Blog

  • JSW w 2025: Miliardowe straty, odpisy i restrukturyzacja. Co wiemy przed raportem?

    JSW w 2025: Miliardowe straty, odpisy i restrukturyzacja. Co wiemy przed raportem?

    Czy węgiel w Polsce wciąż jest czarnym złotem, czy już tylko źródłem miliardowych strat? Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) przygotowuje się do publikacji kluczowych wyników, a wstępne dane oraz decyzje księgowe nie napawają optymizmem.

    Miliardy w czerwonych liczbach

    JSW szacuje skonsolidowaną stratę netto za 2025 rok na poziomie 6,255 mld zł. To ogromna kwota, choć nieco niższa niż w rekordowo trudnym 2024 roku, kiedy strata wyniosła 7,3 mld zł. Przychody spółki oscylowały wokół 9,41 mld zł, ale i tak zakończyły się stratą brutto ze sprzedaży na poziomie 2,21 mld zł.

    Dla porównania w 2024 r. podstawowa działalność JSW była nierentowna — grupa zanotowała wtedy prawie 760 mln zł straty na sprzedaży przy przychodach rzędu 11,33 mld zł.

    Tutaj pojawia się kluczowe zastrzeżenie. Spółka podkreśla, że zaprezentowane wyniki to szacunki uzyskane podczas prac nad raportem i mogą ulec zmianie. Wszystkie ostateczne liczby poznamy już 30 kwietnia.

    Górnicze odpisy: jedna kopalnia zyskała, trzy straciły

    Ale to nie koniec finansowych wstrząsów. Zarząd JSW zakończył właśnie testy na utratę wartości aktywów w segmencie węgla. Decyzje księgowe dotyczące czwartego kwartału 2025 roku są znaczące.

    Spółka zarejestruje odpisy aktualizujące wartość (tzw. impairment loss) dla trzech kopalń:

    • KWK Budryk: ~322,0 mln zł
    • KWK Knurów-Szczygłowice: ~904,8 mln zł
    • KWK Borynia-Zofiłowka, część Zofiłowka: ~823,2 mln zł

    To jednak nie wszystko. Do listy strat dochodzi również należność od spółki JSW KOKS S.A. w wysokości około 301,5 mln zł.

    Jest jednak jeden pozytywny akcent w tym morzu czerwonych liczb. Zarząd zatwierdził odwrócenie odpisu dla aktywów kopalni KWK Pniówek w kwocie około 733,9 mln zł. Te kwoty również są szacunkowe, a finał poznamy w rocznych sprawozdaniach finansowych. Co ważne, JSW zapewnia, że te czysto księgowe operacje nie wpływają na bieżącą działalność operacyjną ani płatności handlowe spółki i całej grupy.

    Restrukturyzacja nieunikniona. Co dalej z JSW?

    Przy tak głębokich stratach pytanie o przyszłość spółki jest nieuniknione. Z informacji podanych przez serwis Business Insider wynika, że w tym roku ze spółki odejdzie 4 tys. osób. W ramach specjalnej ustawy 3 tys. pracowników skorzysta z urlopów górniczych (de facto wcześniejszych emerytur), a kolejny 1 tys. odejdzie dobrowolnie za jednorazową odprawą. Obecnie w JSW zatrudnionych jest 21 tys. osób.

    Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun planuje rozmowy w sprawie restrukturyzacji całej grupy. Zapowiedział też, że JSW przyspieszyła poszukiwania komercyjnego finansowania na rynkach międzynarodowych. Potencjalnie do pozyskania jest 1,5 mld dolarów, co – według ministra – ma trwale ustabilizować sytuację.

    Produkcja trwa, ale czy przynosi zysk?

    Mimo finansowych turbulencji, koła produkcyjne w JSW się kręcą. W 2025 roku spółka wydobyła łącznie 13 mln ton węgla, w tym 11 mln ton cennego węgla koksowego i 2 mln ton węgla energetycznego. Wyprodukowała także 3,15 mln ton koksu.

    Czy nowy kapitał i redukcja zatrudnienia będą wystarczające, aby wyprowadzić polskiego giganta węglowego na prostą? Ostateczna odpowiedź na to pytanie zacznie się klarować już za dwa dni, wraz z publikacją pełnego raportu za 2025 rok.

  • Cieśnina Ormuz wciąż zablokowana, a Fed zmienia włodarza. Oto czego bać się na rynkach?

    Cieśnina Ormuz wciąż zablokowana, a Fed zmienia włodarza. Oto czego bać się na rynkach?

    Czy rynek gotuje nam miesiące ekstremalnej niepewności? Wygląda na to, że powoli zaczynamy oswajać się z wizją, w której ropa po 100 dolarów, niepewny dolar i spragnione podwyżek banki centralne wracają na stałe do gry. A to wszystko na tle trwającej blokady kluczowego dla surowca szlaku morskiego.

    Jastrzębie zamiast gołębi

    Miniony tydzień pokazał, że światowe banki centralne mocno trzymają nerwy na wodzy. Bank Japonii utrzymał stopy bez zmian, ale aż 3 z 9 członków jego komitetu zagłosowało za podwyżką! Dodatkowo podniósł roczną prognozę inflacji do 2,8% z poprzednich 1,9%, winę zrzucając głównie na drożejącą ropę.

    Tymczasem Rezerwa Federalna zakończyła prawdopodobnie ostatnie posiedzenie pod batutą Jerome’a Powella.

    Choć od stóp nic się nie zmieniło, nad rynkiem wisi już duża zmiana. Nowym szefem Fed ma zostać Kevin Warsh, który – jak donosi Comparic.pl – planuje gruntowną reformę polityki pieniężnej. Rezygnacja z forward guidance, zmiana preferowanej miary inflacji i cięcie bilansu banku – to ma nadejść już w połowie maja.

    Zegar tyka, ropa drożeje

    Ale to nie polityka, a geopolityka napędza dziś największe lęki inwestorów. I tu jest największy problem.

    Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta. To kluczowy szlak transportowy dla światowej ropy. Według wyliczeń Bloomberg, Iranowi magazyny mogą wystarczyć jedynie na 12-22 dni. Jeśli blokada się przeciągnie, już w połowie maja może być zmuszony do ograniczenia produkcji o 1,5 miliona baryłek dziennie.

    Efekt? Ropa Brent na czerwcowym kontrakcie zbliża się już do 108 USD za baryłkę. Niektórzy analitycy, jak donosi Interia Biznes, sugerują, że cena może rosnąć o 5 dolarów tygodniowo wraz z każdym kolejnym tygodniem blokady.

    A co z polskim podwórkiem? Inflacja znów zaskakuje

    Ta presja z surowców już bije po polskich kieszeniach. Wstępne dane GUS za kwiecień pokazały, że inflacja CPI wyniosła 3,2% r/r, przekraczając prognozy rynku (3%).

    Głównym motorem wzrostu cen są paliwa, drożejące o 8,4 proc. r/r w bezpośrednim związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie i blokadą Ormuz – komentował dla Interii analityk DM BOŚ, Konrad Ryczko.

    Na rynku walutowym złoty doświadcza typowego napięcia. Choć nieco zyskiwał do euro i dolara, to presja geopolityki wciąż jest odczuwalna. Zdaniem Mirosława Budzickiego z PKO BP, rynek już częściowo „wycenił” negatywne scenariusze, ale przestrzeń dla złotego jest ograniczona przez „jastrzębi” przekaz zza oceanu.

    Podsumowując, rynek stoi na rozdrożu. Z jednej strony mamy realne, podażowe szoki, które stopy procentowe są w stanie ograniczyć tylko retoryką. Z drugiej – nadciągającą zmianę w amerykańskiej polityce pieniężnej. Jedyne, co pewne, to to, że era taniego pieniądza i niskiej inflacji może właśnie dobiegać końca – a my powinniśmy się na to przygotować.

  • Depresja u najważniejszego partnera handlowego. Co dalej z eksportem?

    Depresja u najważniejszego partnera handlowego. Co dalej z eksportem?

    Czy najgorsze nastroje konsumenckie od ponad trzech lat w Niemczech mogą poważnie zahamować nasz eksport? Najnowsze dane od GfK i Norymberskiego Instytutu Decyzji Rynkowych (NIM) nie pozostawiają złudzeń: nastroje są na poziomie bliskim panice. I to już drugi miesiąc z rzędu.

    Wskaźnik klimatu konsumenckiego dla maja 2026 r. spadł do -33,3 punktu. To oznacza gwałtowny spadek o 5,2 pkt w porównaniu z poprzednim miesiącem. Jak podaje Parkiet.com, wynik ten jest znaczącym rozczarowaniem i dużo gorszy od prognozowanego -29,5.

    „Nastroje konsumentów spadły jeszcze bardziej niż w poprzednim miesiącu i wynoszą obecnie -33,3 punktu. To najniższy poziom od lutego 2023 r.” – wyjaśnia Rolf Bürkl, dyrektor ds. klimatu konsumenckiego w NIM.

    Ostatni raz tak źle było w lutym 2023 roku. Analitycy są zgodni: ten głęboki pesymizm wśród niemieckich gospodarstw domowych to wyraźne ostrzeżenie. A dla Polski, dla której Niemcy są głównym odbiorcą eksportu (26,5% całości w okresie styczeń-luty), to poważny sygnał alarmowy.

    Co załamało niemieckiego konsumenta?

    Głównym winowajcą jest wojna w Iranie i jej konsekwencje. W marcu inflacja w Niemczech skoczyła z 1,9 proc. do 2,7 proc., głównie z powodu rosnących cen energii. Konsumenci zareagowali błyskawicznie i pesymistycznie.

    Najbardziej dramatycznie wyglądają oczekiwania dochodowe. Wskaźnik spadł w kwietniu o kolejne 18,1 punktu i osiadł na poziomie -24,4 pkt. „Oczekiwania dochodowe dosłownie się załamują z powodu rosnącej inflacji” – komentuje Bürkl.

    Portfele zamknięte na głucho

    Skłonność do zakupów, czyli gotowość do wydawania pieniędzy, też leci w dół. Spadła o 3,5 pkt do -14,4 pkt. To najniższy poziom od dwóch lat w ujęciu długoterminowym.

    Jedyna rzecz, która ma się dobrze, to chęć oszczędzania. Skłonność do oszczędzania utrzymuje się na wysokim poziomie (16,1 pkt), po niewielkim spadku o 2,4 pkt. W obecnej sytuacji gospodarczej Niemcy uważają, że trzymanie pieniędzy w garści to najlepsza strategia.

    Widmo recesji powraca

    Pesymizm konsumentów nie kończy się na ich własnych portfelach. Pogarsza się również ich ocena przyszłości całej gospodarki. Wskaźnik oczekiwań gospodarczych na najbliższe 12 miesięcy spadł o 6,8 pkt do -13,7.

    To poziom zbliżony do odnotowanego w kwietniu 2022 r., na początku wojny na Ukrainie.

    W raporcie czytamy, że narastają obawy, iż „wstępna poprawa koniunktury w niemieckiej gospodarce może ulec poważnemu pogorszeniu”. Szczególnie jeśli konflikt w Iranie będzie się przedłużał, a rząd nie wdroży skutecznych środków zaradczych.

    Co to oznacza dla Polski?

    Badanie klimatu konsumenckiego GfK, prowadzone od 1974 roku, uznawane jest za kluczowy wyznacznik rozwoju gospodarczego Niemiec. Mierzy poziom zaufania konsumentów i ich skłonność do wydawania pieniędzy.

    Gdy ten wskaźnik tak gwałtownie spada, oznacza to tylko jedno: niemieckie gospodarstwa domowe zaciskają pasa. A mniej wydających konsumentów za Odrą to potencjalnie mniejsze zamówienia dla polskich firm. Gwałtowny spadek nastrojów u naszego największego partnera handlowego to sygnał, który w Warszawie powinien rozbrzmiewać wyjątkowo głośno. Czas przygotować się na ewentualne turbulencje.

  • Łatwogang bije rekordy! Ponad 251 mln zł dla dzieci z nowotworami

    Łatwogang bije rekordy! Ponad 251 mln zł dla dzieci z nowotworami

    Czy internetowa zbiórka może konkurować z największymi akcjami charytatywnymi w Polsce? Okazuje się, że tak – i to z ogromnym sukcesem!

    Historyczny wynik streamu

    Zbiórka zorganizowana przez Łatwoganga właśnie dobiegła końca z oszałamiającym wynikiem ponad 251 milionów złotych. To jedna z największych akcji charytatywnych w historii polskiego internetu, która rozpoczęła się 17 kwietnia i trwała 9 dni.

    Początkowo stream miał zakończyć się w niedzielę o 16:00, ale zainteresowanie było tak ogromne, że transmisję przedłużono. Kulminacja nastąpiła jeszcze przed godziną 22:00 w dniu finału, kiedy licznik przekroczył magiczną barierę 250 mln zł.

    Ostatecznie zebrana kwota wyniosła ponad 251 mln zł, co stawia akcję wśród największych zbiórek w Polsce – bardzo blisko wyniku 34. finału WOŚP (ponad 263 mln zł).

    Wszystkie zebrane pieniądze trafią do fundacji Cancer Fighters, która wspiera dzieci chorujące na nowotwory oraz ich rodziny.

    Biznes staje do walki

    Ogromną rolę w tym sukcesie odegrał świat biznesu. Najwięksi darczyńcy przekazali ponad 6 mln zł każdy, a lista firm robi naprawdę duże wrażenie.

    Oto najhojniejsi przedsiębiorcy, którzy wsparli akcję:

    | Firma | Kwota wpłaty |
    |———–|——————|
    | XTB | 6 200 000 zł |
    | InPost | 6 000 000 zł |
    | Zen.com | 5 500 000 zł |
    | Kuchnia Vikinga | 5 100 000 zł |
    | WK Dzik | 5 000 000 zł |
    | Budimex | 3 000 000 zł |
    | Tymbark | 2 510 000 zł |

    Do grona darczyńców dołączyły także m.in. Wydawnictwo NieZwykłe (1,3 mln zł), Pitbull (1,2 mln zł), Eveline Cosmetics (1,2 mln zł), Erste Bank Polska (1,1 mln zł), ING Bank Śląski (1,1 mln zł) oraz OnlyBio & Stars.Space, Apart i Neboa (po 1 mln zł każda).

    Gwiazdy dopingują zbiórkę

    W akcję zaangażowały się także znane osoby, które pojawiały się podczas streamu. Wśród nich byli m.in. Robert Lewandowski, Adam Małysz, Doda, Cezary Pazura i Katarzyna Nosowska. Ich obecność dodatkowo napędzała zainteresowanie i wpłaty.

    Sam Łatwogang podkreślał, że skala wydarzenia przerosła jego oczekiwania. Jak zaznaczał, nie uważa się za głównego bohatera akcji, a jedynie za osobę, która ją zainicjowała.

    A gdzie spółki skarbu państwa?

    Na liście firm, które wsparły akcję, nie ma ani jednej spółki skarbu państwa – w tym tak zwanej „perły w koronie”, czyli Orlenu. Ten fakt odnotował Tomasz Terlikowski i zapytał o to szefa MAP Wojciecha Balczuna w „Porannej Rozmowie” RMF FM.

    Balczun podkreślił, że sam prywatnie wpłacił pieniądze na tę „piękną inicjatywę”. Odnosząc się do pytania o brak wpłat od państwowych spółek, odparł: „Żaden z prezesów państwowych spółek nie musi do mnie dzwonić i pytać o zgodę w tego typu sprawach”.

    „To są ich decyzje, jeżeli takie decyzje zostały podjęte, to zostały” – podkreślił szef MAP, dodając, że nie ma wiedzy na temat tego, czy któraś z państwowych spółek przekazała pieniądze. „Jeżeli nie ma [ich na liście], to znaczy, że nie zostały podjęte” – podsumował Balczun.

    Siła społeczności

    Ta rekordowa zbiórka pokazuje niezwykłą moc internetowej społeczności połączonej ze światem biznesu. Ponad 251 milionów złotych w zaledwie 9 dni to dowód na to, że kiedy Polacy się jednoczą, potrafią dokonywać rzeczy naprawdę wielkich.

    Wszystkie środki trafią tam, gdzie są najbardziej potrzebne – do walki z nowotworami u dzieci. To właśnie jest prawdziwy sukces tej niezwykłej akcji.

  • Mieszkania jak Jekyll i Hyde: Sopot kontra Bytom to różnica jak 5 do 1!

    Mieszkania jak Jekyll i Hyde: Sopot kontra Bytom to różnica jak 5 do 1!

    Czy wiecie, że za metr kwadratowy mieszkania w Sopocie trzeba zapłacić prawie pięć razy więcej niż w Bytomiu? To nie żart ani porównanie Warszawy z prowincją, ale realia polskiego rynku nieruchomości, które pokazuje nowy raport GetHome.pl. Tymczasem najświeższe dane z kwietnia od Otodom tylko potwierdzają, że przepaść cenowa między polskimi miastami się pogłębia.

    Polska mieszkaniowa mapa skarbów i pułapek

    Nowy raport oparty na danych Głównego Urzędu Statystycznego odsłania szokujące dysproporcje. Chodzi o średnie ceny transakcyjne mieszkań, a nie tylko ofertowe, co daje nam realny obraz tego, ile naprawdę płacą Polacy. Analiza obejmuje niemal wszystkie powiaty i miasta na prawach powiatu, z wyjątkiem powiatu łańcuckiego.

    A tu czeka na nas pierwsza bomba. W Sopocie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio 19 849 zł, podczas gdy w Bytomiu tylko 4 032 zł. To niemal pięciokrotna różnica! Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

    Królestwo drogich apartamentów

    Które miasta królują w rankingu najdroższych? Oto pierwsza dziesiątka miast na prawach powiatu z najwyższymi średnimi cenami transakcyjnymi (uwzględniającymi rynek pierwotny i wtórny):

    1. Sopot — 19 849 zł/m²
    2. Warszawa — 15 850 zł/m²
    3. Kraków — 13 738 zł/m²
    4. Gdańsk — 12 301 zł/m²
    5. Wrocław — 11 913 zł/m²
    6. Świnoujście — 11 842 zł/m²
    7. Gdynia — 11 770 zł/m²
    8. Poznań — 10 325 zł/m²
    9. Lublin — 9 607 zł/m²
    10. Katowice — 9 326 zł/m²

    Autorzy raportu zwracają uwagę, że wysokie ceny dotyczą również miast o dużym potencjale turystycznym, które nie są osobnymi powiatami, jak na przykład Zakopane.

    A gdzie można znaleźć mieszkaniowe okazje?

    Jeśli szukacie najtańszych lokali w miastach na prawach powiatu, powinniście skierować wzrok na Śląsk. Oto ranking najniższych średnich cen:

    • Bytom — 4 032 zł/m²
    • Jastrzębie-Zdrój — 4 435 zł/m²
    • Wałbrzych — 4 671 zł/m²
    • Piekary Śląskie — 4 832 zł/m²
    • Grudziądz — 5 070 zł/m²

    Ale to jeszcze nie koniec! Raport wskazuje, że poza miastami na prawach powiatu można znaleźć jeszcze tańsze mieszkania. Przykładowo, w powiecie głubczyckim średnia cena wynosi 3 246 zł/m², w prudnickim — 3 208 zł/m², a w górowskim — zaledwie 3 044 zł/m²!

    Eksperci zwracają jednak uwagę na pewien haczyk. Wiele z tych najtańszych powiatów jest słabo zurbanizowanych. W ich zasobie mieszkaniowym dominują domy wolno stojące, które w niektórych regionach stanowią nawet 90 proc. wszystkich mieszkań.

    „W przypadku rynku pierwotnego dane GUS nie obejmują umów deweloperskich. Średnia cena za metr kwadratowy jest liczona na podstawie gotowych mieszkań, których własność została przeniesiona po zakończeniu budowy” — wyjaśniają eksperci GetHome.pl.

    Oznacza to, że podawane ceny mogą odzwierciedlać umowy sprzed kilku lat.

    Kwiecień tylko potwierdza trend rozwarstwienia

    Tymczasem najnowszy, kwietniowy raport Otodom pokazuje, że rynek pierwotny także dramatycznie się rozjeżdża. Warszawa nie zwalnia tempa: średnia cena ofertowa nowych mieszkań to już 19,7 tys. zł/m², a wzrost cen przyspieszył z 8,8 proc. r/r w marcu do 11,5 proc. w kwietniu!

    • Trójmiasto wyprzedza Kraków z ceną 17,6 tys. zł/m², choć odnotowało miesięczny spadek (o 0,9 proc.).
    • Kraków utrzymuje się na poziomie 16,8 tys. zł/m².
    • Poznań to stabilny środek stawki z 13,7 tys. zł/m².
    • Wrocław spadł poniżej 15 tys. zł/m².
    • Najtańsze wśród dużych miast pozostają Katowice (12,5 tys. zł/m²) i Łódź (11,4 tys. zł/m²).

    Przepaść, która kosztuje

    Eksperci Otodom nie mają wątpliwości: rynek staje się coraz bardziej spolaryzowany. Różnice między miastami nie są już subtelne — są gigantyczne. Dla przykładu: 50-metrowe mieszkanie w Trójmieście jest dziś o 135 tys. zł droższe niż we Wrocławiu.

    Dane GUS i Otodom mówią jednym głosem. Polska mieszkaniowa to kraj skrajności. Z jednej strony Sopot i Warszawa testujące wytrzymałość portfeli, z drugiej — miasta i powiaty, gdzie ceny wciąż są relatywne. Wybór miejsca do życia nigdy nie miał tak dużego finansowego znaczenia. To nie tylko kwestia gustu, ale i setek tysięcy złotych różnicy w kredycie.

  • Orlen chce sięgnąć do kieszeni? Rekordowe 9,3 mld zł dla akcjonariuszy!

    Orlen chce sięgnąć do kieszeni? Rekordowe 9,3 mld zł dla akcjonariuszy!

    Czy państwowy gigant właśnie ogłosił najhojniejszy gest w swojej historii? Władze PKN Orlen postawiły na stole konkretną propozycję, od której może zawrócić w głowie każdemu inwestorowi.

    Zarząd spółki zarekomendował w środę wypłatę dywidendy z zysku za 2025 rok na bezprecedensowym poziomie: 8 zł na akcję. W przeliczeniu na całość oznacza to astronomiczną kwotę 9,3 miliarda złotych, która ma trafić do akcjonariuszy.

    Rekordowa hojność, która bije wszystkie poprzednie

    Jeśli propozycja zarządu zostanie zaakceptowana przez walne zgromadzenie, będzie to zdecydowanie najwyższa dywidenda w historii koncernu. Dla porównania, rok temu Orlen wypłacał 6 zł na akcję, co dało łączną kwotę około 7 miliardów złotych. To nie byle jaka różnica!

    „Propozycja zarządu spółki zostanie przedstawiona Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu spółki, które podejmie ostateczną decyzję w tej kwestii” – podkreśla Orlen w oficjalnym komunikacie, cytowanym przez serwis Business Insider Polska.

    But wait, there’s more! Orlen należy do wąskiego grona spółek z GPW, które mogą pochwalić się długą i nieprzerwaną historią dzielenia się zyskiem. Paliwowy koncern robi to bez przerwy od 2013 roku, czyli z zysku za 2012 rok. To prawdziwy maraton hojności!

    Kalendarz wypłat: kiedy pieniądze trafią na konta?

    Zarząd nie tylko zarekomendował wysokość dywidendy, ale także wyznaczył kluczowe daty. Propozycja przewiduje, że 18 czerwca 2026 roku będzie dniem dywidendy – wtedy ustalona zostanie lista akcjonariuszy uprawnionych do wypłaty. Z kolei 25 czerwca 2026 roku ma być dniem faktycznej wypłaty gotówki.

    Co to oznacza w praktyce? Aby uzyskać prawo do tegorocznej rekordowej wypłaty, akcje Orlenu trzeba kupić najpóźniej 16 czerwca 2026 roku. To ważna informacja dla każdego, kto rozważa dołączenie do grona beneficjentów.

    Stopa dywidendy, która przebija rynek

    Przy aktualnej cenie akcji wahającej się w okolicach 131-132 zł (według danych z parkiet.com), proponowana dywidenda na poziomie 8 zł przekłada się na stopę dywidendy wynoszącą nieco ponad 6%. To imponujący wynik, który o około 2 punkty procentowe przewyższa średnią rynkową dla indeksu WIG.

    Inwestorzy zareagowali na wiadomość natychmiast i entuzjastycznie. Notowania Orlenu podczas środowej sesji zyskiwały na wartości, a po południu kurs rósł o 2,6%, osiągając poziom około 131,6 zł. Widać, że pomysł zarządu przypadł im do gustu.

    Długa droga do rekordów: historia wypłat Orlenu

    Aby docenić skalę tegorocznej propozycji, warto spojrzeć wstecz. Parkiet.com przypomina, jak kształtowały się dywidendy w poprzednich latach:

    • 2025 rok (wypłacona z zysku za 2024): 6 zł na akcję
    • 2024 rok: 4,15 zł na akcję
    • 2023 rok: 5,5 zł na akcję
    • 2022 rok: 3,5 zł na akcję

    Widać wyraźny trend wzrostowy, który w tym roku ma osiągnąć swoje apogeum. Tegoroczna kwota 8 zł na akcję to nie tylko rekord, ale i potwierdzenie silnej kondycji finansowej grupy.

    Skąd ta hojność? Fundamenty są mocne

    Wysoka proponowana wypłata nie jest przypadkowa ani zaskakująca. Jak zauważa Parkiet.com, Orlen ma za sobą bardzo udany rok, a perspektywy na 2026 również zapowiadają się obiecująco.

    Potwierdzeniem świetnej kondycji są twarde dane finansowe. Zysk netto Grupy Orlen w 2025 roku osiągnął wartość 11,248 mld zł, co oznacza wzrost o oszałamiające 8,572 mld zł w porównaniu z rokiem poprzednim. To fundament, który pozwala na tak szeroki gest wobec akcjonariuszy.

    Kto skorzysta najbardziej? Oczywiście Skarb Państwa

    Największym beneficjentem sutej dywidendy będzie dominujący akcjonariusz – Skarb Państwa. Jako posiadacz kontrolnego pakietu akcji, to właśnie do budżetu państwa trafi lwia część z 9,3 miliarda złotych.

    Strategia na przyszłość: progresywna polityka dywidendowa

    Czy to jednorazowy zryw? Wszystko wskazuje na to, że nie. Zgodnie z opublikowaną w styczniu 2025 roku strategią grupy Orlen do 2035 roku, strategiczną ambicją koncernu jest regularne dzielenie się wynikami finansowymi z akcjonariuszami.

    Jak czytamy na stronie Orlenu, cytowanej przez Parkiet.com: „Progresywna polityka dywidendowa zakłada coroczny wzrost dywidendy gwarantowanej o 0,15 PLN na jedną akcję. Poziom dywidendy gwarantowanej w 2025 roku zostanie podwyższony z 4,30 do 4,50 PLN na jedną akcję. Zarząd może zarekomendować wypłatę wyższej dywidendy, do poziomu 25 proc. przepływów z działalności operacyjnej w danym roku pomniejszonych o koszty finansowania”.

    Ostateczna decyzja należy teraz do akcjonariuszy zebranych na walnym zgromadzeniu. Jeśli zatwierdzą rekomendację zarządu, 25 czerwca 2026 roku przejdzie do historii jako dzień, w którym Orlen podzielił się z inwestorami największym w swojej historii łupem.

  • Czy złoto i kryptowaluty zabiorą koronę dolara? To już nie teoria, ale strukturalna rewolucja

    Czy złoto i kryptowaluty zabiorą koronę dolara? To już nie teoria, ale strukturalna rewolucja

    Czy globalny system finansowy, który przez dekady święcił potęgę dolara, jest właśnie na rozdrożu? Wielu analityków wskazuje, że nie jest to tylko krótkoterminowa zmiana, ale strukturalny trend, który może przetasować fundamenty globalnych rynków. A Polska ma w tym procesie swoją niebagatelną rolę!

    Banki centralne uciekają od dolara. Cel: złoto

    Proces, który Deutsche Bank opisuje jako strukturalny, trwa od kilkunastu lat, lecz jego tempo wyraźnie przyspiesza. Od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku banki centralne na całym świecie dodały do swoich rezerw ponad 225 milionów uncji złota. Jednocześnie udział dolara amerykańskiego w globalnych rezerwach spadł z ponad 60% na początku XXI wieku do około 40% obecnie. Złoto wypełnia tę lukę.

    Kluczowym motywem jest zabezpieczenie przed zachodnimi sankcjami zwłaszcza po tym, jak zamrożenie rosyjskich rezerw walutowych w 2022 roku unaoczniło całemu światu, że trzymanie aktywów w dolarach niesie ze sobą ryzyko polityczne.

    Deutsche Bank przeprowadził symulację opartą na konkretnym założeniu: jeśli udział złota w światowych rezerwach banków centralnych wzrośnie z obecnych 30% do 40%, cena kruszcu osiągnie poziom 8 000 dolarów za uncję w perspektywie pięciu lat.

    To niemal 80-procentowy wzrost względem obecnych poziomów! Choć bank zastrzega, że projekcja ma charakter koncepcyjny, sam fakt jej opublikowania przez jeden z największych banków inwestycyjnych świata jest znaczący.

    Polska liderem dedolaryzacji?

    Współczesny rynek złota przyciąga nie tylko banki centralne, ale także firmy powiązane z rynkiem cyfrowym i finansowym. Co istotne, zakupy nie są już domeną wyłącznie największych graczy. Chiny, Rosja, Indie, Polska i Turcja od dawna budują swoje zasoby kruszcu, lecz trend rozszerzył się na Kazachstan, Arabię Saudyjską, Katar, Egipt oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.

    Jednak Polska wyróżnia się też na innym polu. Najnowszy raport przygotowany przez ARI10 pokazuje, że Polska znajduje się w ścisłej czołówce krajów europejskich pod względem zainteresowania kryptowalutami. Aż 47,1% respondentów deklaruje kontakt z cyfrowymi aktywami, co jest najwyższym wynikiem w badaniu obejmującym wiele państw Europy.

    Aż 39,4% Europejczyków miało kontakt z kryptowalutami, a ponad 31% można uznać za aktywnych inwestorów. Coraz więcej osób traktuje kryptowaluty jako element portfela inwestycyjnego, podobnie jak akcje czy metale szlachetne.

    Cyfrowe złoto bije rekordy, gdy Bitcoin stoi w miejscu

    Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne ochłodzenie nastrojów na rynku kryptowalut. Całkowita kapitalizacja cyfrowych aktywów spadła o około 40% od wcześniejszych szczytów, a Bitcoin od miesięcy nie potrafi utrzymać się powyżej poziomu 80 000 USD.

    Na tle słabnącego rynku wyróżnia się segment tokenizowanego złota, który rośnie w tempie znacznie szybszym niż tradycyjne inwestycje w kruszec. Cyfrowe złoto oparte na technologii blockchain po raz pierwszy przekroczyło kapitalizację 5 miliardów dolarów, a tempo jego adopcji przewyższa wzrost fizycznych aktywów opartych na złocie.

    Największy udział w rynku tokenizowanego złota posiada obecnie Tether Gold (XAUt), który kontroluje niemal połowę całkowitej wartości tego segmentu. Rosnące zainteresowanie instytucji finansowych sugeruje, że cyfrowe złoto może stać się ważnym elementem nowoczesnych portfeli.

    Nie tylko złoto: ropa też wpływa na dolara

    W długim terminie kluczowe znaczenie dla kursu dolara mają stabilność polityczna i napięcia geopolityczne. Notowania ropy Brent ponownie przekroczyły poziom 100 USD za baryłkę, co bezpośrednio wiąże się z fiaskiem rozmów pokojowych między USA a Iran oraz utrzymującą się blokadą Cieśniny Ormuz.

    Analitycy Goldman Sachs wskazują, że scenariusz szybkiego powrotu cen w okolice 80 USD stał się mało realny. Jeśli napięcia utrzymają się dłużej, ceny ropy mogą pozostać wysokie nawet do końca 2026 roku.

    W regionie Zatoka Perska produkcja petrochemiczna spadła o ponad 40%, a rynek gazu odczuł jeszcze większe straty. Jednym z najbardziej dotkniętych krajów jest Katar.

    Największe ryzyko gospodarcze dotyczy krajów silnie uzależnionych od importu surowców energetycznych, szczególnie w Azji. Państwa takie jak Indie, Pakistan czy Filipiny mogą zmierzyć się z pogorszeniem bilansu handlowego, wzrostem inflacji oraz spowolnieniem wzrostu gospodarczego.

    Co to oznacza dla nas?

    Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest stopniowe przechodzenie do świata wielowalutowego, w którym dolar nadal pozostanie ważny, lecz nie jedyny. Dla rynku finansowego oznacza to większą zmienność i konieczność dywersyfikacji portfeli walutowych.

    Prognozy wskazują, że przyszłość rynku złota i alternatywnych aktywów będzie zależeć głównie od polityki monetarnej, konfliktów międzynarodowych oraz zmian w globalnym systemie finansowym.

    Jeśli proces edukacji użytkowników będzie postępował, kryptowaluty mogą stać się jeszcze ważniejszym elementem codziennych finansów w Europie – a Polska, jako lider adopcji, może być w tym procesie kluczowym graczem.

    Wszystkie te zmiany nie nastąpią nagle, ale ich strukturalny charakter sugeruje, że era absolutnej dominacji dolara dobiega końca. I to nie tylko w rezerwach banków centralnych, ale także w świadomości zwykłych inwestorów.

  • CPN kosztuje 1,6 miliarda miesięcznie. Czy budżet da radę?

    CPN kosztuje 1,6 miliarda miesięcznie. Czy budżet da radę?

    Rządowe wsparcie dla kierowców w postaci pakietu „Ceny Paliw Niżej” (CPN) od miesięcy tłumi rosnące koszty tankowania. Ale ile ten program faktycznie kosztuje finansów publicznych, które już są mocno napięte?

    Łagodny szok i umiarkowane koszty?

    W porównaniu z gigantycznymi programami pomocnymi z ostatnich lat CPN nie jest najhojniejszy. Tarcze antyinflacyjne (obejmujące np. obniżki VAT na żywność i paliwa) kosztowały około 30–40 mld zł rocznie. Zamrożenie cen energii dla gospodarstw domowych pochłonęło 20–30 mld zł rocznie, a w latach 2023–2025 na ten cel wydano ponad 83 mld zł. Największe były działania pandemiczne, gdzie pomoc dla firm i pracowników sięgnęła nawet 200–300 mld zł.

    Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, wskazuje: „Owszem, obecnie wdrażane działania rządu nie są tak szerokie i kosztowne jak w przypadku tarcz antyinflacyjnych. Ale to dobrze, bo skala obecnego szoku jest mniejsza”.

    Inflacja po wybuchu wojny w Ukrainie i kryzysie energetycznym sięgała nawet 18 proc. Obecnie prognozy mówią o 3–4 proc., a w pesymistycznym scenariuszu o 5–6 proc.

    271 nieprawidłowości na stacjach

    Wiceminister Wojnarowski podał, że Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła już 4230 kontroli stosowania ceny maksymalnej na stacjach paliw. Stwierdzono 271 nieprawidłowości, czyli dotyczą to około 6 proc. skontrolowanych stacji.

    Pakiet CPN został wydłużony do 15 maja 2026 roku po opublikowaniu rozporządzeń obniżających VAT na paliwo z 23 do 8 proc. oraz akcyzę. Akcyza jest obniżona o 29 gr za litr benzyny i 28 gr za litr oleju napędowego, czyli do najniższego poziomu dopuszczonego przez UE.

    „Koszt pakietu CPN dla budżetu to 1,6 mld zł miesięcznie” – przypomniał wiceminister.

    Czy budżet udźwignie CPN?

    W odniesieniu do wielkości budżetu państwa koszty programu wydają się umiarkowane. Karol Pogorzelski ocenia: „Nie są to małe pieniądze, ale nie jest to kwota, której nie dałoby się udźwignąć”. Dodaje, że w grudniu 2025 r. Ministerstwo Finansów znalazło oszczędności na 50 mld zł.

    Budżet państwa na 2026 r. zakłada dochody ok. 647 mld zł, wydatki niemal 919 mld zł i limit deficytu do 272 mld zł. Minister finansów Andrzej Domański nie mówił dotychczas o konieczności nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej. Zdaniem ekonomistów być może rzeczywiście uda się tego uniknąć – o ile sytuacja nie ulegnie gwałtownemu pogorszeniu.

    Napięte finanse i ryzyko długotrwałego szoku

    Ale ekonomiści ostrzegają: w szerszym kontekście CPN może być istotnym obciążeniem.

    „Jeśli założymy, że szok energetyczny wygaśnie w ciągu kilku miesięcy i koszt programu sięgnie kilku miliardów złotych, to sytuacja nie jest dramatyczna” – mówi Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska. „Problem pojawi się jednak, jeśli wysokie ceny paliw utrzymają się do końca roku”.

    W takim scenariuszu skala działań rządu będzie musiała być większa, a ich czas trwania dłuższy, co przełoży się na wyraźnie wyższe koszty. „W ujęciu rocznym koszt rzędu 20 mld zł to około 0,5 proc. PKB. To już istotna wielkość” – podkreśla Bielski.

    „Szczególnie w sytuacji, gdy punkt startowy deficytu wynosi ok. 7 proc. PKB. Od kilku lat rządzący balansują na granicy bezpieczeństwa fiskalnego, a dokładanie kolejnych kosztów oznacza zwiększanie tego ryzyka” – dodaje.

    Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, podsumowuje: „Sytuacja finansów publicznych jest bardzo napięta. Wcześniejsze programy pomocowe czy rosnące wydatki na obronność znacząco ograniczyły przestrzeń fiskalną państwa na reagowanie na kolejne szoki”.

    Co z LPG i przyszłością programu?

    Ministerstwo Energii pozostaje w stałym kontakcie z KAS i monitoruje sytuację. „Działania wspierające stabilność cenową będą podejmowane w oparciu o wpływ konfliktu na krajowy rynek paliw, prognozy rynkowe oraz sytuację makroekonomiczną Polski” – mówił Wojnarowski.

    Zasygnalizował też, że jeśli zajdzie taka potrzeba, w najbliższych tygodniach ministerstwo będzie się starało „pochylić nad mechanizmem dotyczącym LPG”.

    Podkreślił również, że ceny paliw w kraju są jednymi z najniższych w Europie i zakłada się, że dopóki sytuacja na Bliskim Wschodzie nie zostanie opanowana, wsparcie dla Polaków będzie kontynuowane.

  • Inflacja w Europie znów leci w górę! Co to oznacza dla kredytów i gospodarki?

    Inflacja w Europie znów leci w górę! Co to oznacza dla kredytów i gospodarki?

    Czy stabilność cen w Europie jest tylko mirażem? Wstępne szacunki za kwietni 2026 roku mówią jasno: inflacja w strefie euro prawdopodobnie przyspieszyła do 3 proc., najwyższego poziomu od października 2023 roku.

    Ta wartość znacznie przekracza średniookresowy cel inflacyjny EBC wynoszący 2 proc. i przewyższa też ostateczny odczyt z marca, który wynosił 2,6 proc. Co napędza ten niepokojący wzrost?

    Energia – główny winowajca

    Ekonomiści szacują, że wzrost był napędzany wyłącznie przez energię. Winny jest dalszy wzrost cen paliw transportowych oraz ponowna presja na wzrost cen gazu i energii elektrycznej. W efekcie inflacja bazowa, która wyklucza zmienne składniki takie jak energia i żywność, mogła spaść z 2,3 proc. do 2,1 proc. r/r, a inflacja cen żywności prawdopodobnie się ustabilizowała.

    Oczekuje się, że inflacja bazowa utrzyma się na stabilnym poziomie około 2,3 proc., co sugeruje, że ceny bazowe nie zareagowały jeszcze na niedawny szok energetyczny. Przyszła trajektoria inflacji w dużej mierze zależy od zmian cen energii.

    „W naszym scenariuszu bazowym inflacja zasadnicza będzie nadal rosła w nadchodzących miesiącach i wyniesie średnio około 3,5 proc. w drugiej połowie 2026 r., podczas gdy inflacja bazowa ustabilizuje się na poziomie 2 proc. lub nieco powyżej w dającej się przewidzieć przyszłości” – stwierdzają specjaliści włoskiego banku UniCredit, cytowani przez Parkiet.com.

    Co na to gospodarka i akcja kredytowa?

    A tu pojawia się ciekawe, choć może przejściowe, zjawisko. Marcowe dane Europejskiego Banku Centralnego przynoszą umiarkowanie optymistyczny obraz. Choć napięcia geopolityczne i wojna pogorszyły nastroje przedsiębiorstw, akcja kredytowa dla firm… niespodziewanie przyspieszyła.

    W marcu 2026 r. dynamika kredytów dla przedsiębiorstw wzrosła do 3,2 proc. z 3,0 proc. miesiąc wcześniej. Jeszcze wyraźniej widać to w ujęciu miesięcznych przepływów – wartość nowych kredytów zwiększyła się do 27 miliardów euro wobec 19 miliardów euro w lutym, pisze portal PB.pl.

    Eksperci ostrzegają jednak, że obecne ożywienie może mieć charakter przejściowy. Przedsiębiorstwa coraz częściej wstrzymują decyzje inwestycyjne z powodu rosnącej niepewności. Banki już sygnalizują zmianę trendu – spodziewany jest wyraźny spadek wolumenu nowych kredytów oraz zaostrzenie standardów ich udzielania.

    Sytuacja gospodarstw domowych jest bardziej stabilna: wzrost ich kredytów utrzymał się na poziomie 3,0 proc., a miesięczny napływ nowych pożyczek pozostał bez zmian (19 mld euro). Jednak wzrost inflacji, napędzany kosztami energii, negatywnie wpływa na marże firm i dochody konsumentów, co może stopniowo ograniczać popyt na kredyt.

    Wyzwanie dla Christine Lagarde i EBC

    Rosnące ceny energii przesunęły ryzyko dla perspektyw inflacji w górę, a ryzyko dla aktywności gospodarczej i rynków finansowych w dół, tworząc „niewygodną sytuację” dla Rady Prezesów EBC. Co może zrobić bank centralny?

    Według prezes Lagarde, w obliczu szoków podażowych banki centralne mogą je „przejrzeć”, jeśli szoki są umiarkowane i krótkotrwałe. Kluczową zmienną są oczekiwania inflacyjne. Jeśli wzrost cen energii będzie silny i trwały, zagrożą oczekiwaniami, EBC będzie priorytetowo traktować stabilność cen nad aktywność gospodarczą.

    Badanie opublikowane przez EBC pokazuje, że inflacja w strefie euro może osiągnąć nawet 4 proc. w ciągu najbliższych 12 miesięcy! W marcu mediana oczekiwań inflacyjnych na najbliższe 12 miesięcy wzrosła do 4 proc., a na trzy lata – do 3 proc.

    Rynki finansowe szybko przewartościowały perspektywy. Kontrakty terminowe już dyskontują około dwóch podwyżek stóp procentowych do końca roku. Prezes Lagarde stoi przed trudnym wyzwaniem komunikacyjnym, próbując znaleźć równowagę między unikaniem przesadnej reakcji i stanowczym zobowiązaniem do działania.

    Biorąc pod uwagę wysoką niepewność, ekonomiści UniCredit wątpią, aby Lagarde próbowała wpływać na ceny rynkowe. Decyzje EBC będą uzależnione od danych, a bank dokona ponownej oceny i w razie potrzeby podejmie działania.

    W Hiszpanii inflacja w kwietniu już wyniosła 3,5 proc. wobec 3,4 proc. miesiąc wcześniej. W całej strefie euro oczekiwany jest wzrost do 2,9 proc. Fakt, że inflacja znów przyspiesza, będzie kluczowym czynnikiem dla przyszłych decyzji Europejskiego Banku Centralnego i naszych portfelów.

  • Elon Musk robi X Twoim bankiem? Nowe Cashtagi to tylko początek rewolucji

    Elon Musk robi X Twoim bankiem? Nowe Cashtagi to tylko początek rewolucji

    Czy platforma społecznościowa może być jednocześnie Twoim domowym kantorem i terminalem maklerskim? Elon Musk postanowił to sprawdzić, wprowadzając właśnie nową funkcję, która może zmienić sposób, w jaki myślimy o mediach społecznościowych i finansach.

    Cashtagi: rynkowe wykresy na wyciągnięcie ręki

    Premiera miała miejsce 14 kwietnia. Nowa funkcja o nazwie Cashtagi pozwala użytkownikom przeglądać wykresy akcji i kryptowalut w czasie rzeczywistym bez opuszczania aplikacji X. Jak to działa? Wystarczy poprzedzić symbol giełdowy lub token kryptowalutowy znakiem dolara (np. $BTC), by zamienić go w klikalny link prowadzący do danych rynkowych.

    Dotknięcie tagu wyświetla wykres cenowy oraz powiązane posty na platformie – wszystko w jednym miejscu. Na razie funkcja dostępna jest dla użytkowników iPhone’ów w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

    Szef działu produktu w X, Nikita Bier, ogłaszając premierę, nie ukrywał ambicji: „X zawsze był najlepszym źródłem wiadomości finansowych dla traderów i inwestorów. Każdego dnia alokowane są miliardy dolarów w oparciu o to, co ludzie czytają na osi czasu”.

    𝕏 has always been the best source of financial news for traders and investors. Billions of dollars are allocated every day based on what people read on Timeline.

    Today we’re launching our new Cashtags feature in the US and Canada on iPhone, bringing real-time financial data to… pic.twitter.com/c8s7X9gHTO

    — Nikita Bier (@nikitabier) April 14, 2026

    Od informacji do zlecenia w jeden klik

    To nie jest tylko pasywny podgląd danych. Pilotażowa integracja z kanadyjską firmą maklerską Wealthsimple pokazuje, gdzie zmierza ten projekt. Użytkownicy w Kanadzie mogą składać zlecenia na aktywa bezpośrednio z poziomu X, dotykając wbudowanego przycisku przekierowującego ich do platformy maklerskiej. Ważne: X nie pełni roli brokera.

    Wizja jest jasna: połączyć dyskusję z danymi i umożliwić płynne przejście od informacji do działania. Ekosystem kryptowalutowy Solany potwierdził, że Cashtagi będą działać w jej sieci. Dane cenowe dostarczy Jupiter Exchange, dane historyczne – Birdeye, a infrastrukturę bazową opracują Dialect i Helius.

    X Money: superaplikacja, która ma wszystko zmienić

    Cashtagi to tylko przedsmak. Kluczem do długofalowego celu Muska – przekształcenia X w aplikację do wszystkiego – ma być X Money. To platforma bankowa i płatnicza wbudowana w sieć społecznościową.

    Według informacji od pierwszych testerów, którzy mają wczesny dostęp, usługa oferuje konkurencyjne korzyści: 3% cashbacku przy kwalifikujących się zakupach oraz 6-procentowe oprocentowanie oszczędności gotówkowych – wartość około 15-krotnie wyższą niż średnia w USA.

    Musk, współzałożyciel PayPal, postrzega płatności jako kluczowy element tworzenia tzw. superaplikacji, na wzór chińskiego WeChat. Jak Musk powiedział pracownikom w lutym: „Chcemy, aby w aplikacji X można było, jeśli się tego chce, przeżyć całe swoje życie”.

    Oczekuje się, że X Money zaoferuje również darmowe przelewy między użytkownikami, metalową kartę debetową Visa spersonalizowaną nazwą użytkownika oraz AI concierge zbudowanego przez startup Muska – xAI.

    Ambitny plan, ale góra wyzwań

    Wizja jest ogromna, ale realia pokazują, że droga do superaplikacji w USA jest wyboista. X Money wciąż nie posiada licencji płatniczych w kilku stanach, w tym w Nowym Jorku i Massachusetts, gdzie ustawodawcy otwarcie kwestionują, czy Musk jest godny zaufania w zarządzaniu pieniędzmi obywateli.

    Prowadzenie platformy płatniczej w USA wymaga licencji ze wszystkich 50 stanów. Musk, podczas spotkania z pracownikami w 2023 roku, przewidywał, że X uzyska niezbędne zgody „w ciągu kilku miesięcy”. Obecnie X posiada licencje w 44 stanach.

    Richard Crone, obserwator branży płatniczej, ocenia szanse X Money sceptycznie: „Obiecał tę wizję ponad dwa lata temu i mówił, że zrealizuje ją w ciągu roku. To może być spóźniona inicjatywa o ograniczonej sile przebicia”.

    Do tego dochodzą praktyczne przeszkody. Weterani branży wskazują, że X wciąż brakuje infrastruktury sprawiającej, że zakupy na platformie byłyby bezproblemowe, co jest wymogiem dla każdej aplikacji aspirującej do obsługi prawdziwego handlu.

    Rewolucja czy kolejna obietnica?

    Musk ma jednak potężne atuty: platformę z 600 milionami użytkowników miesięcznie, bazę twórców treści już opłacanych przez X oraz własną historię współtworzenia pionierskich usług płatniczych.

    Twórcy, którzy obecnie otrzymują od X wynagrodzenie za zaangażowanie, mają zostać przeniesieni z platformy Stripe na X Money – co gwarantuje systemowi początkową bazę aktywnych kont.

    Premiera Cashtagów trafiła w wyjątkowo sprzyjający moment dla kryptowalut. BTC przekroczył poziom 75 000 dolarów, osiągając najwyższy pułap od miesiąca, a Ethereum zbliżyło się do 2 400 dolarów. Dla platformy, która chce stać się centrum aktywności finansowej, trudno wyobrazić sobie lepsze tło.

    Czy X faktycznie stanie się miejscem, gdzie przeżyjesz całe swoje cyfrowe życie? Elon Musk postawił wszystko na jedną kartę. Świat finansów i technologii wstrzymuje oddech, czekając na rezultat.