na dużą skalę dla branży AI.

    Rozbudowa mocy obliczeniowej AI to dziś jedno z głównych źródeł wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną w Stanach Zjednoczonych. Pojawia się w momencie, gdy górnicy Bitcoina decydują, czy wydobywać Bitcoiny, czy wynająć swoją infrastrukturę firmom zajmującym się AI. Walka o gigawaty właśnie się rozpoczęła na dobre.

  • Skarbówka pod ostrzałem donosów. Ale czy to oznacza, że Polacy masowo oszukują?

    Skarbówka pod ostrzałem donosów. Ale czy to oznacza, że Polacy masowo oszukują?

    Czy Polacy stali się nagle narodem skrupulatnych strażników prawa podatkowego, czy może po prostu… bardziej złośliwych sąsiadów? Dane są jednoznaczne: Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) jest zasypywana zgłoszeniami. Ale prawdziwa historia kryje się w motywacjach tych, którzy je wysyłają.

    Liczby nie kłamią: wzrost jest wyraźny

    W 2025 roku do szesnastu izb administracji skarbowej wpłynęło 84,4 tys. informacji sygnalnych. To solidny skok – o 5,8% więcej niż w 2024 roku (79,8 tys.) i aż o 10,6% w porównaniu z 2023 rokiem (76,3 tys.). Trend wzrostowy jest więc niepodważalny.

    Ale tutaj pojawia się pierwsze „ale”.

    „Sam wzrost liczby informacji sygnalnych nie musi oznaczać pogorszenia poziomu przestrzegania prawa podatkowego. Może on świadczyć raczej o większej aktywności społecznej i zaufaniu do instytucji państwa” – komentuje dr Anna Wojciechowska, ekspertka BCC i była naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej UKS w Gdańsku.

    Mroczna strona donosicielstwa: konflikty osobiste

    Oto kluczowy wątek tej historii. Eksperci i urzędnicy zgodnie wskazują, że nawet do 70% zgłoszeń bywa motywowanych konfliktami osobistymi. Mowa o sąsiedzkich animozjach, napięciach rodzinnych, sporach rozwodowych czy zawodowej zazdrości.

    „Informacje sygnalne bywają niestety wykorzystywane nie tylko w trosce o przestrzeganie prawa, lecz także jako narzędzie rozwiązywania prywatnych konfliktów” – dodaje dr Wojciechowska.

    Przykład? Sygnalista donosi, bo sąsiadka, która „nie pracuje”, nagle jeździ nowym autem. Tymczasem ona po prostu pracuje zdalnie. Nowy dom, samochód czy widoczny dobrobyt bywają postrzegane nie jako sukces, ale jako potencjalne nadużycie.

    Kto najczęściej donosi i jak to robi?

    Portret typowego sygnalisty jest dość wyraźny. Najczęściej autorami doniesień są:

    • Pracownicy,
    • Członkowie rodziny,
    • Sąsiedzi,
    • Kontrahenci.

    A jak donoszą? Zgłoszenia trafiają do urzędów zarówno tradycyjnie (poczta, biuro podawcze), jak i elektronicznie. I tu kolejna ważna cecha: przeważająca większość ma charakter anonimowy. Tylko niewielki odsetek jest podpisany imieniem i nazwiskiem.

    „Fakt, że zgłoszenia mogą być anonimowe, ma duże znaczenie. Z jednej strony zwiększa poczucie bezpieczeństwa (…), z drugiej strony może sprzyjać zgłoszeniom mniej przemyślanym” – analizuje mec. Aldona Międlar-Adamska, radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

    Dlaczego w ogóle tyle osób donosi?

    Przyczyn jest kilka. Sebastian Polański z Referatu Komunikacji IAS we Wrocławiu wskazuje na rosnącą świadomość prawną podatników, ułatwioną przez dostępność opracowań w internecie i kampanie edukacyjne KAS.

    Nie bez znaczenia jest też sytuacja gospodarcza. Inflacja sprawia, że obywatele są bardziej wyczuleni na nieuczciwe zarabianie czy unikanie opodatkowania. Do tego dochodzą media, które nagłaśniają sprawy, gdzie donos przyniósł realny skutek, wzmacniając motywację innych.

    Wyzwanie dla skarbówki: selekcja i weryfikacja

    Mimo wzrostu, roczna liczba zgłoszeń w kontekście milionów podatników i skali gospodarki nie jest uznawana za astronomiczną. Mec. Międlar-Adamska określa ją raczej jako „umiarkowaną”.

    Jednak jest na tyle duża, że stanowi poważne wyzwanie logistyczne.

    „Wymaga od administracji skarbowej sprawnego systemu wstępnej selekcji i weryfikacji zgłoszeń” – podkreśla prawniczka. Problem w tym, że wiele zgłoszeń jest bardzo ogólnych, opartych na domysłach i często uniemożliwia jakąkolwiek weryfikację. To pochopne sygnały, które obciążają urzędników, utrudniając wykrywanie prawdziwych naruszeń.

    Kluczowe jest więc wnikliwe weryfikowanie każdego sygnału i oddzielanie tych uzasadnionych od tych, które są jedynie pochodną emocji lub osobistych porachunków.

    Podsumowując, rosnąca fala donosów do skarbówki to zjawisko wielowymiarowe. Z jednej strony może świadczyć o większym zaufaniu do instytucji i aktywności obywatelskiej. Z drugiej – odsłania mniej chlubne oblicze ludzkich relacji, gdzie zazdrość i konflikty znajdują ujście w anonimowym formularzu. Dla KAS oznacza to przede wszystkim konieczność bycia czujnym nie tylko na przestępstwa podatkowe, ale także na ludzkie emocje.